USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Opowiadania
 Strona:  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Picard
Użytkownik
#1 - Wysłana: 15 Mar 2008 12:31:56
Odpowiedz 
Nie mozna podzielic sie z Wami moimi przemyslaniami na temat odcinkow TNG z AXN wiec ,,uracze" Was moimy opowiadaniem, ktorego fragmenty bede publikował w weekendy - Was tez zachecam do publikacji swojej tworczosci. Napiszcie co myslcie na temat opowiadania, oto jego pierwszy fragment:

Kira Narys spoglądała na rozmyte za sprawą ogromnej prędkości światła gwiazd majaczące za bulajem. Odkąd weszła na pokład statku, pełna była złych przeczuć, tak dobrze znanego jej uczucia napięcia jakie zawsze stawało się jej udziałem przed bitwą. Znała jej dobrze z okresu zaciętych zmagań jej rodaków z Kardasjanami i z równie mrocznych dni wojny z Dominium – jej organizm nauczył się reagować na choćby blady cień zagrożenia. Niektórzy byli uczuleni na andoriański ale inni na ziemskie truskawki jej organizm zaś nabawił się uczulenia na groźne sytuacje , w przeciwieństwie jednak do innego rodzaju tego typu przypadłości, to które było udziałem Kiry Narys dodawało jej sił miast ją osłabiać. Jej bajorańskie serce pompowało wtedy szybciej krew do reszty organizmu, mięśnie były napięte a całe ciało nabierało dużo większej odporności niż ta jakiej spodziewać by się można po tej z pozoru drobnej kobiecie – zdarzyło jej się niegdyś ,,zakosztować” klingońskiego sztyletu wbitego w trzewia, którego to ciosu nawet nie poczuła nim nie obezwładniła wojownika, który go zadał. Tak, to swoiste poczucie zagrożenia pozwalało jej przeżyć co nie oznacza, że było chodź odrobinę przyjemne – a teraz odczuwała je całym jestestwem. Nagle, jakgdyby współgrając z niespokojnym tokiem jej myśli osobisty komunikator, który nosiła na piersi ożył przekazując wiadomość z mostka.
- Pani Narys, zbliżamy się do punktu docelowego. Proszę niezwłocznie zameldować się na mostku – głos był opanowany i beznamiętny w sposób, który niemal zabraniał myśleć o jego posiadaczu jako o istocie żywej.
W przeciwieństwie do niego Kira wciąż odczuwała narastające napięcie, rozsadzające ją niemal od środka, kiedy opuściła swą kajutę i najbliższą turbowindą udała się na mostek. Zelżało ono nieco gdy znalazła się już u celu podróży – oto znalazła się znowu w samym środku wydarzeń znów mogła działać, pozostawiając własne obawy na marginesie świadomości. I chodź były one wciąż obecne gdy rozglądała się badawczo po obszernym mostku to widok zgromadzonych na nim postaci napawał ją otuchą.
- Pani pułkownik, zbliżamy się do punktu docelowego – mimo okoliczności Kira nie mogła nie ucieszyć na widok znajomego oblicza Milesa O’Briena – Wywołuje statek na wszystkich częstotliwościach. Jak dotąd brak odpowiedzi.
- Czy skan potwierdza wcześniejszą identyfikacje okrętu? – Narys odezwała się po raz pierwszy od początku podróży. Swoje pytanie skierowała do O’Briena nim ten jednak zdołał na nie odpowiedzieć, riposty zdążył udzielić jej komandor porucznik zasiadający na stanowisku OPS, który wcześniej zaprosił Kire na mostek. Zwróciwszy bladą twarz w stronę pani pułkownik z zimną precyzją automatu wyrecytował:
- Dane zgromadzone w bankach pamięci są stu procentowo zgodne z odczytami czujników dalekiego i bliskiego zasięgu. – oblicze androida pozostało całkiem niewzruszone – Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia ze statkiem rasy identyfikowanej jako Tosk.
Kira nie miała dotąd przyjemności poznać syntetycznej formy życia pełniącej na Enterprise-E obowiązki drugiego oficera, ale pewna była, iż dobrze jest mieć przy sobie kogoś kto – w przeciwieństwie do niej – nie odczuwa tego przeklętego, dławiącego uczucia trwogi jakie ją ogarniało w obliczu tych niezwyczajnych okoliczności. Rasa, o której bowiem wspominał pana Data pochodziła w kwadrantu Gamma, z drugiej strony korytarza podprzestrzennego, tunelu, do którego wejście było pilnie strzeżone! Mimo to statek przybysza z innej części galaktyki znalazł się niepostrzeżenie cały parsek dalej niż położona była Stacja Dziewiąta umiejscowiona w bezpośrednim sąsiedztwie korytarza i będąca gwarantem, że nic nie przejdzie przez niego bez wiedzy Federacji. Owo ,,cudowne” pojawienie się Toska nie zwiastowało nic dobrego – świadczyć ono mogło jedynie o tym, iż gdzieś indziej istnieje inne przejście do znanych Kirze rejonów galaktyki i otwierało ono drzwi bezlitosnym wrogą Federacji, Dominium do ponownej inwazji na terytorium Zjednoczonych Planet
.
Picard
Użytkownik
#2 - Wysłana: 15 Mar 2008 15:35:13
Odpowiedz 
Narys wyartykułowała w myślach kilka szpetnych słów, których wypowiadanie nie godne było wierzącej Bajoranki gdy ponownie ogarnęło ją przekonanie, że najprawdopodobniej nowe przejście prowadzące do jej rodzinnej planety oraz setek innych sprzymierzonych z nią światów musiało powstać nie inaczej niż tylko na skutek wysiłków naukowców Dominium i ich mocodawców szykujących się do kolejnego, bezlitosnego podboju. ,,Statki, które podróżują między gwiazdami, urządzenia rozbijające ciało na atomy i scalające ja na powrót w jedną, spójną całość, wszystko to w naszej dyspozycji, jako cuda dnia codziennego a mimo to nie staliśmy się ani o krztynę mądrzejsi, wciąż szukamy tylko sposobności by rozłupać bliźniemu czaszkę maczugą” – myśl ta zakiełkowała w głowie pani pułkownik wraz z kolejnym wybuchem emocji związanych z możliwością obcej inwazji. Przemyślenia te przerwało pytanie pierwszego oficera, skierowane do androida.
- Co wykazują czujniki bliskiego zasięgu panie Data? – wysoki brodacz, Will T. Riker zasiadający po prawicy kapitana, wstał ze swojego stanowiska i podszedł do konsoli OPS – by lepiej przyjrzeć znajdującym się tam odczytom. – Czy wykrył pan ślady życia wewnątrz statku?
Kira miała już sposobność spotkać się z pierwszym oficerem Enterprise, a przynajmniej z człowiekiem, który się zań podawał, a którego najtrafniej było by określić mianem brata-bliźniaka Willa i mimo przykrych przeżyć jakie się z owym spotkaniem wiązały, nie mogła powstrzymać się przed myśleniem o zastępcy kapitana jako o atrakcyjnym mężczyźnie.
- Brak jednoznacznych odczytów. – odparł syntetyczny komandor porucznik. – Odkrywam słabe sygnały mogące wskazywać na obecność formy życia. Możliwe jest, iż obcy jest ranny.
- Sir – O’Brien zwrócił się do kapitana zasiadającego w centralnym fotelu mostka. – Tosk, którego spotkałem miał zdolność częściowego maskowania swojej sygnatury, możliwe więc, że jest obecny na pokładzie ale nie możemy, jeszcze w pełni potwierdzić. Może kiedy będziemy bliżej…
- Panie O’Brien – dowódca Enterprise, Jean-Luc Picard odwrócił swoją niezbyt owłosioną głowe w stronę podwładnego. – Czy możliwe jest, że mamy do czynienia z tym samym statkiem co poprzednio? O ile dobrze pamiętam z pańskich raportów wynikało, że zaprzyjaźnił się pan z Toskiem, który gościł niegdyś na Stacji Dziewiątej. Czy mógł by pan postarać się przekonać obcego by tez odezwał się do nas jeśli jest na pokładzie?
- Spróbuje panie kapitanie. – odrzekł Miles po czym odwrócił się od zajmowanego dotad panelu ściennego spoglądając w stronę pana Worfa, zawiadującego tymczasowo zarówno stanowiskiem taktycznym jak także łącznością statku. Picard skinął potakująco głową w stronę rosłego Klingona dając mu znak aby ponownie spróbował skontaktować się ze statkiem obcego. Worf użył stojącej przed nim konsolety i za jednym naciśnięciem znajdującego się na niej przycisku głośniki na mostku Enterprise ożyły.
- Tosk, tu szef Milesa O’Brien! – przemówił dobry znajomy pani Narys. – Pamiętasz mnie? Zaprzyjaźniliśmy się parę lat temu. Proszę odezwij się do mnie jeśli tam jesteś. Daj jakikolwiek znak życia, wiesz, ze nie musisz obawiać się niczego z moje strony.
O’Brienowi odpowiedziała jednak tylko złowroga cisza – jego obcy przyjaciel nie mógł więc bądź też nie chciał odpowiedzieć. Żadna z tych możliwości nie przypadła obsadzie mostka do gustu, każda bowiem mogła zwiastować kłopoty nie tylko dla nich ale i dla całej Federacji. Kira cały czas świadoma tego faktu zaczęła – nie po raz pierwszy zresztą – zastanawiać się czemu właściwie wsiadła na ten przeklęty statek by gonić za złowróżbnymi wskazaniami pokładowych czujników?
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 15 Mar 2008 17:32:06
Odpowiedz 
Heh pierwsza fanfiction na naszym Forum (przynajmniej za moich czasów).

