USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Rick i Morty
 
Autor Wiadomość
Doctor_Who
Użytkownik
#1 - Wysłana: 6 Paź 2017 15:39:18 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Przygody szalonego, nieobliczalnego, nihilistycznego uzależnionego od alkoholu wynalazcy i jego wnuka w kosmosie i wielowymiarowej rzeczywistości. Seria, w której (miejscami dość rubaszny i frywolny) humor przeplata się z przemyśleniami filozoficznymi i pastiszem znanych dzieł i konwencji science fiction (sami główni bohaterowie "wyewoluowali" oryginalnie z dość niewybrednej parodii Doktora i Marty'ego z "Powrotu do przyszłości"). Najlepszy IMHO animowany serial komediowo-SF od czasów "Futuramy".

http://rickandmorty.wikia.com/wiki/Rickipedia
Rick i Morty

Ktoś ogląda?
Toudi
Użytkownik
#2 - Wysłana: 7 Paź 2017 01:25:29
Odpowiedz 
Doctor_Who:
Ktoś ogląda?

Ja. Uważam, że odnosi sukces większy od zasłużonego. Mimo swoich uroków, jest dosyć wulgarny. Kreska jest w najlepszym wypadku średnia, a IMHO często kiepska. Do tego oryginalna głosy są mocno irytujące - to pewno wynika, z tego, że to nie jest natywny język, a wymowa aktorów jest celowo niewyraźna.

Do tego, niby twórcy udają, że zachowują jakaś ciągłość między odcinkami, ale gdy tylko coś nie pasuje, to fani zaraz mówią o alternatywnym Ricku i Morthym. Powiem tak, jak odkryłem ile fani snują teorii do tych przypadkowych odcinków to tylko obniżyło wartość serialu. Bo widać, że twórcy nie planują wracać do większości z tych wątków.

No i serial ma też swoje momenty, czasem błyskotliwe porównania czy aluzje. Pomysłu kreowania świata. Śmiało można go polecić, bo nie ma konkurencji w swojej kategorii. Ale właśnie przez to, że nie ma tej konkurencji widać, że twórcy nie podchodzą tak solidnie do tematu jak powinni.
Doctor_Who
Użytkownik
#3 - Wysłana: 12 Paź 2017 19:11:56 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
widać, że twórcy nie planują wracać do większości z tych wątków.

Jestem świeżo po sezonie 3 i widać, że oryginalnie sezon ten był planowany na większą liczbę odcinków niż 10, bo finał zwyczajnie słaby (zwłaszcza na tle finału sezonu 2) i w dodatku powrót na koniec do status quo, czego jak dotąd R&M unikało. I parę wątków pozostało niedopowiedzianych (Birdperson, znaczy się, Phoenixperson, anyone?). Cóż, trzeba czekać znowu jakieś 2 lata .

Zdecydowanie polecam oryginalną wersję językową, choć polska nie jest moim zdaniem tragiczna. Morty wyszedł świetnie, Rick - no cóż, mogło być lepiej, ale tragedii zupełnej nie ma, choć słowotokowi z końcówki odcinka 1. wyraźnie aktor nie podołał. Inne postaci raz lepiej, raz gorzej. Na dubbing "Futuramy" też z początku narzekałem, ale potem się przyzwyczaiłem. Międzywymiarowa kablówka - w oryginale czuć, że teksty były improwizowane, w polskiej nie, ale na to trudno poradzić. W dodatku polskie Comedy Central potrafi pominąć scenki po creditsach, które czasami nieźle puentują odcinek (i, zdaje się, gdzieś pominęli 11. odcinek bo po 10. powrócono do powtarzania serii od początku).

Fani? No cóż, są ludzie i taborety, zdarzają się różne rodzyny, ale z ręką na sercu - który fandom nie ma wariatów? Ale i twórcy potrafią spojrzeć na swoich fanów krytycznie - w ostatnim odcinku jedna z postaci mówi mniej więcej do widzów czekających na kolejne sezony "a co wyście zrobili przez ten czas ze swoim życiem?".

