USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Gry / Star Trek: Phoenix - Sesja cz II
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  58  59  60  61  62  »» 
Autor Wiadomość
Jurgen
Moderator
#31 - Wysłana: 28 Kwi 2008 18:16:23 - Edytowany przez: Jurgen
kanna

Jurgen zawahał się na moment jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu powiedział tylko:
- Może to nic ważnego, ale nie chciałbym o tym rozmawiać na mostku.
Potem odwrócił się w kierunku głównego ekranu i włączył komunikator:
- =/\= Mostek do maszynowni, panie Kovalsky, proszę wysłac chor. Martineza, żeby zostawił swoje bagaże w swojej kajucie. Gdy wróci, niech pan idzie. Prosze to zrobić jak najszybciej, ale tak, żeby maszynownia nie pozostała bez obsady.
Potem wywołał ambulatorium:
- =/\= Mostek do ambulatorium, panie Torvin, gdy tylko przeprowadzi pan badania porucznika Xona, prosze wysłać pana Spohkha, żeby zostawił swoje rzeczyw kajucie. Gdy wróci, niech pan się rozpakuje.
Bashir
Moderator
#32 - Wysłana: 28 Kwi 2008 20:58:35 - Edytowany przez: Bashir
Eviva

- Myślę że nasza dalsza współpraca będzie przebiegać bezproblemowo. Proszę tymczasem przygotować trikoder medyczny, stymulatory korowe i hiposprej z czymkolwiek co jest w stanie wprawić Wolkana w głęboki sen. Idziemy z "wizytą domową" do Xona. To wszystko dziękuje. - Torvin zachował spokój mimo, że wewnętrznie szczerość z jaką Arana opowiadała swoją historię poruszyła go.

Kiedy Eviva opuściła gabinet Torvina:
-Ambulatorium do mostka. Czy wizyta u Xona wiąże się z jakimś "ryzykiem"? - na ostatnie słowo doktor położył szczególny nacisk.
Dragon
Użytkownik
#33 - Wysłana: 28 Kwi 2008 21:06:00
Abrams spojrzał na Kesę i powiedział- To co, idziemy, a właściwie polecimy. Chętnie oblejże swoje legowisko. Ciekawe czy będzie tam grzyb, albo obudzę się widząc przed sobą formę życia której nie widział nawet nasz doktorek. Stłumił chichot i dodał- coś czuje że to nie koniec atrakcji
Spohkh
Użytkownik
#34 - Wysłana: 28 Kwi 2008 21:37:00 - Edytowany przez: Spohkh
Seth przerwał sprawdzanie skanera i spojrzał na wracająca z biura Aranę. Była bardzo blada, usta miała zaciśnięte w waską linię, ale przynajmniej nie płakała. Odetchnął skrycie z ulgą. Gdy miał doczynienia z płaczącą kobietą, tracił zwykle resztki pewności siebie. Coś wydarzyło się w biurze Torvina, co do tego nie miał wątpliwości, ale cokolwiek to było, jego nowa znajoma jakoś to przetrzymała. Mimo to uznał, że powinien jakoś zadziałać. Dziewczyna potrzebowała chyba kilku życzliwych słów.
- Słuchaj... Lil - powiedział, zatrzymując ją - Zacznijmy jeszcze raz. Trochę straciłem głowę, bo jestem jeszcze otumaniony po sesji egzaminacyjnej. Zatem od początku, zgoda? Jestem S'chn T'Gai Sareth, ale wszyscy mówią mi Seth. Dostałem przydział na ten lot jako sanitariusz... choc jeśli nie znajde jakiejś okazji do porządnej drzemki, to zmienię chyba status na pacjenta. Ledwo żyję.
Eviva
Użytkownik
#35 - Wysłana: 28 Kwi 2008 21:48:34
Arana potarła lekko nos i spojrzała na Setha jak zbudzona ze snu.
- dziwny jak na Wolkanina - pomyślała - Ale bardzo milusi. Dobra, spróbuję. -
Nie bez wysiłku podpłynęła do szafki ze sprzetem medycznym.
- Seth? Przyszła gwiazda chirurgii? Słyszałam o tobie - powiedziała - Niech zgadnę: cała długa linia wolkańskich lekarzy, więc kontynuujesz tradycje? -
Spohkh
Użytkownik
#36 - Wysłana: 28 Kwi 2008 21:58:32
- Prawdę mówiąc - rzekł wolno Seth - To mój dziadek był ambasadorem, a i ojciec nim jest. Cała rodzina oczekiwała, że poświęcę się dyplomacji. Gdy powiedziałem matce, ze idę do GF, zrobiono mi nieomal sąd rodzinny. Ojciec nie miałby nic przeciwko, sam kiedyś służył we Flocie, ale jak zwykle nie było go w domu. Znam go mniej niż sklepikarza z naszej ulicy. Kiedy ostatni raz był w domu, szedłem właśnie do szkoły ponadpodstawowej. Czasem mam wrażenie, że on zanadto walczy o dobro wszystkich, by mieć czas na włączenie do tego dobra własnej rodziny. -
Właściwie nie miał zamiaru robić takich zwierzeń, ale mówił, by utrzymać oczy otwarte. Zresztą, to wszystko było w aktach i nie stanowiło tajemnicy. Patrzył, jak Arana wybiera starannie stymulatory korowe i już myślał, że puściła jego wypowiedź mimo uszu...
Eviva
Użytkownik
#37 - Wysłana: 28 Kwi 2008 22:18:12
.. kiedy spojrzała na niego z ukosa.
- Przynajmniej masz rodzinę, nie narzekaj - powiedziała szorstko - Dałabym nie wiem co, żeby mój ojciec żył... pamiętam go jak przez mgłę... dobrze zbudowanego, szpakowatego mężczyznę w czerwonym mundurze. Podrzucał mnie pod sam sufit i wołał: "A kiedyś będziemy razem latać, prawda, malutka?" Mialam sześć lat, gdy zginął w akcji. -
Zapakowała do torby hypospray i sięgnęła do szafki z lekami. Sekteronal, jak pamiętała, był zbyt słaby, a z kolei xabon mógł powalić nawet Klingona - ale oparta na miedzi krew Wolkanów tworzyła z nim niebezpieczny związek. Jedynym naprawdę dobrym środkiem wydawał się hexagontal. Jak na złość stał najdalej i trudno było do niego sięgnąć, jednocześnie przytrzymując się czegoś, by nie ulecieć pod sufit. Wreszcie się udalo.
- Czemu jednak Torvin chce usypiać Xona? - pomyślała, wkładając jedną mpułkę do hyposprayu, a drugą, na wszelki wypadek, wsuwając do torby - Co się mogło stać, kiedy spałam? Czego chcą od Xona? Akurat od niego...-
Pokręciła główa. Już wcześniej miewała wrażenie, że jest na pokładzie jedyną istotą naprawdę życzliwą pierwszemu oficerowi. Nie był fontanną słodyczy, ale miał coś w sobie, jak zresztą wszyscy znani jej Wolkanie. Osobliwa rasa. Spojrzała na Setha i uśmiechnęła się. Ten miły chłopiec naprawdę wyglądał na wykończonego.
- Panie przyszły doktor, niczego nie sugeruję, informuje jedynie, że kofeina w zastrzykach stoi na drugiej półce od góry -powiedziała szelmowsko - Co do drzemki, radzę się wstrzymac. Doktor Torvin na razie będzie nas oboje maglował, a wiem z doświadczenia, że bezpośredniemu szefowi lepiej nie podpaść. -
Usmiechnęła się jeszcze raz, zarzuciła torbę na ramię i popłynęła z powrotem do biura. Nabierała już wprawy w balansowaniu "na wysokościach".
Jurgen
Moderator
#38 - Wysłana: 28 Kwi 2008 22:38:18
Bashir

