USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Harry Kim - dlaczego wzorowi nie awansują?
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 10 Lip 2014 22:20:49
Odpowiedz 
Znaczy... Serio, mój ulubieniec z VOY - nienaganny przebieg służby, zrównoważony, kompetentny (nie przypominam sobie by narobił kiedyś głupot, które by się skończyły wielkim sukcesem, tylko dzięki skrajnej - jadąc Lemem - stronności B&B... inna sprawa, że on tam prawie nigdy nic spektakularnego nie robił)... Owszem, trochę za płaczliwie tęsknił do domu i kobietę charakterologicznie nieciekawą jakby wybrał... Ale "Non Sequitur" wyraźnie pokazuje z jakiego materiału był zrobiony.

Nawet złośliwi nie mogą mu przy tym zarzucić, że jest powtórką wyzbytego ambicji Picarda z "Tapestry", bo "Endgame" pokazuje, że awansował potem raczej szybko. (Zresztą już na Voyagerze dowodził nocną wachtą, mimo niskiego stopnia i... zauważmy jak rzadko na jego wachcie działo się coś złego)

Miał też - jak ukazuje "Timeless" - potencjał kryminalisty (więc nie brak mu i łotrzykowskich kwalifikacji, które - jak wiemy z TOS, początków AND i w/w odcinka TNG - również są od wzorowego oficera GF wymagane).

Pogadajmy zatem o moim ulubieńcu... A może ktoś ma wyjaśnienie jego braku awansów przez 7 sezonów?
pirogronian
Użytkownik
#2 - Wysłana: 10 Lip 2014 22:27:23
Odpowiedz 
Q__:
A może ktoś ma wyjaśnienie jego braku awansów przez 7 sezonów?

Bo scenarzystom się nie chciało?
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 10 Lip 2014 22:50:57
Odpowiedz 
pirogronian

Wyjaśnienie pewnie prawdziwe, ale miałbym apetyt na soczysty kawałek dyskusji o ST w starym stylu .
pirogronian
Użytkownik
#4 - Wysłana: 10 Lip 2014 22:56:32
Odpowiedz 
Może był dobry na swoim stanowisku, a i nie było miejsca, na które mógłby wskoczyć.
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 10 Lip 2014 23:00:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
pirogronian

Na miejscu mógł se zostać, ale stopień otrzymać (vide cała banda kapitanów na jednym Ent-A, co wręcz kuriozalne się robiło... ale sam Berman chciał kanonu, to ze spójności go rozliczajmy...).
pirogronian
Użytkownik
#6 - Wysłana: 10 Lip 2014 23:28:41
Odpowiedz 
Q

Może był skromny i nie chciał.
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 10 Lip 2014 23:33:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
pirogronian

No tak... Skromność by do tej wzorowości idealnie pasowała . Ale... sam przyznasz, że to jednak naciągane?
pirogronian
Użytkownik
#8 - Wysłana: 10 Lip 2014 23:44:24
Odpowiedz 
Q__:
No tak... Skromność by do tej wzorowości idealnie pasowała . Ale... sam przyznasz, że to jednak naciągane?

Ano naciągane. Ale chciałeś kontynuować mimo mojej pierwszej, słusznej diagnozy.
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 11 Lip 2014 00:37:55
Odpowiedz 
pirogronian

pirogronian:
Ano naciągane. Ale chciałeś kontynuować mimo mojej pierwszej, słusznej diagnozy.

No, dobra, ale mógłbyś naciągnąć jakoś bardziej, tak by powstała solidna fan-hipoteza z trudem mieszcząca się w objętości posta.
pirogronian
Użytkownik
#10 - Wysłana: 11 Lip 2014 08:59:56
Odpowiedz 
Ok. A więc moim zdaniem na początku on się musiał czymś solidnie narazić. I dostał karę - nie będzie miał żadnych awansów, a za najmniejszy błąd - degradacja lub wyjazd ze statku.

Tyl ode mnie, teraz możecie rozwijać.
Q__
Moderator
#11 - Wysłana: 11 Lip 2014 13:59:38
Odpowiedz 
pirogronian

pirogronian:
A więc moim zdaniem na początku on się musiał czymś solidnie narazić. I dostał karę - nie będzie miał żadnych awansów, a za najmniejszy błąd - degradacja lub wyjazd ze statku.

