USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Babylon 5
 Strona:  ««  1  2  3  ...  7  8  9  10  11  12  13  »» 
Autor Wiadomość
krzychu
Użytkownik
#331 - Wysłana: 17 Gru 2018 11:29:22
Odpowiedz 
Sleeping In Light - last 5 minutes of Babylon 5

https://www.youtube.com/watch?v=znNciln7qwY
Q__
Moderator
#332 - Wysłana: 17 Gru 2018 11:42:55 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Kiedyś to umieli kończyć... ST VI, "All Good Things...", "Sleeping In Light"*, "What You Leave Behind", nawet "Endgame"... A ze wszystkich tych finałów ten B5 jest najsmutniejszy...**

* Jeszcze jedna scena z...
http://www.youtube.com/watch?v=PijEcdhHI2k

** Choć z perspektywy rillajfowej najbardziej przygnębiające jest zapewne zakończenie SGU, uważane często za ostatni moment Złotego Wieku serialowej SF.
resetta
Użytkownik
#333 - Wysłana: 17 Gru 2018 21:49:29 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
Musial chyba konsultowac sie z psychologiem, ze za kazdym razem sie na tym ryczy jak bobr, ot tak.
Choc pewnie moja znajoma, jezeli wreszcie to obejrzy, a o dziwo wciaz nie siegnela, mimo ze jara sie MS i ciagle mnie zarzuca screenami, filmikami jaka ta gra swietna, nie uroni ani jednej lezki...
Ona jest strasznie nieuczuciowa do tych seriali g.

Najgorsze zakonczenie SF, to bylo dla mnie ENT.
A najgorsze serialowo z tych starych z lat 90, to jednak Xena.
Ten jeden odcinek spowodowal wielka nienawisc widzow do Taperta. Na projekcji goscinnej, cala widownia milczala i wyszla w milczeniu i nie bylo to milczenie z szacunku. Lata pozniej jego zona przeprosila publicznie fanow za ten twor.
A wiem, ze wielu fanow nie jest w stanie tego odcinka ogladnac czy ponownie, czy w ogole, tak jak ja ENT.

No i jeszcze wszystkie cancelacje to bardzo zle i smutne zakonczenia jak np. Quantum Leap.
Tyle, ze Babylon i SG mialy to szczescie, ze dokrecili troche filmow DVD.

Tak, chce sie tego co bylo, kontynuacji, ale jak w przypadku Picarda, moze lepiej nie... Ja chce tamte czasy, tamtych ludzi, tamta specyfike krecenia i myslenia, dzis to bedzie zupelnie cos innego, nawet jak czesc tworcow ta sama, ale aktorzy starzy... I jeszcze to zniszcza. Rozwala ten zapamietany ideal.
Nie lubie miec swiadomosci, ze jakis aktor juz nie zyje... niekiedy to tak strasznie uderza, ze sie nie wiedzialo, bylo sie przekonanym, ze sobie poza serialem funkjonuja swietnie...
Tak samo jak widze jak np. komus sie w zyciu po serialu nie ulozylo...
No i jednak z wiekiem dobija cholernie swiadomosc, ze cos bylo 10, 20, 30, 40 lat temu... Ech...
Przeciez pewnie wiekszosc z nas jest juz starsza niz ci bohaterowie, nawet stylizowani na te swoje wersje postarzale...
Dragon
Użytkownik
#334 - Wysłana: 17 Gru 2018 22:20:25
Odpowiedz 
Q__:
SGU, uważane często za ostatni moment Złotego Wieku serialowej SF.

Raczej Atlantyda była ostatnim momentem złotego wieku. SGU było już tylko gwoździem do trumny stargate.
Q__
Moderator
#335 - Wysłana: 17 Gru 2018 22:37:59 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Tak, chce sie tego co bylo, kontynuacji, ale jak w przypadku Picarda, moze lepiej nie... Ja chce tamte czasy, tamtych ludzi, tamta specyfike krecenia i myslenia, dzis to bedzie zupelnie cos innego, nawet jak czesc tworcow ta sama, ale aktorzy starzy... I jeszcze to zniszcza. Rozwala ten zapamietany ideal.

Z drugiej strony w filmach ST udało się przecież - czego by im nie wytykać - odgrzać magię TOS. Więc cień nadziei istnieje...

resetta:
Przeciez pewnie wiekszosc z nas jest juz starsza niz ci bohaterowie, nawet stylizowani na te swoje wersje postarzale...

Heh, pamiętam co czułem oglądając Oryginalną Serię, i uświadamiając sobie co chwila, że przecież ten kapitan (KAPITAN!) Kirk jest młodszy ode mnie...

Dragon

Dragon:
Raczej Atlantyda była ostatnim momentem złotego wieku.

Hmm, koniec SGU wydaje się lepszym momentem wyznaczenia granicy, jeśli nie ze względu na samą w/w serię, to z tego powodu chociażby, że wtedy łapią się do złotej ery daviesowskie (i ew. wczesnomoffatowe) epizody DW.

No i nie mów, że Twój wewnętrzny militarysta umie pozostać obojętny na takie widoki:
http://www.youtube.com/watch?v=4cYx3NpeRiY
resetta
Użytkownik
#336 - Wysłana: 18 Gru 2018 03:01:14 - Edytowany przez: resetta
Odpowiedz 
Nie wiem, moze jeszcze cos bylo po tym dobrego, jakies proby...

A teraz mamy ere komiksow i robienia na ich podstawie seriali.
Nie mowie, ze to bardzo zle, czy ze one sa zle jako ekranizacje i nawet seriale i taki dodatkowy rowoj postaci komiksowych, ale dla mnie jest to za duza asekuracja i uciekanie w bajki, kore sa jeszcze bardziej nierzeczywiste, mimo przemycanych niby prawdziwych problemow, niz wlasnie te seriale z gruntu SF.
Bo chyba wtedy i moze i teraz jest nam, bylo nam latwiej uwierzyc w realnosc przygod czlowieka w jakimkolwiek kosmosie, niz na Ziemi z supermocami.