=/\= Tak naprawdę to nie jesteśmy pewni, doktorze - odpowiedział Jurgen - Na mostku groził nam wszystkim bronią, przejawia pewne cechy psychopaty, ale z drugiej strony porucznik Schaff była u niego i nic się nie stało. Czy potrzebuje pan ochrony?
waterhouse
Moderator
#39 - Wysłana: 28 Kwi 2008 23:27:01
- Dziękuję, poruczniku. Rozkazy otrzyma Pan od porucznik Schaff - powiedział sucho Spruance i wyłączył komunikator, po czym otworzył drzwi swojej kabiny i wszedł do środka.

Spruance postanowił się na chwilę zdrzemnąć. Nie chciało mu się rozkładać rzeczy, zwłaszcza że nadal był wściekły po zdarzeniach na mostku.

Będe musiał pewne rzeczy wyjaśnić z dowództwem - pomyślał.
Q__
Moderator
#40 - Wysłana: 28 Kwi 2008 23:29:50 - Edytowany przez: Q__
Powyższe słowa Spruance'a to oczywiscie odpowiedż Kovalsky'emu.
Bashir
Moderator
#41 - Wysłana: 29 Kwi 2008 17:01:38
Jurgen
=/\=Ech, mam nadzieję że sobie poradzimy... za 10 minut tam będziemy, o ile dostaniemy w końcu buty...
Eviva
Użytkownik
#42 - Wysłana: 29 Kwi 2008 18:45:39
Arana wpłynęła do biura ze wzrokiem utkwionym w trikorder.
- Doktorze, nie wiem,m czym mnie pan naszprycował, ale musiało być mocne - powiedziała - Mniejsza już o to, że wciąż czuję się jak wtedy, gdy współlokatorka z akademika namówiła mnie na studniówce, zebym spróbowała ruskiego likieru... Wie pan, co to ruski likier? To posłodzony spirytus. Obudziłam się potem w szafce na książki i ani rusz nie mogłam sobie uświadomić, jak się tam dostałam. Kręciło mi się wtedy w głowie akurat tak, jak teraz. Ale może to ta nieważkość. Jednak jest coś lepszego: czy pan wie, jakie ja tu głupstwa zarejestrowałam? Do połowy normalna inwentaryzacja, a od połowy podawałam zawartość zestawów z przełomu XX i XXI wieku. Uczyłam się o nich na wykładach historii. Czy ja miałam jakieś halucynacje? nie przypominam sobie, żebym rejestrowała zestaw staroświeckich igieł chirurgicznych, ale to niewątpliwie mój głos...
Przerwała na chwilę i podniosła na doktora oczy, bardziej jeszcze zielone niż zwykle.
- Ach, no i mam tu to, co kazał mi pan przynieść. Wzięłam hexagontal. Uśpi Wolkanina w dziesięć sekund, jeśli zajdzie taka potrzeba. -
Grigorius
Użytkownik
#43 - Wysłana: 29 Kwi 2008 18:56:12
Grigorius usłyszał rozmowę Jurgena i Kovalsky'ego przez komunikator. Po zakończeniu rozmowy zwrócił się do Kovalsky'ego:
- Sir, przypadkowo usłyszałem pana rozmowę przez komunikator. Jeżeli to panu nie przeszkadza zaniosę swoje bagaż do kwatery.
Jurgen
Moderator
#44 - Wysłana: 29 Kwi 2008 20:26:50 - Edytowany przez: Jurgen
Bashir
Picard
Domko, choć chyba lepiej napisać Q :

=/\= Nie macie jeszcze butów? - zapytał Jurgen doktora - Zaraz się tym zajmiemy.

