USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Wierzycie w Boga?
 Strona:  ««  1  2  ...  4  5  6  7  8  ...  14  15  »» 
Autor Wiadomość
Seybr
Użytkownik
#151 - Wysłana: 6 Paź 2007 19:29:05
Hmmm... Noblistów też sporo mają...


To jednostki rządzą i tworzą historię, masy są sterowane ;].
Q__
Moderator
#152 - Wysłana: 6 Paź 2007 19:35:49
Seybr

To jednostki rządzą i tworzą historię, masy są sterowane

Są kraje, których dotyczy to znacznie bardziej niż USA... :]]
mr homn
Użytkownik
#153 - Wysłana: 6 Paź 2007 19:39:20
Seybr
To jednostki rządzą i tworzą historię, masy są sterowane ;].
Vide. Jezus Chrystus... pozostając w temacie wiary
Q__
Moderator
#154 - Wysłana: 6 Paź 2007 20:32:50
Jak już w temacie wiary - przykładem jednostki najbardziej tworzącej historie dla wierzących jest Bóg.
mr homn
Użytkownik
#155 - Wysłana: 6 Paź 2007 21:58:37
Q__
Jak już w temacie wiary - przykładem jednostki najbardziej tworzącej historie dla wierzących jest Bóg.

1. czy bóg jest jednostką?
2. co na to politeiści?
3. co na to eugenicy?
Q__
Moderator
#156 - Wysłana: 6 Paź 2007 22:03:03
mr homn

1. czy bóg jest jednostką?
2. co na to politeiści?
3. co na to eugenicy?


Nie odpowiem, niegdy nie byłem mocny w teologii
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#157 - Wysłana: 7 Paź 2007 05:37:02
Dla mnie osobiście religia - z tym całym bogiem/bogami jest swoistą gałezią fantastyki - gdzieś tam trzodzi, a bydli między fantasy, sf i horrorem (i w okolicach filozofii tudzież historii). I niech tam się kisi.

Miejsca Boga w życiu innych ludzi staram się nie definiować. Ich sprawa ich problem- jesli tylko rzecz jasna nie uważają że właściwe byłoby żebym uznał za pewnik to w co wierzą - wtedy ostry kęsim.

Chrześjaństwo uważam za znakomicie funkcjonujące np. w tolkienowskim śródziemiu- w realu jest dla mnie kwintesencją hipokryzji i wyświechtanego banału.

Bardzo przepraszam jeśli uraziłem. Swych słów jednak cofać nie zamierzam.
mr homn
Użytkownik
#158 - Wysłana: 7 Paź 2007 13:34:17
4_z_Szesciopaka
Bardzo przepraszam jeśli uraziłem. Swych słów jednak cofać nie zamierzam.

Jam nie urażony, jam zadowolony
Q__
Moderator
#159 - Wysłana: 7 Paź 2007 14:19:17
4_z_Szesciopaka

Dla mnie osobiście religia - z tym całym bogiem/bogami jest swoistą gałezią fantastyki - gdzieś tam trzodzi, a bydli między fantasy, sf i horrorem

SF moze mniej, ale fantasy i horror owszem czerpią z istniejących religii i mitów pełnymi garściami.
Delta
Użytkownik
#160 - Wysłana: 9 Paź 2007 22:22:48
Właściwie to nie jestem do końca przekonany czy podać tego linka (z różnych powodów), ale może w dalszej dyskusji na coś przyda się obcy (tzn. poza-forumowy) i dość kontrowersyjny pogląd na sprawę.
http://kominek.blox.pl/2007/10/MY-KATOLICY.html
Q__
Moderator
#161 - Wysłana: 9 Paź 2007 22:58:39
Delta

Właściwie to nie jestem do końca przekonany czy podać tego linka

Znam tę strone... Poglądy faktycznie kontrowersyjne... Na większość spraw...
Sh1eldeR
Użytkownik
#162 - Wysłana: 9 Paź 2007 23:11:33
Q__
Tez to kiedys czytalem -- moze nie 'czesto', ale regularnie co jakis czas. Potem doszedlem do wniosku, ze te poglady nie maja wiekszego sensu i nie sa tak naprawde przydatne... Malo ktory tekst tam cos pokazuje, a tez czesto bylo i tak, ze autor po przyjeciu serii wrzutow (niektore byly zasluzone) pisal "wy debile, mysleliscie ze to tak na serio... a tak naprawde tam jest drugie dno i wszystko to jest na opak!". A potem pisal, ze jednak jest trzecie dno i znowu wszystko jest na opak (w sumie odwrocone o 360 stopni ). Te teksty w wiekszosci po prostu nic nie dawaly; nie pokazywaly tak naprawde drogi.

