USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Nedznicy kina SF?
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  »» 
Autor Wiadomość
Anonim
Anonimowy
#61 - Wysłana: 2 Maj 2006 23:01:51
Dzien Niepodleglosci to mi sie akurat podobal, szczegolnie ze gdy go ogladalem, bylem jeszcze naprawde mlody, a poza tym rzecz dziala sie w kinie - wrazenie niesamowite. Lekki, fajny film z paroma naprawde efektownymi i dobrze zrobionymi akcjami, zrealizowanymi z wielkim rozmachem (takie cos chcialbym zobaczyc i w hardcorowych sci fi, tylko moze w nieco mniejszej ilosci! ). Miejscami niestety kompletnie bezsensowny, no ale coz...

Szczerze mowiac to Armageddon wrzucilbym niemal do tego samego worka co ID. Tylko ze film jakby smutniejszy i dramatyczniejszy - poza tym rowniez mamy PIEKNE efekty specjalne, wartka akcje i rowniez zyczymy sobie, by ludzkosc to wygrala. Mi sie Armageddon nawet bardzo podobal - choc tez widzialem go pierwszy raz w kinie. Efekty specjalne od startu promow do samego konca zrobily na mnie wielkie wrazenie. Zreszta sam pomysl uzycia przerobionych, futurystycznych promow i takichze hi-tech pojazdow byl wg mnie bardzo ciekawy - milo bylo popatrzec, jak dzisiejsza (prawie ) technologia kosmiczna faktycznie jest juz w stanie podjac sie wykonania jakiejs bardzo trudnej, niezaplanowanej co do milimetra misji - wyprawy w nieznane.

Co do King Konga to niby czemu to ma byc chala? Aktorstwo IMO dobre (zreszta gdy zobaczylem Brody'ego w tym filmie to postanowilem skorzystac z jego programu treningowego ), efekty specjalne z pewnoscia rowniez. Pare akcji zapierajacych dech w piersiach (walka z Tyranozaurami, czy final). W czym niby mialoby byc to gorsze od innych filmow o King Kongu? A moze uwazasz, Picard, ze cala historia o przerosnietej malpie jest do kitu? Jesli tak - to wtedy nawet nie bede probowal cie przekonac do czegokolwiek .

Btw. czy Gatunek 2 to bylo o tej super groznej sexy lasce z kosmosu? Jesli tak, to - hmm - moj komentarz odnosnie tego filmu jest chyba zbyteczny.

Żołnierze kosmosu (Starship Troopers) - ten film rowniez mi sie bardzo podobal. Fajne, patriotyczne scenki. Klimat troche jak Dzien Niepodleglosci, a jednak wygladalo to znacznie grozniej. W to wszystko wpleciony watek milosny - losy rozdzielonych bohaterow w koncu sie spotykaja. Efekty specjalne rowniez byly fajne (atak robali na formacje okretow na orbicie ich planety - mmm!). Miejscami luzno, miejscami dosyc strasznie. Faktycznie troche niezdecydowanie, ale mnie to nie przeszkadzalo.

Ok, to mi przypomnialo o NAJWIEKSZEJ CHALE JAKA STWORZYLA LUDZKOSC - Zolnierze Kosmosu 2. Jezus. To byl debiut jakiegos rezysera... beznadzieja do kwadratu, jedno z BARDZO, ale to BARDZO niewielu sci fi ktorych nie bylem w stanie obejrzec. Poczatek kretynski - nasza dzielna druzyna biegnie noca po jakiejs pustyni, wokol nich czaja sie robale, ale ich za bardzo nie atakuja. Biegna biegna, wiedza ze "o nie, wszyscy umrzemy", az tu nagle... docieraja do twierdzy wygladajacej jak latarnia morska. To se tam wchodza i tam sie czaja, bo niestety panuje tak straszliwa burza, ktora co prawda ludziom nie robi absolutnie nic i widac z niej tylko mgielke i ciemnosci, ale statkom kosmicznym uniemozliwia ladowanie. Dopiero w srodku filmu, czy pod koniec, nagle, z kosmosu (to przenosnia), wypada na nich kolejny tajemniczy wrog i film zaczyna byc... parodia obcego. Koncowka rowniez jest nie dosc ze kretynska, to jeszcze bardziej amerykanska niz caly Spiderman. Zal, zal, zal.