PS. Kilka nawiązań do ST w R&M - może kogoś skłoni do oglądania :

Jedna z postaci w kosmicznej odprawie celnej - czy to aby nie Ferengi?

Ferengi

Uniformy też jakby znajome:

Mundury

Podobnie jak ta rasa:

Smutny Borg

I jeszcze bonus - nałożenie cytatów z R&M na sceny ze ST - śmieszne w dwójnasób bo trudno o mniej podobne charaktery niż Rick i Picard:

https://imgur.com/a/KJmbK
MarcinK
Użytkownik
#4 - Wysłana: 23 Paź 2017 17:54:59
Odpowiedz 
Doctor_Who
Użytkownik
#5 - Wysłana: 16 Lis 2017 16:07:00
Odpowiedz 
R&M dostali się do couch gagu z Simpsonami:

https://www.youtube.com/watch?v=7ecYoSvGO60

Acz oczywiście jak na Groeniga przystało, nawiązania do Futuramy też są obecne.
Warto też wspomnieć, że wątek z klonowaniem "rezerw" juz wczesniej pojawil sie w przygodach Ijona Tichego (naszego Stanislawa Lema):

I reklamówka "Obcego: Przymierze" z naszą dwójką bohaterów:

https://www.youtube.com/watch?v=brY7do1tb2Q
Doctor_Who
Użytkownik
#6 - Wysłana: 10 Mar 2018 16:31:11 - Edytowany przez: Doctor_Who
Odpowiedz 
Całkiem niedawno dowiedziałem się, że R&M są też dostępni na netflksie i to z zupełnie innym dubbingiem . Z czystej ciekawości - czy może ktoś widział tę wersję i potrafi powiedzieć czy jest ona lepsza od tej z Comedy Central, czy też nie?
Mav
Użytkownik
#7 - Wysłana: 10 Mar 2018 23:31:51
Odpowiedz 
Doctor_Who:
czy może ktoś widział tę wersję i potrafi powiedzieć czy jest ona lepsza od tej z Comedy Central, czy też nie?

Profesor zdecydowanie lepszy na Comedy Central, reszta bez różnicy.
Doctor_Who
Użytkownik
#8 - Wysłana: 11 Mar 2018 09:11:20
Odpowiedz 
Mav

Chodziło mi tyleż o głosy postaci co o tłumaczenie. Ale to dla tych co znają oryginalną wersję językową. I w końcu CC puściło odcinek 11 pierwszego sezonu, bo przy pierwszej emisji jakoś im "wyleciał" z ramówki (a początek drugiego sezonu nawiązuje bezpośrednio do wydarzeń z końcówki poprzedniego).
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 25 Gru 2018 12:17:40 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
niby twórcy udają, że zachowują jakaś ciągłość między odcinkami, ale gdy tylko coś nie pasuje, to fani zaraz mówią o alternatywnym Ricku i Morthym.

Jak widać: Wykładnia Fontany i poza Trekiem żywa.

Toudi:
serial ma też swoje momenty, czasem błyskotliwe porównania czy aluzje.

W tym fajnych superbohaterów ma (a raczej miał...), na granicy poważnych pomysłów na takowych i parodii:

http://rickandmorty.wikia.com/wiki/The_Vindicators
Co nie ja jeden zauważam:
http://www.youtube.com/watch?v=EacngOkwKMU

Zresztą pomysł z Council of Ricks też był b. komiksowy (w pozytywnym sensie):
http://rickandmorty.wikia.com/wiki/Council_of_Rick s
Bo od Council of Reeds pochodzi:
http://marvel.wikia.com/wiki/Interdimensional_Coun cil_of_Reeds_(Multiverse)

Acz można korzeni tej idei szukać i głębiej, u naszego Lema (choć u niego zamiast rady, tylko naradę mamy):

