USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Dream Team Gwiezdnej Floty ;-)
 Strona:  ««  1  2  3  4 
Autor Wiadomość
Maveral
Użytkownik
#91 - Wysłana: 28 Maj 2014 20:08:44 - Edytowany przez: Maveral
Odpowiedz 
Kapitan: Pickard (po prostu the best!)
Pierwszy oficer: Janeway (oczywistym wyborem byłby Riker, ale namieszjamy trochę)
Doradca: Deana Troy (zbyt wielkiego wyboru tutaj nie ma)
Oficer naukowy: Jadzia Dax (doświadczenie)
Oficer ochrony: Odo (super skuteczny)
Oficer taktyczny: Tuvok (chłodna głowa w podbramkowych sytuacjach)
Oficer operacyjny: Data (potrzeba nam takiego szybkiego kalkulatora ;))
Glowny sternik: Tom Paris (podobno najlepszy... a jeśli nie najlepszy, to na pewno bardzo dobry sternik)
Glowny Inzynier: LaForge (na tym samym poziomie co Torres, tyle że LaForge nie potrzebuje snu)
Oficer Medyczny: EHM (cała medyczna baza danych w jednym indywiduum)
Oficer ds. morale: Neelix (jakby replikatory wysiadły, to zawsze coś może upichcić na poprawę humoru)
Bar - Quark (z sympatii )
ortkaj
Użytkownik
#92 - Wysłana: 28 Maj 2014 20:45:33
Odpowiedz 
Maveral
Spock będzie Cię nawiedzał..... zobaczysz
The_D
Użytkownik
#93 - Wysłana: 28 Maj 2014 20:47:42
Odpowiedz 
Maveral:
Doradca: Deana Troy (zbyt wielkiego wyboru tutaj nie ma)

Jest jeszcze Ezri (osobiście wolałbym w moim dream teamie zamiast Deany), ale przy takim wyborze naukowego byłby paradoks temporalny
Q__
Moderator
#94 - Wysłana: 28 Maj 2014 21:59:07 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
ortkaj

ortkaj:
Spock będzie Cię nawiedzał.....

A co, Orci dał mu widmotron?

The_D

The_D:
ale przy takim wyborze naukowego byłby paradoks temporalny

Q by na to zaradził. Future Trance pewnie też.
Maveral
Użytkownik
#95 - Wysłana: 30 Maj 2014 11:38:15
Odpowiedz 
ortkaj:
Spock będzie Cię nawiedzał..... zobaczysz

Myślałem o Spocku, ale wybrałem zespół z mniej więcej tego samego przedziału czasowego

A swoją drogą można by zrobić jakiś konkursik na opowiadanie z taką hipotetyczną załogą (a tą oczywiście każdy by sam sobie wybrał). Mogło by być ciekawie. Sam mam w głowie kilka zabawnych scenek np. między Datą, a Tuvokiem
Q__
Moderator
#96 - Wysłana: 30 Maj 2014 17:54:24
Odpowiedz 
Maveral

Maveral:
A swoją drogą można by zrobić jakiś konkursik na opowiadanie z taką hipotetyczną załogą (a tą oczywiście każdy by sam sobie wybrał). Mogło by być ciekawie.

I to jest bardzo dobra koncepcja Przygotuj tekst ogłaszający taki konkurs w formie posta, a ja zamieszczę go na main site.
Q__
Moderator
#97 - Wysłana: 28 Lis 2014 12:11:06
Odpowiedz 
Kolejna dyskusja o Dream Team (tym razem z całej telewizyjnej SF, nie tylko z ST):
http://io9.com/whats-the-ultimate-television-stars hip-crew-dream-team-1592810257/all
Q__
Moderator
#98 - Wysłana: 25 Mar 2015 12:29:39
Odpowiedz 
Nie wiedziałem czy dać do topicu o misskach czy misterach, to dam tu - która załoga (z którego serialu) była najurodziwsza:
http://forum.galacticwatercooler.com/showthread.ph p?13596-Which-Star-Trek-series-had-the-most-attrac tive-cast

(Był też fanowski wybór takiej załogi, to pasuje.)
Q__
Moderator
#99 - Wysłana: 23 Kwi 2015 16:31:59
Odpowiedz 
Kolejny dream team, tym razem nie GF, ale... w GF chętnie bym zobaczył (przynajmniej większość):

MISSION COMMANDER - Jim Lovell
Tom Hanks in 'Apollo 13'

PILOT - William Xu
Daniel Wu in 'Europa Report'

