USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Co byś zrobił gdybyś został/a sam/a na całym Świecie????
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Domko
Użytkownik
#31 - Wysłana: 3 Gru 2007 10:15:30
Logika jednak działa na tym forum i trudno pominąć tak ważne detale. :]
Q__
Moderator
#32 - Wysłana: 3 Gru 2007 12:14:27
Delta

Ciekawe czy dałoby się samemu nauczyć latać np. śmigłowcem (awionetką byłoby prawdopodobnie łatwiej). To by była frajda i do tego za darmochę. I te puste, darmowe autostrady...

I to mnie w tej wizji tyużś pociągało...

4_z_Szesciopaka

Na krótka metę, na dłuższą bardziej niż latanie za bateriami przydałaby się umiejętność sadzenia marchewki i cebuli

Zdecydowanie...

First mission: uniknąć chemicznej anihilacji.

Albo po prostu przeprowadzić się...

Delta

Zawsze mógłbyś się przenieść gdzie indziej. Miejsca w bród od Kamczatki po Kalifornię.

BTW: po czym byśmy poznali, tzn. każdy z osobna jako ostatni ocalały, że jest tym ostatnim ipoza nim nie ma nikogo? Chyba ta eksploracja byłaby jednak priorytetem (no chyba, że pod domem leżałby list: "Znikłem ludzi, bo tak mi się podobało. Ziemia jest Twoja.Q".)

4_z_Szesciopaka

Zasadniczo masz rację tyle , że ja naprawdę lubię swoje miasto (oraz region) i wolałbym aby spokojnie i dostojnie obracało się w ruinę, a nie wyglądało jak po wybuchu wulkanu.

Sentymentalizm.

Nasty Rudolf

Zasadniczo ciezko jest spekulowac, ktore elementy naszego swiata stalyby sie niebezpieczne po zniknieciu ludzi, a ktore po prostu przestalyby dzialac. Mysle, ze aby popuscic wodze fantazji, trzeba ten element sytuacji wygodnie pominac

Wydxdaje się, że odrobina wiedzy fachowej się tu jednak przyda, by dodać wizji logicznej śisłości...

podobnie jak pominac przydaloby sie element zagadkowosci i niewyjasniona przyczyne znikniecia ludzi.

Dlaczego? Toż to zagadka do rozwikłania... Toż to tajemnica... To napięcie...

Domko

Logika jednak działa na tym forum

Bo jak się tyle o Wolkanach gada, to się udziela...

trudno pominąć tak ważne detale. :]

Zdecydowanie :]
Nasty Rudolf
Użytkownik
#33 - Wysłana: 3 Gru 2007 14:54:12 - Edytowany przez: Nasty Rudolf
Wydxdaje się, że odrobina wiedzy fachowej się tu jednak przyda, by dodać wizji logicznej śisłości...

O ile o elektrowniach atomowych mozna jeszcze poczytac i podyskutowac, o tyle wiedzy na temat rozmaitych a tajnych "roznosciach" bedacych we wladaniu wszelakich ziemskich organow pojecia miec nie mozemy.


Ciekawe czy dałoby się samemu nauczyć latać np. śmigłowcem (awionetką byłoby prawdopodobnie łatwiej). To by była frajda i do tego za darmochę. I te puste, darmowe autostrady...

Tez mi to przeszlo przez mysl. Ale ja nawet prawa jazdy nie mam.
Domko
Użytkownik
#34 - Wysłana: 3 Gru 2007 15:01:36
Ale policja Cię raczej za to nie zamknie, bo ich nie będzie.
Q__
Moderator
#35 - Wysłana: 3 Gru 2007 15:05:23
Nasty Rudolf

o tyle wiedzy na temat rozmaitych a tajnych "roznosciach" bedacych we wladaniu wszelakich ziemskich organow pojecia miec nie mozemy.

Być moze. Jednak pytanie: jak dotrzesz do takich ośrodków, i po co?

(Zresztą mówmy o tym o czym wiemy...)

Tez mi to przeszlo przez mysl. Ale ja nawet prawa jazdy nie mam.

Nauczysz się metodą prób i błędów jak nie zgniesz.

Domko

Ale policja Cię raczej za to nie zamknie, bo ich nie będzie.

Borlog
Użytkownik
#36 - Wysłana: 3 Gru 2007 16:06:36
Kolejny film o ostatnim człowieku na świecie:

http://www.youtube.com/watch?v=pvW9G7ex3xA

Jak zwykle jeden kolo i zombi w przeciwieństwie do pierwszego filmu martwiaki żwawsze i bardziej żądne miesa.
Zapowiada się piękna rąbanina. Do tego zapewne happy end na koniec.

Gdy zombi scigać cię benda po ulicach raczej zapomni się o wybuchu fabryki, elektrowni , zniszczonej tamie. Nic tylko szybko czmychac przed tłumem głodomorów.......
Q__
Moderator
#37 - Wysłana: 3 Gru 2007 16:44:21
Borlog

Jak zwykle jeden kolo i zombi w przeciwieństwie do pierwszego filmu martwiaki żwawsze i bardziej żądne miesa.

A po cholerę zombiaki? Zupełna pustka jest bardziej tajemnicza.
Paul
Użytkownik
#38 - Wysłana: 3 Gru 2007 18:09:40
Sam na ziemi... przerażająca wizja. Chyba bym do końca wierzył że ktoś gdzieś został i może się uda tego kogoś znaleźć.

Aczkolwiek ja kiedyś myślałem że fajnie by było zostać samemu w mieście ( można było by pozwiedzać jak inni ludzie mieszkają ).
Q__
Moderator
#39 - Wysłana: 3 Gru 2007 18:50:39
Paul

Chyba bym do końca wierzył że ktoś gdzieś został i może się uda tego kogoś znaleźć.

Czyli od razu byś w drogę ruszył, na poszukiwania?

ps. początkowo może i fajnie bysmy sie tak bawili, ale z czasem (jak sądzę) psychika by zaczynała siadać. Ballard to uwzględnił...
Paul
Użytkownik
#40 - Wysłana: 3 Gru 2007 19:22:29
Nie no odrazu to bym pewnie siedział gdzieś przerażony sytuacją ... później bym sie pewnie bawił tym co bym znalazł w okolicy (samochody, czy jakieś elektroniczne cudeńka). Ale nigdy bym nie zaakceptował sytuacji że zostałem sam. Właściwie to nie mam pojęcia co bym zrobił.

