USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Lost Fleet Jack Campbell
 Strona:  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
mozg_kl2
Użytkownik
#1 - Wysłana: 16 Lip 2014 22:27:50
Odpowiedz 
Wyszukiwarka milczy w tej sprawie, więc postanowiłem założyć temat dot. tej serii military sf. Obecnie zacząłem czytać tom 1 i widzę dużą dbałosć autora o szczegóły i technikalia. Opóźnienie czasowe w komunikacji to obecnie mój numer jeden. Czuje nad książką ducha BSG i B5. Żeby temat nie był taki goły poratuje się opisem Toudiego, mam nadzieje, że mi wybaczy.

Zaginiona Flota (The Lost Fleet) Jacka Campbella (pseudonim Johna G. Hemry). Jest to sześciotomowa opowieść o kapitanie Johnie Gearym, którego "śmierć" rozpoczęła długą, brutalną i krwawą wojnę, wojnę która trwa już ponad sto lat i żadna ze stron nie wie już co to jest pokój.

W skład cyklu wchodzą książki:

The Lost Fleet: Dauntless (2006) - Nieulękły
The Lost Fleet: Fearless (2007) - Nieustraszony
The Lost Fleet: Courageous (2007) - Odważny
The Lost Fleet: Valiant (2008) - Waleczny
The Lost Fleet: Relentless (2009) - Bezlitosny
The Lost Fleet: Victorious (2010) - Zwycięski

Uzupełniam w 2014:
Beyond the Frontier: Dreadnaught (kwiecień 2011) - Przestrzeń zewnętrzna Dreadnaught (2012)
Beyond the Frontier: Invincible (maj 2012)
Beyond the Frontier: Guardian (maj 2013)
Beyond the Frontier': Steadfast (6 maja 2014)


The Lost Stars: Tarnished Knight (październik 2012)
The Lost Stars: Perilous Shield (październik 2013)


Fabuła pokrótce przedstawia się tak:
Są dwie strony konfliktu, obie tak zepsute przez świat wojny, ze podział na "dobrych" i "złych" raczej nie obowiązuje, ale czytelnik "kibicuje" Sojuszowi, gdyż to po jego stronie znajduje się główny bohater. Sojusz prowadzi stuletnią wojnę z Syndykatem, który rozpoczął ją od podstępnego ataku na konwój, którym dowodził kapitan John (Black Jack) Geary. Cały świat myślał, że Geary zginął heroiczną śmiercią pozwalając uratować się ucieczką eskortowanym przez niego frachtowcom. Z jego przykładu zrodził się duch dowódców, którzy nigdy nie cofają się przed wrogiem...
Tymczasem sto lat po rozpoczęciu wojny, Sojusz dostaje szansę na zniszczenie Syndykatu od środka, zbiera potężną flotę i rusza na wroga. Po drodze, przelatując przez miejsce pamiętnej pierwszej bitwy, skanery wyłapują słabe źródło energii. Uszkodzona kapsuła ratunkowa, z resztą zasilania podtrzymuje przy życiu jedną osobę - Kapitana Black Jacka. Przodkowie zsyłają legendę by pomogła wygrać wojnę...
Wróg jednak nie dał się zaskoczyć, przewidział przybycie wrogiej floty i zastawił pułapkę. Zniszczył sporą jej część i odciął drogę ucieczki reszcie. Wzywa Sojusz do kapitulacji, (tak naprawdę, to dopiero w tym miejscu zaczynają się pierwsze strony książki) John Geary dochodzi do siebie po stuletniej drzemce akurat gdy admirał ma udać się do przeciwnika negocjować warunki kapitulacji. Prosi kapitana Geary'ego (najstarszego stażem na okręcie, oraz będącego legendą), by popilnował przez chwilę jego floty, aż nie wróci... Syndykat transmituje na żywo przybycie emisariuszy oraz ich rozstrzelanie, dając flocie krótki czas na poddanie się. Uratowanie reszty floty, spoczęło na ledwo co otrzeźwiałym kapitanie, który nie widział walki od stu lat. Geary zauważa, że jedna strona jego floty jest nie kryta, ale prowadzi jeszcze bardziej w głąb terytorium wroga. Nakazuje wykonać zwrot i tak rozpoczyna się powrót do przyjaznych systemów...

= = = = = = = =

Poniżej mogą znaleźć się spoilery!

Książki zawierają dobrze i spójnie przedstawioną wizję świata, jak i samych walk. Wydaje mi się, że pod względem militarystycznym spokojnie można porównywać serię do Honor Harrington Webera.
Sama seria ma sporo interesujących założeń, zwłaszcza na początku, bo z czasem Black Jack przywraca sytuację na właściwe tory.

Wojna w tym świecie trwa sto lat, wiele zwyczajów ulega zatraceniu. To że nie salutują, to taki mały szczegół. Każdy punkt który poniżej wymienię, będzie wynikał tak naprawdę z punktu który będzie po nim i tak:
Po pierwszy rozwaleniu uległ sznurek dowodzenia. Wysocy stopniem oficerowie nie są dobrymi dowódcami, za to są sprawnymi politykami. A ich rozkazy są poddawane pod głosowanie kapitanów floty, przed ich wykonaniem. (Nie dziwi potem, że wojna jest tak żałośnie prowadzona wink.gif i nadal trwa.)
Po drugie najlepszych dowódców kieruje się na okręty liniowe, szybkie i dobrze uzbrojone, ale za to prawie pozbawione pancerza jednostki. Przez co ich śmiertelność jest wysoka. Słabych dowódców daje się na tyły i na pancerniki, przez co sporo z nich przeżywa i awansuje na flagowe stołki.
Po trzecie dobry dowódca (idąc śladem legendarnego Kapitana Black Jack) nigdy się nie cofa przed wrogiem, zawsze idzie prosto na jego działa.

Wszystko to doprowadziło do niewiarygodnego zaniku instynktu samozachowawczego, a z czasem i do zaniku taktyki, bo zasada nigdy się nie cofaj, oraz idź prosto na wroga sprowadza się do tylko jednego - leć prosto na wroga, strzelaj, może przeżyjesz by to powtórzyć...

I to w tym świecie budzi się Geary, któremu wpajano co to honor, musztra, rozkaz, taktyka. Budzi się w świecie, w którym wszystkie te cnoty uległy zatraceniu, częściowo przez jego ostatni heroiczny czym. I teraz musi to wszystko przywrócić, by ocalić flotę.