/Sh1eldeR
Jo_anka
Użytkownik
#62 - Wysłana: 3 Maj 2006 00:04:40
Byc moze zaraz uraze czyjes uczucia (bo ten film ma swoich fanow), ale dla mnie najwiekszym gniotem, ktorego prawie nie bylam w stanie obejrzec, byl tzw. Ukryty wymiar (Event Horizon)!

SF "a la" Stephen King! "Zlo", demony, diably, wampiry cale to "towarzystwo" nudzi mnie... smiertelnie! Zreszta nie jestem amatorka powiesci S.Kinga.

Podobnie nudne bywaly tylko odcinki Andromedy (ostatnio czesto wspominanej na forum ), a zwlaszcza lider na mojej liscie "dennosci SF": odcinek z 4 sezonu - "Trusting The Gordian Maze" !
Arthanis
Użytkownik
#63 - Wysłana: 3 Maj 2006 00:28:48 - Edytowany przez: Arthanis
Dzień niepodległości miał szansę być dla mnie fajnym, choć średnio ambitnym filmem, gdyby nie te narzucające się zewsząd kicz i amerykańskość... Te durne przemowy, patriotyczne gadki, cały ten pomysł z wirusem komputerowym i wieśniak taranujący samolotem statek kosmiczny wielkości nowego yorku... ech... Szkoda. Domyslam się że ten film miał utwierdzić amerykanów w przekonaniu że są najfajniejsi na świecie, ale chyba są jakieś granice tego typu filmowej propagandy.

Co do Armageddonu, to dobry film do obejżenia wieczorem z Dziewczyną. Dla jego dobra do SF bym go nie zaliczał... Ale jako romanyczny film z elementami humoru i ładną muzyką (oraz oczywiście efektami specjalnymi) to nawet spełnia swoje zadanie...
The_D
Użytkownik
#64 - Wysłana: 3 Maj 2006 00:42:00
Picard

Tak się składa, że widziałem nowego King Konga i to nawet na dużym ekranie. W pewnym momencie miałem już serdecznie dość akcji z serii nasi dzielni bohaterowie kontra tyranozaury, nasi dzielni bohaterowie kontra ..., gdzie za ... można podstawiać kolejno przerośniętego goryla, przerośnięte robale, przerośnięte dinozaury, przerośnięte nietoperze itd. Mimo to uważam, że King Kong odstawia hollywoodzką Godzillę o całą klasę.
Te japońskie, gumowe to straszny kicz był, ale za to kicz z niepowtażalnym klimatem.
Jurgen
Moderator
#65 - Wysłana: 3 Maj 2006 13:43:03
Film bardzo fajny jako pastiż kina SF i katastroficznego jak także brawurowa komedia akcji, ktora rzeczywiscie jest pięknie zrealizowana- za to ów film cenie i w żadnym razie nie zaliczyłbym go do najgorszych fimów w dziajach SF.

Dokładnie, to zalleży od tego, jak bardzo poważnie potraktujesz ten film.
Picard
Użytkownik
#66 - Wysłana: 6 Maj 2006 21:50:53
Sh1eldeR

A moze uwazasz, Picard, ze cala historia o przerosnietej malpie jest do kitu?

Gdybym tak uważal w ogóle ni wybierał bym siędo kina na filmy w o wielkich małpach czy jaszczurach. Niestety byłem zarówno na ,,Godzilli" jak i na najnowszym ,,King Kongu" i niestety na obu tych filmach strasznie sie zawiodłem. Po kolej jednak...

Aktorstwo IMO dobre

Waszmość raczysz żartować? Ten reżyser, który we wszytkich sytuacjach pokazywał jedną minę w stylu; ,,mam zatwardzenie", panna Naomi W. marnuje sietutaj, właściwie wszytko co w tym filmie robi to biega na bosaka po dżungli i stara sięudobruchać wielką malpę za pomocą sztuczek cyrkowych, Brody- on jest w istocie dobrym aktorem jednak na nowego Indiane Jonesa to on się nie nadaje.

