USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Star Trek jako współczesna mitologia
 Strona:  ««  1  2 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#31 - Wysłana: 23 Lut 2013 05:00:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
A'propos ST i mitologii... Joe Menosky, który składał hołd mitom w TNG "Darmok", a w VOY "The Thaw" ożywiał archetyp (co mitologia też czasem robi), ma na koncie jeszcze jeden poświęcony mitom odcinek - TNG "Masks". uważany raczej za interesującą porażkę niż sukces, a jednak wróciłem doń z przyjemnością.
Fabuła jest prosta: załoga napotyka kolejną - po tej z "The Inner Light" - pozostałą po wymarłej cywilizacji sondę. Sonda zaczyna fizycznie zmieniać Ent-D w kamienną budowlę w stylu architektury swoich twórców, a do pamięci Daty (który w ramach uczłowieczania uczył się właśnie rzeźby) ładuje gigantyczną ilość zdrowo czymś przerażonych Obcych osobowości, załoga zaś by uratować statek i "opętanego" współtowarzysza musi zrozumieć o co comment i kim jest budząca przerażenie Masaka, co oznacza dla Picarda podróż w głąb Obcej symboliki i mitologii i rytualne wcielenie się w jednego z jej bohaterów. Fabuła prościutka, wykonanie poprawne, ale bez fajerwerków, sam jednak patent na Kontakt oryginalny (choć trochę darmokopodobny), jego realizacja zaś niesie ze sobą sporo zdrowej psychodelii (której streszczenie należycie nie odda), broniąc się symboliką nawet gdy brakuje logiki (odcinek należy do tzw. dziwnych).

Waham się pomiędzy 3, a 3.5 w skali Jammera i polecam.

ps. w/w Jammer i Kethinov o odcinku:
http://www.jammersreviews.com/st-tng/s7/masks.php
http://www.kethinov.com/startrekepisodes.php?id=31 5
IMO są zbyt surowi. Wolę zakręcony odcinek eksperymentalny od gładkiej poprawnej do nijakości przygodówki.)
Picard
Użytkownik
#32 - Wysłana: 23 Lut 2013 13:53:09 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Q__:
IMO są zbyt surowi. Wolę zakręcony odcinek eksperymentalny od gładkiej poprawnej do nijakości przygodówki.)

O nie są. W całej historii TNG są tylko trzy odcinki, które zdołałem zdzierżyć tylko raz jeden jedyny - są nimi Dark Page - pseudo-psychologiczny epizod z udziałem jednej z najmniej interesujących postaci w historii Treka, Lwaxany Troi. Chyba tylko ze względu na osobę aktorki będącą wdową po Roddenberrym uparcie powracano do tej bohaterki. Sama zaś tematyka odcinka w zderzeniu z motywem przewodnim serialu - eksploracja kosmosu, odrywanie nieodkrytego - wydaje się strasznie przyziemna i banalna. Sub Rosa - rzecz o napalonym szkockim ,,duchu", który prześladował doktor Crusher. Nie żartuje, fabuła naprawdę jest niemalże tak debilna jak można było by się tego spodziewać po tym streszczeniu - to właściwie poziom powieści Harlequin czy innego Zmierzchu. Trzeba też podkreślić, że Beverly nigdy nie należała do moich ulubionych postaci, a na dodatek ktoś ubzdurał sobie by filmować Gates McFadden w pseudo-uwodzicielskich pozach... Właściwie jestem aseksualny, ale gdybym nie był ten odcinek z pewnością by mnie takim uczynił bo pani McFadden piękna bynajmniej nie jest. Jedynym plusem jest to, że duch ostatecznie nie okazał się być duchem. No i trzecim jest wspomniany Masks - bezsensowny bełkot podszyty nic nie znaczącą symboliką i kiczowatymi dekoracjami. Wybacz Q__ ale ja nie jestem w stanie tego odcinka zdzierżyć

Czyli jak widzisz jestem obiektywny i nawet TNG jestem w stanie odsądzać od czci i wiary jeśli na to zasługuje.
Q__
Moderator
#33 - Wysłana: 23 Lut 2013 14:51:32
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Czyli jak widzisz jestem obiektywny

Nie tyle jesteś obiektywny, ile zaliczasz się do zwolenników tradycyjnej narracji.
Picard
Użytkownik
#34 - Wysłana: 23 Lut 2013 15:02:10
Odpowiedz 
Q__:
Nie tyle jesteś obiektywny, ile zaliczasz się do zwolenników tradycyjnej narracji

Ależ jestem, a Ty zwyczajnie nie chcesz mi tego uparcie przyznać. Bo sorry, ale sama symbolika jeszcze nie czyni dobrego filmu, nie jesteś w stanie tego udowodnić.
Q__
Moderator
#35 - Wysłana: 23 Lut 2013 18:08:27
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Ależ jestem, a Ty zwyczajnie nie chcesz mi tego uparcie przyznać.

