USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Gdyby Voyager był klasy Galaxy... (można z tego zrobić i Intrepid vs Galaxy)
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 13 Lis 2014 11:33:23 - Edytowany przez: Q__
Poczytałem sobie parę dni temu taki oto topic:
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=117266
I uznałem, że dyskusja na temat tego jak by poszło załodze gdyby Voyager był klasy Galaxy może być interesująca. Tym bardziej, że da się ją rozwinąć zarówno w kierunku rozważań z gatunku alternatywna historia Treka, jak i ściśle treknologicznego versusa.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie przypomniał co potrafił Galaxy w zakresie dalekich lotów (fakt, z pomocą pewnego Obcego):
http://en.memory-alpha.org/wiki/Where_No_One_Has_G one_Before_(episode)
Choć i Constitution ma się czym pochwalić i ten nawet na własnym napędzie:
http://en.memory-alpha.org/wiki/By_Any_Other_Name_ (episode)
Guauld
Użytkownik
#2 - Wysłana: 13 Lis 2014 11:49:06 - Edytowany przez: Guauld
Cóż, przede wszystkim, faktycznie by musieli lecieć wtedy kilkadziesiąt, a nie pięć lat.
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=218&page=28#msg278822

No, ale pomijając ten szczegół, to okręt okrętem, najważniejsza jest załoga. Największą różnicę stanowiłaby jeszcze bardziej sielankowa atmosfera w podróży, do tego mielibyśmy wszędzie dzieci i rodziny na pokładzie, co z drugiej strony rodzi nowe możliwości, tylko scenarzyści musieliby je dostrzec. Mianowicie zdyscyplinowanych oficerów floty, którzy potrafią sobie poradzić z trudną sytuacją, będących odpornych na tę ciężką do przełknięcia wiadomość- że mogą nigdy do domu nie wrócić- można jakoś, trochę i naciąganie, ale można- wyjaśnić. Natomiast masy cywilów na okręcie mogłyby doprowadzić nawet do znacznie gorszej sytuacji przez swoje histerie i bunty (a te byłyby też o tyle trudne, że kapitan musiałby/musiałaby zawsze znaleźć złoty środek w rygorze postępowania z takimi jednostkami).
W sumie to w dużej mierze mielibyśmy coś w postaci SG: Universe, tylko w wersji light. Najważniejsze, żeby załoga nie była tak bystra jak ta Łysego, bo wróciliby do domu po tygodniu i tyle byśmy mieli serialu.
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 13 Lis 2014 11:58:19
Guauld

Guauld:
Najważniejsze, żeby załoga nie była tak bystra jak ta Łysego, bo wróciliby do domu po tygodniu i tyle byśmy mieli serialu.

Eeetam. Wróciliby do domu po pozwolenie na dalsze eksplorowanie Delty. I polecieli badać dalej, tyle, że w bardziej bezstresowej atmosferze...
Christof
Użytkownik
#4 - Wysłana: 13 Lis 2014 21:55:22
Po pierwsze ustalmy, czy mówimy o zwykłym Galaxy, czy o War Galaxy.
Jeśli chodzi o Voyagera - Intrepid został zaprojektowany jako statek typu explorer; dlatego tak dobrze sobie poradził w Delcie, nieraz nie dzięki załodze, a pomimo niej.
Teraz przyjmijmy, że do Delty trafia Intrepid, a zwykły Galaxy. Myślę, że "latające miasto" poradziłoby sobie nie gorzej - przynajmniej teoretycznie. Nawet zwykły Galaxy jest okrętem dość potężnym, by podołać trudom działania z dala od przestrzeni Federacji - np. potencjalne bitwy z Kazonami czy (może w mniejszym stopniu) z Vidianami. Największym problemem mogłyby być rodziny załogantów - tutaj mógłby wyjść brak dyscypliny, możliwe próby buntu etc. W przypadku War Galaxy problem niezdyscyplinowanych cywili byłby nieobecny - po prostu nie byłoby ich (prawdopodobnie) na pokładzie.
PS. A co, gdyby Voyager był klasy Defiant ?? Czy musiałby się powtórzyć scenariusz z "Equinoxa" ?? Myślę, że niekoniecznie. Wszystko zależy od załogi.
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 14 Lis 2014 12:03:42
Christof

Christof:
Intrepid został zaprojektowany jako statek typu explorer; dlatego tak dobrze sobie poradził w Delcie, nieraz nie dzięki załodze, a pomimo niej.

Christof:
A co, gdyby Voyager był klasy Defiant ?? Czy musiałby się powtórzyć scenariusz z "Equinoxa" ?? Myślę, że niekoniecznie. Wszystko zależy od załogi.

Zdaje mi się, czy wyraziłeś b. krytyczne zdanie o załogach z VOY i DS9?
Christof
Użytkownik
#6 - Wysłana: 14 Lis 2014 12:37:32
Q__:
Zdaje mi się, czy wyraziłeś b. krytyczne zdanie o załogach z VOY i DS9?

Nie do końca Po prostu załoga z VOY czasami sama prosiła się o guza. Natomiast o załodze DS9 nie myślałem w ogóle, pisząc poprzedni post
reyden
Użytkownik
#7 - Wysłana: 14 Lis 2014 12:48:32
Pytanie który Galaxy .

E-D czy inne okręty tej klasy widziane w TNG czy Galaxy z DS9 .

Bo patrząc na to jak niestabilny jest napęd WARP Galaxy z TNG ( byle co i mają problemy z reaktorem - nie raz kończące się wybuchem ) to może się okazać że USS Voyager w wersji Galaxy pada po pierwszej większej bitwie w Delcie .

Np. z Kazonami czy Krenimami , choć okręty Kazonów nie powinny być problemem dla Galaxy .
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 14 Lis 2014 13:07:44 - Edytowany przez: Q__
Christof

Christof:
Po prostu załoga z VOY czasami sama prosiła się o guza.

Będę ciekaw rozwinięcia tej myśli. Zwł. pod kątem tego, jak to się miało do ich kompetencji.

Christof:
Natomiast o załodze DS9 nie myślałem w ogóle, pisząc poprzedni post

To kto miał obsadzać Defianta?

reyden

reyden:
E-D czy inne okręty tej klasy widziane w TNG czy Galaxy z DS9 .

Powiedzmy jednak, że Ent-D-bis, w końcu to jednak tytułowa jednostka. Dajmy na to, że nieboszczyk-poprzednik-B'Elanny* był w podrasowywaniu równie biegły co Geordi.

