USS Phoenix
Logo
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Obcy powróci!
 Strona:  ««  1  2  3  ...  24  25  26  27  28  29  30  »» 
Autor Wiadomość
MarcinK
Użytkownik
#841 - Wysłana: 12 Maj 2017 10:24:43
Odpowiedz 
Obcy Izolacja potwierdza że Xeny potrafią obyć się bez atmosfery (na pewno przez jakiś czas) zachowując chyba pełną sprawność.
mozg_kl2
Użytkownik
#842 - Wysłana: 12 Maj 2017 11:15:00
Odpowiedz 
https://naekranie.pl/recenzje/obcy-przymierze-rece nzja-filmu

MarcinK:
Obcy Izolacja

Z okazji premiery przymierza izolacja jest na promocji na steam
Q__
Moderator
#843 - Wysłana: 12 Maj 2017 13:22:41 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
obcy-przymierze-rece nzja-filmu

Recenzent pisze m.in:

na siłę stara się wytłumaczyć, skąd wzięła się rasa Obcych. Jaka jest geneza ich powstania. Co skutecznie odbiera widzom frajdę z tajemniczości poprzednich części.

Widać, że ekipa od scenografii miała wizję i konsekwentnie ją realizowała. Szkoda, że autorzy scenariusza nie spisali się z równą finezją.

mówimy tu o kultowym Alienie. Ja naprawdę nie czułem potrzeby poznania historii tego, skąd się wziął. A teraz, gdy wiem, najchętniej bym o tym zapomniał.

Jakież to piękne eufemizmy i tak, bo - swoim zwyczajem - przeczytałem streszczenie i, mówiąc prawdę, od strony scenariuszowej straszne (wybaczcie dosadność) pierdoły to są, ten nowy "Obcy..." (MEGASPOILER!):
http://en.wikipedia.org/wiki/Alien:_Covenant#Plot

mozg_kl2:
Z okazji premiery przymierza izolacja jest na promocji na steam

A to - dla odmiany - dobra wiadomość (i pożytek z w/w premiery) .
Korrd
Użytkownik
#844 - Wysłana: 12 Maj 2017 15:23:40
Odpowiedz 
Q__:
Wiem, że istnieje grupa widowni, która przedkłada "A3" nad "Aliens", ale ponieważ sam jestem odmiennego zdania, chętnie się dowiem co Ty w tym filmie widzisz/co Wy w tym filmie widzicie?

Och, wielu ludzi zbłądziło i nie doceniło tego filmu Można pisać jak bardzo jest dobry albo jak dużo lepszy (chociaż trzeba tu również zastrzec, że zupełnie inny) od drugiej części.
Dużo będzie jednak zależało od tego, jaki naszym zdaniem powinien być „Obcy”, dlatego – mimo swoistego wydźwięku – opinia ta będzie niezwykle subiektywna.
Największą zaletą trzeciej części jest powrót (albo raczej zbliżenie się) do klimatu z części pierwszej. Obcy znowu poluje na bezbronnych ludzi, a nie uzbrojeni po zęby ludzie strzelają do roju obcych, aż im zabraknie amunicji lub dadzą się w tym całym zamieszaniu zaskoczyć stworowi wyłażącemu ze ściany czy podłogi. Obcy jest naprawdę przerażającą istotą, bestia znowu jest straszna dzięki morderczym cechom swojego gatunku, na które tak zwracano uwagę w jedynce, a nie ze względu na liczebność.



Drugą zaletą są postaci. Wreszcie czuć jakąś głębię, że ci ludzie mają w sobie coś więcej, jakieś tło, jakąś przeszłość, nie ograniczają się do etykietek typu "twardziel", "jajcarz", "żółtodziób", "idealny facet dla głównej bohaterki" albo gość, który po prostu jest "sierżantem", nie są też tak mało wyraziści jak większość załogi "Nostromo", tylko wreszcie czuć, że są to ludzie (jasne że zbiry - to również czuć) z krwi i kości. Ale to nie tylko nowi (anty)bohaterowie, są jeszcze starzy.
Postać Ripley pod wypływem doświadczeń nabiera nowych barw i jest to bardzo przekonujące. Straciła pracę i rodzinę, potem miała nadzieję na odzyskanie tego, ale znowu obcy jej wszystko odebrał. Wbrew pozorom śmierć Newt nie jest wrednym policzkiem w twarz fanom dwójki, ma ogromne znaczenie dla budowania jej postaci. Ripley walczy z absolutnym złem, wie, że przyjdzie jej za to zapłacić najwyższą cenę, ale jest niezwykle zdeterminowana i ma ku temu mocne powody.



Jest też Bishop i to w dwóch odsłonach. Pierwsza to ta sama postać, co była w drugiej części (zresztą najlepsza moim zdaniem postać z „Aliens”). Powiedziałbym, że to raczej taki chwilowy powrót, żebyśmy mogli pożegnać naszego ulubionego androida. W tych kilku kwestiach pokazuje, że to nadal ten sam, dobry Bishop, przy okazji podsuwa fajne zagadnienie – android doprowadzony do stanu samobójczego, w którym de facto prosi o eutanazję. Perełką jednak jest drugi Bishop, to istny diabeł, który kusi Ripley, żeby zeszła z obranej, słusznej, ścieżki. I jak kusi. Nie tak prymitywnie jak Burke. Bishop II zdaje sobie sprawę z tego, co jest dla niej ważne. On uosabia firmę, która doskonale wie, jak trafić do klienta, wie jak manipulować ludźmi. Mówi o uznaniu, na które zasłużyła, o rodzinie, którą może mieć, o świecie, w którym obcego już nie będzie, a na koniec, już trochę rozpaczliwie, próbuje ją przekonać potencjalnym postępem naukowym (co swoją drogą jest niezłym argumentem), nie ma mowy o super broniach czy o wielkich pieniądzach. Ripley chce żyć, trzeba tylko przedstawić jej to życie w możliwie atrakcyjny dla niej sposób, ustami znajomej i przyjaznej twarzy. Żeby tego było mało do końca nie wiemy kim/czym on naprawdę jest. Człowiekiem czy maszyną ? (wersja kinowa celowo zostawiła to nierozstrzygnięte, w rozszerzonej niestety poszli w kierunku jednej odpowiedzi). To tak naprawdę nieważne, w tym filmie chodzi o symbolizm. Fiorina 161 i obcy to czyściec, Bishop II i Firma są diabłem, Ripley gra mesjasza, który jako jedyny może zbawić ludzkość, jednak tylko kosztem własnego życia.



O nowych postaciach też mógłbym pisać, ale teks robi się długi, a trzeba iść dalej :/
Trzy - osamotnienie. Jest to stan, który w tej serii ma (albo powinien mieć) szczególny wydźwięk. Zwróćcie uwagę, że już w części pierwszej Ripley jest w konflikcie z większością załogi (Ash, Lambert, Parker i Brett, na końcu wchodzi w spór z Dallasem). W trzeciej części to osamotnienie czuć jeszcze bardziej. Ripley jest w obcym środowisku (ona i skazańcy), jedynie Clemens – do czasu – oferuje jej jakieś wsparcie, ale jego możliwości są mocno ograniczone, głównie za sprawą zestresowanego naczelnika. Potem, gdy już zaczyna z nimi współpracować, okazuje się, że jest „zainfekowana” obcym, co stawia ją w zupełnie innej sytuacji niż resztę (jest to szczególnie wyraźne na linii Ripley-85).
Kolejną zaletą jest zrównoważona akcja. Film nie jest tak dynamiczny jak dwójka, nie jest też tak powolny jak jedynka, na swoje własne (optymalne moim zdaniem) tempo.