Ja zawsze oddzielam seriale typu Buffy, Sabrina, Angel, Charmed itp. Bo to jest takie samo oddzielne cos jak te komiksy. Czyli seriale w swiatach z czarami i potworami, demonami i moca magiczna, ale jednak tlumaczona jak dziala. Np. zaklecia, skladniki itp.
Do tego byly dosc zabawne.
A teraz mamy wysyp kolorowych adaptacji bohaterow komiksow, gdzie kladzie sie nacisk na wymyslenie nowej stylistyki bohaterow, ktora i tak nie wyglada za dobrze, sztucznie, a zawyza to koszty i obniza kase na scenariusze...
Jeszcze moze w te Supergirl jakos uwierze, ale juz w cale reszte tych bohaterow co sie wyroili serialowo z Marvela i DC w cciagu 20 lat, to nie...
Nie moge sie do tego trendu przekonac.
Za to cyba cos w stylu tego SGU dzis obejrzalabym z checia, bo wlasnie wymyslona stylistyka sprawiala bardzo realne wrazenie...
Ale humor tez bym jakis chciala, nie LOST. Patrzac po tym jak sie zreszta skonczyl, widac, ze mialam racje, ze to idzie w zla strone i widzowie sie rozczaruja. Podobnie mialam ze starym Twin Peaks.
Ciekawe czy gdyby DSC mial taka powazna forme i nie teledyskowa, czy zostalby zaakceptowany i lepiej przyjety... mimo ze przeciez nadal bardzo nie bylby trekiem.

Co do SGA sie nie zgodze, przeciez to bylo jeszcze bardziej niepowazne niz koncowki SG. Mnie sie to dziwnie ogladalo, najpierw dlugo nie, potem obejrzalam, polubilam pare postaci i nawet fabule, a potem minelo iles czasu i nic juz z tego nie pamietam i nie moge tego juz powtornie obejrzec. A SG1 ogladalam w sumie 3 razy i zawsze ogolnie mi sie podobalo.
Mysle, ze ogolnie pierwsza dekada nowego wieku, to byl koniec zlotego wieku serialowego lat 90. Czasu kiedy odkryto, ze seriale mozna krecic na rozne tematy, powazniej, bardzo zabawnie, drogo jak filmy i z porzadnymi scenariuszami w odcinkach i przez calosc. Potem nadeszly strajki scenarzystow, wojny na bliskim wschodzie, ciagla trauma po WTC, po raz kolejny regres zamoznosci spoleczenstw w tym amerykanskich i asekuracja produkcyjna oraz nowe media...
I nie ma, koniec. Za jakis czas pewnie skonczy sie i ta obecna epoka serialowa w takiej formie. Nie wiem tylko czy na pewno na lepsze, moze w ogole zaczna rezygnowac z seriali, a beda robi serialowe filmy kinowe?
Moze nastanie epoka dobrych adaptacji powaznych ksiazek?
Bo wlasnych pomyslow to juz nie maja.
Q__
Moderator
#337 - Wysłana: 18 Gru 2018 14:22:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Nie wiem, moze jeszcze cos bylo po tym dobrego, jakies proby...

No, choćby The Expanse (na fabułę, a zwł. jej założenia, można kląć - zombiaki, zdupny napęd podświetlny i umowny nadświetlny, ale wykonanie mistrzowskie, a podobny poziom bzdur trafiał się w sumie w każdym z seriali SF złotej ery).

resetta:
ale dla mnie jest to za duza asekuracja i uciekanie w bajki, kore sa jeszcze bardziej nierzeczywiste, mimo przemycanych niby prawdziwych problemow, niz wlasnie te seriale z gruntu SF.
Bo chyba wtedy i moze i teraz jest nam, bylo nam latwiej uwierzyc w realnosc przygod czlowieka w jakimkolwiek kosmosie, niz na Ziemi z supermocami.

Miło stwierdzić, że tu zgadzamy się w stu procentach. I, tak, też uważam wysyp telewizyjnego superbohaterstwa za intelektualne uwstecznianie serialowej fantastyki*, przez to rozrywanie więzów z rzeczywistością (mimo pozornego zejścia na Ziemię), o którym mówisz.

* Co nie przeszkadza mi być wielkim fanem BTAS.

resetta:
Ja zawsze oddzielam seriale typu Buffy, Sabrina, Angel, Charmed itp. Bo to jest takie samo oddzielne cos jak te komiksy.

Ja je w sumie odbierałem jako część konwencji superbohaterskiej, choć właściwsze byłoby chyba kwalifikowanie tych serii jako urban fantasy (acz - poza Buffy i Angelem ew. - bez istotnego komponentu paranormal romance).

resetta:
A teraz mamy wysyp kolorowych adaptacji bohaterow komiksow, gdzie kladzie sie nacisk na wymyslenie nowej stylistyki bohaterow, ktora i tak nie wyglada za dobrze, sztucznie,

Piszesz o serialach, a brzmi jakbyś mówiła o filmowej JL.

resetta:
Za to cyba cos w stylu tego SGU dzis obejrzalabym z checia, bo wlasnie wymyslona stylistyka sprawiala bardzo realne wrazenie...

O to to. Przy czym najmniej realni w SGU wydawali się chyba... bohaterowie, przynajmniej niektórzy, chwilami. Takie stężenie psychopatologii poza zakładem karnym o podwyższonym rygorze (a przeciwnie - w dość elitarnym, wyselekcjonowanym, środowisku) zaczyna razić. Co innego gdyby ten mrok - w rosnącym z odcinka na odcinek stężeniu - powaga sytuacji w nich generowała...

(Nawiasem: można kląć, że klasyczny Trek wysyła między gwiazdy praktycznie samych zrównoważonych, wysoce kompetentnych, poczciwców, a to takie nieobiecujące fabularnie, ale wbrew pozorom jest to znacznie bardziej realistyczne niż pchanie w kosmos menażerii barwnych typów o morderczych zapędach.)

resetta:
Ciekawe czy gdyby DSC mial taka powazna forme i nie teledyskowa, czy zostalby zaakceptowany i lepiej przyjety... mimo ze przeciez nadal bardzo nie bylby trekiem.

