USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Odwrót od świata prądu i plastiku
 Strona:  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
atozz
Użytkownik
#1 - Wysłana: 27 Sier 2008 15:13:13
Odpowiedz 
Nie mówię tu o totalnym bojkocie w stylu Amishów. Chodzi mi raczej o coś innego: czy nie zaczyna Wam się nudzić codzienne miętoszenie w ręce telefonu, klejenie się do monitora, kupowanie plastikowego żarcia w hipermarketach, słuchanie plastikowej muzy? Chciałem to sformułować stymulująco do dyskusji, nie chcę nikogo zniechęcić. Ale jestem ciekawy, czy nie macie czasem jakichś lekkich skłonności do świata "un-plugged", z ciekawymi i tajemnicznymi dźwiękami i obrazami, ze zdrowym żarciem i nie-skażoną przyrodą? Jako przykład nie-plastikowej muzy załączam jedną z nielicznych polskich kapel, które mi się podobają (większość naszych artystów jest dla mnie po prostu zbyt "Dodo-podobna" albo grają tak jak by byli zmęczeni):

klik
Delta
Użytkownik
#2 - Wysłana: 27 Sier 2008 15:48:56 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
atozz

Ja mam od czasu do czasu taki przesyt dotyczący, telewizji, internetu itp. wynalazków (z wyjątkiem przesytu telefonem komórkowym, bo go nie mam ). A plastikowego żarcia staram się nie kupować, no może jakaś pizza raz na miesiąc. Wyjątkiem jest cola.

Ale jestem ciekawy, czy nie macie czasem jakichś lekkich skłonności do świata "un-plugged", z ciekawymi i tajemnicznymi dźwiękami i obrazami, ze zdrowym żarciem i nie-skażoną przyrodą?

Mam, zwłaszcza, że jako dzieciak tak się wychowywałem. Jeździło się ciągle na wieś, była działka ogrodnicza. Naturalne żarcie. W TV były tylko 2 kanały, więc nie bardzo był wybór, za to dużo więcej czasu spędzało się na dworze lub przy jakiejś książce. Zaletą TV i radia było to, że żadne Dody jeszcze wtedy nie straszyły, a programów typu dziennik i inne propagandowe człowiek i tak nie oglądał, bo go po prostu nie obchodziły więc nie przeszkadzały.

I te skłonności do takiego życia mi pozostały. Nie takiego całkowicie odciętego od cywilizacji, bo tak się nie da, ani nie jest na dłuższą metę wygodnie. Ale na wsi blisko miasta. Własny duży ogród, jakiś sad, trochę zwierząt, nie hodowlanych typu krowa, tylko jakiś psy, koty. No i ze dwie kurki, by można było jeść jajka zniesione przez zwierzę żywione naturalnymi produktami (jest naprawdę duża różnica w porównaniu z tymi z kurzych ferm). I na punkcie takiego sielskiego obrazka mam kota, bo niestety mieszkam w bloku.
atozz
Użytkownik
#3 - Wysłana: 27 Sier 2008 16:41:39
Odpowiedz 
Myślę że jeszcze tak zamieszkasz, wielu ludzi jak zrobią kasę to właśnie tak sobie urządzają życie. Ale mnie zastanawia czy nie jest to tendencja wzrostowa i czy za jakiś czas nasza cywilizacja nie stanie się bardziej "organiczno-analogowa" z zachowaniem różnych wynalazków, ale stosowanych jako dodatek a nie zniewalających ludzi tak jak telefon, który dzwoni zawsze i wszędzie i uwiera w kieszeni

A co z organiczną muzą? Czy zlinkowany tu biometal takich kapel jak Ich Trole czy Żywiołak Ci odpowiada?
Domko
Użytkownik
#4 - Wysłana: 27 Sier 2008 16:52:06
Odpowiedz 
Delta
Ja też podążałbym raczej w tym kierunku. Również mieszkam w bloku i czasem marzę o własnej chacie blisko lasu, z własnym ogródkiem. Mimo, że wychowałem się od dziecka w Krakowie (a nawet gorzej - w Nowej Hucie) to mam takie marzenie właśnie ze względu na kiepski klimat tej dzielnicy oraz pogarszający się, niestety, klimat Krakowa (i nie chodzi mi o powietrze).

Może kiedyś uda mi się to zrealizować - kto wie...
Sh1eldeR
Użytkownik
#5 - Wysłana: 27 Sier 2008 16:57:54
Odpowiedz 
Z rzeczy technicznych najbardziej chyba wkurzaja mnie kabelki. Wszystko jest na kabel: mysz, klawa, zasilacz (do kompa czy nie), kable od tv, od glosnikow... Fajnie, ze spora czesc z tych rzeczy jest dostepna w wersji wireless, choc jeszcze nie do konca (myszy lapia zaklocenia, glosniki to lepiej nie mowic, wciaz sa problemy z przesylaniem mocy). Na szczescie to ewoluuje i wkrotce o kabelkach przyjdzie nam zapomniec.

Wiem, ze troche nie o to Ci chodzilo. Tak naprawde moze chodzilo Ci o cos odwrotnego -- o powrot do starych, dobrych czasow (a nie postep technologiczny).

Coz, wg mnie pogloski o tym, ze "kiedys bylo lepiej" sa zwykle mocno przesadzone. Czlowiek byl mlodszy, swiat mu sie wydawal piekniejszy. Co nie znaczy, ze taki byl. No i po latach sporo z tych niemilych rzeczy jednak sie zapomina -- tak juz sa zbudowane nasze umysly.

W kilku miejscach jednak nie moge uwierzyc, ze dzisiaj jest tak dobrze jak kiedys.

A propos zarcia. Chleb! To "cos", co dzisiaj kupujemy w supermarketach, to g...uzik (powiedzmy), a nie chleb! Jest robione zupelnie inaczej, zupelnie inaczej zachowuje swiezosc (czytaj: nie zachowuje jej) i szanowani piekarze starej daty nigdy by tego nie nazwali chlebem.