Co dalej ? Wydaje mi się, że nie ma w tej części takich głupot jak w finale dwójki, czyli Ripley z dwoma sklejonymi karabinami nie schodzi do gniazda najgroźniejszych we wszechświecie bestii, żeby odebrać im dziewczynkę i bezkarnie (oraz niepotrzebnie) zrobić tam rozróbę, po czym bezkarnie uciec. To nie znaczy, ze trójka nie ma swoich błędów, ale o tym później. Poza tym widzownie dali sobie wmówić Cameronowi, że „Obcego" można wbić w konwencję widowiskowego kina akcji, głównie poprzez zastąpienie nastroju grozy dynamiczną akcją oraz dorzucenie kilku szpanerskich tekstów i zbudowanie charakterów przy pomocy etykietek, a wszystko zakończyć happy endem. Happy end, który pasuje do "Obcego" jak pięść do nosa (jest to poważna niedoskonałość dwójki, pomijając głupawą akcję na końcu filmu, to mimo że w dwójce mamy zdecydowanie najwięcej ofiar, to finał ma taki nastrój, jakby wszystko dobrze się skończyło... WTF ?). Obcy to prawdziwy terror, nie można go zakończyć nuklearnym wybuchem, epicką walką i radosnym uściskiem, pokonanie go musi być czymś okupione (nie zawsze to musi być śmierć, to może być również skazanie na samotną tułaczkę w kosmosie bez gwarancji dolecenia gdziekolwiek, jak to było w jedynce). Scena poświęcenia Ripley jest dużo bardziej przejmująca, ma w sobie więcej treści i emocji niż nawalanie w królową obcych mechanicznym ramieniem kroczącego dźwigu.



Podoba mi się, że ten film jest odważany. Druga część wbiła „Obcego” w standardy sztampowego kina akcji, bardzo widowiskowego i w ogóle znakomicie zrealizowanego, ale też bardzo popcornowego. Tam jest wszystko, co masowa widownia tamtych czasów powinna dostać, żeby była zadowolona, sam film jest stosunkowo grzeczny, trzyma się reguł dogadzania widzowi i mocno się pilnuje, żeby go nie obciążać złymi emocjami i nie kazać mu za dużo myśleć. Trójka pokazuje, że obcy ma to gdzieś i właśnie dlatego jest przerażający. Nie ma problemu z tym, żeby zabić dwójkę (nie wiedzieć czemu) ukochanych bohaterów w pierwszych minutach filmu. Dlaczego zabójcza, dążąca do swojego przetrwania kosztem wszystkich innych istota ma się przejmować tym, że widownia liczyła na to, że Hicks, Ripley i Newt stworzą szczęśliwą rodzinę z wujkiem Bishopem u boku ? Już pierwsza scena pokazuje nam, że niczego nie możemy być pewni, ten film nie baczy na sentymenty, jest taki sam jak obcy, o którym mówi.



Muzyka to kolejny atut, na który warto zwrócić uwagę. Już od przejścia z fanfary Foxa do muzyki filmowej czuć, że dzieje się coś złego. Ripley, Hiks, Newt i Boshop są w niebezpieczeństwie i nie mogą liczyć na cud, ten utwór jest jak z koszmaru („Agnus Dei” na soundtracku). A ile emocji jest w utworze, który gra podczas pogrzebu Hiksa i Newt. Jak agresywny jest utwór, który gra przy próbie gwałtu na Ripley. Muzyka z tego filmu zapadła mi w pamięć najbardziej z całej serii (chociaż poprzednie też miały świetny soundtrack, zwłaszcza jedynka).
Ostatnim, ósmym chyba, atutem jest David Fincher. Cóż, to jeden z moich ulubionych reżyserów, gość nie ma na swoim koncie ani jednego kiepskiego filmu. Ten człowiek samą pracą kamery potrafi uchwycić relacje między stojącymi przed nią postaciami. Jeżeli dołożymy bardzo dobrą grę aktorską i znakomite dialogi, to reszta po prostu nie ma szans (mimo że od strony czysto wizualnej Scott jest moim zdaniem lepszy).
Korrd
Użytkownik
#845 - Wysłana: 12 Maj 2017 15:31:51
Odpowiedz 
Ok, chwaliłem i chwaliłem „Obcego 3” (i nawet nie powiedziałem jeszcze wszystkiego), to co mi w nim nie odpowiada ?
Po pierwsze obcy zrobiony w technologii CGI – niestety nie przetrwało to próby czasu i w wielu scenach xenomorph wygląda po prostu śmiesznie. Czasem trzeba dużo dobrej woli, żeby zdzierżyć widok obcego w niektórych scenach.
Po drugie pewne zaniedbania wynikające z chaosu przy produkcji. Np. nakręcono dużo bardziej rozbudowaną scenę ewakuacji z Sulaco, dzięki czemu wiemy, dlaczego EEV, którym podróżowali bohaterowie poprzedniego filmu został uszkodzony i rozbił się na Fiorinie 161, zamiast bezpiecznie na niej wylądować, ale ten materiał nie trafił do żadnej wersji filmu (na szczęście jest to dość szczegółowo opisane w książce). Innym przykładem jest lądowanie chłopaków z Weyland-Yutani na planecie. Ja rozumiem, że dropship był z wyglądu zbyt militarystyczny i Fincherowi mógł nie pasować do estetyki filmu, ale naprawdę komu przyszło do głowy, żeby lądować tak wielkim statkiem jak „Patna” ? Powinni byli wysłać jakiś prom (też dobra okazja, żeby pokazać coś nowego i zrobić krok więcej w kierunku technologii).



Q__:
I co gorsza nie ma elementów SF (czyli poniekąd jest to początek trendu zmniejszania stężenia naukowości i realizmu w marce).

Również jest mi szkoda tego, że widzimy mniej technologii i w ogole s.f. w tym filmie, ale myślę, że wobec jego zalet to trochę trywialny zarzut ;)
Co do odejścia od realizmu, to tego bym o trzeciej części nie mówił (nie wydaje mi się, żeby była mniej realistyczna niż jedynka, a zwłaszcza dwójka).
MarcinK
Użytkownik
#846 - Wysłana: 12 Maj 2017 15:58:09
Odpowiedz 
Korrd:
Największą zaletą trzeciej części jest powrót (albo raczej zbliżenie się) do klimatu z części pierwszej

Szczególnie pokazywanie całego obcego ile się da

Korrd:
Obcy jest naprawdę przerażającą istotą, bestia znowu jest straszna dzięki morderczym cechom swojego gatunku, na które tak zwracano uwagę w jedynce, a nie ze względu na liczebność.

W Aliens to samo. Do walki z nim tak naprawdę nadaje się tylko amunicja wybuchająca (czy jak to się nazywało), co prawda była chyba scena w której udało się jednego uszkodzić przy pomocy shotguna ale trzeba było przyłożyć lufę do łba kreatury.
Korrd:
Trójka pokazuje, że obcy ma to gdzieś i właśnie dlatego jest przerażający. Nie ma problemu z tym, żeby zabić dwójkę (nie wiedzieć czemu) ukochanych bohaterów w pierwszych minutach filmu. Dlaczego zabójcza, dążąca do swojego przetrwania kosztem wszystkich innych istota ma się przejmować tym, że widownia liczyła na to, że Hicks, Ripley i Newt stworzą szczęśliwą rodzinę z wujkiem Bishopem u boku ? Już pierwsza scena pokazuje nam, że niczego nie możemy być pewni, ten film nie baczy na sentymenty, jest taki sam jak obcy, o którym mówi.

