USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Uproszczenie polskiego?
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
Slovaak
Użytkownik
#31 - Wysłana: 27 Maj 2009 19:44:45 - Edytowany przez: Slovaak
Odpowiedz 
Miłe złego początki.

Wiesz że Twój potomek za 100 lat będzie używał innego języka polskiego niż Ty?


Nie są różne. I tu, i tu chodzi o ułatwienie życia niedoukom.


Są różne tylko przez wysypkę nie chcesz ich dostrzec. Pisałem że różne kategorie prawa jazdy nie są zrobione dla jaj ale mają logiczne praktyczne uzasadnienie. A ó i u są używane dla jaj dziś bo innych różnic pomiędzy wyrazami nie ma.

Poza tym czy Ty się przypadkiem nie boisz że lenie będą miały lżej? Na to nic nie poradzisz, Ty dziś tłuczesz się w samochodzie przez cały dzień by pojechać sobie z Krakowa do gdańska a jakiś leń patentowany co się schylić nie potrafi się za 100 lat teleportuje i co? Walcz z tym żeby inni nie mieli lżej niż ty miałaś/masz.

Widzisz ten ukośnik w poprzednim zdaniu też jest oznaką mojego lenistwa bo nie chciało mi się pisać dłuższego zdania. Ale co z tego? W języku chodzi o to by się zrozumieć, każdy chyba rozumie co ten ukośnik oznacza i tylko i wyłącznie o to chodzi.

Kiedyś na forum były modne skróty EOT i co? Jakoś ich ostatnio nie widuje ale też były ułatwieniem.
Madame Picard
Moderator
#32 - Wysłana: 27 Maj 2009 19:52:32
Odpowiedz 
Eviva

A gdyby ta praca była pełna błędów ortograficznych, zaliczyłabyś ją?
Kazałabym poprawić. Ale wierz mi, nie to jest największym problemem związanym z pracami, tylko to, że (przy optymistycznym założeniu, że sami te prace piszą) wypisują w nich bzdury, a nieporadność w wyrażaniu swoich myśli sprawia niekiedy, że opadają mi ręce.

Delta

język ewoluuje i powinien ewoluować bo inaczej staje się martwy, ale nie powinna to być ewolucja na przymus
I o to mi chodziło. Żaden przymus w języku nie utrzyma się na dłuższą metę, jeśli będzie rażąco sprzeczny z praktyką używania języka. I dotyczy to zarówno przedwojennych zasad ortografii jak i pomysłów z rurzami . Jeśli coś wzbudza sprzeciw użytkowników, to się nie utrzyma. Nie utrzyma się prawdopodobnie również to, co utrudniałoby komunikację, np. - odwołując się do Twojego przykładu - zlikwidowanie różnicy między "może" a "morze".
Tym niemniej język polski za 100 lat będzie się na pewno znacząco różnił od tego, co jest obecnie. Ale jak będzie wyglądał, to już nie podejmuję się wyrokować .
Delta
Użytkownik
#33 - Wysłana: 27 Maj 2009 19:54:30 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Eviva
Ale teraz tak nie można, bo się dzieciątko zestresuje....

Tam się zestresuje. Kiedyś po wywiadówce to by jeszcze dobry ochrzan dostało, a dziś leci się z pretensjami do nauczyciela. Rozsądek chyba jest pośrodku. Nie ma co przesadzać z jednej skrajności w drugą, bo kończy się to np. tak:
http://wiadomosci.onet.pl/1978884,11,item.html

"Średni wynik uzyskany przez szóstoklasistów podczas tegorocznego ogólnopolskiego sprawdzianu to 22,6 punktów na 40 możliwych"
"Średni wynik uzyskany przez szóstoklasistów w ubiegłym roku to 25,8 punktów na 40 możliwych."

A minister oświaty co na to?
"Widocznie pytania były trudniejsze, tak to trzeba ocenić."

I tak zamiast uczyć, szkoła będzie dostosowywać się do poziomu ucznia.

Sh1eldeR
Zrezygnowanie z egzaminu na prawko to coś zupełnie innego niż reforma języka.

