USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Wyszalnia - czyli co nas doprowadza do szału
 Strona:  ««  1  2  3  4 
Autor Wiadomość
Poklok
Użytkownik
#91 - Wysłana: 26 Wrz 2010 15:21:40 - Edytowany przez: Poklok
Eviva:
Wiele rzeczy w szkole jest katorgą dla ucznia. Nauka fizyki, podstawianie do wzoru, geometria analityczna, tabele historyczne, geografia gospodarcza i polityczna... Ponieważ sprawia to uczniom trudność, uważasz, że należałoby z tego zrezygnować?

Mówię o czymś dużo bardziej podstawowym: o przyswajalności. Na przykładzie matematyki - najlepsze wyniki uzyskują w niej uczniowie krajów azjatyckich. Porównano podręcznik japoński i niemiecki dla dzieci w tym samym wieku i okazało się, że ten europejski był dużo grubszy i nabity wzorami i informacjami na każdej stronie. Polscy czy niemieccy uczniowie są utwierdzani w przekonaniu, że matematyka jest trudna, żmudna i skomplikowana, przez co większość z nich wspomina ten przedmiot ze zgrozą albo chociaż nieprzyjemnym ssaniem w żołądku. Dziecko ma naturalną tendencję do uczenia się, do rozwoju, ale nasz system edukacji skutecznie z nią walczy. To droga donikąd. Szkoła nie może ignorować tego, jak funkcjonuje ludzki mózg, czego się oczekuje od współczesnego człowieka wchodzącego w dorosłość. Zarzucanie ucznia abstrakcyjnymi wzorami i definicjami nie zrobi z niego dobrego matematyka.

Podobnie ma się sprawa z językiem polskim. Można, oczywiście, powielać opisany przez Gombrowicza schemat i powtarzać, że Słowacki wielkim poetą był, można gnębić młodzież "Nad Niemnem", które - sądząc z moich doświadczeń - nawet poloniści w większości prywatnie uważają za niezdatną do czytania szmirę (sorry, Eviva). Ale to będzie jak rzucanie grochem o ścianę. Nie zrozum mnie źle, nie postuluję wycofania lektur czy ograniczenia się do najprostszych. Ale program szkolny nie może ignorować tego, z jakim uczniem będzie pracował nauczyciel! Nie może ignorować tego, że polski nastolatek nie będzie po prostu widział sensu w czytaniu "Nad Niemnem", bo nic w tej powieści do niego nie trafi, bo cała jej potencjalna wartość zginie w paraliżującym oceanie beznadziejnej nudy. I czemu służy umieszczanie tej pozycji na liście lektur? W praktyce niczemu.

Program polskiej szkoły jest bezsensownie przeładowany. Miałem w liceum rozszerzoną historię, a gdyby nie dodatkowe, mocno popołudniowe zajęcia, które nauczyciel prowadził z dobrej woli, mógłbym nie zdążyć porządnie przerobić drugiej połowy XX-go wieku. Tegoroczna maturzystka mówiła mi, że z "Mistrza i Małgorzaty" przerabiali tylko scenę balu, bo na więcej nie starczyło czasu. Zapychanie lekcji godzinami spędzonymi przez uczniów na udawaniu, że przeczytali "Nad Niemnem", zakrawa na sabotaż.
Eviva
Użytkownik
#92 - Wysłana: 26 Wrz 2010 17:50:57
Poklok

Każdy wiek ma swoje przykrości. Jak mówi stara bajka

Ten nie miał zdrowia, tamten znów wygody.
Płakał ojciec, że stary. Płakał syn, że młody.


Jedno jest pewne, że usuwanie z programu szkolnego klasycznych lektur byłoby sabotażem, dokonanym na rozwoju duchowym młodego pokolenia.
Poklok
Użytkownik
#93 - Wysłana: 26 Wrz 2010 18:20:46
Eviva:
Jedno jest pewne, że usuwanie z programu szkolnego klasycznych lektur byłoby sabotażem, dokonanym na rozwoju duchowym młodego pokolenia.

Tak. Książka, której się nie przeczytało, wpływa na rozwój duchowy w stopniu niezwykłym. A szkolna edukacja wcale nie musi być mordęgą. Ba, nawet nie powinna, jeśli ma być skuteczna.
TSan
Użytkownik
#94 - Wysłana: 26 Wrz 2010 18:43:25
Eviva:
Rzecz w tym, że gdyby kierować się tym, co jest znienawidzone przez uczniów, to by w szkole chyba tylko przerwy zostały. Tym nie wolno się kierować. przy ustalaniu programu nauczania.