I ma gdzieś logikę. Skąd Jajo przy hibernatorach? Przecież nawet jeśli przyjąć że Królowa mogła znieść jajo bez odwłoka to przecież nie opuściła ładowni. WTF?
Korrd
Użytkownik
#847 - Wysłana: 12 Maj 2017 16:10:22
Odpowiedz 
MarcinK:
Szczególnie pokazywanie całego obcego ile się da

Od pokazywania obcego fragmentami odeszła już dwójka, więc powrót do techniki z części pierwszej nie miałby sensu. Natomiast to JAK go pokazali, to niestety w większości scen wyszło fatalnie - właśnie za sprawą tandetnego CGI (o czym pisałem).

MarcinK:
W Aliens to samo. Do walki z nim tak naprawdę nadaje się tylko amunicja wybuchająca (czy jak to się nazywało)

Co za różnica ? Walili do nich jak do kaczek, kogo obchodzi tłumaczenie, że to była jakaś super amunicja, skoro na ekranie była traktowana jak zwyczajna

MarcinK:
Skąd Jajo przy hibernatorach? Przecież nawet jeśli przyjąć że Królowa mogła znieść jajo bez odwłoka to przecież nie opuściła ładowni. WTF?

Moim zdaniem zostawiła je na dropshipie.
MarcinK
Użytkownik
#848 - Wysłana: 12 Maj 2017 16:15:29 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Korrd:
Od pokazywania obcego fragmentami odeszła już dwójka

Bo w zasadzie drony były już znane więc po co? Ale królowa była pokazywana stopniowo, w cieniu, dopiero podczas finalnego starcia oglądaliśmy ją w całym majestacie. W A3 mamy nową formę Obcego którą od samego początku oglądamy w całości.

Korrd:
Co za różnica ? Walili do nich jak do kaczek, kogo obchodzi tłumaczenie, że to była jakaś super amunicja, skoro na ekranie była traktowana jak zwyczajna

Akcja dzieje się w przyszłości a nie były to już czasy SF w których bohaterowie zachwycali się różnymi gadżetami które dla nich powinny być codziennością.
Korrd
Użytkownik
#849 - Wysłana: 12 Maj 2017 16:42:34 - Edytowany przez: Korrd
Odpowiedz 
MarcinK:
Bo w zasadzie drony były już znane więc po co? Ale królowa była pokazywana stopniowo, w cieniu, dopiero podczas finalnego starcia oglądaliśmy ją w całym majestacie. W A3 mamy nową formę Obcego którą od samego początku oglądamy w całości.

Mnie się wydawało, że nie musieliśmy długo czekać, żeby zobaczyć całą królową, ale to akurat dobrze - powtórzenie zabiegu z jedynki, na podobnym w gruncie rzeczy potworze byłoby zbędne. Natomiast specyfiką obcego z trójki było to jak się poruszał, dlatego tak chętnie pokazywali go w całości i byłoby to dobre, gdyby nie marne CGI.

MarcinK:
Akcja dzieje się w przyszłości a nie były to już czasy SF w których bohaterowie zachwycali się różnymi gadżetami które dla nich powinny być codziennością.

Wszystko tu jest umowne, nie trzeba wymyślać amunicji, która dziurawi obcego jak ser szwajcarski, a jak już się ją wymyśli, nie trzeba dawać bohaterom aż tylu magazynków pełnych tej amunicji. Stoi to też w pewnej sprzeczności z częścią pierwszą, tam obcy wpadł do wylotu silnika promu, którym Ripley uciekła z "Nostromo". Po tym jak odpaliła ten silnik, obcy z niego wyleciał w jednym kawałku (co uważam to za lekkie przegięcie). Skoro siła silnika statku kosmicznego go nie rozwaliła, to jakie są szanse, że mogłyby to zrobić paromilimetrowe pociski ?
Ale nie w tym rzecz, nie jest takie ważne, czy można jakoś uzasadnić taką siłę pocisku i taką jego dostępność - wymyślić można wszystko. Błędem moim zdaniem było pójście w tym kierunku, tworząc sytuację, w której marinsi wystrzeliwali obcych jednego po drugim. Cameron jak dla mnie zrujnował w ten sposób klimat. Mniej istotne jest, czy można to jakoś sensownie wytłumaczyć, czy nie.
MarcinK
Użytkownik
#850 - Wysłana: 12 Maj 2017 17:42:01 - Edytowany przez: MarcinK
Odpowiedz 
Korrd:
gdyby nie marne CGI.

To chyba nie CGI lecz marny bluescreen. Poruszaną drutami kukłę nakręcili na zielonym ekranie i wkleili na ściany wiezienia. Podobnie w Emmerichowej Godzilli, młode potwora były naprawdę porządnymi kostiumami jednak w niektórych scenach postanowiono je cyfrowo pomnożyć co nie wyszło zbyt dobrze.


Korrd:
Stoi to też w pewnej sprzeczności z częścią pierwszą, tam obcy wpadł do wylotu silnika promu, którym Ripley uciekła z "Nostromo". Po tym jak odpaliła ten silnik, obcy z niego wyleciał w jednym kawałku (co uważam to za lekkie przegięcie). Skoro siła silnika statku kosmicznego go nie rozwaliła, to jakie są szanse, że mogłyby to zrobić paromilimetrowe pociski ?

Nic nie wiemy o tych silnikach. Może to nie ogień wylotowy tylko zjonizowany gaz
Q__
Moderator
#851 - Wysłana: 13 Maj 2017 02:49:44 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
dlatego – mimo swoistego wydźwięku – opinia ta będzie niezwykle subiektywna.

Dziękuję Ci za nią. Przeczytałem z przyjemnością i nie będę polemizował, ponieważ podejmując tę polemikę poczułbym się jak ktoś, kto próbuje Ci narzucać co masz cenić, a co nie, a nie mam ochoty takim kimś się czuć.

Ponadto jestem Ci autentycznie wdzięczny za podzielenie się tymi refleksjami i emocjami. Pokrywają się z moimi, czy nie pokrywają, możliwość wczucia się w nie i zrozumienia ich czyni mnie jakoś tam bogatszym. Poznałem nowy, ciekawy, punkt widzenia.

Dlatego odniosę się wyłącznie do drobiazgów...

Korrd:
Happy end, który pasuje do "Obcego" jak pięść do nosa (jest to poważna niedoskonałość dwójki, pomijając głupawą akcję na końcu filmu, to mimo że w dwójce mamy zdecydowanie najwięcej ofiar, to finał ma taki nastrój, jakby wszystko dobrze się skończyło... WTF ?). Obcy to prawdziwy terror, nie można go zakończyć nuklearnym wybuchem, epicką walką i radosnym uściskiem, pokonanie go musi być czymś okupione (nie zawsze to musi być śmierć, to może być również skazanie na samotną tułaczkę w kosmosie bez gwarancji dolecenia gdziekolwiek, jak to było w jedynce).

Tu jestem skłonny w dwójnasób bronić Camerona. Po pierwsze, bowiem, zanim trzecia część powstała można było sądzić, że to jest faktycznie happy end, definitywny koniec xenomorphów (a związana z tym radość/ulga mogła w bohaterach - których zapewne przy tym wciąż trochę "znieczulała" adrenalina - przeważyć nad świadomością tego, co spotkało ich towarzyszy). I abstrahując od tego, czy taki wybór artystyczny (może trochę za duże słowo) J.C. uznamy za słuszny, czy nie, mieściło się to w wewnętrznej logice tej fabuły.

