USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Star Treka stosunek do religii
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  »» 
Autor Wiadomość
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#151 - Wysłana: 10 Paź 2009 16:24:12
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
To fatanie świadczy o inteligencji Bajoran. Nic dziwnego, że Kardassjanie mieli ich za nic.

a jak pokazał Towarzysz Dukat, można nieźle namieszać w ich Religi...taka mała aluzja do ostatnich cudów w Polskich kościołach..
Eviva
Użytkownik
#152 - Wysłana: 10 Paź 2009 18:02:37
Odpowiedz 
FederacyjneMSZ

Musiałes dac taką aluzję ?
Delta
Użytkownik
#153 - Wysłana: 10 Paź 2009 22:47:53
Odpowiedz 
Picard
Nie, Picard nie złamał PD na Mintace - ta dyrektywa została już naruszona poprzez wypadek w obserwatorium antropologów i jego następstwa, Jean-Luc starał się zaś ograniczyć złe skutki tego incydentu. A starał się to robić między innymi dlatego, że Mintakanie jego właśnie uznali za bóstwo, za element swojej - wprawdzie zadawnionej, ale jednak - pierwotnej religii.

Ale widzisz, PD mówi, że Flota powinna się starać naprawić wyrządzoną szkodę. Postępek Picarda jest tu mocno dyskusyjny. Bo on dokonał jeszcze większej ingerencji w kulturę niż gdyby zostawił to na samym początku tak jak było, usuwając tylko wszelakie dowody pobytu personelu Federacji na planecie. Wtedy w najgorszym przypadku zostałby uznany za bóstwo. Tak jakby w starożytnym Egipcie zamiast w Re zaczęto by wierzyć w Picarda. Zmieniłaby się nazwa i parę obrzędów. I też nie wiadomo czy rozprzestrzeniłaby się gdzieś w dalsze regiony planety. Albo powstałaby legenda i na tym by się skończyło. Tymczasem Picard powiedział im prawdę i im to jeszcze udowodnił. Tym samym wskazał im wyraźną drogę rozwoju a tego właśnie Pierwsza Dyrektywa zabrania. Przywrócić stanu poprzedniego w pełni się nie da, ale powinien wybrać mniejsze zło. W tym wypadku wydaje mi się, że nie powinien postąpić tak jak postąpił.

Więc sytuacja Sisco nie buła krańcowo inna, była nawet dość zbliżona: w obu przypadkach oficer Floty został wplątany w system wierzeń tubylców i w obu powinien postępować zgodnie z własnymi przekonaniami oraz z filozofią Federacji, ta zaś nie pozwala na podszywanie się pod bóstwo i popieranie fałszywej wiary. Sisco to zrobił - Picard nie.

Sisko nie podszywał się pod bóstwo. Nie chodził po Bajor twierdząc, że jest jakimś bogiem. Wysłannikiem był rzeczywiście, więc akurat jego postępowanie w tym przypadku jest zgodne z prawdą. Do tego jako oficerowi Floty nie wolno mu ingerować w cudze wierzenia, bo to jest część praw jednostki, których Federacja nakazuje mu przestrzegać. A nigdy ani on ani Flota nie ukrywali, że dla niego Prorocy to nie bogowie tylko kolejni obcy. Co więcej nawet nie wykorzystywał swojej pozycji by zgodnie z rozkazami Floty doprowadzić do przedwczesnego wejścia Bajor do Federacji, czym zadbał o bezpieczeństwo planety. No a przede wszystkim jeśli chodzi o politykę UFP wobec Bajoran, to tutaj Pierwsza Dyrektywa nie ma zastosowania. A skoro nie ma to Sisko nie mógł jej też w jakikolwiek sposób złamać.
The_D
Użytkownik
#154 - Wysłana: 11 Paź 2009 01:59:50
Odpowiedz 
Delta:
Postępek Picarda jest tu mocno dyskusyjny. Bo on dokonał jeszcze większej ingerencji w kulturę niż gdyby zostawił to na samym początku tak jak było, usuwając tylko wszelakie dowody pobytu personelu Federacji na planecie. Wtedy w najgorszym przypadku zostałby uznany za bóstwo. Tak jakby w starożytnym Egipcie zamiast w Re zaczęto by wierzyć w Picarda. Zmieniłaby się nazwa i parę obrzędów. I też nie wiadomo czy rozprzestrzeniłaby się gdzieś w dalsze regiony planety. Albo powstałaby legenda i na tym by się skończyło.