Całe szczęście że taka sytuacja jest mało prawdopodobna
Doctor_Who
Użytkownik
#41 - Wysłana: 3 Gru 2007 19:55:41
Pamiętam, że w jednym z odcinków "Sliders" jedna z wersji Quinna Mallory'ego wysłała całą ludzkość do równoległego wszechświata - facet miał niezłą schizę z tego powodu.
Seybr
Użytkownik
#42 - Wysłana: 3 Gru 2007 20:42:54
Pamiętam, że w jednym z odcinków "Sliders" jedna z wersji Quinna Mallory'ego wysłała całą ludzkość do równoległego wszechświata - facet miał niezłą schizę z tego powodu.

Nie dziwię się, też bym miał ;].
Psyker
Użytkownik
#43 - Wysłana: 3 Gru 2007 22:23:02
Co ja bym zrobił. Pozwiedzałbym, nauczyłbym się nowych rzeczy, pobawił tym czym zawsze chciałem (wiecie - koparki, broń palna, biała itp.) i w ogóle dobrze bym się bawił, zanim z samotności siadłaby mi psychika
Borlog
Użytkownik
#44 - Wysłana: 3 Gru 2007 22:48:53
Q__
A po cholerę zombiaki? Zupełna pustka jest bardziej tajemnicza.

A żeby sobie pobiegac i ćwiczyć zdolności strzeleckie

Jedno pytanie czy tylko ludzie znikają? Co z zwierzętami?
Bo jeśli nie znikna to po jakimś czasie w miastach może być mało przyjemnie, gdy bedą krążyć po ulicach watahy głodnych psów. I znów trzeba szukać sklepu z bronią....
Gdyby zwierzęta nie zniknęły można się udać na wieś by znaleść jakieś gospodarstwo z żywym inwentarzem. Wszak w mieście na dłuższą metę nie można zostać bo tam żywność kiedyś się skończy, a tam bedzie się można zaznajomic z zawodem pastucha, siewcy itd
Pozostanie tylko jeden problem: jak zapragniemy mięseczka trzeba będzie nauczyc się rzeżniczego fachu....
Raq_20
Użytkownik
#45 - Wysłana: 3 Gru 2007 23:42:46
Jedno pytanie czy tylko ludzie znikają? Co z zwierzętami?

No właśnie też zacząłem sie na tym zastanawiać, z jednej strony jak by zniknęły wszystkie a co za tym idzie również owady na ziemi mogło by stać sie nie ciekawie, sądzę że znacznie by to wpłynęło na ekosystem ( np owady -> zapylanie roślin itp>)
Z drugiej strony jak by pozostały zwierzęta sądzę, że natura poradziła sobie w większym stopniu chodź trudno to przewidzieć watahy głodnych psów

Tak rozmyślając nad tym i czytając wcześniejsze wypowiedzi o skażeniach chemicznych, elektrowniach atomowych... wyobraźcie sobie co by się stało jak z braku prądu we wszystkich supermarketach, magazynach itp przestały by działać chłodnie -> sądzę, że bardzo szybko jakaś choroba by się zaczęła rozprzestrzeniać.....
Ale ja decydowanie wolę skupiać sie na wersji bardziej przyjemnej

AAA przypomniało mi sie, że jest książka i film o podobnej tematyce:
The Quiet Earth - z 1985 roku produkcja Nowozelandzka... pomysł fajny ale wykonanie ma dużo do życzenia...
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#46 - Wysłana: 4 Gru 2007 02:33:22
sam znaczy sam jesli chodzi o zombiaki to, że tak powiem insza inszość.

Odpada wtedy problem ochrony środowiska.

Źle mówię

Środowisko nalezy chronić pod nieco innym kątem przywracając mianowicie równowagę w ekosystemie.

na tym należałoby skończyć rozważanie, gdyż rozmyślając o tym dalej mozna dojść do dosyć dołującego wniosku, a mianowicie, że to JA jako ostatni w pewnym sensie jestem jestem śrdowiskowo niezrównoważony , skoro tacy jak ja wyginęli a zombiaki się rozpleniły (jak powiedział kiedyś pewnien lekarz "ewolucja to nie teoria tylko naukowy fakt") lecz wszak prowadzenie takich rozważań w czasie gdy zombiaki maja ochotę na Ciebie czyli fileta z ostatniego człowieka może wpłynąć negatywnie na Twój osąd taktyczny.

Z drugiej strony jako gatunek wpisany na indeks Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych (de facto chyba wymarłych) masz święty obowiązek dbać o swój tyłek niczym o najwyższe dobro galaktyki. Conajmniej.

Wpadło mi też na myśl, że niegłupim pomysłem byłoby w jakiś sposób zabezpieczyć Wikipedię (wraz z memory alpha rzecz jasna), coby jak mnie (i ludzkości) nie będzie było cos w rodzaju "Nie wszystek umrę"
FioletowyDinotrek
Użytkownik
#47 - Wysłana: 4 Gru 2007 03:20:04
Fajnie by bylo . A ta druga osoba to by była kobieta, jakas np. miss swiata, bym miał z nią dzieci . Cud miód! . To po pierwsze.

Po drugie, pojechałbym kradzionym samochodem do hipermarketu, i na jadłbym sie tam tego wszystkiego co jeszcze niejadłem, dopóki sie nieprzeterminuje.

Sprawdziłbym co sie kryje w Strefie 51, lub gdzies tam, gdzie niby mają schowany spodek kosmitów... sprobowałbym go uruchomic ,
Byc moze by mial ten spodek cos w stylu wehikulu czasu, to bym sobie podrózowal. Np. do roku 0, sprawdzic jak sie narodziło chrzescijanstwo - oraz do tych kiedy byly jeszcze ludzie od czasu do czasu, by zabrac jakies pozywienie czy cos. .

