USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Starwars
 Strona:  ««  1  2  ...  79  80  81  82  83  ...  137  138  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#2401 - Wysłana: 9 Lut 2016 17:09:12
Odpowiedz 
Elaan
Użytkownik
#2402 - Wysłana: 10 Lut 2016 21:12:29
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#2403 - Wysłana: 10 Lut 2016 22:21:05 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Elaan

Dorzucę oryginał tej wiadomości:
http://phys.org/news/2016-02-math-reveals-unseen-w orlds-star.html
http://actu.epfl.ch/news/math-reveals-unseen-world s-of-star-wars/
I materiały źródłowe:
http://kirellbenzi.com/blog/exploring-the-star-war s-expanded-universe/
http://kirellbenzi.com/blog/exploring-the-star-war s-expanded-universe-part-2/

ps. Tak się właściwie zastanawiam czy te liczby nie są b. mocnym argumentem przeciwko wiadomemu ruchowi z EU? Nie szkoda było to wszystko tak, na boczny tor?
Q__
Moderator
#2404 - Wysłana: 15 Lut 2016 22:46:23
Odpowiedz 
MarcinK
Użytkownik
#2405 - Wysłana: 19 Lut 2016 21:43:19
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#2406 - Wysłana: 20 Lut 2016 01:11:25
Odpowiedz 
Widzę, że nie chwaliłem się jeszcze niusem zrobionym z informacji, którą wrzuciłem dwa posty temu:
http://www.startrek.pl/article.php?sid=1570
Q__
Moderator
#2407 - Wysłana: 1 Mar 2016 09:20:34 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Nadciąga komiks, którego bohaterem ma być Poe:
http://io9.gizmodo.com/oh-my-god-everything-about- marvels-poe-dameron-comic-so-1762013309
Stylem (najogólniej pojętym) ma przypominać dawne X-Wingi.
mozg_kl2
Użytkownik
#2408 - Wysłana: 1 Mar 2016 11:13:44
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#2409 - Wysłana: 1 Mar 2016 19:20:08 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
Dziwne. Przeskok w czasie byl elementem sagi.

Przyznam, że nie jestem zdziwiony. Owszem, wiem, że dotąd zasadą w SW był kilkuletni przeskok między Epizodami, ale finał "The Force Awakens" wyglądał jakoś tak cliffhangerowato, że oglądając go byłem pewien, iż EP VIII zaczną od tej sceny. (Inna rzecz, że pewnie potem będzie ten przeskok...*)

* Obstawiam styl migawkowy z "Batman Begins" i naszej "jedenastki" lub banalny napis "Two/Five/Ten Years Later"...

