USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Jak rozwiązać problem ludzio-obcych w SF, nie tracąc ich potencjału.
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Mav
Użytkownik
#1 - Wysłana: 12 Wrz 2014 21:45:04 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Jak mieć Wolkan, Klingonów itd., ale zachować przy tym realistyczny klimat Hard SF?

Otóż jak wiadomo tacy obcy z doklejonym czołem czy uszami nie pasują dziś za bardzo do Hard SF. Ośmieszą nowy serial z ambicjami na starcie. Nikt już dzisiaj raczej nie kupi ambitnego SF z obcymi, którzy wyglądają w mniejszym i większym stopniu jak ludzie, tylko mają coś doklejone do twarzy, i zachowują się praktycznie tak samo. Stworzenie natomiast wiarygodnego obcego jest bardzo trudne, by rzec niemożliwe. Można to jeszcze jakoś ogarnąć jeśli spuści się na takich obcych potężna zasłonę tajemnicy. A więc muszą wyglądać bardzo obco, tak że aktor zagrać by ich nie mógł, pojawiać się tylko na chwilę, kiedy to jest naprawdę konieczne oraz najlepiej nic nie mówić i za dużo o sobie nie zdradzać. Ale taki obcy nie daje potencjału takiego jak taki z Treka. Jak więc zjeść ciastko i mieć ciastko? Można chyba upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - rozwiązaniem jest inżynieria genetyczna!

Trzeba zrobić świat przyszłości, w którym doszło do wojen eugenicznych, w wyniku których wyrzucono z Ziemi frakcje, które były za nieograniczonymi zmianami genetycznymi. Na Ziemi zostali ludzie, którzy ograniczyli zmiany do wyeliminowania chorób i wzmocnienia układu odpornościowego, resztę zostawiając bez zmian, zakazując dalszych modyfikacji. Mija 200 lat. Genetycy (czyli fanatycy nieograniczonej inżynierii genetycznej) urządzili się gdzieś w kosmosie, dalej modyfikując swoje organizmy. Doszło między nimi do różnych rozłamów, wynikających z różnych wizji na temat życia, rozwoju oraz planów na przyszłość. Część wyruszyła więc założyć własne kolonie. Przez dziesięciolecia (albo i dłużej) wytworzyły się dziesiątki różnie zmodyfikowanych gatunków ludzi, tworzących różne cywilizacje.

Przykładowe frakcje:

-
Jedna z frakcji to podrasowane fizycznie, niezwykle silne, odporne, agresywne istoty. Pro militarna cywilizacja. Tworzą różne wojskowe modele - żywe bomby, czy takie jednostki pozbawione aparatu gębowego, ponieważ mówić nie muszą, tylko wykonywać rozkazy i przydzielone im specjalizacje. Coś na styl Klingonów powiedzmy.

-
Inna skupiłaby się najbardziej na rozwoju mózgu, zniwelowaniu agresji, a także przystosowaniu organizmów do ekosystemu posiadanej przez siebie planety. Byli by pokojowo nastawienie do ludzi, aczkolwiek woleli by unikać kontaktu. Tacy jakby Wolkanie.

-
Byliby także tacy, którzy przez dziesięciolecia zmodyfikowali się tak mocno, że ciężko ludziom (Ziemianom) o kontakt z nimi. Jedna z frakcji (ta militarna powiedzmy) czułaby się zdradzona tym wygnaniem sprzed 200 lat i różnymi atakami terrorystycznymi i rozwojem własnej armii chciałaby udowodnić swoją wyższość, a także odzyskać Ziemie. Niektórzy byliby tajemniczy. Stopień zaawansowania technologicznego byłby różny. Ziemianie nie do końca znaliby stopień rozprzestrzenienia się Genetyków, współpracy wewnątrz nich, przynależności, planów.

Akcja serialu zaczęłaby się od ataku tych najagresywniejszych, pro militarnych Genetyków na jedną z kolonii Ziemian po kilkudziesięciu latach milczenia. Mieliby dość zaawansowane uzbrojenie, a poziom modyfikacji byłby podporządkowany celowi, odarty z moralności (przykład tych jednostek bez aparatów gębowych, z posłusznymi na rozkazy dowódców mózgami). Ziemianie nie znali by skali ich kontaktów wśród innych znanych im frakcji Genetycznych. Ci pro militarni mogliby podbić jakąś inną frakcję Genetyków, która była bliska podpisaniu traktatu pokojowego z Ziemianami itd. Potencjał jest olbrzymi. Nie będę jednak nad tym myślał, bo mi się nie chcę Daję tylko luźna koncepcję.

Podsumujmy: Mielibyśmy tych ludzi z Ziemi, takich jak my, mających swoje kolonie na kilku planetach, stacje kosmiczne itd. I kilkanaście, czy kilkadziesiąt mniej lub bardziej znanych Ziemianom frakcji Genetyków rozsianych po kosmosie. Oni nieśli by potencjał taki jak obcy z Treka, jednocześnie będąc wiarygodnymi z punktu widzenia realistycznego, ambitnego Hard SF. Wszelkie podobieństwa do ludzi byłyby zrozumiałe, bo od ludzi by pochodzili. Wszelkie odmienności, nie ważne w jakiej skali - także byłyby w pełni zrozumiałe i logiczne, bo wynikały by z modyfikacji genetycznych.

A brak "prawdziwych" obcych byłby problemem? Można by i takich umieścić w takim serialu. Otoczyć ich maksymalnie zasłoną tajemnicy, aby się nie ośmieszyć Mogliby być zaniepokojeni ekspansją ludzi. Mogliby pełnić role czegoś mobilizującego frakcje niektórych Genetyków, także z ludźmi. W każdym razie pomysł z Genetykami daje ogromny potencjał. Można poruszyć wszystkie ważne kwestie - terroryzm, odmienność, rasizm, moralność, polityka itd. A przy tym nie ośmieszać się obcymi z doklejonymi nosami. A same projekty tych modyfikacji nie byłyby tylko widzimisiem stylistów, tylko podporządkowane logice. Jakaś frakcja musiałaby się dostosować do warunków na obcej planecie - zwiększyć płuca, zmniejszyć masę mięśniowa, osłonić oczy itd. Ci militarni tworzyliby pancerne skóry, magazyny powietrza, czy wyglądających jak ludzie agentów do infiltracji itd. Nie chce mi się teraz myśleć nad tym.

Oczywiście nie zabrakłoby w tym wszystkim miejsca na roboty, drony, cyborgi (bo i takie modyfikacje by się pojawiały). Ziemianie używaliby egzoszkieletów i robotów, co w oczach tych militarnych mogłoby być symbolem ich słabości i słuszności ich modyfikacji.

Ma to jakiś sens? Q i tak pewnie napisze, że coś takiego już było w książkowym SF
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 12 Wrz 2014 23:52:42 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Q i tak pewnie napisze, że coś takiego już było w książkowym SF

No, zdarzało się. W "Hyperionie" mamy tradycyjnych ludzi i modyfikujących się Intruzów (Hamilton woli to samo zwać Adamitami i Edenistami), u Sterlinga są Kształcerze (zwolennicy geninżynierii) i Mechaniści (cyborgi), Reynolds wprowadza nawet więcej frakcji (jedna to w sumie Borg); w "Obcym brzegu" Friedman ludzkość dzieli się na mutacje zwane Wariantami, w "Nie ma ciemności" braci Haldemanów różne planetarne środowiska wytwarzają nowe typy ludzi (mamy tego echo w AND - siłacz Hunt jest heavyworlderem); ba, nawet w SW EU wszystkie jawne humanoidy - poza Falleenami i Twi'lekami (historia tych drugich jest ciekawsza) - uchodzą za sztuczne (genetyka) lub naturalne (haldemanowska adaptacja do nowych środowisk) odłamy ludzkości. Pisałem, bodaj, o tym wszystkim.

Prawdą jest też jednak, że wystarczy z sensem używać tych człeko-Obcych, a widownia łyknie i naciągane dänikenowskie uzasadnienia (obecne i w Treku) - długoletni sukces Le Guin dowodem (o czym też pisałem).

Mav:
Ma to jakiś sens?

Cóż, w powstającym latami post-Treku ekipy Farraguta zatytułowanym Starship Polaris też poszli we frakcjonowanie ludzkości.
Mav
Użytkownik
#3 - Wysłana: 13 Wrz 2014 00:14:23 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
No, zdarzało się. W "Hyperionie" mamy tradycyjnych ludzi i modyfikujących się Intruzów (Hamilton woli to samo zwać Adamitami i Edenistami), u Sterlinga są Kształcerze (zwolennicy geninżynierii) i Mechaniści (cyborgi), Reynolds wprowadza nawet więcej frakcji (jedna to w sumie Borg); w "Obcym brzegu" Friedman ludzkość dzieli się na mutacje zwane Wariantami, w "Nie ma ciemności" braci Haldemanów różne planetarne środowiska wytwarzają nowe typy ludzi (mamy tego echo w AND - siłacz Hunt jest heavyworlderem); ba, nawet w SW EU wszystkie jawne humanoidy - poza Falleenami i Twi'lekami (historia tych drugich jest ciekawsza) - uchodzą za sztuczne (genetyka) lub naturalne (haldemanowska adaptacja do nowych środowisk) odłamy ludzkości. Pisałem, bodaj, o tym wszystkim.

Tak. Tylko tak jak myślałem, wszystko to oderwane od siebie różne koncepcje, w różnych stylach - razem nie tworzą wspólnej, poukładanej koncepcji. Współczesny serial powinien wziąć na klatę wszystko, od robotyki, eksploracje kosmosu po masowy transhumanizm - i połączyć to wszystko w pasującą do siebie całość. Takiego SF nie ma i nawet nie wiadomo czy będzie, bo to dość trudne do ogarnięcia, ale nie nie możliwe. Tylko czy komuś by się chciało mierzyć z tak rozbudowanym SF?


Q__:
Prawdą jest też jednak, że wystarczy z sensem używać tych człeko-Obcych, a widownia łyknie i naciągane dänikenowskie uzasadnienia (obecne i w Treku) - długoletni sukces Le Guin dowodem (o czym też pisałem).

Nie zgodzę się z tym W rozrywkowym sf jak Treki Abramsa może i łyknie, ale w ambitniejszej tylko najwięksi miłośnicy gatunku, a i tak spora część będzie marudzić (tak jak ja na przykład). A przecież chodzi o SF, które miałoby ożywić ten gatunek. Miałoby złapać ludzi, którzy nie koniecznie są fanatykami SF. A tacy na widok babki pomalowanej niebieską farbą z przyklejonymi czułkami wpadają w szczery śmiech i nie ma się co dziwić Takie lepsze charakteryzacje, jak np. Kardasjanów, też nikt nie kupi.

Koniec z pseudo Obcymi, naprawdę I tak każdy - nieważne czy ma inne czoło, czy cały jest jakiś gładki - gada jak człowiek, zachowuję się jak człowiek, albo na siłę próbuje to robić inaczej i wychodzi to nędznie, czyli jakieś dziwne głosiki, głupawe minki itd.
MarcinK
Użytkownik
#4 - Wysłana: 13 Wrz 2014 13:13:58
Odpowiedz 
Mav:
Jedna z frakcji to podrasowane fizycznie, niezwykle silne, odporne, agresywne istoty. Pro militarna cywilizacja. Tworzą różne wojskowe modele - żywe bomby, czy takie jednostki pozbawione aparatu gębowego, ponieważ mówić nie muszą, tylko wykonywać rozkazy i przydzielone im specjalizacje. Coś na styl Klingonów powiedzmy.

Trochę to przypomina owady społeczne. Mamy drony które wykonują ślepo swoje zadania i kastę rządzącą. Można było by poszczególnym modelom podorabiać naturalne uzbrojenie (kolce jadowe, szpony, skrzydła...), mięśnie które pobierały by tlen bezpośrednio z atmosfery (jak mięśnie skrzydeł owadów). Usta bym zostawił lub zastąpił jakąś ssawką (jak u komara) by drony mogły posilać się ciałami zabitych. Niektóre jednostki mogły by generować wirusa który zmienia normalnych ludzi w drony.

Mav:
Inna skupiłaby się najbardziej na rozwoju mózgu, zniwelowaniu agresji, a także przystosowaniu organizmów do ekosystemu posiadanej przez siebie planety. Byli by pokojowo nastawienie do ludzi, aczkolwiek woleli by unikać kontaktu. Tacy jakby Wolkanie.