"Gdy odzyskałem przytomność, kajuta była pełna ludzi. Ledwo można się było w niej poruszać. Jak się okazało, wszyscy byli mną, z różnych dni, tygodni, miesięcy, a jeden podobno był nawet z przyszłego roku. Sporo było osób potłuczonych i z podbitymi oczami, a pięciu spośród obecnych miało na sobie skafandry. Ale zamiast wyjść natychmiast przez klapę, by naprawić uszkodzenie, jęli spierać się, targować, dyskutować i kłócić. Chodziło o to, kto kogo pobił i kiedy. Sytuację komplikowało po pierwsze to, że pojawili się już przedpołudniowi i popołudniowi, obawiałem się więc, że jeśli to tak dalej pójdzie, rozdrobnię się na minutowych i sekundowych, po wtóre zaś większość obecnych kłamała jak z nut, tak że do dziś nie wiem naprawdę, kogo biłem i kto mnie bił, kiedy toczyła się cała historia w trójkącie między czwartkowym, piątkowym i środowym, którymi kolejno byłem. Mam wrażenie, że przez to, iż sam kłamałem piątkowemu, jakobym był niedzielnym, dostałem o jeden raz za wiele, aniżeliby to wynikało z kalendarzowej rachuby. Ale wolę raczej nie wracać już myślą do tych niemiłych wspomnień, bo człowiek, który przez okrągły tydzień nie robił nic innego, jak tylko bił sam siebie, nie ma szczególnych powodów do dumy.
Tymczasem kłótnie trwały. Rozpacz ogarniała na widok tej bezczynności i marnowania czasu, podczas gdy rakieta pędziła wciąż ślepo przed siebie, co jakiś czas wpadając w wiry grawitacyjne próżni. W końcu ci w skafandrach pobili się z tymi bez skafandrów. Próbowałem wnieść jaki taki ład w ów kompletny już chaos i w końcu po nadludzkich wysiłkach udało mi się zorganizować coś w rodzaju zebrania, przy czym ten z przyszłego roku został, jako najstarszy, wybrany przez aklamację przewodniczącym.
Potem wybraliśmy jeszcze komisję skrutacyjną, komisję matkę i komisję wolnych wniosków, a czterech z przyszłego miesiąca zostało służbą porządkową. W międzyczasie jednak przeszliśmy przez ujemny wir, który zredukował naszą liczbę do połowy, tak że we wstępnym tajnym głosowaniu zabrakło quorum i przed przystąpieniem do wyboru kandydatów na naprawiaczy sterów trzeba było zmieniać statut. Mapa zwiastowała zbliżanie się kolejnych wirów, które obracały wniwecz dotychczasowe osiągnięcia: raz znikali wybrani już kandydaci, to znów pojawiali się wtorkowy i piątkowy, z głową obwiązaną ręcznikiem, i wszczynali niesmaczne awantury. Po przejściu przez bardzo silny wir dodatni ledwo mieściliśmy się w kajucie i korytarzu, a o tym, żeby otworzyć klapę, dla braku miejsca, nie było nawet mowy. Najgorsze było to wszakże, iż rozmiary czasowych przesunięć coraz bardziej rosły, pojawiali się już jacyś szpakowaci, a nawet tu i ówdzie widniały krótko ostrzyżone głowy dzieci, to jest, rozumie się, wszystkimi byłem ja sam z okresu mego pacholęctwa.
