USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Z pamiętnika Admirała Kirka
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9 
Autor Wiadomość
Elaan
Użytkownik
#241 - Wysłana: 23 Cze 2015 17:09:13
Odpowiedz 
Q__:
Powiedzmy, że ten pierwszy ułamek sekundy /.../to była część wspólna.

Jedna wspólna piko-, a może femtosekunda dwu linii czasu we Wszechświecie? Możliwe.

Q__:
Dajmy na to, że baza miała baaardzo szybkie sensory i komputery

No i tu znowu się z Tobą nie zgodzę.
Dlaczego? Z dwu powodów:

a] * "Nanosekunda jest jednostką czasu, pozwalającą najlepiej charakteryzować współczesne cyfrowe układy elektroniczne.
W czasie jednej nanosekundy (czyli miliardowej części sekundy) światło przebywa drogę prawie 30 cm, a żaden sygnał w obwodzie elektronicznym nie może poruszać się szybciej.
Oznacza to, że żaden komputer o rozmiarach większych niż 1 m nie będzie zdolny do przesłania sygnału od jednego do drugiego swego krańca w czasie krótszym niż nanosekunda. Uważa się, że jest to zasadnicze ograniczenie maksymalnej prędkości komputerów."

*cytat ze strony http://zmianaczasu.fatnet.pl/jednostki_czasu.html

b] przypomnij sobie początek odcinka TOS"The Immunity Syndrome".

Mimo braku burz magnetycznych [o czym wspomina Spock] Enterprise nie może uzyskać czystego przekazu z pobliskiej bazy, do której leci.
Kiedy w końcu Uhurze udaje się uzyskać połączenie sygnał trzeszczy, niczym w radio kryształkowym, a w końcu się rwie.
Enterprise to nowoczesny okręt, chluba Federacji, od jednostki kpt. Robau dzieli go techniczne doświadczenie całego pokolenia. A mimo to łączność szwankuje.

Gdzie tu miejsce na Twoją hipotetyczną baardzo szybką technikę epoki Kelvina?
Dodaj do tego ówczesne przekonanie Wolkan, że ludzie to duże dzieci, którym niekoniecznie trzeba od razu dawać najnowocześniejsze zabawki, no i możliwość wystąpienia po drodze jakiejś niewielkiej burzy magnetycznej i opóźnienie gotowe.
krzychu
Użytkownik
#242 - Wysłana: 23 Cze 2015 20:08:12 - Edytowany przez: krzychu
Odpowiedz 
elaan uklady cyfrowe opieraja sie na drganiach i generowaniu fali prostokatnej na ktorej to fali jest informacja

pozatym transmisja po skretce nie polega na tym ze elektron w przewodzie przebedzie atlantyk tylko wlasnie na tych drganiach polega to na tym ze elektron przesunie wszystkie elektrony /walencyjne / w przewodzie i koncowy elektron da informacje

innym rozwazaniem sa swiatlowody czyfi fale elektromagnetyczne zamkniete w kablu swiatlowodowym mozna nadawac na wielu czestotliwosciach jak w przestrzeni
Elaan
Użytkownik
#243 - Wysłana: 24 Cze 2015 11:34:22
Odpowiedz 
krzychu

Dzięki.
Brzmiało bardzo pięknie, choć nie zrozumiałam ani słowa.
Q__
Moderator
#244 - Wysłana: 24 Wrz 2015 09:08:19
Odpowiedz 
Elaan

Pochwała pięknie tu przetłumaczonej przez Ciebie książki z Cygnus-X1.net:

"In this novel, Mr. Roddenberry portrays the hopes and fears of his own characters as no one else could hope to do. This is the best Star Trek book ever."
http://www.cygnus-x1.net/links/lcars/TOS.php

Zgadzam się z każdym słowem.
Elaan
Użytkownik
#245 - Wysłana: 24 Wrz 2015 13:02:43
Odpowiedz 
Q__:
Zgadzam się z każdym słowem.

Tak, ta książka jest zdecydowanie wspaniała i w pełni zasługuje na miano "the best Star Trek book ever".
Dlatego, patrząc z perspektywy czasu, trochę żałuję, że to od niej zaczęłam swoje translatorskie próby.
Myślę, że teraz zrobiłabym to lepiej, unikając wielu błędów i staranniej [na ile to możliwe w przypadku amatorki] oddając sens i wartość tej powieści.
Ale może i nie? Kto wie?
Q__
Moderator
#246 - Wysłana: 24 Wrz 2015 23:18:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
trochę żałuję, że to od niej zaczęłam swoje translatorskie próby.
Myślę, że teraz zrobiłabym to lepiej, unikając wielu błędów i staranniej [na ile to możliwe w przypadku amatorki] oddając sens i wartość tej powieści.
Ale może i nie? Kto wie?

