USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Kapitan Kirk
 Strona:  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
Madame Picard
Moderator
#1 - Wysłana: 22 Lut 2008 17:25:22
Trochę tak na marginesie rozważań o Picardzie i Jellico jako dowódcach Enterprise postanowiłam założyć topic z pytaniem: a co sądzicie o Kirku jako dowódcy? Trochę też podkusił mnie do tego mój mąż, który Kirka nie cierpi i uważa, że powinien on zostać odpowiednio wcześnie zdegradowany do stopnia załoganta i odesłany do szorowania przewodów plazmowych. Jego argumenty:
- bezsensowne narażanie swojego życia przy każdej głupiej okazji, co grozi tym, że statek pozostanie bez dowódcy w niebezpiecznej sytuacji; jego zdaniem kapitan ma siedzieć plackiem na statku i schodzić z niego ostatni, a nie wysyłać się z każdym away teamem
- bezsensowne narażanie życia załogi, np. w Obsession
- olewanie rozkazów, np. zawrócenie statku na Wolkana, gdy Spock miał akurat pon farr; i generalnie dość swobodny stosunek do rozkazów przejawiający się np. w odkładaniu ich na "później"
- arogancja (np. w Trouble with Tribbles)
- niesubordynacja (ST3)
Moim zdaniem jest w tym sporo racji, jeśli chodz o 2 pierwsze punkty, przy pozostałych raczej broniłabym Kirka; jego swobodny stosunek do rozkazów też był raczej zaletą. Kirk na pierwszym miejscu zawsze stawiał dobro statku i załogi, brał odpowiedzialność za swoje wyskoki i bronił swoich ludzi (to, że nie był tępym służbistą pozwoliło np. uratować statek przed wariatem Deckerem).
Delta
Użytkownik
#2 - Wysłana: 22 Lut 2008 18:27:20
Madame Picard
- bezsensowne narażanie swojego życia przy każdej głupiej okazji, co grozi tym, że statek pozostanie bez dowódcy w niebezpiecznej sytuacji

Cóż, ktoś kiedyś powiedział (ale jak na złość nie pamiętam w tej chwili kto i gdzie), że nie ma się prawa posyłać ludzi tam, gdzie samemu by się nie poszło. Co do tego, że statek zostanie bez dowódcy, fakt, ale zrekompensowane jest to następnymi w hierarchii. Oni też coś potrafią, tylko nie mają okazji się wykazać (konwencja seriali ST jest niestety taka), no i mają przecież nabierać praktyki przed objęciem własnego dowództwa. Gdyby Kirk nie wybrałby się na niebezpieczny zwiad tylko dostał zawału na śpiąco i wyciągnął kopyta, to przecież okrętem i tak musiałby dowodzić ktoś inny.

- bezsensowne narażanie życia załogi, np. w Obsession

Koniec końców się udało i to dzięki Kirkowi. Załogi nie wolno narażać bezsensownie, ale z drugiej strony załoga ma za zadanie działać w obronie federacji z narażeniem życia. IMHO to właśnie robili. A to, że Kirk miał fioła na punkcie tej istoty -nikt nie jest doskonały a emocje takie jak obsesja są bardzo ludzkie. Dzięki temu postać Kirka nie jest bezbarwna.

- olewanie rozkazów, np. zawrócenie statku na Wolkana, gdy Spock miał akurat pon farr
[i]- niesubordynacja (ST3)


No, gdyby nie T'Pau to by nieźle za to beknął, ale on się z tym liczył. Podobnie jak w ST II i IV liczył się z sądem za samowolkę (nawet sam dobrowolnie się do tego sądu zgłosił) i pewnie zaakceptował by też wyrok.

i generalnie dość swobodny stosunek do rozkazów przejawiający się np. w odkładaniu ich na "później"

Ale formalnie ich nie łamał. Chyba nie ma nikogo, kto żyłby całe życie ściśle wg. regulaminu.

- arogancja (np. w Trouble with Tribbles)

Fakt, kirk potrafi być arogancki, ale czy w utarcie nosa w "Trouble with Tribbles" nadętemu przedstawicielowi Federacji traktującemu go z góry było takie złe?
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 23 Lut 2008 07:39:23
Madame Picard

Trochę tak na marginesie rozważań o Picardzie i Jellico jako dowódcach Enterprise postanowiłam założyć topic z pytaniem: a co sądzicie o Kirku jako dowódcy?

Ledwie zobaczyłem ten topic wiedziałem, że to Ty go założyłaś.

Moim zdaniem jest w tym sporo racji, jeśli chodz o 2 pierwsze punkty, przy pozostałych raczej broniłabym Kirka; jego swobodny stosunek do rozkazów też był raczej zaletą. Kirk na pierwszym miejscu zawsze stawiał dobro statku i załogi, brał odpowiedzialność za swoje wyskoki i bronił swoich ludzi

Jestem podobnego zdania. Kirk ma swoje wady i jest typem "kowboja", ale ogólnie to bardzo dobry dowódca. (Acz TMP pokazało jego mniej ciekawe oblicze - ot, kryzys wieku średniego...)

to, że nie był tępym służbistą pozwoliło np. uratować statek przed wariatem Deckerem

A potem jak na ironię domniemany syn tego pierwszego uratował statek przed nim.

