USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Opad szczęki - Phase II
 Strona:  ««  1  2  ...  29  30  31  32  33  ...  36  37  »» 
Autor Wiadomość
mozg_kl2
Użytkownik
#901 - Wysłana: 15 Sty 2014 15:43:49
Odpowiedz 
Q__

http://i4.face-palm.pl/pictures/201211/normal/6b3840a9bf0548a2570ef80cfca67e63.jpg

Inna sprawa że Tajna misja fajny serial ale lewactwo proekologiczne niskiego sortu. A historię Rzymu to niech on lepiej poczyta.
Q__
Moderator
#902 - Wysłana: 15 Sty 2014 15:48:07
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
lewactwo proekologiczne niskiego sortu

Wątków proekologicznych po prawdzie tam nie pamiętam... Widać znasz seriale dla nastolatków lepiej niż ja.

A zamiast obrazka może być i filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=sen8Tn8CBA4
mozg_kl2
Użytkownik
#903 - Wysłana: 16 Sty 2014 16:06:21
Odpowiedz 
Q__:
Wątków proekologicznych po prawdzie tam nie pamiętam... Widać znasz seriale dla nastolatków lepiej niż ja.

Tajna misja jest na mojej liście młodzieżowych nerdyzmów. Oni tam zawsze ratowali matkę nature przed zakusami kapitalisty.
Q__
Moderator
#904 - Wysłana: 16 Sty 2014 19:27:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Oni tam zawsze ratowali matkę nature przed zakusami kapitalisty.

Samego kapitalistę pamiętam.

Sam J. R. Ewing nie robił na mnie w owe lata takiego wrażenia, może tylko Shere Khan* z Tale Spin (SuperBaloo po naszemu) mógł się z nim równać. Ale o co z nim walczyli tom zapomniał...

* jaki jest, każdy widzi:
SensusCommunis
Użytkownik
#905 - Wysłana: 18 Sty 2014 12:55:16 - Edytowany przez: SensusCommunis
Odpowiedz 
Ha! Reszcie głos zdrowego rozsądku:

http://wsumie.pl/rodzina/92043-koniec-indoktrynacj i-przedszkolakow

To jest właśnie problem o którym mówię, a który tylko będzie narastał dzięki różnym rozporządzeniom unijnym. Oferty edukacyjne (i nie tylko) zaczynają tworzyć nie realni specjaliści, lecz grupy zaprzątniętych własną fantazją ideologów.

Jest to nieunikniony skutek zdrady jakiej dopuściły się uniwersytety. Humanistyka nie ma już nic wspólnego z badaniem (w sensie np. historycznym) czy odkrywaniem dla człowieka kultury. Została zamieniona w ośrodek organizowania się ideologicznego. Z którego wyradzają się tzw. eksperci. Eksperci od kultury, eksperci od seksu, eksperci od równości, to można mnożyć w nieskończoność. Jeśli równość przestaje się pojmować jako równość wobec prawa, prędzej czy później kończymy w świecie, w którym przy śniadaniu zza ramienia jakiś ekspert doradza nam o neutralnych płciowo kolorach serwetek.

Same założenia równościowe mogą być sobie szczytne (chociaż moim zdaniem bełkotliwie pojmują równość, która w sensowny sposób może być wyłącznie równością wobec prawa), problem jest taki, że miarę tego co ma oznaczać równouprawnienie przekazuję się właśnie takim środowiskom.

Za kluczowy uznaję ten fragment:

W przedstawionym opracowaniu brak szczegółowych celów kształcenia i wychowania, które odnosiłyby się do zadań, jakie stawiane są przed wychowaniem przedszkolnym w Podstawie programowej (…) Wyraźna jest instrumentalizacja dziecka, włączanie do treści wychowania przedszkolnego problemów, które są ważne społecznie, ale nie dotyczą dzieci.
Q__
Moderator
#906 - Wysłana: 18 Sty 2014 13:15:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
SensusCommunis

Wyszło na to, że monopol na indoktrynację dzieci mają tylko rodziny i ich znajomi.

ps. Drobny polityczny offtop mogę wybaczyć, ale jednostronne skrzywienie Twoich forumowych wypowiedzi w kierunku politycznym poczytam Ci rychło za próbę agitacji i zwykły flood (oraz forsowanie swojej wizji forum wbrew głosom sporej części - jeśli nie większości - Współforumowiczów, która nie życzy sobie jego upolityczniania), czekam więc, że zechcesz wypowiedzieć się teraz na inne tematy, zwł. związane z Trekiem i uznaj to za bezwzględną moderatorską wytyczną. (Max. jeden post polityczny na 3-5 normalnych, zgodnych z charakterem forum to proporcja jaką masz od tej pory zachowywać.) Ponadto doradzam dalsze złagodzenie retoryki.
IDIC
Użytkownik
#907 - Wysłana: 18 Sty 2014 13:45:37
Odpowiedz 
SensusCommunis

SensusCommunis:
To jest właśnie problem o którym mówię, a który tylko będzie narastał dzięki różnym rozporządzeniom unijnym

A które rozporządzenia unijne masz tutaj konkretnie na myśli?
Pytam, ponieważ treści zawarte w tych "unijnych rozporządzeniach" uzasadniają - jak rozumiem - prawdopodobieństwo zaistnienia scenariusza zdarzeń, o którym piszesz (tj. narastania problemu).
Naturalnie nie chodzi mi o to, byś wkleił kolejny ogólnik, tylko o to, abyś podał konkrety, tzn. wskazał rozporządzenia (numer, fragmenty), których zapisy będą przyczyniały się do narastania problemu oraz opisał mechanizm wpływania tych zapisów na rzeczywistość.


