USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Jakim cudem mogła wybuchnąć Dominion War?
 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 24 Lut 2015 15:27:42 - Edytowany przez: Q__
Zwróćmy uwagę, że TOS (z TAS) i TNG pokazują nam Galaktykę jako "piaskownicę" potęg trochę większych niż Federacja - mamy Organian, Thasian, Excalbian, Metronów, dysponujących iście boską mocą Trelane'a, Apollina, Quetzalcoatla, TNG dokłada do tego Q i co najmniej jednego Douwda. W takim wypadku scenariusz Dominion War wydaje się mało prawdopodobny, bo owi wszechmocni mogą nie chcieć by jakieś prymitywy urządzały sobie harce na ich podwórku. Przypomnijmy sobie finał TOS "Errand of Mercy":

Sulu [OC]: Every control on our ship became too hot to handle.
(Then it all goes dark, and he can touch the consoles again)
Sulu [OC]: Our power's gone. Our phaser banks are dead.
Kirk: Stand by, Sulu.
Kor: My fleet, it's helpless.
Kirk: What have you done?
Ayelborne: As I stand here, I also stand upon the home planet of the Klingon Empire, and the home planet of your Federation, Captain. I'm putting a stop to this insane war.
Kor: You're what?
Kirk: You're talking nonsense.
Ayelborne: It is being done.
Kirk: You can't just stop the fleet. What gives you the right?
Kor: You can't interfere. What happens in space is not your business.
Ayelborne: Unless both sides agree to an immediate cessation of hostilities, all your armed forces, wherever they may be, will be immediately immobilised.
Kirk: We have legitimate grievances against the Klingons. They've invaded our territory, killed our citizens. They're openly aggressive. They've boasted that they'll take over half the galaxy.
Kor: Why not? We're the stronger! You've tried to hem us in, cut off vital supplies, strangle our trade! You've been asking for war!
Kirk: You're the ones who issued the ultimatum to withdraw from the disputed areas!
Kor: They are not disputed! They're clearly ours. And now you step in with some kind of trick.
Ayelborne: It is no trick, Commander. We have simply put an end to your war. All your military forces, wherever they are, are now completely paralysed.
Claymare: We find interference in other people's affairs most disgusting, but you gentlemen have given us no choice.


Co prawda potem - w tzw. erze filmowej - dochodzi do napięć na linii UFP-Klingoni, ale fakt, że w ogóle do nich doszło fanon od zawsze tłumaczy w sposób, który (przy współudziale Davida Gerrolda) artykułuje wprost NV "Kitumba":

Kirk: This sector has become extremely unstable since the disappearance of the Organians.
Spock: The Klingons have become increasingly active after realizing enforcement of the treaty is now problematic.


Jak więc widać wszechmocni musieli gdzieś sobie pójść, by zwaśnione potęgi w ogóle zaczęły myśleć o - powtórnej, "PtA" się kłania - wojnie (być może moment, by sobie pójść wybrali nieprzypadkowy, przewidzieli bowiem, że do wojny w tych nowszych realiach i tak już nie dojdzie - bo też we właściwej linii czasu nie doszło - za sprawą wydarzeń na Praxis, za sprawą bohaterstwa kapitan Garrett i jej załogi, za sprawą pokazanego w w/w "Kitumbie" udziału kapitana Kirka przewrotu na szczycie władz IK; a może to zniknięcie było tylko pozorne, by Ziemianie i Klingoni mieli wrażenie, że sami porządkują swoje sprawy?).

Pytanie zatem jak mogło dojść do Dominion War? W końcu Q interesował się losami Picarda, ludzkością, Federacją i pewnie prędzej sam by UFP dla kaprysu zniszczyl niż pozwolil, by zrobiły to jakieś przybłędy z Kwadrantu Gamma, a jeszcze swoje mógłby dołożyć Dominium mściwy - gdy ktoś mu na odcisk wejdzie Douwd. Nie wiemy też nic o znikaniu Thasian, Excalbian czy Metronów, więc i oni mieliby coś w sprawie do powiedzenia.
Wielkiej emigracji First Ones - jak w finale B5 - założyć nie możemy (zresztą gdyby uznać B5 za część kanonu byliby to raczej już Second Ones, z humanoidami robiącymi maksimum za Third), bo Q pojawiał się na Voyagerze nie raz... Ale w tym co mówią jego pojawienia się może leży klucz do tej zagadki...

Porównajmy daty wojny domowej w Continuum Q:
http://en.memory-alpha.org/wiki/Q_Civil_War
I Dominion War:
http://en.memory-alpha.org/wiki/Dominion_War
Zauważmy: obie zaczynają się w roku 2373, poprzedzone wcześniejszymi (w pierwszym wypadku wewnętrznymi, w łonie Continuum, w drugim na linii - potęgi Kwadrantów Alfa i Beta - Dominium) napięciami.

Wydaje mi się wiec, że Dominion War wybuchła, mogła wybuchnąć, tylko dlatego, że galaktyczne potęgi wyższego rządu angażowała sprawa wojny domowej Q (o której MA mówi: "The crossfire of the war caused spatial disruptions within the Continuum, which had a devastating side effect in the normal universe in the form of numerous closely spaced supernovae that erupted over a few days. The implosion of each star created a negative density false vacuum that sucked surrounding matter into the Continuum.", która to wojna mogła zresztą sięgać swoim przebiegiem w przeszłość i w przyszłość - wiemy jak mało dla Q znaczy czas), ba, może nawet szaleństwo waśni w Continuum (ciągnących się od sprawy Quinna, która znalazła finał w roku 2372, a któż wie, kiedy się zaczęła?) promieniowało w jakiś sposób do normalnego Wszechświata, powodując, że i w nim agresja narastała (kojarzy się odciskanie potężniejszej Formy w Materii w "Innych Pieśniach" Dukaja czy niektóre spostrzeżenia chińskiej filozofii) - cóż bowiem znaczy dla Q nieprzekraczalność praw fizyki (zdają się posiadać - mówiąc Dukajem - zdolność kraftowania, licząc się tym samym do rzędu lemowskich Graczy) i któż wie jakimi broniami walczyli?

Co sądzicie o takim wyjaśnieniu?
pirogronian
Użytkownik
#2 - Wysłana: 24 Lut 2015 18:11:58
Q__:
Co sądzicie o takim wyjaśnieniu?

Mnie się podoba
Adek
Użytkownik
#3 - Wysłana: 24 Lut 2015 18:43:40
Strasznie długie do czytania , ale moim skromnym zdaniem wojna z Dominium była nieunikniona, gdyż IMPERIUM DOMINIAŃSKIE dążyło do podbojów zawsze i wszędzie. Najpierw politycznych (proponowanie sojusz ze swoją dominującą pozycją) a z czasem już jawnie oznajmiając rządowi podbitej planety, że mają stosować się do wszelkich rozkazów Założycieli bez mrugnięcia okiem. Pamiętam już DS9 ( jak przez mgłę, ale tyle o ile zostało mi w głowie. Wojny domowej między Q-ami do tego bym nie mieszkał, choć oczywiście oni jako wszechmocne istoty miały wpływ na kształtowanie wydarzeń w różnych galaktykach, ale nie mogli sobie żonglować kosmicznymi klockami do woli. Były jakieś granice tych zabaw. Nawet były one z reguły ZABRONIONE w continuum i Q dostawali się za to solidne kary.
Guauld
Użytkownik
#4 - Wysłana: 24 Lut 2015 20:29:48 - Edytowany przez: Guauld
Q__:
Przypomnijmy sobie finał TOS "Errand of Mercy":

No właśnie, mnie zaskakuje to, jaką wrażliwość posiadają nadprzyrodzone istoty w Treku (choć oczywiście nie wszystkie). Choć jako gatunek całościowo możemy mieć faktycznie jakąś wartość, z czystym sumieniem ocenić ją można jedynie z perspektywy czasu (co jest raczej łatwiejsze dla większości istot żyjących poza nim), lecz to ciągle bardzo subiektywne spojrzenie, ostatecznie zależne zupełnie od poglądów filozoficznych danej rasy/istoty (które zaskakująco często pojmują dobro/zło tak samo jak my). A żeby mieć współczucie wobec tak kruchych, przemijalnych i ograniczonych istot jak my, ich ewolucja pewnie musiała być bardzo mocno wsparta jakąś religią (pokroju Buddyzmu), uwarunkowaniem fizycznym lub po prostu bardzo stabilnym "systemem" filozoficznym, którym znacząca większość (jak nie wszyscy) kierowała się bez zastrzeżeń (u nas to raczej nie do pomyślenia). To ostatnie w sumie mogło (a może "wciąż" może?) być ich poważną słabością, jeśli ograniczali się do pewnych sfer wiedzy na zasadzie beltryzacji w "Powrocie z gwiazd", m.in. bojąc się nawet pomyśleć o przemocy (i może z tego względu tak bardzo starali się od niej odwodzić pomniejsze cywilizacje?).

Adek:
IMPERIUM DOMINIAŃSKIE

Rozumiem, że skłaniasz się ku stwierdzeniu, iż ocean zmiennych był jednak bardziej jedną istotą, niż wieloma?

Adek:
Nawet były one z reguły ZABRONIONE w continuum i Q dostawali się za to solidne kary.

Tylko właśnie nie wiemy jak wyglądał odpowiednik PD dla Q, mamy tylko przesłanki, że interwencja powyżej jakiegoś poziomu była zabroniona (ludzkość pewnie sporządziłaby specjalną skalę w tym celu, nazywając ją oczywiście nazwiskiem twórcy - co w przypadku Continuum byłoby dosyć zabawne ).
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 25 Lut 2015 16:02:34 - Edytowany przez: Q__
pirogronian

pirogronian:
Mnie się podoba

Cóż, dla siebie ją tworzyłem. W świetle bowiem tego, ile nadludzkich bytów zna Trek wybuchnięcie Dominion War bez ich - że tak powiem - aprobaty, czy wręcz roli sprawczej wydawało mi się niemożliwe, ale to tak jak ze smokami prawdopodobieństwa czy z Topolnym i Czwartkiem (co zwiał w panice). Łatwo powiedzieć, że coś jest niemożliwe, ale prymitywna ta konstatacja wystarczy może umysłowi prostackiemu , umysł bardziej wyrafinowany zacznie się zastanawiać jakim cudem pozorna niemożliwość jednak zaszła. Trochę z racji osobistych preferencji widocznych w nicku, ale jeszcze bardziej z powodu tego, że Q są bodaj najpotężniejszymi istotami w całym kanonie ST, Q wydał mi się kluczowy, zwł, że - jak wiemy - i DS9 odwiedzał. Wydało mi się wiec logiczne ustalić co robił w trakcie Dominion War (zwł., że pamiętałem o sprawie Quinna i wojnie domowej w Continuum). Zestawiłem daty. Reszta wydała mi się oczywista.
Cieszę się wszakoż, że się podoba.

Adek

Adek:
ale moim skromnym zdaniem wojna z Dominium była nieunikniona, gdyż IMPERIUM DOMINIAŃSKIE dążyło do podbojów zawsze i wszędzie.

Teoretycznie może i tak, ale w praktyce jak by nie było technicznej możliwości prowadzenia tej wojny (w cytowanym niedawno fragmencie przypominałem jak Organianie obezwładnili całe floty Klingonów i UFP, co raczej walkę uniemożliwia), to i Zmienni nie podskoczą. To po pierwsze.
Po drugie zaś - wbrew pozorom wydarzenia mogły potoczyć się i tak, że do wojny by nie doszło - pokazuje to linia czasu z DS9 "The Visitor" (będąca w sumie prime timeline, ściśle patrząc).

Adek:
ale nie mogli sobie żonglować kosmicznymi klockami do woli. Były jakieś granice tych zabaw. Nawet były one z reguły ZABRONIONE w continuum i Q dostawali się za to solidne kary.

Zgoda. Tyle, że w praktyce są to raczej zakazy typu "nie baw się humanoidami, bo się spocisz", "nie drażnij Borga, synku, bo może użądlić" itp., kary zaś za owe przestępstwa (które "spread too much chaos through the universe") przypominały pogrożenie palcem (utrata mocy i to chwilowa - choć dla do-niedawna-wszechmocnego było to, owszem, b. upokarzające).

Guauld

Guauld:
No właśnie, mnie zaskakuje to, jaką wrażliwość posiadają nadprzyrodzone istoty w Treku (choć oczywiście nie wszystkie).

Może to nie tyle wrażliwość ile kwestia gustu, w końcu przemoc jest taaaka prymitywna...

Guauld:
Rozumiem, że skłaniasz się ku stwierdzeniu, iż ocean zmiennych był jednak bardziej jedną istotą, niż wieloma?

Cóż... ocean na który składają się Zmienni (albo, który na zmiennych się dzieli) budzi automatycznie takie skojarzenia jak istniejący kiedyś prawdopodobnie na Ziemi LUCA czy lemowski Solaris. Możliwe więc, ze Zmienni to pośrednia droga ewolucji pomiędzy znaną nam (a w Treku b. popularną, jak widać) - gdzie pierwotny żywy Ocean dzieli się na potomne istoty, z których część osiąga rozumność, a tą opisaną przez Lema - gdzie Ocean nabywa jakby rozumności bez dzielenia się. The Great Link potrafi bowiem chwilowo się dzielić, ale i stawać na powrót jednością - znalazł sposób by zjeść ciastko i mieć ciastko, jak to się mawia.

