USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Piractwo II
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  ...  11  12  13  »» 
Autor Wiadomość
Abigail
Użytkownik
#121 - Wysłana: 29 Paź 2009 17:28:32
Odpowiedz 
Delta:
Nie do końca. Bo jak jeden kupi a dziesięciu zrobi kopie, to może się zdarzyć tak, że produkt jest popularny, a firma padła bo, w skrajnym przypadku, nawet się nie zwróciły koszty.

Więc może to znak, że upaść powinna. Mówię tu przede wszystkim o przemyśle muzycznym, którego płacze są chyba najgłośniejsze. Przemysł ten w obecnej formie istnieje góra kilkadziesiąt lat, ludzie zaś tworzą i wykonują muzykę od zarania dziejów. Sposób jej rozpowszechnienia ewoluuje i firmy powinny iść z duchem czasu i znaleźć sposób, by na tym zarobić albo wycofać się z rynku. Kreować sztucznego popytu się na dłuższą metę nie da, a próby wmawiania ludziom, że mają moralny obowiązek utrzymywać jakąś korporację przy życiu też są skazane na porażkę. Pewnie, zawsze znajdą się tacy, którzy chętnie kupią płytę, żeby postawić ją sobie na półce, ale do zaspokojenia potrzeb takich osób pewnie nie potrzeba tylu wytwórni, ile istnieje obecnie. Krótko mówiąc, to firmy powinny dostosować się do klientów, a nie na odwrót. Czemu akurat branża muzyczna czy filmowa miałaby być wyjątkiem od tej reguły?

Delta:
Jeśli jedna osoba obejrzy i zapłaci, a ileś tam film skopiuje, to choćby to był hit, Paramount na nim może się mocno przejechać.

Chyba mało kogo stać na to, by chodzić do kina na te wszystkie filmy, które ściąga. Większość osób jak nie ściągnie, to po prostu nie obejrzy. A lepiej, żeby obejrzeli, bo zarabiać można jeszcze na gadżetach i innych produktach około filmowych. Kino lub film na DVD ma jednak przynajmniej wyraźną przewagę nad nieraz marnymi kopiami z Internetu, co uzasadnia mich dalsze istnienie. Na dodatek pobieranie takiego pliku trwa znacznie dłużej niż mp3. Dlatego wciąż dobrą alternatywą pozostaje chociażby wypożyczenie filmu za kilka złotych w takim systemie, jaki oferuje chociażby telewizja N.
A jaką przewagę ma muzyka na CD nad mp3? Lepszą jakość dźwięku? Czasami, ale to tylko pod warunkiem, że odtwarza się ją na dobrym sprzęcie. Ładne opakowanie? Też tylko czasami, a i to stanowi wartość głównie dla fanów danego wykonawcy i kolekcjonerów.
Borlog
Użytkownik
#122 - Wysłana: 29 Paź 2009 17:36:50
Odpowiedz 
Delta

Głównym probem z ściąganiem plików z neta jest kwestia tego czy ci którzy ściągaja rzeczywiście dokonaliby zakupu danego produktu. Nie mówię o tłumaczeniu jakie powszechnie się słyszy typu - płytka kosztuje 50 zeta więc nie kupie. Chodzi mi o to czy zaintresowali by się tym produktem i zdecydowali się na jego zakup.
Koncerny medialne przyjęły przelicznk że skoro tyle było ściągnieć to tyle kasy stracili, bo zakładają ze wszyscy co sciagaja z automatu kupili dany produkt gdyby nie ów przeklęty torrent.

Trzymając się STXI - czy rzeczywście ci co nie ściągneli filmu poprzez torrenty poszliby do kina? Część osób mogła mieć w planach pójście do kina ale zrezygnowali bo sobie go ściągneli. Lecz inni ściągneli Treka bo był dostępny a i tak nie mieli zamiaru iść na niego do kina. Mimo to wciąż się słyszy ze przez pyraty film ponióśł klapę co jest nieprawdą. Nikt nie wykaze ze ci wszyscy ludzie poszliby do kina gdyby nie warezy, rapidy torrenty, muły itd....

Wracając do przykładu samochodu - czy tych dziesiąciu co skorzystało z okazji i wzieli te skopiowane samochody kupiliby je gdyby ich Trurl nie powielił?
Słusznie producentowi należałoby zwrócić straty poniesione przez to że Trurl mu taki numer wyciął ale nawiazujac do mojego przykładu były to limuzyny czyli jakies drogie bryki na które było stać tylko jednego obywatela - Króla Okrucyusza. Inni obywatele nie byli w stanie ich kupic,stąd producent nie produkował nastepnych modeli bo i tak nikt by ich nie kupił. Czy Producent powinien żądać od Trurla odszkodowania w wysokości 10xcena limuzyny w ramach rekompensaty za stracony zysk w przypadku gdy sam wiedział ze już nikt inny nie kupi limuzyny?
Nie moze tez biadolic ze upada skoro ma takie wysokie koszty produkcji ze zyski ich nie rownowaza. Trzeba było produkowac tansze produkty i pozbyc sie pośredników - rzekłby Klapaucjusz.

Internet wymusza zmiany, trwanie w obecnym kształcie i trzymanie się modeli biznesowych z czasów sprzed neta okaże się niemożliwe. Rynek mediów musi się dostosować do nowych czasów i wypracować nową formułę sprzedaży produktów w necie.
Radio, TV, VHS już dawno temu miały poprowadzać biedne koncerny medialne i artystów do bankructwa.....
The_D
Użytkownik
#123 - Wysłana: 29 Paź 2009 17:38:54
Odpowiedz 
Borlog
Borlog:
Po wypowiedzi AS'a widać jak triumfuje terminologia narzucana przez pewne podmioty gospodarcze - nie kradież jak wmawiaja koncerny medialne i powiązane z nimi TV i gazety lecz nieodpłatnie korzystanie z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego.

O kradzieży można mówić gdyby ktoś włamał się do studia i wykradł nośnik zawierający pliki z mp3. Gdy ktoś sobie ściąga zorrentem tylko kopiuje dany utwór.

W tym co napisałeś jest mały haczyk. O ile w ustawie rzeczywiście jest wzmianka o korzystaniu z rozpowszechnionego utworu o tyle pobierając coś przez torrenta jednocześnie rozsyłasz plik innym, a to jak by nie interpretować nie mieści się w granicach "użytku osobistego".

Tym niemniej jestem bardzo przeciwny używaniu słowa kradzież w odniesieniu do własności intelektualnej. Co prawda słowo ukraść w języku potocznym znaczy tyle co "wyrządzić stratę", bo potocznie kradnie się pomysły, klientów, podkrada pracowników itd. Jednak przez tak szeroki zakres zastosowań bardzo często wykorzystywane jest do "semantycznych nadużyć".

Nie miałbym nic przeciwko nazywaniu pobierających muzykę złodziejami gdyby piosenkę dało się kupić. ale płacąc za płytę kupujemy jedynie nośnik, a na sam utwór dostajemy jedynie licencję, w której zwykle jest więcej ograniczeń i zakazów niż zezwoleń. A wiec jak Kuba Bogu - czego nie da się kupić nie da się też ukraść.
Borlog
Użytkownik
#124 - Wysłana: 29 Paź 2009 17:42:28 - Edytowany przez: Borlog
Odpowiedz 
The_D

Tu jest cay problem z torrentem, ale zawsze mozna zostac tzw pijawą, która tylko ściąga a nie daje innym wsółściągać. Do tego są jeszcze owe rapidy, megaupy, warezy itd. przy których nie wchodzi w grę udostępnianie innym.
Toudi
Użytkownik
#125 - Wysłana: 29 Paź 2009 17:53:33 - Edytowany przez: Toudi
Odpowiedz 
Delta:
Weźmy np. ST XI, najbardziej nam chyba znany świeży przykład. Wydatek wytwórni rzędu 300 mln USD,

No budżet filmu to 150mln, a zarobił ponad 300mln tylko na wyświetlaniu w kinie... do tego dochodzą zyski z dvd, koszulek, komiksów (niekanonicznych, ale bez których film jest niezrozumiały), reemisje w telewizji, zyski z reklam przed emisją itd. itp.

O porównywaniu do kradzieży samochodu, to szkoda słów. Bo jakoś nie ściga się ludzi, którzy ze złomu robią sobie nowe auto, nawet jeśli wygląda jak jakiś markowy - Mustang
A przecież czym to się różni od zrobienia kopii pliku?

