USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Star Trek: Soviet - Afterwar
 
Autor Wiadomość
biter
Użytkownik
#1 - Wysłana: 22 Cze 2011 21:50:06
Odpowiedz 
Chciał bym zaprezentować mój epilog do już dawno zapomnianej sesji "Star Trek: In a mirror Soviet...".
Z góry przyznaję że od kilku miesięcy nie pisałem nic ponad raporty firmowe i podania więc na początku styl będzie zapewne kiepski ale postaram się rozkręcić.

Star Trek: Soviet - Afterwar

I: Gdy ostygły fazery.

Wojna się skończyła, tak jak się zaczęła, niespodziewanie i z hukiem. Pretor został pojmany, wrogie siły skapitulowały. Potem były pochody, defilady, honory medale awanse i całowanie się z sekretarzami. Niestety wojnę prowadzą wojskowi a władzę sprawują politycy.
Wspaniałe zwycięstwo floty zostało przekute na ledwie marny traktat pokojowy.

Ostatnim rozkazem jakie otrzymała flota było całkowite zniszczenie floty Romulańskiej. To był piękny widok, setki okrętów i baz gwiezdnych eksplodujących i implodujących w ciszy kosmosu i oślepiającym błysku anihilacji rdzeni Warp. Przy takim akompaniamencie zakończył swój żywot Głównodowodzący flot, Admirał Kazimir Ryjcow. Oficjalna wersja brzmiała zawał serca w związku z emocjami towarzyszącymi oszałamiającemu zwycięstwu Sojuszu. Nieoficjalna, nieporęczność dla komisarzy partyjnych. Na fali ogólniej radości z wygranej wojny powołano Remańską Federacyjną Republikę Ludowo – Demokratyczną obejmującą swoim zasięgiem niemal dwie trzecie terytorium Imperium.

Zaledwie w tydzień po kapitulacji, przy ogólnej radości społeczeństwa romulańskiego powołano Romulańską Republikę Soviecką a władzę objęła Romulańska Zjednoczona Partia Komunistyczna. Nikt nie zwracał uwagi że partia składa się z niedawnych więźniów Romulańskich planet więziennych a I Sekretarzem został mianowany Volkański kapitan, całą wojnę torturowany w piwnicach Senatu.

Kapitan Michałow otrzymał kilka medali zasług, awans na komodora i długi urlop na jakiejś rajskiej planecie. Wszystko było by pięknie i wspaniale, gdyby nie kilka głębszych kieliszków i opinia o tym jak się robi karierę w Socjalistycznym Sojuszu, gdzie to komisarze polityczni na okrętach zostali mianowani administratorami całych planet albo zasiadają w KC a Kapitanowie dostali kopa w D... na dalszą bohaterską służbę ku chwale Socjalistycznej ojczyzny....
Eviva
Użytkownik
#2 - Wysłana: 22 Cze 2011 21:53:35
Odpowiedz 
biter

Hej, a co się stało z naszymi bohaterami? Wymyśl coś dla nich!
TSan
Użytkownik
#3 - Wysłana: 22 Cze 2011 21:55:31
Odpowiedz 
biter

Lubisz umieszczać Rosja zawsze i wszędzie. Niebezpieczne skłonności do upodabniania się do niejakiego Pilipiuka. Eksterminacja w toku.

biter
Użytkownik
#4 - Wysłana: 22 Cze 2011 22:18:08
Odpowiedz 
Eviva

tylko się zorientuję kto przeżył.

TSan

To nie tak, zwyczajnie to jest kontynuacją Sesji, w rękawie mam jeszcze jeden ciekawy fanfik ale chcę go dopieścić i dopiero jak napiszę to umieszczę, muszę zrobić dogłębne badania naukowe nad geopolityką federacji XXIV wieku.
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 9 Lip 2011 20:18:56
Odpowiedz 
A'propos Star Trek Soviet i walki z dekadenckimi Romulanami...
http://www.youtube.com/watch?v=HC5zMLHLQyM
biter
Użytkownik
#6 - Wysłana: 29 Wrz 2011 21:22:46 - Edytowany przez: biter
Odpowiedz 
25 miesięcy później.