Owszem, pojawiła się swego czasu hipoteza, że Zmienni byli kiedyś +/- humanoidami, ale w takim wypadku - jak już przy Lemie jesteśmy, byłaby to znów opisana przezeń ewolucja kołowa - co prawda nie bladawiec-robot-bladawiec-itd. (jak w "Zagadce" czy w... nBSG) tylko tu Ocean-pojedyncze istoty istoty-Ocean.

Nawiasem mówiąc... Niezależnie od tego, że o ich ewolucji można fascynująco gadać, Zmienni są bodaj jedynym gatunkiem universum ST, który bym najchętniej objął General Order 24 (tj, uważam, że w świetle norm in universe na zastosowanie go wobec siebie sobie solidnie zapracowali, choć może krwiożerczość mnie ponosi, bo niby Odo jawnym dowodem, że i z nich może coś wartościowego wyrosnąć).

Guauld:
ludzkość pewnie sporządziłaby specjalną skalę w tym celu, nazywając ją oczywiście nazwiskiem twórcy - co w przypadku Continuum byłoby dosyć zabawne



ps. Robisz oczywiście aluzję do tzw. Cywilizacyjnej Skali Richtera - b. a'propos:
http://en.memory-alpha.org/wiki/Richter_scale_of_c ulture
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Richter_Scale_of _Culture
pirogronian
Użytkownik
#6 - Wysłana: 25 Lut 2015 21:27:29 - Edytowany przez: pirogronian
Cóż, biorąc pod uwagę wojnę domową Q, to wszystko jest możliwe. Są to faktycznie istoty najpotężniejsze chyba w uniwersum Star Trek, jednak, jak widać, ich "boska" moc nie oznacza boskiej wiedzy ani mądrości. Są pod wieloma względami tak samo powikłani, jak ludzie (czego dowodem jest choćby Q-od-Picarda, czy jego wychowanek (i problemy z nim)).

Aż się ciśnie, żeby przedstawić tutaj inną sytuację, bardziej z naszego uniwersum. Np wg Biblii istnieje jedna wszechmocna (ale i wszechmądra) nadistota, która potencjalnie wszystko może kontrolować, jak chce. Jest też "wszechdobra", co może naturalnie nastręczać pewne pytania, dlaczego świat nasz wygląda, jak wygląda. Cóż, odpowiedź prosta nie jest, czego dowodem jest gruba Biblia, która niemal w całości na to właśnie pytanie odpowiada.

W wielkim skrócie - zaszła potrzeba wykazania, czy istoty stworzone przez nadistotę potrzebują tej pierwszej do życia. Jedna z istot podniosła kwestię, że nie, a ludzie ją de facto poparli (słynne kuszenie z ks Rodzaju). Odtąd ludzkość, pozbawiona jednak swojej "doskonałości", "udowadnia wszem i wobec", czy faktycznie w oderwaniu od nadistoty, bazując jedynie na własnym samostanowieniu, stworzy "doskonałe społeczeństwo". A przynajmniej zbliżone od takiego.

Już w tym momencie widać, że w dość przewrotny sposób, diabeł opowiedział się za ideałami Treka, podczas gdy praktyka opowiedziała się przeciwko nim. Można więc powiedzieć, że przesłanie Treka jest wybitnie antychrześcijańskie... (bo nie całkiem jednak antyreligijne, zważywszy na urozmaicenie w religiach).

Wracając do uniwersum Star Trek - z filozoficznego punktu widzenia istot "boskich" (a więc i prawdopodobnie nieśmiertelnych), rozwiązywanie konfliktów pomiędzy tymczasowo żyjącymi stworzeniami "z prochu i gliny" jest zgoła bezcelowe. Bo czy zginą one w wyniku konfliktu, czy też ze starości, wyjdzie przecież na to samo. Tak czy inaczej użyźnią wszechświat. No chyba, że ginąc w konflikcie, czy też trwając w nim tylko, pomniejsze istoty zakłucają jakiś tam "porządek galaktyczny", np wytwarzając wokół siebie aurę agresji (jak wg Q__ zrobili to... Q). Dla porównania - czytałem kiedyś (i boleję, że nie potrafię znaleźć źródła) o ostrzeżeniu obcych względem nas, dotyczącym naszej technologii jądrowej. Obcy mieli nam rzekomo dać czas do 2050 roku, żebyśmy zaprzestali używania ładunków jądrowych. Ale bynajmniej nie dlatego, że są dla nas dobrzy i humanitarni. Po prostu wybuch jądrowy ma znacznie bardziej dalekosiężne skutki, niż się nam wydaje, i jego oddziaływanie rozciąga się na całe "kosmiczne podwórko" (takie liczone w latach świetlnych). Tak więc, być może, boskie istoty widziały w dużych konfliktach zagrożenie dla siebie, gdyż "promieniowanie agresji" stawało się odczuwalne nawet dla nich, a to sprawiało im dyskomfort (powiedzmy - uwierało w bucie ). Czyli nie przez dobroć czy szlachetność zaprowadzały porządek, lecz na zasadzie trochę ojca krzyczącego na hałasujące dzieci, przeszkadzające mu w czytaniu gazety

Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica pomiędzy uniwersum Star Trek i "biblijnym" - biblijna nadistota jest w stanie odkręcić dowolne nieszczęście, jakie zdarzy się w trakcie "testu" ludzkości. Tak więc nikomu na świecie tak na prawdę nie dzieje się trwała krzywda. Tymczasem nie jestem pewien, czy nawet Q potrafią wskrzeszać z martwych... (bo "opiekunowie" Charliego-x do pewnego stopnia umieli "przywracać", to wiem).
The_D
Użytkownik
#7 - Wysłana: 26 Lut 2015 11:52:40
Mam wrażenie, że spora część z superpotęg opisanych w pierwszym poście nie ma ambicji bycia galaktycznymi strażnikami pokoju, a przynajmniej nic takiego nie pokazano. W takim wypadku nie będą kiwać palcem, o ile wojna nie wejdzie na ich bezpośrednie poletko, a i temu pewnie byliby w stanie zapobiegać ukrywając poszczególne układy, lub oszukując czujniki aby nie wyglądały na warte odwiedzenia.

A teoria o związaniu pozostałych wojną w Continuum wydaje się rzeczywiście ciekawa i na pierwszy rzut oka niesprzeczna z kanonem.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 27 Lut 2015 11:52:02
pirogronian

pirogronian:
jednak, jak widać, ich "boska" moc nie oznacza boskiej wiedzy ani mądrości. Są pod wieloma względami tak samo powikłani, jak ludzie (czego dowodem jest choćby Q-od-Picarda, czy jego wychowanek (i problemy z nim)).

Owszem. O ile jeszcze w wypadku TNG da się, od biedy, bronić tezy, ze jest to w wydaniu Q jakaś proteuszowa gra (być może służąca zamaskowanym błazeństwem wyższym celom), czy - w najgorszym wypadku - zabawa znudzonych nieśmiertelnych, o tyle wątki z DS9 i - zwł. - przywołane tu wydarzenia z VOY zdają się pokazywać jak mało Q różnią się mentalnie od humanoidów, mimo swych wszelkich przewag...

pirogronian:
Czyli nie przez dobroć czy szlachetność zaprowadzały porządek, lecz na zasadzie trochę ojca krzyczącego na hałasujące dzieci, przeszkadzające mu w czytaniu gazety

Dokładnie taka wersja wydaje mi się najprawdopodobniejsza. (Acz nie jestem pewien czy chodzi o jakieś promieniowanie nienawiści, choć sam rzuciłem taką tezę, zakładającą zresztą odwrotny zwrot takiego ew. przepływu, czy może - po prostu - o jakiś odpowiednik dyskomfortu w/w ojca, ew. kogoś, komu muchy brzęczą nad głową czy marcujące się koty hałasują za oknem.) Co będą takim nadistotom jakieś humanoidy bałagan robić?

Nawet interwencję Organian odbieram w sumie w tych kategoriach. W końcu gdyby im naprawdę chodziło o pokój to czy rygorystyczniej by go nie pilnowali? Widać wkraczali tylko wtedy, gdy brzęczenie much było za silne...

pirogronian:
Tymczasem nie jestem pewien, czy nawet Q potrafią wskrzeszać z martwych...

W sumie nie ma pewności, acz TNG "Tapestry" da sie i tak interpretować...

The_D

The_D:
Mam wrażenie, że spora część z superpotęg opisanych w pierwszym poście nie ma ambicji bycia galaktycznymi strażnikami pokoju, a przynajmniej nic takiego nie pokazano.

Z drugiej strony co najmniej część tych potęg (Excalbianie, Metroni i Q) zdaje się mieć osobliwe hobby testowania załóg Federacyjnych statków. Niezależnie od tego czy uznamy, że płynęło to z motywacji moralistycznej ("czy młodsza cywilizacja zaczyna dorastać do naszych standardów?"), czy arcypragmatycznej ("sprawdźmy co w nich siedzi, jeśli stanowią potencjalne zagrożenie, zduśmy je w zarodku"), czy - co prawdopodobniejsze - z wypadkowej obu, wskazuje to jednak na ich dość silne zainteresowanie sprawami (i sprawkami) młodszych gatunków. A Dominion War to było jednak spore zamieszanie, patrząc na teatr działań...

The_D:
W takim wypadku nie będą kiwać palcem, o ile wojna nie wejdzie na ich bezpośrednie poletko, a i temu pewnie byliby w stanie zapobiegać ukrywając poszczególne układy, lub oszukując czujniki aby nie wyglądały na warte odwiedzenia.

Z drugiej, jednak, strony skala działań znanych z Dominion War automatycznie sugeruje wejście na poletko przynajmniej części z nich (w końcu ich planety leżały gdzieś na obrzeżach TOSowej Federacji, która zapewne była mniejsza od tej TNGowskiej, część tych obrzeży musiała zostać objęta wojną, a przynajmniej być dotarciem tam frontu zagrożona)...

The_D:
A teoria o związaniu pozostałych wojną w Continuum wydaje się rzeczywiście ciekawa i na pierwszy rzut oka niesprzeczna z kanonem.

Przyznam się bez bicia, że chwilami ponosi mnie ambicja by przetłumaczyć ją na angielski i wysłać Schneiderowi w nadziei, że zamieści ją na EAS.
Adek
Użytkownik
#9 - Wysłana: 27 Lut 2015 14:24:48 - Edytowany przez: Adek
pirogronian:
Dla porównania - czytałem kiedyś (i boleję, że nie potrafię znaleźć źródła) o ostrzeżeniu obcych względem nas, dotyczącym naszej technologii jądrowej. Obcy mieli nam rzekomo dać czas do 2050 roku, żebyśmy zaprzestali używania ładunków jądrowych. Ale bynajmniej nie dlatego, że są dla nas dobrzy i humanitarni. Po prostu wybuch jądrowy ma znacznie bardziej dalekosiężne skutki, niż się nam wydaje, i jego oddziaływanie rozciąga się na całe "kosmiczne podwórko" (takie liczone w latach świetlnych). Tak więc, być może, boskie istoty widziały w dużych konfliktach zagrożenie dla siebie, gdyż "promieniowanie agresji" stawało się odczuwalne nawet dla nich, a to sprawiało im dyskomfort (powiedzmy - uwierało w bucie ). Czyli nie przez dobroć czy szlachetność zaprowadzały porządek, lecz na zasadzie trochę ojca krzyczącego na hałasujące dzieci, przeszkadzające mu w czytaniu gazety

Przyznam, że to jest dość interesująca teza traktująca o tym, że obcy odwiedzający rzekomo naszą planetę mieli dać taki przekaz, że nasze wojny niszczą również i ich. Jeśli jednak przybyli z odległej galaktyki SUPER nadświetlnymi pojazdami, to co im mogą szkodzić nasze ziemskie wojny? Chyba że mieszkają gdzieś w naszej galaktyce i zaczęli się niepokoić. Mniej więcej (w tym momencie przepraszam za małą polityczną aluzję) coś jak obecna wojna na Ukrainie. Portugalia czy taka Hiszpania nie przejmują się tym w najmniejszym stopniu, dopóki to im nie zagraża przynajmniej jakoś pośrednio. Te kraje bliższe wschodu jak Francja, Niemcy czy Anglia, już nawet próbują pogodzić zwaśnione strony a polski rząd wysyła nawet już instruktorów wojskowych a USA maja wysłać Rambo, Terminatora czy Chucka Norrisa. Niby tylko 10 żołnierzy, ale za to jakich? Faktycznie tak jest, że dopóki wojna nie zagląda na moje podwórko, to ludzie mają to gdzieś. Federacja chociaż jakoś się sprawdzała w treku na tyle, że choć GF wysyłała choć jakiś okręt od biedy, żeby poleciał i obczaił o co kaman w konflikcie planety, należącej do Federacji ale położonej gdzieś tam hen daleko na obrzeżach. Natomiast odnoszę wrażenie, że nawet samo NATO nie ma zbytniej ochoty angażować się w obronę członków sojuszu, nie mówiąc już o państwach do niego NIE NALEŻĄCYCH.