Pomine juz kwestie, ze blog sie wybil w podobnym stylu jak doda-elektroda: teksty specjalnie byly "kontrowersyjne" (ale kazdy moze napisac rasistowski lub pochwalajacy gwalt tekst, no problem) i traktowaly czesto o seksie (ale tez b. malo trafnych/przydatnych spostrzezen) i najezone byly przeklenstwami.

Kontrowersje, seks, przeklenstwa? Czy to nie troche tanie?

Byloby i byloby calkowicie do dupy gdyby nie to, ze autor w porownaniu do przecietnego bloggera potrafi pisac bardzo dobrze (choc nie na tyle, zeby zrobic z tego ksiazke ktora zreszta planowal kiedys zrobic). I smiesznie. Kiedys mnie te teksty smieszyly. Potem, gdy zauwazylem ze w zasadzie sa bezwartosciowe, zaczely mnie bardziej irytowac niz bawic...

A gdy przeczytalem, ze ten blog "jest dla tych co mysla dokladnie tak samo jak autor i rozumieja oczywiste rzeczy" , uznalem, ze samo to stwierdzenie jest totalnie bezsensowne. Jesli teksty byly niejednoznacznie napisane (a byly!), to znaczylo, ze wyniki nie sa oczywiste. A jesli by byly dla kazdego oczywiste, to po cholere to w ogole czytac?

Uznalem, ze nic tu po mnie i od tamtej pory tam nie zagladam. Tego tekstu (widze po URL-u ) nie czytalem i nie mam zamiaru.

Szkoda, ze inne blogi jakie czytam nie sa tak czesto aktualizowane. To byla kolejna duza zaleta tego blogu -- autor poswiecal mu sporo czasu i co dwa dni, czy nawet codziennie, zawsze pojawial sie jakis tekst.

Co jednak z tego, jesli tekst byl bezsensowny i juz nawet mnie nie smieszyl .

Sorry za off-top, chcialem tylko ostrzec przed braniem tamtych tekstow calkiem na serio. Niektore probuja poruszac wazne sprawy (choc blog jest o pierdołach, nie da sie ukryc), ale ja bym je traktowal tylko jako rozrywke, o ile to kogos bawi.
Q__
Moderator
#163 - Wysłana: 9 Paź 2007 23:31:46
Sh1eldeR

teksty specjalnie byly "kontrowersyjne"
i traktowaly czesto o seksie (ale tez b. malo trafnych/przydatnych spostrzezen)


Zdecydowanie... Za dużo było tego seksu i w zbyt (IMHO) wulgarnym ujęciu...

ale ja bym je traktowal tylko jako rozrywke, o ile to kogos bawi.

Cóż.. Widać autor blogu ma trochę inne poczucie humoru niż ja...
4_z_Szesciopaka
Użytkownik
#164 - Wysłana: 9 Paź 2007 23:36:53
Sh1eldeR

Jednak ten blog Cię w jakiś sposób drapie czy też świerzbi. Powyższa notka przedstawiająca Twoją postawę wobec bloga i autora dosc jest dosć długa sugeruje jakbyś rozwalał bombą atomową jakąś sławojkę na "zapupiu"...

Darłeś kiedys koty z kominiarkiem ???
Sh1eldeR
Użytkownik
#165 - Wysłana: 9 Paź 2007 23:55:06
4_z_Szesciopaka
"Dosc dluga"? Jak na mnie? Dobre sobie!

Kotow z nim nie darlem, nie znam goscia, ani nigdy z nim nie rozmawialem.

Mozesz miec racje, ze mnie to w jakis sposob drapie/swierzbi. Nie przepadam za zjawiskami typu Doda czy zerowanie na (glupim) skandalu i do niczego nie prowadzacej kontrowersji.

Ostatnio gadalem o tym z kims w kontekscie reklamy. Z reklama jestem troszeczke zwiazany (zainteresowania + to co robie ma z tym lekki zwiazek), wiec ktos sie mnie zapytal co sadze o tzw. kampaniach wirusowych. Czyli samonapedzajacych sie. Takich, w ktorych to, co chcemy rozreklamowac najbardziej reklamowane jest przez... tych, co nasza reklame widzieli.

Bo jest albo tak szokujaca, albo tak glupia, albo tak smieszna, albo tak genialna, ze np. jedna osoba daje drugiej linka do filmiku na youtube zawierajacego ta reklame.

Odpowiedzialem, ze jestem calkowicie przeciwko nieetycznym reklamowkom. W moim fachu, czyli przy projektowaniu stron internetowych, takimi reklamami moga byc np. okienka po-up wygladajace jak okna Windows. Na zwykle popupy wiekszosc ludzi nie zwraca juz uwagi (tzw. banner-blindness), ale na takie -- owszem. Jednak nigdy bym czegos takiego nie zastosowal. To oszukiwanie.

