USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Różności / Urzeczywistnianie SF. Osiagnecia wspólczesnej nauki i techniki.
 Strona:  ««  1  2  3  ...  27  28  29  30  31  32  33  »» 
Autor Wiadomość
MarcinK
Użytkownik
#871 - Wysłana: 10 Gru 2014 17:44:15
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#872 - Wysłana: 10 Gru 2014 22:07:00
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#873 - Wysłana: 11 Sty 2015 18:15:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Pamięta kto organowce z "Obłoku Magellana"?

"I wtedy uczyniłem pierwszą rzecz nierozsądną: nie chciałem tej nocy, nie żebym się jej obawiał, po prostu nie chciałem jej, a poddając się temu nierozumnemu popędowi, zjechałem na dolny poziom dworca, gdzie mieściła się podziemna stacja organowców. Kilka minut chodziłem tam i na powrót po pustym peronie, patrząc bezmyślnie w lustrzane płyty ścian, w których niewyraźnie odbijała się moja sylwetka. W pewnej chwili wsunięta do kieszeni ręka trafiła na jakiś przedmiot półsztywny, niewielki, chrzęszczący: gałązkę mego wieńca olimpijskiego.
Z niskim, przenikliwym sykiem wypadł z tunelu organowiec, błysnął stalą boków, przeciągle stęknął hamownicami i znieruchomiał. Po dwudziestu sekundach jechałem już na zachód, w ślad za słońcem, które niedawno skryło się pod horyzont. Wagon kołysał się ledwie wyczuwalnie i nabierał pędu, przeganiając obrót Ziemi. W przedziale poza mną nie było żywej duszy. Otworzyłem radio. Po końcowych słowach wiadomości wieczornych usłyszałem pierwsze, wznoszące się majestatycznie tony symfonii Pożegnalnej Kreskaty.
— Cóż u licha z tym pożegnaniem?! — żachnąłem się i wyłączyłem radio.
Organowiec nie kołysał się już i nie wibrował, całą mocą przeszywając przestrzeń. Nagle jego tor wynurzył się na powierzchnię ziemi; za oknami zafalowało coraz jaśniejsze, coraz żywsze światło; doganiałem uchodzący na zachód dzień. W ciszy, która nastała po zamknięciu radia, tym donośniej odzywały się w głowie cztery powolne, do fanfar podobne, tony introdukcji symfonicznej. Wstałem i zacząłem chodzić między fotelami. W perłowych oczkach ściennych informatorów wyskakiwały coraz to nowe nazwy mijanych stacji, potem znowu zrobiło się ciemno — pocisk dotarł do brzegu Europy i skoczył w głąb wielkiego tunelu, gnając pod dnem Atlantyku ku Grenlandii.
Kiedy pierwsze znajome nazwy zaczęły przebiegać w informatorach rządkami świecących liter, pomyślałem raptownie, że muszę się zobaczyć z ojcem. Ależ oczywiście, po to jechałem przecież do Grenlandii! To było jak objawienie. Spytałem o najdogodniejsze połączenie i niebawem wysiadłem na stacyjce w szczerym polu; przezroczysta rura pociągu biegła prosto jak strzelił w obie strony, malejąc w oddali, na wschodzie pogrążona już w mroku, ku zachodowi grająca czerwonym blaskiem zorzy. Niosło się od niej słabnące, coraz wyższe i dalsze granie jakby trąconej struny, które znów przypomniało mi Symfonią. Wzruszyłem ramionami."