SensusCommunis:
Oferty edukacyjne (i nie tylko) zaczynają tworzyć nie realni specjaliści, lecz grupy zaprzątniętych własną fantazją ideologów.

Określenie "oferta edukacyjna" jest IMO nieadekwatne, no ale to szczegół, tak na marginesie.
Ważne jest to, że różnego typu materiały - w założeniu autora stworzone z myślą o wykorzystaniu ich w procesie edukacji - mogą być tworzone przez kogokolwiek.
Może je sobie stworzyć w zaciszu domowym nawet najbardziej niekompetentna osoba (np. Ty też mógłbyś stworzyć coś takiego).
Po to jest jednak właśnie proces opiniowania, aby materiał mało wartościowy lub wręcz zawierający błędy, nie wszedł do użytku szkolnego.
Z linkowanego przez Ciebie artykułu wynika, że mechanizm, stworzony z myślą o zmniejszaniu ryzyka wykorzystania w procesie edukacji materiałów o wątpliwej wartości, działa.
Należy się z tego cieszyć, a nie bić pianę z tego tylko powodu, że ktoś tam sobie w ogóle coś mało wartościowego stworzył.


SensusCommunis:
Jest to nieunikniony skutek zdrady jakiej dopuściły się uniwersytety.

A na czym konkretnie w tym przypadku miałaby polegać zdrada, o której piszesz?
Biorąc pod uwagę fakt przygotowania opinii przez Zespół Edukacji Elementarnej, działający przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN (czyli tak jakby właśnie przez reprezentantów środowiska uniwersyteckiego), oczywiście.

SensusCommunis:
problem jest taki, że miarę tego co ma oznaczać równouprawnienie przekazuję się właśnie takim środowiskom

A na czym konkretnie - w związku z opisaną przez Ciebie sytuacją - ma polegać owo "przekazanie równouprawnienia takim środowiskom"?
mozg_kl2
Użytkownik
#908 - Wysłana: 19 Sty 2014 11:27:16
Odpowiedz 
SensusCommunis
Użytkownik
#909 - Wysłana: 19 Sty 2014 16:01:29
Odpowiedz 
Q__:
Wyszło na to, że monopol na indoktrynację dzieci mają tylko rodziny i ich znajomi

Ależ oczywiście Q__. Bo to są ich dzieci. Nie pojmujesz tego?

Dopóki rodzic nie dopuszcza się jakiejś możliwej do wykazania krzywdy na dziecku, ma prawo wychowywać je jak mu się żywnie podoba. I Ty, każda postronna osoba, instytucja, czy państwo, nie macie prawa się w to wtrącać. Państwo istnieje z decyzji jednostek i w celu ochrony ich interesów. Nie odwrotnie. To jest tak proste.
Q__
Moderator
#910 - Wysłana: 19 Sty 2014 16:49:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
SensusCommunis

SensusCommunis:
Ależ oczywiście Q__. Bo to są ich dzieci. Nie pojmujesz tego?

Nie, nie pojmuję. Prawo własności mam za umowny - bywa użyteczny - konstrukt, a w wypadku "prawa" do posiadania innych ludzi wręcz za - subiektywnie - grubszą niemoralność.

Ponadto - vide lemowa "Zagadka", którą cytowałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=8&topic=2163&page=1#msg254451
Serio nie widzisz nic zdrożnego w tym, że o ile by - nawet - jeździć na rowerze trzeba przejść stosowną naukę i zyskać adekwatny papiórek, o tyle dzieci może płodzić i wychowywać byle - jak lubisz mawiać - idiota bez śladowych po temu kwalifikacji?

Zaiste nazbyt wierzysz w to co naturalne, a za mało w zdrowy rozsądek.

SensusCommunis:
Państwo istnieje z decyzji jednostek i w celu ochrony ich interesów. Nie odwrotnie.

Pytanie: czy niewłaściwie - acz w naturalnych warunkach - wychowane dziecko nie będzie zagrożeniem dla interesów innych jednostek już za parę lat?

SensusCommunis:
To jest tak proste.

Skąd w Tobie przekonanie, że każdy musi podzielać Twoje poglądy filozoficzne? Czemu swoje subiektywne wartościowanie próbujesz przedstawiać jako - rzekomo - wpisane we Wszechświat? To, że coś ewolucja ukształtowała akurat tak, a nie inaczej, czy, że Twojemu mózgowi coś się wydaje oczywiste, to żadna podstawa dla prób obiektywizowania moralności.

Aż muszę do znudzenia moim ulubionym cytatem z Lema pojechać:

"Poplątałeś fizykę z etyka, ze tylko za drąg chwytać! Z punktu widzenia fizyki jest wszystko jedno, czy żyjesz ty, czy tamten Trurl, czy obaj, czy żaden, czy ja skaczę, czy w grobie leżę, bo w fizyce nie ma stanów podłych ani zacnych, dobrych ani złych, a tylko to, co jest, istnieje, i na tym kropka."