Kiedy nie wiem na ile to Twoje translatorskie talenty (które mam za niewątpliwe), na ile zaś walory roddenberry'owskiej prozy, ale stanowczo przedkładam Twoje tłumaczenie w/w powieści nad to co się z Trekowych utworów legalnie u nas ukazało (choć nowelizację INS przetłumaczyła - dość elegancko - ceniona w środowisku SF, jako tłumaczka - Paulina Braiter*).

* W sumie językowo wyszło jej b. ładnie, ale pewne kfiatki są, zastanawiam się czy dlatego, że trochę sobie odpuściła ("w końcu to tylko nowelizacja"), czy po prostu wiernie przetłumaczyła oryginał pani Dillard (która literacką wielkością nie jest), może zbyt wiernie wręcz? Stawiam na to drugie... No i brak tam tej głębi, jaką z całego literackiego Treka miała tylko powieść G.R... A na to i najlepsza tłumaczka nie pomoże...

ps. A propos Twoich translatorskich prób... Planujesz może wziąć się za tę autobiografię Garaka, na której przetłumaczenie od lat Cię namawiam? (Pytam, bo uważam ją za drugą co do jakości powieść ST... - potem dłuugo nic i "Federation" Reevesów-Stevensów na samym dole podium - i chętnie bym ją zobaczył w Twoim przekładzie... Zwł., że numer 1. już przetłumaczyłaś...)
Elaan
Użytkownik
#247 - Wysłana: 25 Wrz 2015 19:45:20
Odpowiedz 
Q__:
przedkładam Twoje tłumaczenie w/w powieści nad to co się z Trekowych utworów legalnie u nas ukazało

Nie ukrywam, że bardzo milo przeczytać takie zdanie.
Ale ja nie mam wątpliwości, że to zasługa talentów Roddenberry`ego, nie moich.
Co do tłumaczenia "Rebelii", to przeczytałam tę książkę z przyjemnością.
Na pierwszy rzut oka nic tam specjalnie translatorsko nie zgrzyta, choć zgadzam się, że literacko nie jest to poziom TMP.
Za to przyznam się, że scena śmierci adm. Dougherty`ego, IMVHO, robi wrażenie.
Trudno nie zastanawiać się, czy rzeczywiście istota ludzka jest zdolna przyjąć śmierć w taki sposób - w duchowym i fizycznym rozdwojeniu, w świadomości katuszy i wyzwolenia jednocześnie?

Q__:
Planujesz może wziąć się za tę autobiografię Garaka, na której przetłumaczenie od lat Cię namawiam?

Nie zapomniałam o autobiografii Twego ulubionego Kardazjanina. Jakże bym mogła?
Ale nie skończyłam jeszcze tłumaczenia "Across the Universe".
Cóż, wolkańska systematyczność nie jest moją zaletą, i przyznaję, że ostatnio coś innego odciągnęło moją uwagę od przekładu.
Wracam jednak do niego powoli, starając się nie porzucać też tej drugiej sprawy.
Tak więc Garak nadal czeka w grafiku, ale niestety, nie jestem w stanie podać żadnego konkretnego terminu rozpoczęcia pracy nad jego biografią.
Q__
Moderator
#248 - Wysłana: 25 Wrz 2015 20:45:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
choć zgadzam się, że literacko nie jest to poziom TMP.

Ba, nie jest to nawet poziom "Log One", choć ten miał mniej szczęścia do tłumaczenia. U Fostera, scenarzysty TMP w końcu, czuć powiek Kosmosu. U Dillard jest jakoś zbyt międzyludzko i kameralnie, bez tej filozoficznej nadbudowy (choć poruszany temat o filozofię zahacza).

Elaan:
Za to przyznam się, że scena śmierci adm. Dougherty`ego, IMVHO, robi wrażenie.
Trudno nie zastanawiać się, czy rzeczywiście istota ludzka jest zdolna przyjąć śmierć w taki sposób - w duchowym i fizycznym rozdwojeniu, w świadomości katuszy i wyzwolenia jednocześnie?

