USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Lądowanie na Księżycu - co nam po tym pozostało?
 Strona:  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Picard
Użytkownik
#1 - Wysłana: 20 Lip 2009 21:48:51
Odpowiedz 
20 lipca 1969 roku świat w zdumieniu patrzy jak pierwsi w historii ludzie spacerują po Księżycu - marzenie i fantazje wielu wcześniejszych pokoleń stały się rzeczywistością. Nie ma wątpliwości, że było to jeden z najbardziej niezwykłych momentów w dziejach naszego gatunku - oto człowiek postawił stopę na całkowicie obcym sobie ciele niebieskim, całkiem wolnym dotąd od ludzi, wizje rodem z SF się ziściły - tylko czy moment ten był równie przełomowy jak niezwykły? Misje księżycowe zostały już od dawna całkiem zarzucone, a niektórzy utrzymują nawet, że nigdy nie miały one miejsca... Co nam pozostało po misjach Apollo i czy możliwe, że w możliwej do przewidzenia przeszłości doczekają się one swoich następców?
http://www.wiz.pl/obrazki/ksiezycowa1_s3_07.jpg
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#2 - Wysłana: 20 Lip 2009 21:55:22 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Odpowiedz 
Picard

Lot na księżyc miał tylko na celu wyrównaniu w meczu USA -ZSRR. Wtedy motorem napędowym była zimna wojnaDzisiaj nie ma z kim i o co wojowac. Eksploracja kosmosu była jednym z aspektów prowadzenia wyścigu zbrojeń. Obecnie nie ma pieniędzy na badania, statki itp. Chiny i Indie próbują dogonić czołówkę ale nie wyrobią finansową ( ale potencjał mają). Po prostu uziemiają nas ziemskie sprawy...... Dopóki polityka będzie rządziła badaniami kosmicznymi i będzie narzędziem w rękach rządów będziemy mieć prestiżowe, jednorazowe wypady w przestrzeń.
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 21 Lip 2009 09:48:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Obejrzałem sobie po nocy (w TVP2) ten oto paradokumencik:
http://www.filmweb.pl/f489930/Moonshot,2008
http://www.imdb.com/title/tt1251357/

Poczułem coś z klimatu tamtych pamietnych dni. Przy czym jedno mnie uderzyło: ile wtedy było niewiadomych, a mimo to ludzi wysłano, dziś - nawet gdy zagrożeń jest mniej - często uznaje się ryzyko za zbyt duże. Tak jakby zniknęła gdzieś skłonność do bohaterstwa i duch eksploracji.

(Btw. - choć wiem, że to fikcja - w takim np. TOSie ktoś z załogi ginie co odcinek, a mimo to jakoś Enterprise z drogi nie zawraca. IMO tak powinno być.)
Eviva
Użytkownik
#4 - Wysłana: 21 Lip 2009 09:52:13 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
A Whoopi Goldberg zaprzecza prawdziwości doniesień o lądowaniu... Też mi autorytet naukowy, swoją drogą.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#5 - Wysłana: 21 Lip 2009 10:31:08
Odpowiedz 
Q__

Q__:
(Btw. - choć wiem, że to fikcja - w takim np. TOSie ktoś z załogi ginie co odcinek, a mimo to jakoś Enterprise z drogi nie zawraca. IMO tak powinno być.)

tylko że eksploatacja to cel statutowy Federacji. Obecnie liczą się koszty. Po za tym każda ofiara dzisiaj nie będzie anonimowa. Nie ma przesłanek do eksploracji kosmosu. Nie jesteśmy na to przygotowani.

Q__:
Przy czym jedno mnie uderzyło: ile wtedy było niewiadomych, a mimo to ludzi wysłano, dziś - nawet gdy zagrożeń jest mniej - często uznaje się ryzyko za zbyt duże. Tak jakby zniknęła gdzieś skłonność do bohaterstwa i duch eksploracji.

żeby dumnie zetknąć flagę USA. Ważne było odegranie się na Sowietach. Wtedy nie szczędzono środków. Duma Ameryki została urażona. A to jest najważniejszy czynnik, którym kierowali się w NASA.
Picard
Użytkownik
#6 - Wysłana: 21 Lip 2009 10:39:05
Odpowiedz 
Q__:
Btw. - choć wiem, że to fikcja - w takim np. TOSie ktoś z załogi ginie co odcinek, a mimo to jakoś Enterprise z drogi nie zawraca. IMO tak powinno być

Widzisz astronauci z programu Apollo nie nosili czerwonych skafandrów, więc nikomu nic się nie stało! Swoją drogą to nawet dziwne jest, że program kosmiczny pochłonął tak mało istnień ludzkich - o ile dobrze pamiętam załoga Apollo 1 spłonęła żywcem podczas prób naziemnych, a załodze Apollo 13 groziło, że nie wrócą na Ziemie żywi, ostatecznie jednak wszystko dobrze się skończyło. O ofiarach w radzieckim programie kosmicznym nie wiem nic - poza nieszczęsnym psem Łajką rzecz jasna - więc albo awaryjność i procedury bezpieczeństwa były tam jeszcze bardziej wyśrubowane niż w USA, albo też partia wszystko zamiotła pod dywan. Tak czy inaczej, na ironie zakrawa fakt, że najwięcej ofiar pochłonęły rutynowe loty orbitalne: tragedia promów Chelenger i Colambia. Być może przy zmaganiu się z większymi wyzwaniami takimi jak wysłanie ludzi na Księżyc procedury są dużo bardziej szczegółowe - wszystko trzeba pewnie sprawdzić milion razy, a później kolejny milion by przekonać czy pierwszy milion sprawdzeń nie został sknocony . Być może to właśnie rutyna wysyłania promów na orbitę zabija ludzi - w końcu robili to tyle razy, że co złego może się stać, prawda?

