USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Diuna - czyli nuda, nuda... o, Picard!
 Strona:  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
TSan
Użytkownik
#1 - Wysłana: 11 Kwi 2011 21:06:06
Odpowiedz 
Jako że mogła w sobotę skorzystać z kawałka wolnego czasu postanowiłam obejrzeć sobie jakiś film Sci-fi. Wybór padł na niejakią Diunę z '84. Spodziewałam się czegoś spektularnego (pod względem fabuły oczywiście), bo o książce wiele nasłuchałam się dobrego. Zaczęłam więc ogladać.
Jako rozrywka wybór był conajmniej zły. Film - fabuła nudna i przewidywalna, niemalże z fantasy. Jedyne rzeczy jakie mogłam podziwać to kunszt niektórych aktorów, min. Patricka Stewarta. Jak zwykle pokazał się z najlepszej strony. W czasie filmu wyśledziłam również jednego z moich ulubionych wokalistów - Stinga. Jego rola ograniczała się do diabolicznych uśmiechów oraz pojedynku, w którym oczywiście dobro zwycięża (Sting ginie).
Czy ktoś oglądał/czytał i zechce wyrazić opinię na temat tego "dzieła"?
Eviva
Użytkownik
#2 - Wysłana: 11 Kwi 2011 21:08:25
Odpowiedz 
TSan

Oglądałam film i czytałam książkę, i powiem jedno: nie oceniaj książki po filmie. Lepiej spróbuj ją przeczytać.
TSan
Użytkownik
#3 - Wysłana: 11 Kwi 2011 21:11:19
Odpowiedz 
Eviva

Jak znajdę. Ale o filmie powiem jedno -
Elaan
Użytkownik
#4 - Wysłana: 11 Kwi 2011 21:24:44 - Edytowany przez: Elaan
Odpowiedz 
TSan

Znam dobrze i książkę i film , o którym piszesz . Jak to często się zdarza w przypadku takich produkcji , film ma się nijak do książkowego pierwowzoru .
Określenie Dzieło , i to jak najbardziej serio , pasuje tylko do powieści Franka Herberta .

Film jest słaby , a obsada , poza kilkoma wyjątkami - beznadziejna . Jedynym plusem tego filmu jest warstwa wizualna i dźwiękowa .
Pozytywy to IMVHO : Patrick Stewart , Francesca Annis , Kyle Mc Lachlan i Sian Phillips .
Sting należy niestety do negatywów tej produkcji .

O wiele lepiej sens i klimat powieści oddaje miniserial pod tym samym tytułem , gdzie - poza Williamem Hurtem - nie ma wielkich nazwisk , ale jest naprawdę solidne aktorstwo , dobre dekoracje i tło .
patryk089x
Użytkownik
#5 - Wysłana: 11 Kwi 2011 21:30:19
Odpowiedz 
Elaan

Brytyjczycy mają dobrych aktorów... Pozwolę sobie zauważyć że 3/4 tych pozytywów to właśnie mieszkańcy Wysp.
ortkaj
Użytkownik
#6 - Wysłana: 11 Kwi 2011 21:57:04
Odpowiedz 
TSan

Ja też nie lubiłem tego filmu po pierwszym razie, ale po 15 czy 20 już tak.
Uwielbiam tę XIX wieczną w wyglądzie technologię przyszłości, efekty starej daty bez cgi, stroje ( mundury w szczególności) i Nawigatorów. Gorzej z grą aktorską ale czy można mieć wszystko......
W sumie wniosek z pierwszej Diuny dla mnie był taki, że na ostrym gazie można dolecieć wszędzie...
Po przeczytaniu całego cyklu pomyślałem, że jest on niezwykle skomplikowany i trudny do realizacji ( jak sfilmować poskramianie mężczyzn przez Dostojne Matrony - choć ja wolałem Czcigodne Macierze - to było tak religijno matematyczne)
RaulC
Użytkownik
#7 - Wysłana: 11 Kwi 2011 22:56:10
Odpowiedz 
Eviva

Święta racja. Książka jest świetna choć bardzo trudna w odbiorze.

