USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Czy przezył byś w przyszłości?
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  »» 
Autor Wiadomość
RaulC
Użytkownik
#121 - Wysłana: 18 Kwi 2009 23:20:54
The_D

W Rzymie tak - w Egipcie nie.
Delta
Użytkownik
#122 - Wysłana: 19 Kwi 2009 17:33:15
Madame Picard
Człowiek jest istotą społeczną i będzie zawsze poszukiwał kontaktu z innymi, jak nie tu, to gdzie indziej. Sądzę, że wielką rolę może tu odegrać Internet.

Ale taki kontakt to jednak nie to samo co dotychczasowe formy komunikowania się. Nadal jest się zamkniętym w czterech ścianach. Poza tym człowiek odrywa się od najbliższego otoczenia np. wiem o Was więcej (jeśli chodzi o zainteresowania czy poglądy na niektóre sprawy) niż o moich sąsiadach, obok których mieszkam nawet kilkanaście lat.

Sądzisz, że dojdzie do tego, że będziemy się w sytuacjach zawodowych posługiwać nickami?

Mafia może a my gorsi?

A tak naprawdę, to nie chciałem naruszać, bez Twojej zgody, ustawy o ochronie danych osobowych.
Q__
Moderator
#123 - Wysłana: 19 Kwi 2009 17:44:59
Delta

Mafia może a my gorsi?

Btw. mam te same skojarzenie, przez co na spotkaniach organizatorów TrekSfery, gdzie wszyscy zwracają się do mnie tylko "Kju" i "Kju", czuję się jak jaki łociec krzestny. Hehe.
Delta
Użytkownik
#124 - Wysłana: 19 Kwi 2009 17:46:36
Q__
przez co na spotkaniach organizatorów TrekSfery, gdzie wszyscy zwracają się do mnie tylko "Kju" i "Kju", czuję się jak jaki łociec krzestny.

Eviva
Użytkownik
#125 - Wysłana: 19 Kwi 2009 18:36:43
Q__
czuję się jak jaki łociec krzestny.

Nie tylko"się czujesz", Ty się nawet tak zachowujesz. Jesli jeszcze każesz się całować w rękę i zapraszać na kawę z szarlotką, bedziemy w domu.
Madame Picard
Moderator
#126 - Wysłana: 19 Kwi 2009 21:21:15 - Edytowany przez: Madame Picard
Delta

Ale taki kontakt to jednak nie to samo co dotychczasowe formy komunikowania się. Nadal jest się zamkniętym w czterech ścianach.
Zapewne. Ale zawsze jest to jednak jakiś kontakt społeczny, zapewne bardziej wartościowy niż np. bezmyślne gapienie się w telewizor. Poza tym zawsze można dany kontakt przenieść do poza Internet. Co też od czasu do czasu robimy, nespa?

wiem o Was więcej (jeśli chodzi o zainteresowania czy poglądy na niektóre sprawy) niż o moich sąsiadach, obok których mieszkam nawet kilkanaście lat.
I wcale mnie to nie dziwi. Tylko 2 pytania: czy gdybyś nie spędzał wolnego czasu z nami, to rzeczywiście spędzałbyś go ze swoimi sąsiadami? ; czy ci sąsiedzi wnieśliby do Twojego życia coś bardziej wartościowego niż my?
Bo w moim osobistym przypadku odpowiedź na oba pytania brzmi: nie . A forum wnosi do mojego życia znacznie więcej zysków niż strat, pod względem kontaktów społecznych zwłaszcza .

Q__

A wolałbyś, żeby mówić do Ciebie po imieniu? Byłam przekonana, że chcesz, żeby mówić do Ciebie "Kju"
Delta
Użytkownik
#127 - Wysłana: 19 Kwi 2009 22:07:07 - Edytowany przez: Delta
Madame Picard
Ale zawsze jest to jednak jakiś kontakt społeczny, zapewne bardziej wartościowy niż np. bezmyślne gapienie się w telewizor.

Racja.

Poza tym zawsze można dany kontakt przenieść do poza Internet. Co też od czasu do czasu robimy, nespa?

Dobrze, tylko, że ma to miejsce dość rzadko w porównaniu z kontaktem jaki mamy (czy kiedyś mieliśmy) z ludźmi z najbliższego otoczenia. Kiedyś znajomości nawiązywało się głównie wśród ludzi zamieszkujących okolicę. Dziś pod tym względem jest mi do nich równie daleko, jak wtedy daleko było mi do ludzi mieszkających na drugim końcu Polski zanim rozpowszechniono internet. Internet jest zastępstwem w komunikacji z ludźmi, ale w bardzo ograniczonym zakresie w porównaniu z realnym światem. Tymczasem ta "stara metoda" kontaktowania się w dużym stopniu zanikła a internet nie jest w stanie całkowicie zastąpić takich relacji.

czy gdybyś nie spędzał wolnego czasu z nami, to rzeczywiście spędzałbyś go ze swoimi sąsiadami?