Fast-foody. Mam okresy, ze sam tam jadam (gdy juz kompletnie nie mam czasu) i niestety nie wyglada to tak jak na reklamowych spotach tv, czy plakatach McDonald's/KFC/czegos w tym stylu. Niedawno zreszta mialem po pijaku standardowa akcje: 3-cia w nocy, cos by sie zjadlo. Polowa ekipy poszla na jakies niby-kebaby, a mysmy poszli do... calodobowego, nazrec sie doslownie bulkami z serem w stylu Almette. Nawet jesli te bulki to nie byly bulki, a serek nie byl serkiem, to i tak znacznie lepiej na tym wyszlismy niz bysmy wyszli na hot-dogach (bo po takim zarciu + wiekszej ilosci browarow, caly drugi dzien czuje to na zoladku).

Przy okazji: w to, ze piwo sie (ogolnie) pogorszylo akurat nie wierze. Ale niektore marki -- owszem. Mam wrazenie, ze Warka Strong to nie to samo co kiedys (dawno), a ponoc i Tyskie zaczelo schodzic na psy.

Telefony komorkowe... Cudowny wynalazek, ale z drugiej strony na niektorych dziala zgubnie. Lubie chodzic do kina, staram byc przynajmniej na 1 premierze w miesiacu. Co tam ludzie wyprawiaja z komorkami, to az glupio opowiadac. Slyszalem juz rozmowy o pierdołach w srodku filmu i doslownie z drugiego konca sali (!). Ja tam komorke co prawda czesto zabieram do kina (bo przewaznie ide z kims i czesto ktos jeszcze do nas dolacza, wiec warto miec mozliwosc kontaktu), ale ja wylaczam. A jak przypadkiem zapomne i ktos do mnie zadzwoni, to natychmiast odrzucam/sciszam. W zyciu by mi do glowy nie przyszlo odebranie i wydzieranie sie do sluchawki "COOO? A bo nie slysze! A bo w kinie jestem! Jeszcze raz? Niee, nie rozmrozilem miesa na jutro" ... To przestaje byc smieszne, gdy chodzi sie do kina czesciej niz pare razy na rok i na co drugim seansie sie cos takiego zdarza.

Seriale TV (coz, to tez nie jest "unplugged" ). Bardzo lubie wracac do tych starych. Czesto byly dosc prymitywne, ale mialy swoj urok. Trzeba przyznac, ze obecnie jest sporo ciekawych seriali, innych niz robiono dawniej -- BSG, Heroes, Lost, Prison Break itd., lista sie ciagnie (choc ja wszystkich nie ogladam). Ale te stare mialy swoj niepowtarzalny, kozacki klimat. A-Team, Knight Rider (obecnie jest remake), Airwolf, Cobra, Viper, czy -- bardzo tandetny, ale jeden z moich ulubioncyh w dziecinstwie -- Thunder in Paradise.

Wreszcie nieco bardziej unplugged -- chyba to Cie sklonilo do zalozenia tego topicu: muzyka. Tu sie zgadzam. Ta nowa wydaje mi sie TOTALNYM kiczem. Nie w calosci, ale w bardzo duzej czesci. I to tej najpopularniejszej. Za cholere nie moge zniesc, naprawde nie moge zniesc kapel pokroju Feela (a teraz niby sa na topie). O nowym hiphopie, w ktorym poziom smiecia siegnal juz chyba 90%, nie musze wspominac. Za HH zreszta ogolnie nie przepadam, ale tych starszych kawalkow, z poczatku lat 90., lubie nieraz posluchac (rowniez polskich).

Tutaj ja jednak uciekam do starej polskiej, lub do tej, ktora jest na niej wzorowana. Ze znanych zespolow to np. Dzem, Lady Pank, Perfect, Budka Suflera. Z ciut mniej znanych to TSA, Roze Europy (o cholera! slyszalem ich remix w wykonaniu chyba Stachurskiego... scyzoryk mi sie otwiera w kieszeni ), Kobranocka, Harlem. Na szczescie jest w czym wybierac.

Ostatnio sie pozytywnie zaskoczylem, gdy w radiu (zwyklym radiu, nie EskaRock czy cos takiego) uslyszalem "Moj jest ten kawalek podlogi". Czasem zdarzaja sie perelki.

Zawsze mozna tez do zagranicznych legend sie uciec. Od Led Zeppelin, przez AC/DC (dziady graja do dzis!), Dire Straits, stara Metallikę czy Maidenow. W latach 80 tez byla fajna muza (Blondie i in.).

Mysle, ze jesli ktos sie troszke zaglebi czy to w muzyke, czy to w kino, to znajdzie cos dla siebie. Moze nie zyjemy juz 20 lat temu, ale to, co bylo wtedy, dostepne jest rowniez dzisiaj.

Amishem bym za cholere nie zostal, ale niektore ich wartosci rozumiem. Obecnie troche za duzo czasu spedzamy przed jakims ekranem, a za malo czasu na powietrzu, czy tez na jakichs fizycznych zajeciach. A szkoda, bo szczegolnie na facetow taki zanik fizycznego zmeczenia dziala moim zdaniem niezbyt dobrze. Mimo ze jestem, nie ukrywajmy, ciotą komputerową (programista/webdeveloper itp.) uwazam, ze nie ma to jak sie zmeczyc miesnie na silce, pluca na basenie, czy pluca i nogi podczas biegu.

Co do Ich Trole to nigdy czegos takiego nie slyszalem. Kojarzy mi sie z jakas polska muzyka regionalna (folkor) i troche z klimatami, nie wiem... żydowskimi? Arabskimi? (sorrki, nie znam sie na tym ) Oczywiscie gitara nadaje temu zdziebko inne, mocniejsze brzemienie. Ciekawe polaczenie, choc klimat akurat nie moj, jak mozna sie domyslec po kapelach, ktore wymienilem wczesniej w poscie.
FederacyjneMSZ
Użytkownik
#6 - Wysłana: 27 Sier 2008 18:05:10 - Edytowany przez: FederacyjneMSZ
Odpowiedz 
W latach 80 tez byla fajna muza

Sh1eldeR

mimo że jestem rocznkiem 1987 i nie mogę z własnego doświadczenia ocenić tego okresu to uważam że muzyka lat 80 tych ma niepowtarzalny klimat, który próbuje się nieudaolnie przerobić w naszym XXI w.

