USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Ursula LeGuin i jej "uspołeczniona" fantastyka ;-)
 Strona:  1  2  »» 
Autor Wiadomość
Q__
Moderator
#1 - Wysłana: 31 Sier 2009 21:12:16 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
W ramach "rekolekcji" z klasyki jakie czasem sobie urządzam wziąłem się mianowicie "Wydziedziczonych" pani LeGuin. Wstęp, połączenie tematyki kosmonautycznej z psychologiczną, zapachniał mi "Pirxem". Potem nic już z "Pirxa..." nie było.

"Wydziedziczeni" bywają zestawiani z lemowym "Głosem Pana". Choć obie powieści traktują o powinnościach etycznych geniusza, szczególnych podobieństw formalnych się nie doszukałem (przeciwnie, znalazłem same różnice). Tym niemniej jest to jedna z nielicznych powieści SF, którym z "ogólnoliterackiego" punktu widzenia nie można nic zarzucić, no i daje do myślenia, oj daje. (Choć dla mnie od wątków społeczno-polityczno-publicystycznych, znacznie ciekawszy okazał się wątek jednostkowej odpowiedzialności*.) Jednej tylko rzeczy można się przyczepić - historia Urras zbyt przypomina powtórkę z ziemskiej historii, a jej "chwila obecna" czasy, i realia, w których powstawała powieść. Tym niemniej da się ten przykry dysonans przełknąć (tak, jak dało radę w "Wizji lokalnej" i "Fiasku" nie przymierzając**), choć stanowi on potwierdzenie tezy, że luster szukamy, nie obcości.

Rzecz nie-bezbłędna, ale stanowczo godna uwagi. W związku z czym postanowiłem założyć w koncu topic poświęcony tej Autorce i jej dokonaniom.

EDIT:
Dodam jeszcze, że w w/w powieści b. podobała mi się kreacja głównego bohatera - geniusz, reformator społeczny, a taki normalny, bez tego spaceoperowego zadęcia, no i przesłanie, że (Wszech)świat wypada znać i nie odwracać się od niego ksenofobicznie, ale należy też dbać o własne podwórko, i starać się je posprzątać; a także wizja integracji politycznej nie jako "zglajszachtowania", a złożenia części w nową jakość... Rzeczy niby oczywiste, które jednak powinny być powtarzane...

Oto parę linków informacyjnych:
http://en.wikipedia.org/wiki/Ursula_K._Le_Guin
http://ursulakleguin.com/
http://surf.to/le.guin/
http://en.wikipedia.org/wiki/Hainish_Cycle
http://www.sfra.org/Coyote/violence.htm
http://en.wikipedia.org/wiki/Earthsea
http://awizardofearthsea.com/
http://books.google.com/books?id=sN03MhS4y54C&prin tsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_v2_summary_r&cad= 0
i tekst LeGuin wskazujacy na jej zainteresowanie SF ze wschodniej Europy:
http://www.depauw.edu/sfs/backissues/3/leguin3art. htm
oraz wywiad, w którym mówi o tym, że oglądała ST:
http://www.guardian.co.uk/books/2004/feb/09/scienc efictionfantasyandhorror.ursulakleguin

* czyżbym miał skłonność do egoizowania?

** że o licznych odcinkach Star Treka nie wspomnę
Q__
Moderator
#2 - Wysłana: 2 Wrz 2009 16:05:06 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Wszechświat LeGuin dziwnie przypomina ten trekowy, bo też mamy tam różne planety, a na nich powtórki z ziemskiej rozrywki tylko z ciewkawymi zmianami.

A to (w "Lewej ręce ciemności") społeczność obojnaków zwykle bezpłciowych, w okresie rui przybierających płeć (raz taką, raz taką) stawia na łbie sprawy płciowo-genderowe w naszym rozumieniu.

A to (we wspomnianych "Wydziedziczonych") społeczność która swoich rewolucjonistów wysłała na (zdatny do zameiszkania) księżyc i teraz mamy kraj a'la Juestej, lecz z feudalno-monarszą przeszłością, toczący zimną wojnę z krajem realnego socjalizmu i lokalne "wietnamiki", a z księżyca (Anarres znaczy) przylatuje (jak powyżej wspomniałem) tamtejszy utopista-socjalista (genialny fizyk zresztą), którego rodacy oskarżli o "egoizowanie".

A to (w "Świecie Rocannona") poznajemy historię kosmicznego naukowca badającego feudalne społeczności pewnej zapóźnionej planety, by w koncu zżyć się z nimi (trochę a'la "13 wojownik"), a przy okazji zrozumieć ich telepatyczne możliwości.

A to (w "Planecie wygnania") mamy wtórnie "sfeudalniałych" osadników z Ziemi, zmuszonych dogadać się z humanoidalnymi tubylcami (dotąd obie społeczności trzymały dystans), by przetrwać katastrofalną, długoletnią zimę.

A to (w "Słowo 'Las" znaczy 'świat'") ludzie z Ziemi pchają się na chama (znów a'la Viet) na bezludną planetę, zamieszkałą za to przez traktowanych przez nich pogardliwie (do czasu) potomków małpiatek (tamtejsza ludzkość wymarła).