Sądzę, że tak. Mam wrażenie, że dla typowych fanów ST to jednak głębia, filozofia, moralistyka, SF, i w tej dziedzinie trudniej pojdą na ustępstwa wobec twórców niż w innych.
To, że potrafiliśmy doszukać się Treka (owszem, prawidłowo, scenariusze pierwszego sezonu powstawały pod VOY) w (wtedy bezprecedensowo) mrocznym nBSG (mawiało się nawet "Star Trek: Galactica", zanim Moore zbyt dziwaczyć nie zaczął), zdaje się to potwierdzać:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=2&topic=876
To, że nie mieliśmy szczególnego problemu z, obracającą przecież Federację w perzynę, AND - również.
resetta
Użytkownik
#338 - Wysłana: 19 Gru 2018 06:27:50
Odpowiedz 
Expance jest na podstawie ksiazki, wiec nie moge tego uznawac za oryginalnie stworzony scenariusz i swiat serialowy. Ten sam problem jest tez z GOTem i ze wszystkimi innymi serialami zaczynajacymi od adaptacji ksiazek. O dziwo wlasnie najmniej problemow maja z adaptacjami komiksow... Co moze swiadczyc o tym jednak zle, tzn. ze komiksy, mimo checi wierzenia tworcow i czytelnikow, ze to sztuka i ze cos soba reprezentuja fabularnie i ideologicznie, to okazuje sie, ze sa tak proste i nieskomplikowane, ze idealnie wpasowuja sie w prostote i nieskomlikowanie fabularne wiekszosci ostatnich seriali na ich podstawie.
Ja siegnelam ostatnio do trzech, bez zadnych uprzedzen. Zainteresowaly mnie trailerami. Nie mialam tez pojecia, ze to po komiksach i o czym. I jak zaczelam ogladac, to rany boskie... Jeszcze gorzej niz DSC.
To jakas sieczka wizualno, dialogowo, fabularna w scenografii landrynkowej.
A po takiej scenografii to ja tez glupio sie spodziewalam sarkazmu i humru na poziomie wlasnie Angela czy Buffy i de...
Przeciez ja tych starych seriali nie ogladalam dla wizualizacji, ale przede wszystkim dla roznych fajnych onelinearow bohaterow. Nie byl to sitcom jeszcze, ale rozne perelki swietnie padaly z ekranu.
Te trzy seriale sa na Netflixie, juz nawet tytulow nie chce mi sie szukac. Jeden to chyba cos tam runners, o tych dzieciach z mocami, ktorych rodzice tez jakies tam maja i ktorzy zawarli pakt z jakims tam zlym gosciem...
Drugi to ten jakis taki miszmasz superbohaterow z Dr. Who, gdzie lataja statkiem po roznych epokach i cos tam w nich robia. Nie wiem co, bo nie dotarlam do tego kawalka fabuly, wymieklam przy watku pary wcielen Sokolow...
I trzeci o tej jakiejs czarownic-magiczce nastoletniej w stylistyce mocno Zmierzchu z dwoma czarodziejami gogusiami...
A i Magicans... Tez mnie jakos nie wciagnelo, jechalo Potterem w jeszcze slabszym niz on stylu.
Zaczęłam jeszcze Titans i nie wiem, niby pierwszy odcinek nie byl taki zly, ale bohaterowie sa bardzo inni od kreskowek, a ja nigdy jakos nie pasjonowalam sie nimi na poziomie komiksu i ich powazniejszych historii. No i oczywiscie ten trend wrzucania wszedzie Murzynow, a w szczegolnosci w postaci, ktore pierwotnie sa na pewno innego koloru niz ciemny mnie odrzuca. Przeciez to juz nawet idiotycznie wyglada proba malowania czarnoskorego na zielono. Artysci jakos od wiekow malowali na plotnie bialym z okreslonych powodow i na pewno nie rasistowskich g. Nawet Gamora, mimo ze zagrana dobrze, wizualnie wyglada naprawde paskudnie. To juz lepiej by zrobili jakby pomalowali na inny kolor albo zostawili jej naturalny. Jak dla mnie to tez mozna by sie czepiac tego malowania, ze rasizm :P Przeciez oburzaja sie jak przemalowuje sie bialych... A co za roznica? Przeciez rdzenny zielonoskory tez bedzie oburzony, ze Ziemskiego czarnoskorego sie pomalowalo na zielono, zamiast wziac oryginal ;> Cholerni hipokryci...
Probowalam tez Iron Fist i sie ciezko wkurzylam wsadzeniem w te role jakiegos amatora, ktory nie umie nawet podstaw sztuk walki, a na ekranie trzy pierwsze formy tai chi mi pokazuja i wmawiaja, ze to taki super wojownik, kurna... Do tego charakterologicznie idiota...
Mieszanie Japonczykow z Chinczykami i Hindusami, bo jeden pies, tez standard. Bo po co choc troche sie przylozyc...
Nie lepiej sie maja takie seriale jak Miecz prawdy, czy Kroniki. Biora ksiazke i robia z niej smieciowy serial...

Dlatego co do SG, to ja mam szacunek, bo mimo utyskiwania fanbojow filmu, uwazam, ze tworcom udalo sie stworzyc naprawde oryginalna calosciowo wlasna wersje na podstawie zalozen filmowych. A czego nie udalo sie jednak wielu innym, ktorzy probowali z innymi klasykami kina SF.
W koncu ile mamy seriali takich? Na palcach jednej reki doslownie da sie zliczyc. Te, ktore wlasnie zaistnialy, przetrwaly i dolaczyly do ogolnego zbioru obok ST.