Co do muzyki do nie ma nic lepszego niż dobry Trance ( niestety tam również wkradł sie plastik komercha) ale wszystko zaczeło się od 'dziadka" tzw techniawy czyli Kraftwerku, nie wspominając o francuzie na klawiszach...

Airwolf, matko ile lat temu to na polsacie leciało, do tej pory pamietam ta muzykę z czołówki .....

wracając do tematu , jesteśmy pokoleniem przejsciowym, potrafimy znaleśc się zarówno w świecie bez techniki jak również dobrze się w świecie "światłowodów" następne pokolenia będą już uboższe o te doświadczenia....
Delta
Użytkownik
#7 - Wysłana: 27 Sier 2008 18:11:41 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
atozz
Myślę że jeszcze tak zamieszkasz,

Dzięki. Mam taką cicha nadzieję, że tak się kiedyś uda pomieszkać, bo czasami to w bloku czuję się jak w hotelu.

Ale mnie zastanawia czy nie jest to tendencja wzrostowa i czy za jakiś czas nasza cywilizacja nie stanie się bardziej "organiczno-analogowa" z zachowaniem różnych wynalazków, ale stosowanych jako dodatek a nie zniewalających ludzi tak jak telefon, który dzwoni zawsze i wszędzie i uwiera w kieszeni

Nie wiem. W moim przypadku, to akurat nie jest kwestia jakiegoś trendu, bo zawsze dość opornie przekonywałem się do różnych nowinek technicznych i wychodzę z założenia, że mają przede wszystkim dobrze służyć a nie być udręką.
Natomiast "rozglądając się po świecie". Z jednej strony mamy kraje, w których równowaga pomiędzy tym "światem organicznym" a technologicznym jest wyważona. Z drugiej są takie kraje jak Japonia czy Południowa Korea, gdzie nowinki technologiczne i wszelkiego rodzaju gadżety z nimi związane pojawiają się jak grzyby po deszczu i szybko znikają zastępowane przez następne. Skoro tak szybko i licznie są one wprowadzane, to musi być na nie popyt, co oznacza, że już od jakiegoś czasu są kraje, których ludność jest zaślepiona technologią, już nie tylko potrzebną do życia, lecz zaspokajającą potrzebę posiadania dla samego posiadania. IMHO intensywnie rozwijająca się biedniejsza część Azji wschodniej, pewnie będzie podążać podobną drogą, bo to i zbliżony krąg kulturowy i potrzeba zachłyśnięcia się niedostępnymi kiedyś rzeczami.
U nas z kolei ten szał kupowania jest poskromiony przez różnice kulturowe, wychowanie. Zachłyśnięcie się wszystkim co zagraniczne też już chyba pomału mamy za sobą. Coraz bardziej powinniśmy się upodabniać do Zachodniej Europy, a tam niekoniecznie posiadanie jakiegoś gadżetu, czy to technologicznego czy produktu popkultury, jest wyznacznikiem statusu. Wszystko zależy od konkretnego środowiska, ale ludzie cenią sobie bezpieczeństwo, wygodę, dach nad głową, możliwość jak największej ilości wolnego czasu, który spędza się czy z rodziną, czy przy jakimś hobby. I do tego potrzeba odpowiednich warunków. Własny dobrze urządzony kąt ma więc chyba w Europie większe znaczenie niż w Japonii, gdzie ludzie żyją w małych mieszkankach w olbrzymich miastach, ganiając od świtu do nocy, ale za to mogą pochwalić się jakimś elektronicznym gadżetem przed znajomymi. Stąd ludzie w Polsce, gdy tylko warunki pracowo-płacowe się polepszyły, zaczęli często myśleć takimi kategoriami i dlatego dziś tyle pobranych kredytów na domy i mieszkania. 20 lat temu, gdy ktoś przyjechał używanym samochodem zachodniej produkcji, budził sensację. I dla wzbudzenia tej sensacji niejeden się zaharowywał. Dziś posiadanie samochodu spowszedniało. Nadal natomiast pozostała potrzeba urządzenia sobie własnego wygodnego kąta. A ludzie zaczynają też chyba coraz bardziej dostrzegać zalety posiadania wolnego czasu, którego nie zastąpi żaden sprzęt.
Która z tych cywilizacji wygra, nie wiem, ale stawiam na ten "europejski" wzorzec. Jest bardziej przyjazny człowiekowi.

A co z organiczną muzą?

Co do muzyki, to ja najczęściej słucham tego co mi w akurat w ucho wpadnie. Gdy się mi coś spodoba, nie zwracam uwagi na to jakiego gatunku jest ta muzyka, także trudno mi opowiedzieć się za którymkolwiek gatunkiem. W sumie to nie znam się na niej (chociaż podobno mam słuch). Generalnie lubię coś co ma jakiś dobry tekst i przede wszystkim melodię. Do tego jeszcze zależy od nastroju co w danym momencie mam ochotę posłuchać.
Jedno co mi przeszkadza, to radio nadające w kółko ok 30 piosenek, na tyle tysięcy utworów jakie powstały. Ja rozumiem, że coś jest hitem, czy jakaś płyta jest promowana, ale mogliby puszczać dużo dużo większy repertuar, by człowiek miał szansę zobaczyć, czy jakiś utwór, o którego istnieniu nawet nie słyszał, mu się podoba. I też mam wrażenie, że dzisiejsza muzyka to nie to samo co kiedyś.

Domko
Ja też podążałbym raczej w tym kierunku. Również mieszkam w bloku i czasem marzę o własnej chacie blisko lasu, z własnym ogródkiem.

O to to. Do tego jakaś rzeczka. Trochę pracy fizycznej w tym ogrodzie, jakaś kiełbasa przy ognisku czy pieczone ziemniaki a nie żaden grill. Hamak, książka, zimna cola i raj na Ziemi.