A to (w "Czterech drogach ku przebaczeniu") planeta gdzie Czarni (w sumie grafitowi) fundnęli niewolnictwo Białym (w sumie albinosom) a teraz trza się dogadywac, choć po jednej stronie potomkowie niewolników, po drugiej ich gnębicieli. I na tym tle historie obyczajowo miłosne. Dwu ex-niewolnic i dwojga obcoplanetarnych dyplomatów zakochanych w tubylcach; ona w "panu" on w ex- niewolnicy).

Jest jeszcze powieść ("Opowiadanie świata") o les. z Ziemi (opanowanej w międzyczasie przez front wstecznictwa jak ze snów Rydzyka ożenionego z Bushem) która uciekła przed homofobią i pamięcią o zabitej ukochanej do kosmicznej ("Federacyjnej" ) dyplomacji, a teraz bada planetę gdzie a'la Stalin i Mao jednocześnie zaczęto zwalczac stare "przesądy" (takie w tradycji tolerancji i taoizmu), a zbudowano dziwny ustrój łączący cechy korporacjonizmu, płytko pojętego scjentyzmu i komunistycznego totalitaryzmu, który gnębi ludzi, ale jednocześnie doprowadził do błyskawicznego (acz za cenę ofiar i wyrzeczeń) skoku cywilizacyjnego który pozwolił na sięgnięcie ku gwiazdom.

Oraz historia "(Oko Czapli") pokojowego (a'la Gandhi) buntu pacyfistycznych uciskanych outsiderów, których (znów "sfeudalniała", i nieco totalitarna) społeczność ziemskich kolonistów wyrzuciła poza swój nawias za brak - cenionej tam - "twardości".

A i jeszcze utwór ("Zdrady") w którym dyplomatka Ekumeny (tej ichniej UFP) wspomina swoje społeczeństwo, które po wojnie totalnej programowo zrezygnowało z technologii i przyjęło model społeczny niektórych zwierząt - kobiety mieszkają wspólnie w wioskach i wychowują dzieci, mężczyźni włóczą się, polują walczą o terytoria, do kobiet przychodzą tylko w celach godowych, zwykle z prezentem (i są sobie śmiertelnymi wrogami), bohaterka buntuje się całe życie(jest córką badaczki, która wybrała życie w społeczności tubylców, choć nie wszystkie "ciotki" ją akceptowały), chce chronić brata przed takim losem , ale jak co do czego wybiera życie na planecie swoich narodzin w odziedziczonej po matce roli "federacyjnej" obserwatorki.

No i pomniejsze utworki, takie obrazki obyczajowe:
-a to (opowiadanie nosiło tytuł "Król Zimy" obecnie zne jest jako "Krolowa...") król/królowa obojnaków wie, że po podanej przez wrogów toksynie może stać się szleńcem, więc ucieka z własnej planety, by nie stac się krwawym tyranem, wraca po latach (efekty relatywistyczne) by obalić rządy swego dziecka, które stało się takim tyranem bez niczyjej chemicznej "pomocy";
-a to "Dojrzewanie w Karhidzie", kolejna historia ze świata obojnaków, tytuł mówi wszystko;
-a to ("Urodziny świata") społeczeństwo a'la starożytny Egipt skrzyżowany z imperium Inków, w przededniu rewolucji kulturowej wywołanej faktem, że Obcy ("Fedki" ) przylecieli - obrazek oglądamy oczami ostatniej "bogini"-władczyni tego społeczeństwa, świadomej, że jej era przemija;
-a to ("Dzień przed rewolucją") sceny z życia (i głównie refleksje) rewolucjonistki-anarchistki, która stanie się po śmierci ideologiem tych anarchistów z "Wydziedziczonych";
-a to ("Naszyjnik Semeley") opowieść o władczyni feudalnej społeczności na zapóźnionej planecie, b. zaszokowanej kontaktem z placówką ichnich "Fedków", a potem wyrwaniem ze swojego czasu (znów efekt relatywistyczny).
O "Szerzej niż imperia i wolniej" wspominałem już sporo razy...

I nigdzie autorka nie daje prostych diagnoz, a pytań stawia, że hoho. Mam nadzieję, że ta wyliczanka zachęci kogoś z Was do lektury...
The_D
Użytkownik
#3 - Wysłana: 2 Wrz 2009 17:24:16
Odpowiedz 
Q__:
przypomina ten trekowy, bo też mamy tam różne planety, a na nich powtórki z ziemskiej rozrywki tylko z ciewkawymi zmianami.

Tylko zostało to trochę inaczej wytłumaczone. Zdaje się w "Lewej ręce ciemności" zasugerowano, że to rozwinięta Ziemska cywilizacja rozsiewała geny po różnych planetach Ekumeny robiąc przy tym eksperymenty socjo-genetyczne na skalę całych globów.
Q__
Moderator
#4 - Wysłana: 2 Wrz 2009 18:23:15 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
The_D

The_D:
zasugerowano, że to rozwinięta Ziemska cywilizacja rozsiewała geny po różnych planetach Ekumeny

Ziemska trochę też (przykładem kultura Alterry z "Planety wygnania"), ale przede wszystkim haińska. Pierwsza znana "ludzka" cywilizacja przeżywająca od milionów lat wzloty i upadki, która dała początek i Cetianom z Urras, i Ziemianom i mieszkańcom Ve (przodkom czarnych Werelczyków, o ile dobrze pamiętam). Stara, zblazowana (trochę a'la elfy z fantasy) cywilizacja świadoma grzechów swej przeszłości, i tego, że wszystko już było.

