USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Piractwo
 Strona:  ««  1  2  ...  36  37  38  39  40  ...  46  47  »» 
Autor Wiadomość
ortkaj
Użytkownik
#1111 - Wysłana: 3 Lut 2012 10:26:05 - Edytowany przez: ortkaj
Odpowiedz 
Picard

Kiedyś w tym topicu dyskutowaliśmy m.in. o wypożyczaniu książek w bibliotekach - obstawałem, że wypożyczająć książkę nie jestem piratem. Myliłem się.

http://www.hotmoney.pl/artykul/ue-slono-zaplacimy- za-unijne-prawo-23827
Toudi
Użytkownik
#1112 - Wysłana: 3 Lut 2012 10:36:13
Odpowiedz 
ortkaj, coś strasznie ogólnikowe te teksty o tym są:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11 081489,Oplata_dla_autora_za_wypozyczenie_jego_ksia zki___Sa.html

To co bawi mnie to:
- Korzystanie z bibliotek jest i będzie darmowe - zapewnia MKiDN, które nie wyklucza, że w tym roku rozpocznie debatę społeczną na temat dyrektywy.

Ciekawe, kto zauważy, że podają tam rok 2000, to przecież 12 lat. I nikt nic nie zauważył? A może dyrektywa jest nowa, tylko ustawa stara? Kto w ogóle pisze te artykuły?

I co ciekawsze, zwolnione niby maja być biblioteki, archiwa i szkoły. No ja bardzo przepraszam, ale kto jeszcze wypożycza utwory? Wypożyczalnie video? Przecież one płacą już licencje, same nośniki są dla nich nawet droższe... Może ktoś chciał objąć nowe media - internet, gdzie od każdej kopii miała lecieć opłata - a wyszło jak zawsze.
Eviva
Użytkownik
#1113 - Wysłana: 3 Lut 2012 10:38:13 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
To już byłoby kompletne dno - kto nie ma kasy, zostaje całkiem odcięty od zdobyczy kultury i spada do poziomu zwierzęcia.
ortkaj
Użytkownik
#1114 - Wysłana: 3 Lut 2012 10:46:28
Odpowiedz 
Toudi
Toudi:
ortkaj, coś strasznie ogólnikowe te teksty o tym są:

No wiesz, jeżeli samo Ministerstwo"Kultury" gdzieś posiało wiedzę na ten temat....
A propos ładnie się to łączy z zapewnieniami ministra Zdrojewskiego, że w Polsce prawo autorskie jest chronione i podpisanie ACTA nic nie zmieni .
Myślę, że zaczyna się gierka, żeby go wykosić bo podpadł...
Elaan
Użytkownik
#1115 - Wysłana: 3 Lut 2012 13:13:54
Odpowiedz 
Eviva:
To już byłoby kompletne dno - kto nie ma kasy, zostaje całkiem odcięty od zdobyczy kultury i spada do poziomu zwierzęcia.

Ale za to o ile łatwiejsze jest życie rządzących - wszak ciemny lud wszystko kupi.
Lub posługując się słowami poety:
" Niechaj Polacy modlą się, czczą Cara i wierzą."
Dukat
Użytkownik
#1116 - Wysłana: 3 Lut 2012 13:43:40
Odpowiedz 
Niewygodne książki będzie można wycofać z bibliotek pod pozorem "ochrony praw"
Toudi
Użytkownik
#1117 - Wysłana: 3 Lut 2012 13:54:02
Odpowiedz 
Dukat, przecież to ma miejsce i teraz. Słynne Mein Kampf, do którego prawa autorskie majątkowe ma rząd Bawarii (czy jak tam zowie się ta jednostka administracyjna). Jest to książka której nie można wydawać, bo nie i już. Oni się nie zgadzają, ale książka to stała się na pewien okres czasu domeną publiczną (Disney umarł im nieco w nie w złym czasie ;)) a potem podnieśli czas do 50 lat i znowu wróciła pod autorskie prawa majątkowe dla Bawarii...

W ogóle z Mein Kampf jest kilka interesujących historii związanych z prawami autorskimi.