Niekoniecznie. Ale musiałbym poszukać czegoś, co zastąpiłoby mi brak kontaktu z ludźmi po drugiej stronie łącza. I najbliższe środowisko byłoby, przynajmniej częściowo, takim zastępstwem. W czasach, gdy nie było komputera, magnetowidu, czy kilkudziesięciu kanałów TV, w każdym domu, ganiało się po podwórku.
Zresztą na ograniczenie tych kontaktów ma też wpływ ten wyścig szczurów. Ludzie często spędzają w pracy 12 i więcej godzin. Kiedyś był to czas, który można było wykorzystać inaczej (np. u mnie szło się na działkę, gdzie przy okazji spotykało się ludzi).
A już najbardziej to współczuję mieszkańcom dużych miast, spędzającym w korkach kilka godzin na to by dojechać do i z pracy. To też zabiera czas, który mogliby inaczej wykorzystać. Ostatnio byłem parę razy we Wrocławiu i tak po drodze zastanawiałem się czemu ludzie tak chętnie sprowadzają się do tak wielkich miast. Naprawdę nie rozumiem tego, że przedkładają duże miasto nad mniejsze i czasem tylko dlatego, że zarobki są nieco większe. Są rzeczy, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Ludzie sterczą w korkach nawet od 5 rano by dojechać do roboty do centrum miasta na 7-8 rano. Po południu ten sam horror zaczyna się na nowo tyle, że w odwrotną stronę, gdy wszyscy z pracy wracają do "dzielnic-sypialni" miasta. Przejeżdżając przez taką dzielnicę, widać jak ludzie żyją. Domek w szeregowej zabudowie (dla mnie to taki blok w poziomie -wszystkie wady bloku, żadnej zalety domu jednorodzinnego), ze 2 ary trawnika, dzieci bawiące się bezpośrednio na ulicy, która jest czasem jedyną tranzytową z tej i dwóch następnych takich dzielnic-sypialni. I wszystko po to by mieszkać w dużym mieście i spłacać ok. bańkę kredytu za ten dom. Za to samo można mieć willę na ładnej działce w mniejszym mieście i nie wiedzieć co to są korki, tłok, zgiełk, nie mówiąc o zaoszczędzonym czasie przeznaczonym w dużym mieście na dojazd do pracy. Nic dziwnego, że po takim męczącym dniu są szczęśliwi mogąc zamknąć się w czterech ścianach.

czy ci sąsiedzi wnieśliby do Twojego życia coś bardziej wartościowego niż my?

Pewnie nie. Ale nie w tym rzecz, tylko w tym, że ludzie, żyjąc obok siebie, coraz bardziej się od siebie oddalają. W sumie tworzą społeczność jedynie z nazwy. W praktyce nie mają ze sobą nic wspólnego. Kiedyś znałem pół osiedla, dzisiaj zdarza się, że mijam kogoś na ulicy i pojęcia nie mam kto to jest, a okazuje się, że mieszka, od lat, ze dwie bramy dalej. IMHO ludzie w takim społeczeństwie obojętnieją na siebie nawzajem. Świat się z tego powodu nie zawali, ale też trudno to nazwać korzyścią.

A forum wnosi do mojego życia znacznie więcej zysków niż strat, pod względem kontaktów społecznych zwłaszcza .

W moim też. Tylko, że poniekąd potwierdza to tezę, że często mamy więcej korzyści z takiej formy komunikacji, niż z komunikacji pomiędzy środowiskiem, w którym mieszkamy.
Madame Picard
Moderator
#128 - Wysłana: 19 Kwi 2009 22:41:20
Delta

Kiedyś znajomości nawiązywało się głównie wśród ludzi zamieszkujących okolicę.
Bo byliśmy na nich skazani. Ale czy te znajomości były w jakiś sposób lepsze od tych nawiązywanych przez Internet? Moim zdaniem Internet pozwala nam znaleźć takich ludzi, którzy nam odpowiadają, a nie tylko takich, na których skazuje nas fakt zamieszkiwania wspólnego terytorium.

Internet jest zastępstwem w komunikacji z ludźmi, ale w bardzo ograniczonym zakresie w porównaniu z realnym światem.
Jak wskazują badania, jest raczej dodatkiem niż zastępstwem. My jesteśmy na tle dzisiejszych internautów wbrew pozorom dość wyjątkowi, bo większość użytkowników używa Internetu przede wszystkim do komunikacji z ludźmi, z którymi komunikuje się również poza Internetem, a nie do poznawania nowych ludzi ani do rozmów z ludźmi, których nie zna.

