USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Wyższa racja w Treku
 
Autor Wiadomość
Eviva
Użytkownik
#1 - Wysłana: 10 Cze 2012 12:22:26 - Edytowany przez: Eviva
"Cel uświęca środki" mówi tyleż popularne, co podstępne przysłowie. Wolkańska wersja mówi, że dobro większości przeważa nad dobrem mniejszości. A wersja komunistyczna - jednostka niczym, a wszystkim masa...A przecież cala nasza cywilizacja oparta jest dziś na przekonaniu, że liczy się właśnie jednostka, że nie wolno jej poświęcać w imię ideologii.

W Treku mamy piękny ohbraz poświęcenia jhednostki dla dobra ogółu - Spock. Tylko że on sam dokonał wyboru. Ale mamy też jednostkę, którą do takiego poświęcenia zmuszono. Elaan.

No dobrze, poświęcono ją w imię bardzo szlachetnego celu, zakończenia wojny między dwiema planetami, ale biorąc rzecz ściśle technicznie było to zmuszenie kobiety do poślubienia mężczyzny, który jest jej wstrętny. Kapryśne i histeryczne zachowanie Elaan staje się w tym kontekście zrozumiałe - w tym momencie nie jest władczynią, a kobietą, która walczy o zachowanie minimum wolnoęści osobistej i nie ma po swej stronie właściwie nikogo. nawet Kirka.

Elaan bardzo mi przypominała naszą królową Jadwigę, która próbowała porąbać siekierą bramę, by uciec z Wawelu do ukochanego. Węgierska królewna była taką samą ofiarą polityki jak właśnie Elaan - do przyszłego męża czuła wstręt (zresztą mógłby być jej ojcem, a Wilhelm, jej dziecięcy narzewczony, był jej rówieśnikiem i naprawdę go kochała). W przypadku pięknej Dohlman w grę raczej nie wchodziło rozstanie z ukochanym, ale wstręt odczuwany do przyszłego małżonka mógł być równie silny. Pochodził on z wrogiego narodu i obcej rasy, a młodej narzeczonej nikt nie pytał o zdanie. Miała wypełnić warunki układu. Tak postanowili politycy, mający na celu ogólne dobro. Tylko że nie politycy potem musieli pójść z wybrańcem narodu do łożnicy.

W tym odcinku widać głównie przygodę, walkę, strzelaninę i humorzastą smarkulę, która dostaje lanie od Kirka. A ja widzę w nim osobisty dramat kobiety, który nikogo, absolutnie nikogo nie obchodzi.
Problem nie jest mały ani błachy, przeciez niejeden raz w historii ludzkości poświęcano jednostkę lub małą grupę ludzi "w imię dobra ogółu". Zdawać by się mogło, ze w świecie Treka takie sprawy nie powinny już mieć miejsca....
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 10 Cze 2012 12:34:00 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
Problem nie jest mały ani błachy, przeciez niejeden raz w historii ludzkości poświęcano jednostkę lub małą grupę ludzi "w imię dobra ogółu". Zdawać by się mogło, ze w świecie Treka takie sprawy nie powinny już mieć miejsca....

Cały czas kręcisz się wokół tego samego tematu, w różnych jego inkarnacjach, ale cóż... wypadnie mi chyba zauważyć, że Trek mimo swego utopizmu i idealizmu, nie jest jednak naiwny, a pragmatyczny...

Przypomnij sobie los nieszczęsnej Edith Keeler w "The City on the Edge of Forever", wspomnij zaakceptowanie przez Kirka gangsterskich reguł gry tubylców w "A Piece of the Action" (co przecież oznacza, że - zanim nastanie finansowany przez UFP przewrót mentalny - sporo mieszkańców Sigma Iotia II zginie w gangsterskich porachunkach), zauważ jak Spock grał na emocjach Romulan Commander w "The Enterprise Incident". O bardziej wysilonych przykładach z DS9 ("For the Uniform" i "In the Pale Moonlight") już nie wspomnę...

Czasem trzeba wybierać mniejsze zło. (Choć czy w wypadku Elaan faktycznie nie było innego wyjścia? Sam się zastanawiam...)
Eviva
Użytkownik
#3 - Wysłana: 10 Cze 2012 12:39:49 - Edytowany przez: Eviva
Właśnie o to chodzi,
To, ze Kirk pozwolił umrzeć Edith, było jedynie przywróceniem linii czasu, która już istniała, ale też mozna by sie zastanawiać, czy miał prawo decydować. Natomiast sprawa Elaan jest niejednoznaczna. Na pewno w cywilizowanych czasach można wypracowac inną formę zawarcia traktatu. Ale przecież Trek to nie Tylko TOS. Założyłam ten temat po to, by powyciągac podobne historie i rozważyć, czy aby na pewno musiały zostać rozwiązane z czyjąś krzywdą.

(Narzekasz na brak dyskusji o Treku, a gdy już jakaś się zjawia, mruczysz że "to już było"...)
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 10 Cze 2012 12:59:51 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
ale też mozna by sie zastanawiać, czy miał prawo decydować

W sumie tam się zdecydowało za niego. Ellison, choć lubi kontrowersje, był tam dla Kirka wyjątkowo łaskawy (można się zresztą zastanawiać czy nie wymusil tego na nim Roddenberry... albo wytwórnia).
Znacznie gorzej miał Hunt w AND "Angel Dark, Demon Bright", gdzie stał przed wyborem czy wziąć sobie na sumienie 1000 nietzscheańskich statków w pełnej obsadzie (sic!). (Wziął, dodajmy.)

