USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Wybory prezydenckie w USA
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  8  9  »» 
Autor Wiadomość
Picard
Użytkownik
#1 - Wysłana: 29 Paź 2008 21:16:26
Odbędą się już 4 listopada. Pytanie brzmi na kogo byś głosował gdbyś był obywatelem USA i czemu oddał byś głos na takiego a nie innego kandydata? A może - tak jak ja bym to uczynił - nie wypełnił byś tym razem wcale swojego tzw. obywatelskiego obowjązku? Musze bowiem przyznać, że obecne wybory w USA są chyba - jak do tej pory - najbardziej osobliwe w całej historii tego kraju. Jak dotąd bowiem Obama sprawia - tak ja zarzuca mu to polityczna konkurencja - wrażenie showmana, który popularność zawdzięcza chyba wyłącznie, paradoksalnie kolorowi swoje skóry, natomiast MCCain wydaje się nie tylko dżentelmanem nieco za starym na sprawowanie najwyższego urzędu, ale i spadkobiercom linii politycznej Busha. Nie widze się w gronie zwolenników żadnego z tych panów. A Wy? No i jeszcze miała startować pani Cliontonowa, której pomysłem na prezydenture też było chyba wyłacznie obsadzenie w fotelu prezydenta pierwszej w historii kobiety. Jak pisałem, dziwne to wybory...
Eviva
Użytkownik
#2 - Wysłana: 29 Paź 2008 21:22:06
Jeśli Obama wygra, nie życzyłabym wrogowi kadencji, która go czeka. Najdrobniejsze potknięcie - i zwala na niego wszystkie klęski od krachu na Wall Street po kolejny huragan i trzęsienie ziemi. Jak to ujął dr House? "Biały Dom nie został tak nazwany ze względu na kolor ścian." I coś w tym jest, psiakostka.
Arek
Użytkownik
#3 - Wysłana: 29 Paź 2008 21:48:08 - Edytowany przez: Arek
Prawdę mówiąc nie wiem który lepszy. Obama jest młodszy przez co może być dużo lepszy [świeże pomysły], z kolei założę się że spapra do końca Irak. I tu lepszy pewnie McCain. Poza tym zgadzam się z tym co Eviva powiedziała. Zagłosowałbym na McCain'a, ale nie jestem pewien który lepszy, więc moje poparcie może się zmienić

Picard, zrobiłbym pewnie tak jak ty napisałeś. Poszedłbym, skreśliłbym obu i wrzucił arkusz Bo na wybory trzeba obowiązkowo iść. Może nie zagłosować na nikogo, ale wyrazić swój sprzeciw przeciwko obu z nich
waterhouse
Moderator
#4 - Wysłana: 29 Paź 2008 21:56:41
jako obserwator kampanii wyborczej w usa ( www.spinroom.pl ) nie moge zdradzić na kogo bym głosował

Na ten moment wszystkie sondaże wskazują na wyraźne zwycięstwo Obamy.
Beyond
Użytkownik
#5 - Wysłana: 29 Paź 2008 23:35:53 - Edytowany przez: Beyond
Na pewno nie głosowałbym na Obamę. Pomijając już jego wątpliwe przygotowanie do pełnienia prezydenckiej funkcji, jest to postać o mętnej przeszłości i poglądach.

Nie zaufałbym w życiu komuś o odchyłach nie tyle lewicowych, co lewackich, a taką osobą jest Obama . Takich ludzi charakteryzuje jednak skrajnie negatywna właściwość - skłonność do wychodzenie od idei, a nie od rzeczywistości; skłonność do dokonywania procesu myślenia w próżni.

Nawiązując do moich wypowiedzi w wątku o Lemie. Świat lewackiej umysłowości nie jest światem osadzonym w rzeczywistości. System wyjaśniania może być logicznie spójny i każde wydarzenie może znajdować w nim wyjaśnienie, ale system ten nie jest wywiedziony z realiów. Cała działalność takiej umysłowości jest podporządkowana myśleniu życzeniowemu, które ignoruje fakty.

Przykładowo - dla takiej umysłowości nie jest istotne zagrożenie masowym napływem imigrantów, bo problem imigracji jest ujmowany w zupełnie innej perspektywie. Kwestia zagrożeń po prostu nie istnieje. Istnieje tylko i wyłącznie abstrakcja "praw człowieka" i tylko w jej obrębie można coś wyjaśniać. A ponieważ każdy człowiek jest w tej abstrakcji prawem do wolności, godności itd. i tylko tym, więc ma pełne prawo imigrować.

Inny przykład to adopcja dzieci przez pary homoseksualne. Homoseksualista jest człowiekiem. Nikt temu nie przeczy. Nie jest nikim gorszym, ani lepszym od innych. Temu też się nie przeczy. Tyle, że w lewackim systemie wyjaśniania oznacza to natychmiastowo, że podlega pod abstrakcję. Wszystkie prawa przysługujące osobom heteroseksualnym muszą natychmiast przysługiwać osobie homoseksualnej. Jest to wynik celowego pomieszania pojęć, które utożsamia brak jakiś praw czy przywilejów z "gorszością", byciem kimś gorszym. Wynika to - znowu - z utożsamienia człowieka z abstrakcją jaką są prawa człowieka (i absurdalnego przypisania do tych praw prawa do posiadania dziecka).

Teraz homoseksualista musi mieć z logiczną konsekwencją prawo do adopcji dzieci; działania na rzecz tego stanu zostają podjęte. Przy tym znowu dokonuje się gwałtu na rzeczywistości. W tej perspektywie bowiem nie ma żadnego znaczenie pytanie, czy wychowanie przez pary homoseksualne może mieć negatywny wpływ na dziecko. Mówiąc ściślej - takie pytanie w ogóle nie może zaistnieć.

A przecież jest ono jak najbardziej zasadne. Wiemy, że dziecko wychowywane przez samotnego rodzica przejawia pewne zaburzenia. Stąd zasadne przypuszczenie, że w wychowaniu znaczącą rolę pełni psychologiczna gra między pierwiastkiem żeńskim i męskim. Czy taka gra istnieje w przypadku pary homoseksualnej? Czy czymś się różni? Jaki to może mieć wpływ na dziecko? Tych pytań nie ma w lewackiej perspektywie wyjaśniania i być nie może.

