USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Kapitan Edward Jellico
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Delta
Użytkownik
#31 - Wysłana: 22 Lut 2008 14:10:17
Odpowiedz 
Jurgen
Nagi peryskop

http://youtube.com/watch?v=u_Mx1kA3irk&feature=rel ated



A jak trzeba było, to nawet Quark stawał się zdyscyplinowany.

Bo Sisko to nawet Q nie podskoczył.
Karo
Użytkownik
#32 - Wysłana: 22 Lut 2008 14:28:05
Odpowiedz 
Madame Picard

Do Jellico zrażały natomiast drobiazgi: rybka, mundur Troi, ostentacyjne podkreślanie, że to on rządzi, a załoga ma słuchać, krytyczne uwagi o Rikerze w rozmowie z Picardem. To wszystko sprawiało, że Jellico jawił się jako typ po prostu antypatyczny.

jakaś dziwna jestem bo mi sie antypatyczny nie wydał (to przez te obrazki ) , krytycznym uwagom o Rikerze w rozmowie z Picardem wcale sie nie dziwię bo imho to Riker zachował sie w tym odcinku skrajnie nieprofesjonalnie. Nie wiem czy to usunięcie "śladow" po Picardzie" nie wynikało raczej z chęci pokazanie " ja nie jestem drugim Picardem i wcale nie chcę nim być, jestem Jellico i mam taki a nie inny styl dowodzenia". Pozatym ja odniosłam wrażenie że załoga reagowała na rozkazy Jellico gorzej niż kiedy brat Worfa robił za pierwszego oficera, owszem coś tam Riker z Geordim prywatnie sobie pogadali, ale jawnej niesubordynacji nie było

Ent D był statkiem typowo badawczym i był wysyłany na misje badawcze albo dyplomatyczne, na wojskowe rzadziej i w stanie szczególnej konieczności. To był raczej latający uniwersytet niż okręt wojenny. Jego załoga to naukowcy, badacze, często geniusze w swojej dziedzinie. Takimi ludźmi i takimi misjami nie da się efektywnie zarządzać w sposób typowy dla Jellico, bo naukowcy, aby twórczo pracować potrzebują swobody. Nie da się prowadzić takiej pracy z batem nad głową. Poza tym na tym latającym uniwersytecie o wiele bardziej liczą się relacje międzyludzkie niż po prostu tępe wykonywanie rozkazów. Taka demokratyczna atmosfera, zaufanie między ludźmi, przywiązanie do kapitana-zarządcy sprzyja po prostu twórczości. Tymczasem Jellico to typowy wojskowy, któremu nie zależy na miłości załogi i dla którego ludzie to trybiki w maszynie, które mają prawidłowo działać, a nie samodzielne, twórcze podmioty.

to był flagowy okręt, ponoć z najlepszą załogą i najpotężniejszy w owym czasie we flocie, jakby co to miał dowodzić obroną tego kawałka granicy z Kardazjanami (militaryści zaraz mnie poprawią ) więc ta załoga nawet jeżeli wolała się zająć badaniami to powinna z drugiej strony być w stanie szybko przestawić się w "tryb bojowy", ja osobiście nieco się na załodze zawiodłam, bo jak by sobie po służbie do dziesiątego dziobowego poszli i prywatnie pomarudzili na Jellico to ok, wkońcu są tylko ludźmi.

Byli przyzwyczajeni do demokratycznego stylu Picarda. I to wcale nie znaczy, że byli rozpuszczeni. Po prostu przy ich specyfice pracy taki styl był bardziej efektywny. Jellico nie miał czasu (a prawdopodobnie także i ochoty) zawracać sobie głowę tymi wszystkimi międzyludzkimi pierdołami; przypuszczalnie na swoim statku robił to tylko w niezbędnym zakresie.

ja jakoś nie zauważyłam żeby Picard był bardziej demokratyczny , Jeliico też był otwarty na podpowiedzi załogi: patrz Geordi mu powiedział, że owszem on dałby radę pilotować ten prom, ale człowiekiem którego potrzebuje jest Riker i Jellico posłuchał, poszedl do człowieka którego nielubił i nieszanował i poprosił go o wykonanie zadania, jak by był "upartym idiotą" to by mu to nigdy przez gardło nie przeszło . Poprostu Jellico i Riker to klasyczny przyklad ludzi którzy, poprostu nie lubią się tak od pierwszego zobaczenia
Delta
Użytkownik
#33 - Wysłana: 22 Lut 2008 14:57:43
Odpowiedz 
jakby co to miał dowodzić obroną tego kawałka granicy z Kardazjanami (militaryści zaraz mnie poprawią)

Sektor Minos Korva.

więc ta załoga nawet jeżeli wolała się zająć badaniami to powinna z drugiej strony być w stanie szybko przestawić się w "tryb bojowy",

Racja. W końcu Galaxy to flagowiec, który w założeniach miał też pełnić funkcję: "command&control".

ale człowiekiem którego potrzebuje jest Riker i Jellico posłuchał, poszedl do człowieka którego nielubił i nieszanował i poprosił go o wykonanie zadania, jak by był "upartym idiotą" to by mu to nigdy przez gardło nie przeszło .