W czasach, gdy nie było komputera, magnetowidu, czy kilkudziesięciu kanałów TV, w każdym domu, gani
Bo w takim byliśmy wieku . A co robili na ogół ludzie w wieku naszych rodziców?

ludzie, żyjąc obok siebie, coraz bardziej się od siebie oddalają. W sumie tworzą społeczność jedynie z nazwy. W praktyce nie mają ze sobą nic wspólnego. Kiedyś znałem pół osiedla, dzisiaj zdarza się, że mijam kogoś na ulicy i pojęcia nie mam kto to jest, a okazuje się, że mieszka, od lat, ze dwie bramy dalej. IMHO ludzie w takim społeczeństwie obojętnieją na siebie nawzajem.
Bo zmienia się charakter życia społecznego "from place-to-place to person-to-person community", od łączenia ludzi w jednym miejscu do łączenia ludzi z różnych miejsc. Ale co ciekawe, jak wynika z badań (m. in. Diagnoza Społeczna), internauci to nie są samotne wyspy zobojętniałe na wszystko dookoła; częściej niż nie-użytkownicy uczestniczą w stowarzyszeniach, publicznych inicjatywach czy zebraniach. Internet sprzyja też tworzeniu grup wsparcia dla ludzi dotkniętych jakimś problemem. Więc może nie taki diabeł straszny... jak mu się bliżej przyjrzymy .
Delta
Użytkownik
#129 - Wysłana: 19 Kwi 2009 23:39:07
Madame Picard
Bo byliśmy na nich skazani. Ale czy te znajomości były w jakiś sposób lepsze od tych nawiązywanych przez Internet?

Nie były lepsze jeśli chodzi o poznane osoby. Natomiast przewyższały internet dzięki kontaktowi na żywo.

Moim zdaniem Internet pozwala nam znaleźć takich ludzi, którzy nam odpowiadają, a nie tylko takich, na których skazuje nas fakt zamieszkiwania wspólnego terytorium.

I chwała mu za to. Ale to zależy z jakich ludzi składa się to terytorium. Im bardziej różnorodna grupa, tym większe szanse na trafienie na kogoś, z kim nawiąże się jakiś bliższy kontakt. Samo wyszukanie ludzi w sumie polega na tym samym i podobnie jest zależne od przypadku. Różnica na korzyść internetu jest taka, że szybciej można dotrzeć do ludzi mających podobne zainteresowania. Ale to jeszcze nie znaczy, że trafiliśmy na odpowiednią dla nas grupę. Potrzeba czasu i dalszego kontaktu by o tym zdecydować. Zupełnie tak samo jak w kontaktach z osobami "w realu".

Jak wskazują badania, jest raczej dodatkiem niż zastępstwem.

Ale dodatkiem dość uzależniającym, co z czasem może prowadzić do ograniczenia kontaktów z najbliższym otoczeniem, na rzecz komunikacji przez internet.

większość użytkowników używa Internetu przede wszystkim do komunikacji z ludźmi, z którymi komunikuje się również poza Internetem,

To też w pewnym stopniu ogranicza, bo w takich wypadkach, większość kontaktu ma się nadal z tą samą grupą ludzi w realu i w internecie.
Nasz przypadek jest o tyle lepszy, że mamy kontakt z ludźmi mieszkającymi w okolicy i z ludźmi mieszkającymi daleko od nas.

Bo w takim byliśmy wieku .

A niekoniecznie. Bo dzisiejsze podwórka w porównaniu z tym co na nich się działo "za moich czasów" to niemal świecą pustkami.

A co robili na ogół ludzie w wieku naszych rodziców?

Z tego co ja pamiętam, to wielu rodziców znało się, bo dzieci się znały, lub poznali się pilnując/bawiąc się z tymi dziećmi na podwórkach. I nie ograniczało się to jedynie do dwóch zdań na ławce w parku. Dziś, z braku czasu dorosłych, często dzieci wychowują się na podwórkach same, więc ten kontakt rodziców ze sobą także został w ten sposób ograniczony. Do tego w mojej okolicy wielu miało też wspomniane działki ogrodnicze, na których spotykało się z innych ludzi. Teraz taką działkę to najczęściej mają jacyś emeryci. 20-30 lat temu to głównie byli ludzie w naszym wieku. Częściej też odwiedzało się rodzinę. I co dziwne dzisiaj, nie było to jednoznaczne z jakimś katastrofalnym najazdem.

Bo zmienia się charakter życia społecznego "from place-to-place to person-to-person community", od łączenia ludzi w jednym miejscu do łączenia ludzi z różnych miejsc.