Eviva:
Założyłam ten temat po to, by powyciągac podobne historie i rozważyć, czy aby na pewno musiały zostać rozwiązane z czyjąś krzywdą.

Dla mnie - o co lata temu spieraliśmy się z Deltą - najlepszym przykładami takich odcinków są DS9 "Hippocratic Oath" i "Rocks and Shoals", i ogólnie całe postępowanie bohaterów względem Jem'Hadar. Tyle, że tam nie miałem wrażenia, że chodzi o poświęcenie kogoś w imię federacyjnych ideałów, a o tychże ideałów znaczący niedostatek.
Natomiast za przykład odwrotny uważam INS, gdzie Piller funduje nam chory nadmiar idealizmu. (O czym też pisałem.)

Eviva:
Narzekasz na brak dyskusji o Treku, a gdy już jakaś się zjawia, mruczysz że "to już było"...

Dobra, doceniam, że dajesz się zasymilować...
Eviva
Użytkownik
#5 - Wysłana: 10 Cze 2012 13:36:36
Q__:
"Hippocratic Oath"

Oglądałam ten odcinek i mówiąc szczerze byłam wściekła na O'Briena, bo choć zachowanie Bashira było idealistyczne po dziecinnemu, to jednak postępował zgodnie z samym sednem bycia lekarzem. W końcu bywalo i tak, że w ogarniętej powstaniem Warszawie powstańcze punkty medyczne leczyły rannych Niemców. I nie było to na filmie sf a w rzeczywistości. Myślę, że bardzo trudno tutaj jest dokonywać jakichś ocen, nie wiedząc, co to znaczy być lekarzem (nie cynicznym łapówkarzem wg powszechnej propagamndy, a prawdzwym lekarzem). Myślę, że ja zachowałabym się raczej jak Bashir niż jak O'Brien, co nie zmienia faktu, że obiektywnie rzecz biorąc udzielanie pomocy wrogowi podczas wojny jest skrajnie głupie...
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 10 Cze 2012 13:44:09 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
Oglądałam ten odcinek i mówiąc szczerze byłam wściekła na O'Briena

Ha, we mnie tam wzbudził instynkty iście mordercze. (Bardziej niż niektóre forumowe rozrabiaki.)

Eviva:
co nie zmienia faktu, że obiektywnie rzecz biorąc udzielanie pomocy wrogowi podczas wojny jest skrajnie głupie...

Tyle, że tu jest pewien niuans w tej sytuacji. J'H uniezależnieni od ketracelu mogli stać się niezależni i od Zmiennych, a więc stanowić klin wbity w monolit Dominium i żywy symbol dobrej woli UFP.
Zawsze twierdzę, że prawdziwym wrogiem byli Zmienni (a raczej ich lękowo-paranoiczne nastawienie i jego pochodne), nie "Dżemiki".
(O czym też już... itd.)
Eviva
Użytkownik
#7 - Wysłana: 10 Cze 2012 17:13:05
Q__:
J'H uniezależnieni od ketracelu mogli stać się niezależni i od Zmiennych, a więc stanowić klin wbity w monolit Dominium i żywy symbol dobrej woli UFP.

No, ja tego tak nie widzę. Jem'Hadar to rasa, która chęć mordu ma niejako wszczepioną i myślę, że niezależna od Zmiennych stałaby się po prostu zagrożeniem dla wszystkich. O ich ucywilizowaniu można by pomarzyć dopiero po solidnym "rozgrzebaniu" ich genomu. Nie zapominajmy, że ich dziecko, choć wychowane wśród vistot łagopdnych na DS9 (hm?), wykazywało mordercze cechy jak nrobot z programowaniem wstępnym, więc wychowanie nie ma tu nic do rzeczy.
Q__
Moderator
#8 - Wysłana: 10 Cze 2012 17:17:24 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
No, ja tego tak nie widzę. Jem'Hadar to rasa, która chęć mordu ma niejako wszczepioną i myślę, że niezależna od Zmiennych stałaby się po prostu zagrożeniem dla wszystkich.

Tam gdzie rozum, tam możliwość przełamiania programu, a Trek uczy nas optymizmu.

Eviva:
O ich ucywilizowaniu można by pomarzyć dopiero po solidnym "rozgrzebaniu" ich genomu.

Co też wykonalne. Beverly Crusher na sprokurowanie stosownego wirusa staczyłby tydzień.

Eviva:
zapominajmy, że ich dziecko, choć wychowane wśród vistot łagopdnych na DS9 (hm?), wykazywało mordercze cechy jak nrobot z programowaniem wstępnym

Każdy z nas rodzi się psychopatą, a jednak większość z nas daje radę z tego wyrosnąć.
(Wspomnij też dzieje Wolverine'a.)
Eviva
Użytkownik
#9 - Wysłana: 10 Cze 2012 18:05:11 - Edytowany przez: Eviva
Q__:
Każdy z nas rodzi się psychopatą

Chętnie bym usłyszała, co też kanna na to...

Q__:
Tam gdzie rozum, tam możliwość przełamiania programu, a Trek uczy nas optymizmu.

Optymizm w stosunku do Jem'Hadar to nie optymizm, to zaślepienie.

Q__:
Co też wykonalne. Beverly Crusher na sprokurowanie stosownego wirusa staczyłby tydzień.