Poruszony tam był jeszcze wątek o Zmiennych. Pomijając już całe wywody na temat natury ich biologicznego pochodzenia, to niewątpliwie bez nich (bez "Bogów") całe Dominium nie utrzymałoby się zbyt długo w ryzach. Tak samo jak padły inne duże Cesarstwa po upadku swoich wodzów, jak Cesarstwo Rzymskie czy Napoleońskie lub upadek III Rzeszy po śmierci Hitlera. Choć Rzesza i tak by upadła, ale po śmierci wodza to już naprawdę nikt nie miał złudzeń, że to był KONIEC TYSIĄCLETNIEJ RZESZY. Wyjątkiem jakoś było ZSRR po śmierci Stalina. Widać, że tam rządziła "grupa trzymająca władzę" a Dyktator był jednak jej twarzą. Twarzą, z którą się liczono i która bądź co bądź rządziła a czasem nawet cieszyła się uznaniem, to jednak to był tylko NAJWYŻSZY przedstawiciel reżimu, którego partia mogła równie dobrze zastąpić kimś innym. W wypadku założycieli z treka z DS9, akurat w ich wypadku ich śmierć oznaczała kres IMPERIUM. Podobnie z resztą jak śmierć Imperatora w Gwiezdnych Wojnach. A swoją drogą ciekawe co robiłby Darth Vader, gdyby przeżył "wysokie napięcie" Imperatora hehe. Luke musiałby go wydać pod sąd Rebeliantów za wszystkie zbrodnie Imperium przez długie lata. Nie mógł wytłumaczyć ojca, że ten nie był sobą i był sterowany przez ciemną moc. No może troszkę byłoby to jakieś usprawiedliwienie. Coś w stylu grzesznika, który się nawrócił? Luke był naiwny myśląc, że wróci z ojcem, byłym tyranem do domu i wszyscy poklepią go po ramieniu że uratował swojego ojca Anakina. Przepraszam za małe pomieszanie wątków, ale mają one motyw przewodni, a mianowicie dowództwo w imperiach i ich znaczenie w przewodzeniu reżimom.
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 1 Mar 2015 17:37:39 - Edytowany przez: Q__
Adek

Adek:
Poruszony tam był jeszcze wątek o Zmiennych. Pomijając już całe wywody na temat natury ich biologicznego pochodzenia, to niewątpliwie bez nich (bez "Bogów") całe Dominium nie utrzymałoby się zbyt długo w ryzach.

Dlatego właśnie jestem zwolennikiem tezy, że to co wtedy robiła Sekcja 31 było usprawiedliwione (poza wmieszaniem w to Odo - moralniej i bardziej pragmatycznie było go oszczędzić i podsunąć niewolnikom Dominium w roli nowego "boga", który przeprowadzi demontaż zbudowanego przez rodaków systemu, ucząc ich być wolnymi).

Adek:
A swoją drogą ciekawe co robiłby Darth Vader, gdyby przeżył "wysokie napięcie" Imperatora hehe. Luke musiałby go wydać pod sąd Rebeliantów za wszystkie zbrodnie Imperium przez długie lata. Nie mógł wytłumaczyć ojca, że ten nie był sobą i był sterowany przez ciemną moc. No może troszkę byłoby to jakieś usprawiedliwienie. Coś w stylu grzesznika, który się nawrócił? Luke był naiwny myśląc, że wróci z ojcem, byłym tyranem do domu i wszyscy poklepią go po ramieniu że uratował swojego ojca Anakina.

Pewnie dlatego Lucas kazał Vaderowi zginąć. M.in. by tego uniknąć, bo to by czyniło zakończenie Sagi mniej cukierkowym...

Ale wracajmy do tematu... I tu mała - co prawda niekanoniczna - ciekawostka, przydatna w dyskusji na tytułowy temat, czyli wojna rozgrywająca się jednocześnie na planie nadistot i istot zwykłych:
http://memory-beta.wikia.com/wiki/War_of_the_Proph ets
Wątek godny uwagi choćby już dlatego, że czy może być coś piękniejszego niż kai Weyoun, arcykapłan Pah-Wraiths i przywódca agresywnej, imperialistycznej teokracji Bajoran?
Adek
Użytkownik
#11 - Wysłana: 2 Mar 2015 14:26:45
Q__:
Dlatego właśnie jestem zwolennikiem tezy, że to co wtedy robiła Sekcja 31 było usprawiedliwione (poza wmieszaniem w to Odo - moralniej i bardziej pragmatycznie było go oszczędzić i podsunąć niewolnikom Dominium w roli nowego "boga", który przeprowadzi demontaż zbudowanego przez rodaków systemu, ucząc ich być wolnymi).

Zgadzam się z tą tezą w pełni. Sekcja 31 postąpiła cynicznie i amoralnie. Gdyby ktoś z organizacji zadał sobie trud poznania bliżej Odo, dowiedziałby się, że Odo to przyjacielski i sprawiedliwy Zmienny, niczym Spock. (chciałem z rozpędu napisać "człowiek"). Oni powinni (sekcja 31) wykonać TWÓJ plan Q Nasz plan, bo ja oglądając kiedyś serial pomyślałem sobie dokładnie o tym samym! Mogli wykorzystać "Odo" do unicestwienia dowodzenia Zmiennych. Z tym, że zapominamy o jednym. Czy Odo chciałby zgodzić się na realizację takiego karkołomnego planu? Sekcja może oceniła rys psychologiczny Odo i uznała, że Odo odmówi. A na dodatek oprócz odmowy powiadomi po kryjomu Założycielkę o niecnym planie tajnej Sekcji. Poza tym wydaje mi się, że często Sekcja 31 była dowództwu Floty na rękę, ponieważ Sekcja mogła się posunąć do działań, o jakich kontrwywiad Floty nie mógłby nawet oficjalnie pomyśleć z przyczyn moralno-politycznych. Np plan zamachu na romulańskiego Senatora po to, aby wciągnąć Romulan do wojny przeciwko Dominium. Ps Miałem cos jeszcze dodać, ale ze piszę posta na raty to mi chyba umknęło, bo wybiłem się z rytmu. Ale jak mi się przypomni to wyedytuję i coś dodam.

Q__:
Pewnie dlatego Lucas kazał Vaderowi zginąć. M.in. by tego uniknąć, bo to by czyniło zakończenie Sagi mniej cukierkowym..

I nawet byłoby to zakończenie dość nierealistyczne. Jak już pisałem, jak niby Luke chciał sobie rządzić z ojcem wśród Rebeliantów? Jaką Vader miałby niby pełnić tam funkcję, o ile nie dostałby kary śmierci za swoje zbrodnie. Vader nawet sam powiedział do Luka.: "Luke, ty już mnie uratowałeś! (wyzwolił go spod ciemnej strony i mocy mocy Imperatora)." Dla starego Anakina już sam ten fakt był największy darem i nagrodą. "A teraz idź mój synu i ratuj się i zostaw mnie". Vader dobitnie w jednej chwili uświadomił sobie wszystkie swoje zbrodnie i myślę, że nawet popełniłby potem samobójstwo, bo nie mógłby żyć ze swiadomością, że jako Jedi sprzeniewierzył kiedyś wartości, za które tak wielu Jedi oddało życie, i za któe sam kiedyś walczył za młodu. W momencie jak się ocknął z ciemnej strony mocy (coś jak w treku humanoid po odzyskaniu tożsamości po asymilacji) zrozumiał ile zła poczynił. Czuł to patrząc nawet na swojego włąsnego syna, którego jeszcze przed godziną byłby skłonny ZABIĆ bez mrugnięcia okiem! Myślę, ze ta myśl jako odrodzonemu Jedi nie dałaby spokoju.

Q__:
Wątek godny uwagi choćby już dlatego, że czy może być coś piękniejszego niż kai Weyoun, arcykapłan Pah-Wraiths i przywódca agresywnej, imperialistycznej teokracji Bajoran?

On miał dobre kwalifikacje na przywódcę. Tyle, ze to były klony i ja sam nawet do końca nie łapałem się w tym, z którym klonem mam do czynienia. haha
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 2 Mar 2015 15:04:35 - Edytowany przez: Q__
Adek

Adek:
Z tym, że zapominamy o jednym. Czy Odo chciałby zgodzić się na realizację takiego karkołomnego planu? Sekcja może oceniła rys psychologiczny Odo i uznała, że Odo odmówi. A na dodatek oprócz odmowy powiadomi po kryjomu Założycielkę o niecnym planie tajnej Sekcji.

Zaraz... Mogli zarazić Zmiennych jakoś inaczej, Odo w to nie mieszając. A jemu powierzyć tylko szlachetny plan zaopiekowania się osieroconymi Vorta i J'H. (W końcu Sekcja ma to do siebie, ze jej czyny mają być głęboko schowane za fasadą Federacyjnych ideałów, by jej nie burzyć... Wtajemniczanie w nie osob trzecich nie ma sensu, a przeciwnie - gwarantuje klęskę.)

Adek:
Poza tym wydaje mi się, że często Sekcja 31 była dowództwu Floty na rękę

Zwł. tym jego członkom, którzy sami do Sekcji należeli, jak sądzę.

Adek:
Np plan zamachu na romulańskiego Senatora po to, aby wciągnąć Romulan do wojny przeciwko Dominium.

No, to akurat nie była robota Sekcji.

ps. Z tym, ze jak tyle o tych Zmiennych teraz offtopujemy, to ciekaw jestem jak postrzegały ich wspomniane wcześniej nadistoty - Q i cała reszta. Z jednej strony bowiem byli ponad właściwą humanoidom - że tak powiem - jednostkowością i wykazali się tworząc rozlegle imperium, w którym odbierali boską cześć. Z drugiej strony wykazywali b. prymitywne odruchy i okazali się głupsi - choćby już dlatego, że mniej skuteczni - od Federacji (ale i przewagę technologiczną szybko tracili).
Naprawdę dziwny gatunek. Przykład permanentnego zawężenia horyzontów przez strach i nienawiść?
Maveral
Użytkownik
#13 - Wysłana: 2 Mar 2015 22:55:35
The_D:
Mam wrażenie, że spora część z superpotęg opisanych w pierwszym poście nie ma ambicji bycia galaktycznymi strażnikami pokoju, a przynajmniej nic takiego nie pokazano.

Mam takie samo zdanie. Te potężne cywilizacje raczej nie interesowały się sprawami ras "niższych". Według mnie można by to porównać do ludzi i mrówek - te drugie zapewne toczą między sobą jakieś "wojny"(czerwone kontra czarne?) i to jeszcze na "naszym placu", ale co nas to tak naprawdę obchodzi? ;)
Powody dopuszczania wojen mogą być też inne. Nietrudno mi sobie wyobrazić, że taki Nagilum z zainteresowaniem przygląda się wojnom, aby wyrobić sobie zdanie na temat śmierci. Znając jego możliwości, pewnie mógłby zapobiegać jakimś konfliktom, ale on by prędzej jeszcze je rozpętywał, żeby mieć świetne pole do "badań".
Adek
Użytkownik
#14 - Wysłana: 3 Mar 2015 00:22:30 - Edytowany przez: Adek
Q__:
Adek:
Np plan zamachu na romulańskiego Senatora po to, aby wciągnąć Romulan do wojny przeciwko Dominium.

No, to akurat nie była robota Sekcji.

Faktycznie trochę mi się pomyliło, kto tego dokonał. Znaczy pomyliło mi się tak z rozpędu, bo przypomniało mi się, że była to robota Garaka, z tym że też nie wiadomo tak do końca, czy to była jego własna inicjatywa, czy też inspirowana np przez podziemny rząd Kardasiański, który być może uznał w końcu, że dość już faktycznej okupacji przez Dominium i czas przywrócić Kardasii autonomię a z czasem jej dawną świetność. A na marginesie to wiele rządów tak pluło na tę Federację (która przyznać trzeba miała co nie co na sumieniu na przestrzeni dziejów), ale jak przyszło co do czego, to gdyby nie opór i determinacja Federacji oraz Gwiezdnej Floty w dążeniu do zyskiwania sojuszników przeciw Dominium, nawet do nie dawna wrogów, to bez tego Dominium nie zostałoby NIGDY pokonane. Była jednak "brudna robota" do wykonania i nawet sam kapitan Sisko przyznał w dzienniku osobistym, że gdyby miał przyzwolić na ten czyn ponownie, to uczynił by to bez zastanowienia. Stawka tego zamachu była wysoka. (cel uświęca środki) Zamordowany romulański senator rzekomo przez bombę Dominium, przesądzało sprawę opowiedzenia się dotąd neutralnego Imperium Romulańskiego przeciwko Dominium! Swoją drogą to ten temat zainspirował mnie do odświeżenia sobie wątku wojny z Dominium, czyli ostatnie 2 sezony. Czas odkurzyć swoje zbiory hehe. Ja lubię wracać do treka, ale już nie oglądam tak od dechy. Raczej pojedyncze odcinki i pewne oddzielne historie, czy bitwy. Ale np jakby wyszło DS9 w 3 D, to wtedy kto wie, czy nie powtórzyłbym w całości? Ja to muszę mieć inspirację i wenę na oglądanie czegoś, stworzenie remixu muzycznego czy audio-video, napisania nawet wiersza, albo modyfikacji swojego sprzętu rtv lub czegoś w aucie, ale nic na siłę.

Q__:
Z tym, ze jak tyle o tych Zmiennych teraz offtopujemy, to ciekaw jestem jak postrzegały ich wspomniane wcześniej nadistoty - Q i cała reszta.

Przychylam się tutaj do zdania The D i Maverala Dla Q Zmienni to również podrzędne istoty, choć być może będące o szczebel wyżej w rozwoju w stosunku do humanoidów niższej rangi? Q powinni jednak dostrzegać, że zarówno Borg jak i Dominium mogą zdestabilizować na dobre sytuację w wielu galaktykach i raczej niektóre akcje tych imperiów mogłyby wymagać interwencji Q-ów. Gdyby Federacja padła, to Dominium ruszyłoby ku dalszym podbojom i np wchrzanić się na podwórko Q-ów tam gdzie oni akurat "się zabawiają" a wtedy myślę, że nie przeszliby
koło takiego aktu obojętnie.
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 3 Mar 2015 15:38:58
Maveral

Maveral:
Nietrudno mi sobie wyobrazić, że taki Nagilum z zainteresowaniem przygląda się wojnom, aby wyrobić sobie zdanie na temat śmierci. Znając jego możliwości, pewnie mógłby zapobiegać jakimś konfliktom, ale on by prędzej jeszcze je rozpętywał, żeby mieć świetne pole do "badań".