Delta

No, gdyby nie T'Pau to by nieźle za to beknął, ale on się z tym liczył. Podobnie jak w ST II i IV liczył się z sądem za samowolkę (nawet sam dobrowolnie się do tego sądu zgłosił) i pewnie zaakceptował by też wyrok.

Owszem. I to, że był skłonny ponosić konsekwencje swych decyzji dowodzi jednak jego odpowiedzialności.

Chyba nie ma nikogo, kto żyłby całe życie ściśle wg. regulaminu.

Może poza komodorem Stockerem.
Madame Picard
Moderator
#4 - Wysłana: 23 Lut 2008 13:46:43
Delta
Co do tego, że statek zostanie bez dowódcy, fakt, ale zrekompensowane jest to następnymi w hierarchii. Oni też coś potrafią
Owszem, tyle, że statek został przydzielony konkretnemu dowódcy, więc ten ma siedzieć na 4 literach, a na zwiady planetarne to sobie może Pierwszego wysyłać; niech się uczy. Tak zresztą robił Picard.

Gdyby Kirk nie wybrałby się na niebezpieczny zwiad tylko dostał zawału na śpiąco i wyciągnął kopyta, to przecież okrętem i tak musiałby dowodzić ktoś inny.
Tylko jest to mniej prawdopodobne niż śmierć podczas zwiadu. To jest właśnie szczególna awaryjna sytuacja, w której dowodzenie przejmuje Pierwszy.

Podobnie jak w ST II i IV liczył się z sądem za samowolkę (nawet sam dobrowolnie się do tego sądu zgłosił) i pewnie zaakceptował by też wyrok.
I to akurat dobrze o nim świadczy.

Chyba nie ma nikogo, kto żyłby całe życie ściśle wg. regulaminu.
Niektórzy wyglądają mi na takich. Np. Jellico .

Fakt, kirk potrafi być arogancki, ale czy w utarcie nosa w "Trouble with Tribbles" nadętemu przedstawicielowi Federacji traktującemu go z góry było takie złe?

Moim zdaniem było to znakomite; ale ja tu jako adwokat diabła występuję (bo osobiście Kirka lubię i cenię).

Q__
Ledwie zobaczyłem ten topic wiedziałem, że to Ty go założyłaś
Ciekawe czemu?

TMP pokazało jego mniej ciekawe oblicze - ot, kryzys wieku średniego...
Oj tak. Zachowywał się jak burak. Ale też Decker pięknie mu utarł noska. Facet stał się jednym z moich idoli .

A potem jak na ironię domniemany syn tego pierwszego uratował statek przed nim
Sprawiedliwości dziejowej stało się zadość.
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 23 Lut 2008 13:53:34
Madame Picard

tyle, że statek został przydzielony konkretnemu dowódcy, więc ten ma siedzieć na 4 literach, a na zwiady planetarne to sobie może Pierwszego wysyłać; niech się uczy. Tak zresztą robił Picard.

No skoro Picard tak robił to jest to słuszne. (Choćiaż czy Spock dowodzący zwiadem to dobry pomysł w świetle tego co wiemy o jego reakcjach i próbach samodzielnego dowodzenia?)

bo osobiście Kirka lubię i cenię

Kto by pomyślał .

Ciekawe czemu?

Niech pomyślę

Oj tak. Zachowywał się jak burak. Ale też Decker pięknie mu utarł noska.

Nic dodać nic ująć. (A z drugiej strony to też... rozwój postaci...)

Sprawiedliwości dziejowej stało się zadość.

Madame Picard
Moderator
#6 - Wysłana: 23 Lut 2008 13:59:46
Q__
Choćiaż czy Spock dowodzący zwiadem to dobry pomysł w świetle tego co wiemy o jego reakcjach i próbach samodzielnego dowodzenia?
Hm, słuszna uwaga... A w sumie, jeśli nie Spock, to kto? Scotty wyciągnięty z maszynowni? Sulu? Yyy... Chekov? To może rzeczywiście Kirk musiał chodzić na zwiady, bo nikt inny się nie nadawał?

Kto by pomyślał .
Niech pomyślę

Myśl, Q; myślenie ma przyszłość .

z drugiej strony to też... rozwój postaci...
Raczej regres...
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 23 Lut 2008 14:06:43
Madame Picard

jeśli nie Spock, to kto? Scotty wyciągnięty z maszynowni?

I bijatyka (lub pijatyka) z Obcymi gwarantowana.

To może rzeczywiście Kirk musiał chodzić na zwiady, bo nikt inny się nie nadawał?

Zostaje jeszcze Bones, ale co pocznie załoga bez lekarza?

Myśl, Q

Staram się robić to codziennie.

Raczej regres...

