USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Realny napęd "warp"?
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#61 - Wysłana: 26 Wrz 2007 23:55:34
Odpowiedz 
captain_root

Miałem na myśli to, że "dylatacja czasu is a must" Haldemana będzie dla tego kogoś równie śmiesznym pomysłem jak kolumbryna Verne'a.

A w tym sensie to zgoda. (BTW. to działo nazywało "Columbina". )
Q__
Moderator
#62 - Wysłana: 11 Lis 2008 03:50:14
Odpowiedz 
Paradoks
Użytkownik
#63 - Wysłana: 11 Maj 2009 16:55:26
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#64 - Wysłana: 14 Maj 2009 11:34:33
Odpowiedz 
Paradoks

Daliśmy na strone główną:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=818
Dzięki
RaulC
Użytkownik
#65 - Wysłana: 14 Maj 2009 22:34:01
Odpowiedz 
Wynalazki robią najczęściej ludzie, którzy nie wiedzą, że czegoś się nie da zrobić. Skoro fizycy twierdzą, że czegoś się nie da to pewnie znajdzie się taki co to zrobi i ponownie utrze im nosa. Pomyślcie, że nie tak dawno loty w kosmos były jedynie domeną "bajkopisarzy" SF a stały sie rzeczywistością. Czemu ludzie nie mieliby stworzyć trekowego warp? Może własnie poprzez modyfikację tego co wymyslił twórca "Maszyny Z"?
Q__
Moderator
#66 - Wysłana: 4 Gru 2010 06:31:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
No a teraz znaną metodą mikrosoczewkowania grawitacyjnego będą poszukiwać potencjalnie "przejezdnych" (i wszystkich innych) wormholi:
-abstrakt z "The Astrophysical Journal"
http://iopscience.iop.org/0004-637X/725/1/787/
-streszczenie w stylu bardziej popularno-sensacyjnym:
http://www.wired.co.uk/news/archive/2010-12/03/twi nkling-stars-may-reveal-human-size-wormholes
(Strasznie dużo tych - relatywnie - ciekawych newsów ostatnio.)

Tak zaś wyglądała pierwsza opublikowana wizja wormhole'a (jak wiadomo koncepcja worholi powstała na potrzeby tej książki) i podróży przezeń (przy czym tłumacz jest niestety skończonym fizycznym analfabetą, widać to już choćby po tym, że singularity tłumaczy jako pojedyńczość zamiast Osobliwość):