ps. Z innej beczki... Jeszcze trochę o easter eggs w EP VII:
http://www.ew.com/article/2015/12/20/jj-abrams-rev eals-obi-wan-and-yoda-are-star-wars-force-awakens
http://www.looper.com/6593/biggest-easter-eggs-for ce-awakens/
I innych starwarsowych ciekawostkach:
http://www.youtube.com/watch?v=BUCoNn9ezg0
Odpowiedź na pytanie dlaczego Phasma nie zdjęła hełmu:
http://www.comicbookmovie.com/scifi_movies/star_wa rs/gwendoline-christie-on-captain-phasma-never-tak ing-her-a131231
I na pytanie dalece istotniejsze - czy twórcy wiedzą dokąd jadą?
http://www.slashfilm.com/lawrence-kasdan-on-settin g-up-star-wars-episode-8-more/
MarcinK
Użytkownik
#2410 - Wysłana: 8 Mar 2016 06:19:08
Odpowiedz 
Madame Picard
Moderator
#2411 - Wysłana: 27 Mar 2016 20:23:52 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Korzystając z przerwy świątecznej, obejrzałam nowe SW i chciałabym krótko odnieść się do samego filmu, do Waszych wypowiedzi i do kilku kwestii, które wydają mi się nawiązaniami trekowymi.
Samym filmem byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Może dlatego, że nowa trylogia obniżyła poprzeczkę wymagań tak nisko, że przeskakiwało ją wszystko, co choć trochę wyrastało ponad dno. Nie oglądałam zwiastunów, nie czytałam zbytnio spojlerów, więc nie za bardzo wiedziałam, czego się spodziewać, i może dlatego historia naprawdę mnie zaciekawiła. Nie chcę powtarzać tego, co już mówiliście o zaletach filmu (reżyseria, tempo, aktorzy, plenery itd. itd.), bo na ogół się z tym zgadzam. Ile można pisać, że BB8 jest słodki .
Zgadzam się też na ogół z Waszymi głosami krytycznymi (przepakowana "nowa gwiazda śmierci" itd.), z jednym wszakże wyjątkiem. Większość z Was krytykowała postać Kylo Rena, ja tymczasem uważam, że pomysł na tę postać był fantastyczny. Nie dlatego, że był charyzmatycznym, mrocznym złoczyńcą, tylko właśnie dlatego, że nim nie był, a bardzo chciał. Podzielam tu w pełni opinię Q__. Niektórzy z Was narzekają na wtórność motywów (słusznie, powtórka z Mos Eisley była ciut zbyt nachalna), a z drugiej strony życzyliby sobie powtórki z Vadera. Tymczasem Kylo Ren to jest właśnie pewna nowość i to przewrotnie pomyślana: on też żałuje, że nie jest Vaderem. Nawet ta nieszczęsna maska, którą nosi, żeby sobie zadać szyku, ma go upodobnić do Vadera. On taki ma właśnie być: infantylny, niezdarny, gimbusowaty, brzydki, pryszczaty, zakompleksiony, emowaty i żałosny. Taka postać to w świecie SW zupełnie niespotykana dotąd idea, bo mieliśmy posągowych herosów i takichże villainów. Kylo Ren to nie Jar Jar, który miał być zabawny, ale... no, nie był. Kylo Ren miał być wkurzającą c*pą i był. Gdzieś przeczytałam o tej postaci, że "posysa, bo ma posysać, bo mu pan reżyser kazali". Otóż to! Jeśli mówicie, że po tym jak zdjął maskę, cała sala kinowa ryjnęła śmiechem, to znaczy, że pan reżyser osiągnęli swój cel.
Bardzo spodobało mi się przesłanie mówiące, że sprawcą najgorszego zła może być nie mroczny lord siedzący okrakiem na biegunie zła, ale taki właśnie żałosny, mazgajowaty knypek do spółki z lalusiem zapatrzonym we wzorce z Hitlerjugend. To samo dotyczy zresztą tego całego First Order, który wygląda na bojówkę dzieciaków, którzy dostali zbyt poważne zabawki (swoją drogą, skąd? ale to już inna sprawa). Tutaj znów w pełni podzielam zdanie Q__. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Snoke to też był koleś z tej samej parafii, jakiś jaskiniowy gnom wielkości żaby (hm, Gollum? ), którego nikt nie traktuje poważnie, więc robi sobie wieeelki hologram. Z tych samych powodów, dla których Kylo Ren nosi tę idiotyczną maskę: żeby zaleczyć kompleksy.
Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale ja mam wrażenie, że widać w SW VII pewne wpływy Treka. I uważam, że o ile przeszczep motywów SW do ST nie wychodził na dobre, o tyle trekowe naleciałości dobrze służą SW. I takie spostrzeżenie, aż dziwię się, że nikt nie zwrócił na to uwagi: czy te próby sondowania umysłu przez Kylo Rena to nie jest wolkański mind meld. Jeśli twórcy nie inspirowali się tu trekiem, to niech mnie ześlą do remańskiem kopalni dilitu .
Guauld
Użytkownik
#2412 - Wysłana: 28 Mar 2016 13:21:08 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
Madame Picard
Madame Picard:
czy te próby sondowania umysłu przez Kylo Rena to nie jest wolkański mind meld. Jeśli twórcy nie inspirowali się tu trekiem

Cóż, sondowanie umysłu Mocą było w SW już wcześniej
https://www.youtube.com/watch?v=XUe0Zk5dI30&featur e=youtu.be&t=46s

Co do Kylo, teraz po czasie zmieniłem zdanie, że być może faktycznie coś z tej postaci jeszcze będzie (tzn. rozumiem, że był taki, jaki miał być, ale z ostateczną oceną wstrzymam się do IX części), choć po samym filmie nie spodziewałem się wiele, to przed seansem miałem w głębi nadzieję na postać pokroju np. Siona (chociaż to bardziej na miejscu Snoke'a, którego było mało), ale teraz widzę, że niepotrzebnie.
Natomiast ze skopiowaniem scenariusza czwórki, gdy wcześniej każda część była faktycznie inna (choć nie koniecznie jakością do siebie przystawały) chyba się nie oswoję .
Q__
Moderator
#2413 - Wysłana: 28 Mar 2016 18:48:16
Odpowiedz 
Madame Picard

Miło Cię znów widzieć.

Madame Picard:
Bardzo spodobało mi się przesłanie mówiące, że sprawcą najgorszego zła może być nie mroczny lord siedzący okrakiem na biegunie zła, ale taki właśnie żałosny, mazgajowaty knypek do spółki z lalusiem zapatrzonym we wzorce z Hitlerjugend. To samo dotyczy zresztą tego całego First Order, który wygląda na bojówkę dzieciaków, którzy dostali zbyt poważne zabawki (swoją drogą, skąd? ale to już inna sprawa).