Otwierać szampana!
Picard
Użytkownik
#4 - Wysłana: 15 Mar 2008 18:41:39 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
A przecież mogła zostać na Stacji Dziewiątej, której była komendantem i oczekiwać dalszego przebiegu wydarzeń utrzymując z Enterprise łączność przed radio podprzestrzenne. Instynkt kazał jej jednak działać i prosić kapitana Picarda o pozwolenie wzięcia udziału w misji. Ów instynkt dał znać o sobie już z chwilą gdy wszystkie obecnie zgromadzone na mostku osobistości pojawiły się na jej stacji by zgodnie z wytycznymi Gwiezdnej Floty opracować i wdrożyć w życie nowe systemy obronne, dużo skuteczniejsze w obliczu ataku Borg – Kirze nie przypadł do gustu pomysł, i z ktoś miał majstrować przy układach jej stacji. Mimo, że ucieszyła się na ponowne spotkanie z O’Brienem i Worfem to jednak pomysł eksperymentowania na żywym ciele znajdującej się pod jej rozkazami placówki pozostawił ją niepokojom. Rzecz jasna, jej dwaj starzy przyjaciele nie byli jedynymi ekspertami mającymi wziąć udział w opracowaniu modyfikacji. Wśród przydzielonych do tego zadania znalazł się zarówno kapitan Picard, który jak człowiek zasymilowany niegdyś przez Borg miał rozległą wiedze na jego temat, jak także niejaka Anika Hansen będąca niegdyś członem Borg o wdzięcznym imieniu Siedem z Dziewięciu. Obecnie przebywała w maszynowni statku z głównym mechanikiem Enterprise, Geordim LaForgem starając się wycisnąć jak najwięcej z pokładowych silników warp To właśnie dzięki modyfikacją czujników Stacji Dziewiątej poczynionych przez Anikę na monitorach owej placówki ukazała się dobrze znana sygnatura statku Toska. I dzięki niej gnali teraz, mijając kolejne gwiazdy na spotkanie owego milczącego przybysza, który wtargnął niespodziewanie w ich przestrzeń.
- Sir, - odezwał się nagle, komandor porucznik Data – Śledzony obiekt, znalazł się w zasięgu naszych kemer.
- Zobaczmy go na ekranie panie Data! – odezwał się kapitan i za chwile przyglądał się wraz z innymi małej szalupce obcego statku, dryfującej bezwładnie w ocenie gwiazd – Powiększyć obraz!
Nim jednak sztuczny oficer zdołał wykonać polecenie przełożonego na ekranie zaszły zmiany. Kira przysięgła by, że przez chwile Data wyglądał na skonfundowanego gdy odwracał twarz w stronę kapitana by zdać mu raport z zaistniałej sytuacji.
- Panie kapitanie – powiedział – W zasięgu czujników pojawiły się kolejne dwa statki, nie wykryłem jednak śladów maskowania dowodów na użycie napędu warp, te okręty pojawiły się dosłownie znikąd! Sprawdzam ich sygnatury w bazie danych.
Jean- Luc Picard wraz z resztą obsady mostka przyglądał się zdziwiony jak na ekranie rzeczywiście pojawiły się dwie nowe, całkiem różne sylwetki obcych jednostek.
- Identyfikacja dokonana – poinformował komandor porucznik – Jeden okręt rozpoznaje jako okręt nacji znanej jako Łowcy, drugi należy do… rasy identyfikowanej jako Hirogen.
- Co jest u diaska? – wymamrotał zbity z tropu kapitan podnosząc się ze swego fotela i podchodząc do Daty. – Według raportów admirał Janeway, Hirogen są rasą zamieszkującą kwadrant Delta. Jak statki z dwóch, różnych krańców galaktyki mogły się tu znaleźć?
- Niewiadomo sir, aczkolwiek nie ma mowy o pomyłce – odpowiedział śpiesznie blady android – Z cała pewnością mamy do czynienia z okrętem tej właśnie nacji.
- Panie Worf, proszę wywołać statki wszystkich przybyszów! – wydał rozkaz Jean-Luc.
Nim jednak ten został wykonany Data zameldował kojoną zmianę w statusie celów, do których śpiesznie się zbliżali:
- Sir, jednostki Łowców i Hirogenów ustawiają się do siebie dziobami. Ładują baterie …
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 15 Mar 2008 21:05:16
Odpowiedz 
Kira i Picard. Dream team.
kanna
Użytkownik
#6 - Wysłana: 15 Mar 2008 21:09:29
Odpowiedz 
Trzeba bedzie otworzyc nowy dział....
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 15 Mar 2008 21:28:53
Odpowiedz 
kanna

Trzeba bedzie otworzyc nowy dział....

Proś Kai'a. My bezsilni... :]
Eviva
Użytkownik
#8 - Wysłana: 16 Mar 2008 09:58:18
Odpowiedz 
A wartoby stworzyć nowy dział, lub na przykład konkurs... Moja kumpelka, dziewcze miłe i postrzelone, napisała niedawno alternatywne zakończenie do odcinka TOS "Menagerie". Spłakałam się jak to czytałam, słowo daję. Ma dziewczyna dramatyczne wyczucie.
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 16 Mar 2008 10:01:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

A wartoby stworzyć nowy dział

Popieram, ale jak mówię i wśród adminów istnieją limity mocy.
Shadow Walker
Użytkownik
#10 - Wysłana: 16 Mar 2008 11:13:28
Odpowiedz 
tu jest moje opo zamieszczone kiedyś na TSS. oby opcja kopiuj i wklej z Word zadziałała hehe.

