USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Starwars
 Strona:  ««  1  2  3  ...  144  145  146  147  148  149  150 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#4471 - Wysłana: 17 Wrz 2020 14:35:23 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Zachęcony pochwałami z SW Extreme sięgnąłem po "Hope Dies", nowokanoniczny komiks, który ukazał się pierwotnie w numerach 50–55 obecnej marvelowskiej serii SW. Zacznę od mankamentów: śmierć generała Dodonny, acz wydająca się naturalniejszym wyjaśnieniem jego nieobecności w TESB, niż to, co zaoferowało stare EU, potęguje tzw. syndrom małej galaktyki (albo jesteś martwy, albo na pierwszym planie, nic istotnego nie rozgrywa się poza kadrem)*, dramatyzm bitewny wynika w całości z technobełkotliwych (acz zgodnych z duchem oryginalnego filmu - w wielkim planie Złych jest luka, trzeba ją tylko odnaleźć i wykorzystać) rozwiązań, plan Leii pozwalający jej zdobyć konieczne kody (acz również w duchu) wydaje się skrajnie naciągany, zabrakło też jakieś głębszej refleksji nad sytuacją zdradzieckiej królowej i jej planety (której usiłowała oszczędzić losu Alderaan), pozwalającej zobaczyć jak bohaterowie w walce o swoje muszą, mimo woli, poświęcać innych (tzn. niby ta problematyka została zasugerowana, ale na niedopowiedzeniach się skończyło, a szkoda, bo mogłoby być naprawdę dramatycznie...).
Plusy? Może nie jest zbyt mądrze, ale jest efektownie (możemy np. podziwiać Hana Solo za sterami X-Winga, w pojedynku z samym Vaderem**), poza tym dowiadujemy się kiedy, i za jakie zasługi, bohaterowie otrzymali stopnie oficerskie Sojuszu (co wyjaśnia potem i generała Solo, i komandora Skywalkera, i generał Leię dowodzącą pod Hoth), mamy też okazję oglądać sporą paletę rebelianckich dowódców (starych, nowych - np. Herę Syndullę, i wprowadzonych tylko po to, by zaraz polegli), co znów stanowi wzmiankowanego syndromu antytezę, ba, nawet obligatoryjne w obecnym klimacie, demokratyczna przemowa lucasowskiej księżniczki (o tym, że budowa wielkiej floty, to nie tylko dzieło jej politycznej skuteczności, ale i wszystkich w proces powstawania statków zaangażowanych) i postać drugoplanowej czarnoskórej mechanik ładnie rozbudowują obraz świata (pokazując jakie ideały przyświecają Rebelii, i kto o nie walczy). No i niezłe jest zakończenie pozostawiające Big Trio (z przyległościami) w stanie dość dramatycznego osamotnienia, nawet gdy wiemy jak się to wszystko dalej rozwiąże.
Całościowo? Sympatyczna, acz niezbyt mądra, niezobowiązująca opowiastka dla fanatyków. Nie obrażająca, ani nie psująca, jednak, dziedzictwa G.L., a to już sporo.

* I - przez wspomnianą niekompatybilność wątku, nie pozwala mi upchnąć tej, skądinąd nienajgorszej, historyjki w moim headcanonie.

** Choć tu, i nie tylko tu (dostaniemy jeszcze dość wysilone podkreślanie heroizmu Jyn Erso i wzmiankę, czy dwie, o Kessel run), wkrada się ponownie wiadomy syndrom - Darth oczywiście z miejsca rozpoznaje kto mu stawia czoła.
Seybr
Użytkownik
#4472 - Wysłana: 17 Wrz 2020 17:22:23
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#4473 - Wysłana: 17 Wrz 2020 17:42:15
Odpowiedz 
Seybr

No, zabawne. I polskie. Swoją drogą nie dziwię się, że bohater przyjął ofertę Ohnaki w tych okolicznościach .
mozg_kl2
Użytkownik
#4474 - Wysłana: 24 Wrz 2020 20:45:27
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#4475 - Wysłana: 24 Wrz 2020 20:47:59
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
the-hig h-republic-tworca-zapowiada-olbrzymia-skale-projek tu-wieksza-niz-crossovery-marvela-czy-dc

Najpierw niech im wypalą (chociaż) pierwsze wydawnictwa, potem niech się rozmachują.
mozg_kl2
Użytkownik
#4476 - Wysłana: 25 Wrz 2020 10:58:15
Odpowiedz 
Q__:
Najpierw niech im wypalą (chociaż) pierwsze wydawnictwa, potem niech się rozmachują.

o to to. Pozatym nie rozumiem jednego, czemu wrzucają wielki event fabularny 200 lat przez, zamiast dać coś później. Dostaniemy, i to czuje, wariacje na temat czasów republiki.
Q__
Moderator
#4477 - Wysłana: 25 Wrz 2020 11:52:52
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
czemu wrzucają wielki event fabularny 200 lat przez, zamiast dać coś później

Jeśli masz na myśli: czemu nie osadzili tego w erze Sequeli, to sądzę, że mają teraz lekkie uczulenie na tę epokę, i chyba chcą zaproponować widowni coś, co zaakceptują również fani starego EU, bo nie będzie im się z nim chronologicznie gryzło.
Seybr
Użytkownik
#4478 - Wysłana: 25 Wrz 2020 16:55:06
Odpowiedz 
Q__:
co zaakceptują również fani starego EU,

Przyznam się, że co nie które dzieła pisane są dobre i sporo wyjaśniają. Widziałeś może a w zasadzie czytałeś o przemianie.

Więcej tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=vKAFNGpMeB4

Ja bym chciał obejrzeć SW 9 ale w pełnej wersji reżyserskiej JJ. Z informacji które, wyczytałem i obejrzałem w sieci, JJ po obejrzeniu finalnej wersji powiedział "Ja pier. co tu się odwaliło". Jego film podczas pokazu dla Disneya miał 3 godziny, zostało wyciętych 40 minut filmu. Na dodatek podczas produkcji Disney wielokrotnie wtrącał się i kasował pomysły JJ. Jeden z moich ulubionych i akurat dobrze, że go nie było. Romans Fina z Poe. Za to wiele innych ciekawych pomysłów, poszło do piachu bo zawsze coś. Nie będzie duchów jedi, bo chinczycy nie lubią ich. Rynce opadają.

Najlepsze jest to, że powstał scenariusz, który by całkowicie inaczej pokazałby 9 część. Imperator był by jedynie hologramem, gdzieś tam w jednej scenie. Film był bardziej mroczny. Nie spodobał się scenariusz i został zmieniony reżyser na JJ.

Może kiedyś wycieknie wersja reżyserska.
Q__
Moderator
#4479 - Wysłana: 25 Wrz 2020 17:50:45 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Seybr

Seybr:
Widziałeś może a w zasadzie czytałeś o przemianie.
Więcej tutaj:

No, to jest akurat nowy kanon, i to b. świeży, bo tegoroczny, ale wygląda ciekawie (i zachęcająco), w duchu dobrych tradycji SW. Inna sprawa, że Padmé-z-nagrania nie była tu jedynym czynnikiem, poza nią, i świadomością istnienia Luke'a, był jeszcze - sięgający w Mocy do b. ucznia swojego ucznia - Qui-Gon (i wynika to bezpośrednio z filmów, a dokładnie z faktu, że odkupiony Anakin pojawił się na koniec w formie, której przybranie było właśnie pochodną przyswojenia nauk Jinna).