SCIENCE OFFICER - Dr. Ian Malcolm
Jeff Goldblum in 'Jurassic Park'
Science Officer - David Levinson
Jeff Goldblum in 'Independence Day'

ENGINEER - Ryan Stone
Sandra Bullock in 'Gravity'

NAVIGATOR - Tom Creo
Hugh Jackman in 'The Fountain'

GEOLOGIST - Commander Doyle
Wes Bentley in 'Interstellar'

SHIP'S DOCTOR - Dr. Gordon
Viola Davis in 'Solaris'

SHIP'S MEDIC - Bishop
Lance Henrickson in 'Aliens'

MISSION CONTROL - Commander Bowman
Carrie Anne Moss in 'Red Planet'

http://www.aspaceblogyssey.com/2014/12/voyage-to-s tars-blogathon.html
krzychu
Użytkownik
#100 - Wysłana: 23 Kwi 2015 16:36:08
Odpowiedz 
najlepszy team bym w TOS pozniej TNG pozniej VOY pozniej ENT

wydaje mi sie ze tez tak myslicie ?
Elaan
Użytkownik
#101 - Wysłana: 23 Kwi 2015 17:59:20
Odpowiedz 
Q__:
Kolejny dream team

No to ja też zaproponuję swój, niech będzie taki:

MISSION COMMANDER - Tanya Kirbuk
Hellen Mirren in "Space Odyssei 2010"

PILOT - Niobe
Jada Pinkett-Smith in "Matrix Revolutions"

SCIENCE OFFICER - Dr Bud Chantilas
Terence Stamp in "Red Planet"

ENGINEER - Michael Jennings
Ben Affleck in "Paycheck"

NAVIGATOR - Robby, the Robot
Himself in "The Forbidden Planet"

SHIP'S DOCTOR - dr Jeremy Stone
Artur Hill in "The Andromeda Strain" [1971]

MISSION CONTROL - Commander Bowman
Carrie Anne Moss in 'Red Planet'

krzychu:
najlepszy team bym w TOS pozniej TNG pozniej VOY pozniej ENTwydaje mi sie ze tez tak myslicie ?

Może spróbuj ułożyć swój? Tak będzie ciekawiej.
MarcinK
Użytkownik
#102 - Wysłana: 23 Kwi 2015 18:54:38
Odpowiedz 
MISSION COMMANDER - Andros (PR: In Space)

PILOT - Obi Wan Kenobi (SW)

SCIENCE OFFICER -Dr. Ian Malcolm (JP)

ENGINEER - Tony Stark (Marvel)

NAVIGATOR - Pirx (Opowieści o nim)

SHIP'S DOCTOR - Curt Connors (Ultimate Spiderman)


MISSION CONTROL - Nick Fury (Ultimate)
krzychu
Użytkownik
#103 - Wysłana: 23 Kwi 2015 19:29:26 - Edytowany przez: krzychu
Odpowiedz 
MISSION COMMANDER - James T Kirk

PILOT - Han Solo

SCIENCE OFFICER Seven of Nine

ENGINEER -

NAVIGATOR -

SHIP'S DOCTOR -

MISSION CONTROL -

/pierwsze trzy obsadzilem reszty nie wiem/
Q__
Moderator
#104 - Wysłana: 23 Kwi 2015 19:44:13 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
MISSION COMMANDER - Tanya Kirbuk
Hellen Mirren in "Space Odyssei 2010"

Faktycznie kompetentny dowódca i nie dała wejść sobie na głowę nawet szefowi NASA.

Powieściowy oryginał/odpowiednik opisuje ją tak (dając jej inne nazwisko):

"Opuszczając kabinę kapitańską, Floyd pozytywnie ocenił wybór dowódcy statku. Już w opinii pisemnej Orłowa wypadała na nieprzeciętnie silną osobowość, ale w rzeczywistości była jeszcze bardziej onieśmielająca, pomimo całego jej uroku. „Ciekawe, jak wygląda — zastanawiał się Floyd - kiedy jest zła. Czy jest wybuchowa czy raczej lodowato zimna? Wolałbym tego nie sprawdzać"."

"Kapitan Orłowa stojąc -jeśli można stać przy braku ciążenia - sięgała Floydowi do ramion. Z obrazu na ekranie nie mógł się też domyślić siły, z jaką patrzyła na rozmówcę niebieskimi oczami, najbardziej zwracającymi uwagę w jej twarzy, którą obecnie trudno by uznać za piękną.
- Witaj, Taniu - powiedział. - Cieszę się, że wreszcie cię poznałem. Co się stało z twoimi włosami?
Uścisnęli sobie dłonie jak starzy przyjaciele.
- Dobrze, że jesteś z nami na statku, Heywoodzie - odpowiedziała."