W sumie miasta nietrwały by wiecznie, z czasem byloby tak jak w RESIDENT EVIL 3, miasto zasypane w piasku.
Sh1eldeR
Użytkownik
#48 - Wysłana: 4 Gru 2007 06:44:37 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Kurcze, ten caly scenariusz to chyba jakis rodzaj archetypu! A jak nie, to wszyscy jestesmy rąbnieci na ten sam sposob! Moze kanna by nas oswiecila, czemu myslimy o takich rzeczach... (o ile psychologia opisala formalnie takie przypadki)

Bo ja np. juz od dawna miewalem prawie identyczna wizje! Znaczy sie -- wizje... no, zastanawialem sie jak bym sobie poradzil w takim przypadku. Co bym zrobil.

Rzadko myslalem o sytuacji, w ktorej na calej planecie nie byloby ani jednej osoby, bo takie wyobrazenie prowadzilo mnie do raczej dolujacych wnioskow.

Jesli mialbym pewnosc, ze tylko i wylacznie ja przezylem (aha, w moich "wizjach" nie ma zombiakow, ani Marsjan, ani jakiejkolwiek innej przyczyny katastrofy... po prostu nagle wszyscy znikaja), jesli mialbym pewnosc, ze nikt nie wroci i ze zawsze bede sam... Wtedy doszedlbym do wniosku, ze sytuacja jest absolutnie beznadziejna i ze w zasadzie nie mam po co zyc. Nie mialoby znaczenia, czy przezylbym 20 lat, czy 20 godzin.

Nie mam takich marzen jak wejscie do supermarketu, czy bezkarne ganianie za zwierzakami w "ukradzionym" wojskowym BWP. Nie cieszyloby mnie to, nie daloby zadnej satysfakcji.

Nie sadze tez, ze moglbym naprawde cos zmienic, np. "zabezpieczyc wikipedie". Moje wysilki bylyby nieistotne, nawet zakladajac, ze za milion lat moglaby sie zjawic na Ziemi jakas inna cywilizacja.

Wazne internetowe zasoby sa umieszczone we wzmocnionych, chronionych budowlach, odpornych na warunki atmosferyczne i... czas. Moglbym sprobowac namierzyc serwery wikipedii (nie bardzo wiem jak), dostac sie tam (nie bardzo wiem jak), przemiescic je (tez nie wiem jak, mogloby byc tego sporo) i ukryc.... nie bardzo wiem gdzie, chyba w jakiejs jaskini. Jaskinia moglaby sie jednak zawalic przez ten milion lat i tez nic by to nie dalo. Tym bardziej, ze wazne dane maja wiele kopii zapasowych i moga byc rozproszone, nawet na calym swiecie (tak jak dane przechowywane przez Google). To znacznie lepsze zabezpieczenie niz wszystko, co moglbym zrobic.

Dlatego nie wiem co bym zrobil, gdybym sie znalazl w tak beznadziejnej sytuacji. Nie byloby mi po co zyc. Nie byloby mi po co czytac tysiecy wspanialych ksiazek, do ktorych wreszcie mialbym dostep. Nie byloby po co probowac przezyc.

Na szczescie w rzeczywistosci trudno jest sobie wyobrazic mozliwosc istnienia takiej sytuacji. Nie chodzi mi o to, ze wszyscy nie moga naraz zniknac -- zalozmy, ze to mozliwe. Praktycznie niemozliwe jednak jest, zebym wiedzial na 100%, ze zostalem sam i ze to sie nie ma prawa zmienic.

A gdybym mial chocby najmarniejsze szanse na... zrobienie czegos, przeciwdzialanie tym wydarzeniom -- wtedy to juz by byla zupelnie inna sprawa.

Moze dlatego zastanawialem sie dosc czesto nad inna wizja.

Co by bylo, gdyby oprocz nas przezyl na Ziemi jeszcze 1 czlowiek? Ale nie kolo nas -- tylko gdziekolwiek na Ziemi!

Szanse na spotkanie sie bylyby bliskie zeru, ale nie wynosilyby zero .

Zakladajac, ze ten drugi czlowiek bylby przeciwnej plci, sytuacja przestawalaby byc calkowicie beznadziejna i zaczynalaby byc prawie calkowicie beznadziejna . Para ludzi daje minimalne szanse na przetrwanie gatunku. B. trudno byloby sie znalezc, przezyc, dorobic zdrowego potomstwa... Ale trzebaby probowac.

W zasadzie 2 osoby na calej planecie sie raczej nie znajda, ale czy naprawde jest to niemozliwe?

Jesli tylko ta druga osoba pochodzilaby z cywilizowanej czesci swiata, bylaby szansa...

Mysle, ze bylby nia Internet!

Jesli dwie osoby po przeciwnych stronach kuli Ziemskiej potrafilyby z niego korzystac i solidnie poglowkowaly, moglyby sie odnalezc.

Co bym mogl zrobic w takiej sytuacji?

Po pierwsze, przestawic sie na jezyk internetowy -- angielski. Powchodzic na ogolnoswiatowe czaty (np. na yahoo) z nickiem am_i_the_only_survivor, czy cos w tym stylu. Poedytowac wikipedie.

Majac dostep do netu, duzo czasu, duzo komputerow i bedac (w moim przypadku) informatykiem, moglbym sprobowac przelamac zabezpieczenia np. na wikipedii lub google zeby zmodyfikowac ich strone glowna. Moznaby tego sprobowac z np. dziesiatka, czy setka najwiekszych i najbardziej znanych stron w Internecie.

A bez takiej mozliwosci i tak mozna edytowac pojedyncze artykuly na wikipedii, czy tez... poszukac tutoriali tworzenia stron www i zrobic jedna o nazwie zwiazanej z "katastrofa" i "przezyciem" -- bylaby spora szansa, ze (operujacy w srodowisku rozproszonym) Google bot nadal by dzialal i zaindeksowalby ta strone, umozliwiajac jej znalezienie po wpisaniu roznych fraz.

A gdy ktos juz by trafil i zobaczyl nasza zawartosc, wtedy zostalby nawiazany kontakt. Jednostronny, ale przejscie do dwustronnego byloby bardzo proste -- wystarczy napisac, ze czeka sie na jakims czacie.

