USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / "Polityka" - trzecie podejście ;)
 Strona:  ««  1  2  ...  12  13  14  15  16  ...  38  39  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#391 - Wysłana: 22 Kwi 2013 20:43:53 - Edytowany przez: Q__
Seybr

Seybr:
Widzisz staram się hamować. Ale jak widzę krzywdę dzieci, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Zawsze taki byłem. Dzieci obojętnie jakiej naci, narodowości nie powinny cierpieć.

I właśnie dlatego nie wyobrażam sobie bym miał tu wkroczyć jako mod .

ps. Napiszę o tym TU (bo tematyka n/w filmu zahacza o politykę, Żydów, wojny etc.). Otóż chciałbym Was zachęcić do obejrzenia filmu "Walc z Baszirem" (wbrew pozorom nie ma on nic wspólnego z Trekiem), filmu, który znam z drugiej ręki (więc polecanka w stylu antypolecanek Picarda), który jednak wydał mi się na tyle istotny, że planuję z nim dziś się zapoznać:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Walc_z_Baszirem
http://www.filmweb.pl/film/Walc+z+Baszirem-2008-47 9844
http://www.youtube.com/watch?v=BmwgW2XSJHk
Film o wojnie i o zbrodni wojennej nakręcony przez współsprawcę (zupełnie innego niż taki np. J. Stroop - mniej prominentnego, więc i mniej winnego, mniej fanatycznego i znacznie zdolniejszego do zrozumienia), wygląda na odważną rozprawę z własną i narodową historią. I na efekt szczerego wyrzutu sumienia. Wyrzutu sumienia po tym:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_w_Sabra_i_Sha tila
Jest i wątek polski, bo reżyser (i bohater główny) filmu Ari Folman jest synem polskich Żydów i... wielbicielem Lema (tak, to ten pan od właśnie nakręconej ekranizacji "Kongresu futurologicznego").

BTW. Była taka scena, bodaj u Szczypiorskiego: identycznie zachowujący się generał, identyczni dziarscy chłopcy na jego rozkazy. Identyczna masakra. Tylko sceneria inna: raz Getto, drugi - Gaza. A generał drugi był ocalałym z rąk pierwszego...
Elaan
Użytkownik
#392 - Wysłana: 22 Kwi 2013 21:22:35 - Edytowany przez: Elaan
Seybr:
Człowiek, który strzela do dziecka nie zasługuje na miano nazywać się człowiekiem. To po prostu bydle, bo zwierzęciem też nie jest.

Seybr:
Ale jak widzę krzywdę dzieci, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Dzieci obojętnie jakiej nacji, narodowości nie powinny cierpieć.

Krótko i dokładnie. Nic dodać, nic ująć. Brawo.
Seybr
Użytkownik
#393 - Wysłana: 23 Kwi 2013 08:27:47 - Edytowany przez: Seybr
Q__

Zapoznam się z tym filmem, zakładam po twoim opisie, że jest to ciekawa lektura.
Eviva
Użytkownik
#394 - Wysłana: 23 Kwi 2013 08:53:57 - Edytowany przez: Eviva
Elaan:
Seybr:
Człowiek, który strzela do dziecka nie zasługuje na miano nazywać się człowiekiem. To po prostu bydle, bo zwierzęciem też nie jest.

Seybr:
Ale jak widzę krzywdę dzieci, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Dzieci obojętnie jakiej nacji, narodowości nie powinny cierpieć.

Krótko i dokładnie. Nic dodać, nic ująć. Brawo.

Tak, to prawda, ale... oglądałam kiedyś wywiad z amerykańskim żołnierzem, który walczył w Wietnamie, a potem trafił do mamra, bo zszedł po wojnie na złą drogę (surprise). Powiedział, że w pewnej chwili on i jego koledzy strzelali do wietnamskich dzieci - bo gdy pozwolili im podejść, często okazywało się, że miały przy sobie odbezpieczony granat. Jeśli mówił prawdę, to co powiecie o używaniu własnych dzieci jako żywych bomb?
Q__
Moderator
#395 - Wysłana: 23 Kwi 2013 13:22:07 - Edytowany przez: Q__
Seybr

Seybr:
Zapoznam się z tym filmem, zakładam po twoim opisie, że jest to ciekawa lektura.

Ciekawa. Żałuję, że o naszej historii mało kto potrafi rozmawiać w ten sposób. Zwykle jest ona gloryfikowana, albo - w ramach nowszej mody - malowana dla przeciwwagi samymi czarnymi barwami.

Eviva

Eviva:
Powiedział, że w pewnej chwili on i jego koledzy strzelali do wietnamskich dzieci - bo gdy pozwolili im podejść, często okazywało się, że miały przy sobie odbezpieczony granat. Jeśli mówił prawdę, to co powiecie o używaniu własnych dzieci jako żywych bomb?

Zazębia się to z "... Baszirem", vide ten chłopaczek z panzerfaustem w trailerze.

(Swoją drogą, ale to już mocno offtopic, o używaniu dzieci w walce - także u nas: Orlęta - wiem od dawna. Ale właśnie po tej scenie Ender jakoś wydał mi się mniej nieprawdopodobny. Pierwsze, może głupie, skojarzenie.)
Elaan
Użytkownik
#396 - Wysłana: 23 Kwi 2013 13:45:01 - Edytowany przez: Elaan
Eviva:
co powiecie o używaniu własnych dzieci jako żywych bomb?

A co można na to powiedzieć?
Niedobrze mi się robi, jak o tym pomyślę. Brak mi słów.
Ale czy to, Twoim zdaniem, usprawiedliwia strzelanie do dzieci przez żołnierzy "na wszelki wypadek"?
Litości.
Był już podobno w historii taki jeden, co kazał wybić dzieci prewencyjnie...