Ba, powiedziałbym, że to jest właśnie realistyczne, może nawet realistyczne w stężeniu skrajnym, jak na popkulturę. W filmach, komiksach, grach, bowiem, sprawcami zła są zwykle nadludzcy, pełni klasy, tytani... A w życiu jest chyba tak jak Abrams nam pokazał - zakompleksieńcy kompensujący sobie tą drogą to czy owo, osoby zbyt tępe i ograniczone wręcz, by rozumieć konsekwencje swoich działań, także dla siebie (dość typowe cechy statystycznych sprawców przestępstw pospolitych) czy drobni "wzorowi" biurokraci, którym wyznaczono nowe "zadania" (dość typowe dla funkcjonariuszy totalitaryzmów z kolei) - to są standardowi zbrodniarze, nie komiksowe nadludzkie demony. Zresztą popatrzmy na groteskową galerię przywódców III Rzeszy czy na trzęsącego się o swoje życie paranoika Stalina i jego lizusów z - mdlejącym, dosłownie, ze strachu - Berią na czele, a zobaczymy, że i wielkie zbrodnie nie tytanów są dziełem...

Madame Picard:
Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale ja mam wrażenie, że widać w SW VII pewne wpływy Treka. I uważam, że o ile przeszczep motywów SW do ST nie wychodził na dobre, o tyle trekowe naleciałości dobrze służą SW

Chodzi Ci właśnie o to ujęcie zjawiska zła? Cóż... W pewnym sensie może i tak - Trek unikał właśnie manichejskiego schematu tytanicznej walki Wielkiego Zła z Wielkim Dobrem, ale Kylo to pójście krok dalej w stosunku do Treka. Dukat i Khan, w końcu, mieli w sobie więcej tej komiksowo-vaderowskiej monolityczności, której pozbawiony jest synalek Hana i Lei.
Madame Picard
Moderator
#2414 - Wysłana: 28 Mar 2016 21:35:37
Odpowiedz 
Guauld:
Cóż, sondowanie umysłu Mocą było w SW już wcześniej

Przeszło mi przez myśl, że to mogło się gdzieś w SW pojawić, tylko o tym nie wiem, bo nie znam w ogóle SW poza filmami. Ale i tak to ciekawa koincydencja, że ten motyw pojawił się po raz pierwszy w filmie w sposób tak wyrazisty tuż po reżyserowaniu ST przez tego samego człowieka.

Q__:
wielkie zbrodnie nie tytanów są dziełem...

A zło jest zazwyczaj banalne. Istotnie, to ciekawe, popkultura cytuje Hannę Arendt...

Q__:
Chodzi Ci właśnie o to ujęcie zjawiska zła?

Nawet nie. To bardziej takie ogólne wrażenie, nie wiem do końca, czym wywołane. Może dlatego, że po barokowo rozbuchanej nowej trylogii SW VII było bardzo kameralne, tak jak trek. Wyraźnie mniej tu było bezsensownych nawalanek, to też przypominało mi treka. Może też dlatego, że SW VII bardziej przyglądało się postaciom. Nie chcę powiedzieć, że mieliśmy tu do czynienia z jakąś rozbudowaną psychologią i rozwojem postaci, ale pojawiły się zadatki na ten rozwój, który być może będzie kontemplowany później (jak dobrze pójdzie). W każdym razie widać było większe skupienie na pojedynczych ludziach, a nie na epickich obrazach. A jak wiadomo, trek rozwojem postaci stoi .
MarcinK
Użytkownik
#2415 - Wysłana: 29 Mar 2016 07:20:21
Odpowiedz 
Guauld:
Natomiast ze skopiowaniem scenariusza czwórki, gdy wcześniej każda część była faktycznie inna (choć nie koniecznie jakością do siebie przystawały) chyba się nie oswoję .

Ja bym się nie obraził gdyby Abrams tak samo postąpił przy ST XI i rżnął równo z TMP.
Q__
Moderator
#2416 - Wysłana: 29 Mar 2016 09:47:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Madame Picard

Madame Picard:
popkultura cytuje Hannę Arendt...

I to bodaj po raz pierwszy...

Madame Picard:
W każdym razie widać było większe skupienie na pojedynczych ludziach, a nie na epickich obrazach.

I tak, i nie (a raczej: tak, ale w sposób dość paradoksalny - skala rozwałki była bodaj największa jak dotąd w historii filmowych SW, ale... była ona poniekąd zamieciona pod dywan, pokazana gdzieś w tle, w sposób b. oszczędny).

Madame Picard:
W każdym razie widać było większe skupienie na pojedynczych ludziach

Coś w tym jest... Zabawne zresztą, że Abrams stworzył najpierw ST w stylu SW, a potem SW w stylu ST... (Czy to znaczy, że Lin po stworzeniu Treka w stylu F&F stworzy potem F&F w stylu Treka?)