Jeszcze Dżemiki musiałyby chcieć tego wirusa, na siłę by im go chyba nie wszczepili. A biorąc pod uwagę zachowanie żołnierza z "Przysięgi Hipokratesa", to oni mogliby wcale nie chcieć zostać "uzdrowieni".
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 10 Cze 2012 18:58:08
Eviva

Eviva:
Optymizm w stosunku do Jem'Hadar to nie optymizm, to zaślepienie.

Wiesz zapewne jaka motywacja filozoficzna doprowadziła Kirka do oszukiwania w czasie testu Kobayashi Maru. Podzielam ten światopogląd. Nie można przyjmować, że istnieją sytacje bez wyjścia, trzeba szukać rozwiązań. Zawsze.

Eviva:
Jeszcze Dżemiki musiałyby chcieć tego wirusa, na siłę by im go chyba nie wszczepili.

Skrupuły, którymi Kirk by sobie głowy raczej nie zawracał. Zwł, że można wymyślić wirus, który będzie się rozprzestrzeniać np. drogą kropelkową.
Eviva
Użytkownik
#11 - Wysłana: 10 Cze 2012 19:00:33
Q__:
Skrupuły, którymi Kirk by sobie głowy raczej nie zawracał

Ale to nie Kirk użerał się z Borg i Jem'Hadar. Picard miał okazję zniszczyć Borg i właśnie te skrupuły mu przeszkodziły.
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 10 Cze 2012 19:05:47
Eviva

Eviva:
Picard miał okazję zniszczyć Borg i właśnie te skrupuły mu przeszkodziły.

Nie ma mu się co dziwić.
Primo: znamy udane przykłady deasymilacji ex-dron.
Secundo: Borg nie prowadził zmasowanego ataku na przestrzeń UFP, a indywidualne ataki udawało się skutecznie odpierać.
Więc po co?

W wypadku J'H zaś czy mówiłem cokolwiek o ich wybiciu, czy raczej o "wirusie dobra" łagodzącym ich charaktery?
Eviva
Użytkownik
#13 - Wysłana: 10 Cze 2012 19:08:50
Q__

Zmiana charakteru to jak morderstwo psychiczne. Wątpię, by choć jeden JH zgodził się na taką manipulację, a narzucenie jej z góry byłoby równie złe, jak "wybicie do nogi".
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 10 Cze 2012 19:18:08
Eviva

A gdyby wirus zmieniał charakter latami? Ewolucyjne przejście zamiast drastycznego przeskoku? Zawsze to lepsze od rozwiązania z "Rocks and Shoals"...
Eviva
Użytkownik
#15 - Wysłana: 10 Cze 2012 19:23:35
Q__

O, to już lepszy pomysł. Jednak ustawiczna wojna mogłaby spowodować wyginięcie gatunku "w trakcie"
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 11 Cze 2012 10:40:39 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Bardzo ładnie z tytułowym problemem zmaga się AND "Una Salus Victus".
Wizualnie nie jest to Trek a coś a'la bieda-produkcje SyFy Channell, ale tematycznie...
Mamy tam trzy wątki - pozornie główny to lot Andromedy prowadzącej/eskortującej konwój medyczny przez nietzscheańskie tereny kontrolowane przez tych wrednych Drago-Kazov. Wątek drugi to desperacka misja Dylana i Tyra usiłujących przeprowadzić samotny atak, by zneutralizować dawne federacyjne orbitalne instalacje obronne znajdujące się na trasie przelotu Andromedy. Wątek trzeci wreszcie to spotkanie osłaniającej spóźniony transportowiec medyczny Beki z ambitną nietzscheańską oficer (będącą pilotem myśliwca), spotkanie w walce, ale i w rozmowie (oba statki uległy awarii, czas napraw można czymś zająć).
Dowodzący konwojem (a więc pełniący obowiązki kapitana, a nawet komodora) Harper ma zasadniczo trzy opcje:
- ratowanie własnego tyłka,
- umożliwienie przelotu konwoju za cenę prawdopodobnej śmierci,
- próbę ratowania przyjaciela (Beki).
Koniec końców wygrywa w nim - nadspodziewanie łatwo! - poczucie obowiązku splecione jednak z głodem zemsty na Drago-Kazov za to co zrobili Ziemi. Robi rzecz słuszną z wątpliwej jednak motywacji.
Beka i jej przeciwniczka zaprzyjaźniają się w jakimś stopniu, powstaje między nimi silna nić empatii, jednak Nietzscheanka ni to z klanowej dumy, ni to dla indywidualnej kariery nie zamierza zrezygnować z zabicia Valentine i... - co do przewidzenia - sama w efekcie ginie. Beka jednak, choć zabiła ją z zimną krwią, odczuwa przy tym zauważalny żal. Tak jak widz miała okazję się nauczyć, że wróg też myśli i czuje. I konieczność zabicia go nie zwalnia z obowiązku zrozumienia.
Wątek Dylana i Tyra wydaje się najmniej zachęcający - dwu obwieszonych bronią twardzieli w straceńczym, a przecież, zgodnie z konwencją, skazanym na sukces ataku. Jednak najważniejsze okazują się tu nie strzelaniny i mordobicia, a to co między nimi. Poznajemy idealistyczne, quasireligijne motywacje teoretycznie najcyniczniejszego z załogi - Tyra. Dowiadujemy się też, że pozory dobroduszności w wypadku kapitanów GF mogą b. mylić... Dylan nie przestając być idealistą okazuje się człowiekiem zdolnym, w imię tychże ideałów, do wszystkiego - zabójstwa z zimną krwią, zaryzykowania życiem towarzysza, wreszcie samobójczej śmierci, by pociągnąć za sobą wrogów. Z jednej strony, sam przyznaje, że jest desperatem (desperado, hehe), z drugiej: Tyr ma rację zarzucając mu chęć nagięcia Wszechświata do swoich oczekiwań. Piękne pogłębienie wizerunku psychologicznego kapitanów GF. To czego domyślaliśmy się patrząc na Kirka, Picarda, Robau czy nawet Sisko tu dostajemy na tacy.
Nasi bohaterowie zaś mając okazję przyjrzeć się sobie i przeciwnikom muszą przyznać, że w jakimś sensie nie róznią się ani dumą, ani determinacją od Nietzschean, może są nawet - jak wynika z praktyki - bezwzględniejsi. Jedyne co ich różni to ideały, którym podpocządkowali swoje życie. (Mała to róznica czy duża? Pytanie b. a'propos narzekań Picarda na neo-Kirka.)
Kapitanowie GF to nie są pluszowe misie (o czym boleśnie przekonują się Nietzscheanie, w tym Tyr przekonany, że Dylan bluffuje grożąc mu śmiercią*).
(Aha... rzeczy nieistotne dla tematu, ale istotne dla analizy odcinka: 1. Dylan dowiaduje się, że ma w rękach dodatkowy atut - relikiwie Draco Museveniego, takiego tamtejszego Khano-Kahlessa; 2. aktorstwo, zwł. drugoplanowe leży - nietzscheański marszałek Cuchulain Nez Perce jest totalnie bez wyrazu, komandor Quechua zaś wyrażnie przeszarżowana, nie wpływa to jednak ujemnie na warstwę problemową epizodu.)