Seybr:
Na dodatek podczas produkcji Disney wielokrotnie wtrącał się i kasował pomysły JJ.

Tak teraz wygląda proces korporacyjnego pichcenia filmów, na którego efekty mamy okazję regularnie pomstować. ;]
Smok_Eustachy
Użytkownik
#4480 - Wysłana: 26 Wrz 2020 17:30:30
Odpowiedz 
Robot Head o Disney’s Race To Failure https://youtu.be/MXkrtHyk0-c
Generalnie hejting
Q__
Moderator
#4481 - Wysłana: 26 Wrz 2020 20:39:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Smok_Eustachy

Smok_Eustachy:
Generalnie hejting

Niee. Forma może i hejterska, ale zasadniczo jest to b. celne* podsumowanie zarówno tego, jak EP VII potrafił rozbudzić nadzieje (nawet we wkurzonych legendaryzacją, dodam od siebie), a potem dalsze Epizody brutalnie te nadzieje rozwiewały (ujawniając wydmuszkowatość i bezplanowość disney'owskiego przepisu na SW), jak i - będącego jedną z głównych składowych w/w problemu - psucia, a w najlepszym wypadku braku pomysłu na rozwój, postaci. Przy czym autor - okolicznościowo - skupia się tu na Finnie, a o Huxie, czy nawet Rose, mógłby się podobnie rozgadać.
Wskazanie, że traktowanie - stanowiącej w sumie wartość pozytywną - reprezentacji jako jedynego istotnego kryterium, i zachwycanie się wyważaniem otwartych drzwi jako rzekomym odważnym wprowadzaniem nowości, prowadzi do absurdów, zwł. gdy idzie w parze z hipokryzją, również jest tam trafne.

* A idące w kierunku dość zbliżonym do okołostarwarsowych uwag jakie wygłaszałem na obu forach, na których się spotykamy.

ps. To alternatywne zakończenie Prequeli (czyli kolejny, animowany, fan-film z kanału Star Wars Theory) już widzieliście?
https://www.youtube.com/watch?v=sS5UpQFQMUI
Q__
Moderator
#4482 - Wysłana: 12 Paź 2020 02:51:14 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Film zmontowany z - linkowanej już - reklamówki i cinematiców Squadrons:
https://www.youtube.com/watch?v=3qiLMHfLILg

I ciekawostka - w/w gra zmieniła TIE-Fightery:
https://www.youtube.com/watch?v=YwCfCHDUVew
mozg_kl2
Użytkownik
#4483 - Wysłana: 13 Paź 2020 13:44:26
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#4484 - Wysłana: 13 Paź 2020 18:08:29 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

Rozumiem sarkazm, zwł., że jest to rozwijanie zmarnowanego wątku ze zmarnowanej trylogii, które tak naprawdę niczego istotnego do całościowego obrazu nie dodaje (ba, nie dodawałoby nawet, gdyby ów obraz był lepszy).

(Inna sprawa, że dobrze, po stoverowsku lub lucenowsku, napisany utwór przedstawiający sytuację takiej marionetki, przez zderzenie jej ograniczonego punktu widzenia z perspektywą jej twórcy, mógłby być - mimo marności materiału wyjściowego - ciekawy.)

ps. O tym, jak w starym kanonie Coruscant stało się piekłem*:
https://www.youtube.com/watch?v=DCt1SC4xQq0

* Skoro o dolnych poziomach b. stolicy Republiki/Imperium mowa trudno nie wspomnieć z łezką w oku śp. SW 1313:
https://www.youtube.com/watch?v=J_1_Nvn7DPM
https://www.youtube.com/watch?v=j3TZFZ1fHhA

O Rękach Imperatora:
https://www.youtube.com/watch?v=H5yXvw2qar8

O nowokanonicznej klasie Starhawk*:
https://www.youtube.com/watch?v=XXigPeVbw7o

* Info:
https://starwars.fandom.com/wiki/Starhawk-class_ba ttleship
http://www.ossus.pl/biblioteka/Okręt_bojowy_typu_S tarhawk

I o przewadze R1 nad resztą disney'owskich filmów:
https://www.youtube.com/watch?v=u_8cpZEYj2U
Q__
Moderator
#4485 - Wysłana: 17 Paź 2020 19:26:08 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Wracając do dyskusji sprzed dobrych paru stron:
Calvary:
AT-ST, który w tym epizodzie (co mnie przyprawiło o niekontrolowany atak śmiechu), był przedstawiany (wizualia, muzyka, reakcje otoczenia) niemal jako potwór

Q__:
A mnie się to podobało - z jednej strony spowodowali, że osławiony kurczak (i to w amatorskich, bandyckich, rękach) potrafił być groźny

Eckhart's Ladder w swoim niedawnym filmiku o AT-ST mimo woli dowiódł, że miało to sens:
https://www.youtube.com/watch?v=zPfnyHkTAH4

W jaki sposób? Otóż przypomniał, że w starym kanonie, a Filoni, jak wiemy, deklarował zgodność swojej produkcji z obiema continuity SW (zresztą, w istocie, Mando równie dobrze pasuje po Aftermath, co przed Trylogią Thrawna; pomijając problem "co dalej z Yodusiem?", ofkors), wspomniany typ walkerów prezentowany był (mimo endorskiej klęski) jako machiny b. potężne, i zdolne w dodatku działać autonomicznie (co jak najbardziej umieszcza je w kategorii mechanicznych potworów, swoistych krewnych EDa-209). Zacytujmy tu "Allegiance" ("Posłuszeństwo") Zahna, do którego Eckhart's Ladder się odwołuje:

"Uniwersalne terenowe transportery zwiadowcze typu AT-ST były jednymi z najbardziej wszechstronnych machin bojowych, jakimi dysponowała imperialna armia. Można je było wykorzystać wszędzie, począwszy od terenów porośniętych gęstymi lasami, a skończywszy na wąskich uliczkach miast i osad. Jeżeli ktoś wiedział, jak się nimi posługiwać, mając pięćdziesiąt takich robotów mógł zrównać z ziemią całą dzielnicę, a może nawet podbić i opanować niewielką skolonizowaną planetę."