MarcinK

MarcinK:
Ja bym się nie obraził gdyby Abrams tak samo postąpił przy ST XI i rżnął równo z TMP.

Coś tam zerżnął, co ciekawe - galowe mundurki, ale nie tylko je - wątek Wielkiego Obcego Statku Zagrażającego Ziemi również.
MarcinK
Użytkownik
#2417 - Wysłana: 29 Mar 2016 10:27:16
Odpowiedz 
Q__:
stworzy potem F&F w stylu Treka

Śmiało driftują tam gdzie nie driftował żaden człowiek
pirogronian
Użytkownik
#2418 - Wysłana: 30 Mar 2016 22:08:32
Odpowiedz 
graf

http://kwejk.pl/obrazek/2623787/nie-moge-zabic-swo jego-ojca.html

Niby na wesoło, ale dorzuca kamyczek do pokręconej fabuły oryginalnej trylogii. Wszyscy mówili Luke'owi, że musi zabić Vadera, bo inaczej zwycięży zło. Czy nie wiedzieli, że musi być dokładnie na odwrót? Czyżby Jedi po tych wszystkich pokoleniach mistrzów dalej dopiero raczkowali we wsłuchiwaniu się w Moc? Wybaczcie, jeżeli poruszam temat od dawna wałkowany, ale akurat naszło mnie natchnienie...
Guauld
Użytkownik
#2419 - Wysłana: 30 Mar 2016 22:44:52 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
pirogronian
"Bo zbyt niebezpieczny ten [wstaw imię Sitha]" to stara śpiewka*, którą od tysięcy lat stosowali Jedi aby usprawiedliwić swoje czyny i wyjątek w ideologii. Ale może w tym przypadku akurat zarówno Yoda i Obi wyszli z założenia, że Luke ma zbyt mało czasu na szkolenie dyplomatyczne i nie byłby w stanie już nie tyle obudzić w Vaderze starego Anakina, tak aby ten był mniej przez Ciemną Stronę kontrolowany i mógł podjąć swoją niezależną decyzję i sprzeciwić się Imperatorowi (ale, nie aby zająć jego miejsce, lecz by pozbyć się Sithów i porzucić model Imperium (choć to drugie byłoby dyskusyjne, ale już o tym sporo pisaliśmy)), co go złamać, czy chociaż nagiąć jego wolę. Niewątpliwie również, mimo całej tej otoczki rzekomego spokoju ducha, bali się, że Jedi ostatecznie wyginą i byli z tego powodu gotowi podjąć drastyczne środki (no Halkanie by nie pochwalili takiej postawy). Nie zależało im już na pokazaniu "to my mamy rację", a jedynie dojściu do celu po trupach, w tym wypadku dwóch konkretnych.

*Wyjątkiem był Revan, ale znowu i go byli całkiem gotowi zabić, czego nie zrobili tylko dlatego, że okazja im się "sama" stworzyła, wręcz niepowtarzalna. Różnica tylko taka, że wówczas Zakon był w całkiem dobrej formie (tzn. liczebnie, chociaż jego przyszłość nie wyglądała najlepiej).

pirogronian:
Czy nie wiedzieli, że musi być dokładnie na odwrót?

Pewnie wiedzieli, może lepiej jak ich nieszczęśni poprzednicy dawno temu, ale widać wygrał instynkt przetrwania. Choć mimo zagłuszania swojego sumienia zostali "oświeceni", ale jak spojrzeć na to pod innym kontem to Jasna Strona wcale taka pacyfistyczna czy miłosierna nie jest.
Q__
Moderator
#2420 - Wysłana: 31 Mar 2016 10:41:24 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
pirogronian

pirogronian:
Niby na wesoło

I autentycznie zabawne (jak większość memów/demotów bazujących na SW zresztą)...

pirogronian:
Wybaczcie, jeżeli poruszam temat od dawna wałkowany

Tzn. tak... kwestia zachowania Jedi w tej sprawie bywała poruszana (była np. jednym z czołowych argumentów anty-SW Davida Brina), ale ujęcie jej w perspektywie in universe (Moc, na ile Jedi ją rozumieli) wydaje mi się oryginalne (i mogące stanowić punkt wyjścia do ciekawej dyskusji).

Guauld

Guauld:
"Bo zbyt niebezpieczny ten [wstaw imię Sitha]" to stara śpiewka*, którą od tysięcy lat stosowali Jedi aby usprawiedliwić swoje czyny i wyjątek w ideologii.

A jak daleko potrafiły takie wyjątki od zasad iść pokazuje choćby - skoro przy EU jesteśmy - sprawa, w którą wdepnął Zayne Carrick - masakra padawanów na Taris.