Akurat to by nie było głupie, ograniczyłoby łapówkarstwo i oblewanie 90 % zdających za byle co.
IMHO powinno się zmienić system nauczania na kursach na kategorię B. Zamiast 30 godzin jazdy, kazać wyjeździć 100-150 godzin i zrobić jedynie egzamin ze znajomości przepisów. Dziś ludzie albo oblewają za byle kreskę na placu, albo zdają po zaledwie 30 godzinach jazd. Otrzymują papier i... nadal nic nie umieją. Zwiększona liczba godzin pozwoliłaby bardziej doszkolić kursanta. Brak egzaminu państwowego z jazdy zlikwidowałaby łapówkarstwo. A ludzie i tak nabierają praktycznych umiejętności przez całe lata podczas samodzielnej jazdy.
Popatrz na kraje takie jak USA czy Australia -tam nie ma takich cyrków, bo egzamin to jest formalność, której zniesienia nawet by tam nie odczuto. Przyjeżdżasz własnym samochodem, nie ma w nim zapasowego hamulca jak w naszych egzaminacyjnych i po dziesięciu minutach dostajesz dokument, bez takich cyrków jak u nas, robionych dlatego, że któryś z egzaminatorów w łapę nie dostał. W tamtych krajach prawo jazdy zastępuje dowód osobisty, jest dokumentem do zdobycia niemal bez problemu i wysiłku. Ludzie po jego otrzymaniu, nie mając jeszcze doświadczenia, jeżdżą w tak dużym ruchu drogowym jakiego u nas w największych miastach nie ma i jakoś wypadków jest mniej. A u nas cyrk na kółkach, potem szczęśliwy posiadacz po kilkudziesięciu godzinach jazdy szaleje na dziurawych drogach popisując się przed znajomymi. A efekty mamy w wiadomościach codziennie. Masa wypadków, wiele śmiertelnych, ale jak to się stało, przecież każdy z nich miał prawo jazdy? Tylko, że prawko, to kawałek papieru, który sam nie uchroni nikogo przed wypadkiem. Jeśli lekarze uznali kogoś zdolnym do prowadzenia samochodu osobowego, zdał on egzamin z przepisów (z ich zastosowania w praktyce, a nie wykutego na blachę testu) i ma wyjeżdżone ze 100 godzin, to od biedy potrafi poruszać się po drodze. Resztę może zapewnić tylko zdrowy rozsądek i praktyka.
Ostatnio ktoś koło mojego samochodu parkował. I tak patrzyłam z balkonu, jak kilkakrotnie poprawiał wjazd by było jak najlepiej i właśnie mi się przypomniało jak to jest na egzaminach na placu, gdzie od ludzi, którzy mają 20-30 godzin, każe się to zrobić za jednym razem. Na placu kiedyś było dużo więcej zadań i było ciasno, wystarczało, źle stanąć przed kolejnym zadaniem i choćbyś chciał nie wyrobisz się. I 90 % oblewało plac. Oblewało na rzeczach, które w codziennej praktyce można poprawiać do znudzenia nawet cały dzień, jeśli się komuś zechce. Wiem, bo sam kiedyś oblałem właśnie w ten sposób jeżdżąc Fiatem Punto I. Żeby było śmieszniej ten sam plac, z rozstawem jaki na egzaminie przeznaczony był dla Punto potrafiłem pokonać mieszcząc się Polonezem -samochodem sporo większym, bez bocznych lusterek, z gorszą widocznością i bez wspomagania kierownicy. Po prostu, zależało to od przypadku, że auto akurat stało w idealnym miejscu do wykonania takiego manewru i własnej koncentracji akurat w tym momencie.
szwagier
Użytkownik
#34 - Wysłana: 27 Maj 2009 19:55:13
Odpowiedz 
Stary człowiek i MOŻE
Slovaak
Użytkownik
#35 - Wysłana: 27 Maj 2009 19:58:19
Odpowiedz 
odwołując się do Twojego przykładu - zlikwidowanie różnicy między "może" a "morze".

"Może jest piękne."

"Morze pojadę do domu."

Czy jest jakiś problem w zrozumieniu tych zdań?
Slovaak
Użytkownik
#36 - Wysłana: 27 Maj 2009 19:59:40
Odpowiedz 
Stary człowiek i MOŻE

Nie wiem czy to przez znajomość tytułu czy może () przez dziwne brzmienie "i może" nie mam problemów ze zrozumieniem zdania.
Delta
Użytkownik
#37 - Wysłana: 27 Maj 2009 20:05:40 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Madame Picard
Tym niemniej język polski za 100 lat będzie się na pewno znacząco różnił od tego, co jest obecnie.

Pewnie, że będzie. Tak jak dziś piszemy "j" zamiast jak chyba jeszcze przed rozbiorami "y". Wpływ na to będzie miała choćby duża ilość słów i skrótów (np. wspomniany przez Slovaaka "EOT") z języka angielskiego, jakie pojawiają się czy to z przyzwyczajenia czy z braku polskich odpowiedników, które wchodzą do powszechnego użycia.

Slovaak
Czy jest jakiś problem w zrozumieniu tych zdań?

Nie. Ale trzeba domyślić się, o które "może/morze" chodzi. A z punktu dzisiejszych zasad języka polskiego oba przykładowo podane przez Ciebie zdania stają się bezsensowne właśnie ze względu na błędy ortograficzne.

Nie wiem czy to przez znajomość tytułu czy może () przez dziwne brzmienie "i może" nie mam problemów ze zrozumieniem zdania.

No właśnie, gdyby nie znajomość tytułu to byśmy się teraz domyślali, co może stary człowiek, bo wątpię, że pierwsze co by człowiekowi przyszło do głowy to to, że chodzi o "morze".