Słusznie. Ten fakt zasługuje na uwagę. Jellico mógł Rikerowi rozkazać a jednak, zgodnie z życzeniem Rikera, poprosił (IMHO to Riker wyszedł tu w złym świetle, bo okazało się, że mimo tego iż chciał kapitana nieco upokorzyć, to ten okazał klasę i w ten drobny sposób udowodnił mu, że przedkłada dobro misji nad siebie).
Madame Picard
Moderator
#34 - Wysłana: 22 Lut 2008 15:19:47
Odpowiedz 
Jurgen
No właśnie załoga takiego okrętu jak Ent D powinna nie mieć żadnych problemów z dostosowaniem się. Taki okręt może dostac różne rodzaje misji i załoga powoinna być w stanie każdą z nich wykonać. Po prostu nie są elastyczni.
Ależ byli w stanie wykonać rozkazy Jellico, tylko byli z nich niezadowoleni. Ale chyba nie muszą tryskać radością i entuzjazmem z powodu rozkazów. Czy my przebieramy nogami z radości, jak nam szef wydaje polecenie służbowe?

Żadne z nich debeściaki.
Wielokrotnie w serialu padała kwestia, że na Ent trafiają najlepsi.

To styl Picarda był demokratyczny?
Tak. Picard na ogół konsultował swoje decyzje ze starszymi oficerami, słuchał ich sugestii i często brał pod uwagę pomysły. Jellico przyjął na dzień dobry strategię: jestem kapitanem, wiem lepiej od was, macie wykonywać rozkazy, morda w kubeł i nie bulgotać.

Picard też wydawał rozkaz i oczekiwał, że zostanie on wykonany. I załoga wtedy nie marudziła,
Bo go lubiła, szanowała i poważała. A Jellico nie. I to była wina Jellico, a nie załogi.

A tu im się system wacht nie spodobał...
A musiał? Ponawiam pytanie: czy załoga musi wykonywać rozkazy z radością czy po prostu musi wykonywać rozkazy?

Karo
rytycznym uwagom o Rikerze w rozmowie z Picardem wcale sie nie dziwię bo imho to Riker zachował sie w tym odcinku skrajnie nieprofesjonalnie.
Fakt, że Riker zachowywał się w tym odcinku jak kompletny wałek. Ale uwagi Jellico w rozmowie z Picardem niczemu nie służyły, psuły tylko atmosferę.

ja osobiście nieco się na załodze zawiodłam, bo jak by sobie po służbie do dziesiątego dziobowego poszli i prywatnie pomarudzili na Jellico to ok, wkońcu są tylko ludźmi.
Przecież oni głównie marudzili. Nie było tak, ze ktoś nie wykonał rozkazu.
Karo
Użytkownik
#35 - Wysłana: 22 Lut 2008 15:32:00
Odpowiedz 
Madame Picard

Przecież oni głównie marudzili. Nie było tak, ze ktoś nie wykonał rozkazu.

a Riker i te nieszczęsne wahty najbardziej mi w tym odcinku Riker podpadł (i nawet te oczy mu nie pomogą ) przepraszam resztę załogi Taka Troi to poprostu grzecznie założyla mundur i starała się tonować nastroje i to mi się podobało
Delta
Użytkownik
#36 - Wysłana: 22 Lut 2008 15:57:21 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Madame Picard
Ależ byli w stanie wykonać rozkazy Jellico, tylko byli z nich niezadowoleni.

Z początku to nie tylko byli niechętni rozkazom ale z rozmysłem ich nie wykonywali i nawet łaskawie nie zawiadamiali o tym kapitana. To jest niesubordynacja. Przykład:

"-Will... Mamy dolecieć do granicy kardasjańskiej w czasie wachty delta. Proszę powiedzieć oficerowi taktycznemu tej wachty, że chcę wystrzelić sondę na chwilę przed wyjściem z warp.
-Zamierzałem o tym z panem pomówić. Na służbie będzie wtedy wachta gamma.
-Jakiś problem z wachtą delta?
-Jeszcze nie ma wachty delta. Wprowadzenie czwartej zmiany wywoła ogromne problemy.
-Nie zmieniłeś rotacji wacht?
-Chciałem to wyjaśnić po ceremonii.
-Od tej chwili Enterprise ma mieć cztery wachty. Nie będę o tym dyskutować, proszę wykonać. To znaczy, że zmiana delta zaczyna służbę za dwie godziny. Oczekuję, że tak będzie. Czy to jasne?"

Wielokrotnie w serialu padała kwestia, że na Ent trafiają najlepsi.

Właśnie dlatego ich występ w TNG: Chain of Command tak źle jest odbierany.