Guauld:
może w tym przypadku akurat zarówno Yoda i Obi wyszli z założenia, że Luke ma zbyt mało czasu na szkolenie dyplomatyczne i nie byłby w stanie już nie tyle obudzić w Vaderze starego Anakina, tak aby ten był mniej przez Ciemną Stronę kontrolowany i mógł podjąć swoją niezależną decyzję i sprzeciwić się Imperatorowi (ale, nie aby zająć jego miejsce, lecz by pozbyć się Sithów i porzucić model Imperium (choć to drugie byłoby dyskusyjne, ale już o tym sporo pisaliśmy)), co go złamać, czy chociaż nagiąć jego wolę. Niewątpliwie również, mimo całej tej otoczki rzekomego spokoju ducha, bali się, że Jedi ostatecznie wyginą i byli z tego powodu gotowi podjąć drastyczne środki (no Halkanie by nie pochwalili takiej postawy). Nie zależało im już na pokazaniu "to my mamy rację", a jedynie dojściu do celu po trupach, w tym wypadku dwóch konkretnych.

Dodajmy jeszcze, że Obi i Yoda byli nie tylko Jedi, ale i - w co wrobił ich Palpi - generałami, którzy w czasie Wojen Klonów nauczyli się - jak to generałowie - szafować życiem innych istot, poświęcać jednostki dla wyższego celu itd. Być może przy podejmowaniu wiadomej decyzji (a raczej serii decyzji) to wojskowe myślenie z nich wyszło?

Jak zaś musi myśleć generał (i w ogóle osoba odpowiedzialna za podejmowanie militarnych decyzji) - wiemy:

"W ciemnej ścianie zajaśniał prostokątny ekran. Przez mgnienie widniała w nim wyniosła kopuła waszyngtońskiego Kapitolu, siedziby senatu, potem ukazało się jego wnętrze. Na szerokich ławach kręgami siedzieli dostojni mężowie, z uwagą słuchając jednego, który z wysokości mównicy wołał:
- Jak widzimy, porcja uranu kosztująca nas 20 000 dolarów wystarczy na 140000 osób, natomiast dla takiej samej ilości ludzi potrzeba aż 45 ton proszku radioaktywnego po 2000 dolarów tona. Tak więc w pierwszym przypadku koszt likwidacji jednego człowieka wynosi 13 centów, w drugim natomiast aż 64 centy. Pytam więc czcigodnych senatorów, czy możemy sobie pozwolić na wyrzucanie dolarów przez okno i użycie w wojnie proszku, kiedy bomba kalkuluje się z górą cztery razy taniej?!!
Na to zerwał się z miejsca jeden z najstarszych senatorów. Cała jego szacunek budząca postać promieniowała dogłębnym oburzeniem. Rozkrzyżowawszy kaznodziejsko ręce starzec potrząsnął głową, aż siwe włosy rozsypały się w srebrne błyskawice, i krzyknął:
- Jak można tak rachować!? Czy nie wiemy, że bomba obraca wszystko w gruz, podczas gdy proszek radioaktywny usuwa wyłącznie ludzi, nie uszkadzając fabryk, kopalń, domów, kolei żelaznych i innych majętności nieruchomych i ruchomych, które dzięki temu dostaną się nam całe i nienaruszone?! Dostojni słuchacze! W pełni świadom wysokiej odpowiedzialności, jaką na barki składa mi wysoka godność senatora, powiadam wam: użycie proszku jest daleko, daleko korzystniejsze! Nie chcę zarzucać szanownemu senatorowi z Ohio złej woli, aczkolwiek wiadomo, jak wielkie posiada on udziały Du Ponta, który produkuje bomby uranowe...
Biskup nacisnął guzik. Wnętrze Kapitolu znikło. W głębi ekranu pojawił się na tle błękitnego nieba drapacz chmur, otoczony grecką kolumnadą. Na drzwiach widniała skromna alabastrowa tabliczka z wyrytym napisem Departament Ochrony Zdrowia. Budynek powiększał się z oszałamiającą szybkością, pociemniało i rozwarło się wnętrze zacisznego gabinetu. Smukły mężczyzna o bujnych kasztanowych włosach i ascetycznej twarzy badacza mówił zwracając się do grona biało, jak on, odzianych lekarzy:
- Oto, proszę kolegów, nasz nowy, udoskonalony preparat...
Podniósł rękę, w której zaświeciła smukła probówka, z kilkoma kroplami żółtego, przezroczystego płynu. Wzrok obecnych spoczął na niej z radosnym podziwem.
- Nie ustawaliśmy w pracy - ciągnął młody uczony - i udało się nam wyosobnić tę frakcję, której jedna uncja... jedna uncja... - Gardło zacisnął mu spazm triumfu. Pokonawszy wzruszenie, spojrzał na lekarzy podkrążonymi oczami, świadczącymi o nieprzespanych nocach, i podjął:
- Jedna uncja zabija 200 000 ludzi! Wkraczamy w nową erę...
Ekran zgasł. Gdy za jarzył się na nowo ukazał się na nim monumentalny kompleks gmachów uniwersyteckich. Jak gdyby widziane z okna pędzącego pojazdu, przepływały długie amfilady korytarzy, przestronne pracownie, których oknami zaglądała do wnętrza zieleń drzew, zaciszne gabinety myślicieli, zautomatyzowane biblioteki, dźwięczące szkłem, pełne gazowych płomieni laboratoria, jasne sale wykładowe... W obszernym pomieszczeniu geografowie i ekonomiści pochylali się nad mapami Europy i Azji, stawiając na miastach i osiedlach czarne krzyżyki. W innym matematycy, ślęcząc u szumiących prądem mózgów elektrycznych, tworzyli teorię skutecznego bombardowania. Mignęło jak gdyby w krysztale wyrzeźbione laboratorium; sędziwy uczony, tając dech, pod lupą - wstrzykiwał pluskwom zarazki. W wysokim amfiteatrze pełnym słuchaczy znakomity psycholog wykładał ogólną teorię szerzenia paniki. Otwarła się słoneczna przestrzeń; na doświadczalnych poletkach stały szklane pudła nakrywająca pędy roślin; agrobiologowie hodowali w nich rozliczne gatunki szkodliwego robactwa. Ekran wypełniał się obrazami śmigającymi coraz szybciej i szybciej; jakby wichrem niesione, przelatywały wnętrza hal fabrycznych, pełne korpusów czołgowych, transportery, płynnym ruchem niosące bomby i butle gazów trujących, jasno oświetlone kreślarnie, gdzie na rozpiętych arkuszach wynikały przekroje wyrzutni rakietowych, wreszcie ukazał się pokój od podłogi do sufitu wypełniony księgami; przy biurku, oblanym ciepłym światłem lampy stołowej, pochylając srebrną głowę nad rozłożonymi arkuszami siedział sędziwy socjolog i pisał trzeci tom dzieła "O anihilacji wielkich ośrodków miejskich".