Na opisie się rzecz nie kończy, dostajemy potem walkę, w ramach której Mara Jade (Ręka Imperatora), czterech doskonale wyszkolonych Szturmowców (późniejsza elita reaktywowanego przez Thrawna 501 Legionu) i Big Trio z Chewbaccą zebrani do kupy ledwo dają radę takiej maszynie:

"„Droga Happera” spoczywała cicho na upstrzonym dołkami permabetonie, kiedy Mara posadziła swój Z-10 na wyznaczonym lądowisku niezbyt zatłoczonego kosmoportu Greencliff. Pozostawiła silniki na biegu jałowym i przyjrzała się porwanemu frachtowcowi. Nie zobaczyła niczego, co by się poruszało... żadnej oznaki życia.
Czyżby Caaldra zdążył uciec?
Miała tylko jeden sposób, żeby się tego dowiedzieć. Odczepiła od pasa rękojeść świetlnego miecza, opuściła rampę swojego frachtowca i zeszła na płytę lądowiska. Uwolniła myśli, wyostrzyła zmysły i zwiększyła kąt widzenia, na wypadek, gdyby najemnik tkwił w zasadzce, ukryty w cieniu pod kadłubem innego statku, po czym ruszyła ostrożnie w kierunku „Drogi Happera”.
Kiedy pokonała połowę odległości, sterburtową ładownię porwanego frachtowca rozerwała siła potężnej eksplozji.
Dzięki wspomaganym przez Moc odruchom Mara rozpłaszczyła się w porę na permabetonie i skuliła tak, żeby przyjąć siłę eksplozji na plecy, zamiast na twarz. Poczuła świerzbienie skóry, nieco wcześniej zagojonej po poprzednich oparzeniach. Kiedy wokół niej zaczęły spadać metalowe szczątki, przetoczyła się, szybko wstała i zapaliła klingę świetlnego miecza.
Spojrzała na frachtowiec. W otworze o poszarpanych brzegach kłębił się czarny dym, ale mimo to dostrzegła kanciasty metalowy korpus robota kroczącego typu AT-ST. Moduł dowodzenia obrócił się w jej stronę, a z luf zainstalowanych pod nim laserowych działek wyleciały dwie śmiercionośne błyskawice.
Mara odskoczyła w bok i strzały wybiły dwie dziury w permabetonie w miejscu, w którym ułamek sekundy wcześniej stała. Moduł dowodzenia obrócił się znów w jej stronę i z działek wyleciały dwie następne błyskawice. Mara uskoczyła przed pierwszą i nadstawiła klingę świetlnego miecza, żeby odbić drugą w kierunku, skąd przyleciała.
O mało nie przypłaciła tej decyzji życiem. Jeszcze nigdy nie usiłowała zablokować strzału, który niósłby tak dużą energię. Zamiast odbić błyskawicę, musiała chwycić rękojeść oburącz, żeby energia strzału nie wyrwała miecza z jej dłoni. Z najwyższym trudem go utrzymała, ale w następnej sekundzie puściła się biegiem do najbliższej kryjówki, uskakując po drodze przed kolejnymi strzałami.
Ledwo zdążyła się ukryć za starym i skorodowanym holownikiem rudy, którego od wielu lat chyba nikt nie ruszał. Ostatnie strzały z działek robota AT-ST wyrwały dwa otwory w pękatym kadłubie holownika. Mara przebiegła za rufę, gdzie masywne silniki zapewniały jej lepszą osłonę.
Ale nie na długo. Po krótkiej ciszy usłyszała skrzypienie mechanicznych stawów kolanowych robota i domyśliła się, że machina wydostała się z otworu w burcie „Drogi Happera”. Mara wytężyła słuch i zaczęła omiatać spojrzeniem zaparkowane w pobliżu statki. Wybrała dwie drogi ucieczki, z których mogłaby skorzystać, w zależności od tego, z której strony Caaldra zdecydowałby się ją zaatakować. Nie mogła nawet marzyć o tym, żeby długo uciekać przed robotem AT-ST po linii prostej. Za to biegnąc zygzakami między zaparkowanymi frachtowcami, miałaby o wiele większą swobodę ruchów niż ogromna machina bojowa. Może nawet dałaby radę wślizgnąć się pod spód robota i przeciąć klingą jedną z łap, żeby go powalić.
Usłyszała ponownie skrzypienie mechanicznych stawów, ale tym razem odgłosy dobiegały z prawej strony, nie z przodu. Obeszła lewą burtę holownika rudy i przycupnęła pod dziobem, pod którym mogłaby przejść na drugą stronę, gdy tylko zobaczy robota kroczącego.
Nie zobaczyła go jednak i nic nie wskazywało, żeby się zbliżał. Wręcz przeciwnie: cichnące skrzypienie sugerowało, że śmiercionośna machina się oddala.
Mara zrozumiała w mgnieniu oka. Skuliła się i przeszła pod dziobem holownika na drugą stronę.
Caaldra zrezygnował z polowania na nią i skierował ogromną machinę bojową przez płytę lądowiska na południe. Kiedy Mara zobaczyła robota, automat przedzierał się właśnie przez niskie ogrodzenie parkingu dla lądowych śmigaczy i kierował ku opustoszałym ulicom miasta.
Mara wypuściła powietrze z płuc. Caaldra odgadł, że zastawiła na niego pułapkę, ale nie połaszczył się na przynętę. W tej części miasta ulice były wąskie, lecz proste, dzięki czemu robot kroczący AT-ST mógł się poruszać dosyć szybko. Najemnik musiał tylko oddalić się od niej kilka przecznic i porwać lądowy śmigacz. Zdążyłby nim odlecieć, zanim by go dogoniła.
Najprawdopodobniej właśnie tak zamierzał postąpić. Mara spojrzała jeszcze raz na oddalający się automat, a później odwróciła się i pobiegła do swojego Z-10. Dwie minuty później wzbiła się w powietrze i skierowała na południe.
Spodziewała się, że kiedy Caaldra opuści kosmoport, skręci w boczną uliczkę, żeby Mara nie mogła go znaleźć. W tym rejonie miasta było jednak tylko kilka skupisk wysokich domów, a większość pozostałych miała najwyżej jedno albo dwa piętra, więc trudno mu byłoby się gdzieś ukryć. Mara wzbiła się kilkanaście metrów nad płytę lądowiska i od razu zobaczyła AT-ST, który nadal parł na południe. Przesłała do silników pełną moc i puściła się w pościg.
Niestety te same niskie budynki, które nie zapewniały osłony ściganemu, pozwalały mu zobaczyć ścigającego. W dodatku pilotowany przez Marę Z-10 dysponował tylko niewielkim automatycznym blasterem, którego oprogramowanie celownicze było częścią oprogramowania sensorów. Jeżeli Mara chciała myśleć o wygraniu bitwy, musiała trafić robota pierwszym strzałem, i to z najbliższej możliwej odległości.
Iluminatory i ekrany AT-ST zapewniały jednak jego operatorowi trzystusześćdziesięciostopniowe pole widzenia, więc jedyną szansą trafienia robota było znalezienie się dokładnie nad nim. Mara wzbiła się wysoko i wyrównała pułap lotu, a kiedy znalazła się nad machiną, wprowadziła swój Z-10 w lot nurkowy.
Starała się nakierować przecięcie nitek celowniczego krzyża na właz robota, ale w jej stronę odwróciła się wieżyczka lekkiego automatycznego działka blasterowego, zainstalowanego na lewym boku modułu dowodzenia. Mara szarpnęła rękojeść dźwigni drążka sterowniczego, żeby wyprowadzić statek z lotu nurkowego i przelecieć nad prawym bokiem robota kroczącego AT-ST, gdzie nie mogłyby jej dosięgnąć strzały z działka z lewego boku machiny.
Systemów sterowniczych Z-Dziesiątki nie zaprojektowano jednak z myślą o wykonywaniu tak raptownych manewrów. Statek zareagował pół sekundy za późno i zatrząsł się, kiedy strzał z dołu trafił w sekcję silnikową.
Lekki frachtowiec wpadł w korkociąg i zaczął opadać.
Zmagając się ze sterami, Mara zdążyła w ostatniej chwili zapobiec katastrofie. Wyrównała pułap lotu tuż nad powierzchnią ulicy. Siłą rozpędu ślizgała się po jezdni przez dwie przecznice, a ogłuszający zgrzyt metalu o permabeton cały czas drażnił jej uszy.
W końcu jednak jazgot ucichł i jej Z-10 znieruchomiał. Ciężko oddychając, Mara skrzywiła się, kiedy poczuła gryzącą woń dymu, płonącego metalu i hydraulicznych płynów. Rozpięła pasy ochronnej uprzęży i wstała z fotela. Podczas awaryjnego lądowania rampa statku uległa zgnieceniu, ale trzy szybkie cięcia klingą świetlnego miecza umożliwiły jej wydostanie się przez transpastalowy iluminator sterowni.
Jej statek znieruchomiał mniej więcej trzy przecznice na południe od miejsca, w którym trafił go Caaldra. Mara wygramoliła się ostrożnie z wraku i spojrzała na północ. Spodziewała się, że prześladowca skorzysta z okazji i zmieni kierunek ucieczki — zawróci na północ, gdzie pozostawił „Drogę Happera”, albo na zachód w stronę pałacu, dokąd naprawdę zmierzał.