A od kiedy to wypada być sędzią we własnej sprawie, Kolego Adminie?
Eviva
Użytkownik
#36 - Wysłana: 23 Lut 2013 19:45:18
Odpowiedz 
Picard:
pani McFadden piękna bynajmniej nie jest.

To nie jest nawet właściwe określenie... Widziałam kobiety brzydkie, które jednak miały w sobie coś bardzo sympatycznego lub ogień, który zastępował im urodę. Na przykład Majel Roddenbertry - ładna nie była w żadnym wypadku, ale nie sposób jej nie kochać. Beverly jest odstręczająca, niesympatyczna i zimna na dodatek. Uważam, ze facet musiałby być nieźle zdesperowany, by na nią polecieć.
Q__
Moderator
#37 - Wysłana: 23 Lut 2013 20:59:42
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Uważam, ze facet musiałby być nieźle zdesperowany, by na nią polecieć.

Co widać czyni mnie desperatem bo i postać, i aktorka zawsze mi się podobała...
Eviva
Użytkownik
#38 - Wysłana: 23 Lut 2013 21:18:14
Odpowiedz 
Q__:
Co widać czyni mnie desperatem bo i postać, i aktorka zawsze mi się podobała...

Nie mam więcej pytań.
Moja kozetka czeka na następnego pacjenta
Picard
Użytkownik
#39 - Wysłana: 27 Lut 2013 00:10:12
Odpowiedz 
Q__:
A od kiedy to wypada być sędzią we własnej sprawie, Kolego Adminie?

Ależ ja nie sędziuje, ja tylko stwierdzam fakty. Jeśli chcesz im zaprzeczyć to udowodnij, że inny sposób narracji jest równie dobry jak ten klasyczny, o którym wspominałeś.

Eviva:
To nie jest nawet właściwe określenie... Widziałam kobiety brzydkie, które jednak miały w sobie coś bardzo sympatycznego lub ogień, który zastępował im urodę. Na przykład Majel Roddenbertry - ładna nie była w żadnym wypadku, ale nie sposób jej nie kochać. Beverly jest odstręczająca, niesympatyczna i zimna na dodatek. Uważam, ze facet musiałby być nieźle zdesperowany, by na nią polecieć.

Na lataniu na kogoś bynajmniej się nie znam - nie moje hobby - ale nie widzę rzeczywiście nic fascynującego w osobie pani doktor. Jak nie raz pisałem była najmniej chyba interesującym oficerem medycznym w dziejach Treka. Nawet Pulaski była lepsza z tymi wszystkimi swoimi fobiami i początkową niechęcią do Daty.

Q__:
Co widać czyni mnie desperatem bo i postać, i aktorka zawsze mi się podobała...

A można wiedzieć co Ci się w niej tak podoba? Jako w postaci.
Q__
Moderator
#40 - Wysłana: 27 Lut 2013 00:22:31
Odpowiedz 
Picard

Picard:
A można wiedzieć co Ci się w niej tak podoba? Jako w postaci.

To co Wy widzicie jako wady: spokój, kompetencję, opanowanie... Wbrew pozorom tacy ludzie są często godniejsi uwagi niż ci nazbyt charyzmatyczni.
Picard
Użytkownik
#41 - Wysłana: 27 Lut 2013 00:45:56
Odpowiedz 
Q__:
To co Wy widzicie jako wady: spokój, kompetencję, opanowanie... Wbrew pozorom tacy ludzie są często godniejsi uwagi niż ci nazbyt charyzmatyczni.

