| Autor |
Wiadomość |
RaulC
Użytkownik
|
Sylar siedzi w okopach razem ze swoją grupą i czeka na ewentualnych rannych by ich opatrzyć na tyle by łatwiej było w szpitalu. No i strzela do Kardich równo z marines. Kazał przygotować kilka noszy dla ciężej rannych.
[MG. Mam nadzieję, że jesst w stanie zobaczyć co się dzieje.]
Sylar z wdzięcznością przyjął marines z grupy Chase'a. Pokazał im gdzie mają skupić ogień. Najniebezpieczniejszym miejscem był teraz lasek przy drugiej bazie. - jest wśród was jakiś snajper? - Spytał.
|
Alucard87
Użytkownik
|
Madame Picard Jurgen =/\= Sześciu rannych, dwóch ciężko. Lżejsze rany opatrzymy ad hoc i za niedługo będziemy już w kolonii.
|
Jurgen
Moderator
|
RaulC Paradoks Eviva
[Na razie ciężko wychylić się z okopów, bo kardassianie strzelają Ratusz pewnie jest, w centrum miasta, w okolicy portu. Gubernator nazywał się Dominguez (Pedro chyba)]
Ludzie Chase'a rozłozyli się w okopach. Najbliższy Sylarowi pokręcił głową w odpowiedzi na pytanie.
Sinkonen i marines eskortujący La Roche'a udali się z Chase'm.
Alucard87 Madame Picard
Shar'tell podczołgała się do Thiza. - Z dwójką pańskich ludzi nie jest najlepiej, musicie jak najszybciej przedrzeć się do kolonii i oddać ich do szpitala. - powiedziała cicho - Opatrzyliśmy ich na ile się dało, ale nic więcej tu nie zrobimy.
=/\=Proszę meldować, jak będzie pan gotowy do następnego etapu. - powiedział Jurgen.
|
Paradoks
Użytkownik
|
Kiedy weszli w plątaninę uliczek i huk wystrzałów nieco ucichł, Chase wzniósł głowę. Czerń, gdzieniegdzie poprzebijana skrzącymi się do niego gwizdami. Prawie tak samo jak na Ziemi, ten sam motyw milczącego wszechświata, uchwycony pod innym kątem i zreinterpretowany przez wypełniające atmosferę aerozole. Kiedyś godzinami potrafił kontemplować eksplodujące różnorodnością portrety tego fenomenu, zachwycać się delikatnością pociągnięć pędzla przedwiecznego chaosu. Bo to naprawdę jest dzieło sztuki — szeptała mu nieraz Kim, czy to na sali obserwacyjnej Kasry, czy jakimś odludziu Andorii, kiedy wspólnie wlepiali weń oczy — piękno conocne, niedostrzegalne bo obrosłe w codzienność. Nie musiał przytakiwać. To właśnie dlatego była tą jedyną: nie musiał dzielić swojego świata na gwiazdy i na nią; ona także potrafiła to dostrzec. To ją odkrywał pośród gwiazd. A teraz?, westchnął. Teraz została już tylko czerń, gniewna i milcząca. A jednak — ciągle spoglądał w górę, urzeczony, zafascynowany. Nieodkryty bezkres, niezliczone fotony, które nigdy nie padłyby na niczyją siatkówkę — oto dlaczego wstąpił do Floty. [MG: spotkał po drodze Chase jakichś kolonistów? Nie wpadł na żadną latarnię?  ]
|
Eviva
Użytkownik
|
#2915 - Wysłana: 31 Lip 2010 07:16:42 - Edytowany przez: Eviva Odpowiedz
Jurgen: RaulC Paradoks Eviva [a czemu to MG zwraca się również do mnie? moja postać jest wygodnie uziemniona i z nikim nie ma kontaktu, za to ma pod opieką dwie ofiary losu  ]
|
kanna
Użytkownik
|
Q__
Ta'nar spojrzała na Zipoka. - Zadnego krzyczenia ani innych głupot, czy to jasne? Czy od razu mam poprosic por. Aziza, żeby pana zakneblował? - Za chwile marines odciągną uwage kardasjan i bedziemy przeskakiwali dalej.