Najemnik nie zrobił jednak ani jednego, ani drugiego. Kroczący robot AT-ST nadal się zbliżał, a zainstalowane pod modułem dowodzenia działka kierowały się raz po raz to w prawo, to znów w lewo, niczym czujni strażnicy omiatający spojrzeniami pobocza ulicy.
Wyglądało na to, że Caaldra porzucił myśl o ucieczce i postanowił się zemścić.
Q__
Moderator
#4486 - Wysłana: 17 Paź 2020 19:28:22 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Uszkodzony statek zniknął między budynkami, a sekundę później LaRone usłyszał dobiegający z oddali zgrzyt metalu o permabeton.
— Zestrzelili go — oznajmił, rozglądając się wokół. W pewnej odległości na południe zobaczył zaparkowany transportowy śmigacz lądowy. Domyślił się, że lecący nim szturmowcy przeszukują okoliczne domy. Nigdzie jednak nie dostrzegł imperialnych żołnierzy ani innych środków transportu. Było możliwe, że w pobliżu nie ma ani jednych, ani drugich.
Byli tylko szturmowcy z Ręki Sprawiedliwości.
— Wysiadaj! — nakazał, spoglądając na Luke'a i zawracając. — Ty też, Solo. Zaczekajcie tu na nas. Zamierzamy się przekonać, czy nie trzeba pomóc pilotowi tamtego statku.
Stał się cud, bo ani Luke, ani Solo nie zaprotestowali. Chwilę później LaRone skierował ciężarowy śmigacz w kierunku miejsca katastrofy. Przed pojazdem, jak poprzednio, leciał rakietowym skuterem Brightwater.
Miejsce katastrofy znajdowało się na północ od nich i, jak się okazało, dwie przecznice dalej na zachód. LaRone skręcił za ostatni róg i ujrzał niezwykły widok. Na jezdni pół kwartału na północ od niego spoczywał wrak lekkiego frachtowca, tego samego, który wpadł w korkociąg. Kadłub był poskręcany i porozrywany, a z płonących silników unosiły się kłęby czarnego dymu. Z otworu w transpastalowym iluminatorze sterowni wychodziła właśnie pilotka — młoda kobieta o złocistorudych włosach.
A dwa następne kwartały na północ zobaczył uniwersalny terenowy transporter zwiadowczy, który podążał w ich kierunku, sztywno stawiając metalowe łapy.
— Co, na wszystkie czarne dziury, on tu robi? — mruknął zaskoczony Quiller.
— Brightwater, sprawdź to — rozkazał LaRone. Skierował ciężarowy śmigacz w stronę wraku, ale poczuł w żołądku dziwne łaskotanie. Pilotka frachtowca musiała być poszukiwaną przez szturmowców Vadera przyjaciółką Luke'a i Solo. To był jedyny powód, dla którego ktoś mógłby chcieć wysłać robota kroczącego typu AT-ST Obecnie, kiedy kobieta została rozpoznana, schwytanie jej było tylko kwestią czasu. Luke i Solo mogli się spodziewać, że wkrótce i oni pójdą w jej ślady.
Wyglądało na to, że Marcross myśli tak samo.
— Nie możemy się do tego wtrącać — odezwał się szybko z tylnego siedzenia ciężarowego śmigacza. — Zaraz ją dopadną.
— A co z Lukiem i z Solo? — zapytał Grave. — Nie możemy dopuścić, żeby i oni wpadli w ich łapy.
— Możemy nie mieć wyboru — odparł ponuro LaRone. Mimo to musieli zaryzykować. Skierował pojazd na skraj ulicy, żeby móc szybko zawrócić i polecieć do miejsca, w którym pozostawili obu Rebeliantów, w nadziei, że zdążą ich przetransportować na pokład stosunkowo bezpiecznego Suwanteka. Zauważył, że lecący skuterem Brightwater zbliża się do robota AT-ST.
Zainstalowane pod modułem dowodzenia działka laserowe bez ostrzeżenia skierowały się w dół, w jego stronę, i plunęły ogniem.
Zaskoczony Brightwater o mało nie przypłacił tego życiem. Zatoczył skuterem ciasny łuk, ale i tak jeden ze strzałów zdruzgotał prawą lotkę sterującą i przeorał bok skutera. Mimo to zwiadowca przyspieszył, ale wskutek uszkodzenia lotki jego manewr wyglądał, jakby pijak leciał slalomem. Artylerzysta działek robota AT-ST oddał jeszcze dwa strzały, ale oba chybiły.
Mimo to machina nadal się zbliżała.
Brightwater dotarł do wraku w tej samej chwili, kiedy LaRone unieruchomił śmigacz ciężarowy, wyskoczył z kabiny i przygotował swój E-11 do strzału.
— Stać! — wykrzyknął do rudowłosej kobiety. Zauważył, że jest młoda... mogła mieć najwyżej dwadzieścia lat.
— Jestem imperialną agentką! — odkrzyknęła kobieta. — Stopień K. — 12, kod rozpoznawczy Hapspir Barrini. Tamtym AT-ST kieruje bandyta.
LaRone dopiero po chwili uświadomił sobie, że ma otwarte usta, ale od razu władzę nad jego mięśniami przejęły wpojone w ciągu wielu lat ćwiczeń odruchy.
— Zrozumiałem, proszę pani — powiedział. — Rozkazy?
— Zacznijmy od wsparcia z powietrza — odezwała się agentka. — Połączcie się przez komunikator z dowódcą.
LaRone się skrzywił.
— Prawdę mówiąc, nie należymy do głównej grupy... — zaczął.
— Po prostu połączcie się z nim przez komunikator — ucięła ostro kobieta.
— Nie da rady — odparł ponuro Marcross. — Operator tamtego AT-ST nastawił na pełną moc pokładowe urządzenia zagłuszające.
— A zatem będziemy musieli to zrobić sami — zdecydowała agentka tonem zimnym jak góra lodowa. Odwróciła się do Brightwatera. — Jesteś zwiadowcą — stwierdziła. — Czy twój skuter jest nadal sprawny?
— Wystarczająco sprawny, proszę pani — odparł Brightwater, odwracając maszynę w kierunku nadchodzącego robota. LaRone zauważył, że pancerz kolegi jest przypieczony na prawej łydce, w miejscu, w którym dosięgła go rozproszona energia strzału z laserowego działka.
— Przelecisz obok jego lewej strony i postarasz się ściągnąć na siebie ogień z wieżyczki lekkiego blastera — rozkazała kobieta. — Jeżeli operator zacznie obracać w twoją stronę moduł dowodzenia, żeby dać ognia z laserowych działek — odwróciła się do Gravea — ty, snajperze, zniszczysz celnym strzałem wyrzutnię granatów udarowych po prawej stronie.
— Zrozumiałem — potwierdził Grave, opuszczając lufę swojego T-28 i kierując ją w stronę robota.
Imperialna agentka znów przeniosła spojrzenie na Brightwatera.
— Jeżeli nie obróci modułu dowodzenia albo zacznie go obracać do położenia spoczynkowego, zawrócisz i postarasz się trafić radiator jego silnika lub dysze wylotowe. Powinna się tam także znajdować antena nadajnika sygnałów zagłuszających, więc może uda ci się ją trafić i zlikwidować zagłuszanie, żebyśmy mogli wezwać posiłki. Jeżeli snajper zniszczy granatnik, powinieneś być tam stosunkowo bezpieczny, ale miej oko na wieżyczkę lekkiego blastera po lewej stronie robota.
— Dam sobie radę — zapewnił ją Brightwater.
— Pamiętaj jednak, że jeśli snajper nie zniszczy wyrzutni granatów, będziesz musiał uważać i na nią — ostrzegła młoda kobieta. — Jeżeli zacznie być gorąco, zawrócisz, oblecisz kwartał i dołączysz do nas od południa. Jesteś w tej chwili naszą jedyną mobilną jednostką strzelecką, a ja nie chcę, żebyś poświęcał się na próżno.
LaRone poczuł, że ogarnia go coraz większe zdumienie. Imperialna agentka, która się troszczy o bezpieczeństwo żołnierzy pod swoimi rozkazami? To było coś nowego.
— A co z nami? — zapytał Marcross.
— Położycie ogień zaporowy, żeby odwrócić jego uwagę — poleciła agentka. — Kiedy się zbliży, wycofacie się i postaracie, żeby przeszedł obok szczątków mojego statku. Będę tam na niego czekała.
LaRone spojrzał na Gravea. Krycie się wewnątrz płonącego wraku na drodze maszerującego robota kroczącego AT-ST nie było gwarancją dożycia wieku emerytalnego.
— Proszę pani, jeżeli mogę zaproponować... — zaczął niepewnie.
— Ruszać się! — ucięła młoda kobieta, po czym odwróciła się i kucnęła obok burty wraku. — Jeżeli zwabicie go wystarczająco blisko, powinnam sobie z nim poradzić.
Poradzić sobie? — pomyślał LaRone, unosząc z niedowierzaniem brwi. W tej samej chwili zauważył smukły metalowy cylinder w jej dłoni.
Świetlny miecz.
Spojrzał na jej młodą twarz i nagle poczuł zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Imperialna agentka, świetlny miecz... a zatem mimo wszystko pogłoski okazały się prawdziwe.
Ta kobieta była Ręką Imperatora.
— Słyszeliście rozkazy, szturmowcy — powiedział, czując suchość w gardle. — Wykonać!

