USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Gry / Star Trek: Phoenix - Sesja cz II
 Strona:  ««  1  2  3  ...  56  57  58  59  60  61  62  »» 
Autor Wiadomość
Madame Picard
Moderator
#1801 - Wysłana: 28 Lut 2009 09:46:42
Q__

- Dziękuję - odpowiedziała Mona bardzo cicho.
Q__
Moderator
#1802 - Wysłana: 2 Mar 2009 01:36:28
Madame Picard

Xon skinał jej głową i opuscili mostek.
kanna
Użytkownik
#1803 - Wysłana: 3 Mar 2009 12:14:46
Jurgen

- Sir, myslę, że warto zaproponowac tej istocie cos, co ją rozerwie i bedzie dla niej wyzwaniem. Może jakąś grę? Nasladowanie sekwencji? Jak ona się komunikuje z nami?
Madame Picard
Moderator
#1804 - Wysłana: 3 Mar 2009 13:49:39
Q__

- Myślę, że zanim spróbuję nawiązać łączność, powinniśmy jednak spróbować zająć czymś tę istotę - powiedziała cicho Mona.
Jurgen
Moderator
#1805 - Wysłana: 3 Mar 2009 17:06:51
kanna

- To świetny pomysł - Jurgen oparł się w fotelu. - Ta istota komunikuje się przez radio podprzestrzenne, ale jak widać po próbie por. Kowalskiego, rozumie też inne przekazy. - zastanowił się - Można by spróbować nadawać przez radio jakiś zmienny sygnał, a jednoczesnie wykorzystać np. deflektor do wytworzenia pola o zmiennej charakterystyce, istota miałaby dwa źródła zainteresowania. I nie wiedziałaby, o co nam chodzi...
Popatrzył na Kesę pytająco:
- Co pani o tym myśli?
kanna
Użytkownik
#1806 - Wysłana: 3 Mar 2009 22:16:17
Jurgen
- Mysle, że jeżeli puścimy jej tylko "melodyjkę" szybko się znudzi i rozzłości. Powinna to byc jakas gra, której zasady by pojęła i mogła zacząć wygrywać.
Jurgen
Moderator
#1807 - Wysłana: 4 Mar 2009 18:59:38
kanna

Jurgen pokręcil głową;
- Myślałem o zmianie melodii co chwilę, ale gra też może być.
kanna
Użytkownik
#1808 - Wysłana: 4 Mar 2009 19:01:04
Jurgen
- Dokladnie Sir, trzeba dac istocie mozliwośc działania.
Eviva
Użytkownik
#1809 - Wysłana: 4 Mar 2009 19:03:28 - Edytowany przez: Eviva
Ambulatorium

W izbie chorych Arana wciąż siedziała z głową oparta o ramię Torvina.

- Wie pan, doktorze, o czym teraz marzę? -
spytała cicho i bardzo smutno.
Jurgen
Moderator
#1810 - Wysłana: 4 Mar 2009 19:28:06
kanna

- W taki razie musimy przygotować taki program. - odpowiedział Jurgen - Zastanawiam się tylko, jak ustalić... zasady takiej gdy?
kanna
Użytkownik
#1811 - Wysłana: 4 Mar 2009 19:31:16
Jurgen
- Proponuję sekwencję sygnałów. Najpierw dajemy jeden, czekamy na reakcję. Jak powtórzy - dwa, potam trzy itd.
Jurgen
Moderator
#1812 - Wysłana: 4 Mar 2009 19:34:07
Q

1. ja już się pogubiłem - Kesa siedzi przy operacyjnym?
2. Gdzie są Darnok i Abrams? Czy Darnok nie powinien dotrzeć już na mostek?

kanna

- Spróbujmy... Jezeli nie załapie od razu, powtórzymy prostą sekwencję kilka razy.
kanna
Użytkownik
#1813 - Wysłana: 4 Mar 2009 19:36:51
[ Jurgen Kesa wróciła na mostek.. ale chyba nigdzie nie siadała.]
Q__
Moderator
#1814 - Wysłana: 6 Mar 2009 14:33:19
Darnok
Dragon


Darnok i Abrams docieraja na mostek.