PS. Do tego Eviva musiałaby tytuł bloga zmienić.
Slovaak
Użytkownik
#38 - Wysłana: 27 Maj 2009 20:13:58
Odpowiedz 
Nie. Ale trzeba domyślić się, o które "może/morze" chodzi.

A to pewnie jest spowodowane tym że słowo "morze" ma swoje własne określone znaczenie a słowo "może" ma inne. Nauczyliśmy się jednego i mamy wątpliwości przy nie stosowaniu wyuczonych zasad.


bezsensowne właśnie ze względu na błędy ortograficzne.

Sęk w tym że te zasady ortograficzne są bezsensowne co automatycznie nie może już stanowić poparcia dla bezsensowności zdań.
Doctor_Who
Użytkownik
#39 - Wysłana: 27 Maj 2009 20:21:55
Odpowiedz 
To i tak małe miki w porównaniu z tym, co chcieli wprowadzić futuryści i to jeszcze przed wojną – całkowita pisownia fonetyczna (słynny tram wpopszek ulicy).

Delta

kwestia przyzwyczajenia -wprowadzone na siłę zmiany spowodują masową ilość błędów w pisanym tekście, bo ludzie odruchowo będą pisać tak jak teraz jest poprawnie.

Relatywnie nie tak dawno Niemcy mieli u siebie reformę ortografii, pozbyli się swojego podwójnego s na rzecz ''ss''' w bardzo dużej ilości wyrazów i to nie było tak, ze to się odbyło z dnia na dzień, tylko reforma była rozciągnięta na lata i dopiero niedawno przestała obowiązywać podwójna pisownia. Wszystko po to, żeby ludzie mogli się przyzwyczaić. Jeszcze nasi dziadkowie pisali np. Jakób czy pasztet w kruchem cieście. Myślę, że to kwestia jednego pokolenia. Tak wiec zmiany są czymś naturalnym pod warunkiem, że są zasadne. A tutaj jakoś większej zasadności nie widzę. Jest to do przeprowadzenia ale po kiego grzyba?
Delta
Użytkownik
#40 - Wysłana: 27 Maj 2009 20:22:12
Odpowiedz 
Slovaak
A to pewnie jest spowodowane tym że słowo "morze" ma swoje własne określone znaczenie a słowo "może" ma inne. Nauczyliśmy się jednego i mamy wątpliwości przy nie stosowaniu wyuczonych zasad.

Właśnie. Proponowane przez pomysłodawcę zmiany wielu osobom (kilku pokoleniom) przez długi czas utrudniałyby życie zamiast ułatwiać. A czy przyjęłyby się to, jak mówiła Madame Picard zależy od ludzi. Jeśli im nie będzie odpowiadał to i tak się nie utrzyma (a jak widać, choćby po tym temacie, głosy są bardzo podzielone).

Sęk w tym że te zasady ortograficzne są bezsensowne co automatycznie nie może już stanowić poparcia dla bezsensowności zdań.

Może są, ale obowiązują. A póki będą obowiązywać to w ich świetle zdania te nie miałyby sensu. Gdyby zniesiono te zasady, wtedy oczywiście nabrałyby tego sensu. Nie licząc tego, że część z nas pewnie musiałaby się domyślać co może stary człowiek. Dziś nie musimy właśnie dzięki ortografii.
Sh1eldeR
Użytkownik
#41 - Wysłana: 27 Maj 2009 20:44:04
Odpowiedz 
Delta
Co do prawa jazdy to zgadzam się w 100%, że obecna forma uzyskiwania go jest po prostu... chora (tak naprawdę, jest gorzej niż chora, ale nie chcę mi się tracić moich klawiszy i Waszych oczu na odpowiednią liczbę niecenzuralnych wyrazów). Zbyt wiele zależy od widzimisię egzaminatora i od chęci/możliwości udzielenia łapówki. Zbyt mało jest godzin -- 30h (czy ile tam teraz jest) za kółkiem to bardzo mało i żeby jako tako opanować jazdę, większość ludzi powinna poćwiczyć znacznie więcej, tyle że nie jest o to łatwo. Plac to jest parodia i najwyraźniej dosłownie nic nie daje -- przynajmniej tak wynika z tego, co obserwuję na ulicach i parkingach.

Zresztą nawet na trasie zdaje się czasem za zupełne pierdoły. Przejeżdżasz przez pasy i egzaminator nagle Ci hamuje, bo wg niego jakiś człowiek z chodnika znalazł się za blisko pasów (tymczasem wcale tak naprawdę nie musiałby się zatrzymywać, gdyby samochód nie został zatrzymany na ich środku przez egzaminatora). Nie żalę się, mi nic takiego się nie przytrafiło, ale wiem, jak jest. Słyszałem zbyt wiele historii.