Ale przypadku Mintaki sytuacja nie była taka prosta jak to opisujesz. Powiedziano wyraźnie, że Mintakanie jakiś czas temu odrzucili wiarę w pierwotne wszechmocne bóstwa i dopiero na skutek tego co zobaczyli zaczęli wierzyć w nie ponownie. Tak więc ingerencja w ich społeczeństwo, która dokonała się na skutek wypadku była bardzo istotna.
Intrepid
Użytkownik
#155 - Wysłana: 11 Paź 2009 02:11:30
Odpowiedz 
Na marginesie. Obejrzałem odcinek TOS "The balance of terror" i jedno mnie zastanowiło. Pokazana była kaplica w której modliła się dziewczyna zabitego członka załogi, z którym miała wziąć ślub, ale na początku była scena ślubu (niedokończonego), którego miał udzielić Kirk. Słychać było marsz weselny, zupełnie jak podczas ślubu kościelnego. No to Kirk w takim razie nie jest tylko podróżnikiem i playboyem ale także pastorem
Eviva
Użytkownik
#156 - Wysłana: 11 Paź 2009 07:03:56
Odpowiedz 
Intrepid

Nie przesadzaj - nie słuchaleś, co mówil? Kapitanowie mają prawo udzielać ślubu na pokladzie statku. To Taki obyczaj. Maja przy tym raczej uprawnienia urzędnika stanu cywilnego, nie kapłana.
Delta
Użytkownik
#157 - Wysłana: 11 Paź 2009 07:58:02 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
The_D
Ale przypadku Mintaki sytuacja nie była taka prosta jak to opisujesz. Powiedziano wyraźnie, że Mintakanie jakiś czas temu odrzucili wiarę w pierwotne wszechmocne bóstwa i dopiero na skutek tego co zobaczyli zaczęli wierzyć w nie ponownie.

Zgadza się. Ale zaledwie dwie osoby widziały pierwszą wpadkę Fedków. Gdyby załoga Picarda nie mieszała się coraz bardziej w całą tą historię, nikt więcej by ich nie zobaczył. Owszem, mogło zakończyć się to powrotem do jakiegoś kultu, ale mogło też zakończyć się tym, że sami Mintakanie uznaliby to za jakieś zwidy i rozwijali się normalnie dalej (bo z początku w to nie wierzyli). Bez względu jak Picard dobrze by nie chciał, jego ingerencja także będzie miała na Mintakan duży wpływ, a to właśnie zanieczyszczenia prymitywnych cywilizacji Pierwsza Dyrektywa zabrania. Bez względu na to jaki ich jest rodzaj. Obojętne czy na Mintaka III zrobią z Picarda bóstwo, czy pod wpływem zdarzenia zaczną się intensywniej naukowo rozwijać i tak już nie wrócą na naturalną ścieżkę rozwoju.

Picard zamiast próbować wyjaśniać, pogarszając tylko sprawę, mógł całą wioskę po prostu przesiedlić na inną planetę, albo nawet zabrać do Federacji. A po samej osadzie śladu nie zostawić, albo upozorować choćby pożar. W ten sposób zniknęłoby ryzyko potencjalnego zanieczyszczenia całej cywilizacji.

Intrepid
No to Kirk w takim razie nie jest tylko podróżnikiem i playboyem ale także pastorem

Przywilej kapitana. Zresztą stara tradycja.
Intrepid
Użytkownik
#158 - Wysłana: 11 Paź 2009 14:16:00
Odpowiedz 
Intrepid:
Nie przesadzaj - nie słuchaleś, co mówil? Kapitanowie mają prawo udzielać ślubu na pokladzie statku. To Taki obyczaj. Maja przy tym raczej uprawnienia urzędnika stanu cywilnego, nie kapłana.

Ludzie, jak wy wszystko na serio bierzecie. To był taki żart z Kirka i jego wszechstronności i wspaniałości w VOYu Janeway udzieliła ślubu Torres i Parisowi, wiem, że istnieje taka tradycja.
Eviva
Użytkownik
#159 - Wysłana: 11 Paź 2009 14:20:11
Odpowiedz 
Intrepid

Ha! Pisałeś z taką powagą, ze nas nabraleś
Intrepid
Użytkownik
#160 - Wysłana: 11 Paź 2009 15:11:10
Odpowiedz 
Eviva

Na przyszłość, u mnie na końcu wypowiedzi gdy wstawie () to sugeruje żart
Eviva
Użytkownik
#161 - Wysłana: 11 Paź 2009 18:22:06
Odpowiedz 
Intrepid

Że żart, to zrozumiałam, ale myślałam, ze to żart na serio.
Q__
Moderator
#162 - Wysłana: 14 Paź 2009 14:49:19
Odpowiedz 
Delta

Delta:
Sisko nie podszywał się pod bóstwo. Nie chodził po Bajor twierdząc, że jest jakimś bogiem. Wysłannikiem był rzeczywiście, więc akurat jego postępowanie w tym przypadku jest zgodne z prawdą.