Co więcej - powiedziałem, że tego typu systemy wyjaśniania mogą być logicznie spójne, "tylko" zawieszone w próżni. Ale przez to, że są myśleniem życzeniowym, skrajnie zideologizowanym, bardzo często są sprzeczne. I tak osoba homoseksualna, która dla zapewnienia jej pewnych praw jest traktowana jako abstrakcja, nagle uzyskuje wręcz odmienny status ontologiczny. Już nie jest człowiekiem - jest osobą homoseksualną. Dostaje specjalne prawa (np. pierwszeństwo przy zatrudnieniu; choć to jeszcze można na gruncie realiów tłumaczyć), już raptem rozumuje inaczej i ma inną strukturę psychiczną, już nie jest odmienna jedynie pod względem zachowań w sypialni - stąd np. postulowana odrębna kultura osób homoseksualnych.

W ten sposób ze zwykłej preferencji seksualnej tworzy się mit jakiejś odrębnej tożsamości, jakby seksualność była metafizyczną strukturą osoby ludzkiej. O ileż odmienne podejście mieli starożytni Grecy na których tak często się homoseksualiści powołują. Dla nich seksualność - taka czy inna - była mimo wszystko czymś obok, czymś czego nie należy się wstydzić, ale nie należy też budować wokół tego swojej tożsamości, czymś ponad co człowiek, jako człowiek właśnie, wyrasta.*

I kto wie czy cała homofobia nie bierze się z tego chorobliwego dążenia niektórych osób homoseksualnych do powiedzenia - patrz jaki jestem wyjątkowy, jaki odmienny. Z tego całego paradowania, wykrzykiwania własnego ja, które - ni mniej ni więcej - jest po prostu dość żałosne. Bądź co bądź homoseksualista może być gorszy dopiero wtedy, kiedy jest w swojej istocie inny. Szkoda, że wszelkie tzw. lobby homoseksualne są na ten fakt ślepe. Czy to nie M. Foucault (homoseksualista i LEWAK, ale tutaj się z nim zgodzę) mówił, że jak niegdyś mówiono o zachowaniu homoseksualnym, o czynie homoseksualnym, o odbyciu stosunku homoseksualnego, tak teraz - dokonując niewybaczalnego zakłamania - bierze się seksualność za istotę tożsamości człowieka, za jego ontologiczny status? I - przypomnę - mówił to z perspektywy walczącego o tolerancję.

Podsumowując - nie zaufam nigdy lewakowi. Lewak jest osobą ideologicznie opętaną, potrafi myśleć tylko w jednym kierunku i dla niego jeśli fakty przeczą teorii, lub zmuszają do przemyślenia konsekwencji, tym gorzej dla faktów. Nie zaufam lewakowi, nie zaufam Obamie. Kropka.

*Choć nie ulega wątpliwości, że seksualność Grecy wiązali w pewnej mierze z metafizyką - np. Platona mit androgeniczny; mniejsze prawa dla kobiet etc. Jednak skupiając się na męskiej części społeczeństwa - stosunki homoseksualne były dla ateńczyków w okresie klasycznym czymś w dużej mierze naturalnym, nie przeszkadzającym miłości do żony i stosunkom heteroseksualnym, czymś swobodnym i lekkim, ma się wrażenie że seksualność była dla nich wzniosłą zabawą, ważną co prawda, ale nie naznaczającą ich w żadne sposób. Człowiek był istotą seksualną i zarazem czymś znacznie ponad seksualność wyrastającym, dlatego piszę, że seksualność była dla Greków czymś jakby obok.

Głębsze zbadanie zapewne wykazałoby, że to co jest prawdą odnośnie homoseksualizmu, nie było prawdą w odniesieniu do innych zachowań np. zoofili.
Dragon
Użytkownik
#6 - Wysłana: 29 Paź 2008 23:43:37
Ja zdecydowanie zagłosował bym na McCaina. Obama jest za mało doświadczony. Co do McCaina, myśle że był by on lepszym wyborem biorąc pod uwagę niepokojącą "niepoczytalność Rosji".
waterhouse
Moderator
#7 - Wysłana: 29 Paź 2008 23:52:40
Beyond

Czy pisujesz na www.salon24.pl ?
Beyond
Użytkownik
#8 - Wysłana: 29 Paź 2008 23:53:43
waterhouse

Nie pisuję i nie czytam
waterhouse
Moderator
#9 - Wysłana: 29 Paź 2008 23:56:39
Beyond

My mistake.
Beyond
Użytkownik
#10 - Wysłana: 30 Paź 2008 03:52:50 - Edytowany przez: Beyond
I proszę nie zrozumieć mnie źle. Naprawdę chciałbym, żeby świat był lepszy, sprawiedliwszy, piękniejszy. Tylko to, że czegoś chcę nie oznacza, że tak jest. Nie można wychodzić od jakiejś wartości, a później traktować wszystkiego od takiej strony i w taki sposób, ażeby potwierdzało tezę, ażeby popierało, albo chociaż nie sprzeciwiało się idei.

Byłoby pięknie, gdyby każdy był wolny i mógł mieszkać gdzie mu się żywnie podoba. Tak jednak nie jest. I nie jest tak nie dlatego, że wprowadza się rygorystyczne prawo odnośnie imigracji. Niektórzy nie są wolni przez samych siebie, są np. wyznawcami radykalnych idei pełnymi nienawiści wobec świata zachodniego, są zniewoleni zaślepieniem. I muszę uważać, ażebym dążąc za jakąś mrzonką wolności, nie spowodował większego zniewolenia, ażebym otwierając się na imigrantów przypadkiem nie sprowadził do kraju ekstremistów, którzy wniosą zniewolenie. A nawet jeśli nie będą to ekstremiści, tylko zwyczajni ludzie z innej kultury, to powinienem mieć na uwadze, że sprowadzając ich bez ograniczeń do kraju, mogę rozbudzić niechęć wśród rodaków (pozbawianych pracy, nieufnych w obliczu współczesnej terrorystycznej groźby, nieprzygotowanych światopoglądowo na spotkanie z innym), a więc znowu - spowodować odmienny skutek, doprowadzić do społecznych napięć, rozbudzić w ludziach poczucie wykorzenienia (jak to się stało w Holandii, która pod swoim zewnętrznym obrazem wyjątkowej tolerancyjności i poprawności politycznej, tłumi fakt narastającej ksenofobii).