Tyle wiemy z maksimum pewności jaką daje naukowe poznanie (choć subiektywnie można sobie wierzyć w co się tam chce) i to jest konkret, który należy przyjmować do wiadomości jako ramę, w której dopiero można sobie wznosić jakieś prywatne etyki i filozofie. No, chyba, że - jak postmoderniści, których nie cierpisz - zamierzasz negować fakty dostępne empirii na rzecz widzimisię.

ps. Nadal czekam a Twoje posty o ST. Nie żartuję.
Seybr
Użytkownik
#911 - Wysłana: 19 Sty 2014 16:55:02
Odpowiedz 
SensusCommunis:
Dopóki rodzic nie dopuszcza się jakiejś możliwej do wykazania krzywdy na dziecku

Krzywdy, czyli jakiej ? Rozumiem, że krzywda ta to min. znęcanie się fizyczne czy psychiczne. Brak zapewnienia godnego życia.
Gdy dzieciak będzie szalał i zachowywał się w trybie bachor. Dla jednego klaps będzie czymś normalnym w danej chwili, inny się oburzy.
Dla kogoś z miasta będzie czymś szokującym, zabicie kury. Gdzie dla np. 10 letniego dziecka będzie czymś normalnym. On wie z czego jest rosół a mleko daje krowa a nie sklepowa.

Dla mnie od dziecka było czymś normalny, jak mój ojciec oprawiał dzika czy preparował czaszkę np. byka jelenia. Inny rodzic oburzy się tym. Wystarczy pośledzić FB i ekoterroryzm.
Q__
Moderator
#912 - Wysłana: 19 Sty 2014 17:29:38
Odpowiedz 
A tu coś z krajów dalekich:
http://www.sfora.pl/Nie-chcesz-tego-wachac-Ten-czl owiek-nie-kapal-sie-od-60-lat-g63524
(Proszę bez taniego antyarabizmu.)
MarcinK
Użytkownik
#913 - Wysłana: 19 Sty 2014 17:46:27
Odpowiedz 
E, nie jest źle. Po takim czasie jego skóra powinna być tak brudna że nawet Czarni wołali by na niego ty czarnuchu
Q__
Moderator
#914 - Wysłana: 19 Sty 2014 18:04:59
Odpowiedz 
MarcinK

Eeetam, nie sądzę, by zaszczycili go N-word, które, gdy używane przez samych swoich służy niektórym afroamerykańskim środowiskom do umacniania tożsamości.
MarcinK
Użytkownik
#915 - Wysłana: 19 Sty 2014 18:09:24
Odpowiedz 
Q__ Z drugiej strony doprowadzenie siebie do stanu czarnego czarnucha przez niemycie się jest raczej niemożliwe. Po pewnym czasie brud sam odpada jak skóra u węża

Może koleś nie myje się gdyż chce się stać żywą skamieliną w dosłownym sensie
Q__
Moderator
#916 - Wysłana: 19 Sty 2014 18:13:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Dla mnie ciekawsze niż szukanie w tym taniej uciechy było jak nędzne warunki higieniczne jest w stanie znieść - i przetrwać - ludzki organizm. Przynajmniej ten konkretny.

(O ile nie jest to jakiś medialny wymysł.)

MarcinK:
czarnego czarnucha

Potrzebne to? Zwł. powtórzone do znudzenia...
SensusCommunis
Użytkownik
#917 - Wysłana: 19 Sty 2014 18:29:24 - Edytowany przez: SensusCommunis
Odpowiedz 
Seybr

Właśnie dlatego, jak pisałem, ingerencja może być dopuszczalna wyłącznie w przypadku jasnej i możliwej do precyzyjnego określenia krzywdy dziecka np. mąż leje po pijaku żonę, rodzic okłada dzieciaka kablem, albo zostawia go w domu bez opieki samemu uderzając w dwudniową libację itp.

Jeśli dopuścimy ingerencje w sprawach czułych na różne stanowiska i interpretacje, to skończymy - prędzej lub później w państwie totalitarnym, gdzie polityka rozstrzyga jak mamy wychowywać własne dzieci, albo czy w ogóle mamy prawo je wychowywać.

Totalitaryzm zawsze uwzględnia ten czynnik jako jeden z pierwszych -- usiłuje przejąć władzę nad dziećmi i młodzieżą, bo tylko w ten sposób można wychować obywateli ślepo posłusznych danej idei.

Q__:
Serio nie widzisz nic zdrożnego w tym, że o ile by - nawet - jeździć na rowerze trzeba przejść stosowną naukę i zyskać adekwatny papiórek, o tyle dzieci może płodzić i wychowywać byle - jak lubisz mawiać - idiota bez śladowych po temu kwalifikacji?

Oczywiście. Ponieważ zdolność wychowywania dzieci jest z zasady wrodzona. Wyjątek potwierdza tu tylko regułę (założenie, że wyjątki znoszą regułę, jest błędem logicznym). Wychodząc z innego stanowiska wyrażasz wyłącznie niesamowitą, scjentystyczną pychę.