Ale przeciez ogolnie znanym faktem jest, ze DC trzyma poziom i sprawdza sie od czasow Burtona tylko jako animacje. Niekoniecznie jedynie spod znaku nietoperza.
Paradoksalnie sprawiaja realniejsze wrazenie, bo odpada wlasnie ta sztucznosc wizualna, kiedy zrobienie z zywego aktora kogos dobrze wygladajacego w lateksie i farbie, to wielki problem, nie mowiac o fizycznosci. Popelniaja odwrotny blad co tworcy azjatyccy. Biora aktorow, ktorzy potrafia jako tako grac, ale nie potrafia walczyc na ekranie. Azjatyccy szukaja glownie walczacych wsrod bialych...
Jackie Chan mowil, ze nie ma nic gorszego dla niego niz kaskaderka z aktorem, ktory ma predyspozycje fizyczne, ale nie jest kaskaderem. Taki ktos to chodzacy wypadek i smiertelne niebezpieczenstwo dla reszty, przede wszystkim nie zna rytmu choregraficznego i gorzej, moze walic naprawde bez wyczucia. Dlatego o wiele lepiej krecic wszelkie filmy akcji z takim zawodnikiem wrestlingu niz zawodowym bokserem. Zaskakujace jest to jak sportowcy nie maja wyczucia rytmu, refleksu jezeli chodzi o zatrzymanie ruchu czy braku zdolnosci do zapamietania choreografii.
Yeoh tez ma sporo do powiedzenia o tym

SGU... Z perspektywy czasu wydaje mi sie, ze ta psychoza bohaterow jest wlasnie jak najbardziej do przyjecia i naturalna. W koncu to byla teoria, tu praktyka, do tego praktyka... do ktorej nic nie przygotowalo, zaden test... Nawet w standardowych warunkach kosmicznych moze dojsc do skrajnosci z powodu izolacji. Ludzie wariuja na alasce z powodu pol roku nocy albo bialych nocy...
SGU pod tym wzgledem przypominalo mi bohaterow Even Horizon czy Sunsine.
I bylo dla mnie do zaakceptowania psychologicznie, do momentu nie tworzenia belkotu i szalenstwa dla samego tworzenia belkotu. Dlatego LOST nie ogladalam i nie zachywcalam sie.
BSTG tez nie ogladalam i nie lubie, wiec trudno mowic w moim przypadku, ze to mnie przyciagnelo do SGU, bo podobne.

Nie zgodze sie tez z toba, ze ST wysyla w kosmos idealy i poczciwcow. Na papierze tak, ale w praktyce bardzo nie.
Przeciez caly czas powtarzam, ze ST pokazuje mi, ze na Ziemi jest idylla i brak problemow i ten super socjalizm Rodeberrego, a w kosmosie absolutnie nie i ze ida tam te wszystkie jednostki, ktore wciaz maja instynkt rywalizacji, walki, niebezpieczenstwa. Zeby odreagowac, bo na Ziemi pewnie by byli przestepcami, a w kosmosie realizuja swoje agresywne czy inne zapotrzebowania czy najzwyklejsze bardziej czynne spalanie energii. Przeciez nie zapominajmy, to jest organizacja jednak parawojskowa w wielu oczekiwaniach, takze psychicznych i fizycznych. Oni ucza walczyc i zabijac.
Podejmowac decyzje strategiczne, czyli poswiecac zalogantow.
To nie sa rzeczy dla cieplych kluch.
Poza tym na kazdym kroku masz w seriach pokazywane jak ci zaloganci sobie nie radza ze stresem, lekiem, smiercia, dyscyplina, rutyna, lancuchem dowodzenia, oczekiwaniami spoleczno-intelektualnymi. Co rusz jest podkreslane, ze albo sa to jakies odludki, ludzie nie pasujacy do reszty, albo geniusze w jakiejs dziedzinie, ale z szeregiem wad socjalnych.
Sa super pozornie, do czasu jak lataja po znanych wodach, wracaja regularnie do domu. Czyli sa ok, do czasu kiedy ich praca przypomina cos w rodzaju rejsow statkami wycieczkowymi albo samolotami pasazerskimi w doskonalych warunkach. Jak zaczyna to od tego odbiegac albo dochodzi do tego kwestia militarna, zaczynaja sie zachowywac duzo mniej federacyjnie jezeli chodzi o zasady i czesto psychopatycznie jezeli chodzi o psychike.
Czyli, ze ST stara sie selekcjonowac kadetow... i wcale nie jestem pewna czy wlasnie pod katem poczciwosci, a nie odwrotnie. Sa idealni byc moze pod katem ogolnych testow psychologicznych, wiedzy czy wykonywania rozkazow do pewnego momentu, ale puszczeni w kosmos, wlasnie sprawiaja na mnie wrazenie wlasnie takich o morderczych zapedach, ktorzy jedynie potrafia je dosc dobrze kontrolowac.
Popatrz na odcinek z kadetami z DS9... Zdaje sie, ze tworcy doszli do podobnych wnioskow co ja, kim sa ci ludzie akademii, co robi z nimi Flota, jak moga manipulowac i jak to jest z tymi, ktorzy lataja w tym kosmosie.
Zaden z kapitanow ST nie oparl sie temu. Zaden nie nie pokazal koniec koncow dosc paskudnej swojej strony i egoistycznej czy nieludzkiej decyzji z pelna premedytacja, mimo usprawiedliwiania sie czyms tam. Ba, nawet Spock
A te teksty, zeby nie dac sie posadzic za biurkiem, bo oni chca AKCJI.
To nie jest podejscie do zycia, nobliwych, przydatnych spoleczenstwu ludzi
Q__
Moderator
#339 - Wysłana: 20 Gru 2018 09:12:52 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Expance jest na podstawie ksiazki, wiec nie moge tego uznawac za oryginalnie stworzony scenariusz i swiat serialowy.

Z drugiej strony... Realizacja, główny atut tego serialu (przesądzający o jego wyjątkowości, wybitności itd.), przecież z książki nie pochodzi...

resetta:
Ja siegnelam ostatnio do trzech, bez zadnych uprzedzen. Zainteresowaly mnie trailerami. Nie mialam tez pojecia, ze to po komiksach i o czym. I jak zaczelam ogladac, to rany boskie... Jeszcze gorzej niz DSC.

