USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Brudna twarz Star Treka
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
Dreamweb
Użytkownik
#61 - Wysłana: 29 Sier 2018 13:17:21
Odpowiedz 
Q__:
Czekaj, zdaje mi się czy przez 2.0 rozumiemy trochę co innego - Ty: godną (choć może trochę gorszą), linearną kontynuację

No niekoniecznie... Uważam, że ORV mógłby spokojnie wskoczyć na poziom równy lub lepszy od Voyagera. Zachowując zarówno elementy lekkości, jak i powagi, jakie tamten serial miał. Więc jak najbardziej w Twoim rozumieniu.

Q__:
Naprawdę wierzysz, że to możliwe?

Rozum oczywiście mówi, że nie. Ale nadzieja umiera ostatnia.

Q__:
skrajnie przedmiotowe traktowanie holoprogramu przez użytkowniczkę

Potem było jednak mniej przedmiotowo:

MICHAEL: So, this really is a starship. But how can that be possible?
JANEWAY: Have you ever read The Time Machine, by H. G. Wells?
MICHAEL: Are you telling me you've travelled back through time?
JANEWAY: In a manner of speaking.
(They pass two crewmen.)
MICHAEL: That's Patrick Gibson and his cousin, Frank. They work on the wharf. They're in my pub every Saturday night for the rings tournament.
JANEWAY: You'll find a lot of familiar faces on Voyager. We've been visiting your town for months.
MICHAEL: Why?
JANEWAY: We're explorers.
MICHAEL: I'm not letting you off the hook that easy, Kathryn Janeway. There must be more interesting places to explore than Fair Haven.
JANEWAY: Can you think of any place you'd rather be?
MICHAEL: I guess that leaves but one question. How long are you planning on staying?
JANEWAY: Well that depends if we're still welcome.
MICHAEL: My door is always open. But you're the captain of a starship, I'm a barkeep.
JANEWAY: Just because we're from different worlds doesn't mean we can't care for each other.


I kluczowe:

TORRES: What about the characters. Should I purge their memories of the last few days?
JANEWAY: No, leave them.
EMH: They think we're spacemen from the future. It won't exactly be like old times.
JANEWAY: We learn to accept alien species with new technologies. Let's hope the people of Fair Haven will learn to accept us.


Mogła łatwo pozbyć się problemu, ale nie zrobiła tego...
Q__
Moderator
#62 - Wysłana: 29 Sier 2018 14:35:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
No niekoniecznie... Uważam, że ORV mógłby spokojnie wskoczyć na poziom równy lub lepszy od Voyagera.

W sumie coś w tym jest... ORV zawiera ten element drapieżności, którego w kanonicznym Treku brakowało od śmierci G.R. (a który potrafił pojawiać się we wczesnej AND) - widać, że Seth nie boi się ani rozsądnie dozowanej drastyczności, ani śmiałości obyczajowej (zrobić z kapitana radosnego biseksa - odważny ruch), ani rzucania komentarzy społecznych, ani futurologizowania (ot, choćby sprawa obciętej nogi pokazująca jak technologia wpływa na zmianę kwalifikacji moralnej pewnych czynów). Jeśli pójdą dalej tą ścieżką otrząsając się trochę z campu i - jeszcze bardziej - z wmuszono-wymuszonego humoru, a zwłaszcza popracują nad oryginalnością fabuł, może wyjść z The Orville całkiem przyzwoity Trek.

Dreamweb:
Rozum oczywiście mówi, że nie. Ale nadzieja umiera ostatnia.

Ja, przyznam szczerze, chyba nie wiążę - na dziś - z zapowiadaną serią żadnych nadziei (a tym bardziej na coś doskonalszego od TNG), ale... z przyjemnością pozytywnie się rozczaruję.

Dreamweb:
JANEWAY: We learn to accept alien species with new technologies. Let's hope the people of Fair Haven will learn to accept us.
Mogła łatwo pozbyć się problemu, ale nie zrobiła tego...

Swoją drogą załoga Voyagera zapędziła się tu dobrowolnie w sytuację identyczną, do tej, która przydarzyła się - wtedy bez niczyjej świadomej winy - załodze Ent-D z Moriartym.
Dreamweb
Użytkownik
#63 - Wysłana: 29 Sier 2018 17:29:25
Odpowiedz 
Q__:
Swoją drogą załoga Voyagera zapędziła się tu dobrowolnie w sytuację identyczną

Z tą różnicą, że ci z Fair Haven nigdy jednak się nie dowiedzieli, że są hologramami a nie ludźmi z krwi i kości.

Zresztą pozwolę sobie jeszcze wkleić końcówkę tego epizodu:

(Janeway gives Michael a packet.)
MICHAEL: What's this, Christmas come early?
JANEWAY: It has for you. Open it.
MICHAEL: A Connecticut Yankee in King Arthur's Court, by Mark Twain. I've read some of his books, but not this one.
JANEWAY: It's about two people from different times who fall in love, among other things.
MICHAEL: Sounds familiar. Maybe I have read it. Thank you, Katie. Or Kathryn now, is it?
JANEWAY: Och.
MICHAEL: They say if you know a spirit's true name that it renders you impervious against her charm. Do you think there's any truth in that?
JANEWAY: Not a word.
MICHAEL: I'm glad to hear it.


Tak oto proszę Państwa sam nam się napisał pierwszy slashfic Burnham / Janeway.
Q__
Moderator
#64 - Wysłana: 29 Sier 2018 18:32:11
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Z tą różnicą, że ci z Fair Haven nigdy jednak się nie dowiedzieli, że są hologramami a nie ludźmi z krwi i kości.

Pytanie czy to lepiej, czy gorzej. Z jednej strony można bronić tezy, że bardziej humanitarnie, z drugiej... Kirk (kłania się "The Apple", i to co mówił o wszelkich formach otorbienia) i Picard (który tyle się nagadał o znaczeniu prawdy) gotowi byliby powiedzieć, że jest to sytuacja jeszcze bardziej niemoralna i dwuznaczna, bo bazująca na utrzymywaniu, jeśli nie świadomych istot, to czegoś na pograniczu rozumności (czego/kogo używa się w dodatku w roli wyrafinowanych seks-zabawek, czyli dopuszcza do - minimum symulowanej - poufałości i intymności), w ciemnocie i w (faktycznej) niewoli.

Dreamweb:
Tak oto proszę Państwa sam nam się napisał pierwszy slashfic Burnham / Janeway.

Miałem te skojarzenia już po przeczytaniu poprzedniego z przetaczanych przez Ciebie cytatów, gdzie mieliśmy na przemian JANEWAY i MICHAEL .
Dreamweb
Użytkownik
#65 - Wysłana: 29 Sier 2018 21:41:14
Odpowiedz 
Owszem, ale wspomnienie o pochodzeniu z różnych czasów dodaje dodatkowego smaczku (bo i bez podróży w czasie taki romans nie mógłby zajść ).
Q__
Moderator
#66 - Wysłana: 30 Sier 2018 18:18:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

A propos (potencjalnych) romansów Kaśki i podróży w czasie... Wróćmy jeszcze na chwilę do Chakotay'a i jego momentów pokazywania pazura, w kontekście ontopicznym (bo odcinek "Shattered" do brudnotwarzowych zdecydowanie należał):
http://www.youtube.com/watch?v=ltugv_Id01o

Transkrypcja:

[Turbolift]
Chakotay: Deck eleven.
Janeway: I can't let this happen. Not again.
Chakotay: What are you talking about?
Janeway: Voyager getting stranded. All these deaths, this entire future, it's my fault. I've got to do something to change it.
Chakotay: What do you have in mind?
Janeway: Maybe we can find a way to modify Seven of Nine's plan. Put Voyager into temporal sync with my timeframe.
Chakotay: Captain.
Janeway: Now that I know what to expect, I could avoid getting trapped in the Delta Quadrant in the first place.
Chakotay: Halt turbolift. Seven's plan is dangerous enough. Trying to alter it is too risky.
Janeway: It's worth the risk.
Chakotay: If Seven's idea works, Tuvok and the other crewman will be fine.
Janeway: They'll still be stuck in the Delta Quadrant. If the temporal anomaly doesn't kill them, something else will. The Borg, telepathic pitcher plants, macroviruses. The Delta Quadrant is a death-trap.
Chakotay: What about the Temporal Prime Directive?
Janeway: To hell with it.
Chakotay: With all due respect, it's a little presumptuous to think you have the right to change everyone's future.
Janeway: From what I've seen, they'll thank me.
Chakotay: All you've seen are bits and pieces. You're not getting the whole picture.
Janeway: Really? Just what am I missing?
Chakotay: It's not what, it's who. People like Seven of Nine, a Borg Drone who'll become a member of this crew after you help her recover her humanity. Or Tom Paris, a former convict, who'll be our pilot, chief medic, and husband to B'Elanna Torres.
Janeway: That angry woman I just met?
Chakotay: She's going to be your Chief Engineer. Two crews, Maquis and Starfleet, are going to become one. And they'll make as big a mark on the Delta Quadrant as it'll make on them by protecting people like the Ocampans, curing diseases, encouraging peace. Children like Naomi and Icheb are going to grow up on this ship and call it home. And we'll all be following a Captain who sets a course for Earth, and never stops believing that we'll get there.
Janeway: Are you going to be lecturing me like this for the next seven years?
Chakotay: Don't worry, you'll always get the last word.


