USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Nasze "dziś" - wydarzenia wesołe, smutne, straszne i dziwne
 Strona:  ««  1  2  3  ...  6  7  8  9  10  11  12 
Autor Wiadomość
reyden
Użytkownik
#331 - Wysłana: 22 Lip 2016 22:05:21
Tak wyglądał pierwszy HDD z 1956 roku - pojemność 5 MB :

hdd v1

Tak na początku lat 80 wyglądał ST-506 , pierwszy dysk 5,25" mający taką samą pojemność

st-506

Postęp i minaturyzacje masz we wszystkim - nośniki pamięci , procesory/karty graficzne , urządzenia mobilne czy telefony .
Mav
Użytkownik
#332 - Wysłana: 22 Lip 2016 22:16:45 - Edytowany przez: Mav
reyden:
Postęp i minaturyzacje masz we wszystkim - nośniki pamięci , procesory/karty graficzne , urządzenia mobilne czy telefony .

Owszem, ale miniaturyzacja w przypadku pamięci robi największe odczuwalne wrażenie. Wiesz, PC'ety są takie same. Mój pierwszy komputer miał obudowę taką samą jak ten dzisiejszy. Wiadomo, że w tym obecnym mam procesor wielokrotnie więcej napchany tranzystorami itd., ale jednak skrzynka jest takich samych rozmiarów. Tak samo telefony. Ich postęp robi ogromne wrażenie, ale sama wielkość niekoniecznie, bo wręcz zaczęły one rosnąć, są cieńsze o wiele bardziej, ale szersze i dłuższe.

Pamięć ma to do siebie, że pamiętamy kasety VHS, dyskietki, HDD 3.5 cala, CD, a także ich pojemności. Miały one określone rozmiary, a teraz mamy pamięci, których wręcz nie ma... Bo przecież ten mój pendrive, to w zasadzie sama wtyczka USB, nośnika wręcz tam nie widać. Fizyczny nośnik pamięci jest tak mały, że mieści się w tym małym kawałeczku plastiku, który pomaga wyjąc wtyczkę USB z gniazda Do tego dochodzi fakt, że ta niesamowita miniaturyzacja nie wpływa na pojemność, która także robi wrażenie.
krzychu
Użytkownik
#333 - Wysłana: 22 Lip 2016 22:20:58
smartphone to jest miniaturyzacja
MarcinK
Użytkownik
#334 - Wysłana: 22 Lip 2016 22:27:50 - Edytowany przez: MarcinK
Mav:
Fizyczny nośnik pamięci jest tak mały, że mieści się w tym małym kawałeczku plastiku, który pomaga wyjąc wtyczkę USB z gniazda

Za dobre to nie jest. Żeby zgubić takie VHS trzeba był się nieźle wysilić a tutaj.

ps. http://pclab.pl/news70636.html
Chyba najtrwalszy nośnik filmów poszedł się je... kochać.
reyden
Użytkownik
#335 - Wysłana: 22 Lip 2016 23:02:23
Kaset VHS czy magnetofonowych nie nazwał bym trwałym środkiem przechowywania danych .

Owszem jak leży to tylko temperatury i pole magnetyczne mogą zaszkodzić , w mniejszym stopniu fizyczne uszkodzenia samej kasety - chyba że dojdzie do uszkodzenia taśmy .

Gorzej jak kaseta była wielokrotnie oddwarzana - wtedy spadek jakości jest widoczny i to bardzo .
The_D
Użytkownik
#336 - Wysłana: 23 Lip 2016 13:22:19
Mav:
Wiesz, PC'ety są takie same. Mój pierwszy komputer miał obudowę taką samą jak ten dzisiejszy. Wiadomo, że w tym obecnym mam procesor wielokrotnie więcej napchany tranzystorami itd., ale jednak skrzynka jest takich samych rozmiarów.

To zależy, mój komputer ma niecałe 12x12 cm
Ale prawda jest taka, że niektóre technologie rozwijają się dużo wolniej i w przypadku PC takim hamulcowym jest chłodzenie - wciąż chłodzimy głównie powietrzem (inne sposoby są wciąż drogie i/lub problematyczne) dokładamy tylko więcej większych wentylatorów. Właśnie przez chłodzenie małe komputerki jak mój, czy ultracienkie laptopy mają gorszy stosunek ceny do wydajności i nie odpalisz na nich najnowszego Wiedźmina.

