USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Inception (Incepcja)
 Strona:  1  2  3  »» 
Autor Wiadomość
Sh1eldeR
Użytkownik
#1 - Wysłana: 25 Lip 2010 01:07:33 - Edytowany przez: Sh1eldeR
Odpowiedz 
Sny. Niczym nieograniczone popisy naszej podświadomości. Potrafią wyrazić nas głębiej i szczerzej, niż sami jesteśmy w stanie to zrobić na jawie. Bywają inspiracją dla najlepszych pomysłów. Powstają w nich idee, które potem zmieniają cały świat.

Co by było, gdyby do snów dało się włamać? Co by było, gdyby dało się nimi manipulować? Co by było, gdyby używać tych możliwości wobec najbardziej wpływowych, najpotężniejszych i najgenialniejszych ludzi na świecie?

Już niedługo będziemy mogli się nad tym zastanawiać wraz z Christopherem Nolanem, który stworzył scenariusz, a następnie wyreżyserował Incepcję (oryg. Inception), inteligentny, trzymający w ciągłym napięciu dreszczowiec science-fiction. Film, który od dawna zapowiadał się dobrze, ale po premierze (na razie w USA) przerósł najśmielsze oczekiwania.

Film, który może przypaść do gustu wielu trekkerom. Który może być tym, czego od dawna -- a być może nigdy -- nie mieliśmy w Treku oglądanym na dużym ekranie.

Na Incepcji trzeba myśleć. Z pierwszych relacji wynika, że Nolan daje widzowi pomocną dłoń w postaci dialogów objaśniających, ale tylko przez 1/3 filmu -- dalej trzeba już koniecznie samodzielnie myśleć i widzieć sens w pozornych paradoksach. Na najpopularniejszych zagranicznych witrynach od dwóch tygodni ludzie zadają sobie pytanie: czy Incepcja jest za trudna dla przeciętnego widza? Czy jest zbyt ambitna?

Jedno jest pewne: mnóstwo osób chce to sprawdzić na własnej skórze. Incepcja hipnotycznie wciąga. A konieczność myślenia nie odstrasza. Na prowadzonej przez IMDB liście 250 najlepszych filmów wszech czasów, Incepcja już wskoczyła na... trzecie miejsce (!!!). Za "Skazanymi na Shawshank" i "Ojcem Chrzestnym", a przed ogromną liczbą doskonałych filmów. Incepcja udowadnia, że szaleńcze tempo nie oznacza prostackiej akcji, a ambicja nie musi być ani przez chwilę nudna. I że to wszystko może prowadzić do ważnego przesłania, skierowanego do całej ludzkości.

Podobno Nolan pracował nad filmem 8 lat. Jeśli ktoś nie kojarzy tego pana, to spieszę z wyjaśnieniem, że niedawno popełnił on doskonałego Dark Knighta, a wcześniej -- oryginalne i ciekawe Memento.

Główną rolę w Inception gra Leonardo DiCaprio. Aktor bardzo dobry, choć wybił się na roli troszkę niefortunnej i niezbyt ambitnej. Tym razem mógł pokazać, na co go stać.

Warto sobie uzmysłowić jeszcze jedną rzecz: wiele scen filmu rozgrywa się w snach. Co to oznacza? Olbrzymie, niczym nie ograniczone możliwości. Nie ma co tu gadać, obejrzyjcie po prostu zamieszczony poniżej trailer. Efekty specjalne nie mają być najważniejszą rzeczą w filmie, ale zobaczenie tego zawijającego się jak dywan miasta gwarantuje po prostu opad szczęki (nawet z uwagi na sam pomysł). Warto też zwrócić uwagę na doskonałą muzykę i świetne złożenie wszystkich elementów układanki, jakie tworzą dobry trailer:

Inception - Official Trailer 2

Premiera w Polsce 30 lipca. Oczywiście, póki co mamy tylko hype po pierwszych tygodniach od ograniczonej premiery. Ale w przypadku Dark Knighta hype się sprawdził i film okazał się faktycznie bardzo dobry. Jeśli Inception będzie choćby w połowie tak dobry, jak o nim mówią (a pojawiły się już porównania do Matrixa...), to idę do kina kilka razy.
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 26 Lip 2010 13:30:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Sh1eldeR

Sh1eldeR:
Który może być tym, czego od dawna -- a być może nigdy -- nie mieliśmy w Treku oglądanym na dużym ekranie.

Ano niestety. Jedynym kinowym Trekiem, który przejawiał ambicje intelektualne był TMP. (Bo - nawet skądinąd niezłe - "czwórka" i "szóstka" były już głównie publicystyką społeczną.)

Sh1eldeR:
Na Incepcji trzeba myśleć.

Cóż, zatem oto lista filmów SF dla myślących ogłoszona przez serwis RottenTomatoes:
http://www.rottentomatoes.com/m/children_of_men/ne ws/1789873/1/ten_sci-fi_flicks_for_the_thinking_ma n/
i odpowiedzi na nią:
http://beerandscifi.com/2009/01/top-10-sci-fi-flic ks-for-the-thinking-man-beerandscifi-version/
http://www.sentientdevelopments.com/2009/01/10-sci ence-fiction-films-for-thinking.html
http://forums.about.com/n/pfx/forum.aspx?tsn=1&nav =messages&webtag=ab-scifi&tid=785
oraz jeszcze jedna podobna lista:
http://blastr.com/2010/07/the-16-most-intelligent- s.php
(Przy czym nie jest to do końca OT, bo choć pierwsza z list powstała niejako na cześć nBSG, to ostatnia - premiery "Inception" właśnie.)

Sh1eldeR:
Jeśli ktoś nie kojarzy tego pana, to spieszę z wyjaśnieniem, że niedawno popełnił on doskonałego Dark Knighta, a wcześniej -- oryginalne i ciekawe Memento.

Nakręcił też oczywiście "Batman Begins" i "Insomnię", nie zapominajmy o "Insomnii" ze świetnym Pacino.

Sh1eldeR:
Główną rolę w Inception gra Leonardo DiCaprio. Aktor bardzo dobry, choć wybił się na roli troszkę niefortunnej i niezbyt ambitnej.

Tak. Pamiętam gdy doceniłem L.diC. parę lat temu zobaczywszy go w roli Rimbaud u Holland. Był świetny. Wcześniej myślałem: "nie dość, że typowy amancik, to jeszcze - po prawdzie - brzydki", a tamtą rolą chwycił mnie za gardło.
Poklok
Użytkownik
#3 - Wysłana: 26 Lip 2010 18:24:31
Odpowiedz 
Q__:
nie zapominajmy o "Insomnii" ze świetnym Pacino.