Lem, "Klient PANABOGA"

(Przy czym Lem, owszem, ironizował i to na określone zamówienie polityczne, ale przecież takie środki powstają, takie decyzje zapadają... A - zauważyć trzeba - wszelkie narzędzia zniszczenia znane naszej cywilizacji muszą być igraszką na tle tych, które musiały być użyte przy galaktycznej skali działań wojennych, także przez tych dobrych.)

Guauld:
jak spojrzeć na to pod innym kontem to Jasna Strona wcale taka pacyfistyczna czy miłosierna nie jest.

Pacyfistyczna... cóż... Jedi noszą te swoje świetlówki i używają ich nawet w czasie pokoju (niczym oficerowie GF - fazerów, chce się dodać). A klasyczne ich szkolenie ery Yody uznaje wszelkie emocje za domenę Ciemnej Strony... więc pewnie odruchy miłosierdzia też...
Przypuszczam, że Yodzie i Obiemu wystarczyłoby, by uspokoić sumienia, przekonanie, że doprowadzili do śmierci Sithów bez nienawiści, bo to nienawiść miała być zła, nie samo zabijanie paradoksalnie... Zresztą przypomnijmy sobie czego uczyli się od małego:

"Ostrze miecza świetlnego ze świstem przecięło powietrze. Obi-Wan Kenobi nie mógł widzieć czerwonego błysku. Szczelna przepaska uciskała mu oczy. Użył Mocy, by zręcznie zrobić unik.
Żar miecza przeciwnika o mało go nie spalił. W powietrzu rozszedł się zapach jak po uderzeniu pioruna.
- Dobrze! - krzyknął Yoda spoza maty. - Dalej! Zaufaj swoim uczuciom!
Słowa zachęty dodały mu siły. Był wysokim, silnym dwunastolatkiem i mogło się wydawać, że zawsze będzie miał przewagę nad rówieśnikami. Ale siła i solidna postura nie na wiele zdają tam, gdzie liczy się szybkość i zwinność. Bez tego nawet Mocy nie da się wykorzystać w pełni.
Obi-Wan uważnie wsłuchiwał się w odgłosy świetlnego miecza przeciwnika, jego oddech i skrzypienie butów na podłodze. Wszystkie te dźwięki odbijały się głośnym echem w małym, wysoko sklepionym pomieszczeniu.
Chaotyczna mieszanina rozrzuconych po podłodze przedmiotów dodała do tego ćwiczenia jeszcze jeden element, musiał również używać Mocy, by je wyczuwać. Na tak niepewnym gruncie łatwo było stracić oparcie dla nóg. Za plecami Obi-Wana Yoda ostrzegał: Trzymaj gardę wysoko!
Chłopak posłusznie podniósł broń i sparował cios z taką siłą, że miecz przeciwnika trzasnął o podłogę. Tamten cofnął się o krok i wpadł w stertę kloców. Po chwili jednak Obi-Wan znów usłyszał śpiew miecza; przeciwnik przypuścił ostatni, rozpaczliwy atak, dyktowany irytacją i zmęczeniem. Dobrze.
Gorąco przesączające się przez przepaskę parzyło w oczy. Obi-Wan zapanował nad tym uczuciem, wyobrażając sobie siebie jako prawdziwego Rycerza Jedi, walczącego z kosmicznym piratem… z Togorianinem o kłach tak długich jak palce Obi-Wana. Oczami wyobraźni widział opancerzone stwory łypiące na niego małymi zielonymi szparkami oczu. Ich pazury mogły z łatwością rozszarpać człowieka na strzępy.