"Pani kapitan odznaczała się wdziękiem i skupieniem primabaleriny"

Clarke, "Odyseja kosmiczna 2010"

Elaan:
SCIENCE OFFICER - Dr Bud Chantilas
Terence Stamp in "Red Planet"

Fajnie, że o nim przypomniałaś... Klasyczny naukowiec-filozof-rezoner w stylu tylu bohaterów starej SF z niezapomnianym Victorem Bergmanem ze S:1999 i oramusowym - równie tragicznym - Lloney'em na czele. Kojarzył mi się też - z równie wcześnie poległym - O'Tamorem Żuławskiego. Bardzo dobra postać z bardzo głupiego - choć mającego coś w sobie - filmu.

Elaan:
SHIP'S DOCTOR - dr Jeremy Stone
Artur Hill in "The Andromeda Strain" [1971]

Zakładasz ewentualność spotkania z pozaziemskimi mikroorganizmami? B. słusznie, acz b. mało trekowo.

Elaan:
MISSION CONTROL - Commander Bowman
Carrie Anne Moss in 'Red Planet'

Fakt, w porządku była.

MarcinK

MarcinK:
PILOT - Obi Wan Kenobi (SW)

Toż to sadyzm... Wprawdzie pilotem był znakomitym (drugim po Anakinie/Vaderze), ale nie znosił latać...

MarcinK:
SCIENCE OFFICER -Dr. Ian Malcolm (JP)

Modelowa postać. Ciekawe jednak czy po zakończeniu lektury "Głosu Pana" nie postanowisz zastąpić go Piotrem E. Hogarthem?

krzychu

krzychu:
MISSION COMMANDER - James T Kirk
PILOT - Han Solo

To by była psychomachia, te z TMP i "Niezwyciężonego" wysiadają. Dwu samców alfa o wybitnych zdolnościach, silnym ego i b. podobnych temperamentach... Nonono...
Elaan
Użytkownik
#105 - Wysłana: 23 Kwi 2015 20:57:54
Odpowiedz 
Q__:
Faktycznie kompetentny dowódca i nie dała wejść sobie na głowę nawet szefowi NASA.

W powieści wypada nawet lepiej, niż na ekranie, ale to tylko dlatego, że scenarzyści nie dali Mirren zbyt wiele pola do popisu, a szkoda.
Chyba bali się, że zakasuje Roya Scheidera, bo to on miał tam "robić za gwiazdę".
Ale i tak aktorsko była o klasę lepsza od niego.

Q__:
Klasyczny naukowiec-filozof-rezoner w stylu tylu bohaterów starej SF

Q__:
Bardzo dobra postać z bardzo głupiego - choć mającego coś w sobie - filmu.

Właśnie dlatego tak lubię tę postać. To jednocześnie badacz i marzyciel, duchowo jakby z innej epoki.
Film rzeczywiście nie jest najwybitniejszy, i jest tam sporo scen, które irytują, ale jest tam też parę ciekawych drobiazgów - choćby te ultracienkie zwijane wyświetlacze.

Q__:
Zakładasz ewentualność spotkania z pozaziemskimi mikroorganizmami?

Nie dlatego go wybrałam.
Zawsze imponował mi jego spokój, opanowanie, kompetencja.
Pozornie chłodny badacz, wewnętrznie człowiek wrażliwy i odpowiedzialny.
W pewien sposób przypomina mi Spocka, dlatego go lubię.

Po namyśle zmieniłabym tylko jedno nazwisko w moim teamie.
Jennings był geniuszem, ale prawdziwy główny inżynier powinien kochać przede wszystkim swoją maszynę.
Tak więc poprawka:

ENGINEER - Dr Ed Brazzelton
Delroy Lindo in "The Core"
Q__
Moderator
#106 - Wysłana: 24 Kwi 2015 03:50:17 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Chyba bali się, że zakasuje Roya Scheidera, bo to on miał tam "robić za gwiazdę".

To też, ale warto także zauważyć, że literatura dysponuje możliwościami zaprezentowania bohaterów, których nie posiada rzemiosło filmowe...

Elaan:
Właśnie dlatego tak lubię tę postać. To jednocześnie badacz i marzyciel, duchowo jakby z innej epoki.