Moim zdaniem to najlepszy film Nolana. Po drugim obejrzeniu "Mrocznego Rycerza" doszedłem do wniosku, że zachwyty (w tym moje) nad nowym Batmanem były ciut przesadzone i "Insomia" wróciła na pierwsze miejsce.

A co "Incepcji" - wiążę z tym filmem duże nadzieje i na pewno powędruję do kina z samym początkiem sierpnia.
Madame Picard
Moderator
#4 - Wysłana: 26 Lip 2010 19:31:55
Odpowiedz 
Sh1eldeR:
Leonardo DiCaprio. Aktor bardzo dobry, choć wybił się na roli troszkę niefortunnej i niezbyt ambitnej

Ja po raz pierwszy widziałam go na ekranie w roli upośledzonego chłopca w filmie "Co gryzie Gilberta Grape'a". Byłam wówczas przekonana, że to naprawdę upośledzony chłopak. To było prawdziwe aktorskie objawienie. Parę lat później pojawił się "Titanic" i aż mi było szkoda chłopaka, że z takim talentem tak się rozmienił na drobne.
Sh1eldeR
Użytkownik
#5 - Wysłana: 26 Lip 2010 22:48:58
Odpowiedz 
Q__:
Nakręcił też oczywiście "Batman Begins" i "Insomnię", nie zapominajmy o "Insomnii" ze świetnym Pacino.

Prawda, prawda. Beginsa pominąłem, bo to się rozumiało samo przez się. A o "Insomni" nie wiem czemu nie wspomniałem.

Tak czy siak, doceniam tego reżysera. A z tym Batmanem... Cóż, może to nie jest najlepszy film w historii kina (choć ja go naprawdę stawiam wysoko!), ale co się działo przez ostatnie lata... przez ostatnie dekady z Batmanem, to wszyscy wiedzą. Te oryginalne, burtonowskie, były fajne i miały specyficzny, psychodeliczny -- burtonowski właśnie -- klimat. Ale potem to już był coraz większy kicz i kaszana. Nolan podszedł do tematu zupełnie inaczej. Sprawił, że na DK poszli nie tylko fani komiksów. Szczerze mówiąc to raczej nie obraziłbym się, gdyby to on zajął się nowym Trekiem, o ile naturalnie wcześniej odpowiednio by się w temacie podszkolił. Pokazał jednak, że potrafi robić doskonałe, przemyślane rebooty.

Q__:
doceniłem L.diC. parę lat temu zobaczywszy go w roli Rimbaud u Holland. Był świetny. Wcześniej myślałem: "nie dość, że typowy amancik, to jeszcze - po prawdzie - brzydki"

Ha ha. Zabawne, bo mi DiCaprio z wyglądu akurat też nie podchodzi. Nie żebym był specem od męskiej urody, ale... Ideałem to DiCaprio nie jest, po prostu jego gęba idzie nie w tym kierunku, co trzeba (trudno mi to określić, a nie chcę napisać wprost, że zupełnie "nie jest w moim typie"... uups!).

Choć akurat w niesławnej roli Jacka zrobił moim zdaniem to, co było do zrobienia. Ale nie była to rola, w której musiałby się wspiąć na wyżyny kunsztu aktorskiego.

Natomiast potem (i, jak zauważyła Madame Picard -- wcześniej) role tego typu miał i poradził sobie dobrze.

Zresztą, gdy aktor czy aktorka nam się "nie podobają", a i tak doceniamy ich role, to to moim zdaniem bardzo dobrze o nich świadczy.

Madame Picard:
[...] "Co gryzie Gilberta Grape'a". Byłam wówczas przekonana, że to naprawdę upośledzony chłopak. To było prawdziwe aktorskie objawienie. Parę lat później pojawił się "Titanic" i aż mi było szkoda chłopaka, że z takim talentem tak się rozmienił na drobne.

No widzisz, ale przynajmniej się wybił. Szkoda, że takie role jak ta w Titanicu pozostawiają po sobie piętno. Myślę jednak, że DiCaprio udało się to piętno zrzucić. Jeśli ktoś się interesuje filmami, jeśli widział parę jego późniejszych filmów -- to wie, że DiCaprio nie jest żadnym "Dżekiem".

Zresztą, osoby z pewnymi przypadłościami psychicznymi grał całkiem nieźle. Np. Howarda Hughesa w "Aviatorze". Interesuję się lotnictwem i lubię tę postać historyczną, a rolę DiCaprio cenię. Geniusz ze straszną chorobą. Jakoś tak, do chwili zobaczenia filmu, nie do końca umiałem sobie to wyobrazić i zwykle po prostu ignorowałem chorobę Hughesa i z braku laku wyobrażałem sobie jakby był normalny. A cierpiał dość poważnie, co jednak nie umniejsza jego dokonaniom i... intelektowi.
Q__
Moderator
#6 - Wysłana: 26 Lip 2010 22:59:51
Odpowiedz 
Sh1eldeR

Sh1eldeR:
Np. Howarda Hughesa w "Aviatorze". Interesuję się lotnictwem i lubię tę postać historyczną, a rolę DiCaprio cenię. Geniusz ze straszną chorobą. Jakoś tak, do chwili zobaczenia filmu, nie do końca umiałem sobie to wyobrazić

Nie widziałem tego filmu (wstyd), ale wiem, że moja ciotka, która dotąd ceniła Leonardo b. nisko, po roli Hughesa stała się wręcz wielbicielką jego aktorstwa.
Picard
Użytkownik
#7 - Wysłana: 26 Lip 2010 23:23:10
Odpowiedz 
Sh1eldeR:
Nolan podszedł do tematu zupełnie inaczej. Sprawił, że na DK poszli nie tylko fani komiksów. Szczerze mówiąc to raczej nie obraziłbym się, gdyby to on zajął się nowym Trekiem, o ile naturalnie wcześniej odpowiednio by się w temacie podszkolił. Pokazał jednak, że potrafi robić doskonałe, przemyślane rebooty.