W książkach można znaleźć też i zabawniejsze momenty, fragment który został mi w pamięci i bawi mnie ciągle, gdy sobie o nim przypomnę, to gdy pod koniec "podróży" zapasy floty nagle ulegają wyczerpaniu, nikt nie jest wstanie pojąć dlaczego, przecież komputer to wyliczył, miało starczyć a nawet zostać w zapasie... Okazuje się, że Geary jest "zbyt dobrym" dowódcą, za dużo lata, za mało traci okrętów jak na obecny standardy i trzeba przepisać program specjalnie pod niego. wink.gif
W pamięci pozostał też jeden spory minus, ale nadal nie sprawdziłem, czy to wina autora, czy tłumacza, w pierwszym tomie, gdy flota wykonuje pierwszy skok między układami, lot ma trwać trzy tygodnie, później pada zdanie, że takich lotów nie da się wykonywać na zbyt dalekiego odległości i nie mogą trwać więcej niż kilka dni. Jest to spory mankament, gdyby Campbell zmienił między pierwszą i drugą książką tą zasadę, ale ponieważ w pozostałych tomach nie ma już rozbieżności, idzie to przełknąć (może w kolejnych wydaniach poprawią).

Serię oczywiście gorąco polecam, zwłaszcza wszystkim miłośnikom Honorverse, nie poczuje się zawiedzeni sięgając po nią. Najlepszą rekomendacją z mojej strony niech będzie fakt, że gdy pierwsze cztery tomy "połknąłem" w cztery dni, bez wahania sięgnąłem po pozostałe dwa w wersji oryginalnej, by spędzić przy nich dwa następne dni i poznać historię do końca.


= = = = = = = =

Pierwsze pięć tomów, to jedna spójna historia powrotu tego co zostało z floty inwazyjnej, szósty tom to nie tylko zakończenie poprzednich, ale także wstęp do dwóch spinoffów serii, których jeden miał przed chwilą premierę (26 kwietnia).
Pierwsza seria to Beyond the Frontier z książką Dreadnaught, druga to The Phoenix Stars.

Beyond the Frontier ma opowiadać o zagrożeniu ze strony obcych odkrytym podczas wędrówki Zaginionej Floty. O akcji The Phoenix Stars, wiadomo tylko tyle, że ma się dziać w obrębie Syndykatu.


Tradycyjnie zapraszam do dyskusji lub nie.
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 16 Lip 2014 23:13:11 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

Jak wiadomo pierwszy tu zachwalałem cykl i autora:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=1554&page=0#msg60421
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=123&page=15#msg128983
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=6&topic=1734&page=1#msg183099
Chwaląc nawet jego niewydane u nas powieści:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=755&page=1#msg276408

Cóż więc teraz mogę dodać? Może to, że doceniam Hemry'emu normalność bohatera i nienormalność - jak na ten gatunek - świata.
Co mam na myśli? Ano to, że Geary - choć oczywiście musi być tym najszlachetniejszym, najdzielniejszym, niezwyciężonym - wydaje się najnormalniejszym z herosów military SF, bardziej wpisując się w stereotyp zmęczonego życiem, starego astronauty podchodzącego do wszelkich spraw wybitnie zdroworozsądkowo (a więc krewny Pirxa Lema czy Zgrzybiałego Cebuli), niż sztampowego boga wojny zbierającego wraz ze zwycięstwami kolejne arystokratyczne (zwykle lordowskie) tytuły.
Jego świat natomiast nie jest - jak konwencja każe - barwną, quasi-feudalną bajką, w której nawet jeśli pojawi się okrucieństwo (jak u Bujold czy Williamsa), to przyćmiewa je zaraz dworsko-balowy blichtr i wyszukany ceremoniał. Przeciwnie, jest czymś mało przyjemnym, co - od biedy (nie oczekujemy jednak cudów od tej konwencji) - mogłoby wyewoluować ze znanego nam świata. (Czyli bardzo typowych dla Webera czy ledwo co wymienionej dwójki XIX-wiecznych elementów upozowanych na SF też brak.)

Jednym słowem, nie wiem czy nie najlepszy obecny na rodzimym rynku cykl fantastyki militarnej.

ps. Tradycyjnie link do poświęconej "Zaginionej flocie" Wikii:
http://thelostfleet.wikia.com/
I ciekawostka - antologia, w której ukazało się opowiadanie "Grendel", prequel tytułowej wielotomowej opowieści:
http://www.amazon.com/Begins-Defending-The-Future- Anthology/dp/0979690153
Okładka b. w moim guście:
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 18 Lip 2014 19:03:51 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
W ramach UPniecia tematu. Rzadko traktuję serio okładkowe onelinery znanych, ale co o tytułowym cyklu napisała Catherine Asaro (nagradzany fizyk i fizykochemik, autorka SF - dwukrotna laureatka Nebuli, dwukrotnie nominowana do Hugo, była president of Science Fiction and Fantasy Writers of America) z lubością zacytuję:

"Seria Jacka Campbella to najlepsza militarna fantastyka, jaką znam"
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/zaginiona-flota- przestrzen-zewnetrzna-dreadnaught

(Inna rzecz, że gdyby czytać to za dosłownie, to by wyszło, że pani A. nie czytała Heinleina, Haldemana, ani pierwszego - najznośniejszego - tomu cardowego cykliszcza i nie oglądała paru rzeczy... )

ps. O Asaro, bo relatywnie słabo u nas znana:
http://en.wikipedia.org/wiki/Catherine_Asaro
http://pl.wikipedia.org/wiki/Catherine_Asaro
http://www.catherineasaro.net/
pirogronian
Użytkownik
#4 - Wysłana: 18 Lip 2014 19:42:34
Odpowiedz 
No i przez was zacząłem czytać. Bez tego przepuszczam czas między palcami...
mozg_kl2
Użytkownik
#5 - Wysłana: 18 Lip 2014 20:39:47
Odpowiedz 
Q__:
Jak wiadomo pierwszy tu zachwalałem cykl i autora:

ja wiadomo chciałem utworzyć temat będący zbiorem opinii rozsianych w różnych wątkach.

Q__:
Jednym słowem, nie wiem czy nie najlepszy obecny na rodzimym rynku cykl fantastyki militarnej.

Szkoda, że fabryka słów urwała wydawanie kolejnych tomów. Obecnie tylko lakonicznie odpowiada że może będzie a może nie. Teraz na tapecie mają wojnę starka.

pirogronian:
No i przez was zacząłem czytać. Bez tego przepuszczam czas między palcami...

Ja to czytam przez Toudiem. Też jadę z tomem 1. Jak na razie bardzo miła lektura, plus za dopracowanie techniczne świata, jasne opisy bitew, zaczynające się wątki space opery. Choć postacie są strasznie zero jedynkowe.
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 18 Lip 2014 21:00:56
Odpowiedz 
pirogronian

pirogronian:
No i przez was zacząłem czytać.

Sie cieszymy. Nie, mozgu_kl2?

mozg_kl2

mozg_kl2:
Choć postacie są strasznie zero jedynkowe.

Jak to w tej konwencji. Bodaj tylko lady Sula u wspominanego Williamsa się wyłamywała, choć i ona prowadzona była tak, że zwykle się zapominało, że ta słynna bohaterka wojenna to morderczyni i kibicowało jej - nawet gdy się, nietypowo jak na ten nurt, krwią brudziła - jak tym Honorkom bez skazy.
mozg_kl2
Użytkownik
#7 - Wysłana: 19 Lip 2014 08:28:42
Odpowiedz 
Q__:
Sie cieszymy. Nie, mozgu_kl2?