W wielkiej reklamie rowniez nie lubie kontrowersyjnych (nie tyle kontrowersyjnych, co skrajnie negatywnych) rzeczy. Oczywistym jest, ze stwierdzenie "niewazne jak mowia, wazne by mowili" nie jest zawsze prawdziwe. Przeciez to, jak ludzie mowia i co mysla o marce jest dla niej bardzo, bardzo istotne!

Z drugiej strony, jesli reklama jest tak dobra, ze o niej mowia, lub ukazuje w odpowiedni sposob powazny problem, to nie mam nic przeciwko. Wiecej -- sam chcialbym tworzyc reklame, ktore bylyby tak dobre (pozytywne -- moglyby nawet po prostu zwracac uwage na jakies zjawisko), ze ludzie sami by chetnie o nich mowili i je doceniali.

Podobnie mysle o popularnosci Dody i jej podobnych, czy idiotow ktorzy zeby byc slawnym i zdobyc pare naglowkow w gazetach palą koty na swoich koncertach, czy tez zabijaja kilkadziesiat osob by byc swiatowym rekordzista (!). To mi sie nie podoba.

Ba, wspomniana Doda przynajmniej umie jakos spiewac (choc jej muza mi kompletnie nie podpada), ale co powiecie o np. Paris Hilton? Lub ludzi z Big Brothera? Slawni z tego, ze sa slawni, lub z tego ze sa chlejusami, czy uprawiaja seks na oczach milionow widzow. Wielkie celebrities .

Choc oni przynajmniej nikomu nie robia krzywdy ani nikogo nie wkurzaja (zwykle).

Ten nieszczesny blog tez nie. Najbardziej mnie wkurzalo, ze sam zaczalem to czytac, mimo ze zaden tekst nic mi nie dawal. I poczulem sie nagle jak fan Paris Hilton. Wiec dalem sobie z tym spokoj .

Naturalnie jesli komus tamte teksty odpowiadaja to nic do niego nie mam. Sa dobrze napisane (to przeciez tylko blog!) i czesto aktualizowane; mam paru znajomych, ktorzy go czytaja, a slawą Paris Hilton gardza podobnie jak ja .

Nie mowie nikomu, zeby go nie czytali tylko dlatego, ze mi sie to juz dawno przestalo podobac.

Jest mi jednak troche dziwnie nieswojo gdy mysle, ile osob to czyta i uwaza, ze teksty sa glebokie i maja niezwykle przeslanie. Tym bardziej mi sie zrobilo nieswojo gdy zobaczylem, ze i tu ludzie go czytaja, choc naturalnie po pierwsze nie mam pojecia czemu (moze byc i dla smiechu), a po drugie czytajac blog o pierdolach i tak malo kto sie zastanawia nad jego sensem, a nastawiony jest na chwile rozrywki, wiec... Moze w ogole nie powinienem o tym wspominac.

PS. Przypomniala mi sie pewna glosna i dobra reklama wirusowa, zwracajaca uwage na pewien powazny problem -- wg mnie bardzo fajnie wykonana. Jesli ktos by byl zainteresowany, to moge wkleic link do kawiarenki, bo temat o Bogu to nie jest dobre miejsce do takich off topikow .
PS2. Wiec ja juz w tym miejscu zakoncze ta poboczna dyskusje.
The_D
Użytkownik
#166 - Wysłana: 10 Paź 2007 00:15:01 - Edytowany przez: The_D
wiec ktos sie mnie zapytal co sadze o tzw. kampaniach wirusowych. Czyli samonapedzajacych sie. Takich, w ktorych to, co chcemy rozreklamowac najbardziej reklamowane jest przez... tych, co nasza reklame widzieli.

Bo jest albo tak szokujaca, albo tak glupia, albo tak smieszna, albo tak genialna, ze np. jedna osoba daje drugiej linka do filmiku na youtube zawierajacego ta reklame.


Szokowanie drastycznymi scenami albo głupotą do mnie nie przemawia, ale śmieszne, dobrze zrobione reklamy - czemu nie. Weźmy na przykład taka reklamę ENT-ka "No more trek!" Żadna telewizja u nas jej nie emitowała, mimo to myślę, że większość forumowiczów ją oglądało, właśnie na zasadzie wirusa. I chyba nikt nie żałuje, że ją obejrzał.
Delta
Użytkownik
#167 - Wysłana: 10 Paź 2007 01:05:43 - Edytowany przez: Delta
Sh1eldeR
Podobnie mysle o popularnosci Dody i jej podobnych, czy idiotow ktorzy zeby byc slawnym i zdobyc pare naglowkow w gazetach palą koty na swoich koncertach, czy tez zabijaja kilkadziesiat osob by byc swiatowym rekordzista (!). To mi sie nie podoba.
Ba, wspomniana Doda przynajmniej umie jakos spiewac (choc jej muza mi kompletnie nie podpada), ale co powiecie o np. Paris Hilton? Lub ludzi z Big Brothera? Slawni z tego, ze sa slawni, lub z tego ze sa chlejusami, czy uprawiaja seks na oczach milionow widzow. Wielkie celebrities .