Tylko czy obiektywnie, wg. badań, rachunek korzyści/strat wychodzi na plus?

Ale co ciekawe, jak wynika z badań (m. in. Diagnoza Społeczna), internauci to nie są samotne wyspy zobojętniałe na wszystko dookoła; częściej niż nie-użytkownicy uczestniczą w stowarzyszeniach, publicznych inicjatywach czy zebraniach.

A czy to czasem nie wynika z tej potrzeby kontaktu, którego w realu jest tym ludziom za mało? Zresztą znam masę ludzi z dawnych czasów, którzy nie uczestniczyli w takich formach społecznego życia jakie wymieniłaś, ale po prostu się ze sobą mniej lub bardziej przyjaźnili. Nie potrzebowali do tego klubu czy stowarzyszenia, więc wątpliwe by korzystali z tej formy dzisiaj. A jednak takie kontakty, jakie były między tymi ludźmi kiedyś, zanikły. I w sumie nic ich nie zastąpiło. Pozamykali się w czterech ścianach i tyle (zresztą sam też po części tak żyję ). Samo to, że badania mówią, że ludzie korzystają z internetu do komunikacji z tymi, z którymi się znają w rzeczywistości jest tego potwierdzeniem. Kiedyś trzeba było wyjść by gdzieś się spotkać, dziś zastępuje to ekran i klawiatura, a to nigdy nie będzie to samo.

Więc może nie taki diabeł straszny... jak mu się bliżej przyjrzymy .

W sumie internet nie jest tym strasznym diabłem. To pogoń w tym wyścigu szczurów jest czymś takim. Przez to ludzie nie mają ani czasu ani sił i ochoty na utrzymywanie kontaktów z innymi ludźmi. Właściwie to w takim świecie internet jest dobrodziejstwem, bo dzięki wygodzie, jaką daje posiadanie go we własnych czterech ścianach, w których się zamykamy, zastępuje część tych dotychczasowych kontaktów.
Madame Picard
Moderator
#130 - Wysłana: 19 Kwi 2009 23:55:26
Delta

Ale dodatkiem dość uzależniającym, co z czasem może prowadzić do ograniczenia kontaktów z najbliższym otoczeniem, na rzecz komunikacji przez internet.
To jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów na temat Internetu. Po pierwsze, uzależnienia od Internetu zdarzają się dużo rzadziej niż się powszechnie sądzi, a po drugie uzależniają się osoby, które mają predyspozycje do uzależnień i gdyby nie Internet, to uzależniłyby się od czegoś innego. Na przykład od telewizji. A po trzecie, ŻADNE badania nie potwierdziły tezy o tym, że Internet powoduje ograniczenie kontaktów z najbliższym otoczeniem. Mimo że wielu badaczy bardzo się starało . Internet pewnym tendencjom sprzyja, ale ich nie wywołuje. Zresztą sam to w pewnym sensie powiedziałeś:
W sumie internet nie jest tym strasznym diabłem. To pogoń w tym wyścigu szczurów jest czymś takim. Przez to ludzie nie mają ani czasu ani sił i ochoty na utrzymywanie kontaktów z innymi ludźmi.
My to nazywamy nieco inaczej, ale chodzi mniej więcej o to samo .
A mnie osobiście (nie jako socjologowi ) kontakt internetowy bardzo odpowiada. Ale ja jestem strasznym mizantropem .
Delta
Użytkownik
#131 - Wysłana: 20 Kwi 2009 03:35:37 - Edytowany przez: Delta
Madame Picard
Po pierwsze, uzależnienia od Internetu zdarzają się dużo rzadziej niż się powszechnie sądzi,

Bo większość "nałogowców" zaprzecza.
Kiedyś, lata temu, jeszcze internet był u nas mało spotykanym zjawiskiem, w CDA był test na nałogowca gier komputerowych (i w ogóle komputera). Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy wyszło, że jestem już nałogowcem i ostrzeżenie, że chociaż jeszcze wtedy mój nałóg jest umiarkowany, to będzie wzrastał. A wydawało mi się, że w porównaniu z moimi kolegami to spędzam mało czasu przy komputerze. I pomijając już to, że taki test jest po to, by traktować go z przymrużeniem oka, to w moim przypadku się sprawdził co do joty. Przy komputerze spędzam bardzo dużo czasu. Częściowo wyparł on inne rzeczy, a w momencie dłuższej awarii komputera, czy internetu (albo Phoenixa ) jestem jak na głodzie, nawet trudno mi zastąpić komputer i internet czymś innym. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu nie miałem dostępu do internetu. A jeszcze dużo wcześniej nie miałem komputera. I jakoś nie brakowało mi rozrywek, za to brakowało czasu na wszystkie dostępne. Nie ma co zaprzeczać, jestem internetowym nałogowcem. Umiarkowanym, bo nie przeraża mnie jeszcze wyjście do realnego świata, ale jednak.
Nie wspominając o tym, że zdarzają się ludzie, którzy zeszli w kawiarenkach internetowych po kilkudziesięciu godzinach korzystania z komputera.

a po drugie uzależniają się osoby, które mają predyspozycje do uzależnień i gdyby nie Internet, to uzależniłyby się od czegoś innego.