Rzeczywiście? Z punktu widzenia GF był po prostu międzygatunkową hybrydą. Jak Spock nie przymierzając.

"Wysłannik" to już pomysł bajorańskiej religii.
Q__
Moderator
#163 - Wysłana: 6 Paź 2010 02:12:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Scenka z TNG ze złośliwym komentarzem:
http://il.youtube.com/watch?v=V3CJQ1C293U

I dość dokladna - tym razem już poważna - analiza tematu:
http://www.ex-astris-scientia.org/inconsistencies/ religion.htm
EDIT: którą, jak widzę, Pah Wraith już dwa razy przywoływał.
Q__
Moderator
#164 - Wysłana: 12 Sty 2011 20:51:20
Odpowiedz 
Artykuł "Beam me up, Rev. Scotty: Star Trek's religious themes boldly go where no TV show has gone before":
http://www.highbeam.com/doc/1G1-84872065.html
Eviva
Użytkownik
#165 - Wysłana: 12 Sty 2011 21:01:59
Odpowiedz 
Q__

A powiedz, jak Ci się podoba stosunek do Boga wyrażony przez Mustafę Monda u Huxleya? Czy w Treku nie mamy czasem podobnej sytuacji?
Q__
Moderator
#166 - Wysłana: 12 Sty 2011 21:35:07
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
A powiedz, jak Ci się podoba stosunek do Boga wyrażony przez Mustafę Monda u Huxleya?

Chodziło Ci o ten kawałek z rozdziału XVII czy o co innego?

"Bogowie są sprawiedliwi. Bez wątpienia. Jednakże ich kodeks praw w ostatecznym rachunku ustalają ludzie organizujący społeczność. Opatrzność bierze wzory z rąk ludzi."
Eviva
Użytkownik
#167 - Wysłana: 12 Sty 2011 21:45:25
Odpowiedz 
Q__

Nie.
Chodzi mi o ten fragment

- Sądzi pan więc, że Boga nie ma?
- Nie, sądzę, że prawdopodobnie jest (...) Dziś przejawia się jako nieobecność, jakby go wcale nie było.
- To wasza wina.
- Nazwijmy to winą cywilizacji. Boga nie da się pogodzić z maszynami, naukowa medycyną i powszechną szczęśliwością. Trzeba wybierać.
Q__
Moderator
#168 - Wysłana: 12 Sty 2011 23:35:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Dziś przejawia się jako nieobecność, jakby go wcale nie było.

Powiadasz, że wziął przykład z Opaków, zwanych też Neantami? To by tłumaczyło jego nieśmiertelność :

"I rzekł trzeci: „/.../ Nie ma tarczy, której nie przebije miecz dość potężny, ani miecza, który się na twardej tarczy nie wyszczerbi. Materia, o, bracia, jest wieczną zmianą, płynnością i przekształceniem, jest ona nietrwała i nie w niej powinny zamieszkać istoty prawdziwie rozumem się szczycące, lecz w tym, co niezmienne, wieczne i doskonałe, chociaż doczesne!”
„A co to jest?” — spytali tamci mędrcy.
„Nie powiem wam inaczej, aniżeli czynem!” — odparł trzeci. I na ich oczach jął się rozbierać; zdjął szatę wierzchnią, nabijaną kryształami, i drugą złotolitą, i spodnią srebrną, zdjął wierzch czerepu i piersi, a potem rozbierał się coraz szybciej i coraz drobniej, od przegubów przeszedł do złączy, od złączy do śrub, od śrub do druciczków, do okruszyn, aż imał się atomów. I jął ów mędrzec łuskać swe atomy i łuskał je tak chyżo, że nie było widać nic oprócz jego topnienia i znikania, lecz postępował tak zręcznie i spieszył się tak bardzo, że w trakcie owych ruchów rozbiorczych, na oczach rażonych zdumieniem innych mędrców, został jako doskonała nieobecność, która jest właśnie odwróceniem tak wiernym, że obecnym. Tam bowiem, gdzie poprzednio miał jeden atom, teraz nie miał tego jednego atomu, gdzie było ich przed mgnieniem sześć, pojawił się brak sześciu, gdzie była śrubka, pojawił się brak śrubki, doskonale wierny i niczym się od niej nie różniący. A w taki sposób stawał się próżnią, uporządkowaną tak samo, jak poprzednio była uporządkowana jego pełnia; i był jego niebyt bytem nie zakłóconym, albowiem tak szybko działał i tak zręcznie manewrował, aby żadna cząstka, żaden materialny intruz nie pokalał wtargnięciem doskonałej jego nieobecności obecnej! I widzieli go inni jako pustkę uformowaną tak, jak on był przed chwilą, poznawali jego oczy po nieobecności barwy czarnej, jego twarz po braku lśnienia błękitnego, a jego członki po znikłych palcach, przegubach i naramiennikach! „W taki to sposób, o, bracia” — rzekł Obecny Nieobecny — „poprzez wcielenie się czynne w nicość, zdobędziemy nie tylko potężną odporność, ale i nieśmiertelność. Bo tylko materia zmienia się, a nicość nie towarzyszy jej na drodze ciągłej niepewności, dlatego perfekcja mieszka w niebycie, nie w bycie, i należy stać się pierwszym, a nie drugim!”
Jak postanowili, tak uczynili. Odtąd są Opakowie plemieniem niezwalczonym. Żywot swój zawdzięczają nie temu, co w nich jest, bo w nich nic nie ma, jeno temu, co ich otacza. I kiedy któryś wchodzi do domu, jest widomy jako domowa niebytność, a jeśli wstępuje w mgłę — jako jej brak lokalny. Wypędziwszy z siebie chwiejną losów zmiennych materię, niemożliwe uczynili możliwym…"