Pięknie go opisałaś. Mnie pozostaje tylko go zacytować:



Chantilas: [Suppose] we just finished poisoning the earth and everyone was dead in a hundred years. Then what was the point of anything? Art, beauty-all gone-the Greeks, the Constitution, people dying for freedom, ideas. None of it meant anything? What about religion? Do we give up on God too?
Gallagher: You didn't just give up being a scientist one day, did you?
Chantilas: I realized science couldn't answer any of the really interesting questions. So, I turned to philosophy. I've been searching for God ever since. Who knows, I may pick up a rock and it'll say underneath, "Made by God." The universe is full of surprises.


Zacytuję też jednak pokrewnego mu Lloney'a:

"Obudził mnie sygnał interkomu.
- Halo, Adam - poznałem głos Lloneya - nie byłeś na kolacji.
- Jakoś tak wyszło - wymamrotałem przecierając pięściami oczy. - Która godzina?
- Jeszcze wcześnie - odrzekł po sekundzie. - Prawie ósma. Słuchaj, masz trochę czasu? To wpadnij do obserwatorium.
Nie zastanawiałem się specjalnie nad jego zaproszeniem. Obserwatorium astronomiczne było najbardziej wysuniętym w przestrzeń punktem „Megahicle”; Lloney okraczył małe, wysokie krzesełko i przeglądał najnowsze fotografie nieba, które wykonał w ciągu pierwszych dni po anabiozie.
- Znakomicie wyszły, nie? Co kosmos to kosmos. Nie ma tu tego przeklętego kurzu - przekładał szeleszczące płachty pomarszczonymi dłońmi. Stanąłem mu za plecami, przyglądałem się czarnym kleksom i proszkowi na przezroczystych arkuszach. Myślałem, czy mówiąc o kurzu miał na myśli atmosferę Ziemi. Kiwnąłem głową, ale nie zauważył.
- Patrz w niebo - mówił zupełnie do siebie, jakby o mnie zapomniał. - Taak. Resztę zanalizuje komputer. Obserwuj gwiazdy... w nich tkwi cały sens świata.
Już chciałem powiedzieć, że chyba przesadza, ale Lloney zwinął negatywy w zgrabną tutkę. Wręczył mi ją wskazując etażerkę o blaszanych półkach, całkiem pustych; umieściłem rulon na najwyższej. Lloney odepchnął się piętą od podłogi, odjechał daleko od blaszanego stolika.
- Więc twierdzisz, żeśmy się zasugerowali filmami i gazetami... że usiłujemy dorównać wizjom stworzonym na użytek tych, co się z nami nie zabrali. Masz pretensje, że nie jesteśmy naturalni, że za mało w nas spontaniczności... tak to formułowałeś?
Nie pytał, stwierdzał raczej, choć jego określenia trochę odbiegały od moich.
- Jakieś to wszystko - szukałem odpowiedniego słowa - nieuczciwe.
- Bo nasza sytuacja nie jest uczciwa. Znajdujemy się w kosmosie, w sztucznych warunkach - dlatego otoczenie cię drażni. Miejsce człowieka jest na Ziemi. Zmiana środowiska, dość gruntowna, nie sprowadziła się, niestety, tylko do modyfikacji rozkładu dnia, sposobu odżywiania czy myślenia. My ciągle nie umiemy uwierzyć w realność tej puszki sardynek, choć ona istnieje obiektywnie. Można oszukać zmysły, wyrugować stare przyzwyczajenia, ale nie sposób z dnia na dzień odmienić świadomość ukształtowaną od tysiącleci. Byłeś w otwartym kosmosie? Ja też - więc niby mieliśmy okazję, żeby się przyzwyczaić. Wiesz, kogo przypominamy w gruncie rzeczy? Zwierzęta wyprawiane na orbitę w pierwszych sputnikach. One też czuły się nieswojo i niczego nie rozumiały.
- No, jest jakaś różnica - uśmiechnąłem się. - My wpędziliśmy się w to sami.
- Właśnie - i wiemy, że zakłócenia równowagi psychicznej wynikają z nienaturalności sytuacji, w jakiej przyszło nam działać. Zgadzam się ogólnie z twoją diagnozą, ale bronię ludzkiego prawa do przesady z jednej strony i do bezradności - z drugiej. Nowa sytuacja ewokuje nowe typy zachowań, niektóre tak przesadne, że aż groteskowe - i tak będzie, póki człowiek nie poczuje się w kosmosie jak u siebie.
- To jeszcze długo zejdzie - wypaliłem. Lloney poruszył się na krzesełku.
- Ty się po prostu boisz - powiedział spokojnie.
/.../
Bałem się, ale on bał się również. Nie usiłował udawać bohatera, kiedy wyznawał mi swój strach zaraz potem. Być może poszukiwał w naszym dubeltowym odczuciu jakiejś wspólnoty, która pomogłaby mu łatwiej znosić to wszystko. Miał swoje lata, więcej życia za sobą niż przed - a jednak i on nie potrafił poradzić sobie z nową sytuacją.
Nie wiedziałem, czy cieszyć się z tego sojuszu, czy nie. W końcu moje położenie zmieniało się bardzo nieznacznie przez to tylko, że było nas dwóch. Zaglądałem do Lloneya codziennie, zastając go za każdym razem niezawodnie na miejscu.