Ponadto: Ty zdajesz się patrzeć na xeny zgodnie z logiką horroru (gdzie już jeden Jason potrafi być gniotsa-nie-łamiotsa i nawet z Piekła wrócić), Cameron wybrał drugą połówkę nazwy tego gatunku (horror SF, jak wiemy) - science fiction*. A w świetle naukowego realizmu trudno jest wyobrazić sobie bestie, których - jakkolwiek potężne by nie były - nie dałaby rady wybić latająca między gwiazdami zaawansowana cywilizacja techniczna**, choćby przyszło potraktować atomicami wszystkie zainfekowane planety. Tak naprawdę - biorąc na logikę - na dłuższą metę nie mają szans w tym starciu xenomorphy, nie - ludzie.

* Jasne do niedawna można było uznać to za zerwanie z oryginalną wizją Scotta, poświęcenie gotyku na rzecz nawalanki, ale po tym co kręci teraz sam Scott trudno się czepiać któregokolwiek z jego następców, i twierdzić serio, że ma jakąkolwiek wizję. (Dobra, pozostaje opcja mówienia o oryginalnej wizji O’Bannona i Shusetta, ale... i im krwawa rozwałka nie była wstrętna - dowodem "Total Recall", "Screamers" i... zwłaszcza "AvP").

** No, chyba, że - jak u Van Vogta - będą to stwory wielkie jak galaktyka...

Korrd:
Również jest mi szkoda tego, że widzimy mniej technologii i w ogole s.f. w tym filmie, ale myślę, że wobec jego zalet to trochę trywialny zarzut ;)

Ja wiem czy taki trywialny? Przecież te pirxowate klimaty jedynki, futurystyczne technologie dwójki i otwierające obie te części - wyglądające jak z "Niezwyciężonego" Lema wzięte - sceny budzenia się z hibernacji odpowiadały za sukces tych filmów w oczach wielu widzów. Jasne, byli i tacy których przyciągnął klimatyczny horror czy heroiczna rozwałka (a nawet jedno i drugie, po kolei, bo wszak się to nie wyklucza), ale znam i innych, którzy właśnie te stricte SF-owe elementy chłonęli, tamte, poniekąd, zamiatając pod dywan (w sumie sam się do nich liczę).

A powiem Ci przy tym, że gdyby Fincher dodał właśnie trochę więcej solidnej SF, to zapewne cieszyłbym się wszystkimi tymi zaletami trójki, które wymieniliście z mozgiem_kl2. Jej brak "trochę" mi je przesłania*.

* Choć przyznam uczciwie, że samo zakończenie filmu, który omawiamy, jest b. mocne, na miarę antycznej tragedii, chce się rzec, i zawsze robiło na mnie b. pozytywne wrażenie**.

** Przyp. do przyp.: przy czym czwórka popsuła tę tragedię bodaj bardziej niż trójka popsuła (patrząc z pro-cameronowskiego stanowiska) wspominany szczęśliwy finał dwójki (w którym znów mi echa "Niezwyciężonego" grały, jako hymn na cześć ludzkiej determinacji***).

*** Acz - przyp. do przyp. do przyp. - przyznać trzeba, że czy tryumfująca w jedynce i dwójce, czy godząca się na (zauważmy nawiasem, że od Camerona pożyczone, drugi Arnie-Terminator też tak ginął) samobójcze męczeństwo w trójce, Ripley jest przez wszystkie te części b. konsekwentnie poprowadzoną heroiczną postacią. I jakkolwiek chaotycznie nie pisaliby jej losów zmieniający się scenarzyści wszyscy pozwolili jej być sobą.
Korrd
Użytkownik
#852 - Wysłana: 13 Maj 2017 13:59:31
Odpowiedz 
Q__:
Poznałem nowy, ciekawy, punkt widzenia.

Wspaniale! Uważam, że głównie temu powinny służyć dyskusje na takich forach

Q__:
związana z tym radość/ulga mogła w bohaterach - których zapewne przy tym wciąż trochę "znieczulała" adrenalina - przeważyć nad świadomością tego, co spotkało ich towarzyszy

Ok, ich zachowanie powiedzmy, że kupuję, ale brakuje mi jakiejś refleksji nad tym wszystkim, czegoś takiego jak wpis Ripley do dziennika pod koniec pierwszej części albo pokazania pustki po więźniach na "Fury 161" pod koniec części trzeciej. Mam wrażenie, że Cameron chciał, żebyśmy zapomnieli nie tylko o śmierci całego oddziału, ale i wszystkich kolonistów. Tym samym nie mają oni w tym filmie większego znaczenia, są tylko po to, żeby Ziemia straciła z nimi kontakt i przysłała marinsów na imprezę. Szkoda, bo Korporacja dokonała de facto ludobójstwa na LV 426, a wszystko sprowadziło się do opieprzenia Burke'a.

Q__:
A w świetle naukowego realizmu trudno jest wyobrazić sobie bestie, których - jakkolwiek potężne by nie były - nie dałaby rady wybić latająca między gwiazdami zaawansowana cywilizacja techniczna**, choćby przyszło potraktować atomicami wszystkie zainfekowane planety. Tak naprawdę - biorąc na logikę - na dłuższą metę nie mają szans w tym starciu xenomorphy, nie - ludzie.

Pełna zgoda, ja również cenię sobie realizm i nie pasuje mi koncepcja, w której xenoporph jest praktycznie niezniszczalny. Mnie chodzi o to, aby nie doprowadzać do sytuacji, w której mamy bestię kontra karabiny, a zwłaszcza rój bestii kontra oddział żołnierzy. Nie mówię, że to nie ma sensu, po prostu moim zdaniem to nie jest fajne.

Q__:
Ja wiem czy taki trywialny?

To była prowokacja z mojej strony ;)

Q__:
ale znam i innych, którzy właśnie te stricte SF-owe elementy chłonęli

Och, ja również się do nich zaliczam. Nostromo mogę oglądać z zewnątrz i od środka w nieskończoność. W drugiej części technologia i futuryzm to według mnie najmocniejsze strony filmu. Można powiedzieć, że o ile obcy mi się tam nie podobają, tak resztę uwielbiam (ach, nie akceptuję również tego, że z Weyland-Yutani zrobili bandę nieświadomych niczego głupków, na szczęście w trójce przywrócili ich demoniczne oblicze).

Q__:
przy czym czwórka popsuła tę tragedię bodaj bardziej niż trójka popsuła (patrząc z pro-cameronowskiego stanowiska) wspominany szczęśliwy finał dwójki

Nie podoba mi się ten pomysł z czwórki, ale chyba nie odbieram tego w ten sposób. Sklonowanie to nie wskrzeszenie. Ripley zginęła ze wszystkimi tego (dla siebie) konsekwencjami. Ripley-8 to inny byt, bardziej przywrócenie postaci dla widzowi, ponieważ oryginał tak czy inaczej nie żyje.

