USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Babylon 5
 Strona:  ««  1  2  ...  5  6  7  8  9  ...  12  13  »» 
Autor Wiadomość
Havoc
Użytkownik
#181 - Wysłana: 4 Wrz 2011 13:45:56
Odpowiedz 
Kor:
Tak, DS9 realistyczne, jak cholera Szczególnie zapewne w dalszych sezonach.

No na pewno bardziej niż TNG.

To krok w dobrym kierunku, chociaż do ideału jeszcze sporo brakuje.
Kor
Użytkownik
#182 - Wysłana: 4 Wrz 2011 13:54:26 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Havoc:
No na pewno bardziej niż TNG.

Nie sądzę. Stara się być bardziej przyziemne, niż TNG, to prawda, stronić od wyidealizowania postaci, to prawda, jednak zważywszy na to, że istnieje też coś takiego jak myśl, duch i przesłanie, to tutaj TNG wypada - w mojej opinii - znacznie ciekawiej.

Powyższe zaś wiąże się z kategorią pokrewną jakoś kategorii realizmu, a mianowicie racjonalizmem. TNG wyraża ducha racjonalizmu. Jakiego ducha wyraża DS9?

W tym sensie TNG jest bliższe science fiction w wersji hard (jeśli tego gatunku nie sprowadzać do otoczki), niż DS9 kiedykolwiek bywa.
Q__
Moderator
#183 - Wysłana: 4 Wrz 2011 14:10:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Havoc

Havoc:
To krok w dobrym kierunku

I tak, i nie...

Kor

Kor:
stronić od wyidealizowania postaci

Tylko, że postać niewyidealizowana w DS9 oznacza po prostu człowieka o współczesnej mentalności, a to już jest taki sam absurd jak myślący w kategoriach człowieka XX/XXI w. bohaterowie większej części fantasy.

(Inna rzecz, że i Meyer, i Abrams - o Bennecie przez litość nie wspomnę - zbaczali tu w ten sam zaułek co twórcy DS9.)
Kor
Użytkownik
#184 - Wysłana: 4 Wrz 2011 14:28:40 - Edytowany przez: Kor
Odpowiedz 
Q__:
Tylko, że postać niewyidealizowana w DS9 oznacza po prostu człowieka o współczesnej mentalności, a to już jest taki sam absurd jak myślący w kategoriach człowieka XX/XXI w. bohaterowie większej części fantasy.

To prawda, jednak nawet pominąwszy ten argument i uznawszy, że DS9 ma bardziej realistyczne postacie, niż TNG, jestem skłonny twierdzić, że to TNG wyraża ducha racjonalizmu, a nie DS9. Oczekiwania odnośnie racjonalizmu w TNG stale znajdują spełnienie (co rzeczywiście bywa zbyt proste), jednak w DS9 z kolei, które stawia na ambiwalencję, absolutnie nic z niej nie wynika.

Nawiązując do mojego opisu science fiction z wątku o nowym Treku, DS9 pokazuje problematyczność świata (gdzie i tak wprowadza masę uproszczeń), ale nie jest w stanie w żadnym większym stopniu wydobyć jego podatności na problematyzację (tj. racjonalne ujęcie). DS9 nie jest w stanie swojego świata przedyskutować (choćby w jego nierozwiązywalności; bo o tym też można inteligentnie i głęboko mówić, patrz: Solaris).

Jego przesłanie można podsumować: świat jest skomplikowany (póki nie przyjdą Prorocy ) i nic na to nie poradzisz.
Q__
Moderator
#185 - Wysłana: 4 Wrz 2011 14:56:42 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kor

Kor:
Jego przesłanie można podsumować: świat jest skomplikowany (póki nie przyjdą Prorocy ) i nic na to nie poradzisz.

Co - abstrahując od wartości/prawdziwości tej wizji (zwł. jej części o "Prorokach" ) - jest dokładną odwrotnością przesłania TOS/TMP/TNG, które przedstawiały konkretny sposób na radzenie sobie z tym skomplikowanym światem (poddając go tym samym pod dyskusję widzów).
mozg_kl2
Użytkownik
#186 - Wysłana: 11 Wrz 2011 15:36:25
Odpowiedz 
No i skończyłem swoją przygodę z babylon 5. Cóż można powiedzieć, serial jak i samo universum, jest genialne. Dużo lepsze i dużo bardziej dopracowane niz nasz kochany Star Trek. JMS postawił na ciekawą historię, ktorą można oprzeć/opowiedzieć nie dodajac co tydzień obcego odcinka. Kosmos nie jest pusty, ale nie wygląda też jak Time Squer w świeta. Historia, swietnie prowadzona i doskonalne rozpisana. Powoli z każdym odcinkiem wsiąkamy w opowieść snutą przez autora. Nie ma miejsca na improwizacje i rozwiązania deus ex. Tło technologiczne również na wysokim poziomie. Jest nauka a nie pesudo naukowosć jak często w treku. Najlepszy jest sezon 4, za to zawiodłem się na finalnym 5, o czym zresztą pisałem wcześniej. Rozwleczony, mdławy wątek telepatów. Tylko czekałem, aż przyjdzie Bester i zrobi z nimi porządek. Za to wątek wojny Sojusz vs Centauri to raptem 3-4 odcinki. Nie te proporcje. Dokładnie odwrotnie i byłoby genialnie. Szkoda też, ze nikt w Polsce nie pokusił sięo wydanie książek uzupełniajacych luki w 5 sezonie, ktore w przeciwieństwie do trekowych są kanoniczne. Pewnie będe musiał się szeroko uśmiechac do Evivy. Przychodzi też koniec. Słyszałem, zę finał to straszny wyciskacz łez, i to prawda. 3 ostatnie odcinki naprawde sprawiaja, że chce się płakać. Sam finał finałów, dużo lepszy niz trekowe series finale. BTW Star Trek zawsze miał, problemy z dobrym zwieńczeniem historii. TOS tego nie ma, TNG- jest tak sobie, DS9- podobnie a dalej to lepiej spuścic zasłone milczenia. Zostały mi jeszcze babylonowe dokrętki(4 filmy i Krucjata), ktore przedłuża i tak nie uniknione rozstanie z tym uni. Tymczasem, musze sie rozglądnąc za czymś do oglądania. Od dłuższego czasu uśmiecha się do mnie Twin Peaks więc pewnie sie skusze.
Q__
Moderator
#187 - Wysłana: 11 Wrz 2011 15:47:37
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Jest nauka a nie pesudo naukowosć jak często w treku.

Acz jest i iście baśniowy mistycyzm wrzucony z nią do jednego wora.