Ale chciałem tylko pokazać, że pod pozorem "ochrony praw" w starym systemie potrafili wprowadzić i utrzymać cenzurę. A teraz pytanie dodatkowe, ile czasu potrzeba, by w necie znaleźć pełny tekst Mojego Boju, A. Hitlera i to też w tłumaczeniach na inne języki niż oryginał?
Eviva
Użytkownik
#1118 - Wysłana: 3 Lut 2012 13:55:51
Odpowiedz 
Toudi

Mój Bój... jeszcze jedno słowo się psiakrew kojarzy...
Queerbot
Użytkownik
#1119 - Wysłana: 3 Lut 2012 16:57:21 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Toudi:
Ale chciałem tylko pokazać, że pod pozorem "ochrony praw" w starym systemie potrafili wprowadzić i utrzymać cenzurę.

A jak sądzisz, jaki był powód wprowadzenia cenzury na M. K. ? Zresztą zupełnie jawnej cenzury, nie odkrywasz żadnej Ameryki. Ta książka nie jest zablokowana, bo rząd Bawarii chroni swoje prawa autorskie, tylko zablokowana jest zupełnie celowo.
Toudi
Użytkownik
#1120 - Wysłana: 3 Lut 2012 18:01:35 - Edytowany przez: Toudi
Odpowiedz 
Queerbot:
A jak sądzisz, jaki był powód wprowadzenia cenzury na M. K. ?

Jakikolwiek by nie był, jest moim zdaniem bezsensowny, a obecnie jest jeszcze bardziej bezsensowny. (nie przychodzi mi do głowy inne cenzuralne określenie).

Wiem, że prawa autorskie są tylko pretekstem, ale to tylko pokazuje jak bezsensowne jest to prawo.

Kiedy po wojnie zakazano Mein Kampf, miało to na celu ograniczenie nazizmu, ale wówczas na świecie była już obiegu spora ilość kopii. Może gdyby technika nie poszła tak do przodu, z czasem udałoby się niemal całkowicie wyeliminować Mein Kampf z historii (choć i w to wątpię, bo ilość kopii w bibliotekach i muzeach jest i będzie się o nie dbać, jak o każdy inny biały kruk).

Ale świat poszedł do przodu i obecnie cała ta otoczka cenzury działa przeciw cenzurującym, bo zakazany owoc smakuje najbardziej. Zresztą różne incydenty z udziałem Mein Kampf też pomagają w promowaniu tej książki.

Wiecie że 70 lat od śmierci autora, lub od pierwszego wydania, jeśli prawa ma instytucja (co też fajne sprzeczności robi) wprowadziła w życie nowela z 2000 roku, wcześniej było 50 lat, które wprowadzono w 1993 roku (jak było wcześniej, to już chyba nie ważne), i co ciekawe, wiele utworów, które miedzy 93 a 2000 weszły w domenę publiczną zostały z niej zabrane - prawdę powiedziawszy to o żadnym głośnym przypadku poza Mein Kampf nie słyszałem, co mówi o sprawie samo za siebie.

A jak bezsensowne jest to obecnie, to widać, właśnie po internecie, wyszukanie treści książki Hitlera zajęło mi wpisanie hasła w google, enter i wybranie odpowiedniego linka. Mniej niż 10 sekund. Że już nie wspomnę o tym, że w kilkunastu krajach można go wydawać legalnie (chyba za przyzwoleniem rządu Bawarii, ale kto ich tam wie), w UK mają nawet śmieszną liczbę 3000 sztuk rocznie.
Dukat
Użytkownik
#1121 - Wysłana: 3 Lut 2012 19:40:14
Odpowiedz 
"Mein Kampf" krytykują głównie ludzie, którzy tego nie czytali
Eviva
Użytkownik
#1122 - Wysłana: 3 Lut 2012 19:48:34 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Dukat

Powiedz, po co miałabym czytać książkę, z której wynika, że jestem podczłowiekiem i jeśli mam prawo żyć (co niekoniecznie) to tylko jako niewolnica Rasy Panów?
Elaan
Użytkownik
#1123 - Wysłana: 3 Lut 2012 19:49:02 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Dukat:
"Mein Kampf" krytykują głównie ludzie, którzy tego nie czytali

Po owocach ich poznacie... Czyż nie tak mówi Dobra Księga?

A owoce tej " książki ", o której mówisz, poznali wszyscy w Oświęcimiu, Majdanku, Dachau - dlugo by jeszcze wymieniać.
To aż tak zabawne?
Eviva
Użytkownik
#1124 - Wysłana: 3 Lut 2012 19:56:34
Odpowiedz 
Elaan:
Po owocach ich poznacie... Czyż nie tak mówi Dobra Księga?