Chciałem być oględny.
Picard
Użytkownik
#8 - Wysłana: 23 Lut 2008 14:26:44
Jeśli chodźi o Kirka jako o dowódce to sprawdzał się on w tej roli raczej dobrze - biorac pod uage rezultaty jego poczynian jednak jesli mowa o nim jako o postaci to musze powiedziec, iz w serialu nie robil on na mnie zbyt pozytywnego wrazenia. Zadziorny babiarz, co albo sie z kims bije albo bjia jego - oczywisicie w imie dobra zalogii, ktora nie powinna cierpiec za niego. Jesli zas chodzi jednak o kariere Jamesa T. prezentowana w filmach to tam prezentuje sie ona znacznie ciekawiej - tam jest on juz postacia o tylez bardziej zlozona co ciekawsza, a nawet w pewien sposob tragiczna. Znika czar Kirka- mlodzienca, a pojawia sie dojrzaly czlowiek, ktory staje w obliczu niezadko dramatycznych wyborow.
Delta
Użytkownik
#9 - Wysłana: 23 Lut 2008 14:26:51
Madame Picard
Owszem, tyle, że statek został przydzielony konkretnemu dowódcy, więc ten ma siedzieć na 4 literach, a na zwiady planetarne to sobie może Pierwszego wysyłać; niech się uczy.

Właściwie tak. Chociaż z drugiej strony w TOS nie było mowy o tym przepisie, który Riker ciągle wyciągał Picardowi, gdy spierali się, kto będzie dowodził zwiadem. Możliwe jest, że za czasów Kirka go nie było, więc Kirk mógł swym postępowaniem nie łamać prawa. A w końcu był odkrywcą, kto by chciał siedzieć na mostku, gdy można coś zobaczyć czego nikt wcześniej nie widział. Archer to fajnie kiedyś ujął:

"-You remember what Buzz Aldrin said when he stepped onto the moon?
-No.
-Nobody does. Because Armstrong went first."

I właśnie dlatego mogę tu Kirka zrozumieć. Zmieniłbym jednak zdanie, gdyby okazało się, że przepisy w ówczesnych czasach mu tych wypadów na zwiad zabraniały. Bo jednak obowiązek powinien mieć pierwszeństwo.

Tak zresztą robił Picard.

To przestrzegający regulaminu (i niechcący się nudzić na pokładzie) Riker zmuszał Picarda do siedzenia na mostku. Ile to razy biedny Łysy się chciał gdzieś wybrać i rozerwać, a Riker zaraz mu wyjeżdżał z przepisami.

Tylko jest to mniej prawdopodobne niż śmierć podczas zwiadu.

Racja. Ale bardziej chodziło mi o to, że pozostali oficerowie też mają kwalifikacje i są (w zdecydowanej większości) kompetentni. Poradzą sobie. Może nie tak dobrze, bo może im brakować doświadczenia, ale jednak. Z drugiej strony czasem od zwiadu zależy bezpieczeństwo okrętu, wiec doświadczenie kapitana może się tu również przydać.

Niektórzy wyglądają mi na takich. Np. Jellico .

Fakt, facet jest bardzo zasadniczy. Ale z drugiej strony pozwala "upiększyć" swoje biuro rysunkami dzieci. Biuro, nie własną kajutę. Może to świadczy o tym, że jednak nie jest aż tak przywiązany do przepisów jak się nam wydaje czasami przymyka na niektóre rzeczy oko. Poza tym wspominał z LaForge'm loty w okolicach Tytana, podczas których obaj wykonywali zakazane manewry.

Moim zdaniem było to znakomite; ale ja tu jako adwokat diabła występuję



Sprawiedliwości dziejowej stało się zadość.

Racja.

Scotty wyciągnięty z maszynowni?

A co Scotta z maszynowni wyciągnie. Pamiętasz jaki był nieszczęśliwy jak mu kazano iść na przepustkę na K-7? I jak się ucieszył, gdy Kirk za bójkę kazał mu siedzieć w kajucie, gdzie mógł sobie czasopisma o inżynierii poczytać?

Sulu?

On za bardzo marznie (TOS: The Enemy Within). Poza tym pobłądził z Chekovem (o zgrozo, obaj powinni być dobrymi nawigatorami) nawet na Ziemi (ST V).
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 23 Lut 2008 14:35:23
Picard

Jeśli chodźi o Kirka jako o dowódce to sprawdzał się on w tej roli raczej dobrze - biorac pod uage rezultaty jego poczynian

Patrz co mogą scenarzyści. (le serio Kirk prezentuje się nieżle jako dowódca.)

Zadziorny

Jak niejaki Siciński;
Znika czar Kirka- mlodzienca, a pojawia sie dojrzaly czlowiek, ktory staje w obliczu niezadko dramatycznych wyborow.

Ładnie to pokazuje (kiepskawy w sumie) ST II.

Delta

Możliwe jest, że za czasów Kirka go nie było, więc Kirk mógł swym postępowaniem nie łamać prawa. A w końcu był odkrywcą, kto by chciał siedzieć na mostku, gdy można coś zobaczyć czego nikt wcześniej nie widział. Archer to fajnie kiedyś ujął:
"-You remember what Buzz Aldrin said when he stepped onto the moon?
-No.
-Nobody does. Because Armstrong went first."
I właśnie dlatego mogę tu Kirka zrozumieć.


Bardzo ładne wyjaśnienie. (I jak ja lubię nawiązania do historii NASA.)

Ile to razy biedny Łysy się chciał gdzieś wybrać i rozerwać, a Riker zaraz mu wyjeżdżał z przepisami.

Ale zauważ, że Picard tych przepisów przestrzegał, choć go kusiło...