(A'propos nauki: przypomnę tu po raz kolejny, że Straczynski posadził do projktowania swoich okrętów ekspertów z JPL. By jednak nie deprecjonować całkiem Treka, przypomnę też, że Roddenberry kręcąc ST zanudzał futurologów z Rand Institution o kazdy szczegół życia pokładowego, że układ mostków - tych z jego ery - projektowali eksperci, wreszcie, że to w Treku pojawił się, po raz pierwszy w dziejach Hollywood, konsultant naukowy.)
mozg_kl2
Użytkownik
#188 - Wysłana: 11 Wrz 2011 15:59:01
Odpowiedz 
Q__:
Acz jest i iście baśniowy mistycyzm wrzucony z nią do jednego wora.

Mistycyzm też ma swoje uzasadanie fabularne i to bardzo dobre. Lepsze niż tło w DS9.

Q__:
(A'propos nauki: przypomnę tu po raz kolejny, że Straczynski posadził do projktowania swoich okrętów ekspertów z JPL. By jednak nie deprecjonować całkiem Treka, przypomnę też, że Roddenberry kręcąc ST zanudzał futurologów z Rand Institution o kazdy szczegół życia pokładowego, że układ mostków - tych z jego ery - projektowali eksperci, wreszcie, że to w Treku pojawił się, po raz pierwszy w dziejach Hollywood, konsultant naukowy.)

Tak tak wiemy. Gdzieś mi się nawet obiło o oczy, zę NASA zainteresowała się modelami Starfury.
Q__
Moderator
#189 - Wysłana: 11 Wrz 2011 16:35:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Mistycyzm też ma swoje uzasadanie fabularne i to bardzo dobre. Lepsze niż tło w DS9.

Zgadzam się, że jest to lepsze niż w DS9 (jak cały serial zresztą). Pytaniem jest natomiast czy każdy lubi taką konwencję (milośnik racjonalistycznej SF w klasycznym stylu może sarkać).
Ja tam np. lubiłem ten mix hard SF z fantasy w niektórych powieściach Zelazny'ego ("Wyspa Umarłych", "Umrzeć w Italbarze"), zwł, ze składało się to - jak u Staraczynskiego - na efektowną space operę, mającą też sporo głębi.

ps. stara polska strona o B5 (tak, NeoKosh's) z nową domeną:
http://babylon5.imbateam.pl/
mozg_kl2
Użytkownik
#190 - Wysłana: 11 Wrz 2011 17:21:28
Odpowiedz 
Q__:
Pytaniem jest natomiast czy każdy lubi taką konwencję (milośnik racjonalistycznej SF w klasycznym stylu może sarkać).
Ja tam np. lubiłem ten mix hard SF z fantasy w niektórych powieściach Zelazny'ego ("Wyspa Umarłych", "Umrzeć w Italbarze"), zwł, ze składało się to - jak u Staraczynskiego - na efektowną space operę, mającą też sporo głębi.

To już trzeba oglądnąc i samemu stwierdzić. Mi osobiscie ona nie przeszkadza o ile nie staje się przesadzona. Wracajac jeszcze do wątku technologicznego, bardziej chodziło mi o to, ze w treku wszystko działa dzięki scenariuszowi. Wiele rzeczy nie ma zadnego podłoża naukowego lub wprost nauce przeczy.
Eviva
Użytkownik
#191 - Wysłana: 19 Paź 2011 17:22:55 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Z odcinka na odcinek utwierdzam się w mniemaniu, ze B5 to świetny serial, naprawdę z ikrą i fajerem, kudy lepszy od DS9. Ma tylko jedną wadę - ja przez niego dostanę zawału. Podczas ostatniego odcinka (Wzloty i upadki) porwała mnie taka wściekłość na tę łysą hitlerówkę, co na chama pakowała się Virowi do łóżka, że pewnie nie mogłabym spać, gdyby nie emitowany później jeden z mych ulubionych odcinków ENT - ten, w którym Trip zachodzi w ciążę. Przywrócił mi on tyle humoru, ile trzeba, by w miarę spokojnie zasnąć.
Q__
Moderator
#192 - Wysłana: 24 Lis 2011 21:08:18 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Powtórzyłem sobie dwa pierwsze odcinki nie samego B5, a jego spin offu - CRU (czyli "War Zone" i "The Long Road").
Cóż można powiedzieć po pierwszych odcinkach?
Wizualnie jest to wszystko - z perspektywy lat - b. biedne. Kostiumy i dekoracje siermiężne, elementy animowane komputerowo rażą sztucznością. Mimo to świat przedstawiony wypada w "War Zone" b. przyzwoicie: napięcia ziemsko-marsjańskie, dość realistyczny obraz możliwej przyszłości naszego Układu Słonecznego w tle właściwej fabuły, wiarygodnie intrygi polityczne (wszystko to chętnie bym zobaczył zaadaptowane do Treka jako element prehistorii), do tego dochodzi - bliski prawie każdemu Trekerowi - schemat misji eksploracyjnej. Dalej: bohaterowie - widać, że każdy z nich ma przemyślaną przez JMS biografię, ale wypadają dość blado, prawie tak blado jak dekoracje. Najlepiej jeszcze prezentuje się kapitan Matthew Gideon, twardy, sarkastyczny żołnierz (wręcz żołdak) będący jednak idealistą, idealistą trochę innego typu jednak niż ci z ST. Nieco przypomina kapitania Bridgera z pilota SQ, ale jest drapieżniejszy. Drażnią Dureena i Galen wraz z którymi do serialu wkradają sie elementy klasycznej fantasy* (zwinna, skąpo odziana, złodziejka i tolkienowski wręcz czarodziej), elementy mające swój urok, ale zgrzytające - przynajmniej w pierwszym kontakcie - z realistyczną warstwą SF. (Podobnie zresztą zgrzyta humanoidalność fizyczna i psychiczna, a także wizualna tandeta, Drakhów; w Treku jakoś łatwiej łyka się takie rzeczy.)
Podsumowując: pilot, mimo wszelkich zastrzeżeń, rozbudza apetyt na więcej.
W "The Long Road" zgrzyta niestety znacznie więcej. Mamy wątek zupełnie jak z - późniejszego - "Avatara", mamy iście "dzikozachodnie" górnicze miasteczko, którego mieszkańcy noszą budzące jednoznaczne skojarzenia stroje (Amerykanie bez tego widać nie umieją, podobne klimaty mieliśmy nagminnie w Ff, a okazjonalnie w TOS), w miasteczku mamy wioskowego czarodzieja Alvyna (postać rodem ni to z Tolkiena, ni - z racji złożonej psychiki i trudnej do jednoznacznej oceny postawy - z Sapkowskiego), będacego nawet ciekawą, kradnącą show, postacią (przy okazji dowiadujemy się też nieco o Galenie). Ta wizualno-stylistyczna pstrokacizna rozmywa gdzieś centralny problem (który postawiony jest nawet interesująco i w jakimś stopniu nawiązuje do trekowej klasyki - "The Devil in the Dark" czy "The Cloud Minders" się kojarzą). Ma to swój urok, ale poczucie dysonansu pozostaje. I jeszcze ten - "co Ci przypomina, co Ci przypomina" - tandetny, komputerowy, złoty smok. Wygląda to wszystko jakby JMS wrzucał po prostu do CRU wszystkie swoje ulubione wątki i stylistyki, nie zastanawiając się, że może to w efekcie smakować jak, cytując kabaretową piosenkę:

"Ćwikła z chrzanem,
Sól z szafranem,
Cukier z pieprzem,
Miód ze smalcem...
Lizać palce,
Coraz lepsze."