Madame Picard

Xon popatrzył na Monę:
-Słyszałaś, Steier i Kesa planują wymyślenie "zabawy", która odwróci uwagę tego czegoś. Dajmy im parę minut.
Darnok
Użytkownik
#1815 - Wysłana: 6 Mar 2009 15:09:28
Darnok rozglądną się wokół i powiedział do wszystkich, a jakby do nikogo
Przynieść może komuś kawy z mesy?...
Eviva
Użytkownik
#1816 - Wysłana: 7 Mar 2009 21:14:10
Ambulatorium

Torvin popatrzył na Aranę pytająco. Podchwyciła to spojrzenie.

- Chcialabym wrócić na Arktos 4
- powiedziała smutno - Abo mi tam źle było?

Mówiła szczerze. Naprawdę zatęskniła teraz za wiecznie wyjącymi wichrami, śnieżnymi zamieciami i ponurą towarzyszka z celi.

- Gdy miałam zapalenie płuc, Worfana siedziała przy mnie dzień i noc - mruknęła - Opowiadała mi klingońskie historie o wojownikach, którzy przeszli granice własnych słabości. To dzięki niej przeżyłam. Tęsknię za nią tak silnie, jakby była moją matką.
Jurgen
Moderator
#1817 - Wysłana: 7 Mar 2009 21:20:22
Darnok
Kesa


- Proszę zając stanowisko operacyjne - Jurgen powiedział do Kesy - Zacznijmy może od sygnałów świetlnych. Tak jak pani mówia - najpierw jeden i czekamy na reakcję.
Gdy Abrams i Darnok weszli na mostek (a Darnok zapytał o kawę) Jurgen odwrócił się do nich i zapytał:
- Jaki jest stan łączenia kapsuły ze śluzą? Czy jest uszczelniona?.
kanna
Użytkownik
#1818 - Wysłana: 7 Mar 2009 22:14:25
Jurgen
- Tak jest - powiedziała Kesa zajmując stanowisko.

Darnok

Spojrzała na Darnoka i posłałam mu spojrzeni mówiące "Dla mnie koniecznie"
Q__
Moderator
#1819 - Wysłana: 29 Kwi 2009 10:48:06 - Edytowany przez: Q__
Nagle na Von Braunie pojawił sie Q. Tzn. prawdopodobnie większość kadetów nie rozpoznała humanoidalnej manifestacji tej potężnej istoty, ale wszyscy, tam gdzie byli, zauważyli ekscentrycznie ubranego osobnika ciągnącego za obrożę coś przypominającego wielkiego psa, który puścił do nich oko i zniknął w błysku Warp.

W chwili jego znikniecia bohaterowie poczuli, że opadają z nich nienormalne emocje, lęki czy gniew, a Torvin i Arana zauważyli, że pacjenci w ambulatorium dają znaki życia.

Nagle "rozdzwoniły się" komunikatory, kadeci, jeszcze trochę jak we śnie, nie wiedząc czy to jawa, czy halucynacja usłyszeli:
-Mówi kapitan Picard z USS Enterprise. Kadeci. Wasz lot zostaje przerwany, a szkolenie uznane za zakończone. Staneliście wobec wyzwania, z którym mogłaby sobie nie poradzic bardziej doswiadczona załoga, a mimo to przeżyliście. Przed chwilą odwiedził mnie przedstawiciel Continuum Q. Informując, że istota, z którą mieliście do czynienia. Istota bawiąca się wami i uniemożliwiająca nam akcję ratunkową, była czymś na kształt "zwierzęcia domowego" z Continuum, będacą jednocześnie czymś na kształt Sztucznej Inteligencji. Sztucznie stworzonym wściekłym psem. Istota ta, czy też swoista maszyna uciekła z Continuum i dopiero teraz właściciel zdołał ją zidentyfikować i schwytać. O ile oczywiście można wierzyć Q.

W związku z nadzwyczajnymi okolicznościami, przygotujcie się do transportu na Enterprise, gdzie po należytym odpoczynku osobiście wręczę wam nominacje na chorążych. Sam fakt, że nie pozabijaliście się mimo wpływu tej istoty dowodzi, że zasłużyliscie na to. Von Brauna odprowadzą na orbitę Ziemi nasi technicy.


