USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Robert Silverberg - przereklamowany?
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 26 Cze 2015 22:29:07 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Ledwo co poddałem ostremu hejtowi uważana za klasyczną powieść "Człowiek w labiryncie" Roberta Silverberga:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=3910#msg291430

Nie uważam jej autora jednak, wbrew pozorom, za idiotę czy nieuka. Sprawa jest bardziej złożona. Facet b. jest inteligentny (vide jego felietony dla "NF") i ma znośny styl (przyznam się w tajemnicy, że sam jego styl nawet lubię - fajnie opisuje obce planety, to jego największa zaleta, psychiki bohaterów też tworzy przekonujące). Kłopot z nim jest taki, że nagina swój talent do najniższych czytelniczych oczekiwań i na czas pisania świadomie zapomina o posiadanej naukowej wiedzy. Włazi chyba w każdą utartą, nieoryginalną koleiną, w którą może wleźć pisarz SF, a do tego zaczynając powieści dość oryginalnie, a kończy byle jak.

Mój główny zarzut doń to dobrowolny analfabetyzm naukowy, jak to zwę... Przypuszczam, że jest to kwestia rzemieślniczego nastawienia.

Przykład pierwszy: "W dół, do Ziemi" (rzecz zresztą, w warstwie stylistycznej, urocza) podobieństwo obcej przyrody do ziemskiej sięga granic absurdu, a obcość rozumnych Obcych polega na tym, że przypominają słonie i nie wstydzą się czynności fizjologicznych (mistyczny finał pominę łaskawym milczeniem, bo takie metamorfozy magią się da tłumaczyć, nie biochemią).

Przykład drugi: wspominane jadalne pozaziemskie zwierzaki w "Człowieku...". Skąd takie ich pokrewieństwo z ziemską fauną? Wolę huberathowych Sysunów, rzygających po ziemszczyźnie.

Przykład trzeci, tu już elementarny logiki brak: połączenie kultury braku indywidualizmu ze, zbudowanym jak wiadomo na "silnych jednostkach", feudalizmem w "Czasie przemian" - to bije po oczach absurdem. Rozumiem, że konwencja, że Burroughs, że Smith, że Van Vogt, że Asimov, że Herbert, że Star Trek, że Le Guin, ale tu akurat ten feudalizm powoduje całkowite zwichnięcie koncepcyjne w/w powieści.

Z drugiej strony ja go nawet - naprawdę - lubię. Z opowiadaniami - IMVHO - radzi sobie znacznie lepiej... Widać za krótkie są by zdążył zepsuć . Np. takie opowiadanko oparte na ogranym schemacie chronomocyjnych polowań na dinozaury zamieszczone kiedyś w śp. "Fenixie". Nauki w tym zero, element SF też da się bezboleśnie odciąć Brzytwą Lema, a urokliwe. Wracałem do niego z 10 razy. To samo utworek z cyklu "Roma AEterna" zamieszczony kiedyś przez polską edycję "Asimov's". Z fabuły nie pamiętam prawie nic, poza tym, że o ponownym wchłanianiu Bizancjum przez Zachód i o jakiejś księżniczce było; pamiętam za to, że było fajne.
Albo "Tajemny gość" (ze zbioru "Autostrada w mrok"). Znów (IMO) błahostka, ale bardzo fajna. Fabularnie w sumie prekursorskie wobec modnego nurtu transcielesnego, stylistycznie typowy Bob (czyli - wiem, powtarzam się - uroczo jest ).
Albo "Pasażerowie" (znów SF bez S), ale wątek psychicznego wampiryzmu, tak nużący w "Cierniach" tu się nawet fabularnie sprawdził, dając rzecz b. mocną psychologicznie.

Z tym, że odbierałem te opowiadania jak przeurocze błahostki, nie objawienia. Coś jak starocie Merritta, nie przymierzając.

Zresztą może rzecz i w tym, że Silverberg lubi popadać w mistyczne klimaty, a mnie chyba mistycyzm w SF po prostu przeszkadza. Parę klasyków Martina też mi skutecznie obrzydził z "Pieśnią dla Lynanny" na czele.

Acz głównie chyba to mnie w nim wkurza, że mając i inteligencję, i ewidentny talent* woli za rzemieślnika robić**.

* Bo tego nigdy mu nie odmawiałem. Pełnokrwiści bohaterowie. Plastyczność opisów. Łatwość tworzenia pozaziemskich planet. Ilekroć nadchodzi taka zgniło-upalna pogoda przypominam sobie "W dół..." i czuję się jak bym się znalazł na Bllzgrr (po naszemu: na Belzagorze), a ilekroć za lat młodszych, gdym po salonach brylował trafiła mi się zła kobieta czułem się jak ten z opowiadania o dinozaurach (wygrzebałem tytuły po latach, zwało się "Łowcy w lesie"; a ta zasimovowa aeterna to była "Forpoczta imperium").