Tym niemniej, oglądam dalej.

* inna rzecz, że Straczynski lojalnie o tym ostrzega: w czołówce mamy miecz, w tytule krucjatę, statek kosmiczny nazywa się Excalibur, zaś kapitan nosi nazwisko po biblijnym Gedeonie (którego imię oznacza "wojownika" i "niszczyciela"; podawanym też jako przykład człowieka głębokiej wiary)...
Dukat
Użytkownik
#193 - Wysłana: 24 Lis 2011 22:31:53
Odpowiedz 
Widziałem kilka odcinków. Po waszych recenzjach chyba się wciągnę
mozg_kl2
Użytkownik
#194 - Wysłana: 25 Lis 2011 07:45:07
Odpowiedz 
Q__:
Wizualnie jest to wszystko - z perspektywy lat - b. biedne. Kostiumy i dekoracje siermiężne, elementy animowane komputerowo rażą sztucznością.

Lubie ten argument. Jak się nie ma do czego przyczepić, a to doczepmy się do efektów. Wypominanie ich przez trekera to jest strzałw stopę, bo zestawiając B5 z TNG i DS9 to B5 zostawia je daleko w tyle.

Q__:
Straczynski lojalnie o tym ostrzega

Szkoda anulowania Crusade. Mógł wyjsc z tego niezły serial to bodly go. Szczególnie, że mistrz JMS zapowiedział iż ma historię rozpisana na 5 sezonów, podobnie jak w B5.
Q__
Moderator
#195 - Wysłana: 25 Lis 2011 08:13:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Lubie ten argument. Jak się nie ma do czego przyczepić, a to doczepmy się do efektów. Wypominanie ich przez trekera to jest strzałw stopę, bo zestawiając B5 z TNG i DS9 to B5 zostawia je daleko w tyle.

Kiedy to nie jest czepialstwo, a zwykłe zdumienie, że tak bardzo się to postarzało, choc tak niedawno wydawało się ultranowoczesne. Podczas gdy sceny z modelami starzeją sie jednak z większym urokiem*.

(Jedną ze składowych tego zdumienia jest zresztą zaskoczenie, że CRU wypada tak blado wizualnie także na tle macierzystego B5, B5 pod tym względem postarzał się lepiej.)

* natomiast masz rację, że to co widzimy w B5 czy CRU - nawet gdy dziś sprawia wrażenie chorego na ciężką pikselozę - obmyślane jest lepiej niż toczone bez ładu i składu bitwy w DS9 czy w sumie b. pretekstowe sceny kosmiczne w TNG (tak, w wypadku TNG musimy wierzyć na słowo, że akcja toczy się w kosmosie); wygląda to nieszczególnie, ale widać, że było projektowane z głową, we wspomnianych w/w Trekach jest dokładnie na odwrót - wygląda nadal fajnie, ale widac że zostało wrzucone w fabułę "na odwal się"

EDIT2 (ale tu, bo a'propos F/X): nie dawało mi to spokoju, pogrzebałem więc trochę w necie i muszę powiedzieć, że jakość wizualna - i powiązana z nią oglądalność - CRU i B5 zależy w dużej mierze od kopii, acz wszędzie widać "komputerowość" efektów; np. wersje do których można dojść z tv-links.eu są całkiem strawne, muszę tedy odszczekać sporą część wizualnych zarzutów; w wypadku dobrych kopii nie razi to aż tak...


-------------------------------------------------- --------------------------------------

EDIT: no i w wyniku naszej dyskusji powtórzyłem sobie "Midnight on the Firing Line", drugi z pierwszych odcinków B5. Wizualnie nadal wygląda to na równie postarzałe co TOS i wczesne sezony TNG (acz efekty komputrowe wypadaja jednak lepiej niż te z CRU). Nadal też drugi plan wątków "ludzkich" wygląda lepiej niż w Treku (dowiadujemy się czegoś o ziemskiej polityce, poznajemy - niezbyt przyjemny - sposób traktowania telepatów w społeczeństwie, poznajemy stacyjne procedury i taktyki walki kosmicznej - wsszystko to jest pomyślane z głową), ma się wręcz wrazenie, że JMS był wkurzonym trekerem, który postanowił pokazać jak TNGowską umowność można przerobić na realizm. Pod wieloma względami zdaje to egzamin, pod niektórymi nie - z tym realizmem spraw ludzkich gryzie sie niemiłosiernie wygląd Obcych (równie odpustowych co w słabszych wizualnie odsłonach Treka), gryzie się też - paradoksalnie - pogłębienie psychologiczne Obcych bohaterów (w TNG czy TOS Obcy widoczni na ekranie są symbolami, w B5 przez to, że pogłębieni psychologicznie, okazują się po prostu dziwnie wyglądającymi ludźmi, są dla nas całkowicie zrozumiali w swoich emocjach, resentymentach i knutych intrygach, dosłowność prawie całkiem** pozbawia ich Obcości, są ciekawymi postaciami, ale - powtórzę - ludźmi; jedynym wyjątkiem jest tu Kosh). Wrócmy do efektów komputerowych i warstwy wizulanej: swego czasu wspominany realizm wzmagały (pamiętam jakie wrażenie robiło na mnie B5 przy pierwszym ogladaniu), dziś go podkopują. Seriale z rodziny B5 - jeśli mają świecić pełną światła - proszą się o re-mastering znacznie bardziej niż jakikolwiek Trek. Z drobnych minusów doliczmy bondopodobny wątek z bronią Londo. Z drobnych plusów humorystyczny wątek "drugiej ulubionej rzeczy Garibaldiego" (serialu "Duck Dodgers" znaczy, że walnę spoilera).
Wreszcie głowna różnica z Trekiem: ST w swych najmocniejszych odsłonach był anthology show z silnie zarysowanym "Problemem odcinka", B5 rezygnuje z tego stawiając za to na continuity i budowanie świata przez bogactwo wątków tła, dla jednego to zaleta, dla innego wada.
W każdym razie zakończenie tego konkretnego epizodu wręcz zmusza swoją otwartą strukturą do sięgnięcia po kolejny (w Treku dostaliśmy to bodaj tylko w TBoBW).