walka z Tyranozaurami, czy final

No,żeby roślinożerna małpa- bo nie słyszałem o innych - zlała takie trzy strzszliwe drapieżniki? To ujawinia jedną z najistotniejszych bolączek tego filmu a mianowicie brak pozorów jakiegokolwiek relizmu. ww obrazie tym mnóstwo jest sytuacji całkiem niemozebnych do uwieżenia. Prócz wspomnianego pojedynku są to na przykład: scena, w której małpiszon ,,odwiązuje" Ann od słupów ofiarnych- ,ze je tak nazwe- kiedy to powinien wyrwać jej rece wraz z linami, kolejna scena kiedy to gonił z biedaczka po dżungli i traktowal ją jak szmacianą lalkę a mimo to nic jej się nie stało, fakt, że wspomniana pani prtzeżyła prawie sama biegajac po gąszczu podczas gdy połowe ratujacej ja załogii spotkała śmierć straszana i niespodziewana, to że chłopak, który pierwszy raz miał w ręku broń zestrzelił z caiłą Brodego te wielkie robale, w końcu kwestiia Brodego jako nowego wcielenia doktora Jonesa, bez trudu odnajdujacego swa ukochaną i uwalniającą ja z rąk małpiszona mimo,ze- jak już o tym pisałem- połowa załogi próbujac tego dokonac zeszla z tego świata...Poza tym film przepełniony jest patosem- to nie ,,Władca..." panie reżyserze, to opowiastka o wiekiej małpie nie epos o mitycznych zmaganiach dobra ze złem. Świadczą o tym wszytkie teksty w stylu: ,,Kiedy wejdzisz na ten statek, twoje życie zmieni siena zawsze..." i stoji biedulka i czeka czy ją ktoś nie wepchnie na trap. Nie można też zapomnieć o wielkiej dawce nudy jaką Jackson zaserwował nam podczas rejsu statkiem na Wyspe Czaski- tacześć filmu można było by spokojnie wyżucić bez uszczerbku dla całości, która i tak nie jest niczym specjalnym. Ponaddto w filmie jest kilka nie dokonczonych wątków: nie wiem po co wpychanych na siłe do tej ubogiej fabuły? Na przykład ten chłopak, którego marynarze mieli kiedyś znaleźć gdzieś tam, a który następnie służył na ich staku: tłumaczono skąd on się wzioł? Jeśli tak musiałem przysnąć... W warsywie realizacyjnej nie jest niestety dużo lepiej. Pan reżyser nie wiedzieć czemu w całkiem niedorzeczny sposób spowalnia zdjęcia sprawiajac,zęodnosc sięwrażenie,ze niektóre sceny oglądamy oczami człowieka nieprzytomnego od bliżej nie zidentyfikowanych urzywek. Podsumowujac: film ma mocne strony, do których należą: muzyka oraz niekeidy na prawde piękne zdjęcia- zachód słońca nad Empiere State Building- i być moze cień smutnej refleksji nad tym, iz człowkie musi zawsze zniszczyć wszytko to co go przerasta a czeg nie rozumie, ale ogłlnie rzezc ujmujac wzmiankowane widowsko jest raczej marnych lotów nad czym ubolewam.
Anonim
Anonimowy
#67 - Wysłana: 7 Maj 2006 14:38:23
Co do aktorstwa to mialem na mysli wlasnie pana Brody'ego. A roslinozernosc King Konga nie musiala oznaczac - i zreszta nie oznaczala - jego bezbronnosci wobec drapieznikow. On tam zyl, jako jedyny przedstawiciel swojego gatunku, juz od wielu lat. Przez ten czas stoczyl mnostwo walk i w kazdej sie pewnie czegos nauczyl. Jakim cuden pokonal kilka tyranozaurow, nie majac 18centymetrowych zebow? To mogles zobaczyc na ekranie, krok po kroku. Zwinnoscia, inteligencja, sprytem, sila ramion - tego Tyranozaury nie mialy. Przyjemnie bylo zreszta zobaczyc, ze przeszlo 65 milionow lat ewolucji jednak nie poszlo na marne .

A film z zalozenia mial byc niemal mityczna opowiescia, stad te wszystkie podniosle chwile. Rezyser byl na niego bardzo podjarany. Zreszta sam pomysl na King Konga narodzil sie... w snie.

/Sh1eldeR
Jurgen
Moderator
#68 - Wysłana: 7 Maj 2006 15:52:10
Te japońskie, gumowe to straszny kicz był, ale za to kicz z niepowtażalnym klimatem.