Rodział II: Nadezhda

Noc była zimna. Jak każda noc na każdej planecie o pustynnym klimacie. Ulica osady była zupełnie pusta, lekki szum omiatającego wzgórza wiatru i dźwięk skrzydeł chrząszczy pustynnych zagłuszały jedynie przytłumione dźwięki muzyki dochodzące z miejscowej speluny. To była ta jedna z niewielu dobrych stron mieszkania w zaścianku wszechświata, ludzie woleli słuchać dekadenckich piosenek niż pieśni patriotycznych. Drugą był brak Milicji chętnej do karania za to.
W jednej sekundzie ulicę przeszył strumień jasnego światła a na samotną ulice wydarł się ryk muzyki by po chwili ponownie umilknąć ustępując pola wszechobecnej ciemności. Zdarzenie było tak nagłe i niespodziewane, że można by je uznać za koszmar senny lub omam pijanego umysłu. Można by gdyby jego owocem nie była samotna dwumetrowa postać w długim prochowcu.

Postać tkwiła chwilę w drzwiach speluny jakby oczekując jakiegoś niespodziewanego wydarzenia, które nie nastąpiło. Mężczyzna wykonał zwrot z wojskową iście gracją i ruszył szybkim krokiem ku obrzeżom miasta wprost w objęcia gęstej nocy. Do pokonania miał nie więcej jak 500 metrów za którymi kończyły się dające nikły blask latarnie i droga w części przynajmniej udająca cywilizowaną. Jego kroki odbijały się głuchym echem po ścianach okolicznych domów ogłaszając całej mieścinie, że ktoś odważył się złamać godzinę milicyjną - jedno było pewne nie złamał jej milicjant, ci bali by się opuścić koszary o tej porze nocy. Nie minęło 5 minut by dotrzeć do krańca tej wątpliwej namiastki cywilizacji jaką była osada o jakże pospolitej w owych czasach nazwie Nowa Moskwa. Kiedy już było pewne, że w przypływie niezrozumiałego szaleństwa obserwowany przez nas mężczyzna zagłębi się nocą w czeluście pustyni on skręcił ponownie, kierując się ku jasnemu punktowi ukrytemu między skałami, tak nikłemu, że niewprawne oko mogło by go przeoczyć.
Punkt ten był budą strażniczą bramy Platformy Planetarnej Portu Gwiezdnego Nowej Moskwy. Strażnik nie raczył nawet podnieść oczu na wchodzącą osobę. Po co mu to, czemu ma zatrzymywać, legitymować i nie doczekać emerytury trafiony w plecy z fazera i tak wiadomym było, że połowa z gości powinna dawno siedzieć a druga połowa być co najmniej rozstrzelana. Tak, to również było dobrą stroną tego zaścianka. Nikt nie zadawał pytań.

Stopnie opuszczonego trapu zadudniły podkutymi butami.
- Ivo! Naprawy skończone? Chcę startować jak tylko będzie to możliwe. Ivo? Ivo! - Gdzie ten pomiot sobaczy się podział, jak znowu ogląda filmy zamiast pracować to jak siebie kocham łeb ukręcę. Ivo!

Wiele o zajęciu, które uziemiło Ivo w maszynowni można było powiedzieć, na pewno jednak nie miało ono nic wspólnego z oglądaniem filmów. Choć i to jest dyskusyjne. Zajęcie Ivo kapitan usłyszał jeszcze nim doszedł do maszynowni. Było głośne i co by nie mówić bardziej rytmiczne aniżeli muzyka w spelunie.

Ivo ty leniu sobaczy! - Kapitan wparował do maszynowni z pełną świadomością tego co tam zastanie. - Co ja ci mówiłem o sprowadzaniu panienek na statek?

Mechanik przestraszył się tak, że odrywając się od swojego zajęcia omal wpadł do komory skrywającej rdzeń Warp.

No co ja ci mówiłem!
Ż Żże baba na statku to diabli balast i tylko nieszczęście może przynieść.
Zgadza się więc wywal tą panienkę najbliższym lukiem aaa i wiem ile biorą więc za kare ci potrącę!
Przecież i tak mi Pan nie Płaci!! - Słowa padły w pustkę gdyż kapitan zniknął już w głębi korytarza.
Diabli balast tak? - Słowa dobiegły z otwartych drzwi messy. - tym tutaj jestem?

Jej głos był wysoki i śpiewny, ludzie którzy poznawali All'andrę w nocy zawsze doznawali szoku jakby słyszeli ducha. Duchem z całą pewnością nie była. Była małą zwiewną kobietką o ostrych rysach i ciemnych blond włosach, ostatnią osobą jaką można było się spodziewać na tym statku.