Ale dzięki temu wiesz przynajmniej w jaką widownię celuje CBS*.

* Choć spytać można czy słusznie czyni, skoro te seriale tak szybko zdychają...

resetta:
A po takiej scenografii to ja tez glupio sie spodziewalam sarkazmu i humru na poziomie wlasnie Angela czy Buffy i de...

Fakt, autoironiczny humor i sarkazm potrafią wiele osłodzić - kłania się filmowy Street Fighter (którego ledwo co wspominaliśmy), kłania postclaremontowska era Jima Lee w X-Men (scenariuszowo nie była wybitna, a tym - i rysunkami ofkors - się broniła), kłaniają niektóre filmy MCU. No i kłaniają przyczyny sukcesu Spider-mana, rzecz jasna.

resetta:
A i Magicans... Tez mnie jakos nie wciagnelo, jechalo Potterem w jeszcze slabszym niz on stylu.

Po alkoholu i w żeńskim towarzystwie dawałem radę oglądać, może dlatego, że powieści nawet mi podeszły, choć koszmarnie nihilistyczne (na co już narzekałem).

resetta:
Przeciez to juz nawet idiotycznie wyglada proba malowania czarnoskorego na zielono.

Kiedy akurat J'onn J'onzz od zawsze wydawał mi się wewnętrznie czarny, że tak to ujmę*, choć - owszem - w chwili debiutu przyjął na ziemi postać białego chandlerowskiego detektywa**.

* Do tego stopnia, że się zdziwiłem gdy odkryłem, że u Alcali pod zielenią kryl się biały Stiers.

**Inna sprawa, że on akurat może wyglądać jak chce:

Kobietą też bywał:




resetta:
Dlatego co do SG, to ja mam szacunek, bo mimo utyskiwania fanbojow filmu, uwazam, ze tworcom udalo sie stworzyc naprawde oryginalna calosciowo wlasna wersje na podstawie zalozen filmowych. A czego nie udalo sie jednak wielu innym, ktorzy probowali z innymi klasykami kina SF.

O to to to. W sumie jedyny taki wypadek zresztą (ani serialowy Terminator, choć dobry, nie przyćmił filmów, ani TimeCop - choć sympatycznie wypadł, a o telewizyjnych RoboCopach szkoda nawet gadać*).

* Acz trzeba pamiętać, że Emmerich to nie jest poziom Camerona, Verhoevena czy Hyamsa, łatwiej było.

resetta:
ogolnie znanym faktem jest, ze DC trzyma poziom i sprawdza sie od czasow Burtona tylko jako animacje. Niekoniecznie jedynie spod znaku nietoperza.

Pochwalilaś DCAU i subtelnie przywaliłaś Nolanowi. Miewamy jednak więcej wspólnego, niż myślałem.

resetta:
Przeciez caly czas powtarzam, ze ST pokazuje mi, ze na Ziemi jest idylla i brak problemow i ten super socjalizm Rodeberrego, a w kosmosie absolutnie nie i ze ida tam te wszystkie jednostki, ktore wciaz maja instynkt rywalizacji, walki, niebezpieczenstwa. Zeby odreagowac, bo na Ziemi pewnie by byli przestepcami, a w kosmosie realizuja swoje agresywne czy inne zapotrzebowania czy najzwyklejsze bardziej czynne spalanie energii. Przeciez nie zapominajmy, to jest organizacja jednak parawojskowa w wielu oczekiwaniach, takze psychicznych i fizycznych. Oni ucza walczyc i zabijac.
Podejmowac decyzje strategiczne, czyli poswiecac zalogantow.
To nie sa rzeczy dla cieplych kluch.
Poza tym na kazdym kroku masz w seriach pokazywane jak ci zaloganci sobie nie radza ze stresem, lekiem, smiercia, dyscyplina, rutyna, lancuchem dowodzenia, oczekiwaniami spoleczno-intelektualnymi. Co rusz jest podkreslane, ze albo sa to jakies odludki, ludzie nie pasujacy do reszty, albo geniusze w jakiejs dziedzinie, ale z szeregiem wad socjalnych.

Dobra. To, co piszesz brzmi jak wyjęte z Roddenberry'ego (wspomnianej powieściowej wersji TMP). I - hehe - powtarzasz w wersji rozbudowanej argumentację jakiej używałem broniąc neoKirka przed naszym Picardem. Ale jednak te Trekowe pierwotniaki, ci zrównoważeni wariaci (jak zwie ich znów Foster), zachowują się znacznie spokojniej, znacznie bardziej zrównoważenie właśnie, niż bohaterowie SGU (czy nBSG). Fakt, są dziećmi innej epoki.
resetta
Użytkownik
#340 - Wysłana: 21 Gru 2018 03:01:45
Odpowiedz 
No widzisz, zwykla psychologia, biologia i ogladanie seriali, bez calej reszty i takie wnioski g.
Z neokirkiem jest chyba inny i wiekszy klopot... On nie ma w sobie refleksji jaka jednak maja ci rozni niedorobieni w treku.
Jest zbyt sztuczny i tendecyjny, kalkowy. Wystarczylo wziac jednak troche inne traumy albo wcale oraz wlasnie tlumaczyc to tym zbiorem cech, ktore Ziemianie nie latajacy po kosmosie traca.
W koncu TOSowy ma za soba troche doswiadczen roznych, za soba tez okres mlodzienczej bunczucznosci, troche los mu nosa utarl i co najwazniejsze ma za soba wojne. I to uwazam za najważniejsze, biorac pod uwage, ze GR tez to przezyl, aczkolwiek on troche chyba jednak wciaz zyl idealizmem amerykanskiego militaryzmu i chwaly na polu walki w przeciwienstwie do nastepnego pokolenia, ktore widzialu juz tylko manipulacje polityczne, zabijanie, traumy.
Uwazam, ze dzis robiac filmy, czy scenariusze bez wlasnego takiego doswiadczenia czy bez wiedzy psychologicznej to wychodza splycenia, wydmuszki albo wlasnie patetyczne zadecia z oklepanymi sloganami.
Przykladem jest Tayler i Michalina gdzie nie znaleziono zlotego srodka na pokazanie ani fikcji w tym temacie, ani strawnej prawdy.

