USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Urzeczywistnianie SF. Osiagnecia wspólczesnej nauki i techniki.
 Strona:  ««  1  2  3  ...  26  27  28  29  30  31  32  »» 
Autor Wiadomość
MarcinK
Użytkownik
#901 - Wysłana: 8 Lut 2016 14:04:03 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
mozg_kl2
Użytkownik
#902 - Wysłana: 8 Mar 2016 08:51:51
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#903 - Wysłana: 8 Mar 2016 09:25:32
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
oto-ixs-enterprise

Prawie dwa lata temu mieliśmy go na stronie głównej:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=3&topic=3446&page=5#msg281042
Ale fajnie, że ten projekt jest pamiętany... Daliby jego model do nowego Treka...
mozg_kl2
Użytkownik
#904 - Wysłana: 8 Mar 2016 09:51:55
Odpowiedz 
Q__

A juz chcialem Ci rzucic kolo ratunkowe na glowna.
Q__
Moderator
#905 - Wysłana: 8 Mar 2016 10:00:34 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

Doceniam chęci. I newsa, który - sam w sobie - mocny. (Na główną, tymczasem, poszły teasery jakiegoś fan-projektu, o którym sam niewiele wiem. Cóż... niby dzieje/szykuje się dużo rzeczy - premiera Beyond nadciąga, nowa seria się rodzi, kolejne fan-epizody powstają, sprawa Axanaru się toczy, ale informować niezbyt jest o czym w sumie...*)

* No, chyba, że się tego "The Crossing" doczekamy w końcu:
http://www.trekbbs.com/threads/starship-farragut-t he-crossing.266125/page-4#post-11495719
Q__
Moderator
#906 - Wysłana: 5 Kwi 2016 00:23:59
Odpowiedz 
pirogronian
Użytkownik
#907 - Wysłana: 5 Kwi 2016 09:11:46
Odpowiedz 
mozg_kl2:
http://naekranie.pl/aktualnosci/science-fiction-st aje-sie-rzeczywistoscia-oto-ixs-enterprise-785303

Swoją drogą, jak widzę takie tytuły, to mi się chce bić głową w ścianę. Namalować ładny stateczek potrafi każdy. Raczmy jednak przyjąć do wiadomości, że nie stoi za tym żadna realna technologia, a jedynie jest to "zachęta" dla młodych (a więc pewnie i naiwnych) naukowców... Cóż, nauka niejedną ma postać... Albo raczej wiele rzeczy nazywa siebie nauką.
MarcinK
Użytkownik
#908 - Wysłana: 19 Maj 2016 05:11:33
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#909 - Wysłana: 16 Cze 2016 00:30:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dukaj wieszczył:

"Przyjechały zamówione dania, w większości krwiste befsztyki. Inżynierowie memetyczni od lat z takim upodobaniem sprzęgali indukowane przez siebie trendy z memotrendami wegetarianizmu i zdrowego żywienia, że dla pokoleń Hunta i Vassone rozmyli je już doszczętnie. Tatary, strogonoffy, tłuszcze zwierzęce – znowu nie były niemodne.
Chwilę trwało zamieszanie z rozdzielaniem kompletów i płaceniem, kelner łapał ich po kolei za nadgarstki i przyciskał suche wargi operatora do cashchipu wyczuwalnego pod skórą drobnym stwardnieniem."


"Czarne oceany"

Tego (jeszcze?) nie mamy, ale trend idzie w tym kierunku, bo:

To będzie rozwiązanie idealne na plażę. Będziecie mogli płacić wodoodpornym, jednodniowym tatuażem
Nad koncepcją połączenia go z technologią NFC pracują dwie amerykańskie firmy

Chodzi o spółki MC10 i PCH. Ich zapowiedzi, że wkrótce wprowadzą na rynek coś, co będzie przypominać jednorazowy tatuaż i posiadać wbudowaną technologię do komunikacji NFC, nie należy traktować jedynie jako przechwałki. Obie mają bowiem doświadczenia, które każą przypuszczać, że swoje plany są w stanie zrealizować.
Pierwsza z nich opatentowała rozwiązanie o nazwie BioStamp. To niewielki plaster z wbudowanymi czujnikami, który po naniesieniu na skórę monitoruje procesy życiowe pacjentów w szpitalach. Z kolei druga wprowadziła przy współpracy z korporacją L'Oreal nakładkę mierzącą oddziaływanie promieniowania UV na skórę. Nie mam zdjęć, które mógłbym Wam pokazać, ale wpisując w przeglądarkę frazę "biostamp" łatwo znajdziecie fotografie, na których widać jak to rozwiązanie wygląda.
Najnowsze dzieło obu firm ma być uniwersalną platformą, z której będzie mógł skorzystać podmiot z dowolnej branży. "Inteligentny tatuaż" spełni np. funkcję płatności bezgotówkowych lub pozwoli bez klucza wejść do pokoju hotelowego. Wszystko dzięki wyposażeniu go w technologię umożliwiającą komunikację zbliżeniową.
Spółki deklarują, że tatuaż będzie wygodny i bezpieczny dla użytkownika. Ma umożliwiać oddychanie skóry i będzie wodoodporny. Dzięki niemu wyeliminowana zostanie konieczność noszenia przy sobie czegokolwiek, aby np. zapłacić za posiłek podczas wizyty w parku wodnym czy na basenie. W razie konieczności "tatuaż" będzie można zdrapać, a wtedy straci swoje funkcje.