Odwrócił się do Schrasa i powiedział:
- Panie Schras, prosze zreplikować buty magnetyczne dla ambulatorium i szybko im je wysłać. O ile dobrze pamiętam, jeszcze porucznik Schaff kazała panu to zrobić...

Nie czekając na odpowiedź Amdorianina ponownie włączyl komunikator:
=/\= Mostek do maszynowni, mówi porucznik Steier chwilowo pełniący obowiązki pierwszego oficera, jak długo mam jeszcze czekać na raport o stanie napędu?
Q__
Moderator
#45 - Wysłana: 29 Kwi 2008 20:55:14
Jurgen
Grigorius

Kovalsky obojętnie skinął (potakująco) głową Martinezowi.

Następnie odebrał wiadomość Jurgena:
=/\= Jak meldowałem porucznik Schaff, systeme sprawne, sir. odburknął.

Podrapał się po głowie i półgłosewm powiedział do siebie - dowódcy zmieniają się z minuty na minutę
Picard
Użytkownik
#46 - Wysłana: 29 Kwi 2008 21:29:19
Jurgen

Panie Schras, prosze zreplikować buty magnetyczne dla ambulatorium i szybko im je wysłać. O ile dobrze pamiętam, jeszcze porucznik Schaff kazała panu to zrobić...

Tak jest Sir! - odpowiedzial Andorianin zdziwiony,ze nieco, iz dwukrotnie wydaje mu sie to samo polecenie. - Wykonalem juz polecienie pani Schaff, zreplikowalem rezczone trzy pary butow i czekalem na odpowiednia chwile do zlorzenia raportu na ten temat. Jakies dalsze rozkazy, Sir?
Jurgen
Moderator
#47 - Wysłana: 29 Kwi 2008 21:36:28 - Edytowany przez: Jurgen
Q__
Picard

=/\=Dziękuję - odpowiedział Jurgen. Wyłączył komunikator i spojrzał na Schrasa - Buty juz są w ambulatorium?Dobrze...
Ponownie włączył komunikator:
=/\= Mostek do ambulatorium. Doktorze, buty macie juz przesłane.
Potem znowu zwrócił się do Schrasa:
- Dziękuję, na razie siedzimy i czekamy - oparł się w fotelu kapitańskim - Nie wiem, ile czasu dało nam dowództwo na wypełnienie misji, ale obawiam się, że ten czas może upłynąć, a my nadal będziemy tkwili na orbicie.
Grigorius
Użytkownik
#48 - Wysłana: 30 Kwi 2008 08:38:03 - Edytowany przez: Grigorius
Grigorius podniósł torbę leżęcą w kącie maszynowni i wyszedł kierujac się do turbowindy. Gdy tam doszedł wszedł do środka i powiedział:
-Pokład drugi.
Rzucił torbę na ziemię, wyciągnął PADD i zaczął oglądać skany silników.
kanna
Użytkownik
#49 - Wysłana: 30 Kwi 2008 10:33:10 - Edytowany przez: kanna
Kesa popatrzyła z ukosa na Jurgena i odpowiedziała
-Rozumiem , odmeldowuje sie - i zeszła z mostka.
Po drodze do kajuty zreplikowała sobie nowy mundur.

Czuła coraz wieksze napięcie, ból mięśni stawał sie nie do zniesienia. Weszła do swojej kajuty, odruchowo poszukała wzrokiem bath'letu, ale oczywiscie go nie było.
- Gdzie on moze być - mrukneła coraz bardziej zestresowana. Nie rozglądajać się wiecej sciągnęła poplamiony mundur. Została w samej koszulce i bokserkach, po po kilku akrobacjach udało jej się załozyc na powrót antygrawitacyjne buty.
Staneła na kawałku wolnej podłogi, zamknała oczy i zaczeła powoli wykonywac wyuczony układ stacjonarnych ćwiczeń.
Po kilku minutach niezadowolona przerwała - umysł zajęty kontrolą ciała w niecodziennych warunkach zerowej grawitacji nie miał szans na wyciszenie się.

Podeszła do łózka, usiadła po turecku i sciągnęła buty. Odstawiła je delikatnie, puściła sie ramy łózka i znieruchomiała. Zamknęła oczy, skupiła się na oddychaniu i zaczęła w myslach liczyć od 100 wspak. Po kilu minutach pogrążyła sie w medytacji, odcinając od wszystkich zewnetrznych bodźców.
Dragon
Użytkownik
#50 - Wysłana: 30 Kwi 2008 16:50:41 - Edytowany przez: Dragon
Po zabraniu swojego niewielkiego bagażu który taszczył cały czas Abrams opuścił mostek i skierował się do swojej kajuty. Gdy był już w środku rozejrzał się i zbliżył do łóżka. Ostrożnie się na nim usadowił żeby mieć chociaż wrażenie że na nim siedzi. Ostrożnie sięgnął do torby i wyciągnął z niej zawiniątko, materiał był zrobiony z materiału choć częściowo pochłaniającego promieniowanie lub inne niepożądane zjawiska ,
materiał był dość rzadki i dostał go od dziadka o tajemniczej historii, dziadek nigdy się nie przyznał co robił we flocie ale często latał do strefy neutralnej. Skutkiem ubocznym tego materiału była szansa oszukania sensorów. W środku znajdował sie prosty, symetryczny, długi na 40 cm sztylet. Abrams spojrzał z szacunkiem na broń. Jego ojciec zrobił go na jego 18ste urodziny. Żadnej replikacji czy nowoczesnych metod. Został ręcznie wykuty jak to robiono tysiąc lat temu. Abrams ostrożnie zawiesił sztylet w powietrzu, wyprostował się i ściągnął mundur. Szybko ubrał zwykłe gadki o szerokich nogawkach używane czasem do ćwiczeń. Znowu "usiadł" na łóżku i wziął sztylet do reki, z torby wyciągną ostrzałkę i poświęcił kilka minut by rutynowo naostrzyć swój amulet. Taak mój przyjacielu-powiedział cicho do siebie- daleka droga przed nami, zobaczymy co na nas czeka, dobrze mi służysz chociaż nie probowałeś krwi, nawet i dobrze- po czym włożył go do torby i postanowił trochę pospać.
Bashir
Moderator
#51 - Wysłana: 30 Kwi 2008 18:53:52
Eviva
- Podejrzewam, że jakby kolega Seth obudził panią z pomocą hipospreja to zneutralizowałoby to część negatywnych skutków... - Torvin mimo że starał się zachować powagę, czuł że jednak ulega otwartości tej dziewczyny. Wtem odezwał się Jurgen. Torvin odpowiedział:

Jurgen
=/\= Dziękuje. Za pięć minut będziemy u Xona.

Eviva
- Proszę założyć jedną parę i idziemy.

Stojąc na pokładzie Torvin czuł się o wiele lepiej. Wychodząc z ambulatorium zwrócił się jeszcze do Setha:
-Ambulatorium zostawiam w pana rękach. W razie problemów proszę mnie wezwać.
Spohkh
Użytkownik
#52 - Wysłana: 30 Kwi 2008 20:21:18
- Naturalnie, doktorze.- powiedział Seth bez zapału, nie odrywając wzroku od kontrolek, migoczących na panelu zintegrowanego stacjonarnego skanera. Wszystkie sekwencje musiały się zgadzać z wzorcem, a jemu zbierało się na mdłości od pulsujących świateł. Co prawda trzymające go na podłodze buty nieco poprawiły komfort sytuacji, ale nadal czuł się fatalnie. Jego organizm błagał o trochę snu lub jakiś środek pobudzający, ale wolał nie ryzykować. W trakcie sesji egzaminacyjnej dwukrotnie aplikował sobie stymulator, jeszcze jedna dawka byłaby niebezpieczna. Nawet Wolkanin nie jest przecież niezniszczalny.
- Obawiam się, że raczej kiepski będzie ze mnie żołnierz.- pomyślał ze wzrastającym przygnębieniem. Nie po raz pierwszy dotarło do niego, że będzie mu bardzo trudno osiągnąć cokolwiek w cieniu sławnego ojca, którego w dodatku wogóle nie przypominał.
- Muszę dać sobie radę.- mruknął i przeszedł do fabrycznie nowego, przenośnego sprzętu. Zerwał pieczęcie i przystąpił do dokładnego sprawdzania parametrów.
Q__
Moderator
#53 - Wysłana: 1 Maj 2008 00:19:27
Dragon

Abrams nie zdążył jeszcze zamknąć torby, gdy zauważył, że jego sztylet sie dematerializuje.
waterhouse
Moderator
#54 - Wysłana: 1 Maj 2008 13:33:21
Po krótkiej drzemce Spruance postanowił skontaktować się z dowództwem.


Tu dowódca okrętu USS Von Braun, kadet Michael Spruance. Chcę rozmawiać z oficerem odpowiedzialnym za lot ćwiczebny tego okrętu - powiedział.


Mówi kapitan Jean_Luc Picard

witam panie kapitanie

witam, jakieś wątpliwości?

Chciałbym oficjalnie poinformować, iż moim zdaniem kadet Xon nie powinien uczestniczyć w misji ćwiczebnej.


Picard czynił wrażenie zamyślonego... - Dowództwo Floty postanowiło inaczej. Są pewne powody

Moge wiedziec jakie? Nie znałem kadeta Xona „na wylot” wcześniej, a z informacji przesłanych mi przez dowództwo nie wynikało, że może on mieć skłonności do grożenia bronią oficerom GF oraz nazywania niektórych z nich "zwierzętami".


Niestety, kadecie do udzielenia wam tych informacji nie zostałem upoważniony, naprawdę Dowództwo ma istotne powody, a Xon nie jest potworem na jakiego wygląda, doradzam więcej wyrozumiałości... to wszystko co mogę - to słowo Picard zaakcentował dość mocno - powiedzieć

rozumiem - stwierdził Spruance po chwili milczenia

Jesteście wszyscy nadzieją Floty, mam nadzieję, że zdołacie się porozumieć, w duchu ideałów jakie Wam wpajano - dodał Picard cicho


Będe robił wszystko co możliwe w tej kwestii.

-odpowiedział oficjalnie Spruance
tu chodzi o sprawy dotyczące przyszłości UFP, więc liczę na - to zakończył Picard

Ale - odpowiedział Spruance - nie oznacza to że będe wahał się, podejmując trudne decyzje, takie jak ta dziś na mostku. Nie zawsze będe miał rację, liczę jednak na to że będzie Pan miał na uwadze całość sytuacji, oceniając mnie po zakończeniu lotu.

Owszem, ale prywatnie powiem, że sytuacja Xona jest pod wieloma względami trudna i nie do pozazdroszczenia... Byliście w Akademii przyjaciólmi, o ile Xon może tak o kimkolwiek powiedzieć, a Xon teraz potrzebuje przyjaciół, niestety, obaj mamy swoje rozkazy...

tak, mamy swoje rozkazy
- Spruance stwierdził sucho - Licze że będe mógł z Panem od czasu do czasu porozmawiać, jeśli będe miał wątpliwości co do następnych moich kroków jako dowódcy USS Von Braun.

owszem i doceniam to zaufanie - powiedział Picard bez ironii

Ciesze się i dziękuję za rozmowę powiedział Spruance.