To przywołajmy ją, niech i nasi Współforumowicze ocenią:

"Wędrówka przestronnymi korytarzami statku Son’a wydała się Matthew Dougherty’emu śmiertelnie długim marszem.
Nie okłamał Picarda, powtarzał w duchu; naprawdę zrobił to dla Federacji. Dla każdego rozumnego obywatela Federacji, który cierpiał i umarł, tak jak Madalyn. Nadal nie widział niczego złego w przesiedleniu tych ludzi po to, by galaktyka mogła zyskać zdrowie, młodość, praktycznie nieśmiertelność... lecz skrzywdzenie ich było niewybaczalne. On sam, pozwalając statkom Ru’afo ruszyć w pościg za Enterprise, także zachował się niewybaczalnie. Ponad tysiąc ludzi, a on zezwolił na ich eksterminację. Czemu tak łatwo mu to przyszło?
Bo byli daleko. Bo wiedział, że nie będzie musiał na własne oczy oglądać ich śmierci. W ten sposób morderstwo stawało się prostsze... czyściejsze.
Myślałby tak samo o przesiedleniu Ba’ku, gdyby najpierw pożył wśród nich, poznał ich jako ludzi, zamiast jedynie obserwować ich kulturę w ramach czysto intelektualnego ćwiczenia.
Westchnął i zorientował się, że instynktownie zmierza w stronę mostka Son’a. Rozejrzał się szybko i znalazł Gallatina, nikt jednak nie wiedział, dokąd poszedł ahdar. Dougherty wrócił na korytarz i pozwolił wieść się instynktowi.
W końcu zrozumiał to, co od początku było oczywiste: Ru’afo nigdy nie zamierzał zachować się uczciwie w stosunku do niego, Ba’ku czy Federacji. Z każdym krokiem admirał coraz bardziej pojmował, iż ahdar nie podzieli się życiodajnymi właściwościami planety Ba’ku z nikim poza Son’a.
Dougherty pojął, iż żal i słabość uczyniły z niego łatwą zdobycz. Sprawiły, że słuchał fałszywych zapewnień Ru’afo, nie uwzględniając punktu widzenia Ba’ku; że bronił sprawy Son’a, przekonując Radę Federacji, aby ją poparła. Czy teraz, tak późno, mógłby to jakoś naprawić?
Całkiem możliwe, że nie. Był jedynym oficerem Gwiezdnej Floty na statku Son’a, wyposażonym w niezwykle zaawansowane systemy uzbrojenia. Przyświecał mu teraz inny cel niż reszcie załogi. Miał moralny obowiązek - który zawdzięczam resztkom mojej etyki - spróbować zapobiec temu, co miało nastąpić.
Odetchnął głęboko i poczuł, jak opuszcza go fala tłumionego wstrętu wobec samego siebie, brzemienia, które ciążyło mu od miesięcy. Nagle poczuł się lekki, spokojny. Znów mógł podejmować najtrudniejsze decyzje.
Wiedział dokładnie, co powie Ru’afo, i świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że ahdar zareaguje jedynie większym gniewem. Był jednak gotów zaryzykować - zaryzykować wszystko, byle tylko zdobyć szansę odkupienia.
Po chwili znalazł się w wejściu do sali odnowy biologicznej. Gdyby Ru’afo poważnie mówił o uruchomieniu kolektora, cały personel byłby na służbie, a pomieszczenie świeciłoby pustkami. Jednak instynkt Dougherty’ego podpowiadał mu coś innego.
Admirał odetchnął głęboko i wszedł do środka wielkiej sali. Istotnie, nie powitała go nawet jedna ellorańska służąca, a ciemne jednoosobowe kabiny ziały pustką - wszystkie, z wyjątkiem jednej, w której siedział Ru’afo. Ahdar miał zamknięte oczy, jego czoło wciąż marszczyło się gniewnie.
Stojące przed nim urządzenie zalewało mu twarz zielonym pulsującym blaskiem. Żywy gnijący trup, pomyślał Dougherty.
Powoli, z rozmysłem, admirał podszedł do Ru’afo i stanął u jego boku. Son’a bez wątpienia go usłyszał, bo jego ciało napięło się odruchowo; nie otwierał jednak oczu, z rozmysłem ignorując obecność Dougherty’ego.
- Zabieramy stąd ten statek - oznajmił Dougherty; mówił serio. - Misja jest skończona.
Oczy i usta Ru’afo otwarły się lekko.
- Nie jest.
- Jest skończona - upierał się Dougherty. Z tymi słowy odwrócił się, aby przejść na mostek i wydać rozkazy, które wyprowadzą ich z Królikami i zawiodą w zasięg łączności z Gwiezdną Flotą.
Zanim jednak zdołał postąpić choć krok, Ru’afo wstał, chwycił ramiona Dougherty’ego i z brutalną siłą szarpnął do tyłu. Admirał stawił opór, lecz Ru’afo był od niego roślejszy, dysponował też zdumiewającą siłą.
- Nie będziesz mi rozkazywał! - ryknął ahdar.
- Jeśli wystrzelisz iniektor - odkrzyknął z równą furią Dougherty - gdy na planecie pozostają jeszcze ludzie, Federacja będzie cię ścigać, póki...
Urwał; z jego płuc uszło gwałtownie powietrze, gdy Ru’afo wepchnął go na jeden z foteli leczniczych i wcisnął głowę w urządzenie do liftingu twarzy.
- Federacja - rzucił z pogardą - nigdy nie dowie się, co tu zaszło.
W ułamku sekundy, zanim Son’a nacisnął przycisk, Matthew Dougherty zrozumiał, że umrze: nie później, z Picardem i innymi Ba’ku, nie po miesiącach aresztu domowego, lecz teraz, w tej chwili.
I nagle zdarzyło się coś dziwnego. Choć jego ciało szarpało się gwałtownie, tak mocno, że Ru’afo trzymał je z największym wysiłkiem, świadomość admirała uspokoiła się natychmiast. W istocie obserwował całe zajście niczym bezstronny widz.
Najpierw urządzenie pociągnęło ku górze jego uszy, rozpoczynając procedurę liftingową - ileż to razy widywał, jak poddawano niej Ru’afo. Naciągało je coraz mocniej, aż w końcu poczuł, jak jego skóra zaczyna pękać; ból, straszliwy ból, gdy urządzenie pchało i ciągnęło, najpierw łamiąc mu nos, potem miażdżąc szczękę, i wreszcie, z ogłuszającym chrzęstem, czaszkę.
Jednakże obserwator Dougherty zachował całkowity spokój. Była to niewątpliwie straszliwa śmierć, a jednak pojmując, co go spotyka, poczuł osobliwą ulgę i spokój, znacznie głębszy niż jeszcze chwilę wcześniej. Owszem, cierpienie było straszne, ale to tylko etap przejściowy; sama śmierć oznacza, wieczny spokój i wolność.
Jednocześnie pożałował, że Picard będzie musiał sam stawić czoło zagrożeniu. Po tym wszystkim chętnie by im pomógł; w tej chwili jednak nic nie mógł zrobić - nic, tylko życzyć im powodzenia i pozwolić działać...
Tymczasem jego głowa i szyja wygięły się do tego stopnia, że pękła mu tchawica. Kończyny przestały podskakiwać, teraz tylko drżały. Nawet to jednak ustało; niedotlenione tkanki zaczęły obumierać i pozostała w ciele resztka świadomości przygasła, po czym odeszła na zawsze.
Jednakże Dougherty-obserwator widział wszystko wyraźniej niż kiedykolwiek. Rozglądając się wokół, pojął, że stojąca nad nim postać nie należy do Ru’afo...
...lecz do Madalyn, Madalyn o gęstych, srebrnych włosach i dołkach w policzkach; uśmiechnęła się do niego, mówiąc: Widzisz? Kto mówi, że śmierć jest taka straszna?
Z uśmiechem wyciągnął do niej rękę."