Ale czemu bohaterowie SGU maja byc bardziej przygotowani? Przeciez nikt ich nie przygotowuje na nic, w duzej czesci sa po prostu cywilami.
A w ST to jednak ludzie po szkoleniach, a nie wzieci ot tak z domu po miesiacu jakiegos tam szkolenia.
Zaloga ENTka - nawet tak widzialam roznice w zachowaniach ludzi, ktorzy mieli wojskowe czy kosmiczne REALNE przeszkolenie od tych scisle naukowych wzietych ot tak, niemal pierwszy raz raz w dlugi rejs kosmiczny.
Przeciez znasz eksperyment naukowy ze straznikami wieziennymi oraz zwyklych ludzi Hitlera. Bardzo latwo jest tracic pozorna rownowage czy zmieniac spoleczne zasady, szczegolnie, ze w sytuacjach zagrozenia w wiekszosci ida sie gonic, niezaleznie od wyksztalcenia, geniuszu czy umiejetnosci.
Moze rzeczywiscie na ekranie to robilo niekiedy zle wrazenie, bo bylo wciskane w zaleznosci od potrzeb scenarzystow, mialo jak petarda podkrecic wrazenia czy nastawienie do postaci, bylo tez ograniczone medium, sposobem przkeazywania pomyslow, ogladaniem tego co tydzien i przez godzine. I maniera LOST g. W realu pewnie caly proces rozwija sie wolniej, spokojniej, moze nawet niezauwazalnie, ale pewnie skutki sa rownie nagle, skrajne.
Znow przypomne Odyseje, Sunshine czy nieslawnego Prometeusza :P
Skrajne sa chyba ekranizacje Solaris...
Czy przypominasz sobie jakies inne filmy SF gdzie pokazywaliby to jak ludziom moze od..bac w takich warunkach? Zwykle skupiaja sie raczej na warstwie rozrywkowej i akcji. A jezeli ida w psychologie, to znow bez wywazenia, tylko smetowo po calosci.

No co ja poradze, ze ekranizacje DC sa okropne... Nie udaja im sie.
Komiksow marvela nie lubie, za to sprzedaja sie wlasnie dobrze na ekranie. DC odwrotnie ma.
Przy czym Batek Clooneya podobal mi sie w sensie doboru wygladu Bruca. To byl faktycznie taki playboy od fundacji i rauszow
Dawno, dawno temu, to chyba niezlym batmanem moglby byc Gene Kelly :P
Przy okazji dziwie sie, ze w zaslugach dla ST pomijana jest ta pani i nie mowie tutaj o Majel
https://www.youtube.com/watch?v=YuodlFsfosA
Q__
Moderator
#341 - Wysłana: 21 Gru 2018 07:39:28 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Z neokirkiem jest chyba inny i wiekszy klopot... On nie ma w sobie refleksji jaka jednak maja ci rozni niedorobieni w treku.

Raz - nie ma, ale niby widzimy jak z czasem jej nabywa. Dwa - trudno się do końca wypowiadać, przy tym sposobie kręcenia filmów, co jest płytkie także in universe, a co stanowi spłycenie na użytek widza/konwencji (za którym należałoby się spodziewać pozaekranowych głębi).

resetta:
Przeciez znasz eksperyment naukowy ze straznikami wieziennymi oraz zwyklych ludzi Hitlera.

Ale znam też psychologiczne wnioski z długotrwałych podroży kosmicznych - do pewnego momentu agresja narasta (były przypadki, że astronauci kazali choremu - przeziębił się - koledze spać w niedogrzanym module, by ich nie pozarażał i ogólnie im nie zawadzał), ale potem to mija, potem załogi zżywają się jak rodzina. (Było to zresztą pewne zaskoczenie, bo po cichu spodziewano się, że może być gorzej.)

resetta:
Skrajne sa chyba ekranizacje Solaris...

Tak, ale, co fajne, rozgrywa się to bez uciekania w intrygi i sensacje, bez robienia sobie wzajemnej krzywdy (prawda, są Twory F w roli idealnych kozłów ofiarnych i Snaut z Sartoriusem, a nawet Kelvin na początku, z tego korzystają).
resetta
Użytkownik
#342 - Wysłana: 22 Gru 2018 10:51:42
Odpowiedz 
A z tym astronauta, to nie przemawial przede wszystkim strach?
Zzywaja sie, ale zauwaz, ze realnie wciaz nam brak doswiadczenia z dluga podroza kosmiczna. Czy tez przebywaniem na innej planecie bez mozliwosci powrotu wlasciwie blyskawicznie w porownaniu z takim Marsem.
Ja mam doswiadczenie z odizolowaniem w powiedzmy warunkach Ziemskich, czyli stacje badawcze i tam raczej jest wlasnie odwrotnie. Ludzie swiruja. Chca jednoczesnie byc z ludzmi, bo nie chca byc sami, a jednoczesnie kazda jednostka ludzka irytuje. Byc moze brakuje elemntu walki o przetrwanie, prawdziwego zagrozenia, takiego, ktore mozna przetrzymac jedynie wspolpracujac, a nie poswiecajac innych.
W obozach altruizm byl jednak rzadkoscia, poza tym ludzie byli sprowadzeni do poziomu wycienczonych automatow, ktorzy nie mieli sily myslec o niczym innym niz kolejny dzien, podstawowe potrzeby lub po prostu sie poddac.
Dlatego hibernacja to jest bardzo dobry pomysl, nie tylko pod katem fizycznym, ale psychicznym. Nawet na wzglednie otwartej przestrzeni jaka jest miejsce pracy ludzie nie potrafia funkcjonowac bez wzajemnej agresji...
Albo na forum g.
Zastanawia mnie czy ja bym sie czula zle w tej rutynie ST, czy zaczeloby mnie wkurzac, ze mam obowiazki czy tych samych ludzi wokol, czy tez kosmos bez mozliwosci wyjscia. Wydaje mi sie, ze nie. Bardziej by mnie wkurzylo i doprowadzilo do skrajnosci przeszkadzanie w rutynie, a na pewno jakis halas, brzeczenie, czy zmuszanie do mieszkania z jedna lub wieloma osobami w kajucie...
BTW przebywanie przez pol roku w kompletnej dziczy, bez ludzi, ale z dostepem do netu i podstawowych rzeczy, wspominam jako najfajniesza rzecz w zyciu
Q__
Moderator
#343 - Wysłana: 22 Gru 2018 13:11:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Ja mam doswiadczenie z odizolowaniem w powiedzmy warunkach Ziemskich, czyli stacje badawcze i tam raczej jest wlasnie odwrotnie. Ludzie swiruja. Chca jednoczesnie byc z ludzmi, bo nie chca byc sami, a jednoczesnie kazda jednostka ludzka irytuje.