Uważasz, że wiedza teoretyczna (sama w sobie dyskusyjna i wątpliwa w tych względach, jako że wychowanie jest procesem relacyjnym i kontekstualnym tj. poddanym każdorazowym okolicznościom) przekłada się na zdolność praktyczną. A to jest czysta niedorzeczność.

Ponadto w sposób karygodny, bo trudno określić to inaczej, próbujesz przekłamać znaczenie przynależności - jako osobistej, naturalnej więzi i wynikających z niej wzajemnych odpowiedzialności, co się powszechnie rozumie przez stwierdzenie, że dzieci należą do rodziców - w pojęcie własności na wzór własności przedmiotu materialnego.

Robisz to wyłącznie w jednym celu. Żeby wygrać dyskusję przez absurdalne przekształcenie tezy. Dopuszczasz się więc tzw. straw man fallacy. A wszystko to dlatego, jak przypuszczam, że widzisz jakiś urok w tym, żeby tresować dzieci w pewnym odgórnie wyznaczonym kierunku. Nie Ty pierwszy.

Jedynym sposobem na minimalizację negatywnych zjawisk wychowawczych, jest 1. piętnowanie i zwalczanie precyzyjnie rozumianej patologii (np. przemoc w rodzinie) 2. uwrażliwienie społeczne na istnienie takich zjawisk 3. edukacja - którą wszelako można rozumieć wyłącznie jako wykładanie tez niepodważalnych np. należy pamiętać, że dziecko jest na innym etapie rozwoju, niż osoba dorosła i może nie rozumieć, że pewne zachowania są złe, w związku z tym należy w sposób adekwatny (uwzględniający tę kwestię) interpretować zaistniałe sytuacje.

Jak to lubi powtarzać Korwin. Socjalizm jest tym systemem, który bohatersko rozwiązuje problemy, które nie istnieją we wszystkich innych. Twoje wypowiedź jest tego doskonałym zobrazowaniem. Miast wyjścia najprostszego, ewolucyjnie uzasadnionego, i słusznego humanistycznie (naturalna więź między rodzicami, a dzieckiem), Ty roisz sobie, gdzieś tam sobie płyniesz, ku wyspom totalnego odlotu w bezrozumność przez absolutyzację rozumu jako narzędzia wszechmocy. I już na horyzoncie widać dzieci umieszczone w masowych szkółkach wychowywane przez ekspertów państwowych nie mogących im dostarczyć najbardziej potrzebnej dla dziecka rzeczy - osobistej relacji, poczucia wyjątkowości, bycia kochanym i przynależącym do kogoś.
MarcinK
Użytkownik
#918 - Wysłana: 19 Sty 2014 18:33:41
Odpowiedz 
Q__:
Dla mnie ciekawsze niż szukanie w tym taniej uciechy było jak nędzne warunki higieniczne jest w stanie znieść - i przetrwać - ludzki organizm.

Wiesz. Dzieci wychowywane w sterylnych warunkach dużo częściej cierpią na alergie niż np. dzieci ze wsi dla których niestraszny jest obornik.
Możliwe że nasz brudasek jest istnym X-menem jeśli chodzi o układ odpornościowy.
Q__
Moderator
#919 - Wysłana: 19 Sty 2014 18:39:01 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
SensusCommunis

Prosiłem o wypowiedzi na inne tematy niż tylko ideologia. Jeśli w ciągu najbliższych dwu dób nie zobaczę min. 6 postów na tematy zgodne z zasadniczą tematyką forum (zakładając, że postów ideologicznych nie przybędzie; lub odpowiednio większej ich ilości jeśli chcesz kontynuować ten dialog), potraktuję Cię - z żalem - jako typowego ideologicznego floodera. Z wszelkimi tego konsekwencjami (cięcie itp.). Do tego momentu wstrzymuję się od polemiki z Tobą.
SensusCommunis
Użytkownik
#920 - Wysłana: 19 Sty 2014 19:29:07 - Edytowany przez: SensusCommunis
Odpowiedz 
Q__

To teraz jeszcze będziesz określał o czym mam pisać? Zasadniczo - jest to zgodne ze strategia poznawczą jaką prezentujesz w sprawie dzieci.

IDIC

Jak wyraźnie napisałem. Nie chodzi tyle o o poszczególne zapisy, ale o ich bełkotliwość (niedookreślenie). Oraz sugestie, że istnieje jakaś wiedza, albo prosta droga do niej, które w istocie nie istnieją. Sama strategia gender mainstreamingu w części opiera się na idei słusznej, znacznie rozsądniejszej, niż dawne postulaty równościowe. Tylko kompletnie nie uwzględnia rzeczywistości.

Dawniejsze idee zakładały pewien elementarny błąd. Mianowicie, że pod powierzchnią płci istnieje jakiś wirtualny człowiek abstrakcyjny, taki sam w każdej jednostce. Różnice płciowe były w takim rozumowaniu pozorne, wykształcone kulturowo (to jest zresztą rozumowanie zgodne z rozumowaniem genderowym w feminizmie). Wniosek był prosty. Skoro tak, to jakakolwiek nierówność np. nierówność arytmetyczna w jakiejś dziedzinie, była dyskryminacją z którą należy walczyć.