Swoją drogą jest to dość mistyczne... Pytanie czy pasuje ów mistycyzm do ST?

(BTW. ta nieszczęsna "Królikarnia" to oczywiście Briar Patch. Zastanawiam się - nawiasem mówiąc - czy nie z owego przekładu zaczerpnął jakąś inspirację, a przynajmniej tytuł, Maciej Guzek?)

Elaan:
i przyznaję, że ostatnio coś innego odciągnęło moją uwagę od przekładu.

Chętnie bym spytał co, ale nie wiem czy mogę...

Elaan:
Nie zapomniałam o autobiografii Twego ulubionego Kardazjanina. Jakże bym mogła?
/.../
Tak więc Garak nadal czeka w grafiku

To się cieszę, tym bardziej, że rzecz naprawdę dobra...

Elaan:
nie skończyłam jeszcze tłumaczenia "Across the Universe".

I tu przypomnijmy o czym mowa:
http://www.amazon.com/Across-Universe-Star-Trek-No /dp/0671019899
http://en.memory-alpha.wikia.com/wiki/Across_the_U niverse
Co ciekawe oboje autorzy znani są na polskim rynku z opowiadań z "Drogi do Science Fiction" (co teoretycznie lokowałoby ich w ekstraklasie SF), natomiast sama powieść entuzjazmu - na Zachodzie - nie budziła, choć trzeba jej przyznać, że usiłuje być SF dość serio...
Elaan
Użytkownik
#249 - Wysłana: 26 Wrz 2015 22:26:48 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Ba, nie jest to nawet poziom "Log One", choć ten miał mniej szczęścia do tłumaczenia.