Khm... lepiej tego nie cytuj, bo ktoś mógłby wystąpić z zarzutem, co też nawyprawiali chrześcijanie w śreniowieczu, a nawet po nim.
Elaan
Użytkownik
#1125 - Wysłana: 3 Lut 2012 20:06:43
Odpowiedz 
Eviva:
ktoś mógłby wystąpić z zarzutem, co też nawyprawiali chrześcijanie w średniowieczu, a nawet po nim.

Nie zmienimy historii, Kochana.
Ale jak ktoś twierdzi, że ten nędzny płód chorego mózgu zwyrodnialca - czyli Mein Kampf - jest wart choćby tyle co papier na którym ją wydano, to mi się nanosondy we krwi rebelizują.
Eviva
Użytkownik
#1126 - Wysłana: 3 Lut 2012 20:10:49
Odpowiedz 
Elaan

Fakt, taki papier nawet w latrynie by się nie przydał...
The_D
Użytkownik
#1127 - Wysłana: 3 Lut 2012 20:19:22
Odpowiedz 
Toudi:
Wiecie że 70 lat od śmierci autora, lub od pierwszego wydania, jeśli prawa ma instytucja (co też fajne sprzeczności robi) wprowadziła w życie nowela z 2000 roku, wcześniej było 50 lat, które wprowadzono w 1993 roku (jak było wcześniej, to już chyba nie ważne), i co ciekawe, wiele utworów, które miedzy 93 a 2000 weszły w domenę publiczną zostały z niej zabrane - prawdę powiedziawszy to o żadnym głośnym przypadku poza Mein Kampf nie słyszałem, co mówi o sprawie samo za siebie.

Ale za tym wydłużeniem to mocno lobbowała branża muzyczna, bo w przeciwieństwie do książek ze sarych piosenek można całkiem sporo kasy wyciągnąć. Nawet Jackson przez ostatnie lata żył głównie z praw do części utworów Beatlesów, które nabył w swoich lepszych czasach.
Dukat
Użytkownik
#1128 - Wysłana: 3 Lut 2012 21:59:08
Odpowiedz 
Eviva
Elaan

Z czym wy dyskutujecie? Z faktem, że krytykują głównie Ci co nie czytali ?
Toudi
Użytkownik
#1129 - Wysłana: 4 Lut 2012 00:26:56
Odpowiedz 
Eviva, Elaan, ja mam nadzieje że widzicie iż nie przywołałem tej książki z powodu treści jaką zawiera (której swoją drogą nie znam, bo nigdy nie miałem potrzeby jej poznać, podobnie zresztą jak Czerwonej Książeczki czy jeszcze paru innych dzieł ideologicznych), ani nie z powodu autora, ani tym bardziej nie z powodu wydarzeń II Wojny Światowej. Przywołałem ją, bo jest interesującym przykładem tego jak działają prawa autorskie i jak są respektowane na przestrzeni czasu i miejsca.

Prosiłbym też, by nie odpływać z tematem na ... na tematy tak oderwane od wątku tematu, że wręcz wyciąganie ich może zaszkodzić. Bo jak zacznie bronić zakazu publikacji Mein Kampf przez obecne prawo autorskie, bo ich autor był przywódcą nazistów, to tak naprawdę przegrają wszyscy dyskutanci i zadziała prawo Godwina.

Dukat, ciebie grzecznie proszę, nie prowokuj pań i ewentualnych innych oponentów, jeśli się pojawią (w tej kwestii), bo ucieknie wątek, a nie chce mi się go potem szukać.