* non-canon głosi, ze zwał się Honigsberg:

http://memory-beta.wikia.com/wiki/Alexander_Honigs berg

ps. Swoją drogą nie wiem czy wiecie, kto podobno - tak a'propos non-canonu - był science officerem na Voy'ku? Mamuśka Naomi, jeśli dobrze zrozumiałem:
http://en.memory-alpha.org/wiki/Samantha_Wildman
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Samantha_Wildman
(Podobno i tu wyższy rangą zginął. Ciekawe swoją drogą jak się to przekładało na poziom danych naukowych zbieranych przez Voyagera... przynajmniej do momentu gdy do załogi trafiła Seven nafaszerowana wiedza Borg.)
Choć mieli tam też jakiegoś - nigdy nie pokazanego na ekranie - komandora porucznika:
http://en.memory-alpha.org/wiki/Alan_Bernard_(Lieu tenant_Commander)
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Alan_Bernard
(Ten voyagerowy chain of command, gdzie chorąży rozkazywali komandorom....)
Christof
Użytkownik
#9 - Wysłana: 14 Lis 2014 13:12:50
reyden:
okręty Kazonów nie powinny być problemem dla Galaxy .

Też mi się tak wydaje. Z okrętami Kazonów radził sobie nieźle okręt klasy Intrepid, więc nawet TNG-owski Galaxy nie powinien mieć z nimi problemów. Większym zagrożeniem byliby Vidianie, Krenimowie, Hirogeni, nie zapominajmy też o Borg.
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 14 Lis 2014 13:26:35 - Edytowany przez: Q__
Christof

Christof:
nawet TNG-owski Galaxy nie powinien mieć z nimi problemów. Większym zagrożeniem byliby Vidianie, Krenimowie, Hirogeni, nie zapominajmy też o Borg.

To poproszę o analizy porównawcze osiągów Galaxy i ich statków...

Bo ja to jestem konsekwentny wyznawca poglądu, że klasa Galaxy jest najlepsza w Galaktyce, a jeśli coś jest od niej lepsze... musi być klasy Galaxy. Mogę to podeprzeć wiadomym filmikiem porównującym osiągi Galaxy i Sovka*.

* Wiadomo, drugi z TU zlinkowanych:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=637&page=5#msg278209
Wnioski z niego (gdy połączyć je ze sceną bitwy z FC) prowadzą do tezy:
Defiant < Sovereign < Galaxy

Mogę też zwrócić uwagę, że ze znanych nam jednostek klasy Galaxy, alfabetycznie:
- USS Challenger (NCC-71099)
- USS Enterprise (NCC-1701-D)
- USS Galaxy (NCC-70637)
- USS Odyssey (NCC-71832)
- USS Venture (NCC-71854)
- USS Yamato (NCC-71807)
można tu też dorzucić statki niekanonicznie za Galaxy uważane:
- USS Gandhi
- USS Madison
- USS Magellan
i - od biedy - te znane z NF:
- USS Excalibur (NCC-26517-A)
oraz HF (wszystkie - poza drugim - poddane refitowi do formy trójgondolowej):
- USS Angeles (NCC-71840)
- USS Dathon (NCC-71892)
- USS Excelsior (NCC-77246)
- USS Valley Forge
tylko dwie zostały zniszczone i żadna w konwencjonalnej walce. Yamato zniszczył iconiański wirus komputerowy (Iconianie, choć HF nadało im ludzką twarz, a STO zrobiło z nich zwykłych supervillainów - co jednak między bajki włożę, to coś jak manifestujący się Monolitami gatunek z "Odysei...", więc z nimi nikomu łatwo by nie poszło, no może Q). Odysssey z kolei został zniszczony podstępem - zauważ, że J'H promieniowaniem polaronowym zdjęli mu osłony (wszak bez osłon byle meteor może być groźny), a i tak musieli dokonać samobójczego ataku, by go rozwalić.

(No jest jeszcze niby ta scena z GEN, ale w niej wszystko uchodzi wszak za buraka - nagle niekompetentny styl dowodzenia Rikera, iście samobójcze zapędy Łysego, wystawienie w roli prawie-równego przeciwnika starego BOP'a, bo się Bermanowi tak zachciało. Na tej podstawie nie da się argumentować, bo tam wszystko było ręcznie naginane przez scenazystów, by osiągnąć absurdalny wynik.)
Mav
Użytkownik
#11 - Wysłana: 14 Lis 2014 13:27:40 - Edytowany przez: Mav
Nie chce psuć zabawy, ale takie porównania są nieuczciwe, bo w TNG panuje zupełnie inna filozofia. Już o tym kiedyś pisałem. TNG jest jak dobre cRPG, gdzie można spotkać przeciwnika z którym nie mamy szans lub o wiele słabszych. Przykład: The Elder Scrolls III: Morrowind . VOY, DS9 i ENT, to cRPG w których zastosowano skalowanie, czyli obojętnie na jakim poziomie mamy postać, to zawsze mamy wyrównane szanse, są mocniejsi i słabsi przeciwnicy, ale nie ma nigdy przepaści. Przykład: The Elder Scrolls IV: Oblivion.

Idealnym przykładem jest Borg, który siał spustoszenie w TNG, niczym jakiś super stwór z Morrowinda, a w VOY'u już był sprowadzony do, po prostu, silnego przeciwnika. Gatunek 8472 był zmorą Borga, jednak jeden pełny strzał ledwo drasnął Voyagera... Jaka tu logika? Jestem przekonany, że w realiach TNG analiza taktyczna bio-staku 8472 wykazałaby, ze Enteprsie nie ma szans i wystarczy jeden strzał, żeby skończyć zabawę. W VOY'u czy to Kazoni, czy Borg, czy inne cuda - wszyscy zadawali podobne obrażenia.

DS9 też się w to wpisuje. Dominion jest typowym przeciwnikiem, żadna strona konfliktu nie ma jakiejś większej przewagi. Na początku postraszyli zniszczeniem klasy Galaxy, żeby później totalnie nie być konsekwentnym.
Christof
Użytkownik
#12 - Wysłana: 14 Lis 2014 18:00:24
Q__:
Zwł. pod kątem tego, jak to się miało do ich kompetencji

Co do ich kompetencji nie mam większych zastrzeżeń (może mam pewne wątpliwości w przypadku Kaśki ;)). Problematycznie wygląda natomiast sprawa zdrowego rozsądku (i tutaj - po zastanowieniu - stwierdzam, że znowu na pierwszy plan wybija się Kaśka;))
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 14 Lis 2014 23:29:41 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Nie chce psuć zabawy, ale takie porównania są nieuczciwe, bo w TNG panuje zupełnie inna filozofia. Już o tym kiedyś pisałem. TNG jest jak dobre cRPG, gdzie można spotkać przeciwnika z którym nie mamy szans lub o wiele słabszych. Przykład: The Elder Scrolls III: Morrowind . VOY, DS9 i ENT, to cRPG w których zastosowano skalowanie, czyli obojętnie na jakim poziomie mamy postać, to zawsze mamy wyrównane szanse, są mocniejsi i słabsi przeciwnicy, ale nie ma nigdy przepaści.