Co ciekawe to właśnie, ekranizacje Nolana sprawiły, iż po raz pierwszy od lat sięgnęłam po jakiekolwiek komiksy: w pierwszej kolejności te, które stanowiły inspiracje, dla filmów by przekonać się jak bliskie były to inspiracje. I muszę powiedzieć, że filmy Nolana - jakkolwiek nie pozbawione oryginalnych akcentów - są jedyną wierną adaptacją komiksów z Batmanem: da się w nich znaleźć ślady Roku pierwszego, Zabójczego żartu, Długiego Halloween... a przede wszystkim bohaterowie i świat przedstawiony są w filmie bardzo podobni do swoich komiksowych odpowiedników.
A na Incepcje czekam z zapartym tchem - mam nadzieje, że się nie rozczaruje! Nie chce wiele wiedzieć o tym filmie, więc proszę nie spoileruicje o nim, za bardzo!
Adek
Użytkownik
#8 - Wysłana: 27 Lip 2010 01:14:44
Odpowiedz 
Ja w tym temacie krótko. Ja również przymierzam się zobaczyć ten film w kinie w 3 D. Będzie to mój drugi film kinowy w 3 D od czasu zimy i "Avatara". Ja na 3 D ruszam tyłek jeśli już coś szczególnie mnie zauroczy. W ogóle na KINO wydam o ile wiem, że to sprawdzony film. Czasem trafi się coś dobrego podczas maratonu.
Q__
Moderator
#9 - Wysłana: 30 Lip 2010 09:52:53
Odpowiedz 
Mysterious Stranger
Użytkownik
#10 - Wysłana: 30 Lip 2010 22:42:24 - Edytowany przez: Mysterious Stranger
Odpowiedz 
Ciężko się pisze o filmie znakomitym praktycznie w każdym calu (stara prawda, że łatwiej jest coś zbesztać), szczególnie jeśli do pełnego zrozumienia wszystkich poruszonych wątków w owym dziele, trzeba powtórzyć seans tak z dwa – trzy razy. Nolan miesza wszystko: psychoanalizę snów, kreowanie nowych światów i przełamywanie granic wyobraźni, potęgę i wpływ idei na nas samych oraz otaczający nas świat, mroczną historię o intymnej wędrówce po zdradliwych korytarzach naszego umysłu i batalii z demonami przeszłości, mitologię (mit o Tezeuszu i Ariadnie), zdobycze literatury i współczesnej popkultury – mógłbym tak wymieniać długo, ale po co? Najważniejsze jest to, że ten miks to prawdziwa intelektualna uczta, wykwintna niczym dania z burżujskich restauracji dla snobów i tak smaczna, że ma się ochotę prosić ciągle o dokładkę.

Jakby jeszcze tego było mało owy „róg obfitości”, reżyser postanowił polać gęstym sosem pierwszoligowego kina akcji i przyprawami składającymi się z mistrzowskich efektów specjalnych. Efekt tego jest łatwy to przewidzenia – człowiek siedzi na krawędzi krzesła emocjonując się każdą sekundą filmu, ściskając kciuki za ekipę Cobba („incepcja” jest procesem arcydelikatnym i bardzo precyzyjnym, a jeżeli dodamy do tego, że „ofiara” wcale nie jest taka bezbronna, prowadzi to do szeregu korekt w „planie prawie-idealnym” – a co za tym idzie, zaskakujących zwrotów akcji) i śledząc wszystko z opadniętą szczęką (każdy kto widział scenę walki w hotelu bez grawitacji czy tę, w której miasto składa się niczym papierowe pudełko, wie o co chodzi). Całe dwie i pół godziny filmu mijają zaskakująco szybko, tak jakbyśmy stracili poczucie czasu i ktoś użył jakichś magicznych sztuczek.

Wdzięczny jestem również Nolanowi za uniknięcie technicznego bełkotu i zagmatwania procesu eksploracji cudzego umysłu. O tym wspomniał już w sumie recenzent KMF i faktycznie to się odczuwa. Nie uniknąłem jednak uczucia zagubienia i oszołomienia - często nie wiedziałem, które sceny to obrazy fikcji, a które rzeczywistości. Całkiem możliwie, że to celowy zabieg reżysera i od razu rzucił nas na „głębokie wody”. Chciał, abyśmy wgryźli się głębiej w surrealistyczny świat „Incepcji” i poczuli się równie skołowani jak bohaterowie, równocześnie bardziej się z nimi utożsamiając, chłonąc specyficzny klimat płynący z dzieła. Wrażenie robi też sam koncept snu jako odrębnej aglomeracji - z sieciami krętych ulic (obrazującymi zawiłość ludzkiego umysłu), skrywającymi gdzieś w mrocznych zakamarkach sekrety (których nikomu nie odważymy się zdradzać) czy służbami porządkowymi, które stoją na straży jej bezpieczeństwa.

Gra aktorska również zasługuję na oklaski i zasadniczo ciężko wskazać mi słaby punkty w ekipie Cobba. DiCaprio faktycznie powtórzył swoją rolę z „Wyspy Tajemnic”, ale przecież zagrał tam świetnie, więc nie zamierzam narzekać. Nie mogę się zgodzić, że Joseph Gordon-Levitt zagrał słabo - dla mnie akurat mocny punkt w obsadzie. Świetnie wkomponował się jako cichy profesjonalista, która mocno stąpa w rzeczywistym świecie. Na uznanie zasługuję również Tom Hardy (to się nam Shinzon wyrobił ostatnio ), który z iście zawadiackim urokiem, wprowadza niezbędny element humorystyczny.

Muzyka – zasadniczo nie ma tu o czym pisać, bo osoba Hansa Zimmera mówi sama za siebie. Prawdziwy geniusz, a oprawa muzyczna skutecznie intensyfikuje klimat dzieła.

Na koniec warto wspomnieć o zakończeniu. Oczywiście zdradzać go nie będę, ale trzeba zaznaczyć, iż efektywnie usmażyło mój mózg. Z jednej strony po zobaczeniu go nie można nie krzyknąć „no chyba sobie żartujecie!”, ale z drugiej… tak jest chyba lepiej. Nolan najwyraźniej uznał, że widz jest na tyle inteligentny, iż sam wykoncypuje własne, idealne zwieńczenie historii. Mnogość interpretacji spokojnie na to pozwala.

Trudno jest wydać szczerą opinię zaraz po seansie, szczególnie gdy nie opadły jeszcze emocje i nie przemyślało się niektórych scen, ale „Incepcja” spełniła moje oczekiwania z nawiązką. Skoro dziełu Nolana przed premierą postawiłem niebotyczną poprzeczkę, a ono ją bez trudu przeskoczyło i ustanowiło nowy rekord, to jestem w stanie polecić ten film absolutnie każdemu. Z tego snu zdecydowanie nie chciałem się obudzić.
kanna
Użytkownik
#11 - Wysłana: 30 Lip 2010 22:46:51
Odpowiedz 
Mysterious Stranger

uuu, zaciekawiłeś mnie oglądałam troche reklam, trailerów, ale co żywa relacja, to zywa relacja
Poklok
Użytkownik
#12 - Wysłana: 30 Lip 2010 23:59:49 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Kilka myśli po seansie.