The_D
The_D:
Ale za tym wydłużeniem to mocno lobbowała branża muzyczna,

I co gorsza dla kultury wszelakiej będą lobbowali dalej, już lobbują przecież na 95 i 100 lat, a przecież to nijak nie ma się do kompromisu między twórcami, odbiorcami i technologią.
Teraz pozwolę sobie odjechać nieco w przyszłość, ale jeśli ludzkość kiedyś podbije kosmos, ale nie przekroczy przy tym prędkości światła ani w łączności, ani w poruszaniu się, nie znajdzie też skrótów. Ale będziemy mieć kolonię i łączność, choć powolna jak światło (jak zabawnie to brzmi, co nie) będzie istniała i będzie się nią kultura przenosić, to jaka ochrona będzie przysługiwała utworom odebranym tą drogą? Przyjmując, że utrzymają obecne 70 lat, to będzie 70 lat od powstania utworu, czy 70 lat + lata podróży od powstania utworu, czy 70 lat od odebrania otworu?
Wiem, że to problem nie z tej planety, ale internet i możliwość niemal darmowego bezstratnego kopiowania twórców praw zaskoczył, to może powinni już teraz zacząć głowić się na tym problemem, co by mieć gotowe rozwiązania na nowe zmieniające się warunki.
Queerbot
Użytkownik
#1130 - Wysłana: 4 Lut 2012 02:34:17 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Toudi:
Przywołałem ją, bo jest interesującym przykładem tego jak działają prawa autorskie i jak są respektowane na przestrzeni czasu i miejsca.

Toudi, ten przykład jest fatalny. Mein Kampf nie jest jakąś tam zwyczajną książką. Zakaz publikowania jej w Niemczech ma charakter symboliczny i sprawa praw autorskich nie ma tutaj żadnego znaczenia.

Dobrym przykładem są natomiast Dzienniki Mirona Białoszewskiego, do których prawa miał partner Mirona - Leszek Soliński, który wstrzymywał publikację jak tylko i jak długo się dało. Powodem był oczywiście homoseksualizm, opisy ich związku, strach etc. W tym przypadku prawa autorskie zadziałały jako bufor chroniący przed skandalem.
Toudi
Użytkownik
#1131 - Wysłana: 4 Lut 2012 03:22:41
Odpowiedz 
Queerbot:
Toudi, ten przykład jest fatalny. Mein Kampf nie jest jakąś tam zwyczajną książką. Zakaz publikowania jej w Niemczech ma charakter symboliczny i sprawa praw autorskich nie ma tutaj żadnego znaczenia.

Co to znaczy zakaz symboliczny? Czyli co wracamy do "Indeksu Ksiąg Zakazanych"?
W Austrii samo posiadanie Mein Kampf jest karalne (co prawda na wiki podali szczegółów, o jakie konkretnie egzemplarze chodzi, więc obstawiam, że wszystkie) czyli co MK jest jak narkotyk? [sarkazm]tu miała być zgryźliwa uwaga o nazizmie, ale uznałem że przekraczam nią granice kulturalnej dyskusji[/sarkazm]
I sprawa praw autorskim ma znaczenie, bo w Polsce w 2009 roku skazali wydawcę owej książki na 10 000 zł grzywny i 3 miesiące więzienie w zawieszeniu na 2 lata. I nie widzę, by osądzili go o szerzenie nazizmu, tylko o złamanie praw autorskich. Także coś jest tu nie tak.

Queerbot:
Dzienniki Mirona Białoszewskiego

Nie wiem jak wygląda sprawa tej książki, nie wiem jak to się stało, że ktoś inny miał prawa do niej? Może opisz nieco sytuację. Białoszewski umarł, nim wydał swoje dzienniki?

Queerbot:
W tym przypadku prawa autorskie zadziałały jako bufor chroniący przed skandalem.

Efekt uboczny? Ale przecież prawa autorskie nie powstały by bronić przed skandalem. To zdaje się też nie chodzi o to w dyskusji. Przykład pewno nie idealnie trafiony, ale to tak jakby dziękować motoryzacji za likwidację końskich kup z ulic. To przecież tylko efekt uboczny, nie celowy.
Dukat
Użytkownik
#1132 - Wysłana: 4 Lut 2012 08:50:36
Odpowiedz 
Toudi:
Bo jak zacznie bronić zakazu publikacji Mein Kampf przez obecne prawo autorskie, bo ich autor był przywódcą nazistów, to tak naprawdę przegrają wszyscy dyskutanci i zadziała prawo Godwina.

Jakie prawo? To kretynizm wymyślony przez ludzi o poglądach podobnych do hitlerowskich. Zrobili to, żeby uniemożliwić wytykanie im tego podobieństwa. Zakłamani kryptonaziści poważny człowiek nie respektuje takich "pseudo praw".

Toudi:
Dukat, ciebie grzecznie proszę, nie prowokuj pań i ewentualnych innych oponentów, jeśli się pojawią (w tej kwestii), bo ucieknie wątek, a nie chce mi się go potem szukać.

Czy zaprzeczysz, ze krytykują tę ksiażkę głównie ci co nie czytali?