Może kiedyś uda mi się to zrealizować - kto wie...

Ja mam nadzieję. Przy czym mój przypadek jest cięższy bo mi się jeszcze majaczy ten sad, a ziemia dzisiaj droga.
Doctor_Who
Użytkownik
#8 - Wysłana: 27 Sier 2008 18:22:36 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Domko
Delta

. Również mieszkam w bloku i czasem marzę o własnej chacie blisko lasu, z własnym ogródkiem.

To ja was troszkę pownerwiam . Właśnie mieszkam sobie w małym miasteczku, które o tyle ma to szczęście, że leży na trasie międzynarodowej. Takie sobie miasteczko w którym jak się wie, gdzie iść można w 15 minut dojść z rynku na kartoflisko . I to właśnie mi odpowiada. Ani nie mieszkam w całkowitej głuszy, ani nie kiszę się w wielkomiejskim hałasie. Mam dość cywilizacji, to idę sobie na spacer do lasu. Mamy własny ogródek i świeże warzywka. A nocami pod oknami przemyka mi kuna (tak, przez tę drogę międzynarodową )! Zazdrośćcie . Owszem, ma to i swoje złe strony - choćby fakt, że do najbliższego porządnego kina mam wiele kilometrów, różne książki czy filmy właściwie mogę tylko zamawiać przez neta, ale nie narzekam. Hej, moje Sudety!

Sh1eldeR

Z rzeczy technicznych najbardziej chyba wkurzaja mnie kabelki. Wszystko jest na kabel: mysz, klawa, zasilacz (do kompa czy nie), kable od tv, od glosnikow...

A ja nie znoszę gadżetów bezprzewodowych. Ładować to to trzeba i w ogóle... Jeszcze staram się walczyć kupując nowe sprzęty, żeby mi niczego "wireless'' nie wcisnęli, niedługo to będzie coraz trudniejsze, ale póki co trwam dzielnie .
Delta
Użytkownik
#9 - Wysłana: 27 Sier 2008 18:26:30
Odpowiedz 
Doctor_Who
Zazdrośćcie .

Uważaj, bo się do Ciebie do Międzylesia wybiorę i nie wygnasz mnie z powrotem do domu.

A poważnie, o coś takiego właśnie chodzi. By było blisko do sklepów czy urzędu, ale jednocześnie jak najdalej od cywilizacyjnego zgiełku.
Doctor_Who
Użytkownik
#10 - Wysłana: 27 Sier 2008 18:31:09
Odpowiedz 
Jednego tylko nie mogę sobie darować - patrzeć jak niektóre unikatowe rzeczy wokół mnie niszczeją. Ojciec mój pracował przez wiele lat w jednej z ostatnich w Polsce a może i w Europie działających gazowni starego typu. Teraz ten piękny budynek niszczeje, bo nie ma kasy, a można by go przerobić na muzeum, były u nas wycieczki międzynarodowe i co I nic.
Madame Picard
Moderator
#11 - Wysłana: 27 Sier 2008 18:59:29
Odpowiedz 
atozz

czy nie zaczyna Wam się nudzić codzienne miętoszenie w ręce telefonu, klejenie się do monitora,
Nie .

Ja trochę inaczej niż większość z Was - nie wyobrażam sobie życia bez wielkomiejskiego hałasu, do nieskażonej przyrody mam stosunek podobny jak zwierzątka z "Madagaskaru" ("Ratunku, natura na mnie napadła!"), na samą myśl o zdrowym, wiejskim jedzeniu żołądek podjeżdża mi do gardła, a życie bez komórki i Internetu jest... nie to w ogóle nie jest życie .

BTW, co do zdrowej żywności. Czytałam kilka razy w "Polityce" (ale nie pamiętam kiedy, więc linka nie dam), że przekonanie o szkodliwości "plastikowego" jedzenia z hipermarketów jest powszechnie panującym mitem . Dotyczy to np. mięsa, mleka albo jajek. Okazuje się, że produkowana w taki sposób żywność zawiera więcej białka i innych wartości odżywczych, a pozbawiona jest różnych szkodliwych składników i drobnoustrojów, których pełno jest za to w tzw. zdrowej żywności. Po prostu taka produkcja żywności jest ściśle zaplanowana i nie dostają się do niej niepożądane składniki. Demonizowane są również różne chemiczne dodatki, typu konserwanty. Dodaje się tego ponoć tak naprawdę bardzo mało, a bardziej szkodliwe jest to, co się może w żywności rozwinąć, jeśli się konserwantów nie doda (np. pleśń). Szkodliwe są natomiast produkty typu fast-foody, ale też nie ze względu na mityczną "chemię", ale wysoką zawartość tłuszczu i cholesterolu. Przytaczam to jako ciekawostkę, bronić tej tezy do upadłego nie będę, bo dokładnie tych artykułów nie pamiętam. W każdym razie mnie jako miłośniczce świata przetworzonego przez cywilizację pogląd taki jest wielce miły .
Pah Wraith
Użytkownik
#12 - Wysłana: 27 Sier 2008 19:16:45
Odpowiedz 
Ja po wielu miesiącach uwięzienia w mieście miałem okazję przez 3 miesiące spędzać po tygodniu na miesiąc czas na robotach fizycznych na głębokiej wsi (boczna droga od odchodzącej od głównej w Świętokrzyskiem - to powinno dać pogląd na poziom zadupiastości terenu ). Fakt - komputer dostępny, komórka tyż, ale w sumnie wiele się z tego korzystało bo raz że czasu nie ma, a dwa, że nawet jak czas jest, to jest wiele innych rzeczy ciekawszych do roboty. Praca fizyczna była po 6-8 h dziennie, więc tyle ile nalezy. I co? I człowiek czuje się zupełnie inaczej. Ja, miastuś straszny przed śniadankiem, proszę ja Was, buciki ubierałem, mleko przynosiłem a potem smyr - na 45 minut w pola pobiegać. Spokojniuto, truchcikiem, a wkoło słońce, zielono i pola pszenicy I tydzień, dwa, może miesiąc bym pewnie był wniebowziety. Ale po jakims czasie pewnie szlag trafia. Bo ile można z krowami i kurami baraszkować? Namiastka muzyki w czasie pracy to popierdywanie z głośnika komórki... I tyle. wieczorem jaki filmik na kompie raz na kilka dni. Ale to chyba już nie wystarcza.