To Haińczycy (tłumaczeni też jako Hainowie i Hainisze) wyciągnęli rękę do zniszczonej latami gospodarki rabunkowej Terry (Ziemi) (jak doszło do tego zniszczenia mówi opowiadanie zatytułowane ironicznie "Nowa Atlantyda") i dali jej mieszkańcom szansę na sięgnięcie gwiazd. To na haińskim statku Shevek wraca na Anarres, To Haińczyk jest dyplomatą zakochanym w niewolnicy (w trzeciej opowieści z "Czterech dróg..."). To hainska interwencja daje kres wyzyskowi "Stworzątek" (tych potomków małpiatek). To na Hain uczą się dyplomaci i badacze Ekumeny.

Ziemianie przez swoją energię i skłonność do pchania wszędzie nosa, są owszem jedną z istotniejszych części Ekumeny (pachnie Trekiem i B5, prawda? ), ale są relatywnie nieliczną, wciąż odbudowującą swą planetę społecznością, cierpiącą w dodatku na zbiorowe poczucie winy, i kompleks na tle "starszych braci" (to też jakby znamy z B5 i ENT).
Eviva
Użytkownik
#5 - Wysłana: 2 Wrz 2009 18:55:48
Odpowiedz 
Jesli chodzi o mnie, to z twórczości U.K Le Guinn podobał mi się tylko "Czarnoksiężnik z archipelagu", "Miasto początku" i "Zewsząd bardzo daleko". Jakos inne mi nie podeszły, ale czemu, nie wiem.
The_D
Użytkownik
#6 - Wysłana: 2 Wrz 2009 19:03:52
Odpowiedz 
Eviva:
"Miasto początku"

Może chodziło o "Miejsce Początku"? Po przeczytaniu miałem wrażenie, że to literatura bardzo kobieca (co wcale nie znaczy, że zła). Natomiast "Miasto Złudzeń" to był mój pierwszy kontakt z Le Guin.
Eviva
Użytkownik
#7 - Wysłana: 2 Wrz 2009 19:11:52
Odpowiedz 
The_D

Fakt, "Miejsce". Literatura kobieca? Może, ale czy to zarzut?
The_D
Użytkownik
#8 - Wysłana: 2 Wrz 2009 20:24:23
Odpowiedz 
Eviva:
ale czy to zarzut?

W sumie nie, ale nie będę ukrywał, że choćby takie "Miasto Złudzeń" bardziej mnie zainteresowało, choć samo w sobie jest jedynie odpryskiem po "Planecie wygnania".
Eviva
Użytkownik
#9 - Wysłana: 2 Wrz 2009 20:29:36
Odpowiedz 
The_D

Nie wszystko, co mnie się podoba, musi podobać się Tobie. Lub komukolwiek innemu. Mój gust jest trochę dziwny i pokręcony, wiem o tym. Ale to nic, i tak mnie lubisz
Q__
Moderator
#10 - Wysłana: 2 Wrz 2009 21:14:24 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
Jakos inne mi nie podeszły, ale czemu, nie wiem.

A co jeszcze przeczytałaś?

The_D

The_D:
W sumie nie, ale nie będę ukrywał, że choćby takie "Miasto Złudzeń" bardziej mnie zainteresowało, choć samo w sobie jest jedynie odpryskiem po "Planecie wygnania".

Dla mnie w sumie najmniej ciekawy tom cyklu haińskiego (dlatego nie trafił do powyższego streszczenia), no i trudny do uzgodnienia chronologicznie ze (znacznie lepszym) "Opowiadaniem świata". (Choć, po prawdzie, LeGuin traktowała spoistość tego cyklu równie swobodnie co Clarke "Odysei...".) Natomiast sam finał był fajny, zapowiadał późniejsze podejście LeGuin, ale doceniłem to dopiero czytając opowieść ponownie, jako człowiek dorosły.
Eviva
Użytkownik
#11 - Wysłana: 2 Wrz 2009 21:40:39
Odpowiedz 
Q__:
A co jeszcze przeczytałaś?

Dokładnie nie pamiętam = próbowałam czytac "Lewą rękę ciemności" i "Planetę wygnania", to na pewno, ale nie dałam rady. Jeszcze były dwa tytuły, ale mi umknęły.
Q__
Moderator
#12 - Wysłana: 2 Wrz 2009 21:43:49
Odpowiedz 
Eviva

Eviva:
próbowałam czytac "Lewą rękę ciemności" i "Planetę wygnania", to na pewno, ale nie dałam rady

Widać nie lubisz zimy .
Eviva
Użytkownik
#13 - Wysłana: 2 Wrz 2009 22:16:59
Odpowiedz 
Q__:
Widać nie lubisz zimy

Racja, nie przepadam. Wogóle nie lubię zimna, może dlatego nie mam w awatarze Andorianki
Q__
Moderator
#14 - Wysłana: 3 Wrz 2009 09:33:27 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Eviva