Evivo, ty chyba nie masz dzieci w wieku szkolnym? Tak, bo przecież program jest poprostu świetny. NIe ma to jak zmieniane co roku książki. Przecież w matematyce tyle sie zmieniło w ciągu roku, że aż trzeba książki zmieniać...
Eviva
Użytkownik
#95 - Wysłana: 26 Wrz 2010 19:14:50 - Edytowany przez: Eviva
Poklok:
Tak. Książka, której się nie przeczytało, wpływa na rozwój duchowy w stopniu niezwykłym.

Amerykanie mają przysłowie: Możesz zaprowadzić konia do wodopoju, ale nie możesz zmusić go, żeby pił. Rolą szkoły jest zaprowadzenie ucznia do wodopoju wiedzy. Jeśli uczeń skorzystać nie chce, jego strata.

TSan:
Evivo, ty chyba nie masz dzieci w wieku szkolnym?

Ani żadnych innych

TSan:
Tak, bo przecież program jest poprostu świetny.

Tego nie twierdzę.Tyle, że to nie lektury trzeba by zmienić. Myśmy czytali i nam nie zaszkodziło, przeciwnie, jakoś nie słyszało się o tym, by jakaś smarkula napadła na koleżankę z nożem. Kto wie, może właśnie dlatego, że nasze lektury były czytane, nie oglądane z wierzchu?

TSan:
Przecież w matematyce tyle sie zmieniło w ciągu roku, że aż trzeba książki zmieniać...

Ale w "Nad Niemnem" nic się nie zmieniło i zmieniać go nie trzeba
Toudi
Użytkownik
#96 - Wysłana: 26 Wrz 2010 19:37:56
Eviva:
Amerykanie mają przysłowie: Możesz zaprowadzić konia do wodopoju, ale nie możesz zmusić go, żeby pił.

Z tego co pamiętam ze swojej edukacji, to książki które chciałem przeczytać (a najczęściej miałem przeczytane) nim zaczynałem dany rok często były jeszcze na liście lektur dodatkowych, gdy już dany rok zacząłem wylatywały z tej list i nikt już nimi się nie zajmował, zostawiając głównie te, których nie miałem ochoty tykać. Jeśli ktoś nie wierzy a chce konkretny przykład, niech sprawdzi sobie Tajemnicza wyprawa Tomka, Alfreda Szklarskiego.

Eviva:
Myśmy czytali i nam nie zaszkodziło,

No Eviva, też jestem z tych co czytali i mi zaszkodziło, zraziłem się przez szkołę do książek na długi czas.
Poklok
Użytkownik
#97 - Wysłana: 26 Wrz 2010 19:57:00
Eviva:
Amerykanie mają przysłowie: Możesz zaprowadzić konia do wodopoju, ale nie możesz zmusić go, żeby pił. Rolą szkoły jest zaprowadzenie ucznia do wodopoju wiedzy. Jeśli uczeń skorzystać nie chce, jego strata.

To dajmy pierwszakom listę lektur z wszystkich przedmiotów i powiedzmy im, że za dwanaście lat będą pisać maturę. Jakoś tak się dziwnie składa, że niektóre systemy szkolnictwa dają lepsze, a inne gorsze efekty. Nasz należy do tych drugich.

Eviva:
Tego nie twierdzę.Tyle, że to nie lektury trzeba by zmienić. Myśmy czytali i nam nie zaszkodziło, przeciwnie, jakoś nie słyszało się o tym, by jakaś smarkula napadła na koleżankę z nożem. Kto wie, może właśnie dlatego, że nasze lektury były czytane, nie oglądane z wierzchu?

Mieszasz makabrycznie zupełnie niezwiązane ze sobą sprawy. Naprawdę nie dostrzegasz, że przez ostatnie dwadzieścia lat ludzkie środowisko drastycznie się zmieniło? Że moje pokolenie, o młodszych nie wspominając, inaczej przetwarza informacje, inaczej zapamiętuje, funkcjonuje w innej rzeczywistości społecznej, kulturowej i politycznej? Że maglowane w liceach powieści zrodzone z rozbiorowej traumy mają z naszym życiem tyle wspólnego, co, na przykład, legendy Majów? Że nawet dla kogoś, kto czyta dużo i z chęcią, przebrnięcie przez niektóre szkolne lektury to spory wysiłek, i to w dodatku niegratyfikujący?
Eviva
Użytkownik
#98 - Wysłana: 26 Wrz 2010 20:04:18
Poklok