Q__:
o używaniu dzieci w walce - także u nas

To prawda, mamy i my Cmentarz Orląt, Pomnik Małego Powstańca.
Ale czy ktokolwiek z nas powie, że którekolwiek z tych dzieci powinno było zginąć, choćby za najszczytniejszą sprawę?
Jeśli tak, to przepraszam, ale zasługiwałby jedynie na słowo użyte przez Seybra.
Czcijmy ich pamięć, ale nie mówmy, że to w porządku, że tylko tyle po nich zostało.
Eviva
Użytkownik
#397 - Wysłana: 23 Kwi 2013 16:56:53
Elaan:
Ale czy to, Twoim zdaniem, usprawiedliwia strzelanie do dzieci przez żołnierzy "na wszelki wypadek"?
Litości.

Nad tym można dywagować w wygodnym fotelu. Dużo trudniej w warunkach polowych, gdy już człowiek widział kolegów rozerwanych na strzępy.

Elaan:
Był już podobno w historii taki jeden, co kazał wybić dzieci prewencyjnie...

Oni nie strzelali do wszystkich. Tylko do tych, które mimo prób odpędzenia uparcie podchodziły. Nie chcę ich usprawiedliwiać, ale to była moim zdaniem psychoza frontowa - oni po prostu wariowali ze strachu.
Q__
Moderator
#398 - Wysłana: 23 Kwi 2013 19:16:23 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
Nad tym można dywagować w wygodnym fotelu.

I tu w sumie postawiłaś b. dobre pytanie. To mi przypomina przewrotne zdania z powieści "Gra z ogniem" wyżej przywołanego Szczypiorskiego:

"Uczyniono z przeszłości spowiedź powszechną. Biorą w niej udział całe narody, państwa, ugrupowania. Najpierw Niemcy, potem Sowieci, naziści, komuniści, członkowie SS i KGB, funkcjonariusze rozmaitych aparatów państwowych, policyjnych, partyjnych.
Przynależność. Kolektywna odpowiedzialność.
Współwina, która wynika z powodu jakiejś legitymacji albo uniformu. Słowem polityka. A /.../ tam, gdzie jest polityka nie ma najczęściej zasad etycznych. /.../
W dzisiejszych czasach człowiek wychodzi na idiotę, kiedy pyta o indywidualne sumienie swoich bliźnich."


I skoro o sumieniach mowa - tak wygląda sumienie bohatera "Początku" tegoż samego autora, sturmbannführera SS nazwiskiem Stuckler (lekturę polecam zwłaszcza Fedkowi):