Spadali. Wpierw pięcioboczne tafle ścian dodekahedronu stały się przezroczyste, potem również sufit i podłoga. Nad i pod sobą miała koronkowe sploty silikato-organicznej masy, a także wały erbowe, które najwyraźniej wirowały. Wszystkie trzy benzele gdzieś przepadły, za to dodekahedron pędził w jakimś długim, ciemnym tunelu, szerokim akurat na tyle, by się mógł w nim zmieścić. Przyspieszenie wahało się około 1 g, w wyniku którego Ellie - patrzącą wprost przed siebie - wtłaczało w oparcie fotela, a Devi siedzącą naprzeciw niej odwrotnie - wychylało do przodu. Chyba rzeczywiście trzeba było zamontować pasy.
Trudno było pozbyć się jednej, jedynej myśli: że lecą do środka Ziemi, wprost w jądro z płynnego metalu. Ale może nic takiego tam nie ma... próbowała zamiast ognistego serca Ziemi wyobrażać sobie łódź Charona spokojnie przepływającą przez Styks.
Ściany tunelu miały chropowatość, z której można było sądzić o rozwiniętej prędkości. Wzór był nieregularny, jakieś zaokrąglone plamy, nic co by się z czymś kojarzyło. Ale w drodze ku centrum Ziemi ściany powinny zacząć się rozpalać, przybierać odcień czerwieni - nic takiego nie było widać. Ani żadne pomniejsze demony nie pojawiały się tu czy tam, regulując ruchem, ani choćby półki ze słoikami marmolady.
Co chwilę przedni szpic dodekahedronu zahaczał o ścianę i wtedy smuga pyłu oraz okruchy nieznanego materiału wytryskiwały po jednej lub drugiej stronie dwunastościanu. Samemu „dodkowi” zaś (jak w myślach zaczęła go nazywać) zdawało się to nie szkodzić. Wkrótce ciągnął się za nimi prawdziwy pióropusz kurzu. Ale ilekroć ich pojazd dotykał ściany, odczuwała lekkie, napięte drganie, jakby coś miękkiego amortyzowało wstrząsy. Wszystko wokoło skąpane było w spokojnej, żółtej poświacie. Czasem tunel łagodnie skręcał i wtedy dodek poddawał się nowemu kierunkowi. Jak dotąd nie widziała, żeby coś z przodu nadlatywało im na spotkanie - przy tej szybkości nawet zderzenie z wróblem mogłoby mieć straszliwe skutki. A jeśli wlatują do bezdennej studni? Cały czas czuła swój żołądek... wolała dalej nie myśleć. Czarna dziura - przemknęło jej nagle przez myśl. Oczywiście! Lecimy przez ostateczny horyzont ku strasznej pojedynczości. Ale jeśli to nie jest czarna dziura - to może ku pojedynczości nagiej? Tak nazywają to fizycy - naga pojedynczość. Prawie pojedynczość, gdzie przypadkowość można podporządkować sile, efekt może wyprzedzić przyczynę, czas może płynąć wstecz i nie ma szans na przeżycie, a już na pewno na zapamiętanie czegoś. A jeśli to jest czarna dziura obracająca się, to pojedynczość nie jest punktem a pierścieniem - przypominała sobie wykłady ze studiów - a może nawet czymś okropniejszym, czego się nie da uniknąć. Och, czarne dziury, ohyda! Siły wiązania i ciążenia są tak wielkie, że natychmiast zmieniłaby się w długą cienką nitkę. Ale na szczęście na razie nic na to nie wskazuje. Przez szarawe przezroczyste płyty sufitu i podłogi spostrzegła, że w obu komorach coś się zaczęło dziać. Silikatowoorganiczna masa zaczynała zapadać się w jednych, i jakby rozwijać swe skręty w innych miejscach. Zatopione w niej wały erbowe wciąż wirowały jak szalone, coraz głębiej pogrążając się w masie. Poza tym, wszystko w dodekahedronie (włączając pięciu astronautów) wyglądało normalnie. Pewnie za bardzo się ekscytuję - pomyślała Ellie. W końcu jak dotąd żadne z nich nie zmieniło się w długą cienką nitkę.
To były zresztą bezpłodne rozważania. Fizyka czarnych dziur nigdy nie była jej działką. Poza tym skąd pomysł, że to wszystko może mieć coś wspólnego z czarną dziurą - która jest albo pierwotna, to znaczy, powstała w procesie narodzin wszechświata, albo wtórna, będąca wynikiem obkurczenia się gwiazdy o masie większej od Słońca. Powoduje to taki wzrost grawitacji, że nawet światło nie może stamtąd się wydostać. Stąd „czarna”, stąd „dziura”. Zaś oni ani nie wywołali zapadnięcia się żadnych słońc, jak również nic nie wskazywało na to, by zawadzili o jakąś dziurę pierwotną. Ale czy można wiedzieć, gdzie nagle taka pierwotna dziura się pojawi?


Carl Sagan, "Kontakt"

A tak z kolei wyglądałaby realizacja marzeń o b. licznych, a "przejezdnych" wormhole'ach - czyli, szczyt erotycznych fantazji większości miłośników SF:

Cały przebieg lotu był zaprogramowany w pamięci pokładowego komputera - wyjście z doku bazy Starplex, dotarcie do skrótu, aktywacja portalu, transfer na peryferia Tau Ceti i wreszcie doprowadzenie kapsuły do którejś ze śluz cumowniczych Wielkiej Centrali. Główna stacja kosmiczna Narodów Zjednoczonych sprawowała kontrolę nad komunikacją przez skrót położony najbliżej Ziemi.
Wszystko było z góry ustalone, więc Keith przez całą drogę nie miał nic do roboty. Mógł jedynie łamać sobie głowę nad tym, co się stało.
Pogrążony w myślach, nie zastanawiał się nad istotą czekającego go lotu, a było to zjawisko graniczące z cudem. Cóż, podróże pozwalające w mgnieniu oka pokonać przestrzeń połowy galaktyki stały się codziennością. Dawno przebrzmiały echa fascynacji sprzed osiemnastu lat, gdy Keith zetknął się z odkryciem całej sieci skrótów - rozległej sieci w sztuczny sposób stworzonych „bram”, przenikających Galaktykę i pozwalających na błyskawiczne przemieszczanie się z jednego jej punktu do drugiego. Wtedy gotów był uznać, że ma do czynienia z magią. Ostatecznie zaledwie dwadzieścia lat wcześniej większość ziemskich zasobów pochłonęło założenie dwóch pierwszych kolonii: Nowego Pekinu na Tau Ceti IV, oddalonej zaledwie o 11,8 roku świetlnego od Słońca, oraz Nowego Nowego Jorku na Epsilon Indi III, odległej jedynie o 11,2 roku świetlnego. Obecnie jednak ludzie swobodnie przemieszczali się z jednego krańca galaktyki na drugi.
Nie tylko ludzie. Mimo że budowniczy skrótów pozostali nieznani, istniały na Drodze Mlecznej inne inteligentne formy życia: Waldahudeni oraz Ibowie. Rasy te, wraz z ludźmi i delfinami z Ziemi, ustanowiły przed jedenastu laty Wspólnotę Międzyplanetarną.


Robert J. Sawyer, "Starplex" (najbardziej trekowa powieść nie-trekowa)

Cóż, zobaczymy co znajdą...
Dragon
Użytkownik
#67 - Wysłana: 16 Sty 2013 22:52:21
Odpowiedz 
Hipotera naukowców jak może wyglądać podróżowanie z prędkością warp

http://www.livescience.com/26272-star-wars-hypersp ace-physics-reality.html
Q__
Moderator
#68 - Wysłana: 20 Lis 2013 21:56:10
Odpowiedz 
RaulC
Użytkownik
#69 - Wysłana: 20 Lis 2013 22:57:42
Odpowiedz 
Q__
Bardzo ciekawy ten filmik, zwłaszcza, że wykorzystuje bardzo mocno treka.
Mav
Użytkownik
#70 - Wysłana: 21 Lis 2013 01:03:34 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Filmik w temacie:

Wierzę w naukę, w postęp, ale w napęd Warp - przestałem. Ogólnie wydaję mi się, że jakikolwiek cudowny napęd międzygwiezdny jest niemożliwy. Rzucają tymi teoriami od lat i na tych teoriach się kończy.

Nie zawsze jest tak, że im większa wiedza, tym bliżej jesteśmy jakiejś technologii. Czasem ta wiedza powoduję, że jesteśmy dalej, bo dowiadujemy się, jakie jest to trudne. Tak jest z napędem nadświetlnym.

Jakieś spektakularne zaginanie czasoprzestrzeni, absurdalne ilości energii... Do tego fakt, że nikt nas nie odwiedza ani nie zostawił śladu po sobie, powoduję, że raczej pesymistyczna wesrja jest bardziej prawdopodobna. Jeśli napęd nadświetlny byłby możliwy i po prostu był kolejnym etapem ewolucji technologicznej zaawansowanych cywilizacji, to nie wierze, że byłby taki spokój. Co najmniej dziesiątki cywilizacji panoszyło by się po wszechświecie. A co istotne, niektóre mogłyby to robić od milionów lat. Oczywiście jest teoria rezerwatu, ale dla mnie mało prawdopodobna.

Zaawansowane cywilizacje duszą się w swoich układach słonecznych. Dopadają je katastrofy naturalne, wyniszczenie środowiska lub globalna wojna. Po wszechświecie może krążyć tysiące sond, ale one grzebią się jak mucha w smole, a część przepadła rozbita na pustkowiach. Może jakaś przelatuje obok naszego układu słonecznego, ale nie mamy cudownych czujników rodem z ST.
RaulC
Użytkownik
#71 - Wysłana: 21 Lis 2013 07:58:19
Odpowiedz 
Mav
Trochę wyżej pisałem, ale się powtórzę, że największe wynalazki tworzą ludzie, którzy będąc laikami NIE MAJĄ POJĘCIA, ŻE SIĘ NIE DA. Albo wizjonerzy opierający się właśnie na filmach SF. (Duże litery nie są przypadkowe).
Teoria rezerwatu jakoś do mnie nie przemawia. Ale choć od wielu lat szukamy sygnałów z kosmosu ale co jeśli faktycznie wysoko rozwinięte cywilizacje istnieją, ale my nie jesteśmy w stanie ich usłyszeć, ponieważ opanowali łączność podprzestrzenną? W końcu nie wszystkie przypadki spotkań z UFO są w pełni wytłumaczalne złudzeniem optycznym czy zaburzeniami widzów. W końcu niezidentyfikowane obiekty widzieli również naprawdę zrównoważeni ludzie - amerykańscy i ruscy astronauci. Nie można więc wykluczyć by jakieś "małe zielone ludziki" wymyśliły coś w rodzaju napędu nadświetlnego.
Mav
Użytkownik
#72 - Wysłana: 21 Lis 2013 12:43:43
Odpowiedz 
RaulC:
W końcu niezidentyfikowane obiekty widzieli również naprawdę zrównoważeni ludzie - amerykańscy i ruscy astronauci. Nie można więc wykluczyć by jakieś "małe zielone ludziki" wymyśliły coś w rodzaju napędu nadświetlnego.