** prawie, bo np. centauryjskie sny prorocze przypominają, że nie o ludziach mowa (acz jest to obcość bardziej na miarę fantasy niż SF, bo mistycyzmem podszyta)
mozg_kl2
Użytkownik
#196 - Wysłana: 25 Lis 2011 12:46:54
Odpowiedz 
Q__:
że tak bardzo się to postarzało, choc tak niedawno wydawało się ultranowoczesne. Podczas gdy sceny z modelami starzeją sie jednak z większym urokiem*.

My też nie stajemy się młodsi. Prawdą jest, że niektóre sceny w B5, wyglądaja mega topornie, jak szalony koszmar pikeloholika. Głównie dotyka to wnętrz stacji(patrz fontanna i woda z kwardatów, czy budynków). jdnakze sceny kosmiczne w moim mniemaniu dalej posiadaja nazwijmy to power i są dużo żywsze niż stateczne modelowe w treku. Sceny modelowe mają to do siebie, że statek A zawsze wchodzi tak samo na orbitę co widać w TNG. W B5 nie masz tego problemu.

Q__:
a się wręcz wrazenie, że JMS był wkurzonym trekerem, który postanowił pokazać jak TNGowską umowność można przerobić na realizm.

Nie do końca. JMS stara się profesjonalnie i kompleksowo podchodzic do tego co robi, niezależnie co robi. Tak było z calym universum B5, serialem post apo Jeremiash czy seriami komiksowymi których jest autorem. Wszędzie tam widać piętno tworze z głową i planem. Realizm w B5 wychodzi serialowi jak i samemu uni na duży plus, bo otrzymujemy świat z krwi i kości, gdzie nawet główne postacie gina i znikaja. To swoja drogą jest kolejny plus serii. Zmieniajacy się main cast.

Q__:
Obcości, są ciekawymi postaciami, ale - powtórzę - ludźmi

Tyle, że może tak miało być. Ja przynajmniej tak to odbierałem. Ci kosmiczni obcy, maja 10 macek, żyją w jaskiniach ale tak naprawde poza wyglada myśla, czuja tak samo jak my. Zatem nie różnimy się od nich na jote.

Q__:
z rodziny B5 - jeśli mają świecić pełną światła - proszą się o re-mastering znacznie bardziej niż jakikolwiek Trek.

Na drodze stoją tylko i wyłacznie problemy natury tech.

Q__:
TBoBW

Chain in command, Unification.
Q__
Moderator
#197 - Wysłana: 25 Lis 2011 13:29:56 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2:
jdnakze sceny kosmiczne w moim mniemaniu dalej posiadaja nazwijmy to power i są dużo żywsze niż stateczne modelowe w treku. Sceny modelowe mają to do siebie, że statek A zawsze wchodzi tak samo na orbitę co widać w TNG. W B5 nie masz tego problemu.

Zgoda, z tym, że dla mnie akurat ideałem są tu sceny z początku TMP, więc dynamizm akcji nie jest mi szczególnie bliski .

(Choć znów widoki typu lądujących i startujacych promów, funkcjonalnie wygladających stacji kosmicznych i planetarnych habitatów - tak, to zawsze docenię.)

mozg_kl2:
Realizm w B5 wychodzi serialowi jak i samemu uni na duży plus

Zatem wymienię jeszcze jeden plus tego świata - czarna (preferowana przez Gideona) wersja mundurów wygląda realistycznie i funkcjonalnie jak się patrzy (za to mundury z tym kołnierzo-pasem to jakieś nieporozumienie); fajnie jest też, że bohaterowie noszą kiedy trzeba skafandry kosmiczne.

mozg_kl2:
Tyle, że może tak miało być. Ja przynajmniej tak to odbierałem. Ci kosmiczni obcy, maja 10 macek, żyją w jaskiniach ale tak naprawde poza wyglada myśla, czuja tak samo jak my. Zatem nie różnimy się od nich na jote.

Tyle, że dla mnie akurat to nie zaleta, skoro nastawiam się na oglądanie Obcych, to chcę dostać Obcych, nie ludzi. Ci Trekowi (zwł ery G.R.*) przynajmniej Obcość - często b. nieudolnie - symbolizują, ci z B5 są bezwstydnie ludzcy.
Już taki - nie będący przecież arcydziełem, nawet w kategoriach ST - "Darmok" mówi wiecej o Obcości i próbach jej przezwyciężenia niż całe B5-ze-spin-offami razem wzięte.

mozg_kl2:
Chain in command, Unification.

Eee, nie, nie niosły tej dozy niepewności. Po TBoBW wydawało się, że to może nie koniec TNG, ale koniec Picarda-jakiego-znamy.

* bo trzeba szczerze przyznać, że trekowi epigoni - jak co do czego - okazują się znacznie bardziej uczniami JMS niż Roddenberry'ego (acz się do tego nie przyznają)... (nawet Vejara Berman Straczynskiemu podebral )
mozg_kl2
Użytkownik
#198 - Wysłana: 25 Lis 2011 15:57:09
Odpowiedz 
Q__:
Zgoda, z tym, że dla mnie akurat ideałem są tu sceny z początku TMP, więc dynamizm akcji nie jest mi szczególnie bliski .

(Choć znów widoki typu lądujących i startujacych promów, funkcjonalnie wygladających stacji kosmicznych i planetarnych habitatów - tak, to zawsze docenię.)

TMP nie jest moją bajką. Kiedyś na zagranicznym forum trafilem na debatę. Czy możliwe jest zbudowanie stacji B5 już dziś? Przyznam, że rozmowa była wyjątkowo ciekawa.

Q__:
Zatem wymienię jeszcze jeden plus tego świata - czarna (preferowana przez Gideona) wersja mundurów wygląda realistycznie i funkcjonalnie jak się patrzy (za to mundury z tym kołnierzo-pasem to jakieś nieporozumienie); fajnie jest też, że bohaterowie noszą kiedy trzeba skafandry kosmiczne.

Mundury B5 to jednak inna liga niż piżamki trekowe.

Q__:
Tyle, że dla mnie akurat to nie zaleta, skoro nastawiam się na oglądanie Obcych, to chcę dostać Obcych, nie ludzi. Ci Trekowi (zwł ery G.R.*) przynajmniej Obcość - często b. nieudolnie - symbolizują, ci z B5 są bezwstydnie ludzcy.
Już taki - nie będący przecież arcydziełem, nawet w kategoriach ST - "Darmok" mówi wiecej o Obcości i próbach jej przezwyciężenia niż całe B5-ze-spin-offami razem wzięte.