** Ja go rozumiem, że chce zarobić, to nie chce hardsajensem przytłoczyć (zresztą fachman klasy Clarke'a zeń nie jest i pewno sam to wie). Chodzi mi o co innego, wystarczy, żeby korzystał z tej wiedzy przy budowaniu świata, nie musi się z nią obnosić (jak Clancy np.).

A ten "Człowiek...". Patrząc z drugiej strony... Skoro tyle razy próbuję, to widać jednak mnie coś doń ciągnie .

EDIT: O! Widzę, że Gaiman "Człowieka..." chwalił:
http://www.neilgaiman.com/p/Cool_Stuff/Essays/Intr oductions/The_Wound_that_Never_Heals:_an_Introduct ion
za to recenzentom Biblionetki też się nie podobał:
http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=8102

Jak o ciągnięciu mowa... Wracałem wielokroć do "Pożeglować do Bizancjum". Ostatnim razem pchnęło mnie to do dwojakich rozważań:
1. o osadzeniu tego tekstu w tradycji SF (bo gra w nim echo "Miasta i gwiazd" trochę i wellsowskich Elojów z jednej strony i "Możemy cię zbudować" z drugiej), a jednocześnie transhumanistycznym się jawi i pewne wątki "Ilionu" wprost antycypuje (Simmons był rżnął?*); zresztą gdy pomyśli się, kiedy powstał jeszcze bardziej się go docenia,
2. o świecie w nim przedstawionym i mózg mi się zapętlił w jałowym hipotezotwórstwie na temat tego jak powstał świat tam przedstawiony i jakie mogą być jego mechanizmy... zaiste Wielka, choć tak krótka i ulotna SF, kiedy tyle do myślenia daje.
Przy czym jednego jestem prawie pewien - zdaje mi się, że te roboty (czy ko tam rządzi) celowo sporządziły tego konkretnego Charlesa, by przekonał Gioię do wstąpienia na transhumanistyczną ścieżkę.

* Simmons zawsze zresztą jawił mi się jakoś pokrewnym Silverbergowi...

ps. annami, ciekawe czy pogodzi nas Sedeńko:
http://www.sedenko.pl/?p=108
I konkluzja jego, że - upraszczając - Silverberg jest mistrzem w pisaniu doskonałej stylistycznie średnizny, tworzonej na potrzeby rynku, ale - co się ceni - nie pod tegoż rynku jednak absolutne dyktando.
annami
Użytkownik
#2 - Wysłana: 26 Cze 2015 23:58:31
Odpowiedz 
Ciężko się wypowiadać bardziej całościowo po czterech książkach Jeśli chodzi o inne, to właśnie "Czas przemian/ W dół, do Ziemi" przeglądałam kiedyś w Taniej Książce, zastanawiając się, czy nie kupić, ale w trakcie przeglądania niepokoiły mnie właśnie jakoweś "mistycyzmy".

Q__:
za to recenzentom Biblionetki też się nie podobał:
http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=8102

Znajomy skądinąd portal

Q__:
I konkluzja jego, że - upraszczając - Silverberg jest mistrzem w pisaniu doskonałej stylistycznie średnizny, tworzonej na potrzeby rynku, ale - co się ceni - nie pod tegoż rynku jednak absolutne dyktando.

Dla mnie tam nawet może być uznawany za średniego, szukam w nim rozrywki na poziomie i Światów Ciekawa jestem, jaka będzie w czytaniu druga trylogia Majipooru, bo czytałam jakieś negatywne głosy w porównaniu z pierwszą.
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 27 Cze 2015 08:58:18 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
annami

annami:
Jeśli chodzi o inne, to właśnie "Czas przemian/ W dół, do Ziemi" przeglądałam kiedyś w Taniej Książce, zastanawiając się, czy nie kupić, ale w trakcie przeglądania niepokoiły mnie właśnie jakoweś "mistycyzmy".

Heh, jak szybko się zamieniliśmy rolami, bo powieści te atakowałem, a teraz bronił będę. Koncepcyjnie - jedna i druga - to jest, powiedzmy sobie jasno, stek bzdur. Uważam jednak, paradoksalnie, że warto po nie sięgnąć, zwłaszcza po "W dół...", bo piękno frazy i sugestywność obcoplanetarnych opisów są tam tak duże, że szkoda odmówić sobie obcowania z nimi (zwł. jeśli grosze ma to kosztować). Gmachy tych powieści są całościowo pokraczne, ale za to jak pięknie zdobione...