/.../
Przelecieli trzy przecznice. Kiedy młody Skywalker i księżniczka opanowali zasady kierowania skuterem rakietowym, Han zauważył na zachód od siebie jakiś obiekt, lecący na południe tuż nad dachami domów. Uniósł głowę...
— Zastopuj! — warknął, ściskając mocniej Leię w pasie. — Luke!
— O co chodzi? — zapytała Leia przez ramię, ale usłuchała.
— To był nasz statek — wyjaśnił Solo, pokazując miejsce nad dachami domów, gdzie zniknął Suwantek.
— Co takiego? — zdziwił się zaskoczony chłopak. — Dokąd poleciał?
— Tam, skąd dolatują odgłosy blasterowych strzałów — wyjaśnił ponuro Han. — Chewie kieruje się w sam środek bitwy.
— To nie brzmi najlepiej — mruknął młody Skywalker.
— Nie ma co do tego dwóch zdań — ocenił Solo. Wyszarpnął komunikator i włączył go kciukiem.
Zaraz jednak go wyłączył, bo z głośnika wydobył się tylko monotonny szum.
— Wszystko zagłuszają — powiedział, po czym wsunął komunikator do saszetki u pasa i wskazał ręką przed siebie, na następne skrzyżowanie. — Lecimy tam — polecił. — Musimy się z nim spotkać.
— Racja — przyznała Leia, kierując rakietowy skuter w tamtą stronę. Luke ją wyprzedził i pierwszy dotarł do skrzyżowania.
Han przywarł mocniej do Leii, która skręciła za róg i przyspieszyła. Na pewno LaRone i jego towarzysze wpadli w tarapaty... mógłby się o to założyć, stawiając zawartość sterburtowej ładowni „Sokoła”. Ale kłopoty mógł mieć także Chewie, który pospieszył im na pomoc.
Han obiecał sobie solennie, że jeżeli wyjdą z tego żywi, on i Chewie będą musieli o tym poważnie, długo porozmawiać.... bardzo poważnie i bardzo długo.