Tak. Picard na ogół konsultował swoje decyzje ze starszymi oficerami, słuchał ich sugestii i często brał pod uwagę pomysły.

Ale jak podejmował decyzje, to nie pozwolił sobie by ktokolwiek z podwładnych mu w tym przeszkodził czy nie wykonał rozkazu. Istnieje różnica pomiędzy sytuacją kiedy można doradzać dowodzącemu, a kiedy nie można i na wydaniu rozkazu kończy się dyskusja. Jellico też słuchał (posłuchał np. LaForge'a by wysłał Rikera na misję wahadłowcem).

Jellico przyjął na dzień dobry strategię: jestem kapitanem, wiem lepiej od was, macie wykonywać rozkazy, morda w kubeł i nie bulgotać.

Bo zmusili go do tego swoim postępowaniem. Wobec Rikera, we wspomnianej cytatem powyżej scenie, to Jellico i tak wykazał daleko posuniętą cierpliwość. Co mu miał powiedzieć, że za każdym razem Pierwszy może sobie rozkazami kapitana tyłek podetrzeć?

A musiał? Ponawiam pytanie: czy załoga musi wykonywać rozkazy z radością czy po prostu musi wykonywać rozkazy?

Rzecz w tym, ze oni nie wykonali tego rozkazu właśnie dlatego, że im się nie podobał. I nie zawiadomili o tym wydającego rozkaz przełożonego. "Kapitanowanie" okrętem powinno działać mniej więcej na zasadzie: "nie musicie mnie kochać, ważne byście mnie szanowali".

Fakt, że Riker zachowywał się w tym odcinku jak kompletny wałek. Ale uwagi Jellico w rozmowie z Picardem niczemu nie służyły, psuły tylko atmosferę.

A, czyli załoga ma prawo oceniać kapitana, ale kapitan poszczególnych oficerów już nie może.

Przecież oni głównie marudzili. Nie było tak, ze ktoś nie wykonał rozkazu.

Nie wykonał Riker i za jego przykładem szefowie wszystkich działów na pokładzie "Enterprise-D", którego załoga jest dość liczna więc mogła to być całkiem spora grupka. To, że później nie było już takich sytuacji należałoby chyba zawdzięczać temu, że Jellico ustawił do pionu Rikera, gdy kazał mu wykonać rozkaz o zmianie rotacji wacht. A będący tego świadkiem Picard nawet słowa w obronie Rikera nie pisnął.

Edycja:
Karo

i znów się spóźniłem z odpowiedzią.
Madame Picard
Moderator
#37 - Wysłana: 22 Lut 2008 16:53:02
Odpowiedz 
Delta
Słusznie. Niesubordynacją wykazał się Riker, który posłużył w tym odcinku za odgromnik: zebrał na siebie wszystkie spięcia pomiędzy załogą a Jellico.
Pozostaję jednak na stanowisku, że Jellico nie nadawał się na dowódcę Enterprise; a także, że ma tendencje do instrumentalnego traktowania ludzi, nie potrafi wzbudzić szacunku inaczej niż flekowaniem ich i że jest zwyczajnie niemiły.
Delta
Użytkownik
#38 - Wysłana: 22 Lut 2008 18:02:52
Odpowiedz 
Madame Picard
Pozostaję jednak na stanowisku, że Jellico nie nadawał się na dowódcę Enterprise

Umiejętności zawodowych raczej mu odmówić nie można.

a także, że ma tendencje do instrumentalnego traktowania ludzi,

To już insza inszość. Nikt nie jest idealny.

nie potrafi wzbudzić szacunku inaczej niż flekowaniem ich i że jest zwyczajnie niemiły

IMHO to zbyt daleko idący wniosek, w końcu widzieliśmy go tylko w dwóch odcinkach opisujących tą samą, napiętą, sytuację. Z Troi rozmawiał rzeczowo i w miarę miło, a to że kazał jej nosić mundur... Zauważ, w jaki sposób to zrobił. Mógł jej posłać przez anonimowego chorążego rozkaz na piśmie, zamiast tego jego wypowiedź na temat jej ubioru była raczej w formie sugestii (a że sugestie kapitana to dla załogi jego wola, którą mają wypełnić to inna sprawa). Nie wiemy jaki był np. na U.S.S. "Cairo", za którym tęsknił moment po pojawieniu się na "Enterprise". Może nie taki diabeł straszny jak go malują.
pj26
Użytkownik
#39 - Wysłana: 22 Lut 2008 20:02:54
Odpowiedz 
Chyba wyczerpano już temat i powiedziano wszystko co chciałem dodać. Od siebie powiem jedno, nie lubiłem gościa od początku do końca. W zaistniałej sytuacji brakło jednego ze strony Jellico. Zebrania wszystkich oficerów w jakiejś sali konferencyjnej i wyłożenia wszystkiego na ławę. Czyli
- witam zgromadzonych nazywam się tak i tak od teraz jestem dowódcą Enterprise znajdujemy się w takiej a takiej sytuacji więc niema czasu na grzeczności. Od załogi będę wymagał tego a tego jednakże od siebie też pragnę dać wszystko co potrafię najlepiej. W tej trudnej dla Federacji sytuacji wszyscy musimy dać z siebie wszystko. Dziękuję za uwagę, na stanowiska!
Lub coś w tym stylu. Nie zaszkodziło by też jakieś pochwalenie byłego dowódcy którego załoga lubiła i szanowała co kapitan Jellico musiał wiedzieć.
Delta
Użytkownik
#40 - Wysłana: 22 Lut 2008 21:53:02
Odpowiedz 
pj26
W zaistniałej sytuacji brakło jednego ze strony Jellico. Zebrania wszystkich oficerów w jakiejś sali konferencyjnej i wyłożenia wszystkiego na ławę.