Widzisz, ja chyba nie mam predyspozycji do uzależnień. Nie palę, nie piję żadnego alkoholu i z żadnej okazji, nie ćpam i nigdy mi się nie zdarzyło korzystać z tego rodzaju rzeczy. M.in. dlatego, że wiem jak to się kończy i potrafię się na tyle kontrolować, by się za to nie złapać. Zresztą, nawet nigdy mnie do takich uzależnień nie ciągnęło. A jednak korzystanie z sieci i ogólnie z komputera w jakimś stopniu mnie uzależniło i trudno byłoby mi nie korzystać z komputera czy internetu.

A po trzecie, ŻADNE badania nie potwierdziły tezy o tym, że Internet powoduje ograniczenie kontaktów z najbliższym otoczeniem.

A jak te badania mają się do tego, że my spędzaliśmy czas na podwórku, a dzisiejsze dzieci spędzają czas przy komputerach? Przecież to jest ograniczenie kontaktów z najbliższym otoczeniem, bo zamiast 5-10 godzin spędzić na dworze, część z tego czasu spędzają w domach przy kompie.

Internet pewnym tendencjom sprzyja, ale ich nie wywołuje.

W przypadku dorosłych ludzi pewnie nie jest przyczyną sam internet jako taki. Bo ganiają po kilkanaście godzin dziennie by zarobić na życie i to jest przyczyna, że później na wiele więcej nie mają czasu i ochoty. Ale dzieci to co innego. Raz, że łatwiej im wpaść taki nałóg, dwa, że skoro zaczynają korzystać z internetu i to ich wciąga (bo jak mówisz: "Internet pewnym tendencjom sprzyja"), to automatycznie mają mniej czasu na wszystkie pozostałe zajęcia. W tym przypadku internet wywołuje te tendencje, bo korzystanie z niego jest coraz częściej koniecznością i dzieci muszą nauczyć się korzystać i z komputera i z sieci. My nie musieliśmy, bo za naszych czasów tych rzeczy nie było. A potem internet sprzyja dalszemu rozwojowi tych tendencji, bo raz się spróbowało i to wciąga. Oczywiście nie jest (lub rzadko kiedy jest) to jakiś skrajny nałóg niszczący komuś życie, więc nie ma co go porównywać do alkoholu czy narkotyków, ale ogranicza czas przeznaczony na inne czynności. Bo nadal ma się tylko 24 godziny na dobę. Żeby móc korzystać z sieci/komputera trzeba zrezygnować z innych zajęć.

A mnie osobiście (nie jako socjologowi ) kontakt internetowy bardzo odpowiada.