Do mordów, niemniej, nie dochodzi... (Więc: tak, nie to mam za złe SGU, że świrowanie pokazuje, tylko to, jak ekstremalne formy mu nadaje.)

resetta:
Byc moze brakuje elemntu walki o przetrwanie, prawdziwego zagrozenia, takiego, ktore mozna przetrzymac jedynie wspolpracujac

To, jak sądzę.

resetta:
BTW przebywanie przez pol roku w kompletnej dziczy, bez ludzi, ale z dostepem do netu i podstawowych rzeczy, wspominam jako najfajniesza rzecz w zyciu

I to jest dobry argument na rzecz wysyłania między gwiazdy - jak u Strugackich - samotnych zwiadowców.
resetta
Użytkownik
#344 - Wysłana: 23 Gru 2018 12:14:30
Odpowiedz 
Ale miedzy giwazdami dochodzi niebezpieczenstwo braku tlenu :P No i ten przymus nie wychodzenia. Normalnie to nie przeszkadza, a jak jest zakaz to tak. Wplyw moze miec tez ten brak ciazenia.
Ale zakladam, ze wyslanie w warunkach luksusow wycieczkowych jak na Entku Picarda mogloby skutecznie zniwelowac wszelkie psychozy i poczucie bycia w kosmosie. To cos jak dzis jazda w samochodzie, pociagu, czy mieszkanie na 10+ pietrze. Jestesmy do tego przyzwyczajeni.
Nadal nie dziwie sie zalodze SGU i uwazam, ze skrajne dla ciebie formy sa niestety jak najbardziej realne w takich warunkach.
Q__
Moderator
#345 - Wysłana: 23 Gru 2018 12:20:34 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
resetta

resetta:
i uwazam, ze skrajne dla ciebie formy sa niestety jak najbardziej realne w takich warunkach.

Mamy tylko jedną możliwość by to sprawdzić - odkryć Gwiezdne Wrota, potem ustalić kod do Destiny, a następnie wrzucać tam różne grupy ludzi, i patrzeć co się będzie dziać.
resetta
Użytkownik
#346 - Wysłana: 23 Gru 2018 18:00:24
Odpowiedz 
Sadze, ze wystarczy jak wreszcie wysla jakas zaloge na ktoras planete naszego Ukladu. I beda leciec te pol roku oraz zaczna sie awarie... A potem proby przezycia na tej planecie i czekanie na powrot. Przeciez nie pokazuja opinii publicznej wszystkiego, zapewne roznych dziwnych, skrajnych zachowan zalog tez nie. Nie mowiac juz o Rosjanach, ktorzy pewnie maja ciekawe materialy z ich podejsciem do ludzkiego zycia i jednostek... Astronauci swiruja juz na tej stacji kosmicznej jak sa tam za dlugo.
Ja jestem na stanowisku, ze nie potrzeba az kosmosu, zeby wywolac efekty, zachowania itp., bo to jest po prostu w ludzkiej psychice, a warunki takie jak SGU jedynie moga to spotegowac i jeszcze wywolac dodatkowe rzeczy.
Widziales Event Horizon i Sunshine zapewne - tamte psychozy bardzo sie roznia od tego co pokazano w SGU? Moim zdaniem na ich tle, to nawet SGU wypada mniej skrajnie, nawet jako fikcja. A tam scenarzysci, mimo wszystko ograniczali sie do relacji ludzkich bez kosmitow jako takich. Tam wszystko moglo byc w mniejszym lub wiekszym stopniu tworem ich umyslow i zalamaniem praw fizyki.
Kosmos podejrzewam wyzwala jeszcze jedno bardzo mocne uczucie - braku znaczenia czlowieka, pustki, niczego, ogromu, swiadomosci, ze siedzimy na tej skale i tylko ona pozwala nam przezyc, a jednoczesnie moze nas cokolwiek zmiesc i zabic. A to jest bardzo niszczace psychike, poczucie sily i sensu.
Te seriale i filmy tak ladnie ten kosmos pokazuja... ale w praktyce tam jest o wiele pusciej, ciemniej i mozliwe, ze w ogole nie da sie podrozowac organicznie miedzy galaktykami.
Q__
Moderator
#347 - Wysłana: 23 Gru 2018 18:48:48
Odpowiedz 
resetta

resetta:
Widziales Event Horizon i Sunshine zapewne - tamte psychozy bardzo sie roznia od tego co pokazano w SGU?

"Event Horizon" - wszyscy wiemy przez jakie zaświatowe rejony lecieli. Trudno to jednak porównywać z sytuacją z SGU. "Sunshine"? Trudno mi w ogóle wypowiadać się o tym filmie. Wiem, że ma swoje (realizacyjne) zalety, i swoich wielbicieli, ale jest na tyle głupi, że trudno analizować go serio (to trochę jak rozliczać Emmericha z jego wizji Kontaktu i walki międzyplanetarnej, za bardzo kopanie leżącego przypomina).
Dragon
Użytkownik
#348 - Wysłana: 23 Gru 2018 18:59:44
Odpowiedz 
Q__:
"Sunshine"? Trudno mi w ogóle wypowiadać się o tym filmie.