W motoryzacji jest podobnie: super wyżyłowane silniki z pompkami, wtryskami, elektroniczne sterowanie, systemy wspomagający, ale jak zimą mróz chwyci kierowcy mają problemy z akumulatorami tak samo jak ich rodzice w starych fiatach czy polonezach.

Co do telefonów - tutaj rozmiar dyktuje oda/wygoda. Są od lat na rynku telefony wbudowane w zegarki, ale szału nie robią, bo gadanie do zegarka jest niewygodne, podobnie jak wybieranie numeru, nie wspominając o pisaniu wiadomości.
MarcinK
Użytkownik
#337 - Wysłana: 23 Lip 2016 13:49:16
reyden:
Gorzej jak kaseta była wielokrotnie oddwarzana - wtedy spadek jakości jest widoczny i to bardzo .

To zależy jak się je użytkuję, znam kilku pasjonatów którzy mają 20 letnie kasety w świetnym stanie i często ich używają. Ważne by utrzymać odtwarzacz w dobrym stanie, kasety dobrze przechowywać (ustawione pionowo a nie jedna na drugiej) itp.
Elaan
Użytkownik
#338 - Wysłana: 23 Lip 2016 19:55:45
Skoro jest tu, jak widzę, paru ekspertów od kaset VHS, to może zna ktoś sposób na zgranie ich zawartości na płyty DVD?
krzychu
Użytkownik
#339 - Wysłana: 23 Lip 2016 20:33:38
elaan

przy pomocy takiego urzadzenia mozna vhs zgrac na dysk hdd do pliku

http://www.engon.de/audio/grabber/grabber.jpg

ja zgrywam przy pomocy virtual dub i kodeka xvid do pliku
reyden
Użytkownik
#340 - Wysłana: 23 Lip 2016 22:39:26
Przy małej ilości kaset lepiej oddać to do jakiegoś fotolabu - tam zgrywają , cena różna - od 20 zł za 1 kasetę .

Co innego jak przenieść swoją bibilotekę VHS na DVD .

To masz 2 opcje - normalny magnetowid + ww. graber albo combo magnetowid+DVD
Elaan
Użytkownik
#341 - Wysłana: 23 Lip 2016 22:57:09
reyden:
combo magnetowid+DVD

Kiedyś miałam, ale wysiadl na amen.
Coś takiego jeszcze jest do kupienia?
Q__
Moderator
#342 - Wysłana: 26 Lut 2020 17:12:13 - Edytowany przez: Q__
Historia, którą pozwolę sobie zatytułować "Co twardsze muchy".

Ciepło, w dobrze ogrzewanym domu jeszcze cieplej, więc nietypowo wcześnie w tym roku pojawiło się w mojej chałupie kilka much (nie tak znów wiele jednak, jak by to mogło wyglądać z ich zagęszczenia w następnych zdaniach). I o nich będzie to opowieść.
Naszykowałem sobie na obiad (m.in) zupę. Wpadła do niej mucha, wydawała się martwa (nie dziwota, zupa była gorąca, prosto z garnka). Danie poszło na zmarnowanie, nieboszczka została spłukana do zlewu, i tam sobie leżała. Myjąc różne rzeczy lałem na nią (rozcieńczony) płyn dezynfekcyjny używany do czyszczenia kocich utensyliów, lalem wrzątek (fakt, do celu dolatywał już mniej wrzący, stygnąc dwakroć w locie - do tego, co było nim płukane, a potem z w/w na zlewowe dno), wreszcie - gdy kocica wrzuciła do zlewu miarkę do odmierzania tego czy owego, a ta przyssała się do otworu odpływowego - podtopiłem ją ponownie, jeszcze solidniej. W końcu, gdy odetkalem zlew i spuściłem wodę... patrzę... mucha żyje. Nie miałem serca jej zabijać, dałem czas by pozbierała się i odleciała.
Po obiedzie - w końcu go zjadłem - przyszedł czas na herbatę. Patrzę, a tu do kubka wpadły mi aż trzy muchy. Pierwsza wylazła po łyżeczce i odleciała zanim zdążyłem zareagować. Herbata poszła do zlewu, muchy - tym razem - do kosza na odpadki, na sam wierzch. Wglądały na nieżywe. Po ok. 5 minutach zaglądam do kosza, a tu muchy nie tylko zaczynają łazić, ale i szybko pokopulowały radośnie i wyfrunęły.
To się nazywa wola życia!
Pleiades
Użytkownik
#343 - Wysłana: 26 Mar 2020 20:04:46
O ja nie mogę...
My też mamy problemy z muchami, wlatują nam latem na potęgę. Właśnie jesteśmy na etapie montowania moskitier.
Ale ja jestem mało brzydliwa i zupy na pewno bym nie wyrzuciła, tylko bym muchę wyłowiła i resztę zjadła :P
Ale fakt, te muchy są jakieś mocno odporne. Nie raz u nas dostała klapaką, rozpłaszczyła się i potem została rzucona na kupkę do późniejszego sprzątnięcia. Jak już się zakończyła eksterminacja, to okazywało się, że z tej kupki parę osobników zniknęło i rozlazło się po domu. A to mnie akurat obrzydza, blee...
pirogronian
Użytkownik
#344 - Wysłana: 27 Mar 2020 20:02:36
Q__:
Naszykowałem sobie na obiad (m.in) zupę. Wpadła do niej mucha, (...). Danie poszło na zmarnowanie,