Można by pójść o krok dalej i stworzyć z nich organizmy osiadłe które komunikowały by się ze sobą jak ekosystem Pandory i skupiły by się w całości na rozwoju duchowym.
Mav
Użytkownik
#5 - Wysłana: 13 Wrz 2014 16:42:16 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
MarcinK:
Trochę to przypomina owady społeczne. Mamy drony które wykonują ślepo swoje zadania i kastę rządzącą. Można było by poszczególnym modelom podorabiać naturalne uzbrojenie (kolce jadowe, szpony, skrzydła...), mięśnie które pobierały by tlen bezpośrednio z atmosfery (jak mięśnie skrzydeł owadów). Usta bym zostawił lub zastąpił jakąś ssawką (jak u komara) by drony mogły posilać się ciałami zabitych. Niektóre jednostki mogły by generować wirusa który zmienia normalnych ludzi w drony.

MarcinK:
Można by pójść o krok dalej i stworzyć z nich organizmy osiadłe które komunikowały by się ze sobą jak ekosystem Pandory i skupiły by się w całości na rozwoju duchowym.

Ciekawe i efektowne, a przy tym zachowuje odpowiedni realizm, autentyczność, bowiem to modyfikacje ludzi, zrobione przez ludzi, a nie próba wymyślenia wyniku ewolucji myślącego gatunku na jakiejś nieznanej obcej planecie. To jest siła tej koncepcji transhumanizmu. Bawiąc się w wymyślanie Obcych i tak ponosimy klęskę, bo nie możemy uciec od ludzkich schematów. Przy tworzeniu ludzi zmodyfikowanych nasze ludzkie myślenie jest atutem, nadaję autentyczności, bowiem to ludzie w przyszłości będą tworzyć takie modyfikację w imię różnych potrzeb czy idei.

Przykład Borga jest ciekawy. Jeśli oceniać go w ramach realistycznego SF, to nie wypada zbyt dobrze. Niby zasymilował tysiące światów, a wszyscy wyglądają jak ludzie z doczepioną elektroniką - nie ma w tym logiki. Do tego Królowa była już totalnie ludzka z fizycznego i psychologicznego punktu widzenia. Natomiast jeśli brać go jako wynik ludzkiego transhumanizmu, jako frakcje, która poszła w ostrą cybernetyzację i która chce przyłączyć do kolektywu innych ludzi - wypada genialnie.

MarcinK
Użytkownik
#6 - Wysłana: 13 Wrz 2014 17:04:47
Odpowiedz 
Mav
W przypadku Treka najciekawsi obcy są traktowani po macoszemu np. Tholianie.
http://en.memory-alpha.org/wiki/Tholian
Mav
Użytkownik
#7 - Wysłana: 13 Wrz 2014 20:48:42 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
MarcinK:
W przypadku Treka najciekawsi obcy są traktowani po macoszemu np. Tholianie.

Nic dziwnego. Po co się męczyć z trudnymi do zrealizowania i wkomponowania w scenariusz Obcymi, skoro można namalować aktorowi kilka kropek na twarzy, czy przykleić jakieś kreski na czole i po kłopocie

INS powinien dostać Oskara za Baku. Oskara za lenistwo i głupotę. Wielkim moim błędem była próba użycia tego filmu do wkręcenia kilku znajomych w Treka. Na początku ukazali się Baku i się zaczęły pytania: To ludzie? Dlaczego tak wyglądają? Co za bzdura. O co w tych chodzi? Jaki to ma sens? Nie mieli pieniędzy na lepszych?

Odpowiedź jest taka, że twórcy poszli na łatwiznę, no i przede wszystkim musiał być wspaniały wątek miłosny, a w szkaradzie Picard zakochać by się nie mógł To się nazywa SF z ambicjami!
MarcinK
Użytkownik
#8 - Wysłana: 13 Wrz 2014 21:13:03
Odpowiedz 
Mav:
Odpowiedź jest taka, że twórcy poszli na łatwiznę, no i przede wszystkim musiał być wspaniały wątek miłosny, a w szkaradzie Picard zakochać by się nie mógł

W Avatarze jakoś to wypaliło, pomimo faktu że obok bohatera kręciła się niczego sobie pani pilot.
ortkaj
Użytkownik
#9 - Wysłana: 13 Wrz 2014 21:16:22
Odpowiedz 
Mav
Mav:
Wielkim moim błędem była próba użycia tego filmu do wkręcenia kilku znajomych w Treka.

Następnym razem będzie lepie ale wybierz jakiś dobry odcinek TNG lub VOY...
IMO nawet najlepsze pełne metraże ST nie stanowią zanęty dla nowych...
MarcinK
Użytkownik
#10 - Wysłana: 13 Wrz 2014 22:11:28
Odpowiedz 
ortkaj:
Następnym razem będzie lepie ale wybierz jakiś dobry odcinek TNG lub VOY...

VOY i dobry odcinek?
Żeby wkręcić nowych potrzebny jest GNIEW KHANA!!
ortkaj
Użytkownik
#11 - Wysłana: 13 Wrz 2014 22:23:13
Odpowiedz 
MarcinK
MarcinK:
VOY i dobry odcinek?

W ST nie ma serii bez dobrych odcinków.
Dobrze Ci radzę nie prowokuj..po prostu obejrzyj
PS. Gniew Khana tez może być...chociaż później może być rozczarowanie w sumie ludzie w tym filmie są bogami....
Mav
Użytkownik
#12 - Wysłana: 13 Wrz 2014 22:30:23 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
ortkaj:
Następnym razem będzie lepie ale wybierz jakiś dobry odcinek TNG lub VOY...
IMO nawet najlepsze pełne metraże ST nie stanowią zanęty dla nowych...

To było wiele lat temu TNG wciągnął kilku. Zadziałał ten inteligenty klimat tego serialu, a kluczem do sukcesu była konstrukcja odcinków (szczególnie w pierwszych sezonach) polegająca na rozwiązywaniu zagadek. Coś dziwnego się działo, coś zaskakującego, jakieś anomalie, tajemnicze formy życia itd., a załoga musiała się w tym połapać. To jest siła TNG, głownie jednak pierwszych sezonów, bo później serial poszedł w dosyć monotonne odcinki polityczne i obyczajowe, nie noszące ze sobą niczego nadzwyczajnego.

MarcinK:
VOY i dobry odcinek?

A jest parę, nie przesadzaj

MarcinK:
Żeby wkręcić nowych potrzebny jest GNIEW KHANA!!

Gniew Khana nie ma już tego, o czym pisałem wyżej w przypadku TNG. To już takie kino sensacyjne w kosmosie, więc kogoś, kto nie zna Treka może zwyczajnie nie zainteresować, bo nie znajdzie tam nic ciekawego, nic niezwykłego.
MarcinK
Użytkownik
#13 - Wysłana: 13 Wrz 2014 22:36:32
Odpowiedz 
Mav:
To już takie kino sensacyjne w kosmosie, więc kogoś, kto nie zna Treka może zwyczajnie nie zainteresować, bo nie znajdzie tam nic ciekawego, nic niezwykłego

Właśnie nie. Spotkałem się z wieloma opiniami głoszącymi że TWOK spodoba się nawet tym co za trekiem nie przepadają.
ortkaj
Użytkownik
#14 - Wysłana: 13 Wrz 2014 22:37:13
Odpowiedz 
Mav:
Gniew Khana nie ma już tego, o czym pisałem wyżej w przypadku TNG. To już takie kino sensacyjne w kosmosie, więc kogoś, kto nie zna Treka może zwyczajnie nie zainteresować, bo nie znajdzie tam nic ciekawego, nic niezwykłego.

No to też, i skąd ten Khan i czemu taki stary?

Mav:
To jest siła TNG, głownie jednak pierwszych sezonów, bo później serial poszedł w dosyć monotonne odcinki polityczne i obyczajowe

Polit. pop. w pełnym rozkwicie i czasem w przesadzie....
Mav
Użytkownik
#15 - Wysłana: 13 Wrz 2014 22:55:31
Odpowiedz 
ortkaj:
No to też, i skąd ten Khan i czemu taki stary?

Ja ogólnie nie rozumiem tej całej fascynacji Khanem Uważam 6 za lepszą część.

ortkaj:
Polit. pop. w pełnym rozkwicie i czasem w przesadzie....

I dosyć naiwnie się robi. Wiele decyzji Picarda przypomina swoją naiwnością przykład wielkiej polityki resetu Obamy wobec Rosji, bo przecież oni nie są już zagrożeniem. Zapomnijmy o przeszłości, skupmy się na wspólnej, świetlanej przyszłości. A życie to bardzo szybko zweryfikowało
ortkaj
Użytkownik
#16 - Wysłana: 13 Wrz 2014 23:10:54 - Edytowany przez: ortkaj
Odpowiedz 
Mav
Mav:
Uważam 6 za lepszą część.

Potem już było tylko gorzej, ale była zagadka, sensacja, polityka, efekty nie odstawały od średniej i była wieczna zmarzlina i która spowodowała, że Kirk i Doktor się nie rozsypali ( niestety wiek ekipy był już wtedy emerycki)
Mav
Użytkownik
#17 - Wysłana: 13 Wrz 2014 23:21:15
Odpowiedz 
ortkaj:
niestety wiek ekipy był już wtedy emerycki

"Niezniszczalni" udowadniają, że emeryci potrafią zaszaleć
ortkaj
Użytkownik
#18 - Wysłana: 14 Wrz 2014 11:22:17
Odpowiedz 
Mav
Mav:
"Niezniszczalni"

Niezniszczalni nie oznacza, że nie podniszczeni
Mav:
emeryci potrafią zaszaleć

Nawet ekipa Enterprise nie wytrzymałaby trzytygodniowego turnusu w Ciechocinku .
Mav
Użytkownik
#19 - Wysłana: 15 Wrz 2014 02:20:55
Odpowiedz 
ortkaj:
Niezniszczalni nie oznacza, że nie podniszczeni

Zgadza się, ale na upartego to załoga TNG mogłaby z powodzeniem kręcić 28 sezon The Next Generation Patrick Stewart to wygląda prawie tak samo jak w 7 sezonie
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 15 Wrz 2014 17:06:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Tak. Tylko tak jak myślałem, wszystko to oderwane od siebie różne koncepcje, w różnych stylach - razem nie tworzą wspólnej, poukładanej koncepcji. Współczesny serial powinien wziąć na klatę wszystko, od robotyki, eksploracje kosmosu po masowy transhumanizm - i połączyć to wszystko w pasującą do siebie całość. Takiego SF nie ma i nawet nie wiadomo czy będzie, bo to dość trudne do ogarnięcia, ale nie nie możliwe. Tylko czy komuś by się chciało mierzyć z tak rozbudowanym SF?

Właśnie w trudności do ogarnięcia rzecz. Stworzenie wizji uwzględniającej tyle zmiennych i jeszcze sensownej w dodatku jest - IMHO - zadaniem ponad siły ludzkiego umysłu (nawet Lem w takich razach uciekał w groteskę, a Clarke skupiał się na technologiach i to wybranych, tych, które interesowały go akurat), dlatego - m.in. - SF pogrąża się w kryzysie (w jej miejsce zaś wchodzą bajeczki Sci-fi, czerpiące z SF akurat tyle, by sensacyjna fabuła była fajniejsza dla popcornożercy ), bo co mądrzejsi autorzy to wiedzą.
Owszem, można próbować to obejść wyjmując co mądrzejsze elementy z cudzych fabuł i obrabiając po swojemu, otaczając się tłumem fachowców itd. Pytanie jednak czy powstałe tak dzieło będzie dostatecznie zrozumiałe dla masowego widza, by koszty się zwróciły? Bezpieczniej jest robić takie eksperymenty w literaturze (nie bez kozery to z niej dobierałem przykłady*).
(Jeszcze inna sprawa, że taka wizja przyszłości, nawet najmądrzej stworzona, zawsze o coś z realiów się potknie, ale... Trek ma tu akurat o tyle łatwo, że jego zadaniem nie jest pokazywanie najprawdopodobniejszej przyszłości, a - zdaniem Roddenberry'ego - najlepszej.)

* BTW. mogę dorzucić kolejny, "Cicha wojna" McAuley'a:
http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=1 8962
(Średnie czytadło w sumie, a jest kosmos, są eksperymenty genetyczne, podział ludzi na frakcje, trochę polityki, wojna - traktowana zresztą od strony socjologicznej itd.).