http://www.cashless.pl/temat-dnia/1196-to-bedzie-r ozwiazanie-idealne-na-plaze-bedziecie-mogli-placic -wodoodpornym-jednodniowym-tatuazem

Z drugiej strony może i lepiej, by ów trend za daleko nie zaszedł, bo znów Zajdel prorokował coś takiego:

"Sneer przyspieszył kroku, by prędzej znaleźć się w znanych, przyjaznych, pełnych znajomych osób, rejonach śródmieścia. By skrócić sobie drogę, skręcił z głównej ulicy, zataczającej obszerny łuk estakadą nad niskimi, starymi domami. Zabrnął w wąskie uliczki starej dzielnicy i po chwili już żałował, że nie trzymał się dobrze oświetlonej arterii.
– Ej, panie! – usłyszał za sobą cienki, dziecięcy głos. Spojrzał przez ramię. Mały, najwyżej dziesięcioletni chłopczyk szedł za nim w odległości paru kroków.
– Czego chcesz? – Sneer rozejrzał się ukradkiem na boki.
– Kup mi czekoladę. Tu, za rogiem, jest automat.
– Kiedy, widzisz – Sneer uśmiechnął się przyjaźnie do malca – tak się nieszczęśliwie złożyło, że mi właśnie ukradli Klucz! Chłopiec stał przed nim, milcząc z zakłopotaną miną. Widać nie miał instrukcji na taką okoliczność.
– No, dlaczego nie chcesz kupić dziecku czekolady? – powiedział ktoś skryty w mrocznej sieni budynku. – Mam cię nauczyć uprzejmości?
Z ciemnego otworu drzwi wyionił się wysoki, barczysty młodzieniec. Za nim wyszło jeszcze dwóch, niższych i mniej okazałych. Byli za to uzbrojeni w cienkie metalowe drążki.
– Powiedziałem, że nie mam Klucza – burknął Sneer, robiąc krok w ich stronę. – Nie wierzysz? Masz, szukaj! Dryblas zbliżył się niezdecydowanie.
– Tylko bez sztuczek! – ostrzegł niepewnie.
Czuło się, że brak mu rutyny. Obmacał stojącego spokojnie Sneera, sprawdził wszystkie kieszenie.
– Nie ma – powiedział w stronę kumpli.
– Zostaw. Może być glina – poradził jeden z nich.
– Ja tu znam wszystkich tajniaków – mruknął wysoki. – Kto ty jesteś?
– Nie powiem ci, synku – wycedził Sneer – bo umarłbyś ze strachu.
Chłopak wahał się chwilę, ale cofnął się o dwa kroki.
– No, dobra, dobra! – powiedział pojednawczo. – Sprawy nie było.
Sneer zrobił zwrot na pięcie i nie oglądając się, niezbyt szybko oddalił się w stronę najbliższej przecznicy. Dopiero za rogiem, widząc z daleka zaparkowany przy krawężniku wóz policyjny, odetchnął swobodniej.
Udało się. Początkujący wyciskacze dobrze wiedzieli, kto – oprócz niektórych tajnych funkcjonariuszy policji – chadzać może nocą bez Klucza po ulicach Argolandu. Gdyby Sneer miał Klucz przy sobie, przygoda niechybnie zakończyłaby się przymusowymi zakupami.
Wyciskacze nie czynili zazwyczaj krzywdy cielesnej przechodniowi, płacącemu w automatach sklepowych za zamówione przez nich towary. Zwykle poprzestawali na kilku butelkach alkoholu, paru puszkach piwa, jakiejś niewielkiej zakąsce. Uwzględniając stan punktowy konta ofiary, nie nadużywali go zbytnio. Na umiarkowaniu wymagań opierali własne bezpieczeństwo i bezkarność. Klient, obrobiony w miarę łagodnie, rezygnował przeważnie ze składania doniesień na policji, zdając sobie sprawę z bezskuteczności skargi. Wyciskacz nigdy oczywiście nie wymuszał żadnych przelewów na swoje konto i wszelki ślad ginął wraz z nim za rogiem ulicy.
Tylko odmowa obdarowania wyciskaczy kończyła się zwykle mniej lub bardziej dotkliwym pobiciem – ku przestrodze potencjalnym klientom. Także w tym przypadku identyfikacja napastników była bardzo utrudniona, gdyż działali z dala od stałych siedzib, gdzie zwykle cieszyli się niezłą opinią wśród sąsiadów i miejscowych policjantów.
Wolałbym już nawet stracić parę punktów, byle mieć Klucz! – pomyślał Sneer. – Dobrze, że się odczepili. Mogliby mi dołożyć ze złości, że nic nie dostali!
Zagrał ryzykownie, ale z dobrym skutkiem. Sugestia podziałała, w ich szóstackich mózgownicach zakiełkował strach. Elegancko ubrany facet spacerujący bez Klucza po bocznych ulicach, mógł być zdziercą. Sneer sam czuł niemiły dreszcz na plecach, gdy myślał o spotkaniu prawdziwego zdziercy. Nie znał nikogo, kto wyszedł cało z takiego spotkania. O zdziercach słyszało się niekiedy w komunikatach policyjnych i stąd ich wyczyny znane były szerokiemu ogółowi.
Zdzierstwo jest procederem nie znajdującym akceptacji nawet w kręgach najbardziej zdegenerowanych przestępców Argolandu. Zdzierca to zwyrodniały bandzior, który potrafi zabić człowieka jednym uderzeniem pięści, by potem, posługując się specjalną, sobie tylko znaną techniką, precyzyjnie zedrzeć skórę z dłoni denata – jak zdejmuje się rękawiczkę.
Zdzierca nie nosi własnego Klucza. Do akcji wyrusza ubrany w porządny strój wieczorowy. Ma zwykle jedną noc na opróżnienie Klucza ofiary, zanim policja dowie się o zabójstwie i zablokuje konto. Nie ma zatem czasu na sporządzenie rękawiczki papilarnej. Zresztą, żaden szanujący własny spokój i wolność rękarz nie sporządza rękawiczki z martwej dłoni, a zdzierca też nie lubi wciągać nikogo do spółki. Używając skóry ofiary jako rękawiczki, prowadzi do rana intensywne nocne życie po najlepszych lokalach, nie wzbudzając niczyich podejrzeń – chyba że popełni jakąś nieostrożność.
Możliwość używania cudzego Klucza kończy się zwykle następnego dnia, lecz zdzierca śpi już wówczas w najlepsze w swej melinie, nabierając sił do kolejnej nocnej wyprawy na następną ofiarę. Przestępca jest tak doskonale anonimowy, że nie udało się jeszcze w Argolandzie schwytać żadnego zdziercy."