Zgoda, w dalszych seriach/filmach, w wątkach walki obowiązuje - jak mówi zresztą autor filmiku, o którym ledwo co wspomniałem - lazy writing, ale... fan przecież nie musi być równie leniwy i może starać się kreatywnie wyciągać wnioski usiłując wyprostować co za Bermana namieszano. Bazując na takim materiale, jaki jest.
Twierdzę więc, że taka dyskusja - jako fanowska zabawa, ofkors - ma jak najbardziej sens, a może i rozwijać intelektualnie. Tym bardziej, że nasze forum kiedyś z takich właśnie debat słynęło.

Christof

Christof:
może mam pewne wątpliwości w przypadku Kaśki

Christof:
stwierdzam, że znowu na pierwszy plan wybija się Kaśka

Chodzi Ci o słynny "Manewr Janeway" (którego gotów jestem bronić: bo, zobacz, skoro stosując go jednak dała radę, widocznie wiedziała co robi ) czy i o inne sprawki?

ps. Sam się wezmę do analizy...
Christof:
Vidianie, Krenimowie, Hirogeni, nie zapominajmy też o Borg

Krenimowie - zgoda, to jest twardy, godny szacunku przeciwnik, dysponujący arcyzaawansowaną technologią. Tylko zauważ: zwycięstwo tam nie zależało nazbyt od siły ognia statku - nawet gdybyśmy założyli, że Galaxy jest słabszy, w co niezbyt wierzę. Zwycięstwo zależało od wykonania samobójczego manewru w stylu ledwo co przywołanych Jemików (który w efekcie okazywał się nie taki znów samobójczy, z racji wiadomych okoliczności - powstawała pętla czasowa).
Załoga Picarda - obaj zakładamy, że jest bystrzejsza? - pewnie szybciej by na to wpadła i nawet wymyśliła, że poświęcenie będzie odwracalne.
Przy czym... jeśli przyjąć Twoje założenie, że Galaxy jest słabszy i mielibyśmy Kaśkę na kapitańskim fotelu, to prawdopodobnie prędzej by wpadła w desperację (zauważmy, że nie działała tu jak naukowiec - choć nim była - tylko na czuja) i staranowała łajbę Annoraxa. Czyli... paradoksalnie szybciej by wygrała.

Viidianie - zauważ, że w "Phage" wybrano ich z pokładu małego stateczku Transporterem; w "Deadlock" jeden z Voyagerów przetrwał tylko dzięki temu, że drugi dokonał autodestrukcji niszcząc potężny viidiański statek - znów jest to "zwycięstwo" samobójcze, wynikające z mieszanki desperacji i know how, siła dokonującego autodestrukcji statku ma znikome znaczenie (byle miał solidny rdzeń Warp, który da się wysadzić). W "Resolutions" znów wygrana zależała od pomyślunku - wystarczył kontener z antymaterią i jedna torpeda.

Hirogeni - dwuosobowy warship (vel hunting vessel) do walki z Galaxy przypuszczalnie też był za mały (pamiętasz Betę, co bał się Voyagera?). Możemy podyskutować tylko o możliwościach ich jednostek klasy Venatic znanych z odcinka "Flesh and Blood" i je porównywać z osiągami Galaxy (przy czym danych jest b. mało - wiadomo tylko, że gdy doszło do pojedynku Voyagera z dwoma Venaticami zdołał je skutecznie rozbroić* - sprawa sprowadzi się więc do porównania siły ognia Intrepida i Galaxy... i umiejętności załóg - pamiętajmy o słynnym ślepym punkcie hirogeńskich jednostek tej klasy i o tym, że różnie można taką słabość wykorzystać; zdaje się zresztą, że w zakresie siły ognia Galaxy - co by o nim nie gadać - prowadzi, tak przynajmniej wynika ze STO, niewątpliwie natomiast Galaxy ma więcej stanowisk fazerów i znacznie większy zapas torped, których może więcej na raz wystrzelić).

Borg - przepraszam, kto mógł zniszczyć Kolektyw jeszcze w 2368 i jakim statkiem wtedy dysponował? Wszystko zależy od tego czy dowództwo naszego hipotetycznego Galaxy znałoby ten plan i zdecydowało się go użyć. W sumie można było posłużyć się Seven tak, jak Nechayev planowała Hughem. I nawet powód był dobry - to Borg wypowiedział rozejm.

* Zauważmy zresztą jak łatwe to było zwycięstwo i jak leniwie odniesione (Kaśka wygląda wręcz na znudzoną):
http://www.youtube.com/watch?v=sczGAN1BVU4
Czyli nawet zakładając, że Galaxy jest nieco - nie wykładniczo - słabszy, można sądzić, że dałby radę, najwyżej statek musiałby dać z siebie wszystko, a załoga trochę się nakombinować.

(Swoją drogą: przynajmniej część tych zwycięstw zaprzecza Twojej tezie, Mav, bo odnoszona jest nie w wygranej cudem konwencjonalnej naparzance z silniejszym przeciwnikiem, a dzięki inteligencji załogi lub samobójczym odruchom kapitan. Inna sprawa, że dowodów Twoją tezę potwierdzających też się - niestety - od cholery znajdzie.)
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 15 Lis 2014 23:45:15 - Edytowany przez: Q__
Nikt nie odpisał na moją kobyłę? Szkoda... Marzy mi się "Galaxy vs Defiant"-bis więc podyskutuję trochę sam z sobą.

Zacznijmy od tego, że gdy snujemy rozważania Intrepid vs Galaxy oczywiście pojawia się pytanie: jaki Galaxy, bo trochę inne uzbrojenie było w użyciu w latach '60 XXIV wieku, trochę zaś inne w jego latach '70, a STO to jeszcze inna epoka... Wiemy zaś z kanonu, że było coś takiego jak regularne upgrade'y systemów uzbrojenia (innych systemów takoż). Pierwszy przykład to oczywiście USS Venture (to on uznawany jest za jedynego znanego z ekranu niewątpliwego War Galaxy), drugi - trójgondolowy Ent-D z alternatywnej linii czasu (w HF zwą go Galaxy-III, co Venture czyniłoby Galaxy-II); ponadto co jakiś czas jakieś mniej widoczne systemy usprawniano. Manuale i - o ile się nie mylę - STO też coś tam mówią o refitach.