Madame Picard
Kwestia konserwantów dlatego budzi niepokój o tyle, że po wielu, wielu latach, jak się już zgromadza w organizmie w wystarczającym stężeniu, to powodują różne przypadłosci długotrwałem. Od plesni to można ciężkiej... obstrukcji albo wręcz przeciwnie dostać.
Jurgen
Moderator
#13 - Wysłana: 27 Sier 2008 19:19:38
Odpowiedz 
Również mieszkam w bloku i czasem marzę o własnej chacie blisko lasu, z własnym ogródkiem.

To ja mam gorzej, bo przez całe życie wdomu z ogrodem mieszkałem, a teraz - wielka płyta. Niemniej jednak ja nie zrezygnowałbym zupełnie z wygód nowoczesnego świata. Wolałbym mieszkać raczej w mieście lub w jego bezpośrednim pobliżu niż zupełnie na wsi, telefonu czy komputera tez tak zupełnie bym się nie pozbył... Tyle tylko, że korzystać z nich trzeba z umiarem, a nie stać sie ich niewolnikiem.

PS Może do miasta to mam akurat taki stosunek, bo mieszkam co prawda w mieście wojewódzkim, ale takim, że przejść je z jednego końca na drugi da się spokojnie w 1,5h, a rowerem to byłoby jakieś 30 min. W sumie, w ciągu 20 minut da się wyjść z centrum "na wieś"...
Dragon
Użytkownik
#14 - Wysłana: 27 Sier 2008 19:55:38
Odpowiedz 
A ja mam własny dom blisko lasu, i nie narzekam. Komórka nie jest dla mnie utrapieniem, tak naprawdę bardzo cenie ten wynalazek (i tak prawie do mnie nikt nie dzwoni). Komputer z internetem pozwoliło mi poznać wielu ciekawych ludzi.
Madame Picard
Moderator
#15 - Wysłana: 27 Sier 2008 19:55:48
Odpowiedz 
Pah Wraith

Kwestia konserwantów dlatego budzi niepokój o tyle, że po wielu, wielu latach, jak się już zgromadza w organizmie w wystarczającym stężeniu, to powodują różne przypadłosci długotrwałe
Dokładniej mówiąc, to budzi niepokój, bo nie wiemy tak na dobrą sprawę, jakie będą konsekwencje spożywania ich przez długie lata. Witamy w społeczeństwie ryzyka .

Od plesni to można ciężkiej... obstrukcji albo wręcz przeciwnie dostać.
O ile się nie mylę, to pleśń jest silnym czynnikiem rakotwórczym.
Delta
Użytkownik
#16 - Wysłana: 27 Sier 2008 20:10:26 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Madame Picard
Ja trochę inaczej niż większość z Was - nie wyobrażam sobie życia bez wielkomiejskiego hałasu, do nieskażonej przyrody mam stosunek podobny jak zwierzątka z "Madagaskaru" ("Ratunku, natura na mnie napadła!"),

A może nie miałaś nigdy okazji posiedzieć dłużej w takim środowisku jakie opisuje Pah Wraith, i to z tego powodu? Jeśli tak, to trzeba spróbować choćby z ciekawości.

na samą myśl o zdrowym, wiejskim jedzeniu żołądek podjeżdża mi do gardła,

A to nie wiesz co tracisz. A poważnie, każdy ma jakieś swoje kulinarne upodobania.
Ja uwielbiałem po całym dniu "w wiejskich warunkach" przyjść do domu wziąć garnek ziemniaków, śmietanę (czasami do tego masło i sól) i porządnie sobie podjeść. Do dzisiaj tak czasami robię, ale to nie to samo. Nie to zmęczenie, nie to powietrze.

a życie bez komórki i Internetu jest... nie to w ogóle nie jest życie .

Droga odwrotu od nałogu jest ciężka, kręta i wyboista. Ale internet już jakiś czas temu trafił pod strzechy. Nie chodzi o to by całkowicie odwracać się od technologii tylko połączyć jedno z drugim. Czyli dom i nieco wiejskie warunki, ale i domowe wygody takie jak w mieście (internet, TV i pozostały sprzęt).

że przekonanie o szkodliwości "plastikowego" jedzenia z hipermarketów jest powszechnie panującym mitem . Dotyczy to np. mięsa, mleka albo jajek.

Na pewno ma się pewność pochodzenia produktu (badania weterynaryjne itp.) ale mi chodzi o ich smak (nie ma porównania, przynajmniej z tymi produktami, które pochodzą z upraw bez sztucznych nawozów i z naturalnie karmionych zwierząt) i świeżość (jak się kiedyś przysłuchałem przypadkiem rozmowie kogoś pracującego w supermarkecie na mięsnym, to lepiej nie powtarzać). A w przypadku produktów mięsnych to sklepy dzisiaj oferują produkty, w których zawartość "mięsa w mięsie" schodzi poniżej 20 %. To nie jest to samo co kiedyś, chociaż bywają smaczne produkty.
Natomiast plastikowe żarcie to dla mnie chipsy, hamburgery i tym podobne produkty. Od czasu do czasu jem (z wyjątkiem hamburgerów) ale szybko mam przesyt a najzdrowsze to nie jest, głównie z powodu tłuszczów, o których wspomniałaś.

Pah Wraith
I co? I człowiek czuje się zupełnie inaczej.

I to jest samo życie.

Ale po jakims czasie pewnie szlag trafia. Bo ile można z krowami i kurami baraszkować?