Cóż... Po pierwsze mało to pasuje do jego wzorowości, po drugie był już jeden podobny przypadek - Tomcio Paris, zdaniem niektórych tożsamy z Nickiem Locarno, a jednak Tomcio został do służby (i stopnia z czasem) przywrócony. Nie wiem więc co by mogło tłumaczyć podobną surowość? Udział w ludobójstwie? Ale i to nie pasuje, członków załogi Ransoma zdegradowano, a Kim jest mostkowym...

Jedyny plus, że to by dobrze tłumaczyło słynną przyjaźń:

Choć w sposób najprostszy z możliwych (i chyba spłycający to, co Piller z Taylor chcieli nam pokazać) - wspólnotą losów.
pirogronian
Użytkownik
#12 - Wysłana: 11 Lip 2014 14:04:57
Odpowiedz 
Q__:
Po pierwsze mało to pasuje do jego wzorowości, po drugie był już jeden podobny przypadek - Tomcio Paris, zdaniem niektórych tożsamy z Nickiem Locarno, a jednak Tomcio został do służby (i stopnia z czasem) przywrócony. Nie wiem więc co by mogło tłumaczyć podobną surowość? Udział w ludobójstwie? Ale i to nie pasuje, członków załogi Ransoma zdegradowano, a Kim jest mostkowym...

Może naraził się komuś personalnie. Np kiedyś, za młodych lat, uwiódł Janeway...
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 11 Lip 2014 14:11:50 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
pirogronian

pirogronian:
Np kiedyś, za młodych lat, uwiódł Janeway...

W/w Paris nawet jej dzieci narobił i tak go nie karano...

(Inna rzecz, że potem sami B&B się zaklinali, że "Threshold" to nie kanon.)
Elaan
Użytkownik
#14 - Wysłana: 11 Lip 2014 14:38:54 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
A może ktoś ma wyjaśnienie jego braku awansów przez 7 sezonów?

Mnie nasuwa się wyjaśnienie bardzo proste, acz ktoś inny mógłby uznać je za naciągane.
Harry Kim, miał być, jak sądzę, wedle zamiaru scenarzystów uosobieniem tych wszystkich, których dotąd na startrekowym planie specjalnie nie eksponowano, a którzy nieuchronnie tworzą rdzeń każdej formacji typu Gwiezdnej Floty.
Chodzi mi o tzw. oficerskich "przeciętniaków", ale w dobrym znaczeniu tego słowa.
Idący do GF nie tylko pchani ciekawością tego, co jest "poza horyzontem", ale także po to, aby przełamać własną nieśmiałość, potwierdzić poczucie własnej wartości.
Świadomi, że natura nie obdarzyła ich wybitnymi zdolnościami, ni charyzmą, starają się odnaleźć zawodowe spełnienie w jak najlepszym wykonywaniu powierzonych im zadań. W przypadku Harrego Kima jest to tym bardziej prawdopodobne, bo takie podejście do obowiązków kojarzy się właśnie z kulturą azjatycką.
Nie liczą na szybkie awanse, ani nie dążą do nich za wszelką cenę, ale lubią być doceniani, nawet za drobiazgi, bo to ich dodatkowo motywuje.
Z czasem nabierają doświadczenia i pewności siebie, choć nigdy nie stają się wybitnymi oficerami pokroju Kirka.
Kończą karierę zazwyczaj jako komodorzy, solidni dowódcy gwiezdnych baz.
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 11 Lip 2014 15:01:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
W przypadku Harrego Kima jest to tym bardziej prawdopodobne, bo takie podejście do obowiązków kojarzy się właśnie z kulturą azjatycką.

Wiesz co? O ile zdaje mi się, ze nie masz jednak racji co do kimowego braku talentów (wbrew licznym przykładom z tzw. kanonu, wolę zakładać, że GF jednak miernot nie awansuje), poza tym - przynajmniej na tle ludzi nam współczesnych jest to omnibus (i równania Transwarp policzy i statkiem podowodzi i pora na klarnecie). "Non Sequitur" zresztą - jak wspominałem - pokazuje jak wiele mógłby osiągnąć w innych warunkach (otrzymał tam - co ciekawe również nie awansując, co zdaje się potwierdzać to, o czym napiszę niżej - Cochrane Medal of Excellence for Outstanding Advances in Warp Theory i Flight Proficiency Award from Starfleet Academy,). O tyle kultura azjatycka może być kluczem. Harry może chcieć ze skromności awansować w jak najdłuższy sposób, ucząc się perfekcyjnego wykonywania obowiązków (wyznaczył sobie drogę, jaką wyznaczają czasem założyciele znanych firm swoim dzieciom, każąc im w nich awansować od zera). Z tym, że Janeway, albo nie umiała docenić, przejrzeć, tej perfekcjonistycznej skromności (albo - przeciwnie - z rozmysłem pozwoliła mu iść obraną drogą), a inni oficjele GF jednak ją docenili (w końcu dowodził USS Rhode Island i odbywał czteroletnią misję badawczą*).