Oczywiście, choć parę razy się na w/w produkt powołuję, nie należę do skłonnych uważać STO za kanon, ale zdecydowanie pochwalić muszę twórców tej gry za sposób w jaki załatwili sprawę odwiecznych fanowskich sporów - otóż uczynili Galaxy, Defianta i Intrepida jednostkami na tyle wyspecjalizowanymi, że każda klasa wymaga innego stylu dowodzenia, ale właściwie dowodzone zdolne są dokonywać +/- tego samego. (Tyle, że - wracając do versusa - akurat w kategorii siły ognia Galaxy - jest to bodaj także konstrukcja unowocześniona - zdecydowanie prowadzi w zestawieniu z Intrepidem. W kategorii wytrzymałości zresztą też.)
A'propos:
http://sto.gamepedia.com/Exploration_Cruiser
http://sto.gamepedia.com/Tactical_Escort
http://sto.gamepedia.com/Long_Range_Science_Vessel
http://sto-forum.perfectworld.com/showthread.php?t =263429
http://sto-forum.perfectworld.com/showthread.php?t =1030841
http://sto-forum.perfectworld.com/showthread.php?t =854881
http://sto-forum.perfectworld.com/showthread.php?t =743411
I jeszcze podobna dyskusja o w/w Wielkiej Trójce, ale już niedotycząca STO:
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=81514

Na koniec przytoczę b. ciekawą dyskusję Intrepid vs Galaxy:
http://www.trekbbs.com/showthread.php?t=80370
Pojawia się tam opinia, że I. jest zminiaturyzowaną wersją G. mającą w sumie te same osiągi, przy mniejszych rozmiarach - oraz ew. wytrzymalszy komputer - jeśli tak by było w istocie, to versus może dotyczyć tylko tego jaki rozmiar jest lepszy w wypadku zabłądzenia w Delcie i dlaczego?
Guauld
Użytkownik
#15 - Wysłana: 16 Lis 2014 10:51:23
Q__:
Nikt nie odpisał na moją kobyłę?

Ja bym to zrobił, ale byłem zajęty wyjazdem do Gdańska w celu obejrzenia "Odysei..." w kinie .

Q__:
nawet gdybyśmy założyli, że Galaxy jest słabszy, w co niezbyt wierzę.

Dlaczego? Jeśli dobrze pamiętam, to rozwojowo byli bardzo zbliżeni do Federacji, z tą różnicą, że rozległość swojego imperium nie zawdzięczali wcielaniu wielu mniejszych cywylizacji (które dla Federacji zazwyczaj oznaczają jedynie dodatkowe tereny do potencjalnej obrony, co jej nie wzmacnia), lecz stanowili jednolitą rasowo siłę. IMHO przy takim rozkładzie wystarczyłaby jedna różnica między najlepszym okrętem Krenimów a Galaxy- ten pierwszy musiałby być prostrzy, toporniejszy, przy takich samych osiągach. W końcu pamiętamy, że Enterprise był- można rzec- wręcz prototypowy (chociaż nie jedyny), bardzo wyrafinowany ale i przez to podatny na najróżniejsze uszkodzenia.
Także, starczyłaby zwykła, ruska prostota .

Tylko taka uwaga- Voyagera oglądałem bardzo dawno temu, opieram się na strzępkach pamięci, więc pewnie zaraz mnie ktoś popoprawia .

Q__:
prędzej by wpadła w desperację (zauważmy, że nie działała tu jak naukowiec - choć nim była - tylko na czuja) i staranowała łajbę Annoraxa. Czyli... paradoksalnie szybciej by wygrała.

Dla mnie nieporozumieniem jest właśnie jak ktoś taki może zostać kapitanem. U Picarda zawsze fascynował mnie jego niezłamany spokój (z wyjątkiem "Pierwszego kontaktu" rzecz jasna) i bardzo rozsądna pewność siebie, prawdziwy wzór kapitana.
A tu później dostajemy raz nadpobudliwego Sisko, później irracjonalną Kaśkę i na dobitkę Archera-boksera . Po TNG straciłem wiarę w Gwiezdną Flotę, którą najwidoczniej podtrzymuje tylko jeden okręt.
To, że zwyciężyłaby raz ślepym trafem... cóż, wiemy jaką przewagę ma zawsze głupi...

Q__:
ale zdecydowanie pochwalić muszę twórców tej gry za sposób w jaki załatwili sprawę odwiecznych fanowskich sporów - otóż uczynili Galaxy, Defianta i Intrepida jednostkami na tyle wyspecjalizowanymi, że każda klasa wymaga innego stylu dowodzenia, ale właściwie dowodzone zdolne są dokonywać +/- tego samego.

No proszę, czyli ta gra ma jednak jakieś zalety. Zrezygnowałem z niej jeszcze w fazie beta, wtedy chyba jeszcze tak dobrze nie było.

Q__:
jeśli tak by było w istocie, to versus może dotyczyć tylko tego jaki rozmiar jest lepszy w wypadku zabłądzenia w Delcie i dlaczego?

Chyba Defiant zna odpowiedź na to pytanie... Większy okręt w takim przypadku miałby tylko jedną zaletę, mianowicie łatwiej byłoby mu odstraszyć potencjalnych agresorów, więc byłby zapewne skazany na trochę mniej konfliktów. Ale pomijając ten fakt, to większa zwrotność zdecydowanie daje przewagę (zważywszy, że to również istotna cecha okrętu, a wszystkie pozostałe pozostawiamy bez zmian).
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 16 Lis 2014 14:41:21 - Edytowany przez: Q__
Guauld

Guauld:
Dlaczego? Jeśli dobrze pamiętam, to rozwojowo byli bardzo zbliżeni do Federacji, z tą różnicą, że rozległość swojego imperium nie zawdzięczali wcielaniu wielu mniejszych cywylizacji

Tak w zasadzie to o reszcie wiemy niewiele, bo poznaliśmy najlepszy okręt Krenimów i była to potęga nad potęgi, od stuleci (dwu, konkretnie) zmieniająca rzeczywistość:

http://en.memory-alpha.org/wiki/Krenim_weapon_ship
To właśnie od jego zniszczenia - a raczej doprowadzenia do temporalnego samowymazania - wszystko zależało.

Guauld:
Dla mnie nieporozumieniem jest właśnie jak ktoś taki może zostać kapitanem.

