USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / TNG Tin man - telapatia dar czy przekleństwo? Cena geniuszu...
 
Autor Wiadomość
Picard
Użytkownik
#1 - Wysłana: 16 Maj 2013 23:36:10
Odcinek w zasadzie traktował o jednostce genialnej, niezrozumiałej, wyalienowanej ze względu na swoją odmienność, ze względu na swój kłopotliwy ,,dar". Właśnie... co myślicie o zdolnościach w stylu empatia, telepatia? Czy uważacie, że więcej z nich pożytku czy też więcej z nimi kłopotu? Chcielibyście mieć taki dar jak Tam Elbrun? Czy chcielibyście wogóle być jednostką wybitną, genialną jeśli przyszło by wam za to zapłacić równie wielką cenę co jemu, jeśli nie moglibyście znaleźć się w świecie, a ludzie oceniali by Was srogo za każde niepowodzenie? I czy tak jak Tam Elbrun skorzystalibyście z oferty Tin man'a i udalibyście się z nim w wszechświat pozostawiając wasze dotychczasowe życie za sobą?

A co z samą telepatią? Czy istnieje jakaś szansa, iż jest ona realna z naukowego punktu widzenia, czy też należy ją włożyć między bajki? Na jakiej zasadzie mogła by działać taka wymiana myśli jeśli była by ona realna, jakie zjawiska fizyczne były by za to odpowiedzialne?
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 17 Maj 2013 02:10:16 - Edytowany przez: Q__
Picard

Picard:
co myślicie o zdolnościach w stylu empatia, telepatia? Czy uważacie, że więcej z nich pożytku czy też więcej z nimi kłopotu?

Ursula Le Guin w jednym z moich ulubionych opowiadań widzi to tak:

"– Nie cierpię go – powiedział Porlock, reprezentujący nauki ścisłe (chemia plus fizyka, astronomia, geologia itd.) i na jego wąsach ukazały się kropelki śliny. – Ten facet jest nienormalny. Nie rozumiem, jak mogli go zakwalifikować do zespołu zwiadowców. Chyba że to celowy eksperyment na niezgodność charakterów, zaplanowany przez władze, a my jesteśmy królikami doświadczalnymi.
– My zwykle używamy świnek morskich i haińskich gholi – zauważył grzecznie Mannon (psychologia plus psychiatria, antropologia, ekologia itd.), jeden z Haińczyków. – To znaczy, zamiast królików. Pan Osden jest rzeczywiście bardzo rzadkim przypadkiem. Jest pierwszym w pełni wyleczonym przypadkiem zespołu Rendera – odmiany dziecięcego autyzmu, który uważano za nieuleczalny. Wielki ziemski psycholog Hammergeld uznał, że przyczyną autyzmu jest w tym przypadku przerost zdolności empatycznych, i opracował stosowną kurację. Pan Osden jest pierwszym pacjentem, który przeszedł tę kurację, prawdę mówiąc mieszkał u doktora Hammergelda do osiemnastego roku życia. Kuracja okazała się w pełni skuteczna.
– Skuteczna?
– Oczywiście. Przecież nie jest osobnikiem autystycznym.
– Jest osobnikiem nieznośnym.
– No cóż – powiedział Mannon, patrząc łagodnie na kropelki śliny w wąsach Porlocka – normalna reakcja agresywno–obronna przy spotkaniu dwóch obcych ludzi, powiedzmy dla przykładu pana i Osdena, to coś, z czego pan sobie nie zdaje sprawy; zwyczaj, wychowanie, nieuwaga pozwalają panu ją pokonać; nauczył się pan ignorować ją do tego stopnia, że może zaprzeczać jej istnieniu. Pan Osden jednak, będąc empatą, czuje ją. Odbiera uczucia pana i swoje, i trudno mu odróżnić jedne od drugich. Powiedzmy, że w pańskiej emocjonalnej reakcji występuje normalny element wrogości wobec każdego obcego, plus spontaniczna niechęć do jego wyglądu, ubrania, albo sposobu podawania ręki, nieważne. On tę niechęć odczuwa. Ponieważ oduczono go samoobrony autystycznej, ucieka się do mechanizmu agresywno–obronnego, swego rodzaju odpowiedzi na agresję, którą pan nieświadomie skierował ku niemu. – Mannon rozgadał się na dobre.
– Nic nie upoważnia człowieka do tego, żeby być takim skurwielem – zaoponował Porlock.
– Czy on nie może nas wyłączyć? – spytał drugi Haińczyk, biolog Harfex.
– To jest tak, jak ze słuchem – wyjaśniła Olleroo, drugi specjalista od nauk ścisłych, malująca właśnie paznokcie u nóg fluorescencyjnym lakierem. – Na uszach nie ma powiek. Nie ma wyłącznika empatii. On słyszy nasze uczucia, chce czy nie chce.
– Czy to znaczy, że on zna nasze myśli? – spytał Eskwana, inżynier, spoglądając na pozostałych z prawdziwym przerażeniem.
– Nie – uciął Porlock. – Empatia to nie telepatia! Telepatia nie istnieje.
– A jednak – powiedział Mannon z lekkim uśmieszkiem – tuż przed moim odlotem z Hain natknąłem się na ogromnie interesujący raport z jednej z ponownie odkrytych planet. Etnograf kosmiczny Rocannon donosi o czymś, co wygląda na istnienie nauczalnej techniki telepatycznej u zmutowanej rasy pochodzenia ludzkiego. Czytałem tylko streszczenie w Biuletynie Etnografii Kosmicznej, ale.. – Mannon mówił i mówił. Inni przekonali się, że mogą rozmawiać, podczas gdy on peroruje, jemu to też nie przeszkadzało, nie tracił nawet nic z tego, co oni mówili.
– Ale dlaczego on nas nienawidzi? – spytał Eskwana.
– Ciebie nikt nie nienawidzi, kochanie – powiedziała Olleroo i maznęła różowym lakierem lewy kciuk Eskwany.
Mechanik zaczerwienił się i uśmiechnął niewyraźnie.
– Zachowuje się tak, jakby nas nienawidził – powiedziała Haito, pełniąca funkcję koordynatora. Była drobną kobietą czysto azjatyckiej krwi z cichym, zaskakująco niskim, zachrypniętym głosem. – Jeżeli nasza niechęć sprawia mu przykrość, to dlaczego ją prowokuje ciągłymi zaczepkami i obraźliwymi uwagami? Nie powiem, żebym była zachwycona kuracją doktora Hammergelda; może już autyzm byłby lepszy...
Urwała, gdyż do głównej kabiny wszedł Osden.
Miał nienaturalnie białą i cienką skórę, pod którą rysowała się sieć naczyń krwionośnych, jak wypłowiała czerwono–sina mapa drogowa. Jabłko Adama, mięśnie wokół ust, kości i ścięgna dłoni i przegubów, wszystko występowało wyraźnie, jak przygotowane do lekcji anatomii. Włosy miał jasnorude, koloru zeschniętej krwi, brwi i rzęsy były widoczne tylko przy pewnym oświetleniu; zwykle widziało się kości oczodołów, pożyłkowane powieki i bezbarwne oczy. Nie były czerwone, bo Osden nie był albinosem, ale nie były też niebieskie ani szare; kolory w jego oczach zniosły się nawzajem, pozostawiając zimną, wodnistą, bezdenną przezroczystość. Nigdy na nikogo nie patrzył wprost. Jego twarz była pozbawiona wyrazu jak rysunek anatomiczny albo odarty ze skóry preparat.
