USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Rzecz o inżynierach...
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 26 Maj 2015 02:20:31 - Edytowany przez: Q__
Czytam tych "Stażystów" braci S., czytam i natrafiam na taki fragment...

"Po pomyślnie zakończonej regulacji fazocyklera, Żylin zaproponował Jurze, by zszedł razem z nim do maszynowego wnętrza statku - do podstawy reaktora fotonowego. Tam było zimno i nieprzyjemnie. Żylin niespiesznie zajął się swoim codziennym check up. Jura powoli szedł za nim, z rękami wciśniętymi głęboko w kieszenie, starając się nie dotykać pokrytych szronem powierzchni.
- Jakie to jednak wspaniałe. - W jego głosie brzmiała zawiść.
- Co takiego? - spytał Żylin.
Z brzękiem odchylał i zatrzaskiwał pokrywy, odsuwał półprzeźroczyste szybry, za którymi migotała kabalistyczna plątanina jakichś schematów, włączał malutkie monitory, na których pojawiały się kropki jasnych impulsów, skaczące po siatce współrzędnych, wsuwał mocne, zręczne palce w coś niewyobrażalnie skomplikowanego, różnobarwnego, rozbłyskującego, i robił to wszystko niedbale, lekko, bez zastanowienia, a przy tym tak ładnie i apetycznie, że Jura zapragnął zmienić specjalizację i tak samo od niechcenia władać wstrząsającym, gigantycznym organizmem fotonowego cudu.
- Aż mi ślinka cieknie - rzekł Jura. Żylin roześmiał się.
- Naprawdę - dodał Jura. - Nie wiem, może dla was to wszystko jest zwyczajne i codzienne, może się wam nawet sprzykrzyło, ale i tak jest wspaniałe. Wielki i skomplikowany mechanizm, a obok jeden człowiek... władca. To wspaniałe, gdy człowiek jest władcą.
Żylin czymś szczęknął i na szarej, chropowatej ścianie zapłonęło jak tęcza jednocześnie sześć ekranów.
- Człowiek od dawna jest takim władcą - stwierdził, uważnie obserwując ekrany."


I - przeczytawszy - pomyślałem sobie, że - pomijając techniczne szczegóły - to co Strugaccy napisali równie dobrze nadawałoby się do Treka, jako opis kondycji Głównych Inżynierów jednostek, których przygody podziwialiśmy... Co pomyślawszy uznałem, ze czas najwyższy założyć topic o owych inżynierach - ich codziennej pracy, kompetencjach*, o tym jak bardzo ich wiedza musi przewyższać wiedzę nam współczesnych, wreszcie o tym który z nich (zgodnie z odwieczną tradycją fanowskich rankingów) najlepszy?

(Po dane ze SCE też można sięgać.)

* pamiętacie esej z "Boarding the Enterprise", ktory kiedyś linkowałem?
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=3215&page=2#msg240986
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 23 Cze 2015 18:31:17 - Edytowany przez: Q__
Jeszcze taka ciekawostka...

Zacznę od pytania czy wiecie ilu głównych inżynierów miał Ent-D w początkach swojej służby (i jaka była w ogóle w jego maszynowni struktura dowodzenia wówczas)?

Jest to pytanie w sumie bez odpowiedzi, bo zanim do maszynowni schodzi z mostka Geordi, poznajemy po kolei takie postacie noszące tytuł chief engineer (nie mając przy tym gwarancji, że byli jedynymi):
- Sarah MacDougal (komandor porucznik):

http://en.memory-alpha.wikia.com/wiki/Sarah_MacDou gal
- Argyle (również komandor porucznik):

http://en.memory-alpha.wikia.com/wiki/Argyle
- Logan (porucznik!):

http://en.memory-alpha.wikia.com/wiki/Logan
- Leland T. Lynch (znowu komandor porucznik):

http://en.memory-alpha.wikia.com/wiki/Leland_T._Ly nch

Czy oznacza to, że na stanowisku szefa inżynierów Ent-D była rotacja niczym w podejrzanym zakładzie zatrudniającym na czarno? Ha! Gdybyż to było takie proste... W TNG: "Where No One Has Gone Before" pada bowiem z ust Rikera coś takiego:

RIKER: They are, sir. Which is why they have made the First Officer directly responsible for an engine's condition and performance. Guided, of course, by one of our Chief Engineers, Lieutenant Commander Argyle in this case.