Mav:
Nie zgodzę się z tym W rozrywkowym sf jak Treki Abramsa może i łyknie, ale w ambitniejszej tylko najwięksi miłośnicy gatunku, a i tak spora część będzie marudzić (tak jak ja na przykład). A przecież chodzi o SF, które miałoby ożywić ten gatunek. Miałoby złapać ludzi, którzy nie koniecznie są fanatykami SF. A tacy na widok babki pomalowanej niebieską farbą z przyklejonymi czułkami wpadają w szczery śmiech i nie ma się co dziwić Takie lepsze charakteryzacje, jak np. Kardasjanów, też nikt nie kupi.

Mav:
INS powinien dostać Oskara za Baku. Oskara za lenistwo i głupotę. Wielkim moim błędem była próba użycia tego filmu do wkręcenia kilku znajomych w Treka. Na początku ukazali się Baku i się zaczęły pytania: To ludzie? Dlaczego tak wyglądają? Co za bzdura. O co w tych chodzi? Jaki to ma sens? Nie mieli pieniędzy na lepszych?

Odpowiedź jest taka, że twórcy poszli na łatwiznę

Nie masz Ty talentu marketingowego (i nie do końca chyba rozumiesz o co z tymi człeko-Obcymi chodzi).
Otóż człeko-Obcy służą po pierwsze możliwości ukazania innej ludzkości. Nie ludzkości, która w pewnym momencie przyszłości poszła w tym, czy owym kierunku, ale bagaż historycznych doświadczeń z naszej planety rodem wciąż w niej siedzi. Ludzkości, której kultura rozwijała się od początku w trochę innych warunkach, wychodząc od trochę innego "zestawu początkowego" (sztandarowe przykłady to dwupłciowość Getheńczyków, czy trochę większa krwiożerczość niezliczonych ras proud warriors). Oglądając te inne kultury mamy okazję zastanowić się nad własną, podumać na ile determinuje nas biologia, różne zbiegi historycznych okoliczności itp... (Jest to bliskie konwencji historii alternatywnej, a mniej skostniałe.) Ponadto, taka "inna ludzkość" pozwala wyjmować - jak pisałem w kontekście "Duetu" - pewne rzeczy poza historyczny ziemski kontekst, oceniać, badać, pewne kwestie w sposób bardziej uniwersalny, bardziej same w sobie.
Wreszcie można tą metodą konfrontować różne drogi rozwoju społecznego i technologicznego, ew. oceniać takie drogi okiem przybysza z zewnątrz (zwykle "Ziemniaka") zadającego zdroworozsądkowe pytania.

I to właśnie mówi się znajomym, podkreślając, że pierwsze i drugie podejście stosowała w prawie wszystkich swoich utworach Le Guin, trzecie zaś - równolegle - Lem i TOS. Wielkie nazwiska zamkną buzie fanom ambitnej SF, a takie wprowadzenie w temat pozwoli im docenić o co w Treku chodzi. Stąd właśnie - że odwołam się do innego kawałka Twojej wypowiedzi:
Mav:
Przykład Borga jest ciekawy. Jeśli oceniać go w ramach realistycznego SF, to nie wypada zbyt dobrze. Niby zasymilował tysiące światów, a wszyscy wyglądają jak ludzie z doczepioną elektroniką - nie ma w tym logiki. Do tego Królowa była już totalnie ludzka z fizycznego i psychologicznego punktu widzenia. Natomiast jeśli brać go jako wynik ludzkiego transhumanizmu, jako frakcje, która poszła w ostrą cybernetyzację i która chce przyłączyć do kolektywu innych ludzi - wypada genialnie.

Biorąc za obiekt analiz takiego np. Borga stosuje się oczywiście wykładnie transhumanistyczną. No i o królowej się mówi, że to popsucie oryginalnej wizji.

Dlatego byłbym b. ostrożny z:
Mav:
Koniec z pseudo Obcymi, naprawdę

Wbrew pozorom, wywalając ich pozbywamy się sporej części kanonu SF.

(Inna sprawa, że akurat INS to wszystko o czym pisałem nie pomoże, Ba'ku są tam użyci bez śladowego sensu. Nie są ani metaforą, ani wdzięcznym obiektem analiz. Są, po prostu.)

Mav:
I tak każdy - nieważne czy ma inne czoło, czy cały jest jakiś gładki - gada jak człowiek, zachowuję się jak człowiek, albo na siłę próbuje to robić inaczej i wychodzi to nędznie, czyli jakieś dziwne głosiki, głupawe minki itd.

Hmm.... Te głosiki i minki w GQ wyszły genialnie.

MarcinK

MarcinK:
Trochę to przypomina owady społeczne. Mamy drony które wykonują ślepo swoje zadania i kastę rządzącą. Można było by poszczególnym modelom podorabiać naturalne uzbrojenie (kolce jadowe, szpony, skrzydła...), mięśnie które pobierały by tlen bezpośrednio z atmosfery (jak mięśnie skrzydeł owadów). Usta bym zostawił lub zastąpił jakąś ssawką (jak u komara) by drony mogły posilać się ciałami zabitych. Niektóre jednostki mogły by generować wirusa który zmienia normalnych ludzi w drony.

Brzmi niezgorzej (i chętnie bym to w jakim utworze zobaczył), acz jest to nadal nasz Borg, tylko poddany większej "owadyzacji" (takie owadzie społeczeństwa już staruszek Wells wymyślał). Z tymi zabitymi zaś to trochę Marines z WH40k pachnie.

Wszystko to już w sumie było, ale docenię Ci - połączenie wyszło oryginalne. (Choć bodaj najważniejsze byłoby tu odpowiedzenie sobie na pytanie dlaczego pewien odłam ludzkości wybrał taką - dość drastyczną z naszego punktu widzenia - drogę. W ostateczności można zwalić to na warunki (vide "Diuna" i Fremeni czy "Urodzony pod Marsem" i pewna surowość tubylczego obyczaju).

MarcinK:
Można by pójść o krok dalej i stworzyć z nich organizmy osiadłe które komunikowały by się ze sobą jak ekosystem Pandory i skupiły by się w całości na rozwoju duchowym.

Kiedy, jak dobrze się wgryźć w kanon, to wszystko tkwi zalążkowo w TOSowych Wolkanach, tylko Bennett poszedł potem w innym kierunku. A osiadłość taka maksymalna, roślinna? Jeden z gatunków z simakowej "Zasady Wilkołaka" tak miał...

Mav

Mav:
Ciekawe i efektowne, a przy tym zachowuje odpowiedni realizm, autentyczność, bowiem to modyfikacje ludzi, zrobione przez ludzi, a nie próba wymyślenia wyniku ewolucji myślącego gatunku na jakiejś nieznanej obcej planecie. To jest siła tej koncepcji transhumanizmu. Bawiąc się w wymyślanie Obcych i tak ponosimy klęskę, bo nie możemy uciec od ludzkich schematów. Przy tworzeniu ludzi zmodyfikowanych nasze ludzkie myślenie jest atutem, nadaję autentyczności, bowiem to ludzie w przyszłości będą tworzyć takie modyfikację w imię różnych potrzeb czy idei.

Tak, przy czym pamiętaj o słynnym cytacie z Dukaja:

"— Jak to: nie ma znaczenia? Obcy albo nie Obcy!
— Doprawdy? /.../ Skoro taka forma życia jest możliwa w naszym wszechświecie, to prędzej czy później musi się ziścić.
— Równanie Drake'a operuje tak wielkimi liczbami —
— To nie ma nic wspólnego z równaniem Drake'a. To Prawo Progresu. Raz uruchomiony Progres, o ile nie zostanie ucięty przed przekroczeniem Pierwszego Progu, w skończonym czasie zrealizuje wszystkie możliwe w danym wszechświecie formy życia. /.../Jeśli warunki fizyczne wszechświata otwierają jakąś niszę ekologiczną, to nie ma siły, autoewoluujący fren wpełznie i tam. I jakie wówczas znaczenie ma, z którego akurat Progresu pochodzi? Definiuje go ta nisza."


"Perfekcyjna niedoskonałość"
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 15 Wrz 2014 17:09:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
cd.

Co w praktyce oznacza, że transhumanizm jest też trochę pójściem na łatwiznę - pozwala wymyślić wszystko, co akurat wymyślić mamy ochotę. Klasyczna "Obcologia", nawet jeśli idzie na skrajną łatwiznę pokazując w humanoidy, musi logicznie trzymać się założeń (u wspomnianej Le Guin wystarcza inna seksualność, by spora część wartości kulturowych ułożyła się zupełnie inaczej) i może być z tego rozliczana. W transhumanistycznej SF mamy w sumie współczesnych - mentalnie - ludzi, którzy gotowi przebudować się na samojezdne krzesło czy żywą planetę dla picu.
(Inna sprawa, że nie należy bagatelizować tematyki transhumanistycznej, mimo wszystko, problemy autoewolucji są coraz bliżej.)

MarcinK

MarcinK:
W przypadku Treka najciekawsi obcy są traktowani po macoszemu np. Tholianie.

Bywa i gorzej. HF np. wydobywa Tholian z zapomnienia i wysuwa na plan pierwszy, ale nie robi z nich nic ponad przeciwników w wojaczce. Nie usiłuje nadać im głębi. (Ba, czyni ich pionkami w rękach pewnego humanoida, który skrycie pociąga za sznurki).

Mav

Mav:
Po co się męczyć z trudnymi do zrealizowania i wkomponowania w scenariusz Obcymi, skoro można namalować aktorowi kilka kropek na twarzy, czy przykleić jakieś kreski na czole i po kłopocie

Tak w sumie, to problem realizacyjny zaraz się skończy, F/X tanieją. Sedno właśnie we wkomponowaniu w scenariusz - już sensowną kulturę humanoidalną trudno wymyślić, a co dopiero stworzyć od zera wiarygodną mentalność wychodzącą od b. odmiennej biologii?

Mav
MarcinK

Mav:
no i przede wszystkim musiał być wspaniały wątek miłosny, a w szkaradzie Picard zakochać by się nie mógł To się nazywa SF z ambicjami!

MarcinK:
W Avatarze jakoś to wypaliło, pomimo faktu że obok bohatera kręciła się niczego sobie pani pilot.

Tak w sumie to pani z Avatara to nie jest żadna paskuda, a przemalowana Uhura. No i rozwiązania z obu tych produkcii w tym zakresie niczym się nie różnią - w obu wypadkach mamy wetknięte w fabułę skrajne humanoidy z apostrofem w nazwie, by romans mógł być. (W Avatarze razi to może nawet bardziej, bo produkcja ta przejawia niby ambicje kreowania sensownej Obcologii.

ortkaj

ortkaj:
IMO nawet najlepsze pełne metraże ST nie stanowią zanęty dla nowych...

Mnie się - jak pisałem - udało przekonać parę osób do Treka używając TMP. Z tym, ze była to publiczność znająca klasyczną SF, potrafiąca docenić artyzm reżyserii i lubiąca filozofować...

ortkaj
MarcinK
Mav


ortkaj:
Następnym razem będzie lepie ale wybierz jakiś dobry odcinek TNG lub VOY...

MarcinK:
VOY i dobry odcinek?

ortkaj:
W ST nie ma serii bez dobrych odcinków.
Dobrze Ci radzę nie prowokuj..po prostu obejrzyj

Mav:
A jest parę, nie przesadzaj

Co do VOY... W istocie miewa dobre odcinki. I w istocie serii bez dobrych odcinków w ST nie ma. ENT jest może najbliżej tego niechlubnego rekordu, bo gryzie się tam nieśmiałe dążenie do realizmu z nawarstwionymi trekowymi burakami i innym cudactwem, a ekipa solidnie się wykruszyła, ale... i tam się jeszcze coś wartościowego znajdzie.

Odcinek na zachętę? Najlepiej chyba "TBoBW".

MarcinK:
Żeby wkręcić nowych potrzebny jest GNIEW KHANA!!

Mav:
Gniew Khana nie ma już tego, o czym pisałem wyżej w przypadku TNG. To już takie kino sensacyjne w kosmosie, więc kogoś, kto nie zna Treka może zwyczajnie nie zainteresować, bo nie znajdzie tam nic ciekawego, nic niezwykłego.

MarcinK:
Właśnie nie. Spotkałem się z wieloma opiniami głoszącymi że TWOK spodoba się nawet tym co za trekiem nie przepadają.

ortkaj:
No to też, i skąd ten Khan i czemu taki stary?

TWoK? IMO całkiem solidny w sumie film, acz mam wrażenie jednak, że nadaje się dla kogoś kto już Treka zna. Inaczej co go obejdzie starzenie się Kirka i - właśnie - zdziwi się skąd Khan. No chyba, ze mamy do czynienia z widzem, który lubi stare filmy o piratach. Nawiązania do TOS mu przepadną, ale klimat dostanie podobny.

ortkaj

ortkaj:
chociaż później może być rozczarowanie w sumie ludzie w tym filmie są bogami....