Nawiasem: mamy tu dwa zabawne podteksty - pierwszy taki, że Chuckles z jednej strony przeciwstawiając się Kaśce, z drugiej - pozostaje jej bezgranicznie oddany (a więc łączy bardziej buntownicze podejście z kompletną miśkowatością). Drugi przynosi wspomnienie kto - i z jakich pobudek - łamał Temporalną PD w "Timeless" (jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a sprawą istotniejszą niż filozoficzno-etyczno-chronomocyjne dylematy okazuje się lojalność wobec załogi*; future Trance by go zrozumiała).

* A raczej załogi w znanym-i-lubianym kształcie.
Dreamweb
Użytkownik
#67 - Wysłana: 30 Sier 2018 20:39:17
Odpowiedz 
Ja bym jeszcze zwrócił uwagę na ten dialog z owego odcinka, niezmiernie smucący wszystkich fanów swatania Janeway i Chakotaya.

JANEWAY: Mind if I ask you one last question?
CHAKOTAY: Will I have to break the Temporal Prime Directive to answer it?
JANEWAY: Maybe, just a little. For two people who started off as enemies, it seems we get to know each other pretty well. So I've been wondering. Just how close do we get?
CHAKOTAY: Let's just say there are some barriers we never cross.
Q__
Moderator
#68 - Wysłana: 30 Sier 2018 20:58:04 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Eee, skoro Beyer ma robić za showrunnerkę serii z Picardem, pewnie nie odmówi sobie wrzucenia w któryś z dialogów czy Okudagramów wzmianki o tym, że w/w parka jednak w końcu te granice poprzekraczała.*

* Tym bardziej, że w tym samym "Shattered" mamy też scenkę wskazującą na dobre początki w/w przekraczania:
http://www.youtube.com/watch?v=V4zeq-yG1Dk

(Skądinąd dupa z tego Chucklesa. Gdyby powiedział co innego, mógłby ją zdobyć na zasadzie efektu samospełniającej się przepowiedni. No, ale może wtedy mu już w głowie Seven była - w końcu to siódmy sezon - i nie pomyślał. *)

* Dobra, żartuję, do porządnego Fedka takie podstępy nie pasują. Zresztą - zlinkowane kieliszki się kłaniają - może nie były mu już potrzebne?
Dreamweb
Użytkownik
#69 - Wysłana: 31 Sier 2018 08:40:39
Odpowiedz 
Q__:
Eee, skoro Beyer ma robić za showrunnerkę serii z Picardem, pewnie nie odmówi sobie wrzucenia w któryś z dialogów czy Okudagramów wzmianki o tym, że w/w parka jednak w końcu te granice poprzekraczała

Ale ja nie mam nic przeciwko temu, zawsze byłem pro-Janeway/Chakotay.
O swoim szczególnym sentymencie do odcinka Resolutions gdzie byli najbliżej zostania parą ongiś opowiadałem i nic się tu nie zmieniło:

http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2193&page=4#msg320433

Q__:
Dobra, żartuję, do porządnego Fedka takie podstępy nie pasują

Zawsze mógł się w nim odezwać duch Maquis, a to już inna bajka.

Q__:
mamy też scenkę wskazującą na dobre początki w/w przekraczania

Takich scenek było wiele w serialu, włącznie z wchodzeniem pod rękę na imprezy urządzane przez Neelixa w mesie (ciekawa sprawa zresztą, co innego picie wina w zaciszu kajuty, co innego takie gesty wykonywane publicznie - pewnie nieraz załoganci między sobą szeptali i plotkowali, czy to już oficjalny związek, czy jeszcze nie ). No ale póki co - kanonicznie - tylko na tym się skończyło.
Q__
Moderator
#70 - Wysłana: 31 Sier 2018 15:29:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
No ale póki co - kanonicznie - tylko na tym się skończyło.

Mam nadzieję, że póki co, skoro mam Beyer mielizny "Si Vis Pacem..." wybaczyć.

(Swoją drogą wyobrażam sobie pod jak dużą presją musi być w tej chwili ta pani - z jednej strony sama fanka, i ulubiona pisarka ST wielu starych fanów, z drugiej strony zaangażowana w produkcję DSC, i nie dość, że poddawana CBS-owskim naciskom, to pewnie przeżywająca wszystkie burze związane z tym serialem. A teraz jeszcze będzie musiała zmierzyć się z wyzwaniem sprostania oczekiwaniom miłośników TNG i Picarda*...
Nawet jeśli jej się nie uda, nie będę dla niej zbyt ostry, bo nie zazdroszczę**.)

* A to jest temat z gatunku tych, które maluje się na klęczkach .

** W sumie jej obecna sytuacja jest to spotęgowanie sytuacji, w której tkwił Piller kręcąc INS.
Pleiades
Użytkownik
#71 - Wysłana: 31 Sier 2018 21:15:47
Odpowiedz 
Dreamweb:
Ale ja nie mam nic przeciwko temu, zawsze byłem pro-Janeway/Chakotay.

O, brachu Ty mój, ja również zawsze mówiłam, że jestem jak najbardziej shipperką pary J/C !

Dreamweb:
O swoim szczególnym sentymencie do odcinka Resolutions gdzie byli najbliżej zostania parą ongiś opowiadałem i nic się tu nie zmieniło:

Też z tego względu uwielbiam Resolutions. I jeszcze w "Coda" mieli swoje momenty. Poza tym dużo ficy z tym pairingiem czytywałam.

Dreamweb:
Takich scenek było wiele w serialu, włącznie z wchodzeniem pod rękę na imprezy urządzane przez Neelixa w mesie (ciekawa sprawa zresztą, co innego picie wina w zaciszu kajuty, co innego takie gesty wykonywane publicznie - pewnie nieraz załoganci między sobą szeptali i plotkowali, czy to już oficjalny związek, czy jeszcze nie ). No ale póki co - kanonicznie - tylko na tym się skończyło.

Takich scenek, gestów było dużo. Razem przecież też jadali posiłki w kajucie kapitańskiej, razem pili poranną kawkę w gabinecie, te ich rozmowy na przeróżne tematy. Ech... Szykował się romans wszechczasów, a dostaliśmy na odchodne miałki i nijaki pairing C/7 Nigdy chyba twórcom tego nie wybaczę.

Q__:
A teraz jeszcze będzie musiała zmierzyć się z wyzwaniem sprostania oczekiwaniom miłośników TNG i Picarda*...

Ja nie powiem, żebym miała jakieś wielkie oczekiwania. Chciałabym po prostu poznać dalszą historię post-NEM, dostać serial zbliżony do TNG (który, jak wiemy, bez wad nie jest) i w zasadzie to wszystko. No, może jeszcze, aby każdy odcinek opowiadał inną historię, jak to w Trekach przed DSC było.

Q__:
** W sumie jej obecna sytuacja jest to spotęgowanie sytuacji, w której tkwił Piller kręcąc INS.

Czy tylko ja jestem w jednoosobowej grupie, która nie trawi na potęgę INS? Oglądałąm raz, próbowałam niedawno drugi i za diabła przebrnąć nie mogę.
Q__
Moderator
#72 - Wysłana: 31 Sier 2018 21:43:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb
Pleiades

Dreamweb:
zawsze byłem pro-Janeway/Chakotay.

Pleiades:
O, brachu Ty mój, ja również zawsze mówiłam, że jestem jak najbardziej shipperką pary J/C !

No to robimy za trojaczki:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=1341&page=0#msg296952

Pleiades

Pleiades:
Nigdy chyba twórcom tego nie wybaczę

Twórcy chcieli. To Mulgrew się uparła*.

* Uznając, że romanse z podkomendnymi odbiorą Kaśce kapitańską powagę.

Pleiades:
Ja nie powiem, żebym miała jakieś wielkie oczekiwania. Chciałabym po prostu poznać dalszą historię post-NEM, dostać serial zbliżony do TNG (który, jak wiemy, bez wad nie jest) i w zasadzie to wszystko. No, może jeszcze, aby każdy odcinek opowiadał inną historię, jak to w Trekach przed DSC było.