Tym razem się jej czepiasz i to niesłusznie, bo - jak sam przyznajesz - Voyagera oglądałeś bardzo dawno temu, opierasz się na strzępkach pamięci . Podjęła taką decyzję po roku (jak tytuł odcinka - "Year of Hell" - wskazuje) walki z Annoraxem, straciwszy sporą część załogi i przekonawszy się, że na konwencjonalne zwycięstwo nie ma szans. Równie dobrze mógłbyś się czepiać Picarda w finale "Yesterday's Enterprise", gdzie w identycznie "samobójczy" sposób osłaniał powrót Ent-C w przeszłość.

Guauld:
A tu później dostajemy raz nadpobudliwego Sisko, później irracjonalną Kaśkę i na dobitkę Archera-boksera . Po TNG straciłem wiarę w Gwiezdną Flotę

Ja nie, bo zakładam, że w GF służą best of the best of the best*, więc wszelkie przejawy niekompetencji uznaję za buraki i skupiam się na tych odcinkach gdzie Ben i Kaśka wypadają jak należy (z Archerem mam ten kłopot, że takich odcinków raczej nie ma... ).

* http://www.youtube.com/watch?v=OXRi28W-ENY
ortkaj
Użytkownik
#17 - Wysłana: 16 Lis 2014 15:42:45 - Edytowany przez: ortkaj
Guauld
Q__
Mav
Voyager był nowszą konstrukcją dedykowaną do zadań dalekiej eksploracji a więc do warunków nieco zbliżonych do tych w jakich się znalazł . Nie miał pełnić funkcji reprezentacyjno marketingowych ani być decydującą siłą w starciach kosmicznych ( stąd też pomimo tego, że jest to moja ulubiona seria ST a Kaśka ulubionym kapitanem to jednak niekiedy IMHO przesadzała z gotowością bojową - też traktuję to jako burak). Ze specyfiki zadań statku wygląda, że załoga musiała być dobrana i pewnie początkowo była wedle pewnych standardów psychofizycznych ( Maquis stanowili przyprawę, która zmienia smak całej potrawy), brak rodzin na pokładzie mógł stanowić motywację do wielu działań w tym też ryzykownych w które Galaxy z rodzinami na pokładzie nie pakowałby się (o czym zresztą pisał Guauld wcześniej)
PS. Tak na marginesie dodam że ST nie jest serialem promującym życie rodzinne (z wyjątkiem DS9 gdzie wątki rodzinne pojawiały się często)

Voyager właśnie dzięki tym właściwościom znalazł się w Delcie, żaden inny statek nie mógł ścigać rajderów Maquis w polu plazmy).
Co do "mocy" Voyagera to opierała się ona na szczęściu (często na szybkości) oraz tym, że ta nowoczesna jednostka nie była zbyt duża oraz mogła chować się tam gdzie nie dotarł żaden Galaxy. Oczywiście tak jak w grze na każdym levelu coś tam Voyagerowi dodawano - coś z przyszłości dla doktorka ( przenośny emiter rozwiązał sporo problemów), jakiś "prezencik" od Borga itp. plus dodawane wraz z lotem doświadczenie załogi.
Pytanie czy Galaxy w trakcie lotu w Delcie byłby w ten sposób modyfikowany? Duży statek to również większy magnes dla zaborczych ras kwadrantu. Na razie tyle....
Na marginesie dodam, że w takiej sytuacji zamiast Intrepida chciałbym zobaczyć zwyczajną Nebulę, jak wiemy Nova się nie nadawała....
Mav
Użytkownik
#18 - Wysłana: 16 Lis 2014 16:13:11
ortkaj:
Voyager był nowszą konstrukcją dedykowaną do zadań dalekiej eksploracji a więc do warunków nieco zbliżonych do tych w jakich się znalazł . Nie miał pełnić funkcji reprezentacyjno marketingowych ani być decydującą siłą w starciach kosmicznych

Nie mogę się z tym zgodzić Zwróć uwagę na słynne słowa w opening credits TNG, czyli eksploracja nowych światów, szukanie nowych cywilizacji, i docieranie tam, gdzie nikt jeszcze nie dotarł. Enterprise był wysyłany na dalekie misje eksploracyjne. Już w pilocie przecież lecą na odległy Farpoint.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 16 Lis 2014 16:32:30 - Edytowany przez: Q__
ortkaj

ortkaj:
brak rodzin na pokładzie mógł stanowić motywację do wielu działań w tym też ryzykownych w które Galaxy z rodzinami na pokładzie nie pakowałby się

Co by wyjaśniało słynne podobieństwa VOY do TOS.

ortkaj:
Tak na marginesie dodam że ST nie jest serialem promującym życie rodzinne (z wyjątkiem DS9 gdzie wątki rodzinne pojawiały się często)

Nie da się ukryć. Większa część heroicznej SF tak zresztą ma. Tu można powiedzieć, że Berman, w DS9, idąc wbrew wizji Roddenberry'ego, przywrócił nieco równowagę w tym zakresie. (Bo zdaje mi się, że ludzie potrzebują jednak silnych więzi z wybranymi jednostkami, jakiej by to w danej epoce formy nie przybierało...)

ortkaj:
Pytanie czy Galaxy w trakcie lotu w Delcie byłby w ten sposób modyfikowany?

Domyślam się, że raczej tak. (No, chyba, że nie byłoby to potrzebne, taki by był potężny...)

ortkaj:
Na marginesie dodam, że w takiej sytuacji zamiast Intrepida chciałbym zobaczyć zwyczajną Nebulę

Ja też, w końcu podobna do Galaxy:


ortkaj:
jak wiemy Nova się nie nadawała....

Gdyby nie wpadli na Kaśkę to pewno by wrócili do domu przed nią i to jeszcze w glorii bohaterów. Tylko koszmary senne i pilnie skrywane poczucie winy by ich gnębiły.

ortkaj
Mav

Mav:
Voyager był nowszą konstrukcją dedykowaną do zadań dalekiej eksploracji a więc do warunków nieco zbliżonych do tych w jakich się znalazł . Nie miał pełnić funkcji reprezentacyjno marketingowych ani być decydującą siłą w starciach kosmicznych

Mav:
Nie mogę się z tym zgodzić Zwróć uwagę na słynne słowa w opening credits TNG, czyli eksploracja nowych światów, szukanie nowych cywilizacji, i docieranie tam, gdzie nikt jeszcze nie dotarł. Enterprise był wysyłany na dalekie misje eksploracyjne.