Czyli np. tak?

"Nazywam się MacBride. Niektórzy z was, jak na przykład Steilman, już mnie znają. Reszta pozna i nie dla wszystkich będzie to miłe doświadczenie. Ja natomiast znam już was wszystkich. Choćby ty, Coulter: jestem pewna, że twój poprzedni kapitan jest wręcz zachwycony, nie musząc dłużej oglądać twojej wychudzonej złodziejskiej gęby i rozbieganych oczek. A jeśli chodzi o ciebie Tatsumi, to jeśli cię złapię wąchającego zieloną damę na moim okręcie, to będziesz się modlił, żebym tylko wypchnęła cię tak jak stoisz przez śluzę. (...) Zasada jest prosta: jeśli na moim okręcie któryś z was przekroczy granicę choćby o krok, będzie mu się zdawało, że mu planeta spadła na łeb. I będzie się modlił, żebym to ja się z nim rozliczyła, bo jeśli któryś będzie miał pecha wylądować przed obliczem lady Harrington, to pozna prawdziwe znaczenie określenia "mieć przerąbane"."

Ewentualnie w stylu w jakim von Nogay przywitał swoją kompanię w C.K. Dezerterach.

"Jestem kapitan Edward Jellico i zostałem przydzielony na waszego dowódcę. Z tego co widzę stwierdzam, że jesteście rozpuszczeni i jako oficerowie Floty nie przedstawiacie na razie żadnej wartości. Te wartości o których mówię, a które cechują oficera Floty będę starał się wam wpoić z całą energią i wytrwałością na jaką mnie stać. A pragnę was zapewnić, że stać mnie na wiele. Nie mam słabych stron, jestem z jednej bryły, której ugryźć nie można. Nie mówię nigdy dużo i dzisiejsze moje słowa niech wam zapadną głęboko w mózgi, bo powtarzać ich nie będę. Przy czym jest mi całkowicie obojętne czy wasz stosunek do mnie będzie dobry czy zły. Przewiduję raczej nienawiść."
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#41 - Wysłana: 23 Lut 2008 02:14:43
Odpowiedz 
Madame Picard

mundur Troi


tu akurat czegoś nie rozumiem. Niesympatyczne ze strony Jellico było oczekiwanie, że oficer floty ma chodzić w mundurze floty a nie w powyciąganym dresie czy innych legginsach? Pragnę zauwazyć, że wspaniały Riker się czepiał głupiego kolczyka Ro Laren (jesli mowa o drobiazgach).
Q__
Moderator
#42 - Wysłana: 23 Lut 2008 08:10:34
Odpowiedz 
Madame Picard

To był raczej latający uniwersytet niż okręt wojenny. Jego załoga to naukowcy, badacze, często geniusze w swojej dziedzinie. Takimi ludźmi i takimi misjami nie da się efektywnie zarządzać w sposób typowy dla Jellico, bo naukowcy, aby twórczo pracować potrzebują swobody. Nie da się prowadzić takiej pracy z batem nad głową. Poza tym na tym latającym uniwersytecie o wiele bardziej liczą się relacje międzyludzkie niż po prostu tępe wykonywanie rozkazów.

Czyli to co sugerowałem. Inna rzecz, że w stanei wyższej konieczności ząłoga też mogła zachować isę dojrzalej...

Jurgen

Żadne z nich debeściaki.

To jak niby trafili na jednostkę flagową GF, podczas gdy Sisko trafił na "zesłanie"?

To styl Picarda był demokratyczny? Picard też wydawał rozkaz i oczekiwał, że zostanie on wykonany.

Ale Picard umiał spowodować, że załoga sama miała ochotę ten rozkaz wykonac. W tym jego wyższość (znasz dowcipną definicję dyplomaty?).

Delta

Bo Sisko to nawet Q nie podskoczył.

Kirkowi też. Nawet nie śmiał się mu pokazać.

Karo

Nie wiem czy to usunięcie "śladow" po Picardzie" nie wynikało raczej z chęci pokazanie " ja nie jestem drugim Picardem i wcale nie chcę nim być, jestem Jellico i mam taki a nie inny styl dowodzenia".