-------------------------------------------------- ---------

Kadeci trafili na Enerprise-D, i odpoczeli. Minęły 2 dni.

-------------------------------------------------- --------


Ceremonia promocji była wzruszająca. Ubrani w nowiutkie oficerskie mundury kadeci stali w auli Enterprise-D otoczeni tłumem wyraźnie się do nich uśmiechających (tak, nawet komandor Data i porucznik Worf nieudolnie starali się to robić) oficerów tego słynnego okrętu. Na podium stał kapitan Picard w otoczeniu ambasadorów Spocka i Daxa (z towarzyszącym mu jak cień czarnoskórym porucznikiem) i kapitana Corellego. Po chwili zmaterializował się obok nich komendant Akademii, przesłany bezpośrednio z Ziemi. Kapitan Picard wygłosił mowę, powtarzając z grubsza to co już powiedział dwa dni temu. Potem, przemówił komendant. Kadeci podchodizli kolejno, a kapitan Picard wpinał złote nity w kołnierzyki ich mundurów. I przemówił jeszcze raz, tym razem krótko, życząc im powodzenia w odkrywaniu nowych światów.

Oficerowie wznieśli żartobliwe okrzyki na cześć świeżo przyjętych do gwiezdnej floty. A na podium jeszcze raz pojawił się Q. Poklepał Picarda po łysinie. Jeszcze raz puścił oko do kadetów i zniknął.

-------------------------------------------------- -------

Madame Picard

Po ceremonii wyraźnie zmieszany Corelli podszedł do Mony. Pogratulował jej i dodał ze ściśniętym gardłem:
-Posłuchaj, musimy to przerwać. Ja i tak nie nadaję się do stałego związku. Zupełnie jak mój dawny dowódca - kapitan Kirk. Poza tym po co ludzie mają myśleć, że pomagam Ci jakoś w karierze, a takie plotki zawsze pojawiaja się w sytuacjach tego typu, skoro jesteś świetnym fachowcem i z pewnoscią odniesiesz sukces we Flocie. Zawsze będę Twoim przyjacielem, i z przyjemnością będę śledził Twoje sukcesy, ale nie będziemy się już spotykać w pozycji horyzontalnej.
Uściskał jej ręce. Puścił je po dłuższej chwili, i nie czekając na odpowiedź odszedł dumnie wyprostowany, acz ze smutną miną.
Madame Picard
Moderator
#1820 - Wysłana: 29 Kwi 2009 12:13:11
Mona nic nie powiedziała, tylko patrzyła za odchodzącym Corellim, dopóki jego sylwetka nie zniknęła z zasięgu jej wzroku. Nie czuła nawet żalu z powodu rozstania, tylko smutek, jaki zwykle się odczuwa, gdy zamknięty zostaje pewien etap w życiu. Dopiero po dłuższej chwili poczuła, że ma w ręce jakiś nieduży przedmiot. Spojrzała i aż westchnęła z zachwytu. W jej dłoni leżała mała róża wykonana z niezwykle rzadkiego rigeliańskiego kryształu, który błyszczał niczym diament. Mona dłuższą chwilę patrzyła na piękny przedmiot.
- Zawsze cię będę pamiętać, Roger - szepnęła sama do siebie.
Eviva
Użytkownik
#1821 - Wysłana: 7 Maj 2009 21:38:14 - Edytowany przez: Eviva
Arana stała nieco z tyłu, niepewna jeszcze, czy na pewno może wierzyć swym zmysłom. Cieszyła się, oczywiście, ale jednocześnie było jej jakoś smutno. Nawet nie zauważyła, gdy podszedł do niej ambasador Spock.

- Panno Arano, czytałem pani akta - powiedział sucho - Kapitan Picard mówił mi tez o pani dziwnej prośbie, dlatego przyjrzałem się sprawie. Doktor McCoy był moim przyjacielem.... jeśli istnieje najsłabsza możliwość, że pani domniemania są słuszne, zdobędę dowody ze względu na niego.