Znaczy: jeśli będziesz mieć okazję sięgnij jednak...

annami:
Znajomy skądinąd portal

Pozwalam sobie czasem googlać za śladami nicka/maila nowych Userów, by sprawdzić jaki plon zostawiają za sobą w Sieci (a więc: czy witać ich miło, czy kłopoty węszyć, czy też jako spamboty od razu banować) więc coś o tym wiem (niemniej, jako zobowiązany do zachowania dyskrecji - milczę).

annami:
szukam w nim rozrywki na poziomie i Światów

A to, stanowczo, musisz sięgnąć po zbiór "Pożeglować do Bizancjum", dla którego opowiadanie, o którym wyżej wspominałem, jest tytułowe. Każdy tam tekst na poziomie i co opowiadanie, to świat. Chyba najlepsze rzeczy, jakie Silverberg napisał, są tam pomieszczone. Nie każdy utwór mi się równie podobał, ale jawnych słabizn nie odnotowałem.

annami:
Ciekawa jestem, jaka będzie w czytaniu druga trylogia Majipooru, bo czytałam jakieś negatywne głosy w porównaniu z pierwszą.

Tak w zasadzie głosami negatywnymi ma sens się kierować tylko wtedy, gdy podparte są b. konkretną argumentacją i/lub wiemy skądinąd, że gust głosy owe z siebie wydających statystycznie często (nawet b. często) pokrywa się z naszym. Inaczej można się naciąć...

(To samo tyczy się pochwał.)
annami
Użytkownik
#4 - Wysłana: 27 Cze 2015 12:33:26
Odpowiedz 
Q__:
Znaczy: jeśli będziesz mieć okazję sięgnij jednak...

Możliwe, że nawet promocja się tam szykuje na lato, w zeszłym roku latem dało się kupować science-fiction po 6 zł

Q__:
A to, stanowczo, musisz sięgnąć po zbiór "Pożeglować do Bizancjum"

Korci mnie, od kiedy zobaczyłam kiedyś ten tytuł, ale jest trudniej dostępny Może złowię w bibliotece

Q__:
Tak w zasadzie głosami negatywnymi ma sens się kierować tylko wtedy, gdy podparte są b. konkretną argumentacją i/lub wiemy skądinąd, że gust głosy owe z siebie wydających statystycznie często (nawet b. często) pokrywa się z naszym. Inaczej można się naciąć...

(To samo tyczy się pochwał.)

Zasadniczo racja, chociaż z dwojga złego gorzej chyba naciąć się na chwalonej książce W przypadku czytania książki ze złymi opiniami można być przynajmniej pozytywnie zaskoczonym
Q__
Moderator
#5 - Wysłana: 27 Cze 2015 14:35:21
Odpowiedz 
annami

annami:
Korci mnie, od kiedy zobaczyłam kiedyś ten tytuł, ale jest trudniej dostępny

To popróbuj jeszcze z "Autostradą w Mrok" (jak nie masz). Opowiadanie mniej nagradzane, ale nadal solidne. Ogólnie Silverberg najlepiej sprawdza się w krótkiej formie.

annami:
Zasadniczo racja, chociaż z dwojga złego gorzej chyba naciąć się na chwalonej książce W przypadku czytania książki ze złymi opiniami można być przynajmniej pozytywnie zaskoczonym

Fakt.

(A co do nacinania się, to powiem Ci na pociechę, że gdyby "Człowiek w labiryncie" nie powstał jako powieść SF, którą mi mylnie zachwalano jako rzecz lemowskiej miary lecz jako odcinek TOS, czy film ST, co przy umowności jego realiów nie byłoby trudne, to bym z zachwytu brawo bił. W końcu Trek również przyzwyczaił nas do kompatybilności biochemicznej wszystkiego ze wszystkim i do załatwiania najtrudniejszych Obcologicznych dylematów mind meld'em. To jest, wbrew pozorom, b. trekowa książka... I pewnie dlatego pojąć mogę, że ją lubisz.)

ps. Z tego bloga co ostatnio, tym razem o Sliverbergu (ze sporą częścią konkluzji się zgadzam):
http://charliethelibrarian.com/robert-silverberg-w -dol-do-ziemi/
http://charliethelibrarian.com/robert-silverberg-z amek-lorda-valentinea/
http://charliethelibrarian.com/robert-silverberg-k roniki-majipooru/
annami
Użytkownik
#6 - Wysłana: 27 Cze 2015 15:39:06
Odpowiedz 
Q__:
To popróbuj jeszcze z "Autostradą w Mrok" (jak nie masz). Opowiadanie mniej nagradzane, ale nadal solidne. Ogólnie Silverberg najlepiej sprawdza się w krótkiej formie.

O, ta widzę łatwiej dostępna do kupienia, to może kiedyś spróbuję "Pożeglować..." jest na szczęście w bibliotece, bo na allegro jest w jednym egzemplarzu za dużą sumę.