– Zgadzam się – powiedział wysokim szorstkim głosem – że nawet autystyczne zamknięcie byłoby lepsze od tego smogu tandetnych, wyświechtanych emocji, jakimi mnie otaczacie. Co tak parujesz nienawiścią, Porlock? Nie możesz znieść mojego widoku? Idź, zajmij się autoerotyzmem, tak jak zeszłej nocy, to ci poprawia nastrój. Kto do diabła ruszał moje taśmy? Nie dotykajcie moich rzeczy.
– Osden – powiedział Asnanifoil swoim mocnym, powolnym głosem – dlaczego jesteś takim skurwielem?
Ander Eskwana ukrył twarz w dłoniach. Kłótnie napawały go lękiem. Olleroo patrzyła z wyrazem „wyczekiwania i zaciekawienia wiecznego widza.
– A dlaczego miałbym nie być? – spytał Osden. Nie patrzył na Asnanifoila i trzymał się tak daleko od wszystkich, jak tylko to było możliwe w zatłoczonej kabinie. – Żadne z was nie daje mi powodu do zmiany zachowania.
Harfex, człowiek opanowany i cierpliwy, powiedział:
– Powód jest taki, że mamy spędzić razem wiele lat. Życie dla nas wszystkich byłoby znośniejsze...
– Czy nie rozumiecie, że kicham na was wszystkich? – Osden zgarnął swoje mikrotaśmy i wyszedł.
Eskwana nagle zapadł w sen. Asnanifoil kreślił palcem w powietrzu zawiłe linie mrucząc Przykazania.
– Nie można wyjaśnić jego obecności w zespole inaczej, niż jako intrygę Rady Światowej. Zrozumiałem to prawie od razu. Ta wyprawa jest spisana na straty – szepnął Harfex do koordynatora oglądając się za siebie. Porlock gmerał przy rozporku, miał łzy w oczach. – Mówiłem ci, że wszyscy są pomyleni, ale myśleliście, że przesadzam.
Mimo wszystko mieli sporo racji. Zwiadowcy kosmiczni spodziewali się znaleźć jako kolegów ludzi inteligentnych, dobrze przygotowanych, niezrównoważonych, ale sympatycznych. Musieli pracować razem w ciasnocie i wśród niebezpieczeństw, i mieli prawo oczekiwać, że paranoje, depresje, manie i nałogi współtowarzyszy nie przekroczą rozmiarów pozwalających na utrzymanie poprawnych stosunków osobistych, przynajmniej przez większość czasu. Może Osden i był inteligentny, ale miał braki w wyszkoleniu i paskudny charakter. Wysłano go jedynie ze względu na jego unikalny talent: zdolności empatyczne, a mówiąc ściśle, bioempatyczną wrażliwość szerokiego zasięgu. Jego zdolności nie ograniczały się do własnego gatunku; potrafił odbierać uczucia lub świadomość wszystkiego, co żyje. Mógł odczuwać pożądanie wraz z białym szczurem, ból z rozdeptanym karaluchem, fototropię z ćma. Rada uznała, że na obcej planecie przyda się wiedzieć, czy w pobliżu znajduje się coś czującego, a jeżeli tak, to jakie żywi uczucia w stosunku do przybyszów. Osden otrzymał nowy tytuł: czujnika wyprawy.
– Co to za uczucie, Osden? – Spytała go pewnego dnia w głównej kabinie Haito Tomiko, usiłując nawiązać z nim wreszcie jakiś kontakt. – Co ty właściwie odbierasz dzięki tej swojej empatycznej wrażliwości?
– Łajno – odpowiedział wysokim, pełnym goryczy głosem. – Psychiczne wydzieliny świata zwierzęcego. Nurzam się w waszym łajnie.
– Usiłowałam tylko dowiedzieć się czegoś – uważała, że powiedziała to z podziwu godnym opanowaniem.
– Nie chodziło ci o to, żeby się czegoś dowiedzieć. Chciałaś mi dokuczyć. Było w tym trochę lęku, trochę ciekawości i dużo obrzydzenia. Jakbyś trącała kijem zdechłego psa, żeby zobaczyć wijące się w nim robaki. Wbij sobie do głowy raz na zawsze, że nie chcę, żeby mnie ktoś ruszał, chcę mieć spokój. – Na skórze wystąpiły mu czerwone i sine plamy, głos przeszedł w krzyk. – Idź się tarzać w swoim własnym łajnie, ty żółta suko! – zapiał.
– Uspokój się – powiedziała nadal spokojnie, ale natychmiast wyszła do swojej kabiny. Oczywiście miał rację co do jej motywów; pytanie było przede wszystkim pretekstem, zwykłą próbą zainteresowania go. Ale cóż w tym złego? Czyż taka próba nie wynika z pewnego szacunku dla drugiego człowieka? Zadając Osdenowi pytanie czuła co najwyżej lekki brak zaufania do niego; głównie było jej żal tego biednego, aroganckiego, złośliwego skurwiela, pana Bez Skóry, jak go nazywała Olleroo. A czego się spodziewał postępując w ten sposób? Miłości?
– Myślę, że on nie znosi, kiedy ktoś się nad nim lituje – powiedziała Olleroo, która leżała na dolnej koi i malowała sobie sutki na złoto.
– W takim razie nie ma szans na żadną więź z innym człowiekiem. Ten doktor Hammergeld wywrócił po prostu jego autyzm na lewą stronę...
– Biedaczysko – westchnęła Olleroo. – Tomiko, czy nie będziesz miała nic przeciwko temu, że Harfex przyjdzie do mnie na noc?"