Elaan

Stanowczo wolałem film niż miniserial. Może dlatego, że grał w nim Stewart. Poza tym podobali mi się nawigatorzy i sposób pokazania zakrzywiania przestrzeni za pomocą melanżu. W miniserialu tego nie było.
The_D
Użytkownik
#8 - Wysłana: 12 Kwi 2011 00:02:18
Odpowiedz 
TSan:
fabuła nudna i przewidywalna, niemalże z fantasy.

Trzeba przyznać, że cały świat z Diuny (i innnych części cyklu) oraz wątek fabularny ma wiele z fantasy. Science fiction kryje się w szczegółach (z których nie za wiele przeciekło do filmu) oraz wątku ekologicznym, który o ile dobrze pamiętam Lynch wyciął na amen (a trzeba dodać, że w czasach powstawania książki ekologia w powszechnej świadomości była takim science-fiction).

TSan:
Czy ktoś oglądał/czytał i zechce wyrazić opinię na temat tego "dzieła"?

Przyznam, że nie dałem rady obejrzeć Diuny Lyncha więcej niż raz. Film wywarł na mnie wrażenie bardzo chaotycznego, skaczącego po fabule pierwowzoru niczym pasikonik po łące, cały czas musiałem dociągać poszczególne fakty z książki, żeby połapać się kto i dlaczego. W pewnym sensie to nie wina scenarzysty i reżysera, poprostu wydaje mi się, że nie da się Diuny upchnąć w filie kinowym bez lobotomii prowadzącej do kalectwa. Natomiast w samym filmie spodobał mi się klimat, odbiegający trochę od książkowego, momentami ocierający się o ohydę, ale jednak na swój sposób pociągający. Takiego kl\\wyraźnego klimatu brak w miniserii, która choć znacznie wierniejsza fabularnie wydaje się jednak bardziej szara.
mozg_kl2
Użytkownik
#9 - Wysłana: 12 Kwi 2011 10:33:07
Odpowiedz 
The_D:
TSan: fabuła nudna i przewidywalna, niemalże z fantasy.
Trzeba przyznać, że cały świat z Diuny (i innnych części cyklu) oraz wątek fabularny ma wiele z fantasy. Science fiction kryje się w szczegółach (z których nie za wiele przeciekło do filmu) oraz wątku ekologicznym, który o ile dobrze pamiętam Lynch wyciął na amen (a trzeba dodać, że w czasach powstawania książki ekologia w powszechnej świadomości była takim science-fiction).

Tu muszę sięw pełni zgodzić z TheD. Universum diuny jest pełną gębą sf z lekka nutka fantasy, co według mnie dodaje magię temu światu. Prawdą jest jednak, że film to ułamek magii książki, do tego Lyncha zrobił swoją autorską adaptacje dodając niektóre rzeczy niejako od siebie, a inne wycinając. Także taka prawdziwa diune można poznać tylko ja czytając. Mnie do diuny zajawili znajomy. Tak gadali o nie gadali i gadali, aż wkońcu wziałem się za książki.

The_D:
W pewnym sensie to nie wina scenarzysty i reżysera, poprostu wydaje mi się, że nie da się Diuny upchnąć w filie kinowym bez lobotomii prowadzącej do kalectwa

Gdzieś czytałem, że pełna adaptacja diuny 1 do 1 miałąby długość 8h.
The_D
Użytkownik
#10 - Wysłana: 12 Kwi 2011 11:43:52
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Gdzieś czytałem, że pełna adaptacja diuny 1 do 1 miałąby długość 8h.

To chyba zależy jak pełna. Orson Scott Card napisał w jednym z felietonów, ze gdyby jego Grę Endera (która jest w sumie dość krótką powieścią) przerobić na scenariusz z ze 100% wiernością, scena po scenie to materiału byłoby na 12 godzin
Picard
Użytkownik
#11 - Wysłana: 12 Kwi 2011 13:58:29
Odpowiedz 
TSan:
Czy ktoś oglądał/czytał i zechce wyrazić opinię na temat tego "dzieła"?