Q__:
To jest, wbrew pozorom, b. trekowa książka... I pewnie dlatego pojąć mogę, że ją lubisz

U mnie de facto przed Star Trekiem przeczytana była w całości tylko jedna książka science-fiction- "Dalekie szlaki", pierwszy wielki boom zaczął się dopiero po drugim obejrzeniu w telewizji TOSa, więc pewnie stąd takie ukierunkowania
Q__
Moderator
#7 - Wysłana: 27 Cze 2015 18:14:49
Odpowiedz 
annami

annami:
U mnie de facto przed Star Trekiem przeczytana była w całości tylko jedna książka science-fiction- "Dalekie szlaki"

W sumie rzecz mocno trekowata - utopia społeczna, misja eksploracyjna, borgowaty przeciwnik, admirał wracający w pewnym momencie z emerytury, jak Kirk w TMP i nawet napęd działający b. podobnie do Warp tam mieli.
annami
Użytkownik
#8 - Wysłana: 27 Cze 2015 18:32:01
Odpowiedz 
Jak dla mnie bardzo mocno trekowe jest "W jądrze galaktyki"

" Autostradę w mrok" zamówiłam, odbiorę razem ze Strugackimi i Sheckley'em to zobaczę, akurat Silverberga żadnego opowiadania nie zdarzyło mi się czytać Ale tym lepiej, więcej przede mną
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 28 Cze 2015 09:37:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
annami

annami:
akurat Silverberga żadnego opowiadania nie zdarzyło mi się czytać

Zaryzykuję tezę: nie zna Silverberga, kto nie poznał jego krótszych form. (A w/w dwa zbiory to ich crème de la crème - "Tajemny gość" z "Autostrady..." skoslł nominacje do Hugo i Nebuli, zasłużenie.)

annami:
Jak dla mnie bardzo mocno trekowe jest "W jądrze galaktyki"

Fakt, chyba najbardziej z całości.
annami
Użytkownik
#10 - Wysłana: 28 Cze 2015 13:38:01
Odpowiedz 
Q__:
A w/w dwa zbiory to ich crème de la crème - "Tajemny gość" z "Autostrady..." skoslł nominacje do Hugo i Nebuli, zasłużenie.

Oj, to podkręca apetyt, w takim razie myślę, że wezmę się do czytania, jak odbiorę Chociaż na równi będzie mnie korcił Sheckley.
annami
Użytkownik
#11 - Wysłana: 28 Cze 2015 14:53:33
Odpowiedz 
Q__:
Zaryzykuję tezę: nie zna Silverberga, kto nie poznał jego krótszych form

Chociaż właściwie, po zastanowieniu, poniekąd druga część Trylogii Valentine'a "Kroniki Majipooru" jest taką dziwną pseudopowieścią, złożoną de facto w większości z opowiadań, lepszych i gorszych
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 29 Cze 2015 00:24:11
Odpowiedz 
annami

annami:
Chociaż właściwie, po zastanowieniu, poniekąd druga część Trylogii Valentine'a "Kroniki Majipooru" jest taką dziwną pseudopowieścią, złożoną de facto w większości z opowiadań, lepszych i gorszych

Dokładnie. Jest to zbiór opowiadań (w większości dość sympatycznych) przebrany za powieść.
Czytałem go daaawno temu (ale, z tego co pamiętam, z przyjemnością. Udana warstwa psychologiczna tych opowieści powodowała, że przymykałem oko na, hmm... naciągane założenia świata.
Może sobie te "Kroniki...." odświeżę?

ps. Muszę wyjść na moderatorską świnię i przypomnieć, że - poza naprawdę wyjątkowymi sytuacjami - mamy tu zasadę nie zamieszczania dwu postów pod rząd (o ile nie minęło 24h pomiędzy nimi). Znaczy: proszę używać opcji "Edytuj".
annami
Użytkownik
#13 - Wysłana: 29 Cze 2015 15:11:55 - Edytowany przez: annami
Odpowiedz 
Q__:
ps. Muszę wyjść na moderatorską świnię i przypomnieć, że - poza naprawdę wyjątkowymi sytuacjami - mamy tu zasadę nie zamieszczania dwu postów pod rząd (o ile nie minęło 24h pomiędzy nimi). Znaczy: proszę używać opcji "Edytuj".

Przepraszam, nie wiedziałam Będę stosować

Q__:
Dokładnie. Jest to zbiór opowiadań (w większości dość sympatycznych) przebrany za powieść.