Ja również. Życzę powodzenia. - powiedział Picard i rozłaczyli się
Jo_anka
Użytkownik
#55 - Wysłana: 2 Maj 2008 05:30:46 - Edytowany przez: Jo_anka
- Pokład drugi- Gelnrun wydała polecenie komputerowi, kiedy drzwi tubowindy cicho się zamknęły.
M’Ry’Na opuszając mostek rozluźniła, lecz nie przerwała do końca kontaktu telepatycznego z Moną. I nawet się już specjalnie nie zdziwiła, kiedy dziewczyna zmodyfikowała zalecenia doradcy tyczące Xona. Zaczynała się przyzwyczajać, że na pokładzie Von Brauna, akapity regulaminu Floty mówiące o uprawnieniach doradcy, były totalnie ignorowane.

Z rozbawieniem przypomniała sobie, nie pasującą do zastanej sytuacji, opinię Kommodora Rodrigeza na temat swoich obecnych współzałogantów - Pamiętaj w razie czego masz wyrzucić rdzeń, zdąży stopić się pięć razy nim te dzieciaki przebrną przez wszyskie procedury Floty. - mówiąc to, mrugnął do niej porozumiewawczo.
- I dobrze Ciebie widzieć z powrotem Gelnrun! Brakuje mi starej ekipy! Starych czasów, może trochę mniej! - z uśmiechem, gestem zaprosił ją by zajęła fotel dla gości. Następną godzinę spędziła pijąc lekką herbatkę ziołową, pogryzając herbatniki i wspominając 'stare czasy' oraz ludzi, żywych i zmarłych.

Poźniej jeszcze troche rozmawiali o ostatnim przydziale Rodrigeza (Akademia Gwiezdnej Floty) i o latach jakie Gelnrun spędziła na Starbase 1. Temat kadetów nie pojawiał się ani w ich rozmowie, ani w myślach Rodrigeza.

Cichy dzwięk zasygnalizował przybycie turbowindy na drugi pokład.

-Nie, kommodor nie spodziewał żadnych specjalnych problemów ze strony tej gromadki, a przecież był ich wykładowcą przez co najmniej jeden semestr! - pomyślała Gelnrun lekko przysuwając się do otwierających się drzwi.

Rodrigez był tylko rozbawiony mającym nastąpić zderzeniem młodzieńczego zapału, maksymalizmu i idealizmu z pragmatyzmem wynikającym z doświadczenia nabieranego na pierwszej lini frontu, czy też raczej, poza linią frontu...

- Postaraj się nie spać na okrągło z nudów, Gelnrun! Po Starbase 1 praca przedszkolanki nie sprawi Ci najmniejszego problemu!... Poza tym, po tej "Misji" staniesz się idealnym doradcą dla tego sztywniaka Jellico! Regulamin będziesz miała w jednym palcu! - rzucił na pożegnanie Rodrigez i słysząc jej bardzo kocie fuknięcie, wyszczerzył w szerokim uśmiechu chyba wszystkie 32 zęby. - O ile kapitanowi Jellico nie będzie przeszkadzał nagi doradca?!... odcięła się, wywołując wybuch śmiechu kommodora i zaliczając przyjacielskie klepnięcie w ramię.
Baw się dobrze!-Rodrigez naprawdę szczerze jej tego życzył na odchodnym, pomyślała zręcznie wypływając na korytarz.

I bawi się... jak... szalona! Jakby trafiła do świata równoległego?!... - jeszcze boleśniej poczuła stratę tricorderów. Może zagubiony bagaż trafił do mojej kwatery? Tylko którą kajutę mi przydzielono? Stała, a właściwie wisiała przed 'swoją stara kajutą' z czasów kiedy była nastolatką, podróżującą kilkakrotnie pomiędzy Denobulą, a Ziemią. Tyle że to był inny okręt, inni kapitanowie... Wtedy też poznała na wylot USS Gray Shadow... Taak, znajomość okrętu tej samej klasy mogła być atutem w obecnej sytuacji.

Już miała zapytać komputer, o przydzieloną kwaterę, kiedy przypomniała sobie że na drugim pokładzie okrętów klasy Oberth replikatory znajdują jedynie w messie. Rozsądniej będzie zabrać ze sobą zapasy wody i żywności, nie wiadomo jak drugo będzie trwał jej areszt domowy. Odpchnęła się od ściany, kierując się na lewo, w stonę messy.

Czekając aż replikator wyda jej tuzin racji żywnościowych składających się z replikowanego, o nieco gumowatej konsystencji, kuczaka, pakowała do zreplikowanej na wstępie torby kilka dwulitrowych pojemników z wodą. W messie nie było niczego poza unoszącymi się w powietrzu krzesłami ponad przyśrubowanymi do posadzki stolikami.

Półki ponad barem były puste - przynajmniej obejdzie się bez kłopotów z piciem, pomyślała. Acz raczej nikt nie był tutaj w nastroju do świetowania... Choć humanoidy też chętnie topią w kieliszku smutki..., przypomniała sobie.
Picie, alkohol, to było całkiem obce naturze kotowatych, pomyślała chwytając w locie paczki żywności jakie zaczął z siebie wypluwać replikator.