Fakt, facet jest bardzo zasadniczy. Ale z drugiej strony pozwala "upiększyć" swoje biuro rysunkami dzieci. Biuro, nie własną kajutę. Może to świadczy o tym, że jednak nie jest aż tak przywiązany do przepisów jak się nam wydaje czasami przymyka na niektóre rzeczy oko. Poza tym wspominał z LaForge'm loty w okolicach Tytana, podczas których obaj wykonywali zakazane manewry.

Owszem. I to zresztą pozwala go polubić.

A co Scotta z maszynowni wyciągnie.

Nowy gatunek whisky lub... szansa pogadania z Obcym-inżynierem...

On za bardzo marznie (TOS: The Enemy Within). Poza tym pobłądził z Chekovem (o zgrozo, obaj powinni być dobrymi nawigatorami) nawet na Ziemi (ST V).

Ale na szpady walczy jak prawdziwy muszkieter.
Picard
Użytkownik
#11 - Wysłana: 23 Lut 2008 14:42:23
Q__

Ładnie to pokazuje (kiepskawy w sumie) ST II.

Co Ty chcesz od tego ST II toz to jedna z lepszych kinowek byla. Na tyle dobra,ze nie tylko bronila sie jako epizod Star Trek ale takze jako oddzielny film SF, ktory dzis mozemy smialo zaliczyc do klasykow tego gatunku. Byly dramatyczne wybory, nowa technologia i efektowny konflikt glownych postacii. Czego tu nie lubic?

Jak niejaki Siciński

To był bardzo sympatyczny chłopina - nie wiem czego od niego chciec. A ze nie specjalnie ufal swoim podwladnym jako, iz kiedys zdradzila go w sposob dosc peffidny najblizsza osoba, to juz calkiem inna historia...
Delta
Użytkownik
#12 - Wysłana: 23 Lut 2008 14:44:52
Q__
I jak ja lubię nawiązania do historii NASA.



Ale zauważ, że Picard tych przepisów przestrzegał, choć go kusiło...

Na ogół to rzeczywiście przestrzegał, ale szczęśliwy z tego powodu nie był i wykorzystywał każdą okazję, gdy udało mu się wymusić na Pierwszym ustępstwo. Np. w NEM, w INS, w GEN, w TNG: Booby Trap.

Nowy gatunek whisky lub... szansa pogadania z Obcym-inżynierem...

A to, to pewnie tak.

Ale na szpady walczy jak prawdziwy muszkieter.

Szkoda, że standardowym wyposażeniem away team'ów są fazery. Może powinno się je zastąpić mieczami Jedi.
Q__
Moderator
#13 - Wysłana: 23 Lut 2008 15:27:28
Picard

Co Ty chcesz od tego ST II toz to jedna z lepszych kinowek byla. Na tyle dobra,ze nie tylko bronila sie jako epizod Star Trek ale takze jako oddzielny film SF, ktory dzis mozemy smialo zaliczyc do klasykow tego gatunku. Byly dramatyczne wybory, nowa technologia i efektowny konflikt glownych postacii. Czego tu nie lubic?

Ależ ja sie z Toba zgadzam, że ST II to jeden z najlpeszych kinowych Treków (na mojej liscie numer 4). Problem tylko w tym, że IMHO bardziej to świadczy o poziomie pozostałych kinowych Treków, niż o jego nadzwyczajności.

Owszem, jest b. przyzwoicie zrobiony, i ma wielkie momenty, ale mam mu za złe choćby popsucie tak pięknego happy endu serialowego wątku Khana...

To był bardzo sympatyczny chłopina - nie wiem czego od niego chciec.

To po coś go uśmiercał, zamiast dać mu szansę?

Delta

Na ogół to rzeczywiście przestrzegał, ale szczęśliwy z tego powodu nie był i wykorzystywał każdą okazję, gdy udało mu się wymusić na Pierwszym ustępstwo. Np. w NEM, w INS, w GEN, w TNG: Booby Trap.

Zwłaszcza w NEM.

A to, to pewnie tak.

A jaki wiemy z najsłabszej z powieści Jamesa P. hogana, najlepszy kontakt miedzycywilizacyjny dokonuje się przy wódce.

Szkoda, że standardowym wyposażeniem away team'ów są fazery. Może powinno się je zastąpić mieczami Jedi.

A może Sulu był szpiegiem Rady Jedi w UFP?
Delta
Użytkownik
#14 - Wysłana: 23 Lut 2008 15:37:13
Q__

A jaki wiemy z najsłabszej z powieści Jamesa P. hogana, najlepszy kontakt miedzycywilizacyjny dokonuje się przy wódce.

W Treku to nie wypaliło. Zefram poczęstował Wolkan gorzałą i w efekcie przez następne 100 lat powstrzymywali Ziemian przed ruszeniem w kosmos.

A może Sulu był szpiegiem Rady Jedi w UFP?


A ten z Mrror Universe ma szramę -sądząc po charakterze, pewnie był wysłannikiem Vadera.
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 23 Lut 2008 15:51:59
Delta

W Treku to nie wypaliło. Zefram poczęstował Wolkan gorzałą i w efekcie przez następne 100 lat powstrzymywali Ziemian przed ruszeniem w kosmos.