Dlatego życie na wsi nie musi koniecznie obejmować hodowli inwentarza i obrabiania hektarów pola. To już ciężka praca. ja mówię o czymś troszkę na mniejszą skalę i trochę mniej męczącym. Ot, żeby właśnie popracować fizycznie na świeżym powietrzu dla frajdy i rekreacji, a nie ganiać od świtu do nocy.
atozz
Użytkownik
#17 - Wysłana: 27 Sier 2008 21:31:16
Odpowiedz 
Tak, miałem na myśli połączenie technologii i zdrowego organicznego życia, ale z przewagą tego drugiego.

Kiedyś sobie pomyślałem tak: gdyby komuś z lat 80-tych powiedzieć, że wychodząc z domu zawsze zabieram ze sobą... telefon, który swym promieniowaniem mikrofalowym smaży mózg (podczas rozmowy) i jaja (gdy jest w kieszeni) to by się popukał w czoło. A jeszcze jak bym mu powiedział, że ten wynalazek pozwala zabrać ze sobą pracę i rodzinę nawet do kibla, to by chyba poszedł na leczenie bo by dostał lęku przed przyszłością. I jeszcze jak bym dodał, że to nie tylko telefon, ale także aparat foto robiący zdjęcia na których i tak nic nie widać i popierdujący muzyczką, której i tak nie słychać, to by miał uraz do 21 wieku.

Komputer - tak naprawdę pośrednik między nami a sztuką, pozwalający dowiedzieć się dosłownie wszystkiego, spotkać dowolną osobę, znaleźć dowolny film, muzykę czy książkę. Ale co jest ważniejsze - ten pośrednik, czy te dobra kulturowe, które dzięki niemu konsumujemy?

Hipermarket - nie chodzi nawet o to, że żarcie z konserwantami, bo pewnie że to lepsze niż się zatruć czymś zepsutym. A i tak producenci już się nauczyli robić bez konserwantów - zobaczcie ile produktów Knorra itp. z dumą stwierdza na nalepce że jest "bez". Chodzi o to, że hipermarkety są wszędzie identyczne, oferują kolorowe identyczne badziewie, które dopiero ktoś naprawdę znający się na gotowaniu może zamienić w ciekawe danie.

Samochód - śmierdzi, hałasuje, czasami zabija, zatruwa i zajmuje miejsce, kupa żelastwa i plastiku, na którą haruje się całe życie. I po co? Żeby jeździć w kółko z domu do pracy i do sklepu. I po co to? Sklepów jest tyle że i tak najbliższy zawsze jest za rogiem a praktycznie wszystkie prace jakie wykonują jeszcze ludzie mogłyby być wykonywane zdalnie przez internet bo nie wymagają fizycznej obecności i niewygód oraz straty czasu jaka się z tym wiąże.

Ostatnio strasznie mnie rajcuje nie tylko organiczna, akustyczna muza, ale także dawne kultury i cywilizacje. Czasami sobie zadaję pytanie: czym my się od nich właściwie różnimy na korzyść? Oni mieli fajne żarcie, fajną muzę, fajne perfumy, ładne meble, fajne ubrania itp. A nasze życie jest wypełnione hałasem i tandetą, jesteśmy niewolnikami wielu rzeczy, które dla nich byłyby śmieszne. Oni mieli swoją epokę brązu czy żelaza ale się dobrze bawili. A my mamy rosnące góry plastiku i coraz bardziej klockowaty, jednorodny świat intelektualnej i artystycznej pustki...

Najśmieszniejsze jest, że ludzie zaczynają używać wynalazków tej plastikowo-prądowej cywilizacji żeby... odnaleźć korzenie - zaczynają słuchać średniowiecznej muzy na kompie, szukają dawnych przepisów kulinarnych itp. No i potem kolesie w dżinsach biorą do ręki zapomniane instrumenty, odgrzebują stare pogańskie wierzenia i na przykład wychodzi takie coś:

klik
kanna
Użytkownik
#18 - Wysłana: 27 Sier 2008 22:08:54
Odpowiedz 
Piekę sama chleb.
Płot mam z drewna i go osobiście maluję.
Grabię trawnik, pielę chwasty, wygrzebuje cebulki tulipanów na lato.
Podołoge czyszcze goracą parą.

Z drugiej strony jeżdże samochodem, uwielbiam colę, zawsze brakuje mi czasu, a bez internetu czuje się jak bez ręki.

ech...
atozz
Użytkownik
#19 - Wysłana: 27 Sier 2008 22:23:21 - Edytowany przez: atozz
Odpowiedz 
Internet to tylko dostęp do filmów, muzyki i książek - kiedyś były po prostu filmy, muzyka i książki - internet tylko usprawnia ich wyszukiwanie.

Samochodem jeździsz bo musisz. Ja za to marzę o... powozie albo karecie

Telewizja - no cóż, czasami ktoś mi przypomina że takie coś istnieje. Kiedyś oglądałem cały dzień, potem zacząłem nagrywać ulubione programy żeby obejrzeć o takiej porze o jakiej ja chcę i mam czas, a potem i ten odruch zanikł. Filmy można i tak oglądać na komputerze - lepszy wybór i lepsza jakość, pełny dostęp do wszelkich ustawień. A reszta programów - nie mogę uwierzyć że kiedyś to oglądałem.

Tylko uwielbienia dla Coli w żaden sposób zrozumieć nie mogę. Ciekawe czy znacie kwas chlebowy - brzmi siermiężnie ale jest to coś co ma jakby aromat piekarni ale do picia i wystarczy tego kilka łyków żeby poczuć się dobrze w najgorszy upał. Oczywiście należy pić schłodzony. Pochodzi ze średniowiecza, z terenów dzisiejszej Ukrainy. I jest dostępny w... dobrych hipermarketach pod marką Obolon (jest też takie piwo, moim zdaniem bardzo dobre). W każdym razie w porównaniu z tym boskim napojem Cola to płyn do spryskiwaczy
The_D
Użytkownik
#20 - Wysłana: 27 Sier 2008 23:30:16
Odpowiedz 
Czytałam kilka razy w "Polityce" (ale nie pamiętam kiedy, więc linka nie dam), że przekonanie o szkodliwości "plastikowego" jedzenia z hipermarketów jest powszechnie panującym mitem . Dotyczy to np. mięsa, mleka albo jajek. Okazuje się, że produkowana w taki sposób żywność zawiera więcej białka i innych wartości odżywczych, a pozbawiona jest różnych szkodliwych składników i drobnoustrojów, których pełno jest za to w tzw. zdrowej żywności.