Z powodu jednej muchy, która dopiero co wpadła? Rozrzutnyś
Elaan
Użytkownik
#345 - Wysłana: 27 Mar 2020 20:48:12
Q__

Wybacz, ale czytając te "musze perypetie" popłakałam się ze śmiechu.
Mam nadzieję, że pająków, a tym bardziej trzmieli tak nie traktujesz?
Q__
Moderator
#346 - Wysłana: 27 Mar 2020 21:21:21 - Edytowany przez: Q__
Elaan

Elaan:
Mam nadzieję, że pająków, a tym bardziej trzmieli tak nie traktujesz?

Je zawsze łapię i wypuszczam żywe. O trzmielach zresztą coś kiedyś pisałem:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=2998&page=0#msg206590
Pleiades
Użytkownik
#347 - Wysłana: 27 Mar 2020 23:08:40
Ja pająkom daję w domu pomieszkać, inne stwory wypuszczam, tylko muchy tępimy.
W zeszłym roku na ogrodzie mieliśmy gniazdo os - klecanek rdzaworożnych. To były obserwacje ) Zawsze zerkałam do nich, jak im się powodzi Mam nadzieję, że w tym roku też gniazdo pod dachem szopy założą
Calvary
Użytkownik
#348 - Wysłana: 28 Mar 2020 01:50:22 - Edytowany przez: Calvary
Ja praktycznie nic nie tępię, chociaż - niestety - znam paranoików co tępią wszystko. U mnie nawet wirus Eboli mógłby spokojnie żyć, gdyby dał się głaskać.
Q__
Moderator
#349 - Wysłana: 2 Lip 2020 12:40:52 - Edytowany przez: Q__
Pleiades

Pleiades:
te muchy są jakieś mocno odporne.

To ogólnie dość typowa owadzia cecha. Zacytuję "Doktora Muchołapskiego" Erazma Majewskiego (SF, ale popularyzatorska, w stylu Verne'a, czy wczesnego Clarke'a):

