USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Czymże jest porucznik rezerwy wobec nieskończoności Wszechświata? ;)
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 6 Lis 2010 16:38:14 - Edytowany przez: Q__
Powyższe zdanie (cytat ze "Szwejka", oczywiscie), przypomniało mi się po raz kolejny gdy Sh1eldeR napisał:

Sh1eldeR:
Jedna z nich jest bardzo niepozorna, ale należy do moich ulubionych w całym filmie. Rozmowa Lovella z żoną przed odlotem, w samochodzie chyba (dawno filmu nie oglądałem, mam nadzieję, że niczego nie pomylę). Start już blisko, Lovell mówi żonie o chodzeniu po Księżycu, o przygotowaniach do trzeciej z cyklu największych misji w historii ludzkości. Potem zmieniają temat, jego żona mówi o rzeczach ważnych dla normalnych ludzi: że ich dziecko idzie do szkoły, że to, że tamto. To są ważne rzeczy dla normalnych rodzin, ale w tym kontekście brzmi to jak jakieś zupełnie trywialne, nieistotne problemy, błahostki. Czymże one są przy wyprawie na Księżyc? Tak naprawdę jednak ten filmowy dialog sygnalizował pewne rzeczywiste problemy psychiczne, z którymi borykali się astronauci, którzy wylądowali na Księżycu. Dla kogoś, kto chodził po Księżycu, ziemskie problemy -- na w zasadzie dowolną skalę -- wydawały się błahe, a zwykłe codzienne czynności niemal pozbawione sensu.

Co tu kryć, nie będąc bynajmniej kosmonautą (czego oczywiście żałuję), podobne poczucie znikomości (miedzy)ludzkiego wymiaru rzeczywistości miewałem (i miewam) często, czemu dawałem wielokroć wyraz (acz nie u nas, a na - bardziej rozfilozofowanym - forum lemowskim) ot choćby tu:

"spoglądanie" na różne sprawy z innych poziomów/punktów widzenia np. uświadamianie sobie, że ściana którą mam przed sobą to tak naprawdę zbiorowisko połączonych atomów, a te atomy znów itd.

Z czego w końcu wychodzi, że mam przed sobą coś na kształt pustki bywa fascynujące...

Tak jak z drugiej strony uświadamianie sobie, że "niebo gwiażdziste nade mną" składa się z cholernie od siebie pooddalanych wściekle gorących kul, z którch każda jest znacznie większa od Ziemi, a część może mieć własne układy planetarne. Że część z tych punkcików to nawet nie kule, a ich wielkie zbiorowiska - galaktyki, itd.

To pięknie uczy pokory i nieodmniennie zdumiewa. Einstein nazywał takie przeżycie wręcz religijnym..."

http://forum.lem.pl/index.php?topic=180.msg23560#m sg23560

czy tu:
"W "Star Treku"/.../ było paskudne imperium, które trzymało swych wyklonowanych niewolników na "smyczy" hodując ich uzależnionymi od pewnej substancji (zwanej białym ketracelem), którą (fatalnie zresztą pomyślani jako gatunek, od strony naukowego prawdopodobieństwa) władcy wydzielali im wedle uznania. Otóż, czy nie można powiedzieć, że endorfiny pełnią rolę tegoż ketracelu (upraszczając, bo tenże był nie tylko narkotykiem dającym zadowolenie, ale i wysokoodżywczym pokarmem), ewolucja zaś jest jak władcy w/w imperium - wydziela nagrodę w zamian za pilne służby?

(Znaczy: czy podążanie za głosem uczuć i popędów, może nie wszystkich nawet, ale sporej - nawet wyselekcjonowanej - części, nie jest niewolą?)"

http://forum.lem.pl/index.php?topic=537.msg35063#m sg35063

"Co do "utyskiwań" GOLEMa, to były one dla mnie jak balsam, bo bokiem mi już wychodziły pełne zadęcia opinie czyniące człowieka "miarą wszechrzeczy", "koroną stworzenia" etc. Śmiszne stworki jesteśmy, przysiadłe na kawałku skały wiszącej gdzieś na kosmicznym zadupiu, wśród ogromu przestrzeni, której pewnie nigdy dobrze spenetrować nie zdołamy (w zbadanie Galaktyki, w chwilach skrajnego optymizmu jestem w stanie uwierzyć, ale żeby coś więcej...), a chcemy te niezmierzone przestrzenie mierzyć sobą. Ba, sporo z nas lubi sobie roić, że te ogromy zmajstrował ktoś, tylko po to, by nas w nich osadzić, i że nic innego do roboty nie ma, jak tylko nad nami skakać.
Po takich wielkościowych urojeniach, rozsądny głos GOLEMa przywraca równowagę."

http://forum.lem.pl/index.php?topic=605.msg30714#m sg30714

Aż na koniec doszedłem do takiego oto wniosku (podparłszy się Dukajem):
"Tak naprawdę własnego istnienia, też nie da się dowieść. Przyjmuje się takie założenie raczej intuicyjnie."
http://forum.lem.pl/index.php?topic=562.msg32098#m sg32098
Tzn: mówiąc b. precyzyjnie istnieję jako proces będący wypadkową sił, na które nie mam wpływu, proces nie dający się precyzyjnie wyodrębnić z otoczenia bez stosowania dzikich uproszczeń, w dodatku proces ustawicznie okłamujący sam siebie (np. odczuwam świadomość ciała jako "swojego", podczas gdy świadomość nie mieści się w całym ciele).
/.../
oto Wszechświat choć bezrozumny mówi sam o sobie ustami istoty, której zdaje się, że jest czymś odrębnym?"

http://forum.lem.pl/index.php?topic=537.msg26386#m sg26386

W jakimś sensie o podobnym problemie - i ponownym ściagnięciu bohatera "na Ziemię", dość prostym sposobem - mówią też zresztą "Odmienne stany świadomości" ("Altered States") Kena Russella:
http://en.wikipedia.org/wiki/Altered_States

Choć czasem by "ściągnać na Ziemię" nawet kochającej żony nie trzeba, raz trzmiel mi wystarczył:
"Odwiedziła mnie dziś piekna dorodna królowa. Tak, młoda królowa bombus lapidarius (trzmiela kamiennika). Wielka, nawet chyba dłuższa niż przepisowe 22mm. Smoliście czarna z ognistopomarańczowym zakończeniem odwłoka. Piękny okaz. (Pisałem że uwielbiam trzmiele?) Żałuję, że nie miałem czasu zdjecia zrobić, bo musiałem ją ocalić przed kotem.
Wiosna wkroczyła w jej "osobie" do mojego domu i jakoś weselej się od razu zrobiło ."

http://forum.lem.pl/index.php?topic=299.msg30607#m sg30607

A Wy miewaliście podobne doświadczenie znikomości i względności dystansujące do wszystkich naszych ziemskich spraw?
Eviva
Użytkownik
#2 - Wysłana: 6 Lis 2010 17:06:11
Q__:
A Wy miewaliście podobne doświadczenie znikomości i względności dystansujące do wszystkich naszych ziemskich spraw?