No, ja mam zasadniczo podobne oczekiwania. Różni nas tylko to, że uważam TNG - choć, owszem, nie jest bez wad - za arcydzieło, z którego legendą trudno się będzie zmierzyć...

Pleiades:
Czy tylko ja jestem w jednoosobowej grupie, która nie trawi na potęgę INS?

Nie jesteś, pojawiały się już u nas takie (odosobnione, co prawda) głosy.

Pleiades:
Oglądałąm raz, próbowałam niedawno drugi i za diabła przebrnąć nie mogę.

Ale czemu właściwie?
Dreamweb
Użytkownik
#73 - Wysłana: 1 Wrz 2018 10:51:10
Odpowiedz 
Pleiades:
Też z tego względu uwielbiam Resolutions. I jeszcze w "Coda" mieli swoje momenty

Ja bym jeszcze wymienił koniecznie The Q and the Grey, gdzie Chakotay jest wyraźnie zazdrosny o zaloty Q.
Pleiades:
dostaliśmy na odchodne miałki i nijaki pairing C/7

Owszem, niepotrzebne to było.

Pleiades:
Czy tylko ja jestem w jednoosobowej grupie, która nie trawi na potęgę INS?

Nie trawić to za mocne słowo, ale uważam ją za jeden z gorszych filmów. I w ogóle, jest to film, do którego wracam najrzadziej ze wszystkich (nie licząc Beyond, który widziałem tylko raz, w kinie - ale mam w domu i planuję niedługo powtórkę). Nawet Star Trek V, ze swoją kiczowatością której nie można odmówić uroku, częściej oglądam niż INS...

Q__:
To Mulgrew się uparła*.

* Uznając, że romanse z podkomendnymi odbiorą Kaśce kapitańską powagę

Pokrętna dość logika - romans z drugą osobą w hierarchii odbierze powagę, ale nie odbiorą jej:

- dopiero co omawiany romans z hologramem:
1

- czy z tak nieciekawym typem jak Kashyk (odcinek Counterpoint):
2

Zresztą, ktoś może mi zarzucić brak konsekwencji w kibicowaniu parze J/C, skoro niedawno a propos Eda i Kelly z The Orville pisałem, że związek między kapitanem a pierwszym oficerem nie jest dobry dla załogi. No cóż, na swoje usprawiedliwienie mogę tylko napisać, że w sytuacji takiej jak ta Voyagera, gdzie jesteśmy z dala od domu i lista potencjalnych partnerów życiowych nagle spada do nieco ponad setki załogantów, i stan ten może utrzymać się do naszej śmierci - cóż, uznaję to za godne zrobienia wyjątku. Innymi słowy: what happens in the Delta Quadrant, stays in the Delta Quadrant.
Q__
Moderator
#74 - Wysłana: 1 Wrz 2018 13:41:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Ja bym jeszcze wymienił koniecznie The Q and the Grey, gdzie Chakotay jest wyraźnie zazdrosny o zaloty Q.

Jak Łysy o Odana...

Dreamweb:
Pokrętna dość logika - romans z drugą osobą w hierarchii odbierze powagę, ale nie odbiorą jej:
- dopiero co omawiany romans z hologramem:
- czy z tak nieciekawym typem jak Kashyk (odcinek Counterpoint):

W końcu podobnego typu romanse nie odebrały powagi Kirkowi i Picardowi. A tu chodziło o zachowanie autorytetu wśród załogi, całej, załogi*.

* Zupełnie jakby wpatrzony Chuckles dopuszczony do większej bliskości miał stracić na wpatrzeniu.

Dreamweb:
ktoś może mi zarzucić brak konsekwencji w kibicowaniu parze J/C, skoro niedawno a propos Eda i Kelly z The Orville pisałem, że związek między kapitanem a pierwszym oficerem nie jest dobry dla załogi.

A ja tam jestem konsekwentny, kibicuję obu w/w parom. (I jeszcze Beverly z Picardem, a nawet Kirkowi ze Spockiem, na dodatek.)

BTW. widziałeś co po nocy wrzuciłem?
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=3933#msg329264
Pleiades
Użytkownik
#75 - Wysłana: 1 Wrz 2018 21:08:36
Odpowiedz 
Q__:
No to robimy za trojaczki:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=1341&page=0#msg296952

No to witaj w klubie, drugi brachu :D

Q__:
Twórcy chcieli. To Mulgrew się uparła*.

* Uznając, że romanse z podkomendnymi odbiorą Kaśce kapitańską powagę.

Ale nawet mi nie chodziłoby o jawny romans. Mogłoby być na przykład tak jak w przypadku Picarda i Beverly - że w pewnym momencie wyznali, co do siebie czują, ale nie mogliby być razem ze względu na stanowiska, jakie piastują.
Albo nawet i bez wyznania. Chętnie bym zobaczyła same takie hinty, jakieś ich cieplejsze relacje (tak jak to miało miejsce w Resolutions i Codzie) do końca VOYa, bez tego beznadziejnego wątku C/7. To by mi wystarczyło. Więc "narzekania" Mulgrew na ten romans są dla mnie niezrozumiałe. Można to było robić tak, aby nikomu nie wadziło.

A Seven faktycznie można by było sparać z Kimem.

Q__:
No, ja mam zasadniczo podobne oczekiwania. Różni nas tylko to, że uważam TNG - choć, owszem, nie jest bez wad - za arcydzieło, z którego legendą trudno się będzie zmierzyć...

Czy TNG jest legendarny? Na pewno tak. Czy arcydzieło? Biorąc pod uwagę ilość beznadziejnych odcinków wydaje mi się, że wg mnie arcydziełem nie jest. Właśnie problem w tym, że patrzymy na niego przez pryzmat naszej młodości i tego, jak wtedy zachłysnęliśmy się Trekiem (dla mnie TNG był pierwszym trekiem, którego oglądałam, jako nastolatka). Teraz, robiąc rewatche częściej się chwytam za głowę, widząc, jakie denne niektóre scenariusze były.
Do tamtych czasów wesołego dzieciństwa już nie powrócimy i cokolwiek by wyprodukowano, nie uznamy tego za legendę czy arcydzieło. Patrząc na nowy serial dorosłym okiem i nie kierując się sentymentem, acz logiką (duh...), możemy mieć nadzieję, że chociaż będzie zbliżony jakością do TNG. Ale nigdy nie przebije tej naszej Legendy.

Q__:
Nie jesteś, pojawiały się już u nas takie (odosobnione, co prawda) głosy.

Dodam jeszcze, że chyba podobał mi się jeszcze mniej od NEM. Wiem, mam mirror gust, co mi kiedyś napisałeś ;)

Q__:
Ale czemu właściwie?

Mam z tym filmem wiele problemów, przez które nie mogę przebrnąć. Zaznaczam tylko, że to są moje wrażenia i opinie i nikt nie musi się z nimi zgadzać.

Po pierwsze - jest po prostu nudny. Miejscami rozlazły. Na początku jest jeszcze jakaś akcja, a potem na planecie Ba'ku już nudy. Gdzieś kiedyś przeczytałam opinię, że scenariusz tego filmu sprawdziłby się jako 45-minutowy odcinek TNG, względnie dwuodcinkowiec - i wszystko by było w nim ujęte zgrabnie i treściwie.
Po drugie - znowu przerabiamy to samo, czyli kolejny zuy admirał Floty, skorumpowany, czy jakieś inne licho - w każdym razie powtarza się schemat, który znamy z TNG - Picard kontra niedobry zwierzchnik (przynajmniej na począktu). To by było jeszcze strawne, gdyby nie... po trzecie: niepotrzebnie wprowadzono tych złych Obcych (Son'a). Są ohydni, są kompletnie zepsuci od środka i na zewnątrz i właściwie odbierają przyjemność oglądania tego filmu. Chyba to SF Debris zauważył, że film byłby lepszy, gdyby pozbyć się z niego Son'a i zostawić jedynie wątek Entka kontra spiski w Gwiezdnej Flocie mające na celu doprowadzić do wysiedlenia mieszkańców Ba'ku.
Po czwarte - sami mieszkańcy Ba'ku są nudni, zrezygnowali z technologi (duh...), aby prowadzić proste wiejskie życie? Już widzę, jak pługami ciągniętymi przez woły uprawiają tą swoją żyzną ziemię. Ciekawe też, jakim cudem znają się na androidach. No i nawet silnik warp znają. Nie trzyma się to wszystko kupy. Aha, i nie znoszę tej babki z Ba'ku, która stała się love interest Picarda.
Po piąte - znowu mamy berserk button u Daty i znowu powtarza się schemat z TNG, że w razie "problemów" nagle wszyscy zapominają, że nasz android ma prawa i status oficera i po prostu z powodu awarii rozważają jego terminację (czyli: zabicie), co jest wg mnie niedopuszczalne i nigdy nie powinno o tym pomyśleć dowództwo GF, a tym bardziej Picard. Ileż razy można twórcom przypominać, że Data nie jest rzeczą?
Po szóste - niepotrzebne są elementy humorystyczne, zwłaszcza że nie są najwyższych lotów. Z Worfa zrobiono głupka, każąc mu śpiewać w promie i wyskakując z tym "pryszczem" na nosie. Riker bez brody wygląda koszmarnie (chociaż scenka z "yuck!" była nawet udana), Data też ma beznadziejne momenty. Takie gagi mogłyby być akceptowane w drugim sezonie TNG w okolicach odcinku z Okoną, ale, litości, minęło już wiele lat i istnieje coś takiego jak rozwój postaci, więc Data nie powinien się zachowywać jak idiota. Aha, i jeszcze sprawa tego nieszczęsnego chipa - tym razem został w domu?? No nieźle sobie z nami pogrywają. Data cofnął się w rozwoju.
Po siódme i chyba już ostatnie - Riker i jego wesoła pała, czyli joystick. Litości!