Filmu nie widziałem całe lata - obejrzałem w okolicach 99 roku, na sfatygowanej, wypożyczonej kasecie. Nie zrobił on wówczas na mnie - podobnie jak na tobie - dobrego wrażenia. Nie jest to jednak wina książki, która jest cokolwiek zajmująca - dobre przesłanie proekologiczne - , ale twórców, którzy poszli z ekranizacją w złym kierunku. Film jest dziwaczny, groteskowy i właściwie to wszystko co można o nim powiedzieć. A, że jest to bardziej fantasy, nie SF? Racja, ale Gwiezdne wojny też takie były i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Za to ścieżka dźwiękowa? Miodzio! Sami posłuchajcie - szczególnie fragment od 2:12 :
http://www.youtube.com/watch?v=Pj9UcKj7Dxo
mozg_kl2
Użytkownik
#12 - Wysłana: 12 Kwi 2011 14:27:15
Odpowiedz 
The_D:
To chyba zależy jak pełna.

To trzebaby spytac autora tego artykułu. Dawno to czytałem, więc nie odwołam się do żródła.
NumberOne
Użytkownik
#13 - Wysłana: 12 Kwi 2011 14:54:25
Odpowiedz 
Przecież tego się nie da jednoznacznie określić Co z tego, że ktoś sobie coś napisze i poda jakąś liczbę.
Picard
Użytkownik
#14 - Wysłana: 12 Kwi 2011 15:11:17
Odpowiedz 
NumberOne

Chodzi Ci o ekranizacje książek? Dla mnie to też bzdura. Ostatecznie na duży ekran z powiedzeniem zaadoptowano znacznie obszerniejsze powieści niż Diuna: Władca pierścieni , Przeminęło z wiatrem, Wojna i pokój i jakoś żadna z tych adaptacji nie miała 12 godzin...
mozg_kl2
Użytkownik
#15 - Wysłana: 12 Kwi 2011 15:44:06
Odpowiedz 
Picard:
Wojna i pokój

Zależy która wersja. Radiowa dla przykładu miałą długośc ponad 9 godzin. Myślę, że to kwestia medium na jakie się przenosi daną książke.

Picard:
Władca pierścieni

W wersji reżyserskiej ma 11h36min.

NumberOne:
Przecież tego się nie da jednoznacznie określić Co z tego, że ktoś sobie coś napisze i poda jakąś liczbę.

Z ciekawość poszukałem tego fragmentu. Otoż fanowska adaptacja diuny trwa 8 h, natomiast sam Herbert stwierdził w 1976 roku, że pełne przedstawienie diuny w kinie to 14h.
NumberOne
Użytkownik
#16 - Wysłana: 12 Kwi 2011 17:04:53
Odpowiedz 
Picard:
Chodzi Ci o ekranizacje książek? Dla mnie to też bzdura. Ostatecznie na duży ekran z powiedzeniem zaadoptowano znacznie obszerniejsze powieści niż Diuna: Władca pierścieni , Przeminęło z wiatrem, Wojna i pokój i jakoś żadna z tych adaptacji nie miała 12 godzin...

Prawda, dobry scenariusz i reżyseria i można z powodzeniem przenieść do względnie krótkiego formatu naprawdę obszerne dzieło. Z natury rzeczy zostaje wtedy jednak odchudzone.

Chodziło mi o to, że nie bardzo widzę podstawy, żeby wziąć książkę i na tej podstawie twierdzić, że jej nieodchudzona wersja w kinie trwałaby tyle, a tyle godzin. To są bardzo szacunkowe wartości. No bo niby jak to precyzyjnie określić?
NumberOne
Użytkownik
#17 - Wysłana: 12 Kwi 2011 17:07:43
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Z ciekawość poszukałem tego fragmentu. Otoż fanowska adaptacja diuny trwa 8 h, natomiast sam Herbert stwierdził w 1976 roku, że pełne przedstawienie diuny w kinie to 14h.

Na jakiej podstawie stwierdził? Przecież samo lądowanie statku może trwać, zależnie od wizji reżysera, kilka sekund, albo kilka minut. Nie mówiąc o bardziej złożonych elementach. To można tylko bardzo grubo oszacować.
mozg_kl2
Użytkownik
#18 - Wysłana: 12 Kwi 2011 18:31:11
Odpowiedz 
NumberOne:
Na jakiej podstawie stwierdził?