"Siodło uwierało go lekko. Zapewne znów źle zaciągnięto popręgi. Coraz częściej musiał się stykać z partactwem. Jakby aura tego kraju taiła jakiś bakcyl, który przenikał nawet do organizmów jego podwładnych. Wałach uniósł łeb, kopyto zadźwięczało o kamień. Lubił tę harmonię pomiędzy sobą i zwierzęciem. Właśnie w takich chwilach najmocniej czuł związek swego człowieczeństwa z naturą. Drzewa zieleniły się delikatnie, w powietrzu czuło się wiosnę, nad stawem przeleciał delikatny, ciepły wiatr, zmarszczył gładką powierzchnię wody. Kiedyś to się skończy, pomyślał Stuckler. Arkadia nie trwa wiecznie. Wałach szedł teraz stępa w cieniu rozłożystych kasztanów i lip. Nagie jeszcze gałęzie odsłaniały widok na jasny pałac i ułomki antycznych kolumn, które zdawały się wyrastać z wody, jak ruiny zatopionej budowli. Wszystko jest tutaj falsyfikatem, pomyślał, nawet piękno, które stworzyli, jest fałszywe. Lekko uderzył szpicrutą zad wierzchowca. Wałach przeszedł w wyciągnięty kłus. Wiaterek zagwizdał, teraz Stuckler słyszał szelest osuwających się spod kopyt kamieni i pełny, dostojny tętent. Znów pomyślał, że to się kiedyś skończy. Ta straszna wojna kiedyś się skończy, nastąpi powrót do banalności. Lecz jeśli przegramy wojnę, pomyślał, nie będzie dla nas miejsca pod słońcem. Tak było zawsze. Horda zaleje Europę. Barbarzyńca triumfować będzie na ruinach. Wstrzymał konia. Słońce stało wysoko na niebie, przeświecało przez korony bezlistnych jeszcze drzew. Cienie gałęzi kładły się na murawie. Barbarzyńcy ogłoszą, że byliśmy zbrodniarzami, wyrzutkami rodzaju ludzkiego. Prowadzimy tę wojnę w sposób okrutny, ale wszystkie wojny są jednakowo okrutne. Przypiszą nam największą hańbę od początku świata, jak gdyby to wszystko działo się po raz pierwszy w historii ludzkości. A przecież nie czynimy nic, czego inni nie uczyniliby przed nami. Zabijamy wrogów naszego narodu, by odnieść zwycięstwo. Zabijamy w wielkiej skali, ponieważ świat poszedł naprzód i wszystko odbywa się teraz w wielkiej skali. To śmieszne i żałosne, ale jeśli przegramy wojnę, zwycięzcy ogłoszą, że dokonywaliśmy masowego mordu, zupełnie jak gdyby mord bardziej umiarkowany był usprawiedliwiony. Na tym polega ta ich moralność, w imię której prowadzą wojnę. Jeśli przegramy, sporządzą bilans ofiar i dojdą do wniosku, że byliśmy zbrodniarzami bez sumienia. Kazałem zabić nie więcej jak stu Żydów. Gdybym kazał zabić tylko dziesięciu, czy byłbym bardziej moralny i godny zbawienia? To nonsens, ale przecież tak właśnie powiedzą, jeżeli wygrają tę wojnę. Będą liczyć umarłych i nie przyjdzie im do głowy, że zabijałem, aby zwyciężyć. Gdybym zabijał niewielu, oszczędzał wrogów, byłbym zdrajcą własnej sprawy, bo miłosierdzie na wojnie jest działaniem na korzyść przeciwnika, pomniejszeniem własnych szans. Tak było zawsze. Żydzi? Polacy? Rosjanie? Każdy oszczędzony Żyd czy Polak może sprawić, że zginie na tej wojnie Niemiec, człowiek mojej rasy i krwi. Ale jeśli wygrają, uczynią mi zarzut, że byłem bezlitosny, zapomną o tym, że tak było zawsze, zapomną także o swoim własnym okrucieństwie i braku litości. Nie wymyśliłem wojny, Adolf Hitler też jej nie wymyślił. To sam Bóg uczynił ludzi wojownikami. Tak było zawsze.
Koń zatrzymał się. Stuckler czuł na karku ciepło promieni słonecznych. Woda stawu marszczyła się lekko. Pusto było wokoło, jakby go koń przywiódł na sam koniec świata.
Fałszywe kolumny na tle fałszywej wody wydawały się piękne. Stuckler westchnął głęboko. Spojrzał w niebo. Bóg? Czy rzeczywiście istnieje? W XX wieku niełatwo wierzy się w Boga. Okazaliśmy się tak wytrwali w odkrywaniu tajemnic natury, że dla Boga zostaje coraz mniej miejsca, gdzie mógłby się ukryć w swojej zagadkowości. Jeśli jest prawdą, że wszystko od Niego pochodzi, to także wojnę nakazał rodzajowi ludzkiemu. Jesteśmy więc dobrymi wojownikami.
Lecz Stuckler nie posiadał umysłu filozoficznego. Pochodził z rodziny młynarzy, którzy przed stu laty osiedli nie opodal Saalfeld, w Turyngii. On sam jeszcze w początku lat dwudziestych był młodym młynarzem. Potem wybrał inną drogę. Był rozmiłowany w historii. Rzym starożytny, wędrówki ludów, Rzesza Niemiecka. Kochał czasy minione. Tam odnajdywał męstwo i determinację istoty ludzkiej. Jego bliźni natomiast byli mięczakami. W formacji SS dostrzegał rysy rzymskie. Umysł Stucklera nie był oryginalny. Bolszewików nazywał Hunami. Hordy Attyli! To brzmiało cokolwiek po wagnerowsku. Lubił myśli patetyczne, surowe. Lubił dęby, rosłe konie, głazy, wysokie szczyty spowite chmurami, jakby dymem niewidzialnej pożogi. Był najzwyklejszym pod słońcem esesmanem, bez intelektualnych aspiracji i wyrzutów sumienia. Należał do większości. Później większością okazali się jego hamletyzujący koledzy. Lecz było to fałszerstwo. Gdyby Stuckler dożył tych czasów, uznałby je za błazeńskie. Osobiście znał tylko jednego kolegę z SS, nazwiskiem Otto Staubert, który przeżywał poważane wątpliwości i poddawał się moralnym niepokojom. Staubert zginął na froncie wschodnim jesienią roku 1941. Stuckler był człowiekiem zrównoważonym, kochał silne Niemcy, pogardzał Żydami i Słowianami, prowadził wojnę w taki sposób, aby powiększyć szanse zwycięstwa. Nade wszystko zaś wykonywał polecenia przełożonych. To oni brali odpowiedzialność. Tak było zawsze. Nie jeden Stuckler zresztą ulegał konformizmowi. Ostatecznie żył w XX wieku i był tego świadomy. Nie tylko on żywił wrogość do Żydów, niechęć do Polaków, pogardę do Rosjan. Nie trzeba być niemieckim faszystą, żeby myśleć podobnie. Stuckler miał w młodości przykre uczucie osaczenia przez niechętny, obcy świat. Doznawał upokorzeń, ponieważ lekceważono go jako człowieka bez wykształcenia, o grubiańskich manierach i prymitywnym sposobie bycia. Wydźwignął się dzięki uporowi i sprzyjającym okolicznościom. Był samoukiem, miłość do dziejów Rzymu i Rzeszy Niemieckiej pielęgnował samotnie. Często wyrzekał się rozrywek, aby czytać książki historyczne albo nawet kupować je na własność. Ludzie