Po pierwsze, idźcie na ten film, bo warto.

Po drugie, błagam - niech Orzi, Kurtzman i Abrams odkryją w sobie nowe powołanie i pojadą do Tybetu szkolić się na mnichów, ewentualnie założą zespół folkowy, wszystko jedno, tylko niech zostawią w spokoju treka, a ich miejsce niech zajmie Nolan. Umiał tchnąć życie w starą, skostniałą serię o facecie, który biega po mieście przebrany za nietoperza i bije się z przestępcami, umie sam wymyślić taki film, że reszta Hollywood się chowa, i do tego zarabia - Paramount będzie happy i widzowie też, łącznie z Picardem. Czego chcieć więcej?

Po trzecie, słowa wielkiego uznania dla Nolana. Film jest mistrzowsko zrealizowany, wszystko chodzi jak w zegarku: zdjęcia, efekty specjalne - każdy, najdrobniejszy element dopracowano do perfekcji. Gra aktorska - cud, miód, dzięki niej nawet krótka, niby nieistotna wymiana uszczypliwych uwag między bohaterami przykuwa uwagę, zostaje w pamięci. Scenariusz! Klarowny, ale nie prosty, z odpowiednią dozą akcji, ale dający do myślenia, nie zasypujący widza nieistotnymi informacjami, ale dający mu ich dostateczną ilość, a nawet więcej, jeśli tylko zechce się nad nim chwilkę zastanowić. Nie chcę spoilerować, więc powiem tylko, że Nolan za pomocą pojedynczej, krótkiej sceny czy nawet jednego ujęcia potrafi przekazać tyle treści, ile gorsi scenarzyści upychają w piętnastominutowej sekwencji. Klimat filmu jest niesamowity, trzyma w napięciu od początku do końca. Sceny akcji są doskonałe, ale najlepsze są te fragmenty, w których bohaterowie mierzą się wzrokiem w milczeniu, a cała sala ma gęsią skórkę. Nad tym filmem można rozprawiać godzinami, rozdrapując kolejne warstwy i patrząc, co jest pod spodem, dochodząc do wniosku, że to, co wydawało się jasne, wcale nie jest takie oczywiste. Widać to zresztą po mnie. Chciałem napisać trzy krótkie zdania, ale nie dało rady, o "Incepcji" po prostu chce się myśleć. Myślę, że odczekam z dwa tygodnie i pójdę na nią jeszcze raz, uzbrojony w wiedzę i domysły z pierwszego seansu.
Madame Picard
Moderator
#13 - Wysłana: 31 Lip 2010 21:15:30 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Ja już też po seansie. Zgadzam się z przedmówcami, że ciężko jest podsumować wrażenia na krótko po seansie i że dobrym pomysłem byłoby obejrzeć film jeszcze raz, a nawet kilka razy.

O zaletach filmu napisano już dużo, więc pozostaje mi po prostu się pod tym podpisać. Scenariusz tego filmu to IMO pewny kandydat do Oscara: spójny, precyzyjny, trzymający rytm, tempo i napięcie, prowadzący sprawnie widza przez opowiadaną historię. Miałam wrażenie odsłaniania kolejnych puzzli, które w miarę rozwoju akcji układają się w pełen obraz. A na końcu wisienka na torcie, czyli pytanie, czy obraz ten jest rzeczywiście tym, czym nam się wydaje.

Podobało mi się, że twórcy nie ulegli (prawie, o czym niżej) pokusie przedłożenia oprawy plastycznej ponad treść, tworzenia onirycznych obrazów dla nich samych. Biorąc pod uwagę tematykę filmu i współczesne możliwości techniczne kina, można się było spodziewać jakichś idiotycznych galopad fioletowych słoni albo innych równie bezsensownych efekciarskich popisów. Priorytetem była opowiadana historia. Plus.

A teraz może trochę przekornie wrzucę łyżkę dziegciu do tej beczki miodu. Przede wszystkim po raz kolejny mieliśmy oklepany motyw: czy to, co się dzieje, to naprawdę rzeczywistość, czy wizja, którą nam ktoś zapodał. Motyw sam w sobie oczywiście nie taki głupi, ale na litość, on już nawet w Lostach i Hirołsach się pojawił; i naprawdę ciężko tu wymyślić coś nowego. Trzeba jednak przyznać, że jak na tak wyświechtany motyw, to wypada on tu stosunkowo świeżo i bezpretensjonalnie.

Najbardziej znanym ujęciem tego motywu jest oczywiście Matrix, i Incepcja siłą rzeczy musi budzić skojarzenia z Matrixem. Są to skojarzenia momentami dość natrętne, ocierające się wręcz o plagiat (bieganie po ścianach). Nie jest to z mojej strony komplement, ponieważ o Matrixie nie mam najlepszego zdania: jest to dla mnie przeładowana efekciarstwem forma skrywająca treść boleśnie banalną dla każdego, kto liznął kiedyś w życiu trochę filozofii. Niestety Incepcja w kulminacyjnej sekwencji wielopiętrowego snu bardzo właśnie Matrixa przypomina: dużo wybuchów, strzelanin, fajerwerków, chaos na ekranie i dręczące pytanie: ale o sso chodzi? Oczywiście, że jeśli bardzo się postaramy nie stracić wątku i nadążać za akcją, to nam się to uda, nie ma tam żadnych bzdur ani nielogiczności. Po prostu IMO film niebotycznie zyskałby na narracyjnej klarowności i precyzji, gdyby wywalić 3/4 nic nie wnoszących pościgów, strzelanin i bijatyk oraz scen mających na celu tylko zademonstrowanie efektów specjalnych (walki bez grawitacji). Innymi słowy, im bardziej film popada w matrixową manierę, tym gorzej.

Film sprawnie łączy akcję (w rozumieniu opowiadania historii) z psychologią postaci (właściwie tylko Cobba). Niestety ta psychologia jest dość toporna, a do tego dochodzi jeszcze sporo psychobełkotu. Samo w sobie to nie jest bardziej szkodliwe niż trekowy technobełkot, ale słabe umysły mogą wziąć jeszcze te fantazje za naukową prawdę .