Co do jajek czy mleka mogę się zgodzić. W końcu mleko mleko pasteryzowane niewiele różni się składem od takiego prosto od krowy. Natomiast jeżeli chodzi o wędliny to nie raz miałem okazję się przekonać ile może poleżeć w lodówce kawałek schabu upieczony przez Tatę w prodziżu (gdzie jedynym konserwantem jest sól), a ile czerwona wędlina z supermarketu "pozbawiona różnych szkodliwych składników i drobnoustrojów". Chyba nie muszę nikomu przedstawiać wyniku porównania
Delta
Użytkownik
#21 - Wysłana: 28 Sier 2008 00:59:57 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
atozz
Ale co jest ważniejsze - ten pośrednik, czy te dobra kulturowe, które dzięki niemu konsumujemy?

Ale komp to ułatwia. I akurat za to mu chwała. Wszystko zależy od tego jak (i ile) z niego korzystamy.

A i tak producenci już się nauczyli robić bez konserwantów - zobaczcie ile produktów Knorra itp. z dumą stwierdza na nalepce że jest "bez".

Knorr to jeszcze pół biedy. Ja do dziś nie mogę zrozumieć jak mleko, które nie jest konserwowane, potrafi wytrzymać tydzień w lodówce i być zdatne do picia. A na opakowaniu napisano, że tylko 48 godzin po otwarciu. Ale to widocznie jest jak z datą przydatności produktu do spożycia: tam pisze "najlepiej spożyć przed (którymś tam)" a nie, że tylko do tego dnia jest ważne.

Chodzi o to, że hipermarkety są wszędzie identyczne, oferują kolorowe identyczne badziewie, które dopiero ktoś naprawdę znający się na gotowaniu może zamienić w ciekawe danie.

Ale mają większy wybór niż przydomowy sklepik. Przynajmniej jeśli chodzi o artykuły spożywcze, bo reszta towarów jakością nie grzeszy.

Samochód - śmierdzi, hałasuje, czasami zabija, zatruwa i zajmuje miejsce, kupa żelastwa i plastiku, na którą haruje się całe życie. I po co? Żeby jeździć w kółko z domu do pracy i do sklepu.

Samochód to konieczność (frajda czasem też ). Wolisz grzać z tobołkami 10-15 km ze sklepu? Natomiast przeświadczenie, że co trzy lata musi być nowy, to już przesada. Wyrzucić dobrą i niezniszczoną rzecz to marnotrawstwo (w ogóle zauważ, że model konsumpcyjnego społeczeństwa większość rzeczy po prostu marnuje). Ale każdy ma wolną wolę robić ze swoją kasą co mu się podoba. I jak się chce zadłużać po uszy z tego powodu i siedzieć w robocie na dwie zmiany, to ma prawo. Za to niedobrą rzeczą jest nacisk społeczeństwa na jednostki by tak postępowały.

Czasami sobie zadaję pytanie: czym my się od nich właściwie różnimy na korzyść?

Trochę tych rzeczy jest. Medycyna, wygody, o wiele dłuższe życie, lepsze warunki żywieniowe, dach nad głową, bezpieczeństwo (na ogół). Ale zawsze jest coś za coś. Sztuką i fartem jest chyba urządzić się jakoś pośrodku, pomiędzy tym "prymitywnym" (z braku lepszego określenia pod ręką) życiem a przesadą w ciągłym gonieniu za wszystkim.

"Niektórym mogą wydawać się najbardziej nieszczęsnymi ludźmi na Ziemi, ale w rzeczywistości są znacznie szczęśliwsi niż my Europejczycy: całkowicie nie znają bowiem nadmiernych, ale koniecznych udogodnień, tak poszukiwanych w Europie, są szczęśliwi, nie znając dla nich zastosowania. Żyją w spokojności, której nie narusza nierówność ich położenia: ziemia i morze z własnej woli zapewniają im wszystkie rzeczy do życia niezbędne (...) Co większe, wszystko, cośmy im pokazywali, było dla nich najobojętniejszą rzeczą: to moim zdaniem pokazuje, że uważają, iż są zaopatrzeni we wszystko, co im trzeba." (James Cook o Aborygenach)

na przykład wychodzi takie coś:

Melodia mi się podobała. Gdyby to zagrać/puścić w środku nocy przy ognisku na Ślęży w równonoc, to byłby klimat.

Telewizja (...) A reszta programów - nie mogę uwierzyć że kiedyś to oglądałem.

Też mam podobnie, ale to już dzięki internetowi, gdzie dostępność do informacji jest duża.

Tylko uwielbienia dla Coli w żaden sposób zrozumieć nie mogę. Ciekawe czy znacie kwas chlebowy

Wiem że to dawno temu pito, ale nigdy się na niego nie natknąłem, więc nie miałem okazji spróbować. Co do Coli to ona nawet nie gasi pragnienia, ale po prostu zasmakowałem. Może kiedyś przejdzie jak swego czasu picie kranówki.
Vanja
Użytkownik
#22 - Wysłana: 28 Sier 2008 08:57:41
Odpowiedz 
Mieszkam w Krakowie a do tego w bloku ale nie narzekam, bo blok malutki i w dodatku z ogródkiem a okolica niespecjalnie miejska Widok dzików nad ranem, saren, jeży czy innych żyjątek nie jest u mnie na osiedlu niczym dziwnym, do centrum niespecjalnie daleko więc czego chcieć więcej? Chociaż muszę przyznać że lubię wyjeżdżać z miasta, a im większa dzicz tym lepsza żeby odpocząć kilka dni.

Wiem że to dawno temu pito, ale nigdy się na niego nie natknąłem, więc nie miałem okazji spróbować.