Gdyby ludzie gremialnie uzyskali takie samopoczucie, nikomu nic więcej by się nie chciało i NIKT nie włożyłby wysiłku w nic, co nie jest niezbędne do samego przetrwania. Szczęśliwie wszyscy cierpimy na mania grandiosa....
Q__
Moderator
#3 - Wysłana: 6 Lis 2010 17:28:27 - Edytowany przez: Q__
Eviva

Eviva:
nikomu nic więcej by się nie chciało i NIKT nie włożyłby wysiłku w nic, co nie jest niezbędne do samego przetrwania

Też niekoniecznie, instynkt przetrwania też da się zakwestionować na płaszczyźnie rozumowej (vide słynna argumentacja z lemowego "Przyjaciela Automateusza") .

Eviva:
Szczęśliwie wszyscy cierpimy na mania grandiosa....

Szczęście to pojęcie względne, i także do zakwestionowania (czemu endorfina ma nam dyktować...) .
Eviva
Użytkownik
#4 - Wysłana: 6 Lis 2010 17:56:34
Q__

Nie teoretyzuj, Docent...
Jurgen
Moderator
#5 - Wysłana: 6 Lis 2010 21:04:51
Q__

Ja odpowiem tak: owszem, zastanawiałem się nad tym, ale Twoje rozumowanie to trochę sprowadzenie sprawy do absurdu. Bo fakt, że masz rację, że z punktu widzenia wszechświata to wszystko, co jest ważne dla nas wszystkich (jako ludzkości) i dla każdego z nas z osobna jest mało albo wręcz nic nie znaczące. Gdyby jakaś zabłąkana asteroida pewnego pieknego dnia walnęła w Ziemię, wszechświat jako taki nawet by tego nie zauważył.
Jednakże z naszego punktu widzenia sprawa ma sie zupełnie odwrotnie: my oceniamy sens wszechśwaita przez nasz pryzmat, bo to jest dla nas istotne. Gdyby nas zabrakło, kto docnić by mógł jego piekno? Jakiekolwiek piękno? Jaki byłby jego sens? Kot zastanawiałby sie nad tymi atomami? Może jakiś inny gatunek, ale skąd pewność, że nie oceniałby go przez swój pryzmat? Piszę więc, że jest to sprowadzenie sprawy do absurdu, bo nasuwa mi się porównanie (nie rozstrzygam, czy twierdzenie to było słuszne, czy nie) z Balcerowiczem i jego patrzeniem na gospodarkę. Jeden z jgo adwersarzy zarzucił mu, że nie widzi ludzi, a samą gospodarkę i chciałby, żeby była ona jak maszyna, której trybiki idealnie ze sobą współgrają, nie przymierzając jak mechanizm precyzyjnego zegarka. W tym miał on widzieć jej piękno. Tyczmasem sensem gospodarki jest człowiek.
Nie pamiętam, czy dokładnie pamiętam ten cytat, ale czy Clarke nie pisał w Odysei o twórcach monolitu, że w całym wszechświecie nie znaleźli nic bardziej cenngo od (inteligentnego) życia? Życie to tak naprawdę jedyna rzecz, która we wszechświecie się rozwija. Gwiazdy, planety, galaktyki, mgławice itd. będą kręcic się jak mechanizm zegarka, ale tylko zycie wnosi do tego "mechanizmu" element rozwoju.
Eviva
Użytkownik
#6 - Wysłana: 6 Lis 2010 21:20:24
Jurgen:
Gdyby jakaś zabłąkana asteroida pewnego pieknego dnia walnęła w Ziemię, wszechświat jako taki nawet by tego nie zauważył.
Jednakże z naszego

Ale, jak sądzę, my byśmy to zauważyli - znaczy, ci z nas, którzy mogliby jeszcze cokolwiek zauważyć

Jurgen:
. Jeden z jgo adwersarzy zarzucił mu, że nie widzi ludzi, a samą gospodarkę i chciałby, żeby była ona jak maszyna, której trybiki idealnie ze sobą współgrają, nie przymierzając jak mechanizm precyzyjnego zegarka. W tym miał on widzieć jej piękno. Tyczmasem sensem gospodarki jest człowiek.

Hmm... Znasz teorię Zegarmistrza Świata?
Sh1eldeR
Użytkownik
#7 - Wysłana: 7 Lis 2010 02:40:51
Q__:
Z czego w końcu wychodzi, że mam przed sobą coś na kształt pustki bywa fascynujące...

To w rzeczy samej jest dość zabawne . Nawet pojedynczy atom składa się głównie z pustki, patrząc objętościowo.

Q__:
Że część z tych punkcików to nawet nie kule, a ich wielkie zbiorowiska - galaktyki, itd.

A tu dla ścisłości skoryguję: punkciki, które widzisz na niebie gołym okiem, to gwiazdy (wyłącznie z naszej galaktyki) i planety (wyłącznie z Układu Słonecznego). Jeśli masz ciemniejsze niebo, to jako niewielkie plamki możesz zobaczyć mgławice i gromady gwiazd (ponownie: wyłącznie z naszej Galaktyki, przy czym gromady kuliste są odległe i nie należą do dysku Drogi Mlecznej, tylko krążą w ramach galaktycznego halo).

ALE, jeśli masz już całkiem porządne niebo, to w istocie możesz dostrzec gołym okiem inne galaktyki (!). Na naszej półkuli jest to przede wszystkim M31, czyli Galaktyka Andromedy. Nasza największa sąsiadka. Na półkuli południowej można zaś dostrzec Wielki i Mały Obłok Magellana -- galaktyki mniejsze, ale sporo bliższe, dzięki czemu na niebie są jaśniejsze niż M31. Te wszystkie galaktyki wyglądają jak małe obłoczki. Małe, ale dużo większe od "punkcików" stanowiących gwiazdy.


Q__:
A Wy miewaliście podobne doświadczenie znikomości i względności dystansujące do wszystkich naszych ziemskich spraw?

Mam takie miejsce na niebie, które można zobaczyć przez amatorski teleskop i które może coś takiego sugerować.