Nieprzypadkowo społeczność islamska znacznie lepiej integruje się i czuje w USA, niż w UE (tak jest mimo WTC) - UE przejawia autorytaryzm ideologiczny, cała ta idea tolerancji, otwartości itd. jest sterowanym odgórnie naciskiem, sztucznym napięciem w którym próbuje się zamknąć całe społeczeństwa, pełnym tragicznych, wewnętrznych sprzeczności (np. z jednej strony mówi się o otwartości na inne kultury, na Islam, z drugiej walczy się z religią w życiu publicznym, co jest całkowicie sprzeczne z Islamem - doprowadza to do absurdalnych sytuacji jak przypadek, kiedy to społeczność islamska w Hiszpanii stanęła w obronie katolików, którym broniono odwiecznej ceremonii, argumentując, że urazi to wyznawców Allaha; czy przykra okoliczność, że tyle się mówi o integracji poprzez edukację, a zarazem dla możliwości partycypacji w systemie edukacji stawia się warunek ideologicznego wyznania wiary - np. pozbycia się chust - co kończy się de facto gettyzacją społeczności islamskiej). W USA panuje jedyna prawdziwa otwartość (bazująca na wewnętrznym poczuciu swobody), w UE panuje nacisk otwartości i wolności (co jest sprzeczne samo w sobie) i regulacja przestrzeni tej otwartości. USA pozostają jak zawsze praktyczne, szeroko otwarte na rzeczywistość; UE - co ciągnie się od czasu zachłyśnięcia się przez środowiska lewicowe Europy komunizmem - jak zwykle pozostaje skrajnie zideologizowana. Można to określić w paru słowach - w USA swoboda wynika ze społecznego ducha, wzrasta od dołu; w UE jest odgórnie planowanym projektem socjotechnicznym.

Byłoby pięknie, gdyby każdy mógł obdarzyć miłością dziecko. Ale czy to oznacza, że jest to możliwe? Nawet już tylko sam fakt, że owo dziecko może się spotkać z kpinami osób uprzedzonych do homoseksualistów powinien zmusić mnie do zastanowienia. Owszem, to nie jest winą osoby homoseksualnej, że spotyka się z takim, a nie innym podejściem rodaków, ale czy z tego powodu mamy narażać dziecko? W imię jakiejś ułudy sprawiedliwości?

Zauważmy, że pod tymi wszystkimi tłumaczeniami "za" przejawia się coś rażąco zbieżnego z marksistowskim odczuciem sprawiedliwości jako powszechnej równości. To nie czyjaś wina, że jest taki - mówi się. Ale JEST taki i JEST taki w konkretnej sytuacji. Nie jest jakąś abstrakcją (jak kobieta nie różniąca się od mężczyzn w skrajnym feminizmie) . Nie można przeczyć faktom. Inaczej mówilibyśmy - to nie moja wina, że mam słaby intelekt, a więc powinienem dostać katedrę uniwersytecką na wydziale analizy matematycznej. Kryje się za tymi tłumaczeniami także niezbywalne żądanie "inaczej" wszędzie tam, gdzie można spostrzec jakąś niesprawiedliwość. Tylko że niesprawiedliwość rzadko po prostu jest i jest odosobniona logicznie. Tymczasem za taką się ją w takim podejściu bierze. Jest to typowa wiara w świat idealny, w którym w każdą niesprawiedliwość można ot tak sobie wprost uderzyć, każdą znieść na oderwanym od całego świata froncie; jakby nigdy nie była ona jakimś odległym skutkiem, jakby nie istniało mniejsze zło, jakby zmiana jednej rzeczy nie pociągała za sobą zmian w innych, jakby zaprzeczyć jakiejś niesprawiedliwej cesze znaczyło naprostować świat tak, ażeby nie popadł z tym nowym pojmowaniem w sprzeczność. Czarowanie rzeczywistości.

Największą ironią jest fakt, że lewacy odżegnują się od metafizyki, a po chwili sami tworzą nową. Są czcicielami abstrakcji wytworzonych pod z góry ustaloną tezę. Znoszą wartości wszędzie tam gdzie mogą uważając je za umowne, a następnie sami proponują korpus niezbywalnych wartości (np. swoiście pojmowane prawa człowieka), idei etc. I robią to z obszaru próżni, bez oglądania się na rzeczywistość. A takie coś jest niebywale groźne, bo najmniejsza wprowadzana odgórnie (a więc rewolucyjnie) zmiana, może przewartościować z czasem cały system, zachwiać jego stabilnością i Bóg jeden wie do czego doprowadzić.

Z pewnością na początku takie działanie powoduje wykorzenienie, wewnętrzną pustkę w człowieku, zagubienie w świecie w którym punkty odniesienia, które człowiek przyswoił jako własne, zostały brutalnie amputowane z rzeczywistości, sens życia i poczucie, że świat jest naszym światem nieuchronnie sypią się w gruzy. Dlatego ewolucja drodzy słuchacze, a nie socjotechniczna rewolucja.

Taka właśnie myśl musiała przyświecać autorom pierwszej dyrektywy. I sam ST niejednokrotnie ciekawie nam zobrazował, że ta myśl jest słuszna. Nie jest to jednak nic nowego. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, mawiali nasi dziadowie; a i spotykało się stwierdzenia, że najgorszym typem człowieka jest
idealista - chodziło właśnie o takich specyficznych idealistów, którzy nie dostrzegają prawdy (rzeczywistości), ale sądzą, że są w jej posiadaniu i koniecznie muszą tej prawdy innych nauczyć, choćby siłą.
Spohkh
Użytkownik
#11 - Wysłana: 30 Paź 2008 09:54:18
Beyond

Gdyby każdy myślał, jak Ty, żadnego postępu na świecie wogóle by nie było, a już na pewno nie w obyczajowości. Właśnie idealiści tworza zręby nowego świata i rzucają nowe idee, które początkowo budzą tylko śmiech i kpiny.

Nie wiem tylko, po co wmieszałeś w to homosi wychowujących dzieci. Ja uważam, że jeśli alternatywą jest sierociniec, to para gejów jest pomysłem lepszym. A ludzie zawsze byli skłonni do wytykania palcami i nalezy przeczekać, aś przywykną. I tyle.

Ja jestem za Obamą. to zdecydowanie sympatyczniejszy kandydat od innych i za bardzo na niego naskakują (róznymi metodami) żeby miał byc nic nie wart.
Beyond
Użytkownik
#12 - Wysłana: 30 Paź 2008 10:10:58 - Edytowany przez: Beyond
Spohkh

Typowy błąd. Oczywiście, że istniałby postęp, tak jak zawsze istniał. Do tego nie potrzeba rewolucji, wystarczy ewolucja. Nie piszę o idealistach w ogóle, ale o tych o pewnej mentalności rewolucyjnej. Nie potrzeba sierocińca, bo alternatywą jest wystarczająca ilość par heteroseksualnych, ani też nie stwierdzam że konieczna jest alternatywa, lecz że należy rzecz zbadać i zachować ostrożność; piszę o intelektualnym zboczeniu na przykładzie problemów (więc nie chwytaj za to jakie są to problemy, jeszcze może zaraz nazwiesz mnie homofobem). Obama nie jest sympatyczny, on jest medialny, a to znacząca różnica - proponuję pokopać głębiej. A gdyby nawet był rzeczywiście sympatyczny, to dziwny to test na prezydenturę, don't you think? Nie mówiąc już o tym, że drugi Twój test to błąd logiczny: jeśli a pociąga za sobą b, nie oznacza to, że jeśli b, to a. Jeśli atakują utalentowanych i atakują x, to nie znaczy, że x is talented.