Rozmawiajac z druga osoba, mozna myslec o spotkaniu sie.

Po nawiazaniu kontaktu bylaby wielka nadzieja. Byloby po co zyc.

Samodzielne nauczenie sie np. latania samolotami byloby tylko kwestia czasu i... szczescia (zeby sie nie rozbic ). Sprzetu byloby pod dostatkiem.

Mysle, ze w takim wypadku, dzieki dzisiejszej technice, znalezienie sie dwoch osob po dwoch stronach kuli ziemskiej i zaaranzowanie spotkania nie jest niemozliwe. Byloby ekstremalnie trudne, ale nie niemozliwe.

Mimo wszystko najlatwiej byloby chyba cos takiego zrobic doswiadczonemu pilotowi transatlantyckiemu, doswiadczonemu rowniez w korzystaniu z Internetu.

A jesli druga osoba bylaby na tym samym kontynencie, to licencja pilota bylaby zbedna -- wtedy lepiej chyba byc tym hackerem , bo dzisiaj te 1000km do pokonania po drogach to jest nic.

Zauwazcie, ze znalezienie kogos na terenie Polski w ogole nie powinno byc az takie trudne, dzieki Internetowi. Jesli net by nie dzialal, lub druga osoba nie wpadlaby na to, by z niego skorzystac, to raczej kaplica (choc wtedy mozna np. probowac skontaktowac sie przez radio, co byloby jednak znacznie mniej efektywne). Wykorzystujac Siec, wystarczyloby powchodzic na najwieksze polskie portale (wp, onet, interia) i napisac tam pare komentarzy / posiedziec na czacie. Moze juz po paru godzinach, a moze po paru miesiacach w koncu by sie znalazlo ta druga osobe.

Jak dla mnie wniosek z tego jest taki: gdy nagle wszyscy dookola znikna i nie bedzie wiadomo, czy zostali na Ziemi jacys ludzie, poszukajcie sie w Internecie!

Takie eksperymenty myslowe sa jak dla mnie niebezpiecznie fascynujace . Mozna np. dzieki nim wywnioskowac, ze gdyby nie bylo przynajmniej dwoch osob roznej plci na Ziemi, to szanse na przezycie dla naszego gatunku bylyby zerowe. Przy calej tej technice nadal potrzebujemy pary ludzi do rozmnazania.

Gdybysmy byli sami, to nie udaloby nam sie nikogo ozywic. Moze jakies szanse mialby naukowiec, ktory ma najwieksza wiedze o klonowaniu... Moze po 20 latach pracy w samotnosci bylby w stanie sklonowac czlowieka przy uzyciu przechowywanych gdzies komorek. Ale zwykly czlowiek nie mialby na to zadnych szans.

W rzeczywistosci, uwzgledniajac nieco wiecej czynnikow niz nasze warunki poczatkowe, to Internet pewnie dlugo by nie pociagnal. Bez obslugi elektrownie bardzo szybko by padly, a serwery nie maja zasilania awaryjnego na dlugi czas. Moze jednak te kilka godzin, czy dni wystarczyloby na kontakt i wymyslenie innego sposobu komunikacji.

Tak czy siak dla mnie to ponura wizja i ostatnia rzecza o jakiej mysle w takim wypadku to mozliwosc urzadzenia sobie safari mojego zycia.

Po takich przemysleniach czlowiek czuje jednak respekt przed swiatem i z jednej strony widzi, jak mala i slaba jest jeszcze nasza cywilizacja. Moze za 100 lat na przyklad zamiast samochodami bedziemy poruszali sie statkami powietrznymi. Gdyby wtedy cos takiego sie stalo, problemem byloby tylko znalezienie sie. Nie trzebaby juz sie szkolic w pilotazu, latanie byloby dziecinnie proste i dostepne dla kazdego.

Juz teraz jednak czlowiek mialby realne szanse znalezc drugiego czlowieka, jesli ten rowniez probowalby go znalezc za pomoca dostepnych obecnie nowoczesnych srodkow. Duze znaczenie ma tu IMO Internet, ktory naprawde zaczyna robic z Ziemi globalna wioske. Poki co jest to wirtualna globalna wioska, ale moze kiedys pokonanie 10 000 km bedzie dla nas tak samo latwe, jak obecnie pokonanie 100 czy chocby 1000km po lądzie.
Delta
Użytkownik
#49 - Wysłana: 4 Gru 2007 09:55:18
Sh1eldeR
A jak nie, to wszyscy jestesmy rąbnieci na ten sam sposob!

A bo karmią od dziecka człowieka lekturami szkolnymi w rodzaju Robinsona Crusoe i telewizją pełną seriali i filmów o tematyce zbliżonej do "Lost", a później wychodzi na to, że mamy skrzywienia.

Wtedy doszedlbym do wniosku, ze sytuacja jest absolutnie beznadziejna i ze w zasadzie nie mam po co zyc. Nie mialoby znaczenia, czy przezylbym 20 lat, czy 20 godzin.

Eeee, bez przesady. Od razu na gałąź? Szkoda by było...

Dlatego nie wiem co bym zrobil, gdybym sie znalazl w tak beznadziejnej sytuacji. Nie byloby mi po co zyc. Nie byloby mi po co czytac tysiecy wspanialych ksiazek, do ktorych wreszcie mialbym dostep. Nie byloby po co probowac przezyc.

A dzisiejszym świecie jest po co? No przecież to niemal to samo, bo w końcu i tak będziemy kiedyś wąchać kwiatki od spodu. I za ileś tam lat, w 99,99 % przypadków, przysłowiowy pies z kulawą nogą się nie zainteresuje tym czy w ogóle istnieliśmy, nie mówiąc o tym co robiliśmy, czytaliśmy czy myśleliśmy. (z góry przepraszam za obrzydzenie komuś życia tym tekstem ).

Przy calej tej technice nadal potrzebujemy pary ludzi do rozmnazania.