IMO obaj macie rację. Tzn. Galaxy był taką konstrukcją do wszystkiego - miał odkrywać, reprezentować, robić wrażenie i móc wklepać wszystkim.
(Jak się z tego wywiązywał to już kwestia subiektywnej interpretacji kanonu. Moim np. zdaniem - wyśmienicie.)

Z drugiej strony faktem jest, że w TNG - co traktuję jako pillerowskiego buraka* - zbyt często (na tle TOS) oglądaliśmy loty wewnątrzfederacyjne, misje dyplomatyczne do znanych gatunków itp., na szczęście misji eksploracyjnych, odkrywczych, pierwszokontaktowych też się dość znajdzie.

* wynikłego z chęci odejścia od schematu cywilizacji odcinka, chęci, która przyniosła więcej złego niż dobrego, acz obrodziła też b. udanymi odcinkami
Mav
Użytkownik
#20 - Wysłana: 16 Lis 2014 16:47:19
Q__:
faktem jest, że w TNG - co traktuję jako pillerowskiego buraka* - zbyt często (na tle TOS) oglądaliśmy loty wewnątrzfederacyjne, misje dyplomatyczne do znanych gatunków itp., na szczęście misji eksploracyjnych, odkrywczych, pierwszokontaktowych też się dość znajdzie.

W pierwszych sezonach dominują misje eksploracyjne Odkrywają nowe cywilizacje, napotykają różne kosmiczne obce byty itd. Pierwsze sezony TNG to prawdziwy Trek. I zapewne dlatego zrzucasz to na barki Pillera, który zaczął psucie TNG.

Swoją drogą, to dosyć smutne, że psucie Treka dotknęło już TNG.
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 16 Lis 2014 16:54:02 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
I zapewne dlatego zrzucasz to na barki Pillera, który zaczął psucie TNG.

Zrzucam to na barki Pillera, bo wedle dostępnych mi źródeł był on znanym przeciwnikiem stosowania schematu planety/cywilizacji odcinka, za to zwolennikiem tezy, że należy pokazywać więcej wewnętrznych relacji wśród załogi i powtarzających się - by można je lepiej poznać - gatunków.
Dokładnie to samo widzimy zresztą we wczesnym DS9, w którym - przez pierwsze sezony - miał on głos decydujący.

Mav:
W pierwszych sezonach dominują misje eksploracyjne Odkrywają nowe cywilizacje, napotykają różne kosmiczne obce byty itd.

W dalszych jednak też się to czasem zdarza.
Mav
Użytkownik
#22 - Wysłana: 16 Lis 2014 17:17:14 - Edytowany przez: Mav
Q__:
Zrzucam to na barki Pillera, bo wedle dostępnych mi źródeł był on znanym przeciwnikiem stosowania schematu planety/cywilizacji odcinka, za to zwolennikiem tezy, że należy pokazywać więcej wewnętrznych relacji wśród załogi i powtarzających się - by można je lepiej poznać - gatunków.
Dokładnie to samo widzimy zresztą we wczesnym DS9, w którym - przez pierwsze sezony - miał on głos decydujący.

Piller popełnił błąd. Cywilizacje odcinka miały to do siebie, że broniły TNG jako hard SF, bo miały spełniać zadanie narzędzia/nośnika pewnego tematu w klimatach SF. Ich umowność była zrozumiała. Głupota Pillera spowodowała, że nagle te rasy, także te główne, należało odbierać całościowo, skupiać się na ich całokształcie, a tak niestety wypadają blado, nic wspólnego z hard SF nie mają.

Piller kompletnie nie zrozumiał sensu Treka G.R. Mogę go spokojnie teraz wrzucić do jednego worka z B&B.

Q__:
W dalszych jednak też się to czasem zdarza.

Owszem. Zdarzają się nawet perełki. Ale to bardziej zasługa pierwszych sezonów TNG i ludzi, którzy przy nich pracowali za życia G.R.
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 16 Lis 2014 18:58:58 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Piller popełnił błąd. Cywilizacje odcinka miały to do siebie, że broniły TNG jako hard SF, bo miały spełniać zadanie narzędzia/nośnika pewnego tematu w klimatach SF. Ich umowność była zrozumiała. Głupota Pillera spowodowała, że nagle te rasy, także te główne, należało odbierać całościowo, skupiać się na ich całokształcie, a tak niestety wypadają blado, nic wspólnego z hard SF nie mają.

Byłbym ostrożny w przypisywaniu Pillerowi głupoty (tym bardziej, że to jakieś takie mało... regulaminowe, nawet jeśli nie sięga poziomu odzywek typu "Piller je gupi!").
Z perspektywy w istocie widać, że popełnił błąd i pewnych rzeczy nie rozumiał. Z drugiej strony jednak chciał dobrze (choć wiadomo:"dobrymi chęciami..") - współpracownicy Roddenberry'ego narzekali w tamtych czasach na suchość jego wizji, pretekstowość świata i bohaterów. Narzekali, że w tych warunkach nie da się pisać zajmujących, poprawnych pod względem telewizyjnego rzemiosła, historii i... dość masowo odchodzili. Piller - który, owszem, szczególnym wizjonerem nie był - szukał kompromisu pomiędzy wizjonerstwem Gene'a, a oczekiwaniami przywykłych do łatwiejszej roboty scenarzystów, wytwórni i tych fanów, którzy pokochali raczej TWoK niż TMP. Jego rozwiązania przynosiły docelowo zapadające w pamięć efekty ("Booby Trap", "Yesterday's Enterprise", "TBoBW", "The First Duty", "The Inner Light", "Lower Decks", "Emissary", "Duet", 'In the Hands of the Prophets" - to wszystko jego era*), a, że w perspektywie okazały się obosieczne i przyczyniły do degeneracji franczyzy, którą "zdolniejsi" jeszcze pogłębili, to inna rzecz.

* rzekłbym, że z owych czasów pochodził najbardziej krwisty, smakowity, najsprawniejszy pod względem czysto rzemieślniczym Trek obok paru najlepszych epizodów TOS i filmów Meyera

Tak, to właśnie Piller był niestrudzonym falandyzatorem szukającym obejść pozwalających pogodzić roddenberry'owskie ideały z możliwością opowiadania porywających, dramatycznych historii. Usiłował też poprawiać, pogłębiać, rozwijać, Treka. Ponieważ jednak pozbawiony był, mówiąc Dukajem, tzw. muskułu fantasty - trudnodefiniowalnej cechy niezbędnej przy tworzeniu, a nawet tylko rozumieniu hard SF - udoskonalał to co umiał, czyli czynnik ludzki (co, owszem miało te negatywne cechy, że prowadziło do bezsensownego uczłowieczania Obcych, Fedków znów czyniło mniej pomnikowymi, ale też zaowocowało ciekawymi smaczkami kulturowymi i paroma niezapomnianymi postaciami), w efekcie doprowadzając do nierównomiernego rozrostu "nóg" Treka uczynił go nieco koślawym. (Może gdyby - zamiast Bermana - dać mu do współpracy kogoś lepiej poruszającego się w klimatach hard SF otrzymalibyśmy wręcz Treka idealnego?)