* Inna rzecz, ze była to kurduplasta, staroświecka Nova z rozmysłem nazwana po najmniejszym ze stanów USA (Larry Nemecek - znamy jego twarz z STC* - twierdzi, że była to świadoma złośliwość scenarzystów pod adresem Harry'ego):
http://en.memory-alpha.org/wiki/USS_Rhode_Island

Wychodzi na to, że B&B zrobili sobie z perfekcjonisty Kima chłopca do bicia, a lansowali postacie bardziej podejrzane... (I jak tu się dziwić, że na końcu tej drogi awanse neo-Kirka?)

* i z cameo w ENT:
ortkaj
Użytkownik
#16 - Wysłana: 11 Lip 2014 16:38:09
Odpowiedz 
pirogronian:
Może był skromny i nie chciał.

Chciał, w którymś z odcinków skarżył się nawet Parisowi twierdząc, że w normalnych warunkach jako prymus Akademii już by awansował. Jego nocne dodatkowe wachty jak i podjęcie się dowodzenia Nightingale (z resztą niezły odcinek jeżeli chodzi o ocenę nadaje się czy się nie nadaje na dowódcę) świadczy o jego ambicjach. No cóż rozmowa z Parisem, świadczyła o tym , że być może na swoje starania o awans dostawał odpowiedź "sorry Kim taki mamy klimat".
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 11 Lip 2014 17:41:56
Odpowiedz 
ortkaj

ortkaj:
Chciał, w którymś z odcinków skarżył się nawet Parisowi twierdząc, że w normalnych warunkach jako prymus Akademii już by awansował.

No to mój cały piękny wywód w diabły . A swoją drogą to był chyba pierwszy przypadek jawnego mobbingu i dyskryminacji w GF, wobec tego. I jak tu lubić VOY?
oolloo
Użytkownik
#18 - Wysłana: 11 Lip 2014 23:49:44
Odpowiedz 
Gdy Paris awansował z chorążego na podporucznika za "nienaganną służbę przez ostatni rok" Harry wspomniał o chęci awansu w obecności kapitan, ale jak to bywa przerwał im jakiś ostrzał, czy wezwanie pomocy. A jestem ciekaw co my mu odpowiedziała.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 12 Lip 2014 00:04:36 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
oolloo

Witamy na pokładzie i zachęcamy do zapoznania się z Regulaminem forum... oraz do sięgnięcia do starszych dyskusji (różnie z tym bywa na innych forach, ale u nas "archeologia" tego typu jest mile widziana).

(No i - jak widzę z komunikatu, który mi GG wybiło gdy dodałem - na wszelki wypadek - Twój, podany w forumowym profilu, numer do listy, jak zresztą robię z numerami GG wszystkich naszych Userów - Wszystkiego Najlepszego z okazji Urodzin .)

oolloo:
A jestem ciekaw co my mu odpowiedziała.

"Shut up, Wesley... yyy... Harry!"?
Elaan
Użytkownik
#20 - Wysłana: 12 Lip 2014 16:11:30 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__

Nie nazwałam Harry`ego Kima "miernotą". Miałam na myśli coś innego i chyba się nie zrozumieliśmy.
Przy Chakotayu określanym jako wybitny taktyk, B`Elannie będącej odpowiednikiem Scotty`ego "w spódnicy", czy wreszcie genialnym wykolejeńcu Parisie, Harry Kim wydaje się oficerem dobrym, pracowitym, oddanym służbie, ale bez "błysku", właśnie przeciętnym w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
A to, że na tle nam współczesnych - czyli nas samych - może jawić się jako omnibus, nie jest równoznaczne z tym, że tak samo postrzegano go w jego czasach. Taka różnorodność zainteresowań dla ludzi epoki Federacji może być czymś naturalnym, zalecanym i wpajanym od dziecka, by rozszerzyć horyzonty umysłu i stymulować rozwój intelektualny jednostki.

