USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Inception (Incepcja)
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
Autor Wiadomość
Sh1eldeR
Użytkownik
#31 - Wysłana: 10 Sier 2010 00:18:41 - Edytowany przez: Sh1eldeR
[SPOILERY TOTALNE do końca posta]

Poklok:
Orlińskiemu "Incepcja" wybitnie nie przypadła do gustu. Na Esensji ocenił ją na 3/10, podczas gdy ostatniemu Terminatorowi (sprawdziłem, bo dla mnie ten film to przykład żenującej wprost głupoty scenariusza) dał... 9

Nie wiem co to za jeden, ten Pan Orliński, ale właśnie poznałem go jako kolesia, według którego najnowszy Terminator jest znacznie lepszy od Incepcji

kanna:
Czy pamiętacie, jak w oryginale brzmiała ta mysl, co ja Cobb zaszczepił zonie?

Geniusz tej oryginalnej incepcji polegał na tym, że on jej nie powiedział ani słowa. Gdy jej totem -- spinka -- został raz wprawiony w ruch, to we śnie nigdy nie przestawał się kręcić. I Cobb właśnie to zrobił: włamał się do sejfu swojej żony i zostawił tam kręcącą się spinkę. Żona sama odkryła tę spinkę i sama doszła do wniosku, że ten świat nie może być prawdziwy.

Swoją drogą, zastanawiam się czemu w takim razie nie wierzyła spince po przebudzeniu? Przecież mogła zrobić test. W realnym świecie spinka na pewno przestałaby się kręcić.

A może ten test wykonała? I spinka się nie przestała kręcić? ;)

Poklok:
Nolan zostawia sobie furtkę zaznaczając, że w śnie nie dostrzegamy wielu nielogiczności.

Ta furtka była o tyle fajna, że zadziałała również gdy widz oglądał film. Na razie widziałem Incepcję tylko raz i nie mam pewności, czy są tam silne nieścisłości, czy nie ma. Niektóre rzeczy mi nie pasują, ale potem znajduję na nie uzasadnienie... po czym nieraz okazuje się, że to uzasadnienie nie eliminuje sprzeczności.

Ale fajne było to, że podczas oglądania filmu czułem się poniekąd jak we śnie: wierzyłem Nolanowi, że tam wszystko ma sens, a przynajmniej cel. Czyli: nawet bezsens w filmie jest celowy, a więc poniekąd jednak ten sens ma. Siedziałem na seansie jak zahipnotyzowany, a dopiero po nim, na sucho, zacząłem zauważać, że coś mogło tam być nie tak.

Oczywiście, jeśli faktycznie były tam sprzeczności, to mogły one sugerować, że cały film był jednak snem Cobba.

Poklok:
Limbus. Wszystko wskazuje na to, że do wydostania się z niego wystarczy samobójstwo. Sądząc jednak z dialogów Cobb zataił to przed towarzyszami, którzy byli przekonani, że w razie śmierci na innych poziomach czekają ich lata w śnie. Z jednej strony jego niechęć do okrywania szczegółów o pobycie tam jest umotywowana, z drugiej jest to skrajna nielojalność, za którą zresztą zapłacił Saito.

To też mnie zastanawia. Czy ta scena, gdy Cobb z żoną położyli się na torach i popełnili samobójstwo, to było pod koniec ich pobytu w Limbusie? Jeśli tak, to czemu byli tam młodzi, podczas gdy widzieliśmy ich, gdy w Limbusie byli starzy?

Z Limbusem jest chyba taki problem, że mózg pracuje tam nieco inaczej. Człowiek jest przymulony i normalne techniki uzyskiwania świadomego snu zdają się zawodzić. Dlatego gdy ktoś trafi do Limbusu, to bardzo ciężko jest mu się skapnąć, że to nie jest rzeczywistość. Dlatego Saito siedział tam tyle lat. Dlatego Cobb, gdy był w Limbusie z żoną, zrozumiał to dopiero po tylu latach, a na żonie musiał przeprowadzić incepcję. Gdy już dotarło do nich, że są w Limbusie i muszą się "tylko" zabić, minęło kilkadziesiąt lat.

Saito też przesiedział w Limbusie kilkadziesiąt lat i dopiero Cobb powiedział mu, że to sen. Cobb go do tego przekonał, być może o czymś mu przypomniał.

Jakim cudem Cobb się szybko skapnął, że jest w Limbusie za drugim razem? Może chodziło o doświadczenie? Raz już tam był, więc za drugim razem łatwiej mógł to rozpoznać. Może po prostu pamiętał już o nawyku testowania rzeczywistości za pomocą totemu. Wypracowanie podobnego nawyku to jedna z technik otrzymania świadomego snu. W Limbusie normalnie o tych technikach zapominamy, ale skoro Cobb był tam już drugi raz, to może dzięki temu o tym pamiętał. Albo wcześniej, poza ekranem, szkolił się jeszcze mocniej w rozpoznawaniu snu w każdych warunkach, by być przygotowanym na następny Limbus.


***

Co do mechaniki budzenia się i "kicków". Z tego co ja zrozumiałem i sobie potem wydedukowałem, aby się wybudzić na kolejny poziom, trzeba było się zabić, ale w momencie "kicku". W finałowej akcji, gdyby ktoś zginął we śnie w innym momencie niż kick, trafiłby do limbusu. A w chwili kicku wylatywało się poziom wyżej. Zauważcie, że oni tam podczas kicku skakali z dużej wysokości, wysadzali się, czy byli miażdżeni przez windę.

Można było "przegapić kick" po prostu nie zabijając się.

Jak rozumiem, przy tej dawce narkozy, jaką oni sobie dali, nie sposób było przeskoczyć o kilka poziomów naraz. Czyli np. w furgonetce nie wystarczyłoby, żeby ktoś do nich podszedł i dał im parę razy w gębę na przebudzenie. Przecież oni tam piratowali po ulicach miasta, koziołkowali, spadali z mostu itd. Nic z tego ich nie wybudzało.

Same kicki i w ogóle otoczenie śniącego nie miały też aż takiego zasięgu. Sięgały chyba tylko na głębokość jednego poziomu. W hotelu odczuwali zmiany grawitacji wywoływane koziołkowaniem furgonetki, ale poziom niżej, w śniegu już wszystko z grawitacją było normalnie.

To tylko takie teoryjki na szybko. Muszę obejrzeć film jeszcze kilka razy, co zresztą zrobię z najwyższą przyjemnością.