Ja bym się tego nie czepiał, i nie próbował zamiatania pod dywan. W sumie takie zawsze było przesłanie Treka (było to zawsze w TOS, TNG, także w Twoim ulubionym VOY; nawet w DS9 zdarzył się taki moment, jak wiemy) i albo ktoś to pokocha, albo raczej Trek nie jest dla niego.

Mav

Mav:
Ja ogólnie nie rozumiem tej całej fascynacji Khanem

A, bo Ty <świnia mode> nie czytasz, to i nie wyłapujesz tych wszystkich literackich smaczków</świnia mode off>

Mav:
To było wiele lat temu TNG wciągnął kilku. Zadziałał ten inteligenty klimat tego serialu, a kluczem do sukcesu była konstrukcja odcinków (szczególnie w pierwszych sezonach) polegająca na rozwiązywaniu zagadek. Coś dziwnego się działo, coś zaskakującego, jakieś anomalie, tajemnicze formy życia itd., a załoga musiała się w tym połapać. To jest siła TNG, głownie jednak pierwszych sezonów, bo później serial poszedł w dosyć monotonne odcinki polityczne i obyczajowe, nie noszące ze sobą niczego nadzwyczajnego.

Tak właściwie dochodzę do wniosku - trochę a'propos głosu w dyskusji, którą zlinkowałem w topicu o Klingonach - że człowiekiem, który rozpoczął psucie Treka, nie był Berman, ani Braga, ani - jak chciał autor tamtej wypowiedzi - Ron Moore, a facet, który z drugiej odpowiadał za Treka rozkwit - tak, Piller. Z jego wikipedycznej biografii wynika bowiem, że "He also moved the direction of stories away from "alien of the week" or "situation of the week" to stories about the characters, which many point to as the turning point for the series.", co oznaczało porzucenie socjologicznych i Problemocentrycznych w kierunku skupienia na bohaterach (na które właśnie narzekasz), rozbudowywał też tło, co na jedno było genialne... na drugie jasne było, że prowadzi ku kostnieniu w kanon. No i to z jego stajni scenarzystów wyszli i Braga i Moore.
Na jedno więc Piller dodawał Trekowi nowe, cenne, elementy, na drugie - gdy zabrakło Roddenberry'ego dla równowagi - skończyło się to, jak się skończyło. (INS, o którym pisałeś, nieźle pokazuje dlaczego - została historia o charakterach i kanon pełen humanoidów, brakuje sensownej problematyki społeczno-naukowo-filozoficznej; widać zresztą, ze Piller próbował ją ponownie wprowadzić, ale nie bardzo umiał.)

(Z tym, że nadal w mojej ocenie M.P. przeważają plusy, choćby za TNG "Yesterday's Enterprise" i "TBoBW", oraz "DS9 "Emissary", i za to co sensowne w założeniach VOY.)

Mav:
I dosyć naiwnie się robi. Wiele decyzji Picarda przypomina swoją naiwnością przykład wielkiej polityki resetu Obamy wobec Rosji, bo przecież oni nie są już zagrożeniem. Zapomnijmy o przeszłości, skupmy się na wspólnej, świetlanej przyszłości. A życie to bardzo szybko zweryfikowało

Tego bym się nie czepiał, zadaniem Treka jest bardziej projektowanie udanej przyszłości niż skupianie się na mrokach teraźniejszości. Bez tego ST staje się, po prostu kolejnym światem SF i to - jak wiemy - dość kiepsko pomyślanym...

ortkaj

ortkaj:
Potem już było tylko gorzej, ale była zagadka, sensacja, polityka, efekty nie odstawały od średniej i była wieczna zmarzlina i która spowodowała, że Kirk i Doktor się nie rozsypali ( niestety wiek ekipy był już wtedy emerycki)

Mówisz o szóstce, czy o tym co po niej, bo chyba się zgubiłem?

(BTW. zmarzliny bym się nie czepiał. Co to za świetlana przyszłość bez wydłużenia czasu życia i niezłego funkcjonowania?)

Mav

Mav:
Zgadza się, ale na upartego to załoga TNG mogłaby z powodzeniem kręcić 28 sezon The Next Generation Patrick Stewart to wygląda prawie tak samo jak w 7 sezonie

Fakt, mogliby robić za załogę DS9 (vide to co pisałem o FC), a potem wrócić na statek i zaginąć w Delcie. Interakcje między postaciami by się zmieniły (i w sumie zubożały), ale fabuły zostałyby praktycznie bez zmian. (Tylko kto by odpowiedział zakochanym głosem "Always." na "Are you with me?" gdyby padło z ust Łysego? Beverly???)

BTW. to właśnie z powodu Stewarta tak polecam cykl X-Men. (Ba, w sumie uważam ów cykl za część Trekowej rodziny produkcji.)
Mav
Użytkownik
#22 - Wysłana: 15 Wrz 2014 20:03:05 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Właśnie w trudności do ogarnięcia rzecz. Stworzenie wizji uwzględniającej tyle zmiennych i jeszcze sensownej w dodatku jest - IMHO - zadaniem ponad siły ludzkiego umysłu

Czy aż takim wielkim wysiłkiem jest uwzględnienie egzoszkieletów, zaprojektowanie kilkunastu modeli robotów, takich medycznych, transportowych, wspomagających ekipy wypadowe itd? Czy aż tak trudnym byłoby stworzenie tych kilkunastu frakcji genetycznie zmodyfikowanych ludzi? Stworzyć kilkanaście naprawdę wiarygodnych Obcych gatunków to rzecz praktycznie niemożliwa, z tym się zgodzę, ale modyfikacje genetyczne to już łatwiejsza droga, a przy tym chyba jednak bardziej wartościowa.

I dalej: Czy wielkim problemem byłoby uwzględnić w fabule rozmieszczone po całym okręcie i koloniach kamery, czujniki ruchu itd. Problem uwzględnić bogate wyposażenie ekip wypadowych, czyli termowizyjne kamery, drony, wspomniane roboty itd. Czy tak trudno zaprojektować uzbrojenie przyszłości, czyli inteligentne pociski różnego rodzaju (generujące impuls elektromagnetyczny, wyrzucające pył antyradarowe, penetrujące kadłub, czy takie z autorotacją, które dzięki obrotowi byłyby odporniejsze na wiązkę laserową tarczy antyrakietowej itd.)?

Czy to aż takie trudne? Wystarczy chcieć Ja mam nawet wrażenie, że to wręcz kopalnia pomysłów dająca świeżość, wręcz działa motywująco

Q__:
Jeszcze inna sprawa, że taka wizja przyszłości, nawet najmądrzej stworzona, zawsze o coś z realiów się potknie

Oczywiście, ale to nie znaczy, że trzeba zrezygnować

Q__:
Pytanie jednak czy powstałe tak dzieło będzie dostatecznie zrozumiałe dla masowego widza, by koszty się zwróciły?

To inna sprawa. Aczkolwiek to kwestia umiejętnego dawkowania fabuły. Koszty to problem w dobie piractwa internetowego. Ale jak CGI mocno potanieje, a internetowa dystrybucja seriali się rozwinie, to kto wie.

Q__:
Nie masz Ty talentu marketingowego (i nie do końca chyba rozumiesz o co z tymi człeko-Obcymi chodzi).
Otóż człeko-Obcy służą po pierwsze możliwości ukazania innej ludzkości. Nie ludzkości, która w pewnym momencie przyszłości poszła w tym, czy owym kierunku, ale bagaż historycznych doświadczeń z naszej planety rodem wciąż w niej siedzi. Ludzkości, której kultura rozwijała się od początku w trochę innych warunkach, wychodząc od trochę innego "zestawu początkowego"

Już kiedyś, gdy mnie poniosła agresja na ludzio-Obcych i chciałem ich w ogóle wytępić z SF, to sypnąłeś mocnymi argumentami w ich obronie Natomiast wszystko to co napisałeś wtedy i teraz, da się pokazać także w wersji z inżynierią genetyczną. Przecież można wydłużyć czas opuszczenia przez nich Ziemi do np. 400 lat. A wtedy, w zależności od długości ich życia, możemy mieć co najmniej kilka pokoleń żyjących poza Ziemią. A od założycieli tych koloni, stopniu modyfikacji i życiowej filozofii, zależy, czy pamięć o Ziemi i jej kulturze zostanie wymazana czy będzie znana. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby bohaterowie takiego serialu trafili (pierwszy raz lub nie) na jakąś frakcje lub kilka, które nawet już nie będą wiedziały, iż pochodzą z Ziemi (choć następne pokolenia po założycielach mogą np. odkrywać historie swojego pochodzenia). Ich kultura będzie więc wynikiem konkretnych warunków życia, jakie daje im planeta i wydarzeń historycznych jakie miały miejsce na tej planecie, w totalnym oderwaniu od Ziemskiej historii.

Można więc uzyskać wszystko to, o czym piszesz w przypadku humanoidalnych Obcych, ale zachowując pewien realizm, autentyczność, co moim zdaniem jest wielkim plusem.

Przede wszystkim jednak mam wrażenie, że dziś tacy humanoidalni Obcy w stylu Treka, to symbol klasyki gatunku, który w nowych produkcjach jest z kolei odbierany jako symbol niskiego budżetu lub braku pomysłu, zacofania. Użyję analogi z robotami. Oto dwa przykłady z klasyki gatunku:

a

b

To klasyka. Gdybyś takie roboty dał do nowego, ambitnego serialu SF... to chyba zdajesz sobie sprawę, że nie zostałoby to zbyt poważnie odebrane? Wg mnie ludzio-Obcy w stylu Treka w nowej, ambitnej produkcji SF, są tym samym. Tacy Obcy kojarzą się dziś ze starym SF, tak samo jak te roboty. Co innego stworzone z pomysłem, z logiką, twory transhumanizmu.

Q__:
Wbrew pozorom, wywalając ich pozbywamy się sporej części kanonu SF.

A niech sobie będą w Treku, I tak Trek stał się już zamkniętym w sobie światem, więc nie ma co z niego wywalać. Nowy, ambitny serial musiałby stworzyć swój własny kanon, czyli musiałby być świeżą marką, która wprowadziła by nowe pomysły, ale też nie wstydziłaby się czerpać inspiracji z klasyki, a przede wszystkim by tego nie ukrywała.

Q__:
Hmm.... Te głosiki i minki w GQ wyszły genialnie

Hmmm... GQ?

Q__:
Co w praktyce oznacza, że transhumanizm jest też trochę pójściem na łatwiznę

Ja się będę upierał, że jest zdrowym kompromisem, pozwalającym mieć nowoczesne, ambitne Hard SF, nie tracąc przy tym potencjału humanoidalnych Obcych. A transhumanizm to temat równie ważny we współczesnym SF, jak robotyka - moim zdaniem. A ciężko by było poruszyć szeroko temat transhumanizmu, gdyby wokół niego walali się humanoidalni Obcy rodem z Treka. To dopiero byłby nielogiczny, absurdalny bajzel.
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 17 Wrz 2014 13:04:13 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Czy aż takim wielkim wysiłkiem jest uwzględnienie egzoszkieletów, zaprojektowanie kilkunastu modeli robotów, takich medycznych, transportowych, wspomagających ekipy wypadowe itd? Czy aż tak trudnym byłoby stworzenie tych kilkunastu frakcji genetycznie zmodyfikowanych ludzi? Stworzyć kilkanaście naprawdę wiarygodnych Obcych gatunków to rzecz praktycznie niemożliwa, z tym się zgodzę, ale modyfikacje genetyczne to już łatwiejsza droga, a przy tym chyba jednak bardziej wartościowa.

I dalej: Czy wielkim problemem byłoby uwzględnić w fabule rozmieszczone po całym okręcie i koloniach kamery, czujniki ruchu itd. Problem uwzględnić bogate wyposażenie ekip wypadowych, czyli termowizyjne kamery, drony, wspomniane roboty itd. Czy tak trudno zaprojektować uzbrojenie przyszłości, czyli inteligentne pociski różnego rodzaju (generujące impuls elektromagnetyczny, wyrzucające pył antyradarowe, penetrujące kadłub, czy takie z autorotacją, które dzięki obrotowi byłyby odporniejsze na wiązkę laserową tarczy antyrakietowej itd.)?