ortkaj:
w którymś z odcinków skarżył się nawet Parisowi twierdząc, że w normalnych warunkach jako prymus Akademii już by awansował

Z tym prymusostwem Kima w Akademii, to jednak bym polemizowała.
Chyba, że masz na myśli redagowanie przezeń szkolnej gazetki. Tu rzeczywiście się popisał artykułem na temat Maquis.
Co do nauki to, o ile dobrze pamiętam, w jednej z rozmów z Parisem, Harry sam wspominał, że z chemii kwantowej ledwo prześlizgnął się nad poprzeczką, i to tylko dzięki pomocy współlokatora-kujona, niejakiego MacAllistera.
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 12 Lip 2014 16:34:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
A to, że na tle nam współczesnych - czyli nas samych - może jawić się jako omnibus, nie jest równoznaczne z tym, że tak samo postrzegano go w jego czasach. Taka różnorodność zainteresowań dla ludzi epoki Federacji może być czymś naturalnym, zalecanym i wpajanym od dziecka, by rozszerzyć horyzonty umysłu i stymulować rozwój intelektualny jednostki.

Z tym akurat trudno polemizować. Wynika to jasno z TNG. I jest to czysty roddenberryzm.

Elaan:
Z tym prymusostwem Kima w Akademii, to jednak bym polemizowała.

Poczekaj... W porzednim skierowanym do Ciebie poście pisałem coś takiego:
Q__:
"Non Sequitur" zresztą - jak wspominałem - pokazuje jak wiele mógłby osiągnąć w innych warunkach (otrzymał tam - co ciekawe również nie awansując, co zdaje się potwierdzać to, o czym napiszę niżej - Cochrane Medal of Excellence for Outstanding Advances in Warp Theory i Flight Proficiency Award from Starfleet Academy,).

Linia czasu z "Non Sequitur" różni się od znanej nam tylko tym, że nie trafił tam na Voyagera (trudno wiec zakładać, że gwałtownie zmienił się np. jego potencjał umysłowy), a zobacz ile tam dokonał...
ortkaj
Użytkownik
#22 - Wysłana: 12 Lip 2014 17:57:50
Odpowiedz 
Elaan
Elaan:
Z tym prymusostwem Kima w Akademii, to jednak bym polemizowała.

Jestem na 95% pewien że był prymusem (ale nie potrafię w tej chwili podać dokładnie fragmentu z VOY który się do tego odnosił)
Z MA wynika, że wygłaszał tak jak Picard przemówienie pożegnalne w imieniu studentów o to świadczyłoby, że albo miał najwyższą średnią albo był najlepszy w czymś innym - ja stawiam na to pierwsze.
Elaan
Użytkownik
#23 - Wysłana: 12 Lip 2014 18:51:22 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Linia czasu z "Non Sequitur" różni się od znanej nam tylko tym, że nie trafił tam na Voyagera

I może tu jest - że się tak wyrażę - pies pogrzebany?
Harry Kim miał być, w pewnym sensie, trekowym następcą Hikaru Sulu, tak?
Przydział na Voyagera był jego pierwszym, podobnie jak dla Sulu pierwszym przydziałem był Enterprise.

Weźmy teraz fragment ST "The Entropy Effect":

"- Czy jest pan szczęśliwy na Enterprise, panie Sulu? – zapytał.

Sulu zawahał się. Jego ton, gdy odpowiadał, był tak poważny, jak gdyby rozważał tę kwestię bardzo starannie i przez bardzo długi czas.

- Tak, kapitanie. To lepszy przydział, niż ten, na jaki kiedykolwiek miałem nadzieję, i najlepszy, jaki kiedykolwiek mógłbym mieć.

Kirk chciał zaprzeczyć, poruszony niewypowiedzianym komplementem, ale dostrzegł też alternatywną interpretację słów Sulu.
Kirk znał przebieg służby Sulu, zapisany w jego aktach osobowych; wiedział, jak będą patrzeć na to przywiązani do swoich stołków biurokraci.
„Niewystarczająca różnorodność doświadczeń” – najprawdopodobniej tak będzie brzmiała ich analiza, pomimo faktu, iż nikt nie potrafiłby wyobrazić sobie większej liczby różnorodnych doświadczeń, niż te, które zapewniał przydział na Enterprise.
Niestety, liczyło się to, co zapisane było w aktach, a Sulu wiedział o tym równie dobrze, jak wszyscy.
Kirk nagle zrozumiał: jeśli Sulu chce awansować, to jest niemal nieuniknione, że będzie starał się opuścić Enterprise.
Jesteś o krok od tego, by stracić najlepszego sternika, jakiego kiedykolwiek miałeś na tym okręcie, jeżeli nie zrobisz czegoś, i to szybko.