To wybierz jakis inny tom z listy . Np. w "Słowie 'Las'..." masz fajne tropiki i dżungle, a na Anarres panuje ciepły, pustynny klimat...
Eviva
Użytkownik
#15 - Wysłana: 3 Wrz 2009 15:04:18
Odpowiedz 
Q__

Dobra, bedę w bibliotece, to wezmę, obiecankuję.
Q__
Moderator
#16 - Wysłana: 3 Wrz 2009 15:23:19
Odpowiedz 
Eviva

Miłej lektury. (Co ja gadam, wiem, że będzie miła .)
Q__
Moderator
#17 - Wysłana: 4 Lis 2009 06:54:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Recenzja nowej powieści Le Guin kolejnego eksperymentu w jej dorobku (po SF, fantasy, utworach pisanych z punktu widzenia roślin i zwierząt i prozie parahistorycznej z dziejów wymyślonego - ale należącego do "naszego" świata państwa); zatytułowanej "Lawinia" i będącej powieścią historyczną z mitycznej przeszłości Rzymu:
http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=8 484
(Główna bohaterka zostaje żoną legendarnego Eneasza - ocalałego z Troi i protoplasty pierwszych władców Rzymu.)
symbolt
Użytkownik
#18 - Wysłana: 4 Lis 2009 12:39:43
Odpowiedz 
Ja czytałem prawie wszystko LeGuin. Nie wiem, czy w Polsce wydano jej tomik opowiadań z 2003 roku pt. "Changing Planes" - jeśli tak, to polecam (a także polecam tym, którzy czytują w oryginale ). Opowiadania niezwiązane z Ekumeną. Jak dla mnie zbiorek jest świetny.

Ursula Le Guin kumplowała się z James Tiptree Jr. Obydwie panie były fankami TOSa, a Tiptree napisała nawet opowiadanie "Beam Us Home", którego głównym bohaterem jest Trekkie (opowiadanie jest poważne i pokazuje, co niektórych z nas pociąga w Treku). Pisała też swoją wersję Treka (jak sama to określiła), tzn. serię opowiadań o wielokulturowej i wielorasowej załodze statku na misji badawczej, ale nic z tego nie wyszło.
Q__
Moderator
#19 - Wysłana: 19 Cze 2011 01:56:17
Odpowiedz 
symbolt

symbolt:
Ursula Le Guin kumplowała się z James Tiptree Jr. Obydwie panie były fankami TOSa

Trochę a'propos: Le Guin chwali (absolutnie nie zwiazaną z ST) powieść jednego b. zasłużonego dla TOS autora :
http://www.depauw.edu/sfs/backissues/1/leguin1art. htm
(IMO trudno być Trekerem i nie znać nazwiska Spinrad.)
Q__
Moderator
#20 - Wysłana: 9 Lis 2011 17:28:11
Odpowiedz 
Wpadł mi ostatnio "w ręce", stary, ale nadal aktualny tekst o Le Guin:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581 ,4141932.html
(Niestety jej polskie korzenie okazały się mitem...)
Q__
Moderator
#21 - Wysłana: 8 Lut 2012 19:53:05
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#22 - Wysłana: 12 Lip 2012 10:39:39 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Le Guin krytycznie o amerykańskiej SF (w pewnym sensie obrywa się i Trekowi):
http://www.depauw.edu/sfs/backissues/7/leguin7art. htm

To zaś tekst o tytułowej pisarce:
http://www.guardian.co.uk/books/booksblog/2009/may /21/ursula-k-le-guin-realism
Q__
Moderator
#23 - Wysłana: 28 Sier 2013 03:18:38 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Starutki wywiad z UKLG:
http://www.theguardian.com/books/2004/feb/09/scien cefictionfantasyandhorror.ursulakleguin

A w nim piękny cytat o jej ulubionym ST (który wykoleił się z Voyagerem):

Q: Do you have a favourite TV programme?
UKL: I used to watch Star Trek, until they went off the rails with Voyager, and when we were in England about two centuries ago we got hooked on Dr Who - the guy with the long scarf and the great nose, not the one after him who looked like he needed some vitamins.


I kolejny, nowszy:
http://www.wired.com/underwire/2012/07/geeks-guide -ursula-k-le-guin/all/
I jeszcze jeden:
http://scifi.about.com/od/interviews/a/Interview-U rsula-K-Le-Guin.htm
Q__
Moderator
#24 - Wysłana: 4 Gru 2013 10:12:33 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#25 - Wysłana: 22 Gru 2013 11:23:04
Odpowiedz 
Skoro o "Ziemiomorzu" mowa... Tak recenzuje je Oramus:
http://www.galgut.eu/ksiazka-tygodnia/ludzie-i-smo ki/
Queerbot
Użytkownik
#26 - Wysłana: 19 Mar 2014 14:15:13
Odpowiedz 
Bardzo podobała mi się "Lewa ręka ciemności".