Warto tu zresztą postawić pytanie czy gdyby nie on, Trek nie zakończyłby się gdzieś na trzecim sezonie TNG, a jeśli tak, czy byłoby to na pewno lepsze, od możliwości zobaczenia jeszcze sporej ilości ciekawych historii pod logo TNG, DS9, VOY... nawet ENT.
(Ba, bez Pillera możliwy byłby też pewnie i taki scenariusz, że Paramount wylałby Gene'a np. ze względu na zły stan zdrowia, a zostawił samego Bermana*. A wtedy otrzymalibyśmy coś w stylu najgorszych elementów VOY i ENT już w najwcześniejszych latach '90. I może nawet fanowską akcję "Kill TNG!" w efekcie.)

* w dodatku Bermana, który się jeszcze z Trekiem nawet minimalnie nie otrzaskał, a robił dotąd... produkcje dla dzieci...

Mav:
Piller kompletnie nie zrozumiał sensu Treka G.R. Mogę go spokojnie teraz wrzucić do jednego worka z B&B.

Bez przesady jednak. Trek pod jego rządami był cokolwiek lepszej jakości niż pod ich. Poza tym choć nie zrozumiał jednych aspektów wizji Roddenberry'ego - rozumiał inne.
No i umiał się im twardo postawić, gdy widział, że psują Treka (... bardziej niż on).

Mav:
Ale to bardziej zasługa pierwszych sezonów TNG i ludzi, którzy przy nich pracowali za życia G.R.

Ludzi takich jak np. Cliff Bole, który dotrwał od pierwszego sezonu TNG do trzeciego sezonu DS9 i piątego sezonu VOY reżyserując - w b. dobrym, wyrazistym, stylu - wiele ważnych odcinków.
Wiec nie jest prawdą, że gdy tylko Roddenberry zmarł wszystko się od razu posypało. Proces sypania się był stopniowy i najgłębszy tam gdzie aktywni byli Behr z jednej, a B&B z drugiej strony.
Mav
Użytkownik
#24 - Wysłana: 16 Lis 2014 22:04:19
Q__:
DS9, VOY... nawet ENT.

Dla mnie te seriale reprezentują na tyle niski poziom względem TNG, że nie miałbym problemu z ich wywaleniem

Q__:
że Paramount wylałby Gene'a np. ze względu na zły stan zdrowia, a zostawił samego Bermana*. A wtedy otrzymalibyśmy coś w stylu najgorszych elementów VOY i ENT już w najwcześniejszych latach '90. I może nawet fanowską akcję "Kill TNG!" w efekcie.)

No to faktycznie byłoby gorsze. Co nie zmienia faktu, że 7 sezon TNG jest fatalny. 5 odcinków na poziomie kontra 20 totalnie beznadziejnych, nudnych epizodów, z Sub Rosa na czele. W 7 sezonie jest najmniej filozofii TNG z pierwszych sezonów, a właśnie najwięcej pillerowskiej wizji.
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 16 Lis 2014 22:38:25 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Dla mnie te seriale reprezentują na tyle niski poziom względem TNG, że nie miałbym problemu z ich wywaleniem

Kiedyś też bym się pod tym podpisał, ale - jak napisała Madame Picard - zmieniamy się. Pewnie tolerancja mi się zwiększa przez to, czym pasie nas Holyłód.

Mav:
5 odcinków na poziomie kontra 20 totalnie beznadziejnych, nudnych epizodów

Dość typowa proporcja jak na Treka... ;] (Nie zapominajmy, to nie SAAB.)

Mav:
W 7 sezonie jest najmniej filozofii TNG z pierwszych sezonów, a właśnie najwięcej pillerowskiej wizji.

Tyle, że to była "pillerowska" wizja praktycznie bez Pillera. Od szóstego sezonu był bowiem b. silnie zaangażowany - wraz z większością swoich ulubionych uczniów - w produkcję DS9 (które potem nawet gwałtowniej porzucił, by zająć się kreowaniem VOY, by... i tę serię zostawić potem).

(Inna sprawa, że - choć chwalę tu jego wkład - trzeba jasno powiedzieć, że w okresie, w którym Piller współpracował z Roddenberrym wzrosła oglądalność TNG, ale potem mimo pillerowych wysiłków - albo, co gorsza w ich efekcie - Trek systematycznie tracił oglądalność, by na etapie 3 sezonu DS9 spaść poniżej poziomu bazowej oglądalności TNG i pikować coraz niżej. Szczytem popularności ST był bowiem 5 sezon TNG, który oglądało na bieżąco ok. 11.5 milionów widzów. W chwili gdy emitowano ostatni sezon DS9 i piąty sezon VOY - a więc gdy i era Pillera się zakończyła - było ich już tylko ok. 4 mln.)
Mav
Użytkownik
#26 - Wysłana: 17 Lis 2014 11:37:25 - Edytowany przez: Mav
Q__:
Dość typowa proporcja jak na Treka... ;]

W pierwszych sezonach proporcje były odwrotne. Z tą różnicą, że było parę słabych odcinków w sezonie, a nie beznadziejnych.

Q__:
Tyle, że to była "pillerowska" wizja praktycznie bez Pillera. Od szóstego sezonu był bowiem b. silnie zaangażowany - wraz z większością swoich ulubionych uczniów - w produkcję DS9 (które potem nawet gwałtowniej porzucił, by zająć się kreowaniem VOY, by... i tę serię zostawić potem).

Może już tak nie był zaangażowany, ale jednak swoją wizje Treka już zaszczepił u innych. Efekt kuli śniegowej Można bez wahania powiedzieć, że Trek nie miał szczęścia do ludzi po odejściu G.R..
Guauld
Użytkownik
#27 - Wysłana: 17 Lis 2014 13:16:59
Q__:
Tym razem się jej czepiasz i to niesłusznie, bo - jak sam przyznajesz - Voyagera oglądałeś bardzo dawno temu, opierasz się na strzępkach pamięci

Pewnie masz rację, chociaż akurat nie czepiałem się dokładnie tego o czym pisałeś, a całokształtu jej osoby, jaki zapadł mi w pamięć- jako zbyt emocjonalna.
Ale:
Q__:
zmieniamy się. Pewnie tolerancja mi się zwiększa przez to, czym pasie nas Holyłód.