Nie sposób zaprzeczyć. Pamiętam, że jak byłem mały to się Godzilli nawet bałem, a od tej amerykańskiej to mi się po prostu śmiać chciało.
L4SERO
Anonimowy
#69 - Wysłana: 11 Maj 2006 10:38:55
a ja lubię chyab wszystkei filmy Emmericha. Takie lekkie i przyjemne w ogłądaniu. No, napewno day after tommorow jest na najwyższym poziomie z jego filmów.
Ale miało być o tych złych no wiec napewno EPIZOD 1. To jest film an którym się potworniew zawiodłem. Drugim takim filmem jest DOOM.

Nowa Duna też mi się nie podoba, Ta lyncha to było arcydzieło.
King Kong jest straszny, nei dałem rady go obejrzeć do końca a żadko tak mam. Szczerze mówiąc to nawet włądca pierścieni, mimo ze film piękny tez mnie zasmucił strasznym spłaszczeniem magii. MAg zamist ciskając fireboole bije różdzką magiczną. Beznadzieja
The_D
Użytkownik
#70 - Wysłana: 11 Maj 2006 21:53:34
MAg zamist ciskając fireboole bije różdzką magiczną. Beznadzieja
O której konkretnie scenie mówisz, bo nie mogę żadnej sobie dopasować. A w ogóle czytałeś LOTR-a? Tam właśnie magia jest czymś głębszym niż ciskanie fireballi.
L4SERO
Anonimowy
#71 - Wysłana: 12 Maj 2006 09:42:33
tak, jest głębszym aleniestety nie widac w filmie tego.
A mówię choćby o bitwie o chełowy Jar, gdzie leje goblinów pałą zamiast nimi miotać jakoś. Albo na początku tegoż jak toczy walke spadając w przepaść. W książce to była mentalna walka dwóch istoto o prawie boskiej mocy, a w filmie? Miecem go chlastał
Picard
Użytkownik
#72 - Wysłana: 13 Maj 2006 12:41:33 - Edytowany przez: Picard
L4SERO

,,Z ciemności wybłysnęło płomienne czerwone ostrze.
Glamdring zaświecił jasno w odpowiedzi.
szczękneła stal, migneła biała błyskawica. Barlog padła na wznak, jego ognisty sztylet rozprysnoł sięna kawałki..."- przekład Marii Skibniewskiej.

Czy w filmie było te zmaganai nie wyglądały identycznie? To jeden z powodów dla, których filmowa trylogia ,,Władcy..." podoba mi się prawie równie dobrze jak ta książkowa- wiele scen jest dosłowanie przepisaneych z powieści, przedstawione są one bardzo plastycznie i wiernie. Jest też niestety też pare istotnych wpadek: Arwena ratująca Frodo, w ,,Drużynie...", potyczka z wilczymi jeźdźcami w ,,Dwuch wieżach" ale generalnie filmy te są wierne wymowei i treści powieści. Zresztą w tych niezupełnie zgodnych z dzielem Tolkiena fragmentach pojawia się typowa dla Jecksona skłonnośc do efekcjarstwa, która w pelni objawiała sięwłasnie w nieszczęsnym ,,King Kongu". Pytanie brzmi tylko: czy to właśnie reżyserowi zawdzięczami ostateczny kształt filmowego ,,Władcy..." czy tez to producencji powstrzymali zapędy twórcy przed epatowaniem niepotrzebnymi efektami? Niezależeni od tego jak było na prawde owe jacksonowskie interpretacje LOTR mają jeszcze jedną ważną zalete: przekonują nowych czytelników o ksiazek Tolkiena. Własnie ze wzgledyu na to, izfilm był szeroko reklamowany, jeszcze przed premierasięgnełem po tą powiesć i nim zobaczyłem pierwszą odsłone kinowej trylogii byłem już w połowie tomu drugiego. Inaczej nie wiem czy zainteresowal bym się książką fantasy: jedyne powieści tego typu, do których się przekonalem i uważam je za wybitne to ,,Diuna' oraz ,,Władca..." właśnie, no i legendy arturiańskie- ale to trochę inny typ utworu, stanowiący raczej inspiracje dla fantasy nie zaś będący przedstawicielem tego gatunku. Po premierze kinowego ,,wiedzmina" wątpie jednak bym tknął jeszcze inną ksiażke tego rodzaju...Co zaś się tyczy wzmiankowanych przez Ciebie fireballi: Gandalf posługiwal sięnimi chyba jedynie w ,,Hobbicie"? Nie przypominam sobie by we ,,Władcy..." żucałe tego typu zaklęcie?
Christof
Użytkownik
#73 - Wysłana: 13 Maj 2006 20:19:51
Co zaś się tyczy wzmiankowanych przez Ciebie fireballi: Gandalf posługiwal sięnimi chyba jedynie w ,,Hobbicie"? Nie przypominam sobie by we ,,Władcy..." żucałe tego typu zaklęcie?
We "Władcy" Gandalf użył magii chyba tylko dwa razy. Na Wichrowym Czubie, walcząc z Nazgulami i pod szczytem Karadhras.
Picard
Użytkownik
#74 - Wysłana: 13 Maj 2006 21:05:54 - Edytowany przez: Picard
Christof