S. Lem, "Król Globares i Mędrcy"

Eviva:
Boga nie da się pogodzić z maszynami, naukowa medycyną i powszechną szczęśliwością. Trzeba wybierać.

Nawet jeśli tak, to pytanie: co lepsze?

Całkiem serio natomiast niezbyt wiem czemu zakładasz, że bohaterowie ST zakładają istnienie Boga, tylko świadomie zobojetniają się na w/w istnienie. No, chyba, że tym Bogiem ma być mój "imiennik" - Q, abo cuś .

(Swoją drogą ciekawy byłby to Bóg, co potrzebuje nieszczęść i niskiego poziomu technologicznego, by zaistnieć. Trudno mi uwierzyć, by Huxley mówił to całkiem poważnie, jeszcze trudniej byś to za nim z przekonaniem powtarzała...)
Eviva
Użytkownik
#169 - Wysłana: 13 Sty 2011 12:15:31
Odpowiedz 
Q__

Taż to nie ja zakładam, tylko Huxley!
Moje zdanie jest zupełnie inne.
Q__
Moderator
#170 - Wysłana: 13 Sty 2011 21:03:11
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Moje zdanie jest zupełnie inne.

Jakie?
RaulC
Użytkownik
#171 - Wysłana: 13 Sty 2011 21:12:44 - Edytowany przez: RaulC
Odpowiedz 
Q__:
Swoją drogą ciekawy byłby to Bóg, co potrzebuje nieszczęść i niskiego poziomu technologicznego, by zaistnieć.

Bo oto jest pytanie zasadnicze: kto kogo tak naprawdę stworzył, Bóg człowieka czy człowiek Boga.

Ja jednak skłaniam się do tego drugiego założenia. Człowiek nie mogąc czegoś wyjaśnić w sposób naukowy i czegoś nie rozumiejąc po prostu przyjął, że jest to ingerencja jakiejś istoty wyższej. Z tego miejsca już tylko mały krok do wymyślenia koncepcji boga. Im więcej człowiek wie, im bardziej jest zaawansowany technologicznie tym bardziej Bóg przestaje być potrzebny. Chyba, że ktoś w sposób matematyczny udowodni jego istnienie. Nawet teoria wielkiego wybuchu obala jego istnienie bowiem teoria strun, a przez to światów równoległych, to robi. O ile teoria wielkiego wybuchu sensu stricte nie wykluczała istnienia Boga o tyle teoria wszechświatów równoległych już tak. przynajmniej w moim przekonaniu.

Jakie jest zdanie Evivy? Chyba wszyscy wiedzą, że Eviva jest głęboko wierząca.
Queerbot
Użytkownik
#172 - Wysłana: 14 Sty 2011 06:32:02 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
RaulC:
a jednak skłaniam się do tego drugiego założenia. Człowiek nie mogąc czegoś wyjaśnić w sposób naukowy i czegoś nie rozumiejąc po prostu przyjął, że jest to ingerencja jakiejś istoty wyższej. Z tego miejsca już tylko mały krok do wymyślenia koncepcji boga. Im więcej człowiek wie, im bardziej jest zaawansowany technologicznie tym bardziej Bóg przestaje być potrzebny.