Przekręciła sie troche, jakis kamień odgniatał jej biodro.
|
Eviva
Użytkownik
|
#2917 - Wysłana: 1 Sier 2010 11:16:36 - Edytowany przez: Eviva Odpowiedz
Arana potrząsnęła głową. Mimo że starała się utrzymać dyscyplinę umysłu, wciąż myślała o Rosalindzie, dla której było to pierwsze doświadczenie bojowe. A ona nie mogła być przy niej... Oby dała sobie radę i nie odniosła jakichś urazów psychicznych. Była tak delikatna. Spojrzała na rannych kolonistów.
- Gdyby coś sie zaczęło dziać, krzyknijcie na mnie. - powiedziała i usunęła się w kąt. Tam przymknęła oczy i skoncentrowała się maksymalnie, usiłując dosięgnąć umysłu Ta'nar. Nie miała zdolności telepatycznych, wiedziała jednak, że przy odpowiednio silnej koncentracji biegły telepata powinien wychwycić myśli, skierowane wprost na niego.
- Opiekuj się Rosalindą - poprosiła, gdy uznała, że osiągnęła już zadowalający stan - Nie pozwól, by stało się jej coś złego.
|
Alucard87
Użytkownik
|
Jurgen Madame Picard
Thiz spojrzał po swoich ludziach. Zmełł w ustach przekleństwo. - Dobra, to już ostatnia prosta - mówił pewnie, podniesionym głosem, tak by każdy kto jest w stanie, usłyszał go - Damy radę. W kolonii już na nas czekają.
=/\=Gotowi, sir.
|
Q__
Moderator
|
kanna
-Gram po waszej stronie suko więc nie groż mi - odpowierdzał odruchowo Caeli po cardassiańsku (Ta'nar zapewne nbie zna tego języka). Po sekundzie jednak przeszedł na (jaki jest standardowy język UFP?) i odpowiedział tylko ironicznie. -O tak, szamotanizna z Azizem stanowczo nie przyciagałaby niczyjej uwagi i zwiększała nasze szanse ma'am. - ostatnie słowo zaakcentował arcysłuzbiście.
|
kanna
Użytkownik
|
#2920 - Wysłana: 1 Sier 2010 20:02:02 - Edytowany przez: kanna Odpowiedz
Q__ Jurgen
Ta'nar drgęła. W innej sytaucji, na innej planecie, i w bardziej sprzyjajacych warunkach pewnie by nie zwróciła na Caeligo uwagi. Ale była zmęczona, przegrzana i przepałniona wściekłościa na tego szpiega. Mechanizmy obronne nie zadziałały.
Skoncentrowała się i zrobiła cos, czego nie rozbiła od niepamiętnych juz czasów - wsuneła mu się do mózgu Zipoka i strzeliła mentalnego kopniaka prosto w jego ośrodek odczuwania bólu.
MG?
|
Eviva
Użytkownik
|
Arana miała dość. Po "nadaniu" wiadomości wstała i spojrzała na rannych.
- Możecie iść? - spytała.
|
Jurgen
Moderator
|
Paradoks
[Czekamy na akcję z Thizem, co by mi się czas nie rozjechał]
kanna Eviva Q
- Ciii! - dało się słyszeć stłumiony głos Karagounisa z przodu - Za chwilę Kardassianie nie będą potrzebowali szamotaniny, żeby wiedzieć, że coś tu się dzieje.
[Ta'nar odebrała tylko uczucia Arany - ja wiem? obawę o Rosalindę, czy jak to nazwać?]
Alucard87 Madame Picard
[Poczekamy az kanna przeedytuje swój post]
|
Q__
Moderator
|
Jurgen
Usłyszawszy głos, wręcz syk, Karagounisa, "Caeli" zaczął rozglądać się dookoła w poszukiwaniu zagrozeń. Fakt, że pozycja była arcyniewygodna nie ułatwiał mu zadania.
{MG: nie wyrwałem do przodu czasowo?]
|
Jurgen
Moderator
|
#2924 - Wysłana: 1 Sier 2010 22:01:24 - Edytowany przez: Jurgen Odpowiedz
Q__ kanna
Oczywiście Ta'nar nie ma możliwości, żeby coś takiego zrobić. Caeli nawet nie poczuł, że Andorianka coś usiłowała.