Eviva:
A Whoopi Goldberg zaprzecza prawdziwości doniesień o lądowaniu... Też mi autorytet naukowy, swoją drogą.

Ale tylko tego jednego, pierwszego czy wszystkich? Swoją drogą ostatnio zwątpiłem w moce umysłowe pani Goldberg jako, iż stwierdziła, że np. w filmie Abramsa możemy zauważyć rozwój postaci Kirk'a na takim przykładzie, że w tym filmie wszyscy kopią go po czterech literach, a w serialu to on już innych kopał. I widzicie jaki głęboki i przemyślany rozwój postaci J.J nam zafundował - ale tylko prawdziwy znawca w rodzaju W.G jest w stanie go docenić...

FederacyjneMSZ:
Dopóki polityka będzie rządziła badaniami kosmicznymi i będzie narzędziem w rękach rządów będziemy mieć prestiżowe, jednorazowe wypady w przestrzeń.

Zgadza się - ale polityka zawsze rządziła odkryciami i nie ma się co łudzić, że kiedyś będzie inaczej. Gdyby nie łaskawości dworu hiszpańskiego Kolumb pewnie nigdy nie pożeglował by do Ameryki. Więc krótko rzecz ujmując: podbój kosmosu musi się opłacać - to zrozumiałe i logiczne, ale też po trosze smutne.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#7 - Wysłana: 21 Lip 2009 10:47:50 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Odpowiedz 
Picard

Picard:
Zgadza się - ale polityka zawsze rządziła odkryciami i nie ma się co łudzić, że kiedyś będzie inaczej. Gdyby nie łaskawości dworu hiszpańskiego Kolumb pewnie nigdy nie pożeglował by do Ameryki. Więc krótko rzecz ujmując: podbój kosmosu musi się opłacać - to zrozumiałe i logiczne, ale też po trosze smutne

Ale jaki podbój?? Amerykańskie kolnie w kosmosie?? Zważ , że odkrycia w większości łączyły się z podbojami kolonialnymi państw- właśnie Państw, . Kosmos to nie ocean że skrzyknie się paru śmiałków. To powinna być śmiała współpraca wszystkich. My to rozumiemy, ale decydenci w rządach swoje. Popatrz dwór Amerykański za sponsorował program Apollo, polecieli, i nie wrócili tam z powrotem, nie powstały bazy, ani inne twory. Dla Ziemi kosmos obecnie nie jest punktem odniesienia. Przez długie lata będziemy tylko planować. Cofnęliśmy się w rozwoju -> Wahadłowce lądują w 2010 roku w muzeum.....
Jurgen
Moderator
#8 - Wysłana: 21 Lip 2009 10:50:47
Odpowiedz 
Q__

Sugerowanie narażania życia ludzkiego dla takiego czy innego ideału to troche egoistyczne i aroganckie zachowanie - chyba, że sam masz zamiar narażać swoje.
Delta
Użytkownik
#9 - Wysłana: 21 Lip 2009 11:24:29
Odpowiedz 
FederacyjneMSZ
Ale jaki podbój?? Amerykańskie kolnie w kosmosie?? Zważ , że odkrycia w większości łączyły się z podbojami kolonialnymi państw- właśnie Państw, . Kosmos to nie ocean że skrzyknie się paru śmiałków. To powinna być śmiała współpraca wszystkich.

Amerykanie już o tym pomyśleli...

"Uważa on [Buzz Aldrin] jednak, że może być wykorzystany do testowania - w ramach międzynarodowej koalicji - narzędzi i wyposażenia potrzebnych do osiągnięcia prawdziwego celu: zasiedlenia Marsa."

Ale pomyśleli oczywiście zgodnie ze swoim sposobem rozumowania.

"Nasze przyszłe pokolenia powinny myśleć śmiało o celach programu kosmicznego: Mars dla Ameryki."

http://wiadomosci.onet.pl/2010028,16,item.html

Całe USA. Wspólnym wysiłkiem całej planety ale dla dobra Stanów. Jak to fajnie kiedyś Quark powiedział: "the more things change, the more they stay the same".
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 21 Lip 2009 11:40:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jurgen

Jurgen:
Sugerowanie narażania życia ludzkiego dla takiego czy innego ideału to troche egoistyczne i aroganckie zachowanie - chyba, że sam masz zamiar narażać swoje.

Jasne, że bym się zgłosił. (Zresztą program kosmiczny - poza hitlerowskim, i niektórymi radzieckimi próbami - zawsze bazował na ochotnikach.)

ps. z historii badań księżycowych:
http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html? id=7880
http://esensja.pl/varia/publicystyka/tekst.html?id =7881
http://esensja.pl/varia/publicystyka/tekst.html?id =7859
http://esensja.pl/varia/publicystyka/tekst.html?id =7866
Darnok
Użytkownik
#11 - Wysłana: 21 Lip 2009 12:09:52
Odpowiedz 
Tak się zastanawiam- gdyby nie promy, to pewnie mielibyśmy już bazę na księżycu. Nie dość, że były drogie, to na dodatek miały mniejszy zasięg.
Delta:
Mars dla Ameryki."

Skończą tak samo, jak "Ameryka dla Anglii".
Delta
Użytkownik
#12 - Wysłana: 21 Lip 2009 12:14:33
Odpowiedz 
Darnok
Skończą tak samo, jak "Ameryka dla Anglii".