Tak, mnie tam chyba tylko jedno opowiadanie nie przypadło do gustu

Nabyłam dziś łączne, właśnie Solarisowe wydanie " W dół, do ziemi / Czas przemian" w ramach promocji na fantastykę, a ponieważ egzaminy pomyślnie zakończone, czasu będzie więcej na czytanie
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 29 Cze 2015 15:57:30 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
annami

annami:
Przepraszam, nie wiedziałam

Nic nie szkodzi. Typowy błąd Początkujących. Nic za co bym sie zaraz przesadnie czepiał.

annami:
Nabyłam dziś łączne, właśnie Solarisowe wydanie " W dół, do ziemi / Czas przemian" w ramach promocji na fantastykę

No to teraz ja się boję, ze zostanę pociągnięty do odpowiedzialności jeśli w/w kniga nie przypadnie Ci do gustu, niczym Psyker, który bał mi się polecać Dark Matter.
annami
Użytkownik
#15 - Wysłana: 29 Cze 2015 16:11:06 - Edytowany przez: annami
Odpowiedz 
Q__:
No to teraz ja się boję, ze zostanę pociągnięty do odpowiedzialności jeśli w/w kniga nie przypadnie Ci do gustu, niczym Psyker, który bał mi się polecać Dark Matter.

Zawsze są szanse pół na pół, że jak nie obie Silverberga, to przynajmniej jedna się spodoba
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 30 Cze 2015 17:46:18
Odpowiedz 
annami

annami:
jak nie obie Silverberga, to przynajmniej jedna się spodoba

Ja mam z powieściami Silverberga gorzej, bo bardziej skomplikowanie...

Np. "W dół, do ziemi" wciągnęło mnie począwszy od:

"Wylądowali. Zwoje pajęczej tkaniny otulającej rozwiały się i pasażerowie opuścili statek.
W powietrzu wisiał ciężki odór tropików: mulistej gleby, gnijących liści, odchodów dzikich zwierząt i zapach kremowych kwiatów. Był wczesny wieczór, na niebo wypłynęły już dwa księżyce. Zanosiło się na deszcz, lecz zagrożenie ulewą było raczej nikłe - w tej strefie tropikalnej rzadko kiedy występowały obfite opady, cały czas natomiast mżyło i na wszystkim osadzały się krople dżdżu.
Gundersen dostrzegł, że za drzewami Hullygully otaczającymi lądowisko zalśniła błyskawica. Stewardesa sprawowała nadzór nad dziewięcioma osobami, które wysiadły.
- Proszę tędy - zawołała i poprowadziła je w stronę jedynego widocznego budynku.
Z lewej strony spoza zarośli wychynęły trzy nildory i z zaciekawieniem przypatrywały się przybyszom. Zdumieni turyści pokazywali je sobie.
- Popatrz! Widzisz je? Zupełnie, jak słonie! Czy to te, te nili... nildory?
- Tak, nildory - powiedział Gundersen.
Ostry zapach zwierząt niósł się poprzez polanę. Wnosząc z wielkości kłów był to samiec i dwie samice. Wszystkie były prawie tej samej wielkości: ponad trzy metry. Miały ciemnozieloną skórę, co wskazywało, że pochodziły z półkuli zachodniej. Ślepia, wielkie jak płyty gramofonowe, wlepiały w Gundersena z niechętną ciekawością. Stojąca na przodzie samica, o krótkich kłach, podniosła ogon i spokojnie wydaliła górę dymiącego purpurowego łajna. Do Gundersena doszły niskie, niewyraźne dźwięki, ale z tej odległości nie mógł zrozumieć, co mówiły nildory. To niemożliwe, żeby obsługiwały lotnisko międzyplanetarne - pomyślał. - To niemożliwe, żeby rządziły planetą. Wiedział jednak, że to robią, że tak się dzieje.
W budynku portowym nie było nikogo. Kilka robotów naprawiało szare plastykowe płyty pokrywające ściany budynku. Prędzej czy później tę część planety opanuje dżungla i wszystko zbutwieje. Jedyną widoczną tu działalnością była praca robotów. Nie istniał żaden urząd celny. Nildory nie są biurokratami, nie interesuje ich, co kto ze sobą przywozi. Dziewięciu pasażerów poddano odprawie celnej tuż przed podróżą - na Ziemi przywiązywano wagę i to znaczną, do tego, co się wywozi na mało rozwinięte planety. Nie było też kontroli paszportowej ani kantoru wymiany pieniędzy, ni nawet kiosków z gazetami czy innych udogodnień dla pasażerów. Był to właściwie wielki goły hangar, w którym w dawnych czasach kolonialnych, gdy Świat Holmana był własnością Ziemi, kipiało życie. Gundersenowi wydawało się, że wokół niego pojawiły się duchy tamtych odległych dni: postacie w tropikalnych ubiorach khaki przenoszące różne polecenia, urzędników pogrążonych w rachunkach i papierach, techników uwijających się przy komputerach, tragarzy nildorskich obładowanych towarami eksportowymi.
Teraz panowała tu martwota i cisza.
- Zaraz powinien przybyć przewodnik. Zaprowadzi państwa do hotelu - poinformowała stewardesa.
Gundersen też miał zatrzymać się w hotelu, ale na jedną tylko noc. Miał nadzieję, że rano załatwi sobie jakiś środek transportu. Nie posiadał wyraźnych planów dotyczących podróży na północ. Miała to być improwizacja, zagłębienie się we własną przeszłość.
- Czy ten przewodnik jest nildorem? - zapytał stewardesę.
- Ma pan na myśli krajowca? Och, nie, to Ziemianin - panie Gundersen. - Przewertowała plik zadrukowanych kartek. - Nazywa się Van Beneker i powinien tu być przynajmniej na pół godziny przed wylądowaniem statku, nie rozumiem więc dlaczego ...
- Van Beneker nigdy nie odznaczał się punktualnością - zauważył Gundersen. - Ale oto i on.
W otwarte drzwi budynku wjechał stary łazik, a z niego wysiadł rudy i piegowaty mężczyzna. Nosił wymięty uniform i długie buty używane w dżungli. Poprzez kosmyki rzednących włosów przeświecała opalona łysa czaszka. Wkroczył do budynku, rozejrzał się i zamrugał powiekami.
- Van! - zawołał Gundersen. - Tutaj, Van. Mężczyzna zbliżył się.
- Witam państwa na Belzagorze, bo tak teraz nazywa się Świat Holmana. Moje nazwisko Van Beneker. Postaram się pokazać państwu tyle z tej fascynującej planety, ile jest legalnie dozwolone, i ...
- Hallo, Van - przerwał mu Gundersen. Przewodnik zatrzymał się wyraźnie poirytowany, że mu przerwano. Zamrugał i popatrzył na Gundersena.
- Pan Gundersen???
- Po prostu Gundersen. Nie jestem już szefem.
- Jezu, panie Gundersen. Jezu, przyjechał pan tu na wycieczkę?
- Niezupełnie. Przyjechałem pokręcić się na własną rękę.
- Proszę mi wybaczyć - zwrócił się do grupy Van Beneker. Podszedł do stewardesy. - W porządku, może mi ich pani przekazać. Biorę odpowiedzialność. Wszyscy są tutaj? Raz, dwa, trzy ... osiem. Zgadza się. Bagaże można ustawić tu, koło łazika. Niech wszyscy chwilę poczekają. Zaraz wracam.
Szarpnął Gundersena za łokieć.
- Odejdźmy, panie Gundersen. Nie ma pan pojęcia, jaki jestem zdumiony. O Jezu!
- Jak ci się wiedzie, Van?
- Parszywie. Jak inaczej może być na tej planecie? Kiedy pan dokładnie wyjechał?
- W 2240. W rok potem, jak to wypuściliśmy z rąk. Osiem lat temu.
- Osiem lat. I co pan robi?
- Ministerstwo Spraw Wewnętrznych znalazło mi pracę - odparł Gundersen. - Jestem bardzo zajęty. Teraz dostałem rok zaległego urlopu.
- I chce go pan spędzić tutaj?
- Czemu nie?
- Po co?
- Wybieram się do Krainy Mgieł - odparł Gundersen. -Chcę odwiedzić sulidory.
- Niech pan tego nie robi. Po co to panu?
- Żeby zaspokoić ciekawość.
- Ten sam problem z każdym, kto tu przyjeżdża. Ale pan przecież o tym wie, panie Gundersen, ilu tam poszło i nigdy więcej nie wróciło.
Gundersen zaśmiał się tylko.
- Nie powie mi pan - ciągnął przewodnik - że przyjechał pan tu, taki szmat drogi, żeby tylko potrzeć nosy z sulidorami. Założę się, że ma pan jakiś inny powód.
Gundersen puścił to mimo uszu. - Co ty teraz robisz, Van - zapytał.
- Oprowadzam turystów. Mamy tu co roku dziewięć, dziesięć wycieczek. Wiozę ich wzdłuż oceanu, potem pokazuję trochę Krainy Mgieł i robimy skok przez Morze Piasku. Przyjemna i niezbyt męcząca trasa.
- Hmm ...
- A przez resztę czasu byczę się. Czasem pogadam z nildorami, czasem odwiedzę przyjaciół na stacjach w buszu. Pan zna ich wszystkich: to ludzie z dawnych czasów, którzy tu zostali.
- A co się dzieje z Seeną Royce? - zapytał Gundersen.
- Mieszka przy Wodospadach Shangri-la.
- Wciąż taka ładna?
- Jej się tak wydaje - powiedział Van Beneker. - Zamierza pan zapuścić się w tamte strony?
- Oczywiście. Chcę odbyć sentymentalną pielgrzymkę. Odwiedzę wszystkie stacje w buszu, wszystkich starych przyjaciół: Seenę, Cullena, Kurtza, Salamona. Kto tam jest jeszcze?
- Niektórzy już nie żyją.
- No więc tych, którzy zostali. - Gundersen spojrzał na małego człowieczka i uśmiechnął się. - Zajmij się teraz lepiej swoimi turystami. Pogadamy wieczorem w hotelu. Chciałbym, żebyś mnie wprowadził we wszystko, co tu się działo, gdy mnie nie było.
- Mogę to zrobić z łatwością, panie Gundersen. Zaraz i w jednym słowie: zgnilizna. Wszystko tu gnije i rozpada się. Niech pan rozejrzy się po lotnisku. Niech pan popatrzy na te reperujące roboty. Nie bardzo się błyszczą, prawda?
- No, tak ...
- Niech pan podejdzie bliżej, a zobaczy pan plamy na ich kadłubach. Niech pan spojrzy choćby na tę ścianę.
- To przecież można ...
- Oczywiście. Wszystko można naprawić. Nawet roboty naprawcze. Ale tu załamuje się cały system. Prędzej czy później zbutwieją programy operacyjne i nie będzie już co naprawiać. I ten świat wróci do epoki kamienia łupanego.
Wtedy wreszcie nildory będą szczęśliwe. Znam te wielkie potwory, jak każdy zresztą, kto tu jest. Wiem, że nie mogą się doczekać, aż wszelki ślad Ziemian zniknie z tej planety. Udają przyjazne uczucia, ale cały czas dyszą nienawiścią, prawdziwą nienawiścią i ...
- Zajmij się swoimi turystami, Van - przerwał mu Gundersen. - Zaczynają się niepokoić."