O nim zapomniałem. Faktycznie pasowałoby to do niego, nawet bardzo. Pytanie jednak jak bardzo mógłby się w tych eksperymentach rozpędzić, by nie zwrócić pełnej dezaprobaty uwagi innych superpotęg? (I nie chodzi zaraz o to, ze sami by mu wypowiedzieli wojnę w obronie jakichś tam humanoidów, ale np. uznali, że nie będą się bawić z tym brzydalem, co zwierzątka męczy, czy doszli do wniosku, iż nie jest w dostatecznym stopniu gentlemanem, by zasiadać w ich elitarnym klubie. To prowadzi nas do kolejnego pytania...

Maveral
Adek

Maveral:
Mam takie samo zdanie. Te potężne cywilizacje raczej nie interesowały się sprawami ras "niższych". Według mnie można by to porównać do ludzi i mrówek - te drugie zapewne toczą między sobą jakieś "wojny"(czerwone kontra czarne?) i to jeszcze na "naszym placu", ale co nas to tak naprawdę obchodzi?

Adek:
Q powinni jednak dostrzegać, że zarówno Borg jak i Dominium mogą zdestabilizować na dobre sytuację w wielu galaktykach i raczej niektóre akcje tych imperiów mogłyby wymagać interwencji Q-ów. Gdyby Federacja padła, to Dominium ruszyłoby ku dalszym podbojom i np wchrzanić się na podwórko Q-ów tam gdzie oni akurat "się zabawiają" a wtedy myślę, że nie przeszliby
koło takiego aktu obojętnie.

Otóż, jak słusznie wskazuje(sz) Maveral do pewnego poziomu sprawy humanoidów mogą tych nadistot nic, a nic nie obchodzić. Pytaniem jest jednak - na co słusznie, acz w nie do końca jasnej formie - zwraca(sz) uwagę Adek - od jakiego poziomu będą postrzegać wojnę jako zbyt dokuczliwe brzęczenie zbyt wielu much czy wręcz jak aktywność termitów żrących filary domu, minimum ganku (bo wtedy może się to różnie skończyć, nawet bezlitosną dezynsekcją)? Oraz czy taka wszechobecna międzyplanetarna rzeź nie będzie - po prostu - razić ich poczucia smaku?

Adek

Adek:
Ja lubię wracać do treka, ale już nie oglądam tak od dechy. Raczej pojedyncze odcinki i pewne oddzielne historie, czy bitwy

Cóż... Też wracam od dawna do Treka raczej na wyrywki, niż oglądając sezonami, ale przecież każda kolejna powtórka to okazja do nowych spostrzeżeń, którymi można się podzielić z resztą Fandomu.

Adek:
Dla Q Zmienni to również podrzędne istoty, choć być może będące o szczebel wyżej w rozwoju w stosunku do humanoidów niższej rangi?

No więc właśnie, taka jakby wyższa podkategoria niższej kategorii, nie?
Adek
Użytkownik
#16 - Wysłana: 4 Mar 2015 13:49:55 - Edytowany przez: Adek
Q__:
od jakiego poziomu będą postrzegać wojnę jako zbyt dokuczliwe brzęczenie zbyt wielu much czy wręcz jak aktywność termitów żrących filary domu, minimum ganku (bo wtedy może się to różnie skończyć, nawet bezlitosną dezynsekcją)? Oraz czy taka wszechobecna międzyplanetarna rzeź nie będzie - po prostu - razić ich poczucia smaku?

Mnie to się czasem wydawało, czy wciąż wydaje, że Q mają naprawdę dość wysoką tolerancję i dość szerokie poczucie smaku. Same podboje Borgów, jak i wojna z Dominium stanowiło najgorsze rzezie chyba w historii istnienia humanoidów. Nie widziałem żeby podczas jakiejś Q interweniowali. Kiedy Q rzucił załogę Enterprisa w zasięg sześcianu Borga, też mógł się spodziewać, że Borgowie "przetrzepią" porządnie Entka a nawet zasymilują całą załogę, jeśli ta się w porę nie ogarnie. Być może przy tamtej okazji zrobił Federacji przysługę, ponieważ poznała śmiertelnego wroga i mogła zacząć się przygotowywać do przyszłego starcia z nim. Akurat niecne zabawy jednego Q nie koniecznie świadczą o takim poglądzie pozostałych. A to że Q się różnili nawet w sądach między sobą na temat polityki przez nich prowadzonej, to nawet, jak sobie dobrze przypominam, skończyło się między nimi wojną domową, pokazaną w ST Voyager.
Wystarczy nawet spojrzeć na nasze samo zachowanie w realu. Przez ostatnie 10-20 lat wybuchały wojny na świecie, a nawet nie tak daleko od naszych granic. Czy na dłuższą metę jakoś to nas obeszło, poza chwilą wzruszenia podczas przekazu w programie informacyjnym? Otóż NIE! Ponieważ każdy z nas ma jakiś swój własny kierat. I o ile jesteśmy w stanie okazać empatię czy nawet pomoc naszym znajomymi i rodzinie, to obawiam się, że na więcej nas nie stać. Owszem, istnieją organizacje międzynarodowe czy nawet firmy, które pomagają szukać wody w Afryce, nawet nasz rząd przyjmuje czasem uchodźców a to z Syrii, a to z Ukrainy, ale jako zwykli obywatele nie angażujemy się w te procesy zbytnio, póki te "mrówcze wojny" nie dotrą zbyt blisko do naszych granic. (jak się dzieje ostatnio, o czym z resztą już wcześniej pisałem). Sami nie jesteśmy lepsi od Q-ów.

Q__:
Adek:
Dla Q Zmienni to również podrzędne istoty, choć być może będące o szczebel wyżej w rozwoju w stosunku do humanoidów niższej rangi?

No więc właśnie, taka jakby wyższa podkategoria niższej kategorii, nie?

Haha. No coś w tym rodzaju. EXTRAKLASA ze zbioru różnych lig w chierarchii.

Q__:
Cóż... Też wracam od dawna do Treka raczej na wyrywki, niż oglądając sezonami, ale przecież każda kolejna powtórka to okazja do nowych spostrzeżeń,

No właśnie nie dawno jak wczoraj, oglądałem odcinek 1-wszy 6 sezonu, o tym jak ekipa Sisko wyruszyła zdobycznym kiedyś okrętem Jem'Hadar aby zniszczyć po stronie Dominium zasoby narkotyku w jakiejś ich bazie. A przy tym, przed misją każdy członek załogi wyraził swoje ubolewanie jakich wygód im tam brakuje. Jeden że nie ma nic do żarcia, drugi że nie foteli, trzeci że coś tam a Doktor, że nic im tak się naprawdę nie przyda, jak łóżko ze skanerem regeneracyjnym, jak zostaną ranni. Dziś obejrzę kolejny odcinek i mimo, że w całokształcie pamiętam o czym była wojna z Dominium i główne jej epizody, to jednak nie pamięta się do końca szczegółów. I faktycznie jest tak jak mówisz, że po jakiejś dłuższej przerwie człowiek zaczyna trochę inaczej postrzegać pewne odcinki i wysnuwać dodatkowe lub inne wnioski, niż kiedyś wcześniej.

Ps Przyznam, ze czasem tak długie wywody są po pierwsze męczące, a po drugie bardzo czasochłonne żeby to "wystukać" na komputerze. Przydałby się czasem program zamiana mowy na druk. hehe Jednakże jeżeli te wywody leżą w sferze moich aktualnych zainteresowań, to jeszcze daje radę. Ale internet i fora to też złodziej czasu, więc trzeba od czasu do czasu spogląać na zegarek. Zwłaszcza rozmowy na gg bywają czasem zajmujące. Ostatnio starcza mi niewiele czasu na napisanie czegoś na forum/facebook chociaż raz dziennie. Powiem też szczerze, że czasem sięgam po treka w ramach jakby odstresowania i psychoterapii, a niekoniecznie w celu jakiejś tam teoretycznej analizy problemowej. Coś jak bajka dla dorosłych. Choć zapewne w wielu historiach treka można doszukać się nawiązań do współczesności pod względem próby przedstawienia jakiegoś problemu czy zagadnienia za pomocą treka. Choć pamiętam dobrze, że kiedyś tutaj pewien forumowicz napisał (nie pamiętam już kto), że dla niego trek to właśnie tylko taka bajka dla dorosłych i nic więcej. Takich bajek jednak jest pełno w świecie filmu. Jednak chyba nie każda z tych bajek byłaby w stanie dorównać podtekstom Star Treka? Tak mi się wydaje.

A tak na marginesie wczoraj jak byłem u rodziców, to moja mama oglądała jakiś film nagrodzony Oscarem. Oglądając go chwilę stwierdziłem, że to NUDA. hehe Po chwili jednak dodałem, że wiem iż takie filmy najczęściej przedstawiają jakiś problem społeczny i nie jest to tanie kino rozrywkowe. Tym nie mniej jak człowiek wróci potem zmęczony do domu, to czasem naprawdę nie ma się już ochoty na trudną problematykę, tylko człowiek chce się po prostu oderwać na chwilę od świata w temacie lekkim, łatwym i przyjemnym. I np chce się pooglądać jakieś pojedynki na miecze świetlne z Gwiezdnych wojen, czy coś podobnego. A niekoniecznie już snuć analizy co do historii zakonu Jedi i jej roli, itp.
Maveral
Użytkownik
#17 - Wysłana: 4 Mar 2015 14:20:50
Adek:
Tym nie mniej jak człowiek wróci potem zmęczony do domu, to czasem naprawdę nie ma się już ochoty na trudną problematykę, tylko człowiek chce się po prostu oderwać na chwilę od świata w temacie lekkim, łatwym i przyjemnym.

Dokładnie opisałeś moją późnowieczorną rutynę, bo zazwyczaj spać chodzę ok. 1:00 w nocy, a przed snem ok. północy odpalam sobie jeden odcinek Treka na rozluźnienie. O tej porze człowiek ma już siłę tylko na coś lekkiego, łatwego i przyjemnego ;)
Adek:
Mnie to się czasem wydawało, czy wciąż wydaje, że Q mają naprawdę dość wysoką tolerancję i dość szerokie poczucie smaku.

Skoro Q wyraził się, że cały wszechświat był/jest jego placem zabaw, a w Tapestry stworzył sobie wszechświat równoległy, to takie "zamieszanie" w jednej z miliardów galaktyk naprawdę mogło ich nic a nic nie obchodzić. Ewentualnie puszczali sobie te wojny w "Q TV", na wieczornym kanale i jedli przy tym popcorn ;)
Guauld
Użytkownik
#18 - Wysłana: 4 Mar 2015 18:16:47
Guauld:
No właśnie, mnie zaskakuje to, jaką wrażliwość posiadają nadprzyrodzone istoty w Treku[...]

Q__:
Może to nie tyle wrażliwość ile kwestia gustu, w końcu przemoc jest taaaka prymitywna...

Maveral:
Według mnie można by to porównać do ludzi i mrówek - te drugie zapewne toczą między sobą jakieś "wojny"(czerwone kontra czarne?) i to jeszcze na "naszym placu", ale co nas to tak naprawdę obchodzi?

Czytam obecnie "Linię oporu" Dukaja i nagle natrafiam na fragment będący niemal bezpośrednią odpowiedzią w tym temacie i ciekawą możliwością.

Jaka jest główna różnica na sto, dwieście, tysiąc, dwa tysiące lat wstecz i dawniej? Pomijając scenografie i tech.
Zakreśl wokół siebie okrąg: co wewnątrz - temu możesz współczuć; co na zewnątrz - to tak obce, że serce nie dotknie.
Kto mieści sięwewnątrz kręgu?
Najpierw tylko samce tej samej krwi
Potem - tego samego przymierza
Potem - tego samego bóstwa i ciała
Potem - także innego koloru skóry i kształtu oczu
Potem - także samice
Potem - także petraseksualiści innych modów
Potem - także ssaki z rzędu ptymatów
Potem - także wszystkie inne ssaki
Potem - także proteoseksualiści i proteosomaci
Teraz - ryby i AI poturingowe
Jutro - rośliny i homeostazy eko
EMPATIA DĄŻY DO NIESKOŃCZONOŚCI.
Bo czy istnieje tu jakiś próg, granica nieprzekraczalna? Każda cezura stanowi sztuczne kryterium, odbicie przesądów kulturowych epoki.
Śmiejesz się ze współczucia drewnu? Bo odrobinę zbyt wcześnie się urodziłeś. Twoi pradziadkowie śmiali się ze współczucia małpom.
I każda epoka ma swoich świętych Franciszków, sufrażystki, Zielonych. Ale co stanowi asymptotę tego procesu?
Empatia jest wszechogarniająca.
Braterstwo wszechświata.
Łączność wszystkiego ze wszystkim, otwarcie na każde doczucie.
Nie ma radykalniejszej etyki i drastyczniejszego przekazania miłości.
Duch jest materią, materia duchem. Masz.