Ta wizja dodała mu energii, pomogła pokonać lęk. W jednej sekundzie wszystkie mięśnie wypełniła Moc. Przepłynęła przez jego ciało, dając mu zręczność i szybkość, której potrzebował.
Obi-Wan obrócił ostrze do góry, by sparować następny cios. Miecz przeciwnika zaśpiewał i wirując, upadł na ziemię. Obi-Wan podskoczył wysoko i robiąc salto w powietrzu, pchnął prosto tam, gdzie u Togorian znajduje się serce."


D. Wolverton, "Narodziny Mocy"
reyden
Użytkownik
#2421 - Wysłana: 2 Kwi 2016 21:41:12
Odpowiedz 
Niedawno oglądałem SW E VII i powiem tak - to po prostu kopia tego co było .

Wiele elementów podebrane z poprzednich części , tylko trochę pozmnieniane - zupełnia jak przy ST XI / ST XII .

Ruch oporu = Rebelia .

First Order = Imperium .

Jassyk = Tatooine .

Baza Star Killer = Gwiazda Śmierci .

Rey = młody Skywalker .

BB-8 = R2-D2 .

Kylo Ren = Vader

Śmierć Hana = Śmierć Imperatora .

Luke w tej części robiący za odpowiednika mistrza Yody .

Sceny ataku na bazę też podobne do ataku na pierwszą gwiazdę śmierci , sabotaż SKB to akcja w stylu ROTJ .

Nowe elementy raczej średnie , Finn wypada najgorzej - taka przybłęda .

Tak swoją drogą ciekawe kto jest ojcem Rey , jej władanie mocą oraz to jak to wygląda przypomina rodzinę Skywalkerów .

Może to Luke jest jej ojecem albo JJA zerżnął motyw Anakinem z E I .
Guauld
Użytkownik
#2422 - Wysłana: 2 Kwi 2016 23:45:25 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
reyden:
Śmierć Hana = Śmierć Imperatora

Zaraz, nie rozumiem jak to się łączy. Bym tu raczej śmierć Obiego wstawił.

reyden:
Nowe elementy raczej średnie , Finn wypada najgorzej - taka przybłęda .

IMHO to on jest w filmie najciekawszą postacią (nie to, żeby jakąś wybitną, ale na tle reszty), choć przed premierą miałem obawy, jak większość chyba. Jest po prostu ludzki i wiarygodny.

reyden:
Może to Luke jest jej ojecem albo JJA zerżnął motyw Anakinem z E I .

Niepokalane poczęcie jest bardzo mało prawdopodobne, skoro stara się jak najbardziej odcinać od prequeli.

Q__:
A klasyczne ich szkolenie ery Yody uznaje wszelkie emocje za domenę Ciemnej Strony... więc pewnie odruchy miłosierdzia też...

I tym samym próbują zostać Volkanami, ale o logice zapominając.

Q__:
Przypuszczam, że Yodzie i Obiemu wystarczyłoby, by uspokoić sumienia, przekonanie, że doprowadzili do śmierci Sithów bez nienawiści, bo to nienawiść miała być zła, nie samo zabijanie paradoksalnie

O to właśnie mi chodziło, zbyt próbują się zawsze Jasnej Stronie przypodobać, zamiast pozwolić swojemu sumieniu dojść do głosu.

Q__:
Guauld:
jak spojrzeć na to pod innym kontem to Jasna Strona wcale taka pacyfistyczna czy miłosierna nie jest.