- Zastanawiałem się, - powiedział Kirk. – I sądzę, że czas, abyśmy porozmawiali o bezpośrednim odzwierciedleniu w pańskich aktach pełni obowiązków i odpowiedzialności, jaka na panu spoczywa, nie tylko tych formalnych. Byłby to cholerny wstyd, gdyby kiedyś, w przyszłości, zapragnął pan objąć jakieś stanowisko, a otrzymałby je ktoś mniej kompetentny tylko dlatego, że wspinał się po drabinie kariery utartą ścieżką. - Wyraz twarzy Sulu sprawił, że Jim uznał złożenie sobie gratulacji za całkiem usprawiedliwione. – Rozwiązaniem nie jest normalizacja pańskich akt, - ciągnął dalej. - Trzeba uczynić je wyjątkowymi, tak aby musiał pan być oceniany na własnych warunkach."

ortkaj:
MA wynika, że wygłaszał tak jak Picard przemówienie pożegnalne w imieniu studentów o to świadczyłoby, że albo miał najwyższą średnią albo był najlepszy w czymś innym

Owszem, prawo wygłaszania takiego przemówienia mieli studenci wyróżniający się osiągnięciami w nauce lub sporcie, a Harry był trzykrotnym mistrzem akademii w szybkiej i brutalnej grze zespołowej znanej jako Parrises squares. Gra ta pojawia się już w TNG w odcinku poświęconym Binarom.
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 12 Lip 2014 19:39:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
może tu jest - że się tak wyrażę - pies pogrzebany?

Czekaj... Sugerujesz że służba na Ziemi w SCI, była dla Harry'ego większym źródłem wyzwań niż pobyt na Voyagerze? Czy też... że Kaśka celowo go nie awansowała, by nie stracić z załogi geniusza? Tylko... dokąd on miał niby odejść? Zostać z Taresianami? Poprosić Q o podrzucenie na Risę?

Elaan:
Owszem, prawo wygłaszania takiego przemówienia mieli studenci wyróżniający się osiągnięciami w nauce lub sporcie, a Harry był trzykrotnym mistrzem akademii w szybkiej i brutalnej grze zespołowej znanej jako Parrises squares.

Kolejny talent Harry'ego. Nawiasem: to, że był dobry w sporcie nie wyklucza i faktu, że był prymusem. Przynajmniej w świecie Treka.

ps. I jeszcze ciekawostka (z odcinka "Favorite Son"):

KIM: Being likeable is fine, but sometimes I wish I could be more, oh, confident with women. More like you.
PARIS: Like me? You might want to reconsider that, Harry. There could be prison time involved. Actually, since I've been on Voyager, I've tried to be more like you.
KIM: That'll be the day.
PARIS: I'm serious. You're my role model. You're reliable, hard working, extremely punctual. Did I mention polite?


I to się robi ciekawe... "Non Sequitur" pokazuje, że Tom bez Harry'ego pozostał dawnym Locarno*, pytanie jednak czy przyjaźń ta nie była trochę toksyczna dla Kima, wpędzając go w kompleksy i czyniąc jednak trochę Picardem-z-"Tapestry"? Hmmm...

* bo okoliczności odebrały mu szansę rehabilitacji ledwo ją dostał:

PARIS: Ah, Voyager. Well, sorry to disappoint you, but I never set foot on that ship. And I can't say that I'm sorry, considering what happened to it.
KIM: You know about the mission to the Badlands?
PARIS: Oh, yeah. Captain Janeway asked if I'd help her track down that Maquis ship in exchange for an early release from the penal colony.
KIM: But you said no?
PARIS: What? Are you kidding? I said yes! It sounded better than Starfleet Rehab. Anyway, I got as far as Deep Space Nine, where I got into a bar fight with a Ferengi, and I was thrown into the brig by a very unpleasant shapeshifter. Janeway tried to get me released but my parole was revoked by Starfleet Command. Voyager left without me.
KIM: That Ferengi, was he trying to sell you Lobi crystals?
PARIS: Yeah. How do you know about that?
KIM: Because I was there. In my reality, anyway. Tom, I know this is going to sound crazy, but I was on Voyager and so were you. You never got into a bar fight with that Ferengi. You stopped him from selling me Lobi crystals. And you did lead us into the Badlands.