Jak w tej opowieści o pastuszku co ciągle kłamie o wilku. Powinieneś pamiętać, przypomnieli w DS9. Mówi to nam o tym jak przyzwyczajenie bierzemy za logiczne następstwo; tutaj zaś z przyzwyczajenia wnioskujesz z następnika o poprzedniku implikacji, co jest błędem rzecz jasna, bo b może równie dobrze z m wynikać, a Obama być złym kandydatem. Nie mówiąc już o fakcie, że atak to kwintesencja kampanii w stylu USA i tam każdy każdego bije równo (łącznie z przypadkami fałszerstw, powoływania firm fałszywie działających niby z ramienia danej partii w celu dyskredytacji kandydatów, wyciągania wszelkich brudów z życia etc.). Wybory w USA to medialne szambo.

Na koniec - jakie to typowe, rozliczyć się z dość szeroką i zniuansowaną wypowiedzią kilkoma sloganami i poczuć się dobrze. Socjotechnika zdaje egzamin Wyliczyłeś wszystkie formuły aktu wiary jakich się wymaga, pytanie czy je przemyślałeś.

Piszesz, że jestem przeciwnikiem postępu, ja twierdzę, że trudno bardziej się pomylić, ale skoro ad personam - to z Twoim podejściem mielibyśmy nieustającą rewolucję francuską. A wreszcie zaczyna się mówić głośno, że to była hańba. Bo to co złe z natury rzeczy stało u progu przemian i żeby to przyspieszyć (a w rzeczywistości dla osobistego zysku), pod sztandarem sloganów, wymordowano setki tysięcy osób, palono ludzi żywcem, wytapiano tłuszcz z trupów i na wiele sposobów przypominano sobą, działaniem i mentalnością wujaszka z przyszłości - Adolfa; a jeszcze bardziej jego kumpla z Jałty.
Jurgen
Moderator
#13 - Wysłana: 30 Paź 2008 11:42:57
Beyond

Ciekawie czyta sie Twoje wypowiedzi. Pod częścią Twoich argumentów podpisałbym się obiema rękami, z częścią sie jednak zogdzić nie mogę, ale w sumie nie ma to znaczenia, bo
i tak nie chciałbym się w kwestii "lepszości' jednego czy drugiego kandydata wypowiadać. Natomiast chciałem zwrócić uwagę, że zarzucając Obamie (czy lepiej: lewakom) oderwanie od realiów w odniesieniu do praw człowieka i prawa osób heteroseksualnych do adopcji dzieci popełniłes pewien błąd. Inna sprawa, że popełnia go większość ludzi.

Teraz homoseksualista musi mieć z logiczną konsekwencją prawo do adopcji dzieci; działania na rzecz tego stanu zostają podjęte. Przy tym znowu dokonuje się gwałtu na rzeczywistości. W tej perspektywie bowiem nie ma żadnego znaczenie pytanie, czy wychowanie przez pary homoseksualne może mieć negatywny wpływ na dziecko. Mówiąc ściślej - takie pytanie w ogóle nie może zaistnieć.

Owszem, nie rozpatrujesz praw człowieka - jak w Twoim przykładzie lewacy - w oderwaniu, ale robisz to w odniesiniu tylko do tych homoseksualistów. A przecież prawa człowieka dotyczą wszystkich ludzi. Też dziecka. I nierozpatrywanie jego prawa (np. te argumenty, o których pisałeś w kolejnym akapicie) nie jest stosowaniem jakiejś ideologii w oderwaniu od realiów, a zwykłym niezrozumieniu tejże idei. Bo prawa człowieka dają nam tylko tyle prawa i wolności, o ile nie naruszamy czyjegoś prawa. Zgodnie z przedstwioną przez Ciebie argumentacją odnośnie adopcji to, że ktoś ma prawo do życia, oznacza, że może pozbawić życia inna osobę, by ratować swoje życie (tak wyglądałaby ta adopcja). To nie jest oderwanie idei od realiów, to jest w ogóle mylna interpretacja.
Spohkh
Użytkownik
#14 - Wysłana: 30 Paź 2008 11:53:44 - Edytowany przez: Spohkh
Beyond

Wow! Ale żeś mi przygadał. nie wiem tylko, czy słusznie. Przejaskrawiłes moją wypowiedź tak, że gdybym był liderem Samoobrony, juz byś dostał nominację na rzecznika prasowego.
Gratuluje, daleko zajdziesz.

Proponuję, byś przemyślał następujące sprawy:
Idealizmem bez jakiegokolwiek pokrycia w faktach nazywano głoszenie idiotycznych i kompletnie nielogicznych opinii, jakoby czarni byli równi białym, a nawet to, że posiadają oni dusze nieśmiertelną i rozum.
Równouprawnienie kobiet i mężczyzn jeszcze nie tak dawno budziło jedynie uśmiech pobłażania ludzi rozsądnych swej epoki.
Przeświadczenie, ze można wychowac dziecko bez codziennej porcji pasów nazywano szkodliwą społecznie naiwnością.
I tak dalej.

Bez idealistów z głowami w chmurach nadal siedzielibysmy na drzewie. Martin Luther King też był idealistą. Lech Wałęsa kiedyś też (szkoda, że tak szybko mu przeszło). Sam policz, ilu ich było w dziejach. A wywołując w tej sprawie jedynie Hitlera jako przykład, czy Robespierre'a, postępujesz jak ktoś, kto sprzeciwiłby się trepanacji czaszki po ciężkich urazach, argumentując, że chirurdzy X i Y to robili i pacjenci im zmarli.
Delta
Użytkownik
#15 - Wysłana: 30 Paź 2008 12:10:40
Jurgen
Ciekawie czyta sie Twoje wypowiedzi.

Fakt.