W poprzednich latach było mnóstwo historyjek ludzi, którzy spotkali UFO czy to w lesie, czy to gdzieś na niebie. Ale oczywiście nie było jak tego nagrać. Dziś nawet najtańsze telefony mają kamery, a telefony mają miliardy ludzi. I jakoś nic się nie nagrywa. Trzeba też zwrócić uwagę, że te klasyki z dawnych lat, jak ten pas świateł nad jakimś miastem bazowały na słabej jakości VHS.

RaulC:
W końcu niezidentyfikowane obiekty widzieli również naprawdę zrównoważeni ludzie - amerykańscy i ruscy astronauci.

Mózg potrafi płatać figle. Przemęczenie, złudzenie, koloryzowanie itd. Ludziom nie można za bardzo ufać. Kiedyś zrobili eksperyment i okazało się, że ludzie często mają podkoloryzowane wspomnienia. Mówią o szczegółach, które nie miały miejsca, a wierzą, że tak było.
RaulC
Użytkownik
#73 - Wysłana: 21 Lis 2013 13:49:08
Odpowiedz 
Mav:
Trzeba też zwrócić uwagę, że te klasyki z dawnych lat, jak ten pas świateł nad jakimś miastem bazowały na słabej jakości VHS.

Rzecz w tym, że astronauci robili filmy i zdjęcia. Niektórych zjawisk nie idzie wytłumaczyć choć niektórzy próbują.

Mav:
Kiedyś zrobili eksperyment i okazało się, że ludzie często mają podkoloryzowane wspomnienia. Mówią o szczegółach, które nie miały miejsca, a wierzą, że tak było.

Znam ten eksperyment. Ja piszę o istniejących zdjęciach i filmach NASA a nie ulotnej ludzkiej pamięci.
Christof
Użytkownik
#74 - Wysłana: 21 Lis 2013 13:58:35
Odpowiedz 
Mav:
Co najmniej dziesiątki cywilizacji panoszyło by się po wszechświecie. A co istotne, niektóre mogłyby to robić od milionów lat. Oczywiście jest teoria rezerwatu, ale dla mnie mało prawdopodobna.

Jest jeszcze jedna możliwość. Taka, że jesteśmy najbardziej zaawansowaną cywilizacją, a inne są np. na poziomie naszego średniowiecza, albo maszyn parowych. Możliwe ?? Ja myślę, że tak. Nie mnie oceniać, która możliwość jest bardziej prawdopodobna
Mav
Użytkownik
#75 - Wysłana: 21 Lis 2013 14:00:10
Odpowiedz 
RaulC:
Ja piszę o istniejących zdjęciach i filmach NASA a nie ulotnej ludzkiej pamięci.

Masz jakiś link do tych zdjęć i filmów, bo ja takowych nie kojarzę, a lubię takie zagadki.
RaulC
Użytkownik
#76 - Wysłana: 21 Lis 2013 14:02:24 - Edytowany przez: RaulC
Odpowiedz 
Mav
Linków nie mam, niedawno leciało w TV tylko nie pamiętam na którym kanale: BBC Knowledge czy na Planete+.