Nie pamiętam, doprawdy, czy byłem wciąż jeszcze niedzielnym, czy też już poniedziałkowym. Zresztą i tak nie miało to żadnego znaczenia. Dzieci płakały, że je duszą w tłoku, i wołały mamy, przewodniczący - Tichy z przyszłego roku, klął jak szewc, bo środowy, który wlazł w daremnym poszukiwaniu czekolady pod łóżko, ugryzł go w nogę, kiedy tamten nastąpił mu na palec. Widziałem, że to wszystko razem źle się skończy, zwłaszcza iż tu i ówdzie pokazywały się już siwe brody. Między 142 a 143 wirem puściłem w obieg listę obecności, ale wtedy wyszło na jaw, że sporo obecnych oszukuje. Podawali fałszywe dane osobiste. Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego; może panująca atmosfera zmąciła ich umysły. Hałas i szum były takie, że porozumiewać się można było tylko krzycząc ze wszystkich sił. Naraz jeden z zeszłorocznych Ijonów wpadł na świetny, jak się zdawało, pomysł, aby najstarszy spośród nas opowiedział historię swego życia; dzięki temu miało się wyjaśnić, kto ma właściwie naprawić stery. Najstarszy bowiem mieścił w swym przeszłym doświadczeniu wszystkich obecnych z różnych miesięcy, dni i lat. Jakoż zwróciliśmy się w tej sprawie do srebrnowłosego starca, który lekko drżąc, podpierał w kącie ścianę. Zapytany, jął nam długo i szeroko opowiadać o swych dzieciach i wnuczętach, a potem przeszedł do podróży kosmicznych, których doświadczył bez liku podczas dziewięćdziesięciu bodajże lat żywota. Tej, która się właśnie odbywa i była dla nas jedynie ważna, starzec nie pamiętał w ogóle, wskutek ogólnej sklerozy i podniecenia, jednakże był tak zadufały, że nie chciał się do tego za nic przyznać i wciąż odpowiadał wymijająco, uporczywie wracając do swych wysokich koneksji, orderów i wnucząt, że w końcu zakrzyczeliśmy go i nakazaliśmy mu milczenie. Dwa następne wiry okrutnie przetrzebiły zebranych. Po trzecim nie tylko zrobiło się luźniej, ale znikli też wszyscy w skafandrach. Został tylko jeden pusty skafander, który komisyjnie powiesiliśmy w korytarzu i wróciliśmy na obrady. Po nowej bitce o zawładnięcie tym tak cennym ubiorem przyszedł nowy wir i nagle zrobiło się pusto. Siedziałem na podłodze z zapuchniętymi oczami, w dziwnie przestronnej kajucie, pośród strzaskanych sprzętów, strzępów odzieży i podartych książek. Podłoga zasypana była kartkami głosowania."