A ten z Mrror Universe ma szramę -sądząc po charakterze, pewnie był wysłannikiem Vadera.

Ten ślad na buźce to pewnie po tym jak szefa z lawy wyciągał.
borgus
Użytkownik
#16 - Wysłana: 23 Lut 2008 16:35:48
Drodzy ST-fani

Kapitan dostaje statek. Właściciele statku dają mu tą funkcję i załogę. I kapitan odpowiada za statek i swoją załogę. I ma siedzieć na mostku/pokładzie, a nie podrywać panienki na obcych planetach. Jakbyście się czuli, jakby kapitan statku, którym akurat płyniecie, oświadczył, że on bierze ponton i płynie podrywać laseczki na pobliskim Haiti, a statek poprowadzi pierwszy, który zna się na tym prawie tak samo wspaniale?

OK - statek może dostawać misje badawcze, naukowe, wojskowe. Ale wtedy dostaje też ekipę badaczy/naukowców/skrytobójców, która ma dane zadanie wykonać. Statek prowadzi kapitan i jego spółka, a jak już dolecą, to w/w ekipa robi rozróbę na planecie, podrywa/gwałci panienki itp. A kapitan ze świtą grzecznie czeka na orbicie.

Inna sprawa, gdy statek bierze udział w bitwie. Wtedy kapitan dowodzi i stara się za wszelką cenę uratować skórę i statek.

Jeżeli kapitan radośnie przy każdej okazji zmyka ze statku i podrywa laseczki, to jest to skrajna nieodpowiedzialność i armator powinien się z nim szybko pożegnać.
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#17 - Wysłana: 23 Lut 2008 17:55:43
Madame Picard
Trochę tak na marginesie rozważań o Picardzie i Jellico jako dowódcach Enterprise postanowiłam założyć topic z pytaniem: a co sądzicie o Kirku jako dowódcy? Trochę też podkusił mnie do tego mój mąż, który Kirka nie cierpi i uważa, że powinien on zostać odpowiednio wcześnie zdegradowany do stopnia załoganta i odesłany do szorowania przewodów plazmowych. Jego argumenty:
- bezsensowne narażanie swojego życia przy każdej głupiej okazji, co grozi tym, że statek pozostanie bez dowódcy w niebezpiecznej sytuacji; jego zdaniem kapitan ma siedzieć plackiem na statku i schodzić z niego ostatni, a nie wysyłać się z każdym away teamem
- bezsensowne narażanie życia załogi, np. w Obsession
- olewanie rozkazów, np. zawrócenie statku na Wolkana, gdy Spock miał akurat pon farr; i generalnie dość swobodny stosunek do rozkazów przejawiający się np. w odkładaniu ich na "później"
- arogancja (np. w Trouble with Tribbles)
- niesubordynacja (ST3)
Moim zdaniem jest w tym sporo racji, jeśli chodz o 2 pierwsze punkty, przy pozostałych raczej broniłabym Kirka; jego swobodny stosunek do rozkazów też był raczej zaletą. Kirk na pierwszym miejscu zawsze stawiał dobro statku i załogi, brał odpowiedzialność za swoje wyskoki i bronił swoich ludzi (to, że nie był tępym służbistą pozwoliło np. uratować statek przed wariatem Deckerem).


to wszystko racja , ale cholera jak go nie lubić?
Q__
Moderator
#18 - Wysłana: 23 Lut 2008 18:15:51
No i dziś widzieliśmy piękna ewolucję postaci Kirka od żołnierza, do pacyfisty, dyplomaty i odkrywcy (vide proywająca mowa jaką wygłosił do Gartha). Ta postac jednak bardzo ewoluuje (i póki co w słusznym kierunku).

borgus

Witamy na pokładzie

(Ale z reszta argumentacji niekoniecznie sie zgadzam,,. Długo wyjąsniać czemu...

4_z_Szesciopaka

to wszystko racja , ale cholera jak go nie lubić?

Trudno wykonalne... (Choć np. Jo_anka za nim nie przepada.)
Madame Picard
Moderator
#19 - Wysłana: 23 Lut 2008 20:55:29 - Edytowany przez: Madame Picard
Picard
tam jest on juz postacia o tylez bardziej zlozona co ciekawsza, a nawet w pewien sposob tragiczna. Znika czar Kirka- mlodzienca, a pojawia sie dojrzaly czlowiek, ktory staje w obliczu niezadko dramatycznych wyborow.
Zgadzam się. I chociaż czar młodego Kirka jest doprawdy urzekający, to niewątpliwie ciekawszy jest jako człowiek stający wobec dramatów i dokonujący gorzkiego w sumie podsumowania swojego życia...

Delta
Chociaż z drugiej strony w TOS nie było mowy o tym przepisie, który Riker ciągle wyciągał Picardowi, gdy spierali się, kto będzie dowodził zwiadem. Możliwe jest, że za czasów Kirka go nie było, więc Kirk mógł swym postępowaniem nie łamać prawa.
Nie chodzi o to, że łamał prawo, tylko o to, o czym pisał borgus.