Co do tego to pełna zgoda.

Natomiast co do tego bloga. Zgadzam się z tym co napisałeś, że Kominek pisze (w większości swych tekstów) o pierdołach, nadużywa wulgaryzmów, większość jego tekstów oparta na takich byle jakich prowokacjach itp. ale jednocześnie trzeba mu przyznać dwie rzeczy. Pierwsza to, jak sam zauważyłeś, jak na "przeciętnego bloggera potrafi pisać bardzo dobrze" (oczywiście nie wszystkie jego teksty trzymają taki poziom). Drugą rzeczą jest to, że cokolwiek by złego o tych lepszych tekstach nie powiedzieć, czasem zdarza się im trafić w sedno i to nie owijając w bawełnę. I to jest przede wszystkim powód, dla którego podałem link do tego konkretnego tekstu. I czytając tą jego notkę, nie interesowało mnie czy jest w niej ukryte dno czy nie. Zainteresowało mnie to, że trafnie zauważył jaką hipokryzją większość ludzi się kieruje w stosunku do wiary. A akurat to, że ujął to na swój sposób, styl, czy jak wolisz to nazwać, nie zmienia faktu, że w bardzo bezpośredni sposób stwierdził fakt, z powszechnego istnienia którego chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, a o którym jakoś nikt z nas w tej naszej dyskusji nie napisał.

Sorry za off-top, chcialem tylko ostrzec przed braniem tamtych tekstow calkiem na serio. Niektore probuja poruszac wazne sprawy (choc blog jest o pierdołach, nie da sie ukryc), ale ja bym je traktowal tylko jako rozrywke, o ile to kogos bawi. (...)
Jest mi jednak troche dziwnie nieswojo gdy mysle, ile osob to czyta i uwaza, ze teksty sa glebokie i maja niezwykle przeslanie. Tym bardziej mi sie zrobilo nieswojo gdy zobaczylem, ze i tu ludzie go czytaja, choc naturalnie po pierwsze nie mam pojecia czemu (moze byc i dla smiechu), a po drugie czytajac blog o pierdolach i tak malo kto sie zastanawia nad jego sensem, a nastawiony jest na chwile rozrywki, wiec... Moze w ogole nie powinienem o tym wspominac.


W sumie to nie mam zbyt wielkiego punktu odniesienia, bo praktycznie nie czytam blogów, a na ten natknąłem się, gdy ktoś ze dwa miesiące temu podrzucił linka. Zajrzałem tam, i chyba trafiłem na jego dobry dzień, bo notka mi się spodobała. Po prostu była dobrze i z humorem napisana, to mi w zupełności wystarczało. W końcu to blog -nie można się spodziewać cudów. Przeczytałem inne. Większość prezentuje taki poziom o jakim pisałeś. Ale co jakiś czas tam zaglądam, licząc, że natknę się na coś co pozwoli mi oderwać się od codziennych, nieraz przymusowych lektur, czasem trochę pośmiać, a czasem przyznać mu rację, co w moim przypadku dalekie jest od doszukiwania się ukrytego dna i bezkrytycznej wiary w twórcę tego bloga jako guru, bo mam tak ciężki charakter, że całe dotychczasowe życie chadzam jak przysłowiowy kot własnymi ścieżkami. I nie zdarzyło się jeszcze bym kogoś uważał za wyrocznię (miałbym nawet naprawdę poważny kłopot gdybym miał szefa nad sobą ), a tym bardziej Kominka.
Sh1eldeR
Użytkownik
#168 - Wysłana: 10 Paź 2007 02:29:01 - Edytowany przez: Sh1eldeR
A wiec hipokryzja w sprawie wiary...

Wydaje mi sie, ze kazdy jakby sie zastanowil to uznalby, ze wiele osob uwaza sie za katolikow i mowi tak o sobie, a tak naprawde niewiele maja z nimi wspolnego. Ja przynajmniej znam sporo takich osob. Nie chodza do Kosciola, prawie sie nie modla, w Boga "troche" wierza, ale nie na tyle, by byc pewnym Jego istnienia...

Wracajac troche do tamtego bloga -- mi tam jeszcze nie za bardzo podobaly sie komentarze. Bylo ich duzo, bo i autor do nich zachecal i zezwalal na praktycznie rzecz biorac czat w komentarzach, ale byly bardzo malo wartosciowe. Nic nie wnosily. Moze takie, ktore byly polemika, byly kasowane bo nie zgadzaly sie ze zdaniem autora? Nie wiem. Zauwazylem natomiast, ze moze co 10-20 komentarzy pojawial sie jakis wnoszacy cokolwiek do tematu i bardzo rzadko ktos na niego odpowiadal... To mi tez nie pasuje, gdy sie porusza trudne i ambiwalentne tematy. Wtedy mi osobiscie az chce sie wysluchac roznych i skrajnych (ale przemyslanych!) opinii. Tam tego nie bylo...