[/KONIEC SPOILERÓW]
PS. I fajne wyjaśnienie, co było źródłem inspiracji dla jednego z motywów muzycznych Incepcji: http://www.youtube.com/watch?v=UVkQ0C4qDvM.
Eviva
Użytkownik
#32 - Wysłana: 10 Sier 2010 07:11:55
Hmmm... wiecie, a co mi przypomina teoria kolejnych poziomów?
Tak, zgadliście, znowu Lema i opowieść o cywilizacjach, stworzonych przez Trurla (Kobyszczę). Jest tam jedna, która wykoncypowała sobie Raj, jako miejsce, do którego trzeba dojść przez kolejne poziomy bytu, ale gdy się nieostrożnie stąpnie, to przez rodzaj zapadni spada się i trzeba zaczynać od początku. Przeciwnicy tej religii nazwali ją Herezją Skołowania Rzucawkowego... i właśnie ta nazwa jakoś bardzo mi pasuje do przedstawionego tu świata "Incepcji"
kanna
Użytkownik
#33 - Wysłana: 10 Sier 2010 09:28:52 - Edytowany przez: kanna
SPOILERY !

Sh1eldeR:
cały film był jednak snem Cobba

Moim zdaniem, niestety , jest - zwróćcie uwagę, że kiedy Cobb wraca do domu (na koniec filmu) dzieci ubrane sa dokładnie tak samo i bawią sie w tym samym miejscu, w którym były, kiedy wyjeżdżał.

Sh1eldeR:
Limbus

Mnie zastanawia co innego - Cobb spedził tam z żona kilkadziesiąt lat (zdążyli sie zestarzeć). I teraz watpliwość - prawdopowdobnie wchodzili - i wychodzili - stamtad wiele razy, policzyłam sobie na prędko i wyszło mi, że aby te kilkadziesiąt lat uzyskac musieli by wchodzic na całą noc (8 h) przez kilka lat.

Co oznaczało by, że zrezygnowali z życia towarzyskiego, wieczornych wyjśc, oraz seksu (tu akutar najprościej, mogli sie nim tam zajmować) na kilka lat. Mieli małe dzieci, czy te dzieci tez spały po 8 h co noc? Do dzieci sie wstaje, one przyłażą do łóżka - jak rozumiem, babcia siedziała i tych dzieci pilnowała nocami, kiedy Cobb sie zabawiał z zoną w śnienie. To mi sie wydaje mało realne (jezeli wogóle o realiźmie mozna tu mówić, heh)

Mąz twierdzi, że on schodzili coraz głębiej, w kazdym poziomie podsnu mózg działa szybciej (potrzebowali więc mniej realnego czasu) - ale to mi nie pasuje, potrzebna jest osoba na kazdym poziomie do wybudzania, oni nie mieli nikogo takiego.
Madame Picard
Moderator
#34 - Wysłana: 10 Sier 2010 10:35:04
SPOILERY, oczywiście .

kanna:
Sh1eldeR:
cały film był jednak snem Cobba
Moim zdaniem, niestety , jest

Nie wydaje mi się, że cały. Raczej ktoś mu w którymś momencie zafundował Incepcję. I tu otwiera się pole do spekulacji, kto i kiedy. Stawiam na jego ojca. Ale chyba chodzi o to, żeby nie było wiadomo. Bo można też spekulować, że jego totem przewrócił się tuż po końcowych napisach .

kanna:
prawdopowdobnie wchodzili - i wychodzili - stamtad wiele razy, policzyłam sobie na prędko i wyszło mi, że aby te kilkadziesiąt lat uzyskac musieli by wchodzic na całą noc (8 h) przez kilka lat.

Ja to zrozumiałam tak, że udało im się wejść na tak głęboki poziom snu, że te kilkadziesiąt lat przeżyli w kilka godzin. Podobnie jak Saito, który też zdążył się zestarzeć nie budząc się ze snu.
I czy zostało gdzieś powiedziane, że to był Nexus... pardon, Limbus, a nie "zwykły" bardzo głęboki sen?
Nie rozumiem też, po co Cobb zaszczepił żonie to przekonanie, że ten sen to rzeczywistość. Bo przecież chyba nie tak sobie dla jaj.
kanna
Użytkownik
#35 - Wysłana: 10 Sier 2010 11:11:47 - Edytowany przez: kanna
Dalej spoilery

Madame Picard:
udało im się wejść na tak głęboki poziom snu,

czyli musili by schodzic nizej i niżej - do kojnych "podsnów". kto by ich wybudzał?

Godzina w "zwykłym " (na poziomie podstawowym) śnie odpowiada 3 minutom w realu. Zeby ten czas w snie wydłużać, trzeba schodzic do kolejnych podsnów, czyi zasypiac w śnie.

Madame Picard:
Bo można też spekulować, że jego totem przewrócił się tuż po końcowych napisach .

Oczywiście, ale dzieci były ubrane jak były ;) czyli to był sen. Spekulować o tym, ze po koncowych napisach (albo w Incepcji II) powrócił do reala mozna, ale w tym filmie nie ma potwierdzających takie założenie przesłanek.

Madame Picard:
po co Cobb zaszczepił żonie to przekonanie, że ten sen to rzeczywistość.

Nie, on jej wszczepił myśł TEN świat (we śnie) nie jest prawdziy - spinka kreciła się i nie upadała. Jak rozumiem, nie chciała ze snu wracać do rzeczywistości i sadził, że to ja "otrzeźwi". I otrzeźwiło - zgodziła się wrócić - ale tez (czego Cobb nie przewidział ) przeniosła przekonanie o fałszywości świata do reala.
Sh1eldeR
Użytkownik
#36 - Wysłana: 10 Sier 2010 14:27:11 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Nie wiem czy jest sens pisać w każdym poście, że spoilery, ale...

[SPOILERY]

kanna:
Mnie zastanawia co innego - Cobb spedził tam z żona kilkadziesiąt lat (zdążyli sie zestarzeć). I teraz watpliwość - prawdopowdobnie wchodzili - i wychodzili - stamtad wiele razy, policzyłam sobie na prędko i wyszło mi, że aby te kilkadziesiąt lat uzyskac musieli by wchodzic na całą noc (8 h) przez kilka lat.

Taka interpretacja nie przyszła mi na myśl. Nie wydaje mi się jednak, by była prawdziwa -- z powodów, które sama podałaś (jako nieścisłości).

Ja myślę, że oni wtedy byli po prostu w Limbusie. Z tego, co było powiedziane w filmie wynika, że Limbus to miejsce oderwane od poziomów snu. W Limbusie czas biegnie po prostu -- przykładowo -- 50 000x wolniej. Niezależnie, czy wpadło się do niego na pierwszym, czy trzecim poziomie.