"Limes inferior"

Inna rzecz, że na pociechę można zauważyć, iż Zajdel nie uwzględnił monitoringu (którym zajął się dopiero w "Paradyzji"). Taki zdzierca musiałby umieć jeszcze kamery oszukać. Inaczej by wpadł - albo by go w okolicach bankomatu nagrali (że gotówkę pobiera, a nie wygląda jak jej właściciel), albo w knajpie sfilmowali, jak szaleje... Znaczy, to by robota dla profesjonalistów była i nie tak radosna, jak opisuje... Przynajmniej po kilku pierwszych takich przypadkach...

A poza tym - jak o wizjach częściowo spełnionych mowa - Włosi Segway'a przewidzieli :


Q__
Moderator
#910 - Wysłana: 19 Cze 2016 18:38:49
Odpowiedz 
Guauld
Użytkownik
#911 - Wysłana: 5 Lip 2016 16:03:00 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
Trafiłem na taki oto filmik:
https://www.youtube.com/watch?v=OI_OhvOumT0

Nie wiem czy to jest coś świeżego, czy może trochę jak grafen (od dawna "bliski"), ale pierwszy raz się z tym zetknąłem, otrzymując mieszankę podekscytowania i przerażenia. Wkrótce nie tylko modyfikacja całych gatunków może okazać się "prosta", ale również ich całkowita eliminacja (bezpłodność zaprogramowana na kilka pokoleń w przód, dzięki tej metodzie dziedziczenie genu jest gwarantowane). Dopóki to siedzi w rękach odpowiedzialnych ludzi, którzy rozumieją, że jak już się tak bawić, to lepiej ograniczyć to narzędzie do minimum (jak w przykładzie komarów), czyli genetyków pracujących nad tym właśnie, to obawy można mieć umiarkowane. Ale co, gdy to wejdzie w życie i powiedzmy rząd nie przejmujący się ekologią (jak np. chiński) uzna, że eksterminacja wybranych gatunków jest mu z jakiegoś powodu na rękę? Od razu przypomniała mi się odpowiedź Legionu z Mass Effect na pytanie dlaczego Geth nie zniszczyli Quarian:

We were in our infancy. We could not calculate the reprocussions of destroying an entire species-our creators. We chose isolation, rather than face this uncertainty.


Natomiast ludzie przez swoją arogancję mają często problem ze zrozumieniem, że my tak samo jesteśmy ciągle niemowlakami i skutków usunięcia nawet najprostszego gatunku nie potrafimy przewidzieć.

Miałem wątpliwości czy umieścić to tu, czy w "This is about saving the future of humanity!".
Q__
Moderator
#912 - Wysłana: 6 Lip 2016 02:24:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Guauld

Guauld:
ale pierwszy raz się z tym zetknąłem, otrzymując mieszankę podekscytowania i przerażenia. Wkrótce nie tylko modyfikacja całych gatunków może okazać się "prosta", ale również ich całkowita eliminacja (bezpłodność zaprogramowana na kilka pokoleń w przód, dzięki tej metodzie dziedziczenie genu jest gwarantowane). Dopóki to siedzi w rękach odpowiedzialnych ludzi, którzy rozumieją, że jak już się tak bawić, to lepiej ograniczyć to narzędzie do minimum (jak w przykładzie komarów), czyli genetyków pracujących nad tym właśnie, to obawy można mieć umiarkowane.