Pomysł na obcych na Zimie jest ciekawy, LeGuin wkłada w nich dużo pomysłowości i bardzo interesująco odmalowuje ich kulturę. Odnoszę jednak wrażenie, że obcość jest tutaj specyficzną mieszanką Skandynawii z Azją. Nazwy, imiona są bardzo skandynawskie, a obyczaje i wierzenia bardzo kojarzą mi się z dalekim Wschodem. To jest niestety trochę cień tej książki, bo można ją niestety czytać jako bardzo zachodnio-centryczną. Azjatyckość służąca za wzór obcości, a przecież w skali globalnej Azjatów jest znacznie więcej niż ludzi Zachodu Urszula nie jest tutaj odosobniona, w sumie cały Trek tym stoi: cała kultura tam to pomieszanie USA i Europy, nie ma żadnych wschodnich idei, najwyżej Azjaci zachowujący się jak ludzie Zachodu.

Co do hermafrodytyzmu obcych, to niestety nie da się nie odnieść wrażenia, że jest to po prostu świat bez kobiet - i to w sumie jest jakoś ciekawe, że pisarka odmalowuje społeczeństwo wyłącznie mężczyzn. Płeć rodzi różne problemy i nie sposób nie zgodzić się z LeGuin, że nasza dwubiegunowość płciowa bardzo naznaczyła naszą kulturę, również w negatywnym sensie i doskonale rozumiem pragnienie zlikwidowania płci, chęć absolutnego zrównania wszystkich ludzi (a to chyba trochę LeGuin przyświeca), natomiast ciężko mi się zgodzić z pomysłem zlikwidowania kobiet i stworzeniem kultury wyłącznie mężczyzn, którzy w kobiety się czasem zamieniają Może to jest sprawa końcówek, może gdyby byli zapisywani żeńsko, nie odnosiłbym takiego wrażenia, ale fakt jest faktem, że hermafrodytyzm widzę tutaj niestety jako przebranie.

Tuż przed tym czytałem "Piknik" Strugackich i jednak po "Lewej ręce ciemności" mam pewien niedosyt. Wszystko jest u LeGuin świetnie opisane, można poczuć ten świat, ale jednak czegoś bardzo istotnego brakuje, czegoś, co jest u Strugackich. Trudno mi to do końca nazwać, więc opiszę to metaforycznie:
Urszula LeGuin i bracia Strugaccy malują czyjś portret. LeGuin maluje go bardzo poprawnie, zachowuje wszystkie proporcje i kolory, włosy i różne elementy oddaje zgrabnymi plamami, powiedzmy że maluje tzw techniką szpachelkową. Bracia Strugaccy malują równie poprawny portret, ale zamiast plam tam, gdzie są włosy - malują włosy. Każdy włos, rzęsa, brew to pojedyncza kreseczka, bije od tego wręcz naturalizm.
Q__
Moderator
#27 - Wysłana: 19 Mar 2014 14:34:54 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
Odnoszę jednak wrażenie, że obcość jest tutaj specyficzną mieszanką Skandynawii z Azją.

Dochodzi bodaj jeszcze jeden element minimum. W czasie dyskusji na Forum Lemowskim zwracano uwagę na podobieństwo wiadomych obozów do GUŁagu.

Queerbot:
Urszula nie jest tutaj odosobniona, w sumie cały Trek tym stoi

W czasie gdy pisała w/w powieść była wszak relatywnie młodą Trekerką, na świeżo obcującą z TOS.

Queerbot:
Co do hermafrodytyzmu obcych

To warto dodać, że znalazł swoje echo i w Treku, w postaci androgynicznego/androgynicznej Burgoyne 172, głównego inżyniera/głównej inzynier (tak, jest kłopot z końcówkami) w załodze kapitana Calhouna z NF i jej/jego gatunku Hermatów. (O czym zresztą pisałem.)

Queerbot:
Może to jest sprawa końcówek, może gdyby byli zapisywani żeńsko, nie odnosiłbym takiego wrażenia, ale fakt jest faktem, że hermafrodytyzm widzę tutaj niestety jako przebranie.

Cóż... Le Guin tłumaczyła się potem z tego i opublikowała nawet wersję swojego starszego opowiadania z tejże samej planety Gethen z samymi żeńskimi końcówkami - mamy tam same królowe, córki itp.

Queerbot:
Tuż przed tym czytałem "Piknik" Strugackich i jednak po "Lewej ręce ciemności" mam pewien niedosyt. Wszystko jest u LeGuin świetnie opisane, można poczuć ten świat, ale jednak czegoś bardzo istotnego brakuje, czegoś, co jest u Strugackich.

Może to jednak przewaga świata realnego - nawet gdy ufantastycznionego - nad światem fikcyjnym?

BTW. ciekawie pisał o "Lewej ręce ciemności" Lem (w "Fantastyce i futurologii", specjalny appendix jej poświęcił), widząc w niej dzieło interesujące, istotne na tle całokształtu SF, ale miejscami poronne w swych usiłowaniach (dodajmy, że szczerze się z Le Guin lubili i cenili):