Lecąc zygzakami, Grave ostrzeliwał z działka pod ramą zbliżającego się robota AT-ST. Bezskutecznie. Mara kucnęła obok kadłuba płonącego wraku lekkiego frachtowca. Kiedy owionęła ją chmura dymu, zamrugała i w duchu zacisnęła kciuki. Zobaczyła, że lufy działek pod modułem dowodzenia kierują się w dół, w stronę nadlatującego zwiadowcy, i w pierwszej chwili pomyślała, że Caaldra dał się nabrać na jej podstęp.
Później jednak lufy działek się uniosły, a zainstalowana z lewej strony wieżyczka lekkiego blastera obróciła się i plunęła ogniem. Grave skręcił w bok, żeby uniknąć trafienia, śmignął między dwiema ogromnymi łapami robota i wyleciał z tyłu. Wieżyczka blastera z lewego boku zwróciła się w jego stronę i ponownie plunęła ogniem. Kiedy zwiadowca skręcił w lewo, żeby znaleźć się poza zasięgiem strzału, z wyrzutni po prawej stronie robota AT-ST poleciał ku niemu granat udarowy.
Trafił w permabeton i eksplodował z siłą, która wypchnęła z okien szyby domów połowy kwartału. Podmuch uderzył Marę w twarz niczym aksamitna pięść. Młoda kobieta napięła mięśnie i starała się coś dostrzec. Kiedy kłęby dymu się rozwiały, zobaczyła, że zwiadowca na rakietowym skuterze skręca za róg budynku na najbliższym skrzyżowaniu i znika w przecznicy. Był bezpieczny, a przynajmniej nie został poważnie ranny, i zamierzał oblecieć kwartał ulic, żeby spróbować szczęścia jeszcze raz.
Q__
Moderator
#4487 - Wysłana: 17 Paź 2020 19:31:13 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Tymczasem pozostali szturmowcy nie próżnowali. Systematycznie posyłali strzały w stawy łap, gniazda sensorów i iluminatory machiny. Zaprojektowany właśnie do takich walk robot opierał się jednak ich wysiłkom. Zupełnie jakby Caaldra odczuwał perwersyjną radość z przebiegu bitwy, a zwłaszcza z przewagi, jaką daje mu ogromna machina bojowa. Zamiast przyspieszyć do maksymalnej prędkości, która pozwoliłaby mu szybko pokonać przeciwników, kierował robotem niespiesznie, jakby zachęcał ich do oddania celnego strzału.
Mara uświadomiła sobie, że coś obok niej się poruszyło, i zobaczyła, że u jej boku kucnął dowódca drużyny.
— Kazałam ci się wycofać — powiedziała.
— Musiałem się z panią skonsultować — odparł nerwowo LaRone. — Chyba wiemy, w jaki sposób wyeliminować robota z walki.
— Wyjaśnij.
— System żyroskopowy znajduje się między spodem modułu dowodzenia a platformą, pod którą zainstalowano łapy — zaczął drużynowy. — Jeżeli mój snajper zajmie stanowisko ogniowe na trasie robota na jednym z najwyższych pięter wysokiego budynku, będzie miał lepszą okazję oddania celnego strzału.
Mara popatrzyła na ulicę i wycofujących się szturmowców. To prawda, stało tam kilka wysokich domów, z których można by oddać taki strzał.
Problem polegał na tym, że snajper będzie mógł strzelić tylko raz. Gdyby chybił albo gdyby system żyroskopowy robota okazał się wytrzymały i nie uległ uszkodzeniu, Caaldra po prostu obróciłby moduł dowodzenia i zamienił cały budynek w gruzy.
Drużynowy i snajper doskonale o tym wiedzieli.
— Powiedz mu, żeby zajął stanowisko — rozkazała Mara. — Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli spisać go na straty.
— Tak jest. — LaRone wstał, żeby szybko odbiec.
Zanim jednak zdążył zrobić krok, niespodziewanie coś przeleciało z rykiem nad ich głowami. Od spodu kadłuba lecącego statku odbiły się strzały chyba wszystkich działek kroczącego robota AT-ST. Mara odruchowo się skuliła i powiodła spojrzeniem za intruzem. Czyżby przeszukujący miasto szturmowcy Vadera postanowili się w końcu dowiedzieć, skąd się biorą odgłosy strzałów napływające z tego rejonu miasta?
Tyle że to, co przeleciało nad nimi, nie było transportowcem imperialnych szturmowców. Nie była to nawet jednostka wojskowa. Mara zauważyła, że to frachtowiec, ale z powodu dymu, zapadających ciemności i szybkości lotu nie rozpoznała jego typu. Pilot statku zatoczył łuk i zawrócił, po czym zawisnął nieruchomo w powietrzu dzięki repulsorom, jakby podziwiał niezwykłą scenę w dole.
— Każ mu stąd odlecieć! — rozkazała Mara.
— Sygnały komunikatorów są cały czas zagłuszane, proszę pani — przypomniał drużynowy.
— Wiem — burknęła Mara. — W takim razie zacznij machać rękami... zrób coś! On jest tam, w górze, bardzo łatwym celem!
— Postaram się. — Drużynowy wstał i zaczął wymachiwać rękami.
W tej samej chwili za kroczącym robotem AT-ST pojawiły się błyski wielu blasterowych strzałów.

Luke doleciał do głównej ulicy i unieruchomił rakietowy skuter obok narożnego domu. Leia zastopowała swoją maszynę za nim. Han zeskoczył z worka i kilka ostatnich metrów pokonał biegiem. Trzymając gotowy do strzału blaster, wychylił głowę i zerknął za róg.
Pół kwartału dalej zobaczył zwróconego tyłem imperialnego robota kroczącego typu AT-ST, oddalającego się niezgrabnie ulicą na południe. Za następną przecznicą zauważył dymiący wrak statku, prawdopodobnie tego samego lekkiego frachtowca, który widzieli, jak przelatywał z płonącą sekcją silnikową nad dachami domów. Przez kłęby dymu dostrzegł kogoś, kto stał na widoku, zapewne nieświadom zbliżającego się robota. Jeszcze dalej kilka osób ostrzeliwało kolosa.
A nad ulicą krążył Chewbacca za sterami Suwanteka. Wszystko wskazywało, że zamierza staranować robota.
— To wygląda poważniej niż przypuszczałam — odezwała się stojąca za nim, wyraźnie zdenerwowana Leia.
— Lepiej w to uwierz — odparł Han. Nie mógł opanować gonitwy myśli. Gdyby w jakiś sposób udało mu się ostrzec Chewiego, może zdołałby go nakłonić, aby wrócił do kosmoportu. Ale skoro sygnały komunikatorów były zagłuszane...
Przeniósł spojrzenie na AT-ST, a zwłaszcza na szczelinę między modułem dowodzenia a platformą z łapami. Jeżeli dokumentacja techniczna, z którą się kiedyś zapoznał, mówiła prawdę, właśnie tam powinny się mieścić wszystkie anteny... włącznie z tą, która odpowiadała za wysyłanie sygnałów zagłuszających działanie komunikatorów.
Uznał, że warto spróbować. Wymierzył lufę blastera w szczelinę i dał ognia.