- Chcesz to obejrzeć z bliska? - manipulował przy okularze teleskopu i popatrywał na mnie z boku, pokazując kciukiem gdzieś za siebie. Spojrzałem tam i dopiero po długiej chwili zrozumiałem, że szło mu o ten cały cyrk, w który się wpakowaliśmy. Astronomia nigdy mnie specjalnie nie pasjonowała; skinąłem głową bez entuzjazmu.
Tej nocy kładłem się wstrząśnięty. Zobaczyć to uwierzyć. Co innego wiedzieć o czymś z książek i telewizji oświatowej, a co innego dotknąć tego przez własne zmysły. „Megahicle” wszedł na orbitę wokółjowiszową i okrążał boga planet, wpasowany między Ganimedesa a Callisto. Widziałem przesuwające się wolno po rozgwieżdżonym nieboskłonie cztery kamiennolodowe bryły, z których najmniejsza, Europa, dorównywała prawie rozmiarami Księżycowi. Patrzyłem ze wstrzymanym oddechem, jak dogania ją Io, mija, zakręca i znika za olbrzymią, rozlaną tarczą Jowisza. Parę dni później obserwowałem na tle tej tarczy przejście wszystkich trzech wewnętrznych wobec nas księżyców. Regularność i rozległość mechanizmu, jaki się przede mną roztoczył, przerastała o parę wysokość mą zdolność pojmowania. Ten świat istniał sam dla siebie - jeszcze nie było na Ziemi człowieka, a on już kręcił się jak olbrzymi zegar, zbudowany nie wiadomo przez kogo i po co.
- Niesamowite - stwierdzałem odrywając się od okularu. - Patrząc na nie można zwątpić we wszystko.
- Albo uwierzyć w Boga - rzucił spokojnie znad swoich fotografii Lloney. Grzebał w nich bez pośpiechu, jakby upajał go sam szelest arkuszy.
Byłem wcieleniem cierpliwości.
- Czy słyszałeś kiedykolwiek o tak zwanym Bogu fizyków? - zapytał. - Bóg utożsamiony z prawami przyrody. Bóg jako los, jako prawidłowość; wyższa siła rządząca tym światem, dzięki której nic nie dzieje się tu bezcelowo, choć my z tego, co się dzieje, niewiele rozumiemy. Między innymi Einstein wierzył w takiego Boga.
- I co?
Lloney wzruszył ramionami: - Zdaje mi się, że on tu jest. Kiedy otwieram teleskop, mam wrażenie, jakbym zaglądał w jego przedpokoje. Nie potrafię tego opanować. Czuję się jak barbarzyńca, jak... świętokradca. Nasza bezczelność musi go zdumiewać.
Pomyślałem, że przyszła moja kolej. Nie mogłem tylko siedzieć i słuchać.
- Odbieram to trochę inaczej - zacząłem. - Wyrośliśmy i zostaliśmy ukształtowani w cywilizacji, gdzie każdy przedmiot, każdy twór powoływany był ze względu na człowieka. Nawet Księżyc zdawał się wisieć na niebie wyłącznie po to, by świecić zakochanym. Nasz świat - z niewielkimi wyjątkami - stara się traktować człowieka jako podmiot, najważniejszy element. Tu - zastanawiałem się przez moment - nikt nas nie oczekiwał. Żyliśmy przez długie lata o sześćset milionów kilometrów stąd, teraz przylecieliśmy z wizytą. Pobędziemy tutaj, odlecimy z powrotem, narodzą się nasze dzieci i wnuki, potem wnuki naszych dzieci i wnuki naszych wnuków - a tu ciągle, bez najmniejszych przestojów, będzie działać ta przeraźliwie dokładna i samowystarczalna maszyneria. Wiesz, co mnie przeraża? Po raz pierwszy w życiu, właśnie przez twój teleskop, zobaczyłem wieczność.
- Czasem zdaje mi się - powiedział jakby nie słysząc - że on jest gdzieś w pobliżu. Że ta okolica wyjątkowo nadaje się na jego pałac.
- I ty to mówisz? - udałem nieszczere zdziwienie. - Ty, astronom?
- A dlaczego nie? Strach nie wyklucza zachwytu, wiedza - wiary. Wprost przeciwnie. Kiedy wybierałem kierunek studiów - właśnie taki - w moich motywacjach aż kłuła w oczy przypadkowość. Uzasadniałem wybór dziesiątkami argumentów, powyjmowanych najczęściej z cudzych ust. Potem, przez całe studia i dalej - gdy, brnąłem przez życie - nie przestawały mnie trapić wątpliwości. W końcu wymyśliłem, że zostaję astronomem nie dla pieniędzy czy sławy - to żadne pieniądze i mizerna sława - ale po prostu dla wrażeń estetycznych. Dla piękna ukrytego w tej nauce i jej przedmiocie.
Rozparł się łokciami na blaszanym stole.
- Wtedy nie rozumiałem jeszcze, co to oznacza. Teraz, kiedy zdaje mi się, że rozumiem, kiedy doszedłem, dlaczego jest to prawdą, nie odczuwam żadnej radości. Nic. Raczej przygnębienie, nawet przykrość.
- Przykrość?
- Dziwisz się? Czy to nie przykre: zrozumieć dopiero pod koniec życia, dlaczego się żyło? I że to miało sens? Nie, nie - wykonał gwałtowny gest, żebym nie przerywał. - Nie w tym rzecz, że tak późno. Dobrze, że w ogóle. Ale - zamilkł na chwilę - teraz, kiedy to odkryłem, chciałbym żyć wiecznie, żeby móc zawsze oglądać takie widoki. A tu trzeba po prostu umrzeć.
- Powinieneś na zawsze pozostać w układzie Jowisza - palnąłem, zanim dotarło do mnie znaczenie tych słów. Przeprosiłem, czerwony ze wstydu. Uśmiechnięty, pogroził mi palcem:
- Nie kracz, bo wykraczesz.
To były jego sprawy i jego zmagania; dość miałem własnych."