Christof
Święta racja
Mav
Użytkownik
#77 - Wysłana: 21 Lis 2013 14:19:18 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Christof:
Jest jeszcze jedna możliwość. Taka, że jesteśmy najbardziej zaawansowaną cywilizacją, a inne są np. na poziomie naszego średniowiecza, albo maszyn parowych. Możliwe ?? Ja myślę, że tak. Nie mnie oceniać, która możliwość jest bardziej prawdopodobna

To by było trochę dziwne, gdyby tak mniej więcej równo rozwiały się obce cywilizacje biorąc pod uwagę wiek wszechświata. Nasza historia to raptem kilka tysięcy lat, a prawdziwy rozwój wystrzelił raptem ponad sto lat temu. Co to jest w skali czasu wszechświata? Nie można nazwać nawet tego mementem, chwilką, to jest nic. Nawet w skali historii Ziemi jesteśmy króciutko.
MarcinK
Użytkownik
#78 - Wysłana: 21 Lis 2013 14:59:42
Odpowiedz 
Mav:
gdyby tak mniej więcej równo rozwiały się obce cywilizacje biorąc pod uwagę wiek wszechświata

Możliwe że te wysoko rozwinięte cywilizacje już zdążyły się wybić.
Q__
Moderator
#79 - Wysłana: 21 Lis 2013 15:26:37 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Możliwe że te wysoko rozwinięte cywilizacje już zdążyły się wybić.

W b. obu możliwych znaczeniach - zagłady (jak w "Doomsday Machine" czy "Booby Trap") i "awansu" na jakiś wyższy poziom (vide "Odyseja..." czy "Nowa Kosmogonia") w tym drugim wypadku ich działania byłyby dla nas - prawdopodobnie - nieodróżnialne od zjawisk naturalnych. Co by tłumaczyło Paradoks Fermiego...
MarcinK
Użytkownik
#80 - Wysłana: 22 Lis 2013 15:05:56
Odpowiedz 
Q__
Równie dobrze obcy rozum może być tak od nas odmienny ze nie potrzebuje tworzyć cywilizacji (ocean z Solaris) lub tworzy ją inną drogą.
BTW. Dość ciekawie przedstawiono obcy rozum w NGE. Mianowicie anioły które wykazywały się inteligencją wyższą od swoich pobratyńców były skrajnie odmienne pod względem fizycznym od ludzi np. Leliel, Zeruel, Armisael.
Q__
Moderator
#81 - Wysłana: 22 Lis 2013 16:24:35
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Równie dobrze obcy rozum może być tak od nas odmienny ze nie potrzebuje tworzyć cywilizacji (ocean z Solaris) lub tworzy ją inną drogą.

Zgoda, tylko nawet Rozum tak odmienny zmienia/przetwarza rzeczywistość wokół siebie... Zauważ... Ocean Solaris "sztucznie" stabilizował orbitę swojej planety niepojętym dla ludzi sposobem.

Dalej... Można postawić pytanie czy Rozum wycofany, nie dążący do poszerzania swojej "strefy wpływów" w otaczającym Wszechświecie (będąc z punktu widzenia biologii równym innym - istnieje, znaczy jest przystosowany, a z punktu widzenia mocy intelektualnych mogąc nawet nad nami górować) nie stanowiłby - z cywilizacyjnego punktu widzenia - ślepej uliczki swego rodzaju (z tej racji, że przyjmując taką postawę skazywały się na konsekwencje kaprysów samego Wszechświata i ew. tych bardziej aktywnych).
MarcinK
Użytkownik
#82 - Wysłana: 22 Lis 2013 16:43:09
Odpowiedz 
Q__:
Można postawić pytanie czy Rozum wycofany, nie dążący do poszerzania swojej "strefy wpływów" w otaczającym Wszechświecie (będąc z punktu widzenia biologii równym innym - istnieje, znaczy jest przystosowany, a z punktu widzenia mocy intelektualnych mogąc nawet nad nami górować) nie stanowiłby - z cywilizacyjnego punktu widzenia - ślepej uliczki swego rodzaju