Śmiem sądzić, że wolfe'owski komentarz do roddenberry'owskiego idealizmu jest znacznie głębszy niż zarówno bermanowsko-pillerowskie infantylne spłaszczanie tematu (widoczne najsilniej w INS), jak i proste odbrązownictwo w stylu Moore'a. Szkoda, że ta historia trafiła daleko poza kanon.

ps. Jammer i Cynics Corner o "Una..."
http://www.jammersreviews.com/andr/s2/victus.php
http://www.cynicscorner.org/andro_2/andro_207.html

* dlatego zresztą wcale nie jestem przekonany czy Kirk tylko bluffował wydając General Order 24 na Eminiar VII...
Elaan
Użytkownik
#17 - Wysłana: 11 Cze 2012 15:01:05
Eviva:
W Treku mamy piękny ohbraz poświęcenia jhednostki dla dobra ogółu - Spock. Tylko że on sam dokonał wyboru. Ale mamy też jednostkę, którą do takiego poświęcenia zmuszono. Elaan.

Elaan to niezwykła postać - jest dumna, rozkapryszona, denerwująca, irytująca, momentami śmieszna.
Ale za tą fasadą kryje się istota przerażona i zraniona. W jej wzroku, gdy zjawia się w transporterze Enterprise, czai się strach i nieme pytanie: dlaczego?
Całe życie uczono ją strachu, nienawiści i pogardy do Troyan - i nagle w imię racji stanu, której nie rozumie, rzuca się ją jak owcę między wilki, sprzedaje jak rzecz.
Szarpiąc się jak zwierzę w klatce, jedyne co może jeszcze zrobić, to próbować zachować resztki godności, lecz próby te wypadają żałośnie i tym bardziej irytują.
Budzi kolejno niechęć, współczucie, wreszcie sympatię i szacunek.

Eviva:
Jem'Hadar to rasa, która chęć mordu ma niejako wszczepioną i myślę, że niezależna od Zmiennych stałaby się po prostu zagrożeniem dla wszystkich.

Q__:
Każdy z nas rodzi się psychopatą, a jednak większość z nas daje radę z tego wyrosnąć.

W "Zakazanej planecie" kapitan mówi: W głębi duszy wszyscy jesteśmy potworami, dlatego potrzebne nam są prawa i religie.
A jednak jakoś sobie z tym radzimy, gdyby było inaczej ludzkość dawno przestałaby istnieć.
Być może Jem`Hadar przeszliby krwawy chrzest własnej cywilizacji jaki i Wolkanie mieli w swojej historii, ale przy pomocy Federacji może udałoby im się tego uniknąć, choć zapewne zawsze musieliby być społeczeństwem o bardzo surowych zasadach i prawach.
Q__
Moderator
#18 - Wysłana: 15 Cze 2012 15:24:03 - Edytowany przez: Q__
Wracając do wyższych racyj i bycia w głębi duszy potworami...