Tak coś mi się wydaje, że gdyby nastąpiła prawdziwa kolonizacja Marsa, to po pewnym czasie wszyscy na Ziemi skończyliby podobnie i Mars stałby się całkowicie niezależny. No chyba, że powstanie np. Federacja.
Darnok
Użytkownik
#13 - Wysłana: 21 Lip 2009 12:55:39
Odpowiedz 
Delta
Pytanie tylko, czy walka o niezależność miałaby podobny przebieg. Przy obecnej technologii byłaby to krwawa jatka...
Poklok
Użytkownik
#14 - Wysłana: 21 Lip 2009 14:23:50 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie ludzkość skolonizowała cokolwiek. Niby NASA ma jakieś plany, ale z ich realizacją może być kiepsko. Raz, że Amerykanom obcięło budżet i nie sądzę, by lekką ręką wydali x miliardów $ na dość abstrakcyjny w sumie dla obywateli projekt, kiedy są dużo bardziej palące wydatki. Dwa, że choć Obama docenia naukę i rozumie, że trzeba w nią inwestować, to ponoć preferuje bardziej "przyziemne" projekty, które mogą szybciej przynieść wymierne korzyści. I w sumie nie ma mu się co dziwić. Inna sprawa: jakby całą kasę przeputaną w Iraku wyłożyć na program kosmiczny, to USA miałoby już pewnie nie tylko bazę na Księżycu, ale i parę kosmicznych niszczycieli do jej obrony. Chiny mają potencjał i chęci chyba też, ale jeszcze daleka droga przed nimi. W Indie jakoś nie bardzo wierzę, to kraj szargany wielkimi problemami wewnętrznymi. Mają teraz swoją dziejową szansę, ale niestety wiele wskazuje na to, że ją zmarnują.

Problem polega w dużej mierze na tym, że kolonizacja Księżyca, nie mówiąc o Marsie, po prostu się nie opłaca. Nawet, gdyby znaleziono tam cenne surowce zdatne do eksploatacji, to koszty ich wydobycia i transportu będą przy obecnej technologii dużo za duże, żeby gra była warta świeczki. Niestety, kasa zawsze była w takich sytuacjach kluczowym czynnikiem. Europejczycy nie pływali po oceanach dla przyjemności odkrywania nowych lądów, a już na pewno nie dla niej sponsorzy fundowali odkrywcom statki. Liczono na wielkie zyski, i w sumie się nie przeliczono. Jakby ktoś odkrył np. opłacalną metodę wydobycia i transportu helu-3, to mogę się założyć, że w ok. 10 lat, powstałaby nie jedna, ale kilka baz na Księżycu.

Co do Marsa: takiej ewentualnej kolonii trudno byłoby wywalczyć niepodległość. Chyba, że w naprawdę odległej perspektywie, kiedy będzie już naprawdę ludna i w dużej mierze samowystarczalna.
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 21 Lip 2009 17:21:02
Odpowiedz 
Delta

Delta:
Tak coś mi się wydaje, że gdyby nastąpiła prawdziwa kolonizacja Marsa, to po pewnym czasie wszyscy na Ziemi skończyliby podobnie i Mars stałby się całkowicie niezależny.

Ładnie opisuje to Kim Stanley Robinson w swojej Trylogii Marsjańskiej.

Delta:
No chyba, że powstanie np. Federacja.

No w ST, Mars też wybił się na niepodległość zanim powstała UFP.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#16 - Wysłana: 21 Lip 2009 19:29:05 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Odpowiedz 
Q__

Q__:
No w ST, Mars też wybił się na niepodległość zanim powstała UFP.

Sytuacja jest w takim razie trochę śmieszna, bo nasz układ ( zwany fachowo Sol) zamieszkują tylko i wyłącznie ludzie ( chyba że ktoś zbudował bazę na Plutonie bez naszej wiedzy i zgody). natomiast są układy ( np. Rigeliański gdzie żyją 3 rasy).

Pierwsza ludzka kolonia na Marsie została założona w roku 2103, podpisana w tym samym roku Deklaracja Praw Podstawowych Kolonii Marsjańskich, stała się pierwszym krokiem w kierunku usamodzielnienia politycznego Marsa.


to trochę dziwna konstrukcja by wyszła. Dwie planety zamieszkane przez tą samą rasę. Rozumiem, że cześć uprawnień prawnych dostali koloniści. Ale uzyskanie niepodległości nie mieści się w głowie....A jak by się nazywali obywatele koloni Marsjańskich, Marsjanie?? Tworzenie sztucznej rasy, narodowości....

Moim zdaniem to poważny błąd Astropolityczny, Podstawowymi komórkami politycznymi w przestrzeni międzyplanetarnej powinny być dane Układy Słoneczne. Mars nigdy nie mógłby stać się równoprawnym graczem i konkurować z Ziemią, a nie daj Borg by to tego doszło, konflikt murowany. Stolicą Układu Słonecznego , ojczystym światem Ludzi będzie zawsze Ziemia, a reszta planet to nasze kolonie.

Data przystąpienia Kolonii Marsjańskich do Zjednoczonej Federacji Planet nie jest dokładnie znana.


a niby kto miałby reprezentować ich na konferencji założycielskiej?? Czyżby kopia ZSRR gdzie do ONZ wprowadzono Ukrainę i Białoruś, żeby mieć więcej głosów??
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 21 Lip 2009 19:45:57
Odpowiedz 
FederacyjneMSZ

FederacyjneMSZ:
Stolicą Układu Słonecznego , ojczystym światem Ludzi będzie zawsze Ziemia, a reszta planet to nasze kolonie.

Czy kolonializm przystoi socjaliście?

ps. lot na Księżyc w literaturze i filmie:
http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html? id=7891
http://esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id= 7889
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#18 - Wysłana: 21 Lip 2009 19:49:44 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Odpowiedz 
Q__

Q__:
Czy kolonializm przystoi socjaliście?

Jest pewnie problem, otóż zdarzało się często, że koloniści trafiali na ludność tubylczą. W Większości wypadków kończyło się to dla nich (tubylców)zagładą. Jeżeli daj Borg, planety naszego Układu są niezamieszkane to nie widzę przeszkód.. Głównym celem jest zjednoczenie Ziemi, jeżeli tego dokonamy, mamy prawo gospodarzyć i czerpać z tego czego nam się należy!
Eviva
Użytkownik
#19 - Wysłana: 21 Lip 2009 19:54:06
Odpowiedz 
Q__:
Czy kolonializm przystoi socjaliście?