Co sugeruje jakąś formę kolektywnego kierownictwa nad maszynownią, przynajmniej w owym czasie...

Nie tylko mnie ta sprawa daje do myślenia:
http://www.ex-astris-scientia.org/inconsistencies/ chief_engineers_tng.htm
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=81257
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=86506
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=138607
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=241897
http://www.reddit.com/r/DaystromInstitute/comments /2qlolw/why_did_the_enterprise_d_go_through_so_man y_chief/

Pytanie kolejne: czy po tym jak Geordi został promowany na Głównego Inżyniera system ten zmieniono, czy nadal było tych inżynierów kilku, ale my oglądaliśmy tylko jednego?

(Tu trzeba wspomnieć o tym, że w pierwotnej wersji Roddenberry'ego Ent-D miał być tak nowoczesny i zautomatyzowany, ze nie potrzebował być nadzorowany przez cudotwórcę pokroju Scotty'ego, działać miał, w zasadzie, sam.
Oraz o fan-hipotezie a posteriori, że na etapie testów i rozruchu sprawdzał i nadzorował picardowego Entka zespół czterech inżynierów, a gdy zakończyli testy zastąpił ich jeden Geordi.)

ps. Mav, deklarujesz się jako fan TNG, jestem więc ciekaw Twojej interpretacji...
Mav
Użytkownik
#3 - Wysłana: 23 Cze 2015 20:27:56
Q__:
ps. Mav, deklarujesz się jako fan TNG, jestem więc ciekaw Twojej interpretacji...

O ile dobrze pamiętam, to jako pierwsza pojawiła Argyle i wtedy pomyślałem, że być może to miała być kolejna postać łamiąca stereotyp - kobieta mechanik/inżynier. Miałoby to sens. Aczkolwiek była już kobieta oficer ochrony i kobieta lekarz, więc jeszcze kobieta mechanik to mogłoby być za dużo... a może i nie. Trudno powiedzieć, bo jakby nie było Geordi stał się kultową postacią (visor także się do tego przyczynił, bo go wyróżniał i to w klimacie SF).

Z punku widzenia in universe, kilku głównych inżynierów ma większy sens niż jeden. Enterprsie może być super zautomatyzowany, ale to jednak skomplikowana technologia i powinna mieć nadzór kilku inżynierów, szczególnie, że przecież Geordi musi spać i mieć też czas dla siebie.
pitrock
Użytkownik
#4 - Wysłana: 24 Cze 2015 12:51:48
Mav:
O ile dobrze pamiętam, to jako pierwsza pojawiła Argyle i wtedy pomyślałem, że być może to miała być kolejna postać łamiąca stereotyp - kobieta mechanik/inżynier.

Mała poprawka: pierwszą była Sarah MacDougal, natomiast Argyle pojawił się jako drugi.

Mav:
Z punku widzenia in universe, kilku głównych inżynierów ma większy sens niż jeden. Enterprsie może być super zautomatyzowany, ale to jednak skomplikowana technologia i powinna mieć nadzór kilku inżynierów, szczególnie, że przecież Geordi musi spać i mieć też czas dla siebie.