No ba. A jeszcze bardziej będziemy się cieszyć jak mu się spodoba.

Q__:
Jak to w tej konwencji

No wiem, i dalej szukam czegoś na miarę Babylon 5 lub czegos co możnaby nazwać Pieśnią Lodu i ognia in space.
Toudi
Użytkownik
#8 - Wysłana: 19 Lip 2014 09:47:29
Odpowiedz 
Ja tam jestem na bieżąco z cyklem. Obecnie akcja dzieje się równoległe w Midway i z naszym starym bohaterem. I tak jak na początku przerażała mnie wizja akcji w Midway, jako nudnej, czy tylko przegadanej polityki, bo dwóch tomach, muszę stwierdzić, ze jest lepiej prowadzona, niż nowe przygody Czarnego Jacka.

No ale autor musi szybko zdecydować się na jakąś rewolucje, bo jak pisałem ostatnio na OTF. Zbliżył się niebezpiecznie do granicy, gdzie głównym bohaterom się wszystko udaje i nic nie tracą. Czyli syndrom zabili go a uciekł.
Jak w ciągu tomu, czy dwóch coś się nie zmieni, to czytelnicy odpłyną.

No a w najnowszym tomie, po przygodach z nowymi obcymi, którzy o ludziach wiedzą więcej niż ludziom się wydaje, wydaje się pojawić nowy wróg, wewnętrzny w Sojuszu.
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 19 Lip 2014 13:14:46 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
A jeszcze bardziej będziemy się cieszyć jak mu się spodoba.

Zdecydowanie.

Toudi

Toudi:
No ale autor musi szybko zdecydować się na jakąś rewolucje, bo jak pisałem ostatnio na OTF. Zbliżył się niebezpiecznie do granicy, gdzie głównym bohaterom się wszystko udaje i nic nie tracą. Czyli syndrom zabili go a uciekł.
Jak w ciągu tomu, czy dwóch coś się nie zmieni, to czytelnicy odpłyną.

W sumie to jest problem każdego takiego cyklu. Wiadomo, że muszą być starcia o coraz bardziej epickim charakterze, a nie może być przy tym za okrutnie/ponuro, bo to rozrywka jednak, no i bohater musi być niezniszczalny. To są bardzo ograniczające warunki, tak naprawdę.

Bo i bohater bez skazy gotów się w końcu znudzić, i jego niezniszczalność rzeczona (Miles ma łamliwe kości i własny dziadek nań dybał, Honorka była - nieskutecznie zresztą - gwałcona i oko straciła, a jednak spływa to po nich w sumie). I w pewnym momencie wyczerpuje się potencjał epickości (póki bohater idzie od dowodzenia w potyczkach do roli głównodowodzącego jednej ze stron wojny totalnej - jest ok, ale co potem?). I - tak naprawdę - świat tyloma wojnami wstrząsany to nie jest fajne miejsce do życia (autor to za mocno podkreśli - zniechęci czytelnika, nie podkreśli - wyjdzie na papierowego militarystę co wojny nie widział, więc ją gloryfikuje).

Póki co Hemry broni się tym, że jest u niego nie tylko military, ale i SF - wprowadzeni ostatnio Obcy są naprawdę tajemniczy, żadne tam kociaki Webera, bardziej klimaty lemowate light, ok - very light.
Boję się jednak, że jak wyłoży karty na stół - a pewnie będzie musiał - skończy się jak w finale SAAB czy z naszymi Romulanami. Po zdarciu zasłony tajemnicy zobaczymy coś żałośnie znajomego (niestety, nawet Benford na tym poległ...).
mozg_kl2
Użytkownik
#10 - Wysłana: 19 Lip 2014 13:53:39
Odpowiedz 
Q__:
Zdecydowanie.

ja już robie medale z ziemniaka.

Toudi:
Zbliżył się niebezpiecznie do granicy, gdzie głównym bohaterom się wszystko udaje i nic nie tracą. Czyli syndrom zabili go a uciekł.
Jak w ciągu tomu, czy dwóch coś się nie zmieni, to czytelnicy odpłyną.

Jak Q napisał, to syndrom ten dotyka wielu serii. Honor też zawsze wygrywa, nie mówiąc już o naszym kochanym treku. Tam kapitan Picard jednym statkiem powstrzyma największą inwazje wroga. Tyle, że chyba tutaj to taka konwencja. Dobry jest dobry zły to zły i koniec. Nie ma miejsca na szarość.

Q__:
Póki co Hemry broni się tym, że jest u niego nie tylko military, ale i SF - wprowadzeni ostatnio Obcy są naprawdę tajemniczy, żadne tam kociaki Webera, bardziej klimaty lemowate light, ok - very light.

Co za obcy bo ja jeszcze na nich nie wpadłem.
Toudi
Użytkownik
#11 - Wysłana: 19 Lip 2014 19:41:53
Odpowiedz 
No akurat u Honor w niezniszczalnego bohatera dzielnie się wybronił w połowie obecnej serii, gdzie i wojna nie szła po myśli sojuszu, i główne postacie drugoplanowe umierają (bardziej statystycznie, niż dramatycznie, ale jednak).
Co prawda potem nastąpił znaczny rozwój technologiczny i przewaga Sojuszu i to zarówno nad Haven, jak o Lidze nie wspominając, jednak.

No i Haven znalazł też dziurę w murze, nie ważne jak fajne masz zabawki i z jak daleka strzelają, jedną rakietą nie wygrasz, a nim odpalisz ich dość dużo, to cię dorwiemy. (Jednak trzeba ponieść przy tym spore straty). Wiecie jakby wojna Haven się toczyła, to raczej było by tam ciągle wiele ofiar z powodu wyrównania sil, ale z ligą, to na razie jak do kaczek idzie. Weber raczej dosyć szybko musi dam dojść albo do wyrównania sił, ale porażki Ligi. bo przeciąganie tego....


Q__:
Póki co Hemry broni się tym, że jest u niego nie tylko military, ale i SF - wprowadzeni ostatnio Obcy są naprawdę tajemniczy, żadne tam kociaki Webera, bardziej klimaty lemowate light, ok - very light.

Weber sobie nie zamknął jeszcze tej drogi, ale fakt, nie korzysta z niej. Bo innych obcych mamy już w pierwszym tomie.
Co do Hemrego, to mamy tam obecnie 4 obce rasy.
Enigma, która się czai w ciemnościach.
Prosiaczki, które w strachu są groźne.
Budowniczych twierdz na punktach skoku.
No i Dancerów, którzy na razie są przyjacielscy no i odwiedzali teren ludzi, nim ci podbili gwiazdy.

A poza tym setki ludzki wrogów. Obrońcy Układu Solarnego, Syndykat i jego niepodłego pozostałości no i nowy wróg wewnętrzny.
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 19 Lip 2014 20:08:56 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
Weber sobie nie zamknął jeszcze tej drogi, ale fakt, nie korzysta z niej.