Nietzsche

RaulC:
Nawet teoria wielkiego wybuchu obala jego istnienie bowiem teoria strun, a przez to światów równoległych, to robi. O ile teoria wielkiego wybuchu sensu stricte nie wykluczała istnienia Boga o tyle teoria wszechświatów równoległych już tak. przynajmniej w moim przekonaniu.

Nie bardzo mnie to przekonuje. Nie zrozum mnie źle, nie mam nic wspólnego z religijnością. Ale czy atrybutami chrześcijańskiego Boga nie są wszechmoc, wszechobecność, ponadczasowość itp? Innymi słowy, czy prawa fizyki go przypadkiem nie dotyczą, bo je tworzy? Dlaczego wszechświaty równoległe miałyby wykluczać jego istnienie? Mieszka na jakiejś planecie albo księżycu? Ma materialną formę? Dla kogoś wierzącego zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie, że nad tym wszystkim jest jeszcze Bóg.
Q__
Moderator
#173 - Wysłana: 14 Sty 2011 06:42:31
Odpowiedz 
Eviva
RaulC
Queerbot

Co gorsza Pani i Panowie może się okazać, że ludzkość czeka przyszłość raczej bajorańska niż federacyjna, bo posiadacze tzw. genu religijności mają więcej dzieci...

Wyznawcy z DNA
Izabela Filc Redlińska 13-01-2011, ostatnia aktualizacja 13-01-2011 00:49

Ludzkości nie grozi upadek religijności. Na straży wiary stoi „boski gen”
Osoby religijne posiadają dzisiaj więcej dzieci niż te, które nie wierzą w Boga. Jeszcze 150 lat temu o podobnym kontraście nie było mowy. W historii ludzkości jest to zjawisko dość nowe. Jakie może przynieść efekty? Biorąc pod uwagę, że istnieją genetyczne predyspozycje do bycia pobożnym, w przyszłości czeka świat stosunkowo szybkie rozprzestrzenianie się religijności – przewiduje Robert Rowthorn, emerytowany profesor ekonomii z Kings College przy Cambridge University.

Ortodoksyjni nosiciele
Swoje prognozy opiera on na matematycznym modelu, który pomógł mu zobrazować tempo tego trendu. O wynikach jego prac pisze „Proceedings of the Royal Society B”.

Prof. Rowthorn nie zabrałby się do tych badań, gdyby nie fakt, że należy do wyznawców teorii, wedle której my, ludzie, posiadamy gen religijności lub – jak mówią inni – boski gen. Jego istnienie udowodnił kilka lat temu dr Dean Hamer, genetyk z amerykańskiego National Cancer Institute. Odkrył, że skłonnościom do mistycznych przekonań sprzyja fragment DNA o nazwie VMAT2. Odgrywa on kluczową rolę w regulowaniu poziomu neuroprzekaźników w mózgu, tj. serotoniny, dopaminy i noradrenaliny. W badaniach z udziałem ponad tysiąca osób Hamer dowiódł, że obecność VMAT2 idzie w parze z wiarą w istnienie stwórcy.

– Jeśli założymy, że jego „nosicielami” są członkowie ortodoksyjnych grup religijnych, to można wnioskować, że z każdą generacją gen ten stanie się bardziej rozpowszechniony w społeczeństwie – przekonuje prof. Robert Rowthorn. Potwierdzają to dane zgromadzone w ramach Światowego Badania Wartości. W latach 1981 – 2004 objęło ono swoim zasięgiem 82 narodowości. Okazało się, że istnieje związek między uczestnictwem w nabożeństwach religijnych a liczbą potomstwa. Osoby w ogóle nie biorące w nich udziału posiadają średnio 1,67 dziecka. Te, które chodzą na msze średnio raz w miesiącu, mają dwójkę. Natomiast uczestnictwo we wspólnej modlitwie częściej niż raz w tygodniu wiąże się z posiadaniem 2,5 dzieci. Innymi słowy, im bardziej pobożni ludzie, tym większe prawdopodobieństwo stworzenia przez nich licznej rodziny.

Małżeństwo jak zdrada
Szczególnie widać to na przykładzie społeczności, które mają rygorystyczny stosunek do wiary. Wśród ultraortodoksyjnych Żydów kobieta rodzi średnio sześcioro dzieci. Przy tak wysokim poziomie płodności grupa religijna tworząca zaledwie 0,5 proc. populacji w ciągu dziesięciu generacji może stanowić nawet jej połowę – wyliczył naukowiec z Cambridge University. Podobna ekspansja może dotyczyć Amiszów, chrześcijańskiej wspólnoty protestanckiej, która znana jest z tego, że nie akceptuje nowoczesnej techniki. W latach 1991 – 2010 liczba jej członków w USA wzrosła dwukrotnie (ze 123 do 249 tys.) Jeśli ten trend się utrzyma, to w 2150 roku będzie ona liczyć 44 mln.