Q__:
zauważmy nawiasem, że od Camerona pożyczone, drugi Arnie-Terminator też tak ginął)

Te filmy powstawały równolegle, ale "Terminator II" miał premierę kilka miesięcy wcześniej, wobec czego producenci "Obcego 3" poczuli potrzebę zmiany sceny śmierci Ripley, bo zbyt przypominała scenę "śmierci" terminatora. W pierwotnym zamyśle Ripley, tak jak Arnie, skacze do "ognia" czysto prewencyjnie (ta scena została przywrócona w Assembly Cut), natomiast wersja finalna próbuje uwagę widza od tego odwrócić, ukazując powracające zagrożenie - narodziny królowej. Tym samym trochę udaje ona scenę ostatecznej walki. Celu za bardzo nie osiągnęli, to nadal się kojarzy z "Terminatorem II", ale myślę, że wyszło to filmowi na dobre. W Assembly Cut śmierć Ripley jest jakaś taka nudna, z kolei w wersji kinowej do ostatniej sekundy podnosi emocje
mozg_kl2
Użytkownik
#853 - Wysłana: 13 Maj 2017 16:01:23
Odpowiedz 
http://www.kawerna.pl/aktualnosci/filmy/item/16496 -ridley-scott-przeprasza-za-prometeusza-i-mowi-o-i nnych-sequelach-obcego.html

Scott planuje już następny film pt. „Alien: Awakening”, który ma ukazać się nie wcześniej niż za 14 miesięcy, ale jak na razie nie ma żadnych szczegółów dotyczących produkcji. Reżyser wspomniał także, że nie wie, jaka będzie końcowa liczba wszystkich sequeli.

http://www.cultreviews.com/wp-content/uploads/2008/12/are-you-scared-title.jpg
MarcinK
Użytkownik
#854 - Wysłana: 13 Maj 2017 16:04:04
Odpowiedz 
Zastanawia mnie na jakiej zasadzie reaguje jajo i twarzołap.
W jedynce na dotyk, można to wyjaśnić dłuższym czasem hibernacji.
W Aliens jaja zaczynają się otwierać gdy ofiara jest w pobliżu a sam twarzołap musi posiadać jakieś zmysły pozwalające odróżnić żywego człowieka od martwego.
W Trójce dobra jajo mogło się otworzyć wcześniej a twarzołap gdzieś się zawieruszył. Pytanie jak wyczuł ofiarę w hibernatorze gdy była chyba w stanie niemal całkowitego zahamowania procesów życiowych?
Q__
Moderator
#855 - Wysłana: 13 Maj 2017 16:45:26 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Wspaniale! Uważam, że głównie temu powinny służyć dyskusje na takich forach

Ok, to liczę jeszcze na równie owocną dyskusję o VOY. Odkąd wiem, że sami twórcy postrzegali tę serię jako direct continuation of TNG (nawet numerów produkcyjnych ponoć nie zmienili) patrzę na nią łaskawiej i chętnie dam się do niej poprzekonywać. (Nawiasem: zauważyłeś, że pod Twoim wpływem zmieniłem odbiór "Scorpiona"? Teraz liczę go do czołówki odcinków ST. Acz znalazłbym lepsze, także w samym VOY.)

Korrd:
Ok, ich zachowanie powiedzmy, że kupuję, ale brakuje mi jakiejś refleksji nad tym wszystkim, czegoś takiego jak wpis Ripley do dziennika pod koniec pierwszej części albo pokazania pustki po więźniach na "Fury 161" pod koniec części trzeciej.

Rozumiem, w końcu Trekerami jesteśmy i lubimy wygłaszane na końcu morały... Ale może Ripley była po prostu zbyt zmęczona na to w danym momencie? A może tak szybkie położenie się w lodowy sen, to też była forma ucieczki przed tym co ledwo co zaszło?

Korrd:
Pełna zgoda, ja również cenię sobie realizm i nie pasuje mi koncepcja, w której xenoporph jest praktycznie niezniszczalny. Mnie chodzi o to, aby nie doprowadzać do sytuacji, w której mamy bestię kontra karabiny, a zwłaszcza rój bestii kontra oddział żołnierzy. Nie mówię, że to nie ma sensu, po prostu moim zdaniem to nie jest fajne.

Aaa, rozumiem. Chodzi Ci o zachowanie realizmu, ale takie scenariuszowe ustawienie sytuacji, by to, co oczywiste było w danym momencie niedostępne (dajmy na to: trzeba przetrwać do nadejścia odsieczy i to oglądamy, a marines z atomicami zjawią się na końcu... i może jeszcze przez pomyłkę wykończą niedobitka, jak raz było u Romero*). No, tego nie jestem w stanie się czepić...

* Odsiecz równie gorzko pokazana, co w finale trójki...

Korrd:
To była prowokacja z mojej strony ;)



Korrd:
Och, ja również się do nich zaliczam. Nostromo mogę oglądać z zewnątrz i od środka w nieskończoność. W drugiej części technologia i futuryzm to według mnie najmocniejsze strony filmu.

I przyznasz, że trójka jednak trochę grzeszy rezerwując przebłyski tego tylko na finał...

Korrd:
Nie podoba mi się ten pomysł z czwórki, ale chyba nie odbieram tego w ten sposób. Sklonowanie to nie wskrzeszenie. Ripley zginęła ze wszystkimi tego (dla siebie) konsekwencjami. Ripley-8 to inny byt, bardziej przywrócenie postaci dla widzowi, ponieważ oryginał tak czy inaczej nie żyje.

Dobra. Faktem jest, że nowsza Ripley nie jest do końca oryginalną Ripley. I to pozwala na taką interpretację - można uznać losy tamtej za elegancko spuentowane.

Korrd:
Te filmy powstawały równolegle, ale "Terminator II" miał premierę kilka miesięcy wcześniej, wobec czego producenci "Obcego 3" poczuli potrzebę zmiany sceny śmierci Ripley, bo zbyt przypominała scenę "śmierci" terminatora.

Nawiasem: wiesz kto to pierwszy wymyślił? (Inna rzecz, że sposób ostatecznego unicestwienia b. zdroworozsądkowy w sumie.)

Korrd:
natomiast wersja finalna próbuje uwagę widza od tego odwrócić, ukazując powracające zagrożenie - narodziny królowej. Tym samym trochę udaje ona scenę ostatecznej walki.

Prawda. Jest w tym pewien dramatyzm. Jak dla mnie to kanoniczna wersja (o ile uznamy "A3" za kanon).

mozg_kl2

Scared? Nie, bardziej bored.

MarcinK

MarcinK:
W Trójce dobra jajo mogło się otworzyć wcześniej a twarzołap gdzieś się zawieruszył. Pytanie jak wyczuł ofiarę w hibernatorze gdy była chyba w stanie niemal całkowitego zahamowania procesów życiowych?

SPOILER
Trzeba pytać Davida jak dokładnie te xeny zaprojektował...

(Nawiasem: jak o nim mowa - dostajemy w "A:C" również b. oczywistą zrzynkę z NEM. Jedna kicha żywi się drugą.)
MarcinK
Użytkownik
#856 - Wysłana: 13 Maj 2017 16:50:47
Odpowiedz 
mozg_kl2:
Alien: Awakening”,

U nas wyjdzie jako Obcy: Przebudzenie 2
The_D
Użytkownik
#857 - Wysłana: 14 Maj 2017 02:22:31
Odpowiedz 
Korrd:
Mnie chodzi o to, aby nie doprowadzać do sytuacji, w której mamy bestię kontra karabiny, a zwłaszcza rój bestii kontra oddział żołnierzy. Nie mówię, że to nie ma sensu, po prostu moim zdaniem to nie jest fajne.