Oramus, "Arsenał"

Choć w Chantilasie więcej było chęci/odwagi zmierzenia się z ostatecznymi tematami, w Lloney'u - więcej pokory wobec nich. A i tak obaj polegli, nie doczekawszy się odpowiedzi...
Q__
Moderator
#107 - Wysłana: 24 Kwi 2015 10:44:33 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
cd.

Elaan:
i jest tam sporo scen, które irytują

Choćby scena lądowania - doskonała dla dobrze umocowanego rovera, zabójcza dla ludzi...

Elaan:
ale jest tam też parę ciekawych drobiazgów

I nie tylko - sam klimat tego filmu to klimat pionierskiej, heroicznej, SF z dawnych lat. Kojarzyło mi się parę utworów literackich (może klasy B, ale budzących sentyment), a zwłaszcza film "Milcząca gwiazda". Było w tej "Czerwonej Planecie" coś b. podobnego, co sprawiało, ze miało się ochotę ją oglądać, mimo wyskakujących raz za razem nonsensów...

Elaan:
Zawsze imponował mi jego spokój, opanowanie, kompetencja.
Pozornie chłodny badacz, wewnętrznie człowiek wrażliwy i odpowiedzialny.
W pewien sposób przypomina mi Spocka, dlatego go lubię.

I też jest z rodzinki. "Nasz" Wise robił film o nim. Film uważany w dodatku przez Johna Kennetha Muira za stylistyczną jedność z TMP.

Elaan:
ale prawdziwy główny inżynier powinien kochać przede wszystkim swoją maszynę.
Tak więc poprawka:
ENGINEER - Dr Ed Brazzelton
Delroy Lindo in "The Core"

Fakt, Brazelton gotów był oddać za swój statek życie ("If Virgil wants more blood, let it be mine!"), a do GF się nadaje - Paramount go wyprodukował i pod rozkazami Pike'a służył.
MarcinK
Użytkownik
#108 - Wysłana: 24 Kwi 2015 11:40:33 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__:
To by była psychomachia, te z TMP i "Niezwyciężonego" wysiadają. Dwu samców alfa o wybitnych zdolnościach, silnym ego i b. podobnych temperamentach... Nonono...

Wiesz jakoś w Jetmanie to się udało.
Q__
Moderator
#109 - Wysłana: 24 Kwi 2015 12:52:51
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Wiesz jakoś w Jetmanie to się udało.

I w Gatchamanie (vel G-Force, vel Załodze G), jak przy japońskich produkcjach jesteśmy.
http://gatchaman.wikia.com/wiki/Ken_Washio
http://www.battleoftheplanets.info/mark.html
http://gatchaman.wikia.com/wiki/Joe_Asakura
http://www.battleoftheplanets.info/jason.html
Fakt, wszystko zależy od wykonania...