Queerbot:
Toudi, ten przykład jest fatalny. Mein Kampf nie jest jakąś tam zwyczajną książką. Zakaz publikowania jej w Niemczech ma charakter symboliczny i sprawa praw autorskich nie ma tutaj żadnego znaczenia.

Nie jest zwyczajną książką to czym? Skąd ta paranoja, żeby tego nie czytać? Bo co? Ktos przeczyta i coś złego zrobi? Najśmieszniejsze jest to, że ci sami ludzie twierdzą, że nic złego nie ma w muzyce z tekstami typu "Fight and kill in Metal name!" albo, że telewizja czy czytane gazety wcale nie kształtują ich myślenia , o nie, oni są odporni na takie wpływy, tylko "Mein Kampf" niech nikt nie czyta, bo to księga demoniczna, ona jedyna ma wielki wpływ
Nie no coś tu jest nie konsekwentnego.

Toudi:
I sprawa praw autorskim ma znaczenie, bo w Polsce w 2009 roku skazali wydawcę owej książki na 10 000 zł grzywny i 3 miesiące więzienie w zawieszeniu na 2 lata. I nie widzę, by osądzili go o szerzenie nazizmu, tylko o złamanie praw autorskich. Także coś jest tu nie tak.

Jeżeli rozpowszechniał to jako tekst źródłowy, materiał historyczny, to trudno mówić o "szerzeniu", za to z praw autorskich kij się znalazł.
Eviva
Użytkownik
#1133 - Wysłana: 4 Lut 2012 09:12:39 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Dukat

Bracie z Kardassji, powiedz szczerze, po co czytać taką książkę? Przecież to porównywalne ze zjedzeniem, z przeproszeniem, kawałka mięsa w stanie totalnego rozkładu. Można oczywiście, tylko po co?
Dukat
Użytkownik
#1134 - Wysłana: 4 Lut 2012 10:16:30
Odpowiedz 
Eviva:
Bracie z Kardassji, powiedz szczerze, po co czytać taką książkę?

Po co się wypowiadać o czymś, czego się nie czytało?

Eviva:
Można oczywiście, tylko po co?

No właśnie nie bardzo można. Jeżeli dystrybucja jest właściwie zakazana, w bibliotekach nie ma, to skąd? Od piratów w sieci ?
Elaan
Użytkownik
#1135 - Wysłana: 4 Lut 2012 14:18:34 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
Queerbot:
Toudi, ten przykład jest fatalny.

Trudno się z tym nie zgodzić.

Toudi

Wybranie przez Ciebie tej właśnie książki jako przykładu, wybacz, ale przypomina wystąpienie przez Palikota ze sztucznym penisem na konferencji prasowej.
Zamiast argumentów użyłeś gadżetu, świadomie prowokując dyskutantów do rozmaitych reakcji.

Dlaczego nie zainteresowało Cię kto np. dysponuje prawami autorskimi do książek Lema lub H.G. Wellsa? Albo do wierszy Wisławy Szymborskiej?
Dukat
Użytkownik
#1136 - Wysłana: 4 Lut 2012 14:28:49
Odpowiedz 
Elaan ale dlaczego fatalny? Przecież to przykład użycia "praw autorskich" jako cenzury.

Na tej samej zasadzie być może już wkrótce nie będzie wolno rozpowszechniać tego:

Lenin

Że w bój poprowadził krzywdzonych,
że trwałość zwycięstwu nadał,
dla nadchodzących epok
stawiając mocny fundament -
grób, w którym leży ten
nowego człowieczeństwa Adam,
wieńczony będzie kwiatami
z nieznanych dziś jeszcze planet.


Elaan:
Dlaczego nie zainteresowało Cię kto np. dysponuje prawami autorskimi do książek Lema lub H.G. Wellsa? Albo do wierszy Wisławy Szymborskiej?

W tych przypadkach (jeszcze) prawa autorskie nie służą cenzurze.
Toudi
Użytkownik
#1137 - Wysłana: 4 Lut 2012 15:21:57
Odpowiedz 
Elaan, dlaczego wybrałem Mein Kampf Adolfa Hitlera a nie coś z Lema, Wellsa, czy Szymborksiej? Sprawa jest prosta, ani Lem ani Szymborska, nie umarli dość dawno, by około praw do ich twórczości zrobiła się głośno.
Z Wellsem mogłoby być coś ciekawszego, ale jeszcze nie spotkałem się z jakąś głośną sprawą odnośnie jego wydań. Jeśli znasz jakieś sprawy związane z tymi ludźmi lub innymi, to proszę napisać, opisać, będziemy dyskutować.