Środowisko się zmieniło, ale ludzie nie. Jak nie chcesz, nie czytaj - nikt Cie nie zmusi. Ale niech Ci si nie wydaje,. że to niepotrzebne.
Adek
Użytkownik
#99 - Wysłana: 26 Wrz 2010 20:28:44 - Edytowany przez: Adek
Poklok
Obawiam się, że masz trochę rację. Dzisiaj już poza tym nie nauczysz młodzieży patriotyzmu w taki tradycyjny sposób jak kiedyś.
Nauczysz patriotyzmu dając miejsca pracy, godziwe zarobki, rozwój zawodowy, wsparcie państwa dla młodych par i małżeństw, np kredyty na mieszkania.
Owszem pewnych wartości wychowawczych te lektury uczą ale... Już rzeczywiście na niektóre lektury to już nie ta epoka. Ja bym przeredagował cały KANON lektur. Ile można czytać Krzyżaków czy Potop?
Dodam jeszcze wsparcie młodzieży i studentów oraz badania naukowe, itp, itd i ogólnie podnoszenie dla młodego pokolenia standardu życia aby nie musieli wyjeżdżać za granicę w celu realizacji swoich marzeń a niestety często tak teraz młodzież musi czynić. Nawet nie tylko aby się bogacić ale aby w ogóle móc normalnie żyć. I tu mówię nawet o ludziach wykształconych, inżynierach, informatykach, dobrych fachowcach, którzy u nas często grosze zarabiają, pracownikach naukowych uniwersytetów. Tak powinien się przejawiać nowoczesny patriotyzm państwa. Tradycja ale przede wszystkim rozwój i nowoczesność! Oczywiście warto aby język polski przekazywał uniwersalne wartości ludzkie i obywatelskie ale w oderwaniu od ekonomii stanowić to będzie dla młodzieży tylko górnolotne pustosłowie.
TSan
Użytkownik
#100 - Wysłana: 26 Wrz 2010 20:40:59
System edukacji w Polsce jest straszliwy. Najbardziej załamujacy w humanistyce jest... klucz. Dokładniej klucz w maturze. Jka to niby ma sprawdzić inteligencję człowieka? Idiota moze trafić w słowa, a geniusz moze nie zdać. To jakiś debilizm. Tak samo gimnazjum. O wiele lepsze byłoby osiem klas podstawówki i cztery klasy liceum. Teraz to wszystko jest bez sensu. Liceum wyglada tak: 1 rok-aklimatyzujesz się. 2 rok - uczysz się. 3 rok - przygotowujesz się do natury, bal maturalny. I jaki w tym sens?
Eviva
Użytkownik
#101 - Wysłana: 26 Wrz 2010 20:54:47
TSan

Za "moich czasów" też lekko nie było, a jeszcze dochodziła nam indoktrynacja socjalistyczna, obowiązkowy czyn społeczny itp
Adek
Użytkownik
#102 - Wysłana: 26 Wrz 2010 21:32:29 - Edytowany przez: Adek
Eviva:
Za "moich czasów" też lekko nie było, a jeszcze dochodziła nam indoktrynacja socjalistyczna, obowiązkowy czyn społeczny itp

Przynajmniej jednak było tak, ze młodzież sama po sobie posprzątała ten chlewik powekendowy, który czasem obserwuję przy rzece albo w parku. Zwłaszcza chyba gimnazjaliści są biegli w bałaganieniu. Choć nie ukrywam, że samemu musiałem sprzątać po łobuzach kolegach podczas gdy ja kułem w domu to oni imprezowali i śmiecili w parku. Niech by sam sobie to sprzątali. Najlepiej i dziś aby każdy po sobie. W mieście u nas ostatnio pozakładano sporo monitoringu więc przynajmniej kary grzywien płacą albo czasem za zniszczone mienie, za które potem dorośli muszą płacic z podatków. A z jakiej racji ja mam sobie odmawiać czegoś albo np nie mam tej kasy przeznaczyć na jakiś charytatywny cel a nie na koszty skutków usuwania wandalizmu Niech taki jeden z drugim sobie w ogrodzie naśmieci albo koło samochodu. Ciekawe czy by tak zrobił?
The_D
Użytkownik
#103 - Wysłana: 26 Wrz 2010 21:40:48
Poklok:
Że moje pokolenie, o młodszych nie wspominając, inaczej przetwarza informacje, inaczej zapamiętuje, funkcjonuje w innej rzeczywistości społecznej, kulturowej i politycznej?