Picard
ST II toz to jedna z lepszych kinowek byla. Na tyle dobra,ze nie tylko bronila sie jako epizod Star Trek ale takze jako oddzielny film SF, ktory dzis mozemy smialo zaliczyc do klasykow tego gatunku. Byly dramatyczne wybory, nowa technologia i efektowny konflikt glownych postacii.
Według mnie jest to najlepszy z kinowych Treków, lepszy nawet od TMP*. I to w dużym stopniu właśnie ze względu na postać Kirka.

Delta
szczęśliwy z tego powodu nie był i wykorzystywał każdą okazję, gdy udało mu się wymusić na Pierwszym ustępstwo
Brzmi to, jakby Riker był jego żoną, która pozwala mu od czasu do czasu wyrwać się na wódkę .

Zefram poczęstował Wolkan gorzałą i w efekcie przez następne 100 lat powstrzymywali Ziemian przed ruszeniem w kosmos.
ROTFL

Q__
proywająca mowa jaką wygłosił do Gartha
Gdyby Garth był komputerem, już by było po nim .

*kolejna romulańska prowokacja
Delta
Użytkownik
#20 - Wysłana: 23 Lut 2008 23:42:07 - Edytowany przez: Delta
Madame Picard
Nie chodzi o to, że łamał prawo, tylko o to, o czym pisał borgus.

O to że Kirk podrywał panienki? To mu wychodziło przy okazji.
Poza tym zwróć uwagę, że w wielu przypadkach Kirk&Co wpadali w tarapaty przypadkiem. Ot, choćby odcinek o Kodosie -czy kapitanowi nie wolno iść odwiedzić dobrego kumpla w jego bezpiecznej chałupie? A największe niebezpieczeństwo mu groziło na pokładzie, choćby Klingoni walczący z załogą Kirka na pokładzie "Enterprise", albo zwiad w TOS: Obsession, podczas, którego natknęli się na formę życia która zabiła członków załogi okrętu na którym służył kiedyś Kirk, albo odcinek z Mattem Deckerem i "Constellation", kto się mógł spodziewać, że Deckerowi odbije?. No i w końcu w TOS nigdzie nie powiedziano, że kapitanowi nie wolno chodzić na misje zwiadowcze. Trzeba pamiętać, że to jednak nie jest dokładnie tak jak w obecnych czasach w istniejących flotach morskich, w których kapitanowie schodzą na ląd i to zarówno ci z marynarki jak i z handlowej, ale, po pierwsze, nie wykonują takich misji jak załoga "Enterprise", a po drugie zdarzało się podczas odkryc geograficznych, że kapitanowie brali udział w misjach na lądzie. Robił tak Kolumb, robił Magellan, robił tak James Cook, który jako pierwszy na świecie dowodził misją czysto naukową -jego H.M.S. "Endeavour" miał gromadzić dane o florze i faunie Pacyfiku, miał dowieźć naukowców by mogli obserwować przejście Wenus przez tarczę słoneczną no i miał zbadać czy istnieje na Pacyfiku nieznany kontynent oraz dopłynąć najdalej jak się da na południe. Ze wszystkich tych zadań wywiązał się wzorowo. Mało tego dowiózł jako pierwszy całą załogę do domu nietkniętą szkorbutem. A jednak przy kolejnej tego typu wyprawie wyszedł na ląd i zjedli go na Hawajach.

Według mnie jest to najlepszy z kinowych Treków, lepszy nawet od TMP*.

O zgrozo.

Q__, szykujemy stos dla heretyków?

A poważnie, "de gustibus...".

*kolejna romulańska prowokacja

A co tak w tym Krakowie Romulanami obrodziło? Jeszcze trochę i uwierzę, że Kraków i okolice to rzeczywiście prowincja Imperium.

Brzmi to, jakby Riker był jego żoną, która pozwala mu od czasu do czasu wyrwać się na wódkę .


Picard nawet raz jako usprawiedliwienie dla Rikera wspominał coś o okrętach w butelce. Ale i na Rikera przyszła kryska. I dostanie potrójnie: od Troi, od Lwaxany i od swojego Pierwszego na U.S.S. "Titan".

Gdyby Garth był komputerem, już by było po nim .

Ale był wariatem i mało Kirka nie załatwił. Może to słaby punkt Jamesa?
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 24 Lut 2008 12:10:38 - Edytowany przez: Q__
Madame Picard

I chociaż czar młodego Kirka jest doprawdy urzekający, to niewątpliwie ciekawszy jest jako człowiek stający wobec dramatów i dokonujący gorzkiego w sumie podsumowania swojego życia...

Chociaż co do urkou trudno mi oceniać co do meritum zzgadzam się.

Nie chodzi o to, że łamał prawo, tylko o to, o czym pisał borgus.

Z druugiej strony, kogo miał posyłać na zwiad w sumie?

Według mnie jest to najlepszy z kinowych Treków, lepszy nawet od TMP*. I to w dużym stopniu właśnie ze względu na postać Kirka.

Bo Ty jesteś kirkocentryczna.

Brzmi to, jakby Riker był jego żoną, która pozwala mu od czasu do czasu wyrwać się na wódkę

ROTFL

Gdyby Garth był komputerem, już by było po nim

Miałem identyczne skojarzenie.