Wracając jednak do penisa, to pragnę zauważyć, że jeśli skoro można ludzi skazywać za Mein Kampf można i za Szymborską czy Lema. Jeśli tego nie widzicie, to jestem przerażony. Ale rację miał tu Korwin-Mikke przy emeryturach, jak odbierano świadczenia ludziom związanym z PRLem, lud pozwolił, to zaraz lud traci swoje uprawnienia.
Zezwolono na cenzurę Mein Kampf nie za ewentualne szerzenie nazizmu, ale ze względu na prawa autorskie, to otwarto drogę do czynienia tego każdemu innemu dziełu.

Elaan:
Zamiast argumentów użyłeś gadżetu, świadomie prowokując dyskutantów do rozmaitych reakcji.

Rozumiem, że ludzie mają problem ze swoją historią i jest mi przykro z tego powodu, bo niezależnie od tego jak zbrodnicze były systemy dyktatorskie, to nie sposób odmówić im, że zostawiły po sobie też i pozytywne aspekty. Jak niemieckie autostrady, czy komunistyczna elektryfikacja miast i wsi.

Pragnę po raz kolejny zwrócić uwagę, że nie przytaczam tu Mein Kampf ze względu na treść czy autora, ale ze względu na to co się z nią dzieje w świetle obowiązujących przepisów prawa autorskiego! Jeżeli ktoś nie potrafi oddzielić tych dwóch spraw od siebie (a co więcej jeszcze dodaje do tego swoje demony przeszłości), to uprzejmie proszę, by nie brał udziału w dyskusji.
Queerbot
Użytkownik
#1138 - Wysłana: 4 Lut 2012 15:32:01 - Edytowany przez: Queerbot
Odpowiedz 
Toudi:
Co to znaczy zakaz symboliczny? Czyli co wracamy do "Indeksu Ksiąg Zakazanych"?
W Austrii samo posiadanie Mein Kampf jest karalne (co prawda na wiki podali szczegółów, o jakie konkretnie egzemplarze chodzi, więc obstawiam, że wszystkie) czyli co MK jest jak narkotyk? [sarkazm]tu miała być zgryźliwa uwaga o nazizmie, ale uznałem że przekraczam nią granice kulturalnej dyskusji[/sarkazm]

Zakazanie Mein Kampf było częścią szeroko zakrojonego procesu w powojennych Niemczech, który jak wszyscy wiedzą określa się mianem denazyfikacji. W jakimś sensie chodziło pewnie też o to, żeby treści nazistowskie nie "inspirowały" kolejnych pokoleń (chociaż wpływ jeśli chce, to się pojawi), ale przede wszystkim chodziło o symboliczne potępienie ideologii nazistowskiej jako niedopuszczalnej, o skazanie jej na karę śmierci, to, żeby ocaleni z Zagłady przechadzając się po berlińskim Charlottenburgu nie dostawali zawału serca na widok w witrynie jakiejś eleganckiej księgarni książki, która ucieleśnia całe zło hitleryzmu.
Dostęp do książki jest w internecie łatwy, to prawda. Ale publikacje w formie papierowej wciąż mają pewien nobilitujący status, są czymś wartym wydania i czytania skoro zmarnowano na nie tyle papieru. Niewydawanie M. K. to gest symbolicznej pogardy dla niej, dla zbrodni nazistowskich i w związku z tym jej przykład w dyskusji na temat praw autorskich mija się z celem.

Natomiast co do Tajnego Dziennika Białoszewskiego, to pisał go przez całe życie, natomiast prawa w testamencie przekazał swojemu chłopakowi. I tu pojawia się problem - czy ważniejszy jest interes spadkobierców (którzy prawa autorskie wykorzystują do zarabiania lub do ochrony swojego "dobrego imienia"), czy interes czytelników (którzy chcą czytać, wiedzieć).

Toudi:
Pragnę po raz kolejny zwrócić uwagę, że nie przytaczam tu Mein Kampf ze względu na treść czy autora, ale ze względu na to co się z nią dzieje w świetle obowiązujących przepisów prawa autorskiego! Jeżeli ktoś nie potrafi oddzielić tych dwóch spraw od siebie (a co więcej jeszcze dodaje do tego swoje demony przeszłości), to uprzejmie proszę, by nie brał udziału w dyskusji.