Pod częścią Twoich argumentów podpisałbym się obiema rękami, z częścią sie jednak zogdzić nie mogę,

To w tym wypadku mamy ten sam problem.
Madame Picard
Moderator
#16 - Wysłana: 30 Paź 2008 14:33:47 - Edytowany przez: Madame Picard
Trudno wypowiedzieć mi się na temat wyborów prezydenckich w USA, ponieważ zwyczajnie nie interesowałam się nimi na tyle, żeby móc miarodajnie zdecydować, który kandydat byłby moim zdaniem lepszy.
Mój sprzeciw, i to gwałtowny, wzbudziły natomiast wypowiedzi Beyond. Piszesz, że "świat umysłowości lewackiej nie jest osadzony w rzeczywistości". Czy inaczej rzecz się ma w przypadku "umysłowości konserwatywnej"? Czy właśnie konserwatyści nie postulują czasem, aby poświęcać jednostkową wolność, a czasem i życie, w imię abstrakcji, bytu czysto myślowego: rodziny, narodu, idei, religii? I czy to nie wśród konserwatystów właśnie większe jest pogłowie idealistów (w negatywnym tego słowa znaczeniu), którzy wierzą, że posiedli prawdę absolutną i muszą koniecznie uszczęśliwić nią innych? (Choć z drugiej strony fanatyzm zdarza się pewnie po obu stronach barykady..)
Prawa człowieka, to osiągnięcie "umysłowości lewackiej" pokazały właśnie żywego człowieka, któremu wolno dążyć do tego, czego sam pragnie. To dzięki dorobkowi "umysłowości lewackiej" mogłam - będąc kobietą - studiować, pracować, robić karierę naukową i sama zdecydować, czy i kiedy chcę wyjść za mąż. Jest to dla mnie bardzo realne i namacalne - żadna abstrakcja.
To wreszcie "umysłowość lewacka" podpowiedziała, że granicą wolności jednostki jest wolność innych ludzi. I dlatego właśnie Twoje argumenty są nietrafione. Przypuszczalna adopcja dzieci przez pary homoseksualne mogłaby naruszać prawa tychże dzieci - do prawidłowego rozwoju itp. Dlatego właśnie ta kwestia wzbudza sprzeciw również wielu osób, które deklarują poglądy "lewackie". A jeśli nie wzbudza, to nie względu na "prawa homoseksualistów", tylko ze względu na argument, że dzieci mogą być jednak przez nich wychowywane prawidłowo, wbrew temu, co się nam potocznie wydaje.
Aha, i jeszcze jedno. Wolność i równość często stoją w sprzeczności. Pisał o tym dużo Tocqueville w swoich rozważaniach o demokracji. Dlatego też nowocześni "lewacy" opowiadają się za równością szans, a nie za "równością żołądków", ew. za jakąś pomocą dla najbardziej bezradnych, żeby nie pomarli z głodu. To w imię tych abstrakcyjnych i wrażych praw człowieka oczywiście .
Delta
Użytkownik
#17 - Wysłana: 30 Paź 2008 15:09:25
Madame Picard
Czy właśnie konserwatyści nie postulują czasem, aby poświęcać jednostkową wolność, a czasem i życie, w imię abstrakcji, bytu czysto myślowego: rodziny, narodu, idei, religii?

I słusznie postulują. Jak to mawiają Wolkanie: dobro ogółu...
Madame Picard
Moderator
#18 - Wysłana: 30 Paź 2008 15:14:50
Delta

Powiedz, że to był żart, błagam...
Jurgen
Moderator
#19 - Wysłana: 30 Paź 2008 15:14:57
To wreszcie "umysłowość lewacka" podpowiedziała, że granicą wolności jednostki jest wolność innych ludzi.

Toż to woła o pomstę do nieba. Przecież to "mój" tekst i jest on raczej wytworem myśli liberalnej, a nie jakiejś "umysłowości lewackiej", u nich nie ma żadnej wolności...
Beyond
Użytkownik
#20 - Wysłana: 30 Paź 2008 15:14:58 - Edytowany przez: Beyond
Jurgen

Przede wszystkim muszę zaznaczyć jedno. Nie posiadam jakiegoś patentu na prawdę. Opisuję osobiste wrażenia odnośnie lewackich sposobów myślenia mając nadzieję, że każdy osobiście rzecz przemyśli i może znajdzie jakieś podobieństwa, jakieś przykłady wpisujące się w te sposoby myślenia.

Nie twierdzę, że opisuję jakieś jedynie obowiązujące argumentacje lub że każdy lewak argumentuje za daną rzeczą dokładnie w ten sam sposób, nie twierdzę, że lewak zawsze się myli, lecz że z podobnymi argumentacjami zdarzało mi się spotkać i że wyrażają one - moim zdaniem - pewne tendencje. Takim najogólniejszym wrażeniem (tendencją) jest mętność, jest rozumowanie pod tezę.

Jeśli chodzi o to, że wspomniana przez Ciebie argumentacja nie jest oderwaniem od rzeczywistości, ale mylną interpretacją praw człowieka, to jest to rzeczą dyskusyjną. Otóż jeśli abstrahuje się od rzeczywistości dla poparcia idei, to pomija się właśnie to, co mogłoby pozostawać z tą ideą w niezgodzie. Nie ma więc problemu naruszenia wolności dziecka, bo się zakłada, że o żadnym naruszeniu mowy być nie może. Pisałem o tym odchyleniu w jednym z postów:

Kryje się za tymi tłumaczeniami także niezbywalne żądanie "inaczej" wszędzie tam, gdzie można spostrzec jakąś niesprawiedliwość. Tylko że niesprawiedliwość rzadko po prostu jest i jest odosobniona logicznie. Tymczasem za taką się ją w takim podejściu bierze. Jest to typowa wiara w świat idealny, w którym w każdą niesprawiedliwość można ot tak sobie wprost uderzyć, każdą znieść na oderwanym od całego świata froncie;[...] jakby nie istniało mniejsze zło [...] jakby zaprzeczyć jakiejś niesprawiedliwej cesze znaczyło naprostować świat tak, ażeby nie popadł z tym nowym pojmowaniem w sprzeczność.

Słyszałem kiedyś taką wypowiedź (nie pamiętam gdzie, może nawet w ST), że kobieta tym się między innymi różni od mężczyzny, że jeśli ma poczucie, że coś jest słuszne, to nie zważa na okoliczności, jeśli np. ma do męża pretensje, które uważa za uzasadnione, to przybiegnie i wygarnie mu je w pracy wobec kolegów i koleżanek, po prostu zamyka się jakby w dążeniu do spełnienia tego poczucia słuszności, jakby staje się tym dążeniem.