Powtórzyłem sobie ENT "Damage". Zaczyna się od ataku Xindi, który potężnie uszkadza Enterprise, jednak polityczne konflikty w łonie rady Xindi owocują tym, że Degra, przy poparciu rady ogranicza wpływy Gadów, zaś Wodni trafnie rozumiejąc jego intencje puszczają Archera wolno. (Degra, jak słusznie zauważa Archer nie jest gotów stanąć po stronie Archera, ale jest gotów zakwestionować racje swojej strony.) Nie koniec na tym jednak rada zaczyna kwestionować - przyjmowane dotąd na wiarę - słowa Budowniczych Sfer (ładne, b. trekowe słowa Degry o tym, że Budowniczowie dają tylko słowa, a Archer - wróg czy nie wróg - przedstawił dowody). Degra zaś i jego potomstwo gotowi są opóźniać atak na Ziemię.
Tymczasem jednak poważnie uszkodzony, niezdolny do wejścia w Warp, Enterprise napotyka badawczy statek, na oko b. sympatycznej, cywilizacji. Statek również mający uszkodzenia do naprawy. Archer widzi w tym nadzieję na handel wymienny pozwalający obu jednostkom wyjść z kłopotów. Gdy jednak Obcy odmawiają oddania w ramach tegoż handlu swego jedynego rdzenia warp, kapitan (wciąż poturbowany po "wizycie" u Wodnych) - wiedząc, że potrzebuje sprawnego napędu, by dotrzeć do Ziemi przed atakiem Xindi - nakazuje (po rozmowie z Phloxem u którego szuka wsparcia, nie zdradzając mu jednak swoich planów) piracki atak na w/w Obcych i zabranie siłą potrzebnych części.
Atak się udaje, Archer prowadzi grupę abordażową, T'Pol (o której za chwilę powiem więcej) stara się prowadzić walkę okrętów w sposób minimalizujący ofiary, rdzeń zostaje zdobyty. Ile było przy tym ofiar śmiertelnych (i czy w ogóle jakieś były) nie wiemy (nie wiemy też na co nastawili swoje phase pistols ludzie Archera), niewątpliwie jeden z załogantów został ranny.
Pytany przez Obcego kapitana dlaczego to zrobił, Archer odpowiada (w kolejnym pięknym trekowym dialogu), że nie miał wyjścia.
Zostawiwszy pokonanym zapasy żywności i trellium, Enterprise rusza ku Ziemi. Tripp pociesza Archera, że podjął słuszną decyzję, ten jednak ma wątpliwości.
Wątek poboczny to losy T'Pol, która męczona kiepskim samopoczuciem, wybuchami emocji oraz erotyczno- pełnymi przemocy snami ze sobą i Tuckerem w roli głównej podejmuje (malo przy tym nie ginąc) wyprawę do odciętej przez uszkodzenia części statku po Trellium-D, od którego przyjmowania się uzależniła. Kiedy sprzeciwiając się "pirackiej" decyzji Archera ulega emocjonalnemu wybuchowi, uświadamia sobie powagę swego stanu i zgłasza się do Phloxa. Opowiada jak przypadkowy kontakt z Trellium-D dał jej możność odczuwania nieznanych jej dotąd emocji, przez co weszła na ścieżkę eksperymentowania z tą substancją, widzi jednak, że skutki negatywne zażywania Trellium są coraz gorsze, a nad emocjami coraz trudniej jej zapanować. Phlox mówi wprost o tym jak trudne będzie wyjście z nałogu, z emocjami radzi jej nauczyć się żyć (skoro inne gatunki potrafią), ale i obiecuje dyskrecję przed kapitanem, w końcu to sprawa między pacjentem, a lekarzem. Wprost z ambulatorium T'Pol udaje się na mostek, gdzie opanowując swe objawy dowodzi we wspomnianej bitwie.
Owszem, są tu elementy silnie drażniące (ktoś, bodaj Kor? przyrówniał Xindi do bohaterów negatywnych rodem z "Power Rangers" i patrząc na nich i dekoracje na tle których paradują trudno odmówić mu racji), ale ogólnie jest to całkiem dobry (acz nie do końca oryginalny w swej tematyce, bo i o uzależnieniach i o wątpliwych moralnie wyborach już w ST mowa bywała) kawałek Treka. Jak na ENT wręcz wybitny.

Cóż... wątek narkotykowy nie jest istotny dla tego tematu, jednak wątek kapitańskiej decyzji jak najbardziej. Pytaniem odcinka jest bowiem pytanie o mniejsze zło, o to czy mamy prawo zrobić coś co uznajemy za jednoznacznie złe, by uniknąć czegoś co jawi się nam złem jeszcze większym... wreszcie... czy mniejsze zło da się zawsze skalkulować? Archer i jego załoga wierzą, że zostawili ograbionym Obcym dość zapasów, by ci sobie poradzili. Czy jest tak jednak w istocie?
Archer jawi się tu conajmniej duchowym potomkiem admirał Cain, a przodkiem kapitana Ransoma (czy też vice versa, z racji kolejności powstania odcinków) zmuszonym jednak do mniej drastycznych wyborów niż oni. (Ciekawe przy tym, że każda z wspomnianych serii - VOY, ENT i nBSG opowiada w sumie tę samą historię inaczej rozkładajac akcenty, dzięki czemu nie ma się wrażenia wtórności, a wzajemnego uzupełniania się tych opowieści i wykładanych w nich racji.)

ps. Jammer o "Damage":
http://www.jammersreviews.com/st-ent/s3/damage.php
Maveral
Użytkownik
#19 - Wysłana: 15 Cze 2012 16:19:54
Pamiętam, że był też wątek w TNG - Half a Life ze społeczeństwem, które zabijało swoich ze względu na przekroczenie przez nich pewnej granicy wieku. Zdaje się, że chodziło o naukowca, w którym zakochała się matka Troy. Tenże naukowiec musiał umrzeć w imię właśnie wyższej racji. Fajnie przedstawiony problem eutanazji oraz miejsca starszych ludzi w społeczeństwie.