Opisałeś fachowego lekarza, ale nie ciekawą postać. Z punktu wiedzenia załogi to są ważne cechy, z punktu widzenia widza natomiast tworzą obraz dość jednowymiarowej i bezbarwnej w gruncie rzeczy bohaterki. Wogóle postacie kobiece to pieta Achillesowa TNG. Udane postaci tego typu, w tym serialu mogę policzyć na placach jednej ręki
Q__
Moderator
#42 - Wysłana: 27 Lut 2013 00:51:09 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Picard

Picard:
z punktu widzenia widza natomiast tworzą obraz dość jednowymiarowej i bezbarwnej w gruncie rzeczy bohaterki

Zależy którego. Dla mnie ten typ "bezbarwności" - w przeciwieństwie do tego z VOY czy ENT stanowi zaletę. (Podobnie zresztą lubiłem - we wspomnianym ENT - postać Hoshi, stanowczo nie lubiąc braku pomysłu scenazystów na jej zagospodarowanie.)

Picard
Użytkownik
#43 - Wysłana: 27 Lut 2013 20:00:47
Odpowiedz 
Q__:
Zależy którego. Dla mnie ten typ "bezbarwności" - w przeciwieństwie do tego z VOY czy ENT stanowi zaletę. (Podobnie zresztą lubiłem - we wspomnianym ENT - postać Hoshi, stanowczo nie lubiąc braku pomysłu scenazystów na jej zagospodarowanie.)

Czyli podejrzewam, że bezosobowa drona Borga była by dla Ciebie doskonałym protagonistą?
Q__
Moderator
#44 - Wysłana: 27 Lut 2013 22:41:28
Odpowiedz 
Picard:
Czyli podejrzewam, że bezosobowa drona Borga była by dla Ciebie doskonałym protagonistą?

Gdybym potrzebował cyborga bez właściwości...*

* tak, aluzja do Musila
Q__
Moderator
#45 - Wysłana: 17 Wrz 2013 03:49:58 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
O współczesnej mitologii:
http://filozofia.tv/2012/01/rzeczywistosc-widziana -przez-pryzmat-komksu-1/
http://filozofia.tv/2012/01/rzeczywistosc-widziana -przez-pryzmat-komiksu-2/
Że SW to pół biedy, ale co Trek robi między superbohaterskimi komiksami?
Dathon
Użytkownik
#46 - Wysłana: 11 Cze 2014 08:49:36
Odpowiedz 
Q

Q__:
"Marvels"

Recka. Entuzjastyczna. Jak trza.
http://esensja.stopklatka.pl/komiks/recenzje/tekst .html?id=18459
Q__
Moderator
#47 - Wysłana: 12 Cze 2014 14:37:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dathon

Tak a'propos "Marvels"... i "Kingdom Come", bo nie umiem rozpatrywać sztandarowych dzieł z ilustracjami Rossa osobno), to widać na ich przykładzie najistotniejszą, bodaj, różnicę między Marvelem, a DC. Otóż DC jest to swoiste legendarium, w którym najciekawsze historie mają często charakter Elseworldu (czy - jak kto woli - What-if'a), bo liczy się maksimum tego co da się wycisnąć z danej postaci czy sytuacji (zauważmy, że "Kingdom Come" to opowieść o przyszłości, która wydarzy się kiedyś, lub nie i nie ma w sumie dla nas znaczenia czy się wydarzy, tylko jak została opowiedziana i o czym traktuje, tzn. continuity zostawiamy automatycznie na boku, podobnie jak nie obchodzi nas czy "DKR" to rzeczywistość alternatywna, czy główna; a jeśli nawet Grant Morrison ma rację, że Batman zabija w finale "Killing Joke" Jokera, to przecież Joker ów powrócił potem nie raz), ba najsłynniejsze historie spod szyldu DC to osadzeni poza DCU Watchmen i pobocznie z nim powiązany Sandman (nawet jeśli obie te historie obrodziły potem spin offami). Marvel tymczasem traktuje swoje Universum b. serio (nawet gdy poddaje je ciągłym crossoverowym resetom) - tu liczą się interakcje między postaciami, historia świata (i jego rozmach) i nawet jeśli odbywa się to kosztem głębi, to nie złożoności (zauważmy tu dla odmiany, ze "Marvels" to historia MU w pigulce, że w "Dark Phoenix Saga", w tle centralnego dramatu, debiutuje - ewidentnie z myślą o dalszym wykorzystaniu - sporo nowych postaci i powracają stare, miga superbohaterska czołówka tegoż świata i polityka jego gwiezdnych imperiów, przewija się też kwestia antymutancich uprzedzeń, słynne Daredevile Millera znów opowiadają nam historie życia nie tylko Matta, ale Elektry i Kingpina oraz pokazują polityczną matnię, w której tkwi po uszy Captain America).
Dwa skrajne podejścia, które jednak spotykają się pośrodku, tam gdzie jest dobra historia do opowiedzenia.