Piszę o tym tylko dlatego, ponieważ widzę tutaj analogię. To co wynika (albo i nie - nie jestem specjalistą od kobiecej psychiki) u kobiet z uczuciowości, u lewaka wynika ze zideologizowania. Lewak przejawia skrajną skłonność, ażeby nie widzieć niewygodnych (nie zgadzających się z jego misją) prawd, czy - jeśli je widzi - aby je skrajnie lekceważyć. Jego pojęcia świata to nasi i obcy (tzn. ci, którzy maja inne zdanie). Przejawia bardzo silną skłonność do eksperymentowania na tkance społecznej; nie zważa na to co JEST, lecz na to co MA BYĆ, ażeby w jego pojęciu było sprawiedliwie. Dlatego właśnie dokonuje przewartościowań i abstrakcji, ażeby dopasować do nich rzeczywistość (zupełnie odwrotnie, niż powinno się postępować), a następnie w tym nowym języku wygrać dyskurs i wprowadzić zmiany w życie. Przychodzi mu to z łatwością, gdyż nie uznaje właściwie wartości absolutnych (poza potrzebnymi jego celom), wyznaje absurdalne (bo nierealne) pojęcia równości, wolności etc. Jest - innymi słowy - chorobliwym idealistą na na poły marksistowską modłę. Dla niego pozyskanie tego co uznaje za sprawiedliwe po prostu nie może prowadzić do zła. I choć przyznamy mu rację, że porządek społeczny w dużej mierze jest umowny, to różni nas od niego to, że zdajemy sobie sprawę z procesu "kształcenia" poprzez partycypację w ciągłym dorobku kulturowym, zdajemy sobie sprawę z wartości historycznego umocowania, a dla niego można by - gdyby się dało - świat wywrócić do góry nogami z dnia na dzień i w jego opinii nic złego by się nie stało, nic nie zostałoby utracone.

I tak - wracając do argumentacji - nie będzie się zastanawiał czy odmowa adopcji nie jest przypadkiem mniejszym złem. Dla niego niesprawiedliwość, to niesprawiedliwość i należy ją koniecznie znieść jako pozostałość starego, reakcyjnego systemu (mówiłem już o tym, że właśnie takie odniesienia odpowiadają za gros absurdów związanych z lewacką mentalnością?). A że przeprowadza eksperyment na dziecku? Co tam - odpowie - takie eksperymenty cały czas mają miejsce w przypadku adopcji; albo jeszcze lepiej - lepsze to, niż żeby kolejny heteroseksualny pedofil adoptował dziecko. Jednym słowem odpowie - dzieje się zło, a więc nic się wielkiego nie stanie jeśli zaryzykujemy następnym.

Ja jednak widzę różnicę między działaniem które godzi się na nieokreśloność dążąc zarazem do jej zminimalizowania, a eksperymentem, rzuceniem czyimś życiem jak kośćmi. Ale cóż skoro dla pewnych osób: "zaprzeczyć jakiejś niesprawiedliwej cesze znaczy naprostować świat tak, ażeby nie popadł z tym nowym pojmowaniem w sprzeczność" [co znaczy: wierzyć, że znoszenie niesprawiedliwości nie może prowadzić do zła; jeśli ktoś wysuwa zastrzeżenia - przerobić pojęcia tak, ażeby wszystko się zgadzało.; a jeśli ostatecznie zło już się ujawnia w rzeczywistości i nie można temu zaradzić kolejnymi eksperymentami wcześniej zazwyczaj nieprzewidzianymi, to zwalić to na jakieś inne czynniki, najlepiej związane z tymi z opozycji; and last but not least - wierzyć w to wszystko]. To jest coś w rodzaju zachłyśnięcia się ideą.

I podobnie z innymi moimi przykładami. Np. do cytatu: "jakby [niesprawiedliwość] nigdy nie była jakimś odległym skutkiem" idealnie pasuje działanie, które zbyt niski statystycznie udział członków mniejszości w strukturze zatrudnienia, eliminuje poprzez specjalne przywileje wobec tych osób przy zatrudnianiu (pierwszeństwo mimo niższych kwalifikacji). Pomijając już fakt, że niesprawiedliwość statystyczna to kuriozum o jakie mało który szaleniec by się pokusił (to może być najwyżej przejaw niesprawiedliwości, a nie sama niesprawiedliwość), to postępując w ten sposób nie uderza się w przyczynę, a w skutek, a przede wszystkim - usiłuje się leczyć niesprawiedliwość odwrotną niesprawiedliwością. To błędne koło.
Madame Picard
Moderator
#21 - Wysłana: 30 Paź 2008 15:26:10
Jurgen

Przecież to "mój" tekst i jest on raczej wytworem myśli liberalnej, a nie jakiejś "umysłowości lewackiej",
To jest ogólnie znana zasada . A "umysłowość lewacką" nie bez powodu wzięłam w cudzysłów.

Beyond

Odnoszę wrażenie, że stworzyłeś sobie na podstawie wyrywkowych skrajnych przypadków jakiś nieistniejący w rzeczywistości typ idealny lewaka i tenże typ zaciekle zwalczasz. I to Ty nam ("lewakom" ) zarzucasz idealizm .
Beyond
Użytkownik
#22 - Wysłana: 30 Paź 2008 15:32:49 - Edytowany przez: Beyond
Madame Picard

Wątpię. Zbyt wielu takowych napotkałem - czy to w życiu, czy w i-necie. Nie powinnaś zbyt prędko wiązać lewactwa z lewicowością, bo to dla mnie sąsiadujące, aczkolwiek zupełnie inne pojęcia. Po prostu Obama to w mojej opinii nie jest zwyczajnie kandydat lewicowy, lecz właśnie lewak, w rozumieniu jakie tutaj prezentuję. W każdym razie ma takie zapędy.
Jurgen
Moderator
#23 - Wysłana: 30 Paź 2008 15:35:01 - Edytowany przez: Jurgen
Beyond

Otóż jeśli abstrahuje się od rzeczywistości dla poparcia idei, to pomija się właśnie to, co mogłoby pozostawać z tą ideą w niezgodzie. Nie ma więc problemu naruszenia wolności dziecka, bo się zakłada, że o żadnym naruszeniu mowy być nie może.