...ale tutaj jest, na szczescie, dosc czesto .

Tu moge sie podzielic swoimi wlasnymi spostrzezeniami na temat wiary i moge miec nadzieje, ze cos z calej dyskusji wyniknie!

Tak wiec dla mnie bardzo duzym szokiem bylo, gdy uswiadomilem sobie znaczenie i trafnosc powiedzenia: "jak trwoga to do Boga".

Dotarlo do mnie, ze cos w tym rzeczywiscie moze byc. Czy jesli do kosciola chodze raz, najwyzej kilka razy na rok, w ogole sie nie modle, ani kompletnie nie jestem przekonany (na co dzien) co do istnienia Boga, to czy gdy prosze Go o pomoc w niezwykle trudnej dla mnie chwili, to czy Go przypadkiem tym nie obrazam? Czy to czyni ze mnie lepszego czlowieka od kogos nie wierzacego, czy gorszego?

Gdy wszystko inne zawiedzie, gdy nie mozemy nic zrobic, wtedy bardzo latwo jest uwierzyc w Boga. Liczyc na to, ze istnieje i ze moze pomoc. I czy to naprawde jest dobre "nawrocenie"?

Pies drapal, gdy takie cos sie komus raz przytrafi, Bog tej osobie pomoze (przynajmniej tak sie jej bedzie wydawalo) i stanie sie ona wierzaca. Ale jesli ktos wcale sie nie nawroci i nie zmieni niczego w swoim zyciu, a w nastepnej trudnej sytuacji znowu nagle "przypomni" sobie o Bogu?

Wg mnie takie cos jest po prostu nie fair. W stosunku do Boga i w stosunku do siebie.

I takie cos bylo jednym z powodow, przez ktore przestalem sie oszukiwac, ze wierze w Boga. Wyszlo mi, ze nie wierze -- nie w takim sensie, w jakim dobry chrzescijanin powinien. Do kosciola chodze rzadko, pare razy do roku, i najczesciej jest to slub albo pogrzeb... Nie jestem w stanie tak po prostu uwierzyc, ze ktos tam na pewno jest i ze jest to ten Bog, o ktorym pisze Biblia. Nie jestem w stanie uwierzyc, ze gdy pojde do spowiedzi to moja dusza zostanie zbawiona przez Boga.


W mojej sytuacji, gdybym poszedl do spowiedzi, predzej po czasie doszedlbym do gorzkiego wniosku, ze byla to proba zrzucenia na kogos innego mojej odpowiedzialnosci za bledy. Spowiedz moze komus pomoc -- czasami dobrze jest cos z siebie wyrzucic. Tym bardziej, ze mamy za to otrzymac rozgrzeszenie. A ze szczerze sie wyspowiadac nie jest latwo, po wszystkim mozna poczuc, ze sie odkupilo swoje winy. Ja jednak po pewnym czasie zobaczylbym w tym tylko moje zludzenie... Dla mnie odkupienie win to naprawa bledow, lub po prostu zrobienie czegos z tym -- chocby czegos, dzieki czemu uniknie sie tych bledow w przyszlosci. Nie potrzebuje mowic ksiedzu, ze obiecuje poprawe. Byc moze dla kogos obietnica dana drugiej osobie znaczy duzo i moze to mu pomoc, ale dla mnie tak samo wazna jest obietnica dana mnie samemu.

Zreszta, do diabla! O ile mi wiadomo, to nie uwazam nawet za grzech wszystkiego, co jest grzechem wg religii katolickiej! Czy przypadkiem wg niej wspolzycie seksualne nie jest grzechem? Tak przynajmniej slyszalem. Coz, na pewno to moze pomoc kazdemu, kto nie ma dosc oleju w glowie by wiedziec, ze z takimi rzeczami trzeba troche zaczekac. Ale jesli jest sie z druga osoba rok, czy dwa? Nie widze w tym nic zlego. Co wiecej, uwazam ze czekanie z tym do nocy poslubnej moze spowodowac spore problemy w malzenstwie, jesli dla choc jednej ze stron ta sfera zycia jest wazna... Dlatego to moim zdaniem nie jest dobre rozwiazanie. (nie wiem tez czy przypadkiem Kosciol nie jest przeciwko antykoncepcji, a wiec w ogole wspolzyciu dla przyjemnosci, z czym ja sie rowniez kompletnie nie zgadzam)

Podobnie nie widze tez, jak przeklinanie zawsze i wszedzie moze byc grzechem. Znowu, ten "zakaz" moze byc bardzo przydatny dla osob nie majacych taktu i umiaru , ale przeciez wiekszosc ludzi (w tym oczywiscie wiekszosc katolikow) wie, co w danej chwili wypada, a co nie. Np. ja ze swoim bratem, gdy jestesmy sami, prowadze czasem takie dialogi, ze uszy wiedna -- bo obaj jestesmy fanami filmu Psy (mowie powaznie) i dobrze sie przy tym bawimy . Nie klne jak szewc przy wiekszosci innych ludzi (oprocz tych, z ktorymi mam podobne stosunki i poczucie humoru), wiec w jaki sposob to moje przeklinanie mialoby byc czyms zlym? Z tym tez sie nie zgadzam.