Jeśli przyjąć to za prawdę, to wychodzi, że wszystkie cywilizacje, które osiągnęły pewien stopień "boskości" na drodze ewolucji podobnej do naszej, powinny przejawiać się ogromną empatią wobec istot niższych. ALE, nie oznacza to ciągle, że powinny czuć się zmuszone do ingerencji w ich sprawy, lecz czuć obrzydzenie w stosunku do stosowania przemocy wobec nich - jak ludzkie sumienie może powstrzymać człowieka przed zabiciem owada, tak nikt nie będzie się wtrącał w walkę dwóch insektów (choć w przypadku ssaków mogłoby być różnie, zależnie od sytuacji, ale chodzi tu u przykład z dużą przepaścią rozwojową). Natomiast pewna "zabawa" z ich ograniczeniami bez wyrządzania większej krzywdy nie jest uznawana za coś amoralnego i być może u wyższych istot jest podobnie - a ta analogia bardzo do Q pasuje.
Pozostałe istoty, jak Prorocy czy Nagilum próbują poszerzyć swoje zrozumienie (i to jedyne nas łączy), a wszystkie pozostałe cechy jakiejkolwiek (chyba) humanoidalnej osobowości są dla nich po prostu obce.

Niestety, ciągle nie tłumaczy to zainteresowania pewnych potęg naszymi sprawami wewnętrznymi.

Maveral:
Ewentualnie puszczali sobie te wojny w "Q TV", na wieczornym kanale i jedli przy tym popcorn

Animal Universe
Maveral
Użytkownik
#19 - Wysłana: 4 Mar 2015 19:37:57 - Edytowany przez: Maveral
Guauld:
Niestety, ciągle nie tłumaczy to zainteresowania pewnych potęg naszymi sprawami wewnętrznymi.

Znamy przynajmniej motyw Q, bo on się po prostu nudził, więc się w związku z tym ludźmi "zainteresował" ;)
Guauld:
Pozostałe istoty, jak Prorocy czy Nagilum próbują poszerzyć swoje zrozumienie (i to jedyne nas łączy), a wszystkie pozostałe cechy jakiejkolwiek (chyba) humanoidalnej osobowości są dla nich po prostu obce.

W Nagilum widać było zupełny brak empatii. Z tego co pamiętam, to coś tam powiedział Picardowi, że jak się postarają, to może połowa załogi przeżyje. W każdym razie dobrze, że ST przedstawił te "wyższe" rasy jako niespójne ideowo, a wręcz chyba większość była po prostu egoistyczna. Podobno wszystko we wszechświecie dąży do równowagi, więc czemu też nie charaktery różnych ras?
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 5 Mar 2015 21:56:12 - Edytowany przez: Q__
Adek

Zacznę od offtopu

Adek:
EXTRAKLASA ze zbioru różnych lig w chierarchii.

Albo: tak do wszystkiego, że do niczego.

Adek:
No właśnie nie dawno jak wczoraj, oglądałem odcinek 1-wszy 6 sezonu, o tym jak ekipa Sisko wyruszyła zdobycznym kiedyś okrętem Jem'Hadar aby zniszczyć po stronie Dominium zasoby narkotyku w jakiejś ich bazie.

Ha, relatywnie niedawno powtarzałem sobie ten epizod i - jeśli dobrze pamiętam - chwaliłem.

Teraz ad rem...

Adek
Maveral
Guauld

Tak właściwie to temat postawy (względnie) wszechmocnych jest b. trudny... Zderza się bowiem kwestia rozszerzania się empatii, o której pisze(sz) Guauld, ze sprawą obojętności wyższych na los niższych, którą podnosi(cie) Adek z Maveralem, podpierając się kanonicznymi przykładami. Zderzają się też różne możliwe odpowiedzi, których dostarcza zarówno sam Trek, jak i tradycja SF z przywołanym fragmentem "Linii oporu" (życie nam tu nic pewnego nie podpowie, możemy - co najwyżej - bazując na własnych poglądach czy temperamentach rzutować to co znamy z ludzkiej skali na hipotetycznych, czy konkretnych, serialowych, wszechmocnych).

Skoro jednak o serialowych wszechmocnych mowa, okazuje się, że w wypadku tych z ST jest jeszcze gorzej, bo tak w zasadzie kanon nie daje nam tu żadnych jednoznacznych sygnałów (do których moglibyśmy dopasować wzięte skądinąd wzorce w roli wyjaśnienia), przynajmniej w wypadku Q (pozostałe gatunki są bardziej jednoznaczne - Nagilum prowadzi badania z beznamiętnym okrucieństwem, inne cywilizacje znów poddają załogę Kirka mniej niszczycielskim próbom chcąc oszacować jej talenty i poziom etyczny). Z jednej strony bowiem mamy surowego sędziego Q w TOSowej tradycji ("Encounter at Farpoint"), z drugiej strony "Deja Q" sugeruje, że ten cały sąd to jest kolejna forma - płynącej z nudów - zabawy najniesforniejszego z mieszkańców/przejawów/twarzy (czy kim tam jest) Continnum, co lokowało by ów sąd (a także zdarzenia z "Q Who") w kategoriach zabawowych ekscesów właśnie. Potem jednak oglądamy - w "Tapestry" - Q w roli dającego się podejrzewać o boskość nauczyciela Picarda, a z "All Good Things..." dowiadujemy się, że wspominany sąd nad ludzkością - ponownie traktowany b. serio - wciąż trwa. Jednocześnie obserwujemy wątek Borg, a wiec tragiczne konsekwencje zdarzeń z "Q Who"... ale nikt za to Q nawet słowem nie wini... (Continuum też nie wydaje się tym razem skłonne do karania...) W końcu - w DS9 i VOY - Q spada do rzędu komediowego ozdobnika (acz jednocześnie dowiadujemy się trochę o wewnętrznych konfliktach Continuum)...

To b. utrudnia (IMHO) jednoznaczne wnioskowanie. Pytanie zatem czy nie wypadałoby podjąć jakiejś próby uporządkowania tego zanim ocenimy postawę Q? I czy próba taka nie jest z góry skazana na klęskę?

Do dwu kwestii jednak odniosę się osobno...

Maveral
Guauld

Maveral:
Ewentualnie puszczali sobie te wojny w "Q TV", na wieczornym kanale i jedli przy tym popcorn ;)

Guauld:
Animal Universe

Tak właściwie kosmologia zna egzotyczną hipotezę Wszechświata-jako-komputera (TNG "Ship in a Bottle" ją przypomina)... Można się w tym momencie zastanowić czy Wszechświat ST nie jest aby komputerem produkcji Q (Picard by oponował - "The universe is not so badly designed." ), albo tylko przez nich znalezionym/zawłaszczonym/whatever, czy też mają jednak tylko status - mówiąc "TRONem" - programów (nawet jeśli tych mogących więcej)?

Maveral

Maveral:
W każdym razie dobrze, że ST przedstawił te "wyższe" rasy jako niespójne ideowo, a wręcz chyba większość była po prostu egoistyczna. Podobno wszystko we wszechświecie dąży do równowagi, więc czemu też nie charaktery różnych ras?

Z jednej strony jest to jakoś pluralistyczne - nawet do superpotęgi można iść różnymi drogami, wyznając różne (nieraz: b. dla nas paskudne) zasady, z drugiej jednak strony czy nie wygląda to czasem tak, jakby pewien zestaw zasad sprawdzał się najlepiej na poziomie humanoidalnym (UFP i GF zawsze, jednak, wygrywa), a tracił znaczenie na poziomie wyższym? (Szczytem był tu bodaj - niekanoniczny - Sheridan pouczający pokornie słuchających First Ones w B5, ale przecież Kirk czy Picard głosili podobne kazania.)

Pytanie też jak rozumiesz ową równowagę: jako opozycję "Prorocy"-Pah Wraiths czy coś w ten deseń (czyli równowagę płynącą z walki tak czy inaczej pojętego dobra z rozumianym w ten czy ów sposób złem)? Jako równowagę rozmaitych cech w tych samych istotach (np. w Q)? Czy np. jako znudzoną bierność wszechmocnych oznaczającą, że na równowagę Wszechświata nie chce im się wpływać?
Maveral
Użytkownik
#21 - Wysłana: 6 Mar 2015 14:10:41
Q__:
To b. utrudnia (IMHO) jednoznaczne wnioskowanie. Pytanie zatem czy nie wypadałoby podjąć jakiejś próby uporządkowania tego zanim ocenimy postawę Q? I czy próba taka nie jest z góry skazana na klęskę?

Raczej jest to skazane na porażkę. Mimo, że Q byli dość często przedstawiani w Treku, to nie da się jednoznacznie określić ich charakteru. Jak zauważyłeś, w jednych odcinkach Q był bardziej "na serio", a w innych sprowadzono go do roli wszechpotężnego, acz nieszkodliwego śmieszka. Wizje poszczególnych scenarzystów co do cywilizacji Q są zbyt rozbieżne. Nie warto też chyba wydawać pochopnych wyroków odnośnie innych ras, których w ogóle było mało na ekranie. Przywołując jeszcze raz Nagilum, to w zasadzie nic nie wiemy o tej rasie. Może akurat przedstawiony nam osobnik był takim jednostkowym zwyrodnialcem, a cała jego cywilizacja wyznaje bardziej empatyczne zasady. Tego się już nie dowiemy.

Q__:
Tak właściwie kosmologia zna egzotyczną hipotezę Wszechświata-jako-komputera (TNG "Ship in a Bottle" ją przypomina)... Można się w tym momencie zastanowić czy Wszechświat ST nie jest aby komputerem produkcji Q (Picard by oponował - "The universe is not so badly designed." ), albo tylko przez nich znalezionym/zawłaszczonym/whatever, czy też mają jednak tylko status - mówiąc "TRONem" - programów (nawet jeśli tych mogących więcej)?

Niedawno gdzieś czytałem, że cały wszechświat może być hologramem ;) Aż trudno jest sobie wyobrazić jaka musiała by być moc "komputera" zdolnego obsłużyć i zasilić taki hologram.

Q__:
Pytanie też jak rozumiesz ową równowagę: jako opozycję "Prorocy"-Pah Wraiths czy coś w ten deseń (czyli równowagę płynącą z walki tak czy inaczej pojętego dobra z rozumianym w ten czy ów sposób złem)? Jako równowagę rozmaitych cech w tych samych istotach (np. w Q)? Czy np. jako znudzoną bierność wszechmocnych oznaczającą, że na równowagę Wszechświata nie chce im się wpływać?

Wszystko po trochu Sądzę, że niemożliwe są ekstrema w postaci istot nieskończenie złych i nieskończenie dobrych. Skoro jednak gdzieś są jakieś istoty, które z charakteru są bardziej złe niż dobre, to w innym miejscu we wszechświecie znajdą się ich odpowiedniki, których zestaw cech charakteru jest proporcjonalnie odwrotny.
Voy29
Użytkownik
#22 - Wysłana: 6 Mar 2015 16:19:43
Q__:
Pytanie zatem jak mogło dojść do Dominion War? W końcu Q interesował się losami Picarda, ludzkością, Federacją i pewnie prędzej sam by UFP dla kaprysu zniszczyl niż pozwolil, by zrobiły to jakieś przybłędy z Kwadrantu Gamma, a jeszcze swoje mógłby dołożyć Dominium mściwy - gdy ktoś mu na odcisk wejdzie Douwd.

A coś się stało z Federacją podczas Dominion War? Czy Q to nie byt, który potrafi podróżować w czasie i przestrzeni? Czy nie mógł w każdym momencie pstryknąć palcami i wszystkiego odkręcić?

Poza tym zawsze wydawało mi się, że Q myślał o ludzkości jako cywilizacji, a nie pojedynczych jednostkach. Dla istoty długowiecznej "teraźniejsza ludzkość" to tylko cząstka ludzkości na tle dziejów, więc jeśli Picard czy Kaśka są bezpieczni to nie musiał odczuwania potrzeby interweniowania. Q nie miał tylko protekcjonalnego, ale też lekceważący stosunek do problemów niższych form życia.

Zresztą mógł uznać, że wojna z Dominium przyda się ludzkości tak jak pierwsze wyprzedzające spotkanie z Borg.

Nie wspominając o niesprecyzowanych regułach, jakimi muszą kierować się Q. Twój imiennik raz został już ukarany w TNG za swoje harce odebraniem mocy.
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 6 Mar 2015 18:10:32
Maveral

Maveral:
Nie warto też chyba wydawać pochopnych wyroków odnośnie innych ras, których w ogóle było mało na ekranie.

No, właśnie nie jestem pewien... Przynajmniej nie co do wszystkich przypadków... Skoro bowiem - przynajmniej w TOS - większość potężnych cywilizacji organizuje załodze Kirka jakieś testy czy sądy, a początek i finał TNG idą w tym samym kierunku, to by wskazywało, że istnieje jakiś kodeks etyczny wszechmocnych (nie wiem - wypracowywany wspólnie czy symultanicznie?) i jakiś - ponownie nie wiem, czy wspólny, ale podobny - system oceny niższych cywilizacji...

Teraz pytanie: czy oznacza to właśnie swoistą empatyczną wrażliwość tych wyższych (swoistą, bo skoro Federacja ma General Order 24, to kto wie co mogą zrobić tamci?) czy tylko jest np. wspólną im formą zabawy humanoidalnymi "pierwotniakami"? Tak, czy owak, w jakiś wzorzec się to już układa i wskazuje, że humanoidy są pod lupą tamtych...

Maveral:
Przywołując jeszcze raz Nagilum, to w zasadzie nic nie wiemy o tej rasie. Może akurat przedstawiony nam osobnik był takim jednostkowym zwyrodnialcem, a cała jego cywilizacja wyznaje bardziej empatyczne zasady. Tego się już nie dowiemy.