"Wydarzeniem roku stalą się powieść Urszuli LeGuin „The Left Hand of Darkness” („Lewa ręka ciemności”). Autorka jest córką znanego antropologa amerykańskiego Kroebera. Powieść stanowi opowiedzianą w pierwszej osobie historię człowieka, który pełni na planecie Winter funkcję samotnego wysłannika oficjalnego, mającego nakłonić mieszkańców planety do wstąpienia w obręb Wspólnoty Planetarnej. Działa w pojedynkę, zgodnie z politycznym obyczajem Wspólnoty, gdyż decyzja, jaką podejmą mieszkańcy planety Winter, winna być dobrowolna; zbliżone motywy — posłowania u obcych społeczności kosmicznych — można znaleźć w SF. Oryginalną wartością książki jest hipoteza antropologiczna dotycząca seksualizmu Winteryjczyków (albo Getheńczyków, podług miana, jakim się sami określają). Getheńczycy stanowią odległą w czasie i przestrzeni odrośl gatunku Homo Sapiens, która niegdyś uległa przekształceniu urzeczywistnionemu — jak się wydaje — zgodnie z planami inżynierii biologicznej ciała (lecz nie są oni tego świadomi). Cała różnica cielesna pomiędzy ludźmi a Getheńczykami sprowadza się do biologii pici. Getheńczycy, podobnie jak liczne niższe ssaki ziemskie, przeżywają okresowo ruję (raz na miesiąc), a poza czasem jej trwania są plciowo bierni. Inaczej jednak niż wszystkie niższe ssaki nie mają trwale określonej pici, lecz objawiają znamiona męskości lub kobiecości zgodnie z nie dającą się z góry przewidzieć losową pracą gruczołów dokrewnych. Tak więc każdy Getheńczyk jest „latentnym obojnakiem”, a podczas rui stać się może kobietą lub mężczyzną. Poza rują (zwaną „kemmer”) przedstawia obojnaka o silnie zredukowanych narządach płciowych. Jedynie wówczas, gdy we „wcieleniu kobiecym” ulegnie zapłodnieniu, doznaje stabilizacji tej pici poprzez okres ciąży i porodu aż do zakończenia laktacji. Tak więc każdy Getheńczyk może być w ciągu życia zarówno ojcem, jak matką. W okresie międzyplciowym (zwanym „somer”) nie okazuje potencji seksualnej i nie jest też określony płciowo pod względem psychicznym. Gdy rozpoczyna się ruja, Getheńczyk może udać się do tak zwanego „kemmerhouse”, przybytku dostępnego powszechnie, w którym dochodzi do powstawania seksualnych par, albo też może trwać w bardziej stałym związku, podobnym do monogamicznego, z wyróżnionym osobnikiem. Jest taka monogamia możliwa dzięki temu, że osobnik, u którego cechy płciowe determinują się przy zachodzeniu rui wcześniej, indukuje u swego partnera podczas „wstępnej gry płciowej” powstanie płci o znaku przeciwnym (a więc, jeśli jako pierwszy staje się jeden obojnak samcem, jego partner zostanie samicą, et vice versa: jakkolwiek powieść nie powiada tego wyraźnie, przy niedoskonałej synchronizacji okresów „kemmer” i „somer”, gdy raz jeden, a raz drugi partner jako pierwszy wykazywać będzie zdeterminowaną płciowo aktywność, możliwe jest, iż w tym samym monogamicznym związku role męska i kobieca będą się zmieniały kolejno; byłaby to bardzo niezwykła forma „monogamii”, skoro pozostaje zachowana identyczność osób w takiej formie „małżeństwa”, ale niekoniecznie — identyczność płci). Tak osobliwa dynamika seksualna Getheńczyków stanowi jedynie tło akcji właściwej, obracającej się wokół intrygi politycznej, to jest zmagania o wprowadzenie Gethenu do Planetarnej Wspólnoty, zakończonego „happy endem” po licznych przygodach. Powieść jest napisana z literacką biegłością oraz kompetencją antropologiczną, raczej rzadko spotykaną w SF; prezentuje znaczne bogactwo uszczegółowienia getheńskiej kultury, przedstawia strzępy miejscowej historii, obyczajowości, cytuje tamtejsze sagi, legendy, podaje wiele lokalnych nazw, miejscowy kalendarz, wspomina o wierzeniach itp. Gethen to planeta ziemiopodobna, ale przeżywająca okres zlodowacenia; istnieją na niej dwa wielkie państwa, monarchia konstytucyjna o rysach feudalnych wbrew posiadaniu dość rozwiniętej technologii (pojazdy elektryczne, radio) oraz biurokratycznie scentralizowana autokracja: narrator zwiedza kolejno oba te państwa i w obu doznaje wielu przygód. Utwór, zasługując na uznanie, zadowala się, niestety, potraktowaniem „innego seksualizmu” Getheńczyków jako zjawiska raczej egzotycznego aniżeli ontologicznego. Tymczasem waga ukazanej intrygi „planetarno—politycznej” jest niewspółmierna z doniosłością „innego seksu”; refleksja wskazuje, że dla bytu Getheńczyków ich decyzja co do wstąpienia lub niewstąpienia w obręb Planetarnej Wspólnoty jest w gruncie rzeczy mało istotna. Takie lub inne wyjście z owej alternatywy nie dotyka frapującej problematyki ich egzystencji, wywołanej odmienną konstytucją biologiczną. Uczestnictwo Gethenu we Wspólnocie jest, zapewne, zwycięstwem koncepcji pokojowego współistnienia i harmonijnej współpracy nad ideą izolacjonizmu, ale to pozytywne rozwiązanie dylematu stanowi rzecz wprawdzie moralnie zacną, lecz poznawczo banalną. Daleko ciekawsze byłoby prześledzenie wszystkich konsekwencji natury psychologicznej, obyczajowo–kulturowej, socjalnej i wreszcie metafizycznej, wywalanych odmienną niż ludzka plciowością; lecz to zadanie spełnia powieść niedostatecznie. Seks Gethenu powinien był stać się — z frapującego marginesu — sednem problematyki, ponieważ dopiero taka zmiana punktu ciężkości, wypierając polityczną intrygę na drugi plan, wprowadziłaby rzecz w wymiar antologii — jako filozofii człowieka. To bowiem, co jako hipoteza o odmiennym seksualizmie zdaje się posiadać zasięg wyłącznie biologiczny, musi być w samej rzeczy fundamentem odmiennego losu; cała wartość tej hipotezy tkwi w szansie sporządzenia przyrodoznawczo (empirycznie) wiarygodnego wariantu Homo Sapiens, a więc ukazania swoistej paraleli kondycji ludzkiej. Gethen to potencjalny układ odniesienia, względem którego możemy porównawczo oceniać nasz własny los, nasze ziemskie kultury, światopoglądy i wiary metafizyczne. Tak więc „inna ludzkość” Gethenu mogła się stać probierczym