Gdyby nie te, pomniejsze w sumie, zastrzeżenia, powiedziałabym, że to film wybitny. Tak uważam tylko, że jest bardzo dobry . Dodam jeszcze, że film podobał mi się dlatego, że należy do wymierającego już gatunku filmów, które coś ciekawie opowiadają, nie popadając w schematy i nie ekscytując się własną oprawą plastyczną. Ani na moment nie straciłam nim zainteresowania i nie miałam poczucia, że wiem, co się za chwilę wydarzy. Duży plus .
Poklok
Użytkownik
#14 - Wysłana: 31 Lip 2010 21:35:51 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Madame Picard:
Niestety ta psychologia jest dość toporna, a do tego dochodzi jeszcze sporo psychobełkotu. Samo w sobie to nie jest bardziej szkodliwe niż trekowy technobełkot, ale słabe umysły mogą wziąć te fantazje za naukową prawdę.

Prawda, pojawiła się nawet oklepana bzdura, jakoby człowiek wykorzystywał tylko ułamek możliwości swojego mózgu. Mam też wrażenie, że Nolan za bardzo inspirował się psychoanalizą, które w praktyce zdechła już jakiś czas temu. Tyle że film jest na tyle dobry, że na takie kwiatki można przymknąć oko, zwłaszcza że nawet nie próbuje aspirować do miana science fiction (przynajmniej ja tak to odebrałem).

A a propos sugerowania się: w jakiejś recenzji "Icepcji" czytałem o rzekomej potędze przekazu podprogowego, którego rzeczywisty wpływ jest niemal na pewno wielokrotnie mniejszy, niż się powszechnie uważa (zwłaszcza na świadome, przetwarzane poznawczo decyzje). Np. ten słynny eksperyment, w którym jakoby puszczano widzom w kinie wiadomość "jedzcie popcorn" czy "pijcie colę", okazał się oszustwem, a próby powtórzenia go zakończyły się fiaskiem. Tyle że o tym już się tak chętnie nie mówi.
kanna
Użytkownik
#15 - Wysłana: 31 Lip 2010 21:50:51 - Edytowany przez: kanna
Odpowiedz 
Ja tez po seansie

Wrazenia jak najbardziej ppozytywne, akcja precyzyjne skonstrułowana, niestety - pewnie a sprawą aktora - przypomina mi Wyspę tajemnic. DiCaprio gra tym samym zestawem min i gestów co w tamtym filmie. Moze tak ma, a może za duzo DiCaprio dla mnie w tak krótkim czasie ;)
Co wazne - film opowiada HISTORIĘ, a nie zajmuje sie tylko mnoźeniem wybuchów i spektakularnych zdjęć. Oceniłabym go równie wysoko, gdyby nakręcony był w sposób mniej widowiskowy. Chociaż ujęcia miast z góry - przepiękne.
Aktorstwo bardzo dobre, duzo miłych smaczków - studentka przebrana w garsonkę zachowuje sie mniej naturalnie niz w zwyczajowych jeansach.

Wspomniany wyżej psychobełkot pieknie sprzedany, zachowana tez psychologia postaci - dokładnie wiadomo, że młoda, ciekawa świata dziewczyna w scenie z winda zachowa sie dokładnie tak, jak pokazano w filmie Tekst o konfrontacji, wybaczeni i pozwoleniu na odejście - bardzo prawdziwy, ale na Borga ta dziewczyna studiuje archeologie, nie psychologię ;)

Pod koniec czułam juz pewne zmęczenie natłokiem, szczególnie w tych scenach rozgrywających sie w górach (partyzancka pułapka na motocyklistów, he he).

Pojawiały mi sie tez pytania - wątki do dyskusji na przyszłosć:
- dlaczego nie mieli lepszej broni, skoro nie powinno byc z nią problemów? (raz tylko bohater zamienił karabin na brdziej zaawansowany)
- co z wybudzaniem, dlaczego z jednej lokalizacji musieli wstac i wyjśc, a z innej nie?

Poklok:
Np. ten słynny eksperyment, w którym jakoby puszczano widzom w kinie wiadomość "jedzcie popcorn" czy "pijcie colę

Nie do końca okazał sie fiaskiem, odnotowano zwiekszone pragnienie, ale ludzi mieli ochote na wszelkie napoje, nie akurat colę.
Prawda jest, że wyniki uzyskiwane w następnych eksperymentach były niejednoznaczna.
Madame Picard
Moderator
#16 - Wysłana: 31 Lip 2010 21:52:12 - Edytowany przez: Madame Picard
Odpowiedz 
Poklok:
przekazu podprogowego, którego rzeczywisty wpływ jest niemal na pewno wielokrotnie mniejszy, niż się powszechnie uważa

O ile się orientuję, to przekaz podprogowy dotyczy wyłącznie rozpoznawania emocjonalnej mimiki. Ale tu niech się kanna mądrzy, nie ja .
EDIT: sprawdziłam, rzeczywiście tak jest: http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/fragmenty/1 76795,1,podprogowe-informacje-mimiczne.read

Poklok:
słynny eksperyment, w którym jakoby puszczano widzom w kinie wiadomość "jedzcie popcorn" czy "pijcie colę", okazał się oszustwem

Tak, to jedno z najbardziej spektakularnych naukowych oszustw. Równie zabawna była historia ustawowego zakazu reklamy podprogowej w Polsce, który został przeforsowany przez pewnego posła przekonanego, że taki przekaz w telewizji dostrzegł (choć jest to z definicji niemożliwe ), a tak naprawdę nałożył mu się obraz dwóch różnych kanałów z powodu awarii anteny .

kanna:
Nie do końca okazał sie fiaskiem, odnotowano zwiekszone pragnienie, ale ludzi mieli ochote na wszelkie napoje, nie akurat colę.

Być może w którejś kolejnej próbie tak komuś rzeczywiście wyszło. "Oryginalna" wersja tego eksperymentu, którą miał jakoby przeprowadzić niejaki James Vicary w 1957r. nigdy się nie odbyła, jego opowieść była zwykłym oszustwem.
Adek
Użytkownik
#17 - Wysłana: 31 Lip 2010 22:26:56
Odpowiedz 
Skoro tak zachwalacie ten film to widzę, ze mam większą motywację aby się na ten film wybrać.
Madame Picard:
a tak naprawdę nałożył mu się obraz dwóch różnych kanałów z powodu awarii anteny .

Znaczy rozumiem, że eksperyment nie do końca udany.
Mysterious Stranger
Użytkownik
#18 - Wysłana: 31 Lip 2010 23:03:43 - Edytowany przez: Mysterious Stranger
Odpowiedz 
Madame Picard:
Po prostu IMO film niebotycznie zyskałby na narracyjnej klarowności i precyzji, gdyby wywalić 3/4 nic nie wnoszących pościgów, strzelanin i bijatyk oraz scen mających na celu tylko zademonstrowanie efektów specjalnych (walki bez grawitacji). Innymi słowy, im bardziej film popada w matrixową manierę, tym gorzej.