A z ciekawszych rzeczy (nie wiem czy było tu poruszane) jest fakt, iż wytwórnie wydają miliony na zabezpieczenia antypirackie, które utrudniają życie "legalnie" kupującym. Tworzą reklamówki, które oglądają tylko ci, którzy płaca za płytę grube pieniądze.
Wystarczy wspomnieć SONY, które parę lat temu wydało parę milionów na zabezpieczenie (koszta zapewne podniosły ceny płyt), które zostało złamane przez czarny marker.

Wydawnictwa zamiast znaleźć sposób na masowe rozprzestrzenianie swoich produktów po coraz mniejszych cenach, to robią coraz więcej zabezpieczeń (DRM) podnosząc koszty i utrudniając życie ludzi, którzy chcą z ich produktów korzystać.
Arek
Użytkownik
#126 - Wysłana: 29 Paź 2009 18:24:33
Odpowiedz 
Abigail:
A jaką przewagę ma muzyka na CD nad mp3? Lepszą jakość dźwięku? Czasami, ale to tylko pod warunkiem, że odtwarza się ją na dobrym sprzęcie.

Ale herezja
Jak dla mnie różnica między Wav/FLAC a mp3 [nawet najlepszym, czyli 320 kb/s] jest ogromna.

Toudi:
A z ciekawszych rzeczy (nie wiem czy było tu poruszane) jest fakt, iż wytwórnie wydają miliony na zabezpieczenia antypirackie, które utrudniają życie "legalnie" kupującym. Tworzą reklamówki, które oglądają tylko ci, którzy płaca za płytę grube pieniądze.
Wystarczy wspomnieć SONY, które parę lat temu wydało parę milionów na zabezpieczenie (koszta zapewne podniosły ceny płyt), które zostało złamane przez czarny marker.

Wydawnicta zamiast znaleźć sposób na masowe rozprzestrzenianie swoich produktów po coraz mniejszych cenach, to robią coraz więcej zabezpieczeń (DRM) podnosząc koszty i utrudniając życie ludzi, którzy chcą z ich produktów korzystać.

Też mnie to zawsze wkurza.
Ale z drugiej strony, naszą mentalność [apropos ściągania i legalności] obrazuje wymyślony przeze mnie remake reklamy mastercard [ułożony po kupieniu oryginalnego oprogramowania]
Oryginalny Windows-360 zł
Oryginalnu Office-200 zł
Mina kumpla/inspektora- bezcenne

I taka była sytuacja. Wszyscy mnie wyśmiali że kupiłem legalnego windowsa ;-(
The_D
Użytkownik
#127 - Wysłana: 29 Paź 2009 18:26:38
Odpowiedz 
Abigail:
Chyba mało kogo stać na to, by chodzić do kina na te wszystkie filmy, które ściąga. Większość osób jak nie ściągnie, to po prostu nie obejrzy. A lepiej, żeby obejrzeli, bo zarabiać można jeszcze na gadżetach i innych produktach około filmowych.

To tez pewne uproszczenie - film zarabia nie tylko na DVD, biletach z kina i gadgetach. Gdyby nie dało się technicznie piracić, ludzie na pewno nie chodziliby do kina kilka razy w tygodniu, ale są inne metody obejrzenia, taniej niż w kinie: płatne i bezpłatne kanały telewizyjne, wypożyczalnie itp. One tez przynoszą zysk producentowi. Oczywiście film nie trafi do HBO tydzień po premierze kinowej, ale za to hurtowo w ramach abonamentu będzie w przystępniejszej cenie.
Delta
Użytkownik
#128 - Wysłana: 29 Paź 2009 18:30:36 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Abigail
Więc może to znak, że upaść powinna.

Dlaczego skoro wyprodukowała dobry produkt? W ten sposób nikt nie będzie niczego produkował, bo po co ma być za to ukarany.

Mówię tu przede wszystkim o przemyśle muzycznym, którego płacze są chyba najgłośniejsze. Przemysł ten w obecnej formie istnieje góra kilkadziesiąt lat, ludzie zaś tworzą i wykonują muzykę od zarania dziejów.

Tak, ale gdy ją tworzono i wykonywano w czasach, gdy jeszcze nie było odpowiednich nośników do zapisu i odtwarzania, wykonawca dostawał kasę za każdy występ a skopiować się nie bardzo dało. Twórca zaś mógł być objęty mecenatem, albo coś tam mu płacono za wystawianie jego dzieła w operze/teatrze/gdzieś tam jeszcze.
A co do dzisiejszego przemysłu muzycznego (zresztą filmowego i informatycznego także) to nie jest to takie proste. No wyobraź sobie. Powiedzmy masz milion złotych, koszt wydania płyty danego wykonawcy to np. 100 tys. Wydajesz takich dziesięciu i wydajesz ten milion. Ale na te 10 płyt, jedna będzie hitem, część sprzeda się jako tako, a reszta będzie klapą (oczywiście to jeden z możliwych scenariuszy, bo równie dobrze może być jakiś inny układ). W efekcie tylko ta jedna płyta zarabia na pokrycie kosztów wydania wszystkich 10, na prowadzenie dalszej działalności (czyli wydawanie kolejnych płyt) i jeszcze ma przynieść zysk (opodatkowany). Fakt, że przy "podziale łupów" wytwórnie biorą najwięcej pieniędzy ze wszystkich w tym interesie (ale to one najbardziej ryzykują), lecz trzeba wziąć pod uwagę, że nie biorą wszystkiego, czyli te 50 złotych (fakt, drogo) za egzemplarz nie trafia do kieszeni wytwórni, a jedynie ułamek tej kwoty, co czyni interes jeszcze trudniejszym. Chociaż może być (i często jest) on bardzo zyskowny.

Sposób jej rozpowszechnienia ewoluuje i firmy powinny iść z duchem czasu i znaleźć sposób, by na tym zarobić albo wycofać się z rynku.

Toteż robią to. Dlatego coraz częściej wykorzystują np. internet do sprzedaży np. pojedynczych plików, gdzie znika im problem części kosztów produkcji jakie istnieją przy tradycyjnych CD/DVD. Albo oferują wspomniane przez Ciebie video na życzenie. Ale nadal nie są w stanie stać się równie konkurencyjni co piraci, bo piraci nie ponoszą kosztów, a firma ponosi i musi zarobić na ich pokrycie, plus dodatkowo wypracować zysk. Dlatego nawet te nowoczesne formy sprzedaży nie zlikwidują piractwa, bo ono zawsze będzie tańsze.

Kreować sztucznego popytu się na dłuższą metę nie da, a próby wmawiania ludziom, że mają moralny obowiązek utrzymywać jakąś korporację przy życiu też są skazane na porażkę.

To nie tak. Po pierwsze to nie jest kreowanie sztucznego rynku, bo ten rynek rządzi się takimi samymi ekonomicznymi prawami jak każdy inny, w którym kradzież produktu jest kradzieżą. Po drugie, nie chodzi o ten obowiązek utrzymywania korporacji, chodzi o zwyczajną zapłatę za produkt. Nie idziesz do sklepu i nie bierzesz jakiś towarów za darmo, a cena jaką płacisz za nie jest nie po to by Ci zrobić na złość, tylko z przyczyn ekonomicznej konieczności. Wytwórnie temu samemu prawu podlegają, więc ni dziwnego, że nie chcą być w ten sposób okradane. I co więcej ceny są wysokie nie tylko ze względu na chciwość wytwórni czy podatki i inne koszty pośrednie, także ze względu na to jak kształtuje się popyt. Przykładowo. Stworzenie dobrej gry to wydatek dochodzący nieraz do miliarda dolarów USA. W Polsce oczywiście dużo taniej, ale też są to olbrzymie pieniądze. Powiedzmy koszt takiej polskiej gry to np. 10 mln zł. I niby wszystko fajnie bo mamy 40 milionowy rynek plus możliwość wyjścia poza niego. Ale problem pojawia się gdy sprzedaż legalna kształtuje się na poziomie 10-20 tys egzemplarzy, a nielegalna sięga np. miliona sztuk. Prosty rachunek. 10 mln na 20 tys szt to 500 zł za sztukę. Ale 10 mln zł na ten nielegalny milion sztuk, gdyby były sprzedawane z legalnego źródła, zmniejszałby koszty do 10 zł za sztukę. Wtedy i wytwórnia zarobi i zdzierać nie musi i my płacimy taniej. Innymi słowy nie tylko wytwórnie są winne takiemu poziomowi cen, paradoksalnie piraci też.