Alucard Madame Picard Kanna Q Wszyscy
Jurgen po raz kolejny rozkazał otworzyć ogień i polecił dowódcom ruszać do kolejnej bazy.
|
kanna
Użytkownik
|
Jurgen Q__
Niezaleznie od odczuć Zipoka, Ta'nar poczuła dużą ulgę. Realizowanie swoich zamierzeń w fantazji też zmniejsza napiecie. Chwilowo to musiało wystarczyć. Nie zdążyła zareagowac w żaden inny sposób, Steier rozkazał dokonać przeskoku.
Wydała rozkaz drużynie - Głowy nisko - i pobiegli.
|
Q__
Moderator
|
"Caeli" fantazjował właśnie o podstawienu nogi Ta'nar w trakcie biegu, tak by potknęła się po dotarcuiu do kolejnej "bazy" - nawet w brzydkich marzewniach nie chciał jej narazić na śmierć - gdy padł sygnał do biegu. Pognał przed siebie starając się mieć oczy dookoła głowy i mimo wszystko być gotowym do uratowania tyłka Ta'nar. Nie zapomiał też o "umowie" z Azizem.
|
Eviva
Użytkownik
|
- No to trzymajcie się mnie i jazda obaj do szpitala. - Arana odbezpieczyła fazer - Odeskortuje was, a potem dołączę do swego oddziału.
[MG spotkali kogo po drodze?]
|
Jurgen
Moderator
|
#2928 - Wysłana: 2 Sier 2010 20:41:04 - Edytowany przez: Jurgen Odpowiedz
Eviva
[Czekamy jeszcze na Alucarda i Madame Picard. A, i jeszcze nie sprawdziełm, czy ranni moga chodzić (jeden chyba miał coś z nogą) - sprawdziłem - ma skręcona nogę. No i poparzenia, więc powinien jak najszybciej być w szpitalu]
|
Eviva
Użytkownik
|
Jurgen [no i będą obaj, ale powiedz mi, kiedy mam ruszyć]
|
Alucard87
Użytkownik
|
Jurgen Madame Picard - No, ruszamy! - Thiz pomógł komuś bardziej rannemu i rozpoczęli dość kulawy, ale stanowczy marszobieg do koloni.
|
Madame Picard
Moderator
|
#2931 - Wysłana: 2 Sier 2010 21:15:27 - Edytowany przez: Madame Picard Odpowiedz
Rosalinda zauważyła, że rannymi zajęli się już inne osoby, więc jej nie pozostawało nic innego, jak schylić głowę się i jak najsprawniej pobiec za Thizem.
|
Jurgen
Moderator
|
KannaPrzypomiam, że Ta'nar odebrała "emocjonalną" część przekazu Arany  ! EvivaMniej ranny kolonista pomógł temu ze skręconą nogą i ruszyli za Araną [Jak Arana wyjrzy za drzwi, to akurat ma dobry moment, bo "nasi" jeszcze robia zasłonę ogniową] ParadoksChase minął po drodze kilku biegnących kolonistów, ale najwyraźniej ci mieli ważniejsze zajęcia niż zaczepianie jego grupki. W końcu dotarł do promenady miasta (nad zatoką) - jeden z pierwszych budynków wygląda na miejscowy odpowiednik ratusza (i tak wskazuje też padd). Wszyscy Kanna QTym razem grupa Thiza nie miała żadnych problemów i udało im się dotrzeć do kolonii. Problemów nie miał też Hillmann i dotarł do trzeciej bazy. Natomaist grupa ta'nar tym razem dostała się pod ostrzał. Bliskie wybuchy przewróciły kilku ludzi z jej grupy. [Pierwsza reaguje Ta'nar, a potem zobaczymy...]
|
Eviva
Użytkownik
|
Arana zlustrowała ostrożnie okolicę, Można było się jeszcze prześliznąć do szpitala. Podparła okulawionego kolonistę z drugiej strony i we trójkę ruszyli, jak mogli najszybciej. [dotarli? Czy zastrzelono ich po drodze, a potem Chase powiedział "O k..., przepraszam..."]
|
Paradoks
Użytkownik
|
Jurgen
Widząc przed sobą dostojnie wyglądający budynek publiczny, Chase porzucił reszty nostalgii. Nie będzie przecież robił z siebie jeszcze bardziej żałosnego popaprańca niż jest naprawdę. Przynajmniej nie przy La Roche'u i reszcie. Skupić się na zadaniu, powtarzał sobie, tylko to jest istotne. Przeszłość będzie sobie gniła na swoim miejscu, o ile sam nie zacznie w niej grzebać.