"Rychło przez ciemność przecierać się zaczął niski, pomarańczowy brzask. Zarośla przechodziły w wielką równinę. Biegła nią rura kolei próżniowej, jej ściany wydawały matowe świecenie. Opodal wznosiła się stacyjka, okryta półokrągłym daszkiem. Tutaj od głównego toru odchodziła bocznica, złożona z coraz krótszych rur; całość przypominała ułożone na ziemi organowe piszczałki wielkoluda. Weszli na stopnie, wciąż zachowując milczenie. Piotr nacisnął guzik wzywający; dziewczyna oparła się o metalowe drzwi. Twarz jej była nieruchoma i zamknięta. Raz wargi jej drgnęły, potem otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale tylko odetchnęła. Nareszcie rozległ się sygnał i drzwi rozsunęły się, ukazując wnętrze malutkiego wagonika.
Wyciągnął rękę. Wykonała wtedy drobny gest, jakby nie chciała jej ująć, w końcu chwyciła jego dłoń i wyrzuciła pośpiesznie:
— Piotrze, wierz mi, chciałabym… wybacz mi…
— To ty mi wybacz — przerwał jej spokojnie. — Bywam nierozumny, zwłaszcza nocą…
— Nie pojedziesz ze mną?
— Nie. Przejdę się trochę, dobrej nocy.
Drzwi zamknęły się. Wagonik, wessany próżnią, przeskakując z jednego segmentu w drugi, nabrał szybkości; przez chwilę w szklistej osłonie falowało światło, potem uspokoiło się i znów był tylko pomarańczowy brzask, rozjaśniający mgławo najbliższe otoczenie. Spojrzał na zamknięte drzwi, jakby dziwiąc się jej niespodzianemu zniknięciu, potem zbiegł lekko w dół."


Powstają:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17231235,Rura_ _kapsuly_i_1200_km_godz___czyli_Pendolino_wg.html

Inna rzecz, że pomysł jest starszy:
http://blog.pneumatig.pl/2014/07/kolej-pneumatyczn a-historia-i-przyszlosc-czesc-pierwsza
108 lat przed narodzinami Lema...
MarcinK
Użytkownik
#874 - Wysłana: 14 Sty 2015 16:10:44
Odpowiedz 
Mav
Użytkownik
#875 - Wysłana: 21 Sty 2015 19:08:23 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Rosyjski terminator: http://www.popsci.com/russian-robot-warrior-drives -circle

Widać na filmiku, że Putinowi chyba średnio się to podobało
Q__
Moderator
#876 - Wysłana: 3 Lut 2015 22:57:58
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#877 - Wysłana: 4 Lut 2015 06:42:02
Odpowiedz 
Q__
Albo mi się zdaje albo Lem kiedyś pisał o gościu co miał trzy matki i ani jednego ojca.
Q__
Moderator
#878 - Wysłana: 4 Lut 2015 12:22:47 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

Zwał się Affidavid Dońda:

"Profesor Dońda przyszedł na świat dzięki serii omyłek. Ojcem jego była Metyska ze szczepu Indian Navaho, matki zaś miał dwie z ułamkiem, mianowicie białą Rosjankę, czerwoną Murzynkę, a wreszcie - Miss Aileen Seabury, kwakierkę, która urodziła go po siedmiu dniach ciąży, w poważnych okolicznościach, bo w tonącej łodzi podwodnej.
Kobieta, która była ojcem Dońdy, została skazana na dożywocie za wysadzenie kwatery porywaczy i za równoczesne spowodowanie katastrofy samolotu Panamerican Airlines. Miała ona rzucić do sztabu porywaczy petardę z gazem rozweselającym, co było pomyślane jako ostrzeżenie. W tym celu przyleciała do Boliwii ze Stanów. Podczas kontroli celnej na lotnisku zamieniła neseser z walizeczką stojącego obok Japończyka i porywacze wylecieli wskutek tego w powietrze, gdyż Japończyk miał w sakwojażu prawdziwą bombę, przeznaczoną dla kogoś innego. Samolot, którym odleciał japoński sakwojaż dzięki osobnej pomyłce, wywołanej strajkiem obsługi lotniska, roztrzaskał się wnet po starcie. Pilot stracił pewno panowanie nad sterami ze śmiechu, jak wiadomo, odrzutowców nie można wietrzyć. Nieszczęsną skazano, i kto jak kto, ale ta dziewczyna zdawała się pozbawiona szans potomstwa, żyjemy jednak w wieku nauki.
Właśnie wtedy profesor Hariey Pombernack badał dziedziczność więźniów na terenie Boliwii. Pobierał komórki cielesne od więźniów prostym sposobem: każdy więzień musiał polizać szkiełko mikroskopu, gdyż to wystarczy, by odłuszczyło się trochę komórek błony śluzowej. W tym samym laboratorium inny Amerykanin, doktor Juggeranut, zapładniał sztucznie ludzkie jajeczka. Szkiełka Pombemacka pomieszały się jakoś ze szkiełkami Juggernauta i dostały się do lodówki jako męskie plemniki. Wskutek tego komórką nabłonka językowego Metyski zapłodniono jajeczko pochodzące od dawczyni, co była białą Rosjanką, córką emigrantów. Teraz jasne już jest, czemu nazwałem Metyskę ojcem Dońdy. Skoro jajeczko pochodziło od kobiety, to siłą rzeczy osoba, od której pochodziła komórka zapładniająca to jajeczko, musi być uznana za ojca.
Asystent Pombemacka w ostatniej chwili spostrzegł się, wpadł do laboratorium i zawołał do Pombemacka: Do not do it, ale krzyknął niewyraźnie, jak to Anglosasi, i okrzyk jego zabrzmiał Dondo! Potem, przy wypisywaniu metryki, dźwięk ten jakoś się nawinął i stąd poszło nazwisko Dońda - tak przynajmniej powiedziano profesorowi dwadzieścia lat później.
Jajeczko włożył Pombemack do inkubatora, boż nie można było już anulować zapłodnienia. Rozwój embrionalny w retorcie biegnie zwykle około dwu tygodni, potem embrion obumiera. Trzebaż było trafu, że akurat wtedy amerykańska Liga do Walki z Ektogenezą uzyskała po serii procesów zwycięski wyrok, mocą którego wszystkie jajeczka znajdujące się w laboratorium zajął komornik sądowy, zaczem anonsami prasowymi przystąpiono do poszukiwania litościwych niewiast, które by się zgodziły służyć za tak zwane matki donosicielki. Na apel zgłosiło się sporo kobiet, a wśród nich też owa Murzynka ekstremistka, która, godząc się donosić płód, nie miała pojęcia o tym, że za cztery miesiące będzie wplątana w zamach na składnicę soli kuchennej, będącej własnością firmy Nudlebacker Corporation. Murzynka należała bowiem do zgrupowania aktywnych obrońców środowiska, które sprzeciwiało się budowie centrali atomowej w Massachusetts, a kierownictwo tego zgrupowania nie ograniczało się do akcji propagandowej, lecz pragnęło zniszczyć skład soli dlatego, ponieważ z soli tej wydobywa się elektrolityczną metodą czysty sód, służący za cieplny wymiennik reaktorom, dostarczającym energii dla turbin i dynamomaszyn. Co prawda reaktor, który miał być zbudowany w Massachusetts, obywał się bez sodu metalicznego, był bowiem stosem na szybkich neutronach, z nowym wymiennikiem, a firma, która ten nowy wymiennik produkowała, mieściła się w Oregonie i nosiła nazwę Muddłebacker Corporation; co do soli, którą zniszczono, to nie była kuchenna, lecz potasowa, przeznaczona na sztuczny nawóz. Proces Murzynki wlókł się po instancjach, jako że miał dwie wersje - oskarżenia i obrony. Prokuratura utrzymywała, że szło o zamach na własność rządu federalnego, bo liczy się plan sabotażu oraz premedytowana intencja, a nie przypadkowe omyłki w wykonaniu; obrona natomiast stała na stanowisku, iż był to akt nadpsucia i tak zatęchłego nawozu, stanowiącego własność prywatną, więc kompetentny miał być sąd stanowy, a nie jurysdykcja federalna. Murzynka pojmując, że tak czy owak przyjdzie jej wydać na świat dziecko w więzieniu, chcąc oszczędzić tego maleństwu, zrzekła się kontynuacji macierzyństwa na rzecz nowej filantropki, którą była kwakierka Seabury. Kwakierka, aby się nieco rozerwać, w szóstym dniu ciąży udała się do Disneylandu na wycieczkę łodzią podwodną w tamtejszym superakwarium. Łódź uległa awarii i choć wszystko dobrze się skończyło, pani Seabury poroniła z wrażenia. Wcześniaka udało się jednakowoż uratować. Ponieważ była nim brzemienna tydzień, trudno uznać ją za pełną matkę - stąd ułamkowa kwalifikacja. Potem trzeba było zjednoczonej działalności śledczej dwóch wielkich agencji detektywistycznych, żeby dojść stanu rzeczywistego, tak co do ojcostwa, jak co do macierzyństwa. Postępy nauki zlikwidowały bowiem starą zasadę prawa rzymskiego, iż mater semper certa est. Dla porządku dodam, że zagadką pozostała płeć profesora, podług nauki bowiem z dwóch komórek żeńskich powinna by powstać kobieta. Skąd przyplątał się chromosom płci męskiej, nie wiadomo. Słyszałem od emerytowanego pracownika Pinkertona, który był w Lamblii na safari, że w płci Dońdy nie ma zagadki, albowiem w trzecim oddziale laboratorium Pombemacka dawano szkiełka podstawowe do lizania żabom."