A jednak ten archaiczny przekład ma także swój urok.
Właśnie dzięki tej swoistej "archaiczności" łatwiej nam wczuć się w klimat, w stan wiedzy astrofizycznej sprzed kilku dekad.

Q__:
Swoją drogą jest to dość mistyczne... Pytanie czy pasuje ów mistycyzm do ST?

Tego rodzaju mistycyzm chyba tak. Bo nie chodzi tu o jakiekolwiek zasady religijne.
W centrum pozostaje człowiek - jego odpowiedzialność, jego wewnętrzny rozrachunek za własne słabości i błędy, oraz to, na ile pozostaje uczciwy wobec siebie w chwili śmierci.

Q__:
(BTW. ta nieszczęsna "Królikarnia" to oczywiście Briar Patch. Zastanawiam się - nawiasem mówiąc - czy nie z owego przekładu zaczerpnął jakąś inspirację, a przynajmniej tytuł, Maciej Guzek?)

Musiałam sobie wygooglować wspomnianego przez Ciebie M. Guzka, bo nic mi to nazwisko nie mówi, ale sądząc po pobieżnym przeczytaniu tejże recenzji,

http://esensja.stopklatka.pl/ksiazka/recenzje/teks t.html?id=4679

to zbieżność jest raczej przypadkowa.

Przy okazji, jeśli w oryginale angielskim odpowiednikiem owej Królikarni jest wyrażenie Briar Patch, to ja w przekładzie posadziłabym w tym miejscu ładniejsze "kfiatki", niż pani Braiter - dałabym całe Wrzosowisko.

Q__:
Chętnie bym spytał co, ale nie wiem czy mogę...

Ot, drobnostka, nie ma o czym się rozpisywać.

Q__:
sama powieść entuzjazmu - na Zachodzie - nie budziła, choć trzeba jej przyznać, że usiłuje być SF dość serio...

Przyznam, że mnie bardzo się spodobała. Żałuję, że jestem dopiero w połowie, bo bardzo ciekawa jestem zakończenia.
Pomijając Cortesa i jego gromadkę, którzy z oczywistych względów są tu na pierwszym planie, ciekawy wątek wprowadza Trent Ojuremi - obdarzony talentami, charyzmą, rozległą wiedzą, geniusz ze skazą, dla którego służba w Gwiezdnej Flocie okazała się niespełnionym marzeniem.
Q__
Moderator
#250 - Wysłana: 27 Wrz 2015 00:44:36
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
A jednak ten archaiczny przekład ma także swój urok.
Właśnie dzięki tej swoistej "archaiczności" łatwiej nam wczuć się w klimat, w stan wiedzy astrofizycznej sprzed kilku dekad.

Ma, owszem. Zgadzam się z Twoimi obserwacjami...

Elaan:
Tego rodzaju mistycyzm chyba tak. Bo nie chodzi tu o jakiekolwiek zasady religijne.

Zgoda, tylko z jednej strony Picard nie wykluczał, że po śmierci coś jest - "Where Silence Has Lease" się kłania (i ta scena by to jakoś potwierdzała), z drugiej jednak strony jest VOY "Coda"...

Elaan:
zbieżność jest raczej przypadkowa.

Natchnienie pisarza potrafi iść bardzo krętymi ścieżkami...
Q__
Moderator
#251 - Wysłana: 12 Sty 2016 18:21:20
Odpowiedz 
Elaan

Odgrzeję nasz stary dialog, a co.

Elaan:
Jedna wspólna piko-, a może femtosekunda dwu linii czasu we Wszechświecie? Możliwe.

CBS tak twierdzi, a Alec Peters potwierdza (jak to ironicznie teraz brzmi):

" the Kelvin IS canon in the Prime Universe. Anything before the Narada shows up is in fact, official canon according to CBS"
https://www.facebook.com/StarTrekAxanar/photos/a.2 89851977795999.67773.289256531188877/4768001457678 47/?type=3

Elaan:
"Nanosekunda jest jednostką czasu, pozwalającą najlepiej charakteryzować współczesne cyfrowe układy elektroniczne.
W czasie jednej nanosekundy (czyli miliardowej części sekundy) światło przebywa drogę prawie 30 cm, a żaden sygnał w obwodzie elektronicznym nie może poruszać się szybciej.
Oznacza to, że żaden komputer o rozmiarach większych niż 1 m nie będzie zdolny do przesłania sygnału od jednego do drugiego swego krańca w czasie krótszym niż nanosekunda. Uważa się, że jest to zasadnicze ograniczenie maksymalnej prędkości komputerów."