Zerknął jeszcze raz na padd, a gdy znaleźli się u wejścia, prawą ręką sięgnął po tricorder i ustawił go na poszukiwanie biośladów. Pchnął drzwi przed siebie.
[MG: to duży budynek, ma ileś pięter? Tricorder obejmuje go zasięgiem całości? oznaki życia są?]
|
kanna
Użytkownik
|
Jurgen Eviva Q__
Ta'nar biegnąc poczuła dziwną obawę Arany i przeraziła się, że Rosalindzie się coś stało. Ze Kardasjanie ją postrzelili i lekarka martwi sie o jej zycie. Prawie natychmiast uświadomiła sobie bezpodstawność tej obawy - poczuła by ból Rosalindy, tak jak czuła ból innych osób. Zdekoncentrowała sie jednak na chwilę - i dopiero odgłos wybuchu przywrócił ja do rzeczywistości. Kilku z jej ludzi leżało. Zwolniła. - Wszystko ok? możecie wstać?
[MG mogą?]
|
Q__
Moderator
|
Jurgen kanna
"Caeli" popatrzył porozumiewawczo na Aziza, jakby dzieląc się z nim polem ostrzału - ja biorę ten obszar, ty bierz tamten - i zaczął strzelać w kierunku, z którego na ile się orientował padły strzały. Było mu przykro, że może zabić rodaków, ale teraz walczył o życie. Swoje i... Ta'nar.
|
Madame Picard
Moderator
|
Alucard87 Jurgen
- Sir, musimy jak najszybciej odstawić rannych do szpitala - przypomniała nieśmiało Rosalinda mając nadzieję, że Thiz wyśle ją z rannymi. Do okopów wcale jej się nie spieszyło.
|
Jurgen
Moderator
|
Eviva
[Na razie ich nie zastrzelono. Po opuszczeniu sąsiedztwa Kardassian zrobiło się nawet spokojniej, a odgłosy walki słabsze.]
Paradoks
[Budynek jest wąski i wysoki, ma pięć pięter. Trikorder wykrywa liczne slady zycia, zgoromadzone głównie na niższych piętrach i w piwnicach.]
Chase'a i jego ludzi zatrzymały wymierzone w nich karabiny dwóch kolonistów przy drzwiach. Cofnęli broń dopiero, gdy zobaczyli mundur Floty.
Alucard Madame Picard RaulC
[W sumie to RaulC powinien zareagować, bo Sylar jest na miejscu i mógłby zobaczyć, co z rannymi.]
Kanna Q
Aziz schylił sie tak nsko, jak tylko się dało i zaczął się ostrzeliwywyać. - Zabierz ich stąd jak najszybciej! - krzyknął do Ta'nar - Będziemy zaraz za wami!
Ludzie ta'nar zaczęli zbierać się z ziemi. Wyglądało na to, że nic im się powazniejszego nie stało, co najwyżej najedli się ziemi.
|
kanna
Użytkownik
|
#2939 - Wysłana: 4 Sier 2010 15:51:20 - Edytowany przez: kanna Odpowiedz
Jurgen Q__
Ta'nar skinęła głową Aziziwi dziwiąc się troche, że jej rozkazuje. Nie było jednak czasu na spory. - Ubezpieczaj grupę/i]! -powiedziała
[i]- Salinas! - złapała Betazoida za ramie - przejdź na przód i prowadź ludzi do bazy. Ja poczekam na tych - wskazała głową ludzi na ziemi - i zamknę szyk
Zatrzymała się, ściągneła karabin i zaczeła ostrzeliwać się. Kątem oka patrzyła, jak ci, co poupadali zbierają się ziemi. - Szybciej - krzykneła - głowy nisko i idziecie za chor. Salinasem.
|
Q__
Moderator
|
kanna Jurgen
"Caeli" starając się trzymać jak najniżej ustawił się tak by wraz z Azizem i Ta'nar, która najwyraźniej rwała się do walki, objąć ogniem jak największy obszar. Nie przerywał strzelania, acz starał się nie strzelać na oślep.
|