bo opis świata był iście hipnotyczny (nie miało się nawet ochoty zżymać, że takie to ziemiopodobne).

Wkurzenie przyszło po przeczytaniu ostatniej strony, gdy uświadomiłem sobie jakie bzdury kazał mi, zahipnotyzowanemu, po drodze łykać ten czarodziej słowa.

Znaczy... adekwatniejsze byłoby stwierdzenie, że powieści Silverberga pozostawiają mnie w stanie pełnej ambiwalencji... Zachwytu dla stylu, wkurzenia na konstrukcję fabuł.
annami
Użytkownik
#17 - Wysłana: 1 Lip 2015 18:29:34
Odpowiedz 
Skończyłam pierwsze "Kroniki Amberu", więc wezmę się troszkę do "Autostrady w mrok" i będę mogła się o niej wypowiedzieć
Q__
Moderator
#18 - Wysłana: 2 Lip 2015 17:36:37
Odpowiedz 
annami

annami:
więc wezmę się troszkę do "Autostrady w mrok" i będę mogła się o niej wypowiedzieć

I jak wrażenia? (Interesuje mnie zwłaszcza Twoja percepcja "Tajemnego gościa"...)

(O "Kronikach..." też potem chętnie pogadam, jak je sobie odświeżę do końca.)
annami
Użytkownik
#19 - Wysłana: 2 Lip 2015 22:48:43
Odpowiedz 
Na razie "Tajemny gość" przeczytany. Dosyć dziwna historia, ale właściwie dobry pomysł. Ciekawe przekorne spojrzenie na funkcję kapitana Stylistycznie dobrze napisane. Natomiast problemem dla mnie jest to, że jakoś Vox do mnie nie przemówiła. Owszem, oczywiście nie chciałabym, żeby została zlikwidowana, ale też jakoś niezbyt mocno przejęłam się jej losem.
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 3 Lip 2015 00:40:52
Odpowiedz 
annami

annami:
Dosyć dziwna historia, ale właściwie dobry pomysł. Ciekawe przekorne spojrzenie na funkcję kapitana Stylistycznie dobrze napisane.

A świat? Jakie wrażenie zrobił na Tobie świat tego utworu?
annami
Użytkownik
#21 - Wysłana: 3 Lip 2015 00:53:40 - Edytowany przez: annami
Odpowiedz 
Q__:
A świat? Jakie wrażenie zrobił na Tobie świat tego utworu?

Świat też dosyć dziwny, ale chyba raczej niespotykany (przynajmniej z mojego punktu widzenia ). Ciekawa perspektywa kolonizacji, możliwości "łączenia się" pomiędzy sobą i sposobu podróżowania statkiem (no i jego "wyposażenia"). Z tym, że jest to też chyba świat dosyć sztywny i nadmiernie "uporządkowany" jak na to, żeby chcieć w nim żyć - chociaż tu akurat obraz może być zniekształcony- w końcu dwoje głównych bohaterów jest jakby takimi outsiderami w stosunku do otoczenia.