W sumie zamknął - w Starfire, w Dahaku, w Marszu... No i po takich obrazach Obcych, trudno spodziewać się w kolejnych cyklach jakościowego skoku w tym zakresie...

Toudi:
Co do Hemrego, to mamy tam obecnie 4 obce rasy.

Wyprzedziłeś mnie solidnie (albo coś przegapiłem). Ja kojarzę tylko Enigmę.
Toudi
Użytkownik
#13 - Wysłana: 19 Lip 2014 20:10:08
Odpowiedz 
Q pisałem, że ja jestem na bieżąco z cyklem, czytam w oryginale.
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 19 Lip 2014 20:44:26
Odpowiedz 
Toudi

To zasuń mi jakieś fajne spoliery*, chętnie tu, ale na GG też mogą być.

* jak zapewne wiesz, nie toleruję ich tylko w wypadku klasycznych kryminałów i filmów opartych na finalnym twiście...
Toudi
Użytkownik
#15 - Wysłana: 19 Lip 2014 21:11:47
Odpowiedz 
W sumie ilość i jakie rasy to żaden spoiler, wszystko podane jest na tacy w jednym tomie. ;(

Spoilerem byłoby, gdybym napisał z czym Zaginiona Flota wróciła z przestrzeni za Enigmą... z takim fajnym Niezwyciężonym. ;)
mozg_kl2
Użytkownik
#16 - Wysłana: 20 Lip 2014 10:18:55
Odpowiedz 
Toudi:
No akurat u Honor w niezniszczalnego bohatera dzielnie się wybronił w połowie obecnej serii, gdzie i wojna nie szła po myśli sojuszu, i główne postacie drugoplanowe umierają (bardziej statystycznie, niż dramatycznie, ale jednak)

Acz początek był zawsze podobny. Honor ma słabsze siły wróg większe i wygrywa Honor. Muszę w koncu przebić się przez Honorkę tak swoją drogą.

Q__:
Wyprzedziłeś mnie solidnie (albo coś przegapiłem). Ja kojarzę tylko Enigmę.

Toudi to czytacz pochłaniacz.

Q__:
To zasuń mi jakieś fajne spoliery

zasuń zasuń!!

Tymczasem dobiłem do połowy tomu 1 ZF. Znalazłem jedną nieścisłość w bitwie o Corvus. Na początku są dwie fregaty, jedna się poddaje o drugiej słuch zaginął. Potem, autor wspomina że załoga obu nieżyje, po czym biorą jeńców z załogi drugiej korwety. Acz sama bitwa i wykorzystanie relatywizacji czasu miodna. Na plus też za pokazanie upadku zwyczajów w trakcie 100 lat wojny. Niby przepisy mówią, że jeńców się nie zabija,ale nikt specjalnie siętym nie przejmuje zostawiając ich na statku w którym przeciąża się reaktor. Trochę ta wojna przypomina 1 wojnę światową.
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 20 Lip 2014 16:46:24
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
wszystko podane jest na tacy w jednym tomie

Dobrze rozumiem, że w tym, z którego dowiedziałem się o Enigmie?

mozg_kl2:
Na plus też za pokazanie upadku zwyczajów w trakcie 100 lat wojny.

To jest jeden z kluczowych wątków w sumie. Pokazanie co tyloletnia wojna zrobiła z ludzi. Obu stron. Nie tylko tych złych Syndyków.
Z jednej strony nie jest to przedstawione tak symbolicznie jak w "Grze Endera", ani tak drastycznie jak w "Wiecznej wojnie", ale jest bodaj częściej podkreślane.
(Aczkolwiek o tym, że Geary jest człowiekiem innej epoki przypomina nam się tylko wtedy, gdy chodzi o podkreślenie jego odmiennego - z naszego punktu widzenia sympatyczniejszego - etosu. Nie wtedy gdy gładko radzi sobie z nowoczesnymi technologiami. A biedny Bregg miał z tym tyle kłopotu.)
Toudi
Użytkownik
#18 - Wysłana: 20 Lip 2014 17:15:42
Odpowiedz 
Q__:
Dobrze rozumiem, że w tym, z którego dowiedziałem się o Enigmie?

Teraz nie pamiętam kiedy pojawia się Enigma, ale w 6 tomie już z nią walczyli, to znaczy że chyba wcześniej. A wszyscy nowi obcy pojawia się w drugim tomie spoinoffu, to ok, może być niewielki spoiler, no ale na pewno nie zepsułem wam książki, bo ci obcy nie pojawiają się tam jakoś w zaskakujący sposób. Zresztą zobaczycie jak już będzie go czytać. Ważniejsze od tego jacy obcy i gdzie się pojawiają, jest fakt, jak się zachowują i co robi nasza Zaginiona Flota z nimi. ;)

Q__:
To jest jeden z kluczowych wątków w sumie. Pokazanie co tyloletnia wojna zrobiła z ludzi. Obu stron. Nie tylko tych złych Syndyków.
Z jednej strony nie jest to przedstawione tak symbolicznie jak w "Grze Endera", ani tak drastycznie jak w "Wiecznej wojnie", ale jest bodaj częściej podkreślane.
(Aczkolwiek o tym, że Geary jest człowiekiem innej epoki przypomina nam się tylko wtedy, gdy chodzi o podkreślenie jego odmiennego - z naszego punktu widzenia sympatyczniejszego - etosu. Nie wtedy gdy gładko radzi sobie z nowoczesnymi technologiami. A biedny Bregg miał z tym tyle kłopotu.)

Technologia to ciekawe spostrzeżenie. Bo niby się zmienia, a jednak.
Jakbyś wziął żołnierza WW1, i dał mu współczesny karabin, czy pistolet maszynowy, nie miałby większych problemów z jego obsługą. Pewno największy problem byłby z pierwszym przeładowaniem magazynka. ;)

Albo jakbyś wziął jakiegoś kapitana z okrętu tego okresu i posadził go na stanowisku współczesnego krążownika, czy lotniskowca, to o ile taki napęd atomowy na pewno by go zaskoczył, ale okręty pływają tak samo (może trochę szybciej) strzelają tak samo (może trochę dalej), torped ciągle unika się tak samo. Itd. Itp.

Pewno, że problem robi się jak w trakcie zachodzi jakaś rewolucja technologiczna, czyli coś co całkowicie zmienia sposób używania danej rzeczy. Ale w Zaginionej Flocie, nie zaszły żadne wielkie rewolucje technologiczne, okręty latają szybciej, są lepiej uzbrojone, ale mostek wygląda jak wyglądał, klika się w podobne klawisze i komendy są podobne. A jeszcze trzeba pamiętać, że sporo odwala tam AI. Który podpowiada w symulacjach i walkach.