(Poza tym zawsze można ich zrobić nierozłącznymi kumplami*.)

* np. w takim stylu:
MarcinK
Użytkownik
#110 - Wysłana: 24 Kwi 2015 18:40:41
Odpowiedz 
Q__:
(Poza tym zawsze można ich zrobić nierozłącznymi kumplami*.)

* np. w takim stylu:


Już to widzę. Rano spuszczają łomot Borg a potem relaksują się przy Romulańskim Browarze.
Elaan
Użytkownik
#111 - Wysłana: 24 Kwi 2015 21:14:37
Odpowiedz 
Q__:
Choć w Chantilasie więcej było chęci/odwagi zmierzenia się z ostatecznymi tematami, w Lloney'u - więcej pokory wobec nich. A i tak obaj polegli, nie doczekawszy się odpowiedzi...

Na takie pytania każdy z nas musi znaleźć własną odpowiedź - choć po tej stronie zwierciadła zawsze będzie to tylko wiara, lub jej brak, a pewność czeka na nas dopiero po tej drugiej stronie.

Ale bezcenne jest to, że postacie takie, jak Chantillas - poszukiwacze, ci, których Alan Dean Foster nazwał ni to artystami, ni to szaleńcami - w ogóle się pojawiają we współczesnej SF, zapatrzonej w efekty specjalne, wszechobecną demolkę i fanaberie typu 3D.

Q__:
Choćby scena lądowania - doskonała dla dobrze umocowanego rovera, zabójcza dla ludzi...

Mnie bardziej irytował wątek szalonego robota, tropiącego ludzi - tak, jakby nikomu nie przyszło do głowy wyposażyć operatora tej maszyny [granego przez Vala Kilmera] - a raczej jego kombinezon - w prosty, zdalny wyłącznik głównego procesora.
Brak technologii jest w tym wypadku mało prawdopodobny, pozostaje zatem brak wyobraźni, i to podwójny - scenarzystów na "czarny charakter", i filmowych inżynierów od zabezpieczeń, bo coś, co służyło do zabijania, nigdy nie jest w pełni bezpieczne.

Rozbawił mnie jednak wątek rosyjskiej kapsuły - żywe potwierdzenie, że prymitywniejsza, czy też mniej wyrafinowana, technika made in Russia, zawsze niezawodnie ratuje Amerykanów w opałach.

Q__:
sam klimat tego filmu to klimat pionierskiej, heroicznej, SF z dawnych lat. Kojarzyło mi się parę utworów literackich (może klasy B, ale budzących sentyment), a zwłaszcza film "Milcząca gwiazda".

Fakt, porównanie z "Milczącą gwiazdą" jest świetne, choć mnie nie przyszło to do głowy.
W obu przypadkach planety skrywają tajemnice - destrukcję i wyrosłe na niej nowe formy życia. Zniszczenie i nadzieję zarazem.

Q__:
Brazelton gotów był oddać za swój statek życie ("If Virgil wants more blood, let it be mine!"), a do GF się nadaje

W końcu Scotty też walczył o dobre imię swojego statku, i to z Klingonami.
Seybr
Użytkownik
#112 - Wysłana: 24 Kwi 2015 22:11:22
Odpowiedz 
Elaan:
scenarzystów na "czarny charakter", i filmowych inżynierów od zabezpieczeń, bo coś, co służyło do zabijania, nigdy nie jest w pełni bezpieczne.

Po 5 minutach film by się skończył.

Elaan:
technika made in Russia, zawsze niezawodnie ratuje Amerykanów w opałach.

Gniotsa nie łamiotsa ;].
Q__
Moderator
#113 - Wysłana: 25 Kwi 2015 11:23:45 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Elaan:
Ale bezcenne jest to, że postacie takie, jak Chantillas - poszukiwacze, ci, których Alan Dean Foster nazwał ni to artystami, ni to szaleńcami - w ogóle się pojawiają we współczesnej SF, zapatrzonej w efekty specjalne, wszechobecną demolkę i fanaberie typu 3D.

Prawda (i za to m.in. polubiłem "Czerwoną Planetę"). Inna sprawa, że długo to on tam nie pożył (i nie pofilozofował), to też znamienne i smutne. Takie symboliczne uśmiercenie bohatera starej SF, by zrobić miejsce dla bohaterów SF nowej (czyt. bezmyślnych akcyjniaków z hi-tech rekwizytami robionymi w CGI).