W tym wypadku to nie kolonializm, a niesienie ideologii w odległe rejony, z pieśnią na ustach i w czynie społecznym.

FederacyjneMSZ

Spoko, jak dotąd nic nie wskazuje na to, by na Marsie były choc mikroby, co dopiero Marsjanie.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#20 - Wysłana: 21 Lip 2009 19:58:56 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Odpowiedz 
Układ Słoneczny to nasz dom, a domu przecież się nie rabuje i nie niszczy, tylko dba i usprawnia co nie??

Eviva:
Spoko, jak dotąd nic nie wskazuje na to, by na Marsie były choc mikroby, co dopiero Marsjanie.

ale nikt mi nie zagwarantuje, że na Plutonie nie ma obcych baz
Jo_anka
Użytkownik
#21 - Wysłana: 21 Lip 2009 22:07:34
Odpowiedz 
Podsumowanie programów kosmicznych i lotów na księżyc:
http://www.polityka.pl/spisek-pilotow/Lead30,936,2 96551,18/

MARCIN ROTKIEWICZ
13 lipca 2009

Spisek pilotów

Rozmowa z prof. Davidem A. Mindellem z Massachusetts Institute of Technology o kulisach programu Apollo i lądowaniu człowieka na Księżycu przed 40 laty

Marcin Rotkiewicz: – Podobno wyprawa Apolla 11, który wylądował na Księżycu 20 lipca 1969 r., kilka razy była na krawędzi katastrofy?

Prof. David Mindell: – To była bardzo skomplikowana i trudna misja, obarczona ogromnym ryzykiem. Ówczesny prezydent Richard Nixon miał nawet gotowe orędzie do narodu – na wypadek, gdyby astronautom nie udało się powrócić na Ziemię.

Dowódca Apolla 11 Neil Armstrong musiał przejść na sterowanie ręczne, gdyż komputer pokładowy błędnie skierował lądownik Eagle na obszar pełen niebezpiecznych głazów i kraterów.

Rzeczywiście, paliwo już się kończyło i Armstrong musiał szybko podjąć decyzję, w którym miejscu osadzić pojazd. Natomiast ręczne lądowanie było przewidziane od dawna, więc astronauta wcale nie musiał podczas tego manewru zastępować komputera. Nie jest też prawdą, że zawiniła maszyna – problem polegał na wprowadzonych do niej danych. Ekipa przygotowująca misję nie dysponowała wystarczająco dokładną mapą grawitacyjną Księżyca i stąd wzięły się błędy. Na ich skutek Eagel znalazł się ok. 8 km od miejsca, w którym powinien być. Armstrong, który jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu, powiedział później, że na skali trudności od 1 do 10 chodzenie po nim oceniłby na 3, a lądowanie na 13. Niewątpliwie była to najbardziej skomplikowana i ryzykowna faza całej wyprawy.

Jednak przynajmniej raz to właśnie komputer omal nie doprowadził do przerwania misji.

Heroiczna walka astronautów z psującym się komputerem to jeden z największych mitów związanych z Apollo 11. Rzeczywiście, 7 minut przed lądowaniem komputer zasygnalizował, że ma problemy z prawidłowym funkcjonowaniem oprogramowania. W ciągu dwóch następnych minut alarm pojawił się jeszcze cztery razy, a maszyna sama się zresetowała.

Jak zareagowali na to astronauci i kontrola naziemna w Houston?

Tętno Armstronga, który natychmiast poinformował Ziemię o kłopotach, błyskawicznie skoczyło ze 120 do 150 uderzeń na minutę. Nie wiedział, co dokładnie się dzieje. W Houston też zrobiło się nerwowo, ale po krótkiej naradzie kontrolerzy nakazali kontynuować lot.

Jak ważny był ten komputer dla całej wyprawy?

Bez niego lot na Księżyc byłby po prostu niemożliwy.

Czy wiemy, co z nim było nie tak?

Owszem. Komputer restartował się pięciokrotnie i to powodowało wyświetlenie komunikatu alarmowego.

Zawiesił się aż kilka razy?

Nie, musiał się restartować, ponieważ zadławił się nadmierną ilością danych.

Dlaczego do tego doszło?

Błąd człowieka, nie maszyny. Popełnił go Edwin Aldrin, który wraz z Armstrongiem znajdował się w lądowniku Eagle. Aldrin był ekspertem od manewrów dokowania, a Eagle po starcie z Księżyca miał połączyć się na orbicie z modułem załogowym, w którym czekał Michael Collins, trzeci z załogi Apolla 11. Podczas dokowania kosmonauci posługiwali się specjalnym radarem. W trakcie lądowania na Księżycu był on niepotrzebny i powinien pozostać wyłączony. Jednak Aldrin zdecydował, wbrew wcześniej ustalonej i przetestowanej na Ziemi procedurze, by radar cały czas działał. Ktoś w Houston, nie uzgadniając tego z innymi zespołami odpowiedzialnymi za misję Apolla 11, zatwierdził tę zmianę. Rezultat był taki, że pamięć komputera została zasypana nadmiarem danych, które napływały z dodatkowego radaru.

I dlatego komputer się resetował.

Tak. W ten sposób radził sobie z informacjami, których nie był w stanie przeanalizować. Po wznowieniu pracy wyłączył zadania o mniejszym znaczeniu, natomiast pozostawił te o najwyższym priorytecie. Warto dodać, że wszystkie statki kosmiczne programu Apollo wyposażone były tylko w jeden centralny komputer. I on nigdy nie zawiódł.

Skąd się zatem wziął mit zmagań astronautów Apolla 11 z zepsutym komputerem?