I że zauważyłem to dopiero czytając cytat mojego posta... Szkoda, że edytować już nie mogę.
Picard
Użytkownik
#2423 - Wysłana: 3 Kwi 2016 14:19:52
Odpowiedz 
Tak swoją drogą, pomijając już oklepany Epizod VII, widział ktoś to:
https://i.ytimg.com/vi/nkvozb2x4Ic/maxresdefault.jpg
Co myślicie o finale drugiego sezony Rebels? IMO, serial staje się lepszy i dojrzalszy - klimat się poprawił - co podkreśla nowa, bardziej operowa muzyka - a postacie zaczynają się rozwijać. Ciekawe co z tego wyniknie - czy serial przestanie być tylko dla dzieciaków?
MarcinK
Użytkownik
#2424 - Wysłana: 4 Kwi 2016 10:12:06
Odpowiedz 

Gavan, Kamen Rider Black RX vs Kylo
Kto wygra?
Picard
Użytkownik
#2425 - Wysłana: 6 Kwi 2016 22:10:19
Odpowiedz 
Jako, iż widzę, że brak jest odzewu na ostatniego odcinka Rebels, to postaram się go przybliżyć - Twilight of the Apprentice w całości.
Q__
Moderator
#2426 - Wysłana: 7 Kwi 2016 00:08:43
Odpowiedz 
Picard

Picard:
pomijając już oklepany Epizod VII

Ale jak od niego uciec, skoro ciągle gdzieś o nim się o nim mówi. Teraz np. zrecenzował go w wersji spoilerowej Stuart Foley od TrekYards:
http://www.youtube.com/watch?v=n77YKsrFcp4

Picard:
Co myślicie o finale drugiego sezony Rebels? IMO, serial staje się lepszy i dojrzalszy - klimat się poprawił - co podkreśla nowa, bardziej operowa muzyka - a postacie zaczynają się rozwijać.

Dla mnie chyba najciekawsze tam było, że - dotąd powszechnie znienawidzona - Ahsoka staje się nagle postacią, która ma coś ciekawego do powiedzenia. Postacią b. serio.

(Swoją drogą: to, że Rebels są poważniejsi od CW można też, na upartego, odczytać metaforycznie - na tle Imperialnego ucisku Wojny Klonów to był - mimo wszystko - pikuś .)
Picard
Użytkownik
#2427 - Wysłana: 7 Kwi 2016 01:24:04
Odpowiedz 
Q__:
Dla mnie chyba najciekawsze tam było, że - dotąd powszechnie znienawidzona - Ahsoka staje się nagle postacią, która ma coś ciekawego do powiedzenia. Postacią b. serio.

Tak! Widziałem ledwie parę klipów z tą postacią ze wspomnianego CW i wiele wskazuje na to, że tam rzeczywiście zasługiwała na nienawiść widowni - taki rozpuszczony bachor. Tutaj była natomiast dużo dojrzalsza, bardziej opanowana i rozsądniejsza - muszę nawet powiedzieć, że ją polubiłem, szczególnie zważywszy na to jak tragiczny był jej koniec... Muszę powiedzieć, że jej pojedynek z Vaderem ruszył mnie bardziej niż jakakolwiek scena akcji w Force awakens - tam brakowało emocjonalnej więzi między walczącymi postaciami, tej nutki tragizmu jaka była w klasycznych Gwiezdnych wojnach, i którą dało się tutaj zauważyć: uczennica przeciwko mistrzowi...

Jeśli już mowa o rozwoju postaci do Maul też zmienił się na lepsze - z postaci pozbawionej całkowicie osobowości, zmienił się w kogoś przebiegłego i mściwego... No i odwołania do KOTORa drugiego: Malachor, Darth Traya... bo to chyba był jej hologram?
MarcinK
Użytkownik
#2428 - Wysłana: 7 Kwi 2016 06:05:55
Odpowiedz 
Guauld
Użytkownik
#2429 - Wysłana: 7 Kwi 2016 07:24:43 - Edytowany przez: Guauld
Odpowiedz 
Na bastionie SW sobie śmieszkiwali w prima aprilis, że Rogue One przetłumaczą na Łachudra Jeden. W rzeczywistości będzie Łotr Jeden, znaczącą poprawa .

Picard:
No i odwołania do KOTORa drugiego: Malachor, Darth Traya... bo to chyba był jej hologram?

Hm... może zrobię wyjątek i ten odcinek obejrzę, bo dotychczas widziałem tylko pilota.
mozg_kl2
Użytkownik
#2430 - Wysłana: 7 Kwi 2016 11:40:13
Odpowiedz 
Guauld

Oficjalny tytul to Łotr Jeden. Gwiezdne wojny Historie.

I ludzie za takie tlumaczenie dostaja kase
 Strona:  ««  1  2  ...  79  80  81  82  83  ...  137  138  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Starwars

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!