Zaś największą zmianą jest tam zmiana kulturowa. Wartość życia. I to nam autor pokazuje często.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 20 Lip 2014 20:54:19
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
A wszyscy nowi obcy pojawia się w drugim tomie spoinoffu

Aaa, w "Nezwyciężonym", a ja jestem na etapie "Dreadnaughta".

Toudi:
Pewno, że problem robi się jak w trakcie zachodzi jakaś rewolucja technologiczna, czyli coś co całkowicie zmienia sposób używania danej rzeczy. Ale w Zaginionej Flocie, nie zaszły żadne wielkie rewolucje technologiczne, okręty latają szybciej, są lepiej uzbrojone, ale mostek wygląda jak wyglądał, klika się w podobne klawisze i komendy są podobne. A jeszcze trzeba pamiętać, że sporo odwala tam AI. Który podpowiada w symulacjach i walkach.

I to jest w zasadzie b. ciekawa kwestia... Zwykle uważa się, że wojna - i przemysł militarny - jest sporym motorem postępu technologicznego, ale w tytułowym cyklu najwidoczniej straty stały się tak dotkliwe, że postęp prawie się zahamował. Zważywszy na klasę tamtejszych decydentów bardzo to nie dziwi.

Swoją drogą... Odchodząc od stricte militarnych wątków wiadomych powieści (choć wiemy, że w sumie o nie chodzi) w kierunku analiz cywilizacyjnych można by tu spróbować się zastanowić na ile taki scenariusz jest wiarygodny. (Choć jedną wojnę stuletnią, historia - jak by nie było - zna.)
Toudi
Użytkownik
#20 - Wysłana: 20 Lip 2014 21:34:24
Odpowiedz 
Q__:
Swoją drogą... Odchodząc od stricte militarnych wątków wiadomych powieści (choć wiemy, że w sumie o nie chodzi) w kierunku analiz cywilizacyjnych można by tu spróbować się zastanowić na ile taki scenariusz jest wiarygodny. (Choć jedną wojnę stuletnią, historia - jak by nie było - zna.)

Każda technologia osiąga jakiś tam maksymalny stopień, po którym rozwój nawet jeśli następuje, to bardzo powoli.
Amunicja broni palnej nie ulega już specjalnym zmianom. Najpopularniejszy obecnie nabój 9 × 19 mm Parabellum powstał w 1902 roku. Niewielkie zmiany w nim zachodziły, ale gdyby przenieść się z dzisiejszą bronią w przeszłość, to będzie strzelać ówczesną amunicją i odwrotnie.
Czyli mamy ponad sto lat, spory postęp technologiczny, a w najpopularniejszej broni, brak zmian.
Są co prawda niewielkie różnice w osiągach współczesnych naboi, (inny materiał miotający) jak poprawa prędkości wylotowej, stabilności lotu, czy siły przebijającej, ale jednak żołnierz WW1 nie miałby problemu z rozpoznaniem i użyciem broni na ten nabój.

Albo weźmy takie lotniskowce, blisko 70 lat panują na wodzie, ale konstrukcje i osiągi nie ulegają zmianom (w odróżnieniu od maszyn latających na nich). Lotniskowce na swój sposób osiągnęły już swoje maksimum. Nie mogą być większe bo będą zbyt dobrym celem (już są), bo będą za wolne. Dlatego też obecnie inwestuje się w desantowce lub jak kto woli helikopterowce. Gdzie co najwyżej mogą startować i lądować SeaHarriery lub jego młodsze rodzeństwo.
Bo są mniejsze, zwrotniejsze, szybsze, łatwiej je bronić itd.

No a ile mieliśmy przełomów przez ostatnie 100 lat? 100 w sumie niespokojnych lat? w 1916 czołg, w 1939 samolot z silnikiem odrzutowym, 1945 bomba atomowa, trochę po wojnie napęd atomowy i podbój kosmosu. I to właściwie koniec skoków technologicznych.

Lepsze radia, lepsze race, lepszy pancerz, lepszy napęd, ale nie ma już czegoś, co by nie miało wcześniej jakiegoś prymitywniejszego odpowiednika.

Okręty podwodne walczyły już podczas Wielkiej Wojny, co prawda wówczas mogły zejść na kilkanaście metrów, na maksymalnie dobę, teraz schodzą na kilkaset metrów nawet na pół roku...

A co do historycznej wojny stuletniej, to wiesz, wojna może i trwała 107 lat, ale jakoś nonstop nie walczyli. Zresztą patrz na Izrael i Palestynę, czy obie Koree, kraje te walczą już ponad półwieku.
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 21 Lip 2014 19:41:57 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Toudi

Toudi:
Każda technologia osiąga jakiś tam maksymalny stopień, po którym rozwój nawet jeśli następuje, to bardzo powoli.

No, dobra, ale zauważ, że zarówno - znane z migawek - czasy Geary'ego jak i czasy jego potomków nie są może - szczęśliwie - wypełnione feudalnymi bzdurkami webero/bujoldoidalnymi, ale też nie ma w nich tego gadgeciarstwa, które znajdziesz u Wattsa, Reynoldsa czy Baxtera, nawet u Hamiltona. W zasadzie - poza niezbędnymi drobiazgami, typu tej fajnej technologii przydatnej do odbywania narad - dowiadujemy się o technologii wyłącznie tego, co jest konieczne do zrozumienia walk.
Przy czym... Ja rozumiem, że w najlepszej klasycznej SF też tak bywało ("Solaris", zwł. ekranizacja Tarkowskiego - czego my tam się dowiadujemy o stosowanych technologiach?), mało tego... deklarowałem się swego czasu jako zwolennik odejścia od gadgeciarstwa w kierunku szlachetnej prostoty, ale skoro nie widzę w utworze SF istniejących już dziś, lub potencjalnie możliwych, narzędzi, chciałbym wiedzieć dlaczego ich nie ma (i jest mi wszystko jedno czy zostanie to uzasadnione przekonująco pokazanym odwróceniem cywilizacyjnych trendów, czy techniczną niemożnością - ekonomiczny kryzys, względy bezpieczeństwa, niesprawdzenie się prognoz obecnych optymistów, byle to sens miało).

Normalnie nie zadaję w wypadku military SF takich pytań, ale Hemry płaci cenę wybitności - usiłuję traktować go serio.

ps. Wiele mi nie trzeba, w wypadku weberowego Dahaka, starczyły cyborgizacje, którym poddano bohaterów, jakieś resztki technologii upadłego Imperium/Cesarstwa i jacyś niewoleni przez SI Obcy, bym uznał, że jako pół-humorystyczna, rozrywkowa fantastyka rzecz zdaje egzamin także od strony konstrukcji świata... Pewnie dlatego z całego dorobku D.W. najbardziej lubię tego właśnie Dahaka...
mozg_kl2
Użytkownik
#22 - Wysłana: 21 Lip 2014 19:58:06
Odpowiedz 
Q__:
Zwykle uważa się, że wojna - i przemysł militarny - jest sporym motorem postępu technologicznego, ale w tytułowym cyklu najwidoczniej straty stały się tak dotkliwe, że postęp prawie się zahamował. Zważywszy na klasę tamtejszych decydentów bardzo to nie dziwi.