Dokumenty ONZ-tu i UE w paru miejscach odchodzą od tego rozumowania. Stwierdza się, że w ocenie zjawisk należy uwzględniać możliwe różnice biologiczne. Wprost też zakazuje się akcji afirmatywnych w jakimkolwiek innym celu, niż promujący wyrównanie, przy uwzględnieniu różnic płciowych i wolnych wyborów. Nie można np. więc prowadzić akcji afirmatywnych w celu odegrania się na mężczyznach, czy takiego przechylenia szali w odwrotną stronę, żeby więc nikomu nie przyszło do głowy usuwać skądś kobiety. Akcje afirmatywne mają mieć też - tak to rozumiem - raczej formę zachęty, niż jakiegoś matematycznego przymusu.

Problem związany z polityką gender mainstreamingu jest inny. Problemem tym jest jej totalność, która zakłada, że każda polityka, na każdym poziomie, w każdej dziedzinie musi uwzględniać problematykę gender. Zarówno w sektorze państwowym, jak w sektorze prywatnym (od tego uzależnia się dotacje, także międzynarodowe).

Jest to nie tylko niesamowicie kosztowne (i można podejrzewać, że skutki będą nijakie w stosunku do włożonych środków). Jest to absurdalne, ponieważ nie istnieje ani zasób badań, ani zasób ekspertów, który pozwoliłby na sensowne wprowadzenie tego zalecenia.

Nauka dopiero zaczyna odkrywać różnice między płciami. Na razie na ten temat wiemy bardzo niewiele i w ograniczonym zakresie problemów. Wiele spraw o jakich coś już wiemy (jak np. statystyczne różnice w budowie mózgu), wymaga interpretacji i setek dalszych badań. Nie mamy zatem wiedzy, ale mamy zobowiązanie by wiedzę wszędzie i na każdym etapie uwzględniać.

Czym to się kończy? Otóż tym, że np. pracodawca prowadzi jakiś projekt w swojej firmie i chce uzyskać dotację. A tam ma zapis, że jeśli życzy sobie utrzymać środki finansowe musi przeprowadzić całościową analizę projektu, na wszystkich jego etapach, uwzględniającą kwestie genderowe. Teraz - kogo zatrudni pracodawca?

Oczywiście, pracodawca zatrudni osobę po gender studies, ponieważ w ogólnym mniemaniu to są specjaliści od gender. A tak wcale nie jest. Wydziały te są wręcz wylęgarnią różnych odłamów feminizmu i innych ideologii związanych z seksualnością. Ale papier uniwersytetu jest. Nazwa wydziału jest. Specjalista od gender. Przecież to jest nawet w nazwie. Kto może więcej wiedzieć od takiej osoby na temat różnic między gender, a sex?

Być może pracodawca będzie trochę nieufny i zatrudni jakiegoś socjologa (i co taki socjolog poradzi? nauki społeczne to też w wielkiej mierze osobiste elukubracje, a nie teorie naukowe w ścisłym sensie tego słowa). W najlepszym wypadku, jak rzecz będzie dotyczyć edukacji - pedagoga (ten może coś wiedzieć w tym wąskim temacie o różnicach płciowych).

Nie zatrudni neurologa, nie zatrudni biologa, nie zatrudni genetyka itd. Nawet nie mógłby ich zatrudnić. Ponieważ specjaliści tych dziedzin zajmują się ścisłymi, szczegółowymi badaniami w ograniczonym zakresie problemowym. Wiedza ogólna na temat różnic płciowych, różnic zdolności, potrzeb zainteresowań i tego w jakiej mierze odpowiada za to biologia, a w jakiej kultura, oraz jak to się ma do danych sytuacji społecznych -- nie istnieje! I jeszcze przez długi czas nie będzie istniała.

Jeśli przyjmujemy odwrotne założenie - otwieramy na oścież drzwi wszelkim ideologiom uwikłanym w rozważania płciowe (dowolnym: czy to prawicowym, czy lewicowym, kto jest przy władzy). Bo tylko one mają tutaj coś ogólnego i pozornie rozstrzygającego sprawę do powiedzenia. Dostarczają całościowych wyjaśnień i interpretacji. A że nie mających nic wspólnego z nauką? Tym gorzej dla nauki.

Do czego to może prowadzić doskonale pokazał ten filmik:

http://www.dailymotion.com/playlist/x1xv47_Brainwa shingInNorway_hjernevask-english/1

Autor nie jest w żadnym wypadku wrogiem równouprawnienia. Co można łatwo wyczytać:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Harald-Eia- czlowiek-ktory-zmasakrowal-gender-wyznaje-cenie-fe ministki,wid,16322996,wiadomosc.html?ticaid=1120d4

Ten dokument sprzeciwia się ideologizacji problemu.

Jedynym sensownym obecnie wyjściem, jest radykalne zwalczanie dyskryminacji np. nierówności płac za wykonywanie tej samej pracy; i ogólnie - równość wobec prawa. Można oczekiwać, że jeśli będzie to egzekwowane (bo jak ogólnie z prawem pracy - problem jest z egzekwowaniem prawa, a nie prawem), poszczególne potrzeby, oczekiwania, kierunki zainteresowań płci same się odsłonią. Po prostu poprzez dokonywane wybory. W tych aspektach w jakich mamy już silne przesłanki, że nierówność wynika z uprzedzeń itp. można myśleć o akcjach afirmatywnych w formie zachęty. I tyle.