Dla mediów bohaterski kosmonauta zmagający się z bezdusznym komputerem to bardzo atrakcyjny obrazek. Dołożyli się do tego politycy. Prezydent Nixon uhonorował m.in. Steve’a Balesa, jednego z kontrolerów lotu w Houston, który zdecydował, by kontynuować lądowanie Apolla 11 na Księżycu. W swoim uzasadnieniu stwierdził, że Bales podjął słuszną decyzję w momencie, gdy zawiodła maszyna.

Czyli bohaterami bez skazy mieli pozostać zdobywcy Księżyca?

Bohaterów się nie sądzi. Ale spór o to, kto spowodował problemy podczas lądowania, ma znacznie głębsze korzenie. To przejaw zderzenia dwóch wizji konkurujących ze sobą od samych początków istnienia programu kosmicznego i agencji NASA.

Wizji czego?

Roli człowieka w programie kosmicznym. Było to starcie dwóch środowisk, czy też kultur wewnątrz NASA: pilotów oblatywaczy, skupionych w Society of Experimental Test Pilots (Towarzystwie Pilotów Doświadczalnych), oraz inżynierów początkowo związanych z przemysłem rakietowym. Tym pierwszym zależało, ze zrozumiałych względów, na jak największym udziale pilotów w wyprawach kosmicznych. Natomiast drugie środowisko nie widziało miejsca dla człowieka za sterami pojazdów kosmicznych.

Dlaczego inżynierowie chcieli pozbyć się pilotów?

Bo uważali, że do precyzyjnych manewrów pojazdem kosmicznym przy wielkich prędkościach człowiek się nie nadaje – nie umie tak szybko podejmować decyzji jak komputer. Za symboliczny początek tego konfliktu można uznać pewne wystąpienie Wernhera von Brauna, nazistowskiego inżyniera i współtwórcy rakiety V-2, pracującego po wojnie dla USA. W 1959 r. wygłosił odczyt na zjeździe Towarzystwa Pilotów Doświadczalnych, w którym dowodził, że rozwój techniki kosmicznej i rakietowej doprowadzi de facto do wyeliminowania pilotów. Nie muszę mówić, że zostało to przyjęte lodowato przez pilotów. Chociaż von Braun nie chciał się ich pozbyć całkowicie, ale sprowadzić do roli kontrolerów. Gdyby coś było nie tak i wszystkie automatyczne systemy zawiodły, zadaniem pilota byłoby naciśnięcie czerwonego guzika z napisem „abort”, czyli przerwanie misji. Von Braun i tak złagodził swoje poglądy, bo jeszcze 6 lat wcześniej pisał w książce „Podbój Księżyca” coś innego. W kierunku Srebrnego Globu miała wyruszyć załoga, na której czele stał naukowiec, a nie pilot. Dla tego drugiego w ogóle nie przewidziano miejsca. Wyprawa księżycowa składałaby się wyłącznie z inżynierów, nawigatorów, lekarzy, astronomów, fotografów i mineralogów.

Piloci w końcu postawili na swoim.

Ale nie od razu zanosiło się na ich zwycięstwo. Pierwsze programy kosmiczne – samolot rakietowy X-15, Gemini i Mercury – były bardzo zautomatyzowane, a rola pilotów dość ograniczona. Wyglądało na to, że w programie Apollo będzie podobnie. Dowodzi tego pierwsze zamówienie w ramach przygotowań do lotu na Księżyc – był to kontrakt na zbudowanie centralnego komputera pokładowego!

Co zdecydowało, że piloci wrócili do łask?

Przede wszystkim polityka. Wyprawa na Księżyc miała udowodnić wyższość Ameryki nad ZSRR. Ale nie tylko pod względem techniki. Potrzebowaliśmy też bohaterów. Czy wyobraża pan sobie, by zostali oni dostarczeni na Księżyc przez w pełni zautomatyzowaną rakietę? Jak turyści na statku, niemający specjalnego wpływu na przebieg podróży? Dlatego NASA zdecydowała, że astronauci odegrają ważną rolę w wyprawie na Księżyc.

Znalazło to odbicie w mediach. Na przełomie lat 50. i 60. magazyn „Life” pisał o kosmonautach, używając często określenia „pasażerowie”. Gdy w 1962 r. ten sam „Life” wydał zbiór swoich wcześniejszych artykułów w formie książki, teksty zostały przeredagowane – słowo „pasażer” zniknęło, podobnie jak „kapsuła”, która została zastąpiona „statkiem kosmicznym”. Wszystko po to, by podkreślić kontrolę człowieka nad maszyną.

Czy rzeczywiście wzrosła rola człowieka w programie kosmicznym?

Bardziej w wymiarze propagandowym i symbolicznym niż w rzeczywistości. Paradoksalnie bowiem Apollo 11 był pierwszym latającym pojazdem, nie tylko kosmicznym, który miał centralny komputer, będący jego mózgiem. Co więcej, zwiększenie udziału pilotów było możliwe dzięki... rozwojowi techniki komputerowej! To właśnie zastosowanie w programie Apollo pierwszego komputera cyfrowego umożliwiło dobrą współpracę człowieka z maszyną. Rosjanie nie mogli tego zrobić, ponieważ używali starszej generacji komputerów analogowych, które odpowiadały za niemal cały przebieg lotu i znacznie trudniej było w tym systemie znaleźć miejsce dla człowieka. Można powiedzieć, że maszyny analogowe były mniej elastyczne. Dlatego sowieccy kosmonauci mieli niewiele do roboty, co zresztą skrzętnie wykorzystała amerykańska propaganda. Według niej rosyjski program kosmiczny miał być kolejną odsłoną totalitarnego państwa komunistycznego. Ukazywano sowieckich astronautów jako tych, którym nie wolno niczego dotknąć. Wszystkim rządziły wszechwładne komputery i centrum kontroli lotów na Ziemi. Przeciwnie niż w USA – tu kosmonauci to wolne jednostki, mające wpływ na to, co się dzieje w kosmosie.