Metodycznie upchnęłą zapasy w torbie, a następnie paskiem torby obswiązała się w talii. Było jej niewygodnie, trudniej przychodziło jej poruszanie się w stanie nieważkości z dodatkową masą, ale przynajmniej obie ręce miała wolne. Unikając zderzenia z latającymi krzesłami wydostała się tym samym wejściem na korytarz, a następnie kierując się wciaż na lewo, zaczęła penetrować kolejne moduły mieszkalne - puste i anonimowe.

Fala entuzjazmu, taka ożywcza i normalna po przeżytym koszmarze na mostku, jaką 'odebrała' od udającego się na górny pokład, Abramsa, nieco poprawiła jej humor, ale nie na długo.

Szybko poczuła się znużona bezowocnością poszukiwań - w żadnym z pomieszczeń nie było śladu po jej bagażu! Mijając jedyną, jak sądziła zajętą kajutę, miała ochotę obudzić Darnoka i zapytać czy u niego nie ma jej toreb. Ale zadowoliła się krótkim odpoczynkiem, i oparta o ścianę kwatery Darnoka przeczesała pamięć spiącego kadeta. Nie, nic Darnokowi nie rzuciło się w oczy, stwierdziła zniechęcona.

Kolejne trzy pomieszczenia też były puste, jeżeli nie liczyć niespodziewanej obecności za ścianą - Xon, co on tu robi?! Powinien być w swojej kwaterze na trzecim pokladzie!!! A tak tkwił, jak zwinięty grzechotnik, na drugim pokładzie!!!

Przepełniony zimną furią i nienawiścią czekał, a nie medytował czego spodziewałaby się po Wolkaninie, który utracił nad sobą kontrolę. Nie zetknęła się do tej pory z podobną reacją u przestawiciela tej rasy. Medytacja, była wyrabianym od najwcześniejszego dzieciństwa odruchem warunkowym - mogła być skuteczna, bądź nie, ale każdy Wolkanin uciekał się do niej w chwili kryzysu.

I raptem zrozumiała, iż priorytetem Xona nie jest kontrola nad sobą samym, lecz kontrola nad otoczeniem!

Niepewna jakie wyciągnąć wnioski z nowo nabytej wiedzy, cichutko wyślizgneła się najodleglejszym wyjściem z badanego modułu i niemal powstrzymując oddech przemknęła się przed kwatera zajmowaną przez Xona. Z zachowaniem takiej samej ostrożności zbadała kolejne pomieszczenia sąsiadujące, od drugiej strony, z modułem Xona.

I wreszcie na chwilę przed pojawieniem się Mony, wślizgnęła się do modułu położonego na przeciwko drzwi turbowindy. Zmęczona przysiadła przytrzymując się pazurami, na tapczanie, w skupieniu śledząc konwersację pełniącej obowiązki kapitana oraz czasowo zawieszonego pierwszego oficera.

Monę wprost przepełniała chęć załagodzenia konfliktu, i chyba ją zupełnie zaślepiła. Owszem mieli bardzo szczupłą załogę i każdy członek był niemal nie zastąpiony, ale problem z jakim się zwróciła do Xona, mogła i powinna umieć rozwiązać obecna na okręcie sternik Alex Kostenko!

Udział we wspólnych obliczeniach dodatkowo osłabił czujność dziewczyny i kiedy nastąpił nieunikniony atak przemocy psychicznej i aluzji do przemocy fizycznej, Gelnrun mogła tylko, powstrzymując się z całej siły odruch unieszkodliwienia Xona raz na zawsze, bezsilnie obserwować jak Mona usiłuje odzyskać nieco straconego 'pola' płacąc wysoką cenę.

Strach, a nawet przerażenie, obrzydzenie, poczucie osaczenia, fascynacja... Gelnrun analizowała uczucia zmierzającej na mostek Mony. FascYNACJA?!- Na kły i pazury" - mruknęła, skąd u tej dziewczyny odruchy niemal z pogranicza syndromu sztokholmskiego, z dużą chyba domieszką masochizmu...

Po raz pierwszy od poznania Mony, Gelnrun zaczeła się zastanawiać nad osobą Corellego. Macho, damski bokser?! Raczej nie, inaczej taka kobieta jak Mona nie szukałaby silniejszego opresora. Ale kim był, czy też nie był Corelli nie miało teraz żadnego znaczenia!

Liczył się za to fakt, że Xon wrócił do gry i na wstępie ugrał..., iż jego badania medyczne odbędą się w kajucie! - uświadomiła sobie po chwili jeszcze poważniejszą stratę, której skutki dotkną ją osobiście, podobnie jak i Darnoka oraz w końcu całą załogę.

Bo mogła iść o zakład, że takie 'polowe' badanie nic nie wykaże niepokojącego. Dopiero zestawiając szereg wyników uzyskanych w tutejszych warunkach mogłaby dostrzec jakiś wzorzec odbiegający od normy statystycznej.

I Torvin na to przystał, bo albo tricordery medyczne były najbardziej zaawansowanym sprzętem na pokładzie tego wraku, albo, jak przypuszczała, solidnie okroił listę zleconych przez nią badań.

Nie mogąc pohamować frustracji z całej siły uderzyła pięścią w materac. Uderzenie niemal wyrzuciło ją pod sufit. Tylko wbicie pazurów stopy w pościel, pozwoliło wyhamować jej pęd i nie rozbić sobie głowy.

Przez chwilę szukała właściwej pozycji, po czym delikatnie odpychając od sufit ponownie spłynęła z całym ładunkiem zapasów na skotłamszony tapczan, z całej duszy przeklinając fakt, iż wyniki większości prac badawczych jakie prowadziła od ponad dzisięciu lat, zostały utajnione.