Zamiast marnować ogrom pieniędzy na jakieś totalne w swojej skali projekty, 90% tych środków przekazałbym na badania nad różnicami płciowymi w dziedzinie edukacji. Coraz bardziej np. silne są przypuszczenia, że z powodu zróżnicowania rozwoju mentalnego kobiety i mężczyzn w czasie, programy nauczania są niedostosowane do potrzeb płci. I jako takie są niesprawiedliwe wobec kobiet. Takie tezy np. pojawiają się wśród osób zajmujących się pedagogiką matematyki.

Okazuje się zatem, że pogoń za równością rozumianą jako identyczność, właśnie - przynajmniej w pewnych sferach - mogła doprowadzić do postawienie kobiet w pozycji stratnej.

Niestety, rozumienia takich kwestii trudno się spodziewać po osobach ze wspomnianych wydziałów. Polecam osobiste doświadczenie -- rozmowy w toku z efektami edukacji na takich wydziałach w postaci różnych działaczy feministycznych, gejowskich itd.

Rzecz jasna, masz rację, że tym razem - w sprawie tego programu przedszkolnego - system zadziałał. Ale pamiętaj, że w PAN-ie siedzi jeszcze stara szkoła pedagogów. Zwróć też uwagę jaki obraz sprawy mieliśmy w mediach. Z jednej strony jakieś oszołomskie mieszanie feminizmu genderowego w politykę gender mainstreaming przez prawicę, a z drugiej dowód na to, że w Polsce w istocie osoby robiące w tym temacie za medialnych ekspertów wywodzą się ze środowisk feministycznych i podobnych. Ostatecznie zeszło na to, że gender theory to jest nauka! (ta, jasne!!!)

Co ma gender theory (ideologia swobodnie i wybiórczo sięgająca to tez naukowych i pseudo-naukowych, wywodząca się z feminizmu), do gender mainstreaming. Które, po pierwsze - jest doktryną polityczną (a więc też żadną nauką), a, po drugie - wprost odżegnuje się od tez jakie możemy znaleźć np. w elukubracjach Judith Butler, jednej z głównych postaci współczesnego nurtu genderowego, które głoszą nieistnienie żadnej substancjalnej rzeczywistości za pojęciami płci, także biologicznej? Co ma jedno z drugim wspólnego?

Teoretycznie - nic. W praktyce, mamy to co mamy. Jak widać panuje przekonanie, że to sprawy jakoś tożsame, i to nie tylko na prawicy, ale także wśród osób, które w Polsce zawłaszczają tę dyskusje z pozycji zwolenników. A wynika to - w mojej opinii - z tego co starałem się zarysować w tym poście.
mozg_kl2
Użytkownik
#921 - Wysłana: 19 Sty 2014 20:09:01
Odpowiedz 
czekam na leśniczego który przyjdzie i zrobi porządek.
Seybr
Użytkownik
#922 - Wysłana: 19 Sty 2014 20:18:26
Odpowiedz 
mozg_kl2:
czekam na leśniczego który przyjdzie i zrobi porządek.

Powiedział gajowy ;]. Leśniczy ma dwururkę ?
Q__
Moderator
#923 - Wysłana: 19 Sty 2014 22:56:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
SensusCommunis

SensusCommunis:
To teraz jeszcze będziesz określał o czym mam pisać?

Tak, będę, bo znasz stosunek swoich Współforumowiczów do politykowania. Powtarzam: jeśli koniecznie musisz to robić, to Ci nie zabronię... pod warunkiem, że będzie to margines Twojej forumowej twórczości, nie jej sedno. Chodzi - po prostu - o zachowanie zdrowej poporcji.
Teraz limit urósł do 9 postów o Treku, Doctorze Who, Lemie, Lovecrafcie, Iron Manie czy lotach kosmicznych - mnie to bez różnicy.


mozg_kl2
Seybr

Dałem mu dwa dni.
pirogronian
Użytkownik
#924 - Wysłana: 19 Sty 2014 23:13:50
Odpowiedz 
Q__:
Teraz limit urósł do 9 postów o Treku, Doctorze Who, Lemie, Lovecrafcie, Iron Manie czy lotach kosmicznych - mnie to bez różnicy.

A nie lepiej po prostu wydzielić na to osobny wątek w dziale "różności"?
Adek
Użytkownik
#925 - Wysłana: 19 Sty 2014 23:17:04
Odpowiedz 
Eeee Q to było za łatwe zadanie. hehe Ja bym dorzucił do obowiązkowej listy o czym powinno się rozmawiać: "Czas honoru", "Z archiwum X", TNG oraz DYNASTIĘ! No dla ułatwienia Star Trek Voyager też może być.
Nie ma jak to sobie poprawić nastrój przed snem. Jednak w istocie tępiłbym politykowanie jak zawsze bo jeśli ja widzę, ze większość Polaków nie potrafi o niej dyskutować z pozycji obserwatora/komentatora tylko jako PROMOTOR pewnego nurtu z rewolucyjnym sztandarem w ręku no to takie wojenne często pójście na bagnety nie służy dobrze żadnemu forum. Klimat "Herbatki u Tadka" to jest ten, który służy każdemu forum i każdej dyskusji.
Q__
Moderator
#926 - Wysłana: 19 Sty 2014 23:22:35 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
pirogronian

pirogronian:
A nie lepiej po prostu wydzielić na to osobny wątek w dziale "różności"?