Ile było w tym prawdy?

Niewiele. Zwiększenie udziału człowieka w programie Apollo wcale nie było konieczne. Rosjanie natomiast ograniczyli rolę astronautów nie z powodów ideologicznych, ale technicznych.

___________________________________________________

Którędy w kosmos

Podbój przestrzeni kosmicznej od samego początku był polem zażartej rywalizacji pomiędzy ZSRR i USA. Pierwszy amerykański sztuczny satelita znalazł się na okołoziemskiej orbicie cztery miesiące po rosyjskim (Explorer 1, 31 stycznia 1958 r.). Także pierwszy amerykański astronauta, który okrążył Ziemię, John Glenn, zrobił to prawie rok (20 lutego 1962 r.) po Juriju Gagarinie. Dlatego Amerykanie postanowili wygrać z Rosjanami wyścig na Księżyc.
Jo_anka
Użytkownik
#22 - Wysłana: 21 Lip 2009 22:17:58
Odpowiedz 
cd:
W tym celu powstał program Gemini, w ramach którego ćwiczono wyjścia astronautów w przestrzeń kosmiczną i manewry orbitalne, takie jak dokowanie pojazdów.

Jego następcą był program Apollo, który zaczął się tragicznie. 27 stycznia 1967 r. trzyosobowa załoga Apollo 1 spłonęła na wyrzutni startowej. Jednak dwa lata później, 20 lipca 1969 r., Apollo 11 dotarł na Księżyc, a Neil Armstrong i Edwin Aldrin wyszli na jego powierzchnię (trzeci astronauta, Michael Collins, czekał w module załogowym na okołoksiężycowej orbicie). W sumie Amerykanie sześć razy lądowali na Księżycu. Pechowy był jedynie lot Apollo 13 - na skutek wybuchu zbiornika z tlenem astronauci musieli wrócić na Ziemię. Rosjanom nigdy nie udało się wylądować na Księżycu - ale umieścili tam roboty, m.in. łaziki (Łunochody).

Następcą programu Apollo był Skylab, czyli budowa okołoziemskiej stacji orbitalnej. Działała do 1977 r. Jednocześnie Amerykanie pracowali nad projektem promów kosmicznych wielokrotnego użytku. Pierwszy lot wahadłowca Columbia odbył się 12 kwietnia 1981 r. Od tamtej pory flota pięciu promów wykonała 126 misji. Dwa spośród nich, Challenger (1986 r.) i Columbia (2003 r.), uległy katastrofom (zginęło w nich 14 astronautów). W przyszłym roku promy zostaną wycofane z użycia, a ich następcą będzie statek Orion.

Oprócz programu wahadłowców Amerykanie zaangażowali się w budowę, wraz z 15 krajami, Międzynarodowej Stacji Orbitalnej (ISS). Jej pierwsze moduły zostały wyniesione na okołoziemską orbitę w 1998 r. Obecnie ISS składa się z 7 modułów (docelowo 16) i przebywa na niej trzyosobowa załoga (w tym roku ma być zwiększona do 6 osób).
___________________________________________________

Czy w ogóle trzeba było wysyłać ludzi na Księżyc?

Nie. Przed Apollo 11 z powodzeniem lądowały na Srebrnym Globie roboty.

Czy było zatem technicznie możliwe wysłanie załogi w pojeździe niemal całkowicie sterowanym przez komputer, bez pilotów?

Jak najbardziej. Powiem panu coś jeszcze – nawet w programie Apollo, zakładającym aktywny udział człowieka, do lotu na Księżyc wcale nie byli potrzebni piloci. Wszystkie zadania mógł wykonać bez problemu np. oficer łodzi podwodnej. Ale wyobraża pan sobie, że na Księżycu lądują marynarze?

Jak pan ocenia z dzisiejszej perspektywy program Apollo?

Cud techniki. Naprawdę.

Dlaczego więc go porzucono?

Znów niewiele do powiedzenia miała racjonalna ocena, ale zdecydowała polityczna kalkulacja. Administracja Nixona uznała, że program Apollo to wizja Johna Kennedy’ego i nie chciała go kontynuować.

A ogromne koszty programu?

Podczas projektowania promów kosmicznych, co było kolejnym wielkim programem NASA, nikt nie zaprzątał sobie głowy porównywaniem kosztów z programem Apollo. Za wahadłowce zapłaciliśmy bardzo, bardzo dużo. W sumie ok. 100 mld dol.

___________________________________________________

Jak w takim razie ocenia pan erę promów kosmicznych?

Moim zdaniem, jak i innych specjalistów analizujących działalność NASA, to był wielki błąd i marnowanie pieniędzy.

Dlaczego?

Jeśli celem NASA było przygotowywanie misji rozpalających wyobraźnię i stanowiących kolejny krok w podboju kosmosu, to budowanie pojazdu zdolnego jedynie krążyć wokół Ziemi na niskiej orbicie było pomysłem mało ambitnym. Nie osiągnięto też żadnego z celów postawionych przed wahadłowcami – m.in. zdolności do wykonania 60 lotów rocznie. Ponadto były one potwornie niebezpieczne.

Czy promy kosmiczne to był także triumf lobby pilotów?

Z grubsza można tak to widzieć. Wielu spośród nich nie chciało lądować w kapsule na oceanie, jak sardynki zamknięte w puszce, ani oddawać kontroli komputerom. Dostali więc to, co chcieli – kosmiczny samolot. Ponadto NASA, by zapewnić sobie dopływ środków, poszła w sprawie wahadłowców na różne bzdurne kompromisy – m.in. z lobby wojskowym. Czy wie pan, dlaczego skrzydła promów kosmicznych są tak duże, znacznie większe niż potrzeba?

Nie mam pojęcia.

Ponieważ Siły Powietrzne USA chciały, by wahadłowiec mógł pokonać dużą odległość lotem szybowca, gdyby został wysłany z misją wojskową i znalazł się nad terytorium wroga. Nigdy z tej możliwości nie skorzystano.