W realnym świecie? Zgoda. We wszechświecie ST, w którym półtora wieku później mamy biurkowe komputery zdolne tworzyć kompletne symulacje Wszechświata nieodróżnialne od oryginału, musieli to jakoś obejść...

Elaan:
Dodaj do tego ówczesne przekonanie Wolkan, że ludzie to duże dzieci, którym niekoniecznie trzeba od razu dawać najnowocześniejsze zabawki

Popatrzmy jednak na załogę Kelvina - nie jest czysto ludzka. Za bezpieczeństwo np. odpowiadała (ktoś musiał mieć oko na ludzi?) porucznik K'Bentayr.
Elaan
Użytkownik
#252 - Wysłana: 13 Sty 2016 18:00:49 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Odgrzeję nasz stary dialog, a co.

Czemu nie? Może jednak ktoś dołączy?

Q__:
the Kelvin IS canon in the Prime Universe. Anything before the Narada shows up is in fact, official canon according to CBS"

Jak się dobrze zastanowić, to aż się w głowie kręci.
Tymi słowami uznali za kanon wszystko, co opisuje Universum sprzed pojawienia się Narady: i manuale, i książki, i fanprodukcje, w tym też "Axanar".
Można by rzec, że uznali nawet te, które jeszcze nie powstały, istna wolnoamerykanka.
To jednak nie jest równoznaczne z faktem, że trekowy kanon [a więc pojęcie, o czym już kiedyś pisałam] i wszystkie jego elementy stanowią wyłączną własność Paramountu/CBS.
Jak wobec tego wywieść logiczną podstawę prawną do oskarżenia twórców "Axanaru" i zasądzenia od nich czegokolwiek?
Choć, przyznać trzeba, że amerykański system prawny jest tak pokręcony, że niczego nie można przewidzieć...

Q__:
We wszechświecie ST, w którym półtora wieku później mamy biurkowe komputery zdolne tworzyć kompletne symulacje Wszechświata nieodróżnialne od oryginału, musieli to jakoś obejść...

Może znaleźli sposób na wykorzystanie sekwencyjnych układów asynchronicznych?
Są szybsze, tylko nieprzewidywalne ze względu na tzw. zjawisko hazardu.
Pamiętaj jednak, że technobełkot to nie moja domena.

Q__:
Popatrzmy jednak na załogę Kelvina - nie jest czysto ludzka. Za bezpieczeństwo np. odpowiadała (ktoś musiał mieć oko na ludzi?) porucznik K'Bentayr.

Przyznam, że obecność takiego stworzenia na pokładzie Kelvina umknęła mojej uwadze. MA podaje, że jest to jakiś gatunek z kwadrantu Beta, ale zarówno nazwa gatunku, jak i jego ojczystej planety wydaje się nieprzemyślana i czysto przypadkowa. No ale czego tu wymagać od Abramsa i Spólki...
Słowem, jeśli to miałby być argument na ciągłe kontrolowanie dzieci, żeby sobie zapałkami krzywdy nie zrobiły, to raczej rachityczny...
Q__
Moderator
#253 - Wysłana: 14 Sty 2016 14:16:53
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Czemu nie? Może jednak ktoś dołączy?

Powiedziałbym, że na to liczę.

Elaan:
Jak się dobrze zastanowić, to aż się w głowie kręci.
Tymi słowami uznali za kanon wszystko, co opisuje Universum sprzed pojawienia się Narady: i manuale, i książki, i fanprodukcje, w tym też "Axanar".

Nie. Chodziło o to co mamy na ekranie w "jedenastce" przed zjawieniem się Narady.

Elaan:
Może znaleźli sposób na wykorzystanie sekwencyjnych układów asynchronicznych?
Są szybsze, tylko nieprzewidywalne ze względu na tzw. zjawisko hazardu.

Albo komputery kwantowe operujące ponoć na Multiversum (obecnym w ST jak najbardziej) mają.
Ew. to co kryje się w obudowach Trekowych komputerów jest - mówiąc Dukajem - inkluzją. Wewnątrz tych szafeczek są prawa fizyki nagięte, by zwiększyć moce obliczeniowe - to by tłumaczyło drażniące Mava "archaiczne" rozmiary...


Elaan:
Pamiętaj jednak, że technobełkot to nie moja domena.

Właśnie widzę (powyżej).

Elaan:
Przyznam, że obecność takiego stworzenia na pokładzie Kelvina umknęła mojej uwadze.