Z odcinków odnoszących się do tzw. wyższej racji można też wymienić VOY - Tuvix. Do dziś nie mam przekonania czy Janeway dobrze zrobiła, choć jej argumenty były logiczne. Na pewno nie chciałbym stanąć przed takim problemem.

Ciekawe też racje były w TNG - The Offspring, TNG - The Masterpiece Society, TNG - Clues. Ciekawe też jest samo podejście Picarda do związków. Jako kapitan, dla wyższej racji ("Lessons"), nie chciał się z nikim wiązać. Cóż, Trek jest trochę jak X Files - wątki są ciekawe, ale mało otrzymujemy jednoznacznych odpowiedzi
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 15 Cze 2012 16:36:44
Maveral

Maveral:
Cóż, Trek jest trochę jak X Files - wątki są ciekawe, ale mało otrzymujemy jednoznacznych odpowiedzi

Pytanie: czy to źle? Prawdziwy Wszechświat jest zupełnie taki sam...
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 26 Cze 2012 13:27:29 - Edytowany przez: Q__
Kolejny odcinek dobrze prezentujący problem wyższych racji - znów AND, nie kanon - to "Home Fires" następujący zresztą bezpośrednio po "Una...".

Zaczyna się od ćwiczeń jakie nasza załoga odbywa z - kiepsko wyszkoloną i budzącą w nich złośliwe reakcje - flotą Castaliańską. Ćwiczenia dobiegają końca gdy przez szeregi nieudolnych sojuszników przedostaje się statek przedstawiający się jako jednostka GF (czy tam HG ) i pilotowany przez porucznika Jamala RH Browna (tak, aluzja do imienia Jammera), który, twierdzi, że przywozi Dylanowi wiadomość od jego zmarłej narzeczonej - Sary.
Wiadomość ta głosi, że Sara przeżyła, z załóg swojego i Dylana statków stworzyła społeczność kultywującą wszelkie tradycje Federacji i czekającą na przybycie Hunta. Zgodnie z prośbą ukochanego ułożyła też sobie życie (nagrywając wiadomość była w ciąży), ale nigdy o nim nie zapomniała. Skoro wiadomość dotarła, zrobiłam, co do mnie należało, dodaje miłość Dylana.
Kapitan Hunt, choć ewidentnie ucieszony i rozkojarzony zarazem, odmawia skorzystania z sugerowanej przez Andromedę pomocy rev. Bema (SI używa tu znajomego słowa - consueling, lubię takie trekowe smaczki). Porucznik Brown natomiast - choć traktowany przez załogę nieufnie - przejawia dziecinny wręcz zachwyt legendarnym kapitanem i legendarnym statkiem dysponującym starymi federacyjnymi technologiami. Informuje też załogę jak dotrzeć do trudnodostępnego - z racji temtejszych strun - regionu Wszechświata, gdzie kryje się jego ojczyzna.
Dylan - choć nieco nieufny - nakazuje lot tam. Z załogi najgłośniejsze obawy zgłasza Harper spodziewający się pułapek, zabójczych androidów etc.
Pilotowana pzez Bekę Andromeda dociera na miejsce, gdzie witają ją obce jednostki. Harper nadal panikuje, choć jednostki używają - znanego Dylanowi sprzed wieków - paradnego szyku, do momentu... gdy do załogi odzywa się - używająca federacyjnej tytulatury - przywódczyni planetarnej społeczności. Pod wrażeniem jej urody gotów jest lądować w ciemno.
Powitanie jest radosne i b. ceremonialne, załogę jednak b. niepokoi liczna eskorta Lancerów, kapitana zaś męczy nadmiar oficjalnej pompy. Wątpliwości zostają rozwiane, eskorta odesłana, niepokój Dylana sięga jednak szczytu, gdy jego kameralne spotkanie z - traktującymi go jak odległą rodzinę - potomkami Sary, przerywa pojawienie się dowódcy lokalnych sił obronnych (Home Guard), admirała... Rhadego. Przedstawia się on jako potomek i genetyczna kopia Gaherisa, ale Hunt nie jest pewien. Dziwi go nadmiar szczęśliwych przypadków, wracają wspomnienia związane z Gaherisem, wypytuje też Tyra o prawdopodobieństwo wystąpienia takiej genetycznej anomalii (która jest b. rzadka, ale zdarza się, nawet w rodzinie Tyra; skądinąd Nietzscheanie mają mniejszą pulę genow niż zwykli ludzie, wyeliminowali bowiem wszystkie te, które odopwiadaja za wady wrodzone i choroby genetyczne).
Przywódczyni informuje tymczasem Dylana, że pokazuje go publicznie nie bez powodu, to wynik głosowania zdecyduje o tym czy jej planeta dołączy do odbudowywanej Federacji, a siły zwolenników izolacjonizmu są spore. Kapitan zgadza się wygłosić - przyjęte entuzjastycznie - przemówienie, po wystąpieniu jednak zaczepia go admirał Rhade, najpierw wypytując o to czy jego przodek był bohaterem, czy zdrajcą, bo krążą różne wersje (Dylan czy to z dyplomacji, czy z litości, informuje go tylko, że Gaheris usiłował ostrzec go o buncie Nietzschean, pomijając jednak dalsze wydarzenia), potem zaś, uspokojony, że miał przodka-bohatera informuje, że to on jest przywódcą izolacjanistów, Terazed przez te wieki stał się osobną społecznością, Telemachus zaś uważa, że to izolacja zapewniła mu bezpieczeństwo. Póki Magogowie nie nadciągną, jego planeta powinna trzymać się na uboczu. (W czasie rozmowy Hunt nadal męczony jest wspomnieniami swej przyjaźni z Gaherisem i jego zdrady.)
Zaloga Andromedy tymczasem dyskutuje nad szczegółami federeacyjnego stystemu politycznego panującego na Terazed. Seamus uważa, że nie ma jednak jak dyktatura.
Głosowanie wygrywają izolacjoniści. Przywódczyni przybywa - za Dylanem - na pokład Andromedy. Chce ogłosić stan wyjątkowy (na Terazed panuje duże napiecie społeczne) i przyłączyć planetę do Federacji siłą. Hunt - któremu rev. Bem starał się wcześniej wyłożyć izolacjonistyczny punkt widzenia - się temu sprzeciwia. Ich kłótnię przerywa jednak wiadomość o tym, że do układu przybywa statek Magogów. Zgłasza się też Rhade, sądzi, że to Dylan zwabił tu najeźdźców, by społeczność Terazed nie miała teraz wyjścia, oddaje jednak swoje siły pod rozkazy Hunta, bo odparcie najeźdźców jest najważniejsze.
Siły Magogów okazują się pojedynczym statkiem, który ostrzelany przez Andromedę (używającą - ku swej radości - w roli załogi wyszkolonych w starym federacyjnym stylu członków Home Guard) i jednostki przybyłe z planety wycofuje się.
Jednak prowadzący atak myśliwców porucznik Brown nie zamierza - mimo rozkazów kapitana Andromedy - wycofać się. W samotnym ataku niszczy jednostkę Magogów, ale i sam ginie trafiony jej odłamkiem.
Czujniki Andromedy wskazują jednak, że atakujący statek był pozbawionym załogi, zdalnie sterowanym wrakiem, niezdolnym w dodatku przybyć samodzielnie w okolice Terazed. Przywódczyni oskarża o tę mistyfikację Telemachusa, podaje mające go obciążyć dane. Admirał tymczasem, wyraźnie wściekły, chce się widzieć z Dylanem. Ten, mimo obaw załogi i Rakel (tak się nazywa owa planetarna przywódczyni) zgadza się z nim spotkać, sam. Spotkanie, jak się można było spodziewać z wściekłosci obu panów ma charakter walki na mostu Andromedy. Hunt pamiętając styl walki przodka, ma trochę łatwiej wiedząc czego spodziewać się po potomku. Nie wykorzystuje jednak tej wiedzy do zabicia go, młodszy Rhade też się jakoś nie pali do zabijania, jest tak, bo obaj w sumie podejrzewają nie siebie nawzajem, a Rakel... Udają się do kajuty, w której przebywa przywódczyni, pokonują jej obstawę i... tu Dylan staje przed dylematem. Może przemilczeć winę Rakel, pozwolić skazać i uwięzić niewinnego Telemachusa (który od biedy by się na to i zgodził w imię the needs of many) i mieć Terazed w odbudowującej się Federacji, może też zaakceptować to co się stało, a - w imię prawdy - kazać aresztować Rakel. Wybiera to drugie mówiąc "admirale, proszę aresztować tę kobietę".
Nie była to jednak łatwa decyzja. Hunt w rozmowie z Rommie wyznaje, że nadal się waha czy postąpił słusznie (ona też by chciała mieć wyszkoloną załogę), a jednak nie umiał inaczej. Dodaje też, że przez te wszystkie wydarzenia lepiej zrozumiał Gaherisa (widzimy, że we wspomnieniach jawią mu się teraz raczej sympatyczne momenty z ich wspólnej przeszłości).
Fabułę zamyka scena pogrzebu czczonego jak bohater Jamala B.