Nie było jeszcze pare razy gdy czynił z niej użytek. Chociażby wtedy gdy zakloł drzwi w Morii by te wytrzymały atak Barloga, jak takze wtedy gdy potykał się z tym stworem oraz wówczas gdy po swej przemianie w Gandalfa Białego wytrącał broń z rąk pozostałych członków drużyny, którzy mylnie uznali go za Sarumana. Było oczywiscie jeszcze zdejmowanie uroku z króla Theodena, ale fireballi jakoś sobie nie przypominam...
Q
Anonimowy
#75 - Wysłana: 27 Maj 2006 13:32:22
Tak, ID jest denny jak film serio, jako zabawa świetny plastycznie i tylko tyle
theczarek
Użytkownik
#76 - Wysłana: 2 Cze 2006 20:51:46
No,żeby roślinożerna małpa- bo nie słyszałem o innych - zlała takie trzy strzszliwe drapieżniki?

Filmu nie widziałem ale roślinożerność wcale nie oznacza bezbronności. Jak już jesteśmy przy dinozaurach to weźmy takiego Triceratopsa. Jego odpowiednikiem w dzisiejszym świecie może być na przykład bawół afrykański. Posiada silny instynkt terytorialny i jest paskudnie agresywny. Albo żeby daleko nie szukać:
Kto spotyka w lesie dzika...

Żołnierze kosmosu (Starship Troopers) - ten film rowniez mi sie bardzo podobal. Fajne, patriotyczne scenki.

Film daje radę jako ogłądadło. Przychodzisz do domu po kolosie, klasówce czy ciężkim dniu w pracy i patrzysz jak sie chłopaki strzelają z robalami.
Jeśli chodzi o patryiotyzm to lepsze akcje są w książce (Kawleria Kosmosu wydane przez Amber). Pół książki to dywagacje tego nauczyciela od nauk politycznych (retrospekcje)- totalne objechanie systemu demokratycznego. Wątek romantyczny został z kolei dodany w filmie(SNWS). Podobnie jak kaleka w centrum rekrutacyjnym. W książce gość był całkiem zdrowy a rozmowa z nim była była jednym z ważniejszych fragmentów.
Było też więcej ras z którymi ludzie wojowali. Podobał mi się motyw najbardziej okrutnej broni: główny bohater wrzucił do pomieszczenia pełnego obcych bombę mówiącą w ich języku "jestem bombą wybuchnę za 3...2...1..."
I mój ulubiony cytat: "Dla pewności pieprznąłem tam jeszcze rakietę atomową"

Przepraszam za brzydki wyraz ale tak było w oryginale
Picard
Użytkownik
#77 - Wysłana: 2 Cze 2006 21:40:50
theczarek

Filmu nie widziałem ale roślinożerność wcale nie oznacza bezbronności

Owszem ale twoją opinie tłumaczy faktu,ze filmu nie widziałeś i nie wiesz co ten roślinożerca tam wyczyniał! To co wyprawiał dystansowało wyczyny wszystkich filmowych karateków, bondow, komiksowych bohaterów i Worfa razem wzietych. Sprał w pięknym stylu trzy drapieżniki uchodzące za jedne z największych i najgroźniejszych w świecie prehistorycznym. To wszytko dzięki fruwaniu w powietrzu trzepaniu wrogów po zębatych pyskach wszytkimi kończynami i determinacji godnej Borga. wspomne, że małpiszon walcząc z T-Rexami bronił jednoczesnie panienke przed pożarciem...