"Serce się ściska, gdy się zastanowimy nad miliardami ofiar i przerażającą sumą męczarni, jakich doświadczają żywcem zjadane i trawione owady. Faktem jest bowiem, że nawet pochłonięte przez ptactwo owady męczą się długo w żołądku, zanim trawiący sok i brak powietrza pozbawi ich życia. Poza kategoryą żywcem połykanych, któż zliczy niedobitków, ginących w powolniejszych jeszcze męczarniach?
 Pomijając ofiary gąsieniczników i różnych pasorzytów, w krótkiej wędrówce spotykałem wiele ciężko pokaleczonych owadów, okazy ze zmiażdżoną głową, z wywleczonemi przez ptactwo wnętrznościami i poodrywanemi członkami. Pomimo ciężkich ran, chodziły one, fruwały, a nawet zajmowały się zaspakajaniem głodu.
Gdyby człowiekowi oderwano rękę, lub przebito go mieczem, nie myślałby on, wijąc się w bólach o jedzeniu, byłby niezdolny nawet do ucieczki. Tymczasem komar, którego złapano za nogi, szarpnąwszy się, zostawia dwie lub trzy nóżki w mocy prześladowcy — i ulatuje tak lekko, jakby mu się żadna krzywda nie stała.
 Sam widziałem pszczołę z oderwanym odwłokiem, jak zagłębiona w kielichu kwiatka, wysysała słodycz. Nektar smakował jej pomimo braku połowy ciała i nie zważając na swe kalectwo, zwiedziła w moich oczach pięć czy sześć takich samych kwiatków, pijąc słodki sok na dnie ich zawarty. Brak odwłoku czyli brzuszka, znaczy u owadów tyle, co u człowieka wycięcie nietylko żołądka i wnętrzności, ale także odjęcie połowy mlecza pacierzowego i mózgu, bo gangliony nerwowe owadów, odpowiadające mózgowi i mleczowi zwierząt kręgowych, mieszczą się nietylko w głowie i tułowiu, ale i w brzuszku owadzim.
 Przypominają mi się tu doświadczenia, robione przed dwunastu laty przez mego kolegę, angielskiego entomologa Packarda. Rzucają one ponure na przedmiot światło. Srogi ten człowiek badał wytrzymałość życia owadów i w imię nauki ucinał im głowy oraz członki, niby kat, wytrawny w swem rzemiośle.
 Pozbawiona głowy Papiernica (Polistes pallipes) wśród żywych, właściwych sobie poruszeń, przez dwadzieścia cztery godzin trzymała się na nogach, a nawet latała i dopiero potem upadła osłabiona. Po czterdziestu godzinach jeszcze groziła żądłem, skoro się jej kto dotknął.
 Pewien gąsienicznik po takiej samej operacyi nie stracił nic na humorze. Był bardzo żwawy, zajmował się ochędóstwem i poruszał się swobodnie. Nie postępował tylko naprzód, zapewne dla braku oczów i różków. Na drugi ranek zdrętwiał z zimna biedaczek, lecz skoro tylko słońce go ogrzało, ocknął się prędko. Przestał żyć dopiero po 27‑miu godzinach. Inny egzemplarz zamierał dłużej, bo aż 36 godzin.
 Chrząszczyk Dzier (Harpalus caliginosus L.) żył bez głowy 20 godzin, Szczeliniak zaś (Hylobius pales Herb.) trzy dni.
 Z doświadczeń Packarda okazuje się, że u owadów prędzej śmierć sprowadza odjęcie odwłoku, aniżeli głowy.
 Gdyby ludzie posiadali podobną naturę, wtedy, zamiast wieszania lub gilotynowania, trzebaby ich chyba na plasterki krajać, chcąc prędko i bez męczarni ukarać śmiercią.
 Twardość życia owadów zdradza się nietylko w okrutnych operacyach. Mnóstwo gatunków, nieznających co to futra lub ciepły kominek, zimuje zdrowo pod mchem, kamieniami lub śniegiem — a choć znaczna część nie wytrzymuje silniejszych mrozów, sporo wytrwalszych pozostaje przy życiu do wiosny. Nawet owady, zwykle nie praktykujące takiego systemu hartowania się, wytrzymują przypadkowe próby.
 Przed kilku laty, przechadzając się w zimie nad brzegiem zamarzłej kałuży, podniosłem odłam brudnego lodu. Ujrzawszy w nim liszki komarów, zawinąłem lód w chustkę i przyniosłem do domu. Tu włożyłem go w szklankę i, wyobraź sobie moje zdziwienie, gdym ujrzał że po stajaniu lodu moje komary odzyskiwały ruchy. To samo zdarza się często z chrząszczami.
 Lądowe owady, zanurzone w wodzie, mogą długo pozostawać w stanie pozornej śmierci i po wydobyciu na powietrze odzyskują przytomność.
 Ten przymiot przyczynia się do szerokiego i szybkiego rozsiedlania się owadów po świecie.
 Bez niego niejeden owad, który wpadł wypadkiem do strumienia, zostałby topielcem, a tymczasem przepływa dziesiątki mil w omdleniu i wyrzucony gdzieś daleko na brzeg, przychodzi do siebie. Szczególniej są pospolite podobne przymusowe wędrówki na wiosnę, gdy wezbrane wody podmulają brzegi rzek, a wraz z podmytym gruntem porywają tysiące zagrzebanych chrząszczyków. Niejeden z nich, zasnąwszy na brzegu Saskiej Kępy, budzi się dopiero za pruską granicą i dziwuje się potem niemało, że jakoś w tym kraju wszystko inaczej wygląda. Ani podejrzywa zapewne, że mimo najstaranniejszego zagrzebania się w roli, zmienił poddaństwo.
 /.../
 Trafia się często, że entomolog, nakłuwszy zachloroformowaną ofiarę wiedzy na szpilkę, pewny jest jej śmierci; tymczasem, po tygodniu zajrzawszy do pudełka, zastaje ją ruszającą się jeszcze na palu. Skonstatowano wypadki odżywania po zanurzeniu w spirytusie.
 Ciołek (Dorcus) ożył u hr. Sanceya po czterodniowym pobycie w alkoholu. Podobnie zachował się raz Paśnik (Rhagium investigator), a zapewne i wiele innych owadów.
 Bądźcobądź, gdy się weźmie pod uwagę, że owady te nie kosztowały nigdy wódki, musimy przyznać, że wytrzymałością na spirytualia przewyższają o całe niebo najwytrawniejszych pijaków.
 Zresztą nietylko w tym kierunku okazują wyższość swą nad rodem ludzkim. Niczem są wobec nich najsławniejsze nasze „głodomory”!
 Burmeister trzymał raz trzy miesiące bez pożywienia chrząszcza Złowieszczyka (Blaps mortisaga), a pstry Wodoląg (Stratiomys chamelaeon) jeszcze lepiej się sprawiał. Według zapewnień Swammerdama, wytrzymał on przeszło 9 miesięcy bez pokarmu!
 Trzeba wyznać, że podobne przymioty w dzisiejszych, ciężkich czasach byłyby nader cennemi pośród urzędników oszczędnościowych instytucyj."