I żeby nie było. Mi też się zdarza ściągnąć coś od czasu do czasu. Chociaż niewiele, bo jakoś nigdy nie byłem kinomanem, więc mogę spokojnie poczekać na premierę w TV i też nieraz nawet tego nie oglądnę. W gry od dawna nie gram, a gdy grałem, to jeszcze były czasy, gdy w Polsce jeszcze ustawy antypirackiej nawet nie było, a gry niemal nie były wydawane u nas lecz sklepy sprzedawały piraty skopiowane z zachodnich źródeł. Ale czasami ściągnę jakiś plik mp3. Tyle, że z tymi mp3 pewnie zrobię jak ze ST czy innymi filmami/serialmi, w miarę jak zasoby gotówki będą pozwalać i będzie okazja, bo jednak nie wszystko u nas łatwo jest dostać, kupię oryginały. Dlatego nie mi potępiać piratów, ale stanowisko wytwórni mogę zrozumieć.

A, i jeszcze jedna rzecz, chyba najlepsza w tym wszystkim. Piraci kopiują i zarabiają na cudzych produktach, ale sami o swój interes dbają. Po pierwsze nie dadzą Ci produktu za darmo, po drugie, za ewentualną sprzedaż serwisu internetowego takiego jak thepiratebay żądają olbrzymich pieniędzy (do tego za umieszczane tam reklamy chyba też biorą, nie?). Więc trudno jakoś sądzić, że oni są ci dobrzy a wytwórnie są chciwe.
Borlog
Użytkownik
#129 - Wysłana: 29 Paź 2009 18:45:34 - Edytowany przez: Borlog
Odpowiedz 
The_D:
Oczywiście film nie trafi do HBO tydzień po premierze kinowej, ale za to hurtowo w ramach abonamentu będzie w przystępniejszej cenie.

Ale czy nie byłoby zyskowniej dać ludziom możliwość zakupu filmu od razu na kompa w dniu premiery? HBO to kolejny pośrednik, którego bym wyciął. TV z dekoderem nie wezmę na wakacje ale z przyjemnością obejrzałbym sobie na lapku parę filmów. Laptopy stają się coraz powszechniejsze,każdy by sobie poglądał film za który zapłaciłby gdyby tylko dano mu możliwość jego kupienia.
Jak zwykle jednak podaż -jeśli idzie o formę dostępu do danego produktu -nie nadąża za popytem więc ludzie sami sobie rozwiązują problem ściągając w dniu premiery pirackie kopie.
Delta
Użytkownik
#130 - Wysłana: 29 Paź 2009 19:08:20 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Borlog
Głównym probem z ściąganiem plików z neta jest kwestia tego czy ci którzy ściągaja rzeczywiście dokonaliby zakupu danego produktu

Owszem jest bardzo prawdopodobne, że spora część zrezygnowałaby z zakupu. Ale co zrobiłaby reszta? Równie prawdopodobne jest, że jednak kupiłaby oryginał. Tym samym koszty jego stworzenia i wydania podzielone zostałyby na nich wszystkich, zamiast spadać tylko na tych, którzy od początku polecieli do sklepu. I tak wytwórnia zarobiłaby więcej, ale mogłaby też przy okazji trochę popuścić cenę.
Porównaj to sobie w ten sposób. W Polsce produkt, w rodzaju gry komputerowej czy płyty z muzyką, który jest niezłym hitem sprzedaży na rynku, osiąga sprzedaż rzędu kilkudziesięciu tys szt. W Stanach by taki produkt podobnym hitem nazwano, sprzedaż musi osiągnąć przynajmniej milion egzemplarzy. Fakt USA są większe od nas i ludzie zarabiają lepiej. Ale też ceny płyt czy gier są znacznie niższe. A są niższe właśnie z uwagi na wielkość legalnej sprzedaży. Innymi słowy, my nie kupujemy bo jest za drogo, a jest za drogo bo piracimy zamiast kupować. I powstaje błędne koło. Jeśli część tych ściągających zaczęłaby kupować, to rynek z czasem na tyle by się rozkręcił, że ceny zostałyby obniżone, a wytwórnie i tak nieźle by na tym wyszły.

Trzymając się STXI - czy rzeczywście ci co nie ściągneli filmu poprzez torrenty poszliby do kina? Część osób mogła mieć w planach pójście do kina ale zrezygnowali bo sobie go ściągneli. Lecz inni ściągneli Treka bo był dostępny a i tak nie mieli zamiaru iść na niego do kina.

Ale byłby też odsetek, który jednak by się zmusił, bo nie miał innego źródła. A w skali 40 mln populacji nawet 1 % to dużo.

Słusznie producentowi należałoby zwrócić straty poniesione przez to że Trurl mu taki numer wyciął ale nawiazujac do mojego przykładu były to limuzyny czyli jakies drogie bryki na które było stać tylko jednego obywatela - Króla Okrucyusza. Inni obywatele nie byli w stanie ich kupic,stąd producent nie produkował nastepnych modeli bo i tak nikt by ich nie kupił (...)Nie moze tez biadolic ze upada skoro ma takie wysokie koszty produkcji ze zyski ich nie rownowaza. Trzeba było produkowac tansze produkty i pozbyc sie pośredników - rzekłby Klapaucjusz.

Nie. Bo rynek samochodowy jak każdy inny opiera się na tych samych zasadach. Jeśli jest na nim luka, w którą ktoś się ze swoim biznesem może wcisnąć, to prędzej czy później ktoś taki się pojawi. Dlatego jeśli istnieje sobie producent luksusowych Ferrari, to obok niego niewykorzystane miejsce na rynku wykorzystuje producent Fiatów, który sprzedaje samochody na kieszeń mniej zasobnego klienta. A ograniczona liczba Ferrari powoduje ich wysoką cenę i jest tak obliczona, by nie przynosić strat (jeśli nic nieoczekiwanego nie wypadnie). Twój przykład, przy całej jego spójności, ma jedną podstawową wadę -jest oderwany od realiów ekonomicznych, bo zakłada jednego producenta i tylko luksusowych limuzyn, co w rzeczywistości na świecie nie ma miejsca. I teraz gdyby ten biedniejszy Kowalski powiedział: mam gdzieś jeżdżenie starym Fiatem, wezmę sobie za darmo Ferrari, to czy nie byłaby to kradzież bez nawet takiego usprawiedliwienia, że to przez to, że producent nie robił tańszych samochodów?
Jeśli producent Ferarri padnie bo nie sprzeda swoich produktów, to jest to jego wina, bo się przeliczył szacując rynek. Ale jeśli padnie bo ktoś mu kradł samochody, to nie jest to przez to, że producent zrobił coś źle tylko przez zwyczajną kradzież.

Toudi
No budżet filmu to 150mln, a zarobił ponad 300mln tylko na wyświetlaniu w kinie...

Niektóre źródła podawały 200 mln budżet na produkcję. Ale do tego trzeba doliczyć 100 mln USD na promocję filmu. Razem jest 300 a Paramount dostanie tylko jakieś 50 % wpływów z kin i jeszcze mniej ze sprzedaży DVD/gadżetów. Oni na nim koniec końców oczywiście zarobią. Ale przecież właśnie po to to robią by zarobić. I za to muszą cały ten interes utrzymać i kręcić go dalej. A do tego pokryć ewentualne straty z projektów, które im nie wypaliły.

O porównywaniu do kradzieży samochodu, to szkoda słów. Bo jakoś nie ściga się ludzi, którzy ze złomu robią sobie nowe auto, nawet jeśli wygląda jak jakiś markowy

Otóż będą kogoś takiego ścigać, jeśli poszedł na złomowisko i te części z niego zabrał a nie zapłacił za nie (bo przecież skup złomu za ten złom płaci gdy go przyjmuje). A do tego jeśli ktoś sam nie umie tego samochodu poskładać, to pewnie musi zapłacić mechanikowi, by to zrobił za niego. Niestety nie ma nic za darmo.
Madame Picard
Moderator
#131 - Wysłana: 29 Paź 2009 19:21:32
Odpowiedz 
Borlog:
Internet wymusza zmiany, trwanie w obecnym kształcie i trzymanie się modeli biznesowych z czasów sprzed neta okaże się niemożliwe. Rynek mediów musi się dostosować do nowych czasów i wypracować nową formułę sprzedaży produktów w necie.