nie potrafili docenić tych starań. Zawsze uchodził za prostaka i wszędzie znajdowali się lepsi od niego. Świat nie sprzyjał Stucklerowi. Innym dawał więcej i po niższej cenie. Adolf Hitler twierdził, że winni są temu Żydzi, komuniści i demokracja. Kiedy Stuckler wstąpił do partii oraz SS, skończyły się jego przykre, dokuczliwe poniżenia. Nikt nie uważał już więcej, że jest grubianinem, a nawet zaczęto cenić jego intelektualne aspiracje. Stuckler nie był głupi, więc z czasem zaświtała mu myśl, że nową pozycję zawdzięcza wpływom NSDAP, a najmocniejszym oparciem jest dla niego hierarchia ruchu hitlerowskiego. W tej mierze okazał się bardziej przenikliwy od wielu współczesnych. Wcale nie uważał się bowiem za mądrzejszego w mundurze niżeli bez munduru. Pamiętał, że rzymskie opowieści czytał z biciem serca jako młody czeladnik młynarski i właśnie z tamtych czasów wyniósł przywiązanie do historii. Jego rozwój duchowy nie rozpoczął się z chwilą przystąpienia do ruchu, a nawet przeciwnie - właśnie wtedy brakowało mu już czasu na kształcenie się i rozmyślania o życiu. Niekiedy dochodził do wniosku, że jest oportunistą, który robi karierę w ramach nowej rzeczywistości. Rzeczywistość nie była jednak gorsza od poprzedniej, po prostu ludzie zamienili się rolami i ci, co niegdyś byli na wozie, znaleźli się pod wozem, a inni wleźli na wóz i przejęli cugle. W młodości ubogi Stuckler pracował w rodzinnym młynie, a zamożni żydowscy hurtownicy wyzyskiwali go. Później on mieszkał ładnie i wygodnie, a Żydzi zamiatali ulice. W pewnym sensie było to sprawiedliwe, odpowiadało duchowi czasów, a także w ogóle aspiracjom ludzkim, bo ludzie dążą do zmian, przeobrażeń i nowych porządków. Świat jest żywy i przekształca się nieustannie. Tak było zawsze.
W pewnym okresie ruch narodowosocjalistyczny rozpoczął gwałtowne prześladowania przeciwników politycznych, a także Żydów w Rzeszy. Stuckler bynajniej nie urodził się mordercą bez sumienia, ponieważ mordercy bez sumienia nie rodzą się nigdy i nigdzie. I nikt nie rozpoczynał swej zbrodniczej działalności od podpalenia świata oraz masowych rzezi. Stuckler uczestniczył w wybijaniu witryn sklepów żydowskich, co było może niezbyt godziwym zajęciem i wyglądało dość głupio, także w jego oczach, ale ostatecznie wielkiej krzywdy ludziom nie przysparzało. Żydzi byli dość bogaci i wpływowi, żeby sobie wprawić nowe szyby. Taka nauczka na pewno mogła się im przydać, to ich uczyło pokory i grzeczności. Pokazano im właściwe miejsce! Później Stuckler pobił kilku Żydów. Jeden z nich sypiał z niemiecką dziewczyną, która też dostała za swoje, bo była wprawdzie służącą tego Żyda, ale powinna rozumieć, że postępowała niezgodnie z prawem i naraziła na szwank rasę niemiecką. Rasa niemiecka była lepsza od innych, to dla Stucklera nie ulegało wątpliwości, tak jak nie ulegało wątpliwości dla wielu Anglików, że są najświetniejszym narodem ziemi, jak dla Żydów, którzy wierni byli Zakonowi, nie ulegało wątpliwości, że są narodem wybranym przez Boga, a dla Polaków nie ulegało wątpliwości, że znajdują się pod szczególną opieką Matki Boskiej, podczas gdy Niemcy to Krzyżacy, Rosjanie to rabskie dusze, Francuzi to zjadacze żab, Włosi to mandoliniści, Anglicy to kupczyki, a Czesi to tchórzliwe Pepiczki.
Q__
Moderator
#399 - Wysłana: 23 Kwi 2013 19:18:04 - Edytowany przez: Q__
W tej mierze Stuckler nie różnił się szczególnie od innych ludzi pod słońcem, może tylko dość wcześnie włożył mundur, poczuł siłę wspólnoty i dostrzegł skuteczność bata. Ludzie są z natury dość słabi, dlatego podoba się im przemoc, a Stuckler był człowiekiem tuzinkowym, jakich większość.
Zabił człowieka, kiedy miał już za sobą wielu pobitych, skopanych i poranionych. Można przyjąć, że pierwsze zabójstwo nie było w pełni świadome, raczej nawet przypadkowe. Stuckler uderzył zbyt mocno, pomoc medyczna okazała się spóźniona. Był to przykry wypadek i nie jest wykluczone, że Stuckler powracał do incydentu z niechęcią, usiłował go nawet wyrzucić z pamięci. Jednakże potem podobne wypadki zdarzały się coraz częściej, a zresztą wybuchła wojna, na wojnie zaś jedni zabijają drugich, ponieważ jeśli tego nie uczynią, sami zostaną zabici. Pewnego dnia Stuckler skonstatował, że zabił wielu ludzi, ale mógł bez obawy pomyłki znowu powtórzyć, że tak zawsze było. I miał rację, bo istotnie tak było zawsze.
Stuckler zaciął konia. Znów ruszyli wydłużonym kłusem, w cieniu rozłożystych drzew, wokół gładkiego stawu, w szelestach przyrody. Stuckler czuł się zmęczony i niezbyt szczęśliwy, bo życie w ostatnich miesiącach nie dawało mu ani radości, ani satysfakcji, a myśl o ewentualnej klęsce wojennej działa przygniatająco. Nie lękał się jednak przyszłości, bo z natury był odważnym człowiekiem, na domiar zaś niezbyt inteligentnym i wrażliwym, więc wiedząc, że umrze, jak każdy człowiek, który jest istotą śmiertelną, nie wyobrażał sobie chwili śmierci, nie przerażała go zatem, Boga nie bał się także, ponieważ grzechy swoje uważał za powszednie, takie grzechy każdy na wojnie popełnia, wojna nie była zaś dziełem Stucklera. Gdyby od niego zależało, chętnie nie brałby w niej udziału. Nie sprawiało mu satysfakcji tropienie Żydów i trzymanie w ryzach tego wściekłego miasta. Wojna odebrała Stucklerowi komfort życia, do którego przywykł przez kilka lat, kiedy ruch sprawował władzę w Trzeciej Rzeszy, a Europa liczyła się z Niemcami, okazywała im szacunek i starała się zaspokoić ich żądania. Bez wojny żyło się Stucklerowi lepiej i był spokojniejszy o przyszłość. Jednakże stało się. Uważał, że musi wykonać do końca swoje powinności Niemca, obywatela Rzeszy, członka partii i oficera policji. To był jego obowiązek, z tym wiązała się kwestia godności.