Więc tak, zdawanie prawa jazdy też bym zreformował . Moje poglądy brzmią dzisiaj podejrzanie lewicowo (w tym najbardziej klasycznym wydaniu).
Delta
Użytkownik
#42 - Wysłana: 27 Maj 2009 21:14:38 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Sh1eldeR
większość ludzi powinna poćwiczyć znacznie więcej, tyle że nie jest o to łatwo

Powinno być więcej ale nie jest, bo jest kosztowne. Godzina jazdy kosztuje kilkadziesiąt (nie wiem ile obecnie, za moich czasów to było coś ok. 30-50) zł. Za takie pieniądze można kupić paliwa na przejechanie minimum 100 km, a nie tłuczenie placu godzinami, by na jakąś kreskę na egzaminie nie najechać. Powinno być jak np. w Kanadzie, gdzie ucząca się osoba jeździ prywatnie z kimś z rodziny, kto ma prawo jazdy, ucząc się tyle czasu ile potrzebuje, a egzamin i tak jest tylko formalnością. Ja wiem sam po sobie, bo na kurs poszedłem chwilę po tym jak jako tako opanowałem jazdę "rodzinnym" samochodem (godzina) -ledwo umiałem ruszyć. Instruktor kazał zrobić kółko na placu i doszedł do wniosku, że widać umiem (nie zapytał się nawet czy jeździłem, a powinien bo bladego pojęcia nie miałem o jeździe) i kazał jechać na miasto. I co miałem zrobić, pojechałem, chociaż na miękkich nogach i to w sumie bez problemów. A później większość z 20 obowiązkowych wtedy godzin spędziłem na placu. Niemal nie jeżdżąc w ruchu miejskim. Trzeba było albo dokupić godzin, albo jeździć własnym samochodem. I jeździłem bez prawa jazdy swoim. A egzamin i tak oblałem, bo facet jak już się nie miał o co przyczepić, to na bezczelnego powiedział po powrocie do ośrodka: "dobrze było, ale słabo", odczekał chwilę, nie dostał w kieszeń i oblał.
Raz widziałem jak kursantka oblała za "wymuszenie pierwszeństwa przejazdu". Polegało to na tym, że na skrzyżowaniu ruszyła w momencie, gdy 300-400 metrów dalej ruszył z przystanku autobus. Egzaminator nacisnął na hamulec i było po wszystkim bo wymusiła pierwszeństwo. Takie rzeczy czasami się zdarzały, ale większość ludzi i tak oblewała na placu. Z dwudziestoosobowych grup na miasto wyjeżdżały 2 osoby.
Kiedyś w internecie był nawet artykuł, jak w Pile jakiegoś chłopaka oblał egzaminator przez przebiegającego przez ulicę psa. Pies wbiegł na pas, zdający egzamin ominął go przekraczając linię dzielącą pasy, ale nie powodując żadnego zagrożenia. I w tym momencie oblał za przekroczenie linii. Wg. tego artykułu na pytanie zdającego co miał zrobić, egzaminator odpowiedział: "trzeba było przejechać psa". Kaseta z nagraniem niestety zaginęła, chociaż powinna leżeć kilka tygodni ośrodku. A władze ośrodka stwierdziły że nie wiedzą co się stało z taśmą i nawet śledztwa nie było. Takie mamy państwo prawa. Dlatego chyba najlepszym rozwiązaniem jest zwiększyć kilkukrotnie liczbę obowiązkowych godzin. Po co wydawać na egzaminy, lepiej wydać na dodatkowe godziny jazdy. Sam papier jest tylko zaświadczeniem, jak szkolne świadectwo. A przecież każdy z nas kończył klasy podstawówki czy szkoły średniej bez egzaminów, dopiero teraz porobili cyrki z egzaminami dla podstawówek i gimnazjów. Czy to oznacza, że swoje szkolne świadectwa mam wyrzucić bo takiego egzaminu w podstawówce nie zdawałem?
Slovaak
Użytkownik
#43 - Wysłana: 27 Maj 2009 21:30:01 - Edytowany przez: Slovaak
Odpowiedz 
I w tym momencie oblał za przekroczenie linii. Wg. tego artykułu na pytanie zdającego co miał zrobić, egzaminator odpowiedział: "trzeba było przejechać psa"

A nikomu nie przyszło do głowy żeby wcisnąć maksymalnie hamulec? Oblał słusznie, wjeżdżanie na przeciwny pas ruchu samo w sobie jest niebezpieczne, w sprzyjających warunkach, znaczy powoli i ostrożnie a nie na wariata wymijając przeszkodę.


Raz widziałem jak kursantka oblała za "wymuszenie pierwszeństwa przejazdu"

Dziwnych sytuacji szczerze mówiąc nie wdziałem. Sam zdałem dopiero za czwartym razem (oblałem na placu dwa razy i raz na mieście). i zawsze wiedziałem co zrobiłem źle. Mam tylko wątpliwości do egzaminatora mojej siostry, koleś ma złą opinię i moja siostra opowiadała że nacisnął za nią hamulec ponieważ za X sekund miało się zapalić czerwone światło. No nie, na pomarańczowym można przejechać jeśli zatrzymanie wymaga gwałtownego hamowania a tu hamuje jeszcze na zielonym...
Delta
Użytkownik
#44 - Wysłana: 27 Maj 2009 22:02:54 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Slovaak
A nikomu nie przyszło do głowy żeby wcisnąć maksymalnie hamulec?