Prof. Rowthorn zdaje sobie sprawę, że wiele może stanąć na przeszkodzie w realizacji tych prognoz. Choćby zawieranie małżeństw mieszanych, z osobami spoza wspólnoty. Ale i to, zdaniem badacza, będzie miało swoje dobre strony. W ten sposób gen religijności ma szanse rozprzestrzenić się wśród reszty społeczeństwa. Zjawisko to już zachodzi wśród muzułmanów w Europie.

A co jeśli teoria na temat VMAT2 jest fałszywa? Czy przywiązania do wiary nie uczymy się raczej w drodze wychowania? – Dorastanie w religijnym środowisku ma na to w gruncie rzeczy niewielki wpływ – uważa Dean Hamer, o czym przekonują badania, jakie przeprowadził z udziałem bliźniaków.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
i.redlinska@rp.pl

http://www.rp.pl/artykul/593126_Wyznawcy-z-DNA.htm l
Madame Picard
Moderator
#174 - Wysłana: 14 Sty 2011 13:33:30 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Q__:
ludzkość czeka przyszłość raczej bajorańska niż federacyjna, bo posiadacze tzw. genu religijności mają więcej dzieci...

Nawet jeśli, to raczej nie z tego powodu. Ta teoria jest dziurawa jak durszlak.

A oto uzasadnienie:
Wyciąganie takiego wniosku z danych przesłanek jest dokonywaniem szeregu nadinterpretacji. Począwszy od:
Q__:
skłonnościom do mistycznych przekonań sprzyja fragment DNA o nazwie VMAT2. Odgrywa on kluczową rolę w regulowaniu poziomu neuroprzekaźników w mózgu

Tyle, że skłonność do mistycznych przeżyć może się realizować różnie: jako wiara w Boga (ale już nie w konkretny system religijny), w fatum, w duchy, w bliżej nieokreślone siły nadprzyrodzone, w inne wymiary, w bliżej nieokreślony pierwiastek duchowy, w New Age itd. itp. Nazywanie tego genu boskim genem czy genem religijności to nadużycie pierwsze.

Q__:
obecność VMAT2 idzie w parze z wiarą w istnienie stwórcy

Wiara w obecność stwórcy jest bardzo powszechna. Może być z nią skorelowanych zatem wiele powszechnie występujących cech, które nie pozostają z nią w żadnym związku. Aby wyprowadzić wniosek, że wiara w Boga jest uwarunkowana genetycznie, należałoby dowieść, że wszyscy (a w każdym razie istotnie statystyczna większość) posiadają ten gen (musiałby być on więc bardzo powszechny ciekawe, czy jest), a niewierzący go nie posiadają. Jeśli ten gen posiada tylko część wierzących, to jak wyjaśnić wiarę pozostałej części? Wyjaśnianie zatem wiary tylko czynnikiem genetycznym to nadużycie drugie.

Religijność jest zjawiskiem stopniowalnym. Obserwujemy osoby mniej lub bardziej religijne (czy to się komuś podoba czy nie). A o ile się nie mylę, posiadanie genu jest zmienną "zero-jedynkową". Czy osoby mniej religijne mają tego genu mniej, a bardziej religijne więcej?

Być może autorom chodzi o to, że genetycznie uwarunkowana jest tylko bardzo głęboka wiara. Ale dowodów na taką tezę żadnych nie przytaczają. Nigdzie w artykule nie zauważyłam wyników badań, które potwierdzałyby tak postawioną tezę.

Poza tym, jak wyjaśnić wówczas historyczne wahania poziomu religijności. Powszechną wiarę w siły nadprzyrodzone w średniowieczu i współczesną sekularyzację? Nagle się liczba nosicieli genu zmniejszyła? Dlaczego?

Wiara w Boga nie musi przekładać się też na nieufność wobec nauki i niechęć do technologii. Wielu uczonych jest jednocześnie osobami wierzącymi. Jeszcze słabszy związek zachodzi między osobistą wiarą a chęcią ustanowienia społeczeństwa wyznaniowego na wzór bajorański. Można być osobą wierzącą i wcale się czegoś takiego nie domagać.