Lem, "Profesor A. Dońda"
Q__
Moderator
#879 - Wysłana: 7 Lut 2015 00:06:40
Odpowiedz 
Jeszcze a'propos... Z tego co widzę intensywnie takie badania na ludzkich komórkach prowadzone były dość otwarcie od okolic roku 2008 (wtedy stało się o nich głośno):
http://www.nature.com/news/2008/080206/full/news.2 008.560.html
http://www.rp.pl/artykul/90041.html?print=tak&p=0
Jednakże już wcześniej rodziły się dzieci (ludzkie dzieci, jak w tym filmie ) poczęte z udziałem wiadomej techniki, pierwsze o którym wiadomo to Emma Ott, ur. w 1997, ogólnie szacuje się ich ilość na około 30, z czego 17 zawdzięcza swe zaistnienie pewnej prywatnej klinice z New Jersey, zwącej się Saint Barnabas Medical Centre:
http://www.independent.co.uk/news/science/medical- dilemma-of-threeparent-babies-fertility-clinic-inv estigates-health-of-teenagers-it-helped-to-be-conc eived-through-controversial-ivf-technique-9690058. html
http://www.independent.co.uk/news/science/threechi ld-babies--the-mothers-view-as-long-as-shes-health y-i-dont-care-9690059.html
Najbardziej znana z tej grupy jest Alana Saarinen, urodzona w roku 2000 (dwa lata przed tym gdy w Juesej zakazano takich eksperymentów):
http://www.bbc.com/news/magazine-28986843
http://whatnext.pl/dziewczyna-ktora-posiada-trzech -biologicznych-rodzicow/
Co do myszy natomiast, to na nich eksperymentowano z tą metodą od 1983 (ha! jednak Dońda był pierwszy):
http://www.telegraph.co.uk/news/science/9548387/Th ree-parent-IVF-is-a-chance-to-create-a-generation- free-from-mitochondrial-diseases.html
TU konkretniej:
http://www.sciencemag.org/content/220/4603/1300.sh ort
Inna sprawa, że przed Dońdą były bakterie:
http://en.wikipedia.org/wiki/Triparental_mating

A tu jeszcze drobiazgi o eksperymentach na zwierzętach:
http://discovermagazine.com/2013/april/1-more-than -two-parents
O dziecku dwu (mysich) ojców była bodaj mowa?
http://www.livescience.com/10867-mouse-baby-daddie s.html
http://scienceblogs.com/pharyngula/2010/12/11/my-m ouse-has-two-daddies/
Detale:
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21148107
Q__
Moderator
#880 - Wysłana: 11 Lut 2015 19:13:50 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
No i pięknie:

Nowoczesne telewizory mogą nagrywać rozmowy użytkowników i przesyłać dalej zgromadzone dane. Koncern Samsung ostrzegł użytkowników, by unikali podawania wrażliwych danych w pobliżu telewizora.
Firma wystosowała oświadczenie związane z jej polityką prywatności. Czytamy w nim: Bądźcie świadomi tego, że wypowiedzi zawierające dane osobowe czy inne wrażliwe informacje mogą zostać zarejestrowane przez urządzenie i przekazane stronom trzecim poprzez system rozpoznawania mowy".
System wykorzystywany jest do wydawania urządzeniu komend głosowych. Okazało się jednak, że do baz koncernu trafiają wszelkie dane nagrane przez telewizor.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1374265,Sam sung-ostrzega-nasze-telewizory-moga-podsluchiwac-u zytkownikow