To akurat zauważyłem, mam w rodzinie kilku nauczycieli. Ale z tego co zauważyłem, zmiana jest taka, że obecni uczniowie żyją w takim zalewie informacji, że nie potrafią się na niczym skupić na dłużej, np. na powtórzeniu ostatnich lekcji albo przeczytaniu lektury. Tylko nie wiem w jaki sposó zmiana lektur miałaby coś w tym zmienić.

Poklok:
Że nawet dla kogoś, kto czyta dużo i z chęcią, przebrnięcie przez niektóre szkolne lektury to spory wysiłek, i to w dodatku niegratyfikujący?

W liceum przeczytałem prawie wszystkie lektury, w czym raczej odstawałem od innych. Przyznaję bez bicia, że z "Nad Niemnem" dałem radę jedynie z pierwszym tomem. Ale były inne książki, które nie były lekkie: "Ludzie bezdomni", "Lalka" bez pomijania pamiętników starego subiekta itd. ale nie powiedziałbym, że z żadna z tych lektór nic mi nie dała.
Adek
Użytkownik
#104 - Wysłana: 26 Wrz 2010 21:59:08
The_D:
ale nie powiedziałbym, że z żadna z tych lektór nic mi nie dała.

Napewno coś to tam nam dało. Dla mnie jednak większość lektur jest jakby nie z tej epoki jakby co najmniej ENTKIEM z Picardem poleciał na jakąś zapóźniona cywilizacyjnie planetę albo na taka pierwotnych, na której załoga Voyagera była zesłana przez Kazonów. Tak oceniam skuteczność i atrakcyjność dziejszego systemu edukacji chociażby z powodów o których pisała TSan
ortkaj
Użytkownik
#105 - Wysłana: 26 Wrz 2010 22:23:46
Adek:
Dla mnie jednak większość lektur jest jakby nie z tej epoki

Zgadza się nie są z naszej epoki, ja próbuję zawsze przebrnąć wyobrażając sobie co myśleli ludzie z tamtych czasów, jak patrzyli na świat, co ich interesowało, co uważali za piękne i jak swój świat starali się słowami przedstawić. To trochę jakby podróż machiną czasu.... ma swoje uroki. (ale takie czytanie jest coraz trudniejsze, nie ma na to czasu, nie dziwię się uczniom, że mając 7 - 8 lekcji dziennie idą z reguły po najmniejszej linii oporu)...szkoda.
Eviva
Użytkownik
#106 - Wysłana: 27 Wrz 2010 08:40:14
Cała ta dyskusja przypomniała mi nagle ciekawą sprawę: moją własną kłótnię z nauczycielką od polskiego w liceum. Ze wszystkich lektur najbardziej nie lubiłam Żeromskiego i nie chciałam go czytać. Pamiętam, że użyłam argumentu, że książki są dla ludzi, nie ludzie dla książek i w ogóle kłóciłam się z kobieciną ząb za ząb. Coś w tym być musi - ja uwielbiam "Nad Niemnem", "Trylogię" i "Lalkę" , i w głowie mi się nie mieści, jak można tego nie przeczytać. A komuś nie mieści się w głowie, jak mogłam nie przeczytać Harry'ego Pottera. Tak już jest. Gusta bywają różne, jak powiedział Lemoniadowy Joe, gdy Hogo-Fogo wyznał, że chciał mu uwieść narzeczoną.

Jeszcze jedna sprawa, niejako przy okazji - ta dyskusja obrazuje powód, dla którego, mimo swej religijności, jestem przeciwna nauce religii w szkole. Otóż uczniowie z reguły nie lubią tego, co mają w szkole, i są przeciw temu, co ich dodatkowo obciąża. Taka nauka nie służy sprawie. Przeciwnie, produkuje przyszłych schizmatyków. Dyscyplina wobec młodzieży szkolnej to dobra rzecz, ale odrobina dyplomacji też by nie zaszkodziła.
Logan
Użytkownik
#107 - Wysłana: 27 Wrz 2010 14:58:24
Muszę się zgodzić. W tym roku synek znajomych poszedł do pierwszej klasy i przy okazji wizyty u nich pokazali mi ćwiczenie do religii dla pierwszoklasisty. Ręce mi opadły i zacząłem się zastanawiać czy oni chcą nauczyć te dzieci życia w wierze czy stworzyć przyszłych fanatyków.
Poklok
Użytkownik
#108 - Wysłana: 27 Wrz 2010 15:37:41
Eviva:
Środowisko się zmieniło, ale ludzie nie.