Nie sposób nie przyznać Ci racji Obawiam się jednak, że szychy z Warnera, które podpalają kubańskie cygara stu dolarowymi banknotami, nie potrafiłyby się zgodzić z Twoją opinią Niestety to oni wykładają pieniądze na film i liczą, że się on zwróci z nawiązką, dlatego też Nolan musiał włożyć do "Incepcji" pewną dawkę efekciarstwa, aby zachęcić szerszą publikę. Czasem trzeba pójść na pewne ustępstwa i liczyć, że potentaci filmowi w końcu zrozumieją, że letnie blockbustery nie muszą być głupiutkie, aby się sprzedać. Już i tak kręcili nosem na zaangażowanie DiCaprio jako głównego bohatera (ponoć jego nazwisko nie jest zbyt "rentowne").

Wiem, na siłę szukam pozytywów

[spolier]

kanna:
dlaczego nie mieli lepszej broni, skoro nie powinno byc z nią problemów? (raz tylko bohater zamienił karabin na brdziej zaawansowany)

Hmm... Takie różne możliwości mi się kołaczą po głowie na ten moment.

1. Możliwe, że po prostu nie umieli dostatecznie dobrze obsługiwać większego kalibru (wszak Ariadne żadnej broni nie posiadała, a pan Saito dość słabo sobie z nią radził), a Eames jako typowy twardziel był obeznany z każdą spluwą Niektórzy lubią poręczne pukawki.
2. Broń pana "Shinzona" narobiła sporo huku, którego nasza dziarska gromadka starała się uniknąć, gdyż to by zwróciło nadmierną uwagę projekcji, które chroniły pana Fischera.
3. Możliwe, że takie triki i ingerencje w świat snu, były również wabikiem dla projekcji. Cobb nawet tłumaczył to Ariadne, nie pamiętam tylko czy to zastrzeżenie stosowało się również to skali mikro.
4. Brakowało im wyobraźni?
5. Nie wiem... Może faktycznie jakaś dziura w scenariuszu

kanna:
- co z wybudzaniem, dlaczego z jednej lokalizacji musieli wstac i wyjśc, a z innej nie?

O który moment w filmie konkretnie chodzi?

[/spolier]
kanna
Użytkownik
#19 - Wysłana: 31 Lip 2010 23:13:19 - Edytowany przez: kanna
Odpowiedz 
Mysterious Stranger:
O który moment w filmie konkretnie chodzi?

Spoiler

z białego busa wyszli (wypłyneli) po wybudzeniu, z windy (nie było pokazane) ale raczej nie mieli by jak

Mysterious Stranger:
2. Broń pana "Shinzona" narobiła sporo huku, którego nasza dziarska gromadka starała się uniknąć, gdyż to by zwróciło nadmierną uwagę projekcji, które chroniły pana Fischera.

Mysle o momentach, kiedy projekcje wiedziały, gdzie on są. Sczególnie w tej snieżenej scenerii
Poklok
Użytkownik
#20 - Wysłana: 31 Lip 2010 23:41:50 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Madame Picard:
O ile się orientuję, to przekaz podprogowy dotyczy wyłącznie rozpoznawania emocjonalnej mimiki. Ale tu niech się kanna mądrzy, nie ja

Z tego, co wiem, to nie tylko. Np. niektóre eksperymenty wskazują, że podprogowa prezentacja twarzy czarnoskórego człowieka zwiększa dostępność treści stereotypu czarnoskórych. Przy czym ogólny obraz jest taki, że bodźce podprogowe oddziałują głównie na nieświadome, automatyczne procesy, za to ich wpływ na decyzje i działania podejmowane świadomie, z wykorzystaniem odpowiednio dużych zasobów poznawczych, praktycznie znika.

Spoilery

kanna:
z białego busa wyszli (wypłyneli) po wybudzeniu, z windy (nie było pokazane) ale raczej nie mieli by jak

Skoro obudzili się i w busie (starali się to dokładnie zsynchronizować), to z windy nie mieli jak wychodzić, bo się im już nie śniła. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę.

kanna:
Mysle o momentach, kiedy projekcje wiedziały, gdzie on są. Sczególnie w tej snieżenej scenerii

Wyjaśnienie z brakiem umiejętności wydaje mi się najbardziej przekonywujące. Po co mi wyrzutnia rakiet, skoro prędzej sobie wybiję bark przy strzelaniu z niej, niż zdziałam coś pożytecznego? Zdaje się, że w wojsku żołnierze mający obsługiwać ciężką broń przechodzą specjalne szkolenie.
Mysterious Stranger
Użytkownik
#21 - Wysłana: 31 Lip 2010 23:59:03 - Edytowany przez: Mysterious Stranger
Odpowiedz 
[Spolier]

kanna:
z białego busa wyszli (wypłyneli) po wybudzeniu, z windy (nie było pokazane) ale raczej nie mieli by jak

Dokładnych szczegółów nie pamiętam, więc mogę coś poplątać, ale postaram się to wyjaśnić jak to ja zrozumiałem.

Jedną z zasad kardynalnych każdego snu, było to, że można było wrócić do świata realnego na dwa sposoby:
1. Śmierć.
2. Kiedy sen ofiary się kończył.

Z racji diabelnie mocnej i nader eksperymentalnej narkozy opcja numer jednej nie wchodziła w rachubę, bo kopnięcie w kalendarz było równoznaczne z trafieniem do "limbo".

Sen pana Fischera składał się z trzech poziomów (czy "pod-snów", mniejsza o nazewnictwo), a im głębszy poziom, tym więcej czasu można w nim spędzić. Na pierwszym poziomie było to kilka godzin, na drugim kilka dni, a na trzecim kilkanaście lat. Sami doszli do wniosku, że nikomu nie widzi się spędzać tyle czasu w fikcyjnych światach (potem doszedł motyw ucieczki przed projekcjami) i na każdym poziomie potrzebna jest osoba, która wybudzi pozostałe, na niższych poziomach (za pomocą jakże efektownych "kicków"). I poziom: Yusef - ciężarówka wpadająca do lodowatej rzeki. II poziom: Arthur - eksplozja w hotelu. III poziom: Eames - defibrylator. Po każdym takim "kicku" budzili się na wyższym poziomie świadomości, a gdy już dotarli do ostatniego (pierwszego snu), wystarczyło tylko spokojnie odczekać, aż on się skończy.