Jeśli chodzi o patryiotyzm to lepsze akcje są w książce (Kawleria Kosmosu wydane przez Amber).

Akurat tłumaczenie tytułu tej powieści- nie wiem jak z reszta tekstu bo z oryginałem nie miałem okazji się spotkać- chodź romantyczne, nie ma wiele wspólnego z prawdziwym tytułem. A to, że sama ksiazka jest lepsza niż film jest rzeczą zrozumiałą- tak zwykle bywa z ekraizacjami literatury jakiegokolwiek typu, co nie przekreśla tego filmu w żaden sposób. Co do załzutu, iz żołnierze nie mieli czym strzelać do robali: problem nie tkwił raczej w broni gdyz pod koniec filmu zmagania głównych bohaterów z obcymi wyglądały juz całkiem inaczej- lecz w żuceniu na pierwszą linie frontu mnóstwa nowo upieczonych żołniezy, którzy do tej pory nie mieli do czynienia z wrogiem. Natomiast zarówno ksiażka jak i film bardziej niż z patriotyzmem kojarzy mi się z futurystyczna wersja neo-nazizmu...
Jurgen
Moderator
#78 - Wysłana: 2 Cze 2006 22:03:22
bohater wrzucił do pomieszczenia pełnego obcych bombę mówiącą w ich języku "jestem bombą wybuchnę za 3...2...1..."
I mój ulubiony cytat: "Dla pewności pieprznąłem tam jeszcze rakietę atomową"


Teksty w książce rzeczywiście były mocne.
theczarek
Użytkownik
#79 - Wysłana: 2 Cze 2006 22:07:19 - Edytowany przez: theczarek
Co do załzutu, iz żołnierze nie mieli czym strzelać do robali: problem nie tkwił raczej w broni gdyz pod koniec filmu zmagania głównych bohaterów z obcymi wyglądały juz całkiem inaczej- lecz w żuceniu na pierwszą linie frontu mnóstwa nowo upieczonych żołniezy, którzy do tej pory nie mieli do czynienia z wrogiem


Hę???
Ja takich zarzutów nie stawiałem!!! Co więcej zgadzam się z tym co napisałeś! W filmie jest to dość dobrze pokazane. (Wątek kumpla głównego bohatera który dowodząc oddziałem w czasie inwazji starcił głowę.)

Co do neonazizmu/patriotyzmu miałem na myśli raczej fakt, że ksiązka próbowała jakieś treści poza samą akcją przekazać. Nie znaczy to że zgadzam się z poglądami autora który twierdzi, że tylko żołnierz może być prawdziwym obywatelem bo czuje się odpowiedzialny itp.

Skłaniam się raczej ku twierdzeniu F. Herberta z Boga Imperratora Diuny: Jeśli armia nie ma wroga zewnętrznego wczesniej czy później znajdze go wśród własnych obywateli.
Cytat nie jest dosłowny ale pożyczyłem ksiązkę i nie moogę sprawdzić.

A po KING KONGU logiki się nie spodziewałem. Dlatego nie oglądałem.
Picard
Użytkownik
#80 - Wysłana: 3 Cze 2006 00:39:01
theczarek

Ja takich zarzutów nie stawiałem!!!

Wiem, ale ktoś wcześniej to uczynił i chcialem ustosunkować sie do wypowiedzi tej osoby bez konieczności przeszukiwania całej dyskusji w celu znalezienia odpowiedniego cytatu. Moze ta osoba sie zainteresuje moja odpowiedzią?

Wątek kumpla głównego bohatera który dowodząc oddziałem w czasie inwazji stracił głowę.)

Przypomnę jeszcze, że generał- czy też marszałek?- dowodzący cała operacja w najlepszym razie zmuszony został do złożenia dowództwa. W najgorszym razie postawiony zaś został przed sądem, zdegradowany i wysłany na najcięższy odcinek frontu...