Stety czy niestety, przyroda nie przewiduje takiej opcji.

Eviva:
Jeszcze jedna sprawa, niejako przy okazji - ta dyskusja obrazuje powód, dla którego, mimo swej religijności, jestem przeciwna nauce religii w szkole. Otóż uczniowie z reguły nie lubią tego, co mają w szkole, i są przeciw temu, co ich dodatkowo obciąża. Taka nauka nie służy sprawie. Przeciwnie, produkuje przyszłych schizmatyków.

Bardzo możliwe, że religia w szkołach bardziej szkodzi niż pomaga Kościołowi.

Adek:
Ile można czytać Krzyżaków czy Potop?

Nie jestem w stanie przekonać się do Sienkiewicza. Te wesołe opisy dzielnych Polaków z uśmiechem na ustach masakrujących zezwierzęconych, bestialskich najeźdźców - jak się zastanowić, to z perspektywy współczesnego czytelnika jest to dość obrzydliwe.

The_D:
Ale z tego co zauważyłem, zmiana jest taka, że obecni uczniowie żyją w takim zalewie informacji, że nie potrafią się na niczym skupić na dłużej, np. na powtórzeniu ostatnich lekcji albo przeczytaniu lektury. Tylko nie wiem w jaki sposó zmiana lektur miałaby coś w tym zmienić.

Są też dobre strony. Młodzi ludzie dużo lepiej radzą sobie np. z tak zwanym multitaskingiem. Oczywiście osłabienie pamięci i koncentracji to poważny problem. Tyle że polska szkoła nie bardzo z nim walczy. Można dać na listę lektur 200 pozycji i nic to nie da, jeśli się uczeń nie będzie chciał ich czytać. A istotnym powodem tej niechęci jest brak motywacji. Co zachęca do przeczytania "Nad Niemnem" prócz ewentualnego lęku przed nauczycielką?

Myślę, że niegłupim pomysłem byłoby pokazanie uczniom, jak radzić sobie z ciągłym zalewem informacji. Jak je selekcjonować, jak weryfikować internetowe źródła, jak nie zaśmiecać sobie mózgu, jak się uczyć. Może zresztą niektórzy nauczyciele już to robią?

The_D:
W liceum przeczytałem prawie wszystkie lektury, w czym raczej odstawałem od innych. Przyznaję bez bicia, że z "Nad Niemnem" dałem radę jedynie z pierwszym tomem. Ale były inne książki, które nie były lekkie: "Ludzie bezdomni", "Lalka" bez pomijania pamiętników starego subiekta itd. ale nie powiedziałbym, że z żadna z tych lektór nic mi nie dała.

Ja też brnąłem przez te cegły i może nie były bezwartościowe, ale z polską literaturą tego okresu jest pewien kłopot. Była pisana bardzo "pod tezę" i krzyczy w dużej mierze o sprawach minionych, osadzonych w kontekście, który możemy sobie tylko rekonstruować. Nawiasem mówiąc: dlaczego zamiast "Lalki" nie można przerabiać "Faraona", który jest imho dużo lepszy? (Choć to oczywiście rzecz gustu.)


Zauważcie, z jak wielu postów przebija przekonanie, że szkoła musi być nudna, ciężka, nieprzyjemna. Moim zdaniem wcale nie musi. Podawałem już przykład z nauczaniem matematyki w Japonii, które jest zdecydowanie mniej obciążające dla ucznia, a daje lepsze wyniki. Lekcję fizyki czy biologii można poprowadzić tak, że będzie fascynująca nawet dla kogoś niespecjalnie zainteresowanego tematem. A przynajmniej tak, żeby nie była wkuwaniem ciągu abstrakcyjnych pojęć, nudnym jak nieszczęście i do tego przygnębiającym, bo podszytym przekonaniem o bezużyteczności tej wiedzy.
MarcinK
Użytkownik
#109 - Wysłana: 27 Wrz 2010 17:41:29
Nie tyle chodzi o niechęć to całej literatury. Chodzi oto że uczniowie tych książek nie kojarzą. Dlaczego nie można do lektur dać np. Harrego Pottera, zamiast Stowarzyszenia Pomarłymch Poetów?

Albo zamiast przerabiać po raz enty na polskim ten sam fragment Bibli nie można przeczytać 2001 Odyseja Kosmiczna która porusza podobną problematykę?
 Strona:  ««  1  2  3  4 
USS Phoenix forum / Różności / Wyszalnia - czyli co nas doprowadza do szału

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!