To dobry dzień, aby umrzeć - pomyślał kapitan Torghn. Rzeczywiście śmierć była jedynym, co w tej chwili mogło przyjść do głowy dowódcy SuvwI’ QeH. Drapieżny Ptak klasy K’vort znajdował się w opłakanym stanie. Uzbrojenie właśnie wysiadło, osłony padły dawno temu a reszta systemów działała jedynie na jednej piątej mocy podstawowej. Połowa załogi klingońskiego okrętu była martwa a większość z tych, co przeżyli miała mniejsze lub większe rany. Tej walki nie można było wygrać i kapitan wiedział, że już nigdy nie ujrzy swojego syna. Pok urodził się wprawdzie trzy lata temu, ale pomimo to Torghn nie miał jeszcze okazji żeby go zobaczyć na własne oczy. Służba Imperium była najważniejszym obowiązkiem dla każdego klingońskiego wojownika, pozostawiając w tyle rodzinne szczęście i wszelkie osobiste zachcianki. Kapitan w duchu pocieszał się tylko, że kiedyś przecież wszyscy spotkają się w Czarnej Flocie i wtedy jego syn odnajdzie swojego ojca. Przed oczami pojawił się mu jeszcze obraz jego małżonki K’tar. Torghn uśmiechnął się i był w pełni gotowy przyjąć swój los. Pięć romulańskich okrętów niczym stado hien okrążało niezdolnego do dalszej walki K’vort’a. Były to jednostki zbudowane w oparciu o technologiczną wymianę między Klingonami a Romulańskim Imperium Gwiezdnym, która miała miejsce w drugiej połowie dwudziestego trzeciego wieku. Z bliższa przypominały one stare konstrukcje typu D7, ale były od nich o wiele potężniejsze. Pomimo tego żaden z wrogich okrętów nie mógłby wygrać z K’vortem w otwartej walce. Jedynie przewaga liczebna i atak z zaskoczenia sprawiły, że Romulanie byli w stanie poradzić sobie z okrętem Imperium. Jednak nawet to nie uchroniło ich przed pewnymi stratami. Jedna z ich jednostek była w nie lepszym stanie niż Drapieżny Ptak. Kto wie jak mogłaby przebiegać dalsza walka gdyby przebiegli romulańscy dowódcy nie zniszczyli w pierwszym rzędzie systemów maskujących na SuvwI’ QeH. Teraz jednak nie miało to żadnego znaczenia. Dowodzący Wojenny Ptak wycelował swoje przednie dyzruptory w generator pola Warp klingońskiego okrętu. Jego spiczasto uchy kapitan był w znakomitym humorze. Kolejne zwycięstwo dla Romulusa. Miał właśnie wydać rozkaz otwarcia ognia, kiedy wydarzyło się coś, czego nie mógł się w żaden sposób spodziewać. Jego pierwszy oficer poinformował go, że jakiś statek w tej chwili zdjął maskowanie i była to ostatnia wiadomość, jaką ten romulański dowódca usłyszał w swoim życiu. Sekundę później jego okręt zniknął w eksplozji spowodowanej trafieniem serią sześciu torped fotonowych. Następny z napastników zdążył jedynie zauważyć, z kim ma do czynienia, kiedy potężny promień wiązkowego dyzruptora zaledwie jednym strzałem przebił jego osłony i kadłub, jakby wcale nie istniały, wywołując serię wewnętrznych wybuchów. Romulański okręt podzielił los swojego dowódcy. Dwa inne Wojenne Ptaki roztropnie włączyły maskowanie i jak najszybciej oddaliły się z miejsca walki. Jedynym, jaki pozostał był okręt uszkodzony wcześniej przez Torghn’a. Teraz niczym anioł śmierci zawisł nad nim ogromny cień rzucany przez blisko trzykrotnie dłuższą od niego jednostkę klasy Vor’cha. Dwie minuty później oddziały desantowe całkowicie opanowały romulański okręt. W międzyczasie transportery przeniosły wszystkich rannych z pokładu SuvwI’ QeH do pomieszczeń medycznych krążownika bojowego. Wcześniej jednak kapitan Drapieżnego Ptaka nie mógł wyjść ze zdziwienia, kiedy na jego mostku zmaterializował się dawno niewidziany przyjaciel.
- Gowron!? - Wrzasnął - Czy to naprawdę ty czy Romulanie wsadzili mi do mózgu jakąś sondę?
Osobnik nazwany tym imieniem podszedł do kapitana z szerokim uśmiechem i z błyskiem w oczach spytał:
- No skoro dałeś się złapać tym romulańskim Ha’DIbaH to pewnie K’tar teraz przychylniej na mnie spojrzy?
Torghn roześmiał się i uścisnął mocno przyjaciela.
- Dobrze znów cię widzieć. Już myślałem, że jest po wszystkim. Ci spiczasto uszy petaQ podeszli mnie jak bym był Ferengi. Ale opowiadaj, co cię sprowadza do tego granicznego sektora. Bortas jest ostatnią jednostką, jaką bym się tu spodziewał zobaczyć. Czyżbyś osobiście chciał mnie powiadomić o urlopie? Ostatecznie przez jakiś czas SuvwI’ QeH nie będzie się nadawał do służby.
Kanclerz spoważniał i po chwili milczenia odrzekł:
- Wiem jak bardzo chciałbyś zobaczyć swoją rodzinę, ale nie mogę cię na razie zwolnić z obowiązków. Będziesz mi potrzebny gdzie indziej. Na razie wypocznij i nie zapomnij odwiedzić medyka. Ta rana na twoim lewym ramieniu nie wygląda dobrze. Mój adiutant przyjdzie po ciebie w porze kolacji. Wtedy wszystko ci opowiem. Gdzieś jeszcze powinienem mieć parę butelek Krwawego Wina, z tego rocznika, który tak ci przypadł do gustu. - Gowron wyszczerzył zęby w uśmiechu, po czym klepnął lekko emblemat na ramieniu i w mgnieniu oka został przetransportowany z powrotem na pokład Vor’cha.
Torghn stał przez moment osłupiały zastanawiając się, co też miał na myśli jego stary druh. Zaraz jednak otrząsnął się i upewniwszy się, że na jego okręcie nie ma już niczego, co powinien dopilnować udał się na Bortas gdzie, chociaż niechętnie, skierował się na pokład medyczny.

***

Krótki błysk przerwał na moment czarną pustkę i federacyjny statek wszedł do sytemu Qo’nos. Jego obecność była zapowiedziana, więc mechanizmy obronne nie zareagowały. Nie oznacza to jednak, że każdy jego ruch nie był obserwowany. Po ostatnich wydarzeniach wojny domowej nie można było być pewnym nawet sojuszników, a może w szczególności ich. Charakterystyczne długie gondole Warp i kształt głównego kadłuba jednoznacznie wskazywały na klasę Excelsior. Przez długie lata duma Gwiezdnej Floty, teraz ta znakomita konstrukcja odchodziła powoli na drugi plan zastępowana przez nowsze okręty jak chociażby Ambassador czy Nebula. Wciąż jednak służba na jednostce tej klasy stanowiła marzenie wielu kadetów, tym bardziej, że zwykle pierwszy transfer stanowiły statki takie jak Miranda czy Oberth. Federacyjny okręt zbliżył się na odległość zasięgu transporterów do czwartej planety układu, po czym przesłał dwie osoby wprost do miejsca gdzie mieścił się budynek Elitarnej Akademii Dowodzenia Klingońskich Sił Obronnych. Przybysze zmaterializowali się w korytarzu naprzeciw biura rektora akademii. Chociaż obaj byli humanoidalnej budowy ciała to już na pierwszy rzut oka można było poznać, że jeden z nich nie jest człowiekiem. Żółte oczy i skóra pozbawiona barwnika jednoznacznie na to wskazywały. Poza tym jednak nie różnił się on wiele od swojego towarzysza. Obaj byli podobnego wzrostu, nie nosili zarostu i ubrani byli w żółto czarne mundury, typowe dla personelu technicznego i ochrony w Gwiezdnej Flocie. Nawet oznaczenia na prawym kołnierzyku munduru wskazywały, że obaj osobnicy mięli taką samą rangę. To, co ich naprawdę odróżniało to cel ich przybycia na Qo’nos. Zaraz po transporcie człowiek skierował się w przeciwnym kierunku a żółtooki podszedł do drzwi rektora i nacisnął jeden z czerwonych przycisków na panelu obok. Ciężkie drzwi rozsunęły się z lekkim trzaskiem i przybysz wszedł do niezbyt dobrze oświetlonego pomieszczenia. W jego głębi znajdowało się biurko, za którym siedział pochylony nad jakimś padem stary klingoński wojownik.
- Komandor Data melduje się zgodnie z rozkazami. Jestem przekonany...
- Nie interesują mnie pańskie przekonania komandorze. Jesteśmy tutaj obaj by wykonać określone zadanie i tylko to się liczy. Oto są najnowsze raporty wywiadu. Proszę je przejrzeć i powiedzieć, co też pan o nich myśli. - Mówiąc to stary oficer podał przybyszowi trzymanego wcześniej pada.
Ten chwycił go i kilkanaście sekund później oddał z powrotem.
- Te dane w zupełności potwierdzają nasze przypuszczenia pułkowniku Huraga.
Klingon wyszczerzył zęby i odrzekł:
- Przydałby się nam ktoś taki w Siłach Obronnych, hehe. Szkoda, że to nie nasz naukowiec pana skonstruował komandorze Data. Jednak wracając do tematu to doszedłem do takich samych wniosków. Nie pozostaje nam nic innego jak poczynić przygotowania do całej operacji.