Jej nazwisko owszem znała cała naukowa śmietanka Federacji, znała Admiralicja, ale tym 'szczypiorkom' z Akademii nic nie mówiło! Nie miała wśród nich żadnego autorytetu.

Picard też przyłożył do tego rękę, ponownie jej stanęłą przed oczyma scena na mostku.

Co chciał osiągnąć izolując Xona na trzy dni?

To przypominało metody oddziaływania na nieznośne dziecko!

Czy to był odruch wywołany przez dziecinny wybuch Xona na mostku, czy też krył się za nim jakiś zamysł strategiczny?!

Myśl by oddziaływać na dorosłego Wolkanina jak na dziecko, wydawał się absurdalny i mało skuteczny przy ich dążeniu do samotności. A pozatym zniweczyła go całkowicie akcja Mony!...

Ale faktycznie Xon na mostku przez chwilę zmienił się bachora, który swoją nieznośnością usiłuje zwrócić na siebie uwagę rodzica!? To jego usilne żadanie kontaktu z Ambasadorem Spockiem! Czy to było żądanie przestępcy, który domaga się kontaktu z przedstawicielem swojej rasy? Czy też kryło się w tym coś więcej?! I ten wolkański odzew, nie spoza, a z wnętrza statku!... Który z kadetów tak zareagował? !...

Same pytania - te mnożyły się jak ziemskie króliki, czy też jak kardazjańskie norniki, i żadnej odpowiedzi!
Jo_anka
Użytkownik
#56 - Wysłana: 2 Maj 2008 06:00:30 - Edytowany przez: Jo_anka
Oparła czoło o wierzch porośniętych delikatnym futerkiem dłoni. Myśląc o Picardzie wciąż miała uczucie nierealności, które zawsze ją dopadało czy to w czasie kontaktu z hologramem bądź z androidem, czy też w czasie komunikacji podprzestrzennej z osobą oddaloną o wiele lat świetlnych. Nie czuła cudzych myśli, emocji, ani cudzej obecności.

Ponownie przeszukała myślą rejony ziemi leżące pod stacją przy której cumował Von Braun. Picarda tam nie było! Ani w San Francisco, ani na kontyntach obu Ameryk.

Podobnie zresztą jak Spocka, Curzona i nikogo kto w jakiś sposób był zamieszany we wczorajsze wypadki z kadetami 'w roli głównej' (no poza Rodrigezem, który prowadził wykład).

Picard pozostał jednak w ścisłym kontakcie z Dowództwem Floty, w pogotowiu!... Dziwne!?

Nikt z kadetów nie zwrócił na to uwagi do tej pory, ale ona zbyt długo miała z Flotą do czynienia, by tego nie dostrzec!

Picard musiał pozostawać w pogotowiu na Ziemi lub najbliższym sąsiedztwie Ziemi. Mogł być w Europie, czy też na pokładzie Enterprise tkwiącego na orbicie geostacjonarnej, gdzieś po przeciwległej stronie planety. Blisko, ale tak aby nie mogła go dosięgnąć myślami zbyt łatwo i niezauważenie dla innych telepatów - wniosek, który oceniła jako zbyt paranoiczny nasunął się sam.

Logika nakazywała go odrzucić, ale cos ją powstrzymywało. Coś w mimice Picarda, coś poza okazywanym gniewem.

Nie uważała się za dobrą specjalistkę w odczytywaniu przekazów mimicznych, które względem sygnałów empatycznych, czy też telepatycznych miały dla niej znaczenie drugorzędne.

Ale jej pierwszy kontakt z kapitanem Picardem, ponad pięć lat temu był... pamiętny. Kwatera Floty wysłała go z misją eskortowania wysokopostawionego więźnia - zasłużonego dyplomaty deltiańskiego, który miał na sumieniu co najmniej tuzin ofiar.

I to ona sama była tą osobą, która wykryła zabójcze hobby filaru dyplomacji. Po paromiesięcznym samotnym śledztwie na Stacji i poza nią, kiedy zmagała się z niechęcią otoczenia w stosunku do 'obcej' wpychającej nos w nie swoje sprawy, zdołała zdobyć dowód wystarczający do zatrzymania Deltianina.

Pamiętała jak Picard po przybyciu na Stację długo analizował dane, a następnie długo z nią rozmawiał. Poczym powiedział, iż zabiera więźnia do Kwatery Floty, i wtedy miał taki wyraz twarzy, kiedy emanował wzgardą i niechęcią do Deltianina, jak i do biurokratów, którzy piętrząc przeszkody przed 'obcą', stali się w pewnym sensie współwinni śmieci co najmniej dwóch ofiar dyplomaty.

Tak, Picard musiał czuć niechęć i wzgardę do kogoś w swoim otoczeniu, bo ten ten grymas pojawił się na jego twarzy tuż pod koniec transmisji, kiedy już skończył się wydzierać na kadetów, już po opanowaniu sytuacji na mostku Von Brauna!...
Kiedy przeniósł uwagę na?!... No właśnie na kogo?! Kolejna zagadka, kolejne pytanie bez odpowiedzi...

W niczym to chwilowo nie zmieniało jej sytuacji, bagażu nie znalazła... i powinna w końcu ustalić, którą z przeszukanych kwater jej przydzielono. W chwili kiedy otwierała usta by zadać pytanie komputerowi, usłyszała głos Jurgena rozdzielającego kajuty.

Poprawiła, o ile zdołała w stanie nieważkości, pościel i skierowała się przez salonik do najbardziej oddalonej od Xona, sypialni w tym module.