Trochę pokrętnie wyszło i nie wiem czy dokładnie o takie wyjaśnienie Ci chodziło

kanna:
Mysle o momentach, kiedy projekcje wiedziały, gdzie on są. Sczególnie w tej snieżenej scenerii

W moim mniemaniu przy tej akcji nie potrzebowali niczego lepszego. Broń jaką mieli wystarczyła do odrobiny dywersji i cichego włamania się do fortecy Gdy działa adrenalina i człowiek desperacko walczy o przeżycie, racjonalnie się nie myśli.

Dodam jeszcze, że musieli działać bardzo ostrożnie, w szczególności w pobliżu pana Fischera. Realizm był podstawą, aby ofiara w międzyczasie nie zrozumiała, że akurat śni i ktoś włamuje się do jej umysłu.

[/spolier]
Picard
Użytkownik
#22 - Wysłana: 1 Sier 2010 00:50:58
Odpowiedz 
Poklok:
Po drugie, błagam - niech Orzi, Kurtzman i Abrams odkryją w sobie nowe powołanie i pojadą do Tybetu szkolić się na mnichów, ewentualnie założą zespół folkowy, wszystko jedno, tylko niech zostawią w spokoju treka, a ich miejsce niech zajmie Nolan. Umiał tchnąć życie w starą, skostniałą serię o facecie, który biega po mieście przebrany za nietoperza i bije się z przestępcami, umie sam wymyślić taki film, że reszta Hollywood się chowa, i do tego zarabia - Paramount będzie happy i widzowie też, łącznie z Picardem. Czego chcieć więcej?

Zupełnie, nie żartuje: gdyby Nolan przejął pieczę nad Trekiem i zrobił z niego równie dobry film jak inne produkcje, które wyszły spod jego ręki i chwilę po obejrzeniu tego filmu bym umarł, to umarł bym jako szczęśliwy człowiek. Wiem, że to dość poważne twierdzenie, ale właśnie tak by się sprawy miały. Nolan ma bowiem rzadki talent do kręcenia filmów atrakcyjnych, jak także skłaniających do myślenia - to wielka rzadkość we współczesnym Hollywood i oznaka prawdziwego talentu. Swoimi produkcjami z Batmanem, Nolan przekonał mnie nie tylko do sięgnięcia po komiksy z tym bohaterem - mnie, osobę programowo przeciwną gatunkowi superhero -, ale też do bardziej szczegółowego zapoznania się z jego twórczością: Memento, Insomnia , Prestiż: oryginalny i często zakręcony pomysł , sprawna realizacja, morał i dobra obsada. Tak, Nolan zna się na rzeczy. Na Incepcje wybieram się w poniedziałek wieczorem - oczywiście podzielę się wrażeniami. Zauważyliście też, że w tym filmie grają znajomi Nolana z planów nowych Batmanów: Michael Cane i Cillian Murphy? Ktoś też wspominał DiCaprio - tak, rozwinął się, nie jest już gwiazdką Titanica, w Aviatorze stworzył przejmującą kreacje, też dobry film, chodź nie każdemu pewnie przypadnie do gustu.
Madame Picard
Moderator
#23 - Wysłana: 1 Sier 2010 10:28:45
Odpowiedz 
[spoiler]

Mysterious Stranger:
na każdym poziomie potrzebna jest osoba, która wybudzi pozostałe,

Ja się zastanawiam, po co wybudzanie na każdym poziomie. Czy wybudzenie na pierwszym poziomie (furgonetka) nie gwarantowałoby również wybudzenia z podsnów?

Mysterious Stranger:
Realizm był podstawą, aby ofiara w międzyczasie nie zrozumiała, że akurat śni

Jeśli nie zdziwił go pociąg pędzący ulicą, to chyba nic nie powinno go zdziwić .

[/spoiler]
Eviva
Użytkownik
#24 - Wysłana: 1 Sier 2010 10:52:51
Odpowiedz 
Madame Picard
Picard
Mysterious Stranger

Sny, podsny, szukanie jawy... mnie to przypomina "Bajkę o królu Murdasie" Lema.
Mysterious Stranger
Użytkownik
#25 - Wysłana: 1 Sier 2010 11:30:17 - Edytowany przez: Mysterious Stranger
Odpowiedz 
[Spolier]

Madame Picard:
Ja się zastanawiam, po co wybudzanie na każdym poziomie. Czy wybudzenie na pierwszym poziomie (furgonetka) nie gwarantowałoby również wybudzenia z podsnów?

Widocznie taki jeden "kick" był zbyt słaby i najzwyczajniej w świecie by się potopili na niższych poziomach (stąd też ta cała synchronizacja). Na przykład - Saito finalnie umarł przez ten postrzał na pierwszym poziomie i mimo, że im głębszy sen, tym się lepiej czuł, to po jakimś czasie odczuwał jego negatywne efekty (plucie krwią, ból w klatce piersiowej). Tak samo oni zaczęliby się nagle dusić

Madame Picard:
Jeśli nie zdziwił go pociąg pędzący ulicą, to chyba nic nie powinno go zdziwić .

Nie pamiętam czy akurat ten pociąg widział, ale faktycznie te wyjaśnienie średnio trzyma się kupy. Wszak na drugim poziomie wyjaśnili mu co i jak, udając jego sojuszników

[/spolier]


Eviva:
Sny, podsny, szukanie jawy... mnie to przypomina "Bajkę o królu Murdasie" Lema.

Z tego co udało mi się wyczytać Nolan czerpał sporo z prozy Harukiego Murakamiego, szczególnie z książki "Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland".
Eviva
Użytkownik
#26 - Wysłana: 1 Sier 2010 12:53:56
Odpowiedz 
Mysterious Stranger:
Z tego co udało mi się wyczytać Nolan czerpał sporo z prozy Harukiego Murakamiego, szczególnie z książki "Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland".

No, nie imputuję mu, że zrzynał z Lema, bo nie ośmieliłabym się przypuszczać, że w ogóle zna "Cyberiadę" i "Bajki robotów". Tylko zbieżność jest dość zabawna.
Poklok
Użytkownik
#27 - Wysłana: 1 Sier 2010 14:35:35
Odpowiedz 
Picard

Sugerujesz, że do dobrego treka będziesz czekał do późnej starości i serce ci nie wytrzyma emocji?