Ty się tu takim relatywnym drobiazgiem martwisz, a tam - może - ktoś całe gwiazdy znika:
http://arxiv.org/abs/1606.08992
https://www.newscientist.com/article/2095785-impos sible-vanishing-stars-could-be-signs-of-advanced-a lien-life/
http://wyborcza.pl/1,75400,20345596,znikajace-w-ni ewyjasnionych-okolicznosciach-gwiazdy-tam-moze.htm l

(Jeśli chodzi o szukanie rozumnych przyczyn za w/w zjawiskiem byłbym b. ostrożny, ale... a nuż się okaże, że ktoś tam scenariusz ze "Starplexu"* realizuje?)

* Zacytuję tę b. Trekową powieść (trekową tak bardzo, zresztą, że Obcy astrofizyk odnosi się do starych - z jego perspektywy - sporów w łonie ziemskiej nauki, co wypada... hmmm... naiwnie):

"Rutynowy porządek przerwało wtargnięcie Jaga. Zamiast dumnie wkroczyć Waldahuden dosłownie wpadł na mostek jak burza.
- Znalazłem! - wrzasnął. Choć sądząc po wzburzonym falowaniu jego futra, trafniejszy byłby przekład: „Eureka!”
Lansingowie jak na komendę równocześnie obrócili się w jego stronę. Jag nie podszedł do stanowiska. Przemierzył salę i stanął na przedzie, mniej więcej dwa metry od konsoli Thora.
- Co znalazłeś?! - odkrzyknął Keith prosto z mostu.
- Odpowiedź! - wydyszał podniecony astrofizyk. - Znalazłem odpowiedź! - Wziął głębszy wdech. - Wysłuchajcie mnie przez moment. Ten fakt wymaga pewnych wyjaśnień. Lecz jedno ogłaszam na wstępie - to my kierujemy materią! Tworzymy jej różnorodność. Jesteśmy twórcami przemian. O, bogowie gór, rzek, dolin i równin! Twórcami wszelkich przemian! - Jego oczy rozbiegły się po zebranych. Jedno spoczęło na Liannie, drugie na Rombusie, trzecie na Rissie, a czwarte skierował na Thora i Keitha, siedzących przed nim w jednej linii.
- Teraz wiemy, że podróże w czasie z przyszłości w przeszłość są możliwe - mówił dalej. - Ujrzeliśmy na własne oczy, jak dokonały tego gwiazdy czwartej generacji i kapsuła, zbudowana przez Heka i Azmi. Lecz spróbujmy rozważyć wywołane tym skutki. Przypuśćmy, że jutro w południe użyłem maszyny czasu, by wysłać siebie samego z powrotem do dnia teraźniejszego. Co się wtedy stanie?
- Cóż... - mruknął Lansing. - Wtedy będziemy tu mieli dwóch Jagów: jednego z dzisiaj i jednego z jutra.
- Tak jest. A teraz zastanówmy się głębiej. Jeżeli będzie mnie dwóch, moja masa też się podwoi. Ważę sto dwadzieścia trzy kilogramy, a drugie tyle oznacza już dwieście czterdzieści sześć kilo masy Jaga na pokładzie statku.
- Sądziłam, że to niemożliwe - wtrąciła Rissa. - Zaprzecza temu prawo zachowania masy i energii. Skąd pochodzi to dodatkowe sto dwadzieścia trzy kilo?
Jag triumfował.
- Z przyszłości! - szczeknął. - Nie rozumiesz? Przemieszczenie w czasie to jedyna dopuszczalna metoda, aby pokonać to prawo. Jedyny sposób na przyrost całkowitej masy systemu. - Długa sierść falowała w nieustannym tańcu. - A gwiazdy z przyszłości? Wraz z przybyciem każdej następnej masa obecnego Wszechświata się powiększa. Ponadto nawet gwiazdy czwartej generacji są zbudowane z pierwotnych, odtworzonych cząsteczek subatomowych. Poprzez zawrócenie w czasie do przeszłości cząsteczki te zostają istotnie skopiowane, podwajając swoją masę całkowitą.
- Interesujący efekt uboczny, bez wątpienia... - zauważył Rombus. - Jednak nie tłumaczy, w jakim celu gwiazdy są wysyłane w przeszłość.
- Ależ oczywiście, że tłumaczy! Podwojenie masy to nie tylko efekt uboczny - absolutnie nie! To właśnie główny cel całego przedsięwzięcia.
- Przedsięwzięcia? - Keith myślał, że się przesłyszał.
- Tak! Wielkiego przedsięwzięcia ocalenia Wszechświata! Gwiazdy zawraca się w czasie, aby powiększyć masę całego Wszechświata. Dyrektorowi opadła szczęka.
- Dobry Boże... - wyszeptał w przebłysku nagłego zrozumienia.
- Dokładnie. - Czworo oczu Waldahudena wpiło się w Lansinga. - Od przeszło wieku zdajemy sobie sprawę, że materia widzialna stanowi niespełna dziesięć procent wszelkiej materii, obecnej we wszechświecie. Resztę stanowią neutrina i ciemna materia, taka, jak nasi gigantyczni przyjaciele matmaci. Zrozumieliśmy już, jakie formy przybrała materia Wszechświata, lecz nie wiemy ile jej jest. A los Wszechświata zależy właśnie od ilości zawartej w nim masy. Od tego, czy jej suma lokuje się poniżej, powyżej czy akurat na poziomie gęstości krytycznej.