Swoją drogą tu pojawia się jeszcze jedna kwestia... Tom - jak stąd widzimy - przejawia w oryginalnej linii czasu (dobra, wiemy jak często w ST następują tej linii zmiany, ale czegoś się trzymajmy) instynkty opiekuńczy wobec Harry'ego i ratuje go z opałów, może tym samym hamuje jego inicjatywę i powstrzymuje rozwój? (Lasca bywał wobec niego opiekuńczy, ale będąc mniej serdecznym w obejściu, bardziej zwierzchnikiem, niż kumplem jakby bardziej go motywował?) Choć w sumie i to jest naciągane... Służba na zaginionym po przeciwnej stronie Galaktyki Voyagerze to musiało być wyjątkowe źródło wyzwań. A może rozkładała go, niekoniecznie de facto, bo wciąż wolę bronić jego licznych talentów, bardziej wizerunkowo głośno wyrażana tęsknota za domem?
Elaan
Użytkownik
#25 - Wysłana: 13 Lip 2014 13:14:00
Odpowiedz 
Q__:
Sugerujesz że służba na Ziemi w SCI, była dla Harry'ego większym źródłem wyzwań niż pobyt na Voyagerze?

Nie, nie o to mi chodziło.
Wyzwań na Voyagerze na pewno mu nie brakowało, podobnie jak na ich brak na Enterprise nie mógł uskarżać się Sulu.
Ale tekst mówi jasno: nawet w świecie biurokracji ST liczy się to, co zapisane jest w aktach - służba na jednym okręcie, choćby i najlepszym we Flocie, oznacza na papierze „niewystarczającą różnorodność doświadczeń”.

Przytoczę wcześniejszy fragment rozmowy Sulu i Kirka z wspomnianej wyżej książki:

"- Myślę, że pan siebie nie docenia.
- Nie, sir! Przykro mi, sir, ale być może po raz pierwszy tak nie jest.
Kocham ten okręt i w tym właśnie problem. Tak łatwo byłoby zostać – lecz jeżeli moje nazwisko pojawi się na listach awansów, będzie to awans niezasłużony. W końcu, może otrzymam stanowisko dowódcy.
Ale chyba mogę się jakoś wyróżnić, chyba mogę zebrać tak wiele doświadczenia w tak wielu oddziałach Gwiezdnej Floty, jak tylko się da.
Nigdy nie będę mógł liczyć na więcej, aniżeli dowództwo jakiejś jednostki pomocniczej, albo cichego, małego posterunku, gdzieś na uboczu.


Kirk zawahał się; Sulu zastanawiał się, czy kapitan będzie próbował go uspokoić, albo przekonać, że nie zrozumiał, jak działa Gwiezdna Flota, i w jakim kierunku prawdopodobnie rozwinie się jego kariera.
Kirk wpatrywał się w swój kieliszek.

- Spokojne dowództwo to nie powód do wstydu.

Sulu wypił łyk brandy, by zyskać chwilę na zastanowienie.

- Przeżyć swoje życie bez wstydu, to dla mnie ważne, kapitanie. To jest konieczne – ale to nie wystarczy. Obserwowanie dyplomacji było edukacją samą w sobie, a ja nie przegapiłbym możliwości poznania czegokolwiek.
Jednak, bez czegoś więcej moja kariera dobiegnie końca w kolejnych dwóch etapach."


Kirk znalazł sposób na to, by obejść tę biurokratyczną przeszkodę i umożliwić Sulu upragniony awans, a w przyszłości prestiżowe dowództwo Excelsiora.
Możemy założyć, że Janeway zrobiła coś podobnego dla Harry`ego, ale być może zorientowała się zbyt późno, że potrzeba takiej interwencji, a może jej admiralska "siła przebicia" nie była w owych czasach już tak wielka, by wydębić dla Kima coś więcej, niż kapitański fotel na Rhode Island.

Q__:
Tylko... dokąd on miał niby odejść?

W świetle tego dość niepochlebnego opisu biurokratów GF, nie sądzę, by ewidentny brak odpowiedzi na to pytanie spędzał im sen z powiek przy ocenie akt personalnych nieszczęsnego Harry`ego.
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 13 Lip 2014 14:01:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Możemy założyć, że Janeway zrobiła coś podobnego dla Harry`ego, ale być może zorientowała się zbyt późno, że potrzeba takiej interwencji, a może jej admiralska "siła przebicia" nie była w owych czasach już tak wielka, by wydębić dla Kima coś więcej, niż kapitański fotel na Rhode Island.