Arana popatrzyła na niego, unosząc wysoko głowę. Był stary i surowy, jego poorana twarz nie zdradzała emocji, ale czuła, wbrew wszystkiemu, że jest jej życzliwy.


- Dziękuję panu. - szepnęła cicho - Jest pan... bardzo dobry.

- Tylko logiczny - poprawił ją - Postępuję zgodnie z logiką, która każe mi zbadać tę sprawę.

Wyciągnął rękę i dotknął lekko jej ramienia. Tym dotykiem przekazał jej coś jeszcze, czego nie powiedział słowami: wiem, ze mówisz prawdę, dziewczyno, i pomogę ci to udowodnić, masz moje słowo. Jego ciemne oczy pozostawały spokojne i chłodne, ale mimo wszystko dostrzegła w nich cień sympatii.I było to dla niej wazniejsze niż ten mundur i świadomość, że udało się jej zdać najważniejszy test.
Q__
Moderator
#1822 - Wysłana: 8 Maj 2009 02:14:00
Xon widząc rozmowę Spocka z Araną nabrał odwagi.

Podszedł sztywno do ambasadora, gdy tylko ten odszedł od Arany i skłonił się formalnie:
-Chciałbym pomówić... ojcze - dodał po chwili. Zachowywanie tajemnic jest nielogiczne. W społeczeństwie UFP jest miejsce i dla pół-Romulan. Dowodem losy kapitan Saavik, twojej żony. Trzymanie mojego pochodzenia w tajemnicy miało sens, póki analizowałem sytuację i wahałem się jak określić swoją lojalność. Jednak ten lot spowodował,że poddany sporej presji musiałem wyciągać szybkie wnioski, i patrząc na to, który styl działania jest wydajniejszy, muszę przyznać, że Ziemianie, choć często nielogiczni, słusznie nagrodzili Johna Nasha Nagrodą Nobla, za to,że dowiódł, że współdziałanie jest wydajniejszą strategią niż rywalizacja. W związku z tym wybór jest prosty. Los oficera Gwiezdnej Floty jest stanowczo lepszy niż los romulańskiego Pretora, co widać i po tym, że ci pierwsi statystycznie żyją dłużej. Wobec czego podjąłem logiczną decyzję - zamierzam być lojalny wobec UFP, tak jak Romulanie są lojalni wobec swego imperium, a żeby uniknąć zagrożeniaze strony Matki... Cóż, logika podpowiada, że uniknę tego zagrożenia tylko kontynuując twoje dzieło wprowadzenia Romulan w szeregi Federacji.
Mówiąc to, Xon zacisnął dłonie w pięści, ale jego głos pozostał idealnie bezemocjonalny. Tym niemniej, choć spokojnie, mówił jednak dość głóśno, nie przejmując się świadkami zajścia. Ambasador Spock stał w milczeniu, a jego brwi unosiły się coraz wyżej. Był jednak Wolkanem. Powiedział więc równie spokojnie:
-Masz rację, synu, tajemnice nie są logiczne - i wyciągnął do Xona rękę.
Darnok
Użytkownik
#1823 - Wysłana: 8 Maj 2009 17:01:05
Darnok wrócił z kawą na mostek (no bo zakładam, że jak się spytałem o tą kawę, to nie stałem przez kilkadziesiąt sekund czy kilka minut wryty). Na jego twarzy pojawił się grymas zaskoczenia (popularne ostatnio "WTF!?"). Podchodzi do konsoli i szuka śladów życia.


A teraz na serio. Sesja się skończyła, czy może jest prowadzona dla jednej osoby?
Q__
Moderator
#1824 - Wysłana: 8 Maj 2009 17:58:25
Darnok

Darnok obudził się i sprawdzając czas stwierdził, że jest spóżniony na ceremonię promocji.