___________________________________________________

Mózg Apollo 11

We wczesnych latach 60. typowy komputer psuł się często; był bardzo skomplikowany, zajmował całe piętro budynku, a na dodatek zużywał energię wystarczającą do oświetlenia małego miasteczka. Jak zatem można było wówczas zbudować lekką i niezawodną maszynę, zdolną do kierowania statkiem kosmicznym? Temu na pozór niewykonalnemu zadaniu sprostali inżynierowie z NASA i programiści z Massachusetts Institute of Technology.

Zbudowali, po raz pierwszy w historii z zastosowaniem układów scalonych, komputer ważący zaledwie 30 kg, o niezbyt imponująco wyglądających dziś parametrach: np. mający zaledwie 4 kB zapisywalnej pamięci (współczesny laptop ma setki tysięcy razy więcej), ale jednak w pełni zdolny do kierowania pojazdem kosmicznym. Co ciekawe, nie miał on mikroprocesora, czyli serca współczesnych komputerów, gdyż takowy został wynaleziony dopiero po lądowaniu Apollo 11 na Księżycu. Nie posiadał również twardego dysku.

Mimo to komputer ten był prekursorem maszyn znajdujących się obecnie na naszych biurkach. Był podobny np. pod względem tzw. interfejsu użytkownika, czyli klawiatury i ekraniku, za pomocą których człowiek mógł komunikować się z maszyną. Początkowo NASA nie była zbyt zadowolona z istnienia klawiatury. Zdaniem agencji, wyglądało to niepoważnie. W latach 60. wciskanie guzików kojarzyło się z pracą urzędniczek bankowych i kasjerek. Koszt budowy komputera wyniósł 150 tys. dol.

___________________________________________________

A co z Międzynarodową Stacją Kosmiczną?

To kolejny przykład błędnej strategii. Nie wykonuje się tam żadnych ambitnych zadań.

W jakim kierunku w takim razie powinna pójść w latach 70. NASA?

Kontynuować program Apollo. Nawet jeśli Księżyc nie byłby już celem, to rakieta Saturn V stanowiła wspaniałe osiągnięcie techniki, zdolne zrealizować jeszcze ambitniejsze cele. Gdybyśmy wykorzystali pieniądze przeznaczone na promy kosmiczne oraz stację orbitalną na przygotowanie wyprawy na Marsa, pewnie byśmy już tam byli.

NASA za czasów prezydentury George’a W. Busha rzuciła hasło załogowego lotu na Marsa, a wcześniej powrotu na Księżyc. Miał powstać, jak określił to ówczesny szef amerykańskiej agencji kosmicznej, „Apollo na sterydach”, czyli ulepszona wersja programu z ubiegłego wieku. To dobry pomysł?

Z punktu widzenia technicznego i czysto naukowego odpowiedź jest prosta: nie. Możemy bardzo dokładnie zbadać Marsa i inne planety, wystrzeliwując w kosmos wyłącznie roboty. Jedyny powód, dla którego sami chcemy tam polecieć, to nasza duma. Udział ludzi rozpala wyobraźnię, ma wartość propagandową dla polityków, astronauci stają się bohaterami narodowymi i symbolami ludzkiej współpracy.

Być może są jakieś racjonalne powody, by powrócić na Księżyc, ale jeśli miałoby to polegać wyłącznie na wystrzeleniu pojazdu większego niż Apollo i z liczniejszą załogą, to ja w tym sensu też nie widzę. Nie sądzę, by NASA należycie przeanalizowała wszystkie za i przeciw dotyczące ponownego lądowania na Srebrnym Globie.

Co zatem zrobi nowa administracja prezydenta Baracka Obamy?

Myślę, że dokona takiej analizy. Przede wszystkim kosztów.

W maju 2009 r. został powołany nowy szef NASA Charles F. Bolden. To pilot doświadczalny, astronauta i dowódca promów kosmicznych. Czyżby kolejne zwycięstwo lobby pilotów?

Nie wiem... Mam nadzieję, że pod jego kierownictwem agencja nie popełni tylu koszmarnych błędów jak podczas ostatnich trzech dekad.
___________________________________________________

Prof. David A. Mindell wykłada historię inżynierii i przemysłu w Cambridge, USA. Jest również dyrektorem programu Science, Technology and Society na tej uczelni. W 2008 r. ukazała się jego książka „Digital Apollo. Human and Machine in Spaceflight” (Cyfrowy Apollo. Ludzie i maszyny w historii lotów kosmicznych).
kanna
Użytkownik
#23 - Wysłana: 21 Lip 2009 22:36:26
Odpowiedz 
Jo_anka

miło Cie znowu widziec
Jo_anka
Użytkownik
#24 - Wysłana: 21 Lip 2009 22:46:00
Odpowiedz 
Pozdrawiam wszystkich!

Tym razem odniosłam małe zwycięstwo nad update'owaną przeglądarką, która nie znosi stanu 'zalogowania'! (po tylu miesiącach niedopasowanych sterowników modemu do Leoparda - praktycznie odcieły mnie od neostrady, poprzez Play'a w ogóle nie mogłam się zalogować na Forum itp. atrakcji - nie byłam pewna czy poprawnie pamiętam jeszcze swoje hasło... )

Może i tym razem mi się uda zamieścić post...
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 21 Lip 2009 23:02:20 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Jo_anka

Woow . Kopę lat. Naprawdę cieszę się z Twojego powrotu jak z mało czego ostatnio .

Witaj nam i więcej nie znikaj .
Sh1eldeR
Użytkownik
#26 - Wysłana: 21 Lip 2009 23:10:09
Odpowiedz 
Jo_anka
Witaj ponownie i gratuluje wygranej z... Leopardem ;). Btw., na tym systemie oprócz (bardzo dobrej) przeglądarki Safari możesz jeszcze bez problemu zainstalować Firefoxa i/lub Operę. Także w razie jakichś problemów, masz wybór. Ale wygląda na to, że wszystko jakoś działa.