"Szerzej niż imperia i wolniej..."

Tak zaś to widział Jacek Dukaj:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=7&topic=3261&page=41#msg251134

A tak stan nerwów telepaty postrzega George R. R. Martin:

"Telepata Thale Lasamer był nerwowy i łatwo ulegał nastrojom. Bał się wszystkich wokół, miał jednak skłonność do ataków arogancji, podczas których prowokował swych towarzyszy strzępami myśli, wyłowionymi z ich umysłów."

"Żeglarze nocy"
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 17 Maj 2013 02:15:42 - Edytowany przez: Q__
cd.

"- To jest rzeczywiste - upierał się telepata - i nie chciałbym, żebyś zaczął myśleć, że może niepotrzebnie mnie zabierałeś, i tak dalej. Jestem równie zrównoważony jak wszyscy inni na tym... na tym... jak śmiesz myśleć, że jestem niezrównoważony! Powinieneś zajrzeć do wnętrza niektórych z naszych współtowarzyszy - Chrostopherisa z jego butelką i małymi, brudnymi fantazjami, Dannela niemal chorego ze strachu, Lommie z jej maszynami, u niej wszystko jest metalem, światełkami i zimnymi obwodami, to chore, mówię ci, a Jhirl jest arogancka, Agatha nawet w myślach łka nad sobą bez przerwy, a Alys jest pusta jak krowa. Ty, ty ich nie dotykasz nie patrzysz w nich, co ty możesz wiedzieć o zrównoważeniu? Przegrani ludzie, d'Branin, dano ci bandę ludzi przegranych, ja jestem wśród nich jednym z najlepszych, więc nie waż się myśleć że jestem niezrównoważony, chory, słyszysz? - Jego niebieskie oczy błyszczały jak w gorączce. - Słyszysz?"

ibid.

Picard:
I czy tak jak Tam Elbrun skorzystalibyście z oferty Tin man'a i udalibyście się z nim w wszechświat pozostawiając wasze dotychczasowe życie za sobą?

Tu zaraz przypominają się: bohater tytułowy "Człowieka w labiryncie" Silverberga, Doctor Manhattan z "Watchmen" i pochodzący z komiksów o Supermanie Hank Henkshaw znany też jako Cyborg, zanim go nie przerobili na papierowego Demona Zua.

Cytaciki z "Człowieka..." a'propos:

"— Twoim domem jest Ziemia, Dick. Dlaczego miałbyś nie wrócić na Ziemię? Jesteś wyleczony.
— Tak — powiedział Muller. — Szczęśliwe zakończenie mojej żałosnej historii. Znowu nadaję się do obcowania z ludzkością. Nagroda za to, że szlachetnie zaryzykowałem życie po raz drugi. Ładnie! Ale czy ludzkość nadaje się do obcowania ze mną?
— Nie ląduj na Lemnos, Dick. Głupstwa pleciesz. Charles mnie przysłał po ciebie. Jest szalenie z ciebie dumny. Wszyscy jesteśmy dumni. Byłoby z twojej strony wielkim błędem zaniknąć się teraz w labiryncie.
— Wracaj na swój statek, Ned — powiedział Muller.
— Wrócę z tobą do labiryntu, skoro chcesz tam wrócić.
— Jeżeli to zrobisz, zabiję cię. Chcę być sam, Ned, czy nie rozumiesz? Wykonałem zadanie. Już ostatnie. Wolny od moich koszmarów, wycofuję się na emeryturę. — Muller zmusił się do bladego uśmiechu. — Nie próbuj mi towarzyszyć, Ned. Ja ci zaufałem, a ty chciałeś mnie zdradzić. Reszta to był przypadek. Wyjdź teraz z mojego statku. Powiedzieliśmy sobie chyba wszystko, co mieliśmy do powiedzenia, z wyjątkiem „żegnaj”.
— Dick...
— Żegnaj, Ned. Pozdrów ode mnie Charlesa. I innych.
— Nie rób tego!
— Jest tam na Lemnos coś, czego nie chcę utracić — rzekł Muller. — Mam do tego pełne prawo. Więc trzymaj się z daleka. Wszyscy trzymajcie się z daleka. Poznałem prawdę o ludziach Ziemi. No, idziesz już?
W milczeniu Rawlins usłuchał. Ruszył ku klapie. Gdy wychodził, Muller powiedział:
— Pożegnaj ich wszystkich ode mnie, Ned. Cieszę się, że to ty jesteś ostatnim człowiekiem, którego widziałem. Lżej mi dzięki temu."


i

"Zapytała:
— Ale dlaczego on znów zamknął się w labiryncie?
— Z tego samego powodu, dla którego przedtem poleciał do obcych istot. Z tego samego powodu, dla którego to wszystko się stało.
— Nie rozumiem.
— On kochał ludzkość — powiedział Rawlins.
To było najlepsze epitafium."