Dokładnie. I wygrają ci, którzy szybciej to zrozumieją. Głównym źródłem zarobku dla wytwórni coraz częściej nie jest sam utwór, ale cała otoczka wokół niego, czyli gadżety, książki, komiksy, gry, magazyny, strony internetowe, podcasty, wywiady dodatki itd. Można czerpać zyski albo z bezpośredniej ich sprzedaży albo z reklam tam umieszczonych albo z product placement.

Wydaje mi się też, że motywacją, która nas skłania do szeroko pojętego "korzystania z utworów kultury" , nie jest jedynie ich cena. Chodzimy do kina nie tylko po to, żeby obejrzeć film, ale również po to, żeby obejrzeć go właśnie w kinie (filmy takie jak ST XI jednak o wiele lepiej prezentują się w kinie) i po to, żeby miło spędzić czas ze znajomymi czy z nowo poznaną osobą płci przeciwnej . Korzystanie z kultury to element stylu życia, nie można go rozpatrywać _tylko_ w kontekście ekonomicznym...

Toudi:
Wydawnicta zamiast znaleźć sposób na masowe rozprzestrzenianie swoich produktów po coraz mniejszych cenach, to robią coraz więcej zabezpieczeń (DRM) podnosząc koszty i utrudniając życie ludzi, którzy chcą z ich produktów korzystać.

Tak, to jest zastanawiający absurd. Wytwórnie stają na uszach, żeby "zabezpieczyć" swoje produkty, a w Internecie wszystko to i tak krąży sobie na luzie z prędkością transwarp. Dwa nieprzenikające się światy...
Toudi
Użytkownik
#132 - Wysłana: 29 Paź 2009 19:35:22
Odpowiedz 
Delta:
Innymi słowy, my nie kupujemy bo jest za drogo, a jest za drogo bo piracimy zamiast kupować.

A może jest odwrotnie - piracimy bo jest za drogo. A drogo jest, bo takie jest widzimisie wydawców w polsce? A w polsce najpierw ustalają ceny a potem się dziwią, że taniej ludzie sprowadzją ten sam towar z zagranicy i to z kosztami transportu.

Delta:
że to przez to, że producent nie robił tańszych samochodów?

No to Chiny zaczynają robić kopie "markowych" samochodów i sprzedawać je za pół ceny... I jakoś nie słyszy się, że piracą i kradną myśl techniczną...

Delta:
Otóż będą kogoś takiego ścigać, jeśli poszedł na złomowisko i te części z niego zabrał a nie zapłacił za nie

No to zapłaci za złom, jak za złom. Zapłaci też za prąd do spawarki (lub gaz) za nowe opony, paliwa, oleje itd. itp.
Ale ja się pytam, czemu nie nazywa sie go piratem? Czemu nie idzie do więzienia? Podczas gdy osoba, która zrobi kopie zer i jedynek jest według niektórych przestępcą?
Delta
Użytkownik
#133 - Wysłana: 29 Paź 2009 19:40:51
Odpowiedz 
Madame Picard
Dokładnie. I wygrają ci, którzy szybciej to zrozumieją. Głównym źródłem zarobku dla wytwórni coraz częściej nie jest sam utwór, ale cała otoczka wokół niego, czyli gadżety, książki, komiksy, gry, magazyny, strony internetowe, podcasty, wywiady dodatki itd. Można czerpać zyski albo z bezpośredniej ich sprzedaży albo z reklam tam umieszczonych albo z product placement.

Rzecz w tym, że w tym wątku pomieszały się nam dwie różne rzeczy. Piractwo i nowe formy sprzedaży produktów, które padają ofiarą tego piractwa. Nowe wspomniane formy sprzedaży oczywiście zmieniają rynek. Ale podstawowe zasady jego działania zostają takie same, nadal jest to przychód, koszt, zysk. Obojętne czy sprzedaż będzie dokonywała się przez internet i będzie uwzględniać tą całą otoczkę, czy będzie ona tradycyjna, zawsze piractwo będzie istnieć bo jest nieporównywalnie tańsze. I trzeba też pamiętać, że stworzenie tej dodatkowej otoczki także kosztuje, także wiąże się z ryzykiem i także może nie znaleźć chętnego na product placement czy reklamę na stronie internetowej, jeśli wyniki sprzedaży bazowego produktu, jakim jest tym wypadku np. film, będą kiepskie.

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego u nas nie kręci się filmów na miarę Hollywood? Nie dlatego, że nie ma kasy. Dlatego, że jest kłopot ten film sprzedać, stąd nie ma chętnych na wyłożenie pieniędzy. A przeświadczenie to pokutuje dlatego, że w Polsce przeciętny Kowalski do kina chodzi góra raz do roku i te dane rzutują na to jaki mamy rynek. Nie pomoże to, że potencjalnie możemy umieścić logo sponsora w jakiejś scenie tego filmu. Nie wyłoży on pieniędzy, bo za te same, dotrze ze zwyczajną telewizyjną reklamą do większej rzeszy ludzi.

Korzystanie z kultury to element stylu życia, nie można go rozpatrywać _tylko_ w kontekście ekonomicznym...

Wszystko jest ekonomią.

Tak, to jest zastanawiający absurd. Wytwórnie stają na uszach, żeby "zabezpieczyć" swoje produkty, a w Internecie wszystko to i tak krąży sobie na luzie z prędkością transwarp.

I to nie jest nowość. Zawsze tak było. Fachowcy od zabezpieczeń banków, samochodów, mieszkań stają na głowie by nie dało się ich okraść. A przestępcy szukają metod. Spece w mennicy państwowej kombinują nad metodami zabezpieczenia papierów wartościowych, fałszerze nad tym jak te zabezpieczenia podrobić. Taki "wyścig zbrojeń" jest stary jak świat. Nie ma się co dziwić i wytwórniom filmowy czy muzycznym. Ali temu, że utopiono miliony na zabezpieczenia a komuś w prosty sposób udało się je ominąć bo po prostu on na to wpadł a oni nie.
Seybr
Użytkownik
#134 - Wysłana: 29 Paź 2009 19:44:39
Odpowiedz 
Arek
Arek:
Ale herezja

Jak dla mnie różnica między Wav/FLAC a mp3 [nawet najlepszym, czyli 320 kb/s] jest ogromna.

Flachę dać temu panu ;]. Pokolenie divx nie widzi różnicy.

Toudi:
O porównywaniu do kradzieży samochodu, to szkoda słów.

Dobro intelektualne a dobro materialne czym się różni. Na każde ktoś pracował. Ja nie widzę różnicy czy kradniesz auto czy oprogramowanie.

Toudi:
Bo jakoś nie ściga się ludzi, którzy ze złomu robią sobie nowe auto, nawet jeśli wygląda jak jakiś markowy - Mustang

Nikt nikomu nie broni reperować autek. Sorry ale jak bym miał starego mustanga z lat 60`tych to pewnie włożył bym w niego kupę kasy by wyglądał jak nówka.
Jeżeli ktoś odpicowuje brykę, panie bity, bezwypadkowy ! Następnie kłamię przy sprzedaży jaki on jest, w tym wypadku łamie prawo. Kopiowanie, pobieranie piratów a sprzedaż trefnych aut to nie to samo.


Toudi:
Wydawnicta zamiast znaleźć sposób na masowe rozprzestrzenianie swoich produktów po coraz mniejszych cenach, to robią coraz więcej zabezpieczeń (DRM) podnosząc koszty i utrudniając życie ludzi, którzy chcą z ich produktów korzystać.

Wiesz bo chcą się bronić, to walka z wiatrakami. Cierpią legalni użytkownicy, min ja. Wkur... mnie to iż muszę wkładać płytę z grą, bo soft chce sprawdzić czy mam legala.

Madame Picard

Madame Picard:
Dokładnie. I wygrają ci, którzy szybciej to zrozumieją. Głównym źródłem zarobku dla wytwórni coraz częściej nie jest sam utwór, ale cała otoczka wokół niego, czyli gadżety, książki, komiksy, gry, magazyny, strony internetowe, podcasty, wywiady dodatki itd. Można czerpać zyski albo z bezpośredniej ich sprzedaży albo z reklam tam umieszczonych albo z product placement.

Hana Montana się kłania. Dzieci szaleją za nią. Mój portfel odczuł już jej popularność. Moja chrzestnica jest jej fanką ;].

Madame Picard:
Tak, to jest zastanawiający absurd. Wytwórnie stają na uszach, żeby "zabezpieczyć" swoje produkty, a w Internecie wszystko to i tak krąży sobie na luzie z prędkością transwarp. Dwa nieprzenikające się światy...