Co do neonazizmu/patriotyzmu miałem na myśli raczej fakt, że ksiązka próbowała jakieś treści poza samą akcją przekazać

W filmie takie treści też są zawarte chodź zgadzam się z Tobą, że akcenty zostały tu trochę inaczej rozlokowane i największy nacisk położono w tym wypadku na akacje. Poza tym- nie pamiętam jak było to opisane w filmie, bo widziałem go już pewien czas temu- ale zdaje się, ze w ksiazce zawodowy żołnierze nie miał czynnego ani biernego prawa wyborczego, dostawał je dopiero po zakończeniu służby? Nie jestem też do końca przekonany czy aby na pewno autor zgadza sie z poglądami ludzi żyjących w opisywanym przez siebie świecie. Moim zdanie jest to swego rodzaju krytyka reżimu wojskowego, w którego kierunku moze podążyć każde państwo prowadzące wojne- jeśli walczysz z potworami, uważaj abyś nie stał się jednym z nich!

Skłaniam się raczej ku twierdzeniu F. Herberta z Boga Imperratora Diuny

Czytałem jedynie cześć pierwszą wspomnianej książki wiec trudno mi powiedzieć jakie zapatrywania na tą kwestie mial Herbert ale zgadzam się z tym co napisałeś. Od siebie dodam jeszcze, że armia wypowiadając wojne własnemu społeczeństwu z góry stoi na straconej pozycji...
theczarek
Użytkownik
#81 - Wysłana: 3 Cze 2006 11:15:31
A mi się przypomiał film SF który bije głupotą i wykonaniem na głowę wszystko co do tej pory było wymienione:

WING COMMANDER!!!!!!!!!!
Picard
Użytkownik
#82 - Wysłana: 3 Cze 2006 21:09:15
theczarek

Oj, tak ale to jest ekranizacja gry komputerowej wiec nie jest nic dziwnego w tym, ze film ten jest marny jak żadko, ktory! Nie spotkalem sie chociazby z jedna taka ekranizacja, ktora spelniala by chociaz minimalne wymagania stawiane wobec rzeczy zwanej flimem...
theczarek
Użytkownik
#83 - Wysłana: 3 Cze 2006 22:03:32 - Edytowany przez: theczarek
A AvP to niby na podstawie Szekspira?
Komisk trochę za mało był popularny więc mogę się założyć że sukces gry wpłynął na decyzję o przeniesieniu na ekran.

Różnica polega na tym, że w przeciwieństwie do innych tego typu produkcji WC (hehe ale fajny skrót i jak pasuje) miał pierwowzór z którego dało się wiele dobrego zrobić. Mogła powstać solidna, mocna space oprera o pilotach myśliwców. Coś w stylu Battlestar Gallactica.
Świat gry był już w tym czasie nieźle rozbudowany i całkiem bogaty. 5 części nie licząc na wpół ekonomicznej Armady. Wing Commander 4 był przecież pierwszą grą z interaktywnym filmem - rozmowy miedzy misjami oraz wyniki misji miały wpływ na rozwój fabuły. Nawet Grał w nim aktor który odgrywał Skywalkera w GW.

A inne sfilmowane gry:
DOOM: Korytarz, potwór, potwór, drzwi, potwór, sala, dwa potwory, drzwi, korytarz, drzwi zamknięte, korytaż, 4 X potwór klucz, przyciski potwór,potwór, winda...

Motal Kombat:
piącha, piącha, z kopa, z kopa z wyskoku, fireball, padem go, z kopa, z kopa, faytality, flawles victory

Grać w to można pasjami (choć ja akurat mordobić nie lubię) ale fabuły w tym za grosz i nic cię naprawdę nie obchodzi legenda gry.
WC zawiodło moje oczekiwania ponieważ zmarnowało potęcjał całkiem bogatego i ciekawego świata. Poza tym nie skazujmy gniotów na zapomienie ze względu na pochodzenie(rodziców się nie wybiera ). To że filmy na podstawie gier to dno sugeruje że nie należy takich filmów robi, a powstają (i to licznie).

PS. Pisząc tego posta próbowałem znaleźć obsadę starych SW (nie takie łatwe) ale dałem sobie spokój jak trafiłem tu:
http://www.starwars.pl/bank_pokaz.php?kategoria=FA B
Zjedźcie do Odyseji 2001. Oficjana polska strona SW.
Jurgen
Moderator
#84 - Wysłana: 3 Cze 2006 22:32:54
Motal Kombat:
piącha, piącha, z kopa, z kopa z wyskoku, fireball, padem go, z kopa, z kopa, faytality, flawles victory

Grać w to można pasjami (choć ja akurat mordobić nie lubię) ale fabuły w tym za grosz i nic cię naprawdę nie obchodzi legenda gry.