Ale czy moge wiare potraktowac wybiorczo? Czy moge powiedziec, ze nie pasuje mi to i to? I nadal byc prawdziwym katolikiem? Czy tez mam na sile zrezygnowac z rzeczy, ktore sa wg mnie nieszkodliwe, a pomocne (chocby w tym, ze sa przyjemne)?

Wg mnie religie mozna zastapic wlasnym poczuciem etyki. Uwazam nawet, ze lepiej jest gdy ktos czegos nie robi dlatego, ze uwaza to za cos zlego niz gdy nie robi tego, bo pojdzie do piekla (oczywiscie nie twierdze, ze osoby religijne zaliczaja sie tylko do tej drugiej grupy!). Jesli zobacze, ze w srodku nocy na parkingu stoi samochod z otwartymi drzwiami, a w srodku na desce rozdzielczej lezy pare stuzlotowek, to nie ukradne tego nie dlatego, ze zlapie mnie policja, ale dlatego, ze to po prostu zle i ze nie powinienem tego robic. Nie widze w jaki sposob to uzasadnienie jest gorsze od katolickiego (ktore moze byc przeciez takie samo).

Koniec koncow stwierdzilem, ze nie wierze w Boga i nie mam sie co oszukiwac. Nie potrafie jednak zanegowac jego istnienia. Nie potrafie go udowodnic. Nie wierze nawet, ze powinienem wierzyc. Czy naprawde Bog dobrze by mnie ocenial dlatego, ze wierze w niego, bo inni w niego wierza (a jeszcze inni wierza w innego Boga)? Lub dlatego, ze jego idee uwazam za sluszne?

Jak postapilby Bog, gdybym dopiero po smierci zobaczyl, ze nie mialem racji i On jednak istnieje? Jesli nigdy nie okazalbym Mu braku szacunku, jesli nie rozpowiadalbym, ze nie istnieje (nie majac na to dowodow), jesli zylbym nie szkodzac sobie i bliznim... ale w calym zyciu nie przyznal, ze Bog musi istniec, bo nie mialbym ku temu przeslanek, to czy faktycznie powinien on mnie skazac na potepienie?

Naturalnie nikt z nas nie jest w stanie okreslic, co Bog powinien zrobic, a co nie; jednak czasami sie zastanawiam nad tym co moglby zrobic w takiej sytuacji...
Q__
Moderator
#169 - Wysłana: 10 Paź 2007 11:51:49
Sh1eldeR

Wydaje mi sie, ze kazdy jakby sie zastanowil to uznalby, ze wiele osob uwaza sie za katolikow i mowi tak o sobie, a tak naprawde niewiele maja z nimi wspolnego. Ja przynajmniej znam sporo takich osob. Nie chodza do Kosciola, prawie sie nie modla, w Boga "troche" wierza, ale nie na tyle, by byc pewnym Jego istnienia...

I maja b. wybiórczy stosunek do zasad religii, którą niby wyznaja, i nie mówię tu o słynnym szóstym przykazaniu, bo to nie byłby dla mnie problem, mówię o stosunku do znacznie (IMHO) istotniejszych zasad chrześcijańskiej etyki...
mr homn
Użytkownik
#170 - Wysłana: 15 Paź 2007 17:55:31
Ta Kominek wzbudza wiele kontrowersji...
Osobiście - do mnie nie przemawia żadne jego słowo... on jest po prostu odpowiedzią na to, co chcą czytać jego czytelnicy... to tyle!

http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wi d=9296777&rfbawp=1192463383.528
Sprawa druga to JPII... już nawet nie mówię że WP schodzi na psy...! Ludzie, którzy wierzą w takie rzeczy powinni przymusowo zostać poddani eksterminacji
Slovaak
Użytkownik
#171 - Wysłana: 15 Paź 2007 17:59:52
mr homn
Użytkownik
#172 - Wysłana: 15 Paź 2007 18:06:27 - Edytowany przez: mr homn
Slovaak
Oto ta fotka:
http://wiadomosci.onet.pl/1623706,69,item.html


Jak ktoś mądrze napisał na onecie: to raczej św. Photoshop

http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wi d=9298062&rfbawp=1192463910.310
i jeszcze coś - tym razem ręcę opadają!!
Arthanis
Użytkownik
#173 - Wysłana: 15 Paź 2007 23:33:27
Wracając do tematu - w Boga wierzę.