Picard:
Czy istnieje jakaś szansa, iż jest ona realna z naukowego punktu widzenia, czy też należy ją włożyć między bajki? Na jakiej zasadzie mogła by działać taka wymiana myśli jeśli była by ona realna, jakie zjawiska fizyczne były by za to odpowiedzialne?

Takie np. sfory (zbiorowe umysły) Szponów z "Ognia nad Otchłanią" Vinge'a używały do "łączności wewnętrznej" tympanu - organu działającego b. podobnie do radia.
W "Szpitalu Kosmicznym" zaś był - o ile dobrze pomnę - gatunek używający w tym celu radioaktywnych emisji.

Ogólnie wygląda na to, że musimy mieć jakieś promieniowanie - cząstki czy fale (z tych już znanych, albo z jakichś nowych), choć i chemia (wydzielanie i "odbieranie" feromonów) pewnie by mogła być.

Oczywiście im większy zasięg i im większe możliwości takiej empatii/telepatii (np. kontakt międzygatunkowy, tylekroć pokazany w ST) tym bardziej trzeba kombinować z - coraz bardziej naciąganymi - wyjaśnieniami.
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 31 Sier 2013 23:38:48 - Edytowany przez: Q__
Q__:
"Szerzej niż imperia i wolniej..."

O związkach tegoż opowiadania z tytułowym odcinkiem:
http://blindedwithsci-fi.blogspot.com/2010/08/vast er-than-empires-and-more-slow.html

Q__:
zespołu Rendera

I o tym skąd Le Guin zapożyczyła rzeczoną przypadłość:
http://goldenapplesofthewest.blogspot.com/2013/03/ roger-zelazny-dream-master-1966.html

Oto jak funkcjonuje słynne koczowanie pomysłów w SF w praktyce.
Eviva
Użytkownik
#5 - Wysłana: 1 Wrz 2013 07:26:00
Q__

Jak zwykle, tasiemcowa "wklejka" zamiast paru słów od siebie.

Telepatia nie ma nic wspólnego z genialnością. Na tej zasadzie mogłaby być genialna antena satelitarna, której na co dzień używa się jako miednicy. Dla mnie ten odcinek traktował o wyalienowaniu jednostki upośledzonej w typie savante idiot albo kogoś z zespołem Aspergera. Cierpi, ponieważ otoczenie go nierozumie, on je postrzega jako chaos, ale próbuje się przystosować.

Co do telepatii spontanicznej, to gdyby była możliwa, dysponowałyby nią zwierzęta stadne. Znacząco zwiększałaby szanse na ewolucyjny sukces. Teoretycznie natomiast powinna być możliwa telepatia wspomagana. W końcu można odczytać fale mózgowa przez kości i inne tkanki mózgoczaszki. Teoretycznie powinna być możliwa budowa odpowiedniego "czytnika odległościowego". Pozostaje jednak kwestia wyizolowania tak słabego sygnału z tła, no i interpretacji - ta może się w ogóle nie udać.
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 1 Wrz 2013 11:15:06
Eviva

Eviva:
Jak zwykle, tasiemcowa "wklejka" zamiast paru słów od siebie.

Jak już chyba wspominałem, do ilustrowania problemu cytatami z SF zainspirowała mnie książka "Człowiek i tamci z kosmosu" Olgierda Wołczka (b. znanego kiedyś popularyzatora), który wymyślił w/w metodę.

Eviva:
Teoretycznie powinna być możliwa budowa odpowiedniego "czytnika odległościowego". Pozostaje jednak kwestia wyizolowania tak słabego sygnału z tła, no i interpretacji - ta może się w ogóle nie udać.

Niemniej:
http://phys.org/news137863959.html
http://phenomena.nationalgeographic.com/2013/04/08 /will-we-ever-communicate-telepathically/
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / TNG Tin man - telapatia dar czy przekleństwo? Cena geniuszu...

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!