Bo jest autorem ksiązki.
Elaan
Użytkownik
#19 - Wysłana: 12 Kwi 2011 18:57:20
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Gdzieś czytałem, że pełna adaptacja diuny 1 do 1 miałąby długość 8h.

Mnie by to nie zniechęciło . Byle była dobrze zagrana , opowiedziana i z dobrą muzyką w tle .

Picard:
Za to ścieżka dźwiękowa? Miodzio!

O , tak !
NumberOne
Użytkownik
#20 - Wysłana: 12 Kwi 2011 19:40:43
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Bo jest autorem ksiązki.

To, że jest autorem książki oznacza, że potrafi bardzo precyzyjnie określić ile musiałaby trwać jej ekranizacja, by oddawała wszelkie szczegóły?

Zresztą mniejsza z tym. Poglądowo można sobie takie szacunki wygłaszać. Chodzi o to, że nie jest to "słowo święte". Trzeba czegoś znacznie więcej, niż samego autorstwa książki by móc w miarę ściśle to określić
TSan
Użytkownik
#21 - Wysłana: 12 Kwi 2011 19:45:27
Odpowiedz 
NumberOne

Autor mógłby mieć rację. Przykładowo Opowieści z Narnii, część druga. Ekranizacja trwa 2 godziny i 25 minut. Gdyby ujęto jednak wszystkie szczegóły (pominięto bodajże 6 rozdziałów), film byłby zdecydowanie dłuższy.
NumberOne
Użytkownik
#22 - Wysłana: 12 Kwi 2011 19:47:08 - Edytowany przez: NumberOne
Odpowiedz 
TSan

Mógł mieć rację, mógł jej nie mieć. Chodzi o to, że bez jakiejś podstawy oszacowania równie przekonujące mogłoby być 8 godzin, jak i 16.

EDIT:

Zresztą to dyskusja akademicka Umiejętna ekranizacja niekoniecznie musi oddawać wszelkie szczegóły, powinna po prostu oddawać esencję.
TSan
Użytkownik
#23 - Wysłana: 12 Kwi 2011 19:58:05
Odpowiedz 
NumberOne

Czasem szczegół może zaważyć na calym filmie. Naprawdę, choćby w Mistrzu i Małgorzacie.
The_D
Użytkownik
#24 - Wysłana: 12 Kwi 2011 20:18:36 - Edytowany przez: The_D
Odpowiedz 
NumberOne:
Chodziło mi o to, że nie bardzo widzę podstawy, żeby wziąć książkę i na tej podstawie twierdzić, że jej nieodchudzona wersja w kinie trwałaby tyle, a tyle godzin. To są bardzo szacunkowe wartości. No bo niby jak to precyzyjnie określić?

Card przymierza się do ekranizacji swojej powieści chyba już od 10 lat, może rzeczywiście zdążył rozpisać wszystko na sceny i ujęcia? W każdym razie facet ma doświadczenie reżyserskie i scenopisarskie, choć jedynie w teatrze i radiu, więc nawet jeśli szacuje to jego zgadywanie jest bardziej "educated guess" niż moje czy Picarda.

NumberOne:
Umiejętna ekranizacja niekoniecznie musi oddawać wszelkie szczegóły, powinna po prostu oddawać esencję.

Powiem więcej. Dobra ekranizacja nie może oddawać wszystkich szczegółów, bo film, choćby genialny, po 3 godzinach gapienia się w ekran staję się męczący, a przy 5 jest wręcz torturą, nawet dla najbardziej zaprawionych kinomaniaków.
NumberOne
Użytkownik
#25 - Wysłana: 12 Kwi 2011 20:28:15 - Edytowany przez: NumberOne
Odpowiedz 
TSan

Dlatego za ekranizację powinny się zabierać tylko osoby głęboko ceniące daną książkę. Takie prędzej wychwycą znaczące szczegóły. Chociaż pozostaje problem tego, że dla każdego dana książka jest jednak czymś nieco innym.