Właściwie jedyny sensowny wniosek, jaki wypływa z tego artykułu, to taki, że osoby bardziej religijne mają więcej dzieci. Ale to wiadomo od dawna bez żadnych genetycznych tłumaczeń.
Elaan
Użytkownik
#175 - Wysłana: 14 Sty 2011 16:02:38 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
RaulC:
Nawet teoria wielkiego wybuchu obala jego istnienie bowiem teoria strun, a przez to światów równoległych, to robi .

Queerbot:
Ale czy atrybutami chrześcijańskiego Boga nie są wszechmoc, wszechobecność, ponadczasowość itp?

Oczywiście , że są .

Zakładając istnienie Boga , zakładamy istnienie istoty absolutnie doskonałej , której nie dotyczą żadne ograniczenia lub prawa , nawet te ustanowione przez Niego , o ile nie podda się im z własnej woli .
Skoro więc przyjmiemy , iż stworzył nasz wszechświat , to musimy także przyjąć , że mógł ich stworzyć nieskończenie wiele , z całą nieskończoną różnorodnością istnienia ożywionych i nieożywionych form materii .
Q__
Moderator
#176 - Wysłana: 4 Lis 2011 14:55:21
Odpowiedz 
Jeszcze a'propos religi Mintakan, oto co miał do powiedziena na ten temat sam zainteresowany:
http://www.youtube.com/watch?v=RviMdf7gng4

Pytanie (nieco retoryczne): chodziło Picardowi o tą konkretna religię, czy o religię w ogóle?
Dukat
Użytkownik
#177 - Wysłana: 6 Lis 2011 19:08:14
Odpowiedz 
Q__:
Mógł też powiedzieć "Prorokom": skoro zależy wam na Bajoranach powiedzcie im - zgodnie z prawdą - że jesteście takimi samymi istotami jak oni, tylko trochę potężniejszymi.

Tym niemniej fakt, że zaakceptowali własny kult stawia Wormhole Aliens w b. złym świetle. Tak jak i Sisko uczestnictwo w tej szopce.

Ale to na tym polega. Kto to jest "bóg"? To istota podobna do nas, tylko "trochę" potężniejsza.

Q__:
Tym niemniej Federacja ma prawo prowadzić działalnosc edukacyjną podważającą co bardziej wątpliwe podstawy tejże kultury.

Hm... czyli maja powiedzieć: "słuchacie, to są jakieś tajemnicze istoty, o których wiemy tylko, ze są potężniejsze od nas czy od was, ale to nie żadni bogowie czy prorocy, chociaż nieźle znają przyszłość, bo liniowy czas ich nie dotyczy"... Tu pasuje tylko słynne zdanie pana Spocka

Q__:
Czy założenie, że ludzie przyszłości będą tacy jak my jest takie realne? (Czy np. dziś jesteśmy równie krwawi co w średniowieczu?)

Myślę, ze jesteśmy. Filmy z krwawa jatką to najlepsza rozrywka, a wypadki i katastrofy to najlepsze niusy, z najlepsza oglądalnością. No chyba, że dojdzie do strzelaniny albo zamachu na WTC, to wtedy wszystko wymięka.
Na sporty samochodowe czy motocyklowe kupa ludzi chodzi ze skrytym pragnieniem, żeby był wypadek i to filmiki z wypadków są najczęściej oglądane na youtube, a nie te z udanych, szybkich przejazdów.
Wystarczy moment kryzysu, a ludziom puszczają hamulce jak w byłej Jugosławii (zresztą chyba nawet Quark coś podobnego tłumaczył w jednym odcinku, nie?). Dlatego niektórzy już dziś przebąkują o Zielonej Karcie dla dzieci i wyjeździe z Europy.
Madame Picard
Moderator
#178 - Wysłana: 6 Lis 2011 20:17:02 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Dukat:
Kto to jest "bóg"?

Jako socjolog odpowiem tak: (jak stwierdziłam już kilka stron wcześniej): bogiem jest to, co ludzie uważają za boga .

Dukat:
Myślę, ze jesteśmy.

Otóż okazuje się, że nie , przynajmniej na poziomie kultury i społeczeństwa (nie na poziomie natury ludzkiej).
Do takiego wniosku doszedł niejaki Steven Pinker, psycholog z Uniwersytetu Harvarda po przeryciu się przez mnóstwo danych dotyczących różnych aktów przemocy na przestrzeni dziejów. Z danych tych wynika, że wręcz drastycznie spada liczba morderstw, wojen, egzekucji i ofiar gwałtownej śmierci. Aktów przemocy jest nie tylko mniej, ale są też statystycznie mniej brutalne. Okazuje się, że jeśli prześledzić liczbowe dane, to żyjemy w najspokojniejszej epoce wszechczasów.