Co do Nagilum - owszem, za mało wiemy. Acz znów pojawia się pytanie o etykę "tamtych". Bo jeden biegun to moralizatorskie sądy i zapobieżenie wojnie (to jest - załóżmy - tamtejsze dobro), ale znów to, co robił ten konkretny Nagilum to nie musi być zaraz biegun tamtejszego skrajnego zła. To może być raczej rząd dziecka urywającego skrzydełka muchom, czy naukowca eksperymentującego na myszach - czyli zachowania budzące niejaki sprzeciw, ale dalekie od szczytów zła dostępnych wszechmocnym (Trek jest, zresztą, szczęśliwie, zbyt poczciwy, by te szczyty nam choć sugerować... co - IMHO - pozwala nam twierdzić, ze tamtejsi wszechmocni nie są tacy najgorsi...)

Voy29

Witamy na pokładzie

Voy29:
A coś się stało z Federacją podczas Dominion War?

Spytaj Sisko, którego śledzenie listy ofiar wpędzało w coraz większą depresję i desperację...

Voy29:
Czy Q to nie byt, który potrafi podróżować w czasie i przestrzeni? Czy nie mógł w każdym momencie pstryknąć palcami i wszystkiego odkręcić?

No, właśnie chciałbym to wiedzieć... Gdy oglądamy Q na ekranie wydaje się być wszechmocny, ale patrzymy na niego (my, lecz i ekranowe Fedki) trochę tak, jak Mintakanie na Picarda, czyli widzimy przerastającą nas, niezrozumiałą potęgę.... Nie znamy jednak jej limitów, ani nie rozumiemy jak działa, sąd się bierze...
W dodatku zamiłowanie Q do tricksterstwa i efekciarstwa może budzić np. podejrzenia czy nie stara się on czasem sprawiać wrażenia potężniejszego niż jest w istocie?

(Przy czym: nie mówię, że Twoja interpretacja jest zła... Sugeruję, że nie jest jedyna możliwa...)

Voy29:
Poza tym zawsze wydawało mi się, że Q myślał o ludzkości jako cywilizacji, a nie pojedynczych jednostkach.

Teoretycznie może byłoby to i logiczne (w końcu nie wiemy nic pewnego o tym czy Q są jednostkami w takim sensie jak Ty czy ja, czy bardziej np. aspektami/"podprogramami" jakiegoś bytu zbiorowego), ale sam przyznajesz, że bywały jednostki wyraźnie wyróżnione przez "naszego" Q uwagą - Picard, Kaśka...

Voy29:
Q nie miał tylko protekcjonalnego, ale też lekceważący stosunek do problemów niższych form życia.

Tak, często na to wygląda (i da się tu przytoczyć liczne kanoniczne przykłady/cytaty/sceny). Z drugiej strony bywały również fanowskie hipotezy, że wszelkie znane z ekranu zachowania Q to był swego rodzaju teatrzyk, próba przemawiania do humanoidów zrozumiałym dla nich językiem (coś, jak by człowiek silił się na gadanie z mrówką jak równy z równym), więc trudno to jednoznacznie ocenić.

Voy29:
Zresztą mógł uznać, że wojna z Dominium przyda się ludzkości tak jak pierwsze wyprzedzające spotkanie z Borg.

Owszem, mógł. Niemniej nie mamy na ten temat cienia dowodu (co nie znaczy, że jest to hipoteza nieuprawniona).

Co do spotkania z Borg to jest zresztą niejasne czy doprowadzenie do niego mieściło się w normalnej etyce Q, czy należało do harców, o których poniżej. Nie wiemy też kiedy by doń doszło bez tego (w końcu Borg atakował już El-Aurian wiek wcześniej i mógł wiedzieć dokąd umknęły ich niedobitki, schwytał też Hansenów).
Ba, można nawet pomyśleć pętlę czasową tego typu, że Q wiedząc o wydarzeniach z ENT "Regeneration" musiał zrobić coś by zaszły (yes, I hate temporal mechanics, too ) w ramach jakiegoś dziwnego odpowiednika PD Temporalnej*...

* Swoją drogą: ciekawe czy wszechmocni mają jakiś odpowiednik PD? Teoretycznie powinni mieć, w końcu tak w Treku fetyszyzowana...

Voy29:
Nie wspominając o niesprecyzowanych regułach, jakimi muszą kierować się Q. Twój imiennik raz został już ukarany w TNG za swoje harce odebraniem mocy.

No, właśnie. Doprecyzowanie tych reguł sporo by wyjaśniło. Bez tego możemy tylko gdybać...
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 12 Mar 2015 16:35:14
Cóż... Powtórzyłem sobie - a raczej obejrzałem w nowej wersji - HF "Yesterday's Excelsior" (trudno mi będzie z czystym sumieniem bronić tezy, że jest to kanon, ale seria niewątpliwie Roddenberry approved, co prawda Rod, nie Gene, ale zawsze) i przyznam, że znalazłem tam dobry argument na rzecz swojej tezy, ale jednocześnie to, co tam widzimy, zamieszanie jeszcze pogłębia.
Otóż, dowiadujemy się tam expressis verbis, że w tamtejszej linii czasu (jeszcze mroczniejszej niż w "Yesterday's Enterprise") Q celowo napuścił Borg na UFP, by ukarać jej mieszkańców za stoczenie - zakończonej ludobójstwem - wojny z Klingonami (którzy byli zresztą stroną agresywną). W takim wypadku - bez zajścia nadzwyczajnych zdarzeń - należałoby się jednak spodziewać interwencji Q w wypadku Dominion War (i tu wojna domowa w Continuum jest wyjaśnieniem braku interwencji, podwójnym - Voy29 zauważył bowiem, że Q mogli być zajęci wojną w danym momencie, ale potem mogli rzecz odkręcić jako mający - prawdopodobnie - władzę nad czasem... tyle, że... owa wojna domowa mogła być dla Q lekcją pokory, źródłem refleksji typu "nie jesteśmy tak doskonali, jak myśleliśmy, nie mamy prawa osadzać tych humanoidalnych pierwotniaków, tym bardziej, że bez nich byśmy naszej wojny domowej nie zakończyli".

Pojawia się jednak pytanie poboczne - skoro w "Yesterday's Excelsior" zetknięcie z Borg było karą i zakończyło się najazdem redukującym Federację do bandy uchodźców żrących się miedzy sobą o władzę w - sparodiowanym - stylu nBSG, to czym było zdarzenie z "Q Who" i czym różnił się jego przebieg, ze zakończenie tej konfrontacji było jednak inne?

ps. By prosić natomiast innej ze swoich tez, tj. jaśniej podkreślić jak charakterystyczne dla Trekowych wszechmocnych jest sądzenie Ludzi/Fedków, jak bardzo jest to charakterystyczny, nieprzypadkowy najwyraźniej, zwyczaj, sięgnę do znanego utworu Lema pt. "Wyprawa profesora Tarantogi", by pokazać, że przebieg spotkania z bardziej rozwiniętą cywilizacją może być b. różny, nie wpadać w sądowe koleiny:

PROFESOR: Niestety, to niemożliwe. Kapacitrony pełne, ruszamy!
Efekty. Pojawia się rodzaj bardzo dziwnego, niskiego stołu. Ma on otwory, w każdym z tych otworów siedzi jeden Kalenusjanin. Razem jest ich trzech. Twarzami zwróceni są ku sobie. Powierzchnia, stołu miedzy nimi pokryta jest bogatymi deseniami. Ponadto znajdują się w niej rozmaite zamknięte na razie klapki. Kalenusjanie, podobni do ludzi, są całkiem łysi, na tych łysinach mogą mieć różne rzeczy, np. dodatkowe uszy, nosy czy anteny.
KALENUSJANIN I: Koledzy, nadeszły nowe meldunki z terenu. Posłuchajcie! Na półkuli północnej nastąpił gwałtowny wzrost dobrobytu. Są liczne ofiary. Biuro Prognoz ostrzega przed dalszym, zagrażającym przerostem stopy życiowej. Albo to: Pracownicy Ministerstwa Rozkoszy wykryli podczas kolejnej obławy w lasach gromadę osobników, żywiących się korzonkami. Według ich słów uciekli od cywilizacji, gdyż było im tak dobrze, iż nie mogli już wytrzymać. Co wy na to?
KALENUSJANIN II: Rzeczywiście, sytuacja jest poważna.
KALENUSJANIN III: A co robi Wyklęk? Gdzie są te obiecane wulkany?
KALENUSJANIN I: Pewno się znowu pośliznęły.
KALENUSJANIN II: Poślizg produkcji, powiadacie? Zaraz się dowiemy. Halo, proszę mnie połączyć z Wyklękiem! Halo. Wytwórnia Klęsk i Katastrof? Tu Tajny Międzykozak. Jak? Nie słychać? Tajny Międzykozak, mówię. Tajny Międzyresortowy Komitet Zatrważania Konstruktywnego... Tak. Halo! Jest tam główny inżynier? Dawać go tu!
Kalenusjanin I naciska guzik. W stole otwiera się klapka, wychyla się przez nią głowa inżyniera.
KALENUSJANIN I: Inżynierze, co z tym waszym nowym obiektem?
GŁOWA: Pan prezes ma na myśli wulkan?
KALENUSJANIN I: Tak. Działa?
GŁOWA: No cóż, jest obecnie w stadium próbnego rozruchu...
KALENUSJANIN I: Mamy inne sygnały...
GŁOWA: Były trudności obiektywne. Lawa nie chciała płynąć.
KALENUSJANIN I: Dlaczego?
GŁOWA: Krater się zatkał.
KALENUSJANIN I: Krater się zatkał, powiada pan? I co? Dlaczegoście nie przetkali? Ja to mam za was zrobić? Nie wiecie, co się dzieje? Mam tu meldunki z terenu. Nastąpił gwałtowny wzrost dobrobytu. Notuje się liczne wypadki błogostanu... Słyszy pan?
GŁOWA: Słyszę.
KALENUSJANIN I: I co? Dobrobyt wzrasta, błogostan szaleje, a pan mi tu opowiada o trudnościach obiektywnych? Musicie uruchomić produkcję seryjną, rozumie pan? Sztuczne powodzie, sztuczne wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi - oto, czego najbardziej dziś potrzeba. Odczuwamy poważny niedobór grozy. Rynek jest całkowicie nie dostraszony. Hasło dnia brzmi: więcej klęsk żywiołowych dla mas! Tylko dzięki nim odrodzi się duch ofiarności, nadzieja lepszego jutra, heroizm, skłonność do poświęceń i ogólna dziarskość. Jasne?
GŁOWA: Jasne.
KALENUSJANIN I: No! Żegnam!
Głowa znika, klapka się zasuwa.
KALENUSJANIN II: Ależ pracuje ten Wyklęk! Ich ostatnia powódź była czystym pośmiewiskiem...
KALENUSJANIN III: A co robi Najlęk?
KALENUSJANIN I: Posłuchamy. Halo, proszę mnie połączyć z Najwyższą Izbą Lękarską! Halo, Najlęk? Tu Tajny Międzykozak. Jest tam ktoś z zarządu? Włączcie mi go tu!
Kalenusjanin I naciska guzik, otwiera się klapka, pojawia się Głowa II.
KALENUSJANIN I: Jak sytuacja, doktorze?
GŁOWA II: Trudna, panie prezesie! Lekarze nasi spieszą do ofiar dobrobytu dniem i nocą, ale ostatnio nasiliły się przypadki tej plagi, jaką jest rzucawka błogostanowa. Groźne to cierpienie zwalczyć można jedynie możliwie szybkim pogorszeniem względnie utrudnieniem życia...
KALENUSJANIN I: Ależ, doktorze, po co opowiada mi pan rzeczy, które wie każde dziecko? Pytałem, co robicie?
GŁOWA II: Stosujemy szeroką gamę zabiegów lekarskich. Przypadki lżejsze lękamy w domu lub ambulatoryjnie, osoby zaś szczególnie wrażliwe na dobrobyt izolujemy w naszych przeraźniach.
KALENUSJANIN I: A dlaczego ludność ucieka do lasu?
GŁOWA II: To objawy godnej pożałowania ciemnoty. Poza tym otrzymujemy zbyt mało lęków indywidualnych. Te dręczniki, koszmarnice i głowociągi, które są w magazynach, to stare, słabo działające modele...
KALENUSJANIN I: To złóżcie odpowiednie zamówienie w resorcie. Żegnam!
Głowa II znika, klapka się zasuwa.
KALENUSJANIN I: Koledzy, nie ma co. musimy działać! Dotąd Tajny Międzykozak obejmował tylko Najlęk i Wyklęk. Obecnie zachodzi konieczność włączenia w akcję Ministerstwa Instynktów Niższych i Centrali Prefabrykacji Zmór i Majaczeń. Czy są jakieś propozycje?
KALENUSJANIN II: Uważam, że, zamiast dyskutować, powinniśmy się raczej zlać. Inaczej nie opracujemy niczego do świtu.
KALENUSJANIN I: Zgoda! Koledzy, zlewamy się!
KALENUSJANIN III: Pod stołem czy nad stołem?
KALENUSJANIN I: Nad stołem.
Wyciąga skądś giętką rurą, przystawia ją do głowy Kalenusjanina II, a drugi koniec przystawia sobie do czoła.
PROFESOR: Panowie, przepraszam was najmocniej! Mam wrażenie, że jesteście obywatelami planety Kalenusji...
KALENUSJANIN I: Nie przeszkadzać! Konferencja! Eufrozy, nie czuję jeszcze twojej świadomości.
PROFESOR: Panowie, wybaczcie, ale idzie o sprawę dużej wagi. Przybyliśmy do was w ten niezwykły sposób, aby skontaktować się z wami jako rasą rozumną, zamieszkującą odległy gwiazdowy glob...
KALENUSJANIN II: Co ten tam znowu? Proszę się wyłączyć, bo was przelęknę!
PROFESOR: Panowie, zapewniam was, że macie do czynienia z mieszkańcami dalekiej planety, którzy dzięki nowemu wynalazkowi...
KALENUSJANIN I: Nie chce się odczepić! Kto to jest?
KALENUSJANIN II: To ten facet z Ziemi, o którym wczoraj wam mówiłem. Zbudował pierwszy teletaktor na chałupniczych elementach i wydaje mu się Bóg wie co.
PROFESOR: Ależ, panowie, jako sąsiedzi na Drodze Mlecznej, że tak powiem...
KALENUSJANIN I: Z Ziemi... Ziemia... Ziemia... A, przypominam sobie! To taka zmurszała skorupka, pełna wody, zamarznięta z dwóch stron, w najdzikszym miejscu Galaktyki...
KALENUSJANIN III: Otóż to! Kosmos też ma swoją deskami zabitą prowincję. Ej, wy tam, wyłączcie się! Nie mamy o czym ze sobą rozmawiać.
PROFESOR: Panowie, pragniemy się z wami skontaktować w imieniu nauki i ludzkości!
KALENUSJANIN II: Uparty jak stary robot. Panie, pan wie, do kogo pan mówi? Ledwo osiemset tysięcy lat temu wyleźliście z jaskiń i już się wam zachciewa kosmicznych kontaktów? Między nami i wami jest czterdzieści milionów lat różnicy. Rozumie pan? Rozwijajcie się przez dalsze trzydzieści dziewięć milionów lat, wtedy pogadamy, a na razie proszę się wyłączyć.
PROFESOR: Ależ nasz epokowy wynalazek...
KALENUSJANIN I: Nie, to niesłychane! Panie włochaty, pański wynalazek stanowi u nas rodzaj zabawki. W ten sposób podróżują u nas niemowlęta w kołyskach.
KALENUSJANIN II: To są kołyski elektronowe.
KALENUSJANIN III: A niemowlęta syntetyczne i zdalnie sterowane.
KALENUSJANIN I: Jasne? O tym, że chce pan tu dziś wleźć i przeszkadzać, wiedzieliśmy już trzy tygodnie temu.
PROFESOR: Jak to możliwe?
KALENUSJANIN II: Nie wierzy.
KALENUSJANIN III: Może dać im powąchać antymaterii?
KALENUSJANIN I: Nie trzeba. Spróbujemy po dobremu. Do mikrofonu: Dawać tu Mały Mózg.
Z boku wysuwa się coś w rodzaju ściany wyobrażającej mózg elektronowy. Może mieć pewne podobieństwo do groteskowej twarzy, różne zegary, światła, głośniki itp.
KALENUSJANIN I: Podaj ostatnie doniesienia z Ziemi.
MÓZG: Jak donosi Kalenusjańska Agencja Kosmiczna, niejaki Tarantoga, przedstawiciel słabo rozwiniętej rasy istot podmyślących, buduje od trzech tygodni domowym sposobem pierwszy ziemski teletaktor. Elektronowa Komisja do Spraw Planet Niedorozwiniętych rozważyła trzy możliwości. Pierwsza: cofnąć wymienionego Tarantogę do stadium embrionalnego. Druga: zlikwidować system słoneczny ze wszystkimi planetami i Ziemią. Trzecia: nic nie robić. Na wniosek elektrostratega grupy operacyjnej przyjęto wniosek trzeci. Nasz korespondent z Jowisza donosi: "Na Ziemi urodziło się dziecko, które w dwudziestym roku życia prawdopodobnie odkryje formułę Galaramanasa i ogólną teorie przesiadania się ze świadomości w świadomość"...
KALENUSJANIN I: Wystarczy.
Mózg cofa się i znika.
PROFESOR: Panowie, proszę was już tylko o jedno! Powiedzcie, gdzie urodziło się to dziecko!
KALENUSJANIN I: To wiadomość ściśle tajna. Panie włochaty, żegnam!
PROFESOR: Ależ, panowie, tak nie można przecież...
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 12 Mar 2015 16:38:12
KALENUSJANIN II: Nie ma rady. Podajcie mi głowociąg!
Otwiera się w stole klapka, ręka podaje głowociąg.
CHYBEK: Panie profesorze, czy mam się na nich rzucić?
PROFESOR: Nie. Zachować spokój!
CHYBEK: Panie profesorze, on celuje!
Profesor wyłącza. Trochę dymu, może być błysk i wszystko znika.
CHYBEK: Jak mam to zapisać, panie profesorze? Spotkanie z rasą nazbyt rozwiniętą?
PROFESOR: Może i była rozwinięta, ale niewychowana. Jak on do mnie mówił? "Panie włochaty"!
CHYBEK: Ciekawe, że nawet w Kosmosie spotyka się chamstwo. Zaraz, tylko dokończę pisania. "Głucha prowincja galaktyczna, zabita deskami". No, proszę! To już wolę tę kosmiczną wieśniaczkę. Ale co oni tam robili? Na co im te sztuczne wulkany i głowociągi?
PROFESOR: Zdaje się, że cierpią od nadmiernego dobrobytu i usiłują w ten sposób trochę go zmniejszyć. Niestety, problemu tego nie potrafimy zrozumieć. Kapacitrony pełne, możemy ruszać od razu. Uwaga! Celem naszym jest ziemiopodobna planeta w Wielkiej Niedźwiedzicy.