<Serio to mamy już finał Sesji. Pójdę Darnokowi na ręke i załóżmy, że wpadł spóźniony w momencie gdy Xon rozmawiał z ojcem.>
Darnok
Użytkownik
#1825 - Wysłana: 8 Maj 2009 19:55:08
Q__
No to skoro jest już koniec, nie musiałeś mnie ożywiać

Darnok stara się nie przyciągnąć na siebie zbyt dużej uwagi i odchodzi ma bok (tył).
Q__
Moderator
#1826 - Wysłana: 8 Maj 2009 22:27:51 - Edytowany przez: Q__
Darnok

Kapitan Picard podszedł z lekkim uśmieszkiem do Darnoka:
-Pan Darnok, wiedziałem, że kogos tu brakuje. Baczność.
I gdy ten znieruchomiał przypiąl mu nit do kołnierzyka mówiac:
-Witamy w szeregach Gwiezdnej Floty, chorąży.

Całej tej scence towarzyszyły lekkie śmiechy, ale zgromadzeni wznieśli okrzyk na cześć nowego chorążego.
Darnok
Użytkownik
#1827 - Wysłana: 8 Maj 2009 22:48:49 - Edytowany przez: Darnok
Darnok podniósł wysoko głowę, mimo śmiesznej sytuacji. Wie, że jego marzenia właśnie się spełniają...
KONIEC
(wiem, że to od Ciebie zależy, taki żarcik mały )
Madame Picard
Moderator
#1828 - Wysłana: 9 Maj 2009 14:10:40
Q__

Mona miała zamiar zmyć się po angielsku zaraz po pożegnaniu z Corellim, ale jej uwagę przykuła rozmowa Xona ze Spockiem. Obaj rozmawiali dość głośno, a ona odziedziczyła po wolkańskich przodkach dobry słuch. Nie okazała po sobie zaskoczenia. Może zresztą aż tak bardzo zaskoczona nie była. Gdy Spock odszedł w stronę kapitana Picarda, Mona odczekała chwilę i podeszła do Xona.
- Słyszałam wszystko - powiedziała patrząc mu łagodnie w oczy. - Teraz rozumiem twoje zachowanie, twój strach przed ujawnieniem, przed pochopną oceną i odrzuceniem... Jeśli obchodzi cię moje zdanie, to myślę, że podjąłeś słuszną decyzję. Będziesz znakomitym oficerem... jeśli tylko powściągniesz swój gniew i pogardę... Wolkańska logika ci w tym pomoże, nie rezygnuj z niej, nawet jeśli jesteś Wolkanem nie bardziej niż ja...
Xon nic nie mówił, Mona chciała odejść, ale zdecydowała postawić wszystko na jedną kartę i dodała:
- Nie wiem, czy to ma dla ciebie jakieś znaczenie, ale to, co się wydarzyło między nami... nie było efektem oddziaływania tej istoty. Teraz to wiem z całą pewnością. Moje uczucia do ciebie były... są... prawdziwe... - mówiła cicho, nie patrząc mu w oczy. Po czym odwróciła sie szybko, żeby odejść.
Q__
Moderator
#1829 - Wysłana: 9 Maj 2009 14:26:31 - Edytowany przez: Q__
Madame Picard

Xon złapał Monę za ramiona i pocałował. Nie przerywając pocałunku wymamrotał:
-W takim wypadku kontynuowanie tej znajomości jest logiczne. Zwłaszcza, że - dodał odrywając się od jej ust dla nabrania oddechu - kiedy jesteś przy mnie łatwiej mi powściągać gniew i pogardę.

Brwi Spocka uniosły się nieznacznie:
-A mówiłeś, synu, że koniec z tajemnicami...
Eviva
Użytkownik
#1830 - Wysłana: 9 Maj 2009 14:39:22
Arana obserwowała tę scenę z boku. Nie była zazdrosna, czuła jedynie lekki smutek. Lubiła Monę i mimo wszystko lubiła Xona, ale ich widok uświadamiał jej, jak bardzo jest osamotniona. No, ale teraz przecież była już pełnoprawnym członkiem Gwiezdnej Floty, a to tez było coś warte.
 Strona:  ««  1  2  3  ...  56  57  58  59  60  61  62  »» 
USS Phoenix forum / Gry / Star Trek: Phoenix - Sesja cz II

Temat został zamknięty. Nie możesz tutaj odpowiadać.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!