Przez to zdanie uznałem, że być może faktycznie powinienem sobie ten serial kiedyś odświeżyć, być może współcześnie nie będzie taki zły, jak kiedyś się wydawał...
A nawet jeśli, to będę miał przynajmniej rzeczowe argumenty, żeby na niego bluzgać .

Mav:
Co nie zmienia faktu, że 7 sezon TNG jest fatalny.

Ale muszę przyznać się, że gdy przynajmniej na chwilę trochę- nie zupełnie, tylko odrobinę- odkładałem treść na bok i po prostu cieszyłem się, że przynajmniej Treka oglądam, to tak źle nie było. Być może i tę samą taktykę powinienem stosować do Voya, ale utrudnia mi on to swoją obsadą i scenografią...
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 17 Lis 2014 14:59:51 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
Może już tak nie był zaangażowany, ale jednak swoją wizje Treka już zaszczepił u innych. Efekt kuli śniegowej

Tylko, że - powtórzę - najzdolniejsi, którym szczepił przeszli z nim wtedy do DS9.

Mav:
Można bez wahania powiedzieć, że Trek nie miał szczęścia do ludzi po odejściu G.R..

Można. Choć Pillera i tak tu widzę jednookim między ślepymi .

Guauld

Guauld:
a całokształtu jej osoby, jaki zapadł mi w pamięć- jako zbyt emocjonalna.

Co do całokształtu, to owszem - i ona, i Sisko byli prowadzeni w sposób niezbyt szczęśliwy, zabrakło spójnej wizji*. (Ba, nawet Picarda pod koniec zaczynało to dotyczyć.)
Choć...np. Kirk z wczesnego TOS i Kirk z późnego TOS to też są dwie trochę inne osoby... Tyle, że w obu tych wersjach wypadał kompetentnie....

* dlatego wolałem już od nich w sumie Hunta z AND, w pierwszych sezonach był bardziej roddenberry'owski w stylu...

Guauld:
Przez to zdanie uznałem, że być może faktycznie powinienem sobie ten serial kiedyś odświeżyć, być może współcześnie nie będzie taki zły, jak kiedyś się wydawał...

Cieszę się. Warto wracać do Treka, jaki by nie był.

Guauld:
A nawet jeśli, to będę miał przynajmniej rzeczowe argumenty, żeby na niego bluzgać

Indeed .

Guauld:
Być może i tę samą taktykę powinienem stosować do Voya, ale utrudnia mi on to swoją obsadą i scenografią...

Przyznaję, że mam z VOY (i z DS9 post-"Rapture") ten sam kłopot. (O ENT już nawet nie wspomnę.)
Wczesne DS9 natomiast - choć jego styl stanowi wręcz antytezę estetyki TNG - zdecydowanie mi w tym względzie pasuje.

No, ale odbiegliśmy od tematu - przypomnę: "Gdyby Voyager był klasy Galaxy... (można z tego zrobić i Intrepid vs Galaxy)", a szkoda, bo stanowczo jest jeszcze co dodać.
Mav
Użytkownik
#29 - Wysłana: 17 Lis 2014 15:29:38
Guauld:
Być może i tę samą taktykę powinienem stosować do Voya, ale utrudnia mi on to swoją obsadą i scenografią...

Pamiętam, że jak odświeżałem sobie TNG (Treka w ogóle) i zaraz potem zabrałem się za VOY, to z tego co pamiętam, tylko "Worst Case Scenario" nawiązało poziomem fabularnym do TNG. O ile inne odcinki VOY'a były płaskie jak stół, nic sensownego nie niosły, nie wciągały mnie swoimi historiami, o tyle właśnie wspomniany "Worst Case Scenario" mnie wciągnął jak odcinki TNG. Mimo, że nie niesie ze sobą jakiś głębokich treści, to miał tą konstrukcje, która angażowała w opowiadaną historie. A właśnie pierwsze sezony TNG mają w sobie to coś, co przyciąga, ciekawi, angażuje widza.

Q__:
Tylko, że - powtórzę - najzdolniejsi, którym szczepił przeszli z nim wtedy do DS9.

Q__:
Można. Choć Pillera i tak tu widzę jednookim między ślepymi

I tak, i nie Może i trzymał jakiś poziom, może i nie był osobiście odpowiedzialny za 7 sezon TNG, ale mógł być tym pierwszym, który pokazał innym, że można Treka naginać pod swoje upodobania.
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 17 Lis 2014 16:36:18 - Edytowany przez: Q__
Mav

Mav:
o tyle właśnie wspomniany "Worst Case Scenario" mnie wciągnął jak odcinki TNG

Mnie jego początek - owszem, reszta już niekoniecznie. Zresztą... pisałem o tym szerzej:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2134&page=5#msg260380

Mav:
ale mógł być tym pierwszym, który pokazał innym, że można Treka naginać pod swoje upodobania.

Sądzę, że - mimo wszystko - nie. Wcześniej był Meyer (który znacznie bardziej odchodził od założeń rodenberryzmu, zresztą). Jeszcze wcześniej - Coon. Spinrad, który zresztą dał nam najlepszy odcinek TOS, też chyba rozmijał się z czystą wizją Roddenberry'ego (odcinek "Doomsday Machine" nie trafił na listę wzorcowych - zdaniem G.R. epizodów TOS).
Pytanie, rzecz jasna, o skalę tego naginania. A w tym przodują Behr, Moore (oni dwaj chyba zresztą poszli w tym najdalej) i - oczywiście - B&B z Abramsem.

Nadto - warto zauważyć - w swoim skupieniu na bohaterach Piller szedł wbrew Roddenberry'emu... podpierając się Roddenberrym. Usiłował bowiem w dalszych seriach odtworzyć słynny magnetyzm relacji Wielkiej Trójki bohaterów TOS. Częściowo mu się to zresztą udało: spójrzmy na Bashira z Garakiem czy na mieszankę nienawiści i fascynacji łączącą Kirę z Dukatem, albo na flirt Juliana z Dax...

Pewnie m.in. dlatego został wyróżniony Gene Roddenberry Award (i to w okresie gdy psioczenie na B&B było już powszechne... choć miało się jeszcze nasilić):
http://www.trektoday.com/news/180700_06.shtml

ps. Jeszcze a'propos Kaśki:
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Gdyby Voyager był klasy Galaxy... (można z tego zrobić i Intrepid vs Galaxy)

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!