— W takim razie zacznij machać rękami..., zrób coś! — rozkazała Ręka Imperatora. — Jest tam, w górze, bardzo łatwym celem!
— Postaram się. — Drużynowy wstał. Nie otwieraj ognia do robota, przesłał w myśli polecenie — i zaczął wymachiwać rękami, żeby zwrócić na siebie uwagę Wookiego. Proszę, nie strzelaj! Funkcjonariusze IBB na tyle udoskonalili systemy uzbrojenia Suwanteka, że pojedynczy strzał z bliźniaczych działek mógłby rozerwać AT-ST na metalowe strzępy.
Przy okazji przebiłby także gruby pancerz chroniący jego energetyczne ogniwa dużej mocy. Zmieniłoby to robota w kulę ognia, która objęłaby zasięgiem szturmowców i większość budynków tego kwartału, a prawdopodobnie także samego Suwanteka.
Na szczęście Chewbacca chyba zdawał sobie z tego sprawę. Nadal krążył nad robotem, ale nic nie wskazywało, żeby uzbroił laserowe działka. LaRone znów zamachał rękami, żeby nakłonić Wookiego do odlotu.
W następnej chwili monotonny szum, wydobywający się dotąd z głośnika jego komunikatora, w zagadkowy sposób nagle ucichł. LaRone odwrócił się do kucającej obok niego imperialnej agentki.
— Możemy rozmawiać przez komunikator — zameldował.
— Ktoś zniszczył antenę nadawczą urządzenia zagłuszającego tego AT-ST — domyśliła się młoda kobieta. Uniosła głowę i spojrzała na frachtowiec. — Teraz możesz mu kazać, żeby odleciał.
LaRone pokiwał głową i nastawił komunikator na prywatną częstotliwość.
— Chewie, tu LaRone — odezwał się cicho. — Musisz się stąd wynosić. Sami damy sobie radę.
Widocznie jednak nie mówił wystarczająco cicho.
— Znasz tego pilota? — zdziwiła się Ręka Imperatora.
— Współpracuje z nami — odparł wymijająco LaRone. — Kazałem mu wrócić do kosmoportu.
— To dobrze. Chociaż nie... zaczekaj chwilę — powiedziała agentka. Spojrzała w kierunku kroczącego powoli robota i zaczęła intensywnie myśleć. — Czy ten statek ma wytrzymały pancerz? — zapytała w końcu.
— Dosyć wytrzymały — stwierdził LaRone, zastanawiając się niespokojnie, co kombinuje jego rozmówczyni. Gdyby Suwantek włączył się do poważnej bitwy, od razu by się zorientowała, że to jednostka przeznaczona do udziału w specjalnych operacjach. Dziesięć minut później on i pozostali znaleźliby się w areszcie, czekając na przesłuchanie. A w godzinę po jego zakończeniu znaleźliby się znów w rękach funkcjonariuszy IBB.
— To dobrze, bo będzie musiał wytrzymać jeszcze kilka strzałów — zdecydowała Mara. — Mam nowy plan...

— Co takiego LaRone kazał ci zrobić? — zapytał Han, obserwując, jak pilot Suwanteka zatacza szeroki łuk na zachód, jakby zamierzał zawrócić do kosmoportu Greencliff. — To szaleństwo!
W odpowiedzi Chewbacca coś wymruczał.
— Tak, on też jest szalony — burknął Solo.
— Co on robi? — zainteresował się Luke.
— Kim jest LaRone? — zapytała Leia.
— Nie wiemy dokładnie — odparł ponuro Han. — Liczy się tylko to, że chce, aby Chewie stanowił coś w rodzaju przynęty.
— Dla operatora tego AT-ST? — domyśliła się zaskoczona Leia.
— Nie martw się, tamten statek jest bardziej wytrzymały niż wygląda — oznajmił Han. — Nie o to chodzi. Martwię się tylko, że teraz, kiedy sygnały przestały być zagłuszane, w okolicy zaraz zaroi się od Imperialców.
— To może powinniśmy się stąd zabierać? — podsunął Luke.
— Dokąd? — warknął Han. — Mamy wrócić do kosmoportu i udawać, że robimy zakupy? Już zapomniałeś, że tam, w górze, nadal krąży nasz statek?
— To ma być nasz statek? — zdziwiła się księżniczka. — Co się stało z „Sokołem”?
— Znów nadlatuje — odezwał się Luke, zanim Han zdążył odpowiedzieć.
Suwantek rzeczywiście nadlatywał po tym, jak pilot zawrócił nad ulicą za plecami szturmowców. Chewbacca obniżył pułap lotu, przekazał dodatkową porcję energii do jednostek napędowych i skierował dziób w stronę kroczącego robota, jakby rzeczywiście zamierzał go staranować.

Mara kucnęła na rufie rakietowego skutera i spojrzała na wylot wąskiego przejścia między budynkami pół kwartału dalej. W pewnej chwili usłyszała stłumione potwierdzenie zwiadowcy, wydobywające się z głośnika jego komunikatora. Odliczając w myśli sekundy, chwyciła go za ramiona i skuliła się za jego plecami...
A kiedy doliczyła w myśli do zera, Grave uruchomił silnik i wystartował.
Mara poczuła na twarzy pęd powietrza i jeszcze mocniej zacisnęła palce na krawędziach płyty napierśnika zwiadowcy. Gdzieś przed nią, z prawej strony zbliżał się robot AT-ST, ale wysoki budynek zasłaniał jej widok, więc nie mogła widzieć ani jego, ani frachtowca, który powinien właśnie nurkować. Słyszała tylko głos dowódcy drużyny szturmowców, który donośnie odliczał, i mogła tylko ufać, że żołnierz wie, co robi.
Rakietowy skuter dotarł do końca wąskiego przejścia między budynkami. Dopiero wówczas Mara zauważyła w górze rozmytą sylwetkę frachtowca, którego pilot śmignął przed wylotem uliczki i zaczął zwiększać pułap lotu. Ryk silników statku zagłuszał wszystkie inne dźwięki, ale mimo to Mara usłyszała, że artylerzysta robota AT-ST otworzył ogień. Jedna z grubych łap machiny opadła na permabeton tuż przed nią w tej samej chwili, kiedy skuter wyleciał z wąskiego przejścia między domami.
Q__
Moderator
#4488 - Wysłana: 17 Paź 2020 19:34:10 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Dopiero wówczas Mara zrozumiała, że jej podstęp się udał. Kiedy nieznany statek przeleciał nisko nad kroczącym robotem, Caaldra przestał udawać wstrzemięźliwość. Skierował lufy obu laserowych działek tak wysoko, jak tylko mógł je unieść, tak samo jak lufę lekkiego działka w wieżyczce po lewej stronie, i otworzył ogień, wykorzystując maksymalną moc systemów uzbrojenia. To była logiczna reakcja na atak dużego i nieznanego napastnika. W dodatku zareagował dokładnie tak jak wówczas, kiedy ten sam frachtowiec przeleciał pierwszy raz nad jego machiną.
Najwyraźniej jednak zapomniał, że zwracając lufy wszystkich działek w górę, przestanie chronić obszar bezpośrednio przed robotem. Z niezwykłą precyzją zwiadowca przeleciał rakietowym skuterem tuż przed miejscem, gdzie miała opaść masywna łapa.
A kiedy przelatywał, Mara wyprostowała się i odbiła od rufy skutera.
Skoczyła, wyciągnęła ręce i zacisnęła palce na podstawie laserowych działek tuż przed obudową. Podczas skoku obróciła się i wylądowała w kucki na platformie obudowy. Odbiła się od niej, skoczyła znowu i tym razem znalazła się na szczycie modułu dowodzenia.
Przytrzymała się jedną ręką klapy włazu, żeby nie stracić równowagi, a drugą odpięła rękojeść świetlnego miecza i wysunęła energetyczną klingę. Przeorała na ukos gruby pancerz, tak kierując ostrze, żeby przeciąć każdego, kto mógłby siedzieć na jednym z dwóch foteli w kabinie.
Nic się nie wydarzyło.
Zdezorientowana Mara klęczała chwilę na klapie włazu. Nie wiedziała, dlaczego robot nadal maszeruje. To było niemożliwe... w kabinie robota kroczącego AT-ST było niemal równie mało miejsca jak w kabinie myśliwca typu TIE. W żadnym wypadku nie mogła chybić operatora automatu.
Chyba że go tam w ogóle nie było.
I nagle wszystko zrozumiała. Zaklęła pod nosem, odskoczyła do tyłu na kratkę systemu wentylacyjnego kabiny, i wbiła szpic klingi w zamek klapy włazu. Wyłączyła miecz i odchyliła ciężką płytę.
Kabina była pusta.
Wślizgnęła się nogami naprzód do ciasnego pomieszczenia i przedostała na fotel operatora. Światełka na kontrolnym pulpicie, sygnalizujące automatyczne kierowanie i sekcje trybu pracy strażniczej, płonęły radosną zielenią. Mara obrzuciła je gniewnym spojrzeniem i oba systemy wyłączyła. Robot zakołysał się i znieruchomiał, a lufy wszystkich działek powróciły do położeń spoczynkowych.
Kilka następnych minut Mara przesiedziała w kabinie, wpatrując się ze złością w urządzenia kontrolne. Czuła się głupio. Pokładowy komputer robota AT-ST zaprogramowano w taki sposób, żeby bez trudu radził sobie w nieskomplikowanym miejskim terenie, a tryb strażniczy pracy oznaczał, że bojowa machina mogła śledzić i automatycznie otwierać ogień do wszystkiego, co znalazłoby się zbyt blisko bez odpowiednio zakodowanego transpondera. Caaldra musiał tylko skierować robota we właściwą stronę i nastawić go na powolny ruch, żeby Mara doszła do wniosku, iż ma szansę go pokonać. Sam zaś po prostu się rozpłynął w ciemności nocy.
Mara wiedziała, że Imperator będzie wściekły, a Vader nigdy nie przestanie jej dokuczać."