A mi się pierwsza część filmu podobała. Nie żeby była jakaś specjalnie głęboka, ale oglądało się to nieźle. O drugiej nie będę wspominał... z litości, bo gra była niegdyś kultowa.
theczarek
Użytkownik
#85 - Wysłana: 3 Cze 2006 22:47:43
Nie jesteś jedyny. Wielu ludzi o pierwszym MK się dobrze wypowiada. Mi się nie podoba Picardowi też najwyraźniej (bo napisał że wszytkie ekranizacje filmów to gnioty).
To jeden z tych filmów na temat których zdania są podzielone.

Fabułę gry miałem na myśli. W MK większość fabuły była dorobiona.
Picard
Użytkownik
#86 - Wysłana: 4 Cze 2006 12:20:33 - Edytowany przez: Picard
theczarek

A AvP to niby na podstawie Szekspira?
Komiks trochę za mało był popularny więc mogę się założyć że sukces gry wpłynął na decyzję o przeniesieniu na ekran.

Z tym bym się niezgodził! Wystarczy obejrzeć stronę poświeconą Predatorowi, której adres zdaje się umieściłem na tym forum by przekonać się, że komiksów z jego udziałem było bardzo dużo a co za tym idzie musiały znaleźć one wielu odbiorców i być bardzo popularne. Wspomniany przez Ciebie versus nie jest zresztą jedyny w całej kolekcji. Łowca tłukł się już prawie z każdą znaczącą postacia z kręgu po-kultury: z Alienem, Terminatorem, Robocopem, Sędzią Drredem a nawet Tarzanem oraz Batmanem. Podobno skrzyżował też rękawice z...Gołotą. Niech zgadnę walkę w całości mozna było pokazać w Telekspresie?
theczarek
Użytkownik
#87 - Wysłana: 4 Cze 2006 12:32:53
Tak, ale tu należy się zasrtanowić czy AVP jest bardziej o Alienach, czy Predatorach. Pojawienie się korporacji WY sugieruje osadzenie bardziej w uniwersum Aliena. Oba cykle z tego co wiem powstały niezależnie i dopiero później je połaczono. Choć jeśli dobrze się dopatrzyłem to już w Predatorze 2 na statku Predatorów jest trofeum Obcego, albo czegoś podobnego.
Swoją drogą film to jednak Alien Vs Predator a nie Robocop VS Predator , Barbarella vs Predator, czy Gołota vs Predator (szkoda, wielka szkoda - pojedynek był epicki i wiele mówił o anatomii łowcy).
Swoją drogą widziałem gdzieś reklamę wydania DVD pierwszego Predatora pod hasłem Grovenor Vs Predator.
The_D
Użytkownik
#88 - Wysłana: 4 Cze 2006 13:01:00
AvP powstał przedewszystkim na podstawie wcześniejszych filmów. Komiksów nie czytałem, ale grałem trochę w grę, i muszę powiedzieć, że scenażyści nie zaczerpnęli z niej wiele.
Poza tym nie ma o co się sprzeczać, bo choć z AvP ma może jakieś szanse z MK, to za film dobry uznać go nie można.
theczarek
Użytkownik
#89 - Wysłana: 4 Cze 2006 13:10:57 - Edytowany przez: theczarek
AvP powstał przedewszystkim na podstawie wcześniejszych filmów.

Fabuła gry zbyt przypomina Aliens Camerona żeby ją wykorzystać. Fabuła AvP w wielu mejscach nawiazuje też do komiksu. Ja miałem na myśli to że popularność gry wpłynęła na decyzję o nakręceniu.
Fabuła MK też była dorabiana.

Poza ty nie sprzeczamy się tylko prowadzimy ożywioną dyskusję i wymieniamy poglądy .
The_D
Użytkownik
#90 - Wysłana: 4 Cze 2006 20:26:33
Tak właściwie to furtką do nakręcenia AvP była jedna z końcowych scen Predatora 2, w której na statku Łowców pokazano czaszkę obcego. A że właścicielem praw do obu serii było 20-tieth Century Fox łatwo było przewidzieć ciąg dalszy...
 Strona:  ««  1  2  3  4  5  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Nedznicy kina SF?

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!