Potrzebujemy dużo więcej. Dwie osoby to tylko opóźnienie problemu przetrwania gatunku o następne pokolenie.
Nasty Rudolf
Użytkownik
#50 - Wysłana: 4 Gru 2007 09:59:35 - Edytowany przez: Nasty Rudolf
Mozna np. dzieki nim wywnioskowac, ze gdyby nie bylo przynajmniej dwoch osob roznej plci na Ziemi, to szanse na przezycie dla naszego gatunku bylyby zerowe. Przy calej tej technice nadal potrzebujemy pary ludzi do rozmnazania.

Nieprawda - jesli ocalalaby tylko kobieta, to szansa na przetrwanie gatunku istnieje. Zaklkadajac oczywiscie, ze wraz z ludzmi nie zniknelyby z powierzchni ziemi wszystkie probki meskiego nasienia.

Potrzebujemy dużo więcej. Dwie osoby to tylko opóźnienie problemu przetrwania gatunku o następne pokolenie.

Niekoniecznie. Pamietaj, ze w tak ekstremalnym przypadku nie mozemy pozwolic sobie na komfort wyboru partnera nie bedacego w bliskim pokrewienstwie. Biorac to pod uwage - teoretycznie - wystarczy wyjsc od jednej osoby plci zenskiej.

Swoja droga moze uznacie to za nieodpowiedzialne, ale przetrwanie gatunku to naprawde ostatnia rzecz, jaka bym sie w takim wypadku przejmowal.
Domko
Użytkownik
#51 - Wysłana: 4 Gru 2007 10:24:03
Ja, w przeciwieństwie do większości z Was, nigdy nie zastanawiałem się nad taką opcją i nigdy mnie ona w żaden sposób nie interesowało. Jedyny normalny jestem pewnie wg psychologii.

Ale gdyby doszło do takiego wydarzenia, na pewno bym nie zabił się, a jednocześnie próbował przetrwać, aby np. nie umrzeć z głodu, bo to nic przyjemnego.

Najbardziej bałbym się jednak różnych fabryk czy elektrowni, bo nawet jeśli byłyby daleko to mogłoby doprowadzić do poważnego skażenia powietrza (choć uodporniony na krakowskie powietrze pewnie bym wytrzymał ).

Ogólnie sytuacja nieciekawa - pewnie bym po pewnym czasie nie wytrzymał psychicznie i nie wiem czym by się to skończyło. Chyba jednak bym nie przedłużył gatunku nawet gdyby istniała ta jedna kobieta, bo bym pewnie nie wpadł na to jak jej szukać, ponieważ bym pewnie spanikował (nigdy mi się nie zdarza panikować, ale jak pomyślałem o takiej sytuacji, to chyba jednak bym zrobił wyjątek).
Q__
Moderator
#52 - Wysłana: 4 Gru 2007 12:01:51
Paul

Nie no odrazu to bym pewnie siedział gdzieś przerażony sytuacją ... później bym sie pewnie bawił tym co bym znalazł w okolicy (samochody, czy jakieś elektroniczne cudeńka). Ale nigdy bym nie zaakceptował sytuacji że zostałem sam.

A nie ruszył byś w the question quest szukać odpowiedzi?

Doctor_Who

Pamiętam, że w jednym z odcinków "Sliders" jedna z wersji Quinna Mallory'ego wysłała całą ludzkość do równoległego wszechświata - facet miał niezłą schizę z tego powodu.

Ja bym był chyba zadowolony na jego miejscu.

Psyker

w ogóle dobrze bym się bawił, zanim z samotności siadłaby mi psychika

Ale pewnie tego tez byś nie zauważył, iwęc bawił bys się dalej.

Borlog

A żeby sobie pobiegac i ćwiczyć zdolności strzeleckie

A do puszek strzelać nie łaska?

Jedno pytanie czy tylko ludzie znikają? Co z zwierzętami?
Bo jeśli nie znikna to po jakimś czasie w miastach może być mało przyjemnie, gdy bedą krążyć po ulicach watahy głodnych psów. I znów trzeba szukać sklepu z bronią...


Dobre pytanie. Widzisz. Nawet zombiaków nie trza, by było czego isę bać. Domowe czworonogi wystarczą...

Raq_20

Tak rozmyślając nad tym i czytając wcześniejsze wypowiedzi o skażeniach chemicznych, elektrowniach atomowych... wyobraźcie sobie co by się stało jak z braku prądu we wszystkich supermarketach, magazynach itp przestały by działać chłodnie -> sądzę, że bardzo szybko jakaś choroba by się zaczęła rozprzestrzeniać.....

Rozprzestrzeniać? Między kim?

Ale ja decydowanie wolę skupiać sie na wersji bardziej przyjemnej

Czyli wolisz potyraktowac to jako fantazję, nie konsekwentna wizje w stylu SF?

FioletowyDinotrek

ta druga osoba to by była kobieta, jakas np. miss swiata, bym miał z nią dzieci

A jeśłi najbrzydsza kobieta jaką znasz, w sodatku lat około 50?

Po drugie, pojechałbym kradzionym samochodem do hipermarketu

Wtedy to on juz by nie był kradziony, a zdobyty prawem znalazcy.
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#53 - Wysłana: 4 Gru 2007 12:10:03 - Edytowany przez: 4_z_Szesciopaka
Sh1eldeR
Para ludzi daje minimalne szanse na przetrwanie gatunku.

Niestety nie minimalne, a żadne, 2 parki, 20, czy 200 nic nie w tym zakresie nie zmienia. Aby ludzkość miała szansę przetrwać i nie szczeznąć od genetycznych przekłamań trzeba populacji minimum 1000 osób (oczywista 1000 samców w żadnym razie nie rozwiązuje sprawy)
Q__
Moderator
#54 - Wysłana: 4 Gru 2007 13:02:31
Sh1eldeR

Kurcze, ten caly scenariusz to chyba jakis rodzaj archetypu! A jak nie, to wszyscy jestesmy rąbnieci na ten sam sposob! Moze kanna by nas oswiecila, czemu myslimy o takich rzeczach... (o ile psychologia opisala formalnie takie przypadki)

A co zabawniejsze... Bradbury opisywał taką wizję zanim się urodziliśmy...