Żebyś wiedziała, jako dj czasem pobieram to i owo. Głownie kupuje mp3, ale czasem w sklepach ich internetowych ich brak. Bywa i tak, że gram z jednym czy drugim dj`em i wymieniamy się swoimi produkcjami. Umowa głownie jest taka. Nie dawaj w sieć, ale grać możesz ;].
Ja sam daje swoją muzę w sieć. Jedne kawałki są za free, inne trzeba płacić. Pomijam pijawki z wytwórni, bo oni mają w 4 literach ambitną muzę. Wolą Gosie i Dody katody, lub wiksę typu DJ Remo czy Kalwi & Remi.

Jako twórca, często jest tak iż dorwę da dobre utwory, remiksuje łącze je czy coś tam z nimi działał. Często wydaje je w sieć za free. Po pierwsze zgody od autorów nie mam. Czy takie utwory są legalne ? Dj`e przymykają oko. Ostatnio z pewnym dj`em z Niemiec rozmawiam, negocjuję. Zrobiłem remiks jego kawałka, myślałem żeby go dać z free w sieć. Jednak jest zbyt dobry, prawdopodobnie wydany zostanie na jego albumie (mixie) w styczniu 2010 roku.

Piractwo ma swoje plusy i minusy. Ludzie zaczynają doceniać potęgę jaka brzmi w p2p. Jak legalnie można zarobić, sprzedać produkt.

Kto notorycznie pobiera np. gry z sieci będzie to robił. Ludki kupują kompy za kupę siana a szkoda im kasy na gry. Świeża gra kosztuje przykładowo 80 - 120 zł, mija dwa może cztery miesiące i gra tanieje do 30 - 60. Gra nie jest dobrem pierwszego rzędu. Dla tego sobie wolę poczekać.
Jurgen
Moderator
#135 - Wysłana: 29 Paź 2009 19:55:04
Odpowiedz 
Toudi:
No to Chiny zaczynają robić kopie "markowych" samochodów i sprzedawać je za pół ceny... I jakoś nie słyszy się, że piracą i kradną myśl techniczną...

Zdaje się, że w Europie będą mieli problemy: o ile się orientuję były już dwa procesy przeciwko producentom chińskich samochodów (przy czym chodzi głównie o stylistykę, a nie "myśl techniczną") i przynajmniej jeden już Chińczycy przewalili (z Fiatem chyba).
Madame Picard
Moderator
#136 - Wysłana: 29 Paź 2009 19:58:46
Odpowiedz 
Delta:
Ali temu, że utopiono miliony na zabezpieczenia a komuś w prosty sposób udało się je ominąć bo po prostu on na to wpadł a oni nie

I o to właśnie mi chodzi: wytwórcy i użytkownicy funkcjonują jakby w dwóch odrębnych światach... Wytwórcy wymyślają wyrafinowane zabezpieczenia, które nie zwalczają piractwa, tylko utrudniają życie legalnym użytkownikom. A piraci podcinają gałąź, na której siedzą. Paranoja .
Jurgen
Moderator
#137 - Wysłana: 29 Paź 2009 20:02:38
Odpowiedz 
Seybr:
Toudi: O porównywaniu do kradzieży samochodu, to szkoda słów.
Dobro intelektualne a dobro materialne czym się różni. Na każde ktoś pracował. Ja nie widzę różnicy czy kradniesz auto czy oprogramowanie.

Jakby piractwa nie nazwać (czy porónwać do kradzieży rzeczy materialnej), to dlaczego mamy omuś (twórcy) dyktować, jak i po ile ma wytwór swojej pracy sprzedawać? A jak nie będzie chciał sie podporządkować, to sami sobie weźmiemy, jak nam się będzie podobało... Takie coś zakładałoby istnienie jakiegoś prawa do sztuki.


PS Odnośnie argumentu, ze ludzie, jak nie sciągną, to nie kupią, bo będzie im szkoda kasy/nie będzie ich stać - i tak właśnie jest dobrze. Ja - jako fan marki Ford - chciałbym miec ileśtam modeli tego producenta (zwłaszcza już nieprodukownych), ale stac mnie czy opłaca mi się mieć jeden i co? Też mam iść i wziąć sobie albo dyktować dealerowi w moim mieście czy samemu producetowi jak i po ile ma te samochoduy sprzedawać?
Delta
Użytkownik
#138 - Wysłana: 29 Paź 2009 20:05:52 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Toudi
A może jest odwrotnie - piracimy bo jest za drogo. A drogo jest, bo takie jest widzimisie wydawców w polsce?

Może być i na odwrót, bo wychodzi na to samo (jako że to błędne koło, to kierunek jest dowolny ), ale to nie do końca przez chciwość wydawcy. Wydawca musi ten swój interes utrzymać, i obciążony jest kosztami produkcji i opodatkowaniem. Reszta kasy dzielona jest pomiędzy twórcę i wszystkich pośredników (sklepy, kina itp.) i oni także ponoszą koszty i ryzyko oraz płacą podatki. W efekcie wytwórnia chociaż bierze najwięcej z tego tortu, to niekoniecznie rzeczywiście zdziera. Załóżmy, że ta płyta powinna kosztować te 15 zł a nie 50, jak chce Sapkowski. Czy on zajmie się dystrybucją na cały kraj, pokryje koszty reklamy, pozapłaca podatki (sam VAT to 22%), pokryje koszty projektów, które nie wypaliły? Nie, on bierze swoje i do tego jeszcze dodatkowo za każde wznowienie nakładu plus dodatkowo jeśli ktoś wykorzysta jego pomysły w innych dziełach (i nie ma nic w tym złego). Im mniejszy popyt tym wyższe ceny, zawsze tak jest. Dlatego wspomniane Ferrari nie kosztuje tyle co Fiat.

A w polsce najpierw ustalają ceny a potem się dziwią, że taniej ludzie sprowadzją ten sam towar z zagranicy i to z kosztami transportu.

To prawda. Ale robią to na podstawie szacunków dotychczasowej sprzedaży. Stąd błędne koło, bo to jaka była ta sprzedaż, zniechęca do ponoszenia ryzyka. Nikt nie kupi płyt w takiej ilości by zapełnić dziesięć magazynów, skoro do tej pory ledwo udało mu się sprzedawać zawartość jednego.

No to Chiny zaczynają robić kopie "markowych" samochodów i sprzedawać je za pół ceny... I jakoś nie słyszy się, że piracą i kradną myśl techniczną...

Słyszy się. Tylko jeszcze dość cicho, bo pojedynczo, a ze względu na chiński potencjał nikt nie chce z nimi zadzierać, bojąc się wykluczenia z tamtego rynku. Ale to się zmieni, bo Chińczycy w swej bezczelności zaczynają przeginać. Do tej pory kopiowali, naginając międzynarodowe prawo. Teraz kopiują na żywca wszystko i do tego w chwilę po wprowadzeniu produktu na rynek, podają firmę, od której produkt skopiowali, do sądu za... złamanie przez nią praw autorskich (tak zrobili z Fiatem, skopiowali Pandę, a potem oskarżyli Włochów o plagiat). Być może to w końcu zmobilizuje resztę świata do połączenia sił przeciw takim praktykom. A wtedy nawet Chiny będą musiały ustąpić.
(A na razie im się udaje bo po prostu, duży może więcej.)

No to zapłaci za złom, jak za złom.

Tak ale to dokładnie będzie miał. Złom, a nie nowy samochód danej marki.
Przy czym ten złom może sporo kosztować, bo części mogą być trudno dostępne i robocizna na indywidualne zamówienie jest droższa niż taśmowa produkcja. Poza tym samochód trzeba jeszcze dopuścić do ruchu ulicznego, a to dopiero kosztuje.

Ale ja się pytam, czemu nie nazywa sie go piratem? (...) Podczas gdy osoba, która zrobi kopie zer i jedynek jest według niektórych przestępcą?

Bo zapłacił za produkt. Tak czy inaczej, by wóz był sprawny musiał kupić każdy podzespół danego producenta. Poza tym trochę różni się w obu tych przypadkach rodzaj produktu. W jednym to są części samochodowe, w drugim to wartość typowo niematerialna jaką jest prawo do pomysłu. To nie są same zera i jedynki, to produkt. Gdybym chciał Ci sprzedać, a nawet dać, bełkotliwy zestaw zer i jedynek jaki sobie napiszę, to kupisz/weźmiesz go ode mnie? Nie, bo nie o to Ci chodziło, tylko o to co dostaniesz z przetworzenia tych zer i jedynek. Autor nie produkuje czegoś namacalnego w postaci samochodu czy żarcia, ale za poniesiony wysiłek także przecież chce dostać zapłatę. Stworzenie filmu, gry książki czy innych tego typu rzeczy zajmuje nawet lata.