Ja nie rozumiem zachwytu nad tym filmem, może za głupi jestem, ale był nudny i po prostu do mnie nie trafił. Wymęczyłem sie i nic konstruktywnego z niego nie wyniosłem. A lubię ambitne SF.
Q__
Moderator
#349 - Wysłana: 23 Gru 2018 19:13:49
Odpowiedz 
Dragon

Dragon:
Ja nie rozumiem zachwytu nad tym filmem

Mam wrażenie, że w erze, w której kręci się jako SF rozmaite bzdury, bzdura* artystycznie nakręcona wydaje się niektórym mniejszym złem.

* Bo co do tego nie ma cienia wątpliwości:
http://www.theaunicornist.com/2014/06/the-pseudo-s cience-of-film-sunshine.html
kaimada
Użytkownik
#350 - Wysłana: 24 Gru 2018 00:00:23
Odpowiedz 
Po pierwsze ja SGU bardzo lubiłem, a doktora Rusha uwielbiałem. Szkoda, że tego nie kontynuowali, ale zakończenie było i tak sensowniejsze niż Atlantisa.

Wracając do świata Babylon 5 to przeczytałem wreszcie książkę z tego uniwersum.

The Shadow Within.

Akcja z Sheridanem totalnie mnie nie interesowała, ale historia jego żony była ciekawa i cieszę się że ja poznałem. Sama akcja na Zahadum miała swoje spore wady, ale i tak czytało się przyjemnie.

Odrębną sprawą jest origin Mordena i możliwość poznania go sprzed czasów pracy dla Cieni. Dla samego tego faktu warto bo przeczytać tę książkę. Wcześniej nawet nie zwróciłem uwagi na kamień który miał Morden na naszyjniku, a teraz będzie się zupełnie inaczej patrzyło na tę postać.
Q__
Moderator
#351 - Wysłana: 24 Gru 2018 01:07:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
kaimada

kaimada:
a doktora Rusha uwielbiałem

Mnie on nie przekonywał. Miałem wrażenie, że twórcom SGU zamarzył się własny Baltar, ale choć uczynili go pod wieloma względami interesującą postacią, nie byli w stanie zarazem uwolnić się ze schematu doktora Smitha z Lost in Space (czyli załogowego intryganta, którego knucie dla knucia nakręca fabułę, będącego zarazem sojusznikiem i wrogiem). Gaius B. miał znacznie lepszy motyw by robił to co robić - instynkt przetrwania.

kaimada:
Wcześniej nawet nie zwróciłem uwagi na kamień który miał Morden na naszyjniku, a teraz będzie się zupełnie inaczej patrzyło na tę postać.

Tak, ten wątek zdecydowanie ociepla wizerunek teoretycznie jednego z głównych villainów B5. Pokazuje ile w demonie-kusicielu pozostało ze zdolnego do głębokich uczuć człowieka.
kaimada
Użytkownik
#352 - Wysłana: 24 Gru 2018 10:34:16
Odpowiedz 
Teraz czytam To Dream in the City of Sorrows, może mi wyjaśni jak Sinclair dał się tak zminbarzyć i co się stało z Catherine Sakai.
Q__
Moderator
#353 - Wysłana: 24 Gru 2018 13:10:35
Odpowiedz 
kaimada

kaimada:
i co się stało z Catherine Sakai

Gdy o tym mowa... sięgnij jeszcze po komiks "In Valen's Name".
wilq
Użytkownik
#354 - Wysłana: 31 Gru 2018 21:25:21
Odpowiedz 
Ponowie pytanie, ma ktoś możne namiar na epizody babylonu 5 gdzieś do ściągnięcia?
80sLoveUC
Użytkownik
#355 - Wysłana: 31 Gru 2018 22:12:54 - Edytowany przez: 80sLoveUC
Odpowiedz 
Widzę jakiegoś lektora... wpisz do google'a: "babilon 5 chomikuj terepaj", wejdź na stronę i sprawdź katalog z kłódką, wertując jednocześnie opis użytkownika ;).

Brakuje chyba tylko pilota (The Gathering, NIE MYLIĆ z "In the Beginning", który zniszczy ci przyjemność z oglądania, bo spoilery). Polecam wszystko oglądać według dat produkcji, a nie jakiś wymyślnych chronologii.

Man nadzieję, że nie wylecę z forum za tą podpowiedź (nie dawałem nawet linka) - niestety serial jest trudno dostępny dla osób nieznających angielskiego, z kolei stacja, która go nadawała nie istnieje już parę lat. Niesamowicie mnie boli, że tak mało osób zna te telewizyjne arcydzieło
Dragon
Użytkownik
#356 - Wysłana: 31 Gru 2018 22:29:55
Odpowiedz 
Ja znalazłem bez chomika w 15 sekund. Online z lektorem
mozg_kl2
Użytkownik
#357 - Wysłana: 2 Sty 2019 21:05:59
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#358 - Wysłana: 6 Mar 2019 20:53:58
Odpowiedz 
Czyżby Jammer łamał się i przymierzał do zrecenzowania B5?
https://www.jammersblog.com/2019/01/15/will-jammer -ever-review-babylon-5/

(Niby twierdzi, że nie, ale sam fakt zamieszczenia na jego blogu takiego posta wydaje się znaczący.)
Dragon
Użytkownik
#359 - Wysłana: 8 Mar 2019 15:57:39
Odpowiedz 
Bardzo dobry materiał o efektach wizualnych Babylon 5 i amigach.

https://www.youtube.com/watch?v=Xn3UraChY0c
Q__
Moderator
#360 - Wysłana: 24 Mar 2019 01:41:42
Odpowiedz 
Trochę o wspominanym Sense8 Wachowskich i Straczynskiego:
http://mistycyzmpopkulturowy.blogspot.com/2015/06/ osmy-zmys.html
Oglądał kto?
 Strona:  ««  1  2  3  ...  7  8  9  10  11  12  13  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Babylon 5

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!