ps. Oczywiście przejaskrawiam - DC tworzy przecież jednak własne Universum, jego herosi znają się jak łyse konie, a co lepsze Elseworldy wplatane bywają potem w ten czy inny sposób w główną narrację lub przynajmniej stają się źródłem inspiracji dla jej ewolucji, Marvel z kolei również tworzy historie dające się czytać jako standalone'y, a - na dłuższą metę - konsekwencja w budowie MU jest śmiechu warta - prowadzi do ciągłych unieważnień, zmartwychwstań i powikłań rodem z mydlanej opery, niemniej mówię o tym co dominuje, o ideale, do którego obie firmy dążą.
(Przy czym ideałem ideałów byłoby - rzecz jasna - połączenie mocnych stron obu tych podejść, ale wymagać tego, to jak oczekiwać od Treka pełnej zgodności z prawami fizyki i żelaznej konsekwencji.)
Dathon
Użytkownik
#48 - Wysłana: 12 Cze 2014 17:37:13 - Edytowany przez: Dathon
Odpowiedz 
Q

Panie Admin, to nie takie proste. Zestaw se Pan Gotham Central (2003) i Marvels (1994). Perspektywa ta sama. Szare ludzie i herosy. To drugie paskudne lata 90.

DC ma Vertigo. Ale... Marvel ma Icon tera.

Miller? Miller standalony zawsze. Dla Marvela. Dla DC. Ale... Poza Sin City dla Dark Horse.

Fajna generalizacja nie powiem. Ale wyjontki som.
Q__
Moderator
#49 - Wysłana: 14 Cze 2014 07:21:32 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dathon

Dathon:
Fajna generalizacja nie powiem.

W sumie nie tylko ja skłaniam się ku generalizowaniu w tym kierunku, ale i - jak się wczytać - dyskutujący o kinie superbohaterskim redaktorzy "Esensji"...
http://esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id= 18676

Oto co mówi tam Jakub Gałka:

"DC ma dwóch najbardziej kultowych superbohaterów, w tym tego bodaj najciekawszego i najbardziej mrocznego, ale drugi plan nigdy mi się nie podobał. Marvel ma dużo większą różnorodność i ciekawe pomysły na bohaterów, ma rozmach, no i ma mutantów. A jeszcze trudniej zrobi się jak powiesz, że oczekujesz odpowiedzi w kontekście filmowym, bo wtedy w samym Marvelu okaże się, że mamy cztery osobne uniwersa, z których jedno jest świetne (X-Meni), drugie w większości bardzo dobre (Avengersi), a trzecie już średnio ciekawe (Spider-Man), o czwartym nie wspominając (Fantastyczna Czwórka). A DC? No cóż, poza Batmanem praktycznie nie istnieje, chociaż najnowszy „Superman v Batman” ma już wprost prowadzić do Justice League of America."

i

"Batmana akurat ciężko przebić – jest bez wątpienia jednym z najbardziej interesujących bohaterów komiksów, czy raczej: bohaterem ciekawie opowiadanym. Ale mam też wrażenie, że oba wydawnictwa ukierunkowują się na nieco inne tematy. W pewnym okresie DC to dla mnie były ambitne komiksy o rozterkach i odpowiedzialności jednostek („Powrót Mrocznego Rycerza”, „Kingdom Come”), a Marvel to zakrojone na szeroką, kosmiczną wręcz skalę fantastyczne epopeje o inwazjach kosmitów czy zakrzywianiu rzeczywistości przez nad-boskie istnienia. Oczywiście to wrażenie łatwo obalić jako złudne, podając np: przykład istotnego społecznie „Civil War” czy dramatycznego „Weapon X” po stronie Marvela, albo rozbuchanego „Zero Hour” po stronie DC. Zresztą: prawda jest taka, że oba wydawnictwa są bardzo podobne – praktycznie każdy ma przecież swojego odpowiednika o podobnych mocach (np: Aquaman-Namor, Quicksilver-Flash itp.) – a w obu pewnie 90% treści stanowi głupawa nawalanka co i rusz zmartwychwstających bohaterów."

(Nawet identycznie biorąc swoją opinię w nawias na koniec.)