Madame Picard
Paranoja

Czasem sobie myślę, że cały ten świat to paranoja. Ale tak już jest stworzony i inaczej nie będzie.
Toudi
Użytkownik
#139 - Wysłana: 29 Paź 2009 20:20:07
Odpowiedz 
Jurgen:
o dlaczego mamy omuś (twórcy) dyktować, jak i po ile ma wytwór swojej pracy sprzedawać? A jak nie będzie chciał sie podporządkować, to sami sobie weźmiemy, jak nam się będzie podobało... Takie coś zakładałoby istnienie jakiegoś prawa do sztuki.

To są reguły wolnego rynku. Jeśli w mieście będę dwie piekarnia, przy czym jedna będzie sprzedawać ten sam chleb 2x drożej niż druga, to która upadnie, a która bedzie mieć klientów?
A jeśli obaj piekarze sie zmówią i zrobią sobie monopol i będę sprzedawać 2x drożej niż cena, którą są gotowi zapłacić klienci? To co zabroni się klientom sprowadzać chleb z innego źródła? Albo jeśli ktoś w mieście będzie znał przepis na chleb (taki jak robią w tych piekarniach) i rozda go innym, to co mu należy zrobić?

Co do przykładu z salonem samochodowym, to z reguły idzie się do niego i pyta się po ile auto, diler rzuca tam xtys. Mówimy że za drogo, to nagle cena spada, znajduje się darmowe ubezpieczenie, opony zimowe itd...
Jeśli Ford jest za drogi, to idzie się do salonu Scody, jak Scoda za droga, to do Fiata...

A jak DVD jest za drogie, to nie kupisz na stoisku obok tańszej wersji, np divxa, albo bez okładki, bądź nadruku na płycie. No nie masz takiej opcji.
Jurgen
Moderator
#140 - Wysłana: 29 Paź 2009 20:27:23
Odpowiedz 
Toudi:
Jeśli Ford jest za drogi, to idzie się do salonu Scody, jak Scoda za droga, to do Fiata...

Skoda. I Skoda, niestety ne jest już tańsza od Forda. Kia jest tańsza...

Toudi:
A jak DVD jest za drogie, to nie kupisz na stoisku obok tańszej wersji, np divxa, albo bez okładki, bądź nadruku na płycie. No nie masz takiej opcji.

Mam. Skoro Ford w salonie jest za drogi, to nie kupię taniej od kogoś, kto intersujący mnie model skroił? Ten model funkcjonuje przede wszyskitm w częściach samochodowych, bo z całymi samochodami (o dziwo) policja sobie w ciągu kilku ostatnich lat nieźle radzi.
Toudi
Użytkownik
#141 - Wysłana: 29 Paź 2009 20:35:22
Odpowiedz 
Delta:
Bo zapłacił za produkt. Tak czy inaczej, by wóz był sprawny musiał kupić każdy podzespół danego producenta.

No coś tam zapłacił. Ale pirat też coś tam placi i też coś z tej kasy idzie to osób których produkt jest piracony... (w polsce mimum 3% od każdego urządzenia do zrobienia kopii, bądź nośnika na który idzie zrobić kopię).

A do tego, robiąc kopię samochodu, kasę może dostac nie "orygalny wydawca" danego samochu. Ładnych parę lat temu, na Discovery był program o robieniu replik starych samochodów. I często było, że z Forda robiło się Alfa Romeo czy inne modele...
Delta
Użytkownik
#142 - Wysłana: 29 Paź 2009 20:43:35 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Toudi
Toudi:
To są reguły wolnego rynku. Jeśli w mieście będę dwie piekarnia, przy czym jedna będzie sprzedawać ten sam chleb 2x drożej niż druga, to która upadnie, a która bedzie mieć klientów?

Zostanie ta, która sprzedaje lepszy chleb.

A jeśli obaj piekarze sie zmówią i zrobią sobie monopol i będę sprzedawać 2x drożej niż cena, którą są gotowi zapłacić klienci? To co zabroni się klientom sprowadzać chleb z innego źródła?

Nie. Wtedy odpowiedni urząd pilnujący by nie było zmowy cenowej się za nich zabierze.

Albo jeśli ktoś w mieście będzie znał przepis na chleb (taki jak robią w tych piekarniach) i rozda go innym, to co mu należy zrobić?

Teoretycznie mu wolno, chociaż mógłby mieć kłopoty z urzędem skarbowym. No chyba, że rzeczywiście rozda za kompletne darmo. Tylko gdzie takiego Mikołaja znajdziesz. Nawet piraci nie piracą za darmochę.

Co do przykładu z salonem samochodowym, to z reguły idzie się do niego i pyta się po ile auto, diler rzuca tam xtys. Mówimy że za drogo, to nagle cena spada, znajduje się darmowe ubezpieczenie, opony zimowe itd...

Ale są też takie, gdzie możesz mieć kasę gotówką i się nie targować i nie kupisz wozu bo nie zostanie on sprzedany. I jakoś producent nie bankrutuje.

Jeśli Ford jest za drogi, to idzie się do salonu Scody, jak Scoda za droga, to do Fiata...

Dokładnie. Ale w żadnym z nich nie dostaniesz samochodu po cenie tak zróżnicowanej jak zróżnicowane są ceny oryginału i kopii. Diler jak mu się opłaci, da Ci upust cenowy, ale poniżej pewnej granicy nie zejdzie. (BTW, wytwórnia też to robi, bo np. ceny gier/filmów spadają, albo wydawane jest coś w rodzaju kolekcji klasyki komputerowej, albo, z własnego doświadczenia, w zamian za Świat według Bundych zamówiony z góry, dostałem dodatkowy serial a cena ta sama jakbym poleciał od czasu do czasu, lub nawet co tydzień, do kiosku tylko po ten serial -im się opłaca i ja jestem zadowolony).
No a poza tym jak ktoś rzeczywiście chce upatrzoną markę to innej nie kupi.

A jak DVD jest za drogie, to nie kupisz na stoisku obok tańszej wersji, np divxa, albo bez okładki, bądź nadruku na płycie. No nie masz takiej opcji.

Ale np. zamiast płyty CD możesz kupić wybrane utwory przez internet i samemu je sobie nagrać. To jest właśnie jedna z takich luk na rynku, w którą zawsze się ktoś w końcu wciśnie.

Edycja:
Toudi
No coś tam zapłacił. Ale pirat też coś tam placi i też coś z tej kasy idzie to osób których produkt jest piracony... (w polsce mimum 3% od każdego urządzenia do zrobienia kopii, bądź nośnika na który idzie zrobić kopię).

Owszem i pirat ponosi koszty. Ale dużo mniejsze niż wytwórnia. No i nawet jeśli nie wszyscy z braku dostępu do pirackiego rynku poszliby do sklepu, to jednak część by się skusiła. Te 3 % nie zwraca różnicy w poniesionych stratach w ilości klientów.

Wiesz, to trochę jak z pędzeniem bimbru. Można kupić pół litra w sklepie, można napędzić bimbru i nalepić nalepkę jakiejś dobrej gorzały. Ale samego procederu nie da się wytłumaczyć tym, że to dlatego, że wóda była za droga.

A do tego, robiąc kopię samochodu, kasę może dostac nie "orygalny wydawca" danego samochu. Ładnych parę lat temu, na Discovery był program o robieniu replik starych samochodów. I często było, że z Forda robiło się Alfa Romeo czy inne modele...

Fakt. Np. kit cary to nadwozie o wyglądzie Ferrari a części od Forda. Ale nikt go nie sprzeda jako Ferrari. I to jest ta różnica. A producent części i tak dostał kasę za zaprojektowanie i wyprodukowanie tych części. A jak je ktoś sobie użył to już nie jego problem. Na tej samej zasadzie sprzedaje się czyste nośniki. Mogę na nich umieścić film z TV albo z nagrania które sam zrobiłem i to nie będzie traktowane jako przestępstwo. Za to kopia filmu z innych źródeł (np. wypożyczalni) już nim będzie.
Toudi
Użytkownik
#143 - Wysłana: 29 Paź 2009 20:57:56 - Edytowany przez: Toudi
Odpowiedz 
Delta:
Nawet piraci nie piracą za darmochę.