Tyle, że moim zdaniem oczywiście postęp czasu wojny jest obserwowalny/zagospodarowany dopiero po niej w czasach pokoju. W końcu łatwiej zbudować bombę atomową trudniej stabilny reaktor. Najpierw zupkęw proszku jedzą na froncie potem w domach. itp itd. U Campbella jest taki przemiał ludzi i statku że rodzi się pytanie czy tam w ogóle coś ktoś kontroluje. Samo to, że przez 100 lat nie uległa zmianie doktryna wojenna która opiera się na prostym do przodu i walimi z wszystkiego. Skoro Sojusz stać na utrzymanie takiej strategii, to siłą rzeczy nie inwestują w rozwój nowych technologii bo i po co.

Toudi:
w 1916 czołg, w 1939 samolot z silnikiem odrzutowym, 1945 bomba atomowa, trochę po wojnie napęd atomowy i podbój kosmosu.

Jednak czołg z 1916 a ten obecny to trochę inna para kaloszy. W 1WŚ czołgi były egzotycznym dodatkiem, same będąc opancerzonym pudłem z karabinami maszynowymi. Głównie przełamywano nimi linie okopów, jednak stanowiły ona taką tarczę dla piechoty. 20 lat później były już inne czołgi i inna ich rola na polu bitwy. Zresztą wystarczy porównać pierwszą bitwę pancerną i bitwę na łuku kurskim.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pierwsza_bitwa_pancer na
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_na_%C5%81uku_Ku rskim

Jedyna technologia jakie pojawiała w przeciągu 100 lat wojny Syndykat vs Sojusz to pola zerowe.
Toudi
Użytkownik
#23 - Wysłana: 21 Lip 2014 21:51:44
Odpowiedz 
Q__, ok z jednej strony się z tobą zgodzę, że brak szczegółów codziennej technologii może negatywnie rzutować na obraz, ale z drugiej strony, Hemry pisze jednak mniej niż np Weber, więc pozbywa się wszystkiego co zbędne, w tym widać opis cywilnych zabawek.
Ale nie do zera, bo wiemy, że mają coś ala dzisiejsze tv, dzisiejsza prasa, czy odpowiednik internetu. A ponieważ nie ma szczegółów, to sporo zostaje czytelnikowi do domysłów.

No i brak zabawek na okrętach wojennych na pewno będzie się dało wytłumaczyć, ale kto wie, może w świecie bardziej cywilnym (spinoff o Midway) doczekamy się jakiś opisów codziennych zabawek.

Ale mnie tam nie przeszkadza brak tych rzeczy, bo też niespecjalnie jest kiedy zauważyć ich brak.

mozg_kl2:
edyna technologia jakie pojawiała w przeciągu 100 lat wojny Syndykat vs Sojusz to pola zerowe.

Zapominasz o najważniejszym, o Wrotach.

mozg_kl2:
. Samo to, że przez 100 lat nie uległa zmianie doktryna wojenna która opiera się na prostym do przodu i walimi z wszystkiego. Skoro Sojusz stać na utrzymanie takiej strategii, to siłą rzeczy nie inwestują w rozwój nowych technologii bo i po co.

I tu jesteś w błędzie, doktryna ulega zmianie i to dosyć szybko. Ulega właśnie uproszczeniu, zmienia się z rozumu w silę.
I o ile w przypadku pierwszej bitwy pod Grendel, gdzie nasz bohater użył tej taktyki z desperacji, stała się ona standardem z powodu
zbyt szybkiego rozrostu floty
zbyt dużej ilości żółtodziobów
zbyt szybkiej wymiany stanu floty, wywołanej powyższymi powodami.

I tak doszliśmy do średniego przeżywania na poziomie roku...

mozg_kl2:
Jednak czołg z 1916 a ten obecny to trochę inna para kaloszy.

Ewolucja, to nie rewolucja.
Ewolucją czołgów było zwiększanie pancerza i mocy działa, ale w pewnym momencie przekroczono próg tego wzrostu i zataczamy koło zmniejsza się obecnie masę czołgu by był trudniejszym celem (mniejszy, szybszy) inwestuje się w "inteligentny" pancerz, łatwy w wymianie, lub w jego brak, gdzie pancerz czołgu stanowią szybkostrzelne karabiny, zatrzymujące pocisk.
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 22 Lip 2014 02:59:06 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2
Toudi

Co do stanu technologii, to może oddajmy głos samemu autorowi?

"Geary zrobił co mógł, by pomóc utrzymać wysokie morale na pokładzie „Sprytnego", ale podczas inspekcji zrozumiał, że ci ludzie mogliby zdziałać o wiele więcej, gdyby mieli do dyspozycji lepszy sprzęt. Nadmierne redukcje najważniejszych systemów zmniejszyły bezpieczeństwo tej jednostki poza wymagane minimum. Cięcia budżetowe odbiły się także na uzbrojeniu. Baterie piekielnych lanc miały znacznie mniejszą moc, a magazyny rakiet mieściły o wiele mniej głowic, nie mówiąc już o tym, że ich wymiary uniemożliwiały porządne składowanie amunicji. Okręty klasy „Sprytny" miały też tak mocno okrojone systemy obserwacji, że musiały w walce polegać na sensorach innych jednostek. W sytuacji gdy do walki staje cała flota, nie miało to większego znaczenia, lecz każdy z tych okrętów pochwycony przez wroga w pojedynkę miałby spory problem. Nie mogły też wykonywać misji tylko w otoczeniu jednostek eskorty, ponieważ systemy krążowników i niszczycieli nie były w stanie skompensować tych braków.
Konstrukcje tych liniowców uzmysłowiły mu po raz kolejny, i to boleśnie, jak zła sytuacja musiała panować w Sojuszu. Koszty stuletniej wojny były tak wysokie, że nawet międzygwiezdne imperium nie mogło im podołać, co widziało się wyraźnie po upadającym przemyśle i gospodarce. Jeśli Geary nie zdoła zwyciężyć i zakończyć przemocy, rozkład będzie postępował nadal, prowadząc w prostej linii do upadku, jakby ta wojna była czarną dziurą zasysającą ludzkość i wszystko, co stworzyła pośród gwiazd"


T.6 "Zwycięski"

Toudi

Toudi:
więc pozbywa się wszystkiego co zbędne, w tym widać opis cywilnych zabawek.
Ale nie do zera, bo wiemy, że mają coś ala dzisiejsze tv, dzisiejsza prasa, czy odpowiednik internetu. A ponieważ nie ma szczegółów, to sporo zostaje czytelnikowi do domysłów.