- Gęstości krytycznej? - podchwyciła Rissa.
- Otóż to. Wszechświat się rozszerza od chwili samego wielkiego wybuchu. Jednak - czy ekspansja będzie trwać wiecznie? To kwestia grawitacji. Zaś wartość grawitacji zależy od zgromadzonej masy. Jeżeli oscyluje poniżej gęstości krytycznej - ciążenie nigdy nie zdominuje siły pierwotnej eksplozji i Wszechświat będzie się rozszerzał w nieskończoność, rozrzucając cząstki materii coraz dalej i dalej. Zapanuje lodowata pustka, w której pojedyncze atomy rozdzieli przestrzeń wielu świetlnych lat.
Rissa zadrżała.
- W odwrotnym przypadku - ciągnął Jag - gdy całkowita masa Wszechświata przekroczy gęstość krytyczną - ciążenie przezwycięży siłę wielkiego wybuchu, spowalniając i, w efekcie, odwracając ekspansję. Wszystko zacznie zapadać się w sobie, kurczyć z chrzęstem w pojedynczą bryłę materii. W sprzyjających warunkach owa bryła eksploduje w następnym wielkim wybuchu, tworząc nowy Wszechświat, być może krańcowo różny od poprzedniego, lecz zbudowany z tych samych cząstek.
- To brzmi nieco lepiej - kobieta odetchnęła.
- Owszem - odparł Jag. - Ale jeżeli - powtarzam, jeżeli! - Wszechświat posiada idealną gęstość krytyczną, oraz właśnie dlatego zachowa na zawsze stan równowagi? Ekspansja, spowodowana wielkim wybuchem zostanie wstrzymana siłami grawitacji - czyli asymptotycznie jej wartość spadnie do zera. Kosmos uniknie śmierci w mroźnej otchłani. A także nie skurczy się w supergęsty praatom. Będzie trwać w stabilnej konfiguracji miliardy miliardów lat.
- A co mamy właśnie teraz? - dopytywała Rissa. - Nasz Wszechświat przekroczył gęstość krytyczną, czy nigdy jej nie osiągnie?
- Według obecnych prognoz łączna masa materii widzialnej i niewidzialnej, łącznie z ciemną materią wynosi niespełna pięć procent poniżej gęstości krytycznej.
- Czyli nasz Wszechświat będzie wiecznie się rozszerzał, mam rację?
- Oczywiście. Kosmos umrze śmiercią naturalną, gdy nastąpi kres wszelkiego ruchu w temperaturze absolutnego zera.
Rissa rozpaczliwie potrząsnęła głową.
- Lecz tak wcale nie musi być - dokończył Jag. - Jeśli oni powstrzymają ten proces...
- To znaczy kto go powstrzyma? - przerwał Keith.
- Istoty z przyszłości - odparł Waldahuden. - Potomkowie ras Wspólnoty. Sam to mówiłeś, Lansing: osiągniesz nieprawdopodobnie sędziwy wiek, żyjąc wiele miliardów lat. Innymi słowy - będziesz nieśmiertelny. Cóż, prawdziwie nieśmiertelne jednostki zapewne poruszy śmierć Wszechświata, jako faktycznie jedyne zagrożenie dla ich wiecznego istnienia.
- A co z entropią? - zagadnęła Lianna.
- Taak... owszem, drugie prawo termodynamiki przewiduje ostateczną śmierć cieplną każdego zamkniętego systemu. Jednak Wszechświat nie musi być całkowicie zamknięty. Istnieją uzasadnione hipotetyczne przesłanki, że nasz kosmos to tylko jeden z nieskończonej liczby Wszechświatów. Niewykluczone, że kiedyś uda się dostarczyć energię z innego kontinuum, lub po prostu zatrzymać ją w tym układzie, wywołując minimalną entropię, by nasze kontinuum zachowało wieczną stabilność. Tak czy inaczej upłyną niezliczone miliardy lat, zanim staną przed faktem realnego zagrożenia - miliardy lat, by znaleźć na nie antidotum.
- Ależ... to projekt na wprost niewyobrażalną skalę! - wykrzyknął Keith. - Pomyślcie, ile gwiazd musieliby przerzucić w przeszłość przy braku pięciu procent do gęstości krytycznej, aby ustabilizować poziom? Nawet po jednej na każdy skrót to za mało.
- O wiele za mało - przytaknął Jag. - Aktualne obliczenia wskazują na czterdzieści miliardów skrótów w naszej galaktyce. Przyjmijmy, że na każdą setkę słońc, nie tylko na obszarze Drogi Mlecznej, ale i we wszystkich galaktykach Wszechświata, przypada jeden zbudowany przez nich transfer. Gwiazdy stanowią w przybliżeniu dziesięć procent masy Wszechświata. Pozostałe dziewięćdziesiąt procent to ciemna materia. Gdy przez każdy portal ściągniesz tu jedną przeciętną gwiazdę, powiększysz masę kosmosu o jedną tysiączną jej aktualnej wartości. Aby masa całkowita wzrosła o jedną dwudziestą, czyli o pięć procent, musisz sprowadzić pięćdziesiąt gwiazd przez każdy skrót.