W dobie dzisiejszego internetu? Nie wiem czy wy w ogóle wiecie jak wygląda świat piratów skoro takie rzeczy wypisujecie, ale czasy piratów na targowisku już się skończyły...
Scena to jest idea, nie biznes.

Delta:
Ale np. zamiast płyty CD możesz kupić wybrane utwory przez internet i samemu je sobie nagrać.

Zwłaszcza w Polsce, gdzie nawet konto WindowsLive jest nielegalne - ale np niezbędne do gry w GTA IV.
A ITunes, ogranicza swój sklep w zależności od kraju. I z tego co słyszałem, to polski sklep mają tak ograniczony, że to aż kpina.
Na Youtubie jest oficjalnie umieszczony cały serial MacGayver, ale w z polskiego IP go nie zobaczysz...
Tak można by w nieskończoność wymieniać.

edit:
Delta:
Ale nikt go nie sprzeda jako Ferrari.

Ale piractwo w obecnej formie, to bardziej idea, niż komercja.
Delta
Użytkownik
#144 - Wysłana: 29 Paź 2009 21:05:01 - Edytowany przez: Delta
Odpowiedz 
Toudi
W dobie dzisiejszego internetu?

No domyślam się, że to nie wygląda jak 15 lat temu. Ale pirat za net nie płaci? Prąd też ma za darmo (właściwie to może mieć i to. )? A gdybym poprosił o nagranie na DVD to nie policzyłby za czystą płytę? A p2p to jak działa? Warunkiem jest, że sam też się dzielisz, więc to jest dla kogoś udostępniającego także korzyść (bo szybciej ściągnie, bo otrzyma coś czego jeszcze nie miał).

Zwłaszcza w Polsce, gdzie nawet konto WindowsLive jest nielegalne - ale np niezbędne do gry w GTA IV. A ITunes, ogranicza swój sklep w zależności od kraju. I z tego co słyszałem, to polski sklep mają tak ograniczony, że to aż kpina.
Na Youtubie jest oficjalnie umieszczony cały serial MacGayver, ale w z polskiego IP go nie zobaczysz...
Tak można by w nieskończoność wymieniać.

Co poradzić, długo jeszcze będziemy uznawani za trzeci świat.

Ale piractwo w obecnej formie, to bardziej idea, niż komercja.

Odkąd pamiętam to zawsze tak było. Jedni uważali to za ideę, inni korzystali by zarobić. Czego zresztą wspomniana strona internetowa thepiratebay dowodem. Oprócz ludzi, którzy korzystają z niej dla idei, są tacy, którzy korzystają z niej dla zysku, a strona nie została ogłoszona w ten sposób, że właściciele oddadzą ją w dobre ręce, tylko wystawiona na sprzedaż, a to już na pewno przekracza idealizm.
Abigail
Użytkownik
#145 - Wysłana: 29 Paź 2009 21:32:54 - Edytowany przez: Abigail
Odpowiedz 
Arek:
Ale herezja
Jak dla mnie różnica między Wav/FLAC a mp3 [nawet najlepszym, czyli 320 kb/s] jest ogromna.

A mnie słoń na ucho nadepnął i różnicy nie widzę (słyszę) (no chyba, że jest to muzyka klasyczna, metal symfoniczny, opery itp.). Szczególnie wtedy, gdy muzyki słucham sobie odtwarzanej telefonu przez małe słuchawki w zatłoczonym autobusie, a tak w końcu coraz więcej ludzi robi.

Delta:
To nie tak. Po pierwsze to nie jest kreowanie sztucznego rynku, bo ten rynek rządzi się takimi samymi ekonomicznymi prawami jak każdy inny, w którym kradzież produktu jest kradzieżą. Po drugie, nie chodzi o ten obowiązek utrzymywania korporacji, chodzi o zwyczajną zapłatę za produkt. Nie idziesz do sklepu i nie bierzesz jakiś towarów za darmo, a cena jaką płacisz za nie jest nie po to by Ci zrobić na złość, tylko z przyczyn ekonomicznej konieczności.



Nawet jakby te płyty 5 zł kosztowały, i tak pewnie nieraz wybrałabym mp3 z sieci. Żeby kupić płytę trzeba ruszyć tyłek z domu albo zamówić przez Internet i poczekać na przesyłkę. Na dodatek, jeśli interesuje mnie tylko kilka utworów i chcę ich słuchać na odtwarzaczu mp3, i tak muszę przerobić je na odpowiedni format. Ja akurat wiem, jak to zrobić, ale wiele osób nie ma o tym zielonego pojęcia. Ludzie są wygodni i leniwi, praktycznie zawsze wybiorą łatwiejszy sposób.

Załóżmy, że rozwinięta zostaje technologia replikatorów rodem ze Star Treka. Masz taki replikator w domu, a potrzeba Ci, powiedzmy, płaszcza zimowego. Co będziesz wolał zrobić - kupić ten płaszcz w sklepie w centrum, czy w 2 minuty załatwić sobie za darmo identyczny z replikatora? Oczywiście tym sposobem upadłaby w końcu cała masa firm, ale co w związku z tym? Należałoby nakładać nakazy na korzystanie z replikatorów, czy może byłby to znak, że branże muszą się zmienić, by nadążyć za technologią? A jeśli nie potrafią tego zrobić, widocznie ich czas minął.

Jeszcze co do tego fragmentu:
"To nie tak. Po pierwsze to nie jest kreowanie sztucznego rynku, bo ten rynek rządzi się takimi samymi ekonomicznymi prawami jak każdy inny, w którym kradzież produktu jest kradzieżą"

Jeżeli popyt jest na muzykę, to wymuszanie na ludziach zdobycie jej na jedynym słusznym nośniku w jedyny słuszny sposób jest sztuczne i naciągane.
Borlog
Użytkownik
#146 - Wysłana: 29 Paź 2009 21:35:35
Odpowiedz 
Delta:
A są niższe właśnie z uwagi na wielkość legalnej sprzedaży. Innymi słowy, my nie kupujemy bo jest za drogo, a jest za drogo bo piracimy zamiast kupować. I powstaje błędne koło

Problem w tym że nie wszystko jest dostępne na naszym rynku, czy to z powodu niechęci do naszego kraju jak to ma miejscu z itunes, które dyskryminuje nas tłumacząc to tym że u nas piraty są więć oni nie będą nam umożliwiać zakupów w skepie internetowym czy też z tego powodu że nasi dystrybutorzy uznają że czegoś nie oplaca się sprowadzać bo nikt teg nie kupi - chcę DVD tego czy innego serialu to się musze tłuc po jakiś amazonach i ebayach itd. Kto ma zacięcie by posiadac z przyczyn sentymentalnych dany serial czy film to je kupi. Lecz nie będę nikogo potępiał gdy pokaże tym czy innym dystybutorom środkowy paluszek i ściągnie sobie dany produkt, bądź ściągnie empetrójkę robiąc na złość ajtiunsom.
To jak z tym kocertem U2 na youtube - wszyscy mogli go sobie oglądać tylko nie my.

Delta:
bo ktoś mu kradł samochody, to nie jest to przez to, że producent zrobił coś źle tylko przez zwyczajną kradzież.

Klasyczna kradzież samochodu odznacza się pozbawienia kogoś jakiegoś dobra materialnego. Cały kłopot z utworami polega że nie ma owego fizycznego zaboru choćby z konta bankowego, lecz tylko proces skopiowania danej rzeczy i rozpowszechnienia jej. Stąd mój przykład skopiowanej limuzyny przy pomocy replikatora, właściciel nie jest pozbawiony swojego samochodu lecz wszyscy jego poddani są obdarowani darmową limuzynką.
W obydwu przypadkach tj. skopiwoania utworu i samochodu zachodzi cywilnoprawny obowiązek zadoścuczynienia twórcy za to że ktoś spowielił jego utwór i naraził na szkodę. Problem w tym jak to wyliczyć - bo obracamy się w sferze tego czy ktoś by kupił produkt ale skorzystał z okazji, ktoś by nie kupił ale korzysta z okazji czy też ktoś nie może kupić bo mu nie wolno ale dzięki temu że jest to skopiowane to obchodzi zakazy i ściąga sobie utwór czy tez odjeżdża limuzynką. Jak poprawnie wyliczyć straty wywoływane przez torrenty - koncerny przyjęły zasadę że kto śćiąga=klient który chciał kupić ale skorzystał z okazji - co nie jest prawdą a ich millionowe straty to żonglerka danymi.