Elaan:
W świetle tego dość niepochlebnego opisu biurokratów GF, nie sądzę, by ewidentny brak odpowiedzi na to pytanie spędzał im sen z powiek przy ocenie akt personalnych nieszczęsnego Harry`ego.

Ok, tylko kto był tymi biurokratami oceniającymi Harry'ego w czasie służby na Voyagerze i nie awansującymi go (bo nie mówimy tu wszak tylko o czasach po powrocie do domu)? Janeway (która dawała awanse - fakt, zazwyczaj tymczasowe - dość lekką ręką) i Tuvok (który sam otrzymał awans od Kaśki, nie od pozostawionych na ziemi sztabowców)? Przywrócony do służby w b. problematycznym trybie Chakotay?
Elaan
Użytkownik
#27 - Wysłana: 13 Lip 2014 14:47:11 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
bo nie mówimy tu wszak tylko o czasach po powrocie do domu?

Ależ ja te właśnie czasy miałam na myśli.
Co do braku awansu na Voyagerze, to być może Janeway uważała, że jako "świeżak" po szkole, bez doświadczenia, jakim mogli wykazać się Tuvok, Paris, czy B`Elanna, Kim po prostu wciąż nie jest na to gotowy.
Może też, oceniając go po raz pierwszy jako materiał na oficera, popełniła błąd.
Zdarzyło się to i Kirkowi - nawet kapitanowie bywają omylni.
Jako dowód kolejny fragment:

"- Mandala! – odezwała się Hunter. - Nie wiedziałam, że jesteś na Enterprise!
- Cześć, Hunter. Bycie tutaj jest także dla mnie swego rodzaju niespodzianką.
- Ona mówi, że chce moją pracę, - rzucił Jim bez zastanowienia.

Twarz Flynn pokryła się rumieńcem, ale Hunter roześmiała się, zachwycona.

- Zatem będziesz musiał zarekomendować ją na lepsze stanowisko, jeśli chcesz zachować ten statek dla siebie.

Po raz pierwszy Jim zrozumiał, co Mandala Flynn chciała mu powiedzieć, gdy zapytał ją o plany dotyczące kariery zawodowej podczas wstępnej rozmowy, kiedy pierwszy raz zjawiła się na pokładzie. Naprawdę spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała: „Chcę pańską pracę.”
Chciała dać mu do zrozumienia, że oczekuje od niego, by traktował ją bardzo poważnie. Jednakże powątpiewał, by miała odpowiednią wiedzę i wykształcenie do tej pracy. Ale wtedy nie zrozumiał jej kompletnie.
/.../
Myślę, że powinienem przewartościować jej ocenę jako oficera.
Hunter i Mandala Flynn objęły się ze swobodną poufałością, zgodną z mniej formalnymi tradycjami patroli granicznych.
/.../
Daj mi jeszcze jedną szansę, pani Flynn, - pomyślał Kirk. – Nie wiedziałem, czy nadajesz się do tej pracy. Potrzebowałaś tej ukrytej nuty dzikości, by dojść tak daleko z miejsca, w którym zaczęłaś, a ja nie wiedziałem, czy umiesz utrzymać to pod kontrolą. Nadal nie wiem. Ale jesteś utalentowanym oficerem, ochrona nabrała kształtu po raz pierwszy od roku, i zantagonizowanie Ciebie jest ostatnią rzeczą w galaktyce, której pragnę."
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 13 Lip 2014 16:42:09 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Może też, oceniając go po raz pierwszy jako materiał na oficera, popełniła błąd.

Ok, ale jeśli go tak nie doceniła, to czemu pracował przy zagadnieniach kluczowych dla bezpieczeństwa lotu (na czyjej głowie spoczywała odpowiedzialność za wyliczenia w "Timeless"? fakt, że tam zawiódł...), czemu nie tylko służył na mostku, ale i jedną z wacht samodzielnie dowodził?