Wątek pt. "Polityka" już był. Został - czasowo - zamknięty, ale pojawiły się raczej głosy za przedłużeniem tego stanu ad infinitum niż otwarciem tematu.

Dalej: zważywszy na to jak dużo Forumowiczów nie życzy sobie jawnego politykierstwa na forum i jak wiele forumowych burz z niego wcześniej wynikło, uważam, że o ile ścisły zakaz zahaczania o te tematy jest zwyczajnie niepraktyczny (więc śmieszny), o tyle wezwanie do zachowania miary ma głęboki sens.
Oczekuję więc, po prostu, by SensusCommunis (znany do niedawna jako Kor) zachował w swoich wypowiedziach tematyczną równowagę, zamiast czynić z bombardowania Współuserów treściami, dla których bynajmniej na to forum nie wchodzą (i na które sam widzisz jak reagują), podawanych w dodatku w sosie absolutnej pewności, sedno swojej aktualnej bytności na Phoenixie.

Adek

Adek:
nie potrafi o niej dyskutować z pozycji obserwatora/komentatora tylko jako PROMOTOR pewnego nurtu z rewolucyjnym sztandarem w ręku

To jest właśnie różnica pomiędzy rozmową o polityce, a politykowaniem (które u nas prohibited).
IDIC
Użytkownik
#927 - Wysłana: 20 Sty 2014 09:55:36 - Edytowany przez: IDIC
Odpowiedz 
SensusCommunis

odniosę się do Twojej wypowiedzi, nawet gdyby Q__ miał mi z tego powodu dać ostrzeżenie
Milczenie z mojej strony mogłoby zostać odczytane jako sygnał, że przekonałeś mnie do swojego punktu widzenia, a tak bynajmniej nie jest.


SensusCommunis:
Jak wyraźnie napisałem. Nie chodzi tyle o o poszczególne zapisy, ale o ich bełkotliwość (niedookreślenie).

Wyraźnie napisałeś to:

SensusCommunis:
To jest właśnie problem o którym mówię, a który tylko będzie narastał dzięki różnym rozporządzeniom unijnym

W ramach dyskusji interesuje mnie tylko i wyłącznie argumentacja merytoryczna.
Stąd prośba o podanie konkretnych aktów prawnych oraz opisanie mechanizmów.
Jak widzę nadal wybierasz taktykę niemerytoryczną, a dokładnie - grę na nastrojach odbiorców (bo tym właśnie jest próba "straszenia" rzekomym narastaniem problemu).
Nie każdego nabierzesz na takie "argumentacyjne plewy" .


SensusCommunis:
Problem związany z polityką gender mainstreamingu jest inny. Problemem tym jest jej totalność, która zakłada, że każda polityka, na każdym poziomie, w każdej dziedzinie musi uwzględniać problematykę gender. Zarówno w sektorze państwowym, jak w sektorze prywatnym (od tego uzależnia się dotacje, także międzynarodowe).

Jest to nie tylko niesamowicie kosztowne (i można podejrzewać, że skutki będą nijakie w stosunku do włożonych środków). Jest to absurdalne, ponieważ nie istnieje ani zasób badań, ani zasób ekspertów, który pozwoliłby na sensowne wprowadzenie tego zalecenia.


Po raz kolejny serwujesz porcję ogólników oraz podejrzeń, niepopartych merytoryczną argumentacją.
Wystarczy dysponować minimum wiedzy z zakresu myślenia projektowego, aby móc stwierdzić, że problem, który z upodobaniem wyolbrzymiasz, faktycznie nie istnieje.
Wprost przeciwnie: gender mainstreaming to ni mniej ni więcej jak postulat przeprowadzenia bardziej rzetelnej (bo zdywersyfikowanej ze względu na płeć) analizy.
I faktycznie powinna być to analiza na każdym poziomie.
Wbrew temu, co piszesz, przeprowadzenie takiej analizy może zwiekszyć efektywność działań.
Przykład:
W wyniku przeprowadzenia analizy problemu kluczowego (I etap w myśleniu projektowym) uwzględniającej zróżnicowanie płciowe stwierdzono, że przyczyny pozostawania na tzw. "długotrwałym bezrobociu" są inne niż w przypadku kobiet, a inne - w przypadku mężczyzn.
Na etapie definiowania celów i rezultatów (II etap w mysleniu projektowym) uwzględniono wyniki ww. analizy i w adekwatny sposób (inaczej w odniesieniu do kobiet, a inaczej w odniesieniu do mężczyzn) zdefiniowano cele i rezultaty.
Na etapie planowania działań (III etap w myśleniu projektowym) zaprojektowano działania, takie które każdorazowo "celują" w rozwiązanie problemów, zidentyfikowanych w odniesieniu do danej płci.
A że istota problemów - różna, więc i działania - odmienne.