- Jeśli masz pod ręką maszynę czasu, nie musisz się bawić w zbawcę Wszechświata - odparł dyrektor. - Wystarczy, że przeżyjesz z dziesięć miliardów lat, wrócisz do przeszłości, pożyjesz sobie następne dziesięć miliardów, znów wrócisz - i tak dalej, w nieskończoność.
Q__
Moderator
#913 - Wysłana: 6 Lip 2016 02:43:31 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
- A jakże. Ciekawe, ile takich cykli powtórzą nasi następcy, zanim stracą cierpliwość i wspólnym wysiłkiem opracują technikę, pozwalającą zrealizować ten projekt? Konieczność nieustannych skoków w czasie oferuje jedynie złudzenie wiecznego życia, nie tylko dlatego, że jakakolwiek budowla, czy inna konstrukcja nie przetrwa dłużej niż dziesięć miliardów lat. Pętla czasowa ogranicza nieśmiertelność. To sposób godny politowania w porównaniu z planem rzeczywistego przekształcenia Wszechświata i utrzymania go na zawsze w niezmiennej formie.
- Też tak myślę - mruknął Lansing z uznaniem. - To dopiero plan!
- O tak - przyznał Waldahuden. - Może nawet zakrojony na szerszą skalę, niż się z początku wydaje. Powiedz: ile wynosi aktualny wiek Wszechświata?
- Piętnaście miliardów lat - rzucił Keith bez namysłu. - To znaczy lat ziemskich, oczywiście.
Jag poruszył dolną parą ramion w geście dezaprobaty.
- Obecnie, choć to standardowo wymieniana liczba, żaden astrofizyk nie da jej wiary - zaszczekał. - Piętnaście miliardów to kompromis w obliczeniach egzystencji Wszechświata poprzez dwie drogi rozumowania. Kosmos istnieje albo krócej, czyli dziesięć miliardów lat, albo dłużej, czyli co najmniej dwadzieścia. Do połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku za aksjomat przyjmowano wartość stałej Hubble’a - określającą szybkość ekspansji Wszechświata - wynoszącą w przybliżeniu osiemdziesiąt pięć kilometrów na sekundę na megaparsek, co oznacza, że Wszechświat nadal rozprzestrzenia się z ogromną prędkością od momentu wielkiego wybuchu - choć grawitacja zdążyła już nieco spowolnić tempo ekspansji - zatem nie może mieć więcej, niż dziesięć miliardów lat.
Ale, jak wykazują badania widma najdalszych gwiazd pierwszej generacji, zwłaszcza tych zebranych w gromady kuliste, proces ich zespalania się przebiega niemal dwukrotnie dłużej. Do tej pory trwaliśmy w przeświadczeniu, że w którejś z tych hipotez tkwi błąd. Lecz być może obydwie są słuszne... Może właśnie teraz obserwujemy jedynie pewien etap projektu, zakrojonego na kosmiczną skalę. Może zbyt pochopnie odrzuciłem sugestię Magnora o możliwości przenoszenia transferem całych gromad kulistych. Może te gromady, złożone z dziesiątków tysięcy słońc, już zostały wypchnięte z przyszłości w przeszłość. Niewykluczone, że pierwotnie Wszechświat zawierał o wiele, wiele mniej niż dziewięćdziesiąt pięć procent materii w stosunku do gęstości krytycznej, więc kluczowa faza projektu jest prawie na ukończeniu.
- Przecież podwojenie masy to efekt tymczasowy - wtrąciła Lianna z niepokojem. - Aby stać się samym sobą, powracając z dnia jutrzejszego do teraźniejszości powinieneś się pojawić w dwóch osobach. Jednak jutro jedno z twoich „ja” zniknie, powracając w przeszłość.
- Owszem - odparł Waldahuden. - Lecz między wyjściem z przyszłości a punktem docelowym w przeszłości musisz podwoić swój ciężar. Jeśli przestrzeń, rozdzielająca te punkty liczy dziesięć miliardów lat - wystarczy na bazie dokładnych obliczeń wpłynąć na rozwój Wszechświata. Na dobrą sprawę wcale nie będziesz musiał ciągle powiększać jego masy. Niech siła grawitacji powstrzyma moc pierwotnej eksplozji - jeśli potrafisz tego dokonać, kosmos zachowa swą stabilność - miejmy nadzieję - na zawsze. - Jag przerwał, by zaczerpnąć oddechu. - To największy, znany mi projekt zachowania masy na tak wielką skalę... - wykrztusił. - Alternatywą dla niego jest tylko wyrok śmierci dla całego Wszechświata... - Potoczył wzrokiem po audytorium. - Właśnie my dokonamy cudu. Zwykłe, materialne istoty - lecz istoty posługujące się rękami! - wypełnimy - co ja mówię - odmienimy los Wszechświata... Jesteśmy niezastąpieni!"