Delta

Trzeba pamiętać, że to jednak nie jest dokładnie tak jak w obecnych czasach w istniejących flotach morskich, w których kapitanowie schodzą na ląd i to zarówno ci z marynarki jak i z handlowej, ale, po pierwsze, nie wykonują takich misji jak załoga "Enterprise", a po drugie zdarzało się podczas odkryc geograficznych, że kapitanowie brali udział w misjach na lądzie. Robił tak Kolumb, robił Magellan, robił tak James Cook, który jako pierwszy na świecie dowodził misją czysto naukową -jego H.M.S. "Endeavour" miał gromadzić dane o florze i faunie Pacyfiku, miał dowieźć naukowców by mogli obserwować przejście Wenus przez tarczę słoneczną no i miał zbadać czy istnieje na Pacyfiku nieznany kontynent oraz dopłynąć najdalej jak się da na południe. Ze wszystkich tych zadań wywiązał się wzorowo. Mało tego dowiózł jako pierwszy całą załogę do domu nietkniętą szkorbutem. A jednak przy kolejnej tego typu wyprawie wyszedł na ląd i zjedli go na Hawajach.

Owszem. I do misji tego typu należy porównywać tę dowodzoną przez Kirka. To kolejny Wielki Odkrywca. (Choć zabrakło mi tu jeszcze skojarzeń z misjami NASA. Armstrong był dowódcą, i... wyszedł na Księżyc pierwszy.)

O zgrozo.

O zgrozo is right.

Q__, szykujemy stos dla heretyków?

Niech skwierczą!

A co tak w tym Krakowie Romulanami obrodziło? Jeszcze trochę i uwierzę, że Kraków i okolice to rzeczywiście prowincja Imperium.

Co isę przejmujesz, bedziesz mógł dokonać kontaktu z Obcą Rasą nie opuszczając PL.

le i na Rikera przyszła kryska. I dostanie potrójnie: od Troi, od Lwaxany i od swojego Pierwszego na U.S.S. "Titan".



Ale był wariatem i mało Kirka nie załatwił. Może to słaby punkt Jamesa?

Nie to dowód idealizmu i chęci dialogu ze strony przedstawicieli UFP. Nie tylko Kirka.
Pah Wraith
Użytkownik
#22 - Wysłana: 24 Lut 2008 13:40:18
Delta
A co tak w tym Krakowie Romulanami obrodziło? Jeszcze trochę i uwierzę, że Kraków i okolice to rzeczywiście prowincja Imperium.

No w końcu to Małopolska Prowincja Imperium Romulańskiego w skrócie eMPIR
Madame Picard
Moderator
#23 - Wysłana: 24 Lut 2008 14:26:07
Delta
O to że Kirk podrywał panienki? To mu wychodziło przy okazji.
Nie . O to, że ma dowodzić statkiem, a nie "uciekać" z tego statku przy każdej nadarzającej się okazji.

Poza tym zwróć uwagę, że w wielu przypadkach Kirk&Co wpadali w tarapaty przypadkiem.
Tak, ale w innych szli tam z pełną świadomością, że istnieje znaczące prawdopodobieństwo wpakowania się w kłopoty. I właśnie na takie misje Kirk szedł najchętniej, mało tego, zabierał ze sobą Bonesa i Spocka, czyli jakby co, to statek zostaje bez kapitana, pierwszego i lekarza i ma lecieć pod dowództwem głównego mechanika (chyba że i on szedł z away teamem; wtedy to już zostaje chyba tylko Chekov ).
Pamiętacie odcinek The Ultimate Computer? Wtedy się zresztą okazało, że Kirk niepotrzebnie idzie z away teamem i zabiera ze sobą Spocka.

kapitanowie brali udział w misjach na lądzie. Robił tak Kolumb, robił Magellan, robił tak James Cook
No i właśnie: Cook zginął, Magellan zginął. Kirk nie zginął tylko dlatego, że to fikcja filmowa .

A co tak w tym Krakowie Romulanami obrodziło? Jeszcze trochę i uwierzę, że Kraków i okolice to rzeczywiście prowincja Imperium.
Mnie pokrewieństwo z Romulanami imputował Jurgen. Tak naprawdę z Romulanami nie mam nic wspólnego i w ogóle ich nie lubię, o .

Ale był wariatem i mało Kirka nie załatwił. Może to słaby punkt Jamesa?
Wariaci?

Q__
Z druugiej strony, kogo miał posyłać na zwiad w sumie?
No to inna sprawa...
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 24 Lut 2008 14:32:55
Madame Picard

Tak, ale w innych szli tam z pełną świadomością, że istnieje znaczące prawdopodobieństwo wpakowania się w kłopoty. I właśnie na takie misje Kirk szedł najchętniej, mało tego, zabierał ze sobą Bonesa i Spocka, czyli jakby co, to statek zostaje bez kapitana, pierwszego i lekarza i ma lecieć pod dowództwem głównego mechanika

Hmmm... Oceniamy inne czasy i inna kulturę z naszego punktu widzenia. Może w XXIII wieku uważają, że lepiej posłac najlepszych, bo to jednak daje maksymalne szanse powodzenia?

No i właśnie: Cook zginął, Magellan zginął. Kirk nie zginął tylko dlatego, że to fikcja filmowa

Gdzie nie zginał? Oglądałaś GEN?