Popieram tą tezę. Geordi oczywiście mógł być capo di tutti capi wśród inżynierów na Ent-D, ale na tym okręcie był 4 zmianowy system wacht (bądź służby jak kto woli). Zatem gdy nie było Geordiego, na jego miejsce wchodził inny chief engineer mający te same uprawnienia, kompetencje i zapewne wiedzę.
Maveral
Użytkownik
#5 - Wysłana: 24 Cze 2015 16:20:24
Też sądzę, że na Enterprise po prostu takich "adminów" w maszynowni było kilku, a Geordi był szefem szefów, czyli, jakby to ładnie ująć, "super-adminem" ;) Takie rozwiązanie jest też sensowne, bo Geordi musiał kiedyś spać, a i jakieś choroby, czy nawet śmierć mogą się zawsze przytrafić i wtedy ktoś musi nie tylko chcieć, ale i umieć zastąpić szefa szefów.

Swoją drogą ciekawi mnie czy tam "szło na noże" w kwestii awansów, bo przecież nie wszystkich można awansować, a widzieliśmy nieraz, że w Gwiezdnej Flocie pracują wręcz chorobliwie ambitne jednostki. Shelby, która nie cofała się przed niczym, aby wykopać Rikera ze stołka; sam Riker, ktory kilka razy powtarzał, że poświęcił wszystko dla kariery; Geordi, który musiał mieć bardziej wydajny reaktor od jakiegoś tam kolegi z innego statku; ten inżynier, który nie chciał zaakceptować Torres jako głównego inżyniera (nie pamiętam jak się nazywał).
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 24 Cze 2015 17:58:53 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Enterprsie może być super zautomatyzowany, ale to jednak skomplikowana technologia i powinna mieć nadzór kilku inżynierów, szczególnie, że przecież Geordi musi spać i mieć też czas dla siebie.

Z drugiej strony u Lema statek w podobny sposób obchodzący pś, ale - na oko - mniej zaawansowany technologicznie - obsługiwał jeden komputer (co prawda ultymatywny, ale chyba niezdolny nosić w sobie symulacji 1:1 całego Wszechświata, co w TNG i biurkowe liczydła potrafią), gdy cala załoga spała:

"Przed zanurzeniem radiolokatory ostatni raz wspomniały o „Hermesie”, ukazując jak zatacza na nieboskłonie wycinek ogromnej hyperboli, idąc wciąż wyżej, nad rękaw spirali galaktycznej, aby w wysokiej próżni iść przyświetlnym chodem, aż radiowe echa zaczęły przychodzić w rosnących odstępach na znak, że „Hermes” podlega relatywistycznym efektom i jego czas pokładowy coraz bardziej rozchodzi się z czasem „Eurydyki”. Łączność między zwiadowcą i macierzystym statkiem zerwała się ostatecznie, kiedy sygnały automatycznego nadajnika zwiększyły długość fal, rozciągnęły się w wielokilometrowe pasma i osłabły tak, że ostatni zanotował najczulszy indykator w siedemdziesiątej godzinie od startu, kiedy Hades, trafiony przez samobójczego „Orfeusza”, stęknął grawitacyjnym rezonansem i otwarł temporalne czeluście. Cokolwiek miało się przydarzyć zwiadowcy i zamkniętym w nim ludziom, musiało pozostać nieznane przez wiele ich lat.
Tym, którzy śpią snem embrionacyjnym, podobnym do śmierci, jako wyzbytym wszelkich rojeń i choćby nimi wyczuwanej utraty czasu, lot się nie dłużył. Nad białymi sarkofagami w tunelowym embrionatorze przez pancerne szkliwo peryskopu świeciła Alfa Harpii, błękitny olbrzym odstrzelony od innych gwiazd konstelacji jednym z własnych, asymetrycznych wybuchów, gdyż był młodym Słońcem i jeszcze się nie ustatkował po nuklearnym zapłonie swoich wnętrz. Po zniknięciu „Eurydyki” GOD przystąpił do manewrowania. „Hermes”, wzbiwszy się nad ekliptykę, runął jak kamień ku Hadesowi, zrazu oddalając się od docelowych gwiazd, żeby je łatwiej osiągnąć grawitacyjnym kosztem giganta, okrążył go bowiem tak, że kollapsar dał mu swym polem solidny rozpęd. Zyskawszy podświetlną prędkość, „Hermes” wysunął z burt wloty strumieniowych reaktorów. Próżnia była tak wysoka, że zgarnianych atomów nie starczyło do zapłonu, więc GOD ekscytował wodór zastrzykami trytu, aż synteza ruszyła. Czarne dotąd gardziele silników rozjarzył blask, pulsujący coraz bardziej, prędzej, jaśniej, i w mroki trysnęły ogniowe słupy helu. Laser „Eurydyki” okazał zwiadowcy startową pomoc mniejszą od przewidywanej, gdyż jeden z hypergolowych boosterów dał kiepski ciąg i zwierciadło rufowe uchyliło się od kursu, a potem „Eurydyka” przepadła jak wchłonięta w nicość, lecz GOD rychło wyrównał stratę dodatkową mocą, wykradzioną Hadesowi.
Przy 99 % szybkości światła próżnia we wlotach silnikowych gęstniała, wodoru było pod dostatkiem, trwałe przyspieszenie zwiększało już masę zwiadowcy daleko bardziej niż jego pęd, GOD utrzymywał 20 g bez najmniejszych odchyleń, lecz obliczona na czterykroć większe przeciążenia konstrukcja dzierżyła się bez szwanku. Żaden żywy organizm, większy od pchełki, nie wytrzymałby własnego ciężaru w owym locie. Każdy człowiek ważył ponad dwie tony. Pod tą prasą nie ruszyłby żebrami, gdyby miał oddychać i serce pękłoby mu, tłocząc ciecz, daleko cięższą niż płynny ołów. Nie oddychali jednak i serca ich już nie biły, choć nie zmarli. Załoga spoczywała w tym samym płynnym ośrodku, który zastępował jej krew. Pompy, sprawne i przy stukrotnym ciążeniu (ale takiego by już embrionujący nie znieśli), tłoczyły w ich naczynia onaks, a serca kurczyły się raz lub dwa razy na minutę, nie pracując, a tylko biernie poruszane napływem życiodajnej, sztucznej krwi.
We właściwym czasie GOD dokonał zmiany kursu i lecąc teraz wprost ku korotacyjnemu skłębieniu gwiazd galaktyki, „Hermes” wyrzucił przed dziób tarczę osłonową. Wyprzedziła statek o kilka mil i znieruchomiawszy pozornie w tej odległości, służyła za przeciwpromienny pancerz. Inaczej przy rozwijającym pędzie promienie kosmiczne zniszczyłyby zbyt wiele neuronów w mózgach ludzkich. Błękitna Alfa świeciła już za rufą. Wewnątrz tunelowego pokładu w długiej rufie „Hermesa” nie zapanowała jednak całkowita ciemność, gdyż otuliny reaktorów dawały mikroskopijny przeciek kwantom i u ścian tlało promieniowanie Czerenkowa. Ten blady półmrok trwał w pozornym bezruchu, niezmienny w doskonałej ciszy i tylko dwukrotnie wpłynęły weń przez grubościenne okno w zaporze, oddzielającej embrionator od górnej sterowni, ostre, gwałtowne błyski. Za pierwszym razem dotąd ślepy monitor kontrolny tarczy osłonowej łysnął zimną bielą i natychmiast zgasł. GOD, przebudzony w terasekundzie, wydał właściwy rozkaz. Prąd obrócił dźwignie, dziób statku otwarł się i rzygnął płomieniem tak, by nowa wystrzelona w przódtarczazastąpiła rozbitą przez garść kosmicznego pyłu, która od pędu zderzenia obróciła ochronny dysk w rozżagwioną chmurę pękających atomów. „Hermes” przeleciał przez słoneczny fajerwerk, rozciągający się daleko za rufą i gnał dalej. Automat po kilku sekundach wyhamował niepożądane boczne drgania nowej tarczy, coraz wolniej mrugając pomarańczowymi kontrolkami bakburty i sterburty, jakby czarny kot porozumiewawczo i kojąco mrugał płowymi oczami do GODa. Potem znów wszystko zamarło na statku aż do ponownego trafienia w szczyptę meteorytowego czy kometowego pyłu i operacja odnowienia tarczy osłonowej dokładnie się powtórzyła. Wreszcie trzepocące elektronami atomy zegarów cezowych dały oczekiwany znak. GOD nie musiał patrzeć na jakiekolwiek wskaźniki, bo były jego zmysłami i odczytywał ich stan mózgiem, który z uwagi na trzycentymetrowe rozmiary dowcipnisie „Eurydyki” zwali kurzym. GOD baczył na wskazania lumenowego nadzoru, by utrzymywać kurs przy redukcji ciągów. Silniki wygaszone i odwrócone poczęły hamować statek. I ten manewr powiódł się znakomicie: przewodnie gwiazdy ani drgnęły na fokatorach, obyło się więc bez poprawki zaprogramowanej trajektorii lotu. W założeniu redukcja przyświetlnej chyżości do parabolicznej względem Dzety, więc do jakichś 80 km/sek. na mikroparsek przed Junoną, najbardziej zewnętrzną planetą układu, wymagała prostego odwrócenia ciągu, aż sam wygaśnie od niedostatku wodorowego paliwa i przejścia na hamowanie hypergolami. GOD odebrał jednak w porę ostrzeżenia „Eurydyki” i nim wziął się do reanimacyjnych zabiegów, przeprogramował hamowanie. Zarówno blask dysz wodorohelowych, jak płomienie samozapłonowych paliw były łatwo rozpoznawalne w ich technicznej, więc sztucznej charakterystyce, a GOD miał teraz za pierwszą regułę „mocno ograniczone zaufanie do Braci w Rozumie”. Nie szperał w biblistyce, nie analizował zajść między Ablem i Kainem, lecz wygasił strumieniowo-przepływowe silniki w cieniu Junony i wykorzystał jej ciążenie dla redukcji pędu i zmiany kursu. Drugi glob gazowy Dzety posłużył mu do zejścia na prędkość paraboliczną i dopiero wtedy uruchomił reanimatory."