To jedne z moich ulubionych DSO (Deep Sky/Space Objects). Galaktyki M81 i M82. Nawet w niezbyt szerokokątnym okularze mieszczą się obie. Jedna jako okrągła, druga -- jako podłużna plamka. Tak, masz na jednym "ekraniku", jakby w garści, DWIE GALAKTYKI. A to tylko mały fragmencik nieba, a Ty masz tylko mały (jak na światowe standardy) teleskopik .

Ale mnie ten widok nie dołuje. Nawet... nie do końca czuję się przy nim mały.

Ten widok napawa mnie optymizmem. Pokazuję go tym, co mnie się pytają, czy gdzieś tam powstało kiedyś życie. Uchwycenie w garść dwóch galaktyk z grubymi miliardami gwiazd zwykle wystarcza, by do kogoś dotarł ogrom Wszechświata i miejsc, w których mogło powstać życie.

Q__
Jurgen
Mam dla Was optymistyczną... możliwość. Znacie słynne, bardzo dobre opowiadanie samego wielkiego Isaaca Asimova, zatytułowane Ostatnie Pytanie? Q__ na pewno zna, a jeśli ktoś, kto czyta niniejszy post nie zna, to niech sobie czym prędzej przeczyta (link do wersji online). Byle do końca: koniec to prawdziwa wisienka na torcie, sens całego opowiadania zamyka się w ostatnich wersetach, ale wcześniejsze części są niezwykle istotnym wprowadzeniem. Pokazują drogę w rozwoju inteligentnej cywilizacji, krok po kroku.

Będę spoilerował, więc proszę najpierw przeczytać opowiadanie, a potem resztę posta.

Otóż co jeśli taki jest cel życia? Co jeśli Wszechświat do tego nas używa? Do odwrócenia entropii? Do dalszego istnienia? Nie jest więc prawdą, że Wszechświat "nawet by nie zauważył" gdybyśmy zniknęli w kosmicznym zderzeniu.

Oczywiście, nie musimy być jedyną inteligentną rasą we Wszechświecie. Może ktoś inny zbuduje Multivaca. A może my.

Patrząc na to opowiadanie, na kolejne szczebla rozwoju cywilizacji, trudno powiedzieć, że życie inteligentnej rasy musi być maluczkie i nieistotne. Sęk w tym, by nie wysadzić się w powietrze i ewoluować odpowiednio długo.

Impulsem do posta Q__ były rozmyślania nad ogromem, praktyczną nieskończonością Kosmosu. Jest tak przytłaczająco piękny, cudowny, wielki, różnorodny, życiodajny (nie wiemy jeszcze w jakim stopniu -- może bardzo), a my... a my możemy mieć na niego ogromny wpływ, za te ileś miliardów lat. Wszystko zależy jednak od tego, co zrobimy dziś, jutro i w ciągu kolejnych milionów lat. A może wystarczy nam 10 000 lat? Przy wykładniczym tempie rozwoju -- całkiem możliwe.

Osobiście uważam, że życie jest fajne. Ważne. Ciekawe. Może być przyjemne samo w sobie -- również dlatego, że na co dzień radzimy sobie z jego trudnościami. To cel sam w sobie. Ale także wierzę, że możemy być w stanie osiągnąć cele o znacznie, znacznie większej skali. Nie stanie się to za naszego życia, ale to, co my zrobimy ma wpływ na to, co się stanie w przyszłości. Jeśli się wysadzimy, to kaplica. Jeśli NIE skolonizujemy planet Układu Słonecznego, a potem dalszych -- to kaplica.

A my... My żyjemy w całkiem niezłej erze. Loty kosmiczne już trwają. Robimy coraz więcej. Jest spora szansa, że niektórzy z nas polecą w kosmos. Choćby rekreacyjnie. Z drugiej strony: wciąż żyjemy na Ziemi. Naszej pięknej ojczyźnie, którą niestety nie zawsze szanujemy. Może tak jak w opowiadaniu Asimova, Ziemia będzie kiedyś tylko legendą? My mamy ja na co dzień -- a jednocześnie żyjemy w czasach, gdy dokonuje się przełom. Nie jest tak źle. Nie jest tak bez sensu .
Paradoks
Użytkownik
#8 - Wysłana: 7 Lis 2010 13:48:05 - Edytowany przez: Paradoks
Sh1eldeR:
Znacie słynne, bardzo dobre opowiadanie samego wielkiego Isaaca Asimova, zatytułowane Ostatnie Pytanie?

Ja nie znałem , a rzeczywiście doskonale napisane.

Sh1eldeR:
Otóż co jeśli taki jest cel życia? Co jeśli Wszechświat do tego nas używa? Do odwrócenia entropii? Do dalszego istnienia? Nie jest więc prawdą, że Wszechświat "nawet by nie zauważył" gdybyśmy zniknęli w kosmicznym zderzeniu.

Ciekawe o tyle, że może powstanie takiego Boga-stwórcy jest koniecznością, wynikającą choćby z samego rachunku prawdopodobieństwa. Jeśli nie my, to tamci, ale komuś musiałoby się udać - jeśli tylko mamy dostatecznie dużo czasu.

Swoją drogą, jak to jest z tą (nie)skończonością wszechświata? Suma energii i masy jest skończona i stała i tylko rozkłada się (ulega entropii) wraz z rozszerzaniem się wszechświata? Znaczy ta cała energia z czasem nieodwracalnie zmienia się w masę?

Stosunek człowieka do wszechświata jest ciekawy jeszcze w tym względzie, że tak jak bez wszechświata nie ma człowieka, tak i wszechświat nie istnieje, kiedy nie ma nikogo, kto go obserwuje. Na tym, na pojęciu obserwacji z mechaniki kwantowej, opiera się kilka ciekawych wariantów zasady antropicznej. Równoległych wszechświatów jest sobie nieskończoność, ale z chwilą powstania w którymś życia (a to jest już pewne z całą logiczną koniecznością, jeśli wszystko, co może się wydarzyć, wydarza się) następuje akt obserwacji, powstaje jakaś świadomość czegoś (wszechświata), której to istnienie redukuje wszystkie możliwe wszechświaty do tego jednego, o którym ktoś wie, że istnieje. Człowiek w takiej koncepcji nie jest więc bytem przygodnym, ale warunkiem istnienia wszechświata. Pisał o tym zdaje się Dukaj w Czarnych oceanach.