Wtóruje mu Piotr "Pi" Gołębiewski:

"A jednak to właśnie Marvel dłużej i w większej ilości wydawnictw utrzymywał się u nas na rynku za czasów, kiedy głównym potentatem komiksów był TM-Semic. DC miało w zasadzie tylko Batmana, Supermana i przez moment Zieloną Latarnię. O tyle, o ile ten pierwszy jest bezdyskusyjnie jednym z najciekawszych superbohaterów, to drugi przynudzał, bo w sumie co ciekawego może być w niezniszczalnym gościu o nadludzkich mocach, do tego o kryształowym sumieniu. Poza tym zawsze bawiło mnie, że bysiora z mięśniami atlety po założeniu okularów każdy brał za nieudacznika i strachliwego dziennikarzynę. Co zaś się tyczy Latarni, to po niezłym wejściu, potem było już średnio. Z drugiej strony po stronie DC stoi Lobo i cała seria wydawnicza Vertigo, komiksów dla dojrzałego czytelnika („Sandman”, „Kaznodzieja”, „Saga o potworze z bagien”, „Baśnie”). Nie zapominajmy również o tym, że to DC wydało „Strażników”. Wydaje mi się, że universum Marvela, w którym funkcjonują Avengers, FF, Spider, X-Meni i inni jest ciekawsze od DC, z kolei ci drudzy wygrywają odważnymi, pojedynczymi seriami, które jednak nie tworzą wspólnego świata. I tak samo jest z filmami – generalnie lepsze są marvelowskie (choć i tu trafiały się ewidentne wpadki), ale to jednak „Watchmeni” i „Mroczny rycerz” przodują w naszym rankingu."

Dathon:
Dark Horse

A'propos, bo nie widzę sensu innego topicu jeszcze odgrzebywać dla jednego linku, na rynek wszedł nam ostatni tom ziemskich przygód Hellboy'a:
http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=18 671
Podobno trzyma poziom.
Dathon
Użytkownik
#50 - Wysłana: 16 Cze 2014 05:31:17 - Edytowany przez: Dathon
Odpowiedz 
Q

Dobra, Panie. Wiem kiedy przegrywam przez nokauta. Nawet jednego kamyczka dorzuce. Zoba, najwyższa superhero instancja w DC to je JL/JLA jak zwał tak zwał. Jasna promienna heroiczna do znudzenia. Herosi raczej młodzi niż starzy. W Marvelu zamiast tego som Illumitati (sam żeś się naśmiewał). Działają pokątnie. Decyzje muszą podejmować, że nie zazdroszcze. I raczej starsi niż mlodsi, bez supermanowej muskulatury. Dojrzałe zakulisowe gracze.

Tu też prawda o obu światach.

pijes. Hellboy? Hellboy je gites. Marnuje sie w tym DH.
Q__
Moderator
#51 - Wysłana: 19 Lip 2014 13:29:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Q__:
jeśli nawet Grant Morrison ma rację, że Batman zabija w finale "Killing Joke"

Szerzej na temat:
http://www.youtube.com/watch?v=8wQ2x0OKBjU
http://comicsalliance.com/batman-killing-joke-endi ng-grant-morrison-alan-moore-brian-bolland-dc/
Q__
Moderator
#52 - Wysłana: 15 Wrz 2014 17:22:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Brannon Braga: "Star Trek as Atheist Mythology":
http://www.ibka.org/en/files/Braga.mp3
http://www.youtube.com/watch?v=iJm6vCs6aBA

Z takiej oto konferencji, na której gadał po Dawkinsie:
http://www.ibka.org/en/node/40
Q__
Moderator
#53 - Wysłana: 26 Sier 2017 22:11:53 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kolejna analiza Trekspertise - Star Trek a klasyczna, homerycka, poezja epicka:
http://www.youtube.com/watch?v=Hziy8HcZAFE
Q__
Moderator
#54 - Wysłana: 18 Lis 2017 20:15:47
Odpowiedz 
Filozof Timothy Harvie o znaczeniu mitów, w kontekście odcinka "Darmok":
http://www.startrek.com/article/our-eyes-opened
Q__
Moderator
#55 - Wysłana: 9 Lis 2018 21:12:04 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Doomcock również na tytułowy temat:
http://www.youtube.com/watch?v=KfhM9OeLFGQ
Q__
Moderator
#56 - Wysłana: 3 Sty 2019 22:05:48
Odpowiedz 
O campbelliańskich strukturach mitycznych w Treku:
http://www.startrek.com/article/the-hero-s-journey
 Strona:  ««  1  2 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Star Trek jako współczesna mitologia

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!