Dość specyficzny smak, nie każdemu odpowiada. Jeżeli nie trafiłeś w sklepie to bardzo łatwo można go zrobić w domu
Pah Wraith
Użytkownik
#23 - Wysłana: 28 Sier 2008 10:14:18
Odpowiedz 
kwas chlebowy

no ba Akurat w Krakowie to dość popularna rzecz (jak widać ) Najlepszy jest mocno schłodzony.
Spohkh
Użytkownik
#24 - Wysłana: 28 Sier 2008 11:29:18
Odpowiedz 
Wracając do tematu głównego - czy żeby zadowolić autora, wszyscy mamy wleźć z powrotem na drzewo? Za daleko zabrnęliśmy, żeby jakiekolwiek wydziwianie pomogło. Ja tam nie zrezygnuje z tomografu komputerowego na rzecz opukiwania i drewnianej szpatułki.
atozz
Użytkownik
#25 - Wysłana: 28 Sier 2008 12:34:11
Odpowiedz 
Jak pisałem we wstępie nie chodziło mi o masową agitację i nawrócenie na przekonania Amishów, tylko o odpowiedź na proste pytanie czy Was czasem nie ciągnie do świata dawno zagubionej estetyki i wartości. No i okazuje się, że na forum trekowym gdzie możnaby się spodziewać ludzi zafascynowanych techniką i futuryzmem, wielu tęskni za rzeczywistością bardziej organiczną. W końcu Pikuś też lubił sobie porobić w ogródku i książkę poczytać (miał taką fajną dużą w skórzanej oprawie chyba) a i Janeway czytała w jednym odcinku jakieś dziewiętnastowieczne romansidło na mostku i z radością wskakiwała w fantazyjne kiecki na holodecku
Spohkh
Użytkownik
#26 - Wysłana: 28 Sier 2008 12:39:17
Odpowiedz 
atozz
odpowiedź na proste pytanie czy Was czasem nie ciągnie do świata dawno zagubionej estetyki i wartości.

Nie ciągnie. Bo w tym świecie wartością było przezycie najsilniejszego, więc ani ja, ani Eviva nie przetrwalibyśmy okresu noworodkowego. Higiena była uważana za śmieszny przesąd, bieda za hańbę dla nędzarza, zapalenie płuc to był wyrok śmierci, a pod przykrywka siermiężnej moralności kwitły najpaskudniejsze występki. Brud, smród i ubóstwo - oto najkrótsze podsumowanie "cudownych, prostych czasów".
Vanja
Użytkownik
#27 - Wysłana: 28 Sier 2008 12:49:55
Odpowiedz 
Spohkh

Nie da się już odciąć całkowicie od techniki (i masz rację, że w niektórych dziedzinach życia jest ona nam niezbędna i rezygnowanie z niej byłoby głupotą- sama wiem że gdyby nie postępy medycyny pewnie bym z Tobą teraz nie rozmawiała). Pytanie tylko czy jest ona nam niezbędna w każdej dziedzinie życia i na ile jesteśmy od niej uzależnieni.
Domko
Użytkownik
#28 - Wysłana: 28 Sier 2008 13:28:46
Odpowiedz 
Technika jako taka jest potrzebna. Ale my za bardzo uzależniamy się od niej. Choćby podłączanie wszystkiego do internetu. Kiedyś czytałem, że w Niemczech (nie wiem czy wszędzie) nawet światła uliczne są sterowane przez internet. To już IMHO niezła przesada.

Teraz wyobraźmy sobie jakiegoś złego pana pokroju Osamy bin Ladena, który ma możliwości i chęci do zakłócenia lub włamania się do takiej sieci i zrobienia galimatiasu. Co wtedy się dzieje w Niemczech? Światła uliczne wariują albo są wręcz celowo sterowane w taki sposób, aby powodować kolizje.

Uzależnienie od techniki powoduje, że gdyby tej techniki zabrakło to ludzie nie wiedzieliby jak się zachować. Wystarczy popatrzeć na miejsca, gdzie brakowało przez jakiś dłuższy czas prądu (nawet niedawno mieliśmy coś takiego w Szczecinie). W takiej sytuacji ludzie czują się zagrożeni co najmniej jak w czasie wojny. Znam ludzi, którzy bez komputera nie wiedzą jak zapełnić sobie czas - gdy brakuje im komputera popadają w depresję.

W sumie to łatwo zniszczyć naszą cywilizację - wystarczyłoby (wiem, to nie takie proste, ale piszę teraz hipotetycznie) wyłączyć wszędzie prąd. Mielibyśmy wtedy praktycznie coś takiego jak w grze Fallout - i nie potrzeba nam do tego wojny.

Po prostu krótko mówiąc - moim zdaniem jesteśmy przesadnie uzależnieni od techniki, a końca uzależniania się nie widać.
Delta
Użytkownik
#29 - Wysłana: 28 Sier 2008 13:32:53
Odpowiedz 
Vanja
Dość specyficzny smak, nie każdemu odpowiada. Jeżeli nie trafiłeś w sklepie to bardzo łatwo można go zrobić w domu

Wolałbym taki kupny, bo przynajmniej miałbym później pewność, że "upędziłem" o takim smaku, jaki powinien być.

Spohkh
Higiena była uważana za śmieszny przesąd, bieda za hańbę dla nędzarza, zapalenie płuc to był wyrok śmierci, a pod przykrywka siermiężnej moralności kwitły najpaskudniejsze występki. Brud, smród i ubóstwo - oto najkrótsze podsumowanie "cudownych, prostych czasów".

Fakt, ale dzisiaj można urządzić sobie życie z powiedzmy niektórymi elementami tamtego i nie rezygnować jednocześnie z dzisiejszej techniki.
Eviva
Użytkownik
#30 - Wysłana: 28 Sier 2008 13:57:41
Odpowiedz 
Delta

Tak dobrze, to nie ma. Używając mego ulubionego porównania, nie można i być dziewicą, i zjeść ciastko.
 Strona:  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Odwrót od świata prądu i plastiku

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!