Cóż w tym wszystkim takiego kuriozalnego?!
Dzięki przejsciu przez wszystkie etapy myslenia projektowego w sposób uzwględniający różnice ze wzgledu na płeć, można jedynie zwiększyć efektywność działań, a nie ją zmniejszyć i powie Ci to każdy, kto w praktyce zajmował się projektowaniem, a nie tylko o nich czytał.

SensusCommunis:
Czym to się kończy? Otóż tym, że np. pracodawca prowadzi jakiś projekt w swojej firmie i chce uzyskać dotację. A tam ma zapis, że jeśli życzy sobie utrzymać środki finansowe musi przeprowadzić całościową analizę projektu, na wszystkich jego etapach, uwzględniającą kwestie genderowe. Teraz - kogo zatrudni pracodawca?

Oczywiście, pracodawca zatrudni osobę po gender studies, ponieważ w ogólnym mniemaniu to są specjaliści od gender. A tak wcale nie jest. Wydziały te są wręcz wylęgarnią różnych odłamów feminizmu i innych ideologii związanych z seksualnością. Ale papier uniwersytetu jest. Nazwa wydziału jest. Specjalista od gender. Przecież to jest nawet w nazwie. Kto może więcej wiedzieć od takiej osoby na temat różnic między gender, a sex?

Być może pracodawca będzie trochę nieufny i zatrudni jakiegoś socjologa (i co taki socjolog poradzi? nauki społeczne to też w wielkiej mierze osobiste elukubracje, a nie teorie naukowe w ścisłym sensie tego słowa). W najlepszym wypadku, jak rzecz będzie dotyczyć edukacji - pedagoga (ten może coś wiedzieć w tym wąskim temacie o różnicach płciowych).

Nie zatrudni neurologa, nie zatrudni biologa, nie zatrudni genetyka itd. Nawet nie mógłby ich zatrudnić. Ponieważ specjaliści tych dziedzin zajmują się ścisłymi, szczegółowymi badaniami w ograniczonym zakresie problemowym. Wiedza ogólna na temat różnic płciowych, różnic zdolności, potrzeb zainteresowań i tego w jakiej mierze odpowiada za to biologia, a w jakiej kultura, oraz jak to się ma do danych sytuacji społecznych -- nie istnieje! I jeszcze przez długi czas nie będzie istniała.

Doprawdy nie wiem, skąd czerpiesz wiedzę, uprawniającą Cię do formułowania takich twierdzeń.
podejrzewam, że ze swojej wyobraźni,ponieważ z faktami stawiane przez Ciebie tezy nie mają nic wspólnego.
Przez moje ręce przeszły setki projektów (uczestniczyłam w etapie planowania różnych przedsięwzięć, a także opiniowałam i rozliczałam projekty).
W ŻADNYM z projektów, z którymi miałam do czynienia (a powtarzam, że były ich setki) w celu uwzględnienia założeń gender mainstreaming nie został zaangażowany absolwent gender studies.


Aha! I jeszcze pozwolę sobie wtrącić się w Twoją polemikę z Q__, dotyczącą "prawa do wychowywania do dziecka".


SensusCommunis:
Dopóki rodzic nie dopuszcza się jakiejś możliwej do wykazania krzywdy na dziecku, ma prawo wychowywać je jak mu się żywnie podoba. I Ty, każda postronna osoba, instytucja, czy państwo, nie macie prawa się w to wtrącać. Państwo istnieje z decyzji jednostek i w celu ochrony ich interesów. Nie odwrotnie. To jest tak proste

Naturalnie tutaj również nie masz racji, co więcej: zdajesz się nie znać podstawowych definicji z tego zakresu.
Wychowanie naturalne "wrzucasz do jednego worka" z wychowaniem instytucjonalnym, podczas gdy każdym z tych typów wychowania rządzą inne prawidłowości.
Dodatkowo swoje nieprofesjonalne wypowiedzi na ten temat krasisz populistycznymi hasełkami, takimi jak to o istnieniu państwa z woli jednostek.
Może gdyby panującym w państwie ustrojem była anarchia, to Twoje hasło byłoby uprawnione.
Do tej pory jednak żadne państwo funkcjonujące w oparciu o taki ustrój nie powstało.
Q__
Moderator
#928 - Wysłana: 20 Sty 2014 10:00:00
Odpowiedz 
IDIC

IDIC:
nawet gdyby Q__ miał mi z tego powodu dać ostrzeżenie

Uznam Ci to za obronę konieczną.
Q__
Moderator
#929 - Wysłana: 21 Lut 2014 23:34:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Bezbożnik Roddenberry smaży się w Piekle:
http://www.jesus-is-savior.com/False%20Religions/N ew%20Age/gene_roddenberry.htm
(W ew. komentarzach proszę o umiar.)
mozg_kl2
Użytkownik
#930 - Wysłana: 22 Lut 2014 09:12:09
Odpowiedz 
Q__:
Bezbożnik Roddenberry smaży się w Piekle:

Ostatnio słyszałem, że katole w stanach stwierdzili iż paraliż S. Hawkinga to kara od Boga za wkraczanie na jego teren.
 Strona:  ««  1  2  ...  29  30  31  32  33  ...  36  37  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Opad szczęki - Phase II

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!