Trurlowy szczęściokopiarek do kopiowania limuzyn jest wynalazkiem abstrakcyjnym bo niby jak mamy kopiowac samochody - nie to co robią chinczycy z kopiwoaniem w fabrykach lecz ot takim magicznym kopiowaniem na ulicy gdzie w kilka minut zrobie 100 kopi limuzyn, które nastęnie będą dalej powielane przez następnych. Koszty tego powielania są minimalne, lecz i jakośc limuzyn też zapewnie nie jest taka dobra jak orginału - orginał niczym ful wypas dvd z wszystkimi dodatkami a skopiwany limuzyniak jest jak filmik z sieci zripowany, bez jakies dobrej rzodielczości i dzwieku 5.1 no i nie ma dodatkw. Pytanie teraz czy bedziemy wolec ten orginał z wszelkimi luksusami czy ów substytut imuzyny?

Cały czas obracamy się wokół tego czy człowiek widząc na ulicy jakąś atrakcyjna rzecz, weźmie ja sobie do domu mimo że gdzieś dalej jest sklep z tą rzeczą. Ów czówiek zazwyczaj ją bierze nie dlatego że planował jej zakup ale postanowił zaoszczędzić czy też strasznie ją pragnął za wszelką cenę łącznie z kradieżą lecz poprostu dlatego że leżała luzem na ziemi. Po odejściu tego kogoś rzecz replikuje się znów w tym miejscu i czeka na następnego przechodnia. Własciciel sklepu oskarża jednak tego co przyczynił się do masowej replikacji rzeczy że pozbawia go zysku - ale ci ludzie którzy wzieli rzecz zwyczajnie nie chcieli jej kupic bo albo im była nie potrzebna albo o niej nie słyszeli lecz gdy ja tak zobaczyli bezpańską na ziemi to ja sobie przygarneli bo mogli.
Tym też tłumacze popularność torrentów - ludzie sciagaja bo cos jest do wziecia.

Jak słusznie Powiedział AS - internet jest jak demon II rodzaju, tyle tego jest że człowiek jest aż zalewany możliwościami wzięcia tego, tego i innego. Nie zawsze gdy ściąga robi to z sensem bo gdy w koncu zobaczy powie ze co za hała i na co czas tracił. Bierzemy cos bo jest nie dlatego ze tego chcemy. Ale wydaje mi się że sami producenci takimi nas wychowali promując zajadle konsumcjonistyczny model życia aż w końcu chcemy miec wszystko za darmo.
Niech się więc z tym zmagają skoro takiego piwa sobie naważyli

Przytoczę też tą słynną aferę związną z wyciekiem płyty Kazika do sieci.
O tym przypadku wiedziało tyko kilka osób na forum fanów Kazika, którzy i tak by kupili orginał oraz freetardzi z pewnego forum na którym udostepniono ową płytę. Freetardzi byli z rodzaju tych co i tak by nie kupili aleskoro jest to wezmą. Kazik zaczął jednak szumie w mediach nagłąśniając ową kradzież - czyli precyzując wyciągnięcie kopi z tłoczni - żadna grupa hakerska nie hakowała wytwórni jak to przedstawiały na początku media. Cała Polska torrentowa, rapidowa itd. rzuciła się po reklamie jaką zrobił Kazik na ową płyte niczym sępy na świerze zwłoki. Wszyscy zasysali bo to ta sławna płyta, nie dlatego że byli jakimiś fanami twórczości Kazika.On sam tylko poobrażał na lewo i prawo swoich fanów, odebrał im miano oficjalnego forum zapominjąc o tym że i tak by kupili jego płytę a to on sam przyczynił się do wyskiej liczby ścignięć potym całym show w mediach (zresztą dosć często jestspotykana akcja promocji związanej z "kradzieżą" plyty. Niby hakiery z 4chana wykradły a to wszystko się okazuje robione pod publikę akcja marketingowa).

Końcem całej Kazikowej afery było zatrzymanie jakiegoś gmbusa co to na forum peb umieścił kolejną wesję tej płyty. Kazik ucieszony ze dorwali s*u*wiela nie zrozumiał ze to był jakis kolejny freetard co tylko kopiował i udostępniał dalej tą płytę a nie ów pracnik tłczni płyt ypowadził na zewnątrz. Takie groteskowe wymierzanie sprawiedliwości jest nie na miejscu - bo raz nie ów gimbus odpowiada za myyliony strat o jakich gadał Kazik i nawet nie ten złodziej z tłoczni lecz sam nasz artysta trąbiąc na lewo i prawo o całym zdarzeniu. Widać nie pojął że ludzie nie ściągali te płytę dlaego ż jest Kazikowa lecz datego że o tak niej głośno.......

Madame Picard:
Chodzimy do kina nie tylko po to, żeby obejrzeć film, ale również po to, żeby obejrzeć go właśnie w kinie (filmy takie jak ST XI jednak o wiele lepiej prezentują się w kinie) i po to, żeby miło spędzić czas ze znajomymi czy z nowo poznaną osobą płci przeciwnej . Korzystanie z kultury to element stylu życia, nie można go rozpatrywać _tylko_ w kontekście ekonomicznym...

W moim przypadku chodzenie do kina jest męką bo zazwyczaj trafiam na koksy z ich blacharami co to komentują jakie to głupie, albo drużynę gimbusów puszczjących muze w czasie filmu. Stąd wolę domowe oglądanie filmu z dala od ww. dysponentów kultury.
Jurgen
Moderator
#147 - Wysłana: 29 Paź 2009 21:43:39
Odpowiedz 
Toudi:
Scena to jest idea, nie biznes.

Toudi:
Ale piractwo w obecnej formie, to bardziej idea, niż komercja.

Cóż, kibole też tłuką się dla idei, a nie dla zysku. Co nie zmienia faktu, że nadal jest to przestępstwem.
Abigail
Użytkownik
#148 - Wysłana: 29 Paź 2009 21:51:51
Odpowiedz 
Nie wiem, czy w dyskusji ktoś już wspomniał o serwisach takich jak Deezer czy Last.fm. Mają jakieś układy z wytwórniami, a same też na siebie potrafią zarobić, więc jak widać - można. Osobiście bardzo chętnie korzystam z takich stron i ilość ściąganych przeze mnie mp3 spadła drastycznie.
Toudi
Użytkownik
#149 - Wysłana: 29 Paź 2009 21:52:06 - Edytowany przez: Toudi
Odpowiedz 
Jurgen:
Cóż, kibole też tłuką się dla idei, a nie dla zysku. Co nie zmienia faktu, że nadal jest to przestępstwem.

Jak się tłuką na ustawkach między sobą? Kpisz czy o drogę pytasz?
Jurgen
Moderator
#150 - Wysłana: 29 Paź 2009 21:55:55
Odpowiedz 
Abigail:
kupić ten płaszcz w sklepie w centrum, czy w 2 minuty załatwić sobie za darmo identyczny z replikatora? Oczywiście tym sposobem upadłaby w końcu cała masa firm, ale co w związku z tym?

No tak, tylko że replikator nie działa za darmo. Po pierwsze wzorzec płaszcza trzeba jakoś zapisać w jego pamięci, a więc, ktoś musi:
a) albo od razu wpisać cyfrowy "obraz" tego płaszcza,
b) trzeba zeskanować rzeczywisty płaszcz do pamięci.
Czyli ktoś musi ten pałszcz tak czy inaczej zaprojektować (i trzeba mu zapłacić)
No i sam proces replikacji wymaga ogromnej ilości energii, za którą trzeba zapłacić.

I wracamy do punktu wyjścia - trzeba zapłacić projektantowi za projekt, tak jak i teraz artyście za napisanie muzyki/ słów/ tekstu/scenariusza...

Już pisałem, ale powtórzę: twierdzenie, że my możemy decydować, jak i za ile będzie sprzedawana muzyka (czy szerzej utwór artystyczny) wymagałoby uznania, że każdy z nas ma do prawo do kultury, któremu to prawu musiałby podporządkowć się twórca.
A tak nie jest i po to jest prawo autorskie i związane z nim przepisy karne - by chronic prawo twrócy do decydowania o swoim dziele.

Toudi:
Jak się tłuką na ustawkach między sobą? Kpisz czy żartujesz?

Dlaczego miałbym? Nie robia tego dla zysku przecież.
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  6  7  ...  11  12  13  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Piractwo II

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!