Ze wszystkich ludzi, którzy byli w ekipie Cobba, tylko on potwierdził, że był kiedyś w Limbusie. Zrozumiałem to tak, że był tam wtedy właśnie ze swoją żoną i to ich zestarzenie się nastąpiło podczas jednej nocy, podczas 8 godzin. Zresztą, jeśli do Limbusu trafili dlatego, że się naćpali bardzo mocną narkozą, to mogli spać i dłużej (np. 16h; nie wiem jak dla Was, ale dla mnie przespanie 10 czy nawet 12 h bez narkozy nie jest niczym szczególnym, jeśli nie nastawię sobie zegarka :P).

Ten podany przeze mnie mnożnik upływu czasu w Limbusie -- 50 000x -- nie jest wcale zawyżony. Gdyby z takim mnożnikiem przespali 8 godzin, to we śnie byłoby to... 45 lat.

Ale może mnożnik w Limbusie jest jeszcze większy. O ile rozumiem, Cobb z żoną wyszli z Limbusa popełniając samobójstwo. Saito potem też. Nie wiadomo, ile by jeszcze tam siedzieli gdyby nie to.

Eviva:
Hmmm... wiecie, a co mi przypomina teoria kolejnych poziomów?
Tak, zgadliście, znowu Lema i opowieść o cywilizacjach, stworzonych przez Trurla (Kobyszczę).

Nie czytałem tego, ale ten pomysł z warstwami -- skądinąd świetny i jak dla mnie bardzo świeży -- doczekał się różnych porównań. Niektórzy programiści twierdzą, że przypomina to "propagację zdarzeń w języku JavaScript"

kanna:
zwróćcie uwagę, że kiedy Cobb wraca do domu (na koniec filmu) dzieci ubrane sa dokładnie tak samo i bawią sie w tym samym miejscu, w którym były, kiedy wyjeżdżał.

O dziwo, nie zwróciłem na to uwagi. A to ciekawe i ważne spostrzeżenie.

Z drugiej strony: czy nie jest tak, że dzieci często bawią się w swoim ulubionym miejscu? A nawet mają swoje ulubione ciuchy? To miejsce jest o tyle logiczne, że widać je z domu, więc rodzice mogli nauczyć dzieci bawienia się tam, by mieć swoje pociechy na oku. Co do ciuchów, to zawsze dziadek mógł specjalnie ubrać je tak, jak w chwili gdy ojciec widział je po raz ostatni.

Niemniej jednak, pod koniec filmu także miałem wrażenie, że to sen.

Madame Picard:
Nie rozumiem też, po co Cobb zaszczepił żonie to przekonanie, że ten sen to rzeczywistość. Bo przecież chyba nie tak sobie dla jaj.

To było tak, jak napisała kanna. Czyli odwrotnie. Ona nie zdawała sobie sprawy, że Limbus to sen. Tworzyła sobie z Cobbem te miasta, budowała domy itd., ale w Limbusie mózg pracuje inaczej i człowiek nie myśli do końca logicznie. Przynajmniej pod tym względem, że nie ma bardzo silnie zaburzone rozpoznawanie rzeczywistości (a nawet w normalnym śnie "nie zdajemy sobie sprawy, że coś było dziwne -- odkrywamy to dopiero po przebudzeniu"). Żona Cobba myślała, że Limbus to jest rzeczywistość, a Cobb -- chcąc wyciągnąć ich z Limbusu -- zaszczepił w żonie myśl, że to, co uważa za rzeczywistość, jest tylko snem.

Niestety, myśl ta zakorzeniła się tak mocno, że przetrwała nawet przebudzenie. I żona Cobba popełniła samobójstwo myśląc, że rzeczywisty świat to był sen.

Żeby tak naprawdę ogarnąć ten film, trzeba go obejrzeć przynajmniej te dwa razy...
kanna
Użytkownik
#37 - Wysłana: 10 Sier 2010 16:12:29
Sh1eldeR:
dzieci często bawią się w swoim ulubionym miejscu?

owszem, ale ona sa nawet w takiej samej pozycji jak wtedy, gdzy Cobb wyjeżdżał. Wygląda to tak, jakby wcale nie wyjechał, czyli tego kawałka od chwili z wręczaniem biletów nie było.

Sh1eldeR:
mnożnik upływu czasu w Limbusie

Tu ja się zagubiłam - czy Limbus to nie to samo, co wygenerowny sztucznie sen?
Sh1eldeR
Użytkownik
#38 - Wysłana: 10 Sier 2010 16:27:24
kanna:
czy Limbus to nie to samo, co wygenerowny sztucznie sen?

Jeśli ja cokolwiek z tego rozumiem, to nie, na pewno to nie to samo!

W wygenerowanych sztucznie snach to oni byli co i rusz. To nie były Limbusy. Nawet głębsza warstwa snu, czyli sen we śnie, to też nie Limbus. Do Limbusu nie można trafić ot tak.

Można tam trafić, gdy weźmie się końską dawkę środka usypiającego, a następnie zginie się we śnie. To groziło cały czas zespołowi Cobba. To się stało z Saito.

Nie wiadomo, czy do Limbusu można trafić w inny sposób -- być może Cobb z żoną trafili tam inaczej. Ale może po prostu przesadzili z narkozą i umarli w zwykłym śnie.

Z tego wynika, że Limbus to nie jest zwykła warstwa snu. Można tam trafić zarówno z pierwszej, jak i trzeciej warstwy snu -- dlatego nad bohaterami ciągle krążyło niebezpieczeństwo trafienia do Limbusu, gdzie by nie zginęli (warunkiem koniecznym trafienia do Limbusu była też bardzo silna narkoza).

Normalnie śmierć we śnie powoduje przebudzenie. Pod silną narkozą -- powoduje przejście do Limbusu. Chyba że śmierć nastąpi dokładnie w momencie "kicka", wtedy śmierć powoduje bezpieczne przebudzenie nawet gdy się jest pod silną narkozą. Tej metody używali właśnie bohaterowie by wyjść z kolejnych warstw snu.
kanna
Użytkownik
#39 - Wysłana: 10 Sier 2010 16:46:38
Sh1eldeR:
Można tam trafić, gdy weźmie się końską dawkę środka usypiającego, a następnie zginie się we śnie. To groziło cały czas zespołowi Cobba

No tak, teraz pamiętam, ale jak Cobb opowiadał zespołowi o Limbusie, to ostrzegał ich przed nim, jako miejscem potencjalnie bardzo niebezpiecznym.
I tak po prostu sobie włazili tam z żoną? To nielogiczne.
Weaver
Użytkownik
#40 - Wysłana: 10 Sier 2010 16:57:49 - Edytowany przez: Weaver
spoilery na całej długości!!!!!