Co prawda również jestem w gronie osób uważających że trójka jest powszechnie niedoceniana i sporo hejtu na nią jest nieuzasadnionego to jednak muszę stanąć wraz z Q__ w obronie dwójki. Jasne nie ma się co spierać co kto woli, ale zauważ, że nawet taka formula może być poprowadzona ciekawie. Najpierw mamy pewnych siebie kozaków, którzy w niejednej bitwie brali udział. Jednak ich pewność siebie wpędza ich w pułapkę, gdzie przez efekt zaskoczenia wpadają w tarapaty, z których Ripley ledwo udaje się ich wyciągnąć. Potem jednak zwierają szyki,przegrupowują, wykopują biurokratę z łańcucha dowodzenia. Widać, że to jednak profesjonaliści. Pojawia się plan, trudny, ale wykonalny, wszystko wydaje się wychodzić na prostą. I ostatecznie okazuje się, że Xenomorfy to jednak nie jest dobrze zaprojektowane, ale wciąż jednak mięso armatnie, tylko całkiem szczwane skurczybyki i cały plan znowu zaczyna się sypać i znowu Ripley musi ratować świat.
Faktem jest, że tego typu historia w pewnym sensie wymusza dużą liczbę "redshirtów", z których sporej części nie zapamiętamy nawet imion, ale kurcze - wyraziste postacie z krwi i kości miał "Alien: Resurrection" i nie przeszkodziło mu to zostać powszechnie uznanym za najsłabszą (w swoim czasie) część cyklu.
Q__
Moderator
#858 - Wysłana: 14 Maj 2017 07:19:43 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
The_D

The_D:
wyraziste postacie z krwi i kości miał "Alien: Resurrection" i nie przeszkodziło mu to zostać powszechnie uznanym za najsłabszą (w swoim czasie) część cyklu.

Bo nie wystarczy mieć wyraziste postacie, trzeba im jeszcze dać na ekranie jakieś sensowne zajęcie.

A, że do czasu? Cóż, tytułowa seria ma ostatnio takie "szczęście", że co się zdaje, że sięgnęła dna, to zaraz słychać stukanie od spodu. Nie ona jedna - wspominany tu Terminator np. jest na zbliżonym kursie.
Korrd
Użytkownik
#859 - Wysłana: 14 Maj 2017 22:50:57
Odpowiedz 
Q__:
Ok, to liczę jeszcze na równie owocną dyskusję o VOY.

Przecież trwa to od 2006 r. z mniejszymi lub większymi przerwami ;)

Q__:
zauważyłeś, że pod Twoim wpływem zmieniłem odbiór "Scorpiona"? Teraz liczę go do czołówki odcinków ST.

Gdzieś widziałem Twój wpis na ten temat, ale wydawało mi się, że Scorpiona zawsze ceniłeś i że nie musiałem Cię do niego przekonywać.

Q__:
Rozumiem, w końcu Trekerami jesteśmy i lubimy wygłaszane na końcu morały... Ale może Ripley była po prostu zbyt zmęczona na to w danym momencie? A może tak szybkie położenie się w lodowy sen, to też była forma ucieczki przed tym co ledwo co zaszło?

Niekoniecznie chodziło mi o ckliwą mowę, czasem nawet krótkie ujęcie spustoszonej planety może wywołać odpowiedni efekt. Ale też muszę przyznać, że ostatnie sekundy drugiej części wcale nie wyglądają tak optymistycznie. Ostatnia scena ma chłodną kolorystykę, a muzyka przy napisach końcowych jest dość przygnębiająca. Zawsze mam wrażenie, że ta wspaniała przyszłość wcale nie jest taka pewna i koszmar zawsze może powrócić (ale być może dlatego, że wiem co się za chwilę wydarzy, a Cameronowi szło o coś innego).

Q__:
I przyznasz, że trójka jednak trochę grzeszy rezerwując przebłyski tego tylko na finał...

Jest ich trochę więcej (scena początkowa, wszystkie sceny na EEV, Bishop, wielki nadajnik), ale rzeczywiście - mimo wszystko za mało i odbieram to jako pewną wadę filmu (albo raczej brak zalety). Ale z drugiej strony naoglądaliśmy się technologii w pierwszej i drugiej części, więc trójka chyba mogła sobie pozwolić na zmianę klimatu.

Q__:
wiesz kto to pierwszy wymyślił? (Inna rzecz, że sposób ostatecznego unicestwienia b. zdroworozsądkowy w sumie.)

Nie mam pojęcia, ale z tego co wiem idea śmierci Ripley (i jej zaimpregnowania przez obcego) była obecna już w pierwotnym scenariuszu Vincenta Warda.

The_D:
nawet taka formula może być poprowadzona ciekawie. Najpierw mamy pewnych siebie kozaków, którzy w niejednej bitwie brali udział. Jednak ich pewność siebie wpędza ich w pułapkę, gdzie przez efekt zaskoczenia wpadają w tarapaty, z których Ripley ledwo udaje się ich wyciągnąć. Potem jednak zwierają szyki,przegrupowują, wykopują biurokratę z łańcucha dowodzenia. Widać, że to jednak profesjonaliści. Pojawia się plan, trudny, ale wykonalny, wszystko wydaje się wychodzić na prostą. I ostatecznie okazuje się, że Xenomorfy to jednak nie jest dobrze zaprojektowane, ale wciąż jednak mięso armatnie, tylko całkiem szczwane skurczybyki i cały plan znowu zaczyna się sypać i znowu Ripley musi ratować świat.

Bardzo fajnie to przedstawili, zgadzam się. Po prostu to podejście mniej mi odpowiada w porównaniu do tego, co było w częściach 1 i 3. Tak na marginesie ja nie uważam, że dwójka jest zła i że wszystko jest tam nietrafione. Cenię tę serię m.in. za to, że każda część trylogii jest inna i bardzo dużo wnosi, a to, że druga najmniej oddaje to, co lubię w "Obcym" po prostu wywołuje u mnie trochę większy dystans (ale jest źródłem wielu fajnych dyskusji). Zresztą człowiek się zmienia, kiedyś "Aliens" był moją ulubioną częścią.

The_D:
Faktem jest, że tego typu historia w pewnym sensie wymusza dużą liczbę "redshirtów", z których sporej części nie zapamiętamy nawet imion, ale kurcze - wyraziste postacie z krwi i kości miał "Alien: Resurrection" i nie przeszkodziło mu to zostać powszechnie uznanym za najsłabszą (w swoim czasie) część cyklu.

"Redshirci" są i w trójce (chociaż w Assembly Cut każdemu więźniowi poświęcono więcej czasu i w wielu przypadkach zmienili okoliczności ich śmierci), powiedziałbym nawet, że jest ich tam więcej (jeżeli nie liczyć kolonistów z LV 426).
A co do czwórki - zgadzam się, że jest to najsłabsza część sagi (nie wliczam AvP ani Prometeusza), ale ma dużo zalet i postaci są jedną z tych mocniejszych.
Q__
Moderator
#860 - Wysłana: 14 Maj 2017 23:23:49 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Przecież trwa to od 2006 r. z mniejszymi lub większymi przerwami ;)

Widać wciąż mi za mało*.

* Zwł., że teraz będę pewnie łatwiejszym obiektem do przekonywania, bo DSC jakoś mi nie leży (na ile mogę to ocenić bazując na tak skromnej ilości danych), a odczuwam głód klasycznego Treka (ergo: skłonniejszy będę podświadomie przyznać to miano VOY i ENT, niż dotąd)..

Korrd:
Gdzieś widziałem Twój wpis na ten temat, ale wydawało mi się, że Scorpiona zawsze ceniłeś i że nie musiałem Cię do niego przekonywać.

Owszem, ceniłem, ale dzięki Tobie cenię wyżej niż dotąd, bo udowodniłeś mi, że pewne rzeczy, które pamiętałem jako buraki, burakami jednak nie są.