Na pocieszenie mogę powiedzieć, że podobał mi się romans między Troi i Rikerem, więc chociaż to ratuje ten "odcinek" TNG.

Dreamweb:
Pokrętna dość logika - romans z drugą osobą w hierarchii odbierze powagę, ale nie odbiorą jej:

- dopiero co omawiany romans z hologramem:

Zgadzam się, z pewnością załoga dowiadując się, z kim się Kaśka w holodeku całuje, będzie ją nadal szanować ;)

Dreamweb:
Innymi słowy: what happens in the Delta Quadrant, stays in the Delta Quadrant.

Też się zgadzam. Sytuacja jest inna, bo jednak faktycznie są daleko od domu, muszą się ze sobą zgrać (Fedki i Maquis) i przyjaźnie wiele znaczą, nie wiedzą, jak długo im zajmie podróż do domu, to też związki czy nawet dalsza prokreacja są tutaj pożądane

Ale nam wątek zmeandrował ;) To przy okazji, jak już pewnie zauważyliście, zrobiłam sobie wreszcie avatara na forum
Q__
Moderator
#76 - Wysłana: 1 Wrz 2018 23:37:13 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
Chętnie bym zobaczyła same takie hinty, jakieś ich cieplejsze relacje (tak jak to miało miejsce w Resolutions i Codzie)

No, trochę tego było przez tych prawie 7 sezonów.

Pleiades:
Czy TNG jest legendarny? Na pewno tak. Czy arcydzieło? Biorąc pod uwagę ilość beznadziejnych odcinków wydaje mi się, że wg mnie arcydziełem nie jest.

Widzisz... Nie mam złudzeń co do jakości wielu odcinków TNG, ale patrzę na ten serial 1. całościowo (a więc zwracając uwagę na wysiłek włożony w zbudowanie jego spójnych, także tych widocznych głównie w Manualu, założeń), 2. przez pryzmat jego najlepszych epizodów. I jako całość jest to dość konsekwentna, zasadniczo (tj. pomijając kwestię humanoidów, oraz różne buraki itp. cuda odcinka) wiarygodna w momencie wchodzenia owej serii na ekrany, wizja możliwej przyszłości (będąca zarazem apelem do widza: "popatrz, taki świat możemy zbudować!"), stanowiąca przy tym platformą do gładkiego przedstawiana różnych dylematów (filozoficznych, etycznych, naukowo-technicznych i społeczno-politycznych) i spójną propozycją estetyczną (której estetyką pożywiły się jeszcze dwie - licząc ORV nawet trzy - serie i sporo okładek, ilustracji, kalendarzy). Zaś jej najlepsze odsłony należą do arcydzieł ekranowej SF. (O gigantycznej oglądalności/popularności TNG już nie wspomnę.)
Życzyłbym sobie żeby DSC i ORV (bo obu kibicuję, choć nie szczędzę im cierpkich uwag) choć otarły się o te rejony.

Pleiades:
Po pierwsze - jest po prostu nudny. Miejscami rozlazły.

Zgoda. Środkowe sekwencje planetarnej akcji w INS są prawie tak nudne i zbędne jak podobne sceny z późniejszego Beyond.

Pleiades:
Po drugie - znowu przerabiamy to samo, czyli kolejny zuy admirał Floty, skorumpowany, czy jakieś inne licho - w każdym razie powtarza się schemat, który znamy z TNG - Picard kontra niedobry zwierzchnik (przynajmniej na począktu).

Z drugiej strony: przecież to tradycja stara jak TOS, i w Treku ("dwunastka" oraz końcowe odcinki pierwszego sezonu DSC się kłaniają) do dziś żywa. (Zresztą nie dziwota, porządny lewicujący serial powinien być antyautorytarny.)

Pleiades:
po trzecie: niepotrzebnie wprowadzono tych złych Obcych (Son'a). Są ohydni, są kompletnie zepsuci od środka i na zewnątrz

Zapewne zaciekawi Cię informacja, że zostali tam wmuszeni przez władze Paramountu. W oryginalnym scenariuszu Pillera mieli być tylko skorumpowani oficjele GF i sojuszniczy Romulanie.

Przy czym jednak Son'a są w sumie ciekawi: gatunek z - stanowiącym wyzwanie dla Fedków, którzy w większości, jak lemowski Ameta, cenią śmierć jako naturalną część życia - rozpaczliwym łaknieniem nieśmiertelności. Był w tym wątku pewien potencjał.*

* Choć z drugiej strony jest to pierwszy taki przypadek, drugi będzie w NEM, gdzie Picard i jego załoga mają za przeciwników (celowo pokazanych jako fizyczni i mentalni brzydale, by wątpliwości widza zagłuszyć), buntowników usiłujących pchać sprawy swojej skostniałej planety do przodu (którym normalnie Łysy i spółka powinni raczej kibicować).

Pleiades:
Po czwarte - sami mieszkańcy Ba'ku są nudni, zrezygnowali z technologi (duh...), aby prowadzić proste wiejskie życie?

Taak, już sobie wyobrażam co by zrobił z tą ich idyllą wkurzony Kirk z czasów "The Apple",

Pleiades:
i nigdy nie powinno o tym pomyśleć dowództwo GF, a tym bardziej Picard.

Pytanie o bilans zysków i strat. Jeśli przyjaciel stał się zagrożeniem dla innych, to mimo uczucia przyjaźni do niego należy być gotowym na różne ewentualności (jedna z mocniejszych scen z "Psów" się kłania). Inna rzecz, że Picard gotów był zrobić wszystko co wykonalne by Datę jednak ocalić... i dopiął swego.

Pleiades:
Po szóste - niepotrzebne są elementy humorystyczne, zwłaszcza że nie są najwyższych lotów. Z Worfa zrobiono głupka, każąc mu śpiewać w promie i wyskakując z tym "pryszczem" na nosie. Riker bez brody wygląda koszmarnie (chociaż scenka z "yuck!" była nawet udana),

Zgoda, humor w ST rzadko wypada dobrze, zwł. w filmach, a INS kontynuowało w tym zakresie najgorsze tradycje TOSowych kinówek.

Pleiades:
Po siódme i chyba już ostatnie - Riker i jego wesoła pała, czyli joystick. Litości!

Z drugiej strony sama scena bitwy była poza tym całkiem udana i obrodziła jednym z najbardziej ikonicznych manewrów w dziejach ST.*

* http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=4095

Przy czym możesz spytać dlaczego, skoro w tylu punktach gładko przyznałem Ci rację, wciąż lubię INS? Odpowiedź jest prosta: 1. bo zachowało się tam sporo (chyba najwięcej gdy porównać wszystkie picardowe filmy) klimatu TNG, 2. bo w przeciwieństwie do czystego akcyjniaka jakim był FC i sieczki jaką stanowiły GEN i NEM, w ST IX Piller przynajmniej starał się poruszyć jakieś ważkie tematy (owszem, i sam się trochę pogubił, i nacisk paramountowskich bossów dołożył swoje, więc - co skłonny jestem przyznać - koniec końców w warstwie intelektualnej wyszła amorficzna, przecząca sobie, papka, ale próbował, i widać to, to jest jedna z ambitniejszych kinowych produkcji spod znaku Treka).

Pleiades:
z pewnością załoga dowiadując się, z kim się Kaśka w holodeku całuje, będzie ją nadal szanować ;)

W końcu sami to samo robili. Zastanawialiśmy się kiedyś pół żartem jak holodeck jest z tych wszystkich płynów fizjologicznych, szukającej zastępczych rozładowań, załogi czyszczony*.