Nie All'andra, ty jesteś tutaj... pilotem. - Twardą zesmaganą twarz kapitana na sekundę wykrzywiło coś na wzór uśmiechu – Jak przygotowania do startu?
Czekaliśmy na ciebie. Ishka powiększyła swoją kolekcję dziwadeł o jakąś kosę, która o dziwo spodobała się Olkowi. Chciał ją nawet wymienić na kilogram czekolady. Jak dla mnie bomba interes. Vis a vis interesów, załatwiłeś?
Tak. Jak tylko ten pomiot soba...
Prosiłam nie klnij. Zwłaszcza, że mamy pasażera.
Startuj.

Polecenie było krótkie i ostre. Takie jakich przywykła wysłuchiwać niemal dwa lata. Wiedziała, że może nie posłuchać. Tyle, że tym razem wolała nie prowokować kłótni, która mogła się ciągnąć dniami, zwłaszcza teraz gdy postawiła na swoim i wzięli na pokład pasażera.
Kiedy tylko kapitan zniknął za zakrętem ruszyła na mostek. Droga nie była daleka bo i statek był niewielki więc już w chwile później All'andra sadowiła się wygodnie w swoim fotelu. Jeszcze tylko szybki skan, wszystkie systemy sprawne, więc Ivo znalazł czas między panienkami, visa a vis panienek na pokładzie brak. Odpalamy.
Reakcja na wciśnięcie startera byłą natychmiastowa, ryk silników atmosferycznych obudził zapewne pół portu a tumany kurzu zupełnie zasłoniły statek. All'andra ściągnęła ster i pchnęła przepustnicę, ryk silników się wzmógł a Nadezhda z drżeniem zaczęła się wznosić coraz wyżej kierując się wprost ku gwiazdom. Po kilkudziesięciu sekundach wibracje i zgrzyty ustały niechybnie zwiastując opuszczanie planety.

Kapitan poczuł przez chwilę jak jego ciało staje się dziwnie lekki by po chwili opaść. Sztuczna grawitacja z lekkim opóźnieniem ale zaczęła działać poprawnie.
Ekran przed którym siedział kapitan mignął. Kapitanowi ukazał się obraz wygodnego czarnego fotela na tle szarej ściany. Fotel był.... pusty.
Mateja nie wydurniaj się. - Szczerze drażniły go te post szpiegowskie nawyki – przecież wiesz, że ja dzwonię.
Nigdy nie można być pewnym i tak ktoś może podsłuchiwać. - W fotelu usiadł dobrze zbudowany mężczyzna, można by rzecz że zbudowany był lepiej niż kiedy ostatnio się widzieli. Najwyraźniej kilogramy zgubione przez kapitana znalazł Mateja. - Jak?
Załatwione, wisisz mi już wystartowałem.
Jak wpadniesz to zapraszam do baru z Volkankami. - Twarz rozmówcy rozpromienił uśmiech. Nawet osoba widząca Mateję po raz pierwszy zauważyła by jak bardzo uśmiech do tej w gruncie rzeczy sympatycznej twarzy nie pasuje.
Może dwa lata temu.
Zawsze ci będę powtarzał, ustatkowanie się to błą...

Wyłączył ekran nim jego towarzysz miał szansę na dobre rozkręcić się w temacie monogamii. Wcale nie było powiedziane, że nie miał racji. Gdyby zliczyć wszystkie te okazje, które przeszły mu koło nosa wprost w ręce Ivo... Nie ma co dywagować, rzucił się na łóżko nie zdejmując ubrania. Na zegarku była 4 rano czasu Moskiewskiego a on był ideologicznym dinozaurem w czasach Socjalizmu Rynkowego.
Eviva
Użytkownik
#7 - Wysłana: 29 Wrz 2011 21:27:19
Odpowiedz 
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
biter
Użytkownik
#8 - Wysłana: 29 Wrz 2011 21:36:56
Odpowiedz 
Odcinek 3 już gotowy. Zabieram się za czwarty.
Enterprise D
Użytkownik
#9 - Wysłana: 29 Wrz 2011 23:15:46
Odpowiedz 
Świetnie! Trzeba przyznać że masz talent
biter
Użytkownik
#10 - Wysłana: 30 Wrz 2011 18:46:14
Odpowiedz 
Enterprise D
Nie chwal tak szybko bo popadnę w samozachwyt i będzie klops. Poczekaj kilka odcinków