kamieniem, bo egzystencjalnym systemem miary — dla realnej ludzkości. Autorka tak daleko albo pójść nie potrafiła, albo nie chciała. Toteż całe bogactwo kulturowo–antropologicznej egzegetyki zawisa na koniec w próżni. Przy naszkicowanym typie seksualizmu drastycznym zmianom ulegają podstawy formowania się struktur osobowości, bazowe pojęcia roli społecznej, możliwe do wyprowadzenia z samopoznania somatycznego — paradygmaty typu transcendentalnego, itp. Tak na przykład miłość, jak i jej najbardziej wysublimowane postaci (mistycyzm) musiałyby się na Gethenie kształtować całkiem inaczej niż na Ziemi; bezzasadne byłoby również przyznanie męskości — Bogu (który w olbrzymiej większości ziemskich wiar jest, choćby gramatycznie tylko, „samcem”); również projekcje pierwiastków męskości i kobiecości w świat zewnętrzny przebiegałyby tu osobliwie. Jednym słowem, lokalna zmiana biologii daje w skutkach totalną transformację kulturowych sensów układowych oraz odmienną perspektywę egzystencjalną. Elementy ontologicznie nie tkniętego wymiaru kreacji dostrzegam zwłaszcza w indywidualnym indeterminizmie losu ludzkiego, powiększonym — względem normy ziemskiej — o nieokreśloność pici. Do pytań, jakie zwykle kierujemy pod adresem niewiadomej przyszłości własnej, dołącza się na Gethenie szereg pytań nam nie znanych, np.: „Kim będę w najbliższym miesiącu — mężczyzną czy kobieta? Kto z moich znajomych lub bliskich, dzięki seksualnej inkarnacji, zacznie mnie wtedy erotycznie pociągać, itd. Pytania te nie dają się oczywiście sprowadzić do trywialnych odpowiedzi czysto biologicznego porządku (w ramach alternatywy „albo będę zapladnial, albo będę zapładniany”), ponieważ granice roli seksualnej w żadnej kulturze nie są czysto biologiczne. Skoro dyktat nieobliczalnych a priori gruczołów plciowych powoduje w toku osobniczego żywota zmienne oscylacje pomiędzy męskością i żeńskością, podległość mechanizmom cielesnym, przesądzającym o erotycznej roli, musi się jawić jako forma zniewolenia daleko silniej aniżeli na Ziemi.
Q__
Moderator
#28 - Wysłana: 19 Mar 2014 14:36:56
Odpowiedz 
Getheńczycy są niejako zarazem bardziej „swobodni” w płciowym wymiarze i jednocześnie bardziej w nim „uwięzieni” (swobodni, skoro dysponują dodatkowym względem czlowieka stopniem swobody, mogąc zmieniać płeć; uwięzieni, skoro tak zachodzące metamorfozy są im narzucane przez konkretyzujący się a nieobliczalny kaprys dala). Owa gra stwarza fascynującą zwłaszcza pod względem psychicznym dialektykę; dość wyobrazić sobie walkę, jaką musiałby toczyć każdy getheński twórca — filozof, artysta, myśliciel — o integrację życiowego dzielą, nieustannie podminowywanego seksualną oscylacją. Rola seksu w systemach metafizycznych i ich dogmatyce musiałaby także inaczej się kształtować niż w naszej historii; jednym słowem los Getheńczyków wydaje się od ludzkiego trudniejszy i właśnie przez to stanowi potężne wyzwanie dla normatywno—interpretacyjnych robót kulturowych. Niepewność przyszłego losu powiększa się o plciową jakość, a tym samym łatwiej podlega ambiwalentnemu wykładaniu’, taki typ seksu musiałby obrosnąć opozycyjnymi tłumaczeniami w porządku uwznioślenia (jest to wszak inkarnacja mitu Proteuszowego!) oraz w porządku poniżenia (zmienność roli płciowej jako swoista „kara”, jako forma „upadku”, itp., skąd wniosek, że mity nawet kosmogoniczne Gethenu wyglądałyby inaczej niż nasze). Niestety, w ten wymiar powieść w ogóle nie wkracza, zadowalając się eksploatacją hipotezy czysto antropologiczną z prawie zupełnym odcięciem od dalszych konsekwencji. Powieść Urszuli LeGuin jest tedy zapowiedzią możliwości nie spełnionych, ale niezwykle instruktywną: ukazuje szansę stworzenia uniwersum kultury „paraludzkiej”, które byłoby jednocześnie miarą i przyrównaniem naszej kondycji. Dowodzi ona tym konkretnym przykładem istnienia w SF złoży dotąd nie wykorzystanej heurezy poznawczej oraz intelektualno—konstruktywistycznej, objawia, jak zmiana cielesności pozornie czysto lokalna może stanowić przesłankę odmiennej jakości całego losu’, jest pokazem (chociaż nie dokończonym) budowania struktury znaczeń, demonstrującej somatyczne korzenie duchowego świata ludzkiego; jednocześnie jest literaturą, czyli czynnością przypisaną problematyce czlowieka, ponieważ poprzez egzotykę Gethenu powracamy do Homo Sapiens, wzbogaceni wiedzą o niejedyności i nie—konieczności własnej naszej konstytucji cielesnej — a także naszej mentalności i kultury. Fluktuacyjny charakter „samczości” Getheńczyków sprawił, podług powieści, nieobecność pierwiastka agresywnego, a przez to — i wojen na tej planecie; zyskując atoli jedno, stracili Getheńczycy drugie w stosunku do czlowieka. Właśnie takimi modelami, które są nam bliskie per genus proximum (Getheńczycy są dostatecznie podobni do nas, abyśmy mogli się wczuwać w ich położenie życiowe i przeżywać je rozumiejąca), a zarazem odległe per differentiam specificam (o pełnej identyfikacji z nimi nie może być wszak dla nas mowy!), ujawnia Science Fiction swoją silę jako kreacyjną moc nie znaną realistycznej literaturze. Zestawienie fikcyjnego Getheńczyka z realnym Ziemianinem jest nie tylko lekcją kosmicznej zmienności i relatywizacji somatycznej losu, ale wkładem w empiryczną filozofię człowieka rozpoznającego siebie w innym biologicznym i duchowym wcieleniu."
Queerbot
Użytkownik
#29 - Wysłana: 19 Mar 2014 15:12:01
Odpowiedz 
Q__:
Uczestnictwo Gethenu we Wspólnocie jest, zapewne, zwycięstwem koncepcji pokojowego współistnienia i harmonijnej współpracy nad ideą izolacjonizmu, ale to pozytywne rozwiązanie dylematu stanowi rzecz wprawdzie moralnie zacną, lecz poznawczo banalną. Daleko ciekawsze byłoby prześledzenie wszystkich konsekwencji natury psychologicznej, obyczajowo–kulturowej, socjalnej i wreszcie metafizycznej, wywalanych odmienną niż ludzka plciowością; lecz to zadanie spełnia powieść niedostatecznie.