Tylko czy było to potrzebne, skoro wiedział, że przychodzi na krótko?

Poprostu Jellico i Riker to klasyczny przyklad ludzi którzy, poprostu nie lubią się tak od pierwszego zobaczenia

Jak Kirk i Decker?

Delta

Jellico mógł Rikerowi rozkazać a jednak, zgodnie z życzeniem Rikera, poprosił (IMHO to Riker wyszedł tu w złym świetle, bo okazało się, że mimo tego iż chciał kapitana nieco upokorzyć, to ten okazał klasę i w ten drobny sposób udowodnił mu, że przedkłada dobro misji nad siebie).

Owszem. I akurat ta scena b. dobrze świadczy o Jellco, a źle o Rikerze...

Madame Picard

Ależ byli w stanie wykonać rozkazy Jellico

Mało tego - wykonywała.

Bo go lubiła, szanowała i poważała. A Jellico nie.

Pod koniec juz nie.

Karo

Taka Troi to poprostu grzecznie założyla mundur i starała się tonować nastroje

Bo Troi jest dość TOSowata.

Delta

-Jeszcze nie ma wachty delta. Wprowadzenie czwartej zmiany wywoła ogromne problemy.
-Nie zmieniłeś rotacji wacht?


To jst zwlekanie - taktyka Kirka.

Właśnie dlatego ich występ w TNG: Chain of Command tak źle jest odbierany.

Owszem. Od najlepszych zawsze oczekujemy najwięcej. Ale w końcu to tylko ludzie...

Madame Picard

Niesubordynacją wykazał się Riker, który posłużył w tym odcinku za odgromnik: zebrał na siebie wszystkie spięcia pomiędzy załogą a Jellico.

Zebrał. Ale czy i trochę ine pogłębił? Z drugiej strony XO zawsze powinien stanowić swoisty "bufor" międzi kapitanem i załogą. Tym razem też tak było.

a także, że ma tendencje do instrumentalnego traktowania ludzi

Jego ostatnie słowa na pokładzie Enterprise trochę temu przeczą.

Mógł jej posłać przez anonimowego chorążego rozkaz na piśmie, zamiast tego jego wypowiedź na temat jej ubioru była raczej w formie sugestii

Co trochę przeczy tej rzekomej instrumentalności...

pj26

W zaistniałej sytuacji brakło jednego ze strony Jellico. Zebrania wszystkich oficerów w jakiejś sali konferencyjnej i wyłożenia wszystkiego na ławę.

Owszem, to mogło pomóc...

Delta

Czyli np. tak?

Czasem i to może pomóc, tyle, że niektóre z tych zdań niekoniecznie pasują do załogi najlepszych z najlepszych... (BTW: zxbrzmiało to wszystko jakoś siskowato.)

4_z_Szesciopaka

Niesympatyczne ze strony Jellico było oczekiwanie, że oficer floty ma chodzić w mundurze floty

Bo pewne jej walory to zakryło.

Pragnę zauwazyć, że wspaniały Riker się czepiał głupiego kolczyka Ro Laren (jesli mowa o drobiazgach).

Touche!
Delta
Użytkownik
#43 - Wysłana: 23 Lut 2008 11:20:40
Odpowiedz 
4_z_Szesciopaka
Pragnę zauwazyć, że wspaniały Riker się czepiał głupiego kolczyka Ro Laren (jesli mowa o drobiazgach).

Prawda, ale myślę, że to była raczej złośliwość ze strony Rikera wynikająca z uprzedzenia do niej za przestępstwo, które popełniła wcześniej (bo później już nikt się za to jej nie czepiał). To też nie stawia w najlepszym świetle jego profesjonalizmu, ale z drugiej strony jak to powiedział kiedyś Data: "uprzedzenia są bardzo ludzkie" (TNG: Encounter at Farpoint).

Q__
Kirkowi też. Nawet nie śmiał się mu pokazać.

Myślisz, że znał jego reputację i się go obawiał?

Tylko czy było to potrzebne, skoro wiedział, że przychodzi na krótko?

A to też nie jest tak do końca jasne. Po ceremonii przejęcia dowództwa, Riker powiedział, że tego najczęściej nie robi się, gdy przychodzi się dowodzić "na chwilę".

To jst zwlekanie - taktyka Kirka.

No niech już będzie...
Q__
Moderator
#44 - Wysłana: 23 Lut 2008 11:27:43
Odpowiedz 
Delta

Prawda, ale myślę, że to była raczej złośliwość ze strony Rikera wynikająca z uprzedzenia do niej

To by było nawet gorsze. Niż bezosobowe podejście służbisty...

Myślisz, że znał jego reputację i się go obawiał?

Who knows?

Po ceremonii przejęcia dowództwa, Riker powiedział, że tego najczęściej nie robi się, gdy przychodzi się dowodzić "na chwilę".