Rozdział III: K chernomu

Kapitan proszony na mostek, Interkom w kabinie wyrwał go z głębokiego snu. Jeśli ktoś budzi cię na twoim statku przed budzikiem wiesz, że nie należy zadawać pytań. Drzwi... korytarz.... korytarz... drabinka... właz... Wszystko to minęło jak zdjęcia robione starym aparatem.
Raport
-Patrolowiec Gwardii Rewolucyjnej wysłał polecenie zatrzymania się do inspekcji. Ciągle nas wywołują - Głos All'andry wyrażał niepokój.
-Mamy na pokładzie coś czego nie powinno być? - Kapitan ignorował piskliwy sygnał wywoływania przeszukując bazę danych.
-Ciebie? - Mimo wszystkich lat znajomości Kapitan nie nauczył się rozpoznawać sarkazmu w jej głosie. Po dobrych dwóch minutach kapitan odebrał wreszcie przekaz, na ekranie pokazała się postać dwudziestoparolatka o tępawym wyrazie twarzy.
-Tutaj Okręt Patrolowy Straży Rewolucyjnej. Wyłączcie silniki i przygotujcie się do inspekcji...
-Wasze nazwisko, stopień i numer służbowy Towarzyszu! Zostaniecie Skierowani Do Raportu Przed Komisją Dyscyplinarną! - To zadziwiające ile w tym mężczyźnie zostało Oficera Czerwonej Floty.
-Niewykonanie rozkazu spotka się ze zbrojną odpowiedzią...
-Jedna torpeda wystrzelona w stronę naszego okrętu skończy Waszą karierę na Szafocie Towarzyszu! - Kapitan zakończył transmisję. - Nie zmieniaj kursu nawet na milimetr, nie ważne ile torped by w nas leciało
= Załoga, przygotować się na raptowną dehermetyzację kadłuba.

Teraz pozostało jedynie czekać. Mijały długie sekundy a żadna torpeda nie nadlatywała. Zagrał va bank traktując w ten sposób oficera Straży. Na tym zaścianku kosmosu mieli władzę większą niż Armia, bali się tylko GRU ale ta rzadko się zapuszczała w takie rejony.
-W co nas władowała? - Cisze na mostku przerwał zasapany Olek. - Pole asteroid czy stare miny. - Jak zawsze kpił ze zdolności pilotażu 'andry, ale uzbrojony był już po zęby.
-Kretyn ze straży miał ochotę dorobić do żołdu, ale zdaje się, że jest mądrzejszy niż wygląda.
-W nic nas nie władowała raczej „Kapitan” znowu zapomniał zamknąć właz – Na mostek wgramoliła się Ishka.
-A ja ci mówię, że Andra wleciała w jakąś asteroidę
-W nic nie wleciałam!
-Właśnie jest świetny...
-… baba za sterami to jak za kierow..
-….pilotem ja ci dam babę za stera
-Jak tyś mnie nazwa,,
-Przeproś ją albo
-Uuuu boję się normalnie dwie laski zrobią mi kuku
-Ja ci mówię...
-ZAMKNĄĆ SIĘ! - Te ostatnie słowa padły z ust kapitana.
-Bo CO?! - Ishka odwróciła się w jego stronę zaskakująco szybko jak na osobę o jej posturze. Olek gwizdną z zachwytem kiedy to co miała do pokazania przefalowało przed jego oczyma. W odpowiedzi dostał łokciem pod żebra.
-Bo nas wywołują. - Kapitan odpowiedział już spokojnie i rzeczowo. - Lepiej zejdź z pola widzenia Ishka. - Uwaga była celna. Młoda kobieta ubrana w kraciaste rybaczki i biały T-Shirt z Leninem w okularach przeciwsłonecznych palącym Jointa mógł zrobić nie najlepsze wrażenie. Ekran migną.
-Tu Okręt Patrolowy Straży Rewolucyjnej, wyłączcie silniki i przy...
-Czwarta reguła przesłuchań, nie wypowiadaj gróźb których nie zamierzasz spełnić. Nie wystrzeliliście w nas torped więc odczytaliście nasz sygnał wywoławczy. Wydajecie się być inteligentniejsi niż wyglądacie Towarzyszu więc wiecie, że nie możecie wejść na pokład. Przynosicie hańbę mundurowi i Socjalizmowi, jesteście przekupnym karłem rewolucji, wymuszacie łapówki za swobodny przelot wiernych rewolucji okrętów. Wasze dane zostaną wysłane do dowództwa. Ta rozmowa jest zakończona. Niech Żyje Socjalistyczna Rewolucja!

