Madame Picard:
Symulacja w wykonaniu Daty byłaby pewnie bezbłędna, czysta i sterylna, i w tym ujawniałaby się jej sztuczność.
Ale czy taka archetypiczna miłość idealna, jak z filmów, harlequinów czy baśni nie jest właśnie tym, o czym wszyscy marzymy? Sprzeczki nie mogą za bardzo urozmaicić czegoś, co już jest absolutnie idealne, a więc automatycznie nie potrzebuje żadnego dopełnienia. Doskonałość ze swej natury nie może spowszednieć. Inna sprawa, że może taka platońska doskonałość absolutna istnieje tylko jako archetyp-abstrakcja i jest nieosiągalna, bo i nikt z nas swoich pragnień nie jest w stanie jasno wyrazić. Każdy chce tego samego szczęścia, ale każdy inaczej je sobie wyobraża; te pragnienia nierzadko mogą się okazać ze sobą sprzeczne. A sportowe kozaczki w łososiową panterkę z otwartymi czubkami to niestety tylko w Erze. Natomiast kozaczki z New Yorkera, jak bardzo byśmy za nimi nie szaleli, nie są tą doskonałością absolutną.
Ale jakby zachowanie Daty umieścić możliwie wysoko ideału, spersonalizować według preferencji konkretnej osoby, oprzeć na wzorcach konkretnych kochanków — wtedy faktycznie mógłby być nieodróżnialny od żywego człowieka. Tak jak biżuteria z cyrkonii od diamentu — nikt z ulicy nie będzie w stanie wychwycić różnicy, ale świadomość "to tylko imitacja" właścicielki pozostaje. I analogicznie największą przeszkodą takie związku mogłaby być właśnie świadomość, że ma się do czynienia z algorytmem, któremu zaprogramowano mówienie "kocham cię" w sytuacji X. I spoglądanie przez ten pryzmat na wszystkie zachowania Daty mogłoby istotnie uniemożliwić odwzajemnienie takiego symulowanego uczucia. Tyle że wtedy problem leżałby już w subiektywnych odczuciach partnerki.