"Podróż siódma"
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 25 Gru 2018 13:06:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Doctor_Who

Doctor_Who:
Warto też wspomnieć, że wątek z klonowaniem "rezerw" juz wczesniej pojawil sie w przygodach Ijona Tichego (naszego Stanislawa Lema):

Kłania się słynna "Podróż czternasta":

"Gdy podnoszono pokrywę, coś uderzyło mnie potężnie w ciemię i straciłem przytomność. Odzyskałem ją na tym samym miejscu. O sepulkach nie było już na scenie mowy, zgaszony prałat uwijał się tam, miotając najokropniejsze klątwy, wśród świecących tragicznie dzieci i rodziców. Złapałem się za głowę — guza nie było.
— Co się ze mną stało? — spytałem szeptem sąsiadkę.
— Proszę? A, meteor pana zabił, ale nic pan nie stracił z przedstawienia, bo ten duet był fatalny. Inna rzecz, że skandal, bo pańską rezerwę musieli posyłać aż do Galaxu — zaszeptała w odpowiedzi uprzejma Ardrytka.
— Po jaką rezerwę? — spytałem, czując że ciemnieje mi w oczach.
— No, po pańską właśnie…
— A gdzie ja jestem?
— Jak to? w teatrze. Czy panu słabo?
— To ja jestem rezerwą?
— No tak.
— A gdzie ten ja, co tu przedtem siedziałem? Siedzący przed nami zaczęli głośno psykać i moja sąsiadka umilkła.
— Jedno słowo, błagam panią — wyszeptałem cicho — gdzie są te… no… wie pani…
— Cicho! Co to jest! Proszę nie przeszkadzać! — wołano coraz głośniej z różnych stron. Pomarańczowy z gniewu sąsiad mój jął wzywać porządkowych. Na pół przytomny wybiegłem z teatru, pierwszym eboretem wróciłem do hotelu i obejrzałem się skrupulatnie w lustrze. Nabierałem już pewnej otuchy, wyglądałem bowiem całkiem jak dawniej, jednak przy dokładniejszej lustracji dokonałem straszliwego odkrycia. Oto koszulę miałem wdzianą na lewą stronę, a guziki pospinane na opak — jawny dowód, że ci, którzy mnie ubierali, zielonego pojęcia nie mieli o ziemskiej bieliźnie. Na domiar wszystkiego ze skarpetki wytrząsnąłem resztkę pozostawionego w pośpiechu opakowania. Zabrakło mi tchu; wtem zadzwonił telefon…
— Dzwonię do pana już czwarty raz — odezwała się panienka z K W K z K — profesor Zazul chciałby się z panem dziś widzieć.
— Kto? profesor? — powtórzyłem, zbierając z największym wysiłkiem myśli. — Dobrze, a kiedy?
— Kiedy pan sobie życzy, choćby zaraz.
— To jadę do niego natychmiast! — zdecydowałem się nagle — i… i proszę przygotować mi rachunek!
— Pan już wyjeżdża? — zdziwiła się panienka z KWKzK.
— Tak, muszę. Czuję się bardzo nieswój! — wyjaśniłem rzucając słuchawkę na widełki.
Przebrawszy się, zeszedłem na dół. Ostatnie wydarzenia tak na mnie podziałały, że choć w chwili, gdym siadał do eboretu, meteor rozwalił na kawałki gmach hotelowy, nie drgnąwszy nawet wymieniłem adres profesora. Mieszkał on w dzielnicy podmiejskiej, pośród łagodnie srebrzących się wzgórz. Zatrzymałem eboret dość daleko, rad przejść się po nerwowym napięciu ostatnich godzin. Idąc drogą, zauważyłem niskiego, starszawego Ardrytę, który popychał wolno rodzaj wózka z pokrywą. Pozdrowił mnie grzecznie; odpowiedziałem. Jakąś minutę szliśmy razem. Zza zakrętu wyłonił się żywopłot, okalający dom profesora; w niebo płynęły stamtąd rozwiane kłęby dymu. Ardryta, idący obok mnie, potknął się; wówczas spod pokrywy dał się słyszeć głos:
— Czy już?
— Jeszcze nie — odparł wózkarz.
Zdziwiłem się nieco, lecz nic nie powiedziałem. Gdyśmy się zbliżyli do ogrodzenia, zastanowił mnie ów dym walący z miejsca, w którym można się było spodziewać domostwa profesora. Zwróciłem na to uwagę wózkarza, który skinął głową.
— A tak, meteor spadł, będzie temu kwadrans.
— Co słyszę!!! — zawołałem przerażony — ależ to okropne!
— Zaraz przyjedzie gmaziownica — odparł wózkarz — pod miasto to oni się nigdy tak nie śpieszą, wie pan. Co innego my.
— Czy już? — dał się znowu słyszeć ów skrzeczący głos w głębi wózka.
— Jeszcze nie — powiedział wózkarz i zwrócił się do mnie: — Może będzie pan łaskaw otworzyć mi furtkę? Uczyniłem to machinalnie i spytałem:
— To pan też do profesora… ?
— Tak, przywiozłem rezerwę — odparł wózkarz, biorąc się do podniesienia pokrywy. Z zapartym tchem ujrzałem przewiązaną starannie dużą paczkę. W jednym miejscu papier był naderwany; patrzało stamtąd żywe oko.
— Pan do mnie… a… a to pan do mnie… — zaskrzeczał starczy głos z wnętrza paczki — ja zaraz… to ja zaraz… niech pan pozwoli do altanki…
— Ta… tak… już lecę… — odparłem. Wózkarz potoczył swoje brzemię dalej, wtedy odwróciłem się, przeskoczyłem płot i ze wszystkich sił pognałem na lotnisko. Po godzinie mknąłem już wśród rozgwieżdżonych przestworzy. Mam nadzieję, że profesor Zazul nie wziął mi tego za złe."


(W osobnym, bo cytat w całości nie wchodzi.)

ps. Oczywiście, jest to UPnięcie związane z tym, że R&M stanie się zaraz bliźniaczą serią Treka (konkretnie jednego, Lower Decks).
 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Rick i Morty

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!