Potwór, jak nic.
https://www.youtube.com/watch?v=J8KOVs-AJuk

A kto nie wierzy, zawsze może się z nim zmierzyć:
https://www.youtube.com/watch?v=k--naQMdSVA
Albo go przetestować w boju:
https://www.youtube.com/watch?v=xmm864hW2PQ
https://www.youtube.com/watch?v=5uVL-ElFySI
https://www.youtube.com/watch?v=xVMH-qZz2uI

ps. Z innej beczki (a nawet kilku)... Ewan McGregor zapewnia, że zdjęcia do serialu o Kenobim ruszą w marcu:
https://variety.com/2020/tv/news/ewan-mcgregor-dis ney-plus-obi-wan-kenobi-star-wars-1234800083/

Tu znów mamy trochę fajnych plakatów reklamujących drugi sezon Mandalorianina:
https://cosmicbook.news/mandalorian-season-2-tease r-mythrol

Tu z kolei porównania kanonu starego z nowym:
https://www.youtube.com/watch?v=-7_HxeEng8A
https://www.youtube.com/watch?v=Y48Y-X5zCpk
I porady jak czytać legendarne EU:
https://www.youtube.com/watch?v=QVA7z9fKoAA

A tu jeszcze film złożony z cutscenes Jedi: Fallen Order:
https://www.youtube.com/watch?v=ip267-es294

EDIT: Dorzucam jeszcze - zasadniczo dwukanoniczną - ciekawostkę dot. pośmiertnego bytu Qui-Gona:
https://www.youtube.com/watch?v=3JDrEKAdcY8

Subiektywny ranking gier SW (ciekawe czy premiera Squadrons by coś w nim zmieniła?):
https://www.gamesradar.com/best-star-wars-games/

Polską recenzję Jedi: Fallen Order:
https://star-wars.pl/Tekst/4544

Oraz narzekania na bezsensowność bitew pod Jakku:
https://www.youtube.com/watch?v=S-DJgdcr8G8
I Exagol:
https://www.youtube.com/watch?v=26_m-z4Q3Dc

EDIT 2: Skoro o Jakku mowa, powspominajmy upadek SSD Ravagera:
https://www.youtube.com/watch?v=vcHEZVUNhOE

Dodam także pochwałę The Mandalorian (przez pryzmat odcinka, który recenzujący uznaje za najlepszy):
https://www.youtube.com/watch?v=iM_vHNmj9N8

I nieco refleksji o The High Republic (głównie dotyczących wyboru tego miejsca w chronologii):
https://www.youtube.com/watch?v=BupKLRuEfQQ
Q__
Moderator
#4489 - Wysłana: 20 Paź 2020 23:19:55 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Wracając do Jedi: Fallen Order. Fajna gra*, ale z b. otwartymi wątkami, które generują sporo pytań.
Ot, choćby dalsze losy Cala i spółki - zaszyli się gdzieś i dożyli swoich dni w spokoju? padli jednak ofiarą czystki? zwiali z galaktyki w jakieś mniej zamieszkałe obszary, albo wręcz do sąsiedniej? polegli znaczącą śmiercią, jak Starkiller? Ma być sequel, może się dowiemy...
Albo sprawa wiedźm z Dathomiry, gdy traktować ją - jak ja - w łączności ze starym EU... Choć tu w sumie da się jakoś to wszystko pogodzić:
https://starwars.fandom.com/wiki/Nightsisters
https://starwars.fandom.com/wiki/Nightsisters/Lege nds
Skoro więcej niż jeden Jedi przeżył czystkę, tu mogło być podobnie, wiedza Merrin na temat mogła być ograniczona.
No i oczywiście sprawa dzieci z holocronu**... Patrząc czysto nowokanonicznie - chyba nigdy na szersze wody nie wypłynęły, albo żyły zwykłym życiem, albo zostały wykryte innymi metodami i wymordowane. Patrząc dwukanonicznie - co daje tu większe pole do wątkosplatania - zachodzi człek w głowę, czy na tej liście mogli znajdować się Flint***, Streen lub Kam Solusar****, albo nawet Kyle Katarn*****.

* Zobaczmy np. jak daje bohaterowi/graczowi doświadczyć na własnej skórze traumy Rozkazu 66:
https://www.youtube.com/watch?v=CExDoCnnUqE

** https://starwars.fandom.com/wiki/Eno_Cordova's_hol ocron

*** https://starwars.fandom.com/wiki/Flint

**** https://starwars.fandom.com/wiki/Kam_Solusar

***** https://starwars.fandom.com/wiki/Kyle_Katarn
 Strona:  ««  1  2  3  ...  144  145  146  147  148  149  150 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Starwars

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!