IMHO zrobił słusznie jeśli na sąsiednim pasie nic nie było. Oczywiście można zrobić jak proponujesz, tyle, że wtedy ten z tyłu za Tobą ma test na refleks. Co będzie gdy go nie zda? Obleją Cię za to, że przez gwałtowne hamowanie doprowadziłeś do kolizji drogowej. Jeszcze mandat i punkty karne dostaniesz (poważnie, tydzień temu w RMF FM słyszałem: kursantka oblała egzamin za spowodowanie stłuczki, policja ukarała ją -jeszcze nie mającą prawka -mandatem i punktami karnymi, egzaminatora oczywiście nie. To po co on tam w ogóle był? Taką mamy paranoję.)
Zresztą ten przypadek z tym psem pokazuje dobrze dwie rzeczy:
-że facet był na maksa bezczelny
-że jak kogoś chce się oblać to każdy sposób jest dobry.
To było wykroczenie zgoda, ale zważywszy na okoliczności nie powinno być tak potraktowane, normalnie na drodze zdarzają się różne rzeczy i często po prostu jest to przymus by nie spowodować jakiejś tragedii. Jechałem raz z moim kolegą. Prosta, dobra droga, sucho, dobra widoczność, na liczniku miał jakieś 120 km/h. I nagle z zarośniętego rowu wychodzi pijany zataczający się facet . Możesz deptać na hamulec i nic to nie da bo przy tej prędkości potrzeba kilkadziesiąt metrów. Masz więc do wyboru: albo uderzyć w faceta, albo ominąć go łukiem zjeżdżając na całkowicie pusty pas. Co byś zrobił?

wjeżdżanie na przeciwny pas ruchu samo w sobie jest niebezpieczne, w sprzyjających warunkach, znaczy powoli i ostrożnie a nie na wariata wymijając przeszkodę.

Jak najbardziej racja. Zdarzenie znam z gazet, nie byłem świadkiem, przypuszczam jednak, że on nie zajął całego pasa, tylko jego część. Przeciętny samochód ma 1,7 m szerokości, a każdy pas ruchu 3 metry. Naruszenie linii jest wykroczeniem, ale niekoniecznie musiało spowodować jakieś zagrożenie, zwłaszcza, że jeśli nawet ktoś z przeciwka nadjeżdżał, to pewnie zobaczył też co się dzieje ma więc szansę na reakcję.
Alucard87
Użytkownik
#45 - Wysłana: 27 Maj 2009 23:10:28
Odpowiedz 
A mnie się podobał przykład podany dziś przez pewną panią z mnóstwem literek przed nazwiskiem.

Weźmy taki wyraz: dach i rozważmy pisownię dah.
O ile z dahowaniem czy dahówką jakiegoś problemu by nie było, o tyle daszek jest już problematyczny.

Specyfiką języka polskiego jest połączenie nieco archaicznych zasad pisowni (pozostałości słowiańskie), końcówek fleksyjnych, zmian w tematach wyrazów i kilku innych drobnych procesów fonetyczno-semantyczno-ortograficznych. Jest zbyt skomplikowany i ma konstrukcję jak domek z kart. Rusz jedno, reszta się sypnie.
Queerbot
Użytkownik
#46 - Wysłana: 27 Maj 2009 23:27:30 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Tschy te smiaany nie sou pshypatkem podyktoffane tym, zsheby usyskatsch fpuyffy i pshyhylnoshtsch ff FFatykanie?
Slovaak
Użytkownik
#47 - Wysłana: 27 Maj 2009 23:33:04 - Edytowany przez: Slovaak
Odpowiedz 
Delta

Oczywiście można zrobić jak proponujesz, tyle, że wtedy ten z tyłu za Tobą ma test na refleks. Co będzie gdy go nie zda? Obleją Cię za to, że przez gwałtowne hamowanie doprowadziłeś do kolizji drogowej. Jeszcze mandat i punkty karne dostaniesz

Linii ciągłej nie można przekraczać (moim zdaniem chyba że nie ma się już absolutnie innego wyjścia) trzeba było zahamować a tym z tyłu sie nie przejmować. Ten z tyłu ma obowiązek trzymać się tak daleko by mógł zawsze zatrzymać się bezpiecznie gdyby ten przed nim nagle ostro zaczął hamować. Mandat otrzymał by ten z tyłu za nie trzymanie bezpiecznego dystansu. A gdyby ci pieszy wszedł na drogę to co? Z przeciwka ktoś jedzie a tu pieszy i co? Martwisz się o tego co za tobą jedzie? Ty martwisz się o swój przód a ten z tyłu martwi się o swój przód i w ten sposób nikt się nie martwi o swoją pupę.