W ledwo co zacytowanej powieści mamy coś takiego:

"Potem spojrzał na Wiktorię.
- Domyślam się, że jesteśmy podsłuchiwani.
Opuściła wzrok na bransoletkę i nacisnęła kilka klejnotów.
- Próbowali nas inwigilować, ale na razie nie udało im się przebić przez moje zagłuszacze. Zaraz po powrocie zamontowałam wszystkie dostępne ulepszenia w moich systemach, więc znowu jestem na bieżąco w tej dziedzinie.
Kolejny trik z arsenału senator Rione, którego Geary wcześniej nie znał.
- Ale teraz już wiedzą, co na sobie nosisz?
- Wszyscy politycy noszą podobne zabezpieczenia. Ci pomniejsi stosują je do zatajenia rozmów na temat łapówek, sprzedaży głosów i tym podobnych sprawek. Natomiast ci na najważniejszych stanowiskach muszą korzystać ze znacznie bardziej skomplikowanych systemów."


I teraz... Skoro wiemy ile może byle bransoletka, fakt, wpływowej osobistości, to sam nie wiem czy uznać to, że informacje o tym pojawiają się tak rzadko, za powrót do ascezy klasycznej SF i chwalić takie przeciwstawienie się nowomodnemu gadgeciarskiemu rozpasaniu*, czy wkurzać się na Hemry'ego, że wyciąga pewne technologie z kapelusza kiedy są potrzebne, a ogólnie zaniedbuje obraz świata.. Tym bardziej, że... ale o tym już w kolejnym akapicie.

* zwl., ze mam potem jeszcze taką scenkę:

"Kapitan Duellos - nie jego hologram, lecz żywa osoba - rozejrzał się po kajucie admiralskiej.
- Kiedy kogoś odwiedzam osobiście, spodziewam się, że otoczenie będzie wyglądało zupełnie inaczej niż podczas wizyt wirtualnych, mimo iż są naprawdę realistyczne. Zbyt wielu ludzi używa dzisiaj filtrów i prezentuje wirtualnemu gościowi wirtualne bogactwa czy inne cuda, które marzą się osobom znużonym szarością własnej egzystencji.
- Dostrzega pan tutaj jakieś różnice? - zapytał Geary, opadając na stojący naprzeciw fotel.
- Jeśli są, nie jestem w stanie ich zauważyć. - Duellos wzruszył ramionami. - Zresztą nie spodziewałem się czegoś takiego po panu. Z tego co widziałem, nie czuje się pan za dobrze wśród iluzji."


Toudi:
Ale mnie tam nie przeszkadza brak tych rzeczy, bo też niespecjalnie jest kiedy zauważyć ich brak.

I teraz pytanie: czy to dobrze, czy źle. Fabuła zostaje zredukowana do wątku militarnego (jak każe konwencja) oraz związanych z nim rozgrywek politycznych i - w roli przyprawy dla smaku - wąteczku, bo nawet nie pełnowymiarowego wątku, życia miłosnego i rodzinnego (ci odnajdywani krewni) Geary'ego.
Klasyczna, solidna SF przyzwyczaiła nas do malowania obrazu świata przyszłości i do czynienia - zwykle ustami bohaterów - pewnych filozoficznych syntez (czy tematem jest lot na Jowisza, próby Kontaktu z Obcym Oceanem, spotkanie z inną kulturą humanoidalną, czy rozwój naszego świata w przyszłości). "Black Jack" et cons. nie są głupkami. Nie wypadają też - choć ledwo zarysowani - tak komiksowo jak sporo bohaterów Reynoldsa np. Niemniej wolałbym ich widzieć zdolnymi do refleksji wyższych niż tylko te związane z toczoną batalią. Oczekiwałbym tego zwł. w wypadku Geary'ego. W końcu wiemy, że facet przerasta otoczenie. No i wyrósł w czasach, kiedy jeszcze się myślało, nie tylko szarżowało.

Znaczy: mam wrażenie, że Hemry (vel Campbell) bije innych autorów swojej klasy (także słynnego Webera). Nie mam jednak wrażenia, by wybijał się do najwyższej klasy SF, a przyznam, że tego mi szkoda.
W końcu ciekawie by było zobaczyć tak sucho opisany kryzys w detalach*. I dowiedzieć się - jako się rzekło - jakie jeszcze spostrzeżenia na temat tego, czy owego, miewa półboski "Black Jack". W końcu wojskowi też ludzie, i też są zdolni do różnych przemyśleń, wiem choćby po Magdzie Kozak (oficerze WP w końcu), bo parę zdań w życiu zamieniliśmy.
No i miła byłaby świadomość, że pisarz, do którego mam spory sentyment (trudno go nie mieć do kogoś, kto odgrzał zapomniany już nawet w hard SF archetyp starego astronauty, podsunął pod nos młodemu pokoleniu, i rozkazał pokochać), zostawi po sobie w historii SF coś więcej niż - choćby najlepsze - militarne czytadła.

* bo czy sądząc po takich np. zdaniach nie jest to fascynujący temat? i czy nie interesujące jest także jaka technologia była w stanie przetrwać tak długo we względnej sprawności?

"Statek pasażerski, którym leciał, opuścił właśnie wrota hipernetowe w systemie znanym ludzkości pod nazwą Varandal. Jednostka ta w czasie studwudziestoletniej służby wykonała niezliczone skoki nadprzestrzenne, ale w odróżnieniu od lśniących wokół gwiazd po niej było widać upływ czasu. Załoga pracowała nad utrzymaniem jej systemów w pełnej gotowości, dbała też, by poszycie było w znakomitym stanie, nie mogła jednak zmienić faktu, że słońca potrzebują miliardów lat, żeby się wypalić, dzieła człowieka zaś bardzo często kończą żywot przed upływem zaledwie stulecia.
Pasażerski liniowiec mimo wieku poruszał się wciąż z bezszelestną gracją, ale wprawne zmysły admirała potrafiły wyczuć zmęczenie materiału skumulowane w jego konstrukcji podczas tysięcy odbytych rejsów. Statek ten powinien już dawno trafić na złom. Niemniej cywilizacja prowadząca niekończącą się wojnę nie mogła sobie pozwolić na takie marnotrawstwo surowców. Zamiast budować nowe jednostki cywilne, cały wysiłek wkładano w montowanie nowych okrętów wojennych, które musiały zastępować niezliczone krążowniki i pancerniki tracone podczas kolejnych bitew."


"Przestrzeń zewnętrzna", T 1(7) "Dreadnought"
mozg_kl2
Użytkownik
#25 - Wysłana: 23 Lip 2014 10:13:12
Odpowiedz 
Toudi:
Zapominasz o najważniejszym, o Wrotach.

No też.

Toudi:
stała się ona standardem z powodu
zbyt szybkiego rozrostu floty
zbyt dużej ilości żółtodziobów
zbyt szybkiej wymiany stanu floty, wywołanej powyższymi powodami.

W sumie to takie zamknięte koło. Duża flota wynika z masowej produkcji, masowa produkcja z taktyki do przodu i jakoś to będzie, a z tego znowu duża śmiertelność.

Toudi:
Ewolucja, to nie rewolucja.