Przy czym problem nie jest nowy:

Jak pisaliśmy w Wyborcza.biz, brytyjski bloger przeanalizował, jakie dane telewizor LG zbiera na temat użytkownika. I rozpętał burzę. Dlaczego? W LG jest opcja "Collection of watching info", czyli zgoda na zbieranie danych. Nawet gdy opcja była wyłączona, telewizor dane zbierał. I nie chodziło tu tylko o ulubione programy telewizyjne, ale też np. dane z wymiennego dysku podpięte do telewizora.
LG bił się w pierś i przepraszał, zapewniając, że ta felerna funkcja zostanie naprawiona podczas najbliższej aktualizacji systemu. Po co były firmie te dane? W pierwotnej wersji - by personalizować użytkownikowi reklamy. W finalnej wersji - by rekomendować użytkownikowi treści na podstawie tego, co ogląda.

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17381915,Szpie g_w_domu__Uwazaj__co_mowisz_przy_telewizorze.html

ps. A co do "Dońdy..." to jednak nie był pierwszy:
http://forum.lem.pl/index.php?topic=384.msg58781#m sg58781
Q__
Moderator
#881 - Wysłana: 16 Lut 2015 14:52:30
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#882 - Wysłana: 12 Mar 2015 18:02:35
Odpowiedz 
JDM
Użytkownik
#883 - Wysłana: 13 Mar 2015 18:14:27
Odpowiedz 
Była już ręka szturmowca z "Gwiezdnych wojen", teraz czas na Iron Mana. Bardzo fajny pomysł!

http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/iron-man-dal-7- latkowi-ramie-bioniczne,523743.html
Jo_anka
Użytkownik
#884 - Wysłana: 16 Mar 2015 14:35:49 - Edytowany przez: Jo_anka
Odpowiedz 
Wrażenie po parokrotnym podróżowaniu 2 linią metra:
dostaliśmy 'abramsowską' linię metra w Warszawie.

Multum światełek, kolorów, kontrastów ciemność, światło, wielkie - na kilkadziesiąt metrów kwadratowych, podświetlane ekrany ze zdjęciami z czasów budowy (zdobiące korytarze na stacji 'Świętokrzyska'), - mostek na Enterprise, jako żywo , przezroczysta pleksja w dużych ilościach, daje wrażenie, że znalazłeś się w scenografii ST11 lub ST12!

Początkowo nadmiar bodźców przytłacza, ogłusza (skąd my to znamy?! ),
stąd sądzę skrajne oceny architektury 2 linii. Malkontentów w narodku polskim nie brakuje.

Acz ludziom w adaptacji do futurystycznego wnętrza pomogłyby większe gabarytem znaki informacyjne, wybijające się ponad kakofonię świateł i kolorów, ułatwiające mało obeznanej w SF polskiej publice, nawigacje po labiryncie tego warszawskiego 'statku kosmicznego'.

To już nie siermiężna SF rodem z 'Seksmisji'!
pirogronian
Użytkownik
#885 - Wysłana: 16 Mar 2015 16:11:44
Odpowiedz 
Jo_anka:
mostek na Enterprise, jako żywo

Czy wagony metra śmiało zdążają tam, gdzie nie dotarł żadnej człowiek? Sądzę, że należałoby uprzedzić o tym pasażerów, bo pewnie większość z nich będzie chciała dostać się jednak do domu czy pracy...
Q__
Moderator
#886 - Wysłana: 23 Mar 2015 10:45:43
Odpowiedz 
De Zad - który "zalecał koprolatrię jako kult łajna, celebrowanego na złocie przy dziękczynnych chorałach, gdyby go bowiem nie było, tłumaczył, koniecznie należałoby je wynaleźć!" - был прав?
http://wyborcza.pl/1,75476,17488473,W_kupie_sila__ Uwaga__tekst_zawiera_fekalne_tresci_.html