Już 100 lat temu ludzie myśleli że na świecie wszystkich ważnych odkryć już dokonano, teraz się śmiejemy z opinii na temat doskonałości myśli ludzkiej z tamtych czasów. Za 100 lat nasze wnuki będą się tak samo śmiać z nas... I mówić że Boga nie ma bo wszystko już zostało odkryte. I tak (raczej) bez końca... Tak więc wszelkie te gdybania na temat logiczności wszechświata i naukowo dowodnionym braku miejsca na Boga można spokojnie włożyć między bajki. Trochę pokory wobec świata, czasu i historii...

A dlaczego wierzę? Wychowałem się w katolickiej rodzinie, ale właśnie przez nadmierne "wymuszanie" na mnie wiary od Boga się odwróciłem. 5 lat próbowałem żyć jako ateista. I przyznam że tak nie potrafię. Zbyt wiele z pośród tego, co się działo wokół mnie nosio w sobie namiastkę doskonałości znacznie wykraczającą poza wszystko to, co można opisać językiem rozumu. Poza tym nic tak nie zbliża do Boga ak żywe świadectwo wiary drugiego człowieka, wiary która daje mu niewytłumaczalną siłę i nie pozwala przejść obok niego obojętnie.

Tym niemniej uważam że wiara w Boga jest indywidualną sprawą każdego człowieka, i jeśli chcemy by inny człowiek w Boga uwierzył, to jedyne co możemy zrobić to postępować wobec niego zgodnie z tym, co mówi serce. Wszak Bóg nie jest sędzią, katem, nadzorcą, zarządcą. Bóg jest Miłością i tylko miłości od nas oczekuje.
Slovaak
Użytkownik
#174 - Wysłana: 16 Paź 2007 00:07:42
ak żywe świadectwo wiary drugiego człowieka

Sama wiara 'czyni cuda' a to żaden dowód że Bóg istnieje. Ja jednak wolałbym żeby Boga nie było, tylko wtedy wydaje mi się świat wspanialszy, z Bogiem jest bez sensu.
Arthanis
Użytkownik
#175 - Wysłana: 16 Paź 2007 00:23:35
Slovaak, gdyby mozna było naukowo udowodnić istnieniu Boga z góry przeczyłoby to jego naturze. Wiara ma sens tylko wtedy gdy jest wiarą, nie sztuka uwierzyć gdy ma się przed oczami dowód niemalże matematyczny... Poza tym zbyt wiele udokumentowanych tzw. cudów na świecie by twierdzić że:

1. Boga na 100% nie ma
2. Nasz poziom wiedzy można uznać za ostateczny

Oczywiście można też wszystko uznać za jeden wielki spisek i mistyfikację, jednak zmusza to nas do uznania setki świadków cudów (przykład - fatima) za niepoczytalnych/zmanipulowanych wariatów. A przecież niejednokrotnie są to ludzie trzeźwością umysłu i intelektem znacznie wyrastający ponad przeciętność...

Czy świat byłby wspanialszy bez Boga? Skoro ani ty ani ja nie wiemy (bowiem wiara to nie to samo co matematyczny dowód) czy Bóg istnieje, to ciężko mówić o tym czy świat bez niego jest lepszy lub gorszy. Warto jednak zauważyć że posiadamy coś takiego jak własna wola, i to właśnie to narzędzie (nie ważne czy dał nam je Bóg czy nie) służy nam do kształtowania świata. A okrucieństwo rzeczywistości w żaden sposób nie kłuci się z istotą Boga. Wola jest po to, byśmy sami mogli wybrać drogę którą kroczymy, zarówno jako jednostki, jak i całe społeczności. W końcu wolałbyś być z ukochaną osobą która kochała by Cię z własnego, niewymuszonego wyboru, zy też z osobą która po prostu nie miałaby innego wyjścia?

Jeszcze raz przypominam - przez kilka lat byłem zadeklarowanym ateistą, czytałem masowo wiele publikacji tego właśnie nurtu, rozmawiałem z wieloma osobami. I wizja świata bez absolutu, czegoś co pozwla nam stwierdzić czy coś ma swój cel lub nie, okazała się dla mnie być na tyle niekompletna, że nie potrafiłem osiągnąć tej swoistej wewnętrznej równowagi.
Slovaak
Użytkownik
#176 - Wysłana: 16 Paź 2007 01:30:31
gdyby mozna było naukowo udowodnić istnieniu Boga z góry przeczyłoby to jego naturze. Wiara ma sens tylko wtedy gdy jest wiarą, nie sztuka uwierzyć gdy ma się przed oczami dowód niemalże matematyczny... Poza tym zbyt wiele udokumentowanych tzw. cudów na świecie by twierdzić że:

Cały czas to powtarzam


że nie potrafiłem osiągnąć tej swoistej wewnętrznej równowagi.