Mandala Flynn może i przez Kirka szczególnie doceniana nie była, ale służyła jako szef ochrony, w randze komandora porucznika, nie chorąży*:
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Mandala_Flynn

* Mógłbym tu sarkać, że wiadoma pani to nie kanon, ale powiedzmy, że doceniam dorobek Vondy Mcintyre w Treku:
http://memory-beta.wikia.com/wiki/The_Entropy_Effe ct
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Star_Trek_II:_Th e_Wrath_of_Khan
http://memory-beta.wikia.com/wiki/The_Search_for_S pock
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Enterprise:_The_ First_Adventure
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Star_Trek_IV:_Th e_Voyage_Home
I poza nim:
http://en.wikipedia.org/wiki/Dreamsnake
Zaś o jej dorobku w SW staram się nie pamiętać zbyt mocno:
http://starwars.wikia.com/wiki/The_Crystal_Star
I w efekcie uważam twórczość owej pisarki za cenny wkład w ST (przynoszący w dodatku Trekowi zaszczyt, z racji wcześniejszej renomy autorki).
Elaan
Użytkownik
#29 - Wysłana: 14 Lip 2014 16:03:35
Odpowiedz 
Q__:
Mandala Flynn może i przez Kirka szczególnie doceniana nie była, ale służyła jako szef ochrony, w randze komandora porucznika, nie chorąży

To oczywista oczywistość - że polecę klasykiem.
Tylko, że ranga nie ma tu nic do rzeczy.
Każdy dowódca musi ocenić "nowy nabytek", nieważne z iloma paskami na rękawie ów nabytek zjawia się na pokładzie.
I nie zawsze ta wstępna ocena musi być właściwa.

Q__:
Mógłbym tu sarkać, że wiadoma pani to nie kanon, ale powiedzmy, że doceniam dorobek Vondy Mcintyre w Treku:

Dziękuję w imieniu autorki.
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 14 Lip 2014 16:35:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Każdy dowódca musi ocenić "nowy nabytek", nieważne z iloma paskami na rękawie ów nabytek zjawia się na pokładzie.
I nie zawsze ta wstępna ocena musi być właściwa.

Ja się z tym - oczywiście - zgadzam, tyle, że to nadal mi nie tłumaczy dlaczego Kim nie awansował?

(No, chyba, że uznamy, iż o ile rangi tymczasowe kapitan może rozdawać wedle woli - Wesley też taką bez trudu dostał, a był, według naszych norm, przynajmniej, nieletni - o tyle rangi "zwykłe" podnoszone są według jakichś surowych procedur* i stąd ten brak awansu Harry'ego. Owszem, Tuvok prześlizgnął się jakoś przez ucho igielne, ale może zdecydowała wysługa lat na Excelsiorze i udział w operacjach wywiadu wcześniej - po prostu łatwiej było znaleźć pretekst?
Zdaje mi się to b. mało zgodne z duchem GF w sumie, ale sensowniejszego wyjaśnienia nie widzę.
No i zakładam, że skoro Kaśka tak łatwo poszła w admirały, to i Harry po powrocie został zaraz porucznikiem**. Minimum.)

* pamiętajmy, że tenże Wesley miał potem trudności z dostaniem się do Akademii...

** powieści to potwierdzają, jak widzę, dostał od razu stopień pełnego porucznika:
http://memory-beta.wikia.com/wiki/Harry_Kim
widać te dumne dwa nity na kołnierzu:


EDIT: inna sprawa, że jak odświeżyłem sobie jakie stopnie mieli załoganci Voyagera to się podwójnie zdziwiłem - po pierwsze, że Kaśka nie awansowała z miejsca - choćby do tymczasowych rang - Tuvoka i Kima właśnie, choćby po to by umocnić ich - a tą drogą i swój - autorytet wobec załogi (złożonej w dużej mierze z elementu niepewnego - Maquis, Paris, hologram), po drugie, że trzymała na wysokich stanowiskach posiadaczy niskich stopni (zauważmy, że B'Elanna dostała raptem tymczasowy stopień podporucznika*, choć została głównym inżynierem - podczas gdy: Scotty był komandorem porucznikiem, Geordi obejmując maszynownię awansował na porucznika, Trip był nawet komandorem**), nie wiem, może to kwestia tego, że Voyager nie jest jednak flagowcem? Ech Bermanie (z Bragą), Bermanie (z Bragą)...

* dziwi to tym bardziej, że dostała pod komendę pełnych poruczników:
http://en.memory-alpha.org/wiki/Joe_Carey
http://en.memory-alpha.org/wiki/Susan_Nicoletti
(rzecz jeszcze inna, że jak się wspomni komu rozkazywał Wes w "Pen Pals"...)

** no dobra, jest jeszcze O'Brien...
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Harry Kim - dlaczego wzorowi nie awansują?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!