Zgadzam się z tym, co pisze Lem. LeGuin skupiła się na tej warstwie politycznej, która jest w gruncie rzeczy nieistotna (chociażby ze względu na odległość Gethen) i znacznie ciekawsze byłoby pogłębienie płciowych konsekwencji tej kultury. Podróż bohaterów przez lodowiec, jakkolwiek będąca dokładnie podróżą Gilgamesza i Enkidu (ma nawet te same konsekwencje), trochę mnie przytłaczała. Z jednej strony to ciekawy zabieg, bo lód i chłód przytłaczają, ale można było tę książkę przegadać w innych aspektach, np getheńskiej kultury. Szkoda, że nie dowiedzieliśmy się też nic o innych państwach na Gethen, były jedynie wzmiankowane.

Q__:
Może to jednak przewaga świata realnego - nawet gdy ufantastycznionego - nad światem fikcyjnym?

Myślę, że ma to też jakiś związek z tym, że Strugaccy są Słowianami
Q__
Moderator
#30 - Wysłana: 19 Mar 2014 15:23:16
Odpowiedz 
Queerbot

Queerbot:
LeGuin skupiła się na tej warstwie politycznej, która jest w gruncie rzeczy nieistotna (chociażby ze względu na odległość Gethen)

Takie zderzenie Trekowości z kosmiczną realnością wyszło, można rzec.

Queerbot:
ale można było tę książkę przegadać w innych aspektach, np getheńskiej kultury

Widać chłopakom/dziewczynom/obojnakom za zimno było by dali/dały radę ciągle językami obracać.

Ale serio: też się zgadzam z tym co cytowałem. Swoją drogą: Lem próbował przeskoczyć koleżankę po fachu w - skądinąd też znakomitej - "Wizji lokalnej" i w sumie podobnie poległ pokazując nie tyle Obcość ile możliwą ziemską przyszłość i sparodiowaną ziemską teraźniejszość...

Queerbot:
Myślę, że ma to też jakiś związek z tym, że Strugaccy są Słowianami

Kulturowo. Etnicznie to Jewrieje byli.
 Strona:  1  2  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Ursula LeGuin i jej "uspołeczniona" fantastyka ;-)

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!