Korrd:
Ale też muszę przyznać, że ostatnie sekundy drugiej części wcale nie wyglądają tak optymistycznie. Ostatnia scena ma chłodną kolorystykę, a muzyka przy napisach końcowych jest dość przygnębiająca. Zawsze mam wrażenie, że ta wspaniała przyszłość wcale nie jest taka pewna i koszmar zawsze może powrócić (ale być może dlatego, że wiem co się za chwilę wydarzy, a Cameronowi szło o coś innego).

Czyli jednak - celowo, czy mimo woli - J.C. dał filmowi zakończenie akceptowalne i dla Ciebie, miłośnika tragedii.

Korrd:
była obecna już w pierwotnym scenariuszu Vincenta Warda.

Nawiasem: przyznaj jednak, że ten pierwotny scenariusz* fatalny był.

* linkowałem info o nim kiedyś:
http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthr ead&forum=5&topic=262&page=4#msg94200
teraz dam aktualniejszy link:
http://film.org.pl/fx/alien3scr.html

Korrd:
A co do czwórki - zgadzam się, że jest to najsłabsza część sagi (nie wliczam AvP ani Prometeusza), ale ma dużo zalet i postaci są jedną z tych mocniejszych.

Nie ma co kryć, że w sumie uważam ją za film b. nędzny, ale dwie zalety wymienię i ja. Pierwsza to styl kostiumów (i nie tylko kostiumów) ocierający się o estetykę francuskiego bande dessinée (zasługa Jeuneta, i jego współpracownika Caro, tu zatrudnionego jako design supervisor). Druga - fakt, że w końcu zobaczyliśmy na ekranie te paskudne eksperymenty, których mogliśmy się tylko domyślać bazując na wzmiankach z poprzednich filmów, a które zobaczyć i w tej formie miał chyba ochotę każdy, kto czytał "Aliens: Labyrinth".

Natomiast największą, chyba, wadą tego filmu - rodzącą wszystkie inne - było to, że należał do wczesnych przedstawicieli tendencji blockbusteryzacyjnej: rzucająca - jak by to ujął Mav - cwaniackimi tekstami i sprawiająca wrażenie b. zadowolonej z siebie Ripley 8 (a przecież życie tego klona było znacznie cięższe, od samego początku, niż biografia - zachowującego się z powagą i skupieniem - oryginału), ewidentna fascynacja twórców efektami specjalnymi (owocująca nawaleniem ich na kupę), obowiązkowo najwyższa stawka (Ziemia!) przy jednoczesnym poprowadzeniu fabuły tak, że ciężaru tej stawki się nie odczuwa. Jednym słowem: stanowił widowisko, którego prawie każda scena krzyczy "nie jestem serio!" (co stanowiło niechlubne novum w całym cyklu.

Z kolei gdybym miał wyliczyć zalety trójki znalazłby się między nimi oryginalny koncept mnichów-zbirów, będących tyleż pełnowartościowymi zbrodniarzami-i-degeneratami, co pełnoprawnymi fanatykami religijnymi (przedstawionymi przy tym, co dość rzadkie, w sposób zazwyczaj dość odległy od negatywnego stereotypu takiego fanatyka; wiara ta - mimo wszystko - nadaje im rys sympatyczny). A przy tym, choć zbudowani na dwu silnych - dość przeciwstawnych - kliszach, zdolnych jeszcze stanowić (na ogół) ludzi z krwi i kości...
Korrd
Użytkownik
#861 - Wysłana: 15 Maj 2017 15:25:45 - Edytowany przez: Korrd
Odpowiedz 
Q__:
przyznaj jednak, że ten pierwotny scenariusz* fatalny był

Zdecydowanie był fatalny, zwłaszcza ta drewniana, sferyczna stacja kosmiczna. Podobno był też idea, żeby przez cały film nie było xenomorpha (zagrożenie chyba miało być urojone), co w jakimś stopniu mogłoby być nawet interesujące, ale również bardzo mało satysfakcjonujące (zwłaszcza dla fanów). Jednakże znalazło się tam dużo motywów, które - po odpowiednim przekształceniu - nabrały sensu i jakoś się wpasowały do ostatecznej wersji (chodzi o środowisko religijnych wyrzutków, osamotnienie Ripley w tej społeczności, jej impregnację, akcję dziejąca się w odległym i ograniczonym technologicznie miejscu, w pewnym stopniu estetyka miejsca akcji też przypomina to ze starych szkiców).

Q__:
Natomiast największą, chyba, wadą tego filmu - rodzącą wszystkie inne - było to, że należał do wczesnych przedstawicieli tendencji blockbusteryzacyjnej: rzucająca - jak by to ujął Mav - cwaniackimi tekstami i sprawiająca wrażenie b. zadowolonej z siebie Ripley 8 (a przecież życie tego klona było znacznie cięższe, od samego początku, niż biografia - zachowującego się z powagą i skupieniem - oryginału), ewidentna fascynacja twórców efektami specjalnymi (owocująca nawaleniem ich na kupę), obowiązkowo najwyższa stawka (Ziemia!) przy jednoczesnym poprowadzeniu fabuły tak, że ciężaru tej stawki się nie odczuwa. Jednym słowem: stanowił widowisko, którego prawie każda scena krzyczy "nie jestem serio!" (co stanowiło niechlubne novum w całym cyklu.

Z grubsza zgoda, ale w czwórce było trochę świeżości i też można było zwrócić uwagę na jej osobliwy styl (zresztą jak w częściach poprzednich). No i te "cwaniackie teksty" były o niebo lepsze od tych, które można usłyszeć w "Strażnikach Galaktyki" czy innych wynalazkach.
Przegięli z Ziemią, przegięli z hybrydą, przegięli z Gigerem ;). Przyznaję, że bardzo ciekawie zrobili Ripley 8, ale to jaka ona była + nowa królowa stoi zdaje się w sprzeczności z tym, co wiemy o klonowaniu i dlatego samo w sobie jest niepoważne (jak na taką serię). Przeszkadza mi to, dużo mi tam przeszkadza, ale jakoś akceptuję tę produkcję (może mieć znaczenie fakt, że jest to pierwsza część "Obcego", jaką widziałem - byłem nawet w kinie), jednak traktuję ją z niemałym przymrużeniem oka.

Q__:
Z kolei gdybym miał wyliczyć zalety trójki znalazłby się między nimi oryginalny koncept mnichów-zbirów, będących tyleż pełnowartościowymi zbrodniarzami-i-degeneratami, co pełnoprawnymi fanatykami religijnymi

Trochę mało, ale miło, że się starasz ;P
Q__
Moderator
#862 - Wysłana: 16 Maj 2017 07:01:25 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
Zdecydowanie był fatalny, zwłaszcza zwłaszcza ta drewniana, sferyczna stacja kosmiczna.

No, właśnie to mnie w nim głównie przerażało. Choć i anachronicznie średniowieczni mnisi ową konstrukcję zamieszkujący mogli stanowić problem. Ostatecznie zrobiono z nich coś dalece bardziej pasującego do świata przedstawionego.

Korrd:
Jednakże znalazło się tam dużo motywów, które - po odpowiednim przekształceniu - nabrały sensu i jakoś się wpasowały do ostatecznej wersji (chodzi o środowisko religijnych wyrzutków, osamotnienie Ripley w tej społeczności, jej impregnację, akcję dziejąca się w odległym i ograniczonym technologicznie miejscu, w pewnym stopniu estetyka miejsca akcji też przypomina to ze starych szkiców).