* BTW. jeden z odcinków drugiego sezonu ORV ma się ponoć wokół tego typu pożytków z holodecku kręcić.

Pleiades:
Ale nam wątek zmeandrował ;)

Z drugiej strony w sumie trzymając się swoich korzeni, bo przecież romanse w załodze (fraternizacja! zadyma i kamfora! ), holodeckową technomasturbację i brzydkich jak noc Son'a - to wszystko da się uznać za sprawy ontopiczne.

Pleiades:
To przy okazji, jak już pewnie zauważyliście, zrobiłam sobie wreszcie avatara na forum

I to jakiego - Crystalline Entity. Czy zbieżność z treścią pierwszego z Twoich fanfików jest przypadkowa?
Dreamweb
Użytkownik
#77 - Wysłana: 2 Wrz 2018 09:37:12 - Edytowany przez: Dreamweb
Odpowiedz 
Pleiades:
Dodam jeszcze, że chyba podobał mi się jeszcze mniej od NEM. Wiem, mam mirror gust

Od dawna powtarzam, że mi też. Gdybym miał uszeregować filmy ery TNG od najlepszego, to byłoby tak: FC > GEN > NEM > INS.

Pleiades:
Do tamtych czasów wesołego dzieciństwa już nie powrócimy i cokolwiek by wyprodukowano, nie uznamy tego za legendę czy arcydzieło.

Owszem, bo warunki, okoliczności w jakich z danym dziełem się zapoznajemy, też mają niemały wpływ na jego odbiór. I tak jest ze wszystkim - film, serial, książka, muzyka itd. Hmm, kiedy ostatnio coś nowego zrobiło na mnie wrażenie: o kurde, ale to jest fenomenalne...? No nie powiem, zdarza się to jeszcze, ale baaardzo sporadycznie. Może raz na parę lat? I też nie aż z taką intensywnością jak dawniej. Bo te czasy minęły, człowiek się napatrzył, nasłuchał, doświadczenie ma dużo większe, i teraz inaczej do takich rzeczy podchodzi. Myślę, że to niestety z wiekiem nieuniknione. Co nie znaczy, że nie umiem docenić, gdy jakiś film itp. jest dobry, bo umiem - tylko po prostu już tego aż tak nie przeżywam.

Pleiades:
Gdzieś kiedyś przeczytałam opinię, że scenariusz tego filmu sprawdziłby się jako 45-minutowy odcinek TNG, względnie dwuodcinkowiec

Bo to jest bardzo popularna opinia, którą i ja podzielam. To jest odcinek TNG, nakręcony za późno, w dodatku średni. I w sumie z Twoimi uwagami się zgadzam, poza joystickiem - no co Ty, fajny akcent dla ludzi naszego pokolenia.
Dorzuciłbym jeszcze, że wiele osób zarzuca Picardowi dwulicowość i hipokryzję - bo w odcinku Journey's End podobnych problemów moralnych z relokacją nie miał, a tu ma (w domyśle - bo tu zauroczył się jedną z mieszkanek, a tam nie, czyli pobudki 100% osobiste).

Pleiades:
To przy okazji, jak już pewnie zauważyliście, zrobiłam sobie wreszcie avatara na forum

Spoko szybka jesteś, ja to zrobiłem 13 lat po rejestracji (choć na swoje usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że pamiętam początkowy okres gdy tych avatarów w ogóle nie było ).
Q__
Moderator
#78 - Wysłana: 2 Wrz 2018 09:48:07 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Gdybym miał uszeregować filmy ery TNG od najlepszego, to byłoby tak: FC > GEN > NEM > INS.

Dla mnie znów kolejność ta wyglądałaby tak: INS > FC > GEN > NEM (gdzie siódemka jest może głupsza od dziesiątki, ale znośniejsza realizacyjnie).

Dreamweb:
Owszem, bo warunki, okoliczności w jakich z danym dziełem się zapoznajemy, też mają niemały wpływ na jego odbiór. I tak jest ze wszystkim - film, serial, książka, muzyka itd. Hmm, kiedy ostatnio coś nowego zrobiło na mnie wrażenie: o kurde, ale to jest fenomenalne...?

Z tym, że to nie jest tylko kwestia subiektywnego odbioru, również oryginalności (kłaniają się przypisywane Heinemu słowa "Pierwszy, który porównał kobietę do kwiatu, był wielkim poetą, ale następny był cymbałem."), w tym m.in. tego, że TNG - skoro przy nim jesteśmy - i TOS proponowały pewną wizję przyszłości, dalsze seriale potrafiły - siłą rzeczy - już tylko ją powielać (VOY), pogrywać z nią (DS9) lub jedno i drugie (ORV). Dlatego nowsza produkcja może być czasem sprawniej nakręcona od starszej, ale tam gdzie musi mierzyć się z jej prekursorstwem, tam zawsze przegra (nie mogąc być z zasady równie dobra w tym zakresie).

Dreamweb:
Bo to jest bardzo popularna opinia, którą i ja podzielam. To jest odcinek TNG, nakręcony za późno, w dodatku średni.

Zgodzę się z tym i ja. Tylko w mojej ocenie to wystarcza by uczynić INS najlepszym z TNGowskich filmów.
Dreamweb
Użytkownik
#79 - Wysłana: 2 Wrz 2018 15:02:17
Odpowiedz 
Q__:
A ja tam jestem konsekwentny, kibicuję obu w/w parom. (I jeszcze Beverly z Picardem

Patrząc na to wczoraj na małym ekranie telefonu, odczytałem to jako "Barclay z Picardem". To by była ciekawa para.

Q__:
a nawet Kirkowi ze Spockiem

Eee, to się nigdy nie wydarzy... Chociaż...
Q__
Moderator
#80 - Wysłana: 2 Wrz 2018 16:08:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
"Barclay z Picardem". To by była ciekawa para.

Zwł. w wydaniu mirrorowym - komiks Mirror broken, o którym z lubością gadaliśmy z Toudim, się kłania...

Dreamweb:
Eee, to się nigdy nie wydarzy... Chociaż...

Przypomnij sobie scenę ambulatoryjną z TMP.

I jeszcze sprawa takiej powieści (wtedy Roddenberry był przeciwny K/S) miała miejsce:
http://en.wikipedia.org/wiki/Killing_Time_(Star_Tr ek_novel)
Pleiades
Użytkownik
#81 - Wysłana: 5 Wrz 2018 22:03:14
Odpowiedz 
Q__:
No, trochę tego było przez tych prawie 7 sezonów.

Raczej bardzo subtelne i im dalej w sezony, tym mniej takich hintów, aż później zupełnie to zepsuli pairingiem C/7. Ja bym wolała więcej odcinków pokroju Resolutions, oczywiście nie o tym, jak nasza dwójka znowu jest gdzieś uwięziona razem, ale, przykładowo, chętnie bym zobaczyła, jak Kaśka zostaje porwana przez jakichś obcych i grożą jej śmiercią, a indiański rycerz na koniu (czy też raczej na statku) rusza ocalić swoją kapitan
Ach, rozmarzyłam się...

Q__:
Widzisz... Nie mam złudzeń co do jakości wielu odcinków TNG, ale patrzę na ten serial 1. całościowo (...) wiarygodna w momencie wchodzenia owej serii na ekrany, wizja możliwej przyszłości (będąca zarazem apelem do widza: "popatrz, taki świat możemy zbudować!")

A w sumie nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Faktycznie, jeśli chodzi o samo założenie, o czym ma opowiadać Star Trek (wielka wizja Roddenberry'ego o świetlanej przyszłości, tak bardzo różna od innych seriali SF tamtych lat [i współczesnych seriali również]), to był to fenomen telewizyjny. Może faktycznie TNG na miano arcydzieła zasługuje. A może patrzymy na niego przez pryzmat naszej młodości, kiedy to, jak już wspominałam, łatwiej było nam się czymś zachłysnąć, zachwycić i teraz wspominamy to z wielkim sentymentem.

Q__:
stanowiąca przy tym platformą do gładkiego przedstawiana różnych dylematów (filozoficznych, etycznych, naukowo-technicznych i społeczno-politycznych)

No i to jest fajne, że dało się w serialu przemycić tyle wątków i tematów aktualnych w realnym życiu.

Q__:
Życzyłbym sobie żeby DSC i ORV (bo obu kibicuję, choć nie szczędzę im cierpkich uwag) choć otarły się o te rejony.

Na razie DSC wiele brakuje. ORV nie znam, więc się nie wypowiem. Zakładam, że oczekiwania wobec nowego serialu post-NEM będą bardzo wysokie i właśnie ludzie chcieliby przeżyć coś podobnego, jak przeżywali oglądając TNG.

Q__:
Zgoda. Środkowe sekwencje planetarnej akcji w INS są prawie tak nudne i zbędne jak podobne sceny z późniejszego Beyond.