Wtedy doszedlbym do wniosku, ze sytuacja jest absolutnie beznadziejna i ze w zasadzie nie mam po co zyc. Nie mialoby znaczenia, czy przezylbym 20 lat, czy 20 godzin.
Nie mam takich marzen jak wejscie do supermarketu, czy bezkarne ganianie za zwierzakami w "ukradzionym" wojskowym BWP. Nie cieszyloby mnie to, nie daloby zadnej satysfakcji.


Wiodać nie jesteś typem samotnika, dla którego taka wizja przez pierwsze dnio byłaby wręcz żródłem radości...

Praktycznie niemozliwe jednak jest, zebym wiedzial na 100%, ze zostalem sam i ze to sie nie ma prawa zmienic.

No poza liścikiem od Q, o jakim wspomniałem...

Jak dla mnie wniosek z tego jest taki: gdy nagle wszyscy dookola znikna i nie bedzie wiadomo, czy zostali na Ziemi jacys ludzie, poszukajcie sie w Internecie!

Bardzo cenne rozważania, tylko... Co z brakiem prądu? To już cvhyba niestety łatwiej się przez CB łączyć...

Delta

A bo karmią od dziecka człowieka lekturami szkolnymi w rodzaju Robinsona Crusoe i telewizją pełną seriali i filmów o tematyce zbliżonej do "Lost", a później wychodzi na to, że mamy skrzywienia.

Zauważ, że nie mówimy tu o wyspie, a o zagładzie (?) ludzkości...

A dzisiejszym świecie jest po co? No przecież to niemal to samo, bo w końcu i tak będziemy kiedyś wąchać kwiatki od spodu. I za ileś tam lat, w 99,99 % przypadków, przysłowiowy pies z kulawą nogą się nie zainteresuje tym czy w ogóle istnieliśmy, nie mówiąc o tym co robiliśmy, czytaliśmy czy myśleliśmy. (z góry przepraszam za obrzydzenie komuś życia tym tekstem

Ty pocieszasz, czy dołujesz?

Nasty Rudolf

Nieprawda - jesli ocalalaby tylko kobieta, to szansa na przetrwanie gatunku istnieje.

Acz jest ona b. niewielka z racji niewielkiej liczebności populacji (i negatywnych efektów chowu wsobnego - lepiej już byłoby spotkać kobietę w ciąży z innym: przyrodnie rodzeństwo miałoby mniejszą szansę degeneracji).

Swoja droga moze uznacie to za nieodpowiedzialne, ale przetrwanie gatunku to naprawde ostatnia rzecz, jaka bym sie w takim wypadku przejmowal.

Mówisz, że wolny byś się poczuł.

Domko

Ja, w przeciwieństwie do większości z Was, nigdy nie zastanawiałem się nad taką opcją i nigdy mnie ona w żaden sposób nie interesowało.

Freak.

nigdy mi się nie zdarza panikować, ale jak pomyślałem o takiej sytuacji, to chyba jednak bym zrobił wyjątek).

Bo o tym nigdy nie fantazjoiwałeś...

4_z_Szesciopaka

Niestety nie minimalne, a żadne, 2 parki, 20, czy 200 nic nie w tym zakresie nie zmienia. Aby ludzkość miała szansę przetrwać i nie szczeznąć od genetycznych przekłamań trzeba populacji minimum 1000 osób

Tzn. szanse te są praktycznie bliskie zera, ale... przypadek to wszak podstawa ewolucji. Póki życia, póty (znikomej czasem) nadziei.

ps. a skoro o nadziei mowa: w "zagładach z happy endem" (bo na koniec zawsze ludzkość odbudowywała co się działo) specjalizował się John Wyndham...
Sh1eldeR
Użytkownik
#55 - Wysłana: 4 Gru 2007 16:30:38
4_z_Szesciopaka
Aby ludzkość miała szansę przetrwać i nie szczeznąć od genetycznych przekłamań trzeba populacji minimum 1000 osób

Wlasnie, zastanawialem sie, ilu osob potrzeba zeby wszystko bylo "w miare ok". To 1000 to liczba wzieta z powietrza, czy na podstawie czegos...?

I czy na pewno 2 osoby = zerowe szanse? Pytam z ciekawosci. Slyszalem o tym, ze dawniej, w rodzinach krolewskich (czy w ogole 'wyzszych sferach') czesto dochodzilo do slubow pomiedzy czlonkami rodziny, w celu zachowania 'czystej krwi'. Powodowalo to spory odsetek wad genetycznych, ale czesc ludzi jakos przezylo (chociaz nie bylo tak, ze 100% slubow odbywalo sie w obrebie jednej rodziny).

Oczywiscie podobne rzeczy opisywane sa chocby w Biblii, ale naturalnie nie dla wszystkich to, co jest tam napisane, ma jakiekolwiek znaczenie.

Delta
A dzisiejszym świecie jest po co? No przecież to niemal to samo, bo w końcu i tak będziemy kiedyś wąchać kwiatki od spodu. I za ileś tam lat, w 99,99 % przypadków, przysłowiowy pies z kulawą nogą się nie zainteresuje tym czy w ogóle istnieliśmy
Jest, jest, jest! Byc moze "za iles tam lat" nikt nie bedzie wiekszosci z nas pamietal, ale dzisiaj -- owszem, wielu osobom na nas zalezy.

Widze na tym swiecie mnostwo powodow do robienia tych wszystkich dziwnych rzeczy, czyli do zycia .

Nawet jesli nie rozumiemy "jaki jest sens istnienia" nie oznacza to, ze go nie ma i ze kiedys go nie odnajdziemy. Byc moze ludzkosc jest do czegos "stworzona" (abstrachuje tu od kreacjonizmu, oczywiscie). A kazdy z nas ma szanse na nia wplynac. Wystarczy, ze kogos swoimi dzialaniami do czegos naklonimy. Wystarczy, ze doczekamy sie dzieci i je wychowamy, a juz mamy szanse zeby zyc wiecznie -- poprzez te dzieci i dzieci ich dzieci. Moze ktos z nich cos osiagnie, albo chociaz kogos zainspiruje, komus pomoze.