Miałem taką sytuację, jadę "krajową siódemką" 60 km/h z tyłu widzę w lusterku jakiś samochód podjeżdża mi pod tyłek, wyprzedził mnie i się ustawia przede mną i zwalnia chamsko, nie skręcał tylko chciał być złośliwy za moją powolną jazdę i mimo wszystko gdybym mu w tyłek wjechał to była by moja wina bo to ja nie trzymałem dystansu i to ja nie zareagowałem.


120 km/h

To już masz błąd. Gdzie w Polsce można jechać tak szybko? Nie można podchodzić tak że "jadę niezgodnie z przepisami to muszę przecież jakoś wybrnąć".


rzeciętny samochód ma 1,7 m szerokości, a każdy pas ruchu 3 metry. Naruszenie linii jest wykroczeniem, ale niekoniecznie musiało spowodować jakieś zagrożenie, zwłaszcza, że jeśli nawet ktoś z przeciwka nadjeżdżał, to pewnie zobaczył też co się dzieje ma więc szansę na reakcję.

Nie logicznie zakładać że inny kierowca w takiej sytuacji zareaguje odpowiednio usuwając się z drogi. Szczególnie kiedy czasu jest dwa razy mniej niż gdyby jechał za tobą z taką samą prędkością.


Queerbot

Mówimy o ortografii której nie stosowanie nie sprawa że czytany tekst staje się niezrozumiały a ty dałeś pokaz seplenienia i czegoś tam jeszcze.
szwagier
Użytkownik
#48 - Wysłana: 27 Maj 2009 23:46:28
Odpowiedz 
Queerbot

Sloovak wyluzuj, nie zrozumiałeś go chyba
Slovaak
Użytkownik
#49 - Wysłana: 28 Maj 2009 00:31:34
Odpowiedz 
Sloovak wyluzuj, nie zrozumiałeś go chyba

Chyba nie... nie do końca wiem co on tam napisał
The_D
Użytkownik
#50 - Wysłana: 28 Maj 2009 00:32:37
Odpowiedz 
Jak dla mnie na taka reformę jest stanowczo za wcześnie. Jeżeli ma nastąpić to dopiero gdy będę stetryczałym staruszkiem. Jeżeli teraz czytając bezczelny błąd ortograficzny czuję zgrzyt estetyczny to chyba nie wytrzymałbym kakofonii sączącej się ze wszystkich stron. Z resztą:

szwagier
Stary człowiek i MOŻE

Slovaak
Nie wiem czy to przez znajomość tytułu czy może przez dziwne brzmienie "i może" nie mam problemów ze zrozumieniem zdania.

Obecnie zdanie napisane przez szwagra jest wyrafinowanym żartem językowym. Po zmianie ortografii będzie jakimś niewiadomoczym.
Delta
Użytkownik
#51 - Wysłana: 28 Maj 2009 00:56:53 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Slovaak
trzeba było zahamować

Oprócz tego, że ten z tyłu ma test na refleks nie wzięliśmy jeszcze jednej rzeczy pod uwagę -pory roku i warunków na drodze. Masz powiedzmy 50-70 km/h jest np. zima i oblodzona nawierzchnia. Takie hamowanie o jakim mówisz może spowodować niezły poślizg. Ciśniesz na hamulec a samochód sunie, pół biedy jak nie zacznie Cię obracać. Poza tym weź jeszcze pod uwagę, że zdający miał pewnie tylko ok. 30 godzin jazdy i nie miał doświadczenia. Mógł spanikować, to się zdarza nawet ludziom, którzy latami jeżdżą. IMHO jeśli nie spowodował zagrożenia to egzaminator mógł to uznać za błąd, ale zezwolić na kontynuowanie egzaminu, bo przecież jeden błąd można popełnić. Wilk byłby syty i owca cała. Jak dla mnie to wykorzystał okazję do oblania kogoś.

Ten z tyłu ma obowiązek trzymać się tak daleko by mógł zawsze zatrzymać się bezpiecznie

Prawda. Tyle, że to teoria, w praktyce może być różnie. I nawet nie musi to być niewłaściwa odległość od samochodu przed sobą, wystarczy moment obniżonej koncentracji i zbyt późne zorientowanie się, że ktoś gwałtownie zahamował. Jadąc te 50-60 km/h w ciągu sekundy pokonujesz kilkanaście metrów. Wystarczy, że ktoś ma słabszy dzień, albo słaby refleks.

A gdyby ci pieszy wszedł na drogę to co? Z przeciwka ktoś jedzie a tu pieszy i co?

Ale to jest inna sytuacja. Nie masz możliwości bezpiecznego ominięcia takiego pieszego. A ten zdający najwyraźniej miał skoro nie spowodował żadnego zakłócenia ruchu.

To już masz błąd. Gdzie w Polsce można jechać tak szybko?