Czy to aż takie trudne? Wystarczy chcieć Ja mam nawet wrażenie, że to wręcz kopalnia pomysłów dająca świeżość, wręcz działa motywująco

Fakt. W literackiej SF - tej co sensowniejszej - jest tak od lat (sam cytowałem opis rozpoznawania terenu z "Niezwyciężonego"), a AND i... Avatar pokazują, że w sumie da się to bezboleśnie połączyć z klimatami trekoidalnymi. (Nawet w nowelizacji TMP trochę tego znajdziesz.)

Mav:
Oczywiście, ale to nie znaczy, że trzeba zrezygnować



Mav:
Ale jak CGI mocno potanieje, a internetowa dystrybucja seriali się rozwinie, to kto wie.

Prawdę mówiąc b. na to liczę, świadomy jak bardzo produkcje niezależne potrafią mądrością scenariusza przebijać wysokobudżetówki. (Inna sprawa, że skoro seriale TV - jak zaświadcza Dukaj - statystyczne mądrzeją, dziwne aż, iż nie dotyczy to seriali fantastycznych.)

Mav:
Natomiast wszystko to co napisałeś wtedy i teraz, da się pokazać także w wersji z inżynierią genetyczną. Przecież można wydłużyć czas opuszczenia przez nich Ziemi do np. 400 lat. A wtedy, w zależności od długości ich życia, możemy mieć co najmniej kilka pokoleń żyjących poza Ziemią. A od założycieli tych koloni, stopniu modyfikacji i życiowej filozofii, zależy, czy pamięć o Ziemi i jej kulturze zostanie wymazana czy będzie znana. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby bohaterowie takiego serialu trafili (pierwszy raz lub nie) na jakąś frakcje lub kilka, które nawet już nie będą wiedziały, iż pochodzą z Ziemi (choć następne pokolenia po założycielach mogą np. odkrywać historie swojego pochodzenia). Ich kultura będzie więc wynikiem konkretnych warunków życia, jakie daje im planeta i wydarzeń historycznych jakie miały miejsce na tej planecie, w totalnym oderwaniu od Ziemskiej historii.

Można więc uzyskać wszystko to, o czym piszesz w przypadku humanoidalnych Obcych, ale zachowując pewien realizm, autentyczność, co moim zdaniem jest wielkim plusem.

Tak. Aczkolwiek wtedy tacy pseudo-Obcy odcinka stać będą praktycznie zawsze na niższym poziomie rozwoju niż przybysze (te wieki różnicy). Inna sprawa, że to nie jest złe nawet, bo eliminuje problem "imperialnej" astropolityki, a przywraca na plan pierwszy sprawdzony patent cywilizacji odcinka z TOS.

Inna sprawa, że wariant z Treka czy z cyklu haińskiego Le Guin* to jest praktycznie TO SAMO, tylko z tą modyfikację, że Ziemia nie jest tu planetą macierzystą, a jedną z kolonii (pamiętasz TNG "The Chase"?). Większość "Obcych" z Treka i od Le Guin jest odgałęzieniami jednego gatunku, który da się od biedy zwać ludzkością (zważywszy, że ziemska ludzkość stanowi jedną z jej odnóg).

* expl. - cytat z "Lewej ręki ciemności"

"Wydaje się prawdopodobne, że oni są rezultatem eksperymentu. Myśl niezbyt przyjemna. Ale teraz, kiedy są dowody, że Ziemska Kolonia była eksperymentem, osadzeniem grupy ludności hainskiej normalnej na świecie mającym własnych protohominidalnych autochtonów, takiej możliwości nie można wykluczyć. Manipulacje genetyczne na ludziach były niewątpliwie uprawiane przez kolonizatorów; nic innego nie wyjaśnia istnienia hilfów z S ani zdegenerowanych hominidów z Rokanon. Czy coś innego wyjaśnia getheńską fizjologię płci? Przypadek, może; dobór naturalny, prawie na pewno nie. Ich obupłciowość ma niewielką albo żadną wartość adaptacyjną.
Dlaczego wybrano na eksperyment tak surowy świat? Nie ma na to odpowiedzi."


Mav:
Przede wszystkim jednak mam wrażenie, że dziś tacy humanoidalni Obcy w stylu Treka, to symbol klasyki gatunku, który w nowych produkcjach jest z kolei odbierany jako symbol niskiego budżetu lub braku pomysłu, zacofania. Użyję analogi z robotami. Oto dwa przykłady z klasyki gatunku:
/.../
To klasyka. Gdybyś takie roboty dał do nowego, ambitnego serialu SF... to chyba zdajesz sobie sprawę, że nie zostałoby to zbyt poważnie odebrane? Wg mnie ludzio-Obcy w stylu Treka w nowej, ambitnej produkcji SF, są tym samym. Tacy Obcy kojarzą się dziś ze starym SF, tak samo jak te roboty. Co innego stworzone z pomysłem, z logiką, twory transhumanizmu.

Wybacz, ale znane nam humanoidy z ST są produktem inżynierii genetycznej i kolonizacji. Czym to się - poza planetą, na której rozpoczął się ów proces - różni*?

* No, poza faktem, że dänikenizm uchodzi za cokolwiek obciachowy, bo pełno tam najdzikszej pseudonauki (choć hipoteza leżąca u jego podstaw poprawna jest, w sumie, naukowo),

Mav:
A niech sobie będą w Treku, I tak Trek stał się już zamkniętym w sobie światem, więc nie ma co z niego wywalać.

Gdyby tak było (a nie wykluczam, że możesz mieć rację), to by oznaczało, że Trek jest już martwy, stanowi żywego trupa, który może się i rusza, ale rozwijać nie da rady.

Mav:
Nowy, ambitny serial musiałby stworzyć swój własny kanon, czyli musiałby być świeżą marką, która wprowadziła by nowe pomysły, ale też nie wstydziłaby się czerpać inspiracji z klasyki, a przede wszystkim by tego nie ukrywała.

A, niekoniecznie. Możliwości interwencji w przeszłość są w ST tak duże, a wszechświatów alternatywnych tak wiele, quasi-reBootować też jest łatwo (AND dowodem), że umiem wyobrazić sobie zarówno SAAB, jak i nBSG pod logiem ST, bez problemu.Nowy, ambitny serial takoż.

Mav:
Hmmm... GQ?

Galaxy Quest. Nie znasz?

Mav:
a się będę upierał, że jest zdrowym kompromisem, pozwalającym mieć nowoczesne, ambitne Hard SF, nie tracąc przy tym potencjału humanoidalnych Obcych. A transhumanizm to temat równie ważny we współczesnym SF, jak robotyka - moim zdaniem. A ciężko by było poruszyć szeroko temat transhumanizmu, gdyby wokół niego walali się humanoidalni Obcy rodem z Treka. To dopiero byłby nielogiczny, absurdalny bajzel.

Poczekaj. Po kolei...
1. Transhumanizm jest, owszem, ważnym, wartym uwagi i analiz (także w ambitnej SF) problemem.
2. Humanoidalni "Obcy" z ST (bo tym Trekowym tak naprawdę przysługuje cudzysłów, bez niego można sobie Hortę pisać), nie gryzą się z transhumanizmem , bo wszak to w Treku mamy Deckera-z-V'Gerem, Binarów, Borg, Khana, a mieliśmy też mieć np. Harpera.
3. Transhumanizm eliminuje jednak ten potencjał Obcości, bo jeśli - dajmy na to - Ziemianina, Wolkana i Klingona przenieść do komputera (Trek zna zresztą tę technologię, tylko jest ona w nim b. zawodna), to pytanie czy po 500 latach cyfrowego bytu nawyki wyniesione z rodzimej kultury - i biologii - nie zostaną zastąpione w sumie w całości nawykami powstałymi z wieków istnienia jako maszyna? Nadto transhumanistyczny byt powinien jednak określać świadomość, bo jeśli mogę jutro się stać Klingonem, a pojutrze Bajoraninem (Trek zna zresztą umożliwiające to techniki, acz na ogół udaje, że o tym zapomina*), za tydzień zaś nafaszerować się technologią bardziej niż Borg, to nie jest to dla mnie żadna Obcość, tylko pozycje katalogowe w ofercie firmy umożliwiającej takie cuda.
(Wspomnij słowa Dukaja - Obcość występuje pomiędzy gatunkami ukształtowanymi przez ewolucję na potrzeby innych środowisk. Po wejściu na ścieżkę autoewolucji zanika.)

* może dlatego, że łatwiej jest pokazać Dukata, który kazał przerobić się na Bajoranina, niż Dukata, który nakaże np. wypuszczenie wirusa zmieniającego wszystkich w Galaktyce w Cardassian (choć sądzę, że wymyślenie takowego w realiach Treka byłoby b. łatwe)
Mav
Użytkownik
#24 - Wysłana: 17 Wrz 2014 19:53:51 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Tak. Aczkolwiek wtedy tacy pseudo-Obcy odcinka stać będą praktycznie zawsze na niższym poziomie rozwoju niż przybysze (te wieki różnicy). Inna sprawa, że to nie jest złe nawet, bo eliminuje problem "imperialnej" astropolityki, a przywraca na plan pierwszy sprawdzony patent cywilizacji odcinka z TOS.

Niekoniecznie. Przecież opuszczając Ziemie byli na takim samy poziomie rozwoju technologicznego jak ci, co zostali. Mogli podrasować mózgi i tak naprawdę zrobić nawet większy postęp niż ludzie z Ziemi. Natomiast to nie oznacza, że mają imperialne zachcianki. Wszystko zależałoby od ich życiowej filozofii.

Q__:
Inna sprawa, że wariant z Treka czy z cyklu haińskiego Le Guin* to jest praktycznie TO SAMO, tylko z tą modyfikację, że Ziemia nie jest tu planetą macierzystą, a jedną z kolonii (pamiętasz TNG "The Chase"?). Większość "Obcych" z Treka i od Le Guin jest odgałęzieniami jednego gatunku, który da się od biedy zwać ludzkością (zważywszy, że ziemska ludzkość stanowi jedną z jej odnóg).

Niby to samo, ale jednak nie. Wiesz, dla mnie ważne by było, aby taki serial wciągnął nie tylko ścisłych fanów SF, ale także zaraził nowych. Tak było przecież w złotych latach TNG. Serial miał bardzo dużą oglądalność i wychował całe pokolenie fanów SF. Rozwaleni po całym kosmosie humanoidalni Obcy, gdzie tylko jakieś przebłyski fabuły mówią o jakimś wspólnym pochodzeniu, to nie to samo, co przejrzysty przekaz o transhumanizmie pochodzącym z Ziemi. Taki jasny przekaz wprowadza porządek i sens.

Q__:
Wybacz, ale znane nam humanoidy z ST są produktem inżynierii genetycznej i kolonizacji. Czym to się - poza planetą, na której rozpoczął się ów proces - różni*?

Ano tym, co napisałem wyżej. Jasny, czysty przekaz, że na Ziemi były eugeniczne wojny i wszystko zakończyło się wygnaniem części frakcji (acz niektóre mogły dobrowolnie opuścić Ziemi), które nie zgadzały się na ograniczenia w modyfikacjach lub po prostu chciały nowej, życiowej drogi - czyste, zrozumiałe, bez komplikacji.

Rozumiem, że nawiązujesz do odcinka, w którym pokazali rasę początkową, która rozniosła życie na inne planety? Typowy odcinek zrobiony na odpierdol. Wybacz, ale innego słowa znaleźć nie mogłem. Poświęcili aż JEDEN epizod na tak fundamentalną kwestie? A potem o tym zapomnieli w DS9, VOY i filmach? Typowa bzdura. Zresztą sam jesteś za brakiem continuity, bo wprowadza w Treku bałagan i zamieszanie, ale w tym przypadku jest to dla Ciebie kawał sztywnego kanonu? Jeden epizodzik, jeden skromny odcineczek Dziesiątki odcinków przed nim i setki po nim Obcy są lansowani jako Obcy i tyle. Nie ma choćby jednej wzmianki o tym wspólnym pochodzeniu.

Poza tym, nigdy żadna frakcja nie miała by modyfikacji, która polegałaby na zmienianiu nosa... albo kroplach na szyi... czy pomarszczonych czołach... bo to są niepoważne jaja po prostu. Obcy z Treka pochodzą z jednego gatunku, ale Bajoranie nabyli kreski na nosie, a Kardazjanie jacyś brzydcy się zrobili? Zero ligiki.

Q__:
A, niekoniecznie. Możliwości interwencji w przeszłość są w ST tak duże, a wszechświatów alternatywnych tak wiele, quasi-reBootować też jest łatwo (AND dowodem), że umiem wyobrazić sobie zarówno SAAB, jak i nBSG pod logiem ST, bez problemu.Nowy, ambitny serial takoż.