Owszem. I jest nawet fascynujące prześledzić jak niewiele potrzeba było czasem by pomysły jawnie idiotyczne przerobić na akceptowalne (Ty, zapewne, powiesz "wybitne i godne uwagi" ), bo jakkolwiek byśmy się w ocenie "A3" nie zgadzali nie zarzucę temu filmowi jakichś ostentacyjnych kretynizmów, z rodzaju tych, jakie widać w następnych częściach.

Korrd:
le w czwórce było trochę świeżości i też można było zwrócić uwagę na jej osobliwy styl (zresztą jak w częściach poprzednich).

Prawda, każda z oryginalnych części cyklu szła w trochę innym kierunku, i miała własny, oryginalny, styl (choć dwie pierwsze bliższy hard SF, dwie dalsze - mrocznej space operze).

Korrd:
No i te "cwaniackie teksty" były o niebo lepsze od tych, które można usłyszeć w "Strażnikach Galaktyki" czy innych wynalazkach.

Przede wszystkim znacznie mniej ich było.

Korrd:
przegięli z hybrydą

Paradoksalnie uważam, że wątek hybrydyzacji sam w sobie mógł być obiecujący, tylko wykonanie (w tym absolutny brak wiedzy biologicznej u Whedona, jak się zdaje) go zabiło.

Korrd:
ale to jaka ona była + nowa królowa stoi zdaje się w sprzeczności z tym, co wiemy o klonowaniu i dlatego samo w sobie jest niepoważne

No, to jest bzdura tak duża, że w poprzednim poście usiłowałem być miły dla "A:R" i udać, że o niej nie pamiętam.

Korrd:
ale jakoś akceptuję tę produkcję

Ja też, dla samego wątku eksperymentów (bez wchodzenia w szczegóły) i pewnych smaczków wizualnych. Te jej elementy bez wahania uznaję za część swojego head canonu.

Korrd:
Trochę mało, ale miło, że się starasz :P

Miło i mnie, że doceniasz.
Korrd
Użytkownik
#863 - Wysłana: 17 Maj 2017 13:05:35
Odpowiedz 
Q__:
choć dwie pierwsze bliższy hard SF, dwie dalsze - mrocznej space operze

"Alien 3" jest mniej naładowany technologią niż dwie poprzednie części, ale to chyba nie space opera. To jedyny w swoim rodzaju apokaliptyczny thriller s.f. ;)

Q__:
Paradoksalnie uważam, że wątek hybrydyzacji sam w sobie mógł być obiecujący, tylko wykonanie (w tym absolutny brak wiedzy biologicznej u Whedona, jak się zdaje) go zabiło.

Było coś godnego uwagi w pomyśle, żeby Ripley była bardziej obca, a obcy bardziej ludzki, ale ostatecznie zrobili to bardziej pod to, żeby było fajnie i efektownie niż ciekawie i inspirująco. Nowa, dzika Ripley jest świetna (zwłaszcza dzięki aktorstwu), ale nie widzę w tym za dużo sensu, to przejawianie przez nią cech obcego poprowadzono bardzo wybiórczo. Z kolei hybryda "obco-ludzka" w ogóle nie została wykorzystana do tego, do czego warto byłoby ją wykorzystać, tj. relacji hybryda-ludzie (i czym to by się różniło od relacji obcy-ludzie), tylko znowuż do zwykłego efekciarstwa.
Q__
Moderator
#864 - Wysłana: 17 Maj 2017 20:37:00 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
Korrd

Korrd:
"Alien 3" jest mniej naładowany technologią niż dwie poprzednie części, ale to chyba nie space opera. To jedyny w swoim rodzaju apokaliptyczny thriller s.f. ;)

Ale tło jest jednak spejsoperowe - skolonizowany Kosmos, podróże międzyplanetarne, i wszystko od spaceoperowej strony jest pokazywane - pamiętajmy, że w tej konwencji gubią się często wątki stricte SF (czy też hard SF), a zostają wyraziści bohaterowie, ich przygody i dylematy. Tu jest podobnie, tylko - co, owszem, jest oryginalne - dostajemy coś odmiennego od typowej strzelanki i/lub walki o władzę na galaktycznych salonach...

Korrd:
Było coś godnego uwagi w pomyśle, żeby Ripley była bardziej obca, a obcy bardziej ludzki, ale ostatecznie zrobili to bardziej pod to, żeby było fajnie i efektownie niż ciekawie i inspirująco.

O to to to. W dodatku zrobili to całkiem bez sensu - z naukowego punktu widzenia.

Korrd:
Nowa, dzika Ripley jest świetna (zwłaszcza dzięki aktorstwu), ale nie widzę w tym za dużo sensu

Bo nie może go być przy takich założeniach. Z absurdu da się wyprowadzić tylko absurd. Shit in shit out, jak mawiają informatycy. Dobrze, że chociaż stać ich było by dodać tę fajność na osłodę.
mozg_kl2
Użytkownik
#865 - Wysłana: 18 Maj 2017 14:29:27
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#866 - Wysłana: 18 Maj 2017 17:00:51
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
obcy-przymierze-rece nzja-spoilerowa

3/10, i wszystko jasne.
MarcinK
Użytkownik
#867 - Wysłana: 19 Maj 2017 18:43:18
Odpowiedz 
https://www.youtube.com/watch?v=i_kr8mAM5Dg
The Creature and Special Effects of Alien: Covenant!

Chyba widziałem wszystko co mnie w tym filmie interesuje
Q__
Moderator
#868 - Wysłana: 21 Maj 2017 16:50:55
Odpowiedz 
mozg_kl2
Użytkownik
#869 - Wysłana: 23 Maj 2017 15:05:39
Odpowiedz 
Q__
Moderator
#870 - Wysłana: 23 Maj 2017 18:31:03 - Edytowany przez: Q__
Odpowiedz 
mozg_kl2

mozg_kl2:
tworca-hannibala- o-obcy-przymierze

Ciekawe... Fuller Wspomina, że seria Obcy miała duży wpływ na to, że ostatecznie stał się filmowcem.

No to teraz trzeba będzie chyba zrobić sobie maraton jego odcinków Treka w nadziei, że wytropi się w nich echa "Aliena"...

Piszą tam też, że: Bryan Fuller znany jest z tego, że robi inteligentne, wysmakowane wizualnie seriale.

Pytanie zatem jak długi cień na DSC rzucił zanim odszedł. Znaczy: ile inteligencji i wysmakowania w Discovery zostanie, i ile w tym będzie jego zasługi, a ile np. Menosky'ego czy Meyera...
 Strona:  ««  1  2  3  ...  24  25  26  27  28  29  30  »» 
USS Phoenix forum / Science-Fiction / Obcy powróci!

Twoja wypowiedź
Styl pogrubiony  Styl pochylony  Obraz Łącza  URL Łącza  :) ;) :-p :-( Więcej emotikon...  Wyłącz emotikony

» Login  » Hasło 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą tutaj pisać. Zaloguj się przed napisaniem wiadomości albo zarejstruj najpierw.
 
Wygenerowane przez miniBB®


© Copyright 2001-2009 by USS Phoenix Team.   Dołącz sidebar Mozilli.   Konfiguruj wygląd.
Część materiałów na tej stronie pochodzi z oryginalnego serwisu USS Solaris za wiedzą i zgodą autorów.
Star Trek, Star Trek The Next Generation, Deep Space Nine, Voyager oraz Enterprise to zastrzeżone znaki towarowe Paramount Pictures.

Pobierz Firefoksa!