W sumie dochodzimy do starej prawdy, że nie istnieją idealne ekranizacje książek. Pełna zazwyczaj się przeciągnie niemiłosiernie. Zresztą nawet jak odda wszelką literalną treść może polec w klimacie. Niepełna zawsze coś pominie, może właśnie coś, co dla kogoś było ważne. Książka to książka i nic jej nie zastąpi

The_D

W takim razie Pan Card prawdopodobnie wie o czym mówi. Nie zawsze jednak za tego typu stwierdzeniami stoi realny namysł i praca. Dlatego należy podchodzić do nich ze sceptycyzmem.

EDIT: Zgoda, akurat tak się złożyło, że o tym wyżej napisałem w części do TSan. Ale takie np. "Dawno temu w Ameryce" mnie osobiście nie wymęczyło
The_D
Użytkownik
#26 - Wysłana: 12 Kwi 2011 22:37:22
Odpowiedz 
NumberOne:
Chociaż pozostaje problem tego, że dla każdego dana książka jest jednak czymś nieco innym.

Co ciekawe szacowanie które tu przytoczyłem pochodziło z felietonu Carda dla Nowej Fantastyki poświęconego ekranizacjom książek, głównie Władcy Pierścieni. I jedna z myśli przewodnich owego felietonu była właśnie taka jak cytowany fragment. Dobrze to widać obserwując dyskusje nt. działe Petera Jacksona, w których każdy pisze czego mu w ekranizacji zabrakło i są to bardzo różne rzeczy, często z przeciwnych biegunów. Autor felietonu np. nie wyobraża sobie WP bez Toma Bombadila, którego brak ja sam ledwie zauważyłem.

A żeby choć trochę skierować temat na oryginalne tory napiszę czego mi najbardziej brakowało w filmie Lyncha. Otóż nie są to elementy science - jak już pisałem sam Herbert mocno czerpał z wzorców fantasy a opowieść obroniła by się nawet przy przesunięciu środka ciężkości w stronę fantasy. Nie chodzi też o wątek ekologiczny, który choć istotny dla powieści wypełniłby film przeciąganymi monologami. Najbardziej poruszyło mnie zupełnie instrumentalne potraktowanie Fremenów, których ogołocono z fascynującej kultury, tradycji oraz historii i przedstawiono prawie jak dzikusów, którzy przypadkiem znaleźli się pod ręką Paula tak, że mógł ich uzbroić w tajną broń Atrydów i poprowadzić przeciwko imperialnym Sardaukarom.
Picard
Użytkownik
#27 - Wysłana: 13 Kwi 2011 00:57:58 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
mozg_kl2:
W wersji reżyserskiej ma 11h36min.

Tyle, że akurat w wersji reżyserskiej - widziałem wszystkie sceny - jest wiele rzeczy pododawanych przez reżysera, a nie ma wątków, które znalazły się w powieści. W żadnej wersji np. nie ma powstania w Shire - a szkoda.

mozg_kl2:
Zależy która wersja. Radiowa dla przykładu miałą długośc ponad 9 godzin. Myślę, że to kwestia medium na jakie się przenosi daną książke.

Pewnie dlatego piszę o adaptacji, a nie o ekranizacji - ta pierwsza nie musi być wiernym odwzorowanie literackiego pierwowzoru.

NumberOne:
Chodziło mi o to, że nie bardzo widzę podstawy, żeby wziąć książkę i na tej podstawie twierdzić, że jej nieodchudzona wersja w kinie trwałaby tyle, a tyle godzin. To są bardzo szacunkowe wartości. No bo niby jak to precyzyjnie określić?

Hmmm... dobrym przykładem jest przytoczona przez mozg_kl2, adaptacja radiowa Wojny i pokoju. Trochę czasu zajęło ujęcie powieści w tym formacie. Jest jeszcze zadaje się - na youtube można pewnie jeszcze znaleźć? - słuchowisko na podstawie Władcy pierścieni, zrealizowane w latach 80 ubiegłego stulecia. Ono też krótkie nie jest.

Elaan:
O , tak !