To się wpisuję w to, co napisałem wyżej - po co męczyć biednych ludzi, potencjalnych nowych fanów kosmicznego SF, jakimiś temporalnymi rebootami, alternatywnymi wszechświatami, tylko po to, by był Star Trek w tytule? To tylko niepotrzebna, odpychająca komplikacja fabuły. Potrzeba świeżości, trzeba łyknąć świeżego powietrza

Q__:
Galaxy Quest. Nie znasz?

Aaaa, to Nie, nie jestem tego fanem

Q__:
2. Humanoidalni "Obcy" z ST (bo tym Trekowym tak naprawdę przysługuje cudzysłów, bez niego można sobie Hortę pisać), nie gryzą się z transhumanizmem , bo wszak to w Treku mamy Deckera-z-V'Gerem, Binarów, Borg, Khana, a mieliśmy też mieć np. Harpera.

Wg mnie się gryzą, bo mamy chaos, niby obcy, niby wspólne korzenie, niby coś, do tego te śmieszne kreacje, w których logiki nie ma tylko sztuczne zaznaczenie obcości. A w projektach ludzi poddanych modyfikacjom można się kierować logiką, potrzebą itd. Dzięki czemu nabierali by autentyczności, byliby bardziej interesujący dla widza, a to bardzo ważne.

Q__:
to nie jest to dla mnie żadna Obcość, tylko pozycje katalogowe w ofercie firmy umożliwiającej takie cuda

Ale jaką masz obcość w Treku? Kreski na nosie, czoło Klingonów to obcość? To, że jedni są bardziej religijni, inni agresywniejsi i honorowi to jest jakaś obcość? To tylko pozorna obcość, kłamstwo, do tego uzyskiwane tandetnymi zabiegami, jak wspomniane kreski na nosach Bajoran. To własnie opcja z ludzmi, którzy opuścili Ziemie, zmodyfikowali się w różnym stopniu, poszli różnymi drogami, lansując różne wartości itd. - to jest wiarygodny, ciekawy materiał na poruszanie ważnych dla nas kwestii, politycznych, obyczajowych itd.

Gdyby Bajoran zastąpić ludzmi, którzy poszli w stronę medytacji, duchowości, tworząc pokojowe społeczeństwo, to porównanie ich z innym frakcjami, w tym ludźmi z Ziemi, byłoby dla mnie wartościowe. Porównałbym bym ich drogę z innymi, co im ona dała, jakie są jej wady, a jakie zalety. Do tego poziom ich modyfikacji fizycznej, na który wpływ miałyby warunki na planecie, jak i różnic kulturowych dojrzewających na przestrzeni tych setek lat, tworzyłby tą pewną barierę, obcość. To jest ciekawe, a nie jacyś "Obcy" z kreskami na nosie, jakimiś kolczykami, żyjący w jakiś lepiankach, sypiący jakimiś dziwnymi religijnymi hasłami. Moim skromnym zdaniem oczywiście.


To nie jest żadna pozycja w usłudze katalogowej. To różne drogi, filozoficzne, polityczne, obyczajowe, które na przestrzeni lat stworzyłyby unikalne cywilizacje, często tak odmienne, że żaden humanoidalny Obcy z Treka by im nie podskoczył. To nie byłaby zabawa w stylu doczepienia Rikerowi dodatkowych wąsów, dziwnych stópek i wio na inną planetę. To nie zabawa, w której Beverly zmienia uszy Troi na romulańskie i droga szeroka, udajemy z powodzeniem agenta Tal Shiar Obcość w Treku? To mit. Wszyscy są ludźmi, z drobnymi odchyłami. Wspólnie jedzą, piją, uprawiają seks, wspaniale się dogadują, nawet kawały są dla wszystkich zrozumiałe. Nie ważne czy jesteś z Delty czy Gammy, możesz się wbić na każdy napotkany statek, oddychać jego powietrzem, usiąść z jego kapitanem i dyskutować... I wyciagać jakieś delikatne kulturowe różnice, np, że nie wolno mówić przy jedzeniu, albo że ciąża trwa tylko 2 miesiące
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 19 Wrz 2014 16:10:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Mav

Mav:
Niekoniecznie. Przecież opuszczając Ziemie byli na takim samy poziomie rozwoju technologicznego jak ci, co zostali. Mogli podrasować mózgi i tak naprawdę zrobić nawet większy postęp niż ludzie z Ziemi. Natomiast to nie oznacza, że mają imperialne zachcianki. Wszystko zależałoby od ich życiowej filozofii.

Zgoda, acz wtedy nie będą raczej człeko-Obcymi, bo nie stracą ziemskiego dziedzictwa kulturowego. (Acz MacLeod w "Dywizji Cassini" widział to inaczej. Tam frakcja radykalnych transhumanistów szybko się mentalnie odczłowieczyła.)

Mav:
Wiesz, dla mnie ważne by było, aby taki serial wciągnął nie tylko ścisłych fanów SF, ale także zaraził nowych. Tak było przecież w złotych latach TNG. Serial miał bardzo dużą oglądalność i wychował całe pokolenie fanów SF. Rozwaleni po całym kosmosie humanoidalni Obcy, gdzie tylko jakieś przebłyski fabuły mówią o jakimś wspólnym pochodzeniu, to nie to samo, co przejrzysty przekaz o transhumanizmie pochodzącym z Ziemi. Taki jasny przekaz wprowadza porządek i sens.

Jest w tym pewna racja, z którą trudno polemizować.

Mav:
Rozumiem, że nawiązujesz do odcinka, w którym pokazali rasę początkową, która rozniosła życie na inne planety? Typowy odcinek zrobiony na odpierdol. Wybacz, ale innego słowa znaleźć nie mogłem. Poświęcili aż JEDEN epizod na tak fundamentalną kwestie? A potem o tym zapomnieli w DS9, VOY i filmach? Typowa bzdura. Zresztą sam jesteś za brakiem continuity, bo wprowadza w Treku bałagan i zamieszanie, ale w tym przypadku jest to dla Ciebie kawał sztywnego kanonu? Jeden epizodzik, jeden skromny odcineczek Dziesiątki odcinków przed nim i setki po nim Obcy są lansowani jako Obcy i tyle. Nie ma choćby jednej wzmianki o tym wspólnym pochodzeniu.

Traktuję jednak ten odcinek jako istotny - i jako ważną podstawę kanonu - bo choć jest to rozwiązanie jawnie naciągane*, to wprowadza przynajmniej jakiś porządek i ratuje resztki sensu.

* To co piszesz (i nie tylko):
Mav:
Poza tym, nigdy żadna frakcja nie miała by modyfikacji, która polegałaby na zmienianiu nosa... albo kroplach na szyi... czy pomarszczonych czołach... bo to są niepoważne jaja po prostu. Obcy z Treka pochodzą z jednego gatunku, ale Bajoranie nabyli kreski na nosie, a Kardazjanie jacyś brzydcy się zrobili? Zero ligiki.

Choć teoretycznie pewno by się dało wszystko to jakoś wyjaśnić kumulując nieprawdopodobne przypadki na ścieżce ewolucji danych gatunków

Mav:
po co męczyć biednych ludzi, potencjalnych nowych fanów kosmicznego SF, jakimiś temporalnymi rebootami, alternatywnymi wszechświatami, tylko po to, by był Star Trek w tytule? To tylko niepotrzebna, odpychająca komplikacja fabuły. Potrzeba świeżości, trzeba łyknąć świeżego powietrza

Po co zaraz męczyć? Wystarczy wprowadzić jakieś smaczki, które pozwolą wychwycić, że jest to kontynuacja staremu fanowi, a nowemu prześlizgnąć się nad nimi bezboleśnie. Tak jak po TNG dało się sięgnąć nie znając TOS, a po pierwotną AND miało dać się sięgnąć nie znając wcześniejszego Treka. Bierzmy tu przykład z samego Roddenberry'ego.
(Nie jestem wcale zwolennikiem zbyt mozolnego budowania nawiązań, bo wiem jak skończyło się to w ENT... choć z drugiej strony B5 - sądząc po pierwotnej koncepcji - potrafiłoby, gdyby trafiło do kanonu, załatwić sprawę z niejakim wdziękiem.)

Mav:
Aaaa, to Nie, nie jestem tego fanem

A szkoda. Niektórzy twierdzą, że to najlepszy film ST.

Mav:
A w projektach ludzi poddanych modyfikacjom można się kierować logiką, potrzebą itd. Dzięki czemu nabierali by autentyczności, byliby bardziej interesujący dla widza, a to bardzo ważne.

Fakt, w Treku to "trochę" kuleje. Także dlatego, że w sumie niewiele wiemy o życiu codziennym i warunkach życia innych gatunków (na co uskarżaliśmy się obaj z ortkajem, dyskutując o wojnie i Klingonach).

Mav:
Ale jaką masz obcość w Treku? Kreski na nosie, czoło Klingonów to obcość?

Chodzi mi raczej o Obcość mentalną, której - owszem - też jest niewiele, ale czasem bywa intrygująca w wypadku Wolkan, Cardassian...

Nie odwołuję się tu zresztą do Trekowego konkretu (który jaki jest - każdy widzi), a do tego w jakim kierunku można rzecz - w ramach tej konwencji - pociągnąć bazując na doświadczeniach Le Guin czy nawet Cherryh. Literacka SF potrafiła bowiem taką humanoidalną konwencję wykorzystać b. ciekawie. (Choć faktem jest też, że G.R.R. Martin potrafił zrobić coś podobnego używając nie "Obcych", a zaginionej ziemskiej kolonii w "Światło się mroczy", tyle, że wolał rozwinąć to w kierunku awanturniczym, nie kulturoznawczym.)

Mav:
To własnie opcja z ludzmi, którzy opuścili Ziemie, zmodyfikowali się w różnym stopniu, poszli różnymi drogami, lansując różne wartości itd. - to jest wiarygodny, ciekawy materiał na poruszanie ważnych dla nas kwestii, politycznych, obyczajowych itd.

Gdyby Bajoran zastąpić ludzmi, którzy poszli w stronę medytacji, duchowości, tworząc pokojowe społeczeństwo, to porównanie ich z innym frakcjami, w tym ludźmi z Ziemi, byłoby dla mnie wartościowe. Porównałbym bym ich drogę z innymi, co im ona dała, jakie są jej wady, a jakie zalety. Do tego poziom ich modyfikacji fizycznej, na który wpływ miałyby warunki na planecie, jak i różnic kulturowych dojrzewających na przestrzeni tych setek lat, tworzyłby tą pewną barierę, obcość.

Przekonuje mnie to co piszesz o swojej wizji takiego serialu SF, acz nadal twierdzę, że starsza wizja również potrafi dawać ciekawe literacko i owocne intelektualnie owoce, co potrafię podeprzeć stosownymi tytułami (czy to literackimi, czy odcinków ST), z których sporo już podałem.

Mav:
To nie jest żadna pozycja w usłudze katalogowej. To różne drogi, filozoficzne, polityczne, obyczajowe, które na przestrzeni lat stworzyłyby unikalne cywilizacje, często tak odmienne, że żaden humanoidalny Obcy z Treka by im nie podskoczył.

Kiedy tak żarliwie bronisz swojej wizji przekonujesz mnie do jej wartościowości, nie przeczę.
Problem jest jednak w tym, że przyswoiłem dość dużo transhumanistycznej SF (tej najsłynniejszej: Egan, Orion's Arm, Dukaj) i zauważyłem, że tam często nawet postludzki byt cyfrowy czyni mentalne wrażenie współczesnego gadgeciarza, który dostał nowe, potężniejsze, zabawki (raziło mnie to w - wybitnych w sumie - utworach Egana), a znów bardziej ludzcy bohaterowie przypominają jakichś superbohaterów (ocierał się o to Dukaj w "Aguerre w świcie", choć to akurat transhumanizm dość naciągany). Popisy zaś iście boskiej potęgi tamtejszej technologii nie służą jakiejkolwiek głębszej refleksji często, a raczej fajności, pokazaniu wszystkiego, co się da wymyślić dla czystej zabawy (ugrzęzło w tym - IMO - OA).
Widziałem też liczne - różnej jakości - utwory, w których kolonizacja Kosmosu służyła akurat temu, by każdą planetę dostała inna grupa dziwaków, która wprowadziła tam akurat takie rządy z jakimi autor sympatyzował, lub jakie były mu fabularnie potrzebne (stąd u Webera mamy taką jakby XIX-wieczną Anglię w Kosmosie i układ pełen kojarzących się z purytanami fanatyków, u Kołodziejczaka na obcej planecie ścinają przestępców mieczem, u Bujold pleni się życie dworskie, u Simmonsa na Marsie odgrywana jest na nowo wojna trojańska etc.).
Chyba masz jednak rację, że nie tyle konwencja jest zła, ile autorzy nie dorośli do wykorzystywania jej w odpowiednio wartościowy sposób...
(Zdaje mi się bowiem, że swoboda wprowadzenia tego co się akurat autorowi zamarzy wyzwala w twórcach potężną skłonność do pójścia na łatwiznę, co pozostaje w sprzężeniu zwrotnym, z tym o czym piszemy w topicu o nowych serialach ST, i jest jedną ze składowych obecnego kryzysu SF. Za mało tam teraz ludzi mających odwagę Lema, Clarke'a czy innych Wielkich.)