Sh1eldeR:
To też mnie zastanawia. Czy ta scena, gdy Cobb z żoną położyli się na torach i popełnili samobójstwo, to było pod koniec ich pobytu w Limbusie? Jeśli tak, to czemu byli tam młodzi, podczas gdy widzieliśmy ich, gdy w Limbusie byli starzy?

Tu to mogło być po prostu wspomnienie - tak jak nielogiczne i nieciągłe było całe opowiadanie o pobycie w limbusie (dalej będę pisał Limbo, bo limbus kojarzy się źle) - scena ze starzeniem się dopiero na końcu jako dowód, że właśnie się zestarzeli, młoda twarz na torach pociągu jako pozytywne wspomnienie triumfu - udało się przekonać Mal.

Dla mnie film dziurawy i niedorobiony. Wizualnie niesamowity, ale te pomysły już wszystkie gdzieś były, tu tylko ładnie wklejono je do jednej wycinanki. Ogląda się b. przyjemnie, ale po wyjściu zacząłem myśleć - zaraz, zaraz...
1. Pierwsze co mi przyszło do głowy - skoro wynajmują architekta do planowania snów to dlaczego później okazuje się on niepotrzebny? Cobb nie chce zabierać Ariadne na 'akcję' - czy wszyscy mają już tak 'wykute' rozkłady terenu snów, że nikt się nie pomyli? Do tego, architekt nie jest śniącym, więc skąd pewność, że dany śniący 'wymarzy' sobie wszystko jak trzeba? (rozumiem, że wielomiesięcznego szkolenia mogli nie pokazać z różnych powodów , ale mam wrażenie, że architekt jest jakby zbędny a Ariadne przydała się tylko jako psychiatra dla Cobba)
2. Tu trochę moja nieuwaga może, ale niejasne jest w paru miejscach kto jest głównym śniącym, czyli czyj sen zwiedzają pozostali. Z tego wynika na przykład pytanie - jak Cobb i Ariadne trafili do limbo? Wkroczyli do snu 'martwego' Fischera (co ma sens - to on trafił do Limbo, ale z drugiej strony jest 'martwy' więc jak może zasnąć)? To by tworzyło pytanie - jak to, to on jest śniącym już drugi raz, a co z jego barierą psychologiczną, gdzie projekcje walczące w jego obronie? Jeśli wkraczają do snu Cobba - jak to się stało, że wszyscy (w tym 'martwi' Fischer i Saito) trafiają do wspólnego limba, stworzonego przez Cobba i Mal? Jungowskie archetypy, pole morfogenetyczne? Kim jest więc Cobb i Mal, że ich konstrukty mają taki wpływ na tę, nazwijmy to, "kieszeń podświadomości"? Wielkimi Przedwiecznymi :P ??? Wydaje mi się, że w hotelu wchodzą w sen Browninga - ale on przecież nie istnieje? Znów wkraczają w sen Fischera? Ile to razy w sumie? Może tu czegoś nie rozumiem...
3. Jeśli Eames może 'wymarzyć' sobie większą spluwę w cudzym śnie, to dlaczego Saito nie może wyśnić sobie zdrowia, a jeśli nie on to właściwy śniący? Przecież w Limbo też nie starzeje się naprawdę. Wydaje mi się, że łatwiej jest się przekonać, że nasza powłoka cielesna we śnie ma jakieś cechy (choćby oryginalny stan, bez ran postrzałowych) niż 'stworzyć' coś zupełnie zewnętrznego, jak granatnik...
4. Bardzo sympatyczne to i widowiskowe, ale dlaczego zmiana stanu 'ciała' w wyższych warstwach snu ma mieć wpływ na 'ciało' w warstwach głębszych? Rozumiem ciało fizyczne, ale eteryczne? Przecież śniący nie jest świadomy stanu swojego 'ciała' (zresztą, ciała bez cudzysłowia również)...
Za słabo jednak wyjaśniono działanie tych środków wywołujących wspólne śnienie...
5. Bzdety techniczne opisane m.in. na IMDB pokazują, że jednak takie to znów dopracowanie nie jest, ale tu się trochę czepiam po prostu...
6. Końcówka - ok, jeśli to wszystko sen Cobba, to Fischer może nie rozpoznawać głównych postaci ze swego snu po przebudzeniu mimo, że Saito od razu rozpoznał Cobba i Arthura. Pozostaje oczywiście zgadnąć, gdzie zaczął się ów sen...jeśli gdzie indziej, to Fischer po przebudzeniu patrzył w okno bardzo długo (mam nadzieję, że znacie ten efekt).Tak, jak i cały film silący się mocno na łączenie Dicka (Trzy Stygmaty Palmera Eldritcha się kłaniają w pas) z Matrixem (i innymi oczywiście), końcówka z bąkiem chciałaby być taka Dickowska właśnie, a IMHO wychodzi jak na starych horrorach, gdzie pokonana bestia na koniec wystawia jeszcze pokiereszowaną łapę spod włazu kanalizacji i warczy "I'll be back!"
Po chwili. Chyba, że tak jak ja macie wrażenie, że bąk w ostatnim momencie przed wyciemnieniem zaczyna brzmieć tak, jakby miał się przewrócić...ale to już zupełnie inna historia.
Sh1eldeR
Użytkownik
#41 - Wysłana: 10 Sier 2010 17:29:48
kanna:
No tak, teraz pamiętam, ale jak Cobb opowiadał zespołowi o Limbusie, to ostrzegał ich przed nim, jako miejscem potencjalnie bardzo niebezpiecznym.
I tak po prostu sobie włazili tam z żoną? To nielogiczne.

Weszli tam RAZ. I to był pierwszy (i jedyny, do czasu odwiedzenia Saito) raz, gdy Cobb był w Limbusie. Nie wiedział więc albo w ogóle, albo przynajmniej dokładnie jak tam będzie. Może nawet Cobb nie wszedł do Limbusu z żoną celowo, tylko dostali się tam przypadkiem. Ale właśnie dlatego Limbus jest niebezpieczny: śpisz sobie 8 godzin, a w Limbusie -- nawet jeśli trafiasz do niego z pierwszego poziomu snu -- mija dla Ciebie kilkadziesiąt lat.
Poklok
Użytkownik
#42 - Wysłana: 10 Sier 2010 17:42:29 - Edytowany przez: Poklok
SPOILERY, oczywiście.

kanna:
Moim zdaniem, niestety , jest - zwróćcie uwagę, że kiedy Cobb wraca do domu (na koniec filmu) dzieci ubrane sa dokładnie tak samo i bawią sie w tym samym miejscu, w którym były, kiedy wyjeżdżał.