***

- Admirale Paris, oczekiwany gość właśnie przybył. - Głos komputera zabrzmiał w apartamencie kapitańskim U.S.S. Nagasaki, flagowego okrętu Trzeciej Floty, stacjonującej w okolicach Alfa Centauri.
Lekko siwiejący, wysoki, przystojny, niebieskooki mężczyzna wstał powoli z fotela i odłożył na półkę trzymaną w ręku grubą książkę.
- Komputerze, powiedz, że zaraz będę na mostku.
Admirał poprawił przed lustrem mundur, po czym opuścił pomieszczenie i udał się do najbliższej turbowindy. Chwilę potem znajdował się już na mostku swojego okrętu. Oprócz standardowego personelu przebywał tam także nieznany mu wcześniej osobnik. Stojący obok pierwszy oficer natychmiast zareagował i wskazując na przybyłego powiedział:
- Admirale pozwolę sobie przedstawić, Kapitan Torghn z rodu SepIch. Z polecenia kanclerza Gowron’a pełniący obowiązki oficera łącznikowego Klingońskich Sił Obronnych przy Gwiezdnej Flocie.
- Dziękuję Monroe - Admirał skinął głową i zwrócił się do gościa - Pozwoli pan kapitanie, że od razu przejdę do rzeczy?
- Niczego innego nie oczekiwałem - Odpowiedział Klingon, w głębi ducha zdziwiony, że federacyjny oficer i to w dodatku admirał zrezygnował z tego zbędnego ceremoniału spotykanego zwykle na okrętach Gwiezdnej Floty.
Paris skierował się do jednego z przylegających do mostka pomieszczeń. Była to typowa sala zebrań dla oficerów dowodzących na okręcie. Wewnątrz znajdował się podłużny stół zaopatrzony w kilka podręcznych paneli a na ścianie naprzeciw wejścia kwadratowy ekran do wyświetlania danych. Po lewej stronie trzy duże okna wychodziły bezpośrednio na zewnątrz okrętu. Admirał wskazał gościowi miejsce przy stole, po czym sam podszedł do ekranu i nacisnął odpowiednią sekwencję przycisków. Z miejsca pojawił się obraz, któremu towarzyszyło mnóstwo pobocznych odczytów. Klingoński wojownik uważnie się przyjrzał każdemu szczegółowi i chociaż podczas tej czynności targały nim silne emocje, to nie dał tego w żaden sposób poznać. Admirał jednak doskonale wiedział, co musiał odczuwać Torghn. Dane, które właśnie przedstawił świadczyły wprost o niebywałej szansie a równocześnie o straszliwym zagrożeniu dla obydwu gwiezdnych
Shadow Walker
Użytkownik
#11 - Wysłana: 16 Mar 2008 11:17:11
Odpowiedz 
nie wiem czemu urwało reszte tekstu? jest jakis limit? mniejsza daje reszte w cześciach dla pewności