I niestety w przypadku książki Adolfa Hitlera nie da się oddzielić treści od tego, co się z książką dzieje.
Toudi
Użytkownik
#1139 - Wysłana: 4 Lut 2012 16:26:23
Odpowiedz 
Queerbot, Niemcy to, Niemcy tamto, ale przecież Niemcy to nie świat. Poza tym, chyba Austria ma bardziej surowe prawo do tej książki. Poza tym chciałbym zwrócić kolejny raz uwagę, że w Polsce skazuje się za wydanie MK na więzienie, a jakoś pół świata wydaje ją albo za przyzwoleniem Bawarii, albo przynajmniej przy braku jej sprzeciwu. Czyli co w Polsce wykorzystują prawo autorskie aż do absurdu, w Anglii częściowo, a w USA biorą po prostu tantiemy za każdą kopię i siedzą cicho? Piękne poszanowanie prawa i postanowień.

Queerbot:
I niestety w przypadku książki Adolfa Hitlera nie da się oddzielić treści od tego, co się z książką dzieje.

Da się. Trzeba tylko spojrzeć bardziej ogólnie na problem całości prawa a nie tego przypadku. Bo prawo nie jest napisane dla jednego konkretnego przypadku, ale dla ogółu.

Queerbot:
Natomiast co do Tajnego Dziennika Białoszewskiego, to pisał go przez całe życie, natomiast prawa w testamencie przekazał swojemu chłopakowi. I tu pojawia się problem - czy ważniejszy jest interes spadkobierców (którzy prawa autorskie wykorzystują do zarabiania lub do ochrony swojego "dobrego imienia"), czy interes czytelników (którzy chcą czytać, wiedzieć).

Jeśli dziennik nie został wydany przed śmiercią i pełne prawa otrzymał Soliński, to może zrobić z tym co chce, nawet zniszczyć. Natomiast jeśli zostały wydane, to jego próba cenzury jest bezsensowna i zakończyć się może tylko szerszym rozprzestrzenieniem się treści. Tyle tylko, że skoro Soliński jest właścicielem praw majątkowych, powinien dostawać procent od zysków z dziennika.
I zwróć uwagę, że zabieg Solińskiego zadziała przeciw niemu, nim nie przytoczyłeś tego przykładu, to ja (szary Kowalski)
- nie wiedziałem że istniały takie osoby jak Białoszewski i Soliński
- nie wiedziałem że łączył ich związek homoseksualny
- nie wiedziałem że ich relacja została opisana w dzienniku
Ja co prawda, nawet teraz jak wiem nie sięgnę po ten dziennik, ale jest spory procent społeczeństwa który zrobi wszystko by to przeczytać, bo takiej reklamie.

I moim zdaniem, ten kto pisał prawa autorskie nie myślał o ochronie dobrego imienia kogoś, czy o cenzurze. Raczej myślał o tym, by ktoś inny nie zarabiał na pracy autora (wyjątek stanowi przekazanie praw majątkowych).

I jeszcze wracając do przytoczonego przez ciebie Dziennika. Cenzura po choćby jednym wydaniu jest z góry skazana na klęskę, choćby przez instytucję Egzemplarza obowiązkowego.
The_D
Użytkownik
#1140 - Wysłana: 4 Lut 2012 20:23:20
Odpowiedz 
Toudi:
Jeśli dziennik nie został wydany przed śmiercią i pełne prawa otrzymał Soliński, to może zrobić z tym co chce, nawet zniszczyć. Natomiast jeśli zostały wydane, to jego próba cenzury jest bezsensowna i zakończyć się może tylko szerszym rozprzestrzenieniem się treści.

Ale dlaczego bezsensowne? Lem uważał swoje pierwsze wydane utwory za słabe (i każdy kto je czytał się z tym zgadza) i do końca życia nie wyrażał zgody na ich wznowienia. I w zasadzie dopiął swego, bo do dziś czytali je tylko zapaleni lemiści, a zdecydowana większość zna go tylko z tych lepszych (których przecież napisał niemało).
 Strona:  ««  1  2  ...  36  37  38  39  40  ...  46  47  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Piractwo

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!