Z jednej strony zgoda. Fajnie jak obcy są obcymi. Z drugiej pytanie, czy mogą się różnić aż tak bardzo od nas ludzi? Według mnie plus minus ale nie. Też kochają intrygują itp itd. Zresztą dla mnie głównym bohaterem universum zawsze była historia i świetne postacie.

Q__:
Po TBoBW wydawało się, że to może nie koniec TNG, ale koniec Picarda-jakiego-znamy.

Bo miał być koniec. Ster Ent-D miał przejąc Riker a Picard wracałby co jakiś czas.
Q__
Moderator
#199 - Wysłana: 25 Lis 2011 16:41:15
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Kiedyś na zagranicznym forum trafilem na debatę. Czy możliwe jest zbudowanie stacji B5 już dziś? Przyznam, że rozmowa była wyjątkowo ciekawa.

Cóż, skoro JMS dał inżynierom okazję do kreatywnej zabawy, to i nic dziwnego, że wymyślili coś, co by mogło zadziałać. (W ocenie tej warstwy B5 jesteśmy chyba absolutnie zgodni.)

mozg_kl2:
Mundury B5 to jednak inna liga niż piżamki trekowe.

Bywa, że znacznie niższa. W/w piżamki mogą się nie podobać, ale są dość funkcjonalne (porównaj aktualne stroje NASA).

Te najnardziej znane mundury z B5 - tak samo zresztą jak mundury z ST II-VI i stroje Obcych z obu seriali - mogą się efektownie prezentować, ale z pukntu widzenia lotów kosmicznych nie mają śladowego sensu.

mozg_kl2:
Z drugiej pytanie, czy mogą się różnić aż tak bardzo od nas ludzi? Według mnie plus minus ale nie. Też kochają intrygują itp itd.

Z jednej strony da się wymyślić Obcych ekstremalnie wręcz obcych (Ocean Solaris czy Ogniste Balony Bradbury'ego), z drugiej może i pewne podstawowe podobieństwo jest konieczne, ale... czy podobieństwo aż tak duże jak w B5? Tamtejszych "Obcych" zrozumiesz w 5 sekund.

mozg_kl2:
Zresztą dla mnie głównym bohaterem universum zawsze była historia i świetne postacie.

Zgoda, historia przedstawiona w B5 wciąga, ale jest to historia, którą równie dobrze - może nawet lepiej, bo spójniej - dałoby się opowiedzieć w realiach fantasy, a niektóre jej fragmenty (czyt. odcinki, wątki) w dosłownie każdych realiach. Fabuła odcinków ST jest jednak stricte SF zazwyczaj.
mozg_kl2
Użytkownik
#200 - Wysłana: 26 Lis 2011 18:57:56
Odpowiedz 
Q__:
Cóż, skoro JMS dał inżynierom okazję do kreatywnej zabawy, to i nic dziwnego, że wymyślili coś, co by mogło zadziałać. (W ocenie tej warstwy B5 jesteśmy chyba absolutnie zgodni.)

Zestawiajac oba universa pod względem "sensu i ładu" to b5 ma współczynnik 90% a trek jakieś 50%

Q__:
ale są dość funkcjonalne (porównaj aktualne stroje NASA).

Funkcjonalność, jest ostatnią cechą jaką byłbym gotów przypisać mundurom trekowym. Zresztą sami aktorzy się zkarżyli, że bardzo krępują ruchy.

Q__:
ale z pukntu widzenia lotów kosmicznych nie mają śladowego sensu.

Mogłbyś rozwinąc?

Q__:
to historia, którą równie dobrze - może nawet lepiej, bo spójniej - dałoby się opowiedzieć w realiach fantasy, a niektóre jej fragmenty (czyt. odcinki, wątki) w dosłownie każdych realiach. Fabuła odcinków ST jest jednak stricte SF zazwyczaj.

Są pewnie historie archetypicznie, które można wsadzić do każdego universum,i w każdych realiach. Wątki walki o władze, spiski intrygii, takze ciężko mi sie zgodzić z tego typu zarzutem. Zresztą sam JMS czerpał inspirację, z wielu nurtów od diuny po władce pierścieni. Czy trek jest stricte sf to tez bym się spierał. Niektore histore nie mają nic wspolnego ani z science ani z fiction. Ot głupie wariacji scenarzystów. Patrz latajace bakterie, deflektor itp.
Q__
Moderator
#201 - Wysłana: 26 Lis 2011 23:01:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Zestawiajac oba universa pod względem "sensu i ładu" to b5 ma współczynnik 90% a trek jakieś 50%

To zależy na co patrzymy. Z jednej strony w Treku dostajemy różne "kfiatki" (te kosmiczne mikroby większe od Constitution itp. bzdury) i niekonsekwencje, z drugiej strony B5 łączy hard SF (statki), TOSowatą trekowość (humanoidy, wrócę do nich jeszcze) i czystą fantasy...

mozg_kl2:
Funkcjonalność, jest ostatnią cechą jaką byłbym gotów przypisać mundurom trekowym. Zresztą sami aktorzy się zkarżyli, że bardzo krępują ruchy.

To, że mundury de facto były niefunkcjonalne, nie znaczy jeszcze, że funkcjonalnych nie mogły zagrać . Chodzi mi o te z TMP oczywiscie, które wg fabularnego backgroundu były replikowane bezpośrednio na ciało (na zasadzie trochę podobnej do "swetrów w spray'u" z "Powrotu z gwiazd"). Byly to zresztą najbardziej podobne do uniformów NASA ubiory w Treku (przynajmniej do czasów ENT).

mozg_kl2:
Mogłbyś rozwinąc?

Móglbym, choć już n razy o tym pisałem. Skoro stroje rodem z XIXwiecznych armii wyszły z użycia i w obecnym wojsku, skąd pomysł, by używane były na stacjach kosmicnych? Popatrz jak noszą się kosmonauci, podwodniacy, lotnicy, ba... nawet piechota w okopach.

Stroje typu tych z ST II czy pierwszego sezonu B5 na oficjalne ceremonie może i pasują, ale nie do codziennej służby.

mozg_kl2:
Są pewnie historie archetypicznie, które można wsadzić do każdego universum,i w każdych realiach. Wątki walki o władze, spiski intrygii, takze ciężko mi sie zgodzić z tego typu zarzutem. Zresztą sam JMS czerpał inspirację, z wielu nurtów od diuny po władce pierścieni.

Można, tylko że skoro tak, to gdzie oryginalność własciwa dla SF? Po co mamy recyklingować wciąż te same schematy?