Możliwe jest że taki rozum byłby jednak dużo bardziej zaawansowany w kwestii moralnej/filozoficznej.
Spójrz na Ateny zwane ojczyzną filozofii. Rodowici Ateńczycy nie pracowali więc mogli się w spokoju zajmować filozofią.
Jaka jest najważniejsza potrzeba organizmu? Przetrwanie. Na tą potrzebę składają się dwie inne: zdobycie pożywienia by przetrwać samemu i rozmnażania by przetrwał gatunek. O ile z tą drugą niema zbyt wielkich problemów, o tyle zdobycie pożywienia dla ludzi od zawsze stanowi kłopot, i właśnie chęć ułatwienia sobie życia w tej sferze była jednym z pierwotnych motorów cywilizacji (pozostałe przyszły z czasem). Roślina która jakimś cudem wykształciła by rozum nie czuła by zbyt wielkiej potrzeby rozwoju cywilizacyjnego i mogła by się skupić na swoim rozwoju "duchowym".
Mav
Użytkownik
#83 - Wysłana: 22 Lis 2013 18:34:43 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__
MarcinK

Bardzo ciekawa i przerażająca zarazem jest Teoria Wirtualnych Światów. W przyszłości ludzkość może przenieść świadomość do generowanego komputerowo świata/światów. Można tworzyć wspaniałe krainy, wolne od bólu, śmierci, wszystko kwestia programu. Ale oczywiście można tworzyć także prawdziwe piekła i to jest najbardziej przerażający aspekt tej teorii.

Oczywiście głosi ona także, że być może już żyjemy w symulacji, tylko o tym nie wiemy

Zabawne jest, że jeśli założyć iż to prawda, to taka postać jak Q z TNG, to nic nadzwyczajnego. Po prostu ma uprawnienia programisty i dlatego może usuwać całe cywilizacje, jak my pliki z komputera, a także skakać po galaktyce i robić te wszystkie inne cuda.
MarcinK
Użytkownik
#84 - Wysłana: 22 Lis 2013 18:38:10
Odpowiedz 
Mav:
Bardzo ciekawa i przerażająca zarazem jest Teoria Wirtualnych Światów.

Mi raczej chodziło o świat realny w którym żyją istoty lecz zamiast rozwoju technicznego skupiają się na rozwoju "duchowym".

Mav:
Zabawne jest, że jeśli założyć iż to prawda, to taka postać jak Q z TNG, to nic nadzwyczajnego. Po prostu ma uprawnienia programisty i dlatego może usuwać całe cywilizacje, jak my pliki z komputera, a także skakać po galaktyce itd.

Może to taki program antywirusowy? Daleki krewny agenta Smitha?
Mav
Użytkownik
#85 - Wysłana: 22 Lis 2013 18:50:49 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
MarcinK:
Mi raczej chodziło o świat realny w którym żyją istoty lecz zamiast rozwoju technicznego skupiają się na rozwoju "duchowym".

Wiem. Ale niektóre, szczególnie jeśli napęd nadświetlny jest niemożliwy, mogą uciec w takie wirtualne światy.

MarcinK:
Może to taki program antywirusowy? Daleki krewny agenta Smitha?

Biorąc pod uwagę jak się zachowuję, stawiałbym, że jest graczem i prostu dobrze się bawi
Q__
Moderator
#86 - Wysłana: 22 Lis 2013 18:52:53 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Oczywiście głosi ona także, że być może już żyjemy w symulacji, tylko o tym nie wiemy

Albo jest to struktura cebulkowa jak w opowiadaniu o skrzyniach Corcorana Lema czy w TNG "Ship in a Bottle".

Mav:
Zabawne jest, że jeśli założyć iż to prawda, to taka postać jak Q z TNG, to nic nadzwyczajnego. Po prostu ma uprawnienia programisty i dlatego może usuwać całe cywilizacje, jak my pliki z komputera, a także skakać po galaktyce i robić te wszystkie inne cuda.

Przypomina się taki cytat z "Dominium Solarnego" Kołodziejczaka:

"Jednak przyjęcie parksańskiego założenia niosło ze sobą poważne konsekwencje. Na każdym poziomie bytów zachodzi proces ewolucji, powstawania nowych tworów. Pierwotna materia po wielkim wybuchu przekształciła się w dziesiątki pierwiastków, utworzyła skomplikowane struktury - nieorganiczne i żywe. Ponieważ zaś informacja to uporządkowanie materii, nietrudno było dojść do wniosku, że zmieniając materię można sterować światem informacji. Wystarczy dopisać na kartce kilka liter, by list nabrał innego znaczenia. Wystarczy zmienić stan kilku atomów we wnętrzu komputera, by sfałszować wyprowadzane przezeń wyniki obliczeń. I tak dalej. Zmieniając informację, można z kolei manipulować ideami. Te pojawiają się, rozwijają i giną na skutek zaistnienia pewnych danych, potwierdzenia lub zakwestionowania wyników eksperymentów.
Jeśli więc hiperprzestrzeń to byt pierwotniejszy od materii, to manipulując nią, można zmieniać fizyczny kształt naszej rzeczywistości. I korgardzi, istoty międzyprzestrzeni, robią to. Tak jak my dowolnie programujący świat informacyjnych istot we wnętrzu komputera albo sterujący losami bohaterów na kartach książki czy w holoprojekcji.
Wedle parksów korgardzi są forpocztą istot z pierwotniejszego poziomu bytów. Mogą tu generować wszystko, co chcą, zmieniać i zamazywać. A martwa materia i wszystkie żywe istoty wszechświata są dla nich jedynie swoistymi programami, zbiorami danych, które można przekształcać i likwidować.
Analogia pochodząca z ludzkiego świata była prosta i leżała w zasięgu ręki. Wszak Sieć Mózgów to wszechświat informacji - martwą materię tworzą bazy danych, rolę żywych istot spełniają programy, a psychozoidami tego kosmosu są Inteligencje Sieciowe. Jednak człowiek, programista, istota z wyższego poziomu bytu - materii -może dostać się do tego świata, sterować nim, a nawet zniszczyć. Wprowadzić do niego swoje programy, tak jak korgardzi wprowadzali do naszego kosmosu swoje rakiety i broń. Likwidować różne obiekty informacyjnego kosmosu przez ich skasowanie czy rozbicie za pomocą wirusów - tak jak korgardzi niszczyli ludzkie miasta. Wreszcie, mógł zniszczyć systemy zasilania komputerów, a tym samym doprowadzić informacyjny kosmos do kolapsu i zagłady.
Kiedy po raz pierwszy Daniel zapoznał się z tymi interpretacjami korgardzkiej inwazji, wydały mu się zabawne, groteskowe. Potem jednak uświadomił sobie, że nie powstały one na podstawie wierzeń kolejnej zwariowanej sekty religijnej, ale opierały się na paradygmatach parksańskiej nauki. Paradygmatach, które skutecznie poprowadziły tę rasę ku eksploracji kosmosu i korzystania z hiperprzejść. Tak samo jak ludzi, z ich teoriami. Mogą więc to być wyjaśnienia równie dobre, co i ludzkie."


MarcinK

MarcinK:
Mi raczej chodziło o świat realny w którym żyją istoty lecz zamiast rozwoju technicznego skupiają się na rozwoju "duchowym".

Jak n- razy pisałem jest to b. stary wątek SF. Zresztą pewne analogie znajdziemy i wśród niektórych ziemskich kultur...

Mav

Mav:
Ale niektóre, szczególnie jeśli napęd nadświetlny jest nie możliwy, mogą uciec w takie wirtualne światy.

Tylko to jest ślepa uliczka i droga do uwstecznienia... Oto co zrobili bohaterowie powieści "Pływ" Baxtera:

"Koloniści wycofali się do Rdzenia. Skonstruowali w nim dla siebie cudowny wirtualny świat– iluzoryczne Ziemie... Wierzyli, że nic im tam nie grozi, że zdołają się uporać z każdą katastrofą, która mogłaby nawiedzić Gwiazdę."

By potem tak rozpaczliwie apelować do tych, którzy - w przeciwieństwie do nich - nie tkwili w otorbieniu:

"Szerokie, zniekształcone usta Karen Macrae znowu się otworzyły. Dura zauważyła z niepokojem, że ich ruchy nie są całkowicie zsynchronizowane z szumiącymi słowami, które wypowiadała Kolonistka.
W naszym wirtualnym świecie czas upływa powoli. Ale nieustannie zbliża się do końca. Zaburzenia niszczą nas. Niektórzy już utracili łączność.
Przerwijcie lot. Odkryliśmy, ze nie chcemy umierać.
Dura przymknęła oczy i zadrżała. Koloniści nie byli już zdolni do działania. I dlatego sprowadzili tutaj gwiezdnych ludzi – sprowadzili ją – by uratowali ich świat."