- Admirale Paris, oczekiwany gość właśnie przybył. - Głos komputera zabrzmiał w apartamencie kapitańskim U.S.S. Nagasaki, flagowego okrętu Trzeciej Floty, stacjonującej w okolicach Alfa Centauri.
Lekko siwiejący, wysoki, przystojny, niebieskooki mężczyzna wstał powoli z fotela i odłożył na półkę trzymaną w ręku grubą książkę.
- Komputerze, powiedz, że zaraz będę na mostku.
Admirał poprawił przed lustrem mundur, po czym opuścił pomieszczenie i udał się do najbliższej turbowindy. Chwilę potem znajdował się już na mostku swojego okrętu. Oprócz standardowego personelu przebywał tam także nieznany mu wcześniej osobnik. Stojący obok pierwszy oficer natychmiast zareagował i wskazując na przybyłego powiedział:
- Admirale pozwolę sobie przedstawić, Kapitan Torghn z rodu SepIch. Z polecenia kanclerza Gowron’a pełniący obowiązki oficera łącznikowego Klingońskich Sił Obronnych przy Gwiezdnej Flocie.
- Dziękuję Monroe - Admirał skinął głową i zwrócił się do gościa - Pozwoli pan kapitanie, że od razu przejdę do rzeczy?
- Niczego innego nie oczekiwałem - Odpowiedział Klingon, w głębi ducha zdziwiony, że federacyjny oficer i to w dodatku admirał zrezygnował z tego zbędnego ceremoniału spotykanego zwykle na okrętach Gwiezdnej Floty.
Paris skierował się do jednego z przylegających do mostka pomieszczeń. Była to typowa sala zebrań dla oficerów dowodzących na okręcie. Wewnątrz znajdował się podłużny stół zaopatrzony w kilka podręcznych paneli a na ścianie naprzeciw wejścia kwadratowy ekran do wyświetlania danych. Po lewej stronie trzy duże okna wychodziły bezpośrednio na zewnątrz okrętu. Admirał wskazał gościowi miejsce przy stole, po czym sam podszedł do ekranu i nacisnął odpowiednią sekwencję przycisków. Z miejsca pojawił się obraz, któremu towarzyszyło mnóstwo pobocznych odczytów. Klingoński wojownik uważnie się przyjrzał każdemu szczegółowi i chociaż podczas tej czynności targały nim silne emocje, to nie dał tego w żaden sposób poznać. Admirał jednak doskonale wiedział, co musiał odczuwać Torghn. Dane, które właśnie przedstawił świadczyły wprost o niebywałej szansie a równocześnie o straszliwym zagrożeniu dla obydwu gwiezdnych mocarstw. Kiedy kapitan skończył studiować wszystkie informacje Paris usiadł naprzeciwko niego i cichym głosem odezwał się do Klingona:
- Nie będę pana pytał czy jest świadomy ryzyka, bo wiem, że to zbyteczne. Muszę jednak spytać jak ocenia pan nasze szanse w tej operacji. Wiem, że klingoński wojownik nie zna strachu i wykona rozkaz bez względu na konsekwencje, ale nawet wy nie posyłacie swoich ludzi na pewną śmierć.
Torghn spojrzał na człowieka zagadkowym wzrokiem i odpowiedział:
- Misja, której się podjąłem na rozkaz Wielkiej Rady jest najtrudniejszą, jaką kiedykolwiek miałem wykonać. Nie ukrywam także, że bez współpracy z waszymi naukowcami i udostępnienia przez Gwiezdną Flotę waszych danych taktycznych całe to przedsięwzięcie skazane byłoby na sromotną klęskę. Jednak teraz jestem przekonany, że dzięki naszej współpracy zdołam doprowadzić tą operację do sukcesu. Zresztą admirale, niech mi pan powie, jaka ewentualność nam pozostała. Ile procent szans mamy na unieszkodliwienie tego zagrożenia w przyszłości, jeżeli nie zadziałamy natychmiast? - Mówiąc to wojownik spojrzał jeszcze raz na ekran. Obraz, który było na nim widać nie pozostawiał wątpliwości, co do swojej istoty nawet dla kadeta pierwszego roku.
Shadow Walker
Użytkownik
#12 - Wysłana: 16 Mar 2008 11:18:56
Odpowiedz 
- Komputer, natychmiast przerwij program. - Zabrzmiał mocny głos i holodekowa projekcja znikła w mgnieniu oka - Co to, na krzywe zęby mojej babki, miało niby być!? Nawet mój Targ poradziłby sobie lepiej od was, kochasie Pakled’ów, a ma tylko trzy nogi i jest prawie ślepy!
Piątka klingońskich wojowników stojących na baczność w równym rzędzie spokojnie i cierpliwie wysłuchiwała niezwykłej wiązanki obelg, jakimi obrzucał ich Torghn. Trwało to pewną chwilę zanim kapitan skończył łajać swoich podkomendnych. Kiedy klingon rzucił krótkie ,,rozejść się bando Qa’Hom” podszedł do niego przyglądający się wszystkiemu z boku admirał Paris.
- Nie chciałbym wchodzić w pańskie kompetencje jako dowódcy tego oddziału, ale czy oni zasłużyli na takie traktowanie? Przecież cała akcja była przeprowadzona wzorowo a każdy w pełni wykonał swoją powinność.
Torghn poklepał przyjacielsko po ramieniu oficera Floty i z wesołą miną odpowiedział:
- No pewnie, że byli świetni. To najlepszy oddział desantowy w całych Siłach Obronnych. Musi się pan jeszcze wiele nauczyć o naszych zwyczajach admirale. Moi podkomendni nie potrzebują pochwał żeby dobrze wykonywać swoje obowiązki. Służba Imperium to największy zaszczyt dla wojownika a małe połajanko tylko ich jeszcze zmotywuje do większego wysiłku. Jednak pomijając to wszystko - tutaj twarz klingona spoważniała - obaj wiemy, że to może nie wystarczyć. Wróg, z którym przyjdzie się im zmierzyć nie ma porównania z niczym, czemu przyszło im do tej pory stawiać czoła. To nie romulański nuchpu’ kryjący się mroku by nagle strzelić ci w plecy ani żołnierz Królewskiej Marynarki Gorn, którego taktykę łatwo przewidzieć. Jeżeli mają mieć chociaż cień szansy na wygraną to ci oddani synowie Qo’nos muszą wyjść daleko poza granicę swoich możliwości.
Paris pokiwał głową ze zrozumieniem. Kapitan miał rację w każdym punkcie. Pierwsze frontalne starcie z Borg omal nie zakończyło się zagładą całej Federacji. Właściwie jedynie błąd samego wroga spowodował, że załoga Enerprise-D mogła uratować Ziemię i inne światy przed niechybną asymilacją. Czynnik ludzki zastosowany przez Kolektyw okazał się jednocześnie jego największa siłą jak i największą słabością. Tylko, że teraz nie mogło pójść tak ,,łatwo”. Borg nie daje się dwa razy nabrać na tą samą sztuczkę, poza tym cała operacja różni się znacząco od tej przeprowadzonej w sektorze 001. Tym razem to my jesteśmy agresorem.
Shadow Walker
Użytkownik
#13 - Wysłana: 16 Mar 2008 11:21:01
Odpowiedz 
Drapieżny Ptak typu D12 wyglądał jak zabawkowa miniaturka w porównaniu z olbrzymim kształtem Federacyjnej Bazy Gwiezdnej. Dawno wycofana z normalnej służby jednostka nie budziła zdziwienia nawet u osobników nie znających jej prawdziwego przeznaczenia. Oficjalnie w swoich danych Baza Gwiezdna DS5 miała ją zaznaczoną jako cywilny frachtowiec eskortujący należący do andoriańsko-volkańskiego konsorcjum wydobywczego. Nie było niczym niezwykłym, że klingoński okręt znajdował się w rękach innych ras. Siły Obronne pozbywały się w ten sposób, z niemałym zresztą zyskiem, przestarzałych jednostek, usuwając oczywiście przedtem wszelkie technologie o krytycznym znaczeniu dla Imperium, takie jak chociażby systemy maskujące. Z wyjątkiem jednak kilku najwyższych oficerów dowództwa i ochrony DS5 nikt nie wiedział, że ten mały statek jest czymś więcej niż się na pierwszy rzut oka wydaje.
- Transfer wyposażenia i załogi zakończony. Ramirez bez odbioru.
- Zrozumiałem DS5 i potwierdzam. IKS naQjej bez odbioru.
Obraz wyświetlany na głównym ekranie na pokładzie Drapieżnego Ptaka zmienił się z powrotem w symbol Imperium. Siedzący naprzeciw wojownik spojrzał po swoich podkomendnych. W oczach każdego z nich widział to, co oglądał już tak wiele razy. Żadne federacyjne słowa nie oddawały w pełni głębi emocji, jakie odzwierciedlało takie spojrzenie. Była w nim duma, żądza walki, chęć zwycięstwa, ale także niepewność, jaka zawsze towarzyszy przed bitwą. Można się było w nim dopatrzyć jeszcze wielu rzeczy oprócz jednej, jaka nigdy tam nie mogła zagościć - strachu.
- Warp 5 - Padła krótka komenda i okręt wykonał szybki zwrot by zaraz potem zniknąć w błysku jaskrawego światła.
Trzy godziny później wielkie drzwi wewnętrznego doku bazy rozchyliły się i powoli wychynął z nich statek kosmiczny klasy Ambassador. Poza nocną wachtą jedynie jedna osoba z całej załogi U.S.S. Baltic nie spała. Zresztą nawet gdyby chciał komandor Data nie mógłby tego uczynić. Androidy nie sypiają. To domena organicznych istot. Całe swoje życie od momentu uaktywnienia Data chciał być taki jak ludzie. Ciekawe jednak czy gdyby mógł nagle stać się taki jak reszta załogi to byłby w stanie spokojnie zasnąć wiedząc to wszystko, co wie na temat misji starego D12.
Shadow Walker
Użytkownik
#14 - Wysłana: 16 Mar 2008 11:23:43
Odpowiedz 
Sześcian. Matematyczne piękno wszechświata ujęte w geometrycznie doskonałej formie. Kształt, który łączy w sobie jednocześnie prostotę i złożoność. Kształt podziwiany przez wiele rozumnych istot. Jednak w wielu zakątkach kosmosu kształt ten coraz częściej zaczyna być kojarzony z zagrożeniem. Z zagrożeniem tak samo trudnym do pełnego zrozumienia jak realnym.
- Wróg znajduje się w zasięgu sensorów. Mogę już przesłać dokładny obraz. - Oficer naukowy naQjej zwrócił się pytająco do swojego kapitana.
- Na ekran - krótko rzucił tamten - po czym oczom załogi mostka Drapieżnego Ptaka ukazał się widok przeciwnika, z którym przyszło im się dzisiaj zmierzyć lub polec w walce. Niestety nie był to wróg, jaki pozwalał na prawdziwe starcie między wojownikami. Otwarta walka z góry skazana była na niepowodzenie. Klingońskie serca wzdragały się nad metodami, które musiały być zastosowane i przywodziły im na myśl poczynania romulańskich veQ, ale w tym przypadku nie było innego sposobu na zwycięstwo. Porażka, chociaż bardzo prawdopodobna, oznaczała być może zagładę wszystkiego, na czym im zależało. Ogromna odpowiedzialność, jaka ciążyła na załodze mogłaby przytłoczyć każdego, jednak wojownicy na pokładzie naQjej nie mogli sobie pozwolić na taki ,,luksus”.