Teraz kłus wałacha przeszedł w swobodny galop. Grudy ziemi i kamyki pryskały spod kopyt. Stuckler nie myślał już o popręgach, które zresztą trzymały dobrze. Myślał, że jeśli Niemcy przegrają wojnę, Europa najprawdopodobniej już nigdy nie powstanie z upadku. Spuścizna ulegnie zniszczeniu. Zapanuje era barbarzyńska. Stuckler nie widział siebie w tych krajobrazach. Nie widział też siebie ze złamanym mieczem, idącego na postronku za kosmatym koniem Huna, na wschód. A jednak czekało go coś podobnego. Nie miał wprawdzie sandałów i tarczy, nie czuł na szyi postronka, ale szedł w gromadzie wielu innych jeńców niemieckich na wschód, a tuż obok przemykali krasnoarmiejcy na zwinnych, małych konikach. Szedł wiele tygodni, potem jechał lorą kolejową przez niekończący się step. Na koniec znalazł się za drutami obozu nad rzeką Ob. Przez kilka lat karczował syberyjskie lasy, coraz słabszy i bardziej zdziczały, aż wreszcie umarł, a jego zwłoki rzucono do głębokiego dołu, który niebawem pokryła wieczna zmarzlina. Umierając, nie żałował swych grzechów, bo już wcale nie wierzył w Boga. Może nawet nie pamiętał, że był kiedyś Niemcem, członkiem NSDAP i oficerem służby bezpieczeństwa Rzeszy. Przez wiele tygodni przed śmiercią myślał tylko o jedzeniu.
Również wtedy mógłby powiedzieć, że tak było zawsze. Jeśli tego nie powiedział, to chyba z braku sił fizycznych i duchowych, które potrzebne są do jakiegokolwiek wnioskowania. On zaś umierał z głodu i wyczerpania, poza wszelką moralnością i ocenami etycznymi, do czego bez wątpienia trzeba pewnej ilości kalorii. W gruncie rzeczy los okazał się dlań łaskawszy niżeli dla tych wszystkich, którzy umierali podobnie jak on, lecz nieco wcześniej i z jego winy. Poprzednicy Stucklera nie zdążyli być ani tak głodni, ani tak zezwierzęceni, by zapomnieć o wiekach kultury, które dźwigali na ramionach. Wciąż jeszcze zdolni byli wyciągać wnioski, oceniać sytuację i wymierzać światu sprawiedliwość wedle norm i zasad, jakie im zaszczepiono w lepszych czasach. Śmierć przyjmowali wprawdzie niekiedy jako wyzwolenie od cierpień, lecz na ogół umierali świadomi, że są ofiarami tyranii, zbrodni i znikczemnienia świata. Stuckler zbyt długo głodował, żeby na koniec cokolwiek rozumieć. Ostatnie miesiące jego życia już tylko na poły były jawą, na poły zaś snem chorego i niemego zwierzęcia. Zapewne nie pamiętał nawet swego nazwiska, nie mógł więc wówczas pamiętać swoich czynów. Umarł bez skruchy i świadomości, a zatem nie wiedział, że ta śmierć była karą za zło, jakiego się dopuścił wobec innych ludzi. W tym sensie edukacja nad brzegami rzeki Ob okazała się chybiona, w każdym razie w wypadku Stucklera. Gdyby go postawiono przed sądem, wysłuchano jego argumentów, skonfrontowano ze świadkami, a następnie ukarano, jak to się zresztą zdarzało wobec niektórych jego towarzyszy broni, może miałby szansę okazania skruchy za grzechy, które zrozumiał lub tylko ogarnął umysłem. Wyrzucony poza krąg cywilizacji, która go powołała do istnienia, ukształtowała mentalność oraz charakter, skazany na długą wegetację ni to człowieka, ni zwierzęcia, pozostał już tylko bezmyślnym upiorem, poza sferą moralnych ocen i wyborów. Nawet w tej mierze ludzkość nie miała z niego pożytku. Lecz on sam mógłby powiedzieć raz jeszcze, że tak było zawsze.
Koń, posłuszny dłoni jeźdźca, zatrzymał się. Biały obłok zasłonił słońce. Zielona murawa nabrała barwy fioletu. Wokół Stucklera było pusto. Tylko teraźniejszość, pomyślał. Nie lubił pamięci. Może nawet nie lubił życia. Lubił przeszłość odległą. Tam odnajdywał siebie jako symbol, znak. Nawet coś więcej, bo z historii czerpał przekonanie, że uczestniczy w kontynuacji, że zaczął się dawno, co prawda nie w sensie cielesnym, jako syn i wnuk młynarzy z okolicy Saalfeld, czponek ruchu, oficer i jeździec na ładnym dereszu, na fioletowej murawie, pod koronami bezlistnych drzew, więc nie cieleśnie zaczął się tak dawno temu, ale w sensie duchowej misji, powinności pewnej cząstki rodzaju ludzkiego. Tak było zawsze. Zawsze byli zdobywcy i okrutnicy, którzy deptali ziemię, aby uczynić ją bardziej uległą, i byli także inni, ofiary łupiestwa, podboju, tyranii, których kości użyźniały ziemię. Takie zapewne było przeznaczenie ludzi, i nie oni wybierali swój los, lecz jakaś siła nadrzędnie porządkująca historię, z której wyroków jedni panowali, inni zaś byli poddanymi. Stuckler wiedział z całą pewnością, że dane mu jest panowanie. Jego powinnością było ziemię deptać, a nie użyźniać swoim ciałem. Tak było zawsze. Czyż wielki Rzym nie został zbudowany na karkach tysięcy niewolników? Kto dzisiaj zna ich imiona? Kto pamięta o ich istnieniu? A przecież dźwigali potęgę imperium, wszystkie rzymskie budowle i podboje, całą rzymską kulturę i cywilizację, która nadal jest święta. Cierpienia niewolników nie zostawiły żadnego śladu w historii, podczas gdy Rzymianie stworzyli historię wielkich połaci świata. Tam, gdzie sandał rzymskiego legionisty podeptał ziemię, rozkwitały dzieje człowieka. Iluż niewolników użyźniło tę ziemię swymi prochami? Już Rzym stosował zasadę zbiorowej odpowiedzialności i wyniósł wspólnotę obywateli rzymskich ponad wszystkich innych mieszkańców ziemi. Tylko oni cieszyli się wolnością, przysługiwały im prawa oraz przywileje. Tak było zawsze. I dzięki temu świat po prostu istniał. Jeśli przegramy wojnę, myślał Stuckler, przecięta zostanie nić historii. Narodzi się jakieś monstrum bez pępowiny, ludzkość bez wojowników, a więc słaba, gnuśna i skazana na powolną zagładę. Nasi wrogowie gadają o demokracji. W imię demokracji chcą pokonać Rzeszę. Błazeństwo! Ostatecznie nawet republika rzymska miała swych niewolników. A słynna demokracja ateńska opierała się na niewolnictwie od pierwszej do ostatniej chwili istnienia. Tak było zawsze. Nigdy nie było inaczej. Tak było zawsze.
Stuckler spojrzał na zegarek. Minęło południe. Musiał wracać do pracy. Znów zajaśniało słońce. Koń poszedł wyciągniętym kłusem. Stuckler poczuł rześkość. Życie wojownika, pomyślał. Proste, żołnierskie życie. Nawet jeśli przegramy, kiedyś będą nam zazdrościć. Bo jest w nas surowe piękno, coś z aniołów. A także krój naszych mundurów jest jedyny w swoim rodzaju, niedościgniony. Kiedyś będą nam zazdrościć. Tak było zawsze."