Tak naprawdę wybranie wirtualności to droga powolnego cywilizacyjnego samobójstwa.
MarcinK
Użytkownik
#87 - Wysłana: 22 Lis 2013 20:04:06
Odpowiedz 
Mav:
Wiem. Ale niektóre, szczególnie jeśli napęd nadświetlny jest niemożliwy, mogą uciec w takie wirtualne światy.

Ciekawie ukazali to w 3 odcinku Ultra Q dark fantasy- niestety sam odcinek widziałem bez napisów, ale nadrobiłem opisami z sieci. Otóż chłopiec teoretycznie zginął w wypadku, teoretycznie gdyż udało się uratować jego mózg i od tego czasu żył w wyimaginowanym świecie (nieróżniącym się od naszego) nie zdając sobie sprawy z tego co się stało. Chłopiec dorósł, dostał pracę itp. jednak coś się stało i zaczął powoli odkrywać że świat w którym żyje nie jest realny.

Mav:
Biorąc pod uwagę jak się zachowuję, stawiałbym, że jest graczem i prostu dobrze się bawi

Jeśli tak to wyraźnie jedzie na kodach
Q__
Moderator
#88 - Wysłana: 22 Lis 2013 20:19:48 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Otóż chłopiec teoretycznie zginął w wypadku, teoretycznie gdyż udało się uratować jego mózg i od tego czasu żył w wyimaginowanym świecie (nieróżniącym się od naszego) nie zdając sobie sprawy z tego co się stało.

Podobny wątek jest w cyklu powieściowym "Inny Świat" ("Otherworld")* Tada Williamsa, a jeszcze wcześniej były takie - traktujące o wirtualności - utwory jak słynny "Ubik" czy - mniej słynna, ale bardziej przekonująca jako kreacja SF - "Podróż" ("Frozen Journey") Dicka. Pisałem o nich zresztą (i nie ja jeden). Skądinąd Dick pięknie pokazuje w nich to, czym później raczyły nas wszelkie "Matrixy" i "eXistenZy", ze raz wszedłszy w wirtualny świat nieodróżnialny od prawdziwego nigdy się nie odzyska pewności co do tego, co jest realne...

* drobne info o nim:
http://www.inkluz.pl/archiwum/inkluz46/main/cum3.h tml
Mav
Użytkownik
#89 - Wysłana: 23 Lis 2013 00:19:07 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
MarcinK
Q__

Uwstecznianie, sztuczność, zgadza się. Ale wyobraźcie sobie zaawansowana cywilizacje, która osiągnęła taki poziom rozwoju, że tonie w wygodzie, luksusie, a także spektakularnie wydłużyła życie, a nawet stała się nieśmiertelna. Nie może jednak wyjść po za swój Układ Słoneczny. Nie może eksplorować, badać, zakładać kolonii, ponieważ nie istnieje napęd nadświetlny. Co oni mają robić? Jak mają poradzić sobie z nudą i wypaleniem? Wirtualne światy to jest jedyna ucieczka, substytut podboju galaktyki i zaspokajania przygód. Zaczyna się od uzależnienia, zaniedbywania świata realnego, a kończy na totalnym wchłonięciu, bo realny świat nie ma im nic do zaoferowania, nie ma sensu.
Q__
Moderator
#90 - Wysłana: 23 Lis 2013 07:10:48
Odpowiedz 
Mav

Jest to całkiem możliwy scenariusz... Dlatego uważam, że kosmonautyka jest priorytetem z cywilizacyjnego punktu widzenia. Inaczej cywilizacja automatycznie dojdzie do ściany. Kosmonautyka - w najgorszym wypadku pozwoli się przekonać, że ściana istnieje, w najlepszym - otworzy dla nas The Final Frontier.
Przy czym jednak nie uważam, by praktyczna możliwość stworzenia napędu nadświetlnego (teoretycznie, jak wiemy, Warp jest możliwy) oznaczała walnięcie cywilizacji w ścianę. Prędkości relatywistyczne pozwolą - w najgorszym wypadku - pełzać od systemu do systemu, póki życie we Wszechświecie będzie możliwe. Tkwienie na jednej planecie oznacza śmierć, jeśli nie od meteorów, to od efektów ewolucji jej słońca. Światy wirtualne kuszą, ale ich urok jest urokiem ostatniej petroniuszowej uczty...
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Realny napęd "warp"?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!