- Przyjrzyjcie się dobrze synowie qeylIS’a - w głosie Torghn’a można było wyczuć lekkie drżenie - tak wygląda wasz veqlargh. Dzisiaj wybijemy bestii zęby albo nasi ojcowie będą nas szukać w gret’hor. Mówię o ojcach, bo synowie nie będą mieć już żadnego wyboru. Skończą jako bezmózgie zombi uwięzione w czeluściach maszyny takiej jak ta przed nami.
Kiedy kapitan kończył mówić te słowa reszta załogi milcząco wpatrywała się w ekran z niezachwianym postanowieniem, że widoczny tam wróg nie dosięgnie nikogo poza nimi. Torghn przerwał tą nieprzyjemną ciszę:
- Wszyscy na stanowiska! Sternik, kurs przechwytujący!
- Lug - odpowiedział oficer i D12 z właściwą sobie gracją zbliżył się do jednej z burt okrętu wroga. Tak samo jak w przypadku gwiezdnej instalacji tak i teraz klingońska jednostka wydawała się śmiesznie mała. Dla zewnętrznego obserwatora los naQjej musiał się wydawać przesądzony. Niespodziewanie jednak już od razu dostrzegłby on, że coś jest nie tak. Drapieżny Ptak zbliżył się do kolosa i nic się nie wydarzyło. Okręcik został dostrzeżony, przeskanowany i...zupełnie zignorowany. I tutaj ujawnił się pierwszy z powodów dlaczego do tak ważnej dla Imperium i Federacji misji została użyta tak stara jednostka. Podczas masakry pod Wolf 359 sześcian Borg zniszczył oprócz floty Federacji także dwa krążowniki klasy K’tinga. Zasymilowane tam informacje pozwoliły Kolektywowi zapoznać się używanymi w Siłach Obronnych rodzajami okrętów. W ten sposób Borg od razu rozpoznał starą klingońską konstrukcję i natychmiast ją zignorował jako nie stanowiącą żadnego zagrożenia ani wartości poznawczej. To oczywiście jeszcze nie świadczyło w pełni o wartości naQjej, bo przecież równie dobrze można by użyć takich klas jak federacyjny Oberth. Tyle, że dla powodzenia połączonego plany obu mocarstw potrzeba było właśnie statku posiadającego zarazem w pełni wojenne możliwości jak i kompatybilność z klingońską technologią. Krótki czas, jaki był na przygotowanie całej operacji pozostawiał tylko jeden możliwy wybór. W ten oto sposób ten mocno wysłużony okręt miał odegrać najważniejszą rolę, jaka kiedykolwiek została przeznaczona D12. Kiedy tylko Drapieżny Ptak znalazł się w zasięgu transporterów do sześcianu, kapitan wypowiedział tylko jeden wyraz - DaH - i natychmiast piątka wojowników została przesłana na pokład ogromnego pojazdu. Każdy z nich został umieszczony w innym z punktów statku, jednak ich zadanie wymagało skoordynowania działań całej grupy. Czterech z klingonów niosło ze sobą po trzy wzmacniacze wzorca, podczas kiedy piąty taszczył urządzenie rozmiarów przenośnej polowej chłodziarki. Ich zadanie z pozoru wydawało się proste. Mieli dostarczyć niesione przedmioty do odpowiednich pomieszczeń sześcianu i jednocześnie je uaktywnić. Oczywiście mały haczyk tkwił w tym, żeby uczynić to bez zwracania na siebie uwagi Kolektywu.
Krang zaraz po zmaterializowaniu się wewnątrz statku Borg skrzywił się. Było jeszcze gorzej niż na symulacjach w holodeku. To gorąco było może przyjemne dla Cardasjanina ale nie dla Klingona. Na szczęście zielony półmrok pokładu już lepiej mu odpowiadał. Wojownik poprawił trzymany na plecach pakunek i powoli ruszył przed siebie uważnie rozglądając się na wszystkie strony. Jedyne uzbrojenie, jakie miał przy sobie to nóż Daqtagh. Dyzruptory były bezużyteczne przeciwko tym cyborgom a bez żadnej broni Krang czułby się nagi. Od punktu teleportu wojownik miał jakieś dwadzieścia metrów do pomieszczenia, w którym miał umieścić swój ładunek i które było zbyt dobrze chronione osłonami, żeby przesłać się tam bezpośrednio. Poza tym to zwróciłoby z pewnością uwagę Kolektywu. Klingon przemierzał więc ostrożnie korytarze sześcianu, w każdej chwili spodziewając się ataku. Ten jednak nie nadchodził. Zgodnie z przewidywaniami drony zupełnie go ignorowały, zajmując się swoimi własnymi sprawami. Po kilkuminutowej wędrówce Krang nareszcie dotarł do pustego pomieszczenia, które tak po prawdzie bardziej przypominało zwykłą wnękę w ścianie. Nie było tam ani żadnych paneli ani alkowy dla dron, właściwie nic istotnego. Nic istotnego. Wojownik zaśmiał się w duchu. Nie potrzeba było szkolenia, jakie przeszedł żeby wiedzieć, iż w przypadku Borg nie ma takiego słowa jak nieistotne. Powoli zdjął niesiony pakunek i wyjął z niego sporą skrzynkę. To przekaźnik, którego zadaniem było wysłanie sygnału namierzającego na naQjej i jednocześnie skoordynowanie działania czterech wzmacniaczy wzorca, które w ogóle umożliwiały cały proces. Krang ustawił skrzynkę tak, aby dotykała ściany pomieszczenia i spokojnie stanął obok oczekując na sygnał ze strony kolegów. - Prezent alfa dostarczony - zabrzmiał niedługo potem pierwszy komunikat. Wojownik nie odpowiedział. Chwilę potem otrzymał potwierdzenie z dwóch następnych punktów. Mijały dalsze minuty a czwarty meldunek nie nadchodził. Przez głowę Klingona przechodziły najrozmaitsze scenariusze, ale wiedział, że bez względu na wszystko nie może opuścić posterunku. Poza tym gdyby coś poszło nie tak to niby jak mógłby pomóc towarzyszowi broni? Byli oddaleni o jakieś półtora kilometra, w dodatku nie znał przecież całego rozkładu sześcianu. Nie pozostawało mu nic innego jak jedynie spokojnie czekać. Spokojnie, dobrze mówić. To całe miejsce sprawiało wrażenie jakby żyło. Jak gdyby każdy pojedynczy mechanizm gigantycznego okrętu, a nie tylko drony, był częścią jednego wielkiego organizmu o nazwie Borg. Po prawdzie to nie było to zbyt dalekie od prawdy, ale tymczasem rozważania Krang’a przerwał nareszcie kolejny komunikat. Ostatni wzmacniacz wzorca został umiejscowiony. Można było zaczynać. Klingon błyskawicznie uaktywnił przekaźnik i sekundę potem znalazł się w pokoju transportera Drapieżnego Ptaka. Wojownik rozejrzał się wokoło. Na platformie transportera stało czterech pozostałych członków oddziału. Jeden z nich miał coś na ramieniu. Krang wyszczerzył zęby w uśmiechu, bo zrozumiał, dlaczego nastąpiło opóźnienie. W rękę jego kolegi wczepiona była mechaniczna dłoń drony, równo odcięta od reszty ciała cyborga. Borg musiało coś zaniepokoić, ale błyskawiczna reakcja wojownika uratowała ich wszystkich a tym samym powodzenie całego przedsięwzięcia.
W tym samym czasie, kiedy oddział desantowy opuścił już naQjej, na pokładzie D12 rozpoczął się drugi etap operacji. Do tej pory w magazynie transportera spoczywał, w postaci energii, najważniejszy dla pomyślności całego zadania element. Była to głowica torpedy, która została teraz zmaterializowana i pośpiesznie załadowana do wyrzutni na dziobie Drapieżnego Ptaka. Ta broń to było wspólne dzieło naukowców Imperium i Federacji. W zdumiewająco krótkim czasie przygotowany mechanizm zagłady. Klingońscy technicy wznowili prace nad bronią podprzestrzenną zarzucone po traktacie z Khitomer, a ich federacyjni koledzy dostarczyli materiały związane z nieudanym projektem Pegasus. W rezultacie połączone grupy naukowców pod kierownictwem komandora Daty stworzyły jedyne w swoim rodzaju urządzenie niszczące, łączące w sobie cechy kilku różnych broni, o równie dewastującym, co nieprzewidywalnym potencjale. Torpeda, która miała być jego nośnikiem oparta była o technologię użytą kiedyś dla konstrukcji zaawansowanych torped fotonowych dla klasy Vor’cha. To był właśnie dodatkowy powód, dla którego użyto klingońskiej jednostki. Federacyjny okręt musiałby przejść za wiele zbyt czasochłonnych przeróbek by móc ją odpalić. Niestety nie oznaczało to bezproblemowego użycia broni. W zasadzie niemożliwe było wystrzelenie więcej niż jednej takiej torpedy gdyż ze zrozumiałych względów D12 nie mógł bez skutków ubocznych używać torped przeznaczonych dla krążownika bojowego. Po oddaniu jednego strzału jego wyrzutnia torped musiała ulec nieodwracalnemu uszkodzeniu, tym bardziej więc ważne było żeby torpeda trafiła w cel. O powtórce nie mogło być już niestety mowy.
- Oddział desantowy na pokładzie, przekaźnik uaktywniony, cel namierzony - poinformował oficer taktyczny a Torghn odpowiedział lakonicznie - baH
Wyrzutnia torped Drapieżnego Ptaka zajarzyła się na czerwono, po czym wystrzeliła pojedynczy pocisk, który natychmiast zniknął. Z ogromną prędkością niewidzialna torpeda pomknęła w kierunku sześcianu i dalej, przenikając pokłady kolosa, jak gdyby były przezroczyste. W tym samym czasie naQjej wszedł już w Warp oddalając się na bezpieczną odległość. Kiedy pocisk bezbłędnie kierowany na swój cel przez przekaźnik, który dostarczył Krang dotarł na miejsce, wyłączył maskowanie i jednocześnie się zmaterializował. W tym samym momencie zdetonowany został ładunek podprzestrzenny. Statek Borg został w milisekundzie rozerwany na części i jednocześnie wchłonięty przez powstałą w tym miejscu wyrwę w materii podprzestrzennej. Widoczny w odległości milionów kilometrów błysk zniknął jednak równie szybko jak się pojawił, a jedynym znakiem, że coś się stało w tym punkcie wszechświata była niemożność przejścia w nadświetlną w promieniu około pół roku świetlnego od centrum wybuchu.