Jednak przez te 100 lat wygląd i rola czołgu uległa zmianie.
Wyszliśmy od tego

do tego
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/24/Leopard_2_A5_der_Bundeswehr.jpg

Już nie wspominając o technice bombardowań. W trakcie 2wś żeby kogoś zabić trzeba było zrzucić cały samolot bomb na kwartał ulicy a i tak nie było gwarancji. Teraz wysyłamy jedna rakietę która trafia precyzyjnie w jego mieszkanie.

Skończyłem wczoraj nieulękłego. Trochę już napisałem, wiec dopiszę resztę. Książkę świetnie się czyta. Przyznam nie spotkałem się dawno/w ogóle z tak jednowątkową książką. Nie wiemy nic o naszych przeciwnikach, tak na prawdę mało wiemy o samym świecie naszych wrogach. Mamy Syndykat państwo gwiezdne z ustrojem korpokracji (jakaś krytyka amerykańskich korporacji?), po drugiej stronie mamy Sojusz ale nie wiadomo kogo z kim. Pojawiają się tez dwa państwa Federacja i Republika ale raczej jako dodatki. Książka to swoisty film akcji. Przylatują chwila spokoju, ale nie bitwa, potem znowu szansa na oddech ale nie sabotażyści, Zero przestojów co tylko przyspiesza czytanie. Pod koniec pojawiła się spekulacja, że jacyś obcy może istnieją. Mocne to może, bo jedyny dowód na to, to nie znany powód wybuchu wojny i pierwszego ataku Syndyków na Sojusz, oraz usunięte systemy operacyjne w opuszczonej bazie Syndyków. Trochę mało. Ocena 8/10
Toudi
Użytkownik
#26 - Wysłana: 24 Lip 2014 22:19:13
Odpowiedz 
Q__:
* bo czy sądząc po takich np. zdaniach nie jest to fascynujący temat? i czy nie interesujące jest także jaka technologia była w stanie przetrwać tak długo we względnej sprawności?

Stulecie, to znowu nie taki imponujący wynik. Obecnie na słonym morzu utrzymuje się okręty po 70 lat w stanie sprawności. A są na wodzie jednostki które już stulecie pływają. A kosmos jednak mniej psuje materiał. Problem mogą stanowić raczej śluzy i silniki, ale jak przed wojną ktoś dobrze zaprojektował i dał łatwy dostęp do wymiany tych elementów, to można tanim kosztem reanimować jednostkę w nieskończoność.

Bo można jeszcze jak Weber, gdzie by wymienić jakiś wadliwy reaktor na Krążowniku Nike, to trzeba ciąć połowę okrętu i to jeszcze od dna, bo burty są zbyt opancerzone, by dało się to zrobić w przyzwoitym czasie i kosztach....

mozg_kl2:
. Książkę świetnie się czyta. Przyznam nie spotkałem się dawno/w ogóle z tak jednowątkową książką.

Dla mnie to duży plus. Właśnie te nie przesadne opisy świata. W każdym tomie jest coś dodawane, ale nie za dużo, by się czytelnik nie znudził.

mozg_kl2:
Już nie wspominając o technice bombardowań. W trakcie 2wś żeby kogoś zabić trzeba było zrzucić cały samolot bomb na kwartał ulicy a i tak nie było gwarancji. Teraz wysyłamy jedna rakietę która trafia precyzyjnie w jego mieszkanie.

Teraz też nie zawsze masz gwarancję, ale w sumie masz racje, dodam tylko, że armie liczą ile naboi trzeba wystrzelić, by zabić lub trafić, jak się czasem trafi na te statystki to się można nieźle zdziwić, szczególnie, że chyba między IIWW, a Wietnamem ilość wystrzelonych naboi poszła ładnie w górę, a ilość trafień na dno.
mozg_kl2
Użytkownik
#27 - Wysłana: 25 Lip 2014 10:17:14
Odpowiedz 
Toudi:
Dla mnie to duży plus. Właśnie te nie przesadne opisy świata. W każdym tomie jest coś dodawane, ale nie za dużo, by się czytelnik nie znudził.

Nie twierdze, że to minus. Acz fajnie byłoby zobaczyć wojnę oczami oficera syndykatu. Mogłoby to zrównoważyć ten podział dobry Sojusz zły Syndykat. Z drugiej strony takie pokazanie świata, wynika z tego, że nasz bohater obudził się po 100 latach i niejako tak my jak i on uczymy się świata na nowo.

Zabrałem się za Nieustraszonego. Nowy wątek jaki się przewinął, to czy w trakcie wojny można ograniczyć swobody obywatelskie i wprowadzić rządy autorytarne aby ją wygrać.
Toudi
Użytkownik
#28 - Wysłana: 27 Lip 2014 20:59:56
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Acz fajnie byłoby zobaczyć wojnę oczami oficera syndykatu.

i zobaczysz, i zobaczysz.

mozg_kl2:
Mogłoby to zrównoważyć ten podział dobry Sojusz zły Syndykat

Ta, będzie zły Sojusz, zły Syndykat. Co nam zostanie? ;)

mozg_kl2:
Nowy wątek jaki się przewinął, to czy w trakcie wojny można ograniczyć swobody obywatelskie i wprowadzić rządy autorytarne aby ją wygrać.

Taa, a rozkazy podejmować demokratycznie. To dopiero rozbraja. ;)
mozg_kl2
Użytkownik
#29 - Wysłana: 28 Lip 2014 17:25:50
Odpowiedz 
Toudi:
i zobaczysz, i zobaczysz.

Robisz smaka strasznego.

Toudi:
Ta, będzie zły Sojusz, zły Syndykat. Co nam zostanie? ;)

Tak na dobrą sprawę obie strony konfliktu do tych dobrych nie należą. Sojusz też zabija jeńców cywilów. Samo pojęcia dobra i zła strona na wojnie jest mocno naciągane.

W tomie drugim kolejna wzmianka o naszych kosmitach. Podobno to oni stoją za hipernetem. Dzięki temu mogą zrobić ładne wybuch o sile supernowej w niejednym kawałku galaktyki. Pojawiał, się też wzmianka o opuszczeniu Ziemi w starożytności. Zatem galaktyka Black Jacka to nasz galaktyka daleko w przyszłość.
mozg_kl2
Użytkownik
#30 - Wysłana: 3 Sier 2014 16:01:58
Odpowiedz 
Tom 2 zakończony zabrałem się za tom 3. Co jeszcze można dodać odnośnie tomu 2. Troche posunął się wątek kosmitów ale dalej więcej nie wiadomo niż wiadomo. Nasz bohater z problemami, ale dalej daję radę uciekać pościgowi sił Syndykatu, walcząc dzielnie i mądrze. Zawiązał bliższy romans z współprezydent. Także wyszła nam klasyczna military space opera. Kosmici bitwy, statki miłość. Jedyny minus tomu 2 to przewidywalność i schemat. Ostateczna ocena 7/10
 Strona:  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Lost Fleet Jack Campbell

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!