Beyond też nie lubię. Widziałam raz w kinie i nie zabrałam się za oglądanie drugi raz. Jak dla mnie straszna sieczka to jest, dużo akcji pomieszanej z nudnymi wątkami, wszystko się dzieje albo za szybko, albo za wolno.

Q__:
Z drugiej strony: przecież to tradycja stara jak TOS, i w Treku ("dwunastka" oraz końcowe odcinki pierwszego sezonu DSC się kłaniają) do dziś żywa. (Zresztą nie dziwota, porządny lewicujący serial powinien być antyautorytarny.)

Faktycznie, w dwunastce też to było i widocznie taką tradycję sobie przyjęli twórcy ST. Z drugiej strony w utopijnym świecie wymyślonym przez GR ludzkość powinna stać już wyżej, nie powinno być skorumpowanych czy nieetycznych admirałów. A tymczasem mamy ich całą masę i czasami się zastanawiam, jak ta Gwiezdna Flota w ogóle funkcjonuje, skoro na stołkach zasiadają takie indywidua, gorsze chwilami, niż nasz polski rząd ;)

Q__:
Zapewne zaciekawi Cię informacja, że zostali tam wmuszeni przez władze Paramountu. W oryginalnym scenariuszu Pillera mieli być tylko skorumpowani oficjele GF i sojuszniczy Romulanie.

A, tego nie wiedziałam. W sumie szkoda, że nie zostawili tylko wątku GF i wprowadzili Son'a. Film dla mnie dużo przez to traci, bo nagle dostajemy obcych, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy.

Q__:
Taak, już sobie wyobrażam co by zrobił z tą ich idyllą wkurzony Kirk z czasów "The Apple",

Możesz więcej na ten temat napisać? Nie znam TOSa...

Q__:
Z drugiej strony sama scena bitwy była poza tym całkiem udana i obrodziła jednym z najbardziej ikonicznych manewrów w dziejach ST.*

Tak, bitwa była widowiskowa, ale ten joystick... Tak mnie kłuje w oczy, jak Ciebie te talerze w NEM ;)

Q__:
Pytanie o bilans zysków i strat. Jeśli przyjaciel stał się zagrożeniem dla innych, to mimo uczucia przyjaźni do niego należy być gotowym na różne ewentualności (jedna z mocniejszych scen z "Psów" się kłania). Inna rzecz, że Picard gotów był zrobić wszystko co wykonalne by Datę jednak ocalić... i dopiął swego.

Tak, ale mimo wszystko uderzyło mnie to, że dowództwo floty tak łatwo spisało Datę na straty, a co do Picarda, to wiedział i powiedział to głośno, że w razie czego jest skłonny posunąć się do ostateczności. Jakoś nie przypominam sobie, aby na przykład mówiono o zabiciu Troi w odcinku "Clues" lub "Power Play", tudzież opętanego O'Briena. Wydaje mi się, że Datę nadal traktują bardziej przedmiotowo, a dla mnie jest to nie do zaakceptowania.
Całe w sumie szczęście, że misja ratowania Daty się powiodła, ale niewiele brakowało.

Q__:
Przy czym możesz spytać dlaczego, skoro w tylu punktach gładko przyznałem Ci rację, wciąż lubię INS? Odpowiedź jest prosta: 1. bo zachowało się tam sporo (chyba najwięcej gdy porównać wszystkie picardowe filmy) klimatu TNG

Dla mnie klimat to trochę za mało. Wolałabym lepszą fabułę. Ale ja wymagająca jestem, dlatego mówię, że INS bardziej przypomina odcinek TNG niż kinówkę. Kino rządzi się nieco innymi prawami, niż telewizja, dlatego na przykład FC mi się bardzo dobrze oglądało i lubię ten film.

Q__:
W końcu sami to samo robili. Zastanawialiśmy się kiedyś pół żartem jak holodeck jest z tych wszystkich płynów fizjologicznych, szukającej zastępczych rozładowań, załogi czyszczony*.

Też się nad tym zastanawiałam. W odcinku "Elementary..." byłą mowa o jakimś strumieniu cząsteczek, który niszczy hologramy, ale także wszelką materię organiczną w holodeku, więc może po zakończeniu programu właśnie taki strumień się przepuszcza przez pomieszczenie.

Q__:
I to jakiego - Crystalline Entity. Czy zbieżność z treścią pierwszego z Twoich fanfików jest przypadkowa?

Avatar z pewnością nie przypadkowy. Bardzo lubię Gigantyczny Płatek Śniegu™, uważam, że jest piękny O.O

Q__:
Dreamweb

Dreamweb:
Gdybym miał uszeregować filmy ery TNG od najlepszego, to byłoby tak: FC > GEN > NEM > INS.

Dla mnie znów kolejność ta wyglądałaby tak: INS > FC > GEN > NEM (gdzie siódemka jest może głupsza od dziesiątki, ale znośniejsza realizacyjnie).

A ja właśnie dokładnie taką samą kolejność bym podała, jak Dreamweb. Dla mnie FC był najlepszy, INS najsłabszy. Ale wiadomo, o gustach się nie dyskutuje (chociaż na forum podyskutować nawet miło).

Dreamweb:
Patrząc na to wczoraj na małym ekranie telefonu, odczytałem to jako "Barclay z Picardem". To by była ciekawa para.

LOL :D
Dreamweb, czas do okulisty
A tak na serio, skoro w fanficach paruje się Picarda z Q, to może i z Barclayem znalazłoby się jakieś dzieło.

Q__:
Zwł. w wydaniu mirrorowym - komiks Mirror broken, o którym z lubością gadaliśmy z Toudim, się kłania...

Intryguje mnie ten komiks, chociaż jest nieco dziwny. Mirror universe jest brutalny i mroczny bardzo, zupełnie w innym stylu, niż nasz kochany, idylliczny TNG.
Dreamweb
Użytkownik
#82 - Wysłana: 5 Wrz 2018 23:07:16
Odpowiedz 
Pleiades:
może po zakończeniu programu właśnie taki strumień się przepuszcza przez pomieszczenie.

Pewnie lepsze to, niż dawać jakiemuś kadetowi mopa i wiadro z wodą
Pleiades:
Dreamweb, czas do okulisty

Nie tak dawno byłem, i tak jak całe życie nie miałem problemów ze wzrokiem, tak ostatnio lekarka kreciła nosem, i w ogóle zdiagnozowano u mnie swiatłowstręt (kurde, może naprawdę jestem mirrorowy? ;) ).
Pleiades:
skoro w fanficach paruje się Picarda z Q,

Nie tylko tam, w końcu w Tapestry spali ze sobą
Q__
Moderator
#83 - Wysłana: 6 Wrz 2018 00:49:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pleiades

Pleiades:
A może patrzymy na niego przez pryzmat naszej młodości, kiedy to, jak już wspominałam, łatwiej było nam się czymś zachłysnąć, zachwycić i teraz wspominamy to z wielkim sentymentem.

Sądzę, że gdybyśmy wtedy nie dostali takiego TNG, a weszłoby na ekrany (czy to w Polsce, czy w ogóle) dopiero teraz i tak doceniłbym jego zalety. W końcu sporą część odcinków TOS-u obejrzałem od deski do deski , z pełnym zrozumieniem, dopiero w czasie emisji tej serii na Pulsie, i jakoś potrafiłem bez trudu zauważyć wybitność oryginalnego Treka (jako całości) i jego najlepszych odsłon (odcinek "The Doomsday Machine" natychmiast wskoczył na sam szczyt mojego Trekowego podium, i sądzę, że dłuugo tam pozostanie), choć tyle lat nas dzieli od jego premiery. A pierwszy sezon Space: 1999 nauczyłem się szanować dopiero parę lat temu, gdy sięgnąłem po niego powtórnie zachęcony recenzjami Johna Kennetha Muira i wypowiedziami współforumowiczów z Lem.pl. TNG skłonny jestem przypisać podobną ponadczasowość.

Pleiades:
No i to jest fajne, że dało się w serialu przemycić tyle wątków i tematów aktualnych w realnym życiu.

No, dało. A przyznasz, że im nowszy Trek (mówię o oficjalnych produkcjach), tym mniej w nim tego. Nie sądzisz, że to jednak o czymś świadczy?

Pleiades:
Na razie DSC wiele brakuje.

Czyli przyznajesz, że TNG, mimo swoich niedoskonałości jest - przynajmniej jak dotąd - znacznie doskonalsze od DSC?

Pleiades:
ORV nie znam, więc się nie wypowiem.

A to obejrzyj w końcu, jestem b. ciekaw jak ocenisz tę serię (zwł. na tle Discovery).