***

Co do samego tekstu wklejonego przez Jo_ankę, to gorąco polecam -- obala parę mitów. Być może ten najważniejszy, że komputer nawalił podczas lądowania. Rzeczywiście nie dał rady, ale powinien był dać, gdyby nie błąd ludzki. No i przy okazji mamy (kolejne) odpowiedzi na pytanie postawione w tym topicu. Trudno nie docenić istnienia dzisiejszych komputerów cyfrowych, nawet jeśli miewają problemy ze sterownikami do modemu ;). A pierwszy komputer na układach scalonych (podobnych do tych, których używamy obecnie) był właśnie na pokładzie Apollo 11.
Paradoks
Użytkownik
#27 - Wysłana: 21 Lip 2009 23:58:08
Odpowiedz 
Picard

Picard:
O ofiarach w radzieckim programie kosmicznym nie wiem nic - poza nieszczęsnym psem Łajką rzecz jasna - więc albo awaryjność i procedury bezpieczeństwa były tam jeszcze bardziej wyśrubowane niż w USA, albo też partia wszystko zamiotła pod dywan.

W jednym z esencyjnych linków Q__ pisało, że pilot radzieckiego Sojuza 1 zginął, gdy w trakcie powrotnego wchodzenia w atmosferę zepsuł się spadochron kapsuły. Co naturalnie nie wyklucza innych wypadków, zatuszowanych w celach propagandowych.

Picard:
np. w filmie Abramsa możemy zauważyć rozwój postaci Kirk'a na takim przykładzie, że w tym filmie wszyscy kopią go po czterech literach, a w serialu to on już innych kopał.

Nie miałeś przypadkiem ograniczyć narzekania na ST:XI do wyznaczonych wątków? :>

Wydaje mi się nawet, że umiędzynarodowienie większości projektów kosmicznych wbrew pozorom wpływa negatywnie na ich rozwój; nie ma już z kim rywalizować, z kim się porównywać i na kim, czy raczej przeciwko komu zogniskować swoich ambicji. Dokopanie kosmosowi to nie to samo co dokopanie ruskim. A różnice kulturowe powodują kolejne tarcia (vide przełożenie konfliktu Rosja-Japonia o Sachalin na rzekomą niekompatybilność jakieś modułu - było coś takiego), tyle samo wizji podboju kosmosu co państw w niego zaangażowanych. Jakkolwiek pesymistycznie (szczególnie w porównaniu z trekowymi ideałami) by to zabrzmiało: zdobywanie kosmosu wspólnymi siłami, ramię w ramię, wydaje się być mniej efektywne niż zimnowojenny wyścig zbrojeń. Może to właśnie widmo Księżyca i Marsa skolonizowanych przez Chiny (bo one, zdaje się, nie są zbyt skore do współpracy) okaże się w następnej dekadzie nową siłą napędową dla połączonych sił NASA i ESA? Mówią, że nic tak nie integruje, jak wspólny wróg.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#28 - Wysłana: 22 Lip 2009 09:03:40
Odpowiedz 
Paradoks

Paradoks:
Może to właśnie widmo Księżyca i Marsa skolonizowanych przez Chiny (bo one, zdaje się, nie są zbyt skore do współpracy) okaże się w następnej dekadzie nową siłą napędową dla połączonych sił NASA i ESA? Mówią, że nic tak nie integruje, jak wspólny wróg.

o skolonizowaniu jakiegoś ciała niebieskiego na początku XXI wieku, nie ma co marzyć. Jak przytoczyła Towarzyszka Jo_anka w swoim poście np. Chińczycy wyślą człowieka na Marsa ( i znając życie załoga tam zostanie) i koniec wyprawy. Mars to jest meta, kto pierwszy dotrze. Jak słusznie zauważono w tym wywiadzie, dzisiaj mamy świra na temat stacji kosmicznych, zaczęli Rosjanie ( Mir) , teraz ISS. To będzie Arena XXI wieku ( oraz nie zapominajmy o sztucznych satelitach, jako o pierwszym kroku do stania się potęgą kosmiczną)
Paradoks
Użytkownik
#29 - Wysłana: 22 Lip 2009 23:19:47 - Edytowany przez: Paradoks
Odpowiedz 
FederacyjneMSZ

Zależy co rozumiesz jako kolonizację, utworzenie stałej (w sensie: nie sezonowej, posiadającej załogę) bazy czy autonomicznego quasi-państwa. Nie ograniczałbym też zdobycia Marsa tylko do prestiżu z tym związanego, możliwych korzyści z jego eksploatacji jest bardzo wiele, ze skutecznym rozwiązaniem problemu przeludnienia na czele (to jeśli chodzi o korzyści na dłuższą metę). A inna sprawa, że politycy nie są specjalnie skorzy do podejmowania się inwestycji, które nie zwrócą się w ciągu dwóch kadencji. To z kolei bardzo ciekawie omawia Rafał Kosik w swoim Marsie (żeby nie było, że tylko Q__ zarzuca nawiązaniami literackimi ).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Mo%C5%BCliwo%C5%9Bci_ eksploatacji_Marsa
jasiek1
Użytkownik
#30 - Wysłana: 25 Lip 2009 17:29:25
Odpowiedz 
Jeżeli Chiny postanowią wykorzystać swój potencjał to całkiem możliwe, że to się będzie kończyło tak:
"USA. Do Białego Domu dzwonią z obserwatorium astronomicznego:
-Panie prezydencie, Chińczycy malują Księżyc na czerwono! Co robić?
-Poczekajcie jak wyschnie i dodajcie napis: Coca-cola. "
 Strona:  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Lądowanie na Księżycu - co nam po tym pozostało?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!