OK, rozumiem Twój punkt widzenia. Problem leży chyba w tym, jak rozumiesz słowo "pomija". jeżeli "pomija" oznacza, że uważa, że dana kwestia (w naszym przypadku ewentualne naruszenie praw dziecka) nie ma znaczenia, to można przyjąć, że będzie to oderwanie od rzeczywistości. Jeżeli natomiast "pomija" oznacza, że nie zajmuję się tą kwestią, bo inna jest ważniejsza (u nas: prawo osób homoseksualnych), to juz nie można powiedzieć, że ją pomija, tylko wartościuje w określony sposób. A jeżeli robi to "bo tak", bez ustalenia jaki wpływ będzie to miało na dziecko, to już jest naruszenie praw dziecka*.

*Bo jestem w stanie wyobrazić sobie, że ktoś po przeanalizowaniu praw osób homoseksualnych i prawa (czy lepiej dobra) dziecka dojdzie do wniosku, że prawo osób homoseksualnych nie będzie dobra i praw dziecka naruszać. Oczywiście jest to problem prawodawstwa i każdy prawodawca może cos takiego zrobić, nie chciałbym tylko być w skórze trybunału konstytucyjnego czy innego sądu najwyższego, który będzie się takim czymś zajmował (bo, że się będzie, to jestem pewny).

Madame Picard

I to Ty nam ("lewakom" ) zarzucasz idealizm

O, wypraszam sobie. Może Ty uważasz się za "lewaka" (nie wiem, nic mi do tego, ostatnie Twoje wypowiedzi wskazują raczej na lewicę), ale Delta to raczej po prawej stronie stoi, a ja trzymałbym się gdzieś w centrum...
Delta
Użytkownik
#24 - Wysłana: 30 Paź 2008 16:17:42 - Edytowany przez: Delta
Madame Picard
Powiedz, że to był żart, błagam...

Że słusznym jest przekładanie dobra ogółu nad jednostki? To nie żart. Oczywiście nie chodzi mi o wprowadzanie jakiegoś zamordyzmu i poświęcanie (odstrzał) protestujących przeciwników ustroju, wprowadzanie cenzury i tym podobne rzeczy. Ale są sytuacje, gdy dobro ogółu jest IMO ważniejsze: wojna, kataklizmy, działalność mająca na celu ochronę danego społeczeństwa (po co jest wywiad, policja, jednostki straży pożarnej i ratownictwa?) i tym podobne rzeczy (nawet nie branie w łapę za decyzje szkodliwe dla danej społeczności z przekonania, że to jest szkodliwe, choć przynosi biorącemu w kieszeń indywidualną korzyść).

Jurgen
ale Delta to raczej po prawej stronie stoi,

Delta ma po części mentalność Pawlaka z "Samych swoich", który mawiał, że za demokracją od czasu do czasu był, ale przeciwko temu co mu się wydawało błędne zawsze.

A poważnie. Czy ja wiem, czy to poglądy prawicowe? Cóż, może częściowo. Ale to nie znaczy, że nie widzę dobrych stron w innych poglądach.Np. uważam, że akurat w przypadku praw człowieka, o których mówicie Beyond nie ma racji. I pewnie to idealistycznie z mojej strony brzmi, ale do końca takie nie jest, bo ja nie wychodzę tu z założenia, że ludzie są sobie równi. Przeciwnie, nie są sobie równi. Różni ich wiele, od narodowości, rasy i wyznania, po mentalność, status społeczny, wykształcenie, orientację itp. Ale każdy powinien mieć zagwarantowane te same prawa, bez względu na wyżej wymienione różnice, bo to jest po prostu IMHO sprawiedliwsze.
Z drugiej strony ma Beyond ma sporo racji (moim zdaniem) w tym co pisał dziś w topicu "Polityka".
Beyond
Użytkownik
#25 - Wysłana: 30 Paź 2008 16:44:53 - Edytowany przez: Beyond
Madame Picard

I czy to nie wśród konserwatystów właśnie większe jest pogłowie idealistów (w negatywnym tego słowa znaczeniu), którzy wierzą, że posiedli prawdę absolutną i muszą koniecznie uszczęśliwić nią innych?

Wręcz przeciwnie. Idealiści w negatywnym tego słowa znaczeniu odpowiadają za wszelkie istniejące w historii rewolucje, a mało jest przykładów większego okrucieństwa i tragedii, niż działania rewolucyjne. Konserwatyzm z definicji jest antyrewolucyjny.

Twierdzenie, iż konserwatyzm chce koniecznie uszczęśliwić innych jest wręcz absurdalne zważywszy na to, że ażeby zaistniał konserwatyzm, najpierw musi zaistnieć ktoś kto sprzeciwi się istniejącym wartościom, kto wbrew społeczności nie uzna powszechnych wartości za własne, kto się wyalienuje ze społeczeństwa. I to właśnie ten ktoś uznaje, że wie lepiej i usiłuje na siłę uszczęśliwić innych. Konserwatyzm - ten współczesny - nie jest przeciwny postępowi, jest jednak za ewolucją, a przeciwko rewolucji. Konserwatyzm z założenia też wychodzi od rzeczywistości (co nie jest dziwne, skoro jest za ewolucją, a więc naturalną transformacją istniejącego, a nie projektowaniem w przestrzeni idealnej - na papierze - eksperymentów społecznych). Konserwatyzm jednak nie jest materialistyczny, zwraca wielką uwagę na świat duchowy. Lewactwo przeciwnie - projektuje na papierze, ale nie ma szacunku do historii, istniejącej kultury, zastanych wartości.

Inna sprawa, że i konserwatyzm ma swoje grzechy.

Czy inaczej rzecz się ma w przypadku "umysłowości konserwatywnej"? Czy właśnie konserwatyści nie postulują czasem, aby poświęcać jednostkową wolność, a czasem i życie, w imię abstrakcji, bytu czysto myślowego: rodziny, narodu, idei, religii?

Rodzina, naród, religia nie są bytami abstrakcyjnymi. Chyba, że dasz sobie wmówić, że naród to nic ponad zbiór jednostek; rodzina to stan prawny; a religia to teksty zapisane w zwojach. Wtedy rzeczywiście swoją martwotą i stałością przypomina to byt abstrakcyjny.

W imię idei i tylko idei to giną rewolucjoniści, poprzez swoją nieprzystawalność do rzeczywistości (bo ich idee najczęściej po prostu nie mogą zostać wprowadzone w życie; więc giną za mrzonki). O tak, w imię idei nie tylko są w stanie zginąć, ale jeszcze chętniej zabić. Zresztą Ci co giną za rewolucyjne idee, to najczęściej ogłupiona propagandą masa. Ideologowie liczą zyski.