Tutaj akurat "efekt motyla" rzadzi -- jedna, mala, dobra rzecz, jaka zrobimy, moze gdzies w duzej odleglosci lub dalekiej przyszlosci prowadzic do wielkich rzeczy .

Nie jestem typem czlowieka, ktory ciagle musi z kims przebywac, bo dostanie fiola. Niemal przeciwnie -- bardzo cenie sobie chwile samotnosci i podejmuje rozne kroki, by je miec. Ale nie zobaczyc nikogo do konca zycia? To juz lekka przesada! I naprawde nie bardzo oslodzilby mi zycie fakt, ze przez pierwszy tydzien moglbym miec swiety spokoj (z czego bym jeszcze mogl byc zadowolony).

W wolnych chwilach tak naprawde lubie w jakis sposob, nazwijmy to, "pracowac spolecznie". Szczegolnie sie ciesze, jesli uda mi sie do tego celu wykorzystac moje umiejetnosci. Kazdy czlowiek potrafi cos robic lepiej niz wiekszosc innych ludzi. Warto to wykorzystac, by polepszyc zycie innych. To dla mnie cos, co w pracy jest bardzo dobre.

Co ja, informatyk, moglbym zrobic, jakby nikogo oprocz mnie nie bylo? Strone internetowa se zrobic? Po co? Program napisac... j/w

Q__
(o mozliwosci kontaktu przez internet)
Bardzo cenne rozważania, tylko... Co z brakiem prądu? To już cvhyba niestety łatwiej się przez CB łączyć...
Yeah, chyba nawet o tym gdzies napisalem. Ale Internet po zniknieciu ludzi powinien jeszcze dzialac przez jakis czas. Trudno mi jest oszacowac jaki.

Po pierwsze elektrownie moglyby jeszcze dluzsza chwile popracowac bez nadzoru. Paradoksalnie, wydaje mi sie, ze najdluzej moglyby pracowac te atomowe -- tam wszystko dzieje sie automatycznie, no i praca nie zalezy od ciaglych dostaw wegla. Szkoda, ze w Polsce takich elektrowni nie ma.

Po drugie, niektore serwery maja awaryjne zasilanie -- niektore hosty to zapewniaja. Ono tez starcza na jakis czas (max rzedu godzin).

Pamietajmy, ze Siec jest dosc odporna na wszelkie uszkodzenia. Od poczatku byla projektowana w ten sposob!

Po jakims (niezbyt dlugim) czasie trzebaby jednak przestawic sie na radio, to prawda. Tylko ze w ten sposob nie skontaktujemy sie z kims po drugiej stronie planety, wiec nie uwazam tego za metode znalezienia drugiej osoby znajdujacej sie w jakimkolwiek miejscu na Ziemi.

Swoja droga tak sobie mysle, ze moznaby z tego zrobic typowo amerykanski program TV -- naraz bralyby w nim udzial dwie osoby i jedna musialaby odnalezc druga, nic o niej nie wiedzac. I ew. mieliby sie spotkac na wlasna reke, co nie byloby az takie trudne (pare lotow samolotem itp.). Mogloby byc nawet ciekawe, dopoki nie powstalaby strona internetowa dla uczestnikow programu, gdzie by mogli "nawiazywac lacznosc" .

Takie rozwazania sa tak w ogole dosyc glupie i nie biore pod uwage mozliwosci ich spelnienia, ale potrafia sklonic do ciekawych refleksji.

Na przyklad, problem z elektrycznoscia bylby duzo mniejszy, gdyby na swiecie bylo wiecej elektrowni atomowych. I nie sadze, zeby wiele takich elektrowni eksplodowalo bez obslugi -- sa tam pewne automatyczne protokoly bezpieczenstwa. Reaktory by sie powylaczaly w razie zagrozenia.

Podobnie, jeszcze przez dlugi czas po zniknieciu ludzi dzialalyby... satelity! Rowniez dzieki temu, ze maja wlasne zrodlo energii -- czesto jest to energia sloneczna.

I tutaj dochodzimy do wniosku, ze gdyby wiecej energii na Ziemi bylo pozyskiwanej w ten sposob, to pod wieloma wzgledami wzroslaby niezawodnosc i autonomicznosc naszych zrodel zasilania. (wtedy tez pewnie kazdy dom by mial wlasne, dlugotrwale akumulatory, z ktorych korzystalby np. w nocy czy pochmurne dni).

Podobnie z energia pozyskiwana z wiatru. Automatyczne wiatraki, jak sama nazwa wskazuje, sa stosunkowo bezobslugowe.

A najwiekszy problem bylby wlasnie z elektrowniami spalajacymi paliwa kopalne
baldur
Użytkownik
#56 - Wysłana: 4 Gru 2007 17:09:32 - Edytowany przez: baldur
jakby mieli wszyscy zniknąć to mam nadzieje, że razem ze zwierzętami domowymi, bo by mi było bardzo przykro, że gdzieś tam po domach są pozamykane miliony psów .

I czy na pewno 2 osoby = zerowe szanse? Pytam z ciekawosci. Slyszalem o tym, ze dawniej, w rodzinach krolewskich (czy w ogole 'wyzszych sferach') czesto dochodzilo do slubow pomiedzy czlonkami rodziny, w celu zachowania 'czystej krwi'. Powodowalo to spory odsetek wad genetycznych, ale czesc ludzi jakos przezylo (chociaz nie bylo tak, ze 100% slubow odbywalo sie w obrebie jednej rodziny).

myślę, że 2 osoby nie muszą od razu oznaczać zagłady. Teoretycznie, przy założeniu, że nie będą to rodziny 2+1, ale np 2+10, (albo 4+20 ), w dość krótkim czasie możliwe jest na tyle szybkie zwiększenie populacji, że nawet przy dość dużym odsetku osób z wadami genetycznymi, pozostanie szansa na przetrwanie.