(Dobrze chociaż, że potem pojawiły się nowszy "Solaris", "Moon", znów przywracając klasyczny - czyt. myślący - typ bohaterów...)

Elaan:
Mnie bardziej irytował wątek szalonego robota, tropiącego ludzi

Motyw, jak motyw (załóżmy, ze system zdalnego wyłączania też doznał zwarcia) - bardziej irytujący był sam robot z tym psim behawiorem i mało ciekawym designem.

(Samemu wątkowi "buntu"/awarii maszyny gotów bylem to, czy owo, wybaczyć, bo też z klasycznej SF wzięty - "Runaroud" Asimowa ze zbiorku "Ja, robot" i Pirx polujący na Setaura się kłania...)

Elaan:
Rozbawił mnie jednak wątek rosyjskiej kapsuły - żywe potwierdzenie, że prymitywniejsza, czy też mniej wyrafinowana, technika made in Russia, zawsze niezawodnie ratuje Amerykanów w opałach.

Aaa, to już klasyka w amerykańskiej SF. W "Grawitacji" do tego samego celu posłużył statek chiński.

Elaan:
Fakt, porównanie z "Milczącą gwiazdą" jest świetne, choć mnie nie przyszło to do głowy.
W obu przypadkach planety skrywają tajemnice - destrukcję i wyrosłe na niej nowe formy życia. Zniszczenie i nadzieję zarazem.

Ale i sam pionierski klimat podobny, i wątek lotu na pobliską planetę, i motyw robota w załodze (Omegę pamiętasz?)...

Seybr

Seybr:
Gniotsa nie łamiotsa

A i owszem... Wahadłowce przeszły do historii, a Soyuzy nadal latają... ;]
Q__
Moderator
#114 - Wysłana: 17 Sier 2015 00:38:07 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Tym razem ranking szefów ochrony z ST, który by się fanom marzył w roli ochroniarza:


Worf (48%)
Odo (29%)
Tuvok (10%)
Natasha Yar (8%)
Malcolm Reed (3%)
Pavel Chekov (2%)

http://www.startrek.com/article/poll-says-you-want -this-security-officer-as-your-bodyguard

We want Worf, orzekli...
Q__
Moderator
#115 - Wysłana: 18 Wrz 2015 21:56:28
Odpowiedz 
Rozważania o najlepszej załodze ST (tak, snute przez autora TRSD):
http://www.youtube.com/watch?v=mCmNu240_y0
Q__
Moderator
#116 - Wysłana: 13 Mar 2016 19:34:32
Odpowiedz 
Kolejna ankieta... Można było wybrać tylko którąś załogę w całości...

Trek Series Crew You'd Most Want To Serve With Is...

The Next Generation (37%)
Voyager (21%)
The Original Series (18%)
Deep Space Nine (17%)
Enterprise (7%)

http://www.startrek.com/article/trek-series-crew-y oud-most-want-to-serve-with-is

Co sądzicie? Zgadzacie się?
Q__
Moderator
#117 - Wysłana: 10 Kwi 2016 22:24:47
Odpowiedz 
No i kolejna załogowa ankietka spod znaku "No i kto tu jest debeściak?" .

Crew That Faced the Toughest Enemies Was...

Voyager (39%)
Deep Space Nine (25%)
The Next Generation (21%)
The Original Series (7%)
Enterprise (6%)
The Animated Series (0% 20 votes)

http://www.startrek.com/article/crew-that-faced-th e-toughest-enemies-was

Cieszycie się Fani VOY?
Q__
Moderator
#118 - Wysłana: 27 Sier 2017 22:33:54
Odpowiedz 
Ankieta spod znaku: najlepszy materiał na kapitana?

Character Who'd Make The Best Captain Is...

Riker (49%)
Spock (24%)
Worf (7%)
T'Pol (5%)
Uhura (4%, 173 votes)
Seven of Nine (4%, 156 votes)
Tuvok (3%)
Malcolm Reed (2%, 95 votes)
Quark (2%, 73 votes)
Odo (1%)

http://www.startrek.com/article/poll-says-characte r-whod-make-the-best-captain-is
Q__
Moderator
#119 - Wysłana: 25 Maj 2018 15:18:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Takie, może karkołomne, pytanko... Gdybyście mieli stworzyć optymalną załogę GF tylko z bohaterów DSC i ORV kogo byście wybrali, i na jakich stanowiskach obsadzili?

(Oczywiście proszę o uzasadnienie dokonanych wyborów.)
 Strona:  ««  1  2  3  4 
USS Phoenix forum / Świat Star Treka / Dream Team Gwiezdnej Floty ;-)

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!