Mav:
albo że ciąża trwa tylko 2 miesiące

Ciąża to akurat kwestia biologii
MarcinK
Użytkownik
#26 - Wysłana: 19 Wrz 2014 17:35:46
Odpowiedz 
Q__:
Brzmi niezgorzej (i chętnie bym to w jakim utworze zobaczył), acz jest to nadal nasz Borg, tylko poddany większej "owadyzacji" (takie owadzie społeczeństwa już staruszek Wells wymyślał). Z tymi zabitymi zaś to trochę Marines z WH40k pachnie.

Główną inspiracją prawdę mówiąc były robale z gry endera i PR: In Space (konkretnie ten odcinek: http://powerrangers.wikia.com/wiki/The_Barillian_S ting)

Q__:
Wszystko to już w sumie było, ale docenię Ci - połączenie wyszło oryginalne. (Choć bodaj najważniejsze byłoby tu odpowiedzenie sobie na pytanie dlaczego pewien odłam ludzkości wybrał taką - dość drastyczną z naszego punktu widzenia - drogę

Można przyjąć że to kwestia dominującej filozofii, może w jednej kolonii władzę przejął jakiś neo-Hitler?


Q__:
A osiadłość taka maksymalna, roślinna? Jeden z gatunków z simakowej "Zasady Wilkołaka" tak miał...

Myślałem o czymś na kształt żyjących w puszkach mózgów utrzymywanych przy życiu przez maszyny. Coś podobnego było w Matrixie i w jednym ze wspomnien I.Tichiego.

ps.
http://www.sivatherium.narod.ru/library/Dixon_3/01 _en.htm

Co do właściwych alienów. Najlepszym wyjściem wydaje się zaprojektowanie ich tak by bezpośredni kontakt był właściwie niemożliwy, choćby wspomniani tholianie żyjący w skraje nieprzyjaznych dla ludzi warunkach. Można dać im zupełnie inną formę fizyczną np. http://ultra.wikia.com/wiki/Aarb .
Można przyjąć że taka krystaliczna rasa powstała z samoistnej ewolucji kryształowych śmieci pochodzących z komputerów kwantowych.
Q__
Moderator
#27 - Wysłana: 19 Wrz 2014 19:17:05 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
MarcinK

MarcinK:
Główną inspiracją prawdę mówiąc były robale z gry endera i PR: In Space (konkretnie ten odcinek:

No, to - przyznać trzeba - uczeń przeszedł mistrzów.

MarcinK:
Można przyjąć że to kwestia dominującej filozofii, może w jednej kolonii władzę przejął jakiś neo-Hitler?

Jasne, acz w ten sposób wracamy do tego, co napisałem:
Q__:
Widziałem też liczne - różnej jakości - utwory, w których kolonizacja Kosmosu służyła akurat temu, by każdą planetę dostała inna grupa dziwaków, która wprowadziła tam akurat takie rządy z jakimi autor sympatyzował, lub jakie były mu fabularnie potrzebne (stąd u Webera mamy taką jakby XIX-wieczną Anglię w Kosmosie i układ pełen kojarzących się z purytanami fanatyków, u Kołodziejczaka na obcej planecie ścinają przestępców mieczem, u Bujold pleni się życie dworskie, u Simmonsa na Marsie odgrywana jest na nowo wojna trojańska etc.).
/.../
Zdaje mi się bowiem, że swoboda wprowadzenia tego co się akurat autorowi zamarzy wyzwala w twórcach potężną skłonność do pójścia na łatwiznę

Zwłaszcza w ostatnim zdaniu.

MarcinK:
Myślałem o czymś na kształt żyjących w puszkach mózgów utrzymywanych przy życiu przez maszyny. Coś podobnego było w Matrixie i w jednym ze wspomnien I.Tichiego.

Po raz pierwszy bodaj u Lovecrafta:

"Popadłem w przerażenie, kiedy wspomniał o moim udziale w kosmicznej wyprawie, co go musiało ogromnie ubawić, bo głowa nagle mu aż się zatrzęsła. Opowiedział mi więc głosem łagodnym, w jaki sposób istoty ludzkie mogą to osiągnąć - parokrotnie już to miało miejsce - choć lot w przestrzenie międzygwiezdne wydaje się zupełnie nieprawdopodobny. Okazało się, że w wyprawie takiej rzeczywiście nie może uczestniczyć całe ciało człowieka, ale Obce Istoty posiadają ogromne umiejętności chirurgiczne, biologiczne, chemiczne oraz wielką sprawność techniczną i potrafią przenieść mózg człowieka bez całej współzależnej struktury fizycznej.
Istnieje zupełnie nieszkodliwy sposób oddzielania mózgu przy jednoczesnym zachowaniu ciała przy życiu. Nagi organ mózgowy zostaje umieszczony w specjalnym płynie wewnątrz wypełnionego powietrzem cylindra, wykonanego z metalu pochodzącego z Yuggoth, przez który przechodzą specjalne elektrody i łączą się w każdej chwili z precyzyjnymi instrumentami, które są w stanie zastąpić trzy istotne zmysły; wzroku słuchu i mowy. Skrzydlate, grzybiaste istoty bez żadnego trudu przenoszą cylinder z mózgiem poprzez całą przestrzeń kosmiczną. Na każdej planecie, na której rozwinięta jest cywilizacja, posiadają pomocnicze instrumenty, które mogą być podłączone do umieszczonego w cylindrze mózgu; i tak po odpowiednim dopasowaniu podróżujący mózg zostaje obdarzony pełnymi właściwościami czucia i artykułowanego życia - mimo że pozbawiony jest ciała i mechanicznego działania - na każdym etapie podróży w przestrzeni i czasie, a także poza ich zasięgiem. Jest to równie proste, jak przeniesienie fonograficznego zapisu i nastawienie go wszędzie tam, gdzie fonograf może działać. Nie ma żadnych wątpliwości, jeśli chodzi o powodzenie tego przedsięwzięcia Akeley niczego się nie obawiał. Czyż nie dokonano już tego wielokrotnie i z pełnym sukcesem?
Po raz pierwszy Akeley uniósł nieruchomą, spoczywającą dotąd bezczynnie rękę i wskazał sztywno na wysoką półkę po drugiej stronie pokoju. Tam w równym szeregu, stało kilkanaście cylindrów z metalu, jakiego nigdy jeszcze nie widziałem - wysokości jednej stopy i mniej więcej tegoż wymiaru średnicy, z trzema zagadkowymi wklęsłościami w równoramiennym trójkącie na wypukłym froncie każdego cylindra. Jeden z nich połączony był w dwóch wklęsłościach z dwoma dziwnie wyglądającymi aparatami stojącymi z tyłu. Ich znaczenia nie trzeba mi było wyjaśniać, przeszył mnie lodowaty dreszcz. Po chwili zauważyłem, że ręka wskazuje na jakieś zagadkowe aparaty stojące w najbliższym rogu pokoju, do których przyłączone są sznury i wtyczki, a przypominające aparaty na półce za cylindrami.
- Są tutaj cztery rodzaje aparatów, panie Wilmarth - usłyszałem cichy szept. - Cztery rodzaje - a do każdego trzy pomocnicze - to razem dwanaście. Bo widzi pan, istnieją cztery grupy różnych istot reprezentowanych przez owe cylindry tam na górze, w tym trzy istoty ludzkie, sześć istot grzybiastych, które nie mogą podróżować w przestrzeni kosmicznej cieleśnie, dwie istoty z Neptuna (Boże, żeby pan mógł zobaczyć, jak wyglądają na swojej własnej planecie) oraz istoty z centralnych pieczar na niezwykle ciekawej ciemnej gwieździe znajdującej się poza galaktyką. Na głównym posterunku w głębi Round Hill może pan spotkać więcej takich cylindrów i instrumentów, w których znajdują się mózgi z kosmosu, obdarzone zupełnie innymi zmysłami niż te, które są nam znane - są to sprzymierzeńcy i badacze najbardziej odległych światów - a także instrumentów dostarczających owym mózgom specjalnych wrażeń i możliwości wyrażania ich odczuć, odpowiednio do nich dopasowanych, a jednocześnie do różnego rodzaju słuchaczy. Round Hill, jak większość posterunków tych istot w całym wszechświecie, ma charakter kosmopolityczny. Mnie, oczywiście, zostały wypożyczone dla przeprowadzenia eksperymentu tylko prostsze formy tych cylindrów.
Proszę wziąć trzy instrumenty, które panu wskazuje, i postawić je na stole. Ten wysoki z dwoma szklanymi soczewkami na froncie, potem pudełko z pustymi tubami i odgłośnikiem i pudełko z metalowym krążkiem na górze. Teraz cylinder z nalepką "B-67". Teraz proszę stanąć na tym rzeźbionym krześle i sięgnąć do półki. Ciężkie? Nie szkodzi. Tylko proszę się nie pomylić - "B-67". Niech pan nie zwraca uwagi na ten nowy, błyszczący cylinder podłączony do dwóch pomiarowych instrumentów, na którym wypisane jest moje nazwisko. Proszę postawić B-67 na stole, obok instrumentów, w takiej pozycji, żeby tarcza z przełącznikami przy wszystkich trzech instrumentach znajdowała się z lewej strony.
Teraz trzeba połączyć sznur biegnący od soczewek a gniazdkiem na górze cylindra... o tam! Następnie tubowy instrument z niższym gniazdkiem po lewej stronie i aparat z krążkiem do zewnętrznego gniazdka. Teraz proszę przesunąć wszystkie aparaty tak, żeby przełączniki znalazły się po prawej stronie - najpierw soczewka pierwsza, potem krążek pierwszy i tuba pierwsza. W porządku. Jednocześnie chciałbym pana poinformować, że tym razem jest to istota ludzka... jak każdy z nas. Inne wypróbujemy jutro.
Po dziś dzień nie rozumiem, dlaczego tak niewolniczo słuchałem szeptanych poleceń, i nie wiem, czy Akeley był zdrowy na umyśle, czy chory. Po tych wydarzeniach mogłem się właściwie spodziewać wszystkiego; ta mechaniczna maskarada wyglądała jak typowa fantazja zwariowanych wynalazców i ludzi nauki i wzbudziła we mnie większe wątpliwości, niż niedawna dysputa. Wszystko, co ten człowiek mówił, przekraczało granice ludzkiej wiary - ale czyż inne rzeczy nie przekraczały jeszcze bardziej, a wydawały się mniej absurdalne tylko dlatego, że były tak dalekie od namacalnych, konkretnych dowodów?
Umysł mój błąkał się w zupełnym chaosie, nagle jednak dobiegło mnie skrzypienie i warkot od strony wszystkich trzech aparatów podłączonych do cylindrów, ale wkrótce zaległa cisza. Co ma nastąpić? Czyżbym miał usłyszeć głos ? A nawet jeżeli tak, to jaki mam dowód na to, że nie jest to jakieś specjalne, sprytnie wmontowane radio, w którym mówi ukryty i pilnie strzeżony spiker? Nawet jeszcze teraz nie miałbym ochoty potwierdzać tego, co usłyszałem, ani też tego, co się zdarzyło w mojej obecności. Coś jednak bez wątpienia się zdarzyło.
Wyjaśnię to pokrótce; otóż aparat z tubami i głowicą akustyczną zaczął mówić w sposób nie budzący wątpliwości, że ktoś jest w nim rzeczywiście obecny i obserwuje nas. Głos był silny, metaliczny, bez życia, czysto mechaniczny, pozbawiony modulacji czy jakiejkolwiek ekspresji, słychać było zgrzytanie i trzaski, ale wszystko pełne szalonej precyzji i świadomego działania.
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 19 Wrz 2014 19:18:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
cd.