Zgodnie z przepisami jedynie na autostradach.
Fakt, prędkość była zbyt duża i jest to wykroczenie drogowe. Tyle, że pominąwszy to wykroczenie, nadal sytuacja jest taka sama. Na tamtej drodze dopuszczalną prędkością było 90 km/h. Przy tej prędkości sytuacja nie zmienia się -facet wyłazi prosto pod koła, choćbyś chciał, nie zatrzymasz się w miejscu. A przecież nie przejedziesz chłopa tylko z powodu tego, że nie chcesz przekroczyć linii pasa na kompletnie pustej drodze.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli: ja nie zamierzam żadnego z tych przypadków usprawiedliwiać, tylko mówię, że zdarzają się na drodze rzeczy, co do których nie znajdziesz rady nawet w przepisach kodeksu drogowego i przy których dowolna decyzja będzie skutkować złamaniem któregoś z nich. A masz ułamek sekundy i musisz zdecydować.

Nie można podchodzić tak że "jadę niezgodnie z przepisami to muszę przecież jakoś wybrnąć".

W takich wypadkach nie ma wyboru. Prędkość mogła być przepisowa i dalej jest to samo. Pozostaje tylko kwestia jaki sposób wybrnięcia wolisz: przejechać tego człowieka, czy go ominąć łamiąc przepis o przekraczaniu linii ciągłej. I masz sekundę albo i mniej. Co później powiesz, że nie mogłeś wjechać na linię, bo przepisy nie pozwalają?

Nie logicznie zakładać że inny kierowca w takiej sytuacji zareaguje odpowiednio usuwając się z drogi.

A czemu miałby się usuwać? Żaden z nas tego zdarzenia nie widział, możemy tylko gdybać. Jeśli nawet ktoś był na tym sąsiednim pasie to mógł też być dość daleko by nie musieć się usuwać, wystarczy, że nie jechał blisko środka drogi i trochę zwolnił. To jest moment -kwestia ułamka sekundy, bo ile czasu będziesz mijał tego psa? Rozwiązanie wybrane przez tego zdającego może nie było najlepsze, ale najważniejsze, że było skuteczne i nic nikomu łącznie z tym psem się nie stało. Czy takie konieczne było oblanie go z komentarzem, że mógł tego psa przejechać? A jeśli tak następnym razem zrobi, bo będzie chciał zdać? A co będzie, gdy to będzie np. dziecko, które wybiegło na drogę? Ze dwa dni temu widziałem taki obrazek. Dzieciak wyrwał się matce i zdążyła go dogonić pół metra od ulicy i to tylko dlatego, że jakimś cudem się zatrzymał. I poniekąd to jest trochę podobne do tego co mówiłeś o tym, że jak zahamujesz i ktoś z tyłu w samochód uderzy to będzie to jego wina bo tak mówią przepisy. W przypadku tego dziecka kierowca, który by go potrącił nie byłby w ogóle ukarany, bo przepisy mówią, że dziecko do lat 7 ma być praktycznie pod ciągłą opieką i wtedy odpowiada opiekun. Tyle suchy przepis. Ale czy to, że opiekuna posadzą a kierowcę uniewinnią spowoduje, że ten kierowca poczuje się lepiej i świadomość, że przejechał dzieciaka przestanie mu ciążyć? Dziecku życia też nic nie zwróci. Czy nie lepiej jednak, w miarę możliwości, próbować ominąć kogoś takiego wbiegającego na drogę prosto pod koła?

Mówimy o ortografii której nie stosowanie nie sprawa że czytany tekst staje się niezrozumiały a ty dałeś pokaz seplenienia i czegoś tam jeszcze.

Ktoś kiedyś może uznać, że tak jest lepiej bo unika się utrudniania sobie życia i robienia błędów. Przecież napisanie "fszystko" zamiast "wszystko" to błąd. Po co sobie utrudniać życie?
Slovaak
Użytkownik
#52 - Wysłana: 28 Maj 2009 01:38:54
Odpowiedz 
Ale to jest inna sytuacja. Nie masz możliwości bezpiecznego ominięcia takiego pieszego. A ten zdający najwyraźniej miał skoro nie spowodował żadnego zakłócenia ruchu.

To chyba wiem jak ta sytuacja wyglądała. Pies wszedł na jezdnię a zdający go lekkim łukiem chciał ominąć bez zatrzymywania się i przekroczył linię. Jest zasada że jeśli pieszy choćby i jedną stopę postawił już na drodze to należy się zatrzymać i go przepuścić a nie kombinować. Ewidentny błąd zdającego, trzeba było się zatrzymać.