No widzisz, ja mam podobnie gdy myślę że świat został stworzony przez Boga.
Arthanis
Użytkownik
#177 - Wysłana: 16 Paź 2007 02:49:33
No widzisz, ja mam podobnie gdy myślę że świat został stworzony przez Boga.

Cóż, każdy widzi świat swoimi oczyma
Q__
Moderator
#178 - Wysłana: 16 Paź 2007 03:48:19
mr homn

Jak ktoś mądrze napisał na onecie: to raczej św. Photoshop

Seth
Użytkownik
#179 - Wysłana: 16 Paź 2007 04:44:38
Moje prywatne (nikomu nie narzucam) uwagi.
Od czasów biblijnych Bóg przestał ingerowac w nasze życie, minęły czasy potopów, przepowiedni itd; Bóg zostawił nas samym sobie, przestał się nami interesowac.
Jak wierzyc w boga który zapomniał o swoich wyznawcach?
No i ważne pytanie (dla mnie), które już zadawałem - co z poprzednimi bogami, Swarożycem i spółką - olewamy bo wszyscy zapomnieli/znaczy niemodny jest?
Bóg to wizja (wg mnie) uznawana za ideał, do którego mamy dążyc, nie zmienia to jednak faktu, że sam Bóg jako taki nie istnieje.
A w wierze w boga chodzi (wg mnie) o sens życia, życie po śmierci (różne odmiany Raju), które trzeba "sprzedac" pospólstwu, które ułatwi kontrolę nad maluczkimi.
Parę miesięcy temu byłem na komunii siostrzenicy, generalnie miałem nastawienie .... neutralne
I oto trafiłem do światyni boga gdzie ludzie zorganizowali sobie przedstawienie, a gdy siostra opowiedziała mi (i pokazała) przygotowane scenariusze na to wydarzenie zrozumiałemcelnośc sformułowania " religa to opim dla ludu"

to czego byłem świadkiem to nie była uroczystośc, to był -spektakl - przedstawienie teatralne - i tak to trwa od tysięcy lat, Bogowie się zmieniają .... ale wciąż chodzi o to samo, o władzę nad tłumem
mr homn
Użytkownik
#180 - Wysłana: 16 Paź 2007 10:02:16
jedna sprawa!!

Arthanis

Tak więc wszelkie te gdybania na temat logiczności wszechświata i naukowo dowodnionym braku miejsca na Boga można spokojnie włożyć między bajki. Trochę pokory wobec świata, czasu i historii...

Slovaak, gdyby mozna było naukowo udowodnić istnieniu Boga z góry przeczyłoby to jego naturze. Wiara ma sens tylko wtedy gdy jest wiarą, nie sztuka uwierzyć gdy ma się przed oczami dowód niemalże matematyczny...

(bowiem wiara to nie to samo co matematyczny dowód)

Kochany Arthanis i Slovaak. To co tutaj mówicie tzn. że nie można naukowo udowodnić istnienia boga i że cała naukowa refleksja nad Bogiem jest o kant dupy potłuc, gdyz wiara to jedno a nauka to drugie ma bardzo ciekawe konsekwencje. Otóż konsekwentnie tak twierdząc (a wiem, że katolicy w swej wierze konsekwentni nie są) podważacie całe wieki dorobku naukowego TEOLOGII i FILOZOFII. No bo jak inaczej nazwać tealogię (choćby etymologia tego słowa na to wskazuje) jak nie naukową refleksję nad Bogiem? Czego uczą się studenci teologii i profesorowie? Co udowadniają? Nie mówię tu o matematyce, ale o teologii i filozofii, które też naukami są...!!! Odpowiedźcie na to pytanie...??

Idąc dalej nauka jest spoko gdyby udowodniła istnienie Boga, a be gdyby udowodniła jego nieistenienie. Hipotetycznie załózmy że za 50 lat genetycy gdzieś znajdą jakąś próbkę krwi w Izraelu i niewiadomo jak ustalą że Maria była jednak dziewicą po urodzeniu Chrystusa (jeden z dogmatów)... wszyscy by temu przyklasnęli no bo to udowadania jej boskość...!!! Wszyscy by sie cieszyli z takiego naukowego dowodu, czyż nie??? Jednak wyobraźcie sobie co by było gdyby było odwrotnie i był to dowód na jej NIEboskość...?? Można to sobie łatwo wyobrazić! Zapewne wszyscy by go odrzucili... tak więc czysta hipokryzja! Nie zasłaniajcie się wiarą!!

Q__
przedni dowcip przyznaję!
 Strona:  ««  1  2  ...  4  5  6  7  8  ...  14  15  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Wierzycie w Boga?

Temat został zamknięty. Nie możesz tutaj odpowiadać.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!