ps. Drobne info o wspomnianym Packardzie:
https://en.m.wikipedia.org/wiki/Alpheus_Spring_Pac kard
https://www.jstor.org/stable/4607646
Q__
Moderator
#350 - Wysłana: 9 Lis 2020 11:43:19
Dowiedziałem się przedwczoraj (czyli technicznie nie dziś) z rodzinnych pogaduch, że żona kuzyna, dość znana prawnik (nie tak znana, jak pewien niedawno zatrzymany adwokat, ale zawsze ) - zaraz wyjaśnię czemu o tym wspominam - przeszła infekcję COVID-19. Objawy na pograniczu bezobjawowości - jednodniowa niewysoka gorączka, lekki katar (bez kaszlu!), potem dwa tygodnie odczuwalnego, ale nie uniemożliwiającego +/- normalnego funkcjonowania (czuła się na tyle źle, że jeszcze przed objęciem kwarantanną nieco zwolniła tempa, ale nie do tego stopnia by musieć leżeć w łóżku, czy - przy rzeczy nieświadomości - całkowicie wziąć sobie wolne od pracy), osłabienia. Zostało jej niegroźne, choć dokuczliwe, powikłanie - utrzymujące się zapalenie spojówek. Co zabawne nie tylko nikogo nie zaraziła (choć, że to koroniak wyszło przypadkiem, po około tygodniu*, do tego czasu, jako się rzekło, nie izolowała się szczególnie od otoczenia), ale i nie da się ustalić od kogo złapała. Jej mąż, wszyscy ze sporej grupy osób, z którymi miała kontakt zawodowy, a także znajomi, których podejmowała na (mieszczącej się w dozwolonych ówczesnymi regulacjami limitach ilościowych; to straszna legalistka także w życiu prywatnym) imprezce w dniu, w którym dostała gorączki - a co do jednego ich solidnie przetestowano - nie tylko mieli negatywne wyniki testów, ale i nie skarżyli się w zbliżonym czasowo okresie na jakiekolwiek grypo- czy COVIDoidalne dolegliwości.

* Przetestowała się komercyjnie pod kątem planowanego kilkudniowego wyjazdu zagranicznego. Późniejszy, państwowy, test potwierdził wynik.
 Strona:  ««  1  2  3  ...  6  7  8  9  10  11  12 
USS Phoenix forum / Różności / Nasze "dziś" - wydarzenia wesołe, smutne, straszne i dziwne

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!