Można oczywiście mówić, że to ludzka pycha, że myślenie życzeniowe, że rozpaczliwie nadajemy sobie w skali wszechświata znaczenie, bo potrzebujemy być czuć się istotni. Ale taki psychologizm, redukowanie każdej naukowej teorii do roli kompensatorów najpierwotniejszych ludzkich bolączek, poczucia małości, śmiertelności, bezsensu, taka krytyka właściwie nie daje się odeprzeć, nie zakłada możliwości obalenia. Mamy swój świat, codzienność i to ona jest istotna. Patrząc w niebo można spędzić romantyczny wieczór, trochę powzdychać i na drugi dzień pójść do pracy czy szkoły, ale już życie z przekonaniem o swojej małości to mrzonka nie dająca chyba się zastosować w sposób inny niż samobójstwo.
Sh1eldeR
Użytkownik
#9 - Wysłana: 7 Lis 2010 14:50:24 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Paradoks:
może powstanie takiego Boga-stwórcy jest koniecznością, wynikającą choćby z samego rachunku prawdopodobieństwa. Jeśli nie my, to tamci, ale komuś musiałoby się udać - jeśli tylko mamy dostatecznie dużo czasu

Nie uważam, by było to bezwzględne prawo. Choć cały ten cytat zdaje się być tautologią. Niemniej jednak ten warunek, który podajesz na końcu -- o posiadaniu wystarczającej ilości czasu -- jest dość restrykcyjny. Czasu może nie być AŻ TAK dużo. Tzn. jest go dużo, ale jednak dość ograniczona ilość. Z tego, co na tę chwilę wiemy, inteligentne życie jest dość wymagające. Wymaga spełnienia pewnych warunków. Gdy większość gwiazd się wypali, gdy galaktyki się rozpadną, to raczej inteligentne życie już nie powstanie. Albo więc zdążymy do tego czasu się rozwinąć, albo nie.

Przy czym "my" dotyczy tutaj nie tylko ludzi, ale całego inteligentnego życia we Wszechświecie. Komuś musi się udać osiągnąć poziom "boskości" i nie ma na to nieograniczonego czasu. Z drugiej strony, jeśli za ileś miliardów lat dana forma życia będzie jeszcze nie "boska", ale już np. energetyczna (cokolwiek to nie znaczy), to w tej nowej formie będzie prawdopodobnie mogła przeżyć znacznie dłużej w przygasającym wszechświecie niż zwykłe formy życia.

Paradoks:
Swoją drogą, jak to jest z tą (nie)skończonością wszechświata? Suma energii i masy jest skończona i stała i tylko rozkłada się (ulega entropii) wraz z rozszerzaniem się wszechświata?

Tak, wg obecnego stanu wiedzy, Wszechświat jest skończony w przestrzeni i zawiera skończone ilości energii/materii. Także to gadanie o "nieskończoności" świadczy raczej albo o nieznajomości obecnych poglądów reprezentowanych przez fizyków, albo o użyciu przenośni. Ja w moim poście użyłem -- celowo -- określenia: "praktyczna nieskończoność Kosmosu". Bo jeszcze długo będzie on dla nas praktycznie nieskończony. W rzeczywistości, jest skończony -- tyle że bardzo duży.

Paradoks:
Znaczy ta cała energia z czasem nieodwracalnie zmienia się w masę?

To proste, jasne pytanie, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć. Tzn. nie wiem, czy nie jest odwrotnie: masa zmienia się w "energię". Tak naprawdę jest to jednak w sumie to samo. Może nie ma jednej drogi. Na pewno gwiazdy tracą masę, emitując promieniowanie. Z drugiej strony, zostają potem czarne karły, czy np. gwiazdy neutronowe. Jak najbardziej "materia", a czy ma się rozpaść? Niekoniecznie. Choć na pewnym etapie Wszechświata i to ma się rozpaść -- Wszechświat tak się rozszerzy, że atomy nie będą już się trzymały w kupie.

Paradoks:
Można oczywiście mówić, że to ludzka pycha, że myślenie życzeniowe, że rozpaczliwie nadajemy sobie w skali wszechświata znaczenie, bo potrzebujemy być czuć się istotni.

Ja tam raczej nie mam takich chwil słabości -- nawet gdy patrzę na te galaktyki, to czuję coś innego. Ale jeśli ktoś chce koniecznie widzieć we wszystkim większy sens, a nie wierzy w Boga itd., to podsuwam mu to rozwiązanie/uzasadnienie oparte choćby na opowiadaniu Asimova.
Paradoks
Użytkownik
#10 - Wysłana: 7 Lis 2010 15:34:30
Sh1eldeR:
Czasu może nie być AŻ TAK dużo.

Może, ale wtedy operujemy już na takich rzędach wielkości, że czas i przestrzeń jawią się tylko jako "bardzo dużo". I czy to wystarczająco bardzo, żeby wyrosło przez ten czas bardzo dużo cywilizacji, żeby chociaż jedna osiągnęła tą "boskość" Asimova - zdaje się, że brak jest jeszcze danych, wystarczających do udzielenia odpowiedzi.

Sh1eldeR:
Przy czym "my" dotyczy tutaj nie tylko ludzi, ale całego inteligentnego życia we Wszechświecie. Komuś musi się udać osiągnąć poziom "boskości" i nie ma na to nieograniczonego czasu. Z drugiej strony, jeśli za ileś miliardów lat dana forma życia będzie jeszcze nie "boska", ale już np. energetyczna (cokolwiek to nie znaczy), to w tej nowej formie będzie prawdopodobnie mogła przeżyć znacznie dłużej w przygasającym wszechświecie niż zwykłe formy życia.

Mniej więcej to miałem na myśli.

Sh1eldeR:
Ja tam raczej nie mam takich chwil słabości -- nawet gdy patrzę na te galaktyki, to czuję coś innego.

Wielu, egzystencjaliści chociażby, upierałoby się, że ma je każdy i chowa się w konwencjach społecznych, poddaje cudzej woli, żeby tylko o tym bezsensie zapomnieć. Nie da się rozstrzygnąć, czy ta (praktyczna) nieskończoność rzeczywiście nas przytłacza i tylko te myśli wypieramy, czy jednak jesteśmy dość dowartościowani - ale czym? Równie dobrze cała ludzka aktywność mogłaby mieć na celu odwrócenie uwagi od naszej śmiertelności.
IDIC
Użytkownik
#11 - Wysłana: 7 Lis 2010 15:59:42
Paradoks:
Stosunek człowieka do wszechświata jest ciekawy jeszcze w tym względzie, że tak jak bez wszechświata nie ma człowieka, tak i wszechświat nie istnieje, kiedy nie ma nikogo, kto go obserwuje. Na tym, na pojęciu obserwacji z mechaniki kwantowej, opiera się kilka ciekawych wariantów zasady antropicznej.

przepraszam, ale czy przypadkiem nie jest tak, że obserwacja wywołuje niemożliwe do pomięcia zakłócenia tylko w przypadków obiektów małych (mikroskala)?
w przypadku makroświata wpływ obserwacji jest pomijalny (obowiązują zasady mechaniki klasycznej)
twierdzenie, że wszechświat nie istnieje, kiedy nie ma nikogo nikogo, kto go obserwuje to chyba - w kontekście powyższego - jakieś nadużycie
Paradoks
Użytkownik
#12 - Wysłana: 7 Lis 2010 16:41:30
IDIC:
przepraszam, ale czy przypadkiem nie jest tak, że obserwacja wywołuje niemożliwe do pomięcia zakłócenia tylko w przypadków obiektów małych (mikroskala)?