Mowa tu o przewadze czterdziestu milionów lat różnicy, ale wszechmoc Kalenusjan na tle - dajmy na to - Q jest jednak b. wątpliwa, choć problem nadmiaru dobrobytu ten sam. Poszukajmy zatem wszechmocnych bardziej...

PROFESOR: No to, wie pan... owszem. Mam tu zapisany obiekt niebieski zwany NGC 687 łamane przez 43 - według wielkiego katalogu gwiazdowego Messiera. Podał mi go profesor Trompka, ten astronom. Przypuszcza, że zmiany gwiazdowego blasku, które można tam obserwować, są powodowane sztucznie.
CHYBEK: Sztucznie?
PROFESOR: Tak. Oznaczałoby to cywilizację rozwinięta tak niesłychanie, że jej przedstawiciele wedle woli zwiększają lub zmniejszają blask gwiazdy macierzystej.
CHYBEK: Tak jak się podkręca knot lampy naftowej?
PROFESOR: Właśnie.
CHYBEK: To na co jeszcze czekamy? Profesorze, naprzód !
PROFESOR: No no! Więcej zimnej krwi, młodzieńcze! Ostatecznie w interesie nauki można spróbować. Niech pan przygotuje świeży papier i ołówek.
CHYBEK: Jestem gotów.
PROFESOR: A więc dobrze. Uwaga, ruszamy!
Dźwięki, fenomeny, pojawiają się gwiazdy, na przykład z rzutnika, jakaś duża mgławica w kącie między szafą i oknem, wreszcie robi się całkiem ciemno i tylko słychać dziwne dźwięki. Potem ukazuje się miedzy szafą i oknem nagromadzenie białych form abstrakcyjnych, które przypominają z jednej strony zwoje mózgu, ale porozdzielane, a z drugiej - stanowią jak gdyby elementy dziwnego olbrzymiego oblicza - pozbawionego oczu, to znaczy oczy, usta mogą być tylko pustymi miejscami pomiędzy elementami białej kompozycji.
OBLICZE (dźwięk wychodzi nie wiadomo skąd, głos gruby, ale łagodny, bas olbrzymiej, dobrodusznej istoty, podlegającej roztargnieniem): Wziąć... sześć kwantylionów gwiazdowego proszku... jedną mgławicę ciemną... pół jasnej... szczyptę kosmicznego... zmieszać... zakręcić... aż powstanie placek spiralny. Hm, placek! Ale czy dobry? Kto go wie! Jaki kto? Może ja? Ho ho - duże trudności. Ja? Tak, ja. Gdzie? Prawdopodobnie wszędzie. Ewentualnie jeszcze trochę dalej. I wciąż, i wciąż jeszcze ja? Nic, tylko ja? O, co za bezmiar! Hm. Słabo rośnie. Może dodać parę białych karłów?
CHYBEK: Kto to jest?
PROFESOR: Zapewne miejscowa istota.
CHYBEK: Przepowiada sobie recepty kuchenne?
PROFESOR: Raczej kosmiczne, coś o gwiazdach. Cicho...
OBLICZE: Co ja mówię? Zbiór kulisty czy spiralny? Może nie mieszać więcej? Za gorąco będzie. Jeszcze porobią się kłaczki...
CHYBEK: Profesorze, zdaje się, że on bredzi...
PROFESOR: Bądźże pan cicho!
OBLICZE: Że ja? Czy to ja mówiłem? Niedobrze! Mówię i sam nie zauważam, że mówię. To pewno wskutek wszechobecności. Co miało być teraz? Spiralny placek galaktyczny...
CHYBEK: Panie profesorze, on chyba całkiem sfiksował!
PROFESOR: Cicho...
OBLICZE: A to co? Co mi się tak wciąż mówi i wydaje się, że to nie ja mówię?
CHYBEK: Bo to nie pan mówił, tylko ja.
PROFESOR: Panie Chybek!
OBLICZE: No! Ktoś tu jest! Ale co to znaczy "tu"? "Tu" - to znaczy gdzie? Ktoś mówił?
CHYBEK: Tak, ja mówiłem.
Poszczególne elementy białych zwojów mózgowych, stanowiące zarazem policzki Oblicza, poruszają się, powstaje z tego jakiś grymas.
OBLICZE: Zaraz. Zdaje się, że prawdopodobnie, a nawet na pewno ktoś tu jest. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kto. Halo!
PROFESOR: Halo! Bardzo pana przepraszamy! Jesteśmy istotami rozumnymi z Ziemi, przybyliśmy tu właśnie...
OBLICZE: Istoty rozumne?
PROFESOR: Tak, proszę pana.
OBLICZE: Więcej niż jedna?
PROFESOR: Tak, jest nas dwóch Ziemian. Czy ma pan chęć na rozmowę? Bo jeśli przeszkadzamy...
CHYBEK: Wolelibyśmy, żeby się pan zgodził.
OBLICZE: Kto?
CHYBEK: Co "kto"?
OBLICZE: Kto ma się zgodzić?
CHYBEK: Pan.
OBLICZE: Co to jest "pan"?
PROFESOR: Gdybyśmy się lepiej znali, powiedzielibyśmy "ty". Czy to nic panu nie mówi?
OBLICZE: Hm! "Ty". Gdzieś to już słyszałem... Hm. "Ty"... To, zdaje się, wtedy, gdy jest więcej niż jeden, co?
PROFESOR: Tak, właśnie tak.
OBLICZE: Ciekawe. Więc ciebie jest więcej niż jeden?
PROFESOR: Tak, jest nas dwóch.
OBLICZE: Bardzo interesujące. Rzadkie. Skąd pochodzicie?
PROFESOR: Pochodzimy z Drogi Mlecznej, z układu słonecznego, z planety Ziemi.
OBLICZE: Z Ziemi? Nie przypominam sobie. A co robisz?
PROFESOR: Jestem uczonym, zbudowałem aparat, którym przybyliśmy, a mój towarzysz jest młodym adeptem astronautyki.
OBLICZE: Prawda, że ciebie jest dwóch. Dziwne. Nie mogę przywyknąć. A co robisz z gwiazdami?
PROFESOR: Na razie jeszcze nic. Nie jesteśmy tak rozwinięci jak pan.
OBLICZE: Pan? A, to ja. Tak. tak. Dobrze. Niech będzie. Więc jest ciebie dwóch? Jak wyglądacie?
PROFESOR: Pan nas nie widzi?
OBLICZE: Nie.
PROFESOR: Dlaczego?
CHYBEK: Czy panu coś się stało w oko?
OBLICZE: Nie, nic mi się nie stało. Widzę całkiem nieźle. Mgławica mi się formuje, ramiona spiralne rozkłada, nieźle zbudowana. Nieźle. Efekty magnetyczne... Oho, już są pierwsze rozbłyski, protoplanetarne też! No, dobrze, to potrwa jeszcze trochę, przez ten czas możemy porozmawiać. O czym to się mówiło? Aha, o wzroku. Patrzę na zewnątrz, nie do środka. W środku nie mam nic dla siebie ciekawego...
PROFESOR: Czy to ma znaczyć, że jesteśmy w pana środku?
OBLICZE: Ho, ho, a gdzież by? Jasne. A wy macie oczy w środku?
PROFESOR: Nie.
OBLICZE: Szkoda.
PROFESOR: Czemu?
OBLICZE: Byłaby to już druga anomalia.
PROFESOR: A jaka jest pierwsza?
OBLICZE: To, że ciebie jest dwóch. A z czego wy właściwie jesteście, co?
PROFESOR: Chodzi panu o materiał? Jesteśmy zbudowani z białka.
OBLICZE: Z białka? Zaraz... Zaraz, muszę poszukać...
PROFESOR: Gdzie?
OBLICZE: Phu... W otchłani mojej... informacji... Białko? Aha... Coo? Wy jesteście z białka? I jest was dwóch? To niezwykłe!!
PROFESOR: Czemu?
OBLICZE: Czy jesteście płynni? Czy wlewacie się o zmierzchu do pieczar, czy pulsujecie sobie w nich? Czy o świcie przechodzicie metamorfozę?
PROFESOR: Nie! Nic podobnego! Nigdzie się nie wlewamy i nie przechodzimy żadnej metamorfozy. Poza tym nie jesteśmy płynni.
CHYBEK: Pan pomylił nas z kimś innym.
OBLICZE: Możliwe... Zaraz... otchłań... Tego... no, otchłań! Aha i Och! To wy... Jesteście może ludźmi!
PROFESOR i CHYBEK: Tak, ludźmi!
OBLICZE: O, protuberancja! Może wam się tylko zdaje? Czy macie raczki i nóżki?
PROFESOR: Mamy ręce i nogi.
OBLICZE: Macie? Ładna historia! O, co za zmartwienie! Ludzie! O, ludzie!... Tylko dwóch? To nie tak źle... Ale nie może być - więcej się nie zrobiło?
PROFESOR: Tu jest nas dwóch, ale na Ziemi parę miliardów.
OBLICZE: Już? Już parę miliardów? Tak prędko? Nie spodziewałem się. Tak się tego obawiałem!... Och, cóż za spotkanie! O, to ja... to wy... tak, okropność! Sam nie wiem, co teraz powiedzieć?
PROFESOR: Co pan mówi?
CHYBEK: Co się stało?
OBLICZE: Niestety! Nic się nie da zrobić! Cóż ja mogę teraz? Przepraszam was, przepraszam! .Mogę tylko błagać o wyrozumiałość. To było niechcący, naprawdę...
CHYBEK: To chyba jakieś nieporozumienie...
OBLICZE: Oby, oby! Ale obawiam się. że to tragiczna rzeczywistość. Miałem jeszcze nikły cień nadziei, że się nie zsiadło, ale widzę, że daremnie...
CHYBEK: Ależ pan nic nam nie zrobił!
OBLICZE: Wam nie, ale was...
PROFESOR: Jak proszę? Jak to nas?...
OBLICZE: Tak, was... Ale przysięgam,. że wskutek roztargnienia, niechcący, przez niedopatrzenie! Po prostu przestałem mieszać, słonecznica przypaliła mi się od spodu i powstały zgęstki. Potem przy ochłodzeniu wytrąciło się wszystko... Ach, ścięło mi się, zrobiła się zupka klejowa i z tej zupki różne tam galaretki, a z tych galaretek wyście powstali, po paru miliardach obrotów wokół Słońca... Już sam nie wiem, jak mam was przepraszać!
CHYBEK: Ależ co pan mówi?
PROFESOR: Zaraz... Czy pan chce przez to powiedzieć, że pan nas stworzył? Całą ludzkość?
CHYBEK: To nie może być!
OBLICZE: Niechcący, przysięgam! Nieumyślnie! Jestem nazbyt rozciągły, jest mnie zbyt wiele, nadmiar jest moim głównym wrogiem, nieszczęściem, kieską. Chciałem zrobić zwyczajną słonecznicę. Ale kiedy wróciłem, było już za późno...
PROFESOR: Jest pan pewny tego? Według naszych wiadomości, powstaliśmy w toku ewolucji biologicznej, ze zwierząt...