że było skuteczne

Udało się ponieważ z przeciwka akurat nikt nie jechał. Zbieg okoliczności i nic więcej. Możesz też jadąc 100km/h przejechać całe miasto i nic nikomu złego nie zrobić ale czy to metoda?
Maura
Użytkownik
#53 - Wysłana: 28 Maj 2009 10:21:19
Odpowiedz 
Eviva
Czy wiecie, drodzy zwolennicy uproszczenia,
Żeby sprecyzować - nie jestem zwolenniczką uproszczenia. Słyszę, że wymowa staje się uproszczona głównie dlatego, że momentami jej nie rozumiem. Tak samo jak zapisów w "nowej ortografii". A potencjalna zmiana ortografii to chyba dostosowanie do obecnej wymowy, neh?

szwagier
Stary człowiek i MOŻE
Domko
Użytkownik
#54 - Wysłana: 28 Maj 2009 10:37:26
Odpowiedz 
Jeszcze?
Eviva
Użytkownik
#55 - Wysłana: 28 Maj 2009 14:04:20
Odpowiedz 
szwagier
Stary człowiek i MOŻE


Ale niezbyt często
galaktyczny kurczak
Użytkownik
#56 - Wysłana: 28 Maj 2009 22:21:06
Odpowiedz 
"Teraz odzyskaliśmy kontrole. Nie bylibyśmy na tej pozycji, gdyby nasza największa produkcja została zarzucona na rzecz kilku tańszych i mniej dobrych filmów."

Oj, upraszczać mamy co, szczególnie "kontrolę".
Delta
Użytkownik
#57 - Wysłana: 29 Maj 2009 13:35:24
Odpowiedz 
Slovaak
To chyba wiem jak ta sytuacja wyglądała. Pies wszedł na jezdnię a zdający go lekkim łukiem chciał ominąć bez zatrzymywania się i przekroczył linię.

Właśnie tak mi się też wydaje.

Jest zasada że jeśli pieszy choćby i jedną stopę postawił już na drodze to należy się zatrzymać i go przepuścić a nie kombinować. Ewidentny błąd zdającego, trzeba było się zatrzymać.

IMHO to zależy od okoliczności. Może odległość była zbyt mała by tak zrobić (chociaż bardziej skłaniam się ku temu, że zdający trochę spanikował)? Takie sytuacje mogą się zdarzać, bo w odróżnieniu od pieszego, zwierzęta często wybiegają na drogę gdzie i kiedy im się podoba. Stąd np. popularny "test łosia".
http://pl.wikipedia.org/wiki/Test_%C5%82osia

Ale jak by nie było, egzaminator powinien darować sobie ten tekst o przejechaniu psa. No i mógł to uznać za błąd ale pozwolić na dalsze kontynuowanie egzaminu.

Udało się ponieważ z przeciwka akurat nikt nie jechał. Zbieg okoliczności i nic więcej.

Masz rację, że to dlatego. Ale z drugiej strony nie dowiemy się jaka reakcja zdającego byłaby, gdyby sąsiedni pas był zajęty. Jeśli zjechałby, to ewidentnie nie myślał. Jeśli nie, to widać wolał wybrać rozwiązanie jak najpewniejsze zamiast sztywno trzymać się przepisu. Jego pech, że trafiło mu się akurat na egzaminie. Wszystko zależy od okoliczności. Z tego co widzę na drogach, takie omijanie łukiem to nagminna praktyka. I poniekąd w niektórych przypadkach słuszna, jeśli taki manewr akurat nie czyni zagrożenia dla innych użytkowników drogi. Lepiej chyba wyminąć kogoś nagle wbiegającego pod koła niż ryzykować, że hamowanie nic nie da? Po mieście można w wielu miejscach jechać powyżej 70 km/h. Droga hamowania z takich prędkości jest spora, w dodatku wraz z pogorszeniem się pogody staje się jeszcze dłuższa, a złą pogodę mamy przez większą część roku.
Pisarz
Użytkownik
#58 - Wysłana: 29 Maj 2009 13:43:43
Odpowiedz 
Nie, nie upraszczajmy. Może jeszcze nie piszmy znaków interpunkcyjnych? Nikt tego nie zrobił z nudów, wszystko jest potrzebne. Gdyby nie było, już dawno ludzie przestali by z tego korzystać. Przykład z morzem jest dobry. Ze swojego doświadczenia wiem, że taka ortografia jaka jest, jest dobra.

Kontrole = liczba mnoga od słowa kontrola?
Z ę zamiast e jesteśmy pewni, że chodzi o tę kontrolę, nie te kontrole.
Eviva
Użytkownik
#59 - Wysłana: 29 Maj 2009 14:49:08
Odpowiedz 
Pisarz

Racja. My, pisarze, trzymajmy się razem i walczmy o nasz piękny, choć niełatwy język jak lwy.
Swoją drogą łatwopojąć moje oburzenie dopiero wtedy, gdy się wie, że mało brakowało, a zostałabym polonistką - zrezygnowałam ze studiów tylko dlatego, bo nie chciałam obciążać mamy kosztami mojej nauki. Dobrze czy źle, ale się stało, mimo to zamiłowanie we mnie pozostało.
Queerbot
Użytkownik
#60 - Wysłana: 29 Maj 2009 19:56:54 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
My, pisarze, trzymajmy się razem

dobre sobie. A ja ledwie co zostałam Marią Stuart, lecz nie chciałam obciążać historii - aczkolwiek czy słusznie? Cokolwiek jednak, non omnis moriar; zostałam wdową po księciu Asturii.
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Uproszczenie polskiego?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!