Pleiades:
Zakładam, że oczekiwania wobec nowego serialu post-NEM będą bardzo wysokie i właśnie ludzie chcieliby przeżyć coś podobnego, jak przeżywali oglądając TNG.

Owszem. Kurtzman i spółka sięgnęli po Stewarta chcąc przyciągnąć widownię, ale tym samym b. wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, bo w efekcie ich nowa produkcja będzie porównywana do TNG znacznie częściej/intensywniej niż DSC (i może jej to zaszkodzić, tak jak "dwunastce" zaszkodziło sięganie po postać Khana i motywy z TWoK, a The Last Jedi - po postać Luke'a; igranie z legendami to niebezpieczna sprawa).

Pleiades:
Beyond też nie lubię. Widziałam raz w kinie i nie zabrałam się za oglądanie drugi raz. Jak dla mnie straszna sieczka to jest, dużo akcji pomieszanej z nudnymi wątkami, wszystko się dzieje albo za szybko, albo za wolno.

Powiem szczerze... Też nie jestem entuzjastą tego filmu (i tak całkiem prywatnie wolałem pod niego produkcje Abramsa), ale przyznasz, że otwarcie (do momentu rozwalenia Enterprise'a) ma b. przyzwoite. A gdyby wykroić z niego środkową część (właśnie te planetarne akcyjne nudy) otrzymalibyśmy coś na kształt niezgorszego odcinka TOS/TOS-owego fanfilmu (w dodatku nakręconego ze współczesnym budżetowo-technicznym rozmachem). (No i jeszcze pewne nawiązania stylistyczne do TMP trzeba na plus odnotować. I fizyczno-kosmiczne smaczki.)

Pleiades:
Z drugiej strony w utopijnym świecie wymyślonym przez GR ludzkość powinna stać już wyżej, nie powinno być skorumpowanych czy nieetycznych admirałów. A tymczasem mamy ich całą masę i czasami się zastanawiam, jak ta Gwiezdna Flota w ogóle funkcjonuje, skoro na stołkach zasiadają takie indywidua, gorsze chwilami, niż nasz polski rząd ;)

Też się nad tym zastanawialiśmy:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2085

Pleiades:
szkoda, że nie zostawili tylko wątku GF i wprowadzili Son'a. Film dla mnie dużo przez to traci, bo nagle dostajemy obcych, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy.

Z drugiej strony... w efekcie dostaliśmy jedyny kinowy film ST kontynuujący serialową tradycję cywilizacji odcinka. W dodatku, jak na taką niewielką ekranową obecność, Son'a są całkiem interesująco naszkicowani.

Pleiades:
Możesz więcej na ten temat napisać? Nie znam TOSa...

W skrócie: Kirk uznał, że gatunek tkwiący w podobnej stagnacji (tamtejsi Obcy bytowali sobie jak w raju, w podobnie idyllicznych warunkach, zredukowani do plemiennych form funkcjonowania, niańczeni - a bodaj i utrzymywani wiekami przy życiu - przez komputer, który czcili jako bóstwo) musi być z niej wyprowadzony choćby siłą, bo luksusowe samootorbienie tego typu jest przeciwieństwem - chronionego przez PD - naturalnego biegu rozwoju cywilizacji. I zabił (tak to jest expresis verbis nazwane, co sugeruje, że maszyna owa była świadoma) w/w komputer:
http://www.youtube.com/watch?v=RIXRE5LI-3w

Pleiades:
Tak, bitwa była widowiskowa

To nawet nie chodzi o to, że widowiskowa, a o to, że nieźle przemyślana (jak na bitwę z ST).

Pleiades:
Tak, ale mimo wszystko uderzyło mnie to, że dowództwo floty tak łatwo spisało Datę na straty, a co do Picarda, to wiedział i powiedział to głośno, że w razie czego jest skłonny posunąć się do ostateczności. Jakoś nie przypominam sobie, aby na przykład mówiono o zabiciu Troi w odcinku "Clues" lub "Power Play", tudzież opętanego O'Briena. Wydaje mi się, że Datę nadal traktują bardziej przedmiotowo, a dla mnie jest to nie do zaakceptowania.

Hmm... Zwróć uwagę, że ten sam Picard potrafił bez litości zabić swoją drugą wersję (by zakończyć pętlę czasową) i zasymilowanego porucznika Hawka. (Nie wspomnę już o tym, że wykończył - wedle naszych norm samosąd to był - matkę Obcych pasożytów z "Conspiracy".)

Pleiades:
Intryguje mnie ten komiks,

Sięgnij więc po niego . Zasadniczo jest to czysta rozrywka, w stylu ENT "In a Mirror, Darkly", choć nieco mroczniejsza (acz zarazem niższą śmiertelnością alternatywnych wersji znanych bohaterów się cechująca), ale wypada całkiem przyzwoicie. W centrum fabuły, co pewnie Cię zachęci, znajdują się mirrorowe analogi Picarda, Barclay'a i Daty.

Dreamweb

Dreamweb:
w końcu w Tapestry spali ze sobą

Obudzili się razem. Ale czy spali? Oto jest pytanie...
Dreamweb
Użytkownik
#84 - Wysłana: 6 Wrz 2018 08:47:48
Odpowiedz 
Pleiades:
chętnie bym zobaczyła, jak Kaśka zostaje porwana przez jakichś obcych i grożą jej śmiercią, a indiański rycerz na koniu (czy też raczej na statku) rusza ocalić swoją kapitan
Ach, rozmarzyłam się...

Hehe Brakowało takich akcji, to prawda. Ale to też pośrednio wynika z tego, że Chakotay w ogóle był przez scenarzystów często zaniedbywany, czasem wręcz sprowadzany do tego nieszczęsnego "powtarzania tekstów komputera" (jak Gwen w Galaxy Quest ), tudzież wydawania rutynowych komend. Nad czym zresztą ubolewam, bo lubiłem tę postać, widać było że stać go na więcej. Sam Beltran jak wiemy też nie był tym zachwycony i nie krył krytyki.

Pleiades:
czasami się zastanawiam, jak ta Gwiezdna Flota w ogóle funkcjonuje, skoro na stołkach zasiadają takie indywidua, gorsze chwilami, niż nasz polski rząd ;)

Bo "power corrupts". Tak było w starożytności, średniowieczu, dzisiaj i tak będzie w przyszłości. Pomimo tego, że Roddenberry próbował pokazać co innego - ludzka natura koniec końców wzięła górę i stąd takich a nie innych admirałów mamy.

Q__:
Hmm... Zwróć uwagę, że ten sam Picard potrafił bez litości zabić swoją drugą wersję

W "Who Watches The Watchers" zaś mówił Beverly, że powinna dać miejscowemu umrzeć, by zachować 1 Dyrektywę (choć porażenie prądem im przecież "zawdzięczał"). Coś mi się wydaje, że ten Picard dużo się w książkach historycznych naczytał o (mirror) Lorce.

Swoją drogą Q__, tak bronisz tego INS, a dlaczego Rikerowi ani nikomu innemu nie przyszło do głowy przetransportować z tego wybuchającego kolektora także Ru'afo razem z Picardem? Zostawili go na pewną śmierć.

Q__:
b. wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, bo w efekcie ich nowa produkcja będzie porównywana do TNG znacznie częściej/intensywniej niż DSC (i może jej to zaszkodzić

Eee tam, tak myślimy my i inni fani, co dorastali przy TNG... Dla Kurtzmana & Co. cel jest jeden - dobrze sprzedać serial. Nazwisko Stewart ma mu w tym pomóc. Myślisz, że oni się przejmują tym, że się mierzą z legendą, że będą musieli wskoczyć na jakiś niebotyczny poziom? Nie sądzę. Przy ostatnich 3 filmach mierzyli się z TOSem i Star Trek II zarazem. Jakoś nie widziałem specjalnego przejęcia się tym faktem - wyłącznie próba osiągnięcia celu komercyjnego.

Q__:
Obudzili się razem. Ale czy spali? Oto jest pytanie...

Leżeli co najmniej kilka minut - dla mnie to wystarczy.

Przeżyjmy to jeszcze raz zresztą:
https://www.youtube.com/watch?v=G_0dgKgSDgo
Q__
Moderator
#85 - Wysłana: 6 Wrz 2018 14:36:31
Odpowiedz 
Pleiades
Dreamweb

Pleiades:
hętnie bym zobaczyła, jak Kaśka zostaje porwana przez jakichś obcych i grożą jej śmiercią, a indiański rycerz na koniu (czy też raczej na statku) rusza ocalić swoją kapitan

Dreamweb:
Brakowało takich akcji, to prawda.

Co tak stereotypowo? Znając dynamikę ich relacji, to raczej on powinien być porywany, a ona ruszać na ratunek... co się zdarzało.