Niesłusznie, rodaczka ją grała...
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=11&topic=2470#msg137242
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=4&topic=1817&page=1#msg165825
Elaan
Użytkownik
#254 - Wysłana: 17 Sty 2016 16:03:42
Odpowiedz 
Q__:
Powiedziałbym, że na to liczę.

Jak widać, znowu nic z tego. Taki już los tego tematu.

Q__:
Chodziło o to co mamy na ekranie w "jedenastce" przed zjawieniem się Narady.

I to by było na tyle w kwestii bariery językowej....

Q__:
Ew. to co kryje się w obudowach Trekowych komputerów jest - mówiąc Dukajem - inkluzją.

Dukaja nie znam kompletnie, a słowo "inkluzja" to dla mnie tyle co "ciało obce".

Q__:
Właśnie widzę (powyżej).

Dziękuję. Zapamiętam kolejną cenną lekcję.

Q__:
Niesłusznie, rodaczka ją grała...

Wiem o tym, ale słowo "grała" jest tu - przyznasz - sporo na wyrost.
Q__
Moderator
#255 - Wysłana: 17 Sty 2016 19:38:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Jak widać, znowu nic z tego.

Nie dziś, to może za pół roku?

Elaan:
I to by było na tyle w kwestii bariery językowej....

Uniwersalny Translator nie pomógł? Może i nie mógł, bo - jak u Tamarian - decydował kontekst.

Elaan:
Dukaja nie znam kompletnie

Dukaja poznać warto, jeden z lepszych żyjących autorów SF.

Elaan:
a słowo "inkluzja" to dla mnie tyle co "ciało obce".

U Dukaja to sztucznie wyodrębniony z normalnej czasoprzestrzeni obszar o ręcznie dobranym zestawie praw fizyki. A także superkomputer wydajniejszy od Komputera Ostatecznego (tj. komputera optymalnie wykorzystującego warunki jakie dają prawa fizyki naszego Wszechświata, niemożliwy jest w nim szybszy i wydajniejszy), dzięki temu, że - ulokowany w takim wydzielonym obszarze - korzysta z takich praw fizyki, które mu wydajność podnoszą (dajmy na to prędkość światła jest w takim "bąblu" 10 razy szybsza). Chcąc zaznaczyć, że mamy na myśli drugie znaczenie terminu, dodajemy przymiotnik i używamy zwrotu inkluzja logiczna.

(BTW. zastanawiam się czy nie dałoby się zinterpretować Continnuum Q jako inkluzji, a Q jako inkluzji logicznych?)

Elaan:
Dziękuję. Zapamiętam kolejną cenną lekcję.

Znów się nie zrozumieliśmy. Zarzuciłem Ci fałszywą skromność, nie niewiedzę.

Elaan:
Wiem o tym, ale słowo "grała" jest tu - przyznasz - sporo na wyrost.

A to już zależy jak szeroko rozumieć to słowo.
Q__
Moderator
#256 - Wysłana: 10 Lip 2016 13:22:07
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#257 - Wysłana: 9 Mar 2017 17:19:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
David A. Goodman autor nowszej autobiografii Kirka (a także scenarzysta i współproducent Futuramy, Family Guy'a i - co by tłumaczyło stosunek do kanonicznych szczegółów - ENTka*) spłodził teraz "The Autobiography of Jean-Luc Picard":
http://www.startrek.com/article/making-it-so-the-a utobiography-of-jean-luc-picard

* Kpię, a tak serio należałoby się cieszyć, że kolejny autor ciekawych rzeczy zaczynał od Treka...
Elaan
Użytkownik
#258 - Wysłana: 9 Mar 2017 19:58:05 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__

Jeszcze parę biografii co wybitniejszych oficerów Starfleet zostało do napisania, więc Goodmanowi kroi się zajęcie na długie lata.
Byle tylko nie usiadł na laurach, bo a nuż okaże się, że to ostrokrzew...
Q__
Moderator
#259 - Wysłana: 9 Mar 2017 20:16:02 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Jeszcze parę biografii co wybitniejszych oficerów Starfleet zostało do napisania, więc Goodmanowi kroi się zajęcie na długie lata.

Sądzisz, że po kapitanach przyjdą pierwsi oficerowie, itd. aż dojdziemy do "Sekretnego dziennika Wesley'a Crushera, lat 13 i 3/4"?
Elaan
Użytkownik
#260 - Wysłana: 9 Mar 2017 20:56:20 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Sądzisz, że po kapitanach przyjdą pierwsi oficerowie, itd. aż dojdziemy do "Sekretnego dziennika Wesley'a Crushera, lat 13 i 3/4"?