Wogóle to kocham muzykę filmową. Chyba założę wątek jej poświęcony - o ile jeszcze nie istnieje.
mozg_kl2
Użytkownik
#28 - Wysłana: 13 Kwi 2011 12:11:09
Odpowiedz 
NumberOne:
To, że jest autorem książki oznacza, że potrafi bardzo precyzyjnie określić ile musiałaby trwać jej ekranizacja, by oddawała wszelkie szczegóły?

Wońcu najlepiej wie co w trawie piszczy.

Elaan:
Mnie by to nie zniechęciło . Byle była dobrze zagrana , opowiedziana i z dobrą muzyką w tle .

Mnie też nie tylko nie wyobrażam sobie 12h seansu w kinie.

NumberOne:
Dlatego za ekranizację powinny się zabierać tylko osoby głęboko ceniące daną książkę.

Jak takie znaleść? Wytwórnia nie ma czasu na robienie egzaminu z poziomu fanowstwa danej pozycji. Zreszta prosty przykład przeczytamy tą samą ksiązke i Ty będzie miał troche inna wizje postaci ja inna. Kwestia odbioru.

Picard:
Tyle, że akurat w wersji reżyserskiej - widziałem wszystkie sceny - jest wiele rzeczy pododawanych przez reżysera, a nie ma wątków, które znalazły się w powieści. W żadnej wersji np. nie ma powstania w Shire - a szkoda.

Tego to nie wiem, nie widziałem tej wersji. Znam tylko jej długosć.

Picard:
Pewnie dlatego piszę o adaptacji, a nie o ekranizacji - ta pierwsza nie musi być wiernym odwzorowanie literackiego pierwowzoru.

To też prawda. Mamy adaptacje i ekranizacje. Jedna drugiej nie równa.

Picard:
Wogóle to kocham muzykę filmową. Chyba założę wątek jej poświęcony - o ile jeszcze nie istnieje.

Zapraszam do mnie. Mam pokażna kolekcje soudtracków. Wątek chyba jest warto sprawdzic.
Elaan
Użytkownik
#29 - Wysłana: 13 Kwi 2011 15:09:27
Odpowiedz 
Picard:
Wogóle to kocham muzykę filmową.

Ja dość długo traktowałam muzykę jedynie jako część składową filmu , niejako nieoddzielną i nie istniejącą samodzielnie . To się zmieniło po obejrzeniu " Pikniku pod Wiszącą Skałą " . Muzyka Zamfira sprawiła , że teraz kocham soundtracki .
NumberOne
Użytkownik
#30 - Wysłana: 13 Kwi 2011 16:22:13 - Edytowany przez: NumberOne
Odpowiedz 
The_D:
Autor felietonu np. nie wyobraża sobie WP bez Toma Bombadila, którego brak ja sam ledwie zauważyłem.

Mamy tutaj podobne odczucia co do Toma

The_D:
Najbardziej poruszyło mnie zupełnie instrumentalne potraktowanie Fremenów, których ogołocono z fascynującej kultury, tradycji oraz historii i przedstawiono prawie jak dzikusów, którzy przypadkiem znaleźli się pod ręką Paula tak, że mógł ich uzbroić w tajną broń Atrydów i poprowadzić przeciwko imperialnym Sardaukarom.

Takie zmiany to już imho nie żadna licentia poetica, a zbrodnia Chociaż o meritum w tym wątku trudno mi się wypowiadać, bo co do Diuny pamięci mi już nie starcza (czytałem kilkanaście lat temu).

mozg_kl2:
Wońcu najlepiej wie co w trawie piszczy.

Jeśli nie ma doświadczenia w scenopisarstwie i nie podejmował prób rozpisania książki na scenariusz, to wie tutaj niewiele więcej, niż ja czy ty, a mniej, niż dobrze znający książkę scenarzysta.

mozg_kl2:
Jak takie znaleść? Wytwórnia nie ma czasu na robienie egzaminu z poziomu fanowstwa danej pozycji.

To miało raczej znaczyć: dobrze by było, żeby tak wyglądała rzeczywistość.

Elaan:
Muzyka Zamfira sprawiła , że teraz kocham soundtracki .

Skoro soundtracki, to i chyba przynajmniej bardziej ilustracyjną część muzyki klasycznej w ogóle?
 Strona:  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Diuna - czyli nuda, nuda... o, Picard!

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!