***

Admirał Paris, raport końcowy z operacji
Shadow Walker
Użytkownik
#15 - Wysłana: 16 Mar 2008 11:25:20
Odpowiedz 
i znowu wcieło ale tym razem tylko końcówkę tekstu

Admirał Paris, raport końcowy z operacji ,,Boski Wiatr”.
... powyższe materiały są ściśle tajne, proszę o podanie swojego kodu dostępu ...
withnail
Użytkownik
#16 - Wysłana: 16 Mar 2008 14:00:29
Odpowiedz 
Albo można by utworzyć community na http://www.fanfiction.net/ i dać linka tutaj.
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 16 Mar 2008 16:04:23
Odpowiedz 
Ludzie, proponuję wrzucać opowiadania w osobnych topicach, bo Picard jeszcze nie skończył, a Shadow Walker swoj tekst wrzuca i się mętlik robi.

Wiecie co? Wysyłajcie mi te teksty z tagami .HTML, a spróbuję wrzucić je na Phoenixa jako artykuly... (I założy się topic-bibliotekę.)
Picard
Użytkownik
#18 - Wysłana: 16 Mar 2008 19:31:43
Odpowiedz 
Q__

Wysyłajcie mi te teksty z tagami .HTML, a spróbuję wrzucić je na Phoenixa jako artykuly... (I założy się topic-bibliotekę.)

Pomysl dobry, ja jednak chce jeszcze wyslac Wam rozwiniecie i zakonczenie mojego opowiadania, a watek zalozylem jedynie na probe chcac sprawdzic czy opowiadania sie spodoba i czy fanfiki wogole beda cieszyc sie powidzeniem na forum.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 16 Mar 2008 20:17:42
Odpowiedz 
Picard

a watek zalozylem jedynie na probe chcac sprawdzic czy opowiadania sie spodoba i czy fanfiki wogole beda cieszyc sie powidzeniem na forum.