Hmm, rzeczywiście, tego nie skojarzyłem. Chyba chodziło tam bardziej o analogię do mechaniki kwantowej. Znaczy nie tyle sama obserwacja ingeruje w układ, co bez obserwacji nie znamy stanu tego układu i każdy możliwy stan ma jakieś tam prawdopodobieństwo. Stałe fizyczne mogłyby mieć dowolne wartości, nie jest sprzeczne logicznie żeby cząstki elementarne miały zupełnie inne masy, ale my nie moglibyśmy zaobserwować żadnych innych niż te, w jakich moglibyśmy zaistnieć.

IDIC:
twierdzenie, że wszechświat nie istnieje, kiedy nie ma nikogo nikogo, kto go obserwuje to chyba - w kontekście powyższego - jakieś nadużycie

Tyle że nie możemy stanąć z boku i stwierdzić, jaki wszechświat jest naprawdę i czy istnieje bez nas. Nie możemy go doświadczyć inaczej, niż naszymi oczami, wyabstrahować go (jego doświadczenia) od naszej świadomości.

Niby może sobie istnieć bez nas, ale wtedy nie moglibyśmy tego wiedzieć, więc nie do końca byłoby to takie samo istnienie, jak istnienie klawiatury przede mną.
IDIC
Użytkownik
#13 - Wysłana: 7 Lis 2010 18:03:07
Paradoks

Paradoks:
Hmm, rzeczywiście, tego nie skojarzyłem. Chyba chodziło tam bardziej o analogię do mechaniki kwantowej. Znaczy nie tyle sama obserwacja ingeruje w układ, co bez obserwacji nie znamy stanu tego układu i każdy możliwy stan ma jakieś tam prawdopodobieństwo. Stałe fizyczne mogłyby mieć dowolne wartości, nie jest sprzeczne logicznie żeby cząstki elementarne miały zupełnie inne masy, ale my nie moglibyśmy zaobserwować żadnych innych niż te, w jakich moglibyśmy zaistnieć.

Paradoks:
Tyle że nie możemy stanąć z boku i stwierdzić, jaki wszechświat jest naprawdę i czy istnieje bez nas. Nie możemy go doświadczyć inaczej, niż naszymi oczami, wyabstrahować go (jego doświadczenia) od naszej świadomości.

Niby może sobie istnieć bez nas, ale wtedy nie moglibyśmy tego wiedzieć, więc nie do końca byłoby to takie samo istnienie, jak istnienie klawiatury przede mną.

no tak, ale pomiędzy tym, co napisałeś teraz, a wcześniejszą tezą o tym, że wszychświat nie istnieje, kiedy nie ma nikogo, kto go obserwuje, jest jednak duuuża różnica

Q__
przepraszam, że pytam ale czy w swoich rozważaniach na temat pustki brałeś pod uwagę ciemną materię?
jest jej we wszechświecie całkiem sporo

a tak na poważnie, wracając do pytania z posta inicjującego wątek ...

Q__:
A Wy miewaliście podobne doświadczenie znikomości i względności dystansujące do wszystkich naszych ziemskich spraw?

na tak postawione pytanie odpowiem: NIE
miewałam natomiast odczucie, że wszystkie nasze ziemskie sprawy są znikome i szybko przemijalne
tak szybko przemijalne jak życie
świadomość ta jednakowoż nie wywołała u mnie efektu zdystansowania się przeze mnie od tych spraw
jako że innych spraw niż "te nasze małe ziemskie" ja jako człowiek (= pojedynczy osobnik gatunku) IMO po prostu nie mam
Raptor
Użytkownik
#14 - Wysłana: 8 Lis 2010 21:11:02
Moja odpowiedź na wyżej postawione pytanie brzmi: tak. Ta ciągle nawracająca refleksja stała się jakiś czas temu esencją mojego światopoglądu, nie tak jak to czasami przychodzi, gdy popatrzy się w gwiazdy, a potem usłyszawszy zawołanie z pokoju, szybko wraca się do wspomnianych konwencji społecznych - "macierzy" iluzji, w jakiej pozostaje człowiek. Dążąc do prawdy uparcie unikam wszelkich skrótów, pójścia na łatwiznę i tak kuszących, co chwila dostarczanych przez otoczenie "solucji". W każdym momencie istnienia jestem świadom tego, że to co my tu na Ziemi robimy nie ma żadnego znaczenia, i o ile w skali makro, patrząc na ludzkość kolektywnie da się jeszcze przypisać jej jakąś wartość, przynajmniej w kontekście galaktyki, to w skali codzienności, w której żyjemy większość tego, co się dzieje jest znikomej wagi, a często po prostu śmieszne. W efekcie jest tak, jak napisała Eviva - marazm, dekadencja i prokrastynacja. Czasami żałuję, że nad tym myślałem, bo jak raz coś zwróci uwagę, nie odpuszczam, bo czemu niby to wrażenie pustki odczuwane w obliczu nocnego nieba ma być odłożone jako "natrętna myśl". Żebym poczuł się lepiej, zmusił do działania? To hipokryzja, której nie akceptuję nawet w najlepszej intencji (cel nie uświęca środków). Właśnie Q__, co Ty robisz z tą refleksją? Dochodzi do mechanizmu zaprzeczenia, czy ma jakiś wpływ na życie?
Q__
Moderator
#15 - Wysłana: 8 Lis 2010 22:50:10 - Edytowany przez: Q__
Raptor

Raptor:
Właśnie Q__, co Ty robisz z tą refleksją? Dochodzi do mechanizmu zaprzeczenia, czy ma jakiś wpływ na życie?

Ma wpływ i to bardzo pozytywny. Dzięki niej nie ekscytuję się byle czym i umiem (nie zawsze, ale częściej niż gdybym nie miewał takich mysli) nabrać zdrowego dystansu do różnych spraw. W byciu modem/adminem to też pomaga .