[Uwaga techniczna: tam gdzie jest międzypostowa przerwa w tekście nie ma akapitu, to jest - po prostu - nowe zdanie.]

Ale - by nie było tak prosto - sumienie samego Szczypiorskiego to również ciekawy temat (może dlatego tak dobrze rozumiał swoich bohaterów?):
http://vod.tvp.pl/audycje/historia/pojedynek/wideo /andrzej-szczypiorski-autorytet-bez-autorytetu/111 2822
Eviva
Użytkownik
#400 - Wysłana: 23 Kwi 2013 20:46:01 - Edytowany przez: Eviva
Q__

O święty Borgu! Q_!
Czemu Ty cierpisz na taki cytatotok, że aby wyłowić sens, trzeba przepłynąć słowny Kanał La Manche, i to w poprzek?!
Q__
Moderator
#401 - Wysłana: 23 Kwi 2013 21:07:43
Eviva

Eviva:
Czemu Ty cierpisz na taki cytatotok, że aby wyłowić sens, trzeba przepłynąć słowny Kanał La Manche, i to w poprzek?!

Może dlatego, że dla mnie ogarnięcie takiego kawałka tekstu nie stanowi problemu? Zresztą... skoro sens da się wyłowić, to chyba nie jest źle?
Elaan
Użytkownik
#402 - Wysłana: 23 Kwi 2013 21:11:06 - Edytowany przez: Elaan
Eviva:
O święty Borgu! Q_!
Czemu Ty cierpisz na taki cytatotok, że aby wyłowić sens, trzeba przepłynąć słowny Kanał La Manche, i to w poprzek?!

Bo wzdłuż nie byłoby krócej?

Eviva
Użytkownik
#403 - Wysłana: 23 Kwi 2013 21:19:12
Q__:
Może dlatego, że dla mnie ogarnięcie takiego kawałka tekstu nie stanowi problemu?

Dla mnie też, ale nie na ekranie komputera. Od takiego tekstu na monitorze zaplątanka mi się w oczach robi taka, że przodek biorę za tyłek i odwrotnie.

Elaan:
Bo wzdłuż nie byłoby krócej?

Byłoby, ale my trekkerzy nie idziemy na łatwiznę
Q__
Moderator
#404 - Wysłana: 24 Kwi 2013 06:43:25
mozg_kl2
Użytkownik
#405 - Wysłana: 24 Kwi 2013 18:38:04
24 kwietnia 2013 roku skończyła się Francja jaką znamy. Tęczowo-lewica pogrąza gospodarczo kraj ale dała "ważną" ustawe o małżeństwa homo. Policja aresztowała osoby w koszulach pro rodzinnych bo naruszały mir społeczny.
Eviva
Użytkownik
#406 - Wysłana: 24 Kwi 2013 18:40:16
mozg_kl2:
Policja aresztowała osoby w koszulach pro rodzinnych bo naruszały mir społeczny.

Niedługo strach będzie powiedzieć, że człowiek jest hetero...
Q__
Moderator
#407 - Wysłana: 24 Kwi 2013 19:12:00
mozg_kl2

mozg_kl2:
Policja aresztowała osoby w koszulach pro rodzinnych bo naruszały mir społeczny.

Trochę upraszczasz sprawę:
http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/f rance/9951490/Police-tear-gas-anti-gay-marriage-pr otesters-in-Paris.html
(Nie, żebym był zwolennikiem używania siły w wypadku pokojowych demonstracji.)

Z drugiej strony skoro homoseksualiści we Francji mają od dawna prawa adopcyjne (acz jako jednostki, nie pary) to niezbyt wiem o co idzie zadyma...