A np. mi nie do końca. Cenię go jako źródło rozrywki i wiadomości, a przede wszystkim za kontakt taki jaki mamy na tym Forum, ale to nie jest to samo co na żywo (czego żałuję, bo gdybyśmy wszyscy mieszkali w tej samej okolicy to dopiero byłby raj ). I jak się nad tym zastanawiam, to chyba zaczynam rozumieć to, czego długo nie mogłem zrozumieć, gdy na studiach wtłaczali mi w głowę, że formą poprawienia wydajności pracy są rozmaite imprezy integracyjne. Ludzie mając ze sobą normalny kontakt w pracy nie zachowują się tak jak ludzie, którzy bliżej poznali się nie tylko dzięki wspólnej pracy ale i innym wspólnym przeżyciom. W pracy każdy robi przez te 8 godzin swoje, potem czapka na głowę i do domu. Wszelakie kontakty interpersonalne są ograniczone do minimum i często dotyczą tylko spraw zawodowych, bądź jakiś tam grzecznościowych formułek i rozmowy o pogodzie. Dzięki tym imprezom integracyjnym ludzie mogą poznać się bliżej i do tego z innej strony niż ta oficjalna, służbowa. W efekcie mogą się lepiej porozumiewać, co usprawni pracę. Mogą się nawet polubić i przyjemniej im się będzie razem pracowało, więc sama praca może być mniejszą katorgą niż do tej pory, co także przełoży się na wyniki. A wszystko dzięki temu, że spędzili ze sobą parę imprez, czy jakieś wspólne wczasy. A wydawałoby się, że dotychczasowe kontakty, jakie mieli, nim poznali się bliżej dzięki takim imprezom integracyjnym, są wystarczające i więcej nie jest potrzeba.
To samo dotyczy dzieci/nastolatków. Przez całą podstawówkę i liceum, do którego chodziłem z częścią ludzi z mojej podstawówki, nie miałem z nimi takiego kontaktu jak z plus/minus rówieśnikami na moim podwórku. A cała różnica była taka, że z dzieciakami z podwórka znałem się dzięki godzinom wspólnych zabaw i rozrabiania po całej okolicy przez całe lata, a z tymi ze szkoły nie było kiedy poznać się w ten sam sposób, bo większość czasu spędzało się grzecznie w ławce, a potem szło się w końcu do domu i można było pójść na podwórko do kumpli. Nie wystarczało tego szkolnego kontaktu by poznać się bliżej i pewien dystans był zawsze. I w sumie po 8, i więcej, latach spędzonych w jednej klasie, wiem o nich, i oni o mnie, znacznie mniej niż o tych osobach, które znałem z podwórka. Znacznie mniej nas ze sobą wiąże, a dzisiaj praktycznie jesteśmy dla siebie tak całkowicie obcy, jak obca jest dla nas osoba przypadkowo na ulicy mijana.
I tak odnoszę wrażenie, że podobnie jest dzisiaj w przypadku internetu i dzieci z niego korzystających. To nigdy nie będzie to samo, co wyszalenie się z grupką innych dzieci. Zawsze jest coś za coś.
Madame Picard
Moderator
#132 - Wysłana: 20 Kwi 2009 11:26:40 - Edytowany przez: Madame Picard
Delta

Zresztą, nawet nigdy mnie do takich uzależnień nie ciągnęło. A jednak korzystanie z sieci i ogólnie z komputera w jakimś stopniu mnie uzależniło i trudno byłoby mi nie korzystać z komputera czy internetu.
Bo to nie jest uzależnienie w sensie medycznym, tylko, powiedzmy, cywilizacyjnym. Można równie dobrze powiedzieć, że jesteśmy uzależnieni od mydła, łyżek, bawełny i elektryczności. Trudno by nam było z tych wszystkich udogodnień nie korzystać, a jednak ludzie kiedyś z nich nie korzystali i jakoś żyli . Gdybyśmy chcieli z nich po kolei rezygnować, to wreszcie zamieszkalibyśmy w beczce jak Diogenes .

Ale dzieci to co innego. Raz, że łatwiej im wpaść taki nałóg, dwa, że skoro zaczynają korzystać z internetu i to ich wciąga (bo jak mówisz: "Internet pewnym tendencjom sprzyja"), to automatycznie mają mniej czasu na wszystkie pozostałe zajęcia
Oczywiście, że w przypadku dzieci wygląda to inaczej niż w przypadku dorosłych. Dlatego rodzice powinni mieć rozeznanie i jako taką kontrolę nad tym, co ich dzieci robią w Internecie, podobnie zresztą jak w przypadku oglądania przez dziecko telewizji czy w przypadku korzystania przez nie ze wszystkich innych mediów, z tradycyjnymi książkami włącznie.
Q__
Moderator
#133 - Wysłana: 26 Cze 2010 22:01:48
Delta

Delta:
W sumie internet nie jest tym strasznym diabłem.

Ciekawe rozważania a'propos Internetu, przyszłości i... Lema:
http://www.esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.h tml?id=6313
Adek
Użytkownik
#134 - Wysłana: 26 Cze 2010 22:33:48
Q__:
Ciekawe rozważania a'propos Internetu, przyszłości i... Lema:

Bardzo ciekawy artykuł. Najbardziej zafrapował mnie epilog tego artykułu.

Porzekadło „obyś żył w ciekawych czasach” traktuję jako synonim dobrych życzeń. Największym moim zmartwieniem jest to, że chyba jednak nie będę mógł wyjrzeć na Ziemię za tysiąc lat, aby przekonać się, co nowego.
Na szczęście już dziś możemy mniej więcej zasymulować i wygląd Ziemii, rozwój techniki oraz społeczeństw i relacji społecznych jakie będą funkcjonować.
Q__
Moderator
#135 - Wysłana: 26 Cze 2010 22:37:09
Adek

Adek:
Na szczęście już dziś możemy mniej więcej zasymulować i wygląd Ziemii, rozwój techniki oraz społeczeństw i relacji społecznych jakie będą funkcjonować.