EDIT: piosenka pomagająca się dystansować, znaczy widzieć wszystko we właściwej skali (w moim wypadku działa):
http://www.youtube.com/watch?v=R46P1VdaKjQ
The_D
Użytkownik
#16 - Wysłana: 9 Lis 2010 11:38:11
Raptor:
co Ty robisz z tą refleksją? Dochodzi do mechanizmu zaprzeczenia, czy ma jakiś wpływ na życie?

Wydaje się mieć pozytywny wpływ na rozwój transplantologii ;)
http://www.youtube.com/watch?v=JWVshkVF0SY
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 3 Gru 2010 16:12:12 - Edytowany przez: Q__
Paradoks

Paradoks:
Ciekawe o tyle, że może powstanie takiego Boga-stwórcy jest koniecznością, wynikającą choćby z samego rachunku prawdopodobieństwa. Jeśli nie my, to tamci, ale komuś musiałoby się udać - jeśli tylko mamy dostatecznie dużo czasu.

Cóż. Temat ten jest popularny. Przedstawiał go Arthur C. Clarke:

"Kontakt z przedstawicielami innych ras wykazał Człowiekowi, jak bardzo obraz świata odbierany przez daną rasę zależny jest od jej postaci fizycznej i organów zmysłowych, w które jest wyposażona. Dowiedziono, że jeśli w ogóle możliwe jest pojmowanie wszechświata, jakim jest on w rzeczywistości, to dokonać tego może tylko umysł całkowicie uwolniony od wszelkich ograniczeń fizycznych — czysty umysł. Przekonanie to było powszechne wśród wielu starożytnych wierzeń religijnych, jakie rozwinęły się na Ziemi, i zadziwiające jest, że idea nie mająca żadnych racjonalnych podstaw, stała się w końcu jednym z największych celów nauki.
W naturalnym wszechświecie nie napotykano nigdy żadnej pozbawionej ciała inteligencji; Imperium postanowiło taką stworzyć. Tak jak wiele innych rzeczy, w zapomnienie poszła już wiedza, która czyniła to możliwym. Naukowcy Imperium ujarzmili wszystkie siły Natury, zgłębili wszystkie tajemnice czasu i przestrzeni. Tak jak nasze umysły są produktem ubocznym niezwykle skomplikowanego systemu komórek mózgu połączonych ze sobą siecią układu nerwowego, tak oni usiłowali stworzyć mózg, którego elementy nie byłyby materialne, ale stanowiły matrycę nałożoną na samą przestrzeń. Taki mózg, jeśli w ogóle można go nazwać mózgiem, żywiłby się energią pola elektromagnetycznego, czy jeszcze potężniejszymi siłami, i byłby całkowicie uwolniony spod tyranii materii. Mógłby funkcjonować z daleko większą szybkością niż jakakolwiek inteligencja na podłożu organicznym; mógłby przetrwać tak długo, jak długo we wszechświecie pozostanie choć erg energii, a jego możliwości byłyby nieograniczone. Raz stworzony, rozwijałby wciąż swą potęgę, której ostatecznych rozmiarów nie byli w stanie przewidzieć nawet jego twórcy."


"Miasto i gwiazdy"

przedstawiał Stephen Baxter

"- /.../ Może Konstruktorzy zdołają w końcu podbić cały materialny wszechświat i przeznaczyć go do magazynowania i klasyfikacji informacji, które opisujesz. Taki wszechświat stałby się wielką biblioteką - największą, jaką można sobie wyobrazić, nieskończoną pod względem zasięgu i pojemności...
- To rzeczywiście wspaniały projekt. Faktycznie większa część energii Konstruktorów nakierowana jest na ten cel, a także na badania, jak inteligencja może przetrwać do odległej przyszłości, kiedy umysł ogarnie cały wszechświat i kiedy wszystkie gwiazdy umrą, a planety oddalą się od swych słońc... i sama materia zacznie się rozkładać.
- Ale mylisz się - ciągnął. - Wszechświat nie jest nieskończony. I dlatego dla niektórych frakcji Konstruktorów nie jest wystarczający. Rozumiesz? Ten wszechświat jest ograniczony w czasie i przestrzeni. Zaczął się w określonej chwili w przeszłości i musi się skończyć wraz z ostatecznym rozkładem materii, gdy czas definitywnie dobiegnie końca...
- Pewna frakcja Konstruktorów nie chce zaakceptować tej skończoności - wyjaśniał dalej Nebogipfel. - Nie przyjmują żadnych ograniczeń wiedzy. Skończony wszechświat im nie wystarcza! I przygotowują się, żeby coś w tej sprawie zrobić./.../
Zobaczyłem atomy: podobne do gwiazdek punkciki świetlne, które wszędzie wokół mnie wypełniały przestrzeń i ciągnęły się w nieskończoność. Ujrzałem to wszystko tak wyraźnie, jak lekarz, który bada układ żeber pod skórą klatki piersiowej pacjenta. Atomy pryskały, skrzyły się i wirowały wokół swych małych osi; były połączone za pomocą skomplikowanej siatki nitek światła, a przynajmniej tak mi się wydawało. Uświadomiłem sobie, że z pewnością widzę jakiś graficzny model wiązań elektrycznych, magnetycznych, grawitacyjnych i innych. Wyglądało to tak, jakby cały wszechświat zajęty był przez jakiś atomowy mechanizm zegarowy. I spostrzegłem, że to wszystko cechuje się dynamiką, a kombinacje połączeń i atomów ciągle się zmieniają.
Od razu wiedziałem, co ta dziwna wizja oznacza, gdyż odkryłem tu kolejny przykład regularności, którą zaobserwowałem wśród galaktyk i gwiazd. Wtopiony w pasemka gazu i błądzące atomy, dostrzegłem ich znaczenie i strukturę. W położeniu każdego atomu, w kierunku jego spinu i w jego połączeniach z sąsiednimi atomami był jakiś cel. Wyglądało to tak, jakby cały wszechświat stał się biblioteką, w której gromadzono kolektywną mądrość tej starożytnej rasy. Każdy skrawek materii, do ostatniego błądzącego pasemka, był skatalogowany i wykorzystywany... To było zgodne z przewidywaniami Nebogipfela odnośnie ostatecznego celu inteligencji!
Ale ten układ był czymś więcej niż tylko zwykłą biblioteką - czymś więcej niż tylko zbieraniem zakurzonych danych - gdyż wszędzie wokół wyczuwałem atmosferę życia, pośpiechu. Wyglądało to tak, jakby na tych olbrzymich skupiskach materii rozpostarto świadomość.
Wszechświat ten wypełniony był przez umysł, który wsączał się w samą jego strukturę! Wydawało mi się, że widzę, jak myśl i świadomość przelewają się wielkimi falami po tym wszechogarniającym zbiorze faktów. Zdumiewała mnie skala tego wszystkiego, nie potrafiłem pojąć jej bezgranicznej natury. Dla porównania działania mojego własnego gatunku ograniczały się do manipulowania zewnętrzną powłoką niewiele znaczącej planety, a Morlokowie nie wyszli poza swoją Sferę. Nawet Konstruktorzy mieli tylko galaktykę - jeden system gwiezdny z milionów...
Tutaj jednak umysł miał wszystko - nieskończoność.
Teraz wreszcie zrozumiałem - zobaczyłem na własne oczy - znaczenie i cel nieskończonego, wiecznego życia.
Wszechświat był nieskończenie stary i nieskończenie wielki. Umysł też był nieskończenie stary; opanował całą materię i wszystkie siły, zgromadził nieskończoną liczbę informacji.
Umysł był wszechwiedzący, wszechmocny i wszechobecny. Swoją śmiałą wyprawą do początków czasu Konstruktorzy osiągnęli swój cel. Wyszli poza to, co skończone, i skolonizowali to, co nieskończone."