Czyżby Stewart wahał się nad odeściem z serialu wtedy?
Delta
Użytkownik
#45 - Wysłana: 23 Lut 2008 12:21:38
Odpowiedz 
Q__
Czyżby Stewart wahał się nad odeściem z serialu wtedy?

Nie wiem. Ja słyszałem, że planował to wcześniej -przy The Best of Both Worlds, ale ostatecznie dogadał się z producentami.
Q__
Moderator
#46 - Wysłana: 23 Lut 2008 12:34:12
Odpowiedz 
Delta

Ja słyszałem, że planował to wcześniej -przy The Best of Both Worlds

To możliwe. Swoją drogą ciekawe jak wtedy potoczyłyby się losy Treka?

Czy np. DS9, "Starship" lub AND (raczejk jeden z nich, ale który?) powstałby za życia swego Twórcy?
Domko
Użytkownik
#47 - Wysłana: 23 Lut 2008 12:52:27
Odpowiedz 
To możliwe. Swoją drogą ciekawe jak wtedy potoczyłyby się losy Treka?

Wiadomo jak potoczyłoby się TNG - Riker miał zostać dowódcą, a Shelby jego pierwszym (pierwszą?? - w przypadku Rikera brzmi to dość dwuznacznie ).
Q__
Moderator
#48 - Wysłana: 23 Lut 2008 12:58:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Domko

Wiadomo jak potoczyłoby się TNG

Tak, tylko czy by to na oglądalność nie wpłynęło? (A wtedywiadomo, szybszy koniec serialu i ew. miejsce na nowe projekty...)

Riker miał zostać dowódcą, a Shelby jego pierwszym (pierwszą?? - w przypadku Rikera brzmi to dość dwuznacznie

Madame Picard
Moderator
#49 - Wysłana: 23 Lut 2008 13:32:12
Odpowiedz 
Delta
Umiejętności zawodowych raczej mu odmówić nie można.

Toteż nikt mu ich nie odmawia. Chodzi mi o to, że Jellico nie pasuje do większości zadań, jakie miewa do wykonania Ent D i nie sprawdziłby się na dłuższą metę jako dowódca tego statku. I wbrew temu, co pisze Jurgen, w realiach GF dobrze jest dobierać dowódcę pod kątem charakteru załogi. Służba w GF nie jest przymusowa. Swoją postawą Jellico pewnie osiągnąłby tyle, że co wrażliwsi (np. Barclay) by się z Ent D wynieśli. I jeśli byliby to jednocześnie ci zdolni (a często to idzie w parze), to straciłaby na tym Flota.

pj26
W zaistniałej sytuacji brakło jednego ze strony Jellico. Zebrania wszystkich oficerów w jakiejś sali konferencyjnej i wyłożenia wszystkiego na ławę.
O, to to.

Delta
Czyli np. tak?
A tak by to pewnie wyglądało w wykonaniu Jellico.

4_z_Szesciopaka
wspaniały Riker się czepiał głupiego kolczyka Ro Laren (jesli mowa o drobiazgach).
Bo Riker i Laren to też przykład ludzi, którzy się od początku nie lubili (dopóki się nie bzyknęli ).

Q__
Bo pewne jej walory to zakryło.
Co mogło mieć katastrofalny wpływ na morale załogi .

Delta
Myślisz, że znał jego reputację i się go obawiał?
Dobre pytanie. (Wczoraj oglądałam TMP i zastanowiło mnie wejście Ilii na mostek. Powiedziała patrząc na Kirka coś w ten deseń: Dzień dobry, jestem porucznik Ilia i złożyłam śluby czystości).

Domko
Riker miał zostać dowódcą, a Shelby jego pierwszym (pierwszą?? - w przypadku Rikera brzmi to dość dwuznacznie ).
W przypadku Rikera prawdopodobnie słusznie .
Q__
Moderator
#50 - Wysłana: 23 Lut 2008 13:37:59
Odpowiedz 
Madame Picard

Chodzi mi o to, że Jellico nie pasuje do większości zadań, jakie miewa do wykonania Ent D i nie sprawdziłby się na dłuższą metę jako dowódca tego statku. I wbrew temu, co pisze Jurgen, w realiach GF dobrze jest dobierać dowódcę pod kątem charakteru załogi. Służba w GF nie jest przymusowa. Swoją postawą Jellico pewnie osiągnąłby tyle, że co wrażliwsi (np. Barclay) by się z Ent D wynieśli. I jeśli byliby to jednocześnie ci zdolni (a często to idzie w parze), to straciłaby na tym Flota.

Owszem. Chyba, że z czasem by się jednak "dotarli" (finał odcinka pokazuje, że to realne).

Bo Riker i Laren to też przykład ludzi, którzy się od początku nie lubili (dopóki się nie bzyknęli

Jakie to życiowe.