Dzieci takie same, dom chyba też, cała scena identyczna jak we wspomnieniu Cobba...

kanna:
No tak, teraz pamiętam, ale jak Cobb opowiadał zespołowi o Limbusie, to ostrzegał ich przed nim, jako miejscem potencjalnie bardzo niebezpiecznym.
I tak po prostu sobie włazili tam z żoną? To nielogiczne.

Z dialogów wynika, że eksperymentowali, byli pionierami nieświadomymi wszystkich zagrożeń. Cobb twierdzi, że nie wiedzieli, jak wolno płynie czas w Limbusie, ba - nawet nie zdawali sobie sprawy z jego istnienia.

Weaver:
Pierwsze co mi przyszło do głowy - skoro wynajmują architekta do planowania snów to dlaczego później okazuje się on niepotrzebny?

Cobb od samego początku zastrzegał, że Ariadne nie będzie musiała brać udziału w akcji, więc tutaj film jest spójny. Inna sprawa, że mechanizm kreacji snu faktycznie jest przedstawiony niejasno.

Weaver:
Jeśli wkraczają do snu Cobba - jak to się stało, że wszyscy (w tym 'martwi' Fischer i Saito) trafiają do wspólnego limba, stworzonego przez Cobba i Mal? Jungowskie archetypy, pole morfogenetyczne? Kim jest więc Cobb i Mal, że ich konstrukty mają taki wpływ na tę, nazwijmy to, "kieszeń podświadomości"?

Też miałem skojarzenia z Jungiem. Jedna z postaci mówi w filmie coś takiego : "Limbo to śmietnik, jest tam tylko to, co zostawili w nim ci, którzy je wcześniej odwiedzili". Może mieszam, ale to chyba naprawdę miała być jakaś wspólna dla wszystkich płaszczyzna.

Weaver:
Jeśli Eames może 'wymarzyć' sobie większą spluwę w cudzym śnie, to dlaczego Saito nie może wyśnić sobie zdrowia, a jeśli nie on to właściwy śniący? Przecież w Limbo też nie starzeje się naprawdę. Wydaje mi się, że łatwiej jest się przekonać, że nasza powłoka cielesna we śnie ma jakieś cechy (choćby oryginalny stan, bez ran postrzałowych) niż 'stworzyć' coś zupełnie zewnętrznego, jak granatnik...

O mechanizmie śnienia wiemy niewiele, więc tutaj trudno dyskutować - takie są realia, że można stworzyć granatnik z powietrza, ale załatać sobie dziur po kulach już nie. No i pamiętajmy, że Saito nie był profesjonalnym onironautą

Weaver:
Końcówka - ok, jeśli to wszystko sen Cobba, to Fischer może nie rozpoznawać głównych postaci ze swego snu po przebudzeniu mimo, że Saito od razu rozpoznał Cobba i Arthura.

Skąd wniosek, że rozpoznał? Mógł dociec ich tożsamości w inny sposób. Choć to dziwne, że Fisher nie zdawał sobie chociaż sprawy, że ktoś mu przed chwilą grzebał w snach, w końcu był szkolony do obrony przed tym. Kolejna wskazówka, że to wszystko sen Cobba, czy nieścisłość scenariusza?

Weaver:
Chyba, że tak jak ja macie wrażenie, że bąk w ostatnim momencie przed wyciemnieniem zaczyna brzmieć tak, jakby miał się przewrócić...ale to już zupełnie inna historia.

Miałem takie wrażenie. Specjalnie tak to zrobili, żeby zasiać w widzach niepewność.

Edycja: tak mnie naszło z tą spinką. Przecież stuprocentowej pewności nie daje nawet to, że się przewróci. Po pierwsze, nigdy nie będzie pewności, że ktoś jej po kryjomu nie zważył i zmierzył np. po podaniu narkozy, a przed wprowadzeniem w sen. Po drugie, możliwe, że Cobb sam się wprowadził w sen...
kanna
Użytkownik
#43 - Wysłana: 10 Sier 2010 18:17:26
Sh1eldeR:
tylko dostali się tam przypadkiem

Bardzo mozliwe, choć tez sam moment wybudzenia jest dziwny - rozumiem, że wizualnie mieli wyglądac podobnie, jak wtedy gdy kładli sie na torach.
Jezeli jednak PLANUJE zasnąć, czy utracic świadomość whatever, na kilka h, to nie kłade sie na cienkim dywaniku na podłodze.
Paradoks
Użytkownik
#44 - Wysłana: 11 Sier 2010 22:57:28
[Spoilery]

kanna:
rozumiem, że wizualnie mieli wyglądac podobnie, jak wtedy gdy kładli sie na torach.

Z tym ich młodym wyglądam w momencie popełniania limbusowego samobójstwa to mogli przecież sami sobie nadać taki wygląd (jak Eames przybrał ciało Browninga) — skoro mieli niczym nie skrępowaną potencję twórczą. Tak samo jak samobójcy, którzy planują swoje odejście, przed tym myją się i ubierają w ładniejsze ciuchy. Może to jakiś komfort psychiczny: tak samo jak ładnie ubieram się do ślubu, tak samo do śmierci (nawet nieprawdziwej).

kanna:
Jezeli jednak PLANUJE zasnąć, czy utracic świadomość whatever, na kilka h, to nie kłade sie na cienkim dywaniku na podłodze.

Mi się zdawało, że oni właśnie byli w śpiworach.

Poklok:
Miałem takie wrażenie. Specjalnie tak to zrobili, żeby zasiać w widzach niepewność.

To było wredne.

Nadal nie ogarniam użyteczności tej spinki: skąd Cobb wie, że z każdym razem przyśni mu się jego spinka (że we śnie będzie ją miał ze sobą)? I jeszcze: przecież może mu się tylko przyśnić, że spinka upadła; może mu się przyśnić, że wyśniona spinka jest wyważona tak samo jak prawdziwa.