"Statki czasu"

a pierwszy był chyba Frederic Brown (Clarke "The City and the Stars" i Asimov "The Last Question" - oba 1956; Brown "Answer" - 1954):

"Dwar Ev uczciwie użył złota przy ostatnim lutowaniu. Obiektywy dwunastu kamer telewizji obserwowały jego każdy ruch, a fale radiowe niosły przez wszechświat utysiąckrotniony obraz tego co właśnie dokonywało się. Podniósł sie, dał znak Dwar Reynowi, a następnie przesunął się do dźwigni, która uruchomiłaby wszystko. Dźwigni, która połączyłaby wszystkie ogromne komputery z wszystkich zamieszkanych planet wszechświata - a było ich dziewięćdziesiąt sześć bilionów - jednym wielkim obwodem. W ten sposób wszystkie te wspaniałe sztuczne mózgi stałyby sie monstrualną maszyną cybernetyczną oplatającą i zawierającą wiedzę wszystkich galaktyk. Dwar Reyn powiedział kilka krótkich słów do trylionów widzów przy odbiornikach. Następnie, po chwili ciszy powiedział:
- Teraz, Dwar Evie.
Dwar Ev przesunął dźwignie. Dał się słyszeć silny hałas. To łączyły sie prądy dziewięćdziesięciu sześciu bilionów planet. Zabłysły światła, potem znikły.
- Zaszczyt zadania pierwszego pytania przypada tobie, Dwar Reynie.
- Dziękuje ci - odpowiedział Dwar Reyn - to będzie pytanie, na które nie odpowiedziała jeszcze żadna maszyna cybernetyczna.
Odwrócił się do konsolety.
- Czy istnieje Bóg?
Ogłuszający głos odpowiedział bez wahania, bez jednego mrugnięcia światełka.
- Tak, teraz już istnieje Bóg.
Skurcz przerażenia błysnął na twarzy Dwar Eva. Skoczył, by cofnąć dźwignię. Ale w tym momencie niebo rozbłysło gwałtowną błyskawicą, która zmiotła Dwar Eva i zablokowała na wieki dźwignię, którą wcześniej sam przesunął."


"Odpowiedź" (jest to zresztą cały tekst tego opowiadania)

Natomiast Frank Tippler snuje takie wizje na płaszczyźnie nauki, nie SF. Cóż, może kiedyś faktycznie coś takiego się powiedzie?

ps. a jak to jest w Treku? przyjrzyjmy się bliżej celowi, do którego zmierza Borg, oraz Q i drodze ich ewolucji... (oczywiscie mam na myśli Borg i Q w wydaniu z TNG)
Eviva
Użytkownik
#18 - Wysłana: 22 Gru 2010 18:22:37 - Edytowany przez: Eviva
Ponieważ mnóstwo tu literatury lub odniesień do niej - jest takowym tez i tytuł tego tematu - zatem pozwole sobie przytuczyć odpowieść poetycka, bardzo ładnie korespondująca z tymże tytułem

Brylantowe i mroźne błyszczą gwiazdy w przestworzach,
Z wieczną gwiezdną chorągwią noc sprawuje swą straż,
A ty, biedna dziewczyno, w pokoiku na Hożej
Siedzisz sama przy oknie i łkasz.
A przyczyna wiadoma: jakiś chłopak bezecny
Najpierw miał, potem rzucił, przedtem kochał, dziś nie,
A ty dalej go kochasz, no przypuśćmy, powiedzmy,
I codziennie go widzisz we śnie.

Ale czym jest pokoik na Hożej
I twój smutek, i chłopiec, i ty,
Miliard świateł wiruje w przestworze,
Mleczne drogi, mgławice i mgły.
Potem ziemia jest, lądy i morza,
A na ziemi wśród krajów i miast
Skrawek drobny: Warszawa i Hoża,
Co to znaczy wśród światów i gwiazd?

Ty codziennie na Hożej, a ja często na Polnej
Siedzę sama, samotna i wpatruję się w noc
I podobno jest trzecia, która mieszka na Solnej,
Czwarta, piąta, tysiączna, ach, moc.
W każdym mieście: w Paryżu, w Kopenhadze, Londynie,
Nawet w Tokio, w Kaliszu, w Jokohamie, czy wiesz?
Pęka serce z miłości jakiejś biednej dziewczynie,
Więc na Hożej tak musi być też.

Przeogromna jest ziemia i morze,
Świat bez miary i kresu gdzieś gna,
A maleńki jest pokój na Hożej,
Jeszcze mniejsze jest serce i łza.
Lecz ty jeden zrozumiesz, o Boże,
W majestacie gwiaździstych twych szat,
Że ważniejsze jest serce na Hożej,
Niż te gwiazdy, mgławice i świat


Julian Tuwim
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 14 Lis 2011 18:05:30
Historia Wszechświata w pigułce:
Elaan
Użytkownik
#20 - Wysłana: 14 Lis 2011 19:20:31 - Edytowany przez: Elaan
Q__:
A Wy miewaliście podobne doświadczenie znikomości i względności dystansujące do wszystkich naszych ziemskich spraw?

Nie wiem, czy można to uznać za doświadczenie o jakich tu mowa, ale dawno temu była pewna chwila...