Co mogło mieć katastrofalny wpływ na morale załogi

No to już wiemy czemu Riker wchodził najbardziej wkurzony.

Wczoraj oglądałam TMP i zastanowiło mnie wejście Ilii na mostek. Powiedziała patrząc na Kirka coś w ten deseń: Dzień dobry, jestem porucznik Ilia i złożyłam śluby czystośc

ROTFL

W przypadku Rikera prawdopodobnie słusznie

Dziwniej by zabrzmiało "ostatnią".
Jurgen
Moderator
#51 - Wysłana: 24 Lut 2008 09:09:19
Odpowiedz 
Tak. Picard na ogół konsultował swoje decyzje ze starszymi oficerami, słuchał ich sugestii i często brał pod uwagę pomysły.

Chodzi mi o to, że Jellico nie pasuje do większości zadań, jakie miewa do wykonania Ent D i nie sprawdziłby się na dłuższą metę jako dowódca tego statku. I wbrew temu, co pisze Jurgen, w realiach GF dobrze jest dobierać dowódcę pod kątem charakteru załogi.

Mam wrażenie, że dla niektórych GF to same takie Entki D. A przeciez Flota toorganzacja, która ma mnóstwo różnych zadań. A zadania o charakterze taktyczno-wywiadowczym do nich należą. A czasem jeszcze są tajkne. I dobra załoga powinna wiedzieć, kiedy dowódca ma określone zadania i nie może się nimi podzielić z załogą. Wtedy powinni się po prostu zamknąć, nie fikać i wykonywać rozkazy. Bo to nie jest klub dyskusyjny. Jak sobie obserwuja komety, to moga to nawet z dziesiątego dziobowego przy drinku robić i dyskutować, jak lepiej kometę podejść.
Może faktycznie do tego zadania powinni byli inna załogę wybrać...

Żadne z nich debeściaki.

To jak niby trafili na jednostkę flagową GF, podczas gdy Sisko trafił na "zesłanie"?


ja też się zastanawiam, jak to było możliwe? Sugerujesz korupcję?

znasz dowcipną definicję dyplomaty?

Znam najlepszą definicję dyplomaty: okręt Jego Królewskiej Mości.
Q__
Moderator
#52 - Wysłana: 24 Lut 2008 11:53:58
Odpowiedz 
Jurgen

Mam wrażenie, że dla niektórych GF to same takie Entki D.

Bo w TOSie widzieliśmy same Contstitutiony.

A przeciez Flota toorganzacja, która ma mnóstwo różnych zadań. A zadania o charakterze taktyczno-wywiadowczym do nich należą. A czasem jeszcze są tajkne. I dobra załoga powinna wiedzieć, kiedy dowódca ma określone zadania i nie może się nimi podzielić z załogą. Wtedy powinni się po prostu zamknąć, nie fikać i wykonywać rozkazy. Bo to nie jest klub dyskusyjny.

Fakt. Z drugiej strony jednak dowódca też powinien umieś uzanować załogę i jej profesjonalizm...

ja też się zastanawiam, jak to było możliwe? Sugerujesz korupcję

Sugeruję, że Sisko znalazł się w psychicznym dołku i bano isę powierzyć mu cos poważniejszego...

Znam najlepszą definicję dyplomaty: okręt Jego Królewskiej Mości

Boś sie widać HH naczytał.
Jurgen
Moderator
#53 - Wysłana: 25 Lut 2008 16:02:56
Odpowiedz 
Z drugiej strony jednak dowódca też powinien umieś uzanować załogę i jej profesjonalizm...

No właśnie... profesjonalizm.

Boś sie widać HH naczytał.

Nie czytałem, ten cytat to raczej z historii.
Q__
Moderator
#54 - Wysłana: 25 Lut 2008 16:17:49
Odpowiedz 
Jurgen

No właśnie... profesjonalizm

No nie powisza, że zaloga jednostki flagowej GF to rekruci do złamania. A Jellico trochę tak do nich podszedł.
Karo
Użytkownik
#55 - Wysłana: 25 Lut 2008 16:32:32
Odpowiedz 
Q__

No nie powisza, że zaloga jednostki flagowej GF to rekruci do złamania. A Jellico trochę tak do nich podszedł.

po występie Rikera z wahtami miał prawo tak do nich podejść a i nie zgadzam sie z Tobą Q, że Riker zrobił w tym odcinku z bufor między załoga a kapitanem, raczej odnioslam wrażenie że Riker tą napięta atmosferę jeszcze mocniej pompował, poiwnien raczej pomagać kapitanowi z zalogą sie dogadać. Dalej co do szanowania profesjonalizmu załogi, to tak naprawdę Jellico do końca nie znał tej ząłogi i nie miał czasu jej poznać, lecial na niebezpieczną misję i tak na prawdę odpowiedzialność spoczywała na jego barkach, nie mógł sobie pozwolić na "zaufanie, że załoga się domyśli albo co". Picard w tej sytuacji wiedziałby czego spodziewać się po Rikerze Dacie Geordim czy Troi i mógłby im zostawić więcej swobody.
Q__
Moderator
#56 - Wysłana: 25 Lut 2008 17:53:52
Odpowiedz 
Karo

nie zgadzam sie z Tobą Q, że Riker zrobił w tym odcinku z bufor między załoga a kapitanem, raczej odnioslam wrażenie że Riker tą napięta atmosferę jeszcze mocniej pompował, poiwnien raczej pomagać kapitanowi z zalogą sie dogadać.