Trochę przypomina mi to dowód Kelvina z Solaris na to, że nie oszalał i że rzeczywistość jest wobec jego umysłu zewnętrzna. Kelvin oparł się tam na założeniu, że jego umysł w ciągu kilku sekund nie będzie w stanie (nawet podświadomie) dokonać tak złożonych obliczeń, żeby zgadzały się z tym, co sam później liczył przez kilka godzin. Ale przecież równie dobrze mogło mu się tylko wydawać, że obliczenia się zgadzają. Jeśli już wątpić w swoje postrzeżenia zmysłowe, to czemu nie po całej linii?
kanna
Użytkownik
#45 - Wysłana: 11 Sier 2010 23:01:26
Paradoks:
rozumiem, że wizualnie mieli wyglądac podobnie, jak wtedy gdy kładli sie na torach.
Z tym ich młodym wyglądam w momencie popełniania limbusowego samobójstwa

Chodziło mi raczej o UŁOŻENIE ciał w domu, po powrocie do reala. O to, że lezeli na podłodze w pozycji podobnej, jak na torach.
Paradoks
Użytkownik
#46 - Wysłana: 11 Sier 2010 23:07:04
kanna:
Chodziło mi raczej o UŁOŻENIE ciał w domu, po powrocie do reala. O to, że lezeli na podłodze w pozycji podobnej, jak na torach.

Aha. No to tak, to musiało być podyktowane efektem wizualnym. Zaraz kiedy głowa Mal ginie pod kołami pociągu następuje przeskok do zbliżenia jej twarzy , kiedy się budzą.
Sh1eldeR
Użytkownik
#47 - Wysłana: 12 Sier 2010 02:32:16
Weaver:
6. Końcówka - ok, jeśli to wszystko sen Cobba, to Fischer może nie rozpoznawać głównych postaci ze swego snu po przebudzeniu mimo, że Saito od razu rozpoznał Cobba i Arthura. Pozostaje oczywiście zgadnąć, gdzie zaczął się ów sen...jeśli gdzie indziej, to Fischer po przebudzeniu patrzył w okno bardzo długo (mam nadzieję, że znacie ten efekt).

Mógł ich rozpoznać i pomyśleć sobie, że pewnie mu się przyśnili, bo chwilę przed zaśnięciem ich widział, a z Cobbem nawet rozmawiał. Ot, normalne, że w snach widzimy ludzi, których spotykamy w rzeczywistości.

Ale jest też inna możliwość: Fischer po przebudzeniu snu po prostu nie pamiętał. Nie wiedział nawet, że coś mu się śniło. Jego pierwszy poziom snu, ten z porwaniem i pościgiem, to chyba nawet nie był świadomy sen. Nikt mu tam nie powiedział, że śni (łatwiej chyba zapamiętać świadomy sen, więc wszyscy inni zapamiętali, a Fischer nie musiał). Po przebudzeniu zwyczajnie nie pamiętał swojego snu, co zdarza się przecież ludziom niemal każdej nocy.

A co z incepcją? Ano zadziałała. Incepcja działa najsilniej na podświadomość. Myśl została w Fischerze zaszczepiona, jego podświadomość ją schwyciła. Nieważne, że świadomie nie pamiętał, że coś mu się sniło. Mogło go w pewnym momencie na jawie olśnić, że ma żyć swoim życiem, a nie kontynuować dzieło ojca. I to wystarczy.

Weaver:
Po chwili. Chyba, że tak jak ja macie wrażenie, że bąk w ostatnim momencie przed wyciemnieniem zaczyna brzmieć tak, jakby miał się przewrócić...

Tak było i było to oczywiście celowe zagranie. Normalny bąk też zacząłby się chybotać. I po chwili by się przewrócił. Ale tego nie widzieliśmy. We śnie bąk by się zaczął chybotać, a po chwili by przestał i dalej by się kręcił. I tak w nieskończoność.

My nie wiemy, co się stało. Nolan chciał na końcu pokazać, że nie ma jednego wyjaśnienia. To w zasadzie nie jest ważne. Ważne jest to, że Cobb trafił tam, gdzie chciał: do dzieci. To jest jego rzeczywistość. Zakręcił na końcu bąkiem, ale nawet go nie sprawdził -- nie musiał. Pojednał się z dziećmi i to mu wystarczyło. Tą rzeczywistość -- bez Mal -- zaakceptował.

Weaver:
jak Cobb i Ariadne trafili do limbo? Wkroczyli do snu 'martwego' Fischera (co ma sens - to on trafił do Limbo, ale z drugiej strony jest 'martwy' więc jak może zasnąć)? To by tworzyło pytanie - jak to, to on jest śniącym już drugi raz, a co z jego barierą psychologiczną, gdzie projekcje walczące w jego obronie?

Ale przecież Fischer technicznie rzecz biorąc ŻYŁ. Umarł we śnie, ale jego mózg wciąż pracował. Tyle że Fischer trafił do limbo. Dlatego mogli się do niego podpiąć.

Projekcje? Bariery psychologiczne? Nie w limbo! Nikt go nie przeszkolił do tego, co czekało na niego w limbo, bo prawie nikt tam nigdy nie trafił. Poza tym w limbo mózg pracuje inaczej. Widać to choćby po tym, że człowiekowi bardzo trudno jest przekonać się, że limbo to tylko sen. Skoro pod tym względem mózg pracuje inaczej, to nie dziwota, że i bariery i szkolenia nie działają.


Weaver:
Jeśli wkraczają do snu Cobba - jak to się stało, że wszyscy (w tym 'martwi' Fischer i Saito) trafiają do wspólnego limba, stworzonego przez Cobba i Mal? Jungowskie archetypy, pole morfogenetyczne? Kim jest więc Cobb i Mal, że ich konstrukty mają taki wpływ na tę, nazwijmy to, "kieszeń podświadomości"? Wielkimi Przedwiecznymi :P ???

A widzisz, nie zapamiętałeś ważnego fragmentu dialogu. Pada w filmie stwierdzenie, że w limbo są tylko rzeczy, które zostawili tam inni.

Dodatkowo, limbo jest wspólną przestrzenią dla wszystkich co są w realnym świecie podłączeni tymi kabelkami. Na głębszych poziomach oni mogą mieć zupełnie oddzielne sny, ale limbo jest dla tych ludzi jedno. Gdzie by kto nie umarł, trafi do jednego, wspólnego limbo (choć do różnych części: Saito miał ten swój imponujący dom gdzieś daleko).

Widzimy więc, że limbo dla wszystkich było jedno. Ale czemu wyglądało to jak ze snu Cobba i Mal? Ano właśnie dlatego, że "w limbo są rzeczy, które zostawili inni". Z całej ekipy tylko Cobb był wcześniej w limbo i "zostawił" tam świat, który stworzył wtedy z Mal. Dlatego trafili w to miejsce -- jakby z braku laku.