(O inspiracjach JMS też zresztą zaraz coś napiszę.)

mozg_kl2:
Czy trek jest stricte sf to tez bym się spierał. Niektore histore nie mają nic wspolnego ani z science ani z fiction. Ot głupie wariacji scenarzystów. Patrz latajace bakterie, deflektor itp.

Zgoda, że te pomysły są arcykretyńskie, ale jednak stanowią SF, tyle, że bardzo kiepską. Podobnie jak powieści czytanie przez sienkiewiczowskiego Zołzikiewicza stanowiły proze historyczną, nawet jeśłi w praktyce sprowadzały się do mieszanki zabili-go-i-uciekł z soft porno w przedsawionych b. nieudolnie historycznych realiach.

Teraz to, co obiecałem napisać w kontekście humanoidów i inspiracji Straczynskiego ...
Otóż wspominałem Ci, że B5 planowany był jako prequel TOS, zastanawialem się wczoraj, czy aby tak duża humanoidalność psychiczna "babylońskich" Obcych nie jest właśnie dziedzictwem TOS (gdzie Klingoni zachowywali się jak pijani Krasnoarmiejcy na przepustce, a urocza Romulan Commander rwała Spocka jak typowa ziemska baba), majaczyło mi także skojarzenie "Babylon 5 - "Journey to Babel" (odcinek o rasach założycielskich UFP w końcu; nota bene jego autorka D.C. Fontana pisała potem scenariusze do B5);

pogooglałem i widzę, że moje skojarzenia są prawidłowe, nie ja jeden je mam:
http://www.foolquest.com/star_trek_the_ship_of_foo ls/foolquest.htm
(Nie zgadzam się z autorem linkowanego tekstu tylko w jednym, otóż moim zdaniem Centauri to nie żadni Klingoni; Centauri i Naarnowie są skłóceni ze sobą identycznie jak Andorianie i Tellaryci w "Journey..." - nawet ambasadorowie identycznie pokrzykują i chcą sie mordować; pytanie tylko czy Centauri to Andorianie, czy Tellaryci i który z tych dwu gatunków są Naarnowie? Dodałbym też od siebie, że Vorloni to na 100% Medusanie. To samo ukrywanie "prawdziwego oblicza".)

Druga kwestia: koncepcja B5 reBootowała technologię (bezpiecznie, bo w przeszłości, bez ruszania kanonu TOS), natomiast zachowywała pelną humanoidalność trekowych Obcych (to samo robi zresztą dziś JJ), zgrzyt między tymi elementami pokazuje, że reBoot niepełny zawsze będzie ułomny. Jak reBootować to radykalnie.

Pytanie ostatnie: czy przyczyną dla której Paramount "pogonił" Straczynskiego nie było przepakowanie fabuły mistycyzmem i "boskimi" (dosłownie lub w przenośni) potęgami, co gryzło się strasznie z racjonalistycznym - nawet w obliczu spotkania z "bogami - klimatem Treka (oraz wspominany przez nas obu i nie tylko eklektyzm założeń B5)? Z drugiej jednak strony czy Berman na to miejsce zaoferował coś lepszego?

ps. swoją drogą, podsumujmy raz jeszcze:
1. planowany sequel Lucasa nie dostaje aprobaty Paramountu i kończy jako SW,
2. planowany prequel Straczynskiego nie dostaje aprobaty Paramountu i kończy jako B5,
3. DS9 - planowana opowieść o planetary outpost i procesach akcesyjnych kończy jako zrzynka z B5 i opowieść wojenna,
4. pomysły Moore'a na fabułę VOY nie dostaja aprobaty Paramountu i... cd punkt 7.
5 "Starship", planowany prequel Roddenberry'ego kończy jako ENT,
6 planowany sequel Roddenberry'ego nie dostaje aprobaty Paramountu i kończy jako AND,
7. cd. z punktu 3. i... trafiają ostatecznie do nBSG;
Trekowi gratulujemy Paramountu, Paramountowi gratulujemy trafności decyzji...
Q__
Moderator
#202 - Wysłana: 10 Sty 2012 19:57:02 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Obejrzałem sobie tymczasem "Believers", dziesiąty - o ile dobrze pamiętam - odcinek B5, jedyny ze scenariuszem D. Gerrolda.

Epizod b. mocny i b. drażniący. Węziej dający się interpretować jako aluzja do antytransfuzyjnych obsesji Świadków Jehowy, szerzej jako dyskusja o hamującym wpływie religii na medycynę.

Cóż powiedzieć? Jeśli chodzi o wątek główny stanowczo stoję po stronie doktora Franklina i jego decyzji, przyznając komandorowi Sheridanowi rację w tym tylko, że słusznie porównał samego siebie do Piłata (tak jak tamten, biblijny, uległ bowiem w pierwszym rzędzie racjom politycznym). Obcy rodzice - choć budzili przez moment współczucie, gdy bezsilnie włócząc się między ambasadorami (G'Kar popisał się wobec nich typową butą ludzi władzy, Londo wspominał o kosztach, niedwuznacznie sugerując łapówkę, Delenn pogrążyła w relatywizującym filozofowaniu, zaś Kosh zachował jakby czytał mój topic "Czym jest porucznik rezerwy..." i ze swego nadludzkiego, kosmicznego dystansu uznał sprawę za drobiazg niegodny uwagi) poznali typową obojętność wielkich na losy maluczkich - ogólnie wzbudzili we mnie, co tu kryć, mordercze odruchy swym fanatyzmem. (Gdzieś mi się to przy tym zazębiło z DS9 "In the Hands of the Prophets", który oglądałem wczoraj.) Nie chcę rzucać grubszych spoilerów, choć w sumie chyba wszystko i tak powiedziałem, ale dodam tylko, że jest to niedościgły wzorzec dla ENTkowego "Cogenitora" jak subtelnie można rozegrać historię ocierającą się o - najszerzej pojętą - PD.

Kontrapunktem dla tragedii Obcego chłopca jest wątek Ivanowej, która chciała dostać okazję by sobie pokowboić i tą okazję dostała. Poza efektownymi scenami akcji i imponującymi F/X pięknie ilustrującymi podświetlny, pre-warpowy etap kolonizacji Wszechświata, służy ten wątek za nikłe światełko w tunelu pokazujące, że jednak czasem warto (ta scena z uratowanym chłopcem z Asimova).