Kiedy ekran zgasł kapitan jeszcze chwilę śledził odczyty czujników bliskiego zasięgu. Wreszcie prawie po minucie Patrolowiec zaczął powoli zmieniać kurs. Mógł odetchnąć.

-All'andra, śledź jeszcze ten statek i utrzymuj kurs. Olek możesz zdjąć te granaty, nie pasują ci.
-Co jest nie tak z naszym sygnałem wywoławczym, że nie strzelali?
-Dostałem go od Matei, zmienię cię za godzinę przy sterze.

Kapitan znikł we włazie. Teraz gdy szedł już korytarzem spokojnie mógł po raz tysięczny zobaczyć swoją Nadezhdę albo jak twierdziła Ishka, zardzewiałą konserwę. Może nie była piękna. Słabo oświetlone wąskie korytarze nie przywoływały na myśl ogniska domowego. Goły metal ścian był zawsze zimne. Stopnie drabinek brzęczały i dzwoniły gdy się po nich chodziło. Brak jakiejkolwiek obić na ścianach i podłodze powodował wieczne uczucie wibracji. Gdy dotknęło się ściany można było wyczuć każde stuknięcie każdego mechanizmu na statku ale to było dla niego piękne. Czuł, że ten statek żyje. Wiedział, że tak długo jak żyje statek żyje i on. Ciasne ciemne korytarze wydawały mu się przytulne. Przywoływały na myśl okręty wojskowe a mała, klaustrofobiczna przestrzeń budziła w nim uczucie przytulności. Był nienormalny. Ten statek był funkcjonalny do granic możliwości i można było go załatać na słowo honoru. A słowo honoru było najczęściej jedyną walutą jaką posiadali. Ruble zazwyczaj były deficytowe.
Zszedł do niewielkiego pokoju, który kiedyś pełnił rolę zbrojowni. Ishka leżała na poduszkach ze słuchawkami na uszach.
-Ishka. Ishka!
-Czego kurna chcesz?
-Mówiłem ci żebyś się porządnie ubierała jak wchodzisz na mostek albo mamy pasażera a ty mi paradujesz w tym. - od niechcenia machną na jej T-shirt. -Wiesz, że za takie coś można wisieć.
-Czepiasz się jak zawsze, TO można kupić na każdym bazarze, kto by mnie za to powiesił niby?
-Mateja. - Ishka tylko prychnęła,
-Ivo jest mechanikiem... podobno. Olek jest specem od broń wszelakich i potrafi załatwić wszystko. All'andra jest świetnym pilotem a ty? Jak dotąd jesteś tylko wrzodem na tyłku. Powiedz ty mi po jakie diabły ja cie zabrałem na pokład?
-'andra powiedziała, że beze mnie nie leci a teraz spadaj. - Jej szczerość i beztroska była rozbrajająca a Kapitan już dawno się nauczył, że jedynym sposobem podporządkowania jej sobie było by wywalenie przez śluzę. Wyszedł.

Mateja. Sam nie mógł zrozumieć dlaczego to imię tak często przewija się w jego wypowiedziach ostatnimi czasy. Prawda, zawsze lubił Ujanowa mimo że potrafił być wrzodem gorszym od Ishki, ostatnimi czasy jednak bez dwóch zdań mogło by ich tutaj nie być gdyby nie znajomość z Mateją i kilka rzeczy, których się od niego nauczył. Może jednak warto skorzystać z zaproszenia na Volkanki. Wyjrzał przez bulaj za oknem panowała niczym niezmącona cisza i czerń kosmosu przetkana diamentami gwiazd. Minęli ostatnią planetę układu i punkt kontrolny. Raptem diamenty się rozmyły i zaczęły uciekać w dal. Weszli w Warp. Lecieli ku czerni....
biter
Użytkownik
#11 - Wysłana: 5 Paź 2011 22:40:54
Odpowiedz 
Rozdział IV: Każdy w coś wierzy.

W kosmosie czas płynie inaczej. Czasami pędzi i nim się spostrzeżesz minęły całe lata czasami zaś niemal zatrzymuje się w miejscu i czeka, czeka aż popełnisz jakiś błąd. W kosmosie nie przestrzeń niszczy człowieka a czas. Czas w kosmosie jest względny i zawsze płynie inaczej. Dla kontrastu na okrętach, którymi ludzie przemierzają ten kosmos czas płynie zawsze tak samo. Wachta, odpoczynek, musztra, messa, wachta, odpoczynek... człowiek jest trybem, golemem umieszczonym w jakimś nieubłaganym do bólu powtarzalnym mechanizmie. To jednak również jest względne...