- Panie Wilmarth - powiedział - mam nadzieję, że nie przestraszę pana. Jestem taką samą istotą ludzką jak pan, tylko że ciało moje spoczywa teraz bezpiecznie, odpowiednio zasilone życiem, w głębi Round Hill, około półtorej mili na wschód od tego miejsca. Ja natomiast jestem tutaj z panem, mój mózg znajduje się w tym cylindrze, a widzę, słyszę, i mówię dzięki elektronicznym wibracjom. Za tydzień wyruszam w podróż poprzez próżnię, robiłem to już zresztą kilkakrotnie, i mam nadzieję odbyć tę podróż w miłym towarzystwie pana Akeleya. Pragnąłbym odbyć ją również i w pańskim towarzystwie. Znam pana z widzenia i z opinii, jaką się pan cieszy, śledziłem też korespondencję pomiędzy panem i jego przyjacielem. Należę do tych ludzi, którzy się sprzymierzyli z Obcymi Istotami odwiedzającymi naszą planetę. Po raz pierwszy zetknąłem się z nimi w Himalajach, gdzie udzielałem im różnego rodzaju pomocy. Ja zaś dzięki nim, w rewanżu, doświadczyłem rzeczy, jakie niewielu ludziom przypadają w udziale.
Czy zdaje sobie pan sprawę, co to znaczy, kiedy powiem, że byłem już na trzydziestu siedmiu różnych ciałach niebieskich - planetach, ciemnych gwiazdach i mało zidentyfikowanych obiektach - w tym na ośmiu poza naszą galaktyką i dwóch poza zakrzywieniem czasoprzestrzeni? Wszystkie te wyprawy nie przyniosły mi najmniejszej szkody. Mózg mój został odłączony od ciała w sposób tak zręczny, że trudno by to nazwać operacją chirurgiczną. Istoty odwiedzające naszą planetę mają metody, dzięki którym oddzielenie mózgu jest czynnością łatwą i niemalże normalną - przy czym ciało, po odłączeniu mózgu, wcale się nie starzeje. Natomiast mózg, chciałbym tu dodać, podłączony do mechanicznych aparatów pomocniczych i w pewnym stopniu karmiony wymienianym co pewien czas konserwującym płynem, jest absolutnie nieśmiertelny.
Szczerze pragnę, aby się pan zdecydował na wypraw wraz ze mną i panem Akeleyem. Istoty przybywające na naszą planetę chętnie zawierają znajomość z ludźmi posiadającymi taką wiedzę jak pan i równie chętnie pokazują olbrzymie otchłanie, o jakich nam się nie śni w najbardziej fantastycznych marzeniach. Przy pierwszym zetknięciu z nimi doznaje się dość dziwnego wrażenia, wiem jednak, że pan ustosunkuje się do tego, jak trzeba. Sądzę, że pan Noyes też się z nami wybierze, ten, który przywiózł pana tutaj swoim samochodem. Od wielu już lat należy do naszego grona, chyba rozpoznał pan jego głos, utrwalony w zapisie, jaki wysłał pan Akeley.
Widząc, że drgnąłem, mówiący przerwał na chwilę, po czym ciągnął dalej:
- Pozostawiam więc panu tę sprawę do rozstrzygnięcia, panie Wilmarth, dodam tylko, że człowiek, który tak żarliwie interesuje się wszystkim, co wykracz poza przeciętność, a także folklorem, powinien skorzystać z takiej szansy. Nie ma żadnych powodów do obaw. Wszelkie zabiegi są bezbolesne, można się zachwycać techniką dokonywania zmian. Kiedy odłącza się elektrody, mózg zapada w sen pełen żywych i fantastycznych marzeń.
A teraz, jeśli pan pozwoli, odłożymy nasze spotkanie do jutra. Dobranoc, i proszę odwrócić wszystkie przełączniki w lewą stronę. Teraz już nie musi pan tak dokładnie przestrzegać kolejności, ale lepiej obsłużyć aparaty z soczewkami na końcu. Dobranoc, panie Akeley, proszę zadbać o naszego gościa. Czy już obsłużył pan przełączniki?
I to wszystko. Mechanicznie wykonałem polecenie i przesunąłem wszystkie trzy przełączniki, choć trawiły mnie rozmaite wątpliwości odnośnie tego, co się tutaj zdarzyło."


A trzeba dodać, że i sam Akeley, w trakcie trwania tej rozmowy, jak się potem okazało:

"Jak już wspomniałem, poświeciwszy najpierw latarką po całym pokoju skierowałem ją znowu na pusty fotel i wtedy zauważyłem tam po raz pierwszy trzy przedmioty ukryte w luźnych fałdach leżącego tam szlafroka. Kiedy trochę później przybyli tam ludzie szeryfa, już zniknęły. Zaznaczyłem, że nie było w tym nic specjalnie koszmarnego. Najgorsze były wnioski, jakie się mimo woli nasuwały. Nawet jeszcze teraz przychodzą na mnie chwile wątpliwości i wtedy jestem całkiem bliski sceptycyzmu tych ludzi, którzy przypisują wszystkie te moje przeżycia sennej jawie, nerwom albo też złudzeniu.
Owe trzy rzeczy były skonstruowane mistrzowsko i zaopatrzone w pomysłowe metalowe klamry, celem podłączenia do części organicznych, na temat których nawet teraz nie śmiem snuć żadnych przypuszczeń. Mam nadzieję... głęboką... że były to przedmioty z wosku, wykonane z prawdziwym mistrzostwem, choć w skrytości ducha jestem pełen różnych obaw. Wielki Boże ! Ten szepczący w ciemności człowiek i ten chorobliwy zapach, jaki się wokół niego unosił, i ta wibracja w powietrzu ! Czarownik, emisariusz odmieniec, przybysz z innego świata... koszmarne, przytłumione bzyczenie... i przez cały czas w tym nowym, błyszczącym cylindrze na półce... biedaczysko... "Niesłychana zręczność chirurgiczna, biologiczna i mechaniczne..."
Albowiem te trzy przedmioty leżące w fotelu, doskonałe aż po najdrobniejsze szczegóły, odznaczające się wprost mikroskopijnym podobieństwem... identyczne... to była twarz i ręce Henry Wentwortha Akeleya."


"Szepczący w ciemności"

MarcinK:
Co do właściwych alienów. Najlepszym wyjściem wydaje się zaprojektowanie ich tak by bezpośredni kontakt był właściwie niemożliwy, choćby wspomniani tholianie żyjący w skraje nieprzyjaznych dla ludzi warunkach. Można dać im zupełnie inną formę fizyczną np. http://ultra.wikia.com/wiki/Aarb .
Można przyjąć że taka krystaliczna rasa powstała z samoistnej ewolucji kryształowych śmieci pochodzących z komputerów kwantowych.

The Possibilities are Endless .

ps. Poniekąd w temacie:
http://blogs.amctv.com/movie-blog/2010/05/quiz-sta r-trek-aliens-photo-quiz/
Mav
Użytkownik
#29 - Wysłana: 19 Wrz 2014 23:38:01 - Edytowany przez: Mav
Odpowiedz 
Q__:
Zgoda, acz wtedy nie będą raczej człeko-Obcymi, bo nie stracą ziemskiego dziedzictwa kulturowego. (Acz MacLeod w "Dywizji Cassini" widział to inaczej. Tam frakcja radykalnych transhumanistów szybko się mentalnie odczłowieczyła.)

To fakt, że frakcje rozwinięte technologicznie nie mogłyby się w 100% odciąć od swojej ziemskiej historii. Nawet jakby chciały utajnić tą przeszłość, to nowe pokolenia drążyłyby temat. Natomiast zwróć uwagę, że taka znajomość ziemskiej historii, bycie jej częścią, może nieść duży potencjał takich frakcji. Otóż Picard praktycznie w ogóle nie nawiązywał do historii ludzkości podczas rozmów z różnymi Obcymi ani oni tego nie robili z wiadomych względów. Natomiast wersja z ludzkimi frakcjami daje możliwość zaistnienia inteligentnych, opinotwórczych rozmów i wydarzeń fabularnych pomiędzy przedstawicielami Ziemian i innych frakcji, których tematem byłaby konfrontacja ich obecnej sytuacji z historią po kryzysie eugenicznym, gdzie frakcje opuściły Ziemie, oraz z tą wspólną historią przed opuszczenem Ziemi.

To duży potencjał fabularny. Oczywiście nie mam tu na myśli tego, o czym pisałeś, czyli frakcji polegających na dziwadłach typu nowy Hitler z podróbą III Rzeszy na jednej z planet, a na innej Stalin Chodzi o ciekawe nawiązania do wspólnej historii także w kontekście obranych dróg po rozdzieleniu.

Q__:
Traktuję jednak ten odcinek jako istotny - i jako ważną podstawę kanonu - bo choć jest to rozwiązanie jawnie naciągane*, to wprowadza przynajmniej jakiś porządek i ratuje resztki sensu.

Lubię ten odcinek, ale jednak jest zbyt skromny, zbyt mało znaczy jak na temat, który podejmuje.

Q__:
Po co zaraz męczyć? Wystarczy wprowadzić jakieś smaczki, które pozwolą wychwycić, że jest to kontynuacja staremu fanowi, a nowemu prześlizgnąć się nad nimi bezboleśnie.

Wolałbym jednak nie kontynuacje a coś nowego, co po prostu zawierałoby mnóstwo smaczków, nawiązań do Treka (np. gościnnymi występami znanych z ST aktorów) jak i innych produkcji, stając się po trochu jakby remake'iem wszystkich space SF

Q__:
(Choć faktem jest też, że G.R.R. Martin potrafił zrobić coś podobnego używając nie "Obcych", a zaginionej ziemskiej kolonii w "Światło się mroczy", tyle, że wolał rozwinąć to w kierunku awanturniczym, nie kulturoznawczym.)

No i o to mi właśnie chodzi, że mimo wszystko takimi frakcjami (niektóre nie muszą być nawet zmienione genetycznie, mogły po prostu chcieć się odłączyć od wpływów Ziemi) można uzyskać z mniejszym czy większym powodzeniem to, co przy pomocy ludzkich-Obcych, zachowując nieporównywalnie większy realizm.

Q__:
Przekonuje mnie to co piszesz o swojej wizji takiego serialu SF, acz nadal twierdzę, że starsza wizja również potrafi dawać ciekawe literacko i owocne intelektualnie owoce, co potrafię podeprzeć stosownymi tytułami (czy to literackimi, czy odcinków ST), z których sporo już podałem.

Ja nie twierdzę, że tak nie jest Ale mam dość skazanych na niepowodzenie prób stworzenia ciekawych humadoidalnych Obcych. Nie da się takich stworzyć, zawsze będą przesadnie nasiąknięci nami, ludźmi. W zasadzie im większa interakcja ludzi z takimi Obcymi, im więcej kart odsłaniają, tym bardziej ta ich złudna obcość zanika.

Q__:
Chyba masz jednak rację, że nie tyle konwencja jest zła, ile autorzy nie dorośli do wykorzystywania jej w odpowiednio wartościowy sposób...
(Zdaje mi się bowiem, że swoboda wprowadzenia tego co się akurat autorowi zamarzy wyzwala w twórcach potężną skłonność do pójścia na łatwiznę, co pozostaje w sprzężeniu zwrotnym, z tym o czym piszemy w topicu o nowych serialach ST, i jest jedną ze składowych obecnego kryzysu SF. Za mało tam teraz ludzi mających odwagę Lema, Clarke'a czy innych Wielkich.)

Dokładnie tak. Myślę, że ten temat ma w sobie jeszcze nie wykorzystany potencjał.
MarcinK
Użytkownik
#30 - Wysłana: 20 Wrz 2014 07:31:29 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Q__:
The Possibilities are Endless .

Mamy przecież nasz rodzimy myślący ocean z Solaris.
W Ultrasven X mamy również ciekawe stworzenie:
http://ultra.wikia.com/wiki/The_Soul_of_Light
http://www.dramago.com/japanese-drama/ultraseven-x -episode-6
Można by nawet wziąć Ultramana ale pozbawił bym go fizycznej formy a humanoidalność była by efektem fuzji z człowiekiem

Q__:
Zdaje mi się bowiem, że swoboda wprowadzenia tego co się akurat autorowi zamarzy wyzwala w twórcach potężną skłonność do pójścia na łatwiznę

Zwłaszcza w ostatnim zdaniu

To można przyjąć że bojowe drony są lub były czymś na kształt niewolników rasy panów która siedziała sobie w błyszczących statkach i podbijała światy.
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Jak rozwiązać problem ludzio-obcych w SF, nie tracąc ich potencjału.

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!