Historia b. trzepiąca emocjonalnie (mało który odcinek ST ma taki impakt), choć wszak mówiąca o rzeczach prostych, dość powszechnie znanych. Z tym, że nadal mam wrażenie, że jest to historia rodzenia się UFP jako kompromisu - kompromisu nieraz opartego na samobójczym ustępstwie, innym razem na postawieniu na swoim siłą - między gatunkami i różnymi racjami. Z powodu takich odcinków zostaje tylko przeklinać Bermana, który spowodował, że B5 jest jedną ze świetnych historii wyrzuconych poza kanon ST. (Choć dla mnie, całkiem prywatnie, odcinek ów pozostaje Trekiem i to wybitnym.)

ps. ciekawe swoją drogą, że stacja Babylon 5 jako miejsce spotkania cywilizacji i mozolnego godzenia sprzecznych interesów czyni wrażenie swoistego prototypu UFP...
Eviva
Użytkownik
#203 - Wysłana: 10 Sty 2012 21:16:42
Odpowiedz 
Ten odcinek faktycznie pierunsko wkurzający, i skojarzenie, że Swiadkami jak najbardziej na miejscu. Religia religioą. ale i mózgu warto używać, przynajmniej od czasu do czasu.
Q__
Moderator
#204 - Wysłana: 10 Sty 2012 22:01:55 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
odcinek faktycznie pierunsko wkurzający

Najbardziej wkurzający ci rodzice. Tolerancja - tolerancją, szacunek dla innych kultur - szacunkiem dla innych kultur, PD - PD, ale (o ile nie zostali aresztowani na stacji) gdybym był Sheridanem, Ivanovą czy Garibaldim zorganizowałbym im mały wypadek w momencie opuszczania stacji lub niewiele później. Niby są w jakimś sensie bezwinni (bo głęboko przekonani, że tak należało), ale jednak...

Eviva:
mózgu warto używać, przynajmniej od czasu do czasu

W ramach tegoż używania warto byłoby zabawić się w konsekwentnego łowcę buraków i zapytać o szczegóły tego antyoperacyjnego tabu: czy by dusza uleciała potrzebne jest solidne chirurgiczne nacięcie, czy wystarczy np. zacięcie w palec przy krojeniu czegoś? a może i drobne ukłucie (choćby szpilką czy pinezką)? Bo może wszyscy tam już od dawna formalnie bezduszni, tylko przed sobą udają?
Kpię, owszem, ale z jednej strony znane nam religie nie takie znajdowały obejścia swych norm (vide niektóre przepisy Talmudu, czy oficjalne uznanie przez papieża kapibary za rybę), z drugiej zaś nie w naciąganym tabu rzecz, a w światopoglądowej dyskusji, do której stanowi punkt wyjścia.


EDIT: a tymczasem powtórzyłem sobie odcinek "The War Prayer" (czyli cofnąłem się o trzy epizody). Cóż... zaczyna się wizytą na stacji Shaal Mayan, wybitnej minbaryjskiej poetki i przyjaciółki Delenn, ale to zmyłka, nie o niej będzie to historia. Atak na Mayan rozpoczyna bowiem wątek zamachów na Obcych za który odpowiada tajemnicza organizacja ziemskich rasistów - Homeguard. Tymczasem na stację przybywa kuzyn Vira, który wraz z - równie młodą - ukochaną uciekł tu przed wolą rodziny każącą im, w imię interesów i więzi klanowych, poślubić znacznie starsze i brzydsze osoby. Przybywa też Malcolm Biggs, dawny ukochany Susan, który porzucony przez nią (wybrała służbę) postanowil ją odzyskać. Wątki te splatają się Kiron, kuzyn Vira, pada ofiarą napadu Homeguard, a prowodyrem sprawców okazuje się Malcolm.

W sumie otrzymujemy powtórkę ze spraw ziemskich: rasizm, etniczne napięcia i groźba zamieszek, samosąd na domniemanym sprawcy, wysokie powiązania ekstremistów. Za Homeguard równie dobrze można podstawić np. Ku-Klux-Klan (pamiętam - nie pomnę już film, czy odcinek serialu - którego bohater identycznie udawał rasistę, by przeniknąć do tegoż Klanu), acz kojarzy się też skierowany przeciw Obcym rasizm ze "Słonecznego Nurka" Brina. Wątek Kirona i Arii na szczęście nie kończy się jak, pokrewna mu, historia Romea i Julii. Mimo zamachu przypomina raczej ciepłe, acz nie wyzbyte melancholii, operetki ze szkoły wiedeńskiej (zwł. gdy Lando, póki co będący postacią raczej komediową, uświadamia sobie jak gorzką cenę zaplacił w sumie za swój sukces i wierność cynicznym zasadom swej społeczności, i postanawia pomóc młodym). Ivanova nie ma cienia wątpliwości jak zachować się w sprawie Malcolma (to znów przypomina niektóre odcinki seriali znanych policyjnych), jednak gdy aresztowanemu ex-kochasiowi mówi, że Obcy ambasadorowie, na których knuł zamach, są bardziej ludzcy niż on i jego kumple, ironicznie zgrzyta to z narzekaniami w/w ambasadorów na Ludzkość (być może ma tu rację Eviva, było, nie było, wierna czytelniczka Lema, że najpaskudniejszy z przedstawionych w B5 gatunków).

Z wątków tła zwraca uwagę kwestia nielegalnego hodowania przez Ivanovą, b. drogiej tu, kawy i delikatnego szantażu użytego wobec niej przez Garibaldiego - idealizm - idealizmem, ale bohaterowie mają różner grzeszki na sumieniu. Oraz - istotna dla dalszego rozwoju fabuły - kwestia powiązań Homeguard: nie dość, że zdają się być znacznie liczniejsi, niż się zdawało, to jeszcze mają dostęp do najnowocześniejszych wojskowych technologii. Ciekawe jest też jak bardzo Sinclairowi nie daje spokoju, usilnie utajniana przez władze, zagadka Kosha (jego wyglądu, ale i b. wydajnych vorlońskich technologii).

W sumie scenarzystka, D.C. Fontana nie mówi nam tym razem nic nowego, ot, pokazuje jak wygląda rasizm, ale trzeba przyznać, że ta nienowa historia opowiedziana jest w całkiem przyzwoity sposób. (Z jednej strony jest to więc krok wstecz w stosunku do TNG, bo zwykła fabuła zamiast gry idei, z drugiej krok do przodu jeśli chodzi o jakość wykonania.)

Szkoda tylko, że - ile razy tego rasizmu nie piętnować - rasiści i tak się znajdą, także na niniejszym Forum...

ps. napisy przetłumaczył niejaki Piotr Pajerski, mówi coś komuś jeszcze to nazwisko?
Poklok
Użytkownik
#205 - Wysłana: 11 Sty 2012 19:00:46 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Q__:
(Choć dla mnie, całkiem prywatnie, odcinek ów pozostaje Trekiem i to wybitnym.)