I z tego co widzę sposobało się .
Picard
Użytkownik
#20 - Wysłana: 16 Mar 2008 21:09:11
Odpowiedz 
- Do obcych okrętów, tu kapitan Picard ze statku Enterprise! – dowódca nadał wiadomośc do przybyszów przez kanał podprzestrzenny otwarty w międzyczasie przez pana Worfa – Natychmiast wstrzymacie ogien! Jestem pewien, ze cokolwiek między wami zaszło uda się to rozwiązać metodami…
Nim Picard skończył mówić na ekranie rozgorzały dwa świetliste kręgi, zapełniające przestrzeń, w której uprzednio znajdowały się obce pojazdy.
- Co się stało panie Data, odnotował pan wymianę ognia ?! – gasnący blask płonących szczątków wciąż rozświetlał ekran Enterprise gdy kapitan zadawał to pytanie androidowi.
- Nie odnotowałem wystrzałów, jednak nanosekundę przed tym jak nastąpiły eksplozje sensory wykryły nagły skok poziomu neutrino w bezpośrednim sąsiedztwie celów. – poinformował Data. – Źródło zjawiska nieznane.
- Czy ktoś ocalał z załogi któregoś z okrętów? Wykrywa pan jakieś ślady wskazujące na obecność rozbitków? – spytał się zastępca kapitana, Will Riker.
- Dziwne… - odparł Data spoglądając na odczyty – Wygląda na to, że ktoś bądź coś zakłóca nasze sensory. Straciliśmy namiar zarówno na szczątki okrętów jak i na statek Toska.
- Sir, w związku zaistniałą sytuacją doradzam ogłoszenie żółtego alarmu. – wysłuchawszy raportu androida pierwszy oficer zwrócił się z radą do swego przełożonego.
- Wydaje się być to bardziej niż wskazane…Żółty alarm panie Worf, podnieść tarcze! – wydał polecenie kapitan znowu kierując swą uwagę na inteligentną maszynę zawiadującą stanowiskiem OPS – Czas przybycia pod ostatnie znane, współrzędnie celu, panie Data?
- Piętnaście minuty siedemnaście sekund Sir – odrzekł niewzruszony komandor porucznik.
Wszystkie te istoty zajęte rozmową o ostatnich wydarzeniach nie dostrzegły wydarzenia, które nie uszło uwagi Kiry Narys: doradca Troi, zajmująca fotel na lewo od siedziska kapitana, skurczyła się w sobie jak gdyby nagle przeszył ją dotkliwy ból.
- Nic pani nie jest? – Kira z niepokojem i troską pochyliła się nad nią – Panie kapitanie, tej pani chyba coś dolega…
Wszystkie twarze na mostku skierowały się w stronę Kiry i nieszczęsnej doradcy schwytanej w kleszcze okrutnego bólu przeszywającego całe jej jestestwo.
- Denna co ci jest? – nim ktokolwiek poza Narys zdołał zareagować na cierpienie Betazoidki jej długoletni przyjaciel Will Riker, pochylał się nad nią z wyraźną troską – Wezwę lekarza, Beverly na pewno ci pomoże…
- Nie, to nie będzie potrzebne. Już mi lepiej Will. – odparła jednocześnie zwracając się do równie poruszonego jej stanem kapitana – Sir, to było nagłe uczucie, pochodzące ze strony, w którą lecimy. To sprawiło mi potężny ból, chodź nie fizyczny. Jak gdyby fala przemocy i nienawiści zalewała mi umysł, potok czystej nienawiści zalewający moją świadomość. Nigdy nie czułam takiego poziomu wrogości u żadnej żywej istoty.
W ciszy jaka zapanowała po wypowiedzeniu tych słów na mostku, zgromadzeni na nim oficerowie wymieniali ponure spojrzenia. Nie wiele mieli na to czasu gdyż już po chwili niestrudzenie spełniający swe obowiązki komandor porucznik Data poinformował wszystkich zebranych:
- Dotarliśmy w pobliże punktu docelowego, wychodzę z warp, przechodzę na silniki impulsowe.
Picard
Użytkownik
#21 - Wysłana: 17 Mar 2008 00:00:29
Odpowiedz 
Gdy statek wyszedł z warp, mijające go wstęgi gwiazd na powrót stały się niewielkimi, białymi punkcikami zwieszonymi w wszechobecnej czerni, sam okręt zaś zdawał się nieśpiesznie ku nim dążyć podróżując z prędkością dużo mniejszą niż światło. Na mostku Enterpise padł rozkaz całkowitego zatrzymania jednostki, która zatrzymana ludzką ręką niemal momentalnie znieruchomiała w aksamitnym oceanie kosmosu. Na polecenie tych samych ludzi, którzy uprzednio wstrzymali potężną maszynę omiotła ona teraz swoje otoczenie wiązkami wyczulonych czujników. Jednak nawet tak dokładne sensory nie mogły wychwycić chodźmy bladego cienie istot, których obecność doradca Troi niedawno wyczuła, stworzeń, których złowrogie oczy utkwione były w majestatycznej sylwetce statku Federacji, i których okrutny intelekt pracował nad planem zagłady załogi Enterprise. Plany te zresztą były już wcielane w życie, podczas gdy nieświadoma swej przyszłości załoga nadal bezskutecznie przeczesywała okolice z nadzieją znalezienia choćby nikłego śladu dającego im wgląd w naturę wydarzeń, których byli świadkami.
- Sir – w głośnikach na mostku odezwał się znajomy głos głównego mechanika Enterprise – Czujniki w maszynowni chyba zaczynają wariować! Przed chwilą odnotowaliśmy w pobliżu reaktora nagły skok poziomu neutrion. Czy wasze czujniki także odbierają te emisje?
Kapitan i pierwszy wymienili się niespokojnymi spojrzeniami, po czym dowódca odpowiedział na wezwanie Geordiego:
- Panie LaForge proszę ewakuować swoich ludzi z maszynowni, możliwa obecność intruza. Wysyłam do was oddział ochrony by to zbadał. – mówiąc to kapitan rzucił spojrzenie Worfowi ten zaś z miejsca przekazał swoje stanowisko innemu oficerowi sam zaś, razem z dwoma ludźmi z ochrony statku ruszył do najbliższej turbowindy – Wysyłam też panu szefa O’Brien. Wspólnymi siłami na pewno zaradzicie wszelkim nieprzewidzianym usterką jakie mogą nam się teraz wydarzyć…
- Rozumie Sir – odparł główny mechanik z miejsca rozpoczynając ewakuacje swych podwładnych z maszynowni, która mogła stać się polem bitwy. LaForge mając nadzieje, iż ostatecznie do niej nie dojdzie przemyśliwał jednocześnie wszelkie możliwe scenariusze katastrof jakim będzie musiał zaradzić wraz z Milesem O’Brienem. Wtem zauważył gibką sylwetkę wysokiej blondynki, która jako jedyna nie opuściła strefy zagrożenia wciąż operując pobliską konsolom.
- Pani też, pani Hansen – chłód i upór tej kobiety działał Geordiemu trochę na nerwy, szczególnie w obliczu zbliżającego się zagrożenia. – Ewakuacja dotyczy całego personelu.
- Ochronie będzie niezbędny dokładny namiar na źródło neutrino – odparła spokojnie jak gdyby nie słyszała jego poprzedniej uwagi – Przestroiłam czujniki by śledziły najmniejszą zmianę w koordynatach celu i przekazywały go mnie.
Dalszy spór z tą kobietą zdawał się nie mieć sensu, Geordi odnotował więc tylko w swej pamięci by udusić ją bądź podziękować jej jeśli oboje przeżyją to co maiło się zdarzyć w maszynowni i z utęsknieniem skierował wzrok w stronę, z której nadejść miał oddział ochrony…
Ten zaś nim opuścił mostek powiększył się o kolejną osobę. Kira Narys uznała, że ma dość bezczynnego przyglądania się wydarzeniom, zdecydowała się wyjść naprzeciw swoim starym dobrym lękom związanym z sytuacjami takimi jak ta teraz i poprosiła kapitana o pozwolenie więcia udziału w akcji:
- Panie kapitanie proszę o pozwolenie towarzyszenia panu drużynie pana Worfa. Zapewniam , że umiem się tym posługiwać – wskazała na farze, który profilaktycznie zawiesiła na swym biodrze. Picard skinął jedynie potakująco głową by wrócić do spraw przynależnych kapitanowi statku gwiezdnego podczas gdy cała grupa pod dowództwem Worfa zniknęła w drzwiach turbowindy zmierzającej do maszynowni.
Q__
Moderator
#22 - Wysłana: 17 Mar 2008 19:42:08
Odpowiedz 
Ciekawe, że Seven wróciłą do ludzkeigo nazwiska, ale pozostała przy starych nawykach.
Pitmistrz
Użytkownik
#23 - Wysłana: 17 Mar 2008 19:59:30 - Edytowany przez: Pitmistrz
Odpowiedz 
Pewnie tak w końcu w voju ani razu nie zmieniła swoich przyzwyczajeń no chyba po za tym odcinkiem jak sobie kwaterę zrobiła w holodeku.
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 17 Mar 2008 20:45:03
Odpowiedz 
Dobra, ale skad powrót do nazwiska wobec tego?

ps. Witamy na poładzie.
karaktak
Użytkownik
#25 - Wysłana: 17 Mar 2008 20:55:00
Odpowiedz 
Niech to szlag jasny trafi. Przez ostatnie 20 minut pisałam a potem wywalił mnie system. W skrócie czy mielibyście ochotę poczytać opowiadania "mamuśki"? Kiedyś pisałam na konkursy do NF, ale nic nie wygrałam. Jednak podobały się one mojemu nauczycielowi inf. Pozwalał mi korzystać ze szkolnych komputerów. Zawsze to lepsze od maszyny do pisania. Nie było Windowsa, ale był TAG.
Pitmistrz
Użytkownik
#26 - Wysłana: 17 Mar 2008 20:56:22
Odpowiedz 
Pewnie w raportach opisywali ją oryginalnym imieniem i nazwiskiem a normalnie została seven of nine chodz osoby które nie przebywały bliżej w jej otoczeniu mówiły do niej Anika.

Witam także choć muszę powiedzieć że jestem na tym forum całkiem długo tak od 2003r będzie tylko nigdy się nie zarejestrowałem pamiętam nawet dinka i pawia1902 a także twoje pojawienie się na forum.
Q__
Moderator
#27 - Wysłana: 17 Mar 2008 21:05:57
Odpowiedz 
karaktak

W skrócie czy mielibyście ochotę poczytać opowiadania "mamuśki"?

Jasne, że tak.

Kiedyś pisałam na konkursy do NF

Skoro do "NF" to nie jesteś taka stara.

Pitmistrz

Witam także choć muszę powiedzieć że jestem na tym forum całkiem długo tak od 2003r będzie tylko nigdy się nie zarejestrowałem pamiętam nawet dinka i pawia1902 a także twoje pojawienie się na forum.

A to chylę czoła.
karaktak
Użytkownik
#28 - Wysłana: 17 Mar 2008 21:10:18
Odpowiedz 
Q__
Dziękuję za to, że nie jestem. (chociaż jestem).
Pitmistrz
Użytkownik
#29 - Wysłana: 17 Mar 2008 21:16:56
Odpowiedz 
Może przenieśli byśmy się z offtopem do innego tematu a ten zostawimy na opowiadanie?

A tak po za tym Picard kiedy kolejny odcinek bo nie mogę się doczekać?
karaktak
Użytkownik
#30 - Wysłana: 17 Mar 2008 21:18:20
Odpowiedz 
Pytanie natury merytorycznej: czy opowiadania mają w swej treści dotyczyć ST czy też mogą wykraczać po za ramy do sf i fantazy?
 Strona:  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Opowiadania

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!