Co do Rikera - owszem wywiazał sie ze swej roli "bufora" raczej źle... I zgadzam się, że zamiast tonować nakręcał...

co do szanowania profesjonalizmu załogi, to tak naprawdę Jellico do końca nie znał tej ząłogi i nie miał czasu jej poznać,

Ale musiał znac ich reputację, w końcu to załoga flagowca... (Poza tym profile psychologiczne też musiał mieć.)
Karo
Użytkownik
#57 - Wysłana: 25 Lut 2008 19:13:00
Odpowiedz 
Q__

Ale musiał znac ich reputację, w końcu to załoga flagowca...

oki miał profile i wogóle, Riker taki świetny oficer (ile to mu już samodzielnych dowództw wtedy proponowano bo nie pamiętam teoretycznie powinien być wymarzonym pierwszym ) a tu na dzień dobry nie wykonuje rozkazu, to ja też bym po akcji z wahtami do tej super załogi z dystansem podchodziła . Poza tym w razie wypadki przy wykonywaniu misji, to kto byłby pociągnięty do odpowiedzialności ?? Chyba oczywiste że kapitan. To kapitan wydaje rozkazy i to on jest potem za nie odpowiedzialny. A jeżeli załoga nie wykona polecenia i wydarzy się nieszczęście to tez jest poniekąd wina kapitana bo to on nie potrafił utrzymać dyscypliny. A po występie Rikera czy można być pewnym że w krytycznej sytuacji załoga wykona rozkazy skoro najwyższy stopniem daje przykład niesubordynacji, mhmm moim zdaniem kapitan nie może sobie na takie ryzyko pozwolić
Q__
Moderator
#58 - Wysłana: 25 Lut 2008 19:24:01 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Karo

eoretycznie powinien być wymarzonym pierwszym

Dla Picarda w sumie był...

A po występie Rikera czy można być pewnym że w krytycznej sytuacji załoga wykona rozkazy skoro najwyższy stopniem daje przykład niesubordynacji, mhmm moim zdaniem kapitan nie może sobie na takie ryzyko pozwolić

Jellico zachowywał się jakby problemem była cała załoga, a problemem był w sumie Riker i to z nim należało sprawę wyjaśnić... (Z drugiej strony tak świetny pierwszy zasługuje chyba na szacunek i partnerskie traktowanie, nawet gdy robi z siebie idiotę...)

ps. zresztą powiedzmy coś sobie szczerze: Picard jest ideałem dowódcy (niedawno linkowałem dowód na to), Jellico nie jest Picardem, ergo nie jest idealny...
Madame Picard
Moderator
#59 - Wysłana: 25 Lut 2008 19:33:26
Odpowiedz 
Q__
problemem był w sumie Riker i to z nim należało sprawę wyjaśnić... (Z drugiej strony tak świetny pierwszy zasługuje chyba na szacunek i partnerskie traktowanie, nawet gdy robi z siebie idiotę...)
Jellico jednak wcale nie uważał Rikera za takiego świetnego, a to, że ten robił z siebie idiotę, tylko potwierdzało wstępnie przyjęte założenie.
Karo
Użytkownik
#60 - Wysłana: 25 Lut 2008 19:41:19 - Edytowany przez: Karo
Odpowiedz 
Jellico zachowywał się jakby problemem była cała załoga, a problemem był w sumie Riker i to z nim należało sprawę wyjaśnić... (Z drugiej strony tak świetny pierwszy zasługuje chyba na szacunek i partnerskie traktowanie, nawet gdy robi z siebie idiotę...)

Jeżeli ktoś nie traktuje kapitana z szacunkiem to sam nie zasługuje na szacunek .
Dalej nie zauważyłam żeby Jellico miał problem z resztą załogi
Troi nawet polubiła mundur


ps. zresztą powiedzmy coś sobie szczerze: Picard jest ideałem dowódcy (niedawno linkowałem dowód na to), Jellico nie jest Picardem, ergo nie jest idealny...


trudno się nie zgodzić i żeby nie było to wolałabym mieć za kapitana Picarda niż Jellico , ale myślę że i z Jellico szło by się dogadać. A Riker jak Picard chciał iść na zwiad to od razu się regulamin włączał,że nie może itd, a jak się pojawił inny kapitan to kurcze o regulaminie nagle zapomniał hmmm.
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Kapitan Edward Jellico

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!