(Choć tam podejrzewają "tylko" Sfery Dysona, drobiazg na tle sawyerowego pomysłu *.)

* A znów narodziny tejże Sfery tak opisuje Stephen Baxter, każąc je podziwiać wellsowskiemu Podróżnikowi po Krainie Czasu (te moje przypisy do przypisów):

"uświadomiłem sobie, że na niebie ciągle zachodzą zmiany - jak gdyby burzenie naturalnego porządku rzeczy jeszcze nie zaszło dość daleko! Słońce robiło się coraz jaśniejsze. I - trudno było stwierdzić to na pewno, gdyż blask był tak oślepiający - wydało mi się, że ulega teraz zmianie sam kształt gwiazdy. Słońce rozmazywało się na niebie, tworząc eliptyczną plamę światła. Zastanawiałem się, czy jakimś cudem nie wiruje szybciej i tym samym nie zostało spłaszczone przez rotację...
A potem - całkiem niespodziewanie - Słońce eksplodowało.
/.../
Kule światła wybuchnęły z biegunów gwiazdy niczym olbrzymie flary. W ciągu kilku uderzeń serca Słońce otoczyło się jaskrawym płaszczem światła. Żar i blask znów zalały zmaltretowaną Ziemię.
Krzyknąłem i ukryłem twarz w dłoniach, nadal jednak docierało do moich oczu światło powiększonego Słońca, przedzierając się nawet przez moje palce i odbijając od niklowych oraz mosiężnych części wehikułu czasu.
A potem, tak szybko jak się zaczęła, burza świetlna ustała - jakaś skorupa zamknęła się wokół Słońca, jak gdyby olbrzymie usta połykały gwiazdę - i zanurzyłem się w ciemności!
Opuściłem ręce i znalazłem się w kompletnej czerni, niezdolny nic zobaczyć, choć plamki świetlne nadal tańczyły mi w oczach. Czułem pod sobą twarde siodełko wehikułu czasu i kiedy wyciągnąłem rękę, znalazłem powierzchnie czołowe małych tarcz; machina nadal się kołysała, brnąc przez czas. Zacząłem się zastanawiać - obawiać! - czy nie utraciłem wzroku."


"Omówiłem z Nebogipfelem konstrukcję Sfery.
- Wyobrażam sobie wielkie projekty inżynieryjne, które pozwoliły rozbić olbrzymie planety... Jowisz, Saturn... i...
- Nie - zaprzeczył Nebogipfel. - Nie było żadnego takiego projektu, pierwotne planety, od Ziemi na zewnątrz, nadal krążą po orbicie wokół jądra Słońca. Wszystkie planety razem wzięte nie zapewniłyby dostatecznej ilości materiału, by nawet rozpocząć konstrukcję takiego tworu jak ta Sfera.
- A zatem jak...?
Nebogipfel opisał mi, jak Słońce zostało okrążone przez wielką flotę statków kosmicznych dźwigających olbrzymie magnesy, których konstrukcji - obejmującej obwody elektryczne, których oporność w jakiś nie znany sposób zmniejszono do zera - nie potrafiłem zgłębić. Statki okrążały Słońce z coraz większą prędkością i pas magnetyczny zacieśnił się wokół mierzącej milion mil “przepony” Słońca. I - jakby ta wielka gwiazda była miękkim owocem pochwyconym w miażdżący uścisk dłoni - ogromne strumienie materii słonecznej, która już sama w sobie jest namagnesowana, zostały oderwane od równika, by trysnąć z biegunów gwiazdy.
Potem kolejne floty statków kosmicznych zajęły się tą olbrzymią chmurą uniesionej materii, formując ją wreszcie w otaczającą Słońce skorupę; następnie skorupa ta została ścieśniona - ponownie przy użyciu ukształtowanych pól magnetycznych - i przekształcona w lite struktury, które widziałem wokół siebie.
Otoczone skorupą Słońce nadal świeciło, gdyż nawet ogromne, oderwane masy niezbędne do konstrukcji tego wielkiego tworu, były zaledwie niewidocznym ułamkiem całkowitej masy Słońca; i wewnątrz Sfery Słońce świeciło wiecznie nad ogromnymi kontynentami, z których każdy mógłby połknąć miliony rozpłaszczonych Ziemi.
- Planeta taka jak Ziemia - powiedział Nebogipfel - może przechwycić jedynie znikomy ułamek energii Słońca, podczas gdy reszta marnuje się i znika w otchłani kosmosu. Teraz cała energia słoneczna jest wychwytywana przez otaczającą Sferę. I jest to główne uzasadnienie konstrukcji Sfery: wykorzystaliśmy gwiazdę...
Nebogipfel powiedział mi, że za milion lat Sfera przechwyci dość dodatkowej materii słonecznej, by uzyskać pogrubienie swojej warstwy o jedną dwudziestopiątą cala - znikomo małą warstwę, ale obejmującą zdumiewająco duży obszar! Przetworzoną materię słoneczną wykorzystywano do dalszej budowy Sfery. Tymczasem część energii słonecznej wykorzystywana była do tego, aby zapewnić funkcjonowanie Wnętrza Sfery i dać Morlokom energię, której potrzebowali do rozmaitych projektów.
Z pewnym podnieceniem opisałem Nebogipfelowi, co widziałem podczas mojej podróży przez przyszłość: rozjaśnienie Słońca i te strumienie przy biegunach i jak Słońce potem zniknęło w czerni, gdy okryła je Sfera.
Zdawało mi się, że Nebogipfel spojrzał na mnie z pewną dozą zazdrości.
- A więc - odezwał się - faktycznie obserwowałeś budowę Sfery. Trwało to dziesięć tysięcy lat...
- Dla mnie jednak, gdy siedziałem w wehikule, minęło zaledwie kilka chwil."