Czemu nie? Wszak "dzięki" Abramsowi Trek wciąż dziecinnieje...
Może nawet do "Pamiętnika freblanki z Enterprise-D, czyli jak okiełznać sześciolatka na zabawce o 42 pokładach..."
Q__
Moderator
#261 - Wysłana: 10 Mar 2017 01:40:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Wszak "dzięki" Abramsowi Trek wciąż dziecinnieje...

Abrams to tylko mógł meldować prezesowi (Paramountu) wykonanie zadania. Decyzję, że Trek ma się przeorientowywać na nastoletniego widza Paramount podjął jeszcze w czasie gdy szykowano ENTka (czyli i p. Goodman, jak o nim mowa, w tym - volens czy nolens - palce maczał) i było to wymuszane na B&B (którzy - owszem - dawno odkryli w sobie trekopsujów, ale nie aż takich - w końcu chcieli zacząć ambitnie od sezonu naziemnego o rozwoju XXII-wiecznego programu kosmicznego). JJ może miał gorsze pomysły (kompletny reBoot TOS, prawa do zabawek), ale również nie podskoczył.
Elaan
Użytkownik
#262 - Wysłana: 10 Mar 2017 14:48:06
Odpowiedz 
Q__:
Abrams to tylko mógł meldować prezesowi (Paramountu) wykonanie zadania. Decyzję, że Trek ma się przeorientowywać na nastoletniego widza Paramount podjął jeszcze w czasie gdy szykowano ENTka

No cóż, jak widać, prezesi wszelkiej maści mają to do siebie, że są przekonani o własnej nieomylności i absolutnie odporni na wiedzę.
A efekty takiej postawy przyprawiają o ból zębów nie tylko biednych Trekkerów.
Q__
Moderator
#263 - Wysłana: 10 Mar 2017 16:39:29
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
No cóż, jak widać, prezesi wszelkiej maści mają to do siebie, że są przekonani o własnej nieomylności i absolutnie odporni na wiedzę.

Gwoli pocieszenia przypomnę, że prezes Paramountu podał się właśnie do dymisji (m.in. w związku z finansową klapą Beyond), więc rzeczywistość potrafi jednak takie przekonania weryfikować...
Q__
Moderator
#264 - Wysłana: 13 Mar 2017 07:14:53 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Można już zamawiać w/w picardową "autobiografię":
https://www.amazon.com/dp/1785654659/
Q__
Moderator
#265 - Wysłana: 4 Paź 2019 22:17:55
Odpowiedz 
Elaan
Użytkownik
#266 - Wysłana: 5 Paź 2019 20:39:56 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Q__:
Recenzja tytułowej powieści na 40-lecie TMP:

Przyznam, że dla mnie to nieco dziwna recenzja.
Autor wydaje się czynić Roddenberry`emu zarzut ze zbytniego epatowania seksem.
Jakby nie brał pod uwagę, że ze strony GR nie jest to żadna tania zagrywka ani obsesja.
To po prostu wykorzystanie okazji, by przedstawić bardzo różne spojrzenia na tę delikatną sferę życia: staromodnego Kirka, nowomodnego Deckera, Deltanki, Wolkanina.
No i wspaniale przy tym tłumaczy końcową decyzję Deckera, który na ekranie właściwie bez uzasadnienia decyduje się na, jakby nie było, akt samobójstwa.
Nie znając powieści, można by uznać wręcz, że kieruje nim jedynie podrażniona ambicja i chęć zapisania się w historii, idąc w ślady ojca.
A to przecież nieprawda.
Q__
Moderator
#267 - Wysłana: 5 Paź 2019 22:03:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Przyznam, że dla mnie to nieco dziwna recenzja.
Autor wydaje się czynić Roddenberry`emu zarzut ze zbytniego epatowania seksem.

Cóż, najwidoczniej bermanowski (do ery ENT) aseksualizm do dziś rzuca cień, tak jakby nie wszyscy wiedzieli, że ani sam G.R. pruderyjny nie był, ani Treka nie zamierzał bynajmniej kierować w stronę bezpłciowości (i pod tym akurat względem DSC z ORV są mu chyba wierniejsze niż produkcje Ricka Be.). Przy czym - owszem - Roddenberry'emu nie chodziło o tanie epatownictwo, a o eksplorację i tej tematyki (b. w duchu lat '70 zresztą).

ps. Przypomnijmy sobie zresztą oryginalną wizję Twórcy ST:
https://www.youtube.com/watch?v=K0FVMHJReKk
https://www.youtube.com/watch?v=K8czPgEG1Gk
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Z pamiętnika Admirała Kirka

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!