Mnie pokrewieństwo z Romulanami imputował Jurgen. Tak naprawdę z Romulanami nie mam nic wspólnego i w ogóle ich nie lubię, o

Niech się chłopaki z eMPIRu dowiedzą.

Wariaci?

Może Delta sugeruje, że Kirk miał słabość do wariatów?
Domko
Użytkownik
#25 - Wysłana: 24 Lut 2008 14:37:43
Madame Picards
Mnie pokrewieństwo z Romulanami imputował Jurgen. Tak naprawdę z Romulanami nie mam nic wspólnego i w ogóle ich nie lubię, o

Nie przeszkadzało Ci to jednak spiskować z Romulanami na terenach należących do eMPIRu.
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 24 Lut 2008 14:41:07
Domko

Nie przeszkadzało Ci to jednak spiskować z Romulanami na terenach należących do eMPIRu.

W DS9 UFP też spiskowała z Romulanami.
Delta
Użytkownik
#27 - Wysłana: 24 Lut 2008 14:44:53 - Edytowany przez: Delta
Q__
Co isę przejmujesz, bedziesz mógł dokonać kontaktu z Obcą Rasą nie opuszczając PL.

Ale to Romulanie, kontakt z nimi może się źle skończyć (no offence).

Może Delta sugeruje, że Kirk miał słabość do wariatów?

Coś w tym stylu. Kirk zagadywał skutecznie komputery, szaleńcom udawało się zagadać jego.

Pah Wraith
No w końcu to Małopolska Prowincja Imperium Romulańskiego w skrócie eMPIR

Znam tą nazwę.

Madame Picard
Nie . O to, że ma dowodzić statkiem, a nie "uciekać" z tego statku przy każdej nadarzającej się okazji.
i
Tak, ale w innych szli tam z pełną świadomością, że istnieje znaczące prawdopodobieństwo wpakowania się w kłopoty. I właśnie na takie misje Kirk szedł najchętniej, mało tego, zabierał ze sobą Bonesa i Spocka, czyli jakby co, to statek zostaje bez kapitana, pierwszego i lekarza i ma lecieć pod dowództwem głównego mechanika (chyba że i on szedł z away teamem; wtedy to już zostaje chyba tylko Chekov ).
Pamiętacie odcinek The Ultimate Computer? Wtedy się zresztą okazało, że Kirk niepotrzebnie idzie z away teamem i zabiera ze sobą Spocka.


Dobra, poddaję się. Faktycznie powinien mniej się narażać.

No i właśnie: Cook zginął, Magellan zginął. Kirk nie zginął tylko dlatego, że to fikcja filmowa .

Racja, Kirk ma po swojej stronie twórców scenariusza. Z drugiej strony właśnie scenariusz umiejscawiający Kirka i spółkę w głównych rolach powoduje, że są oni wysyłani na zwiady inaczej głównym bohaterem zostałby anonimowy chorąży.

Tak naprawdę z Romulanami nie mam nic wspólnego i w ogóle ich nie lubię, o .


Cytując dialog Rikera z Picardem na temat złapanego Romulanina (TNG: The Enemy) :

"-Jedyną odpowiedzią jaką podał,to że był sam.
-Co sugeruje, że nie był."

Ale niech będzie, że wierzę.
Domko
Użytkownik
#28 - Wysłana: 24 Lut 2008 14:47:36 - Edytowany przez: Domko
Ja, jako wiarygodny i lojalny członek romulańskiego eMPIRu, mogę zaświadczyć, iż Madame Picard nie ma nic wspólnego z Romulanami i ich nie lubi.
Q__
Moderator
#29 - Wysłana: 24 Lut 2008 14:55:58
Delta

Ale to Romulanie, kontakt z nimi może się źle skończyć (no offence).

Nie zawsze, jak wiemy z TOSu. Czasem gorzej kończył isę dla Romulan.

Coś w tym stylu. Kirk zagadywał skutecznie komputery, szaleńcom udawało się zagadać jego.

Bo do szaleńców nie docierała jego bezlitosna logika. (Zaraz, zaraz czy napewno o Kirku mówimy? )

inaczej głównym bohaterem zostałby anonimowy chorąży.

Ginący w dodatku jak muchy. (Choć czy koniecznie, los dowódców podejmujących decyzje z mostku i i obejmujących cały dramatyzm sytuacji też moze być ciekawy...)

"-Jedyną odpowiedzią jaką podał,to że był sam.
-Co sugeruje, że nie był."
Ale niech będzie, że wierzę.




Domko

Ja, jako wiarygodny i lojalny członek romulańskiego eMPIRu, mogę zaświadczyć, iż Madame Picard nie ma nic wspólnego z Romulanami i ich nie lubi.

Delta
Użytkownik
#30 - Wysłana: 24 Lut 2008 15:02:07
Domko
Ja, jako wiarygodny i lojalny członek romulańskiego eMPIRu, mogę zaświadczyć, iż Madame Picard nie ma nic wspólnego z Romulanami i ich nie lubi.



No to już wszystko wiem.

Q__
Nie zawsze, jak wiemy z TOSu. Czasem gorzej kończył isę dla Romulan.

Tak, Q__, ale do tego trzeba być Kirkiem. ja nie mam odpowiednich kwalifikacji.
 Strona:  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Kapitan Kirk

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!