Z naciskiem na mniej.
TSan
Użytkownik
#136 - Wysłana: 28 Cze 2010 13:32:03
Heh, budzisz się a tu Picard. To było by niezłe, ale wolałabym nie. Co bym zrobiła bez mojega psiaka Budrysa?
Eviva
Użytkownik
#137 - Wysłana: 28 Cze 2010 16:52:33
TSan:
Heh, budzisz się a tu Picard

Nie strasz mnie! Budzę się, a tu Picard wrzeszczy: "Chorąży Dorjinsky, co to za spanie na służbie?! Trzy dni czyszczenia kanałów plazmowych za karę!"
I ta jego łysina, błyszcząca groźnie w świetle lamp o kilka cali nad moją przerażoną twarzą...
TSan
Użytkownik
#138 - Wysłana: 29 Cze 2010 17:57:20
Eviva:
"Chorąży Dorjinsky, co to za spanie na służbie?! Trzy dni czyszczenia kanałów plazmowych za karę!"

No co ty, Picard nie jest taki! Dodał by jeszcze : " szczoteczką do zębów!"
Eviva
Użytkownik
#139 - Wysłana: 29 Cze 2010 18:01:59
TSan

Good point!
Tina46
Użytkownik
#140 - Wysłana: 29 Cze 2010 20:46:00
Hmm... bardzo ciekawy temat
Tak się zastanawiam... przeszłość czy przyszłość? Musiałabym się mocno zastanowić. Przeszłość według mnie jest najbezpieczniejszym wariantem (choć zostanie w teraźniejszości byłoby jeszcze bardziej bezpieczniejsze ). Wiedziałabym chociażby np. o wspomnianej Pompei (choć i tak o niej prawie nic nie wiem ). Ale ryzyko istniałoby, jak wszędzie gdzie kolwiek bym nie była. A przeszłość mnie troche przeraża gdy patrze jak traktowano w tedy kobiety i to już u mnie może podróż w przeszłość skreślić (no chyba że chodzi o owy Egipt ale i tak nic o nim nie wiem )
I może dzięki mojej wiedzy zarobiłabym i stała się sławna ale mogłabym zmienić teraźniejszość (ciekawe co by w tej teraźniejszości działo ).
Natomiast podróż w przyszłość jest bardziej ryzykowna, bo nie wiemy co się w niej będzie dziać. Może będzie jak w Treku? A może kosmici zaatakują i wyniszczą ludzi? A może jeszcze coś innego? Nic nie wiemy o tym co się tam stanie.
Ale co bym wybrała? Chyba bardziej tą, mimo wszystko ryzykowną wersje. Podróż w przyszłość
Ale ciekawe co bym naprawde zrobiła...

TSan:
Eviva:"Chorąży Dorjinsky, co to za spanie na służbie?! Trzy dni czyszczenia kanałów plazmowych za karę!"
No co ty, Picard nie jest taki! Dodał by jeszcze : " szczoteczką do zębów!"

Alek Roj
Użytkownik
#141 - Wysłana: 1 Lip 2010 01:25:17
Myślę o "Neutral Zone"... i o możliwościach adaptacji w przyszłości.
Dawno oglądałem TNG, ale pamiętam, że jednym z odhibernowanych był muzyk. Przypuszczam, że - gdyby naprawdę wydarzyła się taka historia - jemu adaptacja przyszłaby najłatwiej. Artysta - muzyk, poeta, malarz itp. - będzie potrzebny zawsze. Gdyby np. dzisiaj ożywić Bacha, to - znając jego eksperymentatorską pasję - sądzę, że odnalazłby się szybko w dzisiejszym świecie syntezatorów i komputerów muzycznych. Znacznie trudniej od artysty miałby naukowiec (z wyjątkiem może humanisty) lub technik.
Mimo wszystko gdyby którekolwiek z nas znalazło się w odległej przyszłości, to wydaje mi się, że miałoby co robić. Stanowilibyśmy nieocenioną pomoc choćby dla historyków. W końcu co innego dokument - choćby najlepszy - a co innego żywa osoba pamiętająca daną epokę, znająca jej koloryt i obyczajowość... A tam, zaadaptowalibyśmy się!