-Mówiłem ci żebyś nie właziła do mojej kajuty i nie bawiła się fazerami!
-Wczoraj sam mnie do tej kajuty ciągnąłeś!
-Ale nie żebyś bawiła się fazerami!
-Co się tutaj dzieje!
-Ishka wlazła do mojej kajuty...
-Sam mnie wczoraj zapraszałeś...
-...i dobrała się do mojego karabinu...
-Sam mi wczoraj proponowałeś dobranie się do twojego „karabinu”
-…. i jak nie pociągnie za cyngiel...
-… chciał byś....
-… to dobrze że był rozładowany bo tylko bok kibla mi rozwaliła...
-… wielkie halo wcześniej też tam śmierdziało jak w chlewie...
-… jakby była naładowana to by dziurę w burcie wypirzyła, weź ją pilnuj...
-… sam się pilnuj. Najpierw zapraszasz potem masz pretensje!
-… ja...
-Spokój to jest statek kosmiczny nie....
-Ta tu jest Sparta kurna...
-Ishka zamknij się tu jest statek kosmiczny nie cyrk a ty Olek zamykaj swoją kajutę na klucz następnym razem. A teraz się rozejść.
-Ale kapitanie przez ta gówniarę
-….tylko nie gówniarę...
-…. śmierdzi w całej mojej kajucie...
-I tak tam śmierdziało Olek a teraz rozejść się. Za kwadrans obiad.

Kiedy jesteś na małym statku czas także płynie inaczej, zwłaszcza gdy jest to twój statek. Jesz kiedy znajdzie się chwila czasu. Śpisz jeśli masz sporo szczęścia. Dla oficera floty taki tryb życia w pierwszych miesiącach był gehenną. Kapitan próbował wprowadzić na swoim statku wachty, jak jednak wprowadzić wachty na statku który ma jednego mechanika, jednego pilota. Speca od uzbrojenia i kapitana. Prowadziło to w najszczęśliwszym wypadku do mijania się z połową załogi w najgorszym, do rozbicia okrętu. Życie na Nadezhdzie upływało w słodkim chaosie, nigdy nie wiedziałeś gdzie kogoś spotkasz i nigdy nie wiedziałeś co spotka ciebie. Nigdy nie wiedziałeś kiedy zza zakrętu wyłoni się ogolony na łyso mnich.

-O ja pie...le
-Nie ma potrzeby bluźnić. Jestem ojciec Javier. Dominikanin.

Kapitan stał sztywno zastanawiając się czy to zwidy czy też załoga robi mu głupi numer.

-Jak mniemam Pan Kapitan? Zapokładowałem się w Nowej Moskwie, Pańska pierwsza oficer zgodziła się mnie zabrać na Zeta Crusis.
-Tak, zgadza się. Lot potrwa około tygodnia. Na górnym pokładzie jest Messa. Obiad będzie za około kwadrans. - Nie wdając się w dalsze dysputy kapitan minął swojego pasażera klnąc w myślach na siebie, że nie spojrzał w manifest pokładowy i na All'andrę, że wzięła na pokład księdza, znając jego podejście do religii.

Messa była blisko i już dało się wyczuć zapach smażonego bekonu z jajkami i kawy zbożowej oraz zwykłą poranną krzątaninę kuchenną. W mesie był Ivo smażąc właśnie wspomnianą jajecznicę i ziewająca w kącie All'andra.

-Kto pilnuje steru? - zapytała gdy tylko minął próg.
-Autopilot. Jak mogłaś zabrać na pokład księdza.
-Nie księdza tylko zakonnika a sam mówiłeś, że to nie to samo poza tym wydawał się miły i dobrze płaci.
-Pieniędzmi zabranymi biednym zabobonnym osadnikom gdzieś z pogranicza gdzie cywilizacja nie dociera. Mogłaś wziąć każdego a wzięłaś jego. - skrajne niezadowolenie to najlżejsze sformułowanie jakim możemy opisać to co odczuwał Kapitan.