"Fiasko"

pitrock

pitrock:
Mała poprawka: pierwszą była Sarah MacDougal, natomiast Argyle pojawił się jako drugi.



(Dodajmy tu zresztą jako ciekawostkę, że Argyle był postrzegany jako Scotty-bis i było sporo takich, którzy mieli nadzieję zobaczyć go w stałej obsadzie. To jeden z drugoplanowych ulubieńców fandomu.)

Maveral

Maveral:
Też sądzę, że na Enterprise po prostu takich "adminów" w maszynowni było kilku, a Geordi był szefem szefów, czyli, jakby to ładnie ująć, "super-adminem" ;)

Ciekawe przy tym, że zanim został awansowany na to stanowisko, inżynierowie podlegali... Rikerowi (jak, ledwo co, cytowałem). Czy oznacza to, że Will miał wybitne inżynierskie kwalifikacje?

Maveral:
Swoją drogą ciekawi mnie czy tam "szło na noże" w kwestii awansów, bo przecież nie wszystkich można awansować, a widzieliśmy nieraz, że w Gwiezdnej Flocie pracują wręcz chorobliwie ambitne jednostki.

Przypuszczalnie tak. Zwróćmy uwagę jak silnie Logan kwestionował (w "The Arsenal of Freedom") rozkazy Geordiego (który robił wówczas za p.o. dowódcy Ent-D). Może już wiedział na jakie stanowisko szykowany jest La Forge?

Maveral:
ten inżynier, który nie chciał zaakceptować Torres jako głównego inżyniera (nie pamiętam jak się nazywał).

Joseph Carey:
http://en.memory-alpha.wikia.com/wiki/Joseph_Carey
Mav
Użytkownik
#7 - Wysłana: 24 Cze 2015 19:20:24 - Edytowany przez: Mav
pitrock:
Mała poprawka: pierwszą była Sarah MacDougal, natomiast Argyle pojawił się jako drugi.