Ja jeszcze miałem inną "ciekawą" fantazję na podstawie gry Wolfenstein 3D i filmu "Cube":
Budzę się sam (ewentualnie w jakimś małym gronie ludzi) w wielkim labiryncie (najlepiej nie takim jak ten w "Cube", tylko np. same białe ściany) w totalnej ciemności z jedną latarką. I zastanawiam się: co robić dalej??
1. Iść "naprzód" losowo wybierając korytarze, jedynie znacząc swoją drogę.
2. Zdecydować się na jakąś strategie przeszukiwania (np. zawsze skręcać w prawo)
3. Zostać na miejscu i liczyć na to, że ratunek przybędzie właśnie w to miejsce, albo wymyśli się jakiś cudowny sposób ocalenia

aha: w każdej fantazji budzę się ubrany w ten strój :

(no może prawie zawsze )
Borlog
Użytkownik
#57 - Wysłana: 4 Gru 2007 17:09:51
I na cholerę internet i elektrownie atomowe gdy ta drugą osobą co przeżyje będzie pochodzić z takiego rejonu świata gdzie nawet pradu nie mają?
Eskimos, Masaj czy indianin z Amazoni na czata nie wejdzie.
Dlaczego zakładamy że to będzie osoba z tzw rozwinietych krajów?
Pozostanie więc tylko poszukiwanie delikwenta podróżując przez swiat.......
Q__
Moderator
#58 - Wysłana: 4 Gru 2007 17:17:26 - Edytowany przez: Q__
Sh1eldeR

Oczywiscie podobne rzeczy opisywane sa chocby w Biblii, ale naturalnie nie dla wszystkich to, co jest tam napisane, ma jakiekolwiek znaczenie.

No właśnie...

Byc moze ludzkosc jest do czegos "stworzona"

Też czytałeś "Syreny z Tytana"?

Co ja, informatyk, moglbym zrobic, jakby nikogo oprocz mnie nie bylo?

Przekwalifikować się na rolnika i mysliwego?

Po pierwsze elektrownie moglyby jeszcze dluzsza chwile popracowac bez nadzoru. Paradoksalnie, wydaje mi sie, ze najdluzej moglyby pracowac te atomowe -- tam wszystko dzieje sie automatycznie, no i praca nie zalezy od ciaglych dostaw wegla.

BTW: przypomina się takie niesamowite opowiadanie Bradbury'ego. "Obrazek" ukazujący zautomatyzowany dom wykonujący swe czynności (nawet kołyska dziecieca się kołysze) w świecie, który wojna atomowa "wyczyściła z ludzi".

Takie rozwazania sa tak w ogole dosyc glupie i nie biore pod uwage mozliwosci ich spelnienia, ale potrafia sklonic do ciekawych refleksji.

Skądinąd rozważania tego typu tez są częścia SF. Mamy bowiem SF będącą po prostu historiami (zwykle przygodowymi, czasem majacymi walor przypowieści) osadzonymi w dość konwencjonalnym fantastycznym świecie - przynależy tu SW, cykle McMaster-Bujold, Resnicka czy Donaldsona, także DS9, czy (mimo dopracowania technologicznego) HH. Istnieje SF będąca spekulacja naukową (lub społeczną; czasem jedno i drugie) wywiedzioną z realnych danych naukowych, trendów społęcznych, itp. - nalezy tu cała hard SF, niektóre space opery (np. "Diuna", czy trekowy RC w momencie gdy powstawał), cyberpunk, technothrillery... Istnieje też jednak trzeci rodzaj fantastyki naukowej polegajacy na tym, że do świata jaki znamy wprowadzamy jednbą "zmienną", w której prawdopodobieństwo nie wierzy nawet sam jej autor, a potem przyglądamy isę logicznym konsekwencjom tej zmiany - trend ten zapoczątkował bodaj Wells swoim "Pokarmem bogów", zaliczyć tu też można "Inwazję jaszczurów" Capka, "Kryształowy świat" i "Wiatr znikąd" Ballarda (oba o zagładzie), wątek jauntowania u Bestera, można tu też (od biedy) zaliczyć "Solaris" Lema, "Miasto ślepców" noblisty Saramago, a nawet historie o naszym świecie odmienionym przez pojawienie się wampirów ("Anno Dracu;a" Newmana chociażby), czy zombie ("Noc żywych trupów" i kontynuacje). Do tego trzeciego nurtu można też zaliczyć te nasze rozważania...

baldur

jakby mieli wszyscy zniknąć to mam nadzieje, że razem ze zwierzętami domowymi, bo by mi było bardzo przykro, że gdzieś tam po domach są pozamykane miliony psów

Hmm. Właściowie co powinno w takiej wizji zniknąć ,a co zostac, żeby ocałały miał maksymalny komfort fizyczny i psychiczny?

w każdej fantazji budzę się ubrany w ten strój

Eee, ten strój Mikołaja?

Borlog

Pozostanie więc tylko poszukiwanie delikwenta podróżując przez swiat.......

Czyli zgadzasz sie ze mną, że w takiej sytuacji nalezłoby jenak ruszyć przed siebie? ("Na wschód, tam musi być cywilizacja...")
Borlog
Użytkownik
#59 - Wysłana: 4 Gru 2007 18:05:41
Q__
Czyli zgadzasz sie ze mną, że w takiej sytuacji nalezłoby jenak ruszyć przed siebie? ("Na wschód, tam musi być cywilizacja..."
I tak trzeba opuścić miasto w poszukiwaniu jedzenia, bo bez lodówek wszystko się zepsuje, internet w końcu siądzie a ile mozna się gapić na puste bloki, domki itd?
Ponadto trzeba poszukać na zimę miejsca z opałem.....
Q__
Moderator
#60 - Wysłana: 4 Gru 2007 18:28:30
Borlog

I tak trzeba opuścić miasto w poszukiwaniu jedzenia, bo bez lodówek wszystko się zepsuje, internet w końcu siądzie a ile mozna się gapić na puste bloki, domki itd?
Ponadto trzeba poszukać na zimę miejsca z opałem.....


Oraz szukać ew. innych niedobitków (bo skąd mamy wiedzieć, że zostaliśmy sami) i wyjaśnienia przyczyn zagłady/zniknięcia.
 Strona:  ««  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Co byś zrobił gdybyś został/a sam/a na całym Świecie????

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!