Ale Saito przez tyle lat spędzonych w limbo oczywiście dorobił się własnego domku -- może sam go sobie stworzył.

Weaver:
4. Bardzo sympatyczne to i widowiskowe, ale dlaczego zmiana stanu 'ciała' w wyższych warstwach snu ma mieć wpływ na 'ciało' w warstwach głębszych? Rozumiem ciało fizyczne, ale eteryczne? Przecież śniący nie jest świadomy stanu swojego 'ciała' (zresztą, ciała bez cudzysłowia również)...

To, że np. koziołkowanie samochodu w warstwie nr 1 ma wpływ na grawitację w warstwie nr 2 musimy po prostu przyjąć do wiadomości. Nie sposób temu zaprzeczyć ani to potwierdzić.

Ale to, że gdy w realnym świecie sobie śpimy, to różne bodźce mają wpływ na sen, to fakt. Tak po prostu jest. Czyli jak komuś puścisz w słuchawkach muzykę, to on we śnie naprawdę może ją usłyszeć. Jak będzie burza za oknem, to we śnie też może być burza. I tak dalej.

kanna
Jeszcze a propos tych dzieci. Na forum Incepcji wyczytałem, że to takie małe chamstewko/nieczyste zagranie ze strony Nolana. Otóż te dzieci NIE BYŁY ubrane tak samo jak we wspomnieniach Cobba! Ubrania na pierwszy rzut oka były łudząco podobne, ale ponoć gdy się zobaczy jeden kadr obok drugiego, różnica jest oczywista.

Także to taki fałszywy trop specjalnie wstawiony przez reżysera .
kanna
Użytkownik
#48 - Wysłana: 12 Sier 2010 08:17:20 - Edytowany przez: kanna
Sh1eldeR

Moim zdaniem dzieci były ubrane tak samo oraz były dokładnie w tej samej pozycji co wtedy, jak Cobb odbierał bilety. Oczywiście, mogę się mylić i jak sie porówna kadr po kadrze to roznice będą. Ale - wbrew pozorom - te subtelne rożnice potwierdzaly by teorię o śnie. Dlaczego?

Dwa fakty: dzieci rzadko mają dwa komplety podobnych ubrań. Faceci rzadko zapamitętują szczegóły ubioru. Czyli Cobb zapamiętał OGÒLNY wygląd dzieci. Tak wiec szczegóły ubranek odtworzone we śnie mogą się nieznaczne różnić
Arek
Użytkownik
#49 - Wysłana: 12 Sier 2010 11:05:31 - Edytowany przez: Arek
No nie no, nawet nie mogę wątku poczytać bo planuję na ten film iść, a tu same spoilery
A tak na serio, to polecacie ten film? Bo muszę powiedzieć że mam chętkę go zobaczyć, ale nie wiem czy warto.
kanna
Użytkownik
#50 - Wysłana: 12 Sier 2010 11:24:21
Arek

WARTO

Poczytaj sobie na poczatku, tam nie spojlerujemy jak sie spojlery zaczynają, to lojalnie uprzedzamy. A potem lecą po całości ...
Picard
Użytkownik
#51 - Wysłana: 12 Sier 2010 12:07:10 - Edytowany przez: Picard
Sh1eldeR:
Nie wiem co to za jeden, ten Pan Orliński, ale właśnie poznałem go jako kolesia, według którego najnowszy Terminator jest znacznie lepszy od Incepcji

Orlińskiego znam jako autora tekstów zamieszczanych niegdyś w telewizyjnym dodatku do Gazety Wyborczej gdzie pisał o popularnych serialach aktualnie wyświetlanych w Polsce. Pamiętam jego krótkie artykuły poświęcone serialom Na południe i Buffy: postrach wampirów - oba dość trafne i raczej rzeczowe. Wiadomo więc, że facet - jeśli nie na kinie - to zna się na popkulturze i umie pisać recenzje, czyli jego opinia o Incepcji nie jest podyktowana ignorancjom czy brakiem wrażliwości, natomiast zdaje się popełniać błąd powielany przez niektórych polskich recenzentów: nie jest obiektywny i pozwala by jego osobiste odczucia i uprzedzenia, przesłoniły mu rzetelną ocenę filmu. Tak samo było swego czasu na FilmWeb gdzie jeden z tamtejszych ,,redaktorów" ocenił głupi film z Megan Fox znacznie wyżej niż nowatorski i poruszający problemy socjalne Dystryk 9 . Argumentacja za tym przemawiająca? Jeden film mu się podobał drugi nie...
Weaver
Użytkownik
#52 - Wysłana: 12 Sier 2010 16:20:57 - Edytowany przez: Weaver
Sh1eldeR:
Ale to, że gdy w realnym świecie sobie śpimy, to różne bodźce mają wpływ na sen, to fakt.

Temu nie zaprzeczam. Możnaby nawet podpiąć wariujący błędnik podczas spadania w furgonetce za stwórcę wrażenia braku grawitacji (chociaż co do wpływu błędnika miałbym wątpliwości, przecież ludzie zasypiają w różnych pozycjach a w śnie raczej nie jest tak, że skoro śpisz na fotelu to całą część marzeń spędzasz siedząc, dodatkowo mózg specjalnie zwiotcza mięśnie by w trakcie snu nie zrobić sobie krzywdy, więc raczej tu bodźce o położeniu ciała lub jego części są jakoś wytłumione). Nieważne, bo co z tego, skoro antygrawitacja (i inne efekty) działa na jednym poziomie a głębiej już jej nie ma. "No przecież tak ma być!" zakrzykniecie...owszem, tylko dlaczego nieszczęsny Saito, postrzelony na pierwszym poziomie, odczuwa efekty rany aż do samego dołu i to na tyle, że ostatecznie z powodu tej rany (przypominam, grawitacja się nie przeniosła, poczucie chłodu z powodu wyziębienia ciała też nie) umiera? To które efekty się przenoszą, a które nie? Dopracować było, panie Nolan, ustalić jasne zasady (tak, wiem, i zabrać 30 minut filmu na tłumaczenie i ględzenie...)