Eviva

Eviva:
Niedługo strach będzie powiedzieć, że człowiek jest hetero...

Hetero może nie, ale homofobem...
mozg_kl2
Użytkownik
#408 - Wysłana: 24 Kwi 2013 19:18:46
Q__:
Z drugiej strony skoro homoseksualiści we Francji mają od dawna prawa adopcyjne (acz jako jednostki, nie pary) to niezbyt wiem o co idzie zadyma...

O złamanie pewnej zasady. Przewodniczący parlamentu Francji nazwał, przeciwników nowej ustawy wrogami demokracji. My, Polacy znamy ten język. Prawda jest taka, ze rząd Hollande ciągnie gospodarczo kraj w dół,więc rzucono łakomy kąsek ludowi. U nas podobnie robią rządzący. Gospodarka się sypie, a problem numer 1 to fikcyjny zamach, urojenia min sprawiedliwości, czy zwiazki partnerskie.
Eviva
Użytkownik
#409 - Wysłana: 24 Kwi 2013 19:36:59 - Edytowany przez: Eviva
Q__:
Hetero może nie, ale homofobem...

W tej chwili homofob to każdy, kto nie akceptuje z entuzjazmem każdego zachowania i wszystkich żądań homoseksualistów. No to coś do poczytania:

http://www.pch24.pl/zoofile-chca-ochrony-praw--now e-silne-lobby-,14132,i.html

http://mojaholandia.nl/artykul/do-serca-przytul-pe dofila
Q__
Moderator
#410 - Wysłana: 24 Kwi 2013 19:59:25 - Edytowany przez: Q__
mozg_kl2

mozg_kl2:
Przewodniczący parlamentu Francji nazwał, przeciwników nowej ustawy wrogami demokracji.

Poniekąd rację ma. W końcu domagając się nielegalności małżeństw homoseksualnych negują rzymską zasadę brzmiącą - w przekładzie na nasze - "Chcącemu nie dzieje się krzywda" czyli chcą ograniczać cudzą wolność w imię swoich przekonań.

(Inna rzecz, że jego odpowiedź na to też niekoniecznie była demokratyczna.)

Eviva

Eviva:
No to coś do poczytania:

Mam świadomość istnienia tego typu inicjatyw. Swoją opinię na ich temat wyrażałem bodaj na zeszłej stronie.
Seybr
Użytkownik
#411 - Wysłana: 24 Kwi 2013 20:02:07
Jeszcze parę lat i w Europie będzie wojna, w zachodniej części. Jestem ciekaw czy w tedy geje pójdą w kamasze. Zakładam ze w Francji prędzej walczyć będą kobiety, niż mężczyźni. Ale u nich to już chyba tradycja ;].

Wszędzie w TV o Francji, prawie na każdym forum. Pawia idzie puścić od tego.

Jeżeli taki koleś ma służyć w wojsku, to ja wysiadam:

http://i2.pinger.pl/pgr241/11333862002a719e4d271f3 f/gej.jpg

a tacy powinni służyć:

http://images5.fanpop.com/image/photos/30400000/LE ON-vs-CHRIS-RE6-resident-evil-30447320-2560-1476.j pg

Dziękuj pośmiałem się, napisałem po Coca Coli, bo od niej w głowie się pie.... Pepsi piją lepsi.
Q__
Moderator
#412 - Wysłana: 24 Kwi 2013 20:05:46
Seybr

Seybr:
Zakładam ze w Francji prędzej walczyć będą kobiety, niż mężczyźni. Ale u nich to już chyba tradycja ;].

Z drugiej strony zobaczmy jak oni wyszli na IIwś, a jak my...

Seybr:
Jeżeli taki koleś ma służyć w wojsku, to ja wysiadam:

To już nawet Mav mówił by nie stawiać znaku równości między orientacją, a wyglądem...
mozg_kl2
Użytkownik
#413 - Wysłana: 24 Kwi 2013 20:32:46
Q__:
Poniekąd rację ma. W końcu domagając się nielegalności małżeństw homoseksualnych negują rzymską zasadę brzmiącą - w przekładzie na nasze - "Chcącemu nie dzieje się krzywda" czyli chcą ograniczać cudzą wolność w imię swoich przekonań.

TO chyba nie tędy droga. Państwo nie może, i nie powinno dawać każdego to czego chce bo do niczego dobrego to nie doprowadzi. Rodzina jest fundamentem państwa i takie działanie to nic innego jak ich podkopywanie. Zastanawiam się, na ile jest to celowe działanie niczym w Nowym lepszym świecie Huxleya.

Q__:
Z drugiej strony zobaczmy jak oni wyszli na IIwś, a jak my...

Żeby odnieśli jakiś wielki sukces to nie powiedziałbym. Francja nie była mocarstwem i dostała ten tytuł kuchennymi drzwiami.
Seybr
Użytkownik
#414 - Wysłana: 24 Kwi 2013 21:08:36
Q__:
Z drugiej strony zobaczmy jak oni wyszli na IIwś, a jak my...

Wiesz że to bardziej złożony temat polityczny i historyczny.

Q__:
To już nawet Mav mówił by nie stawiać znaku równości między orientacją, a wyglądem...

Tutaj chodzi o charakter i to coś co powinien mieć chłop w wojsku. Gdzie powinny być pewne standardy. Już jest żal, że chłopaczki nie przechodzą podstawowych egzaminów. Dobra koniec z takim tematem, nabijam się z sytuacji, która miała miejsce kilka dni temu.
Q__
Moderator
#415 - Wysłana: 25 Kwi 2013 11:59:44
mozg_kl2

mozg_kl2:
Państwo nie może, i nie powinno dawać każdego to czego chce bo do niczego dobrego to nie doprowadzi.