Co warto odnotować? Po pierwsze mistrzowskie balansowanie między epizodyczną strukturą, a continuity. Opowiadana historia w pełni broni się jako samodzielna całość, nawiązując przy tym mocno, ale zrozumiale - jak sądzę - i dla początkujacego widza, przynosi też nowe elementy fabularnej układanki. Po drugie: sympatyczny smaczek, w początkowej scenie Harper przywołuje takie - nieznane nie dość klasycznie wykształconemu - Dylanowi postacie ze starożytnej literatury jak Silver Surfer i Aquaman. Co prawda - zgodnie z trekową normą - jest to nawiazanie do XX wieku, ale miłe i nieco odświeżające po wyłącznie wysokoliterackich skojarzeniach Picarda, Changa czy Khana...

Odcinek w oczach innych:
http://www.jammersreviews.com/andr/s2/homefires.ph p
http://www.cynicscorner.org/andro_2/andro_208.html

Teraz stricte on topic: w "Home Fires" widać - z jednej strony - echa TNG "First Contact", z drugiej zaś dyskusję z DS9 "In Pale Moonlight", pobrzmiewa w tym też wątek poświęcenia niewinnej jednostki dla dobra ogółu z TOSowego "City...". Ciekawa jast przy tym pozorna sprzeczność zachowań Hunta tu i w "Angel...". Czy zdecydował fakt, że tam była przeszła wojna, tu aktualny pokój? Czy to, że Telemachus był tak podobny do przodka? Ciekawy - nawet jeśli niekanoniczny - materiał do przemyśleń.
Eviva
Użytkownik
#22 - Wysłana: 26 Cze 2012 15:27:02
Q__