Gdybym natomiast miał wybrać się na wycieczkę w przeszłość, to raczej niedaleką. Może Londyn lub San Francisco lat 60 i wczesnych 70 - tam mógłbym nawet pobyć nieco dłużej. I zapewne największym problemem byłoby dla mnie przestawienie się z Worda z powrotem na maszynę do pisania... ale ogólnie to chyba bardziej pasowałbym do tamtych czasów.
TSan
Użytkownik
#142 - Wysłana: 1 Lip 2010 17:33:51
Co do przeszłości, ja chcialabym znaleźć sie w latach 60-80, ale podróżować po świecie. Tylko pomyślicie! Wszystko dopiero zaczeło sie rozwijać: filmy(pójść na plan TOS-a!), nauka(lądowanie na Księżycu) i oczywiście muzyka! Hendrix, Marley, Beatelsi, Woodstock i Elvis! Rozwój kultury hippisowskiej. A potem? Lata 70. Jeszcze wiekszy rozwój muzyki( i Treka). Wybór Karola Wojtyły na papieża. Co się wtedy działo! A lata 80! Solidarność, wybuch muzyki rockowej w Polsce, pierwsze telefony. I oczywiscie Trek. A muzyka!! U2, AC/DC, Metallica, ABBA. Co ja bym dała, żeby znaleźć się w tamtych czasach i usłyszeć Queen na żywo... Ach...
Eviva
Użytkownik
#143 - Wysłana: 1 Lip 2010 17:46:46
TSan:
Co się wtedy działo!

Najwyraźniej nie wiesz...;

TSan:
Rozwój kultury hippisowskiej.

Pomyslanej jako protest przeciw wojnie w Wietnamie i opartej na źle pojętej wolności osobistej, co zaowocowało rozwojem narkomanii i gwałtownym skokiem zachorowań na choroby weneryczne.

TSan:
Co ja bym dała, żeby znaleźć się w tamtych czasach

Wierz mi, zadowolona byś nie była. Polska rzeczywistość tamtych czasów nie była taka, jak Ci się wydaje.
TSan
Użytkownik
#144 - Wysłana: 1 Lip 2010 20:03:07
Eviva

Ja z natury jestem optymistką. Zawsze szukam tych dobrych stron.
Zresztą gdyby nie kultura hippisowska, wiele ćpunów nie zaczeło by kariery muzycznej(np.Bob Marley). A co do Polski, to wiem, wiem. Strajki, kartki na żywność, tajne służby... Ale dle mnie to takie nierzeczywiste i jednocześnie fascynujące....
Eviva
Użytkownik
#145 - Wysłana: 1 Lip 2010 20:09:23
TSan:
Strajki, kartki na żywność, tajne służby... Ale dle mnie to takie nierzeczywiste i jednocześnie fascynujące....

Dla mnie to czasy wczesnej młodości, które dobrze pamiętam i uwierz mi, wolałabym do nich nigdy nie wrócić. Życie w bajce bywa koszmarem, gdy nie jest się księżniczką, tylko jedną z dziewic, wcześniej pożartych przez smoka.

TSan:
gdyby nie kultura hippisowska, wiele ćpunów nie zaczeło by kariery muzycznej(np.Bob Marley).

A ilu synów i ile córek by nie zaćpało się na śmierć? TYSIĄCE! Pomyśl o pogrążonych w żałobie rodzinach - było ich więcej, niż tych "karier", z których zresztą niejedna skończyła się tragicznie (np. Janis Joplin)
TSan
Użytkownik
#146 - Wysłana: 1 Lip 2010 20:34:10
Eviva

I tak by ćpali. A ogolnie w zwiaku z Bobem Marleyem i ćpunami: wiesz, że po jego śmierci palili jego maryche przez 10 lat!!
Eviva
Użytkownik
#147 - Wysłana: 1 Lip 2010 20:45:06
TSan:
I tak by ćpali.

Handlarze narkotyków tak właśnie tłumacza się na policji.

TSan:
A ogolnie w zwiaku z Bobem Marleyem i ćpunami: wiesz, że po jego śmierci palili jego maryche przez 10 lat!!

No i co? Niezależnie od jego wspaniałej muzyki moralnie był śmieciem. Chciałabyś taka być? Badałam kiedyś 17-tolatka, który palił maryche przez póltora roku raptem. Zapis jego fal mózgowych był porównywalny z zapisem przeciętnego 70-latka.
TSan
Użytkownik
#148 - Wysłana: 3 Lip 2010 20:43:09
Eviva

Koniec tematu Bobiego. Wróćmy do Picarda i reszty. Ogólnie to chciałabym znaleźć się w przyszłości, niekoniecznie na statku kosmiczynym. Zobaczyć odkrycia nauki, historię itp.
Tina46
Użytkownik
#149 - Wysłana: 3 Lip 2010 20:57:15
TSan:
Ogólnie to chciałabym znaleźć się w przyszłości, niekoniecznie na statku kosmiczynym.

A ja właśnie bym chciała znaleść się na statku kosmicznym.
Najlepiej w czasach TOS-a na Enterprisie
Lucas
Użytkownik
#150 - Wysłana: 3 Lip 2010 21:19:10
Ja na statku poleciałbym jak z procy do silników...
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Czy przezył byś w przyszłości?

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!