O ile wiem, Q__ próbował kiedyś dowodzić, że wszystko to jest efektem zmian genetycznych, ale nie wydaje się, aby było to właściwe wyjaśnienie. Kod genetyczny człowieka nie zmienił się znacząco na przestrzeni ostatnich 200-250 tys. lat, natomiast kultura - i owszem. Sam Pinker, mimo inklinacji ku socjobiologii, również jest zdania, że przyczyną tego generalnego złagodnienia ludzkości jest rozprzestrzenianie się - uwaga! - europejskich wartości moralnych. Natura ludzka się nie zmieniła, ale natura to nie cały człowiek, jest jeszcze kultura, a tę ludzie mogą dowolnie tworzyć i zmieniać. To działania ludzi, a nie żadne "obiektywne prawa rozwoju", doprowadziły nas do tego, że może nie jest idealnie (i pewnie nigdy nie będzie), ale jest dużo lepiej niż było wcześniej.
Jest to niewątpliwe osiągnięcie ludzkości, ale warto mieć świadomość, że działania ludzi - tak samo, jak pozwoliły je zdobyć - tak mogą doprowadzić do jego utraty i regresu.

Link do artykułu o badaniach Pinkera tutaj: http://www.tygodnikforum.pl/forum/index.jsp?place= Lead13&news_cat_id=67&news_id=9995&layout=1&forum_ id=7998&page=text To tylko fragment, zachęcam jednak do przeczytania całości, jeśli ktoś by miał taką możliwość .
Dukat
Użytkownik
#179 - Wysłana: 6 Lis 2011 20:38:35
Odpowiedz 
Madame Picard:
Otóż okazuje się, że nie , przynajmniej na poziomie kultury i społeczeństwa.
Do takiego wniosku doszedł niejaki Steven Pinker, psycholog z Uniwersytetu Harvarda po przeryciu się przez mnóstwo danych dotyczących różnych aktów przemocy na przestrzeni dziejów. Z danych tych wynika, że wręcz drastycznie spada liczba morderstw, wojen, egzekucji i ofiar gwałtownej śmierci. Aktów przemocy jest nie tylko mniej, ale są też statystycznie mniej brutalne. Okazuje się, że jeśli prześledzić liczbowe dane, to żyjemy w najspokojniejszej epoce wszechczasów.

Proszę więcej danych. Stosunkowo niedawno były dwie wojny światowe, z masowymi mordami, nalotami dywanowymi itp... no chyba, że pan naukowiec ustawił punkt "zero" gdzieś w 1945 i teraz mu tylko spada.
Po DWS mamy czas ograniczonych konfliktów ale nie oszukujmy się, to nie z powodu "mniejszej krwiożerczości", tylko z powodu bezwzględnej doktryny MAD. W krajach "cywilizowanych" pewnie faktycznie jest mniej morderstw, do czego przyczynia się wzrost wykrywalności tego typu zbrodni (wykrywalność to jedno, a co gdy do masowych zbrodni zacznie dochodzić z powodu ich bezkarności? Rzeźnikowi z Norwegii grozi 21 lat za zamordowanie 69 osób...). Jednak tam gdzie państwo jest niewydolne lub się załamuje dochodzi wręcz do masowych mordów. Nie wiem jak w tych badaniach zakwalifikowano rzeź w Rwandzie? Jak pan naukowiec traktuje wskaźniki morderstw w Iraku, Afganistanie czy Południowej Afryce? Jak traktuje tajemnicze zaginięcia w Federacji Rosyjskiej? Czy ma dostęp do wiarygodnych danych o egzekucjach z Chin i Korei Północnej?
Dukat
Użytkownik
#180 - Wysłana: 6 Lis 2011 20:55:56
Odpowiedz 
Wracąjac do tematu:
Madame Picard:
Jako socjolog odpowiem tak: (jak stwierdziłam już kilka stron wcześniej): bogiem jest to, co ludzie uważają za boga .

Tak, owszem, socjologicznie aczkolwiek... chodziło mi o inne znaczenie, o to jakiego rodzaju istoty moglibyśmy nazwać bogami. Pewnie takie, które są potężniejsze od nas i których zdolności nie za bardzo potrafimy wyjaśnić, prawda? Prorocy spełniają te kryteria wobec Bajoran. Nazywają się przy tym "tylko" prorokami. Czy to może oznaczać, ze ponad nimi są jeszcze inne, potężniejsze istoty?
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Star Treka stosunek do religii

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!