Hola! To miała być wyższa racja w Treku, nie w AND!
Elaan
Użytkownik
#23 - Wysłana: 26 Cze 2012 15:32:10 - Edytowany przez: Elaan
Eviva

Jak zauważyłam, dla Q__ AND nie jest Trekiem jedynie przez niedopatrzenie.
Swoją drogą, zastanawiam się, gdzie wszyscy oglądali ten serial, bo z TV jakoś go nie kojarzę.
Eviva
Użytkownik
#24 - Wysłana: 26 Cze 2012 16:53:38
Elaan

Kiedyś szedł na PULSie, wszystkie sezony, teraz na AXN SF. Ale taki z niego Trek jak z koziego zadka reissentashe - nawet gdy sie weźmie pod uwagę zapożyczenia.
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 26 Cze 2012 21:49:19 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
Ale taki z niego Trek jak z koziego zadka reissentashe - nawet gdy sie weźmie pod uwagę zapożyczenia.

Dziwna opinia zważywszy na to, że uchodzi za najbardziej TOSowatą produkcję od czasów TOS.

Nie nudzę jednak o AND wyłacznie z powodu prywatnych preferencji, po prostu - podobnie jak Jammer - uważam, że są liczne dowody iż AND i nBSG (nakręcone wszak przez z ludzi z Trekiem latami związanych) dopowiadają, domykają, pewne wątki Treka. Używając religijnej analogii - skoro Trek RC to - mówiąc żartem - "Biblia", a DS9 i reszta to "apokryfy", AND i nBSG nazwałbym "Tradycją kościelną", istotną o tyle, o ile nie kłóci się ze świętymi księgami, ale często ułatwiającą ich interpretację.

ps. Skoro o niekanonicznym (+/-) ST nawiązującym do TOS mowa... Ładny dialog nt. wyższych racji znajdziemy również w odcinku B5 "Ship of Tears" (sama seria ma luźniejsze związki personalne z oficjalnymi produkcjami niż dwie w/w, ale reżyserem tego konkretnego epizodu jest Mike Vejar, który nakręcił również 32 odcinki TNG/DS9//VOY/ENT):
http://www.youtube.com/watch?v=WQUo-vIpEYs
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 12 Lut 2014 13:11:23 - Edytowany przez: Q__
Kolejnym przykładem poruszonej tu tematyki w Treku jest zawierający ją w sumie w stanie czystym około dziesięciominutowy odcineczek INT "Where There's a Sea". Cała jego nieskomplikowana fabułka ma raptem dwa zadania - postawić pytanie czy cel uświęca środki i popchnąć fabułę do przodu o dwa istotne, powiązane, wydarzenia.
Oto bowiem - gdy przebrzmią zdania wstępnego kapitańskiego monologu o braku luksusu dokonywania idealnych wyborów - należący do Merchant Service statek Ariadne zostaje zaatakowany przez oriońskich piratów (płci obojga - ofiara Lolani nie poszła na marne), a raczej - jak się okaże - wystawiony na ten atak... Intrepid natomiast przybywa na pomoc w b. niespiesznym tempie, bo takie rozkazy otrzymał kapitan Hunter (i choć nie był zadowolony, wykonał je).
W fabularnej kumulacji okazuje się, że zwłoka ta służyła celowemu ośmieleniu Orionów, by przenieśli na Ariadne swój desant, a następnie schwytaniu tegoż desantu i jego dowódcy z pomocą działającego w szeregach Orionów agenta (co jednocześnie oznacza "odzyskanie" agenta i zdobytych przezeń informacji).
Cel zostaje osiągnięty - Flota ma agenta, informacje i schwytanego prominentnego pirata, jednak kapitan Merik z MS (rodak Gartha zresztą - pochodzi z Izar), nie zamierza zapomnieć admirałowi Prentice'owi i Flocie narażenia życia swojej załogi i swojego, co oznacza zaognienie - i tak już napiętych stosunków obu służb. Taka jest gorzka cena w/w sukcesu.
Czy więc cel uświęca środki?

Jeśli ktoś chce obejrzeć:
http://www.youtube.com/watch?v=OgNtccv6M84
Q__
Moderator
#27 - Wysłana: 19 Paź 2015 21:06:25 - Edytowany przez: Q__
Autor bloga SKoST pyta nas o ulubiony problem poruszany przez ST (sam dokonując wyboru adekwatnego do tytułu tematu):
http://trekclivos79.blogspot.com/2015/10/30-days-o f-trek-day-nineteen.html

Mój wybór chyba by szedł w kierunku zagadnień z "The Measure of a Man" i dialogu Sisko z "Prorokami" w pilocie DS9...
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 17 Wrz 2016 13:44:46
Muszę przyznać, że b. ładne sprowadzenie kwestii wyższych racji do absolutnego minimum (tj. najbardziej podstawowego dylematu) wyszło twórcom Tristana, w "The Greater Good" nomen omen.
Mamy romulańskiego agenta, który zabijał już w ramach swojej szpiegowskiej roboty i zabijać planuje dalej. I mamy młodego chorążego, który (po pierwsze: świadom z kim ma do czynienia, po drugie: kierując się rozkazem, po trzecie: w ferworze walki, jak należy się domyślać) zastrzelił go.
I teraz twórcy pytają nas czy było to moralne (odpowiadając jakby, że w sumie tak, ale zostawiając nas z tą kwestią do przemyślenia).

Ciekawa kwestia, nie?
 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Wyższa racja w Treku

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!