Zło się stało, nie było sensu się kłócić. Przez śluzę przecież swojego pasażera nie wyrzuci. Kiedy w kilka minut później do Messy wchodzili Ishka z Olkiem atmosfera nadal była gęsta. Nie można jednak było się nie śmiać w towarzystwie Ishki. Była złośliwa i szczerze Kapitana nie znosiła ale była także duszą towarzystwa. W zasadzie to przypominała go trochę z czasów min trafił do akademii. Opowiadała właśnie historie zasłyszaną w porcie od jakiegoś pilota na temat jego podbojów miłosnych na planetach Republiki Remańskiej kiedy do Messy wszedł ojciec Javier.

-Niech będzie pochwalony. - Dominikaninowi odpowiedziała głucha cisza a wszyscy zwrócili oczy na kapitana.
--Proszę siadać. Za chwile podamy śniadanie. - Kapitan był nad wyraz uprzejmy. - Prawda Ivo?
-Tak tak już podaję jajka na bekonie, najpierw drogie Panie. - w kilka minut przed wszystkimi stały talerze i kubki z Kawą.
-Czy miałby Pan Kapitan przeciw jeśli zmówili byśmy modlitwę przed posiłkiem? - Dominikanin zachowywał dobry humor mimo bezsprzecznego chłodnego przyjęcia ze strony kapitana.
-Miałbym. To socjalistyczny statek.

Przez kilka kolejnych minut słychać było jedynie szczękanie talerzy do którego przyłączył się, po kilku chwilach skupienia również ojciec Javier. Może i Ivo był strasznym kobieciarzem. Był też na pewno świetnym mechanikiem ale powołaniem z którym się minął było kucharstwo. Zrobić jajecznicę to nie sztuka ale wyczarować naprawdę świetne danie z wyciągniętych z konserw racji wojskowych jakimi najczęściej się żywili to jest sztuka, sztuka którą Ivo opanował do perfekcji. Pewne jest, że Kapitan schudł by jeszcze bardziej gdyby nie jego obecność na pokładzie.

-Kapitanie – duchowny przerwał panujące w czasie posiłku milczenie – Władze naszej socjalistycznej ojczyzny zezwalają na wyznawanie religii jak i istnienie świątyń i zgromadzeń.
-Tak, zezwalają również na prostytucję, uczciwe procesy dla morderców. Rozstrzeliwanie cywilów w czasie wojny oraz niszczenie symboli odrębności kulturalnej ras.
-Stawia Pan religię na równi z morderstwami politycznymi i prostytucją? - Atmosfera robiła się coraz cięższa, tylko Olek z zaciekawieniem popijał swoją kawę obserwując dysputę.
-Nie. Ja stwierdzam, że religia daje tak samo pozorną korzyść i przyjemność jak morderstwo polityczne i prostytucja.
-Korzyści płynące z wiary nie są pozorne. Gdyby tylko zechciał Pan odsunąć na bok swój światopogląd.
-Tak tak, doznał bym natychmiastowej łaski Pana. Tu nie chodzi o światopogląd tylko wymiar materialny. Księża odprawiają swoje msze zbierają ostatnie grosze z biednych osadników i nic nie robią. - Kapitana nie zdradzał w głosie najmniejszej nawet emocji – Księżmi zostają osoby które nie dostały się do szkoły oficerskiej a są za leniwe żeby harować jako szeregowi wojskowi.
-Zgadzam się całkowicie. - Ta odpowiedź na pewno nie była spodziewana i zbiła z tropu wszystkich obecnych – dlatego ja nie jestem księdzem. Jestem zakonnikiem, dominikaninem i muszę pracować na swoje utrzymanie. Dla przykładu. Na Zetę lecę pracować w przytułku dla Weteranów ostatniej wojny. To ciężka praca a moja wiara mnie wzmacnia.
-I ja nie zabraniam Ojcu wierzyć ale proszę w to nie mieszać mojej załogi i mnie. Ja jestem niewierzący i czuję się z tym szczęśliwy.
-Każdy w coś wierzy. Pan dla przykładu Pan Kapitanie wierzy w Socjalizm. To także wiara.

Ripostę kapitana uniemożliwił alarm zbliżeniowy z mostka. Autopilot może i pozwala na zjedzenie śniadania ale nie jest wystarczająco mądry by poradzić ze wszystkimi przeszkodami. To będzie diabelnie ciekawy tydzień pomyślał wbiegając na mostek.
 
USS Phoenix forum / Różności / Star Trek: Soviet - Afterwar

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!