Spoilery

Mysterious Stranger:
Nie pamiętam czy akurat ten pociąg widział, ale faktycznie te wyjaśnienie średnio trzyma się kupy. Wszak na drugim poziomie wyjaśnili mu co i jak, udając jego sojuszników

Nolan zostawia sobie furtkę zaznaczając, że w śnie nie dostrzegamy wielu nielogiczności. Widać musi zostać przekroczona pewna "masa krytyczna", ewentualnie potrzebna jest informacja z zewnątrz. Chociaż w początkowej sekwencji Saito prawdopodobnie sam zrozumiał, że śni, trochę dziwne, że Fisherowi trzeba to było tłumaczyć.

Mnie zastanawia co innego: Limbus. Wszystko wskazuje na to, że do wydostania się z niego wystarczy samobójstwo. Sądząc jednak z dialogów Cobb zataił to przed towarzyszami, którzy byli przekonani, że w razie śmierci na innych poziomach czekają ich lata w śnie. Z jednej strony jego niechęć do okrywania szczegółów o pobycie tam jest umotywowana, z drugiej jest to skrajna nielojalność, za którą zresztą zapłacił Saito.

Koniec spoilerów
kanna
Użytkownik
#28 - Wysłana: 3 Sier 2010 12:07:57
Odpowiedz 
Spoiler

Czy pamiętacie, jak w oryginale brzmiała ta mysl, co ja Cobb zaszczepił zonie?
Poklok
Użytkownik
#29 - Wysłana: 3 Sier 2010 13:58:09 - Edytowany przez: Poklok
Odpowiedz 
Orlińskiemu "Incepcja" wybitnie nie przypadła do gustu. Na Esensji ocenił ją na 3/10, podczas gdy ostatniemu Terminatorowi (sprawdziłem, bo dla mnie ten film to przykład żenującej wprost głupoty scenariusza) dał... 9


Spoiler

kanna:
Czy pamiętacie, jak w oryginale brzmiała ta mysl, co ja Cobb zaszczepił zonie?

W oryginale to ona nie była sformułowana słownie, brzmiała jak kręcąca się spinka A Cobb przedstawiał ją potem jako "her world is not real" czy jakoś tak, nic specjalnie dystynktywnego, o ile pamiętam.
Picard
Użytkownik
#30 - Wysłana: 3 Sier 2010 15:09:54 - Edytowany przez: Picard
Odpowiedz 
Wreszcie mogę napisać o tym filmie, wreszcie wiem o czym mowa - i bardzo się z tego cieszę, gdyż jest to jeden z najbardziej niezwykłych i intrygujących filmów Amerykańskich bieżącego dziesięciolecia. Bo kiedy wychodzisz z kina i autentycznie zaczynasz się rozglądać wokół siebie zastanawiając się czy to co Cię otacza aby naprawdę jest realne to znaczy, że filmowi udało się wywrzeć niebanalny wpływ na twoją świadomość i podświadomość. Tak, Incepcja tak na mnie podziałała! Wiele już napisaliście o tym filmie więc nie będę się silił na obszerną recenzje, podzielę się z Wami tylko kilkoma swoimi odczuciami i spostrzeżeniami z seansu. Przede wszystkim Nolan po raz kolejny udowodnił, że bardzo dobrze spisuje przy realizacji filmów będących swoistą hybryda gatunkową: Incepcja jest bowiem zarówno wciągającym kryminałem, o korporacyjnej intrydze i szajce cwanych złodziej, jak i dynamicznym filmem akcji, z bezbłędnie zrealizowanymi scenami walk i pościgów, jest też kinem psychologicznym opowiadającym o poczuciu winy, o trudnych relacjach ojca i syna oraz o poszukiwaniu szczęścia i sile podświadomości, jak także sprawiającą przerażająco realne wrażenie wizją science fiction, w której technologia stanowi tak wielkie zagrożenie dla ludzkiej jednostki, że nie znajduje ona już schronienia nawet we własnym umyśle. Incepcja to przede wszystkim, jednak kino filozoficzne, które bierze swój początek z idei - ,,idea jest jak wirus, nieuleczalna i wysoce zaraźliwa" - , skłania do zastanowienia się nad istotą rzeczywistości i zjawisk: co jest prawdą, a co iluzją, czy nasza rzeczywistość to jaskinia Platona, w której obserwujemy tylko cienie prawdziwej rzeczywistości, a realnym światem są sny, stanowiące prawdziwy świat idei, gdzie w pełni możemy korzystać ze swojego umysłu? Incepcja dużo intrygujących pytań, z których wiele - z samej swej natury - nie może znaleźć odpowiedzi, które jednak pobudzają umysł do działania. Największym jednak osiągnięciem Nolana w przypadku omawianego filmu jest chyba, wielopoziomowa struktura tego działa, która ma zarówno wymowę filozoficzną, jak także pozwala cieszyć się filmem na całkiem różnych poziomach. Akcja dzieje się równocześnie, w kilku rożnych miejscach będących odbiciem podświadomości człowieka, do której wtargnęli nasi bohaterowie, ale także owa wielopoziomowość oznacza, że widz nie zainteresowany filozoficznymi rozważaniami, albo meandrami psychologii, może nie zwracać na nie uwagi skupiając się na kryminalnej intrydze bądź cieszyć się dynamizmem scen akcji. Każda z tych rzeczy może być dla odbiorcy równie zajmująca. Incepcja to też piękny przykład potęgi obrazu: finezyjnego połączenia realnych krajobrazów i innowacyjnych efektów specjalnych - np. scena w nieważkości -, precyzyjnej pracy kamery i sprawnego montażu. W filmie odwiedzimy piękny Paryż, egzotyczną Mombasę, ośnieżone szczyty górskie i szalony świat snu umieszczony nad brzegami oceanu podświadomości. Siłę obrazu podkreśla charakterystyczna muzyka Hansa Zimmera, która w tym filmie ma niezwykłą moc oddziaływania na słuchacza. Podobały mi się też twórcze nawiązania do mitologii - Ariadna i labirynt - , obecne także w Matrixie, do którego ten film również zdaje się nawiązywać. Jednak Incepcja jest o tyle lepsza od wspomnianego filmu, że nie powiela schematu walki dobra ze złem i nie prezentuje nam naiwnej i oklepanej bajeczki o wybrańcu mocy. Postacie bohaterów są żywe i przekonujące, ich problemy intrygują, co jest niemałą zasługą aktorów, którzy dobrze się tu spisali - jak wcześniej mogłem przemoczyć Kena Watanabe, z którym Nolan też już miał okazje pracować? Podsumowując Incepcja to piękny przykład na to, na co stać współczesne kino gdy w kręcenie filmów zaangażowani są ludzie z prawdziwym talentem i pasją, czyli jest to obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika X muzy. Zasłużone 10/10.
 Strona:  1  2  3  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Inception (Incepcja)

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!