A to, że limbo jest jedno mogę przyjąć bez pytań, jak w poście Paradoksa (poniżej) limbo chrześcijańskie, lub jak Krainy Snu Lovecrafta. Z tym, że wtedy to już się robi esoteric-fiction a nie science :P ....
Paradoks
Użytkownik
#53 - Wysłana: 12 Sier 2010 16:37:36 - Edytowany przez: Paradoks
Sh1eldeR:
To jest jego rzeczywistość. Zakręcił na końcu bąkiem, ale nawet go nie sprawdził -- nie musiał. Pojednał się z dziećmi i to mu wystarczyło. Tą rzeczywistość -- bez Mal -- zaakceptował.



Bo patrząc z pragmatycznego punktu widzenia, pytanie o rzeczywistość tego co widzimy, gdzie mieszkamy, z kim spędzamy życie nic nie wnosi. Jeśli Cobb jest tam szczęśliwy i jeśli nie nękają go wątpliwości ("To nie jest prawdziwe, nie mogę tak żyć"), jeśli taki świat akceptuje to w istocie nie ma nic bardziej rzeczywistego. Jeśli A spełnia dla kogoś wszystkie cechy B, wtedy naprawdę jest B. To, jak bardzo subiektywne jest poczucie rzeczywistości, udowodniła zresztą Mal.

Sh1eldeR:
Widzimy więc, że limbo dla wszystkich było jedno.

To sugeruje już sam wybór terminu. Limbus to w teologii katolickiej otchłań pomiędzy doczesnością a niebem/piekłem/czyśćcem, gdzie po śmierci ciał przebywają dusze nieochrzczonych bezgrzesznych (przedwcześnie zmarłych dzieci) i przebywały dusze wszystkich prawych przed wniebowstąpieniem Chrystusa. (Teraz zresztą Kościół zaczyna od tego poglądu odchodzić, bo kłóci się z tymi wszystkimi ekumenizmami). Z tą różnicą, że w Incepcji limbus zdaje się istnieć wewnątrz umysłu każdego zapadającego tam. Coś na kształt współdzielonej śpiączki?

Sh1eldeR:
Dodatkowo, limbo jest wspólną przestrzenią dla wszystkich co są w realnym świecie podłączeni tymi kabelkami.

To były kabelki? Ja byłem pewny, że rurki kroplówki podłączone do tej walizeczki, co kontroluje stężenie anestetyków we krwi wszystkich śpiących — żeby sen był odpowiednio głęboki. Podobne wihajstry obsługują anestezjologowie podczas operacji. Zaś za synchronizację ich snów, o ile dobrze kojarzę, odpowiadały jakieś parapsychiczne zdolności Cobba (tu właśnie można by się odwołać do pola morfogenetycznego Sheldrake'a).

Sh1eldeR:
To, że np. koziołkowanie samochodu w warstwie nr 1 ma wpływ na grawitację w warstwie nr 2 musimy po prostu przyjąć do wiadomości. Nie sposób temu zaprzeczyć ani to potwierdzić.

Tam to chyba tłumaczono tak, że wrażenia zmysłowe z błędnika (koziołkowanie) przenikają do treści snu. Tak samo jak wspomniana przez Ciebie Edith Piaf. I strugi deszczu w pierwszym śnie, których źródła dopatrywali się w problemach z pęcherzem tego chemika (i biologa z Avatara).

Arek:
A tak na serio, to polecacie ten film? Bo muszę powiedzieć że mam chętkę go zobaczyć, ale nie wiem czy warto.

Zdecydowanie warto.
Madame Picard
Moderator
#54 - Wysłana: 12 Sier 2010 18:23:55
Weaver:
wtedy to już się robi esoteric-fiction a nie science

Jak dla mnie, to i tak to psycho-bajdurzenie dyskwalifikuje ten film z kategorii science .

Paradoks:
Coś na kształt współdzielonej śpiączki?

Unimatrix Zero?
A na serio, to chyba naprawdę najbardziej przypomina psychologię Junga i jego koncepcję nieświadomości zbiorowej. I super, tylko to także nauka nie jest .
kanna
Użytkownik
#55 - Wysłana: 12 Sier 2010 18:31:23
Madame Picard:
przypomina psychologię Junga i jego koncepcję nieświadomości zbiorowej. I super, tylko to także nauka nie jest .

Przypomnę tylko, że za początek psychologii jako nauki przyjmuje sie rok 1879 (załozenie laboratorium psychologicznego przez Wundta w Lipsku). Czyli PRZED największymi osiągnieciami Junga. Wiec - technicznie rzecz biorac - to co zapodaje Jung jest nauką
Madame Picard
Moderator
#56 - Wysłana: 12 Sier 2010 18:37:55
kanna:
technicznie rzecz biorac - to co zapodaje Jung jest nauką

Technicznie tak. Poniekąd .

Powiem tak: pionierzy nauk społecznych chętnie nazywali swoje opowieści nauką, co nie znaczy, że nią były. Co z kolei nie oznacza jednak, że były zupełnie bezwartościowe .
Paradoks
Użytkownik
#57 - Wysłana: 12 Sier 2010 18:39:50
kanna:
to co zapodaje Jung jest nauką

Było. Jak psycholodzy od tego odeszli, to już nie jest. Znaczy: może być historią nauki. Tak samo jak epicykle Ptolemeusza czy szyszynka Kartezjusza. Spełniały ówczesne wymagania, jakie stawiano hipotezom naukowym, ale dzisiejszych już nie za bardzo.
kanna
Użytkownik
#58 - Wysłana: 12 Sier 2010 19:10:58 - Edytowany przez: kanna
Madame Picard

Paradoks:
Było.

Dlatego napisałam :technicznie rzecz biorąc

Choć z drugiej strony nurt analityczny nadal bywa obecny w terapii (stosowanej do dziś)
Tina46
Użytkownik
#59 - Wysłana: 12 Sier 2010 20:32:32 - Edytowany przez: Tina46
No i nareszcie obejrzałam długo wyczekiwany przeze mnie film
Incepcja jest naprawdę według mnie świetna. Zaraz po obejrzeniu zaczęłam się zastanawiać, "czy ja oby nie śnie?"
No i ciekawe czy ten bączek przestał się kręcić. To był sen czy rzeczywistość? Twórcy filmu dali nam najwyraźniej zagadkę.
Marzę teraz o tym, by Abrams i spółka zostawili w spokoju Treka i żeby zajeli się nim twórcy Incepcji. Ech... marzenia...

Arek
Warto, naprawde warto
kanna
Użytkownik
#60 - Wysłana: 12 Sier 2010 20:33:54
Tina46:
No i ciekawe czy ten bączek przestał się kręcić

Moim zdaniem nie przestał :/ poczytaj wyżej moje watki o dzieciach
 Strona:  ««  1  2  3  4  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Inception (Incepcja)

 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!