Dreamweb

Dreamweb:
dlaczego Rikerowi ani nikomu innemu nie przyszło do głowy przetransportować z tego wybuchającego kolektora także Ru'afo razem z Picardem? Zostawili go na pewną śmierć.

Bo Riker to nieodrodny uczeń Picarda, który:
Dreamweb:
dużo się w książkach historycznych naczytał o (mirror) Lorce

był.

Dreamweb:
Eee tam, tak myślimy my i inni fani, co dorastali przy TNG... Dla Kurtzmana & Co. cel jest jeden - dobrze sprzedać serial. Nazwisko Stewart ma mu w tym pomóc.

Ale my jesteśmy tym (zbiorowym) klientem, który ma zawsze rację. O czym przekonuje się właśnie Disney w przypadku SW. Dlatego przywołałem przykład The Last Jedi (nawiasem: Resistance jeszcze nawet nie wystartowało, a budzi podobne, nawet ostrzejsze, reakcje).
Dreamweb
Użytkownik
#86 - Wysłana: 6 Wrz 2018 20:12:06
Odpowiedz 
Q__:
Bo Riker to nieodrodny uczeń Picarda, który

Może i był, co nie zmienia faktu że to były początki "akcyjniakowości" Star Treka, w złym znaczeniu (bo w dobrym, to kino akcji miewaliśmy już wcześniej). Bardziej liczyło się to, że widok Picarda przetransportowanego w ostatniej chwili był "cool", niż to, że przeciwnika skazują na śmierć, zamiast oddać pod należyty sąd.

Q__:
Znając dynamikę ich relacji, to raczej on powinien być porywany, a ona ruszać na ratunek... co się zdarzało

Czy aż tak znowu często? Kojarzę Initiations z porwanym Chakotayem, ale tam nawet bardziej uwolnili go Kazoni niż załoga Voyagera (czy Janeway). Poza tym nic mi mądrego nie przychodzi do głowy.
Q__
Moderator
#87 - Wysłana: 6 Wrz 2018 20:31:50 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
co nie zmienia faktu że to były początki "akcyjniakowości" Star Treka, w złym znaczeniu (bo w dobrym, to kino akcji miewaliśmy już wcześniej). Bardziej liczyło się to, że widok Picarda przetransportowanego w ostatniej chwili był "cool", niż to, że przeciwnika skazują na śmierć, zamiast oddać pod należyty sąd.

Tak serio to był, z dwu nakręconych zakończeń tego wątku wybrano gorsze. Inna sprawa, że Trek nigdy nie był konsekwentny w tym zakresie, bo przecież z jednej strony - o czym ledwo co gadaliśmy - TOS-owy Kirk zabił Vaala, a i Picard miał na sumieniu to, co miał (i wszystko to w złotej erze Roddenberry'ego), z drugiej zaś wszak neoKirk (który film wcześniej radośnie wykończył Nero) zdecydował się brać Khana żywcem, Burnham nie dopuściła do zagłady Qo'noSa, itd.

Dreamweb:
Kojarzę Initiations z porwanym Chakotayem, ale tam nawet bardziej uwolnili go Kazoni niż załoga Voyagera (czy Janeway). Poza tym nic mi mądrego nie przychodzi do głowy.

To właśnie, ale i "Year of Hell" chociażby (gdzie wiadome temporalne wymazanie można uznać za wykończenie, a można i za formę ratunku). Także w "Unity" był porwany i Voyager (przez Kaśkę dowodzony) go szukał.
Dreamweb
Użytkownik
#88 - Wysłana: 6 Wrz 2018 20:40:45
Odpowiedz 
Q__:
Tak serio to był, z dwu nakręconych zakończeń tego wątku wybrano gorsze.

Tak pamiętam, to "lepsze" zakończenie zachowało się w wersji powieściowej. Niestety do filmu poszło to typowo akcyjne.
Q__
Moderator
#89 - Wysłana: 6 Wrz 2018 20:53:10
Odpowiedz 
Dreamweb

Dreamweb:
Tak pamiętam, to "lepsze" zakończenie zachowało się w wersji powieściowej.

A widziałeś je w wersji ekranowej? Jest na YT, linkowałem...
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=2148&page=2#msg307418
Q__
Moderator
#90 - Wysłana: 17 Wrz 2018 18:52:34 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dreamweb

Wracając na chwilę do dyskusji sprzed dwu tygodni...

Dreamweb:
The Q and the Grey, gdzie Chakotay jest wyraźnie zazdrosny o zaloty Q.

Odnalazłem tę scenę:
http://www.youtube.com/watch?v=r7LqciZAI1M

Transkrypcja:

Janeway: Janeway to bridge.
Chakotay [OC]: Chakotay here, Captain.
[Bridge]
Chakotay: I thought you were going to get some sleep.
Janeway [OC]: I've just had a visit from Q. He's gone now.
[Janeway's quarters]
Janeway: But I want to be notified immediately if he reappears anywhere on the ship or if anything odd starts to happen.
[Bridge]
Chakotay: Acknowledged. What did he want?
[Janeway's quarters]
Janeway: Let's just say he had a personal request.
[Bridge]
Chakotay: Captain?
[Janeway's quarters]
Janeway: I'm not sure what he's really up to, but I have a feeling he'll be back. Janeway out.
[Ready room]
Janeway: Come in.
Chakotay: I've got those carbon conversion readings from the supernova.
Janeway: Thank you. Is there something else?
Chakotay: Have you heard anything more from Q?
Janeway: No. I wish I could believe he's gone for good.
Chakotay: I was wondering just what just what you meant when you said he made a personal request.
Janeway: He wants to mate with me.
Chakotay: I see.
Janeway: Obviously, it's out of the question. And I suspect it's a smoke screen. Knowing Q, he's probably got some hidden agenda.
Chakotay: Maybe.
Janeway: Chakotay.
Chakotay: I know I don't have any right to feel this way, but this bothers the hell out of me.
Q: I do believe you're jealous. (to Janeway) Why didn't you tell me there was another man?
(Q is in Starfleet uniform.)
Janeway: Because there isn't. I'm just not interested in you.
Chakotay: Any more questions?
Q: I was wondering, Kathy. What could anyone possibly see in this big oaf, anyway? Is it the tattoo? Because mine's bigger.
(And covers the left half of his face.)
Janeway: Not big enough.


Przy czym smutna - z naszej perspektywy - jest wyraźna replika Kaśki na słowa Q, wskazująca, że Chuckles nie jest another manem*.

* Gdybym usłyszał coś takiego od interesującej mnie kobiety, z którą przeszedłbym tyle co Chakotay ze swoją kapitan, czułbym się zmiażdżony... (I zapewne gotów szukać pociechy w ramionach pierwszej Seven z brzegu...)

Dreamweb:
Zawsze mógł się w nim odezwać duch Maquis, a to już inna bajka.

Mógł... zwłaszcza, że miał już doświadczenie w opowiadaniu bajek... znaczy... starych legend... Kłania się odcinek "Resolutions":
http://www.youtube.com/watch?v=KSoqs7GYlss

Na piśmie wygląda to tak:

[Shelter]
(Janeway's shoulder's ache.)
Janeway: I guess I'm not used to that kind of work. My knots are getting knots.
Chakotay: Here, let me help.
(He strokes her hair, moves it out of the way, then starts massaging.)
Janeway: Oh, that feels good.
Chakotay: I've had a lot of practice at this. My mother used to get sore necks all the time. I was the only one she'd trust not to make it worse.
(After a very long moment, Janeway stands up.)
Janeway: That's much better. Thank you. Well, I'm going to go to bed now. I'll see you in the morning.
Chakotay: Sleep well, Kathryn.
Janeway: Yes. You too.
/.../
(Janeway comes out of her bedroom.)
Janeway: We have to talk about this.
Chakotay: All right.
Janeway: I think we need to define some parameters about us.
Chakotay: I'm not sure I can define parameters. But I can tell you a story, an ancient legend among my people. It's about an angry warrior who lived his life in conflict with the rest of his tribe, a man who couldn't find peace, even with the help of his spirit guide. For years, he struggled with his discontent. But the only satisfaction he ever got came when he was in battle. This made him a hero among his tribe, but the warrior still longed for peace within himself. One day he and his war party were captured by a neighbouring tribe led by a woman warrior. She called on him to join her because her tribe was too small and weak to defend itself from all its enemies. The woman warrior was brave and beautiful and very wise. The angry warrior swore to himself that he would stay by her side, doing whatever he could to make her burden lighter. From that point on, her needs would come first. And in that way, the warrior began to know the true meaning of peace.
Janeway: Is that really an ancient legend?
Chakotay: No. But that made it easier to say.
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Brudna twarz Star Treka

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!