Pobieżnie przeszukawszy ostatnie z pomieszczeń zwróciła się w stronę drzwi prowadzących na korytarz na wysokości turbowindy i osłupiała widząc na nich
głebokie rysy - ślady jej własnych pazurow, pozostawioną przed dwudziestu trzema laty pamiątkę po ataku paniki jakiego doznała po zamknięciu za karę przez ówczesnego kapitana tego okrętu.

Chyba Weberowi chodziło wpływ futra na przewody w lewoburtowym kanale Jefferiesa, pomyślała dotykając delikatnie głębokich bruzd.

Z minuty na minutę wszystko stawało się coraz bardziej dziwne, ale ona musiała przedostać do kabiny na dziobie, i to przed przybyciem innych kadetów na ten pokład. I jeżeli chciała się trzymać z dala od kwatery Xona, to musiała się naprawdę pospieszyć - droga korytarzem po prawej burcie była dłuższa.

Wykorzystując cały wrodzony talent do poruszania w stanie nieważkości dopadła drzwi kwatery dziobowej w chwili gdy usłyszała brzęczyk turbowindy. Zdążyłąm-mruknęla wślizgując się do środka.
Q__
Moderator
#57 - Wysłana: 2 Maj 2008 10:10:15
Torvin et cons. dotarli pod drzwi kabiny Xona.
Spohkh
Użytkownik
#58 - Wysłana: 2 Maj 2008 10:12:35 - Edytowany przez: Spohkh
Seth, przeprowadzający rutynowe testy aparatury, na chwile znieruchomiał. Wyczuł znowu czyjeś myśli - tym razem myśli obce,niewolkańskie, bardzo uporządkowane, pełne jednak czegoś, czego nie potrafił do końca określić. Były to myśli istoty starszej od innych na pokładzie, o wielkim doświadczeniu, ale nie wolnej od emocji. Czego tam nie było... Wyłowił z tych myśli kilka nazwisk, przede wszystkim kapitana Picarda, który go tu skierował, a potem to, na które powołał się nieznany mu jeszcze Wolkanin, który gdzieś tu był. Ciekawe, czy wiedział.... Albo czy ta druga istota wiedziała... Ba, nie wiedzą, to się dowiedzą, nie ma obawy.
Wrócił myślami do Arany. To pierwsza Ziemianka, która potraktowała go zupełnie normalnie. Owszem, czyniła początkowo przytyki do jego wyglądu, ale tak lekko, że nie sprawiało to przykrego wrażenia. Była przyjacielska, choć coś się pod tym kryło. Nie potrafił zablokować swej zdolności "skanowania", a przecież jej dotykał. Nieskrępowana wesołość była jedynie fasadą, mógłby to przysiąc. Wesołość była tą rzeczą, której może najbardziej zazdrościł Ziemianom.

Nie ma im czego zazdrościć. Bywają wśród nich wspaniałe jednostki, ale większość jest po prostu podła. Ich ulubione hobby to wbijanie innym noża w plecy. - przestrzegł go ojciec w chwili szczerej rozmowy. Potem znów wyjechał. Nie potrafił być prawdziwym ojcem, nie miał zmysłu rodzinnego. Takie dobre kalectwo jak każde inne, tylko mniej widoczne. A przecież uważano go za jednego z najwybitniejszych Wolkanów tej epoki. Ciekawe... co powiedziałby na Aranę? Nie wyglądała na taką, co wbiłaby komuś choć szpilkę.

Oparł się o bio-łóżko. Dłużej nie wytrzyma, nie ma się co łudzić. Lot na Vulkan, dwa dni przy łóżku matki, potem lot z powrotem i sesja. Zamiast spać, uczył się, nawet podczas lotu. To musiało w końcu jakoś się na nim odbić, mimo słynnej wytrzymałości Wolkanów. Cała foniatria, mikrobiologia, parazytologia, hepatologia... Zaliczył z wyróżnieniem, ale mało nie padł.
Podszedł do szafki z lekami i zaczął przeglądać zawartość. Kofeina? Nie, nie działa na Wolkan, chyba że bardzo słabo. Musiał znaleźć odpowiedni stymulant. Były na czwartej półce. Zawahał się, potem wziął jedną z ampułek i włożył do hyposprayu. Ponownie się zawahał. Zaliczał juz toksykologię i dobrze wiedział, czym ryzykuje, ale miał do wyboru - iniekcję lub ostateczną kompromitację przed tym Trillem, który był tu lekarzem. Trill... ach, wszystko jedno, to będzie tylko krótki lot szkoleniowy. Przycisnął hypospray do ramienia. Rozległ się krótki syk i po chwili zmęczenie zaczęło ustępowac. Teraz powinien dac sobie radę.
Grigorius
Użytkownik
#59 - Wysłana: 2 Maj 2008 11:02:10 - Edytowany przez: Grigorius
Grigorius wyszedł z turbowindy i udał się do kwatery.
Nacisnał przycisk i otworzył drzwi.
-Nareszcie mogę się porządnie wyspać -powiedział cicho do siebie.
Natychmiast zdał sobie sprawę, że jest na służbie.
Rzucił torbę na ziemię.
Wyleciał z kwater w pośpiechu.
Doszedł do turbowindy.
Wszedł do środka.
-Pokład czwarty -powiedział pośpiesznie i otarł czoło z potu.
Jurgen
Moderator
#60 - Wysłana: 3 Maj 2008 08:32:33
Jurgen dał Kesie i Abramsowi mniej więcej godzinę odpoczynku, po czym wywołał oboje przez komunikator:

=/\= Chor. Kesa, chor. Abrams, proszę na mostek
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  ...  58  59  60  61  62  »» 
USS Phoenix forum / Gry / Star Trek: Phoenix - Sesja cz II

Temat został zamknięty. Nie możesz tutaj odpowiadać.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!