Póki nie krzywdzi to innych?

mozg_kl2:
Rodzina jest fundamentem państwa i takie działanie to nic innego jak ich podkopywanie.

Niby czemu? Co szkodzi Zdrowej Heteroseksualnej Rodzinie (TM), że prawnie zostają dopuszczone i inne wzorce rodzin? Czy ktoś zakazuje tworzenia heteroseksualnych stadeł i posiadania w nich potomstwa?

mozg_kl2:
Żeby odnieśli jakiś wielki sukces to nie powiedziałbym. Francja nie była mocarstwem i dostała ten tytuł kuchennymi drzwiami.

Chodziło mi raczej o straty tzw. materiału biologicznego w przebiegu IIwś.

Seybr

Seybr:
Wiesz że to bardziej złożony temat polityczny i historyczny.

Jasne, ze tak, ale nie ja jeden ostatnio poszedłem tu na upraszczanie wszystkiego do poziomu złożoności struktury cepa.

Seybr:
Tutaj chodzi o charakter i to coś co powinien mieć chłop w wojsku

Zgoda. To jednak - jak wiemy z Antyku (a nawet z historii początków III Rzeszy) - nie ma prostego związku z łóżkowymi preferencjami danego chłopa.
(Inna rzecz, że taki metroseksualny homo czy hetero może i do sił specjalnych się nie nadaje, ale w sztabie już np. może okazać się cenny. Czy np. w jakichś służbach na zapleczu ew. frontu - bohaterowie "M*A*S*H" z Radarem na czele też nie wyglądali na twardzieli. A i Klinger tam był.)
Eviva
Użytkownik
#416 - Wysłana: 25 Kwi 2013 17:13:51
Q__:
A i Klinger tam był.

Klinger był stuprocentowym hetero i miał jaja. Nie był tchórzem,co nie raz udowodnił- on jedynie nie uznawał przymusowej służby w wojsku.

Q__:
Co szkodzi Zdrowej Heteroseksualnej Rodzinie (TM), że prawnie zostają dopuszczone i inne wzorce rodzin?

Niby nic, ale... czytałam gdzieś, że bodajże w Szwecji sąd odebrał dziecko rodzicom z powodu jakiegoś drobiazgu i przekazał je..,. dwóm gejom. Otóż to jest niedopuszczalne! Dziecko wychowywane w rodzinie hetero nie powinno trafiać do rodziny modelu homo. Mimo to tradycyjne rodziny zaczynają się bać, ze w starciu z parą homo będą na przegranej pozycji,gdy sędzia zechce pokazać, jaki to on tolerancyjny. Ty się z tym pewnie nie zgodzisz...
Q__
Moderator
#417 - Wysłana: 25 Kwi 2013 18:31:41 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
Klinger był stuprocentowym hetero i miał jaja.

Aleksander Wielki i Juliusz Cezar mieli bodaj większe (aż za duże), a stuprocentowymi hetero nie byli...

Eviva:
Otóż to jest niedopuszczalne! Dziecko wychowywane w rodzinie hetero nie powinno trafiać do rodziny modelu homo.

Poczekaj, po kolei... Owszem, jeśli przypadki podanego przez Ciebie typu w istocie mają miejsce (że drobiazg, że sąd się popisuje) to należy je uznać za skandaliczne, bez dwóch zdań.
Z drugiej jednak strony rodzina hetero, rodzinie hetero nierówna. Mnożący się jak króliki alkoholicy traktujący potomstwo jak worki treningowe czy pojący niemowlęta wódką (były takie przypadki) z całą pewnością nie wypadają korzystnie na tle stabilnej pary homoseksualnej (expl. J. Waldorff i jego nieślubny "mąż").
Owszem, jestem skłonny uznać, że normalna rodzina hetero jest dla dziecka czymś - nawet znacząco - lepszym niż dwu ojców czy dwie matki, ale właśnie rodzina normalna, nawet bardzo normalna. A patologicznych - choć dumnie heteroseksualnych - jest sporo. Fritzl bodaj molestował córkę, nie syna.

Eviva:
Mimo to tradycyjne rodziny zaczynają się bać, ze w starciu z parą homo będą na przegranej pozycji,gdy sędzia zechce pokazać, jaki to on tolerancyjny. Ty się z tym pewnie nie zgodzisz...

Zgodzę się, że przegięcia się zdarzają. I, że zdarzać się nie powinny.

(Nawiasem mówiąc: takie błędy uderzają paradoksalnie nie w swych sprawców i nie tylko w bezpośrednie ofiary, lecz także w społeczne postrzeganie praw homoseksualistów. Wszyscy są zatem poszkodowani poza... hmm... nierozważnym sędzią.)
7z9
Użytkownik
#418 - Wysłana: 26 Kwi 2013 15:05:39 - Edytowany przez: 7z9
A gdyby tak "w drugą stronę"...
Adolf Hitler - antyrasista (kreskówka)
http://www.youtube.com/watch?v=4o5raorAIbM
Q__
Moderator
#419 - Wysłana: 26 Kwi 2013 15:12:20
7z9

Cóż... Całkiem ciekawy, inteligentnie zrobiony filmik mieszczący się - IMO - w granicach dopuszczalnej polemiki (choć stosujący reductio ad Hitleri). Tyle, że emitent filmiku na YouTube jeszcze ciekawszy:
http://en.wikipedia.org/wiki/David_Duke
Seybr
Użytkownik
#420 - Wysłana: 26 Kwi 2013 18:55:29
 Strona:  ««  1  2  ...  12  13  14  15  16  ...  38  39  »» 
USS Phoenix forum / Różności / "Polityka" - trzecie podejście ;)

Temat został zamknięty. Nie możesz tutaj odpowiadać.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!