Nie bądź taki zaborczy

Odcinek faktycznie był mocno... niekomfortowy w oglądaniu, co trzeba zaliczyć mu na plus. I dobrze pokazujący absurd i alogiczność dogmatyzmu. Paradoksalnie, również tego, z naszego punktu widzenia, słusznego - no bo co realnie zdziałał, i mógł zdziałać, Franklin? Finał był do przewidzenia.

Q__:
ps. ciekawe swoją drogą, że stacja Babylon 5 jako miejsce spotkania cywilizacji i mozolnego godzenia sprzecznych interesów czyni wrażenie swoistego prototypu UFP...

Tutaj akurat może i się spotkali, ale ani nie dogadali, ani nie pogodzili żadnych interesów. Obie strony od początku do końca operowały w równoległych rzeczywistościach.

I swoją drogą trochę dziwne, że ich nie aresztowano. Co prawda Babylon 5 był dość liberalny (vide np. otwarcie organizowane, zrytualizowane mordobicia, na tyle brutalne. że na Ziemi nikt by na nie pozwolił), ale... no, nie spoilerując, brak reakcji ze strony załogi jest trochę naciągany. Na dobrą sprawę odcinek mógłby łatwo i wiarygodnie skończyć się nawet linczem, niekoniecznie dokonanym przez ludzi.

A jednocześnie, z punktu widzenia swojej religi, ale i zapewne prawa, rodzice nie tylko byli niewinni, ale wręcz musieli tak postąpić... I gadaj tu z takim. Wniosek jest prosty: albo godzimy się na takie wydarzenia, albo patrzymy prawdzie w oczy, że nie każdy z każdym może zawsze budować UFP.
Eviva
Użytkownik
#206 - Wysłana: 11 Sty 2012 19:06:24
Odpowiedz 
Dla odprężenia, coś dla Babilonowców:

B5
Q__
Moderator
#207 - Wysłana: 11 Sty 2012 23:07:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Poklok

Poklok:
Nie bądź taki zaborczy

1. dobre. 2. gerroldowe. 3. pierwotne plany JMS znamy. Dla mnie wystarczające alibi .

Poklok:
no bo co realnie zdziałał, i mógł zdziałać, Franklin? Finał był do przewidzenia.

Probably, ale czy Franklin miał inne wyjście? Czy na jego miejscu zachowalibyśmy się inaczej?

(Swoją drogą coś osiągnął: można sądzić, że śmierć z rąk rodziców byla jednak dla chłopca łagodniejsza niż wywołane chorobą bolesne konanie.)

Poklok:
Tutaj akurat może i się spotkali, ale ani nie dogadali, ani nie pogodzili żadnych interesów. Obie strony od początku do końca operowały w równoległych rzeczywistościach.

Zgadza się. Mówię jednak o sytuacji Sinclaira w tym wszystkim. I o monologach jakie wygłaszał.

Poklok:
I swoją drogą trochę dziwne, że ich nie aresztowano.

W sumie nie wiemy co ich spotkało. Franklin ich nakrył wiadomo na czym, nie wiemy co się z nimi stało potem. Zresztą nie miało to już znaczenie ani dla Franklina, jak sądzę, ani - tym bardziej - dla ich syna.

Poklok:
Wniosek jest prosty: albo godzimy się na takie wydarzenia, albo patrzymy prawdzie w oczy, że nie każdy z każdym może zawsze budować UFP.

Już w TAS pojawił się odcinek ("Far Beyond the Stars" bodaj) pokazujący istotę, z którą się nie dało, tyle, że tam winna była przyrodzona wredota jej natury.

Inna rzecz, że ostatnie zdania odcinka mówią jasno, co należy robić w trudnych sytuacjach: próbować, jak długo się da. Jest to swoisty idealizm, wręcz misjonarstwo.

ps. też masz wrażenie, że "polityczne" zachowanie Archera w "Cogenitorze" było nieudolną kalką z tego co robił Sinclair w "Believers"?


EDIT: ekstatyczne pochwały pod adresem B5:
http://www.geekanology.com/main/index.php?option=c om_content&view=article&id=28:qbabylon-5-vs-star-t rekq
Eviva
Użytkownik
#208 - Wysłana: 12 Sty 2012 07:55:01 - Edytowany przez: Eviva
Odpowiedz 
Jeśli chodzi o "Believers", to uderza tam jeszcze jeden drobny szczegół: gdy ci tak zwani rodzice przychodzą zabrać chłopca, ten doskonale wie, po co go zabierają. Orientuje się też chyba, że gdyby powiedział o tym doktorowi, ten by go własną piersią zasłonił i narobił przy tym takiego piekła, że zleciałby się cały Babilon. Czemu zatem milczy, skoro przekonał się już, że wiara w "ulatywanie duszy" jest idiotyczna?
Q__
Moderator
#209 - Wysłana: 12 Sty 2012 08:01:50 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Czemu zatem milczy, skoro przekonał się już, że wiara w "ulatywanie duszy" jest idiotyczna?

Z tych samych powodów, zapewne, dla których zabił się tytułowy cogenitor z odcinka ENT. Nie widzi dla siebie perspektyw normalnego życia. Cały jego świat legł w gruzach...

ps. z nieco lżejszych tematów: drugi z wspomnianych przeze mnie odcinków,"The War Prayer", jest ciekawy o tyle, że prezentuje nieoczekiwane oblicze Delenn, gdy nasza uduchowiona ambasador plotkuje najpierw z Mayan w typowym babskim ziemskim stylu, a potem na wieść o zamachu na przyjaciółkę wpada w nieskrywaną furię...
(zważywszy na to, że Minbari stanowią - w myśl pierwotnych koncepcji JMS - analog Wolkan-sprzed-upowszechnienia-reform-Suraka, można kusić się o analizy porównawcze z T'Pol)
Picard
Użytkownik
#210 - Wysłana: 12 Sty 2012 12:40:47 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Havoc:
No na pewno bardziej niż TNG.

To krok w dobrym kierunku, chociaż do ideału jeszcze sporo brakuje.

Czemu mroczniejszy = bardziej realistyczny? Skąd to założenie, że jak podbój kosmosu, to od razu wojna? Zresztą jak będę chciał realizmu to obejrzę sobie Mode na sukces czy inne ,,dzieło" Tak na marginesie oglądam wieczorami, na AXN SF odcinki zarówno DS9 i Babilonu 5 i półki co muszę powiedzieć, że - przynajmniej pierwsze sezony - tego drugiego są lepsze: Deep space 9, za bardzo przypomina mi operę mydlaną.

Eviva:
Dla odprężenia, coś dla Babilonowców

Doskonała interpretacja serialu.
 Strona:  ««  1  2  ...  5  6  7  8  9  ...  12  13  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Babylon 5

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!