Tak, chodziło mi o nią. Właśnie dlatego, że się pojawiła jako pierwsza uznałem, że być może taki była plan z kobietą jako główny mechanik/inżynier. Po prostu nie pamiętałem jej imienia, a myślałem, że pod spodem jest jej nazwisko.

Generalnie warto zwrócić uwagę, że przez cały pierwszy sezon ci inżynierowie byli pomijani w życiu mostka. Mieli tylko krótkie kwestie, nic konkretnego, takie raporty po prostu. Może faktycznie taka była koncepcja, aby maszynownia zeszła na dalszy plan. Potem Geordi był przecież koło Daty jednym z głównych techno myślicieli na ENT-D.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 24 Cze 2015 23:39:17 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Może faktycznie taka była koncepcja, aby maszynownia zeszła na dalszy plan.

No, tak twierdzą, powołując się na pierwotną wizję Roddenberry'ego, jak mówiłem.... (Co zresztą pokazuje jak odmienna bywa pierwotna idea serii od realizacji. Tak, wiesz do czego piję .)

Mav:
Potem Geordi był przecież koło Daty jednym z głównych techno myślicieli na ENT-D.

I nie wiem czy aby nie najwięcej się natechnobełkotał w całym Treku...
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 9 Paź 2015 20:12:41 - Edytowany przez: Q__
Dość niecodziennie wyglądające narzędzia Scotty'ego (tzw. jumpers):
http://www.startreknewvoyages.com/2015/09/27/scott ys-circuitry-jumpers/

Jak sądzicie: do czego to służy?


EDIT:
I kolejne cudeńko - Ray Generator (zwany też Trident Scanner):
http://www.startreknewvoyages.com/2012/10/04/the-r ay-generator-trident-scanner-prop/
pirogronian
Użytkownik
#10 - Wysłana: 4 Lip 2016 22:34:32 - Edytowany przez: pirogronian
Skoro mowa o inżynierach, to nie sposób nie wspomnieć o znanym powiedzeniu "Zaufaj mi, jestem inżynierem". Więc ja wspomnę o moim osobistym idolu...

Zryp to sam - miniserial

Chętnie zobaczyłbym przygody Pana Prowizorki* nap okładzie któregoś z Enterprisów... W Treku wszystko może się w końcu zdarzyć

*Gdyby ktoś chciał parę odcinków pełnometrażowych z jego udziałem: https://www.youtube.com/watch?v=HfGwkcBERrI&list=P Le4MLGTjiz6UCnHjclDEgtD0BlFg4yZ_t
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 3 Cze 2018 23:27:43 - Edytowany przez: Q__
Taka (inżynieryjna) ankietka...

Ship You'd Serve as Engineer Is...

U.S.S. Enterprise NCC-1701-D (37%)
U.S.S. Voyager NCC-74656 (20%)
U.S.S. Enterprise NCC-1701 (15%)
U.S.S. Defiant NCC-1764 (13%)
U.S.S. Enterprise NX-01 (10%)
U.S.S. Discovery NCC-1031 (5%)

http://www.startrek.com/article/poll-says-ship-you d-serve-as-engineer-is

Wniosek 1: chyba się układającym pytania Defianty pozajączkowały (pozostałe to hero shipy, a ten - co prawda - robił furorę kolejno w TOS-ie, HF, ENT, STC i DSC, ale jednak... no i załogę stracił).
Wniosek 2: fajnie, co by nie gadać, być inżynierem na Discovery. Spędzi się cały czas poza ekranem (minimum: pierwszym planem ekranu) i będzie się mieć święty spokój.

EDIT: uups, bzdurę napisałem; według MA chief engineerem Discovery był Stamets*, który stanowczo spokoju nie miał. Ba, poświęcił dla pracy więcej niż koledzy...

* Nie skojarzyłem tego, naukowe srebro i nietypowy charakter jego pracy mnie zmyliły...
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Rzecz o inżynierach...

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!