"Statki Czasu"
Q__
Moderator
#914 - Wysłana: 25 Lip 2016 17:40:33 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Guauld
Użytkownik
#915 - Wysłana: 1 Wrz 2016 00:27:33
Odpowiedz 
Ciekawe odwrócenie problemu. Zamiast zwiększać rozdzielczość tomografu po prostu powiększyć mózg żeby go zbadać.

https://www.ted.com/talks/ed_boyden_baby_diapers_i nspired_this_new_way_to_study_the_brain?language=e n
MarcinK
Użytkownik
#916 - Wysłana: 13 Wrz 2016 08:00:54
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#917 - Wysłana: 20 Paź 2016 08:34:56
Odpowiedz 
Jo_anka
Użytkownik
#918 - Wysłana: 23 Paź 2016 16:37:16
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#919 - Wysłana: 26 Paź 2016 17:38:27
Odpowiedz 
Jo_anka

Kogo widzę . Zaglądaj do nas częściej . A rozważany w GW scenariusz - najrealniejszy z czarnych scenariuszy postosobliwościowych, zresztą - jak zapewne pamiętasz sformułował w opowiadaniu "Dial F for Frankenstein" Arthur C. Clarke, w formie trochę naiwnej pod względem czysto technicznym - w roku 1961 powstało, nie dziwota - ale reszta wciąż zachowuje groźną aktualność...

Swoją drogą... Opowiadaniem Clarke'a inspirował się sir Tim Berners-Lee, jeden z ojców Internetu:
http://www.historyofinformation.com/expanded.php?i d=2506
Masochista?
Q__
Moderator
#920 - Wysłana: 18 Gru 2016 09:50:10
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#921 - Wysłana: 27 Sty 2017 13:06:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#922 - Wysłana: 27 Sty 2017 13:12:33
Odpowiedz 
Zadziwiające że średnio co kilka tygodni mamy news o jakimś nowym rewolucyjnym materiale lub źródle energii a mimo to od lat nic z tego nie wdrożono.

.
.
.
.
.
Q__
Moderator
#923 - Wysłana: 27 Sty 2017 23:52:04 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Jako dowcip dobre, jako teoria spiskowa efektowne (i może i nie bezzasadne), ale w tym wypadku nie do końca celne, bo ew. wejście metalicznego wodoru do produkcji będzie mogło mieć miejsc dopiero wtedy, gdy okaże się, że po zmniejszeniu temperatury i ciśnienia jest nadal stabilny.

Poza tym...
http://www.nature.com/news/physicists-doubt-bold-r eport-of-metallic-hydrogen-1.21379
(Też mam nadzieję, że im się udało, dlatego wrzuciłem info, ale... wątpliwości jeszcze są.)

ps. A propos, na dowód, że jest to, o czym mówimy, spełnieniem wizji SF:
http://wyborcza.pl/7,75400,21292033,fizycy-z-harva rdu-uzyskali-metaliczny-wodor-ten-bajeczny-materia l.html
(Poniekąd realizuje się idea Prusa.)
Q__
Moderator
#924 - Wysłana: 15 Lut 2017 21:21:41
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#925 - Wysłana: 16 Lut 2017 08:21:16
Odpowiedz 
http://www.geekweek.pl/aktualnosci/29142/technolog ie-przyszlosci-po-co-to-komu
Nie tylko ja uważa jak uważam.
Smartfon różniący się dla mnie jakąś głupotą od poprzednika nie jest postępem. O prawdziwym postępie zaczniemy mówić gdy do użytku wejdą Laborny jak Kuratas.
Q__
Moderator
#926 - Wysłana: 16 Lut 2017 17:23:50
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#927 - Wysłana: 20 Lut 2017 19:51:50
Odpowiedz 
Q__
Mi się rozchodzi o takie cudeńka
https://www.youtube.com/watch?v=sNhC0CP4sS0
Q__
Moderator
#928 - Wysłana: 20 Lut 2017 20:38:34
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Mi się rozchodzi o takie cudeńka

To jednak tylko +/- bardziej rozbudowany dźwig, ja o prawdziwych robotach mówię...
Q__
Moderator
#929 - Wysłana: 26 Lut 2017 18:12:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#930 - Wysłana: 2 Mar 2017 21:57:43
Odpowiedz 
 Strona:  ««  1  2  3  ...  26  27  28  29  30  31  32  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Urzeczywistnianie SF. Osiagnecia wspólczesnej nauki i techniki.

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!