OBLICZE: Zwierzęta też były? Ładna historia! Zawsze to samo! Zwierzęta, co? Nie chciałem! Daję wam uroczyste słowo honoru! Unikam tego, jak mogę, bo wiem, co to za przykrość...
PROFESOR: Co jest przykrością?
OBLICZE: Ludzkość. Cywilizację też może macie?
PROFESOR: Oczywiście, że mamy!
OBLICZE: Wielkie nieba! Cywilizacja też jest! I co teraz będzie? Czy bardzo macie mi za złe?
PROFESOR: Prawdę mówiąc, jeszcześmy niezupełnie przyjęli do wiadomości to, co pan nam oświadczył. Musimy tę myśl zbadać. Ale czy pan się czasem, mimo wszystko, nie myli?
OBLICZE: Możemy sprawdzić dokładniej. Czy jesteście różowi w środku?
PROFESOR: Tak.
OBLICZE: Czy macie nieparzystą głowę i osiem do dziewięciu otworków?
CHYBEK: Zaraz policzę.
PROFESOR: Nie trzeba, kolego! Tak, to się zgadza.
OBLICZE: A macki jakieś są?
PROFESOR: Nie.
OBLICZE: Na pewno? Nigdy nie macacie?
PROFESOR: Owszem, zdarza się, ale nie mackami.
OBLICZE: A więc jednak? A czy w środku coś puka?
PROFESOR: Serce? Owszem, bije.
OBLICZE: Wciąż?
PROFESOR: Tak, ale...
OBLICZE: Zaraz! A klapkę macie?
PROFESOR: Jaką klapkę?
OBLICZE: O, nie macie? Nieźle. A naddatki są?
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 12 Mar 2015 16:55:58
PROFESOR: Jak wyglądają?
OBLICZE: Takie maleńkie skrzydełka.
PROFESOR: Nie. Widzi pan!
OBLICZE: Jeszcze chwilka! Czy od czasu do czasu sklejacie się, aby się w krótkim czasie znowu rozkleić i czy puszczacie potem pączki?
PROFESOR: Zapewniam pana, że nie puszczamy żadnych pączków.
CHYBEK: A więc to nie my!
OBLICZE: Ach, moi biedni ludzie, to wy, to wy! Przecież ja was nigdy nie miałem okazji poznać z bliska. Przerażony owym wypadkiem i zagrażającymi nieuchronnie konsekwencjami, pozostawiłem słonecznicę i oddaliłem się, złamany, a wygląd wasz wydedukowałem na podstawie znajomości dawniejszych przypaleń... przy pomocy matematyki. Wyszły mi z tego rączki, nóżki, główki, klapki, naddatki i pączki. Powiadacie, że nie macie pączków? A co macie?
PROFESOR: Do czego miały być pączki?
OBLICZE: Do kontynuacji. Żeby was było coraz więcej, niestety...
PROFESOR: Aha! Nie, my nie pączkujemy.
OBLICZE: A jak wy to robicie?
PROFESOR: Rodzimy się.
OBLICZE: Nie może być!
PROFESOR: Czemu?
OBLICZE: Nadzwyczajna rzadkość! Fenomen kosmiczny! Oni się rodzą... Kto by pomyślał?! I co wy na to?
PROFESOR: Uważamy to za normalne.
OBLICZE: Biedacy!
PROFESOR: A co pan właściwie robi, jeśli można spytać? Co z tą słonecznicą?
OBLICZE: Jak to... co ja robię? Niebaście nigdy nie widzieli?
CHYBEK: Pan ma na myśli gwiazdy? Owszem, widujemy je. I co z tego?
OBLICZE: Co z tego? A, to dobre! Czy nie zauważyliście, że słońca są kuliste, a mgławice spiralne?
PROFESOR: Zauważyliśmy.
OBLICZE: I nie dało to wam do myślenia? Dlaczego są kuliste, spiralne, co?
PROFESOR: Bo się obracają.
OBLICZE: Może same z siebie?
PROFESOR: Tak sądziliśmy. Czy to nieprawda?
OBLICZE: Czy to nieprawda? Co za naiwność święta! Obracają się od mieszania. Rozumiecie?
PROFESOR: Więc to pan miesza? A wolno spytać, po co?
OBLICZE: Ależ właśnie, żeby się nie przypaliło!
PROFESOR: Dziwne rzeczy! Czy pana słowa oznaczają, że pan... hm... miesza galaktyki w tym celu, aby nie powstały w nich istoty rozumne?
OBLICZE: Nic podobnego. Właśnie, aby powstały! W tym celu mieszam, aby powstały, ale normalne.
PROFESOR: To my jesteśmy nienormalni?
OBLICZE: Ach... to... to wyście o tym nie wiedzieli?
PROFESOR: Nie.
OBLICZE: Nie? Najmniejszego domysłu, podejrzenia?
PROFESOR: Nie.
OBLICZE: O, tensor! Co ja narobiłem? Po co ja im mówiłem? O, perturbacja turbulencyjna! Przepraszam! Strasznie mi przykro. Ale skąd mogłem wiedzieć?...
PROFESOR: Nie szkodzi, nie szkodzi. Może wyjaśni nam pan, jakie istoty rozumne są. według pana, normalne?
OBLICZE: Według mnie? Moi kochani, dużo o tym mówić. Czy nie prościej będzie, jeśli, wróciwszy do siebie, rozejrzycie się po waszej planecie, aby skonstatować, co tam nienormalnego?
CHYBEK: Wolelibyśmy jednak...
OBLICZE: Jeżeli wam koniecznie na tym zależy, naturalnie, mogę w paru słowach... Och! Wielkie nieba, znowu! Znowu!!! Znowu!!!
CHYBEK: Co się stało?
PROFESOR: Czy panu niedobrze?
OBLICZE: Niedobrze?... To wszystko przez was! Przez was!!!
CHYBEK: Co to znaczy?
OBLICZE: Zagadaliście mnie. I znów mi się przypaliło - jedno spiralne ramie, od spodu, na trzysta parseków - i znowu wybiegła mi słonecznica, i ścięło się, i będzie zgęstek, i powstanie białko, przeklęte białko! I znowu będzie ewolucja, i ludzkość, i cywilizacja, i będę się musiał tłumaczyć, usprawiedliwiać, składać we dwoje, przepraszać, że to niechcący, że przez przypadek... Ale to wy, nie ja! To wyście narobili! Idźcie już, niech was nie znam...
CHYBEK: O, co to, to nie! Przeprosiny - przeprosinami, a powinien pan się zachować inaczej.
OBLICZE: Co?
CHYBEK: Tak. Jeśli, jak pan sam mówi, pokrzywdził nas pan, prosimy o rekompensatę!
OBLICZE: To co mam zrobić?
CHYBEK: Prosimy o dostarczenie nam... e... maszyny... urządzenia do spełniania życzeń! Pan to chyba potrafi?
OBLICZE: Do spełniania życzeń?
PROFESOR: Ależ... kolego Chybek... może...
OBLICZE: Dobrze. Proszę bardzo. Jak sobie chcecie. Do spełniania życzeń? Bez trudu. Ale ostrzegam: z życzeniami trzeba ostrożnie! Oto wasza maszyna... A teraz żegnam. Narobiliście mi kramu, oj, ludzie, ludzie!...
CHYBEK: Podobno pan nam też.
Po ostatnich słowach Oblicza wjechała na scenę maszyna do spełniania życzeń.
CHYBEK: Panie profesorze, możemy wracać!


Swoją drogą - przydałoby się trochę takiej różnorodności i takich sygnałów o wpływie wszechmocnych na ziemską ewolucję (nie popadających wszakoż w dänikenowski banał) - w Treku. Brak też jeszcze jednego - cywilizacje wyższego rządu mają w końcu różne swoje zajęcia (nie wszystkie przy tym popadły w quasi-buddyjską obojętność na wszystko przy kultywowaniu swej - interpretowanej m.in. jako wycofanie z aktywności - wyższości moralnej), gdzie zatem efekt ich działań, gdzie rozgrywki wyższego rzędu, o których tak pisał w/w Lem w "Nowej Kosmogonii"?

"Co może czynić cywilizacja trwająca miliony razy dłużej? Astrofizycy, zajmujący się takimi kwestiami, uznali, że takie cywilizacje nic nie robią, jako że nie istnieją. Co się z nimi stało? Astronom niemiecki, Sebastian von Hoerner, twierdził, że wszystkie one dokonały samobójstwa. Chyba tak, skoro ich nigdzie nie widać! Ależ nie, odpowiedział Acheropoulos: nie widać ich nigdzie? To my tylko ich nie dostrzegamy, ponieważ one są już wszędzie. To jest, nie one - lecz owoce ich działania. Dwanaście miliardów lat temu, a, wówczas tak, wtedy przestwór był martwy - i rodziły się w nim pierwsze zalążki życia na planetach pierwszej gwiezdnej generacji. Lecz po upływie eonów nie pozostało nic z tamtej kosmicznej pierwociny. Jeżeli uznawać za „sztuczne” to, co przekształcone przez aktywny Rozum, to cały Kosmos, jaki nas otacza, już jest sztuczny. Tak zuchwała herezja budzi natychmiastowy sprzeciw: wiemy przecież, jak wyglądają obiekty „sztuczne”, produkowane przez Rozum, zajmujący się instrumentalnymi robotami! Gdzież pojazdy, gdzie molochy maszynowe, gdzie - jednym słowem - tytaniczne technologie istot, co mają nas otaczać i stanowić gwiaździste niebiosa? Lecz to jest błąd wywołany inercją myśli, gdyż technik instrumentalnych potrzebuje tylko - powiada Acheropoulos - cywilizacja tkwiąca w embrionalnej fazie - jak ziemska. Cywilizacja miliardoletnia nie używa żadnych. Jej narzędziem jest to, co my nazywamy Prawem Natury. Sama Fizyka stanowi „maszynę” takich cywilizacji! I to nie „gotową maszynę”: nic podobnego. „Maszyna” ta (oczywiście z maszynami mechanicznymi nie ma ona nic wspólnego) powstaje od miliardów lat i jej budowa, choć wielce zaawansowana, jeszcze się nie zakończyła!"

W końcu skoro apokaliptyczna Dominion War i pozwalający na chwilową - b. swoistą - wszechobecność Warp 10 to zabawy humanoidów, na co stać tych potężniejszych?
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Jakim cudem mogła wybuchnąć Dominion War?

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!