P.S. Nie wiem, jak będzie z " Tebami stu bram", bo w trakcie opowiadania, jak się okazuje, brakuje 17 stron
Q__
Moderator
#22 - Wysłana: 3 Lip 2015 11:49:36
Odpowiedz 
annami

annami:
Świat też dosyć dziwny, ale chyba raczej niespotykany (przynajmniej z mojego punktu widzenia ).

Ciekawe czy znasz "transcielesne" utwory Grega Egana ("Miasto permutacji", "Gloria", "Diaspora", wyjęte z niej opowiadanie "Dywany Wanga" i nie tylko) - i ew., stanowiący poniekąd ich wersję light, cykl o Takeshim Kovacsu Richarda Morgana - bo mnie się "Tajemny gość" zdaje (jak już o tym bąknąłem) ów nurt transcielesny antycypować, choć pisany z zupełnie innej, typowo silverbergowskiej (tj. emocjonalno-opisowej nie hard SF, czy cyberpunkowo-sensacyjnej, perspektywy)...
annami
Użytkownik
#23 - Wysłana: 12 Lip 2015 13:18:03
Odpowiedz 
Powracam

Q__:
Ciekawe czy znasz "transcielesne" utwory Grega Egana

Znowu, kojarzę nazwisko, ale spotkałam się z opinią, że pisze bardzo hard science fiction.
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 12 Lip 2015 19:48:05
Odpowiedz 
annami

annami:
Powracam

Znakomicie.

annami:
spotkałam się z opinią, że pisze bardzo hard science fiction.

B. prawdziwa to opinia.
annami
Użytkownik
#25 - Wysłana: 12 Lip 2015 21:41:58
Odpowiedz 
Q__:
B. prawdziwa to opinia.

Niemniej jednak, może kiedyś uda się coś przeczytać

Do powieści Silverberga wezmę się wkrótce- na pewno do czwartej części Majipooru (lub pierwszej trylogii Prestimiona, zależy jak liczyć ) i w bliskiej kolejności do "W dół, do ziemi", bo zainteresowała mnie wzmianka o nawiązywaniu do "Jądra ciemności", które podobało mi się, choć było dla mnie lekturą szkolną Zresztą myślałam sobie wtedy, że jest w nim coś podobnego do science-fiction.
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 13 Wrz 2015 18:56:15
Odpowiedz 
annami

Varia okołosilverbergowskie, czyli...

1. O tym jakim blurbem Silverberg promował Gibsona (kto by pomyślał...):
http://www.bookforum.com/inprint/018_05/8905

2. Grupa dyskusyjna poświęcona R.S.:
https://groups.yahoo.com/neo/groups/theworldsofrob ertsilverberg/info

3. Tegoroczne refleksje naszego bohatera tytułowego (dał sobie za motto ten tekst Asimova, co ledwo co wspomniałem):
http://blog.sfgateway.com/index.php/robert-silverb ergs-reflections-september-2015/
annami
Użytkownik
#27 - Wysłana: 14 Paź 2015 00:19:00
Odpowiedz 
No i podobno mają wyjść w Polsce "Opowieści z Majipooru", a tutaj druga trylogia u mnie nieprzeczytana
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 15 Paź 2015 07:39:52
Odpowiedz 
annami

annami:
No i podobno mają wyjść w Polsce "Opowieści z Majipooru"

Trochę na temat (z bloga wydawcy):
http://www.sedenko.pl/2013/11/25/ostatni-tom-majip ooru/

annami:
a tutaj druga trylogia u mnie nieprzeczytana

Zdaje się, że - jak zwykle w wypadku opowieści tego typu - mamy tu raczej do czynienia z osobnymi opowieściami osadzonymi w tytułowym świecie, niż z czymś, co wpisuje się w chronologię cyklu na tyle, by trzeba było rzecz czytać w określonej kolejności (starczy zresztą rzucić okiem na daty pierwotnego ukazania się poszczególnych opowiadań).

ps. Skoro o Majipoorze mowa...
http://www.majipoor.com/majipoor/majipoor.php
annami
Użytkownik
#29 - Wysłana: 16 Paź 2015 23:20:50
Odpowiedz 
annami:
http://www.majipoor.com/majipoor/majipoor.php

Ciekawe," quasi-oficjalna" strona
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 16 Paź 2015 23:31:12 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
annami

annami:
Ciekawe," quasi-oficjalna" strona

Zdaje się, że strona Sapkowskiego - ta zwąca się Sapkowski Zone - miała (czy ma) podobny status... To samo Baxterium poświęcone twórczości Stephena Baxtera, o ile się nie mylę...
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Robert Silverberg - przereklamowany?

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!