Nie uznaję, że walka o np. wolność jest walką o ideę. Jest to walka o zaistnienie pewnego stanu egzystencjalnego czyli o najprawdziwszy konkret. Gdyby pojmować to inaczej, to sensowną walką byłaby tylko walka o dobra materialne, czyli te najbardziej "zwierzęce".

Prawa człowieka, to osiągnięcie "umysłowości lewackiej" pokazały właśnie żywego człowieka, któremu wolno dążyć do tego, czego sam pragnie.

Żadnej tam umysłowości lewackiej - idee znane od starożytności. W olbrzymiej mierze wyrosłe z chrześcijaństwa (bo stąd się wywodzi w olbrzymiej mierze całe współczesne pojęcie równości i wolności); czemu nie przeczą w żadnym razie np. zbrodnie inkwizycji.

To dzięki dorobkowi "umysłowości lewackiej" mogłam - będąc kobietą - studiować, pracować, robić karierę naukową i sama zdecydować, czy i kiedy chcę wyjść za mąż. Jest to dla mnie bardzo realne i namacalne - żadna abstrakcja.

Żadnej tam lewackiej. Pozytywistycznej co najwyżej. A i to jeśli chodzi o wprowadzenie w życie, a nie wynalezienie. Pozytywistami byli i lewicowcy i prawicowcy. Ot - nastał duch czasu, nastąpiła ewolucja i popatrz - nie trzeba było zabijać.

To wreszcie "umysłowość lewacka" podpowiedziała, że granicą wolności jednostki jest wolność innych ludzi.

Żadna umysłowość lewacka. Naprawdę nie wiem skąd u Ciebie wszędzie ci lewacy. Zrobił to nikt inny jak wspomniany przez Ciebie Alexis de Tocqueville, twórca... konserwatyzmu liberalnego Chyba najbliższego mi światopoglądu.

Delta

A gdzie ja do jasnej anielki powiedziałem, że prawa człowieka są złe?
Delta
Użytkownik
#26 - Wysłana: 30 Paź 2008 17:12:47 - Edytowany przez: Delta
Beyond
A gdzie do jasnej anielki powiedziałem, że prawa człowieka są złe?

Takie odniosłem wrażenie (być może błędne) z lektury Twoich postów (i wydaje mi się, że Jurgen i Madame Picard odnieśli podobne, stąd dyskusja o tym).

Nie uznaję, że walka o np. wolność jest walką o ideę. Jest to walka o zaistnienie pewnego stanu egzystencjalnego czyli o najprawdziwszy konkret.

Dokładnie.
Beyond
Użytkownik
#27 - Wysłana: 30 Paź 2008 17:38:52 - Edytowany przez: Beyond
Delta

Takie odniosłem wrażenie (być może błędne) z lektury Twoich postów (i wydaje mi się, że Jurgen i Madame Picard odnieśli podobne, stąd dyskusja o tym).

Jest to błędne wrażenie. Zawsze powinno się pamiętać o tych prawach, ale zarazem pamiętać o tym, iż jest to abstrakcja, która musi być interpretowana na gruncie rzeczywistości. Sprzeciwiłem się jedynie odmiennemu podejściu.

Z prawa do godności czy wolności nie wynika np. prawo do wychowywania dziecka - ściślej biorąc: istnieją przesłanki w rzeczywistości, które nie pozwalają tego prawa włączyć do praw człowieka, ani uznać, że jest wprost wywodliwe z tych praw - a takie fałszywe przypisania się zdarzają kiedy rozumuje się czysto abstrakcyjnie, ignorując istniejące interpretacje i dowolnie wywodząc swoje wprost z podstawowych pojęć (jak wolność).

Mówiąc inaczej - interpretacja praw człowieka jest precyzowana między innymi negatywnie (poprzez akty prawne uznawane za niesprzeczne z prawami człowieka, a stwierdzające jakieś dodatkowe stany*; poprzez kazusy; poprzez badanie intencji tych praw w rzeczywistych sytuacjach). Tymczasem niektórzy abstrahują od tych doprecyzowań i biorą pojęcia w dowolnym sensie, najczęściej zaś potocznym i na tej podstawie argumentują za czymś twierdząc, że powołują się na prawa człowieka. Jest to abstrakcja z abstrakcji, można jednak powiedzieć, że jest to branie rzeczy bez odniesienia do rzeczywistości, gdyż np. kazus doprecyzowuje pojęcie na gruncie realnie zaistniałej sytuacji.

Takie działanie się wykorzystuje, ażeby mącić ludziom w głowach. Bo kto o zdrowych zmysłach chciałby być przeciwnikiem praw człowieka.

*jeśli jakiś stan nie podważa praw człowieka to np. może ograniczać rozumienie pojęcia wolności, które w tych prawach nie zostało w żaden sposób odniesione do owego stanu; np. niemożność adopcji dzieci przez pary homoseksualne nie jest uważana za stan sprzeczny z prawami człowieka, ergo - nie można prawa do adopcji wywodzić z tych praw. W ten sposób rozumienie wolności zostaje doprecyzowane, ograniczone.
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#28 - Wysłana: 30 Paź 2008 18:41:11
Beyond z Twojej definicji lewaka można wywnioskować iż sam jesteś straszliwie lewacką, opętaną ideologią osobą.
Eviva
Użytkownik
#29 - Wysłana: 30 Paź 2008 18:58:23
4_z_Szesciopaka

To się nazywa naukowo projekcja.
Jurgen
Moderator
#30 - Wysłana: 30 Paź 2008 19:48:01
Takie odniosłem wrażenie (być może błędne) z lektury Twoich postów (i wydaje mi się, że Jurgen i Madame Picard odnieśli podobne, stąd dyskusja o tym).

Zawsze powinno się pamiętać o tych prawach, ale zarazem pamiętać o tym, iż jest to abstrakcja

Nie zauważyłem, by Beyond stwierdził, że prawa człowieka są złe. Aż do postu z godziny 17:38:52 w ogóle nie odnosił sie do praw człowieka, a do ich rozumienia i stosowania przez "lewaków". natomiast z jego koncepcją praw człowieka (z tego postu) ja sie ne zgadzam, ale byc może jest to kwestia założenia. Bo dla mnie prawa człowieka (czy te zapisane w konstytucjach, konwencjach i ustawach, czy też te z konkretnych przypadków) to nie jest coś abstrakcyjnego, a ci którzy rzucaja hasła "praw człowieka" (bo, że tak się dzieje, to się zgadzam) wcale nie sa od rzeczywistości oderwania - oni wykorzystują to dla okreslonych celów.
 Strona:  1  2  3  4  5  6  7  8  9  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Wybory prezydenckie w USA

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!