Byłam wtedy na wsi, u moich - nieżyjących już dziś - dziadków. Był bardzo późny wieczór, prawie noc. Będąc na podwórzu oddaliłam się na tyle, że światło z okien nie zakłócało ciemności. Obok leżała sterta świeżych desek, z których unosił się zapach żywicy.
Spoglądałam w niebo i - chociaż wiem jak to zabrzmi - wyglądało jak płat materii, na którym ktoś hojnie rozsypał mlecznobiałe kryształy. Nie zastanawiałam się czy to gwiazdy, czy galaktyki - było po prostu piękne.
Przyszło poczucie znikomości i przyniosło spokój - świadomość,
że zarówno ja, jak i to otoczenie i te gwiazdy, jesteśmy częścią Całości.

Czy to sprawiło, że nabrałam dystansu do codziennych spraw ?
Raczej nadało im sens.
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 3 Lip 2012 23:17:39
W cenionym eseju krytycznym G. Benforda poświęconym hard SF:
http://oglethorpe.edu/faculty/~m_rulison/Honors/Sp eculativeFiction/Documents/Real%20Science%20Imagin ary%20Worlds%20(benford).pdf

Jest (4 strona pdf'a, 20 cytowanej książki, po Wellsie) taki oto passus poświęcony głównie twórczości Lema:

"Immensity comes naturally to astronomers, who daily deal with events and distances which we literally cannot comprehend except through mathematical notation. Even missions to our outer planets take a working scientist's lifetime for their planning, launch and rendezvous. Everywhere, as science pushes on, time and space transcend our ready perceptions. With a taste for the huge, novels such as Stanislaw Lem's Solaris portray alien intelligences which are literally enormous (in this case, a planet-covering ocean which doesen't fit Darwinian ideas, to say the least). Lem's career has often dealt with science's limitations as hopelessly human-centered, with no true credentials to talk about the world as it truly is - a posture owing much to the philosopher David Hume."

IMO b. pasuje do niniejszego tematu.
MarcinK
Użytkownik
#22 - Wysłana: 4 Lip 2012 08:33:28
Q__:
Historia Wszechświata w pigułce:

Za bardzo nie łapię, co w epoce kwarków robi pustynia i pac-man?
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 23 Wrz 2013 19:50:55
Z jednej strony należy pamiętać że:


Ale z drugiej... Bez przesady:
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 12 Sty 2014 21:45:02 - Edytowany przez: Q__
Skoro mowa o:
Q__:
nieskończoności Wszechświata

teraz da się zobaczyć jak ma się do niej:
Q__:
porucznik rezerwy

http://apod.nasa.gov/apod/ap140112.html
Seybr
Użytkownik
#25 - Wysłana: 12 Sty 2014 21:54:53
Q__

Fajnie jest to wykonane. Prezentacja na lekcję, ideał.
Q__
Moderator
#26 - Wysłana: 12 Sty 2014 22:01:41
Mav
Użytkownik
#27 - Wysłana: 13 Sty 2014 00:14:06
Q__:
http://apod.nasa.gov/apod/ap140112.html

Genialne.
Elaan
Użytkownik
#28 - Wysłana: 12 Maj 2014 16:18:13 - Edytowany przez: Elaan
Znalezione na YT wraz z przytoczonym opisem. Polecam.

http://www.youtube.com/watch?v=PfLWsA4uwRw

The Illustris simulation is the most ambitious computer simulation of our Universe yet performed. The calculation tracks the expansion of the universe, the gravitational pull of matter onto itself, the motion of cosmic gas, as well as the formation of stars and black holes. These physical components and processes are all modeled starting from initial conditions resembling the very young universe 300,000 years after the Big Bang and until the present day, spanning over 13.8 billion years of cosmic evolution. The simulated volume contains tens of thousands of galaxies captured in high-detail, covering a wide range of masses, rates of star formation, shapes, sizes, and with properties that agree well with the galaxy population observed in the real universe. The simulations were run on supercomputers in France, Germany, and the US. The largest was run on 8,192 compute cores, and took 19 million CPU hours. A single state-of-the-art desktop computer would require more than 2000 years to perform this calculation.

A tutaj link do strony głównej projektu:

http://www.illustris-project.org/
pirogronian
Użytkownik
#29 - Wysłana: 12 Maj 2014 16:31:51
Wygląda zjawiskowo, ale informacja na początku filmu sporo wyjaśnia: "ponad 100 000 linii kodu". Ja się pytam: jakiego rodzaju to jest symulacja? Jeżeli oparta jest na znanych nam podstawowych prawach fizyki, to po co tak duży program? Ta informacja jasno pokazuje, ile dodatkowych ograniczeń musiano wprowadzić, żeby w efekcie wyniki pokrywały się z obserwacjami. I dlatego szumne opisy, że uzyskano dobrą zgodność z rzeczywistym Wszechświatem, nie robią na mnie wrażenia. Całe wideo ma dla mnie głównie wartość estetyczną.
Elaan
Użytkownik
#30 - Wysłana: 12 Maj 2014 16:56:35
pirogronian:
Ja się pytam: jakiego rodzaju to jest symulacja?

Gdybyś dokładniej przeczytał informacje pod filmem, zauważyłbyś, że oparto ją o dane z wiarygodnych placówek naukowych: Massachusetts Institute of Technology, Harvard University, Heidelberg Institute for Theoretical Studies, University of Cambridge, Institute for Advanced Study Princeton, Space Telescope Science Institute.

pirogronian:
Jeżeli oparta jest na znanych nam podstawowych prawach fizyki, to po co tak duży program?

Najprostsza odpowiedź bywa zazwyczaj najwłaściwsza.
Może po prostu po to, by uzyskać jak najlepszą jakość symulacji - także od strony wizualnej - a to wymaga przetworzenia dużej ilości danych.

pirogronian:
Ta informacja jasno pokazuje, ile dodatkowych ograniczeń musiano wprowadzić, żeby w efekcie wyniki pokrywały się z obserwacjami.

Sęk w tym, że wcale tego nie zrobiono.
Opis tego filmu zamieszczony na stronie APOD. pl ujmuje to tak:

"Interesting discrepancies between Illustris and the real universe do exist and are being studied, including why the simulation produces an overabundance of old stars."

pirogronian:
Całe wideo ma dla mnie głównie wartość estetyczną.

Twoje prawo. Ale jeśli marzy Ci się od razu gotowy, idealny produkt, to takie rzeczy tylko w Erze.
Dla mnie to pierwsza taka próba przedstawienia poziomu ludzkiej wiedzy na ten temat - w sposób efektowny, a zarazem przystępny dla przeciętnego widza. Początek drogi do poznania nowych pytań, nowych badań.
Nie jest doskonała, bo nasza nauka wiele jeszcze nie wie, ale pomaga szukać na nie odpowiedzi.
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Czymże jest porucznik rezerwy wobec nieskończoności Wszechświata? ;)

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!