(Oczywiście związek opisanych w tekście badań z postacią lemowskiej parodii de Sade'a jest b. wątpliwy i rozdmuchany przeze mnie w celach humorystycznych.)
Alek Roj
Użytkownik
#887 - Wysłana: 24 Mar 2015 09:53:55 - Edytowany przez: Alek Roj
Odpowiedz 
Alek Roj
Użytkownik
#888 - Wysłana: 1 Kwi 2015 11:38:41 - Edytowany przez: Alek Roj
Odpowiedz 
Osłony?
"Koncern Boeing opatentował technologię, która może pozwolić na wyposażenie pojazdów i budynków w coś w rodzaju ochronnego pola siłowego. Idea ta znana była dotychczas głównie z prozy i filmów science fiction. Okazuje się, że stworzono technologię o bardzo podobnych funkcjonalnościach."
Więcej tutaj
Nie było to opublikowane dzisiaj, więc być może coś w tym jest.
Q__
Moderator
#889 - Wysłana: 2 Kwi 2015 17:04:23
Odpowiedz 
Alek Roj

Alek Roj:
Nie było to opublikowane dzisiaj, więc być może coś w tym jest.

Faktycznie, nie jest to wiadomość z pierwszego kwietnia i podało ja też m.in. poważne CNN:
http://edition.cnn.com/2015/03/23/tech/boeing-shoc k-wave-attenuation-patent/

TU sam patent:
http://patft.uspto.gov/netacgi/nph-Parser?Sect1=PT O1&Sect2=HITOFF&d=PALL&p=1&u=%2Fnetahtml%2FPTO%2Fs rchnum.htm&r=1&f=G&l=50&s1=8981261.PN.&OS=PN/89812 61&RS=PN/8981261

Nie powiem, ciekawe to...
pirogronian
Użytkownik
#890 - Wysłana: 3 Kwi 2015 01:22:33
Odpowiedz 
Wygląda to-to na wytworzenie ochronnego pola z plazmy. Ciekawe, zwłaszcza w kontekście moich zainteresowań... Ino, że bezpośredniego trafienia nie odbije ani nie stłumi, niestety
MarcinK
Użytkownik
#891 - Wysłana: 10 Kwi 2015 17:28:24
Odpowiedz 
It's Morphin Time!
http://imgur.com/MHfaOjI
Q__
Moderator
#892 - Wysłana: 14 Kwi 2015 22:41:07
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#893 - Wysłana: 15 Kwi 2015 06:06:23
Odpowiedz 
Q__:
Biopunk na żywo?

Gościu został po prostu zarażony Czarnym Rakiem.
MarcinK
Użytkownik
#894 - Wysłana: 22 Kwi 2015 12:58:56
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#895 - Wysłana: 9 Cze 2015 09:51:42
Odpowiedz 
Z cyklu 6 lat postępu:
Q__
Moderator
#896 - Wysłana: 10 Cze 2015 06:11:07
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#897 - Wysłana: 12 Lip 2015 08:28:25
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#898 - Wysłana: 22 Lip 2015 18:47:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Udało się "odczytać" niewypowiedziane słowa wprost z ośrodka mowy w mózgu:
http://www.kurzweilai.net/brain-to-text-system-con verts-speech-brainwave-patterns-to-text

Jest to gigantyczny sukces na drodze do bezpośredniej interakcji mózg/komputer, otwierający przy tym istną puszkę Pandory, jeśli się weźmie pod uwagę wszystkie możliwe zastosowania...

Aczkolwiek z drugiej strony do takiego całkiem pełnego sukcesu droga daleka, bo też metoda jest b. inwazyjna - dokonujące "odczytu" elektrody umieszczone były bezpośrednio na powierzchni mózgu. Bezinwazyjne tak precyzyjne w mózg zaglądanie zdaje się wciąż być pieśnią b. odległej przyszłości.
MarcinK
Użytkownik
#899 - Wysłana: 28 Lip 2015 19:29:30
Odpowiedz 
tuvok
Użytkownik
#900 - Wysłana: 26 Sty 2016 09:32:39
Odpowiedz 
 Strona:  ««  1  2  3  ...  27  28  29  30  31  32  33  »» 
USS Phoenix forum / Różności / Urzeczywistnianie SF. Osiagnecia wspólczesnej nauki i techniki.

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!